FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
NAJLEPSZE PŁYTY - EDYCJA 4 - tygodniowa przerwa, start 9.09
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 34, 35, 36  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Najlepsze Płyty
Disco Polo
1%
 1%  [ 1 ]
Tektoniczne
11%
 11%  [ 6 ]
Sztampowy żart o winylach
3%
 3%  [ 2 ]
Queen
25%
 25%  [ 13 ]
Naprawdę bardzo mnie ciekawi jakie, naprawdę
25%
 25%  [ 13 ]
o zimowiskach
1%
 1%  [ 1 ]
te które typuje Mefju
19%
 19%  [ 10 ]
jebać to
9%
 9%  [ 5 ]
Wszystkich Głosów : 51

Autor Wiadomość
Atrus



Dołączył: 17 Gru 2008
Posty: 1752

PostWysłany: Sro Sty 02, 2013 8:31 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. David Bowie - Low
2. Television - Marquee Moon
3. The Clash - The Clash
4. Brian Eno - Before and After Science
5. Pink Floyd - Animals
6. Iggy Pop - The Idiot
7. Suicide - Suicide
8. Keith Jarrett - The Survivors' Suite
9. David Bowie - "Heroes"
10. Wire - Pink Flag

OFICJALNE: jeden z najlepszych roczników ever. Za dychą wylądowały płyty, którym maks należy się bezspornie, w tym taka klasyka klasyki jak Pistolsi, debiut Talking Heads, The Stranglers, EPka Buzzcocks (!), Kraftwerk, Throbbing Gristle, czy albumy może nie epokowe, ale co najmniej bardzo dobre, w tym solowy debiut Gabriela, fajny ambientowo-orkiestralny Garbarek, rozwodowy Hammill, leśne Jethro, stadionowe Queen, drugi Iggy, Judas Priest, wreszcie Neil Young. Czapki z głów i chwała poległym, w 10 zmieściły się natomiast: najlepszy Bowie ever; genialny Tom Verlaine; debiut Clash zawsze w sercu; Eno między piosenkowością a ambientem; świnia nad fabryką, obecnie mój floydowy numer 2; solowy debiut Popa, samobój Curtisa, wszyscy znamy tę historię; ekstremalny minimalizm i ekspresja Suicide; frapujący Jarrett; drugi Bowie, choć okładką i muzyką słabszy od Low, wciąż trzyma poziom dla wielu nieosiągalny; wreszcie na końcu wciąż stricte punkowe Wire, 21 celnych strzałów, nikt pewnie nie zagłosuje, a szkoda.
_________________


With my last breath I curse Zoidberg.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Maciej



Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 1329
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sro Sty 02, 2013 8:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1.Pink Floyd - Animals

2.Jethro Tull- Songs From The Wood

3.Kansas - Point of Know Return

4.Renaissance -Novella

5.Queen - News Of The World

6.Procol Harum - Something Magic

7.Hands- Hands

8.SBB - Ze Słowem Biegnę Do Ciebie

9.John Williams -Star Wars

10.Yes - Going for the One


Prawdopodobnie obok ciemnej strony i division bell najczesciej słuchana przeze mnie płyta floydów, tym razem z iście rockowym zadziorem. Jethro Tull ze świetnym folk-rockowym albumem. Kansas z bardzo mocną płytą i słynnym „Dust in the wind”. Renaissance jak zwykle klasa sama dla siebie. Queen który bardzo lubię ale wracam gdzies do połowy płyty zazwyczaj. Ostatni wzlot Procol Harum, szczególnie rozłożona na trzy części suita, następny wzlot będzie dopiero za blisko 30 lat....Hands jeden z bardzo niewielu przedstawicieli progresu z usa nawiązujący do paru wielkich, miałem ich dać kiedyś do qw ale szkoda go Wink . SBB których progres nigdy mnie tak nie porywał jak ten od Budki czy Skaldów ale trzeba przyznać że obu kolosom na płycie udaje się nie zanudzić słuchacza. Na koniec klasyczny soundtrack Johna Williamsa i udane Yes z powrotem z Wakemanem ale tez nie wszystko na tej płycie jest przekonujace, dopiero paradoksalnie na Dramie mnie oczarują znowu w całości.
_________________
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
lookaug



Dołączył: 03 Mar 2009
Posty: 1012
Skąd: Włocławek

PostWysłany: Sro Sty 02, 2013 9:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - Animals
2. Bob Marley - Exodus
3. Television - Marquee Moon
4. David Bowie - Low
5. The Clash - The Clash
6. Sex Pistols - Never Mind the Bollocks
7. Iggy Pop - Lust for Life
8. Queen - News of the World
9. Brian Eno - Before and After Science
10. David Bowie - Heroes
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Czw Sty 03, 2013 2:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pink Floyd – Animals
Queen – News Of The World
ABBA – The Album
Uriah Heep – Firefly
Uriah Heep – Innocent Victim
Village People – Village People
Yes – Going For The One
AC/DC – Let There Be Rock
The Animals – Before We Were So Rudely Interrupted
Camel – Rain Dances
Sex Pistols – Never Mind the Bollocks, Here’s the Sex Pistols
Anna Jantar – Zawsze Gdzieś Czeka Ktoś
Aerosmith – Draw The Line
Variuos Artists – Saturday Night Fever (soundtrack)
Eric Carmen – Boats Against the Current
Marek Grechuta – Szalona Lokomotywa
John Williams – Star Wars IV: A New Hope (soundtrack)
Boney M – Love For Sale
Genesis – Seconds Out
Judas Priest – Sin After Sin
Peter Gabriel – Peter Gabriel (Car)
Smokie – Bright Lights & Back Alleys




1. Pink Floyd - Animals
2. Various Artists - Saturday Night Fever (soundtrack)
3. Queen - News Of The World
4. ABBA - The Album
5. Uriah Heep - Firefly
6. Eric Carmen - Boats Against The Current
7. Village People - Village People
8. John Williams - Star Wars IV: A New Hope (soundtrack)
9. Anna Jantar - Zawsze Gdzieś Czeka Ktoś
10. Boney M - Love For Sale
11. Smokie - Bright Lights & Black Alleys


Poza dychą(jedenastką):
12. Genesis - Seconds Out
13. Peter Gabriel - Peter Gabriel (Car)
14. Marek Grechuta - Szalona Lokomotywa
15. Uriah Heep - Innocent Victim
16. Judas Priest - Sin After Sin
17. The Animals - Before We Were So Rudely Interrupted
18. Yes - Going For The One
19. Sex Pistols - Never Mind The Bollocks, Here's Sex Pistols
20. AC/DC - Let There Be Rock



Rok kiedyś uznawany przeze mnie za wybitny, ale wyznacznikiem tej wybitności było po prostu to, że sporo z tych płyt znałem już w dzieciństwie i stąd miałem takie złudzenie odnośnie jego zajebistości, bo teraz gdy posiadam już znacznie większą muzyczną wiedzę to prezentuje się on raczej tak sobie jakby go zestawić na tle pozostałych roczników, ale generalnie to chyba nie mam się tu za bardzo do czego przyczepić.

Pierwsze miejsce to moja ulubiona niegdyś płyta Floydów. Jakby wywalić te miniaturki ze skrzydlatymi świniami to może i wciąż by nią była. Drugie miejsce to jeden z najlepszych soundtracków ever, nawet jeśli się nie będzie liczył to go na tej liście i tak zostawię bo bez niego tak jakoś żalowo by ona wyglądała... bez płyty na której znajdują się najważniejsze kawałki Bee Gees czy chociażby wrzucany niegdyś przeze mnie do QW instrumental Davida Shire'a "Manhattan Skyline". To chyba kanon jeśli chodzi o muzykę disco(bo filmową to może niekoniecznie). Może i nie jestem jakimś wielkim fanem tego gatunku, ale ten klasyczny okres jego rozwoju z końca lat 70-tych to od jakiegoś czasu potrafię wielbić na kolanach! Na trzecim miejscu(albo drugim w zależności od tego czy powyższy soundtrack będzie się liczył) już dużo surowsze Queen, ale wciąż bardzo fajne, jednak wcale nie za sprawą WWRY i WATC bo to chyba najbardziej przereklamowane utwory w historii tej planety. Są tu dzieła o wiele ważniejsze choć niedoceniane, jak np. Melancholy Blues czy It's Late(choć nie zgodzę się z opinią wielu, że to najlepszy numer na płycie), Get Down Make Love, Spread Your Ass... znaczy się Wings, All Dead, All Dead... tylko takie potworki jak Who Needs You czy Sheer Heart Attack(po cholerę oni to w ogóle kończyli??) psują trochę atmosferę i zaniżają poziom tej płyty, stąd dopiero trzecia lokata, choć dawniej była druga, ale jednak klasyczne disco z klasycznego filmu o tej tematyce sporo ostatnio zyskało w moich oczach. Na czwartym tuż za podium nie wiem czy nie moje ulubione Uriah Heep, które po zmianie wokalisty zjada cały okres z Byronem na śniadanie. Tytułowy, "The Hanging Tree" czy "Crime My Passion" to jest kurwa potęga!!! ABBA z kolejną świetną odsłoną, z której ciężko mi wyróżnić jakieś konkretne kompozycje bo wszystkie są na zajebiście równym poziomie, ale jeśli już no to jebnę tak na zachętę "I Wonder(Departure)", "I'm A Marionette" i "Thank You For The Music"... <jebłem!> Dalej Eric Carmen(albo po prostu gościu od "Głodnych Oczu" jak kto woli, bo chyba tylko z tego i jeszcze ewentualnie z "All By Myself" jest on kojarzony) z IMO równiejszą płytą niż debiut, choć tam były mocniejsze hajlajty. Tu ciągle jest dobrze, choć nie ma już jakiegoś gigantycznego stężenia emocjonalnego od którego oczy mimowolnie łzawią, ale może to nawet lepiej bo nie trzeba się specjalnie nastrajać żeby tego słuchać. Ballady reprezentujące album(tytułowa czy "Love Is All That Matters") zawierają w sobie raczej więcej nadziei niż bólu i smutku. No i są też dla kontrastu utwory radosne jak "Marathon Man" czy "She Did It", który zdobył ogromną popularność w rodzinnym mieście muzyka(Cleveland w stanie Ohio). Rozważałem czy czegoś stąd nie wrzucić do QW kiedyś...
Czas na debiut tych pedałów od ŁAJ-EM-SI-EJ, choć płyta z tym utworem to dopiero za rok wyjdzie, jednak tutaj też nie brakuje hitów w rytmach klasycznego disco jak np. "San Francisco", "Everybody Is A Star In Hollywood" czy "Fire Island" albo po prostu tytułowy. Szkoda, że żaden z tych kawałków się nie wybił.
Kolejny genialny soudntrack do kolejnego genialnego filmu - potęga kurwa!!! Choć sporo mi jeszcze brakuje by ogarnąć to wszystko na pamięć. A ulubiony mój numer... no chyba nie będę oryginalny jeśli powiem, że ten najbardziej charakterystyczny, czyli "Cantina Band".
Moja ulubiona płyta Anny Jantar z moją ulubioną jej kompozycją "Radość Najpiękniejszych Lat", która wreszcie debiutuje na mojej liście! Poza tym tytułowy, "Kto Umie Tęsknić", "Godzina Drogi", "Kto Powie Nam"... oj miałem kiedyś na to mocną fazę tuż przed pójściem na studia.
Również i Boney M zaliczają debiut na mojej liście. Dużo lepiej niż na debiucie, choć takie giganty jak "Rasputin" czy "Rivers Of Babylon" to dopiero za rok, no ale tutaj za to mamy moje chyba ulubione "Belfast", tudzież nie takie złe "Ma Baker", czy trochę mniej znane tytułowy i "Motherless Child". Generalnie utwory z tej płyty nie zdążyły mi się jeszcze osłuchać na żadnej z imprez w przeciwieństwie do poprzedniczki.
Dziesiątkę, a właściwie to jedenastkę zamyka Smokie dzięki takim utworom jak "It's Your Life" czy "I Can't Stay Here Tonight"(z fajnym motywem smyczkowym) do których mam sentyment z dzieciństwa. Jeśli soundtrack do "Gorączki..." nie będzie się liczył no to niech mają tego honorowego punkcika.

Poza dychę/jedenastkę wypadły m.in.: Genesis z co prawda ciekawą koncertówką, ale wciąż za słabo poznaną, a zresztą ja tam koncertowe wydawnictwa promuję rzadko bo ciężko mi to porównywać do dokonań studyjnych. Solowy debiut byłego lidera Genesis wrażenie zrobił pierwszorzędne, ale ta płyta też jest jeszcze przeze mnie słabo poznana. Marek Grechuta tak bardziej na rockowo no i jest tam "Motorek" którego cover w wykonaniu Grzegorza Turnau'a wrzuciłem kiedyś do QW. Uriah Heep nieco słabsze od swojej poprzedniczki z tego roku, ale ma godnego reprezentanta - doceniane niedawno dzięki QW "Free Me". Judasi nieźle mi złoili tą płytą dupsko, ale szczegółów niestety póki co nie pamiętam, więc jedynie symboliczne miejsce w połowie drugiej dyszki. Wielki come back Animalsów... a właściwie to średni bo niczym nowym nie zabłysnęli, choć przyjemnie się słuchało. Yes już znacząco obniżyło loty, ale i tu się coś dobrego znajdzie, choć na następnych dwóch albumach będzie jednak lepiej niż tu. Sex Pistols jako punkowa ciekawostka no i AC/DC bez jakiegoś konkretnego wykurwu, no ale okres z Bonem Scottem jak już pisałem przy poprzednim roczniku jakoś dobrze mi służy.


Do poznania:
Bob Marley & The Wailers – Exodus
David Bowie – “Heroes”
Thin Lizzy – Bad Reputation
Kiss – Alive II
Kiss – Love Gun
David Bowie – Low
The Jacksons – Goin’ Places
Banjo Band – Na schledanou
Bonnie Tyler – The World Starts Tonight
Barbra Streisand – Streisand Superman
Foreigner - Foreigner


Tą Bonnie Tyler to chciałem poznać ze względu na "It's A Heartache" ale nagle się skapłem, że to dopiero z następnej płyty, więc sobie odpuściłem poznanie na szybko.
_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho


Ostatnio zmieniony przez Mefju dnia Pią Sty 04, 2013 4:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xavi



Dołączył: 06 Wrz 2010
Posty: 2519

PostWysłany: Czw Sty 03, 2013 3:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja się skompromituję trochę, ale w tym roczniku są same rzeczy, które mam na liście oczekującej (Bowie, Television, Eno, Clashe, Wire, ELO, Gabriel czy AC/DC w czołówce). Ale Animalsom trzeba coś przyznać nawet kosztem blamażu.

1. Pink Floyd - Animals
2. Bob Marley - Exodus
3. John Williams - Star Wars
4. Sex Pistols - Never Mind the Bollocks Here's the Sex Pistols
5. Queen - News of the World

6. Various Artists - Saturday Night Fever
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Sob Sty 05, 2013 12:30 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cóż, podczas poprzedniej edycji ubolewałem, że nie poznałem jeszcze obu płyt Bowiego z tego rocznika ani "Works" ELP. Jakby to powiedzieć... nie poznałem ich do dziś. Ale co tam, kandydatów do dychy i tak nie brakuje.

1. Queen - News of the World
W tej chwili to płyta Queen, której najczęściej słucham i właściwie mógłbym powiedzieć, że jest ona moją ulubiona, nawet jeśli bardziej doceniam choćby "Queen II". Surowe brzmienie zaskakująco także pasowało temu zespołowi, który wczęniej był znany wręcz z przesadnej produkcji. Chłopaki pokazali, że nawet rezygnując z tej głębi, która charakteryzowała większość ich dotychczasowych dokonań, mogą osiągać szczyty rockowego rzemiosła ("It's Late" - ach, ten tapping!), grać mocno, szybko i pełną parą ("Sheer Heart Attack"), a także delikatnie ("All Dead, All Dead"), tworzyć przekonujące pastisze ("Who Needs You") i hity ("We Are The Champions"). To płyta łatwa i przyjemna, którą bardzo często słucham. Gdyby nie ostatnia piosenka, w której, jak dla mnie, Freddie przesadził z teatralnością, to napisałbym też, że jest ona bardzo równa.

2. Yes - Going for the One
Ile tu jest przestrzeni! Na 15-minutowym "Awaken" Rick Wakeman chciał chyba pokazać, jak należy używać klawiszy. Zresztą, ta płyta większości należała do niego.

3. Rush - A Farewell to Kings
Wielka progrockowa płyta, bez dwóch zdań. Jedna z niewielu niequeenowych płyt, które mam na winylu. Tu jest i feeling (jak tu zmieniają się uczucia! jak barwy w kalejdoskopie), i energia (zwłaszcza w końcówce ostatniego numeru, mało co może z nią się mierzyć), i mistrzostwo techniczne.

4. SBB - Ze słowem biegnę do ciebie
W Polsce też grano prog rock na światowym poziomie. Choć tematem płyty są słowa, nie usłyszymy ich tu za wiele. A może szkoda, bo Józef Skrzek ma cudowny głos młodego chłopaka. Długie partie instrumentalne mogą chwilami nudzić, ale większość płyty to zapierający dech w piersiach popis ubrany w całkiem przystępną formę.

5. ABBA - The Album
Przeciętna płyta ABBY. Trochę przegięli z opieraniem się na jednej linii rytmicznej, choć nie ma tu jakichś tragicznych kawałków. Wciąż można znaleźć tu bardzo ładne melodie. Single raczej są kiepskie, ale za to "Hole in the Sun" (mimo kiepskiej produkcji) i "I'm A Marionette" uważam za najbardziej niedocenione piosenki ABBY. Pierwsza zachwyca energią i wokalami, druga - musicalowym dramatyzmem.

6. Peter Gabriel - Peter Gabriel
Gdyby cała płyta była taka jak "Solsbury Hill" czy "Modern Love", to ten album wylądowałby na pierwszym (sic!) miejscu. Cóż, nie jest. Sporo kawałków jest monotonnych. Z drugiej strony, nie ma tu też żadnej szczególnej fuszerki, a Wzgórza przeważają minusy.

7. UFO - Lights Out
To jest moja ulubiona płyta UFO. Utwór tytułowy to jeden z tych killerów, które, moim zdaniem, definiują muzykę rockową. Z kolei "Love to Love" jest wspaniałą balladą z mistrzowskimi zagrywkami. Ale w ogóe nie ma na tym albumie złych utworów.

8. Sex Pistols - Never Mind the Bollocks, Here's The Sex Pistols
Prosto, mocno i hałaśliwie. Ale tylko na pozór, bo Glen Matlock i Paul Cook naprawdę umieli grać. Czasem lubię słuchać tej beztroskiej płyty. Poprawia mi humor, dodaje energii, trochę mnie śmieszy, ale też i czasem zmusza do oddania hołdu w sumie niezłym muzykom.

9. Brian Eno - Before and after Science
Słucha się z przyjemnością od początku do końca tego dziwnego dość albumu. Eno to Eno, ma zapędy to ambientowe, to do upraszczania rytmu, ale jednak nagrywa rzeczy więcej niż interesujące. "Backwater" rządzi!

10. Pink Floyd - Animals
Chyba nigdy nie przekonam się do tej płyty do końca. Za dużo tu metaforycznych tekstów, jak dla mnie, za mało muzycznej ekstrawagancji. Niby nie jest to płyta monotonna, a jednak ta dziwaczna produkcja sprawia, że bardzo różne fragmenty brzmią dla mnie podobnie. Całość mnie nudzi. A jednak są tu świetne solówki, czasem Waters osiągnie swoje życiowe wyżyny wokalne, ogólnie różnych świetnie dopasowanych do całości smaczków jest tu całkiem sporo. Na początku nie lubiłem, coraz częściej i chętniej wracam do Zwierzaków, ale chyba nigdy nie nazwę tego albumu arcydziełem.
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
zinger menu



Dołączył: 28 Mar 2008
Posty: 396
Skąd: dzikie kraje

PostWysłany: Nie Sty 06, 2013 5:38 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Yes - Going for the One
Płyta wyraźnie niedoceniana, także tutaj, a dla mnie jedna z tych wybitnych w dorobku Yes. W końcu jakieś zmiany w stylistyce, jakieś zaskoczenia aranżacyjne, trochę inny klimat. Takie apogeum artystycznego zastoju muzycy zespołu osiągnęli na albumie "Relayer", który w zasadzie nie wnosił już nic nowego do ich dorobku, ale to była chyba ta kropla, która przelała czarę znudzenia graniem wciąż tego samego. I po trzech latach mamy wspaniały wybuch nowej energii artystycznej – głęboki pogłos i niebiańskie aranżacje nadały ich muzyce nowy wymiar, pewien rodzaj mistycyzmu. Mam tu na myśli głównie "Turn of the century" i "Parallels" - muzyka tego drugiego utworu przywodzi mi na myśl widok zbliżających się do mnie dumnych, poważnych grzbietów gór, częściowo przesłoniętych rzadkimi chmurami. No takie są moje uczucia. Również tempa tych dwóch kawałków zdają się być dość nietypowe dla dotychczasowego stylu Yes. Finałowy utwór płyty, „Awaken”, przegenialny, a ten arcyszlachetny klawiszowy wstęp sprawia, że słuchając tego, mam ochotę stanąć na baczność.

2. Pink Floyd - Animals
Kolejny dość równy album Pink Floyd. Albumy po "Meddle" mają jeden wyraźny atut, którego mocno brakowało albumom sprzed "Dark Side of the Moon" - równość. Szkoda, że ten artystyczny sukces grupy opłacony został w znacznej mierze utratą awangardowości. Po "Dark Side of the Moon" próżno w muzyce Pink Floyd szukać tak odważnych i udanych eksperymentów, jak "Atom Heart Mother", "One of these days", "Set the controls for the heart of the sun", nie mówiąc już o numerach z Ummagummy. Ale ta spójność każdego z późniejszych albumów, konsekwentnie budowany klimat - bezcenne. Moim zdaniem, płytą, na której Pink Floyd uzyskali idealny konsensus między spójnością muzyki, a jej artystyczną niezwykłością, awangardowością wręcz, jest "Dark Side of the Moon". Ale Animals też uwielbiam, pokochałem oczywiście za utwór wciągający mnie do krainy snów na jawie - "Dogs".

3. Iggy Pop - The Idiot
Muzyka bardziej przyziemna od Yes i Pink Floyd, ale bardzo oryginalna, zdecydowanie mnie zaciekawiła od pierwszego przesłuchania. Zadziwia mnie fakt, że można wymyślać tak proste, a jednak nowatorskie i zaskakujące rzeczy - nie wiem, skąd Iggy miał ten zmysł, bo udział Bowiego na pewno niczego tu nie tłumaczy (wystarczy wspomnieć dokonania The Stooges).

4. Peter Gabriel - Peter Gabriel
W końcu pierwsze solo Gabriela. I już tu jego solowa kariera zapowiada się, przynajmniej pod względem artystycznym, bardzo interesująco. Mnóstwo energii, dużo rewelacyjnych pomysłów melodycznych, wiele się dzieje, wpadamy w wir dramaturgii i emocji. Genialnie patetyczny motyw finałowy, "Here comes the flood", tyle że - jak przyznawał później sam muzyk - cholernie przesadzony aranżacyjnie i zbyt przeciągnięty. Patos wyolbrzymiony do tego stopnia, że jednak po połowie utworu ma się go trochę dość. Choć chyba nie przy pierwszym przesłuchaniu, bo wówczas podniosłość tej melodii mocno jeszcze oddziałuje na słuchacza. Niemniej początek solowych dokonań Petera Gabriela uważam za doskonały.

5. Iggy Pop - Lust for Life

Album z klasycznym iggypopowym hitem "Tonight", niezwykle chwytliwym. Ale dla fanów twórczości Iggy'ego są tu cenniejsze perełki, z dużo bardziej unikalnym klimatem, jak "Sixteen", "Some weird sin", "Neighbourhood", czy choćby legendarny "The passanger". Album pełen muzycznej świeżości.

6. Peter Hammill – Over
Ponoć najlepszy album Petera Hammilla. Ja tam wolę “Nadir’s Big Chance”, ale widzę też głębokie piękno „Over”. Zresztą, nie tylko o piękno tu chodzi, ale również o wielką, zaskakującą zmianę w muzycznym stylu wokalisty Van Der Graaf Generator – Hammill nagle zaczyna prezentować muzykę o charakterze wręcz poetyckim. Dużo w tych utworach (może poza pierwszym – „Crying wolf”) delikatności, śpiew Petera w wielu fragmentach jest nostalgiczny i łagodny, a często przechodzi wręcz w szept, by potem wybuchać w swej ekspresji i nagłym porywie burzliwych emocji. Podobna emocjonalna rozpiętość cechuje grę instrumentów – największe wrażenie robią z pewnością skrzypce w „Autumn” i „Betrayed”. Mimo piękna tej płyty, nie potrafię się do końca wczuć w nią jako całość. Może kiedyś się uda.

7. Triumvirat – Pompeii

Triumvirat kolejny raz na moich listach. Szczerze mówiąc, poszczególnych piosenek nie pamiętam za dobrze. Szczegóły musiałbym sobie przypomnieć, ale w ostatnim czasie jakoś mi nie po drodze z Triumviratem. Niemniej pamiętam, że dawniej album ten robił na mnie duże wrażenie, niewiele mniejsze niż dwie poprzednie płyty Triumviratu. Zdaje się, że płyta jest nieco spokojniejsza od poprzednich, zaprezentowane jest tu gładsze, bardziej kojące brzmienie – mniej tu brawury, szaleństw i instrumentalnej potęgi.

8. Glenn Hughes - Play Me Out
Z tej płyty pamiętam jeszcze mniej, niż z powyższej, bo jakimś dziwnym trafem niewiele razy ją słyszałem, a jednak pamiętam, że zrobiła na mnie wielkie wrażenie, zwłaszcza ten styl, soulowy, zupełnie inny od Deep Purple i Trapeze.

9. Al Green - The Belle Album

Klasyczny soul chyba po raz pierwszy u mnie w dziesiątce. Bardzo przyjemna, ciepła muzyka.

10. Queen - News of the World
Jak dla mnie, bardzo dobry album, niedoceniony na tym forum. Moim zdaniem, zupełnie porównywalny z „A Day at the Races” – może i trochę słabszy, ale na pewno przepaści między nimi nie ma. Na początku dwa wielkie przeboje – można być nimi znudzonym, ale docenić przecież należy. Nie rozumiem czepiania się „Sheer heart attack” – przecież ta piosenka wymiata, coś zupełnie nowego w muzyce Queen! A jaka energia i moc, zwłaszcza refren! „Spread your wings” chyba każdy lubi, a Freddie i Brian w “It’s late”, to po prostu bajka! Nie rozumiem, czego ludzie nie trawią w „Sleeping on the sidewalk” – świetna rytmika, no i bardzo pasujący tu, „powściągliwy” wokal Maya. Nawet Roger zajebiście wypadł w „Fight from the inside”! A na temat „Melancholy blues” chyba nie muszę się zbytnio rozpisywać.



11. Foreigner - Foreigner
Świetny klasyczny rock, chwilami hard rock, zupełnie co innego, niż kawałki, z których ten zespół jest znany (“I wanna know what love is”, “Waiting for the girl like you”, „Say you will”). Pełna gama uczuć, od romantycznych westchnień po gniew. Ciężko mi znaleźć coś bardziej perfekcyjnie i klasycznie brzmiącego, niż ta płyta.

12. Aerosmith - Draw the Line
Lubię ten album, ale niczym niezwykłym mnie nie olśniewa. „Kings and queens” ma wspaniały klimat i melodię, ale nie mogę oprzeć się nieprzyjemnemu wrażeniu, że Tyler uwypukla tu swoją skrzecząco-jęczącą manierę do przesady. Wolałbym, gdyby zaśpiewał to trochę estetyczniej i subtelniej. Ogólnie sporo tu energicznych, bardzo fajnych kawałków, ale nic nowego. Zresztą, na coś nowego będzie trzeba w przypadku Aerosmith poczekać jeszcze parę lat.

13. Eloy - Ocean
Mówią na mieście, że najlepszy album Eloya. Jakoś tego nie czuję. Jest zupełnie wtórny względem płyt, które powstały wcześniej, niczym nowym nie zaskakuje, a w dodatku jest dużo mniej wciągający i znacznie mniej wpadający w ucho, niż takie np. „Dawn” – moje ulubione z Eloya. A utwory tak monotonne, jak długie. Owszem, coś w tym jest, przede wszystkim ten charakterystyczny dla Eloya tajemniczo niepokojący klimat. Ale jak na „najwybitniejsze dokonanie zespołu”, mało porywające.

14. Kiss - Love Gun
Znowu Kiss, znowu melodyjne, porywające swą prostotą kawałki z kopem. Ale wolę „Destroyer”.

15. Rush - A Farewell to Kings
Tak jak raz już pisałem, Rush mnie nie zachwyca. Podobnie jest z tym albumem, który zdecydowanie doceniam, dostrzegam kunszt muzyków, czuję, że coś w tym jest, ale coś innego sprawia, iż nie mam większej ochoty wracać do tej płyty.
_________________
2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Faraday



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 476
Skąd: 25 dsf

PostWysłany: Nie Sty 06, 2013 2:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - Animals
2. Wire - Pink Flag
3. Brian Eno - Before and After Science
4. Bob Marley - Exodus
5. Sex Pistols - Never Mind the Bollocks Here's the Sex Pistols
6. Tom Waits - Foreign Affairs
7. Queen - News of the World
8. Various Artists - Saturday Night Fever

...

Coś czuję, że za parę lat gdy nadrobię wszystkie zaległości to będzie jeden z moich ulubionych roczników. Na ten moment straszna bieda, a co gorsza 78' poznany mniej więcej tak samo czyli prawie wcale.
_________________

last.fm
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Kriejtiw



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 384

PostWysłany: Nie Sty 06, 2013 3:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jest nieźle; powoli wychodzimy z progresywnych cudów, zaczynają się tworzyć już jakieś post-punki, ale to był generalnie dobry rok dla... jazzu. Jazda.

1. Emerson, Lake & Palmer - Works, Volume I
2. Ornette Coleman - Dancing in Your Head
3. Kraftwerk - Trans Europa Express
4. David Bowie - "Heroes"
5. Can - Saw Delight
6. Weather Report - Heavy Weather
7. Television - Marquee Moon
8. Talking Heads - Talking Heads: 77
9. Brian Eno - Before and After Science
10. Anthony Phillips - The Geese and the Ghost

Lol, nie ma to jak napisać: "wychodzimy z progresywnych cudów", a potem walnąć na numer jeden uosobienie tego słowa. Cóż, wolno mi jednak z jednego powodu - sentyment. Tak, to czasem wystarczy. No i jak czasem zapodam sobie tych pompatycznych i napuszonych Piratów, to kumam, czemu to tak kiedyś chwytało... No i to pierwsza płyta, którą zakupiłem via internet, ach.
Na drugim jeden z najlepszych Colemanów; freejazzowy szał, ta melodia naprawdę tańczy po głowie i nie chce z niej wyjść. Potęga w czystej postaci, wszystkie trzy numery kocham miłością bezgraniczną. Najlepszy Kraftwerk na trójce. Tytułowy, Metal i Abzug to mój ulubiony ich moment. Zresztą cały ten album to taka podróż w tym zimnym, transeuropejskim wagonie. No i tu też są Iggy Pop i David Bowie. Wspomniany Bowie poniżej; zawsze bardziej ceniłem ten album od Low. Wolę i piosenkowe rzeczy i te ambientowe właśnie na Bohaterach. Klasyk.
Cany nadające się bardziej do nocnego klubu niż na regularną popijawę, ale czy to źle... Otóż nie, bo mamy tu wspaniały, leniwie lekko snujący się klimat zaprawiony znanymi nam już sztuczkami, jest świetnie. Pogodynki, których die-hard fani uważają, że to ostatni godny uwagi ich album. Cóż, nie da się ukryć, że poszli potem już bardziej w smooth, ale ten LP to najlepsze połączenie szeroko pojętej komercyjności z jazzową wirtuozerią i ja go kupuję w całości. A że nie jestem turbo-fanem WR, to jeszcze późniejsze albumy będę w następnych latach prezentował. Klasyczny Tom Verlaine, który równie dobrze mógłby wypuścić sam tytułowy, a i tak byłby półbogiem. Talking Heads, na które nikt nie głosuje (żal), a przecież już tutaj są przebłyski. Na pewno nie najlepszy album TH, ale świetnie buja i bardzo go lubię, o. Nostalgiczny Eno na przedostatnim. Już późniejszy, ten całkowicie ambientowy Brian średnio mnie rusza, ale ten wciąż w sercu. Może nie szaleję, ale By This River albo Spider and I zawsze spoko. Taki rodzaj ambientu odpowiada mi najbardziej. Na koniec Antek Phillips, który udowadnia, że był jednak dobrym muzykiem, tylko potrzebował czasu na rozwój. Dużo folkowej atmosfery, dużo klasycznej gitary. Bardzo przyjemna rzecz. Sto razy lepsza od większości solowych Banksów czy Rutherfordów. Jak się okazuje, nawet od Gabrielów.

Honorowa jedenastka - Brand X - Morrocan Roll. Albo nie: 11. Shakti - Natural Elements.

O, jak widać od Collinsów także.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
MCwalter01



Dołączył: 30 Maj 2010
Posty: 507
Skąd: spod Wrocławia

PostWysłany: Nie Sty 06, 2013 4:01 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - Animals
2. David Bowie - "Heroes"
3. David Bowie - Low
4. AC/DC - Let There Be Rock
5. Jethro Tull - Songs From The Wood
6. Iggy Pop - Lust For Life
7. Electric Light Orchestra - Out Of The Blue
8. Queen - News Of The World
9. Sex Pistols - Never Mind The Bollocks, Here's The Sex Pistols
10. Fleetwood Mac - Rumours

Komentarzy tym razem nie będzie. Idę odsypiać studniówkę.
_________________
"In fact the whole of Japan is a pure invention. There is no such country, there are no such people." (Oscar Wilde)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Pon Sty 07, 2013 12:15 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wklejam to co mam na razie, bo moge jutro nie miec czasu/zapomniec. pewnie z jedna czy dwie zmiany jeszcze mogą byc, ale to jesli zdąże

tradycyjnie wiekszosc opisow z poprzedniej edycji. pierwszenstwo daje studyjnym przed koncertowkami, chyba ze jakas koncertowka wybitna.

1. Uriah Heep – Firefly (CD)

plyta absolutnie cudowna. nie powiem, ze genialna. nie ma tu utworow wielkich. ale są kawalki piekne. tak po prostu Wink jedna ze zdecydowanie najlepszych plyt uriah heep i swietny debiut johna lawtona w roli wokalisty.

2. David Bowie – “Heroes” (CD)

plyta z niezwyklym klimatem, czesc z tych kawalkow swietnie sie potem sprawdzila w soundtracku do dzieci z dworca zoo. naprawde wielkie dzielo bowiego. nie wiem czy nie jego ostatnie.

3. Rush – A Farewell To Kings (CD)

zaczynam poznawac rush i jak na razie tego nie zaluje Wink ta plyta nie powala mnie az tak jak fly by night czy nawet 2112, ale robi na tyle dobre wrazenie po tych kilku przesluchaniach, ze w tym jednak nienajmocniejszym roczniku ma szanse na dyszke (pisze to przed ustaleniem ostatecznej listy) / edit 2013: bosh...

4. Uriah Heep – Innocent Victim (CD)

nie tak znakomita jak pierwsza plyta z lawtonem ale tez album na bardzo wysokim poziomie. zmiana skladu wplynela na zespol bardzo ozywczo i w ciagu jednego roku wydali 2 plyty, z ktorych kazda jest duzo lepsza od ostatnich kilku wydawnictw z byronem. tak swietnych plyt jak z lawtonem, zespol juz pozniej nie wydawal. dopiero ich ostatnia (edit 2013: przedostatnia juz obecnie) plyta studyjna wrocila do tego poziomu.

5. Pink Floyd – Animals

chyba sie starzeje, bo zwierzyniec zaczyna mi sie podobac. to byla ta plyta PF z tych najbardziej znanych, do ktorej ni cholery nie moglem sie przez kilka lat przekonac. ale w ostatnich tygodniach to sie zmienia. smierc nadchodzi... / edit 2013: wiadomix, że teraz na płyty pf patrze juz nieco inaczej. i choc animals wciąż nie kupilem, to pewnie niedlugo sie to zmieni. polubilem.

6. Aerosmith – Draw The Line (CD)

solidna plytka, trzymajaca dobry poziom, ale jednak brakuje tu kawalkow powodujacych szczękopad. najblizej tego miana chyba kings and queens lub tytulowy, ale jednak to nie jest ten sam poziom co dream on czy mama kin. / edit 2013: prze'sz oczywiscie, że kings and queens to ten sam poziom co wymienione pozniej. kretyn.

7. Queen – News Of The World (CD, LP, MC)

po znakomitych (a w niektorych przypadkach nawet genialnych) pierwszych pieciu plytach zespolu, tym razem plyta dosc nierowna, ktora ma jednak kilka kawalkow na bardzo wysokim poziomie. calosc jednak przekonuje duzo mniej niz ktorykolwiek z poprzednich albumow.

8. Kiss – Love Gun – równa to ta płyta nie jest, ale ma swoje momenty. ostatnio jakos tak chyba doszedlem do wniosku, ze jednak kupilbym wszystkie kissy w koncu, przynajmniej te klasycznego skladu. pewnie love gun pojdzie na pierwszy ogien.

9. Rainbow – On Stage (CD)

zdecydowanie lepiej by sie sluchalo tej plyty, gdyby brzmiala nieco lepiej. ale to nie tyle wina wykonan co produkcji. Jednak jest to kawal swietnego rocka. Mocarnie brzmi przedpremiera Kill The King, nieco przesadzono z rozwleczeniem Catch The Rainbow do 16 minut, ale za to mamy swietne wykonanie Mistreated. niestety ciezko znalezc linki do tych wlasnie wykonan, a nie mam czasu teraz sam wrzucac.


10. Deep Purple – Last Concert In Japan

koncert z grudnia 75 wydany w 77 roku. niestety pierwsze wydawnictwo pod tym wlasnie tytulem cierpi mocno ze wzgledu na bledy w realizacji i miksie, przez co niemal nie slychac gitary bolina. niestety efekt tego, ze szybko chciano wydac cokolwiek wobec rozpadu zespolu. pozniej krazyly teorie, ze bolin nie mogl grac tego dnia, bo nie mial czucia w rece, jednak na zmiksowanych od nowa pozniejszych wersjach tego koncertu (wydanych tez pod tytulem „this time around:live in tokyo”) slychac, ze bolin jak najbardziej byl w stanie tego dnia grac. poniewaz uznaje te wszystkie wydania tego samego koncertu jako jedno wydawnictwo, to glosuje na te plytke z czystym sumieniem bo zwlaszcza kawalki mk3 i mk4 brzmią tu zajebiscie. no i jest rzadkie wykonanie soldiera na zywo. fakt, ze w okrojonej wersji, no ale inaczej go nie grali. i tak tylko kilka razy w ogole...
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Sty 07, 2013 6:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1977

1. Pink Floyd - Animals - 113
2. Queen - News of the World - 76
3. John Williams - Star Wars: Original Soundtrack - 43


4. David Bowie - Low - 40
5. Brian Eno - Before and After Science - 33
6. David Bowie - "Heroes" - 29
7. Television - Marquee Moon - 28
8. AC/DC - Let There Be Rock - 27
9. Bob Marley & The Wailers - Exodus - 25
10. Sex Pistols - Never Mind the Bollocks Here's the Sex Pistols - 22


11. Yes - Going for the One - 20
12. Peter Gabriel - Peter Gabriel - 19
13. various artists - Saturday Night Fever - 17
14. Rush - A Farewell to Kings - 16
- Uriah Heep - Firefly - 16
16. Iggy Pop - Lust for Life - 15
- Jethro Tull - Songs From The Wood - 15
18. ABBA - ABBA: The Album - 14
- The Clash - The Clash - 14
20. Iggy Pop - The Idiot - 13
21. Emerson, Lake & Palmer - Works, Volume I - 10
- Kraftwerk - Trans Europe Express - 10
- SBB - Ze Słowem Biegnę Do Ciebie - 10
- Scorpions - Taken by Force - 10
- Uriah Heep - Innocent Victim - 10
26. Aerosmith - Draw the Line - 9
- Fleetwood Mac - Roumours - 9
- Ornette Coleman - Dancing in Your Head - 9
- Thin Lizzy - Bad Reputation - 9
30. Kansas - Point of Know Return - 8
- The Alan Parsons Project - I Robot - 8
- Vangelis - Spiral - 8
- Wire - Pink Flag - 8
34. Electric Light Orchestra - Out of the Blue - 7
- Marek Grechuta - Szalona Lokomotywa - 7
- Renaissance - Novella - 7
37. Can - Saw Delight - 6
- Kiss - Love Gun - 6
39. Eric Carmen - Boats Against The Current - 5
- Peter Hammill – Over - 5
- Procol Harum - Something Magic - 5
- Weather Report - Heavy Weather - 5
43. Foreigner - Foreigner - 4
- Hands - Hands - 4
- Rod Stewart - Foot Loose & Fancy Free - 4
- Suicide - Suicide - 4
- Triumvirat – Pompeii - 4
- UFO - Lights Out - 4
- Village People - Village People - 4
50. Glenn Hughes - Play Me Out - 3
- Keith Jarrett - The Survivors' Suite - 3
- Talking Heads - Talking Heads: 77 - 3
- Tom Waits - Foreign Affairs - 3
54. Al Green - The Belle Album - 2
- Anna Jantar - Zawsze Gdzieś Czeka Ktoś - 2
- Genesis - Spot the Pigeon (EP) - 2
- Judas Priest - Sin After Sin - 2
- Rainbow – On Stage - 2
- Supertramp - Even in the Quietest Moments... - 2
60. Anthony Phillips - The Geese and the Ghost - 1
- Boney M - Love For Sale - 1
- Deep Purple – Last Concert In Japan - 1
- Meat Loaf - Bat out of Hell - 1
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Sty 07, 2013 6:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1978
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Sty 07, 2013 10:25 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Thin Lizzy - Live and Dangerous - no bo miazga, nawet jeśli studyjnie podrasowana.
2. Rainbow - Long Live Rock 'n' Roll - przecież tu jest top3 Dio tj. Gates of Babylon, tak więc kaman.
3. Van Halen - Van Halen - czyli moment gdy Edward wywraca świat gitarzystów do góry nogami.
4. The Rolling Stones - Some Girls - czyli Lawina powraca walczyć o miejsce w dyskotekach, wyszło nieźle a Miss You to przecież dziś klasyk.
5. Dire Straits - Dire Straits - kolejni bracia z niezłym debiutem, kopie nie tylko poprzez zawartość sułtanów.
6. AC/DC - Powerage - po geniuszu przyszła im pora na chwilowe obniżenie lotów. Jest kilka niezłych utworów, ale tak naprawdę brak świeżości chyba i pomysłów w stosunku do poprzedniczki.
7. Queen - Jazz - choć to też w sumie przeciętny album. Hajlajty ma świetne, ale prócz tego masa utworów takich, że gdyby nie moja fascynacja tym zespołem na początku to teraz bym pewnie wzruszał ramionami, a to jest najgrosze.
8. Foreigner - Double Vision - solidnie, bez jakiś wielkich rzeczy, parę piosenek na granicy właśnie owego wzruszania ramionami, ale to wciąż jest bliżej klasycznego rocka niż to co wydawali później.
9. The Who - Who Are You - niech ma ten Moon dwa punkty na koniec życia.
10. AC/DC - If You Want Blood, You've Got It - ot porządnie zagrany koncert.

za dyszką, bez jakiś szczególnych wyróżnień:

Alice Cooper - From the Inside
Black Sabbath - Never Say Die!
Slade - Alive vol. 2
Uriah Heep - Fallen Angel

_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
OberstPrymas



Dołączył: 24 Kwi 2010
Posty: 2830
Skąd: Świebodzice

PostWysłany: Pon Sty 07, 2013 10:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A, dobra. Znam tylko 3 z tego roku, ale sobie zagłosuję.

1. Queen - Jazz

Ogromny sentyment, bo to moja pierwsza kupiona płyta nie będąca składakiem. Momentami dość przeciętna, ale hajlajty rzeczywiście są bardzo mocne.

2. Whitesnake - Trouble

Dość równa płyta, na której wybija się klika numerów (Love to Keep You Warm, Lie Down, Nighthawk, Day Tripper). A i do bonusów się załapały się same perełki. Wspominałem już, że uwielbiam Białego? Wink

3. Dire Straits - Dire Straits

Bardzo ładny debiut. Jeden wiadomy ultra-mega-super hit (BARDZO zasłużenie), plus kilka ładnych melodii, które nie dorównują Sułtanom, ale sprawiają że album bardzo lekko wchodzi Wink

edit:

4. Whitesnake - Snakebite EP

Jeśli się będzie liczyć, to jestem skłonny na to zagłosować. Świetny cover plus 3 energetyczne rockery. I w końcu to początek bardzo fajnej grupy - która, gdy dołączy Ian Paice, będzie posiadała naprawdę cudowny skład.
_________________
FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA


Ostatnio zmieniony przez OberstPrymas dnia Sro Sty 09, 2013 3:02 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Wto Sty 08, 2013 1:45 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Brian Eno - Ambient 1: Music For Airports
2. Steve Reich - Music for 18 Musicians
3. Kate Bush - The Kick Inside
4. Richard Wright - Wet Dream
5. Queen - Jazz
6. Jean Michel Jarre - Equinoxe
7. The Doors - American Prayer
8. David Gilmour - David Gilmour
9. The Police - Outlandos d'Amour
10. The Residents - Not Avalaible

posępna bieda
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Wto Sty 08, 2013 2:30 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Queen – Jazz
The Doors – An American Prayer
Village People – Macho Man
Village People – Cruisin’
Black Sabbath – Never Say Die!
Uriah Heep – Fallen Angel
David Gilmour – David Gilmour
The Rolling Stones – Some Girls
Jean Michel Jarre – Equinoxe
AC/DC – Powerage
Camel – Breathless
Genesis - …And Then There Were Three
Various Artists – Grease (soundtrack)
Yes – Tormato
Dire Straits – Dire Straits
The Jacksons – Destiny
Eric Carmen – Change Of Heart
Boney M – Nightflight To Venus
Rainbow - Long Live Rock’n’Roll
Judas Priest – Stained Class
Judas Priest – Killing Machine
Whitesnake – Trouble
Gloria Gaynor – Love Tracks
Maryla Rodowicz – Wsiąść do Pociągu



1. Jean Michel Jarre - Equinoxe
2. The Doors - An American Prayer
3. Queen - Jazz
4. Village People - Cruisin'
5. Village People - Macho Man
6. Rainbow - Long Live Rock n Roll
7. Genesis - ...And Then There Were Three
8. The Jacksons - Destiny
9. Dire Straits - Dire Straits
10. Boney M - Nightflight To Venus

Poza dychą:
11. Yes - Tormato
12. Smokie - The Montreaux Album
13. Gloria Gaynor - Love Tracks
14. Various Artists - Grease (soundtrack)
15. The Rolling Stones - Some Girls
16. Whitesnake - Trouble
17. Camel - Breathless
18. Uriah Heep - Fallen Angel
19. Maryla Rodowicz - Wściąść Do Pociągu
20. Eric Carmen - Change Of Heart
21. David Gilmour - David Gilmour
22. Black Sabbath - Never Say Die!


Na początek wielkie podziękowania dla mumina za zaliczenie mimo wszystko soundtracku do SNF! Smile

A wracając do rocznika - kurczę, słabo! Zdecydowanie najsłabszy rocznik z lat 70-tych! Znaczy się czołówka jest mocna, bo w zasadzie nie ma u mnie ani jednego rocznika bez mocnej czołówki, każdego roku przynajmniej z kilka dobrych płyt się wydaje, no ale to co mamy od miejsca 7-mego w dół to już jest w zasadzie dopychanie. Na dopychaczy odziwo paradoksalnie miałem sporo kandydatów, bo łącznie aż 22 płyty wziąłem pod uwagę do notowania, ale one są na tak żenująco średnim, żeby nie powiedzieć niskim poziomie, że ciężko, naprawdę ciężko mi było znaleźć te kilka płyt na doczepkę, które mogłyby jako tako godnie reprezentować ten rocznik... Rockowo to mamy słabiznę(z małymi wyjątkami) i sporo wielkich artystów wydających do tej pory płyty regularnie ma w tym roczniku braki, no ale za to sporo dobrego disco wyszło, a to klasyczne z roczników przy których jesteśmy to naprawdę ostatnio wielbię!

Na początek nasz znajomy francuski wirtuoz elektroniczny wydający bardzo podobną do poprzedniczki(motywy z obu krążków do dzisiaj mi się mylą ze sobą) i równą jeśli chodzi o poziom płytę... no właściwie to prawie równą, bo końcówka tej płyty jakaś trochę słabsza od tej na debiucie. Trochę słabiej zapada w pamięć. Dalej Doorsi, którzy wyskakują z taką bardziej muzyczną ciekawostką, coś jak Queen z Made in Heaven 17 lat później i niby nie ma tu kompozycji śpiewanych tylko recytowana poezja, no ale... robi wrażenie, no i klimat! Ghost Song to jest potęga!!! Nie wiem czy nie mieści się w moim doorsowym TOP10 ostatnio. Wadą tej płyty może być to że czasem za bardzo wykorzystuje znane już wcześniej motywy muzyczne i teksty, ale co ja się będę czepiał. Dobrze jest czuć tu starych dobrych Doorsów, no ale nowości też są nie mniej ważne aby była jakaś równowaga pomiędzy nimi a odgrzewanymi kotletami. Ogólnie szacun za to jednorazowe wskrzeszenie Jima!
Najniższy stopień podium dla Królowej za jej różnorodność stylistyczną, kapitalne "Don't Stop Me Now", ulubione "Dead On Time" i sentymentalne "Bicycle Race", acz parę zapychaczy też tutaj jest, choć nie "In Only 7 Days" mam tu na myśli, a bardziej "Fun It". Poza podium na pierwszym płyta z ŁAJ-EM-SI-EJ no i wszystko jasne. Ale z racji osłuchania mi się tej kompozycji bardziej skupiam ostatnio uwagę m.in. na medley'u "The Women/I'm A Cruiser" chociażby. Tuż za tym krążkiem kolejny od tej samej grupy, równiejszy IMO i jednak do niego częściej wracam niż do tego pierwszego, no bo miecie tu tytułowy, "I Am What I Am", medley "Just A Gigolo/I Ain't Got Nobody" no i "Sodomia z Gomorą"... ale z jakiegoś powodu chyba wolałem oczko wyżej dać płytę z największym hiciorem tej grupy, w sumie to i tak bez znaczenia jest ta kolejność, bo i tak nikt poza mną na nie nie zagłosuje. Ignoranci... Razz No chyba, że obiadowi coś odjebie, bo on chyba lubi takie disko i różne inne dziwactwa(patrz: kucyki). xD Za amerykanami kapitalne Rainbow! W zasadzie to powinno być nad nimi, ale ja jednak do Village People mam za duży sentyment póki co. No ale bądź co bądź to zajebista płyta. Już na samym początku tytułowy miecie(a swoją drogą tytuł trochę wprowadza w błąd, bo jak pierwszy raz się z nim zetknąłem to myślałem, że to wydawnictwo koncertowe), no a takie "Ghates Of Babylon"... kurde, normalnie panowie się tu otarli o rock progresywny! A Dio i Blackmore'a to chyba trochę trudno z tym skojarzyć. To samo z zamykającymi płytę nostalgicznymi "Oczami Tęczy" z przepięknymi fletami.
No i kończą się płyty dobre, a zaczyna się dopychanie i to głównie za sprawą hajlajtów bo całościowo to te płyty póki co niewiele mają do zaoferowania. Genesis zyskał punkciki za wiadome "Follow You Follow Me". Ale myślę, że jakby się trochę bardziej wkręcić to prędzej czy później bardziej docenię tą płytę, bo wyczułem w niej potencjał. Póki co jednak za słabo znam, żeby wielbić ją na kolanach. Bracia Jackson pierwszy i chyba jedyny raz goszczą u mnie na liście, no ale to w końcu oni nagrali "Blame It On The Boogie" i za to mają u mnie punkciki. Dire Straits... wstyd się przyznać, ale ja słabo tą płytę póki co pamiętam, no ale za samych sułtanów punkciki dać muszę, a cały krążek obowiązkowo do katowania od zaraz! Listę zamyka Boney M z płytą gdzie mamy najwięcej hajlajtów z ich dyskografii(choć mój ulubiony numer znalazł się na poprzedniej płycie) - "Rasputin", "Rivers Of Babylon", "Painter Man" czy "Brown Girl In The Ring". Czemu więc za Dire Straits skoro tam podoba mi się na chwilę obecną tylko jeden utwór, a tu aż 4? Ano bo siara by to była jakby znaleźli się przed nimi, no bądźmy chociaż tu poważni i nie róbmy wiochy(już wystarczy, że robię ją wszędzie indziej).

Za dychą pozycje w większości albo jedynie hajlajtowe i o obniżonych lotach, albo słabo poznane. Ale już nie będę się na temat każdej z nich rozpisywał skoro w żaden sposób żadnej z nich nie wielbię, a jedynie od czasu do czasu lubię se coś tam z nich zapuścić.

A do poznania m.in.:
The Police – Outlandos d’Amour
The Who – Who Are You?
2+1 – Teatr Na Drodze
Bob Marley – Kaya

_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
lookaug



Dołączył: 03 Mar 2009
Posty: 1012
Skąd: Włocławek

PostWysłany: Wto Sty 08, 2013 2:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine
2. Rainbow - Long Live Rock 'n' Roll
3. The Police - Outlandos d'Amour
4. Dire Straits - Dire Straits
5. Queen - Jazz
6. Van Halen - Van Halen
7. Jean Michel Jarre - Equinoxe
8. Kate Bush - The Kick Inside
9. Bob Marley - Kaya
10. Rick Wright - Wet Dream

Nawet nie chce mi się tego jakoś sensowniej układać, bo
kater napisał:
posępna bieda

Chyba tylko jakieś theriony by były gorsze od tego roku.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Dundersztyc19



Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 1356
Skąd: Kuala Lumpur

PostWysłany: Wto Sty 08, 2013 4:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No rzeczywiście rocznik trochę od czapy, gorszy od kilku poprzednich.

1.Queen - Jazz

Zwycięzca łatwy do przewidzenia. Kolejny z moich ulubionych albumów zespołu. Bardzo go lubię za produkcję, zabawa efektami z głośnikami, chyba najbardziej rockowa, najmocniej brzmiąca płyta zespołu. Jak na mój gust jej poziom jest wyrównany, a "More of That Jazz", to chyba mój faworyt, jeśli chodzi o Rogera. Kolejny plus za efekt wizualny okładki.

2.Jean Michel Jarre - Equinoxe

Następna zacna pozycja Jeana, ale szczerze nie porwała mnie tak bardzo, jak poprzedniczka, a i następny album wydaje mi się lepszy. "Oxygene" ma tą przewagę, że już po pierwszym przesłuchaniu wgniotła mnie w ziemię. Tak czy siak, muzyka jest ładna i wizualna, nie brakuje ładnych motywów. Najfajniejszym pomysłem tutaj było połączenie trzech "Equinoxów" tą samą rytmiką, tylko muzyka już jest inna. Miłym zaskoczeniem się dla mnie jest "Band in the Rain", który okazał się częścią ostatniego utworu, a przecież znałem ten utwór osobno z chińskiej koncertówki. Pomimo tego, że potrzebuję tutaj czasu, żeby się jeszcze bardziej przekonać do tego albumu, to i tak jest to pozycja niemalże wybitna. Ale chcę się z nią jeszcze zżyć, bo to ostatni album Jarra, jaki zakupiłem.

3.The Police - Outlandos d'Amour

Naprawdę porywający debiut Stinga i spółki. Nie gadając za dużo, czadowość znana z singli przenosi się też na wszystkie pozostałe utwory albumu, ze szczególnym wskazaniem na "Next to You" i "Born in the 50's".

4.The Rolling Stones - Some Girls

Kolejna interesująca pozycja w ich bardzo bogatej dyskografii. Kilka hiciorów i pozostałe mocne utwory, z "Respectable" na czele.

5.Dire Straits - Dire Straits

Kolejny z najważniejszych dla mnie debiutów tego rocznika. Dire Straits ma swój pewien styl, z którego w sumie nie zmieniał i dobrze mu to wychodziło. To ich jedyny z tego, co widzę album bez używania instrumentów klawiszowych i chyba przez to taki najbardziej autentyczny, choć nie jest wśród mojej czołówki tego zespołu. Generalnie poziom utworów jest podobny, ładne, zgrabne granie, może nieco "Sułtani" się wysuwają naprzód.

6.Thin Lizzy - Live and Dangerous

Z jakiegoś tam powodu lubię ten album koncertowy, choć twórczość Thin Lizzy znam pobieżnie.

7.Blues Brothers - Briefcase Full of Blues

Jakoś w poprzedniej edycji kompletnie przeoczyłem to wydawnictwo i teraz nadrabiam. Soundrack do filmu jest sporo lepszy, ale to debiutanckie wydawnictwo też w sumie pokazuje to, co najlepsze w Braciach Blues. W sumie same klasyki, przynajmniej z punktu widzenia ich kompilacji. Tak czy siak Bluesi grali na ogół same covery bluesowych klasyków, najbardziej znane są "Soul Man" i "Rubber Biscuit", ten drugi, to świetny popis Elwooda.

8.AC/DC - If You Want Blood You've Got It

Dobra koncertówka, dobrze się słucha, dobrze prezentuje AC/DC z Bonem Scottem, choć chętnie dał bym jeszcze kilka utworów więcej.

9.Jim Morrison and The Doors - An American Prayer

Walorem jest klimat tego albumu, forma dość oryginalna, mogło to wyjść lepiej, ale czuję Amerykę słuchając tego. Nie bez kozery nazwa, pewno o to chodziło.

10.Judas Priest - Killing Machine

Dwie pozycje Judasów na skraju mojej listy, jedna będzie na liście, druga wyleciała tuż za nią. O wygranej tego albumu zadecydowało "Before The Dawn", które jest jednym z moich faworytów zespołu, serio bierze mnie ta ballada, i generalnie więcej jest tu utworów znanych i całość lepiej kojarzę. Ogólnie oba albumy są na podobnym poziomie.

Tuż za 10:
- Judas Priest - Stained Class
- Black Sabbath - Never Say Die!
- Neil Young - Comes a Time
- AC/DC - Powerage
- The Clash - Give 'Em Enough Rope

Notka:
Wspomniane Judas Priest, Black Sabbath ze zbyt dziwacznym albumem, tym razem jakoś nie dałem mu szansy, choć tytułowy jest świetny, Neil Young raz przesłuchany, średnie AC/DC, mające te parę jasnych punktów, The Clash, którego też bardziej bym chciał obczaić. Z tego rocznika chętnie bym jeszcze poznał The Who, Boba Marleya, Vangelisa i 2+1.
_________________
- Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.


Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Czw Sie 29, 2013 12:17 pm, w całości zmieniany 9 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Atrus



Dołączył: 17 Gru 2008
Posty: 1752

PostWysłany: Wto Sty 08, 2013 6:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Brian Eno - Ambient 1: Music for Airports
2. Talking Heads - More Songs About Buildings and Food
3. Magazine - Real Life
4. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine
5. Kate Bush - The Kick Inside
6. Pere Ubu - The Modern Dance
7. Public Image Ltd. - Public Image - First Issue
8. Big Star - 3rd
9. Wire - Chairs Missing
10. Elvis Costello - This Year's Model

Jak widać, same post-punki, jeden ambient, jeden proto-synthpop, jeden pop-rock i jedna Kasia, ta jedyna właściwa Kasia. Prawdziwym arcydziełem w tym roku jest pozycja Various Artists - Lato Muminków, ale nie wiem, jak to się ma do regulaminu.
_________________


With my last breath I curse Zoidberg.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Sro Sty 09, 2013 1:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

tradycyjnie sporo komentsów z poprzedniej edycji.

na mojej liscie to rok pod znakiem purpurowej rodziny Wink

1. Whitesnake – Trouble (CD) - pierwsza pelnoprawna plyta whitesnake i moja ulubiona w ich dyskografii. coverdale wlasnie w takich kawalkach sprawdzal sie najlepiej. szkoda, ze pozniej mu odbilo i zapragnął wielkiej slawy i haremu blondyn... jedyna naprawde przeznakomita plyta w tym zestawie jak dla mnie.

2. Rainbow – Long Live Rock ‘n’ Roll (CD) – fantastyczna plyta. byc moze najslabsza z dio, tyle, ze pozostale dwie są wrecz genialne. mistrzostwo rockowe, nawet jesli rainbow eyes to autozżynka z catch the rainbow heh

3. Rush – Hemispheres (CD) – bardzo przyjemna płyta ze znakomitym zakonczeniem w postaci la villa strangiato. jeden z najlepszych albumow rush, wedlug mnie.

4. David Coverdale – Northwinds – ta plyta dlugimi fragmentami brzmi jakby byla zaginionym albumem free Neutral moze nie cala jest na swietnym poziomie, ale to kawal solidnego grania z cudnymi perelkami w postaci time & again czy northwinds.

5. Uriah Heep – Fallen Angel (CD) – ostatnia z trzech plyt nagranych z lawtonem na wokalu i najslabsza wedlug mnie. tyle, ze poprzednie dwie byly znakomite. ta jest po prostu dobra. momentami nawet bardzo dobra. ale trafilo sie tez pare nieco slabszych kawalkow. jako calosc jednak, to wciaz jedna z lepszych post-byronowych rzeczy w katalogu UH.

6. The Doors- An American Prayer (MC) – wszystko, czego ta plyta nie ma, czyli klasyczne ‘piosenkowe’ utwory, prawdziwa gra zespolu itd., nadrabiane jest niesamowitym wrecz klimatem calosci. wiele bylo watpliwych decyzji panow bylych doorsow po smierci jima, ale ta akurat jak dla mnie byla swietna, zeby to dograc, zaaranzowac odpowiednio i wydac. swietnie wyszlo. pamietam, jak z 5-6 lat temu z moją pozniejszą, a obecnie bylą kobietą sluchalismy tego jednoczesnie co do sekundy w roznych miastach, zachwycajac sie na gg roznymi momentami, ktore nastepowaly w tej samej chwili w glosnikach u obojga. jest to jakis sposob na przezywanie muzyki Wink

7. Van Halen – Van Halen – są tu kawalki ponadczasowe, ale tez kilka zwyczajnych pretekstow do gitarowego zasuwania EVH. dosc znamienne, ze jednak najlepszymi kawalkami są covery w wiekszosci Wink

8. Whitesnake – Snakebite EP (CD) – pewnie i o tym roku troche swiadczy to, ze na liste wejdzie EPka z zaledwie 4 kawalkami. tyle, ze gdyby tych kawalkow bylo 2 razy wiecej i byly na podobnym poziomie, to by to byla plyta przezajebista, bo ta czworka to są znakomite utwory. umieszcze na koncu, bo EPka, ale jednak zawartosc niesamowicie dobra, zwlaszcza jak na zespol, ktory dopiero powstawal.

9. Aerosmith – Live! Bootleg (CD) – bardzo przyjemna koncertowka. aerosmith w czasach, kiedy byli zespołem, a nie marką. duzo bardziej wole te wlasnie niedoskonale koncertowki ich z lat 70. i 80. niz przeprodukowane i przegładzone dvd koncertowe z ostatnich lat.

10. Genesis - ... And Then There Were Three (CD) – przyjemna płyta. nic wielkiego, ale ma swoje hajlajty, jak undertow, no i miewali duzo gorsze hity niz follow you, followe me Wink
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Michalzbiku95



Dołączył: 26 Lut 2010
Posty: 995
Skąd: Warszawa - Bielany

PostWysłany: Sro Sty 09, 2013 5:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1.Queen - Jazz
2.Rainbow – Long Live Rock ‘n’ Roll
3.Dire Straits - Dire Straits
4.Scorpions - Tokyo Tapes
5.Genesis - ... And Then There Were Three




bieda w sumie.
_________________
Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ziutek98



Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 3947
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Sty 09, 2013 7:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Dire Straits - Dire Straits - dosyć słaby rok, ale ta jedna płyta wybija się mocno i zasługuje na to miejsce. Nie tak równa jeszcze, bo i pierwszą naprawdę równą płytą, którą nagrają jest wg mnie Making Movies... Ale poza, nie wiem czemu, strasznie irytującym mnie Water of Love bez większych faili, za to z kilkoma (poza Sułtanami) hajlajtami - przede wszystkim otwieracz, Wild West End...
2. Queen - Jazz - kiedyś bardzo lubiłem... Ale jednak tylko pierwszą część płyty. Dziś już nawet nie to, takie rzeczy jak Let Me Entertain You czy Dead on Time już mnie nie biorą tak jak kiedyś (za to na przykład Fat Bottomed Girls dużo bardziej doceniam). Czemu więc tak wysoko? No kurde, Jealousy... (no i Don't Stop Me Now, Mustapha, ale przede wszystkim Jealousy).
3. Judas Priest - Killing Machine - Judasi z każdą kolejną płytą brzmią coraz lepiej, tutaj sporo fajnego, hard rockowego łojenia, z ciekawszych rzeczy - pompatyczny numer, który nie wiem czemu mnie cholernie bierze (no ale np. We Are the Champions kojarzycie? Wink), czy też ten piękny cover Seweryna Krajewskiego. No i serio cover, tym razem Fleetwood Mac.
4. Rod Stewart - Blondes Have More Fun - pomijając oczywisty hit, jakim jest pierwsza pozycja na płycie, sporo smęcenia, ale przyjemnego, no i momentami trochę buja, jak w Is This the Thanks I Get czy Standing in the Shadows of Love.
5. Judas Priest - Stained Class - gorsze Judasy z tego roku, którego oczywiście należy za same Beyond the Realms of Death cholernie docenić... Ale płyta wydana przed Killing Machine, a jak już pisałem - póki co są lepsi z każdą kolejną płytą Wink
6. Genesis - ...And Then There Were Three - płyta bardzo przyjemna w brzmieniu, ale niestety cholernie mało zapamiętywalna. Niby spoko, ale ani to się nie umywa do Trick czy Wind & Wuthering, a i kolejne płyty, przynajmniej Duke i Abacab będą lepsze.
7. Jean Michel Jarre - Equinoxe - nie żre tak, jak Oxygene, ale to jednak żarł.
8. Van Halen - Van Halen - na koniec doceniam debiut Eddiego, głównie za Ain't Talking Bout Love. Nie jestem gitarzystą a basistą, więc spusty Van Halena w Erruption mnie w ogóle nie podniecają.
_________________
PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Xavi



Dołączył: 06 Wrz 2010
Posty: 2519

PostWysłany: Sro Sty 09, 2013 8:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Elvis Costello - This Year's Model
2. Brian Eno - Ambient 1: Music for Airports
3. Tom Waits - Blue Valentine
4. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine
5. Van Halen - Van Halen
6. Queen - Jazz

Ale nędza. Pewnie temu, że znam mało. Na pierwszym Costello bo to bardzo żywa i miła muzyka i całości słucha się bardzo fajnie. No i to zadecydowało. Płyta Eno to najlepsza muzyka do spania ever, ale żeby przesłuchać całości od początku do końca na jakichś wielkich poziomach emocjonalnych to trzeba mieć dużo cierpliwości. Waits w dobrej formie, a takie 'Kuntucky Avenue' to jego TOP 3 ever chyba. Spodziewam się jak ważnymi płytami były płyty Kraftwerk, ale mnie osobiście na razie nie bierze do końca, może temu, że dopiero poznałem. Van Halen umie kopnąć, nawet Eruption mi się podoba. A Jazz to mieszanka przeciętności z miłymi piosenkami. W sam raz na punkcik.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Kriejtiw



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 384

PostWysłany: Czw Sty 10, 2013 6:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine
2. Public Image Ltd. - First Issue
3. Emerson, Lake & Palmer - Love Beach
4. Can - Out of Reach
5. The Police - Outlands d'Amour
6. Pere Ubu - Modern Dance
7. Wire - Chairs Missing
8. Brand X - Masques
9. Jean-Michel Jarre - Equinoxe
10. Brian Eno - Ambient 1: Ambient 1: Music For Airports

Pierwsze miejsce bezdyskusyjnie dla arcydzieła synthpopu, jakim jest Człowiek Maszyna. Genialna chwytliwość, a przy tym swoiste zimno... A jakie to wciąż jest futurystyczne! Pile i totalna zmiana klimatu - chaos i zniszczenie. Nie martwcie się, nie wszystkie kawałki tutaj to takie piekło jak queenwizyjne Theme (24 punkty... dobrze, że na forum jest Bebe), chociaż w sumie to czasem żałuję, iż tak nie jest. Oni tu mają nawet proto-triphop, warto posłuchać, oj warto. Od tego albumu zacząłem cenić Johnny'ego Rottena.
ELP, bo mój avatar jest fajny. Pamiętam, jak czekałem z osiem miesięcy na przesłuchanie tego, bo byłem strasznie ciekawy tego LP, a piracić nie chciałem. I w sumie miejsce na liście tylko za to. No i co mi zrobicie?
Can, które wcale nie straciło wiele po odejściu Japońca (jeśli w ogóle); kosmiczne reggae, które wcale nie brzmi jak reggae, oł je. Policjanci, dla mnie będący takimi Beatlesami 2.0. Ich numery bardziej mnie bujają, bardziej mnie chwytają i zwyczajnie lepiej się przy nich relaksuję. Swoją drogą Stewart Copeland to chyba jeden z najbardziej niedocenianych perkusistów - nikt nigdy o nim nawet nie wspomina w takowych dyskusjach, a szkoda, bo to on był sercem Police IMO. Sam album rządzi, szybki i energetyczny + kupa fajnych piosenek. Pere Ubu i Wire to pretty much tossup był. Pere wyżej, bo wokalista brzmi czasami jak całkowity retard, przez co ich muza tylko zyskuje. Bardzo dobre post-punki na wysokim poziomie, czego chcieć więcej?
Na ósmym Collins, który w tym zespole bardziej mnie bierze niż w Genesis tak do 1983 roku. Solidne fusion jest solidne, szkoda tylko, że w 1976 na nich przysnąłem, trudno. JMJ gorszy niż na tlenie, ale różnice mniejsza niż w przypadku, powiedzmy, ANATO i ADATR. Na koniec Eno, gdzie pierwszy numer bije się o miano najlepszego jego utworu, ale reszta to niestety trzy wielkie ziewy, a ja nie słucham muzyki do snu.

Honorowa jedenastka -> Queen - Jazz. Album fajny, ale za dużo w nim przeciętniaków.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Pią Sty 11, 2013 9:00 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

35 lat temu. Wciąż jesteśmy w czasach tak dawnych, że Gnietka nie tylko nie było na tym świecie, ale nawet jego rodzice byli jeszcze niezupełnie dorośli i się nie znali. Prezydentem USA był Jimmy Carter, zaś na Kremlu rządził poupadający na zdrowiu Lońka Breżniew. W gierkowksiej Polsce dorobyt już się skończył (choć to właśnie w tym roku zaczęto produkować piwo w Leżajsku i polonezy w FSO), za to rozwijała się opozycja. Po raz pierwszy Polak poleciał w kosmos, kosmici zaś po raz pierwszy odwiedzili Polskę (Emilcin był na 3 dekady przed Wylatowem). Pojawił się też pierwszy komiks z Garfieldem. Po 500 latach doszło znów do oficjalnego spotkania przedstawiciela Cerkwi prawosławnej i Kościoła katolickiego, z tym, że patriarcha zmarł podczas tej audiencji. Papież zresztą poszedł w jego ślady jeszcze w tym samym miesiącu, stąd mógł zostać wybrany w jego miejsce Jan Paweł II. Tymczasem w muzyce rozrywkowej dla mnie to już
okres schyłkowy. Punki przyszły, rozwalili, co mieli rozwalić i poszły. Ani już prog rock nie był świeży, ani hard rock potężny, idee hippisowskie zwiędły, a nowe przychodziło niemrawo i stosunkowo mało oferowało. Niemniej, znajdzie się kilka świetnych płyt także w roku 1978.

1. Rainbow - Long Live Rock 'n' Roll
Niby gorzej niż na poprzednij płytach, jakby trochę mniej różnorodnie, ale to i tak jest taki poziom, że to, co pisałem wyżej o śmierci hard rocka, wydaje się dziwne. Dio, Powell i Blackmore razem to była moc niesamowita. Wystarczy posłuchać "Gates of Babylon". Klasyk przez wielkie K. Całość wieńczy przepiękna ballada, która sprawia, że nie mogę uwierzyć w fenomen "Staiway to Heaven".

2. Queen - Jazz
Mało jest rzeczy, które tak mnie poruszają jak "Jealousy" i "In Only Seven Days" (tak!), mało znam takich energicznych kawałków jak " Don't Stop Me Now" i "Let Me Entertain You", wreszcie mało znam tak jajcarskich, a przecież idealnie dopracowanych parodii innych stylów jak "Mustapha" czy "Dreamer's Ball". W dodatku Queen po raz ostatni brzmi tak jak na pierwszych albumach. Ale są tu też: najbardziej chyba nieznośny "popis" wokalny Briana ("Leavin' Home Ain't Easy"), zapowiedź raczej nieudanej eksploracji funka ("Fun It") i rokcery, które zupełnie do mnie nie trafiają ("Dead On Time", "More of That Jazz"). Chyba najbardziej nierówna płyta Queen.

3. Van Halen - Van Halen
Po prostu kawał dobrego rocka, zarówno klasycznego ("You Really Got Me", "Ice Cream Man"), jak i nowatorskich odjazdów z wykorzystaniem tappingu ("Eruption" nie pobije chyba nic).

4. Judas Priest - Killing Machine
To już jest prawdziwy heavy metal, bez żadnych wątpliwości, jakie można by mieć nawet w przypadku pierwszych płyt Black Sabbath. Jest ciężko, mocno... ale też zadzwiające przystępnie i melodyjnie.

5. Genesis - ... And Then There Were Three...
Z pięciu zostało trzech, z klasyki progresywnego rocka został przyjemny pop rock z porządnymi hitami ("Many Too Many" jest niesamowite, ja tego nie mogę tak sobie po prostu słuchać w tle) i jakimiś echami progresywnymi, zwłaszcza w grze Tony'ego Banksa. To już nie jest dawne Genesis, ale przecież nie brakuje tu ani słodyczy, ani złości, ani odrobiny szaleństwa, ani pięknych ballad. Jest za to więcej zmian nastrojów i dynamiki niż na dwóch poprzednich albumach. O ile nie lubię barwy głosu Phila Collinsa, to umiejętności wokalnych nie mogę mu odmówić (a tym bardziej talentu do gry na perkusji, ale skoro już uparł się, żeby trzymać i mikrofon, i pałeczki, to już trudno). Jeden z niewielu niequeenowych albumów, które mam na winylu... i w tym przypadku tylko na winylu.

6. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine
"Das Modell" brzmi archaicznie, ale wciąż jest chwytliwe jak nie wiem. A i inne piosenki zawierają wspaniałe melodie. To nie jest concept album, a jednak ma swoją wymowę, stworzono wokół niego otoczkę, która bardzo mi się podoba. Ludzie zachowujący się na scenie jak roboty, śpiewający przez syntezator mowy, ubrani w jednakowe mundurki, wreszcie wysyłający dla żartu roboty na scenę (publiczość się nie zorientowała w tej zamianie) - to był eksperyment na miarę Ziggy'ego Stardusta.

7. 2+1 - Teatr na drodze
Proste i naiwne - ale czego oczekiwać od popu i folku? Klimat i uczucia? Są, jak najbardziej. Wykonywane na weselach "Windą do nieba" to, o ironio!, gorzka ballada o rozczarowaniu rzeczywistością, której symbolem jest tu ślub. Cudnie to ukazano, szkoda, że tak zniszczono ten utwór tym klezmerzeniem. Inne piosenki są cudownie tęskne, bujające. W jednej wystąpił nawet Czesław Niemen.

8. Toto - Toto
Toto to nie tylko "Africa". To także "Hold The Line" Wink . I ciekawe brzmienie klawiszy bliskie prog rockowi. W zasadzie momentami mamy tu czysty prog rock. I świetna gitara. Bardzo udany debiut zespołu kojarzonego później raczej z popem.

9. Blondie - Parallel Lines
Kilka ładnych piosenek, do nich kilka ładnych teledysków z ładną wokalistką. Wink Nie mamy do czynienia z dziełem, ale przyjemnie się słucha tej płyty... a jeszcze przyjemniej ogląda.

Zabrakło mi jednej płyty do dychy, ale nie będę na siłę dopychać nic do listy.
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
MCwalter01



Dołączył: 30 Maj 2010
Posty: 507
Skąd: spod Wrocławia

PostWysłany: Nie Sty 13, 2013 4:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Rainbow - Long Live Rock'n'Roll - najsłabszy album z pierwszym wokalistą, ale nadal jest to bardzo wysoki poziom. Tytułowy, Gates Of Babylon, Kill The King, Rainbow Eyes... Trochę szkoda, że to otatni album z Dio.
2. Kate Bush - The Kick Inside - fantastyczny debiut. Kate Bush to artystka o szerokich horyzontach, bardzo dobra kompozytorka i pianistka. Takie granie bardzo mi odpowiada.
3. Rush - Hemispheres - pierwszą stronę lonplaya w całości wypełnia wspaniała suita Cygnus X-1 Book II: Hemispheres, jednak główne danie to zamykający całość instrumentalny popis muzyków zatytułowany La Villa Strangiato.
4. Kate Bush - Lionheart - minimalnie słabszy album od debiutu. Rzecz bardziej świadoma i miejscami bardziej rockowa.
5. Jethro Tull - Heavy Horses - czyli Ian Anderson śpiewa o myszach i innych urokach życia na wsi. Bardzo ciekawa pod względem czysto muzycznym płyta z licznymi nawiązaniami do muzyki ludowej.
6. Dire Straits - Dire Straits - debiut i od razu jedna z najwspanialszych piosenek w historii rocka, Sultans Of Swing.
7. The Police - Outlandos d'Amour - ale przebojowe debiuty wyszły w tym roku. Kate Bush nagrała Wuthering Heights, DS - Sultans Of Swing, a The Police - Roxanne. Na debiucie Policjantów znalazło się też parę innych niemal równie dobrych utworów z Next To You na czele. Summersowi, Copelandowi i Stingowi udało się świetnie połączyć reggae z rockiem. I zainspirować mnóstwo osób, m.in. naszego Jana Borysewicza.
8. Bruce Springsteen - Darkness On The Edge Of Town - słabsze niż "Born To Run", ale nadal bardzo przyjemne granie. Bardzo odpręża.
9. Queen - Jazz - musiałem docenić płytę, na której jest Don't Stop Me Now i Mustapha, jednak jest to moim zdaniem jedna ze słabszych płyt kwartetu, miejscami dosyć męcząca, w czym dużo zasługa Johna i Rogera. Takiego Fun It i In Only Seven Days muzycy mogli słuchaczom odpuścić.
10. Van Halen - Van Halen - może powinno być trochę wyżej... Fajne granie. Mój nr 1 z płyty to chyba od zawsze kawałek z trzema apostrofami w tytule Ain't Talkin' 'bout Love.
_________________
"In fact the whole of Japan is a pure invention. There is no such country, there are no such people." (Oscar Wilde)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Faraday



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 476
Skąd: 25 dsf

PostWysłany: Nie Sty 13, 2013 5:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Brian Eno - Ambient 1: Music for Airports
2. Elvis Costello - This Year's Model
3. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine
4. Tom Waits - Blue Valentine
5. Queen - Jazz
6. Van Halen - Van Halen

TYLE NIE ZNAĆ
_________________

last.fm
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Sty 14, 2013 11:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1978

1. Queen - Jazz - 63
2. Rainbow - Long Live Rock 'n' Roll - 55
3. Dire Straits - Dire Straits - 39


4. Kraftwerk - Die Mensch-Maschine - 38
5. Brian Eno - Ambient 1: Music For Airports - 32
- Jean Michel Jarre - Equinoxe - 32
7. Van Halen - Van Halen - 29
8. The Police - Outlandos d'Amour - 28
9. Kate Bush - The Kick Inside - 26
10. The Doors - An American Prayer - 20


11. Rush – Hemispheres - 16
12. Thin Lizzy - Live and Dangerous - 15
13. Genesis - ...And Then There Were Three - 14
- The Rolling Stones - Some Girls - 14
15. Judas Priest - Killing Machine - 13
- Public Image Ltd. - Public Image - First Issue - 13
- Whitesnake - Trouble - 13
18. Elvis Costello - This Year's Model - 12
19. Pere Ubu - The Modern Dance - 10
20. Steve Reich - Music for 18 Musicians - 9
- Talking Heads - More Songs About Buildings and Food - 9
22. Emerson, Lake & Palmer - Love Beach - 8
- Magazine - Real Life - 8
- Richard Wright - Wet Dream - 8
25. Can - Out of Reach - 7
- David Coverdale – Northwinds - 7
- Kate Bush - Lionheart - 7
- Tom Waits - Blue Valentine - 7
- Village People - Cruisin' - 7
30. Jethro Tull - Heavy Horses - 6
- Uriah Heep – Fallen Angel - 6
- Village People - Macho Man - 6
- Wire - Chairs Missing - 6
34. AC/DC - Powerage - 5
- Rod Stewart - Blondes Have More Fun - 5
36. AC/DC - If You Want Blood, You've Got It - 4
- Blues Brothers - Briefcase Full of Blues - 4
- Judas Priest - Stained Class - 4
- Whitesnake - Snakebite EP - 4
40. 2+1 - Teatr na drodze - 3
- Big Star - 3rd - 3
- Brand X - Masques - 3
- Bruce Springsteen - Darkness On The Edge Of Town - 3
- David Gilmour - David Gilmour - 3
- Foreigner - Double Vision - 3
- The Jacksons - Destiny - 3
47. Aerosmith – Live! Bootleg - 2
- Bob Marley - Kaya - 2
- Scorpions - Tokyo Tapes - 2
- The Who - Who Are You - 2
- Toto - Toto - 2
52. Blondie - Parallel Lines - 1
- Boney M - Nightflight To Venus - 1
- The Residents - Not Avalaible - 1
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Sty 14, 2013 11:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1979
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 34, 35, 36  Następny
Strona 10 z 36

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek