FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepszy wokal?
Idź do strony 1, 2  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
futureal



Dołączył: 05 Lis 2008
Posty: 554
Skąd: Edge of Darkness

PostWysłany: Pią Gru 25, 2009 8:19 pm    Temat postu: W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepszy wokal? Odpowiedz z cytatem

No właśnie, bo zauważyłem,że o ile II, Sheer Heart Attack i Night at the Opera to genialne płyty, świetne zaaranżowane wokalnie ,podobnież świetne aranżacje i melodie są na A Day at the Races, to wydaję mi się jednak że nie był to szczyt wokalny dla Freddiego.
Jak słucham np. Live Killers czy ostatnio koncertów na youtube z końcówki lat 70 wydaję się mi ,że Freddie w tych starych utworach brzmi lepiej, jakoś tak zadziorniej i ostrzej (oczywiście na starszych płytach śpiewa znakomicie ,genialnie ale...)
Co do lat 80 to o ile są to gorsze płyty, to wokalnie jest naprawdę świetnie weźmy It's Hard Life ,Who Want to Live Forever czy Scandal ,ale też i słabsze utwory z tych płyt jak np. świetnie zaśpiewane tytułowe utwory z A Kind of Magic i Miracle.
Scandal zresztą może faktycznie zapowiadać czasy Innuendo ,gdzie Freddie śpiewa jeszcze bardziej poważnie ,patetycznie ,z taką mocą np. tytułowy czy Ride the Wild Wind ...

Jestem ciekaw waszych opinii.
_________________
Someone Chasing I Cannot Move
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Majkel



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 390
Skąd: Oświęcim

PostWysłany: Pią Gru 25, 2009 8:47 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sorry, ale jak dla mnie jednak Innuendo Razz Nie mam za bardzo czasu, aby się w tym momencie zbytnio rozpisywać, ale ujmując rzecz skrótowo:
a) w latach '70 wokal Freddiego (oczywiście, że czysty, piękny, itp. itd., tego typu 'banałów' nie muszę chyba na tym forum wypisywać Razz ) był taki hmmm... nieskażony, dziewiczy... CZASAMI ten brak 'zadzioru' i 'poweru' w głosie mógłby niektórym osobom przeszkadzać (vide: choćby "Stone Cold Crazy", zdaniem wielu lepiej wykonane przez Hetfielda - jednocześnie natomiast nikt poważny nie powie chyba, żeby ten drugi miał lepszy wokal od Freddiego Wink ), w większości natomiast przypadków niemal IDEALNIE wpisujący się w stylistykę tamtego okresu (nie wyobrażam sobie niemal NIKOGO wykonującego lepiej takie utwory jak "Good Old-Fashioned Lover Boys" czy kultowe "Killer Queen");
b) w latach '80 natomiast doszła do głosu Freddiego jeszcze chrypa, chociaż nie od razu tak bardzo słyszalna (z różnych pewnie powodów, z których zaś prym niewątpliwie wiodło palenie papierosów Cool ); szczególnie dobrze jej obecność wpływała IMO na występu live (oczywiście, jeżeli Freddie nie miał wcześniej zdartego głosu - że wspomnę chociażby pamiętny występ na Wembley); mocarnie wybrzmiewały w tym okresie takie utwory, jak np. "Hammer to Fall" czy "I want it all"; rzadko bo rzadko, acz przeradzało się to jednak czasem w karykaturę (szczególnie widać to IMO na AKOM-ie; w takich utworach jak One Year Of Love czy Gimme The Prize wokal Freddiego, acz mocarny, brzmi jak dla mnie okropnie; o ile w tym drugim darcie się w niebogłosy da się jeszcze wytłumaczyć stylistyką piosenki, to w tym pierwszym jest właściwie nie do obronienia Wink );
c) no i na koniec kultowe "Innuendo", która to płyta - jak dla mnie - jest zupełnie innym rozdziałem w kontekście rozpatrywania walorów wokalnych Freddiego; to właśnie ona (a szczególnie dwa zawarte na niej utwory - początkowy utwór tytułowy i wieńczące ją "The Show Must Go On") sprawia, że w rankingu najlepszych wykonawców wszechczasów - niezależnie od mojego uwielbienia dla Queen - na 1. miejscu stawiam właśnie niejakiego Freddiego Mercurego; zawarty na niej ładunek emocjonalny, śpiewanie zaś przede wszystkim DUSZĄ - to wszystko sprawia, że nie mogę przejść obok niej obojętnie; kompozycje kompozycjami (co najmniej dwie wybitne, dwie przeciętne, reszta IMO bardzo dobra i trzymająca poziom), ale ten wokal... jak dla mnie rzecz absolutnie nieziemska. Wobec Innuendo na dzień dzisiejszy mógłym postawić jedynie nieziemskiego Ronniego w utworze "Stargazer" grupy Rainbow, zaś dla The Show Must Go On - póki co - nie znalazłem nawet żadnego godnego kandydata Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
RockFan90



Dołączył: 16 Lis 2008
Posty: 1319
Skąd: Łobez/Gdynia

PostWysłany: Pią Gru 25, 2009 10:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Innuendo to łabędzi śpiew Fredka. To, co ten facet wokalnie wyczynia na tej płycie jest nie do pojęcia. Często słyszę głosy, że nie słychać tu wpływu choroby na jego głos- no cóż, IMO słychać to dość wyraźnie. Ale trzeba przyznać rację obrońcy Murzyniątek- "Głos Freddiego brzmi tu lepiej niż kiedykolwiek". Tytułowy kawałek to miazga- porażająca skala, nieosiągalna dla nikogo. TSMGO- powiedziano już wszystko, kiedyś bodajże Fenderek mówił, że do zaśpiewania niezwykle ciężkie. No i trzeba też pamiętać o innych utworach niż otwierający i zamykający album- Bijou, Ride The Wild Wind, All God's People...

Lata 70.- mniej tego zadzioru słyszanego kilkanaście lat później, ale za to jaka kapitalna interpretacja niektórych kawałków- choćby ten jad sączący się z każdego słowa w Death On Two Legs czy niezwykle przejmująco zaśpiewane White Queen czy You Take My Breath Away, żarty w stylu Lazing On A Sunday..., Leroy Brown.

W latach 80. imprezowanie i kopcenie fajek musiało się odbić na wokalu, oj musiało Laughing Głos się obniżył, stał się potężniejszy niż dekadę wcześniej, choć okresu z Innuendo i tak IMO nie przebija Wink No i o czym wspomniał już Majkel, Fred czasem przesadzał z darciem pyska, czego przykładami są właśnie utwory nr 3. i 7. na AKOMIE Wink Miracle to trochę inna bajka- takiej chrypy nie da się usłyszeć u Freddiego na żadnym innym albumie, brzmi ona świetnie, zwłascza w IWIA czy WIAWI.

Tak więc reasumując, zdecydowanie okres Insynuacji Wink
_________________
"Our lives dictated by tradition, superstition, false religion
Through the eons, and on and on"

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
futureal



Dołączył: 05 Lis 2008
Posty: 554
Skąd: Edge of Darkness

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 4:10 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja bym dokonał w latach 70 podziału na do ADATR i na końcówkę lat 70 ,a w zasadzie przełom 70/80 gdzie Freddie śpiewa tak bardzo rock and rollowo, z taką pewnością, feelingiem ,najlepiej to słychać w takich kawałkach jak Get Down Make Love, Spread Your Wings, Dead On Time, Let Me Entertain You ,Dreamers Ball czy Dragon Attack ,jak dla mnie to są właśnie najlepiej zaśpiewane kawałki przez Freddiego ,także koncertowe wersje klasyków takich jak np. Death on Two Legs, Bohemian Rhapsody czy Now I'm Here z tego okresu

co do Stone Cold Crazy to dla mnie wykonanie Metallicy jest dużo,dużo gorsze, nie słyszałem zresztą opinii by Hetfield zaśpiewał to lepiej,ale może takie są
_________________
Someone Chasing I Cannot Move
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
SHLM11



Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 85
Skąd: CHEBZIE

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 11:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zdecydowanie okres współpracy z M.Caballe.
W How Can I Go On barwa głosu Freddiego jest niesamowita.
_________________
A imię Jego 44
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 3:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zawsze się co do tego lekko wahałem, ale teraz jestem gotów stwierdzić, że wokal Freda był lepszy zdecydowanie w latach 80-tych, a także na początku 90-tych(szacun, że pomimo postępującej choroby jego głos wciąż trzymał świetną, a może nawet i lepszą formę Smile).
Gdy słucham Queen z wczesnych lat 70-tych to głos Freda wydaje mi się być jakiś taki dziwny(ale nie znaczy wcale, że nie fajny Razz). Trochę zbyt kobiecy. Np. gdy słucham takiego "Father to Son" albo "Seven Seas Of Rhye" to wogóle nie poznaję Freda i dawniej miałem spore wątpliwości co do tego czy to na pewno on te utwory śpiewa, czy inny muzyk z zespołu, np. Brian, albo... John Deacon Laughing Przez pewien okres czasu miałem takie ciche przypuszczenie, że to może być on bo ten głos nie pasował mi za bardzo do żadnego z pozostałych muzyków. :] Wiem, że to może dla Was zabrzemieć śmiesznie, no ale... to było dawno temu, gdy dopiero co raczkowałem jeśli chodzi o moją znajomość Królowej. Razz
Co zaś do lat 80-tych to ta chrypka zdecydowanie była na plus. Poza tym głos Freda brzmi tu zdecydowanie wyraziściej i słychać w nim głębię i emocje. A najbardziej to mi się podoba ten głos w piosence "Gimme The Prize" - tam to dopiero Fredek daje czadu! Laughing Na początku uszy mnie co prawda trochę od tego bolały, ale na szczęście przyzwyczaiłem się. Smile
A jeśli chodzi o falset Freda to on nie zawsze mi się podoba. Wszystko zależy od klimatu i konwencji danego utworu. Np. w takim "Pain Is So Close To Pleasure" to ten falset mnie drażni i brzmi strasznie pedałowato! Zresztą cała piosenka jest jak dla mnie pedałowata. Razz

Ciekawi mnie natomiast jedna rzecz - że to ponoć od papierosów(m.in.) ten głos mu się tak polepszył i że to one mu nadały taką charakterystyczną chrypkę... ciekawe, czy zostało to jakoś naukowo udowodnione. Bo to nie jedyny taki przypadek w muzyce. Był już kiedyś taki amerykański muzyk jazzowy Nat King Cole, który też palił(i to nawet sporo, bo aż 3 paczki dziennie) i też tłumaczył się, że dzięki paleniu jego głos utrzymuje formę. I niestety źle się to dla niego skończyło, gdyż w wyniku nałogu musiał przedwcześnie odejść. Sad I co ciekawe dokładnie w tym samym wieku co Freddie(no tam pół roku starszy może był). Słyszałem też o jakiejś baletnicy, która odkryła, że jej talent potęguje się poprzez bierne palenie tytoniu.... Domyślam się, że takich przypadków mogło być jeszcze sporo, ale jak na razie nic więcej mi nie przychodzi do głowy...
Co o tym myślicie? Jak to jest z tymi petami? Smile
_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mustapha91



Dołączył: 07 Lis 2009
Posty: 493
Skąd: Szczecin

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 4:49 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dla mnie zdecydowanie okres Innuendo. Późniejsze miejsca trudno jest mi określić, generalnie barwa głosu Freddiego jest moją ulubioną... Gdyby dokonać podziału na okresy i je ocenić, to zrobiłabym to tak:

a) Początek lat '70: albumy od Queen do A Day at the Races
Wokal jest czysty, delikatny, bez chrypki. Świetne interpretacje. Doskonale sprawdza się zarówno w utworach na kształt wodewilu (Seaside Rendezvous), przejmujących balladach (White Queen), jadowitych kawałkach (Death on Two Legs), stylu gospel (Somebody to Love), ostrzejszych piosenkach i tak dalej... Jeżeli chodzi o koncerty, to nie będę się wypowiadać, bo słyszałam zbyt mało jeszcze.

b) Przełom lat '70 i '80: albumy od News of the World do The Game
Jak już Autor tematu zauważył, taki bardziej rock'n'roll. Barwa nie zmieniła się jeszcze znacznie, ale interpretacje były inne. I z tego okresu pochodzą świetne koncertówki!

c) Lata '80
Papierosy i imprezy zrobiły swoje... Pojawiła się chrypka, głos się obniżył - wokalnie lata '80 nie są wcale złe, wręcz bardzo dobre! Cieżki kompozycje nabrały większego blasku, szczególnie na The Miracle, niestety w innych utworach Fredowi zdarzało się przesadzić (wspomniane już One Year of Love...). Inna sprawa to falset IMHO bardzo denerwujący. Od strony koncertowej wolę wokal z lat '70.

d) Okres Barcelony
To jest piękne! W wersji operowej głos Freddiego nabiera zupełnie innego wymiaru, jestem pewna, że byłby dobry w tej profesji Wink A w połączeniu z Montserrat wychodzą perełki takie jak ten album, chociaż nie każdemu może się on spodobać...

e) Okres Innuendo
IMHO najlepszy ze wszystkich. Mistrzostwo od początku - Innuendo do końca - The Show Must Go On. Choroba właściwie tylko uszlachetniła te osiągnięcia... I znów słyszymy wspaniałe interpretacje, tysiąc uczuć. Wykonania dosłownie miażdżą i niosą ze sobą ogromny ładunek emocjonalny... za to właśnie można zakochać się w muzyce Queen!

Co do wpływu palenia papierosów... nigdy nie spotkałam się z takimi opiniami. Wiadomo, że mogą bardzo wpłynąć na barwę głosu, ale żeby na jej jakość czy jakość wykonywanego zajęcia to chyba nie... Jednak ekspertką żadną nie jestem Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 7:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nat Cole też nie twierdził, że ma większe możliwości wokalne dzięki paleniu, tylko bardziej mu się podobała zachrypnięta barwa Smile.

Odwrotnie niż mnie. Mi się podobają czyste wokale, lubię głos chłopięcy, także kobiecy, lubię falset. Charczący wokaliści rockowi (ja nie mówię o growlu, tylko o typowych rockersach, jak choćby Bruce Dickinson, Axl Rose czy Kurt Cobain) nie przekonują mnie. I dlatego podoba mi się ten wczesny wokal Freddiego - od czasów Ibex do "A Night At The Opera". Ja właśnie tam słyszę uczucia - w samym "Father To Son" jest i czułość ("But the air you breathe/I live to give you..."), i pełen patos ("And the voice is so clear/Time after time it keeps"), i wściekłość ("But you'll write it all again before you die"). Już wiele razy pisałem, że według mnie właśnie wtedy Freddie śpiewał ten rodzaj pieśni, które najlepiej mu pasowały - takie natchnione, podniosłe opowieści o legendarnych stworach ("Ogre Battle"), wizjonerach ("Jesus", "Great King Rat"), prorokach zagłady ("The Prophet's Song"), o grzechu i karze ("Liar"). Jego młodzieńczy, pełen zapału i mocy głos znakomicie oddawał wszystko, co mógłby chcieć przekazać jakikolwiek bard.
Ja słyszę zmiany już na "A Day At The Races". Tam, gdzie Freddie śpiewa względnie nisko, nie tylko w ciężkich rockerach, ale nawet w "You And I", pojawia się już chrypka. Ale to i tak jest moja ulubiona płyta, z wielu względów. Potem jest już tylko gorzej Smile. Technicznie Freddie nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu, ale w latach 80. prawie zawsze śpiewał siłowo, jak najgłośniej. Na koncertach skutkowało to tym, że załamywał mu się głos. Jak dla mnie, jego darcie się dla popisania się siłą głosu w "Bohemian Rhapsody" czy "We Are The Champions" rozbijało kompozycję tych piosenek. Kiedy na płycie "The Works" po wykrzyczanym w zasadzie "Tear It Up" następuje wrzask rozpoczynający "It's A Hard Life", to mam już tak zmęczone tym wszystkim uszy, że tracę ochotę nawet na dalsze słuchanie tej skądinąd wspaniałej piosenki (żeby nie było - piszę o "It's A Hard Life" Smile). Ten zdarty głos Freddiego zdaje mi się żałosny, kiedy próbuje być słodki ("Love Me Like There's No Tomorrow"), wesoły ("Let's Turn It On")... Dobrze za to oddaje złość ("I Want It All", a przede wszystkim "Scandal"), zmęczenie ("Heaven For Everyone"), ogólnie negatywne uczucia. Pod koniec życia Freddie zrezygnował z forsowania głosu, znów zaczął mocno dbać o technikę - i znowu efekty tego widać: "Barcelona" jest majstersztykiem właśnie pod względem technicznym, "The Miracle" też mi się podoba mimo, że barwa wokalisty nie jest taka, jakiej bym pragnął - a "Innuendo" to wręcz cudowna rzecz, jeśli mówimy o wokalu. Bardzo dopracowana technicznie i oddająca właśnie te uczucia, które Freddie najlepiej był w stanie oddać. Śpiewał przeponą, dzięki czemu uniknął tej najbardziej drażniącej chrypki (bo jakąś chrypkę w ogóle słychać), a jego głos stał się potężny nawet bez forsowania go.
Jak dla mnie, na początku lat 70. głos Freddiego jak najbardziej nadawał się nawet do tych cięższych kawałków. "Flick Of The Wrist" i "Death On Two Legs" świetnie oddają złość. Wcale nie potrzeba tam żadnego charczenia. Czy ten wokal nie brzmiał potężnie? No cóż, głos proroka z "The Prophet's Song" jest dla mnie wręcz definicją potężnego głosu, mocy, życia, siły. Dużo później, w choćby "Princes Of The Universe", też jest siła, moc itd., ale już nie taka, a w momencie kiedy Freddie zaczyna się śmiać (gdzieś koło "Bring on the girls!"), ja słyszę gruźlika/palacza/kandydata do raka Laughing .
Jeszcze wrócę do tych najwcześniejszych zarejestrowanych próbek głosu Freddiego w rodzaju "Rain", "Green" czy dem z De Lane Lea. Zgodzę się, że nie są one zaśpiewane najlepiej. Tu słychać początkującego wokalistę, człowieka niedoświadczonego, który ma pojęcie, jak należy śpiewać, ale nie ćwiczył na tyle długo, żeby osiągnąć, to co by chciał. Ale sama barwa mi się strasznie podoba. To zdecydowanie rzecz gustu. Wink
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
daga
Site Admin


Dołączył: 29 Paź 2003
Posty: 11065
Skąd: Warszawa - Ursynów

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 8:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

mustapha91 napisał:


Co do wpływu palenia papierosów... nigdy nie spotkałam się z takimi opiniami. Wiadomo, że mogą bardzo wpłynąć na barwę głosu, ale żeby na jej jakość czy jakość wykonywanego zajęcia to chyba nie... Jednak ekspertką żadną nie jestem Wink


Zapytaj się Toma Waitsa o wpływ używek na głos.
_________________
http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
innuendo0



Dołączył: 12 Mar 2009
Posty: 1519
Skąd: Śląsk

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 8:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja powiem tak: w każdym okresie był świetny Very Happy
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
BeBe



Dołączył: 27 Gru 2006
Posty: 4252
Skąd: FAC 51

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 8:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

daga napisał:
mustapha91 napisał:


Co do wpływu palenia papierosów... nigdy nie spotkałam się z takimi opiniami. Wiadomo, że mogą bardzo wpłynąć na barwę głosu, ale żeby na jej jakość czy jakość wykonywanego zajęcia to chyba nie... Jednak ekspertką żadną nie jestem Wink


Zapytaj się Toma Waitsa o wpływ używek na głos.


Tylko Waits potrafił spalić dwie paczki fajek podczas koncertu Wink

Kaczmarski podobno palił tak duże ilości fajek, aby mieć chrypę podobną do Wysockiego. I faktycznie, w ostatnim okresie twórczości, zwłaszcza podczas wykonywania Epitafium dla Wysockiego - tę chrypę słychać, a nie słychać jej np. podczas wczesnym wykonań tego utworu.
_________________
Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
daga
Site Admin


Dołączył: 29 Paź 2003
Posty: 11065
Skąd: Warszawa - Ursynów

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 8:49 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Najbardziej zabawne Fredek palił, a się martwił, że Monserat popala i czy to na jej głos nie ma wpływu.
_________________
http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
mustapha91



Dołączył: 07 Lis 2009
Posty: 493
Skąd: Szczecin

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 8:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

daga napisał:
Najbardziej zabawne Fredek palił, a się martwił, że Monserat popala i czy to na jej głos nie ma wpływu.

He he he, no tak, cały Freddie Smile Very Happy
innuendo0 napisał:
Ja powiem tak: w każdym okresie był świetny

No i masz rację Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Kuba



Dołączył: 03 Gru 2004
Posty: 2024
Skąd: Dąbrowa Górnicza

PostWysłany: Sob Gru 26, 2009 9:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

BeBe napisał:
Kaczmarski podobno palił tak duże ilości fajek


I pił duże ilości vódy, w tym samym celu.
_________________
Well, it's all right then, and it's all right now
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
futureal



Dołączył: 05 Lis 2008
Posty: 554
Skąd: Edge of Darkness

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 6:35 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gnietek napisał:
Charczący wokaliści rockowi (ja nie mówię o growlu, tylko o typowych rockersach, jak choćby Bruce Dickinson, Axl Rose czy Kurt Cobain) nie przekonują mnie.


o mało nie zadławiłem się kawą....nie wiem co wspólnego mają te 3 głosy, zwłaszcza Dickinson i Cobain

nie sprowadzajcie tego tematu do przeklętych papierosów....wydaję mi się że na sposób śpiewania Freddiego wpływ bardziej miały kompozycje, bardziej zwarte, przebojowe, hiciorskie ,niż artystyczna awangarda lat 70
_________________
Someone Chasing I Cannot Move
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 5:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Innuendo zdecydowanie. Muzycznie płyta na pewno nie najlepsza, ale wokalnie... mistrzostwo świata.
Rzeczy typu utwór tytułowy, Don't Try So Hard czy Bijou... mistrzostwo świata, absolutnie najwyższa półka. Oprócz tego że wokalnie, skalą itd jest genialnie to jeszcze ten feeling... o matko Freddie nigdy się tak nie wczuwał. NIe do przebicia.
A już The Show Must Go On... tego się nie da opisać. Najlepiej zaśpiewany utwór jaki znam.

Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 7:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

futureal napisał:
Gnietek napisał:
Charczący wokaliści rockowi (ja nie mówię o growlu, tylko o typowych rockersach, jak choćby Bruce Dickinson, Axl Rose czy Kurt Cobain) nie przekonują mnie.

o mało nie zadławiłem się kawą....nie wiem co wspólnego mają te 3 głosy, zwłaszcza Dickinson i Cobain

Kurczę, wreszcie mogłem mieć kogos na sumieniu. Za malo się postarałem Laughing .
Co mają ze sobą wspólnego? Żaden z tych wokalistów nie miał czystego głosu, każdy miał jakąś chrypkę. Właśnie specjalnie podałem kilka przykładów, i to przykłady zupełnie różnych wokalistów, żeby wyjaśnić, że ja nie lubię chrypki jako takiej. Prościej nie umiem. Very Happy

Cytat:
nie sprowadzajcie tego tematu do przeklętych papierosów....wydaję mi się że na sposób śpiewania Freddiego wpływ bardziej miały kompozycje, bardziej zwarte, przebojowe, hiciorskie ,niż artystyczna awangarda lat 70

Czy ktoś sprowadza? Jasne, że kompozycje miały wpływ na sposób śpiewania. Przeciez pisałem o tym wyżej, zresztą nie tylko ja. Ale nie na barwę głosu - a tu miały wpływ właśnie papierosy, ale też inne używki, choroba gardła, nadmierne forsowanie strun głosowych, wiek itd.
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Dundersztyc19



Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 1356
Skąd: Kuala Lumpur

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 8:26 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nawet sam May przyznał, że przy nagrywaniu "Innuendo" i chyba się z tym zgodzę, bo chociażby "Bijou" brzmi nieprawdopodobnie pięknie. Jeden z najbardziej uczuciowo zaśpiewanych kawałków przez Freddiego Smile
_________________
- Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
SHLM11



Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 85
Skąd: CHEBZIE

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 9:25 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A ja coraz bardziej przekonuję się do stwierdzenia iż Freddie był wybitnym wokalistą ale niestety tylko studyjnym. Gdy jakiś czas temu, przeczytałem na pewnym forum wywód jakiegoś facet,a który bronił owego stwierdzenia, miałem go za prowokatora. Dziś, po przesłuchaniu większej ilości koncertów podpisuję się pod tym stwierdzeniem.

Co do Innuendo, to osobą kwestią jest ile technicznych wspomagaczy użyto...
_________________
A imię Jego 44
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 10:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

możesz dać linka?
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
SHLM11



Dołączył: 10 Kwi 2009
Posty: 85
Skąd: CHEBZIE

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 10:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAR, musiałem trochę poszukać w głowie, by w końcu sobie przypomnieć.

http://www.rockowisko.pl/muzyka-rockowa/1758-queen-3.html

Użytkownik o pseudonimie wielki kubeł

Cytat:
A ty jesteś głupi i śmierdzisz Możemy argumentować w ten sposób swoje stanowiska, jeżeli tego chcesz, choć wolałbym nie spadać w twoje rejestry intelektualne

A teraz siedź cicho i słuchaj uważnie, bo widzę, że twój umysł kształtowała codzienna lektura ciętych ripost z BravoGirl Miarka się przebrała, napiszę ci podsumowanie całej tfurczości Cioty i wtedy ci tylko gały wyjdą na wierzch, bo nie będziesz w stanie nic powiedzieć. O Queen wiem prawdopodobnie 100 razy więcej niż ty, bo od tego zaczynałem moją przygodę z muzyką rockową i byłem ich wielkim fanem, o czym dzisiaj próbuję zapomnieć. Byłem wtedy młody, głupi i tak nieosłuchany, jak ty teraz. Uwaga, zaczynam! Jeśli będę pisał za długie słowa, to daj znać

Jeśli w całokształcie Cioty jest coś, czego można nie rozumieć (a zarzucasz mi brak rozumienia), to jest to tylko kretyński ubiór na koncertach z lat 70. Głupkowate i przedszkolne teksty Cioty wyglądają na tle muzyki rockowej jak krowie gówno na bielutkim obrusie. Zresztą Mercury (autor wielu queenowych rymowanek) sam przyznawał, że nie lubi ich pisać. Jeżeli dla samych autorów tekst piosenki jest tylko po to, żeby wokalista mógł śpiewać artykułowane dźwięki, to głębię tfurczości Cioty mamy już za sobą
Kompozycje są, jak wspominałem, banalne i tworzone dla ludzi wybitnie nieosłuchanych. Gitara gra w przewidywalny sposób, zero oryginalnych, zaskakujących rozwiązań, wszystko jest kierowane do najmniej wyrafinowanych odbiorców. Posłuchaj takich piosenek, jak 'save me', 'love of my life', 'show must go on', czy 'now i'm here' - takie układy akordów jest w stanie wymyślić początkujący gitarzysta. A jak to wytrzymasz, to puść sobie 'she makes me', 'keep yourself alive', albo szereg queenowych żartów muzycznych, do których zaraz nawiążę.
Tak, Ciota słynie z eksperymentów z różnymi gatunkami muzyki. To brzmi dumnie i fakt, iż brzmi dumnie, wystarczy, by takie tępe osobniki, jak ty, pomyślały, że to coś... (uwaga, ważne słowo)... ambitnego! Tak, to wasze ulubione słowo, tylko sami nie potraficie wyjaśnić, co oznacza. Eksperymenty były chwytami na ludzi pozbawionych wszelakich procesów myślowych, którzy sądzili, że samo połączenie dwóch gatunków nobilituje piosenkę do statusu dzieła. A fakty są takie, że eksperymenty były na tak niskim poziomie, że konik polny by tam doskoczył. Słyszałeś 'lazing on a sunday afternoon' albo 'good company'? Nie czujesz tej kiczowatości? To może być tylko parodia obcych gatunków muzyki, i to w stylu kabaretowym, a nie w stylu dobrego rockowego zespołu.
Dodałbym do tego wszystkiego jeszcze, że zespół Queen był całkowicie pozbawiony swojego stylu i brzmienia, bo koncentrował się raczej na tym, by słuchaczom dawać dupy na prawo i lewo, czego przykładem może być płyta News Of The World, Jazz, A Night At The Opera i parę innych. Tworząc kawałki bardzo różnorodne stylistycznie na każdym albumie, nie mogli skoncentrować się na wykreowaniu własnego stylu, w którym doszliby po pewnym czasie do przyzwoitego poziomu muzycznego, a i w żadnym ze stylów, których dotykali (a właściwie torturowali), nie mogli osiągnąć na tyle dużej wprawy, by zagrać coś, co nie byłoby wybitnie standardowe i banalne. Jak łączyli obce gatunki, to wychodziło słabo, bo nie mieli praktyki, a jak grali coś rockowego, to same standardowe brzmienia.
Lat 80. chyba nie muszę opisywać, bo sądzę, że nawet ty zdajesz sobie sprawę z tego, że w tym czasie Queen osiągnęli dno Rowu Mariańskiego, a nawet dokopali się głębiej
Na koniec wokal, tak ceniony przez ludzi, dla których muzyka jest tylko podkładem do obierania ziemniaków i czytania BravoGirl Otóż w studiu brzmiał rzeczywiście dobrze i do niczego się nie przyczepię, ale czyj wokal nie brzmi dobrze w studiu Razz (mam na myśli sławy rockowe) Jak było na koncertach? Mercury nie wyśpiewywał połowy dźwięków, obniżał tonację, zmieniał melodię i inne cuda niewidy stosował, aby jakoś to brzmiało. Oczywiście ty tego nie słyszysz, bo ciebie nie interesuje jakość wykonania i warstwa muzyczna piosenek, ale wsłuchaj się w płyty Live Killers, Live At The Bowl, a przede wszystkim to rozsławione Wembley. To ostatnie brzmi fatalnie, a należy dodać, że kilkanaście fragmentów wycięto i zastąpiono wycinkami z innych koncertów, żeby brzmiało przyzwoicie Dlaczego w takich superlatywach, jak o Mercurym, nie mówi się o Stevenie Tylerze lub Ericu Burdonie? Dlatego, że oni są tak bardzo znani w mniejszej ilości środowisk, bo byli wokalistami zespołów czysto rockowych, podczas gdy Queen grał pop.

_________________
A imię Jego 44


Ostatnio zmieniony przez SHLM11 dnia Nie Gru 27, 2009 11:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
RockFan90



Dołączył: 16 Lis 2008
Posty: 1319
Skąd: Łobez/Gdynia

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 11:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No, niezłe wypociny...
Nosz kuwa, przecież w Milton Keynes (w ogóle na Hot Space Tour) Fred był w życiowej formie wokalnej, więc kompletnie nie rozumiem tego typa, zresztą nie tylko w tej kwestii bo jeszcze kilka by się znalazło... Confused
_________________
"Our lives dictated by tradition, superstition, false religion
Through the eons, and on and on"

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Gru 28, 2009 12:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

dajcie spokój, facet udaje że zna się na rzeczy i pisze tak by wyglądało to jakim to on znawcą muzyki jest i czego on to nie słyszał Wink

Cytat:
Kompozycje są, jak wspominałem, banalne i tworzone dla ludzi wybitnie nieosłuchanych. Gitara gra w przewidywalny sposób, zero oryginalnych, zaskakujących rozwiązań, wszystko jest kierowane do najmniej wyrafinowanych odbiorców.


albo

Cytat:
Dodałbym do tego wszystkiego jeszcze, że zespół Queen był całkowicie pozbawiony swojego stylu i brzmienia, bo koncentrował się raczej na tym, by słuchaczom dawać dupy na prawo i lewo, czego przykładem może być płyta News Of The World, Jazz, A Night At The Opera i parę innych. Tworząc kawałki bardzo różnorodne stylistycznie na każdym albumie, nie mogli skoncentrować się na wykreowaniu własnego stylu


i
Cytat:

Jak było na koncertach? Mercury nie wyśpiewywał połowy dźwięków, obniżał tonację, zmieniał melodię i inne cuda niewidy stosował, aby jakoś to brzmiało. Oczywiście ty tego nie słyszysz, bo ciebie nie interesuje jakość wykonania i warstwa muzyczna piosenek, ale wsłuchaj się w płyty Live Killers, Live At The Bowl,


Cytat:
podczas gdy Queen grał pop.


a już kompletnie mnie rozwalił tekst

Cytat:
czyli piosenki, których poważnemu zespołowi rockowemu tworzyć nie przystoi. Dlatego bardzo nie lubię słuchać poszczególnych albumów Queen, bo zawsze po drodze trzeba potykać się o te głupie twory


typek albo powchodził na wikipedię spisał nazwy albumów pochodził po forach na różnych onetach i pospisywał te co bardziej kąśliwe opinie i wtedy nawet mnie jakoś to szczególnie nie denerwuje,
albo poprostu nie załapał o co chodziło w muzyce tego zespołu.
No bo pisać że żarty muzyczne "poważnemu zespołowi muzycznemu nie przystoją"... no bez jaj Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
RockFan90



Dołączył: 16 Lis 2008
Posty: 1319
Skąd: Łobez/Gdynia

PostWysłany: Pon Gru 28, 2009 1:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No onetem to na kilometr jedzie, mnie jednak tak czy siak te jego teksty trochę zniesmaczyły Wink
_________________
"Our lives dictated by tradition, superstition, false religion
Through the eons, and on and on"

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Pon Gru 28, 2009 3:16 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeżeli uznaje się Stevena Tylera i Erica Burdona za underground to faktycznie jest się znawcą rocka Rolling Eyes .
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arquest



Dołączył: 27 Lut 2008
Posty: 1942
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon Gru 28, 2009 11:34 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bez komentarza... Jestem bardzo ciekaw, czy on też by nie 'wyśpiewywał połowy dźwięków, obniżał tonację, zmieniał melodię i inne cuda niewidy stosował, aby jakoś to brzmiało', gdyby musiał załatwiać 30 piosenek prawie co noc przez 2 miesiące. Rolling Eyes
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG WP Kontakt
Dundersztyc19



Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 1356
Skąd: Kuala Lumpur

PostWysłany: Pon Gru 28, 2009 10:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mefju254 napisał:
dawniej miałem spore wątpliwości co do tego czy to na pewno on te utwory śpiewa, czy inny muzyk z zespołu, np. Brian, albo... John Deacon Laughing

Ja tam nigdy nie miałem wątpliwości, jeśli chodzi o ten zespół. Natomiast miałem bardzo duże wątpliwości, gdy usłyszałem pierwszy raz debiutancki album Kultu. Zdziwiłem się, bo znałem głos Kazika z "12 groszy", a tu taki szok Surprised
_________________
- Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Maciej



Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 1329
Skąd: Kraków

PostWysłany: Czw Sty 14, 2010 5:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Używki używkami Wink , ale trzeba wziąć pod uwagę że głos się zmienia z wiekiem , staje się ciemniejszy ,trochę niższy nikt nie mówi dokładnie tak samo w wieku 20 i 40 lat.
W latach 70 wokal jest rzeczywiście taki delikatny by nie rzec "kobiecy", potem trochę ściemniał.
A co do chrypki ja ją uwielbiam, to jest właśnie rockowe śpiewanie oczywiście mówię tu o tych co mają technikę a nie o Cobainie czy Axlu Rosie którzy mają chrypkę bo się drą, śpiewają po prostu z gardła ,każdy jakby śpiewał z gardła to by miał chrypkę (później nie dziwota że po krótkim czasie głos jest zajechany zupełnie).Oczywiście używam tu słowa śpiewanie w przybliżeniu bo to nie jest śpiew, śpiewanie to Coverdale ,Ronnie Dio,S.Tyler i wielu wielu innych
i taki głos miał Freddie w latach 80, szczyt jego formy bym okreslił na przełom lat 70 i 80 ,tak gdzieś 78-82 genialna forma wokalna ze świetną barwą
I co tu dużo gadać może nie wszyscy się zgodzą ale największą zaletą głosu Freddiego była nie barwa czy skala ale technika ,technika i jeszcze raz technika
Freddie był świetny technicznie,był wokalistą bardzo świadomym swojego głosu jego możliwości ale też ograniczeń. Operował z łatwością różnymi rodzajami śpiewu i tyczy się to całej jego kariery wokalnej od od poczatku do końca
_________________
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
innuendo91



Dołączył: 30 Gru 2008
Posty: 228
Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia

PostWysłany: Nie Sty 17, 2010 4:12 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zdecydowanie 83-86

Przy wstępie do "Love Is The Hero" odpływam....
_________________
"My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Nie Sty 17, 2010 3:49 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

innuendo91 napisał:
Zdecydowanie 83-86

A co słyszeliśmy z 1983?

Poza tym jak można ominąć 81-82, kiedy na koncertach Fred prezentował się chyba najlepiej w karierze wokalnie? Trasa Hot Space, Ameryka Południowa...
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek