FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
Muzyka- czego od niej oczekujemy?
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 8:44 pm    Temat postu: Muzyka- czego od niej oczekujemy? Odpowiedz z cytatem

Wymiana zdań z le_mmorem i kwakiem zainspirowała mnie do zastanowienia się nad tym co sprawia, że ludzie inaczej odbierają muzykę- i nie chodzi tylko o zwykły gust. Dla jednego Yes (użyję tego przykładu) będzie muzyką pozbawioną treści i uczuć- dla innego takie stwierdzenie będzie podobne do próby udowodnienia, że aktorce grającej Krystynę Lubicz należy się Oscar. Skąd to się bierze?
Tak sobie pomyślalem, że kluczem przede wszystkim jest to czego od muzyki oczekujemy. Ba- nie tylko od muzyki ale od sztuki w ogóle. Bo w jednej dziedzinie możemy oczekiwać intelektualnego wyzwania- inne mają nam slużyć głównie do rozrywki. I dla każdego pewnie te fukncje (i kilkadziesiąt innych) będą pełniły inne dziedziny sztuki.
Fan Yes (którym, od razu zaznaczam, nie jestem bo tak jak połowę ich twórczości kocham bezgranicznie- tak druga połowa wywołuje tylko wzruszenie ramionami) z fanem Pet Shop Boys mają takie same szanse zgodzić się w dyskusji na temat muzyki i tego co w niej jest ważne jak fan Bergmana z fanem "Klanu" na temat kina. Jest to praktycznie niemożliwe. Dla jednego to pierwsze jest zbyt przeintelektualizowane bądź wyzbyte z uczuć- dla drugiego to drugie właśnie jest zbyt oczywiste, zbyt banalne, zbyt dosłownie podane. Kluczem- tak mi się wydaje- jest podejście do tematu. Czego więc od muzyki oczekujemy? Czego w ogóle od sztuki oczekujemy? Ba- czy muzyka rozrywkowa w ogóle dla nas sztuką jest?

Kiedy przeczytałem że w muzyce Yes (pozostanę przy tym przykładzie- choć pewnie można tu wstawić w ogóle rock progresywny) nie ma uczuć i jest efekciarstwo, pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy było "no cóż, widocznie za trudne dla tego delikwenta". Czemu taka? Bo dla mnie tam jest przecież masa uczuć- tylko one nie są podane w sposób oczywisty. Ale zaczałem się zastanawiać jak to jest możliwe że ja je słyszę i widzę w tak oczywisty sposób- ale ktoś inny już nie. Czym jest dla mnie słuchanie muzyki i czym możemy się różnić? Otóż dla mnie jest intelektualnym wyzwaniem, częściej niż rzadziej jest dla mnie podróżą pod wpływem dźwięków w otchłan mnie samego. Odrzucam rzeczy oczywiste (stąd moja niechęć dla pet Shop Boys, We Believe, większości popu ale też i metalu spod znaku Motley Crue), bo chcę w tej podroży być wolny, mieć swobodę jak najwiekszą, by to co się dzieje interpretować. Ta interpretacja jest dla mnie kluczowa, najważniejsza, musi być jak najmniej ograniczona. Ale przecież ktoś inny może tego wcale nie chcieć i nie rozumieć- może oczekiwać rozrywki, może oczekiwać rzeczy mniej skomplikowanej, prostszej. Tak jak ja z kolei patrzę na kino- mogę obejrzeć jak mam nastrój Bergmana i czasem mi się to zdarza- ale generalnie nie lubię kina w ogóle, filmów oglądam mało, bo kilka moich zmysłów jest równocześnie atakowanych i miejsca na interpretację (jak już mówiłem- dla mnie ważna, uwielbiam i potrzebuję popuszczać wodze fantazji) jest dużo mniej. Więc oglądając film- oczekuję dobrej, ale jednak ciągle rozrywki. Od czasu do czasu coś mocnego, ambitnego jak najbardziej- ale generalnie częściej wolę rzeczy prostsze, bardziej dosłowne. Czemu? Bo to medium bardzo rzadko daje mi to, czego w sztuce szukam, więc wykorzystuję go dla innych celów- w tym przypadku rozrywki właśnie.
Skoro ja inaczej patrzę i zupełnie czegoś innego oczekuję od kina i muzyki (a przeciez jest jeszcze książka, fotografia, malarstwo, itd)- podejrzewam że inni mają podobnie. W rezultacie jeden w Yes usłyszy całą masę uczuć, całą gamę przeżyć i dźwięków które pozwalają mu odbyć podróż w głąb siebie; ta muzyka stanie sie dla niego bramą do podróży w głąb siebie- drugi już tego nie usłyszy bo... tego od muzyki nie iczekuje, tego nie potrzebuje. Tak muzykę odczuwam ja, do tego jest mi ona potrzebn- dlatego wymagam od niej tak wiele. Nie jestem w stanie nic czuć przy Pet Shop Boys, bo mam z góry narzucony nastrój, mam z góry narzucone uczucia, klimat itd. Mnie to nie odpowiada. Komuś, kto od muzyki oczekuje czegoś innego (roztrywki? zabawy? odpoczynku? pewnie takich funkcji są setki, każdy ma inną i... o tym właśnie ten temat, jakby ktoś nie wiedział jeszcze- jestem ciekaw jaką fukcję w Waszym życiu spełnia muzyka właśnie...) właśnie ta muzyka przyniesie najwięcej satysfakcji, dla tej osoby to właśnie ona spełni ona swoją fukcję. Mam rację?

Ciekaw jestem bardzo jak podchodzicie do muzyki, jakie różne cele i sposoby na nią patrzenia macie. Ba, może nawet jak podchodzicie do różnych innych dziedzin sztuki. Albo w ogóle zacznijmy od tego, czy zgadzacie się generalnie z tezą, że od tego czego oczekujemy od muzyki (i nie tylko jej) zależy nasz jej odbior? Może zrodzi sie z tego jakaś ciekawa dyskusja- wydaje mi sie, że to temat rzeka... Smile
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/


Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Lis 12, 2009 9:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Werty



Dołączył: 06 Lut 2006
Posty: 1310

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 9:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

U mnie w przypadku muzyki ciągle istnieje balansowanie między progresywnością a mocnym rock n' rollowym brzmieniem ze wskazaniem na to drugie.
Jeśli chodzi już o konkretny nurt związany nie tyle z samą muzyką ale także ze stylem, sposobem ubierania to jest to oczywiście grunge który uważam (tak samo jak pierwszą połowę lat 90-tych) za najbardziej kreatywny okres muzyki rockowej w ogóle (po którym nadeszła jakby na to nie patrzeć zapaść).
Już od pewnego czasu zauważyłem jak wielką rolę odgrywa w postrzeganiu sztuki sentyment. Zauważyłem również że każdy z nas ocenia dzieła przez pryzmat "tego czegoś". Mówimy że ten kawałek ma coś w sobie jednak często nie możemy doprecyzować co to dokładnie jest. Mogę słuchać świetnego utworu pod względem muzycznym, tekstowym i nie pamiętać go na następny dzień właśnie ze względu na brak tego czegoś.
Film jest dla mnie systemem znaków za pomocą których przekazuje się nie tylko historię ale również drugie dno przez co dzieło staje się wieloznaczne co w moim przypadku równa się z atrakcyjnością.

Fenderek - nie można przeanalizować i zinterpretować filmu po jednym obejrzeniu, zazwyczaj trzeba robić to z dwa, trzy razy a w przypadku takich arcydzieł jak np. Blade Runner - kilka razy więcej. Próba ogarnięcia wszystkiego naraz może tylko zniechęcić do kina jako tako. Wink

Cytat:
Albo w ogóle zacznijmy od tego, czy zgadzacie się generalnie z tezą, że od tego czego oczekujemy od muzyki (i nie tylko jej) zależy nasz jej odbior?
Ja od muzyki oczekuje uniesienia, ekstazy, czegoś co podkreśli moje emocje wspomnienia... jestem NIEZWYKLE sentymentalny.
Tylko że jak widzisz można pod to podpiąć multum muzycznych nurtów. Są wykonawcy którzy mnie bawią ale jednocześnie rozwijają. Nic nie jest tak oczywiste jakby mogło się wydawać.


Ostatnio zmieniony przez Werty dnia Czw Lis 12, 2009 9:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
lemur
Moderator


Dołączył: 13 Maj 2005
Posty: 5251
Skąd: z Komitetu Centralnego

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 9:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fenderek, masz wpierdól, tak napisałeś tego posta, że muszę na niego teraz odpowiedzieć, a akurat koszmarnie mi się nie chce. No ale nic, swego honoru trzeba bronić, wysmażę potem coś równie długiego. Teraz tylko sygnalizuję, że Cię nienawidzę :*
_________________
Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010

Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 9:10 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy to piszę nie ma jeszcze żadnego posta pod więc może coś zacznę. Czego oczekuję od muzyki (bo na tym się chyba tylko skupię)? Jakiegoś kopa emocjonalnego. To dlatego najbardzie muzykę odczuwam słuchając Marillion. Jak ktoś to pięknie kiedyś napisał apropo jakiegoś 2,3 - minutowego kawałka, na który ja zareagowałem, że za dużo emocji na raz czy coś takiego. Może nawet nie w ten sposób. Nieważne. Odpowiedź była mniej więcej taka, że " bo Hogarth rozwlekłby to do 15 minutowego utworu, kontemplując nad każdym uczuciem osobno po 5 minut używając do tego 150 porównań". Czy coś w ten deseń. Mam nadzieję, że ogólny sens zachowałem. W muzyce szukam jakiegoś odnalezienia mojego nastroju, jakiegoś odwzorowania moich uczuć, które przecież cały czas odczuwam żyjąc. To co w Marillion. Paradoks nawiasem mówiąc bo Queen kocham za coś innego, ale o tym później. Marillion. Za pewną umiejętność wyrażania uczuć tak zwykłych, tak błahych, tak codziennych w sposób nieosiągalny dla innych i za umiejętność połączenia tych z jednej strony banalnych, a jakże głębokich słów z podkładem muzycznym w pełni oddającym pewną w danym momencie wyrażaną gamę uczuć. Mam nadzieję, że daje się zrozumieć poprzednie zdanie. Więc z jednej strony szukam jakiejś intelektualnej pożywki w połączeniu z przyjemnym, i co najważniejsze emocjonalnym zarówno wokalem jak i muzyką. A to Marillion IMO umie zrobić FENOMENALNIE, że znów zapożyczę Fenderka.
Ale nie tylko tego w muzyce szukam. Bo Queen... intelektualnych tekstów szukać w ich dyskografii to błąd. Chyba specjalnie się nie zastanawiam nad tym co panowie z Q próbują mi przekazać. Nie byli w tym dobrzy, ale to w jaki sposób te myśli przekazywali. To w jaki oryginalny sposób. Więc chyba tak. Queen słucham jako typowej rozrywki, bez żadnych wysiłków intelektualnych. Choć te nasuwają się same pod wpływem jako takiej znajomości zespołu i moich osobistych przeżyć związanych z tymże zespołem(osobiste nieraz dziwne skojarzenia i przede wszystkim koncert w Pradze).
Chyba to są te 2 główne cechy jakie musi posiadać muzyka dla mnie. Niby takie jak większość. Jakaś intelektualna pożywka i rozrywka. Ale innymi sposobami przekazywana. Bo jeden jako rozrywkę wybierze Q a inny niech będzie Yes. Nie do końća mi podpada... choć może inaczej. Pewne zespoły nurtu progresywnego wchodzą mi wyśmienicie i kocham ich słuchać, natomiast inne wydają mi się przeintelektualizowane. Za dużo pewnych instrumentów, zagrań zgromadzonych na pewnej przestrzeni. Chyba też potrzebuję w tej muzyce znaleźć obok instrumentów przestrzeń dla moich własnych wyobrażeń, moich własnych myśli... znaleźć gdzieś miejsce w tym całym harmiderze instrumentów i poukładać to sobie by jakiś sens dla mnie osobiście to miało.
Wiadome są nastroje, są różne momenty życia i w nich podchodzi coś czego się by nigdy nie spodziewał człowiek, że może nawet pokochać.
Sam generalnie nie lubię patosu. A czymże innym jest mój faworyt ostatnich miesięcy czyli Karmakanic - Eternally pt2? Patos tak oczywisty a jednak. Więc znów ... gdybym miał odpowiadać jednoznacznie. Czego oczekuję od muzyki? Nie wiem. To zależy od groma czynników.


I odpowiadam na pytanie Fenderka. Oczywiście, że w zależności od tego czego oczekujemy od danego utworu zależy nasz jego odbiór. Strasznie świetnie to widać w "oceń poprzedni utwór". Znając mniej więcej gust kilku użytkowników potrafię dość dokładnie zgadnąć mniej więcej jaka ocena tegoż użytkownika danego utworu będzie. Nie zawsze. Są wyjątki. Ale czy gdyby wszystko było tak oczywiste, to czy ta zabawa miałaby sens?

?Mam nadzieję, że w jakikolwiek rozwinąłem ten temat i nie napisałem samych głupot.
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
daga
Site Admin


Dołączył: 29 Paź 2003
Posty: 11065
Skąd: Warszawa - Ursynów

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 10:12 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

le_mmor napisał:
Fenderek, masz wpierdól, tak napisałeś tego posta, że muszę na niego teraz odpowiedzieć, a akurat koszmarnie mi się nie chce. No ale nic, swego honoru trzeba bronić, wysmażę potem coś równie długiego. Teraz tylko sygnalizuję, że Cię nienawidzę :*


Dokop mu Twisted Evil Wink Bo mi się pisać nie chce Wink

Qrcze poczułam się jakaś gorsza...... no ale to nie nowość na tym forum Laughing może w weekend rozwinę myśl na temat rzucony przez pana Fenderka
_________________
http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
krs



Dołączył: 02 Sty 2007
Posty: 1677

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 10:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ble ble ble...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 10:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

daga napisał:

Qrcze poczułam się jakaś gorsza...

Jeśli naprawdę tak się poczułaś, to znaczy, że zupełnie źle odebrałaś to co napisałem! Naprawdę- ja jestem ciekaw jak inni odbierają muzykę, do czego ona im służy i jak mówię- ona może mieć setki różnych fukcji. Ja napisałem jak ja widzę muzykę, czemu tak widzę- a w związku z tym czemu w jednej muzyce coś widzę a w innej już nie i czemu jakieś zdanie kogoś inaczej na nią patrzacego brzmi dla mnie obrazoburczo (A moje dla kogoś innego). Nie mam racji ani ja- ani le_mmor, ani fan Yes- ani fan pet Shop Boys. Może za mało to podkreśliłem- ale tylko tak należy to odbierać. Mój post jest subiektywny- bo o subiektywnym odbieraniu muzyki jest temat. Dla mnie rock progresywny to jak film Bergmana. Na pewno odpowiednikiem filmu Bergmana nie będzie DLA MNIE Pet Shop Boys. Ale to dla mnie- to JA tak widzę. Subiektywnie. O tym jest właśnie ten temat. O subiektywnym patrzeniu na muzykę, o tym jaką ona dla nas spełnia fukcję, po co jej słuchamy, czego od niej oczekujemy. Ja napisałem czym jest i po co jest dla mnie. I chciałem zeby inni napisali czy z teorią (odbiór muzyki zależy od tego czego od niej oczekujemy) się zgadzają i jak muzykę odbierają i czego od niej oczekują.
krs napisał:
ble ble ble...

Mmmm, grzecznośc wychodzi... Wybacz, ale to było chamskie i poniżej poziomu na jakim Ciebie widziałem- zwłaszcza że dla kilku osób jednakwydał się w miarę ciekawy... Ale cóż, widocznie tylko tyle masz do zaprezentowania, jakoś to przeżyję. Rolling Eyes
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/


Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Lis 12, 2009 11:10 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 11:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W sumie widzę zainteresowanie tematem co najmniej słabe a ma potencjał. Może to z powodu braku czasu. Niemniej jednak pominąłem dlaczego słucham muzyki. Bo aby usłyszeć emocje lub dla rozrywki to trochę mało powiedziane. Pewnie pełniej to można stwierdzić dzięki słowom jakoby muzyka była moją ucieczkę od dnia codziennego, od absurdów życia. Kiedyś wysnułem wniosek, z którego się nie wycofuję do dziś. Że "muzyka to dla mnie chyba jedyny i automatycznie najważniejszy aspekt poza życiowy mojej egzystencji"... teoretycznie to jest tylko dodatek do życia, ale mógłbym dla sibie samego dorobić pewną otoczkę dla tego aspektu, bo naprawdę. Kiedyś muzyka była tylko dodatkiem... nic nie znaczącym. Dziś to dla mnie naprawdę jedno z najważniejszych dóbr jakim mogę się żywić i które daje mi niewiarygodną siłę, pewną opokę do której mogę uciec. Strasznie moralizatorko mówię, ale tak... muzyka to najważniejszy aspekt życiowy z aspektów poza życiowych Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
krs



Dołączył: 02 Sty 2007
Posty: 1677

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 11:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

fenderku... prosiłeś o wypowiedź względem zdania na temat zadany w dyskusji. wyraziłem się w językowo ubogiej formie, jednakowoż wymownie i broń Boże nie uwłaczający nikomu z biorących w niej udział. weź pod uwagę fakt, że nie zawsze gruntowny elaborat trafia w sedno:) jeżeli jednak poczułeś się urażony ową formą, pozwól rozwinąć myśl w inny, bardziej złożony sposób.

temat dyskusji, traktujący o recepcji sztuki zacnym jest niewątpliwie - to temat wałkowany lata studiów przez historyków sztuki, kulturoznawców i zamkniętych w klasztornych murach mnichów. piszę z przekąsem, bo uśmiech zwykle pomaga - ale zwracając się ku poważniejszemu ujęciu trzeba podjąć tu odpowiednio szerokie rozważania kładąc pod poduchy księgi psychologów, analityków i historyków sztuki, dodając co nieco ze szkoły strukturalnej. można również zacząć od lektury confiteora, kapłanowi przybyszewskiemu oddając pierwsze słowa. podsumowując - fenderek... zamysł godzien podziwu, ale to temat zbyt złożony by traktować go tak bardzo ułomnie (czyt. powierzchniowo). w tym względzie było moje 'bla bla bla'. myślę, że teraz rozumiesz, w jakim kontekście tej formy użyłem i jaka myśl się za tym kryje.


Ostatnio zmieniony przez krs dnia Czw Lis 12, 2009 11:34 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
lemur
Moderator


Dołączył: 13 Maj 2005
Posty: 5251
Skąd: z Komitetu Centralnego

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 11:31 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

krs napisał:
dodając co nieco o szkole strukturalnej.


Już nie trzeba, Claude wreszcie umarł
_________________
Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010

Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 11:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

krs napisał:
myślę, że teraz rozumiesz, w jakim kontekście tej formy użyłem i jaka myśl się za tym kryje.

W takim razie ja za swoje słowa jak najbardziej przepraszam, kompletnie źle to odebrałem. Słowa jak to słowa- kiedy tylko są napisane potrafią być bardzo ale to bardzo niedoskonałe (bo interpretowane tylko przez czytającego)- jak wiele zmienia ton głosu i mimika twarzy...

I aż nie chcę za długo myśleć która część mnie sprawiłą że zinterpretowałem je tak a nie inaczej; bo przecież zinterpretowac je mogłem na milion różnych sposóbów- a wybrałem taki... Nie ważne. Przeprosiny są na miejscu Smile

le_mmor napisał:
tak napisałeś tego posta, że muszę na niego teraz odpowiedzieć

Skłamałbym, gdybym powiedział, ze na Twoej zdanie nie liczyłem i że nie skonstruowałem tego postu w taki sposób żeby Cię do wyrażenia zdania sprowokować... Wink
Bo jestem go naprawdę bardzo szczerze ciekawy!
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/


Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Lis 12, 2009 11:52 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Qnegunda



Dołączył: 20 Lip 2005
Posty: 2030
Skąd: Poznań/Warszawa

PostWysłany: Czw Lis 12, 2009 11:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Szczerze mówiąc, krs, ten popis był dość tani.

A moja opinia jutro, wracam do analizowania pozornej oksymoroniczności niektórych wyrażeń frazeologicznych służącej redefinicji jej części składowych, który to proces jedynie akcydentalnie występuje w powieściach fenomenologicznych. Niemniej jednak rzadkość ich występowania nie stanowi przeszkody w analizie hermeneutycznej twórczości awangardystów francuskich.

Bełkot celowy.
_________________
W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 12:09 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule: konkretnych emocji, konkretnego nastroju, tła do codziennych czynności, energii do gonienia tramwajów, refleksji, kołysanki, soundtracku do hirołsów/mtela sluga, przeżyć mistycznych, możliwości interpretacji, karaoke, zabawy, relaksu etc. Nie wiem czy wymieniłem wszystkie możliwe opcje. Odkąd się zacząłem na serio interesować muzyką (czyli nadal stosunkowo niedawno, większość mojego życia to cisza zakłócana radiowym badziewiem i przypadkowymi kasetami, które dziwnym trafem wpadły w moje ręce) pełni ona od cholery różnych funkcji w moim życiu i z całą pewnością jestem od niej uzależniony w podobnym stopniu co od piwa, internetu i rysowania komiksów. Pod tym względem mam zatem inny stosunek do muzyki niż Fenderek. A raczej nie inny, mam po prostu więcej stosunków, niż on. I chcę, żeby to zdanie pojawiło się w Złotych Ustach. Do roboty Bebe.

Natomiast podobnie mam z filmem chociażby. Są filmy które znaczą dla mnie więcej niż czysta rozrywka, ale to są rodzynki i i tak w większości komedie. Jak układałem niedawno TOP10 filmów to o podium tłukły się Big Lebowski, Pulp Fiction i Monty Python and the Holy Grail (a dalej był Dzień Świra, Lion King i randomowa komedia romantyczna z Hugh Grantem). Ale to tak na marginesie, bo sama muzyka w zupełności wystarczy, żeby tworzyć tu taśmy, których potem nie będzie mi się chciało czytać, Fenderek się obrazi i odejdzie do Życia.

Dobry jest ten przykład z Yes, znaczy zły. Bo ja generalnie (między innymi) potrzebuję płyt, które sobie puszczam dla tych celów, o których piszesz, Fenderku, które wymagają zaangażowania, proszą się o interpetacje i puszczanie wodzów fantazji. *wyobraża sobie puszczonych wolno biegnących apaczów z fantastycznie kolorowymi pióropuszami* Ale Yes akurat prawie nigdy się do tego nie nadaje (w moim przypadku oczywiście, wszystko jest SUBIEKTYWNE, jestem gotów w każdej chwili przeprosić fanatyków Yes, a właściwie to nie, mam Was w dupie, progresywne cioty). Toteż to, czego od muzyki oczekujemy nie jest tu kluczem, a przynajmniej nie jedynym. Drugim jest, że pozwolę sobie odkryć dawno zamieszkałą i wyeksploatowaną do granic możliwości Amerykę, gust. Bo to jednak nie to samo, myślę.

Fenderek napisał:
W takim razie ja za swoje słowa jak najbardziej przepraszam, kompletnie źle to odebrałem. Słowa jak to słowa- kiedy tylko są napisane potrafią być bardzo ale to bardzo niedoskonałe (bo interpretowane tylko przez czytającego jednak). Aż nie chcę myśleć która część mnie sprawiłą że zinterpretowałem je tak a nie inaczej. Nie ważne. Przeprosiny są na miejscu

Rozczulasz mnie.
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 12:18 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

werty36 napisał:
U mnie w przypadku muzyki ciągle istnieje balansowanie między progresywnością a mocnym rock n' rollowym brzmieniem ze wskazaniem na to drugie.

Akurat jesli chodzi o style, to u mnie jest w sumie dość szeroki rozdźwięk- jest i prog i heavy metal, hard rock i rzeczy spod znaku Dead Can Dance, jest Depeche Mode- ale jest też i Nick Cave, jest Bregović (ale sprzed polskich wynalazków...) i jest Chopin. A jednak jest jakiś wspólny mianownik, który sprawia, że Depeche Mode niektóre płyty są bardzo na tak- a inne już zdecydowanie nie. Musi być coś, co łączy te różne style i barwy, co sprawia że mnie fascynują. One zabierają mnie w podróż. Muszą być otwarte do interpretacji albo czymś ewidentnie porwać, co również pozoli popuścić wodze fantazji. Bo ja jestem osobą bardzo introwertyczną. Bardzo, BARDZO. Ja mam znakomite umiejętności intrapersonalne- i prawie zerowe interpersonalne. I to w wielkim stopniu wpływa też na to jakiej słucham muzyki i co ona we mnie budzi. A przecież każdy z nas jest inny...

werty36 napisał:

Już od pewnego czasu zauważyłem jak wielką rolę odgrywa w postrzeganiu sztuki sentyment. Zauważyłem również że każdy z nas ocenia dzieła przez pryzmat "tego czegoś". Mówimy że ten kawałek ma coś w sobie jednak często nie możemy doprecyzować co to dokładnie jest. Mogę słuchać świetnego utworu pod względem muzycznym, tekstowym i nie pamiętać go na następny dzień właśnie ze względu na brak tego czegoś.

To chyba właśnie ten współny mianownik między w sumie różnymi rzeczami, różnymi czasem stylami- a jednak sprawiający że nas bierze, ze porusza odpowiednie struny, pociąga za odpowiednie sznurki... Ja próbuję złapać czym on jest dla mnie- dlatego napisałem subiektywny post i liczę na subiektywne zdania innych, nawet (a może zwłaszcza) jeśli inne od mojego. Czasem ktoś może powiedzieć coś, na co bym nigdy nie wpadł... Taka lekka prowokacja, niech będzie... Wink

werty36 napisał:

Film jest dla mnie systemem znaków za pomocą których przekazuje się nie tylko historię ale również drugie dno przez co dzieło staje się wieloznaczne co w moim przypadku równa się z atrakcyjnością.

Fenderek - nie można przeanalizować i zinterpretować filmu po jednym obejrzeniu, zazwyczaj trzeba robić to z dwa, trzy razy a w przypadku takich arcydzieł jak np. Blade Runner - kilka razy więcej. Próba ogarnięcia wszystkiego naraz może tylko zniechęcić do kina jako tako. Wink

Tzn wiesz- jest całą masa filmów, które obejrzałem nie 3-4 razy a 30-40 Wink Są filmy które uwielbiam, ale...
Często przy muzyce progresywnej używa się słowa przeintelektualizowany. Mnie to często nie przeszkadza- ja właśnie tego szukam, takiego wyzwania, czasem to właśnie mnie pociąga. Niech nawet będzie że to snobizm, co za różnica, tak mam, tego szukam.
Jednak w kinie już tego nie szukam. Jeśli coś jest przeintelektualizowane- nie ogladam, nie podoba mi się. W tym medium tego samego już nie oczekuję. Oglądam mało filmów- i jestem wobec nich wymagający, ale spełniają one głównie rolę rozrywkową. Co nie znaczy że oglądam "Klan"- lubię coś ciekawszego, często innego od Hollywoodzkiej papki. Ale film nie jest dla mnie nawet w 1/10 tak ważny jak muzyka. Bo przy filmie nie odlecę- a okazuje się to dla mnie ważne...
W tym momencie- wolę książkę, kiedy bardziej mogę użyć swojej wyobraźni, fantazji. Nie mam obrazów podanych przez reżysera i kamerzystę. Mam słowa- i to ja je interpretuję, ja je zamieniam w obrazy w mojej głowie. Ciągle mniej dla mnie atrakcyjne od muzyki- ale bardziej od filmu.
Jeszcze inną fukcję spełnia dla mnie fotografia- uwielbiam analizować zdjęcia, pracując w Londynie przy oprawianiu zdjęć w największej Galerii Fotograficznej w Europie miałem szczęście obejrzeć przez pięc lat kilkadziesiąt tysięcy fantastycznych zdjęć i zafascynowało mnie to medium. Ale tu też nie mogę odlecieć. Tu mam podany obraz- ale tylko uchwycony w ułamku sekundy. Momenty poprzedni i kolejny są już przedmiotem interpretacji, są już niewiadomymi. Do tego rola fotografa, chwytajacego ten jeden pojedynczy moment tez wydaje mi się fascynująca. Więc tak jak film traktuję jako rozrywkę, muzykę jako intelektualne wyzwanie- tak z kolei fotografia jest dla mnie okazją do fascynacji artystą i kompozycją. W tym momencie tą funkcją byłoby... nie wiem, podziw techniki, kompozycji, całego procesu, fascynacja.

werty36 napisał:

Tylko że jak widzisz można pod to podpiąć multum muzycznych nurtów. Są wykonawcy którzy mnie bawią ale jednocześnie rozwijają. Nic nie jest tak oczywiste jakby mogło się wydawać.

Absolutnie- i ja też BARDZO uogólniam, pod każdym względem, co do każdego medium- bo inaczej się nie da i w życiu nie wytłumaczyłbym o co mi chodzi (i tak pewnie idzie nie do końca tak jak powinno... Laughing ). Smile

wasdfg7 napisał:
Za pewną umiejętność wyrażania uczuć tak zwykłych, tak błahych, tak codziennych w sposób nieosiągalny dla innych i za umiejętność połączenia tych z jednej strony banalnych, a jakże głębokich słów z podkładem muzycznym w pełni oddającym pewną w danym momencie wyrażaną gamę uczuć. Mam nadzieję, że daje się zrozumieć poprzednie zdanie.

Da się, da. Muszę przyznać, że jest mi to bliskie- to w sumie tak jak ja widzę właśnie tę podróż. Cała gama uczuć, różnych, niejednoznacznych- i niby oczywistych a jednak nie do końca... Bo nie ma "zwykłych" uczuć, przynajmniej nie dla mnie. Wszystkie są fascynujące, wszystkie są złożone- i pewnie tego też w muzyce szukam, tej niejednoznaczności, tej otwartości na interpretację, próbę uchwycenia tego jak takie rzeczy jak złość, smutek, miłość, radość są skomplikowane. I dlatego śpiewająca o miłości Whitney Houston spłaszcza mi temat- zaś w takim Lavender otrzymuję trochę pełniejszy i bliższy prawdy obraz miłosci... Teraz ja nie wiem czy to co napisałem ma jakiś sens... Laughing

wasdfg7 napisał:
Bo aby usłyszeć emocje lub dla rozrywki to trochę mało powiedziane. Pewnie pełniej to można stwierdzić dzięki słowom jakoby muzyka była moją ucieczkę od dnia codziennego, od absurdów życia. Kiedyś wysnułem wniosek, z którego się nie wycofuję do dziś. Że "muzyka to dla mnie chyba jedyny i automatycznie najważniejszy aspekt poza życiowy mojej egzystencji"... teoretycznie to jest tylko dodatek do życia, ale mógłbym dla sibie samego dorobić pewną otoczkę dla tego aspektu, bo naprawdę. Kiedyś muzyka była tylko dodatkiem... nic nie znaczącym. Dziś to dla mnie naprawdę jedno z najważniejszych dóbr jakim mogę się żywić i które daje mi niewiarygodną siłę, pewną opokę do której mogę uciec. Strasznie moralizatorko mówię, ale tak... muzyka to najważniejszy aspekt życiowy z aspektów poza życiowych Wink

Może inaczej bym to napisał- ale genralnie patrzymy na to bardzo podobnie. Zdarza mi się nawet, że chwilami moje życie wręcz zaczyna się wokół muzyki totalnie kręcić...

caterkiller napisał:
A raczej nie inny, mam po prostu więcej stosunków, niż on

Śnij dalej... Laughing Wink Ale do Złotych Ust to musi wejść, jeżeli jest jakakolwiek sprawiedliwość na świecie.
caterkiller napisał:
Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule: konkretnych emocji, konkretnego nastroju, tła do codziennych czynności, energii do gonienia tramwajów, refleksji, kołysanki, soundtracku do hirołsów/mtela sluga, przeżyć mistycznych, możliwości interpretacji, karaoke, zabawy, relaksu etc. Nie wiem czy wymieniłem wszystkie możliwe opcje. Odkąd się zacząłem na serio interesować muzyką (czyli nadal stosunkowo niedawno, większość mojego życia to cisza zakłócana radiowym badziewiem i przypadkowymi kasetami, które dziwnym trafem wpadły w moje ręce) pełni ona od cholery różnych funkcji w moim życiu i z całą pewnością jestem od niej uzależniony w podobnym stopniu co od piwa, internetu i rysowania komiksów. Pod tym względem mam zatem inny stosunek do muzyki niż Fenderek. A raczej nie inny, mam po prostu więcej stosunków, niż on.

Tak jak mówiłem wertemu wcześniej- trochę uogólniam, bo inaczej się nie da. Mam dni, kiedy włączam coś głośno i śpiewam sobie i wtedy m,asz karaoke, są dni kiedy jadę tramwajem i to czego słucham jest w mniejszym stopniu podróżą a w większym tapetą, ale... nie wiem, muszę przyznać, ze nic bardziej nie działa mi na nerwy niż muzyka, która wielu uważa za neutralną, ta radiowa tapeta. Dla mnie ona jest największą... obrazą. Działą na mnie jak płachta na byka. Bo nawet jak słucham sobie swojej tapety- to ciągle nie będzie to co leci w RMFie...
Więc tak, te fukcje (albo stosunki, niech Ci będzie.... Laughing ) które wymieniłeś muzyka dla mnie też czasem spełnia- jednak w mniejszym stopniu i rzadziej i najważniejszym dla mnie jest ten o którym pisałem na początku.
caterkiller napisał:

Dobry jest ten przykład z Yes, znaczy zły. Bo ja generalnie (między innymi) potrzebuję płyt, które sobie puszczam dla tych celów, o których piszesz, Fenderku, które wymagają zaangażowania, proszą się o interpetacje i puszczanie wodzów fantazji. *wyobraża sobie puszczonych wolno biegnących apaczów z fantastycznie kolorowymi pióropuszami* Ale Yes akurat prawie nigdy się do tego nie nadaje (w moim przypadku oczywiście, wszystko jest SUBIEKTYWNE, jestem gotów w każdej chwili przeprosić fanatyków Yes, a właściwie to nie, mam Was w dupie, progresywne cioty). Toteż to, czego od muzyki oczekujemy nie jest tu kluczem, a przynajmniej nie jedynym. Drugim jest, że pozwolę sobie odkryć dawno zamieszkałą i wyeksploatowaną do granic możliwości Amerykę, gust. Bo to jednak nie to samo, myślę.

Tu zgoda, na pewno jest w tym wszystkim kombinacja czynników. Wychodzi na to, ze chciałem się po prostu na jednym aspekcie skupić, prawie abstrahując od reszty. Co niekoniecznie jednak jest możliwe.

caterkiller napisał:

Rozczulasz mnie.

Lubię naiwność. Na każde dziesięć-dwadzieścia osób, które to wykorzystają trafi się jedna podobna, która sprawi, że życie jest ciekawsze i prawdziwsze, bardziej szczere, pełniejsze. A tych 10-20, cóż- nie ja ponoszę stratę... Smile Więc bez kalkulowania jestem sobą i jest mi z tym OK. Smile Co inni myślą... heh, jaki ja mam na to wpływ?

ps
Takiej taśmy nie napisałem od kilku lat chyba... zaraz czas się będzie obrazić i wrócić do Życia... Wink
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/


Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pią Lis 13, 2009 1:02 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
krs



Dołączył: 02 Sty 2007
Posty: 1677

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 12:40 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Qnegunda napisał:
Szczerze mówiąc, krs, ten popis był dość tani.

A moja opinia jutro, wracam do analizowania pozornej oksymoroniczności niektórych wyrażeń frazeologicznych służącej redefinicji jej części składowych, który to proces jedynie akcydentalnie występuje w powieściach fenomenologicznych. Niemniej jednak rzadkość ich występowania nie stanowi przeszkody w analizie hermeneutycznej twórczości awangardystów francuskich.

Bełkot celowy.


masz rację.... choć nie w pełni - forma była tania, treść nie. kwestionuję powierzchowność tej dyskusji, a używając napuszonego języka tylko zbilansowałem swą pierwszą wypowiedź. często warto puścić oczko do czytelnika, nie sądzisz? tylko, moja droga, trzeba mieć chęć by to oczko odczytać. tego życzę.

ps. hm, studiujesz polonistykę? w każdym razie ja podobne kwiecie w słowach pozornie naukowych słyszałem właśnie w okolicach collegium novum:)

ps2. fenderek, proszę... to normalne gadanie na forum, przecież nie będziemy się zamiennie obrażać i przepraszać za byle słowa:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Qnegunda



Dołączył: 20 Lip 2005
Posty: 2030
Skąd: Poznań/Warszawa

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 1:01 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

krs napisał:
masz rację.... choć nie w pełni - forma była tania, treść nie. kwestionuję powierzchowność tej dyskusji, a używając napuszonego języka tylko zbilansowałem swą pierwszą wypowiedź. często warto puścić oczko do czytelnika, nie sądzisz? tylko, moja droga, trzeba mieć chęć by to oczko odczytać. tego życzę.

Jedna rzecz - chyba trochę bezcelowe jest wymagać, żeby na forum dyskusyjnym, których większość użytkowników znalazła się z powodu zespołu rozrywkowego, podejmować dyskusję z teoriami antopologiczno-kulturoznawczo-filozoficznosrakimi w tle. Zwłaszcza, że posty mają często naturę impresji i ot, cała ich chaotyczna natura. Oczko puścić można, ale chyba lepiej nie zatracić treści, przymykając oko, że tak s'e łaforystycznie powiem.
Wybacz, mam po prostu alergię na manieryczność.

krs napisał:
ps. hm, studiujesz polonistykę? w każdym razie ja podobne kwiecie w słowach pozornie naukowych słyszałem właśnie w okolicach collegium novum:)

Jeszcze nie Wink Aczkolwiek jestem z różnych powodów zmuszona czytać opracowania naukowe i w niektórych pełno jest takich kwiatków. Coś w stylu "nie napiszę 'czasami', tylko 'akcydentalnie', żeby mądrzej zabrzmiało"...
_________________
W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
lemur
Moderator


Dołączył: 13 Maj 2005
Posty: 5251
Skąd: z Komitetu Centralnego

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 1:01 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No dobra. Czego ja oczekuję od muzyki? Pewnie każda wypowiedź będzie o wiele za skromna, ale cóż, mówić o muzyce to jak tańczyć o architekturze i bla bla bla Frank Zappa. Tak naprawdę to gówno prawda, o muzyce można mówić bardzo mądrze, pytanie tylko czy umiem.
Właściwie już na tym etapie napotykam trudność, bo chciałem napisać, że od muzyki oczekuję Głębi i Szczerości, ale wtedy zadałem sobie pytanie: to czemu, kurwa, tak uwielbiam dajmy na to "Relax" czy "Sounds Like A Melody" Alphaville. Dlatego też trzeba to trochę zniuansować i zacząć tak:
Otóż, generalnie rzeczywiście przede wszystkim oczekuję od muzyki głębi i szczerości, jakiegoś przeszywającego poczucia i wrażenia, zarówno emocjonalnego i estetycznego, czystego dreszczu i uniesienia, które towarzyszą mi w tym momencie Przeżywania jakiegoś utworu. Spiętrzenia wrażeń, zakręcenia w żołądku, ciarek na plecach, jak i intelektualnego: poczucia, że artysta, którego słucham, ma mi do przekazania coś prawdziwego, jakąś ważną opowieść, historię, dygresję czy nawet anegdotę, że to co tworzy i mi sprzedaje, nie jest wydumane, nie jest wydmuszką, ale częścią jego życia i przez to stać się może częścią życia mojego.

Skąd więc to moje legendarne uwielbienie do Pet Shop Boys, które w dyskusjach muzycznych stało się na tym forum wytrychem? Tu trzeba zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze - wbrew temu, co by napisało nawet milion jednakowych Fenderków - ja w muzyce PSB czuję głębię, emocję i szczerość. Tak, takie "Being Boring" czy "It couldn't happen here" przewiercają mnie melancholią i smutkiem bardziej niż kolorowa pozytywka "Roundabout". Słuchając tych utworów mogę mieć wrażenie rozmowy z nadawcą, tego, że on do mnie tymi piosenkami mówi - choć ja generalnie rzadko odbieram piosenki naprawdę osobiście. Bardziej chodzi o stworzenie pola dla wyobraźni, wielu interpretacji, synestezji, tworzenia wizji, obrazów, wrażeń. Dla mnie te utwory, po prostu nie są banalne i jednowymiarowe, Fenderku. NIE SĄ. Ja czuję w nich niezwykłe bogactwo, poruszają we mnie emocje, towarzyszą mi przy moich włąsnych wędrówkach wewnętrznych równie dobrze, jak Tobie utwory Opeth czy Yes. Nic na to nie poradzę.

Po drugie. Są zaś takie utwory, które są dla mnie czysto rozrywkowe. Ot, takie "Relax". I czego od nich oczekuję, za co je kocham? Tu myślę, że sprawa jest już prosta i praktycznie nie intersubiektywna w żaden sposób. Dlatego, że pewne sekwencje dźwięków, pewien rodzaj brzmień, tych głupich syntezatorów i dennego syntetycznego rytmu - po prostu coś we mnie poruszają, sprawiają mi bezrelfeksyjną przyjemność. Odprężam się przy nich, robi mi się kolorowo i mam Was w dupie. Nic na to nie poradzę. Znowu, a wręcz ZNOWU.

Aha i jeszcze jedna sprawa. Dla mnie generalnie nie jest obelgą nazywanie mnie fanem Pet Shop Boys, bo to jest moja ekstraklasa preferencji muzycznych. Ale z takim szufladkowaniem jednak bym uważał, bo jak się wyślizgnie ze sfery humoru do poważnego kategoryzowania...tragedii nie będzie, ale odór umierającego rozumu i owszem. Tak naprawdę, mam z takim Fenderkiem przysłowiowym różowym więcej wspólnego pod względem muzycznym niż on kiedykolwiek przyzna, ha.

Fenderek, parówo, przez Ciebie zmarnowałem kilkadziesiąt minut życia, które mogłem spędzić na You Tubie.
_________________
Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010

Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 1:07 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

le_mmor napisał:

Fenderek, parówo, przez Ciebie zmarnowałem kilkadziesiąt minut życia, które mogłem spędzić na You Tubie.

E tam, oglądałbyś tylko jakis plastik- a tak masz okazję udowodnić że ten tytuł Pisarza nie był na wyrost Wink
Za późno już dziś, zebym cokolwiek więcej napisał, odniosę się jutro. Ale czytało mi się bardzo ciekawie.

I nie kategoryzowałem nic pisząc fan PSB- miałem na myśli tylko i wyłącznie Ciebie, żeby Cię zmusić do tego postu, który mi się fajnie czytało co udowodniło że warto było i że skuteczne było Wink

A tak serio- tyko zapodam co mi do głowy przyszło jak czytałem. Bo gust to faktycznie jedno. Ale zobacz, że jedno zdanie dwie różne osoby zinterpretują kompletnie inaczej. Bo przejdzie to przez ich filtry, przez ich przeszłość, przez ich osobowość, ukształtowaną przez dzieciństwo, dorastanie itd. Te same słowa- a dwie osoby spojrzą na nie przez zupełnie inne "okulary".
Z muzyką jest jeszcze trudniej- tu nie ma napisanych słów, tu jest więcej nieuchwytnego. To jak piszesz o tym czego szukasz w muzyce- sam mógłbym to napisać. Wbrew temu co myślisz, mogę przyznać ze możemy patrzeć na to podobnie Cool Podobnie- a jednak kompletnie inaczej. Oboje chcemy odbyć jakąś podróż przez uczucia (choć z tego co piszesz faktycznie wynika, iż ja bardziej ukierunkowaną osobiście), jakaś muzyka wywołuje w nas chęc na tą wycieczkę, szukamy Szczerości przekazu. Ale jesteśmy bardzo różnymi osobami- więc taka wewnętrzna podróż jest zupełnie inna, inaczej się odbywa, inaczej przebiega... i pewnie dlatego...
le_mmor napisał:
Ja czuję w nich niezwykłe bogactwo, poruszają we mnie emocje, towarzyszą mi przy moich włąsnych wędrówkach wewnętrznych równie dobrze, jak Tobie utwory Opeth czy Yes.


Nie wiem, wydaje mi się to fascynujące, zawsze fascynowała mnie psychologia, tu postanowiłem się pobawić w "zbadanie" psychologii słuchania muzyki, aczkolwiek na drastycznie kolokwialnym poziomie (ale to otwiera szansę wypowiedzenia się wszystkim) i... wydaje mi się to strasznie fascynujące, to co inni piszą, bo temat jest mi strasznie bliski a zdanie innych otwiera jakieś tam moje drzwi za każdym razem.
Bo wiesz, ja naprawdę pisząc pierwszy post absolutnie nie zakładam, że po 10 stronach (taaa... Laughing ) będę miał takie samo zdanie- wtedy nie byłoby sensu z mojej strony w ogóle zaczynać i się zdzierać. Pierwszy post to punkt wyjścia do dyskusji- i ona może mnie (i innych, jeśli zechcą) zabrać w inne miejsce Smile

Taaa....
Fenderek 15 minut temu napisał:

Za późno już dziś, zebym cokolwiek więcej napisał, odniosę się jutro. Ale czytało mi się bardzo ciekawie.


Idę k***a spać... Laughing
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 1:46 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fenderek napisał:
Tak jak mówiłem wertemu wcześniej- trochę uogólniam, bo inaczej się nie da. Mam dni, kiedy włączam coś głośno i śpiewam sobie i wtedy m,asz karaoke, są dni kiedy jadę tramwajem i to czego słucham jest w mniejszym stopniu podróżą a w większym tapetą, ale... nie wiem, muszę przyznać, ze nic bardziej nie działa mi na nerwy niż muzyka, która wielu uważa za neutralną, ta radiowa tapeta. Dla mnie ona jest największą... obrazą. Działą na mnie jak płachta na byka. Bo nawet jak słucham sobie swojej tapety- to ciągle nie będzie to co leci w RMFie...

Bo ona jest OBIEKTYWNIE zła - wpada w ucho i potem nie da się jej pozbyć. Jakby się najeść jakiegoś ŚWIŃSTWA. Ludzie, którzy jej słuchają są CHORZY.

Fenderek napisał:
Więc tak, te fukcje (albo stosunki, niech Ci będzie.... Laughing ) które wymieniłeś muzyka dla mnie też czasem spełnia- jednak w mniejszym stopniu i rzadziej i najważniejszym dla mnie jest ten o którym pisałem na początku.

U mnie jest kilka równie ważnych chyba. Mam debiut Systemu na 1. miejscu ever, więc sam rozumiesz.

Fenderek napisał:
caterkiller napisał:

Rozczulasz mnie.

Lubię naiwność. Na każde dziesięć-dwadzieścia osób, które to wykorzystają trafi się jedna podobna, która sprawi, że życie jest ciekawsze i prawdziwsze, bardziej szczere, pełniejsze. A tych 10-20, cóż- nie ja ponoszę stratę... Smile Więc bez kalkulowania jestem sobą i jest mi z tym OK. Smile Co inni myślą... heh, jaki ja mam na to wpływ?

Ale ja nie o tym, że Cię wkurzyło krsowe blebleble, tylko o tym co cytowałem. Zresztą nieważne.
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 1:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

caterkiller napisał:

U mnie jest kilka równie ważnych chyba. Mam debiut Systemu na 1. miejscu ever, więc sam rozumiesz.

Ba- ale ja sam uwielbiam System. To też jakaś podróż- aczkolwiek w zupełnie inne zakamarki duszy niż przy Genesis czy Dead Can Dance...! No i... to jest całkiem inteligentna muzyka! Odjechana- ale inteligentna. Choć inteligentna zupełnie inaczej... Laughing Ale spoko- wiem co Ci chodzi. Tej płyty nie da się zamknąć w jednym konkretnym pudełku czy szufladce- więc też sama może spełniać kilka funkcji na raz, to fakt.
caterkiller napisał:

Ale ja nie o tym, że Cię wkurzyło krsowe blebleble, tylko o tym co cytowałem. Zresztą nieważne.

A ja też o tamtym, ale nieważne... Wink Zbyt skomplikowane, nie chcę też za głęboko wchodzić. Miałem zresztą k***a spać! Laughing Laptop to wymysł szatana jest...
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 2:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fenderek napisał:
caterkiller napisał:

U mnie jest kilka równie ważnych chyba. Mam debiut Systemu na 1. miejscu ever, więc sam rozumiesz.

Ba- ale ja sam uwielbiam System. To też jakaś podróż- aczkolwiek w zupełnie inne zakamarki duszy niż przy Genesis czy Dead Can Dance...! No i... to jest całkiem inteligentna muzyka! Odjechana- ale inteligentna. Choć inteligentna zupełnie inaczej... Laughing Ale spoko- wiem co Ci chodzi. Tej płyty nie da się zamknąć w jednym konkretnym pudełku czy szufladce- więc też sama może spełniać kilka funkcji na raz, to fakt.

Po tym co napisałeś zagłosowałbym na Ciebie we wszelkich możliwych kategoriach, gdyby powtórzono wybory (które pewnie były sfałszowane i tak). :*
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
RockFan90



Dołączył: 16 Lis 2008
Posty: 1319
Skąd: Łobez/Gdynia

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 3:33 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo ciekawy temat, jest już dość późno, ale zajęcia na uczelni rozpoczynam o 14 więc sie wypowiem i wyspać też się zdążę Wink

Na początku zaznaczę, że jeszcze te 3 lata temu muzyka nie znaczyła praktycznie nic w moim życiu. Cieszę się z tego, że porzuciłem drogę radiowej papki i w końcu zacząłem słuchać ambitniejszych rzeczy- zauważyłem, że właśnie w muzyce rockowej, metalowej i jej wszelakich odmianach tkwi prawdziwe piękno i jest ona pewnym hmmm...powiedzmy to sposobem na wyrażenie siebie.

A czego od muzyki oczekuję? Chcę ją czuć, interpretować na swój sposób, nie interesuje mnie narzucanie przez artystę danego konspektu- że tak ja my mówimy ma być i już. Każdy jest indywidualną i niezależną jednostką, tak więc wsłuchując się w dźwięki, w słowa tekstu chcę czuć tę szczerość przekazu, to, że artysta interpretację muzyki pozostawia swoim słuchaczom.

Podłapię tu wątek emocjonalny który w swoim poście zawarł W-7 bowiem i dla mnie jest on niezwykle ważny. Wiem, że w muzyce której słucham znajdę praktycznie wszystko- bardzo dużo zależy od nastroju, w którym się znajduję. Ogromnie się cieszę, że powstały takie zespoły jak Pink Floyd czy Metallica- dwa inne nurty (niektórzy powiedzą że smęty i przy****lenie na pełnej kur***e)- ale mnie to wciąga. Chcę takiej różnorodności w muzyce, unikania monotonności. To że mogę posłuchać takich kapitalnych, zupełnie różnych utworów jak choćby Echoes czy Creeping Death

Dośc ciężko jest sklecić odpowiedź, ale trochę rzeczy zawarłem Wink Nie mniej jednak jest jeszcze

wasdfg7 napisał:
od groma czynników


nad którymi rozmyślałbym do południa, lepiej jednak położę się spać Laughing Arrow Wink
_________________
"Our lives dictated by tradition, superstition, false religion
Through the eons, and on and on"

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
kwak
Gość





PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 12:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cholera mam kaca (ba, jeszcze ciut pijany, lekko spocony i podrapaany), a lubie w sumie na kacu pisać więc może dwa słowa napisze.

Ja oczekuje od muzyki, że wprowadzi mnie w taki stan, w jakim chce w danym momencie być lub po prostu "Let Me Entertain You" - chodzi po prostu o zabawienie lub też tło dla nudnych czynności, dzięki muzyce takowe są troche mniej nudne.

Lubię muzyke lat 80.(new romantic) bo jest słoneczna, miła, przyjemna, zawsze mi poprawiają humor lub robią taki sentymentalny klimacik, pragnę tu podać dwa wzorcowe dla mnie tytuły Depeche Mode - A Broken Frame i Alphaville - Forever Young.

A apropo RMF to nie do końca to taki full szit, bo przecież tam często też są takie rzeczy jak "Brothers In Arms", "The Show Must Go On" i dużo dużo klasycznych nut - nie mówie, że słucham bo jednak wole polegać na swoim winampie, ale przecież dużo klasyków obok chujowej muzy.

No i teraz wzorcowy przykład czego odczekuje od muzyki - ABBA - "The Winner Takes It All" teraz leci u mnie i to jest nuta, która mnie w pełni satysfakcjonuje, no, a poza tym lubie seksowne głosy wokalistek i dlatego osttanio Sandra jest przeze mnie ostro katowana. Powiem wam, że osttanio moje zainteresowania muzyczne całkowicie prawie odwracają się w stronę ejtis.

A i lubie sie jeszcze zdołować - gasze światło i puszczam np. "Hey You" Floyduff.

EDIT. fajna myśl wyszła z mojego gadu podczas rozmowy ze znajomkiem i myśle, że akurat pasuje do tematu imojej opinii:

kwaczuś na gadu gadu napisał:
pierdole komercyjne w sumie czy nie komercyjne ja przestalem juz dawno oceniac muzyke w taki sposob ze - wybitne? ambitne? komercyjne? po prostu cos mnie rusza podoba mi sie - nie jestem krrytykiem wiec na ch mam sie nad tym zastanawiac - cos mnie rusza albo nie ot co
Powrót do góry
futureal



Dołączył: 05 Lis 2008
Posty: 554
Skąd: Edge of Darkness

PostWysłany: Pią Lis 13, 2009 3:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Lubię zespoły ,które mają swoją historię, muzyka rusza mnie bardziej gdy grają ją ludzie ,których szanują, lub przynajmiej ciekawi.
Kocham pokolenie muzyków urodzonych w latach 40 czy 50, to byli ludzie ,którzy byli samoukami zasłuchanymi w muzyce swoich idoli,a nie robotami wykształconymi w elitarnych szkołach.
Uwielbiam zespoły gdzie była współpraca,a nie wybijała się jedna osoba ,której ambicję decydowały o zespole .Moje ulubione zespoły pochodzą Wielkiej Brytanii,bo w tym kraju jest coś takiego co decydowało o świeżości i klimacie tej muzyki, tzn rocka. Może chodzi o taką pewnego rodzaju oszczędność wyrazu..nie wiem. Najlepszym tego przykładem jest Queen i wręcz legendarny minimalizm Briana Maya który poświęcał swoje umiejętności zespołowi a ściślej kompozycjom.
Zakochałem się w hard-rocku takich kapel jak Black Sabbath i Deep Purple ,które to sprawiły ,że cenię w muzyce rockowej ,,siłę wyrazu, pomysłowość i pewną rodzaju energię.
Mój ukochany na zawsze Iron Maiden to spadkobierca lat 70 ,który jednak przez to ,że grał w latach 80 stworzył ekscytujący styl oparty na starych gigantach a także nie omijający pewnych nowinek muzycznych.

Wg.mnie muzyka powinna sprawiać ,że słuchasz czuję się lepiej,dawać siłę, pobudzać ,oczywiście nie bez znaczenia jest sentyment, on jest cholernie ważny, to czego słuchaliśmy parę lat temu ma wpływ na to jak oceniamy to teraz. Szukam też w muzyce wielkich osobowości, prawdziwych legend ,które mnie inspirują.
Jestem raczej konserwatystą, lubię poznawać nowe rzeczy,ale jeszcze bardziej lubią wracać do starych. Jest taka elita kapel do których wrócę zawsze ,są też takie płyty.
Ogólnie moje ulubione gatunki to hard-rock lat 70 i wczesny heavy-metal, w tym obrębie raczej nie ma artystów ,których nie lubię.

Cenię w muzyce szlachetność, pewnego rodzaju archaizm,a to także domena Wlk.Brytanii, Uriah Heep,Jethro Tull,Queen..przykładów można mnożyć, to jest to co niestety w muzyce zanikało w latach 80 a w 90 zanikło totalnie .

Nie napisałem nic o tekstach,wiele osób bardzo zwraca na nie uwagę, ja tylko wtedy jeśli tekst mi się podoba, ale jeśli tekst nie wzbudza żadnych moich emocji,albo uważam go za nieudany,a utwór jest świetny,nie jest to dla mnie problemem. W muzyce rockowej to sama muzyka jest dla mnie treścią. Nie powiem jednak by teksty nie był jakimś plusem, jeśli chodzi o Iron Maiden to podoba mi się większość.

Przyznam ,że nie czytałem dyskusji, sorry, Yes to nie moja bajka, szanuję bardzo, ale w tej muzyce nie znajdują wiele dla siebie, bardziej Jethro Tull,stare Queen ,ew. debiut Crimsona czy parę ulubionych utworów Pink Floyd, jesli chodzi o progresywę.
_________________
Someone Chasing I Cannot Move
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ziutek98



Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 3947
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Lis 14, 2009 12:38 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W muzyce tak naprawdę wyróżniam trzy czynniki - melodię, brzmienie i tekst. Czasem również kontekst, ale te trzy pierwsze są najważniejsze, zaś ten pierwszy chyba najbardziej.
Melodia jest dla mnie najlepszym sposobem na wyrażenie emocji. Wszystkich. Chyba nie ma takich, których melodia nie byłaby w stanie wyrazić. W połączeniu zaś z brzmieniem zyskuje prawdziwą moc i często zyskuje na treści - dlatego potrafię słuchać death metalu czy wczesnej Anathemy - bo ja tam słyszę melodię, która wraz z chrakterystycznym brzmieniem wyraża pewne emocje. Do tego oczywiście często dochodzi też tekst, najbardziej oczywisty nośnik treści. I ja, odmiennie od Fenderka, myślę, że to on najczęściej ogranicza fantazję. Gdy jest napisany tak, że możliwości interpretacji są niemal nieskończone - to świetnie, ale gdy zdarzy się mniej genialny, to treść jest oczywista. Ale! Dla mnie to nie wada. Jednoznaczność nie jest wadą, gdy to, co taki jednoznaczny utwór wyraża trafia gdzieś w duszę człowieka. Jednakwoż gdy tekstu nie ma - wtedy dopiero muzyka jest wolna i naprawdę można się dać jej ponieść. Dlatego W Sobie to najgenialniejszy utwór Turbo, zwłaszcza przy tym mieszaniu się melancholijnych zwrotek z jakimś takim optymistycznym refrenem. Ale zaczynam nieskładnie pisać, bo zaraz ktoś z moich słów wywnioskuje, że instrumentale są lepszy od piosenek, co wcale nie jest prawdą.
Teraz więc może za jednym razem wytłumaczę dwie rzeczy... Bo również samo brzmienie może by tym czynnikiem, który w muzyce urzeka. Dlatego heavy metal daje mi tego pozytywnego kopa mimo prostych melodii. Dlatego uwielbiam ejtis, bo brzmienie tych syntezatorów czy automatu perkusyjnego zawsze w jakiś sposób mnie kręciło. Tak więc, reasumując, muzyka trafia do mnie na różne sposoby, przez te trzy czynniki, o których napisałem na początku. I nie jest tak, że za pomocą którychś bardziej czy mniej - choć jednak chyba melodia jest tym, cczego zawsze w muzyce szukałem, tym nośnikiem emocji, który jako jedyny moim zdaniem obroni się w pojedynkę... Wiem, że bełkot, ale jest wpół do dwunastej Razz
_________________
PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
CORAX



Dołączył: 05 Lip 2004
Posty: 3277
Skąd: Coraxstadt

PostWysłany: Sob Lis 14, 2009 3:08 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Muzyka - czego od niej oczekujemy? Kajam się na wszystkie strony świata, ale nie umiem filozofować w tym temacie. Dlatego ma być miła dla ucha, wyraźna, a kiedy trzeba nastrojowa, klimatyczna, głośna, cicha, oryginalnie ciekawa, banalnie interesująca i ma robić dobrą kawę. Oczywiście żartuję, nie przepadam za kawą.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
daga
Site Admin


Dołączył: 29 Paź 2003
Posty: 11065
Skąd: Warszawa - Ursynów

PostWysłany: Sob Lis 14, 2009 10:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ile było do czytania Laughing

Primo do Fenderka - To nie było może (całkowicie) do tego co napisałeś w pierwszym tutaj poście, ale wynik tego jak momentami czuje się na tym forum czytając wasze krótsze i dłuższe wypowiedzi na temat muzyki, zespołów. Nie wiem czy napisałam to co miałam na myśli Wink Bo przekładanie myśli na słowa pisane to wielki mój problem od zarania dziejów. Niestety wolę zabawy z cyferkami Wink bo tam łatwiej wyrazić o co chodzi człowiekowi Wink 2+2=4 i wiadomo Wink

Mogłabym się podpisać co napisał wasdfg7(bo jestem uzależniona; cisza napawa mnie trwogą) czy cater czy cytat kwaka(komercja, ambicja ważne że się podoba MI) no i Corax (byle muzyka robiła herbatę). Zawarli w swoich wypowiedziach wszystko co ciągnie mnie do muzyki.

Rozumiem Lemura z tym, że lubi coś innego niż szersza (aktywniejsza) część tego forum. I jest mu z tym dobrze, a jak dobrze trafi na spotkaniu fanów to ma o tym z kim pogadać Wink (wtedy to ja nie mam już z kim pogadać jak zaczyna dysputy o PSP czy innych takich) no ale to już inny problem Wink


Muzyka- czego od niej oczekujemy?

Napisze prosto: PRZYJEMNOŚCI

a po drugie RYTMU
_________________
http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Nie Lis 15, 2009 1:54 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A melodii?
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Nie Lis 15, 2009 2:06 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pojawiło się sporo bardziej lub mniej ("ble ble ble" Laughing ) rozbudowanych wypowiedzi... Właściwie pod fragmentami wielu (np. pod jednym "ble") mógłbym się podpisać, ale pod żadną w całości (3x "ble" to już przesada), co zmusza mnie do podjęcia desperackiej próby opisania tego, co mam na myśli. A to nigdy nie jest łatwe. Confused

Podstawowe pytanie było o muzykę, ale to zbyt skomplikowana sprawa na początek. Tak naprawdę w każdej dziedzinie sztuki (rozrywki?) szukam tego samego, co zresztą wynika z mojej psychiki, więc zacznę ni mniej ni więcej, tylko od swojej psychiki. Laughing

Generalnie jestem człowiekiem, który nie znosi biernego uczestnictwa w czymkolwiek. Nie potrafię po prostu czemuś się przyglądać. Śmieszna sprawa, ale wszyscy określają mnie mianem człowieka spokojego, gdy tymczasem jestem strasznie niecierpliwy. Ciągle chciałbym robić coś nowego, coś odkrywać. Najbardziej w życu nienawidzę spać... Kiedy idę do łóżka, myślę sobie, co ja teraz mółbym robić... Jej, mógłym posłuchać sobie muzyki, mógłbym pospacerować, pobiegać gdzieś, poczytać coś, a leżę w wyrze i marnuję czas. Laughing Kiedy idę spać, marzę, żeby jak najszybciej przyszedł ranek. I ciągle kipią we mnie uczucia. Nie cierpię rutyny, powtarzania czegoś każdego dnia. Lubię poznawać wciąż nowych ludzi, poznawać ich sposób myślenia. I zawsze jest dla mnie czyms fascynującym, że choć znam tylu ludzi, każdy okazuje sie kimś zupełnie innym od wszystkich pozostałych. Nieustannie zadziwia mnie, kiedy ktoś, kogo znam od lat, po którym, jak mi się zdaje, wiem dokładnie czego mogę się spodziewać, zaskoczy mnie spontaniczną decyzją. Kocham energię witalną... Inna rzecz, że na codzien nie widać tego po mnie, bo generalnie ludzie nie lubią, jak się im ktoś rzuca na szyję lub ktoś się na nich drze z byle powodu - więc staram się ograniczać. Very Happy

Koniec psychlogicznego zagajania, przechodzimy do sedna. Tak samo, jak od oglądania meczu w TV (nienawidzę) wolę pograć samemu choćby w piłkę nożną (też za bardzo nie lubię, ale podałem ten przykład, bo transmisje ze sportów, które uprawiam, nie są zbyt popularne, a do oglądania meczów nogi koledzy namawiają mnie co kilka dni Rolling Eyes ), tak wolę te dziedziny kultury, które zmuszają mnie do uczestnictwa w czymś. Niekoniecznie mówię o happeningach, ale np. oglądanie filmów mnie zazwyczaj nudzi. Fenderek ładnie to wyjasnił: reżyser podaje wszystko na talerzu: masz przed sobą obraz, wokół siebie (no, to jeszcze zależy od nagłośnienia Very Happy ) dźwięk - od siebie dodałbym jeszcze, że masz przed sobą akcję dziejącą się w świecie teraźniejszym. A ty możesz tylko obserwować. To mnie nie kręci. Na filmach zwykle usypiam. Lubię oglądać dzieła Kieślowskiego, gdzie sporo trzeba się domyślać, bo widzimy tylko urwane, krótkie scenki, ale to wciąż nie to. Ale z drugiej strony, nie brakuje mi tego, czego Fenderkowi - możliwości interpretacji. A przynajmniej nie do końca. Brakuje mi współpracy z wyobraźnią. Postaram się wytłumaczyć różnicę na przykładzie książki. Książkę uważam za dobrą, jeżeli autor potrafi jasno powiedzieć, o co mu biega (czyli nie ma problemu z tym, z czym ja męczę się teraz) i mimo tego, że jego możliwości oddziaływania na czytelnika są ograniczone - bo ma do dyspozycji tylko słowa, które przecież nie oddają idealnie mysli, zniekształcają je, chociaż nie widzi reakcji czytelnika (tu ma nad nim przewage np. mówca, który może improwaizować i zmienić coś w dalszej części przemówinia), choć czasem mówi z odległej przeszłości, z epoki, w której inaczej się żyło i myślało - to potrafi stworzyć jakąś wyraźną wizję w umyśle czytelnika. Potrafi prowadzić z nim grę (mistrz Joyce, a z polskich autorów choćby Gombrowicz). Jest mistrzem, a odbiorca jego przekazu jest uczestnikiem jego gry. Fakt, że odbiera się tylko zmysł wzroku przy czytaniu, sprawia, że skupiam mocno wyobraźnię i wyłączam wszystie inne zmysły. Już mnie nie ma w pokoju czy gdziekolwie zacząłem lekturę. Mentalnie jestem w innym świecie. Mistrz mówi, co przeżywam, a ja to sobie wyobrażam. Genialne. Z tego samego powodu lubię gry RPG. Zwłaszcza te w wersji pen&paper, ale dobrymi komputerowymi też nie pogardzę. Ale tu własnie przeszkadza mi dźwięk, obraz - to samo, co w filmie. Genialne były RPG sprzed 10 lat: "Baldur's Gate", "Arcanum" - widziało się raczej symbole postaci niż postacie, a głos narratora mócił ci, jak ta postać wygląda. Twoja wyobraźnia psrawiała, że napotkana postać naprawdę tak wyglądała. Very Happy
Od filmu wydaje mi się lepszy komiks. Zdecydwanie uważam go za gatunek sztuki. Nawet jeżeli anleży do produktu kultury masowej, jeśli rysunki wyglądają niedbale, to nic nie zmienia. Ta niedbałość - i to, że widzimy tylko pojedyncze sceny - powoduje, że tu wyobraźnia ma pole do popisu. Można wyobrazić sobie dtale wyglądu postaci, ich głos tylko zasygnalizowane ich ruchy.
Dobra, wracam do przerwanego wątku. Nie muszę interpretować treści, żeby zanurzyć się w czytanym dziele. Szczerze mówiąc, nie cierpię niejasności. Fajnie jest, kiedy autor ma coś ciekawego do powiedzenia i potrafi to wyrazić, wytłumaczyć, choćby za pomocą symbolicznych scen. Uwielbiam zgłębiać psychikę i sposób myślenia, tak spotykanych ludzi, jak i tych, po których zostały tylko zapiski.
I choć to niewiarygodne, w końcu przechodzę do muzyki. Very Happy Tak jak nie mogę jednocześnie czytać i rozmawiać... czy robić cokolwiek innego, tak nie bawi mnie słuchanie muzyki jako tła dla czegoś innego. Nie, ona wtedy by mi tylko przeszkadzała skupić się na tym czymś innym. Muszę w całości skupić się na muzyce. Ale żeby to było możliwe, ona nie może być jednostajna. I tu chciałbym odpowiedzieć na pytanie (bo zarzutem to trudno nazwać) postawione dawno temu przez Fenderka: jak to jest, że komuś może podobać się muzyka Queen ze względu na mieszanie stylów, jeśli się nie lubi tych stylów, które oni mieszają. Otóż dla mnie 10 piosenek bluesowych słuchanych pod rząd jest nudne. Po prostu po pewnym czasie już myślę o czymś innym. Tak samo po 10 piosenkach rockandrollowych, hiphopowych czy jakichkolwiek innych. Nie umiem długo skupiać się na jednym. Dlatego nie lubię wykonawców, którzy uparcie trzymają się jednego stylu czy nawet jednego nastroju. Kocham uczucia. Jestem z natury empatyczny. Jeśli słyszę smutek w głosie wokalisty, ja też to przeżywam. Niekoniecznie zresztą w głosie. Solówka Gimoura w "Comfortable Numb" rozdziera mi serce (to zadziwiające, ile razy w życiu można przeżyć rozdarci serca), a sekcja rytmiczna w "Innuendo" sprawia, że czuję prawdziwy niepokój. To, co wielu wydaje się przesadnie patetyczne, zbyt nahalne, zbyt słodkie, trafia do mnie, bo ja właśnie tak mocno przeżywam uczucia. Delikatne, ledwo zasugerowane, jak w przypadku Yes, którzy stali się w tym temacie kozłami ofiarnymi Laughing , nie przekonują mnie. Jeśli ktoś śpiewa, że jest czymś tam przerażony, zrozpaczony, zachwycony, a trzyma się sztywno linii melodycznej, którą powtarza w każdym wersie - to właśnie to jest dla mnie nienaturalne. Tak bardzo często robił chociażby Ozzy Osbourne, Jim Morrison (a niech tam spadną na mnie gromy... ale pewnie nie spadną, bo kto przeczyta takiego długiego posta Laughing ), Bob Dylan. I to, a nie plastikowa perkusja, najbardziej przeszkadza mi w "Strange Frontier" wiadomego wykonawcy (chociaż ta perkusja też strasznie dehumanizuje, a więc i pozbawia uczuć). Natomiast łamiącego się głosu Phila Collinsa w "Mama", wrzeszczącego Rogera Waters w "Careful With That Axe Eugene", nie wiem co robiącego, ale robiącego to świetnie Roba Halforda w "Painkiller" czy z zupełnie innej beczki bełkczących kolesi z Kalibra 44 na ich pierwszej płycie mogę słuchać non stop. Ale ważne jest dla mnie, żeby piosenka nie była monotonna, ważne jest narastanie i opadanie czy choćby i raptowne, niespodziewane zmiany natroju. Czegoś, co ma kilka zwrotek i refrenów, ciągle w tym samym nastroju i ciągnie się kilka (ja już nie mówię o kilkunastu, a przecież i tak bywa), jest dla mnie katorgą. Może i Bruce Springsteen ładnie zaśpiewał "Racing In The Street", może tam jest fajna melodia i solówka, ale to zupełnie nie dla mnie. "Echoes" Floydów też jest powolne i długie (jeszcze jak!), ale tam tyle się dzieje, nastrój tak się zmienia, że zapominam oświecie i wędruję po krainach fantazji. Dlaczego moim ulubionym zespołem jest Queen? Bo oni potrafili zawrzeć tyle samo zmian nastrojów w 5 minutach, a mimo wszystko udawało im się stworzyć spójne kawałki. Takie "March Of The Black Queen" uważam za majstersztyk. Czuję tam prawdziwe uczucia i przeżywam je wszystkie po kolei, a chociaż zmieniają się nagle, nie ma się wrażenia, że to jest inna piosenka - a tak jest np. w przypadku "Karn Evil 9" Emerson, Lake & Palmer. I nieważne, że Czarna Królowa ma bezsensowny tekst. Bo słowa i tak nie wyrażą tego, co się czuje - a muzyka może. I jeszcze kocham Queen za niewiarygodną energię. Nawet w umierającym przecież Freddiem to krzyczącym, to szepczącym w "Innuendo" słyszę więcej siły życiowej niż w latynosach śpiewających swoje niby pełne energii, a przecież na jedno kopyto, canzony. I podczas gdy podczas słuchania "Bijou" czuję dławinie w gardle, ciarki na plecach i trudno mi wytrzymać w krześle, to kiedy grają Cyganie, zwykle przysypiam przy stole. Przesłuchanie płyty Queen czy przeczytanie dobrej książki to dla mnie coś jakby katharsis (dobra, za duże słowo, ale innego nie mam pod ręką... później poszukam pod stołem, jak znajdę, wyedytuję posta), po którym czuję się, jakbym przeżył coś w innym świecie, i mogę wracac do ponurej rzeczywistości.

No proszę, udało mi się wyrazić, co chicałem. Very Happy
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Nie Lis 15, 2009 10:48 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

blah blah blah. Przeczytałem ... za tego Jima Morrisona.... albo nic Razz


Cytat:
Natomiast łamiącego się głosu Phila Collinsa w "Mama", wrzeszczącego Rogera Waters w "Careful With That Axe Eugene", nie wiem co robiącego, ale robiącego to świetnie Roba Halforda w "Painkiller" czy z zupełnie innej beczki bełkczących kolesi z Kalibra 44 na ich pierwszej płycie mogę słuchać non stop. Ale ważne jest dla mnie, żeby piosenka nie była monotonna, ważne jest narastanie i opadanie czy choćby i raptowne, niespodziewane zmiany natroju.


Brakuje mi tu kilku innych wokalistów ale zrzucam to na karb nie przygotowania i chęci nie tracenia większej ilości czasu aby wypisać tych wszystkich. o!
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek