| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Sob Gru 22, 2007 11:51 pm Temat postu: Queen a inni muzycy |
|
|
Żeby rozruszać to jakoś, zakładam temat, w którym chciałbym skupić się na "porównaniu" Queen z innymi zespołami (z okresu lat 70). Oczywiście, ciężko jest porównać, czy dana muzyka jest lepsza/gorsza, ale... nie o to też mi do końca chodzi . Powstają oczywiście rankingi na najlepszy zespoł/solo/ wokal itp. Wyobraźmy sobie, że układamy taki ranking na najlepszy zespoł (Broń Boże, nie piszę, żeby go tu napisać) - chodzi mi tu o np. Queen był bardziej elastyczny muzykalnie niż zespoł x. Ale z kolei Queen nie miał concept-albumów tak jak zespol y.
2. Umiejętności. I tu też chciałbym 'porównać' muzyków Queen z muzykami z innych zespołów. Tak wpadłem na pomysł oglądajac jakis filmik 'queen + paul rodgers' na Youtube. Większość chwali Briana, jako 'rockowego Boga'. Co czyni, że Brian może zaliczyć się do jednego z najlepszych rockowych gitarzystów świata? Charakterystyczne brzmienie (IMHO argument trochę na siłe - KAŻDY z najlepszych gitarzystów ma swoje unikalne brzmienie), czy aranżacje? A może fakt, że grał świetnie na koncertach? Czy lepszy byłby Page albo Blackmore? (i znów takie porównanie jak w pierwszym punkcie).
Roger. Jako ze już trochę się na perkusji uczę grać, mogę go trochę ocenić. Wydaje mi się, że w studio był powyżej średni - tzn. głównie skupiał się na utrzymaniu rytmu bez efektownych przejść. Najlepiej zagrał w utworze 'death on two legs'. Miał moc, która uwalniała się dopiero na koncerach. Jednak przegladajac fora perkusyjne, jego nazwisko w temacie - niestety - pojawia się gdzieś dopiero na 3-4 stronie...
Freddie. Głos w studio - boski. Technicznie śpiewał na bardzo wysokim poziomie. Ale znow - czy mozna go porownac z Plantem podajac liczbę koncertów, które im nie wyszły (chyba podanie jej byłoby niemozliwe), tzn. nie mozna ich porownac wcale? Bo jesli chodzi o styl, to obaj SWIETNIE pasowali do zespolow w ktorych spiewali.
John. Bas to nie moja działka. Ale o nim jest najmniej mowa. Czy zaliczylibyscie go do czołówki basu? Kto bylby lepszy, Wetton czy Deacon? Ten pierwszy gral bardzo melodyjnie, zdecydowana czolowka, jak dla mnie. Deacon zaś tworzyl swietne, zapadajace w pamiec riffy. Dopiero na ostatnim DVD możemy podziwiać jego grę w calosci
Zapraszam do dyskusji  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 12:22 am Temat postu: |
|
|
Tak więc wypowiem się.
Pod względem umiejętności Queen ogólnie jest zespołem dobrym(mam na myśli pierwotny skład nie ten z Rodgers'em...). Brian May to gitarzysta bardzo charakterystyczny pod względem brzmienia - nie zgodzę się że każdy ma je unikalne, jest wielu którzy nie przykładają do tego wagi i ich brzmienie jest bardzo konwencjonalne a więc wliczające się do pewnych ustalonych standardów. May jest oryginalny ze względu na gitarę(Red Special), kostkę(sześciopensowa moneta) oraz wzmacniacz(w tym przypadku najczęściej firmy Vox). Co do techniki to jest to przykład prawie idealnego gitarzysty lat 70-tych. Posługuje się pomysłowymi harmoniami, ma niezapomniane solówki oraz zagrywki. Przez słowo "prawie" chciałbym zwrócić uwagę na jedyną słabość tego gitarzysty - improwizacja. Jego długie koncertowe solo z Brighton Rock nie zachwyca. Często nawet irytuje. Bóg gitary? Kompozytorsko na pewno tak!
To teraz może John Deacon... Uważam że to niewykorzystany talent. Szkoda że nie spróbował swoich sił solowo... Warsztatowo to bardzo dobry basista. Jego niektóre motywy grane w tle są w zabójcze. Daże tego muzyka niezwykłą sympatią...
Roger Taylor to jedyny muzyk grupy który nie zbyt często mnie zachwyca pod względem technicznym. Gra poprawnie ale też nie zbyt się wyróżnia.
Freddie? Najlepszy wokalista rockowy wszech czasów. To chyba wystarczy.
Ogólnie zespół Queen nagrał jeden koncept album - Queen II. To oczywiście moje zdanie...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 12:39 am Temat postu: |
|
|
| Queen Fan napisał: | | Co czyni, że Brian może zaliczyć się do jednego z najlepszych rockowych gitarzystów świata? Charakterystyczne brzmienie (IMHO argument trochę na siłe - KAŻDY z najlepszych gitarzystów ma swoje unikalne brzmienie), czy aranżacje? A może fakt, że grał świetnie na koncertach? |
A może wszystko to razem wzięte? Dla mnie Brian JEST najlepszy - za napisanie wielu wspaniałych utworów, za niezwykłe umiejętności gry na gitarze. Przykład? Dla wielu męczące i wtórne guitar solo Briana - ale zobacz to chociażby z Budapestu - płynne, dynamiczne, grane na kilka dźwięków - można by odnieść wrażenie, że razem z Brianem gra trzech innych gitarzystów - i to dla mnie jest genialne. Inny przykład - króciutka solówka z White Man z Houston... Gram jakiś czas na gitarze, ale dalej nie wiem jak on to robi. Aczkolwiek i tak mistrzem w pisaniu riffów jest Iommi
Co do Diakona - jak już kiedyś wspomniałem - niekiedy odczuwam cholerny brak jego solówek. Jedno porządnie 'przyłojenie' w 'Liar' na całą karierę, to IMHO trochę mało jak na tak długą karierę. I myślę, że między innymi dlatego nie jest wymieniany wśród tych najlepszych. A że potrafił genialnie szarpać struny, to chyba nikogo nie muszę o tym przekonywać. WWRY fast version - czysty geniusz pod tym względem i najlepszy przykład na potwierdzenie moich słów.
Na razie tyle mi do głowy przychodzi - więcej niebawem.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 1:05 am Temat postu: |
|
|
Brian -> Technik może nie najlepszy, ale feeling to już zupełnie co innego. Piękne dźwięki, unikatowe brzmienie, wspaniałe kompozycje (pal licho, że 3/4 riffów Freddiego ). Nie nachrzania milion dźwięków na sekundę, nie ma co porównywać go z Satrianimi, czy innymi Vaiami, to po prostu inny styl gry.
Roger -> ponoć mistrz talerzy, mnie jednak nie zachwyca. Na albumach nie robił niczego bardzo powalającego (inna sprawa, że na perkusji nie znam się wcale), na koncertach działo się o wiele więcej. Chociaż myślę, że Cozy Powell, Eric Singer, Collins i Tomphson są o wiele ciekawszymi muzykami. Nie mniej Taylorowi oddaję hołd za I'm In Love With My Car.
John -> miał potencjał, jednak był tym cichym i nie wybijającym się. Z drugiej strony na koncertach chyba najwięcej improwizował. Solówek nie było wiele, ale jak już były to naprawdę dobre (mnie nawet te 4 sekundy z WWRY fast zachwycają), świetny Liar, improwizacje w AOBTD też niczego sobie.
Freddie -> mistrz nad mistrze, wspaniały technik i frontman, nawet jak miał gorszy dzień to potrafił oczarować widzów.
Panowie z Queen byli ogólnie w dobrej sytuacji, każdy z nich mógł miał szansę się wykazać, byli to ludzie równorzędni. Bo na przykład muzycy Alice Cooper Band mimo tego, że odwalali kawął dobrej roboty zawsze byli w cieniu...Wczesne koncerty po prostu porażają. Alice robi te swoje dziwadła z przodu sceny, cały zespół jest zaś tłem wydarzeń, pada nań niemal zerowe oświetlenie, stoją gdzieś z tyłu. W Queen czegoś takiego na szczęście nie było. _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 1:19 am Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | Freddie -> mistrz nad mistrze, wspaniały technik i frontman, nawet jak miał gorszy dzień to potrafił oczarować widzów. |
Zgoda, ale czy znany Ci jest jakikolwiek inny frontman, który by nie potrafił oczarować widzów/swoich fanów? Przykładowo taki Ricardo (Dżem) miał całą publiczność w garści, kiedy tylko powiedział 'sie macie ludzie'. Inna sprawa, że Freddie zachwycał wszystkich samym swoim wejściem...
| mike napisał: | | Panowie z Queen byli ogólnie w dobrej sytuacji, każdy z nich mógł miał szansę się wykazać, byli to ludzie równorzędni. |
Prawdą jest, że oświetlenie na koncertach nie padało tylko na Freddie'go, ale, jakkolwiek banalnie to zabrzmi - z upływem czasu nie powiedziałbym, że wszyscy w Queen są/byli równorzędni. Opinia Queen=Freddie jest zbyt rozpowszechniona... Oczywiście nie było tak wielkich różnic jak w Alice Cooper Band, ale tak czy owak jestem daleki od takiego stwierdzenia o równorzędności. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gość
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 1:21 am Temat postu: |
|
|
| Doprawdy? A John? Zawsze siedział w cieniu swoich kolegów z zespołu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 1:27 am Temat postu: |
|
|
| Leniu napisał: | | mike napisał: | | Freddie -> mistrz nad mistrze, wspaniały technik i frontman, nawet jak miał gorszy dzień to potrafił oczarować widzów. |
Zgoda, ale czy znany Ci jest jakikolwiek inny frontman, który by nie potrafił oczarować widzów/swoich fanów? Przykładowo taki Ricardo (Dżem) miał całą publiczność w garści, kiedy tylko powiedział 'sie macie ludzie'. Inna sprawa, że Freddie zachwycał wszystkich samym swoim wejściem...
|
Wiem, że przykład Live Aid nie jest zbyt dobry, bo zespół był tam w fenomenalnej formie, aczkolwiek myślę, że nawet w kondycji z Wembley '86 Freddie byłby w stanie porwać cały stadion do Day-O, czy klaskania w ZGa Ga, czy Rock You. A na Live Aid samych fanów Queen nie było.
Co do równorzędności, to faktycznie, źle ująłem tę kwestię. Wiadomo, że Freddie dominował, a Johna miało się w dupie (często widać to na jakimkolwiek DVD), nie mniej oglądając ich widzi się tę chemię w zespole. Zresztą: Roger często-gęsto wymachiwał pałeczkami jak najwyżej, Brian biegał po całej scenie, a i Freddie trzymał się blisko niego (szczególnie w CLTCL kiedy to "filował" jak tu ma grać ), a John....odtańczył swoje w CLTCL na Wembley, czy WWRY w Budapeszcie, chociaż tyle . _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 4:56 pm Temat postu: |
|
|
| werty36 napisał: | | Co do techniki to jest to przykład prawie idealnego gitarzysty lat 70-tych. Posługuje się pomysłowymi harmoniami, ma niezapomniane solówki oraz zagrywki. Przez słowo "prawie" chciałbym zwrócić uwagę na jedyną słabość tego gitarzysty - improwizacja. Jego długie koncertowe solo z Brighton Rock nie zachwyca. Często nawet irytuje. |
Faktycznie, Brighton Rock nie zachwyca, ale..
Improwizacje z 'Liar' z okresu 77-78. To jest COŚ, myślę, że Brian radził sobie dobrze z improwizacją w danym utworze - dać mu trochę wiecej przestrzeni i.. nudna solowka gotowa. 'Tutti Frutti' - to też jest świetny przykład, jak Brian umiał zaimprowizować. Albo Crazy Little Thing Called Love.. np. z Japonii 1982.. Co do stylu i brzmienia - faktycznie, wiekszość nie zwraca na to uwagi, ale ci najwieksi.. Blackmore miał cholernie charakterystyczne solowki, Carlos Santana też. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 5:01 pm Temat postu: |
|
|
oczywiscie, ze najwieksi maja charakterystyczne brzmienia, odnosi sie to nie tylko go gitarzystow zreszta... gre iana paice'a rozpoznalbym zapewne w ciemno, mimo ze nie jestem zadnym znawca w zakresie perkusji... u gitarzystow sprawa jest jeszcze prostsza... brian jest bardoz charakterystyczny, slash rowniez, hendrix oczywiscie jak najbardziej, steve morse z purpli na pewno _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:13 pm Temat postu: |
|
|
Brian ma dużo bardziej rozpoznawalne brzmienie niż większość gitarzystów. Nawet wśród tych największych jest wyjątkowy. Po części- sprzęt- własna gitara, poprzerabiane wzmacniacze, sześciopensówka. Ale większość największych gitarzystów twierdzi, że brzmienie jest... w palcach. I to chyba prawda- Brian nawet gdyby miał w ręku Stratocastera i grał an zupełnie innych wzmacniaczach- myślę, że styl jego gry byłby widoczny i tak.
May nie jest boskim technikiem- wielu gitarzystów bez problemu zagra te same nuty... Ale już feeling... Mmmm- tego nie potrafi tak wielu... Tacy gitarzyści jak Gilmour, Clapton, Beck, may- oni nie grają miliona nut na sekundę- grają natomiast z niesamowitym wyczuciem, rytmem, pasją... Do tego te melodie- napisać je- TO JEST SZTUKA! Łatwo (relatywnie) jest odegrać czyjeś solo, nauczyć się go. Jak nauczyć się solo które... nie istnieje?
John jest strasznie niedocenionym muzykiem. Basista nie musi nagrywać solo na basie by udowodnić że jest dobrym. Jego zagrywki z I'M GOING SLIGHTLY MAD czy THE MILLIONAIRE WALTZ ukazują Deacona jako pełnego fantazji muzyka, dodającego do muzyki zespołu coś więcej niż tylko niskie tony. Ale nawet tak niby banalny utwór jak CRAZY LITTLE THING CALLED LOVE- linia basowa Johna mogłaby być dużo prostsza, lecąca kompletnie po skali charakterystycznej dla rockabilly- i nikt by się nie przyczepił. John jednak gra tam trochę coś innego; to właśnie on sprawia, że jest to nie do samego końca rockabilly, że w tym utworze muzycznie jest coś jeszcze niż tylko naśladownictwo stylu...
Roger jest wyśmienitym perkusistą, który jak mało kto (np. wspomniany Paice) ma swoje brzmienie- przestrzenne, duża ilość talerzy, potężne połączenia uderzenia w talerz z równoczesnym uderzeniem w bęben. Nie jest najszybszy, nie gra karkołomnych przejść- nie będzie więc wymieniany wśród oczywistych Bogów perkusji jak Portnoy, Moon czy Bonham... Ale zaryzykuję stwierdzenie, że im jest starszy tym lepiej gra, z coraz większym wyczuciem... Wolniej, ale... dostojniej...
Freddie... Na koncertach braki jego techniki były nieraz widoczne, powodowały też dość częste kłopoty z gardłem, zwłaszcza na początku kariery. Wielu twierdzi, że na scenie był showmanem, w studio- muzykiem; i choć uproszczenie- poniekąd się z tym zgadzam; był niesamowitym kompozytorem, b. dobrym pianistą, genialnym wokalistą. Pod względem techniki są i byli lepsi!- Paul Rodgers, David Bowie (tak!), Glenn Hughes, David Coverdale- oni potrafią swój głos kontrolować dużo bardziej. Ale znowu- zastrzegam- mowa o TECHNICE, abstrahując od czegokolwiek innego. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:24 pm Temat postu: |
|
|
A jakie jest Wasze zdanie o Freddiem jako pianiście? Bo to jest element, który często ucieka w rozmowach. Freddie widziany jest przede wszystkim jako wokalny Bóg, ale chyba większość z nas uwielbia go również dlatego, że łączył niezwykłe umiejętności gębofonowe ze zdolnościami muzyka a nie tylko tego, co wrzeszczy do nut, które mu inni zagrają.
Ja kocham Queen w ogromnej mierze za cudowne użycie fortepianu. Nie znam się na tym, ale to co dzieje się w koncertowych wersjach "White Queen" bądź "I'm In Love With My Car" czy nawet taki króciutki motyw w "Save Me", który w oryginale gra gitara - to rzeczy niesamowite, wspaniałe. Myślę, że Mercury miał swój styl gry, choć nie podejmuję się określić (z braku wiedzy muzycznej) na czym miałby on polegać. Był świetnym, rozpoznawalnym i finezyjnym pianistą...i przez to jest wielki. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:32 pm Temat postu: |
|
|
Pianino w utworach podanych przez le_mmora jest rzeczywiście fantastyczne... Ileż to razy ciarki mnie przechodzą kiedy w wersji BBC White Queen w drugiej zwrotce wchodzi pianino... RANY!
(dla tych, którzy nie znają- http://www.youtube.com/watch?v=dr_YfJFSkis )
Ale takie SPREAD YOUR WINGS jest niewiele gorsze (mówię o wersji BBC). A ballady? Przecież takie NEVERMORE czy LILY OF THE VALLEY są naprawdę piękne- pal sześć technikę (nie są aż tak trudne- ale jak znaleźć te nuty i je razem połączyć w coś tak pięknego? March Of The Black Queen, Millionaire Waltz, You Take My Breath Away- tam słychać technikę Freddiego chyba najlepiej. Sam Brian przyznaje na zmianę z Rogerem jak wspaniale rytmicznie Freddie grał na pianinie, praktycznie nie potrzebując perkusji. Nic dziwnego, że zespół szkielet piosenki nagrywał ZAWSZE na żywo- pianino bas / perksuja- grały razem ze 2-3 razy- i to wystarczyło. Na to się nakładało wokal, gitarę, nakładki... Ale szkielet powstawał bezproblemowo w 2-3 podejściach... To o sekcji rytmicznej i Freddiem pianiście mówi wiele... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:32 pm Temat postu: |
|
|
freddie jak wiemy byl dosc ostrozny w ocenie swoich umiejetnosci. .ja sie nie podejme okreslenia czy byl dobrym pianista - nie znam sie na tym.. natomiast dla mnie tez brzmienie queen to to brzmienie, w ktorym jest miejsce na pianino i uwazam, ze calkiem prostymi sposobami potrafil stworzyc cos pelne polotu; przyklad chocby the millionaire waltz, killer queen czy death on two legs... prawdopodobnie zagralby to co bardziej pojetny uczen bo paru miesiacach nauki na pianinie, natomiast dla mnie jest w tym widac wlasnie polot i taka jakas lekkosc i umiejetnosc dojscia do tego bardzo prostymi metodami _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:34 pm Temat postu: |
|
|
A propos- właśnie kiedy spotykają się gitara z pianinem- TO jest dla mnie kwintesencja (queentesencja ) stylu Królowej... DLATEGO tak bardzo trudno wybaczyć mi jest te klawisze... na których- bądźmy szczerzy- żaden z nich nie grał jakoś wyjątkowo dobrze...
Jeszcze jedno- styl Freda na pianinie. Można nie znać drobnych szczegółów, niuansów itp (sam nie znam ) grania na pianinie- a i tak ten styl słychać. Porównajcie sobie te utwory na których gra Freddie z tymi kilkoma, gdzie na pianinie gra Brian (np. Save Me, All Dead..., Dear Friends). Według mnie słychać ZUPEŁNIE inny styl...! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Gru 23, 2007 6:36 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:35 pm Temat postu: |
|
|
A ja mam jeszcze tylko uwagę...to jest fortepian  _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 6:41 pm Temat postu: |
|
|
tak i dlatego wlasnie tak uwielbiam plyte petrucciego i rudessa, bo jest wlasnie TO polaczenie pianina (a pzynajmniej jego dzwieku) z gitara... bardzo podobne do tego, ktore mielismy na pierwszych plytach queen... zreszta wydaje mi sie, ze juz o tym kiedys na tym forum pisalem
i wszystko mi jedno czy to pianino, czy fortepian i tak nie rozrozniam  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 11:32 pm Temat postu: |
|
|
| Bizzy napisał: |
i wszystko mi jedno czy to pianino, czy fortepian i tak nie rozrozniam  |
Pianino to takie wiecznie rozstrojone coś, na czym brzdąkała pani od muzyki. A fortepian to takie czarne coś na którym znęca się Możdżer.
Mówiąc o muzykach Queen i porównując ich z innymi wykonawcami, nie można zapomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy a mianowicie wszechstronności. O Freddiem była już mowa. Ale spójrzmy na pozostałych: Brian, niesamowity, pomysłowy i oryginalny gitarzysta bardzo dobrze, moim zdaniem radził sobie z fortepianem. Przecież to on gra w takich pięknych lirycznych balladach jak "All Dead All Dead" czy przede wszystkim "Save Me". Wiadomo, May nie zagrałby czegoś takiego jak koncertowe "White Queen", jego partie są znacznie prostsze i widać, że nie czuł się w nich do końca naturalnie - ale są i to bardzo udane. Poza tym te wszystkie harfy, ukuluele itd - nie było tego dużo...ale było!
Dalej John- oprócz fenomenalnej gry na basie potrafił poradzić sobie z klawiszami, gitarą - i to całkiem nieźle, choć też oczywiście bez wirtuozerii.
Roger prócz walenia w gary umiał zagrać na klawiszach i gitarze, więc również nie odstawał od kolegów.
Oczywiście, fani innych zespołów mogą zwrócić uwagę, że wielu innych muzyków, szczególnie chyba gitarzystów, brało się z powodzeniem za instrumenty. Będą mieli rację, ale trzeba też przyznać, że w Queen taka wymienność była praktycznie normą.
Poza za tym, pamiętajmy, że 3 muzyków zespołu często wymieniało się głównymi partiami wokalnymi, a wyeksponowane chórki należą do firmowych znaków zespołu. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 12:36 am Temat postu: |
|
|
Queen jako zespół był na pewno zespołem niespotykanym. Charaktersytyczne brzemienie, chórki, wokalista. Szczególnie w latach 70 wypada koorzystnie na tle innych zespołów a grały przecież niebagatelne kapele w tamtym okresie. Jeśli ktoś układał, by listę najlepszych zespołów tamtego okresu i Queen nie było by w pierwszej 10 to bym zwyczajnie uznał tego kogoś za mało kompetentnego eksperta. W dalszych latach bywało różnie, słabe lata 80 nawet niezłe 90, a teraźniejszość póki co jest niewiadoma.
Poszczególni muzycy chyba korzystnie również wypadają. Freddie dla mnie odkąd się interesuje muzykę na tyle by móc coś stwierdzić, ma kawał potężnego głosu, który najlepszy był gdy śpiewał o czymś co sam przeżywa. Jaki klawiszowiec był klawy, dla mnie ten wstęp do Death On Two Legs to coś wspaniałego, coś co chyba nikt nie potrafiłby czegoś takiego wydumać (a z tego co przypominam to i ten riff na gitarze był pisany na fortepian).
Brian jako gitarzysta na pewno wypracował te charakterystyczne brzmienie zespołu o którym wspominałem. Już nawet nie będę pisał swoich słów tylko powiem to, co powiedział mój znajomy gitarzysta (Vermouth z CK jak ktoś może zna ) "Queen... Mieli dobrego gitarzystę, ale Ci nic nie zagram bo trudno i mi się nie chce" ^^
Co do panów Rogera i Johna to najmniej wam powiem, bo też praktycznie w ogóle się na tym nie znam. Roger miał zdolności wokalne chyba lepsze od tych prekusyjnych a John? On tam tylko grał na basie.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 12:42 pm Temat postu: |
|
|
Przeczytawszy Twojego posta myślałem, że grali z zespołem Rainbow i narobiłem sobie smaków  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 1:19 pm Temat postu: |
|
|
Tak jeszcze co do tego fortepianu... Freddie, jak dla mnie, nie miał jakiegoś wielce charakterystycznego stylu (bo i na instrumentach klawiszowych - trudniej o taki), ale on miał WYBITNĄ zdolność do tworzenia melodii. Takie Good Old-Fashioned Lover Boy... Wytnijcie z tego wszystko i zostawcie pianino - to jest ciągle doskonale funkcjonujący utwór, któremu nie brak niczego ze swojej awangardy. To akurat świetny przykład łączenia akordów - bo na nich to dzieło się opiera. Takie Spread You Wings też ma partie fortepianu przez cały czas, ale one nie stworzą osobno niczego poza rytmicznymi "wzmacniaczami" gitary. Kto napisał utwór? John.
Podając kolejny przykład trzeba jeszcze zauważyć, jak różne od siebie rzeczy pisał Freddie. Fenderek ostatnimi czasy pisał trochę o nietypowych skalach... You Take My Breath Away - TO jest dopiero nietypowa skala, a dźwięki i tak łączą się w pełną żalu i smutku piękną melodię. Zresztą - Freddie nadał temu utworowi czegoś tak niesamowitego, że nawet z niezbyt wyszukanego tekstu tworzy coś... wyjątkowego, niepowtarzalnego. Dla mnie to wzór - jak należy grać i śpiewać o uczuciach.
Wracając na sekundkę do skali - nie wspomnę o My Melancholy Blues. Sprawa oczywista.
Nie rozumiem jednak dodawania do Taylora przymiotnika "wyśmienity". Dobry jest po prostu. Brzmienie perkusji to jest zupełnie inna sprawa niż brzmienie gitary - mniej zależąca od umiejętności. A tymi Roger wybitnymi nie dysponuje, choć przyznać trzeba - dobrymi.
| le_mmor napisał: | | Oczywiście, fani innych zespołów mogą zwrócić uwagę, że wielu innych muzyków, szczególnie chyba gitarzystów, brało się z powodzeniem za instrumenty. Będą mieli rację, ale trzeba też przyznać, że w Queen taka wymienność była praktycznie normą. |
Normą czy nie, ale Queen traktował sprawę troszeczkę inaczej. Trudno teraz mówić, czy to dobrze, czy źle - bo są dwie, tak samo słuszne, strony tego zjawiska. Panowie starali się robić jak najwięcej sami - przy umiejęnościach aranżacyjnych Briana i pomysłowości reszty, wszystko to wychodziło super. Ale - właśnie - przypuśćmy, że Queen miałby w zamiarze taki utwór, jak The Great Gig In The Sky - co wtedy? Zespół rzadko zapraszał gości do swojego studia, przez co był troszeczkę bardziej ograniczony (co słychać, moim zdaniem), a jednocześnie... tak oryginalny! I to być może jeden z tych czynników, który tworzy styl o nazwie "Queen".
Sądzę, że jakoś strasznie Panowie wszechstronni nie byli, a po prostu wykorzystywali (wiedzieli jak to robić, dzięki czemu wychodziło świetnie) wszystkie swe talenty. Wybierali takie rozwiązanie kosztem gościnnych występów ludzi z zewnątrz. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 2:53 pm Temat postu: |
|
|
Zespół pod względem umiejętności jest dobry, ale te najbardziej prestiżowe zespoły grające w latach siedemdziesiątych chyba były lepsze. Brian May nie jest takim wymiataczem jak np. Jimmy Page. Improwizacja jest rzeczywiście jego słabą stroną, w dłuższej formie sprawdza się kiepsko, koncertowe solo z Brighton Rock nudzi mnie i denerwuje, pisałem już kiedyś o tym w innym temacie. Page (znowu o nim wspomnę) potrafił przedłużać solo ze Stairway To Heaven na kilka minut i można się było zachwycać jego sprawnością - a nie oszukujmy się, głównie po to są improwizacje. Dla mnie improwizacje Maya nic nie wnoszą do koncertów Queen.
Ale jeśli chodzi o "may'owe" kompozycje na gitarę, to absolutnie niczym nie odstaje on od innych wielkich gitarzystów. W zasadzie każde jego solo jest świetne kompozycyjnie, czy to Killer Queen, czy Bohemian Rhapsody, czy też Death On Two Legs. Dla mnie on jest w tym najlepszy, bo musiał sporo głowić się nad tymi solówkami, nie tylko je grać. Posłuchajcie sobie np. 'Heartbreaker' Led Zeppelin (choć zapewne większość zna) i wsłuchajcie się w solówkę. Technicznie genialna - ale sama kompozycja nie jest niczym wyjątkowym, trochę wywalankowa. U Maya każda nuta była wyważona.
Perkusja chodzi dosyć prosto i bez fajerwerków. Na koncertach było trochę lepiej, lubię jak Roger Taylor gra w Seven Seas Of Rhy, jest tam takie fajne przejście. Ale poza tym, to niewiele mogę powiedzieć, za mało się znam na perkusji, nigdy na niej nie grałem i nie gra na niej nikt z moich znajomych
Ktoś wyżej napisał, że John Deacon jest bardzo dobry warsztatowo. Szczerze mówiąc, zawsze mi się wydawało, że w Queen bass chodzi dość prosto, a linia bassu jest bardzo mało rozbudowana, dlatego ciężko jest mi ocenić umiejętności Johna Deacona. Może się mylę. Kompozycyjnie natomiast linia bassu w piosenkach Queen jest super, bardzo lubię bassowe zagrania w Spread Your Wings, Don't Stop Me Now i paru innych.
Freddie Mercury. Wokalista bardzo dobry, acz moim zdaniem, sądząc po koncertach, Robert Plant czy Steven Tyler byli lepsi. Dla mnie dość istotne jest, jak wokalista radzi sobie na żywo, tamtym (wg mnie) wychodziło to lepiej. Jednak ciężej jest porównywać, gdy weźmie się pod uwagę więcej aspektów. Mercury śpiewał w różnych stylach, był bardzo elastyczny, a to również świadczy o umiejętnościach. Plant i Tyler nie byli pod tym względem wybitni. Nie zapominajmy jednak, że w Queen był jeszcze jeden wybitny wokalista - Roger Taylor Mówcie co chcecie, ale według mnie, miał wielką skalę głosu. W niskich dźwiękach go nie słyszeliśmy, bo nigdy to nie było Freddie'mu potrzebne na koncertach, za to w wysokich radził sobie doskonale. Można by więc podejrzewać Rogera o to, że nie ma dużej skali, bo być może niskich dźwięków wyśpiewywać nie potrafił, ale mi się wydaje, że nie tyle nie potrafił, co nie śpiewał ich, bo nie było to konieczne. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 3:56 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | Posłuchajcie sobie np. 'Heartbreaker' Led Zeppelin (choć zapewne większość zna) i wsłuchajcie się w solówkę. Technicznie genialna - ale sama kompozycja nie jest niczym wyjątkowym, trochę wywalankowa. U Maya każda nuta była wyważona.
|
A moim zdaniem - ma zgrywać technicznie genialną. Niestety, z marnym skutkiem. Page gra tam potwornie nieczysto. Właśnie ze względu na takie "kwiatki" uważam, że May jest znacznie lepszy od Jimmy'ego, którego mam wręcz za nieco przereklamowanego.
Briana wyróżniają przede wszystkim dwa elementy - aranżacja i melodyjna kompozycja. Nic więcej, a to przecież i tak sporo. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 6:08 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | | Brian May nie jest takim wymiataczem jak np. Jimmy Page. |
Akurat Page'a uważam za najbardziej przereklamowanego gitarzystę wszech czasów- był dobrym kompozytorem, jeszcze lepszym aranżerem i BOSKIM producentem- ale gitarzystą...? To już lepiej byłoby wspomnieć w Twojej argumentacji Ritchi Blackmore'a. TEN to wymiatał...! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 7:23 pm Temat postu: |
|
|
A improwizacje Page'a w Stairway To Heaven na koncertach? Czy to też takie banalne? Ale skoro już druga osoba wspomina o przereklamowaniu Page'a, to może coś w tym jest  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 7:54 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | A improwizacje Page'a w Stairway To Heaven na koncertach? Czy to też takie banalne? |
We wcześniejszym temacie wspominałeś, że Freddie zmieniał linię wokalu, bo nie mógł jej zaśpiewać- a nie dlatego, że improwizował (a oba powody są prawdziwe- nie mógł, więc improwizował). Page robił to samo- czasami wychodziło mu dobrze- czasami okropnie. U Freda Ci to zmienianie przeszkadzało- u Page uważasz za niebanalne. Konsekwencji trochę
Generalnie... leciał po skalach, czasami wymyślał b. fajne rzeczy- czasami dryndolił bez sensu i pieprzył cały efekt; mam bootlegi na potwierdzenie obu wersji
Akurat solo w STAIRAWY uważam za absolutnie genialne w wersji studyjnej (mimo iż sam utwór nie jest nawet w pierwszej 30 ulubionych utworów Zeppelinó!), nie potrzebujące już ŻADNYCH zmian czy dodatków...
Żeby nie było- Balckmore'a nie w formie tez nieraz słyszałem- potrafił dokumentnie spieprzyć takie CHILD IN TIME czy HIGHWAY STAR (a są to trudne sola, fakt); ale... jak się też gra takie koncerty jak te zarejestrowane na MADE IN JAPAN... Jeśli nie znasz- polecam. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnrad

Dołączył: 17 Sty 2007 Posty: 1092 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 10:09 pm Temat postu: |
|
|
E tam Stairway - dla mnie Page pokazał co potrafi w 20 minutowych wykonaniach Dazed And Confuzed z początku kariery. Tam to były improwizacje! Sam fakt, iż grał na gitarze (chyba jako 1. w historii!) na koncercie SMYCZKIEM! Wpadł ktoś na to wcześniej?
No i jak mamy ocenic 'dobrośc' takiego czy innego gitarzysty? _________________ bardzo mało czasu na forum, niestety... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Pon Gru 31, 2007 7:47 pm Temat postu: |
|
|
Do dwóch razy sztuka, wczoraj połowę napisałam i poszłam na film Killer mom i ...... poszło w komos.
Queen i inni muzycy
Brian May. Nie znam się na grze na jakimkolwiek instrumencie. Nie znam się na akordach, zagrywkach, stopniach trudności, fałszach itd. Odbieram muzykę jaka jest. Do dziś nie potrafię rozróżnić brzmienia, stylu Briana. Taki mój urok. Może zbyt dużo słucham Queen i dźwięk jego gitary jest czymś dla mnie oczywistym. Ostatnio bardziej zwracam na to jak brzmią inni gitarzyści.
Brian przy koncertowych solówkach mógłby bardziej improwizować, zmieniać piosenki. Co do innych gitarzystów na pewno Brian jest w TOP5. Nie widzę nic ciekawego w grze Santany czy Claptona. Ale już Hendrix to jest mistrz dla wszystkich. Brian może stać śmiało obok Page'a, Kossoffa, Townshenda, Walsha i Slasha. Każdy ma swoje wady i zalety, swój styl (tak mówią inni, ja się na tym nie znam). Ale ich gra ma jakieś bogactwo.
John Deacon. John to na pewno nie Krzysztof Ścierański czy Wojtek Pilichowski.
http://pl.youtube.com/watch?v=R_8Eu9kjUO0
http://pl.youtube.com/watch?v=XRk2OD3gGDg
http://pl.youtube.com/watch?v=38GTgVE0dTk
Może gdyby John bardziej walczył o uwypuklenie basu czy zagrał kiedyś dłuższy moment na koncercie byłby bardziej zauważony. Ale nawet w tych miniaturkach na koncertach w WWRY w fast i slow wersji (wystarczy spojrzeć jak gra w Montrealu w wersji slow! w czasie intra), Liar czy Dragon Attack, '39 i My melancholy blues.
W albumowych wersjach nie jest to co lubię w Breakout gdzie basista Janusz Zieliński czyni cuda momentami lub bardziej skromnie John Entwistle, ale ja się tam na muzyce nie znam. Nie wiem czy grają bardziej czy mniej skomplikowanie, melodyjnie po prostu zauważam tam basówkę.
Roger Taylor. W rankingach nie jest na szczytach, gra momentami fajnie zwłaszcza w latach 70. Na albumach w zależności od chęci, bardziej lub mniej skomplikowanie. To fakt nawala w talerze częściej niż inni. Ale jego solo w gruncie rzeczy nie jest tak rozwinie te jak to ma miejsce w Deep Purple czy w Dream Theatre, Krzaku czy jak gra Terry Bozzio (lubię słuchać solówek perkusyjnych)
Jego styl nazwałabym dystyngowany, bo ma coś z notki Briana kiedy szukał muzyka; coś z Gene Krupy i Ginger Beakera i Sandy Nelsona. Nie trzeba szaleć z mega szybkością jak Dave Lombardo, aby być genialny perkusistą.
Niestety nie ma argumentów, aby bronić Rogera w konfrontacji z Collinsem innym śpiewającym perkusistą, bo jest Phil lepszy wystarczy posłuchać wczesnych nagrań Genesis czy Drum Duet z Chetserem na koncertach czy One hand Solo.
Ale i tak lubię grę Rogera, bo jak słucham The Cross to czuje jakieś braki w porównaniu do Queen. Roger z pewnością jest większym muzykiem do Meg White czy innego perkusisty. I tak jak w przypadku zbyt głucha jestem, aby rozpoznać grę Rogera. No i ja się na muzyce nie znam.
Freddie Mercury: 3,5 oktawy głos to robi wrażenie. Dla mnie wokalista musi mieć charakterystyczny głos i umieć śpiewać. To Fredek ma. Ale bywają więksi od niego wokaliście:
James Brown
http://pl.youtube.com/watch?v=VCIyzNISw1Q
czy
Wilson Pickett
http://pl.youtube.com/watch?v=P1JUyPDcIQc
Wśród rockowej i bardziej pop braci...... Plant drażni mnie czasami swoim wokalem, jak to mój brat określił zbyt skrzekliwy; Paul R trzeba lubić tą manierę śpiewania; George Michael moim zdaniem nie wykorzystuje swoich możliwości w pełni, słyszałam go na żywo i lekki niedosyt w tym względzie, ale ma potencjał co udowodnił na Wembley92; Czesław Nieman chyba jeden z najlepszych wokali w polskiej muzyce; Marek Bałata coś pięknego z kręgu jazzu ale improwizację coś na kształt Rock in Rio blues.
Ale i tak wszystkich bije moim zdaniem Roy Orbison genialny wokal, szkoda, że tak krótko żył może coś by nagrał z Fredkiem i wtedy dwa wielkie głosy w jednym kawałku.
A to słowa Dylana o Orbisonie:„Potrafił brzmieć okropnie w jednej linijce, by w następnej zaśpiewać falsetem”. „Słuchając Roya, nie było się pewnym, czy słucha się mariachi czy opery.”„Przyciągał uwagę. Brzmiał, jakby śpiewał na wierzchołku Olimpu i to wcale nie na żarty”. „Teraz śpiewał w trzech, czterech oktawach, co sprawiało, ze chciało się zjechać w przepaść”. „Śpiewał jak notoryczny kryminalista. Typowo zaczynał nisko, ledwie słyszalnie, by po kilku chwilach nieoczekiwanie popaść w teatralność. Jego głos przyprawiał o drżenie tułowia, zawsze powodował, że mamrotało się samemu do siebie coś w rodzaju: „o rany! Nie do wiary!”. Śpiewane przezeń utwory to piosenki w piosenkach. Przechodziły z dur w mol bez jakiegoś sensu.” \
http://pl.youtube.com/watch?v=kIp6PadRhP4
Jak wspomniał kiedyś redaktor Janusz „Kosa” Kosiński, że Fredka zamiast Paula to tylko Roy mógłby zastąpić. I coś w tym jest. Nie ważne, że śpiewali całkiem co innego.
Co do wokalu na koncertach w latach 70 dla mnie Fredek starał się, ale z czasem alkohol, narkotyki i lenistwo sprawiły, że coraz częściej było słychać jakieś niedociągnięcia. Ale nawet śpiewając gorzej niż w latach70 był wspaniałym wokalistą, bo wielu nawet i tego by nie potrafiła zaśpiewać. Wielu wokalistów przez alkohol, narkotyki straciła głos i są cieniem samych siebie. Trzeba zauważyć, że Fredek po ‘86 znowu nabrał mocy w głosie.
Ogólnie wokalista musi mieć szczęście do muzyków i do kompozytorów, aby zostać wielkim. Bo sam silnik 200KM w bryce nie wystarczy potrzebna jest odpicowana karoseria do pełni sukcesu Na szczęście Freddie miał szczęście i kilku innych doskonałych wokalistów też, że nie zmarnowali swojego talentu.
Taki Demis Roussos zaczął dość dobrze w Aphroddite’s Child http://pl.youtube.com/watch?v=dGTftb2kqFc a skończył w Sopocie
http://pl.youtube.com/watch?v=tsdqKa94ip4
Podsumowując na tle innych zespołów; mieli szczęście, że się spotkali. Gdzie się znajdzie genialnego wokalistę i mistrza gitary plus bardzo dobra sekcja rytmiczna?
Jedynie kto może na równi stać to Led Zeppelin ktoś jeszcze?
I powtórzę, ze nie znam się na muzyce, stylach, instrumentach dla mnie gitara to pudło ze strunami, perkusja kupa garów, a basówka ma grubsze struny. Nie mam słuchu nie słyszę kiedy ktoś źle zagra czy fałszuję. Nie wiem kto gra w Dream Theatre czy Deep Purple. Ale to nie przeszkadza mi ściemniać, ze znam się na muzyce i pisać to co napisałam. Szybciej mogę się wypowiedzieć co kryje się w zapachu zjełczałego oleju sojowego......... ale na tym forum nikogo to nie zainteresuje na dłużej  _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 3:59 pm Temat postu: |
|
|
Uwielbiam gitarzystów, którzy potrafią poświęcić swoje umiejętności na rzecz kompozycji, przesadnie sie nie popisują i mają charakterystyczne brzmienie, wszystkie te kryteria spełnia Brian May dlatego jest u mnie bardzo wysoko, dodać należy także talent do pisania świetnych utworów, osobowość muzyczną a także to że gra w jednym z ulubionych zespołów, choć to oczywiste.
Sekcja rytmiczna wg.mnie jest bardzo dobra, nie jestem tu znawcą więc nawet nie będe oceniać perkusji i basu osobno ale tak jak i do basu jak i perkusji ciężko się przyczepić. Roger Taylor i John Deacon napisali trochę dobrych kompozycji, grać na perkusji i śpiewać (bardzo dobrze) też jest jakimś wyczynem. Każdy z muzyków Queen był częścią tej układanki, nagrali wszystkie LP w jednym składzie co jest pewnym fenomenem.
Freddie? dla wielu największa osobowość w historii muzyki, genialny frontman, świetny technik ,mimo tego ,że ciągnał zespół w stronę popu to napisał conajmiej kilkanaście genialnych kompozycji ,dla mnie obok Gillana, Halforda,Dio i Dickinsona najlepszy wokalista ,gdyby żył do dziś ,myślę że na świecie byłoby iluś tam milionów fanów rocka więcej. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|