| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 7:01 pm Temat postu: Queen archaiczne? |
|
|
Hej, słuchałem ostatnio płyt George'a Harrisona "All Things Must Pass" oraz Pink Floydowskich "Wish You Were Here" i "The Dark Side Of The Moon" i odniosłem wrażenie, że płyty Queen z lat 70-tych, od 1 do Jazz włącznie, brzmią strasznie archaicznie.
Nie czuć tej świeżości w Królowej, i nie chodzi o to, że albumy Queen były przesłuchane więcej razy niż wyżej wymienione.
Jaka jest tego przyczyna? Dużo chórków? Dużo fortepianu? Brak syntezatorów?
Czy również macie takie odczucia, czy też uważacie, że Queen lat 70-tych to świętość, o której złego słowa powiedzieć nie można?
Pozdro dla ludzi chętnych do włączenia się w dyskusję i z dystansem do siebie.  _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michalzbiku95

Dołączył: 26 Lut 2010 Posty: 995 Skąd: Warszawa - Bielany
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 7:44 pm Temat postu: |
|
|
świętość , amen _________________ Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 7:58 pm Temat postu: |
|
|
Można powiedzieć wiele złych słów na albumy z lat 70-tych ale ich archaiczne brzmienie nie jest zarzutem który bym postawił. One są inne od Floydów i takich tam, były inne i 30 lat temu. To, ze nie ma na nich syntezatorów jest atutem- nie wyobrażam sobie żeby gitarowe pasaże w You take My Breath Away zastąpić syntezatorem- z mistrzowskiego i niezwykle oryginalnego rozwiązania aranżacyjnego zrobiłby się banał. Gdyby w Good Company orkiestrę jazzową zagrał syntezator albo orkiestra jazzowa- utwór byłby kompletnie bezcelowy. W momencie gdy każdy jeden instrument gra gitara- mamy muzyczny geniusz. Nie kazda płyta dobrze zniosła próbę czasu- debiut na przykłąd rzeczywiście brzmi momentami źle. Ale archaiczne brzmienie ANATO to jednak dla mnie słowa osoby, która nie słyszała tej płyty w 5.1- śmiem twierdzić, że kłądzie na łopatki wtedy większość płyt nagranych dziś...
Ba, nie trzeba sięgać po 5.1, wystarczy japoński remaster z mini winyli i na przykład Sheer Heart Attack. Dynamika jest niesamowita.
Kolejna sprawa- Queen odwoływało się do muzyki lat 30-tych, wodewil i te sprawy. Jakaś dawka archaiczności jeśli chodzi o styl była ZAMIERZONA. Ja tam wolę Bring Back That Leroy Brown niż banalne Boltonowskie "One Year of Love". Jeśli to ma być ta nie-archaiczność to ja przynajmniej podziękował i wracam do tych starych, trzeszczących starszych albumów
Ba- weźmy The Game. Ten wstęp. To przecież jest syntezator. Ten dźwięk, ta okropna kakafonia pisków zestarzała się orzej niż wszystkie poprzednie płyty Queen razem wzięte. Jak dobrze używać syntezatora Queen odkryło dopiero po całej dekadzie, w 1990 roku, nagrywając Innuendo, gdzie syntezator stał się dopełnieniem a nie czymś co miało dodać jakiś banalny miły podkład. Syntezator czy generalnie klawisze potrafią być niezwykle wspaniałym instrumentem- ale wtedy gdy są kolejnym, potraktowanym kreatywnie narzedziem a nie źródłem jednostajnego "o jakie to ładne" plumkania czy szumu...
Zależy czego kto szuka, podejrzewam. Klawiszowy podkład sprzyja muzyce radiowej, lekkiej, miłej, niezobowiązującej. Z kolei te wszystkie chórki, gitarowe majstrsztyki aranżacyjne i pianino- to każe nam bardziej skupić się na tym czego słuchamy, wymaga więcej... nawet takie niby łatwe, lekkie i przyjemne "You're My Best Friend"- jeśli posłuchać chórków wyrwanych z kontekstu (czego można doświadczyć na filmie Making of ANATO) słychać nieprawdopodobny kunszt wokalny i wspaniały zmysł aranżacyjny... Gdyby zamiast tych chórków był tam syntezator... sorry, wystarczyłby jeden palec żeby to zagrać wręcz... ewentualnie jedna reka i znajomość kilku podstawowych akordów... Takie pójście na totalną łatwiznę- tak przez muzyka jak i przez słuchacza później...
Nie wiem, to że nie słychać świeżości albo dynamiki to Twoje odczucie. Mam drastycznie inne. Świeżości i dynamiki to ja nie słyszę OD Jazz... dobra, to jest lekko niesprawiedliwe uproszczenie ale "you get my point". Sugeruję zakup mini winyli i wysłuchanie tych remasterów. Bo jeśli opinia jest po wysłuchaniu starszych wersji CD albo Kolekcji Wyborczej, to... równie dobrze możemy porównywać najnowsze Blue Ray z kasetą Betamax
Jeszcze jedno- skąd założenie że ewentualna archaiczność (którą ja jeżeli już słyszę to bardziej w stylu niektórych kompozycji czy podejściu do pewnych spraw) to coś złego? Ich największym atutem było to że byli jedyni w swoim rodzaju, oryginalni- nie wiem, mieli gonić za modami już w pierwszej dekadzie? Nagrywać tak i to co inni? Według mnie część z tych płyt znosi próbę czasu nieprawdopodobnie dobrze- właśnie dlatego ze nie ma tam tandetnych skrótów, pójścia na łatwiznę i muzycznej radiowej papki jakiej zawsze było wszędzie pełno...
W sumie to co kolega wyżej tylko dłużej i z uzasadnieniem...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 8:40 pm Temat postu: |
|
|
Swoją drogą ciekaw jestem jakich utworów doczekalibyśmy się gdyby Q grało 'w ten sam sposób' co w latach 70-tych. Chodzi mi generalnie o styl. Czy kompozycje byłyby zupełnie inne, czy tworzyliby mniej więcej takie same kompozycje, ale przynajmniej z aranżacją w stylu w jakim grali w latach 70-tych. Wyobraźmy sobie takie HS, TW, czy AKOM w klimatach SHA  _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 8:44 pm Temat postu: |
|
|
płyty queen brzmią archaicznie. tyle, że dla mnie nie te do jazz, a te po jazz. plyty z lat 70tych brzmią według mnie całkiem nieźle, zwłaszcza na remasterach. porownanie z pink floyd wedlug mnie jest tu troche nietrafione, bo jednak to jest inna muzyka. u PF duzą role odgrywała przestrzeń dźwiękowa, stąd ich płyty wydają sie nieco swiezsze w brzmieniu. we wczesnym queen liczyl sie jednak w duzej mierze rockowy klimat, ktory z zasady jest nieco hmm zamszowy
natomiast plyty nagrane w latach 80tych wedlug mnie, oprocz tego, że są po prostu słabe, to bardzo sie zestarzały. syntezatory i maszyny perkusyjne bardzo zle zniosły próbę czasu z prostej przyczyny - były wtedy nowoscią i nie byly jeszcze dopracowane. to cos jak kompozytor dzwonków na nokii 3110 (czy ktorejs tam...). wtedy to był szał i lansik, teraz jak sie poslucha tych dzwonków, to lekka żenia z perspektywy czasu. to samo jest z brzmieniem plyt z lat 80tych. z kolei innuendo wedlug mnie brakuje mocy i dynamiki, cos co tez po czesci jest udzialem debiutu. natomiast od plyty drugiej do jazz, uwazam, ze kazdy album byl wyprodukowany na najwyzszym poziomie. nie ma jakichś błyskotek, dzwiekowych sztuchnych ognii, popisowej dynamiki - jest naturalne brzmienie ze znakomitymi harmoniami. i to najbardziej cenie w tym zespole. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 9:05 pm Temat postu: |
|
|
Hmm, ja to zawsze odnosiłem wrażenie, że płyty Queen z lat 70. brzmią wyjątkowo świeżo w porównaniu do ich rówieśników - a miałem początkowo na myśli Pink Floyd, bo to był jedyny obok Queen zespół z lat 70., który gdzieś 5 lat temu znałem dobrze. Np. syntezator z "On The Run" (równie dobrze można wziąć na tapetę ten syntezator z "Baba O'Riley" The Who, z tym, że tu trochę usprawiedliwiają brzmienie jeszcze dawniejsze czasy) - przecież to brzmi na serio źle!
Inna sprawa, że niektóre zespoły brzmią źle, bo najpopularniejsze wydania ich płyt mają kiepską jakość dźwięku. Dotyczy to np. pierwszego wydania The Doors na CD. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 11:02 pm Temat postu: |
|
|
| Gnietek napisał: |
Inna sprawa, że niektóre zespoły brzmią źle, bo najpopularniejsze wydania ich płyt mają kiepską jakość dźwięku. Dotyczy to np. pierwszego wydania The Doors na CD. |
Bo analogowo nagrane płyty przeniesiono na cyfrę kastrując je z ich prawdziwego dźwięku. Róznica między na przykład wydaniami płyt Queen z 93 roku a winylami to jak niebo a ziemia... nie mówiąc o oryginalnych CD z drugiej połowy lat 80-tych- tam to dopiero był dramat... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Żbik88

Dołączył: 05 Kwi 2009 Posty: 573 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Paź 24, 2011 11:19 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | płyty queen brzmią archaicznie. tyle, że dla mnie nie te do jazz, a te po jazz.
(...)
z kolei innuendo wedlug mnie brakuje mocy i dynamiki, cos co tez po czesci jest udzialem debiutu. natomiast od plyty drugiej do jazz, uwazam, ze kazdy album byl wyprodukowany na najwyzszym poziomie. (...) |
Trochę się nie zgadzam z tym. Raczej do News Of The World. Jazz ma przeokrutną produkcje i jest chaotyczna (wiem że takie miało byc założenie Jazz = zgiełk, hałas, no ale jednak to właśnie imo nie przetrwało próby czasu). Perkusja brzmi jak walenie w karton albo pusty baniak. Nic nie ratuje tej płyty pod tym względem nawet remaster. Natomiast remaster ratuje płytę Innuendo. Serio to nie tylko czcza gadanina, sam byłem w szoku słysząc całe Innuendo na porządnym sprzęcie i serio jest dynamika i moc. Bardzo. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Wto Paź 25, 2011 1:46 pm Temat postu: |
|
|
Moim zdaniem, bardzo niewiele jest muzyki w latach 70-tych, która brzmiałaby równie dobrze jak Queen.
Queen w tamtych latach był jednym z tych zespołów, które poświęcały ogromna uwagę do produkcji - i byli w tym elemencie bardzo NOWATORSCY. Wiele z rozwiązań, które zaproponowali w kwestii realizacji dźwięku było absolutna nowością - i co ważne, przetrwało jako standard do dziś. Archaizm jest ostatnim słowem, które pasuje do Queen, które w nagrywaniu kolejnych albumów w latach 70-tych, odznaczało się progresywnym podejściem do zagadnienia, nie tracąc chwili na zastanawianie się, czy warto. I TO SŁYCHAĆ. To była esencja Queen w tamtych latach. Brzmieli NOWOCZEŚNIE, PRZESTRZENNIE, wykorzystując maksimum z możliwości ówczesnej techniki. Do dziś, gdy słucha się np. A Night prosto z winyla, bije w kwestii realizacji dźwięku na głowę większość albumów, nie tylko nagranych przed laty, ale i dziś.
Pozdrawiam na dobra jesień.
Ostatnio zmieniony przez krs dnia Wto Paź 25, 2011 3:07 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Wto Paź 25, 2011 3:07 pm Temat postu: |
|
|
Moim zdaniem, taka dyskusja jest fajna, ale ma na sobie jeden mały uszczerbek. Taki, że mówimy o tym grube dziesiąt lat po premierze tych płyt, przez co możemy je oceniać - czy są archaiczne, czy nie - tylko na tle innych, np. Pink Floyd, czy Led Zeppelin...
Nikt z nas nie żył w tamtych latach, więc tak genialnie nie wie co było wtedy uznawane za nowość, a co nie. Krs ma rację, Queen wtedy bardzo duży nacisk kładli na produkcję i mi się zdaję, że takie rozwiązania jak na ich płytach, były dość nowatorskie. Wystarczy sobie posłuchać kilka piosenek Zeppelinów, czy tam chociażby ACDC, Foghat i od razu słychać, że wszystkie brzmią niemal tak samo pod względem produkcji. Archaiczne, owszem, ale płyty po The Game. Bo na temat Jazz ja bym troszkę dyskutował. Mamy tam elektryczną perkusję, i inne rzeczy, takie jak ten zmieniony głos Briana w "Leaving Home Ain't Easy".  _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Wto Paź 25, 2011 3:16 pm Temat postu: |
|
|
Nie mogę się do końca zgodzić, ze płyty po Jazz brzmią archaicznie. Zależy od tego, co chcemy słyszeć. Polecam np. słowa muzyka Agressivy 69, który nasłuchał się i naprodukował w życiu masy elektronicznej muzyki, który stwierdził, iż Body Language do dziś brzmi wyjątkowo świeżo. Posłuchajcie sobie zresztą dzisiejszych trendów w muzyce pop - jakiś Black Eyed Peasów itd. Puls, rytm bas... do dziś Body Language puszczone w jakimś MTV brzmi idealnie. Inna rzecz, że dziś po prostu nastąpił powrót do tamtych brzmień, które na nowo są modne.
Do dziś wiele z muzyki Queen brzmi bardzo dobrze. Może właśnie dlatego, że na produkcję i realizację dźwięku kładli ogromną uwagę. Dynamika Sheer Heart Attack bije na głowę dzisiejsze Comy czy inne badziewie. I nie trzeba żadnych remasterów. Ja słucham Queen prosto z pierwszych tłoczeń i biją po uszach taką maestrią realizacyjną, której próżno szukać w większości dziś produkowanych nagrań.
PS. Oskar... nie trzeba było słuchać muzyki w latach 70-tych, by wiedzieć co było wówczas nowatorskie, tak jak nie trzeba było żyć w XIX wieku, by wiedzieć jak odbierana była wówczas twórczość Chopina. Wiesz, są różnego rodzaju nośniki zbiorowej pamięci, pomagające w tych kwestiach
No i muszę Cię także zmartwić... są tu tacy, co żyli już w latach 70-tych:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Pią Lis 04, 2011 10:48 pm Temat postu: |
|
|
Ogólnie co to znaczy archaizm w muzyce? Utwór z lat 60 obecnie słuchany dla jednych będzie starociem, kurzem ziejącym, a drugich będzie pachniał świeżością.
W każdej dekadzie istniał inny styl produkcji, technika nagraniowa szła do przodu. Dla mnie takie QI było archaiczne jak słuchałam po staremu CD, ale jak zmietli kurz to co kryło piękno nikt się nie ośmieli powiedzieć archaizm... niestety nie zawsze ten zabieg pomaga i takiemu Works nic nie pomoże, bo tylko zamiana syntezatorów chyba czyli przeszczep. Niestety wiele rzeczy w dniu narodzin było już archaizmem i passe. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gawain
Dołączył: 26 Paź 2008 Posty: 21
|
Wysłany: Sob Lis 05, 2011 9:44 pm Temat postu: |
|
|
Słusznie Daga wspomniała, że niektóre dzieła są archaiczne już w chwili powstania.
Na przykład Ace of Base na początku lat 90'podbijało listy przebojów, ale dla mnie już wtedy brzmiało to strasznie prymitywnie. Zresztą podobnych przykładów wiele można przytoczyć.
Ale archaizm też potrafi być piękny, na przykład album Flash Gordon, jak dla mnie ta muzyka ma klimat, o filmie wolę się nie wypowiadać, ale ścieżkę dźwiękową uwielbiam, zawartą tam staroświeckość
Jeśli chodzi o Queen lat 70-tych, jest to majstersztyk tym większy że brzmi to fantastycznie bez syntezatorów. Byłem w szoku gdy pierwszy raz słuchałem tych nagrań, zresztą do tej pory tak jest
Według mnie dwa albumy odstają nieco, premierowy album Queen
(ale w kilku utworach pozytywny archaizm że się tak wyrażę)
Oraz, News of the World (w ogóle uważam ten album za mało ciekawy) a Get Down Make Love z tą elektroniczną wstawką, makabra...
Wszystkie pozostałe płyty Queen lat 70' są the best i brzmią fantastycznie.
Co do Queen lat 80/90tych, nie jest najlepiej, ale nie ma tragedii, za to cały album Innuendo po dziś dzień brzmi dla mnie niezwykle świeżo. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sob Lis 05, 2011 10:16 pm Temat postu: |
|
|
Moi drodzy, jakie czasy, taka ocena archaiczności. I jeszcze jedno, jeżeli mamy być słowni względem sensów i konstrukcji - archaizm to nie to samo, co archaiczność.
Wróćmy do mojego sądu. Jak wyżej napisałem, Body Language dziś brzmi nowocześnie, w każdym razie nie zdaje się być czymś przestarzałym podług współczesnych trendów. Niemniej takim zdawał się być, a jakże, w latach 90-tych, gdy wszelaki elektroniczny zapęd w muzycznych odniesieniach traktowano jako coś wielce archaicznego.
Ważna jest inna rzecz. Żyjemy w czasach regresywnych, pozbawionych czynników immanentnych, które nie wytaczają ścieżek kultury wedle głównej linii, będąc ich katalizatorem. Trudno zatem mówić o archaiczności w czasach, gdy muzyka jest jednym wielkim odwołaniem. Jeżeli następuje, wedle tego, powrót do brzmień lat 80-tych, wszystko to, co powstało w tamtym czasie przestaje być, samo przez się, przestarzałe. Co nie znaczy, że nie będzie takim jutro, gdy przestaną być archaiczne brzmienia... np. lat 60-tych.
Podsumowując: semantyka idzie zwykle w parze z tropami kultury, a te z ich oceną.
Pozdrawiam. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lis 06, 2011 1:53 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | Oj krs mógłbyś pisać bardziej po polsku nie chce mi się ze słownikiem siedzieć... |
Do książek niewiasto, póki czas...
**************
Żarty na bok, sam temat zbyt ciekawy
Jeszcze 10 lat temu wydawało się, ze krążek winylowy czeka śmierć. Minęło kilka lat- nagle winyl wraca do łask, w wielu miejscach zresztą nigdy z nich nie wyszedł. Dla kogoś kto słucha muzyki tylko z iPoda to będzie jakiś niezwykle przestarzały nośnik (nie można obejrzeć teledysku? jak ja mam nosić ze sobą adapter? zadrapię i będzie preskakiwać?) i tyle. Coś czym się podniecają stare pryki. Jednak im głębiej się wchodzi w słuchanie muzyki, w chłonięcie muzyki, w kolekcjonowanie muzyki- tym większą rolę winyl zaczyna odgrywać... tym piękniejszy się staje... i przestaje być czymś przestarzałym- staje się czymś klasycznym, pięknym... nie wszystko to co nowe jest lepsze. Brzmienie, nośnik- wcale nie musimy się zatrzymywać na muzyce. To jest dużo bardziej uniwersalne. W tym momencie zgadza się, ze dla szerszej publiczności ocena tego co jest przestarzałe jest zdeterminowana przez to co jest w danym momencie modne. Ale mówimy tu o szerszej publiczności. Dla wielu ludzi winyl nigdy nie był czymś przestarzałym. Tak samo brzmienie tej czy innej płyty, tego czy innego okresu itd. Więc to może być też bardzo indywidualne. Bo o ile można zauważać i oceniać trendy- o tyle nie ma czegoś takiego jak odgórne "archaiczne". Nie da się tego zmierzyć, zbadać, zrobić wykresu (oprócz Mefju). Właściwie rzecz biorąc wszystko sprowadza się do gustu. Do indywidualnego odbioru. Tak, słuchając Black Eyed Peas można zauważyć, ze nagle brzmienie Body Language wraca do łask. Nie wiem tylko jaka siła miałaby mnie zmusić do słuchania Black Eyed Peas.
No i w tym momencie wracamy do oryginalnie postawionego pytania. Płyty Queen brzmią archaicznie. To jest indywidulane podejście osoby zaczynającej temat. Tak, przez pryzmat obecnych mód, można się nad tym zastanowić i jakoś ocenić- nigdy mnie to nie interesowało, nie interesowały mnie mody, trendy, nie jest to dla mnie istotne w żadnym stopniu. Ja ostatnio słucham retro progu (semantyczny mind fuck, tak w ogóle) więc ewidentnie mody to dziedzina mi obca. Archaiczność w ogóle nie musi być czymś pejoratywnym- muzyka z lat 50-tych, np. No nie brzmi nowocześnie w żaden sposób, słychac momentalnie z jakiego pochodzi okresu. No i? Ciągle jest w stanie zachwycić, wzruszyć, właśnie dzięki swojej archaiczności. Nie, pewnie nie szerszą publiczność (no chyba że dany utwór będzie w jakiejś reklamie...), przynajmniej póki nie przyjdzie na to moda- ale już pojedyncze osoby jak najbardziej...
Muzyka to muzyka... dzisiejsze mody... dziś jest taka, jutro będzie inna, wczoraj była jeszcze inna. I potem się tylko na przemian wymieniają. Fajnie jest znać ten kontekst jeśli chodzi o moment w którym dana płyta powstała żeby ją lepiej zrozumieć, ale to mniej więcej tyle. W ogóle cały świat, ta szersza publiczność o której mówię- to jak socjologia, można to obserwować, opisywać, itd. Ale... każdy z nas ma swój jakiś gust, który chyba jednak (przynajmniej u niektórych) nie jest aż tak bardzo zależny od obecnie panującego trendu... a może jestem nadmiernym optymistą, nie wiem. I dlatego tak ujęta archaiczność jak w tym temacie przeze mnie była i jest odbierana na poziomie indywidualnym... choć i poziom szerszy jest bez wątpienia ciekawy. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
DreamTheater

Dołączył: 30 Sie 2011 Posty: 84 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: Nie Lis 06, 2011 6:21 pm Temat postu: |
|
|
| Moim zdaniem spieranie się o to czy muzyka Queen brzmi dzisiaj "archaicznie" jest tylko grą słów. Bo jeśli nawet dojdziemy do wniosku, że rzeczywiście utwory te dzisiaj brzmią nienowocześnie, to ktoś z tej racji przestanie słuchać Królowej? A może to właśnie takie, a nie inne brzmienie powoduje, że utwory Queen są wyjątkowe. Nie da się po prostu oddzielić warstw składających się na dzieło muzyczne. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lis 06, 2011 6:33 pm Temat postu: |
|
|
| DreamTheater napisał: | | A może to właśnie takie, a nie inne brzmienie powoduje, że utwory Queen są wyjątkowe. |
Powiedziałbym, że nie może a na pewno. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gawain
Dołączył: 26 Paź 2008 Posty: 21
|
Wysłany: Nie Lis 06, 2011 9:23 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: |
Jeżeli następuje, wedle tego, powrót do brzmień lat 80-tych, wszystko to, co powstało w tamtym czasie przestaje być, samo przez się, przestarzałe. Co nie znaczy, że nie będzie takim jutro, gdy przestaną być archaiczne brzmienia... np. lat 60-tych.
|
a więc Queen dzięki swojej różnorodności nigdy nie będzie archaiczne, bo na każdą epokę ma coś do zaoferowania
Ale w sumie słusznie Fenderek podsumowuje, że tak naprawdę archaizm nie ma znaczenia, ważne jest piękno zawarte w muzyce, nieważne ile ma lat czy na ile "wygląda" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lis 06, 2011 9:34 pm Temat postu: |
|
|
| Gawain napisał: |
a więc Queen dzięki swojej różnorodności nigdy nie będzie archaiczne, bo na każdą epokę ma coś do zaoferowania
|
Jak najbardziej jest w tym coś...! Nawet podział na lata 80-te i na lata 70-te jest dość naiwny- tego jest tak dużo więcej...! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Nie Lis 06, 2011 10:19 pm Temat postu: |
|
|
na wstępie sorry, że taki elaborat, ale spaczenie zawodowe
W temacie archaiczności muzyki jest podobnie jak w modzie. Trendy się zmieniają, a pewne rzeczy zawsze wyglądają świetnie. Mam na myśli klasyczny męski garnitur lub tzw. małą czarną od Coco Chanel. Te dwa proste ubranka zawsze są „na czasie”, niezależnie od tego jaka panuje moda.
W muzyce trendy zminiały się często i łatwo jest wskazać, że w pewnych jej okresach np. określone instrumenty były „na topie” np. sławetne organy Hammonda. Swojego czasu grali na nich prawie wszyscy, podobnie jak w latach 60 i 70 ogromna liczna kapel rockowych bezrefleksyjnie odwoływała się do bluesa, myśląc, że będą jak Zeppelini czy Free.
Tymczasem Queen przy zachowaniu klasycznego rockowego instrumentarium, wykorzystywał fortepian, czyli urządzenie, które sprawdzało się i 1795, 1856, 1920, 1960 i w czasach gdy oni zaczeli grać. Fortepian nie był nigdy urządzeniem „trendy” (w sensie, że istniałą jakaś moda na jego wykorzystywanie), lecz po prostu instrumentem, z którego korzystali muzycy klasyczni, jazzowi, popowi, wirtuozi i amatorzy. Fortepian był niczym właśnie klasyczny garniak czy mała czarna od Chanel. Nie zestarzał się ani trochę, a tymczasem organy Bacha (i później organy Hammonda z lat 60tych czy pierwsze) już niedługo po ich pierwszym użyciu trąciły archaicznością.
Dziś słysząc organy, od razu mamy skojarzenie z Bachem, a jak leci Hammond, to widzimy przed oczami słodkie lata 60. Czy to źle? Absolutnie nie, ale od razu następuje pewne zawężenie w postrzeganiu takirgo utworu muzycznego. Podobnie jest z syntezatorami z lat 80 – łatwo je wyczuć i wydają się często okropne. Dlatego też wiele piosenek Queen z lat 80-tych po prostu mnie odrzuca, bo topią się w tym specyficznych sosie swojej epoki.
Natomiast Queen z klasycznym instrumentarium (wokal, fortek, gitara, bas, perkusja + żywe dodatki np. ukelele) brzmi bardzo świeżo i mógłby się odnaleść w każdej epoce, czy to na salonach Paryża końca XIX wieku, czy jako odziany w garniaki band z lat 30-tych, czy też jako nowoczesny zespół anno domini 2012. Wystarczy też spojrzeć na ich muzykę przez pryzmat podziwu dla nie wyrażanego przez muzyków różnych pokoleń i stylów: od zespołów Metalica, Def Leppard, Iron Maiden, Gunsi, Foo Fighters przez zupełnie współczesne Muse, MCR, Kings of Lion po gwiazy pop (Gaga, Perry) i raperów (Jay-Z). Od 30 lat Queen ma swoich admiratorów, mimo, że zmieniają się trendy muzyczne. Poza tym muzyka Queen jest wykorzystywana w szeroko pojętej popkulturze częściej niż innych zespołów (filmy, reklamy). W USA chóry i orkiestry uniwersyteckie (a każda uczelnia ma taki) wykonują wiązanki Queen na zakończenie każdego roku (na youtube jest setki filmików). O rzeczach oczywistych (jak status BOH, WWRU, WATC, CLTCL, AOBTD czy TSMGO) nawet nie wspominam, bo dawno już wyszło poza sferę muzyki.
Tak więc z archaicznością Queen nie jest źle, bo poza częścią piosenek z lat 80-89, ich muzyka jest cały czas „na czasie”. No i oczywiście ich oryginalność, która pozwala na używanie określenia „styl Queen”. Byli po prostu wyjątkowi w swoich czasach, są wyjątkowi także teraz a rdzeń ich twórczości (od QII do Game oraz Innuendo) zniósł próbę czasu bardzo dobrze.
Weźmy na koniec np. sztandarowy hit lat 60 „California Dreamin” (Mamas & Papas). Piosenka bardzo fajna, ale od razu jedno skojarzenie: lata 60te, hipisi itp. A weźmy takie WWRU. Czy widzimy przed oczami lata 70, kiedy piosenka powstała? Ani trochę; bo ona przez swój uniwersalizm prezentuje się świetnie i w roku 1977, i na każdym późniejszym wydarzeniu sportowym czy muzycznym, nawet jako mush-up z hip-hopem w filmie Sucker Punch.
Czy wykonuje go (i większość innych klasycznych piosenek zespołu) chór, orkiestra, diva czy raper, to i tak nie kłóci się to z danym trendem muzycznym będącym na topie w określonej chwili. I w tym tkwi niezaprzeczalna potęga Queen – jego muzyka (poza syntezatorowym badziewiem z lat 80) to taki klasyczny garnitur czy mała czarna od Chanel. W każdej muzycznej epoce muzyka Queen znajdzie swoje miejsce _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|