| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Aragorn
Dołączył: 26 Gru 2006 Posty: 1
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 9:31 pm Temat postu: Czy żałujecie że Queen się rozpadło??? |
|
|
Witam wszystkich bo jestem tu nowy...
Temat dla wielu pewnie wydaje się absurdalny ale przoszę nie odsądzajcie mnie od razu od czci i wiary....
Ja po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku że...w pewnym sensie dobrze że nie ma już Queen. Oczywiście rozpad grupy był podyktowany tragiczną śmiercią Freddiego ale tak się zastanawiam czy Oni mogli jeszcze stworzyć coś nowego, porywającego??? Słucham wielu zespołów np: uwielbiam Dire Straits ale mimo wszystko chyba jednak Queen jest moim ulubionym (choć fanem chyba bym się nie nazwał) i dochodzę do wniosku że chyba Queen miało swój czas i dobrze że zakonczyło swoją historię (szkoda tylko że razem z nią zakończył swój żywot geniusz wokalny). Tak się zastanawiam-przecież nawet pomijając kwestie tego że lubimy/uwielbiamy/kochamy Queen to ciężko znaleźć zespół (rockowy???) który był tak wszechstronny-Oni grali przecież wszystko: hard rock, rock progresywny, funky, coś blueso- albo gospelo-podobnego, rock-operę, brzmienia symfoniczne, pop (pewnie wielu akurat tego w Queen najbardziej nie lubi ale ja osobiście bardzo chciałbym żeby dzisiejszy pop choć przypominał poziomem ten który grał Queen w latach 1984-86). Czy byli w stanie wymyślić coś nowego, czymś nas zaskoczyć??? Czy gdyby Freddie nie zachorował powstałoby coś tak niesamowitego jak Innuendo-przecież Oni już wtedy wiedzieli że to tylko kwestia czasu i bez oglądania się na marketing, wizerunek jaki sobie wypracowali przez lata itp. mogli nagrać bezkompromisową płytę o życiu, śmierci, czasem śmieszną czasem smutną ale moim zdaniem bez dwóch zdań genialną. Czy gdyby Freddie nie zachorował to czy nie powstałoby kilka następnych z pewnością świetnie dopracowanych, nagranych i wykonanych ale będących jedynie mniejszym lub większym powtórzeniem dotychczasowych pomysłów płyt?? Z pewnością Queen odniosłoby jeszcze większy sukces ale ja osobiście nie jestem przekonany czy miałoby to jeszcze sens.. Wystarczy spojrzeć np: Dire Straits, Pink Floyd te zespoły się rozpadły ale jednak pozostały w glorii chwały-odeszły niepokonane. Podobnie było z Queen. Jasne że np: Rolling Stones grają ileś tam dziesiątków lat ale dla mnie szczerze mówiąc to wszystko jest już bardzo mocno wtórne. Nie jestem specem od Queen ale po Magic Tour chyba sami członkowie zespołu mieli świadomość że się wypalili-zrobili sobie przerwę i jak widac bardzo dobrze bo The Miracle jest powszechnie uważana za dużo lepszą od The Works albo A Kind Of Magic...
Ja osobiście chyba nie żałuje że Queen się rozpadło-ten zespół odszedł w blasku chwały, wraz z legendą swego wokalisty, dołączył do panteonu największych gwiazd muzyki i takim ja osobiście chcę go zapamiętać. Natomiast żałuje na pewno jednego-nie było trasy koncertowej po The Miracle i po Innuendo (z wiadomych przyczyn). Dla mnie taka ostatnia trasa koncertowa po tych dwóch płytach to by było coś-wykonania na żywo Innuendo, Headlong, Show Must Go On + dawne przeboje z całej twórczości zespołu. Trasa obejmująca zarówno wielkie stadiony, widowiska ze wspaniałymi efektami świetlnymi i pirotechnicznymi jak na Magic Tour jak i występy w salach koncertowych z klimatem lat 70'-to by było wspaniałe podsumowanie 20 lat i pożegnanie z fanami.
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat???[/url] |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 9:57 pm Temat postu: |
|
|
nie jest latwo jednoznacznie odpowiedziec.. z jednej strony oczywiscie cholernie szkoda jak kazdego wielkiego zespolu, ktory mogl jeszcze wiele nagrac, a nie mial okazji.. wystarczy wymienic the doors, zeppelinow, guns n' roses... w pewnym sensie tez uwielbiane przeze mnie mother love bone, chociaz to oczywiscie nie ta liga, bo oni wielcy nigdy nie byli, wielcy mogli sie dopiero stac, i niektorzy z nich stali sie ale juz jako pearl jam, a jako mlb nagrali tylko jedna genialna dla mnie plyte... z tego punktu widzenia, kazdy z tych zespolow, w tym i queen, mogl nagrac jeszcze przynajmniej kilka znakomitych plyt, dostarczyc nam dalszych przezyc, pozwolic uczestniczyc w ich koncertach i jarac sie kazdym nowym wydawnictwem (a nie odgrzewanymi kotletami czy ciagle nowymi dokumentami nawiazujacymi tylko i wylacznie do przeszlosci, ktora juz znamy)...
ale z drugiej strony...
czy chcialbym widziec ponad 60-letniego jima m. z duzym brzuszkiem, z flaszka wrzeszczacego zachrypnietym zzulonym glosem ze sceny ze on chce lajtnąć czyjs fajer? moze byloby dla mnie wielkim przezyciem widziec go z odleglosci kilku metrow czy zamienic z nim kilka zdan tak jak mialem przyjemnosc z jego kolegami z zespolu, ale to troche co innego...
czy chcialbym pojsc teraz na koncert zeppelinow i widziec przytlustawego jimmy page'a z krotkimi wlosami i starszawego pana planta wygladajacego jak dziadek samego siebie sprzed 30 lat? czy nie bylbym zawiedziony gdyby to byl zespol o tej samej nazwie co w latach 70tych, grajacy ciagle stairway to heaven czy whole lotta love tylko juz jakby z mniejsza energia? bylbym pewnie wniebowziety mogac ich zobaczyc na zywo, ale wrazenia sluchowe i wizualne pewnie odbiegalyby od moich wyobrazen o tym jakie byly koncerty zeppelinow...
czy chcialbym pojsc na koncert guns n' roses chocby ze skladem z trasy use your illusion... oczywiscie qrwa jego jebana mac, ze bym chcial ale ze axl jest palantem, to widzialem ich wszystkich na zywo, ale na dwie tury (trzech w obecnych pseudo gunsach i trzech w velvet revolver)... gunsi sa tu wyjatkiem, bo oni istnieli stosunkowo niedawno i nie zdarzeli zdziadziec... tak bardzo...
i wreszcie... czy chialbym ogladac 60 letniego lysawego freddiego latajacego po scenie w obcislych wdziankach, albo co gorsza, 60letniego dostojnego pana freddiego stojacego przez wiekszosc koncertow przy stojakuz mikrofonem? nie wiem... mysle, ze na pewno chcialbym byc na ich koncercie, ale nie wiem czy nie wolalbym queen bedaego jedynie zespolem studyjnym, nagrywajacym plyty co 2-3-4 lata z ewentualnymi sporadycznymi wystepami z jakiejs waznej okazji... ale to oczywiscie tylko gdybanie... pewnie gdyby freddie zyl i graliby dalej to by mi nawet do glowy nie przyszlo, zeby mieli nie grac wiecej koncertow i bylbym zachwycony.. punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia... a siedzimy w 2006 roku i freddie nie zyje od 15 lat wiec gdybanie mozna o kant dupy rozbic... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pafnucy

Dołączył: 02 Lip 2004 Posty: 227 Skąd: Piechowice/Jelenia Góra
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 10:07 pm Temat postu: |
|
|
nigdy nie slyszalem zeby Queen sie rozpadl. Ciekawych rzeczy czlowiek sie dowiaduje _________________ RUNNING WILD!
------------------------------------ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 11:11 pm Temat postu: |
|
|
czepiasz sie szczegolow... zespol przestal istniec... jak zwal tak zwal.. efekt ten sam... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monior vel. MoniQue(en)
Dołączył: 20 Lut 2006 Posty: 1683
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 11:27 pm Temat postu: |
|
|
| ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 11:34 pm Temat postu: |
|
|
Czy żałuje? Raczej nie...
Mam zdanie, że jeśli by nie zachorował, to zespół by się rozpadł po paru latach od wydania następnej płyty po wydaniu AKOM. A nawet jeśli by przetrwał to ciągle by rozmieniał się na grosze...
I też ciekawe czy z chciałbym widzeć 60-letniego frontmana latającego po scenie, który po trzech piosenkach siada, bo go zaczynają stawy boleć...
Myślę, że zespół i tak już po sobie dużo zostawił i mimo, że ciągle występuje połowa jego składu (który tak jak wielu na tym forum uważam, za odrębny zespół), nie potrzeba mu więcej udowadniać. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Wto Gru 26, 2006 11:55 pm Temat postu: |
|
|
Miałem kiedyś podobne przemyślenia, zwłaszcza w odniesieniu do Innunedo. Gdyby Freddie nie zachorował, ten album z pewnością by nie powstał. Nawet te utwory, które napisali inni członkowie zespołu narodziły się w wyniku określonego splotu zdarzeń, którego jedną z przyczyn było ujawnienie przez Freddiego AIDS i związanej z tym polityki zespołu - pewnie nie zostałyby stworzone bo zaszłyby zupełnie inne okoliczności, panowie byliby świadkami zupełnie innych wydarzeń, które zainspirowałyby ich do czegoś zupełnie innego. Chociaż kto wie, może pewne pomysły muzyczne przyszłyby im do głowy nawet wtedy...ale tu już wchodzimy w bardzo mętne rozważania, wręcz w jakieś prawa wielkich liczb i efekty motyla (czy gdyby Brian któregoś dnia się przeziębił, spotkałby kogoś kto zainspirował go do napisania któregoś z utworów?)
Nie wiem, czy doszłoby do rozpadu zespołu, w sumie dzieje Queen (nie Freddiego, lecz Queen) w okresie 1984-1988 wciąż czekają na porządne omówienie: jak blisko było wtedy do rozłamu, czy sytuacja była znacząco lepsza niż przed Live Aid...poprawcie mnie jeśli się mylę, ale prace nad The Miracle zespół rozpoczął chyba PRZED tym, jak Freddie poinformował pozostałą trójkę o swojej chorobie. Więc...to nie jego bliska smierć spowodowała ówczesny reunion ale jednak potrzeba i chęć wspólnej pracy...kto wie, może trasa ze zdrowym i lubieżnym jak dotąd Freddiem jeszczeby to scementowała i pozwoliła zespołowi na wejście w lata 90?
W dekadę nie zakończoną 24 XI 1991? Bez Innuendo, ale może z równie ciekawą płytą? Osobiście sądzę, że byłoby ciężko walczyć z nowymi trendami i nurtami...ale do diabła, Queen tyle razy sobie radzili, że może i wówczas wyszliby z konfrontacji zwycięsko. Tylko z czym...obawiam się, ze Freddiego ciągnęłoby w istocie do popu, że rozłam mógłby nadejść powiedzmy w roku 1995.
Jak widać, zagadnienie jest dość skomplikowane. Patrząc po ludzku - wielka szkoda, ogromna strata, że tak wielka postać jak Freddie odeszła zbyt wcześnie. Ale przecież - to jest pewien składnik legendy zespołu, ogromna uwznioślająca tragedia...która sprawia, że odbiór tego zespołu jest zupełnie inny. Pomyślmy, w jakiej formie funkcjonowałby w społecznej świadomości Mercury, gdyby nie umarł na straszną chorobę, dżumę XX wieku? _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Het

Dołączył: 26 Lis 2006 Posty: 742 Skąd: Krapkowice-Otmęt
|
Wysłany: Sro Gru 27, 2006 7:29 pm Temat postu: |
|
|
z wiekszością wypowiedzi się zgadzam ale ja to widze tak:
Queen stosunkowo do innych legend grał bardzo długo i co najwazniejsze bez zadnych zmian kadrowych. Nagrali tyle muzyki ze dnia nie starczy aby to przesluchac dokladnie robiąc przerwy na kibel, jedzenie itp.
Krótko mówiąc nie czuje niedosytu a magia Queen musialaby sie wkoncu skonczyc bo jednak lata robią swoje. Koniec tragiczny ale z drugiej strony przyprawia zespołowi jakiejś nutki magii i tajemniczosci, kultowości czy cos w tym stylu. Życie Freddiego które tyle lat było bezstroskie i usłane różami musiało znaleźć swój tragiczny koniec... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Gru 27, 2006 7:33 pm Temat postu: |
|
|
Żal mi. Może z jednej strony nie powstało by Innuendo, ale mielibyśmy jeszcze parę koncertów po 1986, kilka nowych płyt...
W sumie The Rolling Stones grają do dzisiaj...
Ale z tą legendą, tragiczną śmiercią itd. też trochę racja. Trudno powiedzieć jak wyglądałaby popularność grupy, gdyby Freddie dalej żył.
No i gdzie my byśmy teraz byli?  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Sro Gru 27, 2006 7:42 pm Temat postu: |
|
|
Krótko mówiąc - żeby wilk był syty a owca cała, Freddie powinien pożyć jeszcze z dziesięć lat, nagrać z zespołem parę albumów, a w 2002 r. zachorować na ptasią grypę, stworzyć "Innuendo" i przekręcić się w efektowny sposób
Ach, ten czarny humorek  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Gru 27, 2006 7:53 pm Temat postu: |
|
|
| szymek_dymek napisał: | a w 2002 r. zachorować na ptasią grypę, stworzyć "Innuendo" i przekręcić się w efektowny sposób  |
Słyszałem, że z prawego boku na lewy jest ponoć najbardziej efektownie (odwrotnie u mańkutów).
No i mógłby stworzyć jakiś nowy image. Z dredami, albo warkoczykami na brodzie, albo z warkoczykami na głowie...  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monior vel. MoniQue(en)
Dołączył: 20 Lut 2006 Posty: 1683
|
Wysłany: Sro Gru 27, 2006 7:59 pm Temat postu: |
|
|
| ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Sro Gru 27, 2006 8:25 pm Temat postu: |
|
|
Musiałbym odesłać do tematu Doors, bo tam trochę o tym mówiłem.
Legenda umarła razem z Freddiem i jeżeli bawimy się jak muszkieterowie, to jak muszkieterowie odejść musimy. W przypadku takiego zespołu jak Queen, gdzie materiału pozostało trochę, niedosytu kompletnie nie widzę. Wydali wiele albumów, które nawet po czasie warto odświeżać. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lukas
Dołączył: 19 Paź 2004 Posty: 1356
|
Wysłany: Czw Gru 28, 2006 12:49 am Temat postu: |
|
|
| Moim zdaniem nazwa Queen miała sens jeszcze długo po śmierci Freddiego kiedy grali Brian , Roger i John . W 1997 r. po wydaniu 'Rocks' chyba Queen jako taki nie istnieje . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Gru 28, 2006 11:03 am Temat postu: |
|
|
A kto nie żałuje??? _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gohan

Dołączył: 19 Cze 2006 Posty: 1151 Skąd: Gogolin
|
Wysłany: Czw Gru 28, 2006 2:05 pm Temat postu: |
|
|
Czy w ogóle można tu używać słowa "rozpad"? Moim zdaniem nie. Rozpad bardziej kojarzy mi się z jakimiś konfliktami wewnątrz grupy, bardziej własciwym słowem jest tutaj "rozwiązanie działalności". Śmierć Mercurego była niejako naturalnym końcem istnienia zespołu. Wiadomo, że był to człowiek niezastąpiony. Czy żałuję, że tak się stało? ciężko mi powiedzieć. Jak Freddie zmarł miałem zaledwie 8 lat, a muzykę Queen zacząłem poznawać już po jego śmierci. Sądzę, że gdyby teraz istnieli dokonaliby rzeczy wielkich (ale to tylko takie gdybanie). Natomiast bardzo nie podoba mi się to, że May i Taylor kontynuują działalnośc pod szyldem Queen, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję... _________________ "Bobry wesoło gryzą drewno, szczury biegają za myszami, lśnią im oczki, bo żadnej choroby już w nich nie ma. Nawet jeleń zwykle tak podatny na bakterie nie może zachorować i pełną gębą je siano, Ludzie będą rodzili zdrowych ludzi, jesteśmy już nie tylko w Europie, ale chyba nawet w kosmosie".
Wojciech Mann |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hannibal

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 78 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 2:36 pm Temat postu: |
|
|
| mumin_king napisał: | Czy żałuje? Raczej nie...
Mam zdanie, że jeśli by nie zachorował, to zespół by się rozpadł po paru latach od wydania następnej płyty po wydaniu AKOM. A nawet jeśli by przetrwał to ciągle by rozmieniał się na grosze...
I też ciekawe czy z chciałbym widzeć 60-letniego frontmana latającego po scenie, który po trzech piosenkach siada, bo go zaczynają stawy boleć...
Myślę, że zespół i tak już po sobie dużo zostawił i mimo, że ciągle występuje połowa jego składu (który tak jak wielu na tym forum uważam, za odrębny zespół), nie potrzeba mu więcej udowadniać. |
Moje zdanie na ten temat??Freddie miał energiczny głos nawet wtedy gdy mial 40 lat...Jego głoś dojrzewał i stawał się coraz to bardziej lepszy i doskonalszy.Zapewne wiele osób ciekawi to jak wyglądałby Freddie mający 60 lat i śpiewający na scenie...Mnie tak.Możliwe,że Mercury sam by odszedł na "emeryturę",gdyż mógłby swierdzić,że nikt już raczej nie chciałby słuchać podstarzałego faceta...Jednak możliwe jest i to,iż gdyby żył i widziałby ilu ma fanów z całego świata to śpiewałby jeszczeeeee długooooo...Ale możliwe,że byłby tym wszystkim zmęczony.Jednak sam zawsze mówił,że muzyka to jego życie.Mówił też,że facetowi po 40 nie wypada wielu rzeczy... .Można tak gdybać i gdybać....Marzenie by być na jego koncercie na którym on występuje na żywo lub spotkanie się z nim i porozmawianie,zobaczenie jego samego na żywo już jest nie możliwe...Możemy go oglądać jedynie w telewizji,na DVD lub na Video jeśli ktoś nie posiada DVD:).Pozdrawiam.Freddie zawsze będzie w naszych sercach.Sercach fanów.Zespół Queen jak wiadomo gra nadal ale co to za Queen bez Freddiego.Owszem,Brian gra niesamowicie na gitarze,Roger na perkusji wymiata,ale to już nie to samo bez Fredka,To już nie ten sam ciekawy,intrygujący,przyciągający zespół. _________________ <"Rule With Your Heart And Live With Your Conscience"> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 4:43 pm Temat postu: |
|
|
Sam nie wiem. Dobrze to Bizon ujal w dwoch perspektywach... nie chcialbym patrzec na Freddiego tak jak na Gillana, ktory nie wyciaga ponad polowy z tego co kiedys..
ALE - moze, gdyby nawet Freddie zyl teraz, nie pozwolilby na tych pare projektow jak chocby slawna reklama pepsi... Z tego co wiem, to chyba Freddie nie chcial, aby zespol przerzucil sie na pop w latach 80. (ale tego nie jestem pewny). I pewnie moglibysmy liczyc na pare solowych p0lyt Freddiego w duecie z Caballe To, co zrobil Freddie to raptem wierzcholek gory lodowej.. stac go bylo na wiecej. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Het

Dołączył: 26 Lis 2006 Posty: 742 Skąd: Krapkowice-Otmęt
|
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 5:00 pm Temat postu: |
|
|
| hannibal napisał: | | Freddie zawsze będzie w naszych sercach.Sercach fanów.Zespół Queen jak wiadomo gra nadal ale co to za Queen bez Freddiego.Owszem,Brian gra niesamowicie na gitarze,Roger na perkusji wymiata,ale to już nie to samo bez Fredka,To już nie ten sam ciekawy,intrygujący,przyciągający zespół. |
o trafiłes w sedno z tym, punkt G! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 5:08 pm Temat postu: |
|
|
Nie! Nie żałuje. Queen jest w tej chwili zespołem z "zamkniętym" dorobkiem. Dorobek ten jest bardzo bogaty. Cieszę się że nic praktycznie już go nie może zepsuć. Nie myślcie sobie że życzyłem Freddiemu śmierci. Po prostu nie jestem w stanie sobie wyobrazić innego przebiegu wydarzeń.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 5:39 pm Temat postu: |
|
|
| Queen Fan napisał: | | Z tego co wiem, to chyba Freddie nie chcial, aby zespol przerzucil sie na pop w latach 80. (ale tego nie jestem pewny). |
nie no to wlasnie freddie i john ciagneli queen w strone syntezatorow i popowo-funkowego brzmienia w latach 80tych zreszta wystarczy posluchac mr bad guy... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wiki

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 735
|
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 7:57 pm Temat postu: |
|
|
Nie rozpadli się tylko przestali istnieć (ze względu na śmierć wokalisty) a to różnica.
Żałuję.Co mogłabym innego napisać  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mati

Dołączył: 23 Sty 2007 Posty: 32 Skąd: Radom
|
Wysłany: Wto Sty 23, 2007 10:15 pm Temat postu: |
|
|
bez freddiego to mozna pomazyc o jakim kolwiek powrocie queen _________________ http://wielo.mojeforum.net/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mati

Dołączył: 23 Sty 2007 Posty: 32 Skąd: Radom
|
Wysłany: Wto Sty 23, 2007 10:19 pm Temat postu: |
|
|
Wiki....myslisz ze jest jeszcze ktos z takim taletem bo ja nie i niechciablbym ni kogo innego _________________ http://wielo.mojeforum.net/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mati

Dołączył: 23 Sty 2007 Posty: 32 Skąd: Radom
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Sro Sty 24, 2007 1:58 am Temat postu: |
|
|
To nie czat, jeno forum. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mati

Dołączył: 23 Sty 2007 Posty: 32 Skąd: Radom
|
Wysłany: Sro Sty 24, 2007 2:10 am Temat postu: |
|
|
argon czesc ja tez jestem nowy chcesz pogadac o queen _________________ http://wielo.mojeforum.net/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Brimay
Dołączył: 06 Wrz 2004 Posty: 124 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: Sro Sty 24, 2007 5:30 pm Temat postu: |
|
|
| A ja się cieszę. Dla mnie innuendo jest święte i klimat nie do podrobienia w innej sytuacji. Wiem, kontrowersyjne ale miałem już dosyć shitu lat 80 w wykonaniu Queen. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
jagaciarz

Dołączył: 16 Cze 2005 Posty: 670 Skąd: Zgierz
|
Wysłany: Sro Sty 24, 2007 9:08 pm Temat postu: |
|
|
| Brimay napisał: | | ale miałem już dosyć shitu lat 80 w wykonaniu Queen. |
Shitu???Kontrowersyjna teza:) . _________________ That time will come,one day you'll see when we can all be friends |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mancin
Dołączył: 16 Gru 2003 Posty: 333
|
Wysłany: Sro Sty 24, 2007 10:00 pm Temat postu: |
|
|
| Czy żałuję - z jednej strony nie, bo zespół ma klimat - jak wcześniej pisaliście Doorsi , boska Janis czy Nirvana. Z drugiej to strony mocno żałuję , bo uważam ich za ludzi powyzej pewnej średniej muzycznej. Chciałbym usłyszeć ich materiał w klimacie początku lat 90-tych bez bagażu choroby Freddiego. May i Taylor sami stworzyli po całkiem dobrej płycie (Another world i Happines? ) to co dopiero by było, gdyby robili to wspólnie z Fredkiem. Taki Freedom Train z Freddiem przy mikrofonie- "I think I hear my freedom train" - jak by to musiało brzmieć ! Pewnie,że nie latałby w obcisłych gaciach po scenie, pewnie nie byłoby takich tras jak magic, ale jakiś koncercik od czasu do czasu. Kto wie, może mielibyśmy okazję zobaczyć Freddiego odpicowanego w gajerek na operowych scenach . Nawet jeśli nic by nie grali (w co nie wierzę) to zawsze mielibyśmy jakąś nadzieję na to,że Queen coś zrobi -teraz takiej nadziei już nie ma. Jednak załuję... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|