FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
NAJLEPSZE PŁYTY - EDYCJA 4 - tygodniowa przerwa, start 9.09
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 34, 35, 36  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Najlepsze Płyty
Disco Polo
1%
 1%  [ 1 ]
Tektoniczne
11%
 11%  [ 6 ]
Sztampowy żart o winylach
3%
 3%  [ 2 ]
Queen
25%
 25%  [ 13 ]
Naprawdę bardzo mnie ciekawi jakie, naprawdę
25%
 25%  [ 13 ]
o zimowiskach
1%
 1%  [ 1 ]
te które typuje Mefju
19%
 19%  [ 10 ]
jebać to
9%
 9%  [ 5 ]
Wszystkich Głosów : 51

Autor Wiadomość
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 4:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

co za rok. w ogóle jakie Queen? Serio.

1 Pink Floyd - The Dark Side of the Moon
KROPKA

2 King Crimson - Larks' Tongues in Aspic
całościowo - dla mnie najlepsza płyta od Króla. Podwaliny prog metalu.

3 Genesis - Selling England by the Pound
niby nierówna ale no kuuurwa Firth of Fifth i Dancing...

4 Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
chyba ich najlepsza płyta, a wejście tego riffu w tytułowym to miazga totalna za każdym razem.

5 Led Zeppelin - Houses of the Holy
niby JUŻ nie to, ALE No Quarter czy Rain Song to najlepsze Zepy przecież.

6 Elton John - Goodbye Yellow Brick Road
zgodzę się że troszkę przydługi, ale... to kapitalny album przecież. No i otwarcie to jeden z najlepszych numerów klasycznym rocku co by nie mówić.

7 Tom Waits - Closing Time
<3

8 The Stooges - Raw Power

zawsze na propsie.

9 Lou Reed - Berlin

Świetny chociaż do poprzedniej troszkę brakuje. Ale to i tak świetny zbiór cudnych piosenek.

10 Free - Heartbreaker

Debiut czy Fire and Water niby lepsze ale to nadal kapitalna dawka blues-rocka w najlepszym wydaniu.

no. mega.
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>


Ostatnio zmieniony przez NAR dnia Wto Gru 04, 2012 8:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 6:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - Dark Side of the Moon - no niby się nimi nie zachwycam, ale no kurwaaa cudne granie.
2. Led Zeppelin - Houses of the Holy - no nie tylko No Quarter i Rain Song ale jeszcze Song Remains the Same czy Ocean. Gdyby nie Dyer Maker to bym nawet dał wygrać na moich listach.
3. Black Sabbath - Sabbath, Bloody Sabbath - takie rzeczy jak tytułowy czy Sabbra Caddabra pozwalają mi wierzyć w Ozza. Ten album łoi dupska oporowo.
4. The Rolling Stones - Goats Head Soup bo exile main street nadszedł czas na coś co mnie bierze bardziej. Choć akurat Angie dopiero zaczyna do mnie trafiać (po pięciu latach, nieźle) to dalej jest to cudowne rockandrollowe granie podszyte bluesem.
5. Alice Cooper - Billion Dollar Babies - kiedyś moja ulubiona pozycja, ale trochę jest tu zapychaczy a tak to parę hitów jak Elected czy No more mr. nice guy kilka niezłych rzeczy Unfinished Sweet czy tytułowy ale brakuje tutaj jakiegoś geniuszu, bo mimo tego, że uwielbiam przejście z Mary Ann do I Love the Dead i ten drugi to jedna z moich ulubionych piosenek Coopa to aż takie genialne nie jest.
6. Aerosmith - Aerosmith - pisałem wcześniej piszę teraz, różnica między ich debiutem a Queen polega na tym, że oni z miejsca dorobili się klasyków na wielką skalę.
7. The Who - Quadrophenia - po świetnym Who's Next znów niepotrzebnie moim zdaniem zwrócili się w stronę konceptu. Słucha się tego nieźle, ba jest moje faworyzowane 5:15 no i Love, Reign oe'r Me ale do poprzedniczki sporo brakuje.
8. Alice Cooper - Muscle of Love - ta płyta jest bardzo przystępna dla losowego słuchacza moim zdaniem. Fajnie brzmiące melodie, zapadające w ucho piosenki w hard rockowej otoczce. Polecam zawsze bardzo mocno, ale no też i nic wielkiego. Big Apple Dreaming, Crazy Little Child (fantastycznie swingujące), Teenage Lament czy tytułowy to jak pisałem fajne melodie no.
9. Uriah Heep - Live - za absolutnie genialną wersję July Morning, która jedzie przez cały czas po słuchaczu jak walec i nie ma nic do zbierania.
10. Queen - Queen - no niech będzie za Great King Rat choćby. Parę fajnych momentów, ale nic wielkiego prócz GKR no i Liar tam nie ma.

w dalszym kręgu:

Free - Heartbreaker - dawno nie słuchałem, ale było Whishing Well więc jeszcze jakiś tam dylemat miałem
Uriah Heep - Sweet Freedom - opadli sporo po trzech świetnych albumach choć jak dla mnie Pilgrim ma świetny wstęp i powinno być większym klasykiem.
Thin Lizzy - Vagabonds of the Western World - to tam jest Whisky in the Jar, a i tytułowy dość przyjemny
John Lennon - Mind Games - miły tytułowy
The Rolling Stones - Jamming with Edwards - tak naprawdę jeden wielki jam Jaggera, Wymana i Wattsa z niejakimi Ry Cooderem i Nicky Hopkinsem. Nie wiem dlaczego wydana akurat pod szyldem lawiny, ale jako ciekawostka niech będzie
Deep Purple - Who Do We Think We Are - gofer pod wezwaniem Purpli (no niech będzie, że Woman from Tokyo niezłe)
Blue Oyster Cult - Tyranny and Mutation - no i dla ustalenia porządku, bo też kiedyś tam przesłuchałem i nie porwało.
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Dundersztyc19



Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 1356
Skąd: Kuala Lumpur

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 8:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1.Pink Floyd - Dark Side of the Moon

Miałem dylemat i to nie bezpodstawny, ale niech będzie jakby nie było klasyk Floydów. Z tych najklasyczniejszych Floydów jednak najmniej lubiany przeze mnie, dla mnie to jakieś zbyt syntetyczne jako całokształt, ale nadal bardzo lubię. I nie wszystkie utwory w takim samym stopniu mi się podobają, a przynajmniej po wyrwaniu z kontekstu. Jestem fanatykiem "On The Run", akurat ten instrumentalny przerywnik jest jak na mój gust bardzo Floydowy, te wszystkie efekty wymiatają. Generalnie nie mam zbytnio co krytykować, to naprawdę dobry album. Choć jakoś lepiej mi brzmi w wersji z "Pulse" o dziwo.

2.Queen - Queen

Serio chciałem dać na pierwszym, ale pomyślałem sobie, że jest tu parę zgrzytów w całokształcie. Generalnie bardzo dobry debiut, ta "niequnowość", jak to określiłem, jest jego najzajebistrzą cechą. Są tutaj utwory naprawdę godne uwagi: mój ulubiony "Liar", "Keep Yourself Alive" czy "The Night Comes Down". I w moim mniemaniu ten album jest klasykiem, nawet jak nie odniósł sukcesu po wydaniu.

3.Led Zeppelin - Houses of the Holy

Powszechnie, to cztery pierwsze albumy są uznawane za największe osiągnięcia, a kolejne jako równia pochyła. U mnie występuje odwrotność proporcjonalna, właśnie bardziej mi się podobają późniejsze dokonania, im dalej, tym lepiej. Uważam, że Zeppelini na dalszych płytach grają bardziej na luzie, nie są tacy wydumani, naburmuszeni. Oczywiście to tylko moja opinia, więc sporów nie chcę, nawet, jak się totalnie mylę.
Taki "No Quarter" czy "D'yer Mak'er" prawdziwie mi się podobają Wink

4.Mike Oldfield - Tubular Bells

Bo mam wielką sympatię do twórczości tego pana, awansowałem ten album w tej edycji. Szkoda tylko, że z lat siedemdziesiątych znam tylko ten album. Ale to co robił później, jest super.

5.The Rolling Stones - Goats Head Soup

Chyba Stonesi podążyli nieco w kierunku bardzo lubianego przeze mnie "Black and Blue", co mi odpowiada.

6.Eric Clapton - Eric Clapton's Rainbow Concert

Fajny repertuar z "Bell Bottom Blues" na czele.

7.Aerosmith - Aerosmith

Solidny debiut i w pewnym sensie taki Aerosmith bardziej mi odpowiada od tego komercyjnego, tzn. okraszanego widowiskowymi teledyskami.

8.Deep Purple - Who Do We Think We Are

Jak dla mnie album dobry. Jedyne, co w nim jest nie tak, że nie jest tak dobry, jak poprzednie. Ale to wykluczenie, poprzez nazywanie go gofrem jest iście krzywdzące.

9.Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath

Jeden z tych albumów, z którymi chciałbym się bardziej zakumplować.

10.Niemen - Requiem dla Van Gogha / Marionetki

Różnie się ten album nazywa, na moim wydawnictwie jest tak zatytułowany, więc tak napisałem. Niemen zagłębia się w swoje progresje, przez co jest mało przystępnie. Ale jest klimat i trafia się kilka naprawdę dobrych rzeczy, może to się podobać. Fajnie się tego słucha, jak się jest w odpowiednim nastroju do tego. A tak na co dzień, to nie jest coś, do czego chętnie bym wracał.

Tuż za 10:
- Bob Dylan - Pat Garrett & Billy the Kid
- The Gary Moore Band - Grinding Stone

Notka:
Przyjemny soundtrack z wiadomą piosenką, ale zabrakło miejsca, mam szczerą nadzieję, że ktoś inny będzie miał na liście.
Chciałbym poznać tegorocznego Vangelisa i dużo mniej chętnie The Who. Miałem zamiar zabrać się za przesłuchanie The Wailers "Burnin'", ale jak już uzbierała się dycha, uznałem, że nie muszę się z tym spieszyć.
_________________
- Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.


Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Czw Sie 01, 2013 3:58 pm, w całości zmieniany 18 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 8:42 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pink Floyd – The Dark Side Of The Moon
Queen – Queen
Black Sabbath – Sabbath Bloody Sabbath
Led Zeppelin – Houses Of The Holy
Genesis – Selling England By The Pound
King Crimson – Lark’ Tongues In Aspic
The Who – Quadrophenia
ABBA – Ring Ring
John Lennon – Mind Games
Deep Purple – Who Do We Think We Are?
Czesław Niemen – Ode To Venus
Uriah Heep – Sweet Freedom
Bee Gees – Life In A Tin Can
Camel – Camel
The Rolling Stones – Goat Head Soup
Michael Jackson – Music And Me
Aerosmith – Aerosmith
Alice Cooper – Bilion Dollar Babies
Alice Cooper – Muscle Of Love
The Raspberries – Side 3
Yes – Tales From Topographic Ocean
Paul McCartney and The Wings – Band On The Run
Paul McCartney and The Wings – Red Rose Speedway
David Bowie – Alladin Sane
David Bowie – Pin Ups
Uriah Heep – Live
Thin Lizzy – Vagabonds Of The Western World
Mike Oldfield – Tubular Bells
Bob Dylan - Pat Garrett And Billy The Kid



1. Pink Floyd - The Dark Side Of The Moon
2. Queen - Queen I
3. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
4. Genesis - Selling England By The Pound
5. ABBA - Ring Ring
6. Led Zeppelin - Houses Of The Holy
7. Camel - Camel
8. John Lennon - Mind Games
9. Thin Lizzy - Vagabonds Of The Western World
10. Paul McCartney and The Wings - Band On The Run

Poza dychą:
11. Uriah Heep - Sweet Freedom
12. King Crimson - Larks Tongues In Aspic
13. Czesław Niemen - Ode To Venus
14. Aerosmith - Aerosmith
15. Deep Purple - Who Do We Think We Are
16. The Rolling Stones - Goat Head Soup
17. Bob Dylan - Pat Garrett And Billy The Kid
18. Bee Gees - Life In A Tin Can
19. Alice Cooper - Billion Dollar Babies
20. David Bowie - Aladdin Sane
21. David Bowie - Pin Ups
22. Raspberries - Side 3
23. Mike Oldfield - Tubular Bells


I znów wielki rok z wielkimi płyty w dyszce i wielkimi żalami poza nią, no ale cóż zrobić. Jeszcze przez kilka roczników będę musiał to znosić.
Na pierwszym miejscu oczywista oczywistość której rzekomo miałem pozbawić zagarnięcia wszystkich możliwych pierwszych miejsc... Rolling Eyes Oj ktoś tu nieudolnie próbuje bawić się w Nostradamusa. Razz Tej płyty nie da się pozbawić wszelkich możliwych tytułów! Z tą płytą nikt nie ma prawa zjebać swojej listy bo to zwyczajnie niemożliwe!
O tym krążku napisano już wszystko co można napisać, ale ja tylko dodam od siebie, że to nieprawda, że trzeba do niej dojrzeć, żeby się nią zachwycać. Mnie weszła od razu pomimo iż na początku niewiele z niej rozumiałem, a wystarczyła mi do szczęścia jedynie warstwa muzyczna i w ogóle nie czułem potrzeby analizowania tekstów i szukania powiązań między nimi, nie mniej w miarę dalszego poznawania im więcej się wie i rozumie tym ekscytacja na punkcie płyty jest większa. Ot co.
Zaraz za Floydami debiut Queen - to jeszcze nie jest to właściwe Queen, które znamy, bo dominują tu raczej eksperymenty i nawiązania do innych grup, a sam zespół jest jeszcze na drodze poszukiwania własnego stylu, swojej tożsamości. Jedynie "My Fairy King" brzmi IMO stricte queenowo, a reszta to nawiązania albo do Led Zeppelin, albo do Black Sabbath... odnośnie tego drugiego to takie "Son And Daughter" brzmi tak łudząco sabbathowo, że przez jakiś czas brałem to za autentyczny utwór BS! Ale mimo wszystko to wcale nie jest zła płyta. Może i obiektywnie powinna być trochę niżej na liście, no ale sentymenty robią swoje, no.
Dalej chyba najlepszy album Sabbsów z Ozzym. A przynajmniej najrówniejszy! Tu nie ma słabego punktu! No może poza "Fluff", które nic IMO nie wnosi, no ale za to tytułowy i Sabbra Cadabra to po prostu miazga i potęga! Szczególnie to drugie z zajebistym wejściowym riffem, tymi klawiszami i syntezatorami... No kurwa! Jest też trochę syntezatorowych zagrań w którymś z pozostałych utworów, ale nie przeszkadzają mi wcale one, a wręcz dodają klimaciku. Naprawdę mocna faza mnie na ten krążek złapała i ma ta płyta szansę na zagoszczenie na stałe na moim ołtarzyku.
Genesis chyba ze swoją najlepszą płytą, choć nie moją ulubioną(tą jest "Nursery Cryme"), no ale tu się znajdują ich największe giganty jak "Dancing With A Moonlit Knight", przejmujące "Firth Of Fifth", "The Cinema Show" czy "I Know What I Like(In Your Wardrobe)". Nawet takie nudnawe miejscami "The Battle Of An Epping Forest" jest dość fajne.
ABBA ze swoim debiutem - fajna choć niestety nierówna. Też jeszcze nie wypracowali tu swojego stylu z którego ich znamy, nie mniej jednak te eksperymenty wcale nie są złe. Takie "She's Just My Kind Of Girl" z męskim wokalem jest naprawdę urocze. To samo takie "I'm Just A Girl" w takim trochę starym stylu, "People Need Love" utrzymane w podobnej stylistyce. I jeszcze "Another Town, Another Train" i parę innych... tylko tytułowy mi się już mocno przejadł, choć odziwo to on jest najbardziej zbliżony stylowo do tej klasycznej ABBy.
Po ABBie przychodzi czas na Zeppów. Niestety czuć, że ci klasyczni Zeppelini już się powoli kończą(albo po prostu przeobrażają), no ale tu przecież jest "The Rain Song" i UWAGA! Tak, "No Quarter"! Wink
Dalej pora na debiut wielbłąda, gdzie pełno jest mocnych progresywnych jazd z moją ulubioną "Arubalubą" na czele. Aczkolwiek to jeszcze nie jest szczyt ich możliwości, bo już na następnych dwóch albumach chociażby zajdą znacznie wyżej, no ale jak na debiut to całkiem ale to całkiem solidnie. Wink
John Lennon z moim ukochanym tytułowym "Mind Games". Do reszty wracam rzadziej, ale i tak jest to wszystko godne uwagi, nie mniej jednak wolę zdecydowanie "Imagine".
Po Lennonie debiut Thin Lizzy z wiadomym już "Whiskey In The Jar"(choć to tak naprawdę tylko bonus no ale chuj z tym). No i ogólnie to bardzo fajne, specyficzne, klimatyczne granie. Gitara jest tu naprawdę bardzo specyficzna i dzięki niej chyba nie będę miał nigdy problemów z rozpoznaniem zespołu. Początkowo płyta miała być tuż poza dychą a na jej miejsce miało wskoczyć Uriah Heep z "Pielgrzymem", no ale jednak chwycił mnie ten krążek trochę za mocno no i... xD A listę zamyka Paul McCartney ze swoim nowym zespołem. Tytułowego, "Jet" czy "Let Me Roll It" naprawdę przyjemnie się słucha. Miałem na to mocną fazę rok temu w święta i sylwestra. O jest jeszcze urocze "Mamunia" które sądziłem, że jest polskim wyrazem, ale niestety szanse na jakikolwiek polski akcent w piosence przepadły równie szybko co się pojawiły.

Listę poza dychą otwiera - i jest mi wstyd przyznawać się do tego - Uriah Heep z epickim "Pielgrzymem". Niestety wylądowało poza dychą bo a: już w sumie dawno nie słuchałem tego krążka, b: w ostatniej chwili zostali wypchnięci przez dopiero co poznane Thin Lizzy. No ale to i tak nie jest specjalnie równy album. Zaraz po nich - o zgrozo - King Crimson! No jak ja mogłem? Jak ja mogłem po raz kolejny tak po prostu wyjebać ich spoza dychy?? Sad Aczkolwiek różnie mi się tego albumu słucha, raz gorzej, raz lepiej. Tylko "Easy Money" niezmiennie zawsze tak samo(tak samo dobrze). Czesław Niemen z niezwykle hipnotyzującym anglojęzycznym albumem, no ale on miał swoje 5 minut w poprzedniej edycji, więc może w tej mu już odpuszczę. Dalej Aerosmith z wiadomym hiciorem("Dream On"), a reszta mnie bierze tak różnie... Purple z płytą raczej gofrowatą, wieszczącą koniec ery Gillana, no ale takie "Woman From Tokyo" to naprawdę mi się podobie. The Rolling Stones i ich zupę z koziej głowy brałem pod uwagę, bo tu jest przesłodkie "Angie". Dalej Bob Dylan z płytą z jego najważniejszym dziełem, czyli "Knockin' On Heaven's Door". Dobre jest też "Turkey Chase", aczkolwiek ciężko mi się całym tym albumem zachwycić w pełni bez znajomości filmu z którego pochodzi ten soundtrack. Bee Gees trochę gofrowaci, no ale takiego "South Dakota Morning" czy po prostu "I Saw A New Morning" przyjemnie się słucha. Alice Cooper bo tu jest "No More Mr Nice Guy", ale tak jakoś od tego momentu już nie bardzo mi się chciało dalej poznawać jego twórczość. David Bowie na jednym z albumów urzekł mnie "Paniką w Detroit" a na drugim coverem "See Emily Play". Raspberries... hmm... chyba nigdy w pełni nie przekonam się do ich twórczości, ale np. takie "Tonight" czy "On The Beach" jest całkiem fajne. Listę zamyka Mike Oldfield. Niby ciekawe granie, ciekawe eksperymenty, ale ja tam w tej stylistyce wolę zdecydowanie Jean Michel Jarre'a.

No i jeszcze na koniec króciutka lista płyt do poznania w najbliższej przyszłości:
Czesław Niemen – Niemen, vol.1 i Niemen, vol.2 (‘Marionetki’)
Breakout – Ogień
Elton John – Goodbye Yellow Brick Road


Takiego Eltona to chciałem poznać już teraz z myślą o tym notowaniu, no ale trochę to jednak za długie do poznawania na szybko.
_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Faraday



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 476
Skąd: 25 dsf

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 9:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1.Pink Floyd – The Dark Side Of The Moon
2.Genesis - Selling England by the Pound
3.Tom Waits - Closing Time
4.Led Zeppelin - Houses of the Holy
5.The Who - Quadrophenia
6.King Crimson - Larks' Tongues in Aspic
7.Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
8.Roxy Music - For Your Pleasure
9.Bob Marley - Catch a Fire
10.Lynyrd Skynyrd - (pronounced 'lĕh-'nérd 'skin-'nérd)
_________________

last.fm
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Ziutek98



Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 3947
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Gru 05, 2012 1:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na szybko:
1. Genesis - Selling England by the Pound
2. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
3. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon
4. Queen - Queen
5. Lynyrd Skynyrd - (pronounced 'lĕh-'nérd 'skin-'nérd)
_________________
PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Sro Gru 05, 2012 7:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

no i zjebał... dobrze, że chociaz zajebiste plyty na dwoch pierwszych... Laughing
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Maciej



Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 1329
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sro Gru 05, 2012 10:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rok słabszy niż poprzedni i nie umywający się do kulminacji muzyki (74,75,76) ale i tak dobry.

1.Pink Floyd –Dark Side of the Moon
Nie trzeba nic mówić
2.Genesis - Selling England by the Pound
Najlepsza płyta zespołu i moja ich ulubiona przy okazji
3. Rick Wakeman-Six Wives of Henry VIII
De facto pierwsza i najlepsza płyta solowa jednego z największych klawiszowców wszechczasów.Wakeman użył na niej niemal wszystkich ówczesnie dostępnych instr.klawiszowych (moog, hammond, klawesyn, melotron, organy kościelne, fortepian itd.)
4.Renaissance – Ashes Are Burning
To już jest jest ten wielki Renaissance, tuż za podium bo jeszcze przebiją tą płytę.
5.Museo Rosenabach- Zarathustra
Płyta równie kultowa co „Darwin” Banco, a główna suita to wybitny utwór.
6.Procol Harum –Grand Hotel
PH tylko przez moment byli wśród absolutnie największych, słynny koncert z orkiestrą i teraz z grand hotelem, tytułowy poezja, „Fires” to samo.
7.Black Sabbath –Sabbath Bloody Sabbath
Jedna z najlepszych i najbardziej różnorodna płyta sabbathów, lubię do niej wracać.
8.Pell Mell –From the New World
Niemcy nabierają wiatru w żagle, jak zwykle świetne skrzypce i mieszanka interpretacji muzyki klasycznej i własnych wątków utrzmana w stylu rocka symfonicznego.
9.Strawbs -Bursting at the Seams
Cudowne zabarwione średniowiecznie “Tears and pavan”, reszta też trzyma poziom.
10.Ekseption –Trinity
Takie ELP z ludzką twarzą.Ta sama wirtuozeria ale dużo więcej melodii, także mix własnych kawałków i adaptacji klasyki.Rick van der Linden czy to tu czy ze swoim drugim zespołem Trace, pokazuje że blizej mu do Wakemana niż Emersona.

Queen-Queen
Metamorfosi -Inferno
Alphataurus-Alphataurus
Camel- Camel
Kebnekaise-Kebnekaise
Fantasy –Paint a Picture
Think - Variety
Wallenstein – Cosmic Century

Rezerwe otwiera Queen, może i powinni być pod koniec właściwej listy bo b.lubię tą płytę ale dajmy szanse mniej znanym rzeczom.Następnie dwie dobre włoskie płyty, nad jedną unosi się duch Dantego a druga brzmi jakby Banco nagrywało materiał Deep purple.Debiut Camel gdyby każdy numer miał poziom „Never let go” byłaby dycha bez dwóch zdań.Szwedzki folkowy progres choć ja tam bardziej floydów słyszę.Swego rodzaju kopia Genesis czyli Fantasy i dwa niemieckie zespoły na koniec, niby krautrockowy Think pisze niby bo nie do końca ogarniam to zaklasyfikowanie a tytułowy to ma wręcz klasyczną wstawkę jak z procol harum albo yes.Zestawienie zamyka Wallenstein który robi wrażenie grą instrumentalistów i relaksującymi fragmentami ale generalnie zawsze mam wrażenie że jeśli chodzi o niemiecki prog to nie jest to band klasy Pell Mell, Eloy czy Novalis.
_________________
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Sro Gru 05, 2012 10:49 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Genesis - Selling England by the Pounds
Uważam tę płytę za szczytowe osiągnięcie Genesis. Jest tu i wokal Gabriela, i jego czarodziejski flet Wink , i tapping (w 1973 roku!) Hacketta, i popisy perkusyjne Collinsa, i - co najlepsze - wszystko pięknie ułożone w zgrabne kompozycje. "Dancing with the Moonlit Knight" czy "The Cinem Show" są mistrzowskie. "Battle of Epping Forest" to niesamowicie pomysłowy kawałek z przymrużeniem oka. Nie nudzi mi się. Gdyby do całości nie wtrącił się Collins śpiewający (piszczący?) "More Fool Me", uznałbym tan album za arcydzieło od początku do końca.

2. David Bowie - Aladdin Sane
Bowiemu rzadko zdarzało się pisać porywające piosenki, które podobają się od pierwszego usłyszenia. Zwykle coś psuł w tych swoich misternych kompozycjach. Ale tym razem nagrał płytę stylizowaną na koncertową, pełną teatralności, której każda sekunda zmusza do przeżywania tej muzyki.

3. Queen - Queen
Jeszcze nie mieli wykształconego do końca własnego stylu, ale brali z Led Zeppelin (trochę też z Sabbsów, The Who, nawet Floydów) to, co najlepsze. Surowa produkcja sprawia, że jest to może najbardziej klimatyczny album Queen. Słaba momentami jakość dźwięku też dodaje jakiejś patyny zamiast odpychać. Na pewno nie największe dzieło Queen, ale jest tu praktycznie wszystko, co kocham w tym zespole - i Freddie miał dużo przyjemniejszy głos niż później.

4. Emerson, Lake And Palmer - Brain Salad Surgery
Nierówny album. Zwłaszcza na stronie B, którą tworzy jedna piosenka, są momenty porywające i zupełnie nijakie, poza tym, ten kawałek nie do końca trzyma się kupy, a w środku zupełnie się urywa i zaczyna się jakby coś innego. Za to na stronie A jest choćby "Toccata", znakomita aranżacja muzyki klasycznej na syntezatory i perkusję, którą sam kompozytor (Alberto Ginastera) pobłogosławił po usłyszeniu. Zaraz potem następuje wyjątkowo uczuciowy jak na ELP utwór. Lubię ten album, ale nie uwielbiam tak jak debiut.

5. Budgie - Never Turn Your Back On A Friend
Stosunkowo znana płyta stosunkowo mało znanego zespołu (ano, są tu przecież "Breadfan" i "Parents" ze słynnymi "mewami" w końcówce). Bardzo porządne granie w stylu hard/bluesrockowym, klasyczne, mocne, klimatyczne.

6. ABBA - Ring Ring
ABBA przed odniesieniem światowego sukcesu. Folkowa, trochę beatlesowa. Moim zdaniem, w swoim najlepszej postaci. Cóż, w latach 70. nawet pop stał na wysokim poziomie.

7. Pink Floyd - Dark Side of the Moon
Najbardziej znany album Pink Floyd, który akurat mnie nigdy nie przekonał do końca. Owszem, świetny koncept, piękne teksty pełne ironii, klimat, rewolucyjne brzmienie - ale też pewna monotonia. Dlatego wolę słuchać poszczególnych piosenek (zwłaszcza "Time", "Brain Damage" i "Ecipse") niż całości. Ale nie mam wątpliwości, że to jest kamień milowy. I że znowu wygra nasz forumowy top 1973.

8. The Who - Quadrophenia
Oni jednak nie powinni tworzyć tak rozbudowanych form. Wink Są tu utwory genialne, może należące do ich najlepszych w karierze "Love Reign O'er Me", "5:15"), ale są też wypełniacze, i to w dużej liczbie.

9. Mike Oldfield - Tubular Bells
Ładna kobyła, nie powiem. Nawet Człowiek z Piltdown tu wystąpił. Wink

10. Camel - Camel
Podczas poprzedniej edycji dopiero poznawałem ten album (bodajże byłem po tylko jednym przesłuchaniu) i myślałem, że - jak to zwykle bywa z prog rockiem - bardziej mi się spodoba po wielu przesłuchaniach. Tak się nie stało. Dziś już nawet nie chwyta mnie tak mocno "Separation", które wtedy tak lubiłem. Są tu fajne momenty, ale to jeszcze nie jest Camel w pełnej krasie. Ot, dobry debiut, ale nic więcej.

Znowu zabrakło miejsca dla płyty Black Sabbath. Także dla debiutu Aerosmith, jak również trzeciego albumu Kraftwerk (ale on brzmi miejscami podobnie do "Tubular Bells", więc może i nie szkoda go).
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
zinger menu



Dołączył: 28 Mar 2008
Posty: 396
Skąd: dzikie kraje

PostWysłany: Sro Gru 05, 2012 10:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon
Ten album, to wielka przygoda, podróż przez wszechświat. Słuchając tej muzyki, można odnieść wrażenie, że odkrywa się jakieś odwieczne tajemnice tego świata, poznaje nikomu nieznane dotąd miejsca, dostrzega kolejne wymiary... Nie znam drugiej tak przepięknie skonstruowanej, płynnej, całościowo pięknej płyty. Różnorodność, pełna paleta barw, a zarazem płynność. Chyba nawet marillionanistycznego Brave'a przebija Very Happy

2. Gong - Flying Teapot
Ciekawe, czy będę jedynym, który głosuje na Gong... Cała trylogia "Radio Gnome Invisible", której "Flying Teapot" jest pierwszą częścią, jest absolutnym arcydziełem i, jak dla mnie, najlepszą rzeczą, jaka wyszła spod szyldu sceny Canterbury. Najbardziej porywającym elementem tej muzyki, który czyni ją tak wciągającą, jest tajemniczość. Choćby te głosy, trochę jak z zaświatów. Oczywiście, jak przystało na jazz rock, nie brakuje tu mistrzostwa technicznego i paru innych niż gitara, perka i bas instrumentów Wink

"Radio Gnome Invisible"

3. Genesis - Selling England by the Pound
"Dancing with the moonlit knight" oraz "Thirth of fifth" cudowne, aż brak mi słów, ale reszta mocno odstaje. Oczywiście również są to dobre utwory, nawet bardzo dobre, ale mimo wszystko tworzy się tu jednak mała przepaść między dwoma wspomnianymi przeze mnie dziełami, a pozostałymi kawałkami. O ile krótsze piosenki, jak "I know what I like", "After the ordeal" oraz "More fool me", sprawdzają się w swoich rolach bardzo dobrze, o tyle giganty - "The battle of epping forest" i "The cinema show" - stanowią w moim przekonaniu pewien negatywny kontrast dla arcydzieł z pierwszej części albumu. Jeśli mamy na płycie cztery giganty, to chcąc nie chcąc mamy wrażenie jakiejś konkurencji między nimi, i nie wychodzi to najlepiej, gdy jedne giganty tak mocno "przegrywają" z drugimi, zwłaszcza gdy te lepsze nie przeplatają się ze słabszymi, tylko (tak jak na "Selling England by the Pound") w pierwszej części mamy dwa arcydzieła, a w drugiej - dwie suity znacznie mniej porywające. Niemniej płyta cudowna, a za dwa wybitne utwory należy się wielkie uznanie.

4. Camel - Camel
W końcu oni. Kolejna scena Canterbury, choć w tej jazzrockowej konwencji zespół Camel wyjątkowo mocno odbiegł od jazzu, kierując się ku bardziej popowemu brzmieniu. Rewelacyjny debiut, bez słabych punktów, bardzo klimatyczna muzyka, ani przez chwilę nie przynudza, zresztą z tym chyba Camel nie miewał problemów.

5. Gong - Angel’s Egg

Druga część trylogii "Radio Gnome Invisible". Wcale nie gorsza niż pierwsza, a może nawet lepsza, ale jednak dla tego pierwszego, rewolucyjnego, przełomowego kroku zawsze się należy największy szacunek, według mnie.

Flute salad

6. Renaissance - Ashes Are Burning
Ich pierwszy wielki album, a moim zdaniem, w ogóle najlepszy w ich dorobku. I w końcu pojawia się naprawdę dobrze śpiewająca kobieta! Razz Piękny, czysty, szlachetny półoperowy głos, idealnie wpasowujący się w konwencję nawiązań do muzyki klasycznej. Cudne, pobudzające wyobraźnię aranżacje, z gładkim, miękkim brzmieniem klawiszy.

7. The Who - Quadrophenia
Jestem wierny jednemu z moich ulubionych zespołów. Ktoś napisał, że dużo słabsza od "Who's Next" i że szkoda, iż wrócili do konwencji concept albumu. Drogi ktosiu: "Who's Next" to było arcydzieło, coś jak czterolistna koniczyna znaleziona na łące. Trudno by było stworzyć coś takiego drugi raz, ale mimo to "Quadrophenia" jest całkowicie genialna! Jest to krążek naprawdę długi, a jednak praktycznie nie ma tu zapychaczy, każdy kawałek ma swój odrębny charakter, kopa i wyrazistą melodię. "The real me", "Dirty jobs", "Cut my hair", "5 15", "Sea and sand", "Drowned", "Doctor Jimmy", no i wreszcie "Love reign o'er me" - to są wszystko bardzo solidne, dające potężnego kopa kawałki! Dla mnie wcale tak bardzo nie odstaje to od "Who's Next".

8. The Strawbs - Bursting at the Seams

No i chyba najlepszy album Strawbsów. Może z jeden, albo dwa słabsze kawałki (właściwie, jak dla mnie, tylko inauguracyjny "Flying"), a reszta to albo skoczne folkowe hiciory ("Lay down", "The part of the union", "Stormy down"), albo niesamowicie klimatyczne folkowe ballady ("Tears and pavan", "Down by the sea", "The river"). Kraina mlekiem i miodem płynąca.

Tears and pavan - zdumiewająco piękna pieśń

9. Lynyrd Skynyrd - (pronounced 'lĕh-'nérd 'skin-'nérd)
Oj, zasłużyli. Niezwykle wybitny debiut. Chyba już nigdy w przyszłości nie zbliżyli się do tego poziomu, ale musieli być geniuszami, by stworzyć choć jeden taki album, tak wiele wnoszący do muzyki - nowa jakość blueso-country-rockowych eksperymentów! Wink Całkowicie porywająca.

10. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
Album, który poznałem niedawno, razem z innymi albumami Black Sabbath Wink Sporo traciłem przez te wszystkie lata, nie spodziewając się, że Black Sabbath nagrywał tak dobre i oryginalne kawałki, jak np. tytułowy. No dobra, tytułowy znałem, ale nie wiedzieć czemu, ubzdurało mi się, że to raczej taki jednorazowy pozytywny wyskok Wink



11. Henry Cow - Leg End
Szkoda, że tuż poza dziesiątką. Jest to debiut jednego z czołowych reprezentantów sceny Canterbury, zespołu Henry Cow. Ta grupa zabrnęła w klimaty zupełnie przeciwne do tych, w których osiadł Camel. Tu mamy dużo awangardy, jazzu, dużo eksperymentu i fantazji. Sporo dziwnych, zaskakujących dźwięków i nieprzewidywalnych zmian. Wśród instrumentów króluje boski saksofon.

Nine funerals of the citizen king

12. Faust - The Faust Tapes
A teraz krautrock, czyli kolejne eksperymenty. Bardzo ciekawa płyta, rozważałem jej wcielenie do dziesiątki, ale nie wyszło. Album składa się praktycznie z samych miniaturek (nie brakuje nawet takich trwających pół minuty) ze sporą dawką motywów elektronicznych. Z tego schematu wyłamuje się właściwie tylko "Flashback Caruso" - delikatna balladka, sprawiająca wrażenie przeboju, którym jednak nigdy się nie stała Wink Album jest totalnie wyboisty, zaburzenia płynności między jedną miniaturką a kolejną są tak brutalnie eksponowane, że jak to mówią, można sobie zęby wybić. Ale to jest właśnie część uroku i ciekawej natury tego albumu.
Faust jest w ogóle fenomenem tego roku - wydał aż trzy płyty: tę, "Faust IV" (która jeszcze się pojawi w dwudziestce) i "Outside the Dream Syndicate" (która nie załapała się do mojej trzydziestki Very Happy).

Stretch out time

13. King Crimson - Larks Tongues in Aspic
Dla mnie jednak najsłabszy album Crimsonów z tych wydanych do 1974 r. włącznie, zresztą chyba nawet "Discipline" wolę od niego Wink Wynika to jednak z faktu, że Crimsoni przez te wszystkie lata nagrywali same genialne płyty, więc absolutnie mój stosunek do "Larks Tongues in Aspic" nie jest negatywny Wink Ale ktoś tu już gdzieś wyraził moje myśli - że na tym krążku brakuje jakichś liderów, kawałków wybijających się ponad inne, takich, które na długo zapadłyby w pamięć już po pierwszym przesłuchaniu płyty. Na wszystkich innych albumach, od "In the Court", aż po "Red", były takie numery.

14. Queen - Queen
No i dotarliśmy. Ale to dopiero wstęp do muzycznych możliwości tych panów Wink Wstęp bardzo ładny i udany. W zasadzie, bardziej lub mniej, lubię niemal wszystkie kawałki na tej płycie. Niektóre mnie nawet zachwycają, jak "Great king rat", "My fairy king", "Liar", a także - tu będę oryginalny - "Doing all right" (choć zdecydowanie wolę bardziej wyrazistą wersję z Earls Court) i "Jesus" (bardzo nietypowe jako piosenka Queenu). Niemniej wszystko to jakoś na razie mało poukładane, nierówne, czegoś mi jeszcze w tym brakuje, by Queen wskoczył już do rocznikowej dziesiątki. Jak na razie, jest to taki worek z paroma niechlujnie upchanymi tam fajnymi pomysłami. Wszystko się zmieni w roku następnym Smile

15. The Eagles - Desperado

Czy ktoś zna jakiś kawałek Orzełków poza "Hotel California"? Warto poznać choćby wszystkie z tego albumu. Piękna, lekko nawiązująca do country muzyka i emocjonalny, wzruszający śpiew Henleya. Wciąż mam zamiar poznać więcej płyt tego zespołu, ale za chuj się nie mogę do tego zabrać :/

Desperado
Certain kind of fool


16. Caravan - For Girls Who Grow Plump in the Night

Ten album jest super! W końcu jakaś wyraźniejsza zmiana w stylu Caravanu, jakieś niespodzianki. Muzycy znacznie wzmocnili swoje brzmienie i na linii jazz - rock jeszcze bardziej przesunęli się w prawo, pokazując prawdziwie rockowego pazura. Nie wypada jednak porzucać fundamentalnych elementów swego muzycznego charakteru, dlatego nie brakuje wcale fragmentów delikatnych, sielankowych, a wręcz idyllicznych, podczas których można doznać halucynacji z udziałem białych anielskich istot tańczących w ogrodzie edeńskim.

Surprise surprise

17. Eloy - Inside
Niemiecki rock progresywny. Ciekawa muzyka - jest klimat, jest sekret, czasem trochę powera. Jest też bardzo niecodzienny głos wokalisty - Franka Bornemanna. Niemiecka muzyka, to w ogóle inny świat, warto ją poznawać.

18. Slapp Happy - Casablanca Moon
To ten lepszy z dwóch albumów Slapp Happy Wink Nieco więcej klimatu, nieco mniej rockowo, ale ciekawiej.

Casablanca moon

19. Faust - Faust IV
Drugi album Fausta w tym roku. Nie tak pomysłowy i awangardowy jak "The Faust Tapes", ale również roztacza wokół siebie tę niezwykłą krautrockową aurę.

20. Nektar - …Sounds Like This
Kiedyś przepadałem za tym albumem do tego stopnia, że umieściłbym go w pierwszej dziesiątce. Dziś nadal za nim przepadam, ale dociera do mnie, że to właściwie tylko zwykły hard rock, z małą domieszką progresji. Bardzo chwytliwy, rewelacyjnie zagrany, dający porządnego kopa, ale jednak nic odkrywczego, nic świeżego. Niemniej, poziom bardzo wysoki i już sam warsztat i kompozycje należy docenić.

Good day
Do you believe in magic

21. Curved Air - Air Cut
Ten album, to trochę jakby powtórzenie debiutu. Oczywiście, piękna muzyka, piękne granie, piękne skrzypce, wspaniała atmosfera, ale brakuje mi jakichś innowacji w stosunku do poprzednich płyt.
Dwa cudowne utwory:
Armin
Easy

22. Aerosmith - Aerosmith
Bardzo fajny, rock'n'rollowy debiut, ale na razie jeszcze za mało w tym Aerosmithu, takiego aerosmithowego blues-rock'n'rolla Wink Dwa sztandarowe kawałki - "Dream on" i "Mama kin" - niepowtarzalne. Jak można się dorobić tak nieśmiertelnego hitu, jak ten pierwszy, już na pierwszej płycie!

23. Yes - Tales from Topographic Oceans
Przesadzili. Moim zdaniem. Każdy utwór z tych czterech robi pojedynczo znakomite wrażenie, ale gdy się je wszystkie zbierze do kupy (czy raczej do albumu), to w głowie mej robi się prawdziwy dźwiękowy bałagan i staję się bardzo zmęczony. Taka konwencja czterech gigantów nie odpowiada mi w wykonaniu Yes.

24. Lou Reed - Berlin

Z lekka podobny problem do tego z powyższej płyty, tylko inny. Tutaj również - każdy utworek, odsłuchany pojedynczo, wydaje się cudny, piękny i chwytający za serce. Ale gdy słucham całego albumu, ta magiczna atmosfera nostalgii pomału przeradza się w znużenie i senność. Prawie zawsze zasypiam.

25. Wishbone Ash - Wishbone Four
Uwielbiam wszystkie cztery pierwsze albumy Wishbone Ash, ale niestety w takich listach bardzo biorę pod uwagę oryginalność, nowatorstwo, niekonwencjonalność itd itp etc, a "czwórka" niestety tymi cechami nie grzeszy. Ale słucha mi się jej naprawdę zajebiście Wink

26. Atomic Rooster - Nice’n’Greasy
27. The Stooges - Raw Power
28. Nektar - Remember the Future
29. Gentle Giant - In a Glass House
30. Uriah Heep - Sweet Freedom


PS Zapomniałem chyba o "Brain salad surgery" Emerson, Lake & Palmer, ale raczej by tu jakiegoś zamieszania u mnie nie zrobiło.
_________________
2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kriejtiw



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 384

PostWysłany: Czw Gru 06, 2012 11:56 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Mike Oldfield - Tubular Bells
2. Can - Future Days
3. Herbie Hancock - Head Hunters
4. Mahavishnu Orchestra - Birds of Fire
5. Neu! - Neu! 2
6. Frank Zappa - Over-Nite Sensation
7. Tomasz Stańko Quintet - Purple Sun
8. Herbie Hancock - Sextant
9. Genesis - Selling England by the Pound
10. David Bowie - Aladdin Sane

Grubo.
Pierwsze miejsce było wiadome od samego początku. Nie sądzę, żeby cokolwiek, co kiedykolwiek poznam z tego rocznika mogłoby pobić debiut Mike'a. Najlepszy Oldfield. 'Plus... Tubular Bells' i triumfalne bicie tychże dzwonów to mój ukochany fragment Staropolskiej muzyki i ścisły top rzeczy w muzyce w ogóle, uwielbiam absolutnie. Can ze swoim najlepszym albumem i takowym utworem. Bel Air to jest podróż w jedną stronę do kosmosu, nie ma lepszego utworu z gatunku cosmic rock. Jaka Ashra, jakie co. Tak po dziesiątej minucie odlatuję. Zawsze.
Herrrrrbie z również swoim opus magnum. Genialny feeling, świetny klimat. Album, który zdefiniował brzmienie Hancocka na długie lata, będący protoplastów wszelakich sampli - a co za tym idzie - także i trip hopu. Kawał historii i kawał muzyki. Najlepszy Maklak ever na czwartym miejscu. Taka moc, że Deep Purple brzmi przy tym niczym jakiś soft rock w stylu Lionela Ritchie. Dzikość poprzedniego albumu połączona z większym wysublimowaniem + Jan Hammerrrrrr, oł je. Neu!, które w korespondencyjnym pojedynku blows Kraftwerk out of the water, że się tak pięknie wyrażę (od następnego roku zaczyna się już prime K-Werk, spokojnie). Nie ustępuje to wiele debiutowi, jeśli w ogóle. Fur Immer > Hallogallo. Motorik w pełnej krasie, ot co.
Frankie z Hot Ratsami w wersji popowej. Krótkie i zwięzłe kompozycje, zagrane na niesamowitym luzie. Do tego Jean-Luc Ponty, kilka zabawnych tekstów i... mamy to! Wolę takiego Zappę-parodystę od tego z Mothers, o tak.
Tomek Stańko byłby w czołówce każdego wcześniejszego notowania, a tu tylko siódme miejsce, szkoda. To świadczy o sile rocznika </Sherlock>. Wybitny jazz; trochę free, trochę fusion, kupa geniuszu... Super album, tak. Herbie Hancock powraca, a właściwie cofa się w czasie, bo ten album powstał wcześniej. Ostateczne pożegnanie z Mwandishi i indyjską muzyką. Hornets to najlepsza rzecz od wcześniejszego Hancocka, kropka. Genialna muzyka do patrzenia na szybę, na którą padają krople deszczu. Gabrielowskie Genesis i dziewiątka. Uwielbiam Dancing - kwintesencja tego bardziej szlachetnego progresu. Od FoF akurat zawsze bardziej ceniłem Cinema Show, ale cała trójca jest wielka. Gdyby nie ten cholerny Las... Z drugiej strony, reszta kawałków jest naprawdę mocna, skoro album, gdzie ponad 10 minut omijam szerokim łukiem, mieści się w topowej dyszce w TAKIM roku, hołhoł. I kończymy Davidem, tym jeszcze glamowym Davidem. Wyśmienity tytułowy (Garson the Parson lata tak bardzo under the radar, że aż mi go żal), Cracked Actor, Lady Grinning Soul... Poziom Ziggy'ego, a może nawet i lepiej. Najlepszy Bowie dopiero jednak za trzy lata.

Bardzo szkoda obu Roxy, ale jeszcze bardziej chyba Spectrum Billy'ego Cobhama. Bębniarz jednak znalazł się pośrednio na liście, i tylko dlatego A Lad Insane > Spectrum.
Aha, Brain Salad Surgery ssie (żart wielopiętrowy).
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
szymek_dymek



Dołączył: 24 Lis 2004
Posty: 2079
Skąd: Racibórz

PostWysłany: Nie Gru 09, 2012 1:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Też na szybko:

1. Genesis - Selling England By The Pound
2. Alice Cooper - Billion Dollar Babies
3. Yes – Tales From Topographic Oceans
4. Aerosmith - Aerosmith
5. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
6. Queen - Queen
7. Sandy Denny And The Strawbs - All Our Own Work
8. Free - Heartbreaker
9. Led Zeppelin - Houses Of The Holy
10. Pink Floyd - The Dark Side Of The Moon
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
jagaciarz



Dołączył: 16 Cze 2005
Posty: 670
Skąd: Zgierz

PostWysłany: Nie Gru 09, 2012 5:08 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd- Dark side of the moon
2.Queen-Queen
3. Led Zeppelin- Houses of the holy
4. Genesis-Selling England by the pounds
5. Black Sabbath- Sabbath bloody sabbath
6. Alice Cooper- Billion dollar babies
7.Mike Oldfield- Tubullar bells
8.ELO- On the third day
9. Aerosmith- Aerosmith

_________________
That time will come,one day you'll see when we can all be friends
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
MCwalter01



Dołączył: 30 Maj 2010
Posty: 507
Skąd: spod Wrocławia

PostWysłany: Nie Gru 09, 2012 5:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - The Dark Side Of The Moon - najlepszy album Floydów IMO. Należę do tych osób, które nie rozumieją kultu "Wish You Were Here", ale ich poprzednią płytę uważam za coś naprawdę wielkiego. "Ciemna strona Księżyca" zasługuje z całą pewnością na tak zaszczytne miejsce w historii muzyki. Z tej niezwykle spójnej całości wyróżniłbym trzy genialne fragmenty: Time z zegarową symfonią, dramatyczne i niezywkle piękne The Great Gig In The Sky oraz jedno z najwspanialszych zamknięć albumów w historii w postaci Brain Damage i Eclipse.
2. Genesis - Selling England By The Pound - rzecz bardzo zwarta, stanowiąca spójną całość. Podoba mi się tu bardzo gra Banksa, Hacketta i Collinsa. Najwspanialsze fragmenty całości znajdują się moim zdaniem na pierwszej stronie. Są to otwierający album Dancing With The Moonlit Knight i Firth Of Fifth. Rewelacja.
3. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath - ależ ten rocznik jest mocny! To jest chyba mój ulubiony album BS. Zmiana stylu wyszła im świetnie moim zdaniem. Ten album jest tego przykładem. Ulubione fragmenty? Świetny numer tytułowy, instrumentalny Fluff, ozdobiona grą Wakemana Sabbra Cadabra i wielki finał - Spiral Architect.
4. Rick Wakeman - The Six Wives Of Henry VIII - klawiszowe arcydzieło. Techniczne popisy Wakemana nie zdominowały na szczęście płyty. Nie ma tu żadnego przerostu formy nad treścią. Całość jest bardzo udana i pomysłowa. Świetne brzmienia i niezłe kompozycje z Jane Seymour na czele.
5. Mike Oldfield - Tubular Bells - być może nie jest to najlepszy album Oldfielda, większe wrażenie robi na mnie chyba "Ommadawn". W każdym razie "Dzwony rurowe" to kilkadziesiąt minut świetnej muzyki instrumentalnej i przykład tego, jak dużą wyobraźnię ma Anglik.
6. Led Zeppelin - Houses Of The Holy
7. King Crimson - Larks' Tongues In Aspic
8. The Who - Quadrophenia
9. Wings - Band On The Run
10. Fusion Orchestra - Skeleton In Armour
_________________
"In fact the whole of Japan is a pure invention. There is no such country, there are no such people." (Oscar Wilde)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Atrus



Dołączył: 17 Gru 2008
Posty: 1752

PostWysłany: Nie Gru 09, 2012 7:22 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Roxy Music - For Your Pleasure
2. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon
3. David Bowie - Aladdin Sane
4. King Crimson - Larks' Tongues in Aspic
5. Lou Reed - Berlin
6. John Cale - Paris 1919
7. Tomasz Stańko - Purple Sun
8. The Stooges - Raw Power
9. Roxy Music - Stranded
10. Tom Waits - Closing Time

Za dychą Queen, Sabbath, Genesis, Zeppy, Oldfield, Can, Mahavishnu i Dave Holland. Na pierwszym zaś Roxy, na które nikt chyba nie głosuje, a jeśli głosuje, to za nisko. Najwyraźniej do tej płyty trzeba dojrzewać dłużej niż do Ciemnej Strony. Za rzeczoną Stroną Bowie dużo lepszy od Ziggiego, jedna z jego najbardziej niedocenianych płyt chyba, a może i najbardziej niedoceniona w ogóle. Języczki Skowronków za podium, co mnie trochę boli, bo to jedna z ich najlepszych płyt w ogóle, nic a nic się nie zestarzała, najlepsze Fripp-improv ever. Dalej dwaj ex-Velveci ze swoimi najlepszymi solowymi albumami (chociaż co do Lou mam wątpliwości), Stańko i jego Bitches Brew, Iggy - tytuł mówi wszystko, drugie Roxy i Song for Europe, wreszcie na końcu młody, nie przepity i nie przepalony jeszcze Waits śpiewa smutne piosenki o fałszywych barach i zamkniętych kobietach. W ogóle jakoś mi on nie pasuje do lat '70, bez sensu.
_________________


With my last breath I curse Zoidberg.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 9:12 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1973

1. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon - 157
2. Genesis - Selling England by the Pound - 112
3. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath - 80


4. Led Zeppelin - Houses of the Holy - 75
5. Queen – Queen - 66
6. King Crimson - Larks' Tongues in Aspic - 43
7. Mike Oldfield - Tubular Bells - 40
8. The Who - Quadrophenia - 30
9. Tom Waits - Closing Time - 25
10. David Bowie – Alladin Sane - 22


11. Aerosmith – Aerosmith - 20
12. Alice Cooper - Billion Dollar Babies - 19
13. Elton John – Goodbye Yellow Brick Road - 18
- Roxy Music - For Your Pleasure - 18
15. Rick Wakeman - Six Wives of Henry VIII - 15
16. Lou Reed - Berlin - 14
- Lynyrd Skynyrd - Pronounced Leh-Nerd Skin-Nerd - 14
18. The Rolling Stones - Goats Head Soup - 13
19. Budgie – Never Turn Your Back On a Friend - 12
- Camel - Camel - 12
- Renaissance – Ashes Are Burning - 12
22. ABBA - Ring Ring - 11
23. Neu! - Neu! 2 - 10
24. Can - Future Days - 9
- Gong - Flying Teapot - 9
26. Herbie Hancock - Head Hunters - 8
- Tomasz Stańko Quintet - Purple Sun - 8
- Yes – Tales From Topographic Oceans - 8
29. Emerson, Lake And Palmer - Brain Salad Surgery - 7
- John Cale - Paris 1919 - 7
- Mahavishnu Orchestra - Birds of Fire - 7
32. Gong - Angel’s Egg - 6
- Museo Rosenabach - Zarathustra - 6
- The Stooges - Raw Power - 6
35. Eric Clapton - Eric Clapton's Rainbow Concert - 5
- Frank Zappa - Over-Nite Sensation - 5
- Procol Harum – Grand Hotel - 5
- Strawbs - Bursting at the Seams - 5
39. Free - Heartbreaker - 4
- Paul McCartney and the Wings - Band On The Run - 4
- Sandy Denny And The Strawbs - All Our Own Work - 4
42. Alice Cooper - Muscle of Love - 3
- Deep Purple - Who Do We Think We Are - 3
- Fripp & Eno - (No Pussyfooting) - 3
- Herbie Hancock - Sextant - 3
- John Lennon - Mind Games - 3
- Pell Mell – From the New World - 3
48. Bob Marley - Catch a Fire - 2
- ELO - On the third day - 2
- Roxy Music - Stranded - 2
- Thin Lizzy - Vagabonds Of The Western World - 2
- Uriah Heep - Live - 2
53. Ekseption – Trinity - 1
- Fusion Orchestra - Skeleton In Armour - 1
- Niemen - Requiem dla Van Gogha / Marionetki - 1
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 9:12 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1974
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 10:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Queen – Queen II
Queen – Sheer Heart Attack
King Crimson – Red
Deep Purple – Burn
King Crimson – Starless And Bible Black
Deep Purple – Stormbringer
ABBA – Waterloo
Uriah Heep – Wonderworld
The Who – Odds And Sodds
John Lennon – Walls And Bridges
Maryla Rodowicz – Rok
Anna Jantar – Tyle Słońca w Całym Mieście
Bee Gees – Mr. Natural
Marek Grechuta – Magia Obłoków
Czerwone Gitary – Rytm Ziemi
Camel – Mirage
Ray Manzarek – The Whole Thing Started From Rock ‘N’ Roll, Now It’s Out Of Control
The Rolling Stones – It’s Only Rock’n’Roll
Genesis – The Lamb Lies Down On Broadway
Yes – Relayer
Aerosmith – Get Your Wings
Bad Company – Bad Company
Judas Priest – Rocka Rolla
The Raspberries – Starting Over
Tina Turner – Tina Turns The Country On
Stan Borys – Szukam Przyjaciela
Kiss – Kiss
Ray Manzarek – The Golden Scarab



1. Queen – Sheer Heart Attack
2. Ray Manzarek – The Golden Scarab
3. Camel – Mirage
4. Queen – Queen II
5. ABBA – Waterloo
6. Deep Purple – Burn
7. King Crimson – Red
8. Genesis – The Lamb Lies Down On Broadway
9. King Crimson – Starless And Bible Black
10. Bee Gees – Mr. Natural

Poza dychą:
11. Anna Jantar – Tyle Słońca w Całym Mieście
12. Ray Manzarek – The Whole Thing Started From Rock n Roll, Now It’s Out Of Control
13. Uriah Heep – Wonderworld
14. Aerosmith – Get Your Wings
15. Deep Purple – Stormbringer
16. The Rolling Stones – It’s Only Rock n Roll
17. Stan Borys – Szukam Przyjaciela
18. Judas Priest – Rocka Rolla
19. Tina Turner – Tina Turns The Country On
20. Bad Company – Bad Company
21. Czerwone Gitary – Rytm Ziemi
22. Raspberries – Starting Over


Kolejny mocny rok! Ale niestety nie mogę się zgodzić z opinią wielu, że najlepszy! Czegoś mi tu brakuje. Jak na mocny rocznik to jednak sporo tutaj dziur i braków, bo nie ma Floydów, nie ma Zeppelinów, nie ma Sabbathów, nie ma również wielu innych gigantów wydających do tej pory płyty regularnie, a Purple z kolei grają bez Gillana i tak jakoś na moje ucho jednak obniżyli loty nie co, bo jedni z nich wylądowali poza dychą. Kurde, gdzie są ci wielcy nieobecni?! To wręcz podejrzane ile tu mamy braków. Pachnie mi to dziwnym spiskiem i chyba trza będzie powołać specjalną komisję śledczą w celu ustalenia czy w studiach nagraniowych nie było śladów trotylu. Cool
Ale nie mniej jednak mimo wszystko pomimo braku wielu ważnych zespołów rok jest w stanie się obronić i bądź co bądź jest mocny o czym świadczy choćby fakt, że kilku pozycji pozbyłem się z wielkim żalem i długo wahałem się co dać na ostatnie miejsce.
O i jeszcze mała ciekawostka - z tego rocznika chyba pochodzi najwięcej moich wrzutów do queenwizji a mam ochotę pokusić się o jeszcze trochę.

Pierwsze miejsce dla mojej drugiej po ANATO ulubionej płyty Queen i jednej z pierwszych jakie w życiu poznałem. Oprócz oczywistego medley'a uwielbiam jeszcze przeciągane wg niektórych na siłę Brighton Rock czy psychodeliczne i bezcelowe wg niektórych "She Makes Me". Ogólnie słychać tu już zapowiedź ANATO, a te albumy jak już nie raz wspominałem są jak dla mnie komplementarne i bardzo do siebie podobne.
Drugie miejsce dla pierwszego solowego debiutu członka The Doors. Boże, jak ten BeBe się nie zna wmawiając mi, że to nawet po pijaku nie wchodzi... ta płyta jest po prostu genialna(i zarazem bardzo niedoceniana)! Ray'owi udało się przenieść tutaj cały klimat Doorsów jeszcze z czasów Jima, a jednocześnie bardzo dobrze wpasował tutaj trochę innowacji w postaci egzotycznych rytmów, głównie afrykańskich i karaibskich. No i jego głos - po prostu magia! Kurde, to jest dużo lepsze od tego co Doorsi nagrywali jeszcze jako zespół po śmierci Jima!
Ostatnie miejsce podium dla mojego ulubionego Camela - Freefall, Lady Fantasy, Supertwister... całą płytę można by wymienić. Normalnie miłość od pierwszego odsłuchu!
Tuż poza podium uplasowało się drugie Queen. To faktycznie artrockowa perła, ale niestety nie mogę się zgodzić z opinią wielu, że to ich najlepsza płyta. Wybitna - owszem, ale nienajlepsza, bo jednak widzę tu troszkę zgrzytów i nierówności. O ile cała czarna strona jest równa i pozbawiona skazy, o tyle na białej nie wszystko do mnie trafia. Rogerowa ballada "Loser In The End" jest jak dla mnie zbędna, a ta Brianowa "Some Day, One Day"... no też tak jakoś średnio mnie chwyta, ale poza tym jest bardzo ale to bardzo dobrze! Smile
Dalej mamy ABBę. Już lepszą niż przed rokiem, ale jednak wciąż nierówną, stąd ta niższa pozycja niż początkowo planowałem(a chciałem ją dać na podium). To co zostało wylansowane na singlach i znalazło się na składankach to jedne z najlepszych rzeczy jakie zespół kiedykolwiek nagrał, ale to co pozostałe to w ogóle nie rzuca mnie na kolana, a czasem wręcz odpycha.
Purple z Coverdalem nie są tacy źli, ale jednak bez Gillana to nie jest to samo. Oczywiście jest kilka hitów które wielbię np. "Lay Down Stay Down" czy "You Fool No One" albo po prostu tytułowy, no ale co klasyczni Purple to klasyczni Purple i oni są niezastąpieni. Stąd ta niska pozycja płyty.
Red - jedna z lepszych płyt Karmazynowego Króla, ale niestety nie mogę się zgodzić z opinią wielu, że najlepsza. Takie "Providence" to bardziej eksperyment niż pełnoprawna kompozycja. A i moim ulubionym utworem nie jest tu oczywisty Starless tylko "One More Red Nightmare".
Genesis i jego baranina na Broadway'u - całkiem udany koncept i dość równy moim zdaniem, a ulubiony mój utwór to oczywiście queenwizyjna "Poczekalnia"! xD Ile tam zajebiście popierdolonych hałasów... to jest to co Mefje lubią najbardziej! xD
Kolejni Crimsoni którzy ledwo się załapali, ale jednak zdecydowałem się ich dać, bo niektórych kompozycji byłoby mi po prostu szkoda. Takie "Great Deceiver" z knajpianymi klimatami to wręcz KOCHAM!!! To możliwe, że moje crimsonowe TOP5. A i "The Night Watch" też piękne i za bardzo byłoby mi szkoda widzieć to poza dychą.
Ostatnie miejsce dla Bee Gees, którzy zostali tu wepchnięci troszkę na siłę, ale mnie po prostu serce się kraja za każdym razem kiedy lądują oni poza dychą, choć wcale nie są tacy słabi tylko konkurencja ich przygniata. Więc powiedziałem sobie: NIE! Pierdolę to i wrzucam mimo wszystko kosztem innych fajnych płyt, które bądź co bądź jednak sobie poradzą bez mojej interwencji! A ta płyta jest dla mnie ważna ze względu na to iż jak na moje ucho to tu zaczęła się zmiana stylu na ten falsetowy, czego próbowałem dowieść w ostatniej queenwizji! Oczywiście folkrockowych i tym podobnych smętów jest tu jeszcze trochę, no ale to jest tylko okres przejściowy i one będą się pojawiać jeszcze na następnych płytach, ale to już w śladowych ilościach. No ale taki otwierający płytę "Charade" z ostatniej queenwizji to utwór dla mnie ważny i to on zdecydował o tym by płyta ostatecznie znalazła się w dziesiątce! Próbowałem ją wrzucić na listę już w poprzedniej edycji, ale konkurencja tą płytę przygniotła, więc poprzysiągłem sobie, że wrzucę ją w następnej edycji no i dopiąłem swego i teraz inne płyty będą musiały pójść się kochać!

Tuż poza dychą - z wielkim żalem pozbyłem się debiutu Anny Jantar! Może to nie jest moja ulubiona płyta i nagrywała ona wg mnie lepsze kompozycje, no ale takie utwory jak "Tyle Słońca w Całym Mieście" czy "Najtrudniejszy Pierwszy Krok" to jednak ikona polskiej muzyki rozrywkowej, ikona polskiej piosenki i trudno tego nie docenić. Tak jak w poprzedniej edycji tak niestety i teraz nie udało mi się jej wrzucić na listę! Próbowałem tak by nie skrzywdzić żadnej z pozostałych płyt(głównie Bee Gees i Crimsonów), no ale nie dało się! Po prostu się kurwa nie dało!!! Tuż za nią drugi Manzarek, którego też się pozbyłem z żalem, ale jak dowiedziałem się, że jego dużo lepszy debiut jest z tego samego roku to już żal jakby mi trochę zelżał, nie mniej jednak szkoda mi trochę tego albumu.
Uriah Heep z genialnym tytułowym i jeszcze paroma, no ale to nie jednak nie jest jakaś wybitna płyta, ale dobrze się jej słucha i mimo wszystko żal ją widzieć poza dychą. Aerosmith - IMO lepiej niż na debiucie i z mocnym hajlajtem o tytule "The Same Old Story" czy jakoś tak... niestety teraz nie bardzo jak mam sprawdzić poprawny tytuł. Drudzy Purple głęboko poza dychą, no ale ja tam niespecjalnie do tej płyty wracam choć takiego "Soldier Of Fortune" to szkoda. Wielka szkoda. Stonesi - całkiem równi i mocni i na pewno jeszcze do tego albumu wrócę, ale póki co to się nie wybijają. Stan Borys, którego brałem pod uwagę ze względu na utwór, który nielegalnie zsamplował mu pan "Wiecie co z nim zrobić". Chodzi oczywiście o "Chmurami zatańczy sen" z tekstem o głuchej nocy. Judas Priest - to nie jest styl z jakiego go znamy. Są jakby tacy łagodniejsi, ale słychać iż próbują naśladować Black Sabbath. Przyjemnie się słucha no. Tina Turner - taka muzyczna ciekawostka. Z czego ona jest znana to nam wszystkim wiadomo nie od dziś, ale tutaj prezentuje swoje nieznane oblicze gdzieś tak z pogranicza folku i country. Nie żeby jakoś specjalnie mnie chwytało, no ale ciekawe to to. Smile Bad Company - nie wiem czy Rodgers nie sprawdził się tu lepiej niż we Free. Chyba sobie wrócę jeszcze kiedyś do tej płytki. Czerwone Gitary - no tam jest wiadomy utwór "Ciągle Pada"(który kiedyś sądziłem, że wykonuje "2+1"), ale niewiele poza tym. Raspberries - "Overnight Sensation" a potem pożegnanie z zespołem i solowy Carmen już za rok.

Z płyt do poznania obowiązkowo:
David Bowie – Diamond Dogs
The Jackson 5 – Dancing Machine
Thin Lizzy – Nightlife
Bob Marley – Natty Dread
Niemen – Mourner’s Rhapsody
Breakout – Kamienie


Na tej ostatniej podobno jest kanon polskiego bluesa wypierdolony niegdyś z QW.
_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ziutek98



Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 3947
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 11:50 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Boże, jakie mocarne podium w zeszłym roku Wink

1. Queen - Queen II - raczej nie inaczej. Queen już w zasadzie nie słucham, ale to płyta to jest kult, klimat i White Queen... aż sobie zaraz zapuszczę Wink
2. UFO - Phenomenom - jedyne UFO, któremu się bliżej przyjrzałem i zapewne jedyne, które mogło prześcignąć Scorpionsów. Kopalnia hitów, które nadal brzmią świeżo, bo nie wiedzieć czemu, gdy lata '70te trwały w najlepsze a gitary pierdziały wczesnymi przesterami, tak, że na dłuższą metę nieprzyjemnie mi się tego słucha - obaj Schenkerowie kopali już dupy brzmieniem.
3. Kiss - Kiss - kolejna hiciarska płyta, kawałki banalne, że aż boli, ale jak taki Strutter na przykład buja! Kupuję Kiss z całym kiczowatym dobrodziejstwem inwentarza i nic na to nie poradzę.
4. Fly to the Rainbow - dobry Scorpions, choć z jednej strony nie tak fajnie popierdolony, jak debiut, a jeszcze nie tak konkretny jak In Trance z roku kolejnego. Sporo pitolenia, ale za sam tytułowy trzeba wspomnieć.
5. Queen - Sheer Heart Attack - lubiłem płyta kiedyś całkiem bardzo... Trochę się Queen zakurzył na półkach, ale jak sobie przypomnę, jak mnie bujały Flick of the Wrist czy In the Lap of Gods... Smile
6. Judas Priest - Rocka Rolla - wart wspomnienia debiut gości, którzy, jak zawsze sądziłem, byli nie mniej ważni niż Sabbath przy powstaniu heavy metalu. Gitary brzmią jak brzmią, ale ma to już całkiem smaczną treść, no i nigdy nie było obciążone bluesowym pitoleniem Razz

Dobranoc.
_________________
PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
lookaug



Dołączył: 03 Mar 2009
Posty: 1012
Skąd: Włocławek

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 2:27 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Queen - II
2. Deep Purple - Burn
3. Queen - Sheer Heart Attack
4. King Crimson - Red
5. Deep Purple - Stormbringer
6. Bad Company - Bad Company
7. Camel - Mirage
8. Breakout - Kamienie
9. Robert Wyatt - Rock Bottom
10. King Crimson - Starless and Bible Black

Mefju, wiem, że to czytasz - pozdrawiam Cię serdecznie. Tak, tym razem ja osobiście, a nie Bizon.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Faraday



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 476
Skąd: 25 dsf

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 4:27 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1.King Crimson - Red
2.Robert Wyatt - Rock Bottom
3.Queen - Queen II
4.Genesis - The Lamb Lies Down on Broadway
5.Tom Waits - The Heart of Saturday Night
6.Camel - Mirage
7.Queen - Sheer Heart Attack
8.Deep Purple - Burn
9.Lucio Battisti - Anima latina
10.Peter Hammill - The Silent Corner and the Empty Stage
_________________

last.fm


Ostatnio zmieniony przez Faraday dnia Pon Gru 17, 2012 8:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 7:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Co za rocznik! Wszystkie płyty, które są w dysze, katuję bardzo regularnie i tym razem absolutnie nic nie musiałem sobie przypominać. Za to bardzo żal mi było wywalać całkiem sporo płyt poza dziesiątkę.

1. Queen - Queen II
No co tu dużo pisać, suita tworząca Czarną Stronę jest absolutnym geniuszem, używając Fenderkowego porzekadła, nie zmieniłbym w niej ani jednej nuty. Jest szaleństwo i zmiany nastroju co pół minuty. Na białej stronie mamy z kolei cudowne ballady, śpiewane potężnym, a młodzieńczym głosem bardowskie "Father to Son" i cudowne intro będące niezwykle udanym gitarowym eksperymentem. To jest płyta, którą słucham rzadko, bo czuję potrzebę jej celebrowania. Jest jednak też łyżka dziegciu - "Seven Seas of Rhye". OK, to nie jest zły utwór, ale kompletnie nie pasuje do reszty albumu.

2. Genesis - The Lamb Lies Down on Broadway
Z całą pewnością jest to dzieło z największym rozmachem w historii Genesis. Punkt, do którego dążyli przez lata. Monumentalny album koncepcyjny, którego pełną realizacją była jednak epicka trasa koncertowa. Wersja studyjna jednak dużo traci bez scenografii i strojów Gabriela, a także jego gestykulacji. To jest muzyka niczym z musicalu - zdecydowanie do wykonywania na żywo. Niemniej pokręcona historia (której, przyznaję, nie rozumiem do końca), piękne solówki Hacketta ("Hairless Heart"!), świetne wczuwanie się Gabriela w różne role, bardzo udane kompozycje - to wszystko do mnie przemawia bardzo mocno.

3. Queen - Sheer Heart Attack
Album, moim zdaniem, bardzo nierówny. Obok świetnego killera, jakim jest "Flick of the Wrist" i bodajże najbardziej klimatycznego kawałka zaśpiewanego przez Rogera, czyli "Tenement Funster", mamy pijackie zaśpiewy w "In the Laps of the Gods... revisited" czy nieożliwie przesłodzone "Lily of the Valley". Ja lubię i psychodeliczne "She Makes Me" i niezwykłe "In the Laps of the Gods", i miniaturkę "Dear Friends", niemniej akurat na tej płycie jak dla mnie jest zbyt dużo momentów nijakich, pedalskich, za dużo Freddiego śpiewającego falsetem. Stąd jedynie trzecie miejsce. Razz

4. David Bowie - Diamond Dogs
Świetny concept album, zawierający wielkie hity, dziwaczne eksperymenty, przedstawiający ponadto zdecydowanie oryginalną wizję przyszłości (dosłowne zezwierzęcenie). Jedna rzecz jednak mnie tu drażni - nadmiernie wyeksploatowano jeden i ten sam motyw - trzy utwory ("Sweet Thing", "Candidate" i "Sweet Thing (reprise)") opierają się na tym samej melodii. Kiedy wchodzi ona po raz trzeci, przewracam oczami. O tak: Rolling Eyes .

5. Budgie - In for the Kill
Nadal jest to bardzo klasyczne Budgie, zapodające ciężkie, niemal metalowe riffy i oparte na bluesie. Nie ma tu nic, co można by nazwać hitem, ale też cała płyta jest dobra i równa.

6. Kraftwerk - Autobahn
To już jest zdecydowanie bardziej chwytliwy Kraftwerk, punkt przejściowy między tym undergroundowym krautrockowym zespołem, którym był na początku lat 70. a tą powszechnie znaną niemiecką kapelą od "The Model". Póki co, jest tu nadal dużo eksperymentowania (i to w najlepszym stylu, "Mitternacht" brzmi jak wczesne Pink Floyd), ale pojawia się też (na razie w niewielkich ilościach) wokal. Pomysł skonstruowania zajmującego całą stronę A utworu z odgłosów jazdy samochodem jest zdecydowanie interesujący.

7. ABBA - Waterloo
Poniekąd zgodzę się z Mefju, że najlepsze kawałki z tej płyty to znane wszystkim przeboje (tytułowy, "Hasta Manana", "Honey, Honey"), ale nie ma tu też utworu, którego bym nie lubił. Poza tym albumowi służy różnorodność (są nadal piosenki folkowe, ale też dość ciężkie "Watch Out", funkowe "My Mama Said" itd.). Nie zgodzę się jednak, że jest to lepsza płyta od "Ring Ring". Absolutnie nie!

8. Test - Test
Jedno z pierwszych... i chyba najlepsze wynurzenie hard rocka w Polsce. Zespół nagrał tylko jeden album, za to naprawdę wielki. "Płyń pod prąd" czy "Przygoda bez miłości" to rzeczy wspaniałe. Drugie tyle pojawiło się dopiero po latach na reedycji płyty, ale i na pierwotnym winylu nie ma się czego wstydzić. Aż dziwne, co potem robił wokalista zespołu, czyli... Wojciech Gąssowski.

9. Camel - Mirage
Może najbardziej klasyczny album Camel (nie znam wszystkich, więc nie będę stwierdzać arbitralnie Razz ). Jest tu oczywiście przewspaniałe "Lady Fantasy", ale właściwie każdy utwór jest więcej niż udany.

10. Electric Light Orchestra - Eldorado - A Symphony By The Electric Light Orchestra
Kolejny concept, tym razem o zmęczonym człowieku. Cała płyta trochę nudzi przy słuchaniu od początku do końca, ale są momenty, oj są. "Can't Get It Out of My Head" to jeden z najpiękniejszych utworów, jakie znam. Poza tym to jest wciąż pierwotne ELO ze swoim symfonicznym brzmieniem, a grające rocka w stylu lat 60.

Poza dychą wylądował "Phenomenon" UFO, "Burn" Deep Purple (wolę Coverdale'a jako wokalistę), debiut KISS czy koncertowy debiut SBB. Rany, przecież w innych roczniakach te płyty mogłyby okupować podium!
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
szymek_dymek



Dołączył: 24 Lis 2004
Posty: 2079
Skąd: Racibórz

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 8:35 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Strawbs - Hero And Heroine
2. Focus - Hamburger Concerto
3. Pesnyary - Olesya (Песняры - Алеся)
4. Trace - Trace
5. Lucifer's Friend - Banquet
6. Refugee - Refugee
7. Queen - Queen II
8. Queen - Sheer Heart Attack
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Kubolski



Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 1270
Skąd: Stare Polesie

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 9:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. King Crimson – Red
2. King Crimson – Starless And Bible Black
3. Deep Purple – Burn

"Red" to jedna z najwspanialszych rzeczy w historii muzyki rockowej EVER. Przy czym przymykam nieco oko na zupełnie według mnie niepasującą do klimatu płyty improwizację "Providence".
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
whoatemydinner



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 1771
Skąd: Z Mornington Crescent.

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 10:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

01 Queen - Queen II
02 King Crimson - Red
03 Queen - Sheer Heart Attack
04 Camel - Mirage
05 Kraftwerk - Autobahn
06 Robert Wyatt - Rock Bottom
07 Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway
08 Mike Oldfield - Hergest Ridge

Uzasadnienia w niedalekiej przyszłości, nie zmieniajcie kanału!
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Pon Gru 10, 2012 11:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

komentarze tradycyjnie w większosci z poprzedniej edycji, chociaz kolejnosc nieco inna i nie wszystkie plyty z poprzedniej edycji trafily do dyszki tym razem, bo cos tam jednak czlowiek (i bizon) poznal w międzyczasie

1. Queen – II (CD, LP, MC) – moze sie okazac, ze to jedyna plyta queen, ktora wygra u mnie w jakimkolwiek roczniku, ale w pelni zasluguje. Powszechnie tu wiadomo, ze do fanatykow nie naleze i jestem krytyczny wobec moich ulubionych zespolow, totez nie glosuje na queen „bo to queen”, ale tej plycie sie wedlug mnie po prostu nalezy, bo jest wsrod hmm 10-15 moich ulubionych plyt wszech czasów. A czemu? Bo chyba nigdy pozniej (oprocz opery i sha) nie odwazyli sie na az tak popieprzone pomysly. A to one byly jednym z tych czynnikow geniuszu w ich muzyce. Oczywiscie bez linków ponizej, bo wszyscy znają.

2. Deep Purple – Burn (CD) – absolutny top moich ulubionych plyt DP i tez jedna z kilkunastu najlepszych dla mnie plyt w historii rocka. Najlepszy jaki sobie mozna wyobrazic dowod na to, ze czasem i po rozpadzie klasycznego skladu mozna nagrac plyte absolutnie powalającą. Zawsze bylem maniakiem 3. i 4. skladu DP i chyba zostane juz nim do konca zycia, jakkolwiek gillan i glover nagrali z DP rzeczy wielkie i najbardziej znane. Ale to coverdale i hughes są 2 z 3 moich ulubionych wokalistów rockowych. wystarczy posluchac tych dwoch panów w sail away...

3. Deep Purple – Stormbringer (CD, MC) – heh tu dopiero byl problem co na 3. miejscu. Ale pomyslalem, ze skoro Q na pierwszym, to zrobie żużlowy remis Razz plyta rownie niemal wspaniala, jak poprzedniczka. Ostatnia plyta z blackmorem az do 1984 roku. Byc moze 1-2 kawalki moglyby sie prezentowac nieco lepiej, ale tu są tak genialne rzeczy jak soldier of fortune czy kawalek tytulowy oraz the gypsy z absolutnie cudownym duetem wokalnym. Cos pego.

4. Queen – Sheer Heart Attack (CD, LP, MC) – zeby zuzlowy remis dopelnic. Plyta tylko minimalnie dla mnie slabsza od II. Glownie przez 2-3 niezbyt udane jak dla mnie kompozycje – she makes me, in the lap i bezjajeczne w wersji studyjnej in the lap... revisited. Ale cala reszta na zajebistym poziomie i nieslychanie zroznicowana. Ktory inny zespol hard rockowy zdecydowalby sie nagrac leroya? Oczywiscie bez linków...

5. Camel – Mirage (CD) – camel, jak juz pisalem przy okazji topu, znam generalnie bardzo slabo, ale wiem, ze sa 2 plyty, ktore kupic musze obowiązkowo. gąska i mirage. tu nie ma slabego kawalka. magiczne dzwieki. to jest muzyka, ktora ostatnimi czasy najbardziej mnie kreci. / edit 2012: no coz, kupilem 4, w tym mirage, a jeszcze przynajmniej jedną na pewno kupie Wink

6. David Bowie – Diamond Dogs (CD) – nie wiem czy nie ostatni naprawde wielki album bowiego. No pozniej jeszcze ‘heroes’... ale po jego zerwaniu z hard/glam rockiem jednak jakos pozniejsze plyty jak ich sluchalem nie robily na mnie wiekszego wrazenia. Co warte jeszcze wspomnienia, to chyba pierwsza plyta bowiego, na ktorej nie przeszkadzają mi jego wykonania. tutaj chyba pierwszy raz jego geniusz kompozytorski zostal doscigniety przez geniusz wykonawczy Wink

7. King Crimson – Red (CD) – jak juz pisalem kilka razy, KC jednak w calosci mi nie podchodzi. Za to jest jedna plyta, ktora podchodzi mi w sporych ilosciach (patrz poprzednie notowanie) i 2, ktore uznaje za plyty absolutnie mistrzowskie. Debiut i wlasnie red.

8. Aerosmith – Get Your Wings (CD) – to na pewno nie jest moja ulubiona płyta wczesnego aero, ale slucha sie jej naprawde znakomicie. lord of the thighs – znakomity numer Wink no i cover train kept a rollin to juz aerosmithowa klasyka.

9. Rush – Rush (CD) – debiut kanadyjczykow jeszcze bez pearta i ogolnie na pewno nie dorasta poziomem do ktorejkolwiek z ich plyt do signals włącznie (pozniejszych nie znam), ale juz tu slychac kawal swietnego grania, chocby w jedynym chyba znanym numerze tu czyli working man, ale tez w what you're doing.

10. Kiss – Kiss – debiut na naprawde dobrym poziomie. mysle, ze w tych samych okolicach co debiuty queen i aerosmith. kawal solidnego grania, chwilami nierownego, jak to zwykle debiut (love theme from kiss) ale bardzo czesto na naprawde swietnym poziomie (kawalki ponizej i 2-3 inne).



mialem rezerw nie wrzucac ,ale jednak w latach 70. nie da sie w wiekszosci chocby nie wspomniec o paru tytulach, ktore byly najblizej listy.

najblizej wejscia byly:

Bad Company – Bad Company – naprawde swietny debiut. ten zespol potencjal mial chyba nie mniejszy niz free, chociaz jednak poruszal sie w odrobine innej stylistyce wedlug mnie. ale ta plyta to kolejny kop w dupe tych, ktorzy twierdzą, ze rodgers nic nie osiagnal i robil kase u boku maya i taylora... dzieci drogie, queen niewiele, bardzo niewiele nagrali plyt tak dobrych jak chocby debiut bad company.

Genesis – The Lamb Lies Down On Broadway (CD) – tak jak pisalem wiele razy, genesis wczesny jednak nigdy mnie nie wezmie calkiem. raz bierze bardziej i wtedy plyta ląduje w moim topie (jak w przypadku ‘selling’), innym razem jednak poprzestaje na docenieniu, ale bez az takich zachwytow. pewnie w niejednym roczniku z nastepnej dekady by ta plyta jednak na moją liste weszla. lata 70. jednak zbyt mocne dla plyt, ktore tylko doceniam Wink / edit 2012: genesis stary diguje o wiele bardziej teraz, jednak do owcy nigdy sie do konca nie moge przekonac. zbyt dlugie... gdyby to jakos skondensowac na jednej plycie z najlepszymi fragmentami, to co innego.

Uriah Heep – Wonderworld (CD) – nierowna plyta. kilka kawalkow bardzo przecietnych ale są tez naprawde swietne numery, ktore az szkoda, ze są calkiem zapomniane i w wiekszosci nawet grane na zywo nie byly. to juz byl wyrazny spadek formy pod koniec wspolpracy z byronem. po tej jeszcze 2 plyty wyszly i zadna nie powalala jak poprzednie. ale jednak kilka swietnych numerow i tu sie znalazlo.

Kiss – Hotter Than Hell – dobra plyta, jak wiekszosc wczesnego kiss, ale jednak nie az tak dobra jak debiut.

Roger Glover – The Butterfly Ball and the Grasshopper’s Feast – niewiarygodnie genialny sklad osobowy. plyta nie az tak genialna heh ale ma swoje bardzo fajne momenty.

Test – Test – a tak też się w Polsce grało kiedyś Wink

nic nieznaczący napis małą czcionką...
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here


Ostatnio zmieniony przez Bizon dnia Wto Gru 11, 2012 1:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Wto Gru 11, 2012 12:45 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Robert Wyatt - Rock Bottom
2. King Crimson - Starless And Bible Black
3. Queen - Queen II
4. King Crimson - Red
5. Queen - Sheer Heart Attack
6. Rush - Rush
7. Deep Purple - Burn
8. Deep Purple - Stormbringer
9. Brian Eno - Taking Tiger Mountain (By Strategy)
10. Blue Öyster Cult - Secret Treaties
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Gru 11, 2012 2:06 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1 King Crimson - Red
16 zawsze w sercu [*]
poza tym Providence > Fallen Angel

2 Queen - Queen II
3 Queen - Sheer Heart Attack
4 King Crimson - Starless And Bible Black
5 Camel – Mirage
6 Deep Purple - Burn
7 Genesis - The Lamb Lies Down On Broadway
8 James Brown - Payback
9 Yes - Relayer
10 Abba - Waterloo

_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
zinger menu



Dołączył: 28 Mar 2008
Posty: 396
Skąd: dzikie kraje

PostWysłany: Wto Gru 11, 2012 2:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. King Crimson - Red
Jeden z nielicznych tzw. albumów doskonałych. W tej chwili przychodzą mi do głowy jeszcze tylko "The Dark Side of the Moon" i "in the Court of the Crimson King". Niczego tu nie brakuje, niczego nie jest za dużo. Z nieziemskim wyczuciem wyważone proporcje między oryginalnością, a chwytliwością muzyki. Te chwytliwe riffy rodem z Deep Purple szokują szczególnie z racji faktu, że ich twórcami są King Crimson, dotąd kojarzeni raczej z dość trudną, przeznaczoną do kontemplacji twórczością. Nagle King Crimson stają się przystępni, wcale nie uciekając ze strefy prog rocka.

2. Queen - Sheer Heart Attack

Genialny album. Dla mnie właściwie ani gorszy, ani lepszy od "Queen II", ale dostał wyższe miejsce ze względu na wielkie zasługi, jeśli chodzi o wywindowanie zespołu na arenie rockowej. "Killer queen" to pierwszy ich tak wielki hit, "Now I'm here" również nie można odmówić popularności. Przyznam, iż płyta jest mocno nierówna i przede wszystkim niespójna, ale ma to pewien swój queenowy urok - przecież niewiele spójniejsza jest "Noc w Operze". Na "Sheer Heart Attack" mamy jednak rzeczy tak mocne, że jestem w stanie przymknąć oko na te "nierówności". "Brighton rock" (zarówno przebojowa część melodyczna, jak i niekonwencjonalne solo Maya), "Killer queen", "Tenement funster/Flick of the wrist/Lily of the valley" (cała trójka), "Stone cold crazy", "Bring back that leroy brown" i "In the lap of the gods... revisited" (takie bardziej wysmakowane "We are the champions") - to kawałki boskie, rewelacyjne, stanowiące o artystycznej potędze Queen!

3. Queen - Queen II

Cóż, przy okazji tego rocznika mam możliwość pokazania swojego trufanostwa Wink W przeciwieństwie do "Sheer Heart Attack", album bardzo równy i bardzo spójny - do tego stopnia, że niektórzy uważają go za album koncepcyjny. Rzeczywiście, pod względem muzycznym stanowi jakby przemyślaną, piękną całość. Nie ma słabych momentów, choć gdybym miał wytypować najsłabsze, to byłyby to "The loser in the end" oraz "Seven seas of rhy" - to drugie jest na tle innych utworów z tej płyty mocno nijakie. "The march of the black queen" to boska pieśń. I taka miniaturka jak "Nevermore", śpiew Mercury'ego wręcz baśniowy...

4. Genesis - The Lamb Lies Down on Broadway
Tym razem prawdziwy album koncepcyjny. Płyta, jak na tamte czasy, bardzo długa, a mimo to, muzyka na całym dystansie utrzymuje potężny poziom. Mnóstwo zapadających w pamięć, klimatycznych motywów, bardzo różnorodne melodie, rozmaite nastroje malowane nutami. Krążek ten jest tak świetnym albumem koncepcyjnym, że nawet bez rozumienia tekstu (w sensie umiejętności przetłumaczenia go na język polski) w samej muzyce czuć klimat łączącej wszystkie utwory wielkiej opowieści. Tak, przyznaję się, nie słyszę słów, nie znam ich i nie przeszkadza mi to w odbiorze płyty Razz

5. Camel - Mirage
Na pewno najbardziej legendarny album w dorobku Camela. Czy najlepszy, można dyskutować. Ja znam dwa na podobnym poziomie: "Snow Goose" i "Nude". "Mirage" jest muzycznie jakby pośrodku, między nimi - bardziej przebojowy od "Snow Goose", mniej popowy od "Nude". Mamy tu przepiękne, dostojne rzeczy, jak "Nimrodel" i "Lady fantasy", oraz bardziej dynamiczne, może nawet wirtuozerskie numery z kopem, jak "Supertwister" i "Freefall". Płyta absolutnie świetna.

6. King Crimson - Starless and Bible Black
Taki jakby przedsmak "Red" - zaczyna się robić bardzo hardrockowo, zarysowuje się już ten "redowy" styl, ale wciąż jest jeszcze trochę bardziej awangardowo i mniej przystępnie. Artystycznie album jest może nawet nie gorszy od Reda, ale tego ostatniego cenię w znacznej mierze za to niepowtarzalne połączenie progresji i odkrywczości z przebojowością. W "Starless and the Bible Black", które osobiście uwielbiam, nie ma tego magicznego składnika. Najbardziej powalający jest dla mnie chyba sam wstęp, czyli "The Great Deceiver" - genialne, dające wielkiego kopa na start wprowadzenie.

7. Deep Purple - Burn
Prywatnie, tak absolutnie subiektywnie, bez silenia się na obiektywne czynniki oceny - mój ulubiony album Deep Purple. Za sprawą nieprawdopodobnej barwy głosu Coverdale'a, nieprawdopodobnych riffów i melodii, nieprawdopodobnej energii i nieprawdopodobnego kawałka tytułowego. Cudowne współbrzmienie głosów Coverdale'a i Hughesa w refrenie - prawie orgazm (nie należę do szczęśliwców, którzy doświadczyli spełnienia seksualnego pod wpływem motywu muzycznego).

8. Robert Wyatt - Rock Bottom
Tę płytę poznałem za sprawą Atrusa, który kiedyś z jakiejś okazji mi ją na tym forum polecił. Nie pożałowałem - bardzo niecodzienny styl, oryginalna atmosfera, momentami mistyczna. Faktycznie, nie gorsze od dokonań Wyatta pod szyldem The Soft Machine.

9. Gong - You
Ostatnia część trylogii "Radio Gnome Invisible", zdecydowanie trzymająca poziom dwóch poprzednich. Ten klimat nie jest już jednak najświeższą nowością, z racji poprzedzających go dwóch podobnych krążków, zatem w 1974 r. Gong ląduje troszkę niżej, niż w roku 1973. Absolutnie jednak warto posłuchać. Polecam każdemu fanowi jazz rocka skierowanego ku awangardzie. I ogólnie każdemu zwolennikowi lekkiej awangardy, eksperymentów w muzyce rockowej, sceny Canterbury itp.

10. Aerosmith - Get Your Wings
No, w końcu oni! Wspominałem przy okazji debiutu tego zespołu, że album "Aerosmith" jest jeszcze zbyt typowo rock'n'rollowy, za mało jest w nim tego aerosmithowego rock'n'rolla. Na "Get Your Wings" mamy już dużą dawkę takowego. Specyficzne solówki Perry'ego i pewien klimat, który może być trochę niedostępny dla początkującego słuchacza wczesnego Aerosmith (dla mnie był), sprawiają, iż kocham ten krążek. Jest to w moim przekonaniu pierwszy bardzo dobry album Aerosmith.



11. Nektar - Down to Earth
Kolejny raz zespół ten ukazuje się na moich listach (choć znowu poza dziesiątką). Mam nadzieję, że w końcu ktoś kliknie w jakiś mój link i trochę tego posłucha. Mogę tylko próbować. To jest bardzo klimatyczny i drugi z najlepszych albumów Nektaru.

Astral man / That's life

12. Lucifer's Friend - Banquet
Lucyfery znowu genialne. Tym razem uderzają w jazz-rock, a raczej jazz- hardrock. Znowu całkiem liczna obsada instrumentalna, mnóstwo wirtuozerii, boskie popisy wokalne Lawtona (do których tym popisom z lat działalności w Uriah Heep jest baaaardzo daleko), a przy tym melodie, które natychmiast czepiają się umysłu i zostają w nim na długo. Zwłaszcza inaugurujący płytę "Spanish galleon" olśniewa porywającą melodią - gdy się ona w końcu zacznie, bo pierwsze parę minut, to instrumentalne harce. Z kolei utwór pożegnalny, "Dirty old town", zadziwia szczególnie pod jednym względem - że nie stał się przebojem. Jego potencjał w tym zakresie jest niepodważalny, numer brzmi, jak idealnie skonstruowany, miły dla ucha przebój.

Spanish galleon
Thus spoke oberon
Dirty old town


13. Gryphon - Red Queen to Gryphon Tree

Gryphon pojawia się na moich listach po raz pierwszy. To zespół prezentujący przede wszystkim muzykę instrumentalną, dość dosłownie, wręcz naśladowczo nawiązujący do muzyki klasycznej, dworskiej. W dużej mierze jednak to naśladownictwo odbywa się za pomocą syntezatorów, próbujących wiernie oddać brzmienie prawdziwej muzyki dawnych arystokratycznych dworów. Brzmi to bardzo przekonująco i pięknie.

Opening move

14. Lou Reed - Sally Can’t Dance
Dla mnie płyta lepsza od "Berlina". Bardziej energiczna, mniej monotonna, nie usypiająca, no i po prostu kocham utwór "Billy" z cudnymi, sentymentalnymi solówkami na saksofonie!

Billy

15. Eloy - Floating
Ogólnie nie jestem wielkim entuzjastą Eloya, ale ten album porwie chyba każdego fana energicznego rocka z elementami progresji. I oczywiście niezwykły klimat, jak to zwykle bywa w przypadku Eloya.

16. Gryphon - Midnight Mushrumps
Ten album powstał przed "Red Queen to Gryphon Tree", ale jakoś tamten mnie bardziej przekonuje. Oba są bardzo podobne stylistycznie, choć kompozycyjnie oczywiście różne, dlatego warto posłuchać obu, bo oba są piękne.

17. The Love Unlimited Orchestra - Rhapsody in White

A teraz trochę soulu i cudowna orkiestra pod przewodnictwem znanego skądinąd soulowego muzyka Barry'ego White'a. Pod wpływem czarodziejskich dźwięków granych przez orkiestrę White'a można oczyma wyobraźni wyraźnie zobaczyć malownicze krajobrazy, w których pokojowo przeplatają się ze sobą wszystkie siły przyrody - wiatr, woda, śnieg, drzewa... Bardzo łatwo ulec rozkosznej aurze roztaczanej przez tę muzykę. Gorąco polecam!

Rhapsody in white
Love's theme

18. Henry Cow - Unrest
Album stylistycznie zbliżony do pierwszego, jednak po pierwsze - ciut mniej mnie przekonuje, po drugie - jest to druga taka płyta, zatem muzyka troszkę traci na świeżości. Dlatego odrobinę niżej, niż poprzedniczka ("Leg End"), co nie zmienia faktu, że obie są obowiązkowymi pozycjami w kolekcji fana rocka progresywnego i eksperymentalnego.

19. Yes - Relayer
Nie powiem, bardzo lubię ten album, ale do muzyki nie wnosi wiele nowego w stosunku do tego, co wniosły wcześniejsze albumy Yes. Po prostu bardzo dobrze mi się go słucha, czysto rozrywkowo.

20. Hatfield and the North - Hatfield and the North
Wokalistą jest tu były muzyk Caravanu. Ta grupa jest również jazzrockowa, choć w nieco mniej popowy sposób. Głos wokalisty jest wyjątkowy. Koncentruje się on bardziej na eleganckim, szlachetnym i nieskazitelnie czystym brzmieniu, niż na spektakularnym locie po najwyższych, a zarazem najgłośniejszych i najpotężniejszych możliwych do osiągnięcia dźwiękach. Ta stylistyka czyni tu niezwykłą aurę. Warto poznać.

21. Renaissance - Turn of the cards

Dla mnie troszkę powtórka poprzednika, "Ashes Are Burning". Bardzo fajne, dobre do rozrywki, ale dla mnie nic wybitnego.

22. Jade Warrior - Floating World
Czwarty album Jade Warrior. Zespół wciąż trzyma się swojej niewątpliwie oryginalnej stylistyki, która jednak niestety może nużyć.

23. Uriah Heep - Wonderworld
Parę tzw. "zajebistych kawałków". Ale to już nie klasyka i nie szczytowe osiągnięcia, i trochę mało świeżości. Pachnie mi tu już rutyną, bezrefleksyjną kontynuacją tego, co się sprawdziło i przyniosło popularność.

24. Bad Company - Bad Company
Fajny blues-rockowy album, ale mniej bluesowy niż krążki Free. Taki jednak nieco przesunięty w kierunku popu i "taniej" przebojowości. Ale bardzo przyjemnie się słucha.

25. Strawbs - Hero and Heroine
Nic nowego tu Strawbsi nie zaprezentowali. Szczytowym osiągnięciem dla mnie pozostaje "Bursting at the Seams". Za to ten album pozostaje po prostu fajny, a nawet wciągający i ciekawy. Ale to jednak zatrzymanie w rozwoju Strawbsów. Zresztą, to problem również kilku innych zespołów w tym roczniku.
_________________
2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xavi



Dołączył: 06 Wrz 2010
Posty: 2519

PostWysłany: Wto Gru 11, 2012 12:25 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. King Crimson - Red
2. Queen - II
3. Tom Waits - The Heart of Saturday Night
4. Queen - Sheer Heart Attack
5. Genesis - The Lamb Lies Down on Broadway
6. Robert Wyatt - Rock Bottom
7. Deep Purple - Burn
8. Yes - Relayer
9. Camel - Mirage
10. Deep Purple - Stormbringer

Epickie i wspaniałe Krimsony. Starless > One > Fallen > Red > Providence tak w ogóle. Drugie najlepsze Kłiny ever. Nie ma co pisać wszyscy wiedzą o co chodzi. Waits strasznie niedoceniony, a przecież to prawie poziom debiutu i jedna z jego lepszych rzeczy. O Queen znowu nie ma co pisać odkrywczego, generalnie pokaz tego, że zajebistości nie muszą się ciągnąć w nieskończoność (Stone Cold, Lily czy Killer). Genesis faktycznie trochę przesadził z długością bo jakby to była jedna płytka to przebiliby może nawet Nursery i awansowali na drugie miejsce w rankingu ich rzeczy. Bo tam nie ma takiego mistrza jak Carplet Crawlers np. Dość trudna i nietypowa (pewnie nie dla niego i Soft) płyta Wyatta, sam doceniłem dopiero z czasem bo trochę mnie przytłaczało mnie to wszystko za pierwszym razem. Taki otwieracz to ciary przednie. Burn z kapitalnymi wokalami i riffami, czyli Deep Purple na najwyższym poziomie, trochę niżej niewiele gorsze Stormbringer. Mój drugi ulubiony Yes chyba, bez progowego bezsensu tylko po prostu wirtuozyjne granie dla ludzi. Jedyna płyta Camela jaką znam póki co, Lady Fantasy i Freefall to bardzo fajne rzeczy. I NIE TYLKO.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 34, 35, 36  Następny
Strona 7 z 36

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek