FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
NAJLEPSZE PŁYTY - EDYCJA 4 - tygodniowa przerwa, start 9.09
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 34, 35, 36  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Najlepsze Płyty
Disco Polo
1%
 1%  [ 1 ]
Tektoniczne
11%
 11%  [ 6 ]
Sztampowy żart o winylach
3%
 3%  [ 2 ]
Queen
25%
 25%  [ 13 ]
Naprawdę bardzo mnie ciekawi jakie, naprawdę
25%
 25%  [ 13 ]
o zimowiskach
1%
 1%  [ 1 ]
te które typuje Mefju
19%
 19%  [ 10 ]
jebać to
9%
 9%  [ 5 ]
Wszystkich Głosów : 51

Autor Wiadomość
Kriejtiw



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 384

PostWysłany: Pon Lis 26, 2012 3:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Emerson, Lake & Palmer - Tarkus
2. King Crimson - Islands
3. Mahavishnu Orchestra - The Inner Mounting Flame
4. Miles Davis - A Tribute to Jack Johnson
5. Genesis - Nursery Cryme
6. Faust - Faust
7. Jethro Tull - Aqualung
8. Alice Coltrane - Journey in Satchidananda
9. Amon Düül II - Tanz Der Leminge
10. Alice Cooper - Killer

Na pierwszym miejscu najlepszy album ELP; trochę z sentymentu, a trochę dlatego, że ciągle działa. No i to jest moja ulubiona prog suita jednak, hands down. Crimson ze świetnym, delikatnym, na wpół jazzowym albumem. Gdyby tam był Lake, to pierwsze miejsce byłoby jak najbardziej w zasięgu, choć i drugie miejsce w takim roczniku to powód do dumy.
McLaughliny w klasycznym składzie na trzecim. To są narodziny tego bardziej czadowego, szybkiego fusion. Billy Cobham i Jan Hammer, który jest bardzo under the radar niszczą. Sam McLaughlin - jak zwykle - klasa sama dla siebie + fakt bycia moim ulubionym gitarzystą. Miles, na którym Jasiek znów błyszczy. Nie wiem, jak rockowcy mogą nie lubić tego albumu. To przecież czysty odjazd i chyba najbardziej stricte rockowy Davis jaki istnieje. To jednak nie jest mój problem.
Genesis składające się głównie z początku, końca i Wielkiego Barszczu, ale same te trzy kawałki wyciągają tę płytę na absurdalnie wysoki poziom. Debiut Faust, który jest równo pokręcony, a przy tym równie wspaniały. Kwintesencja stylu Jethro Tull; żona Johna z bardzo fajnym albumem, gdzie dominuje harfa, warto posłuchać, bo to miła odmiana. Amoni grający bardziej w stylu Fausta, aniżeli hard rockowo, ale wiochy nie ma. No i kończymy chyba najlepszą rzeczą Alice'a jako zespołu. Nie słucham na co dzień, ale to bardzo porządne hard rocki są. Tak.

Zwyczajowe jedenaste dla: Ash Ra Tempel - Ash Ra Tempel. Drugi utwór niestety nie trzyma poziomu Amphoss, szkoda.

Zacząłem stronę, oł je.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
MCwalter01



Dołączył: 30 Maj 2010
Posty: 507
Skąd: spod Wrocławia

PostWysłany: Pon Lis 26, 2012 3:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. King Crimson - Islands - wspaniały, klimatyczny album, od którego trudno się oderwać. The Letters, Islands, Prelude: Song Of The Gulls - niezwykle zacne rzeczy...
2. Genesis - Nursery Cryme - czyli pierwszy album najlepszego składu Genesis. Płytę ciągną przede wszystkim The Musical Box i The Fountain Of Salmacis. Reszta jednak niewiele odbiega poziomem. Wspaniały klimat.
3. Led Zeppelin - Led Zeppelin (Four Symbols) - już za samo Stairway To Heaven należy się pierwsza piątka. Jeśli dodać do tego świetny, połamany otwieracz Black Dog, luzackie Rock And Roll i folkowe Going To California, mamy jedno z największych osiągnięć grupy.
4. Emerson, Lake & Palmer - Tarkus - to głównie genialna suita tytułowa, która wypełnia całą pierwszą stronę albumu. Emerson na klawiszach robi genialne rzeczy. Czytałem, że wspaniałe brzmienia syntezatora Mooga uzyskał dzięki znajomości z Robertem Moogiem.
5. Breakout - Blues
6. Deep Purple - Fireball
7. Pink Floyd - Meddle
8. Black Sabbath - Master Of Reality
9. The Doors - L.A. Woman
10. Niemen - Niemen (Czerwony Album)
_________________
"In fact the whole of Japan is a pure invention. There is no such country, there are no such people." (Oscar Wilde)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Lis 26, 2012 6:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1971

1. Pink Floyd - Meddle - 123
2. Led Zeppelin - IV - 75
3. King Crimson - Islands - 74


4. The Who - Who's Next - 64
5. Uriah Heep - Look at Yourself - 57
6. The Doors - L.A Woman - 55
7. Genesis - Nursery Cryme - 53
8. Black Sabbath – Master Of Reality - 49
9. Jethro Tull - Aqualung - 37
10. Deep Purple - Fireball - 35


11. Van der Graaf Generator - Pawn Hearts - 31
12. Marek Grechuta & Anawa - Korowód - 30
13. David Bowie - Hunky Dory - 25
14. The Rolling Stones – Sticky Fingers - 23
15. Breakout - Blues - 22
16. Emerson, Lake and Palmer - Tarkus - 20
17. Joni Mitchell - Blue - 17
- Yes - Fragile - 17
19. Yes - The Yes Album - 15
20. Uriah Heep - Salisbury - 14
21. John Lennon - Imagine - 13
22. Pink Floyd - Relics - 12
23. Alice Cooper - Killer - 10
- Indian Summer – Indian Summer - 10
- Janis Joplin - Pearl - 10
- Marvin Gaye - What's Going On - 10
27. Mahavishnu Orchestra - The Inner Mounting Flame - 8
- Pesnyary - Pesnyary (Песняры - Песняры) - 8
29. Amazing Blondel - Fantasia Lindum - 7
- Jimi Hendrix - The Cry of Love - 7
- Miles Davis - A Tribute to Jack Johnson - 7
- Stevie Wonder - Where I'm Coming From - 7
33. Alice Cooper - Love it to Death - 6
- Emerson, Lake & Palmer - Pictures at an Exhibition - 6
- Jimi Hendrix - Rainbow Bridge - 6
- Kevin Ayers - Whatevershebringswesing - 6
- Leonard Cohen - Songs of Love and Hate - 6
- Serge Gainsbourg - Histoire de Melody Nelson - 6
39. Faust - Faust - 5
- Strawbs - From The Witchwood - 5
41. Roy Harper - Stormcock - 4
- Still Life – Still Life - 4
- Ten Years After - A Space In Time - 4
44. Alice Coltrane - Journey in Satchidananda - 3
- Flower Travellin' Band - Satori - 3
- Gentle Giant - Acquiring the Taste - 3
- Niemen - Niemen - 3
- The Doors - Other Voices - 3
- Wishbone Ash - Pilgrimage - 3
50. America - America - 2
- Amon Düül II - Tanz Der Leminge - 2
- Budgie - Budgie - 2
- Dżamble - Wołanie o słońce nad światem - 2
- Isaac Hayes - Shaft - 2
55. Can - Tago Mago - 1
- Focus - Moving Waves - 1
- Kraftwerk - Kraftwerk 2 - 1
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Pon Lis 26, 2012 6:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1972
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Mandey



Dołączył: 24 Sie 2007
Posty: 1579
Skąd: Rawicz

PostWysłany: Pon Lis 26, 2012 7:00 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ostatnio bawiłem się od momentu kiedy płyty Q się ukazywały. Tym razem tylko do rocznika 1973. A więc ostatni raz...

MICHAEL JACKSON Got To Be There
STEVIE WONDER Music Of My Mind
GARY GLITTER Glitter
JETHRO TULL Thick As A Brick
DEEP PURPLE Machine Head
WISHBONE ASH Argus
THE ROLLING STONES Exile On Main St.
THE JACKSON 5 Lookin' Through The Windows
PINK FLOYD Obscured By Clouds
DAVID BOWIE The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars
EAGLES Eagles
FREE Free At Last
THE DOOBIE BROTHERS Toulouse Street
EMERSON, LAKE & PALMER Trilogy
THE TEMPTATIONS All Directions
NAZARETH Exercises
CURTIS MAYFIELD Super Fly
MICHAEL JACKSON Ben
MOTT THE HOPPLE All The Young Dudes
YES Close To The Edge
GENESIS Foxtrot
STEVIE WONDER Talking Book
DEEP PURPLE Made In Japan


01 STEVIE WONDER Talking Book
02 MICHAEL JACKSON Got To Be There
03 DAVID BOWIE The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars
04 PINK FLOYD Obscured By Clouds
05 STEVIE WONDER Music Of My Mind
06 WISHBONE ASH Argus
07 DEEP PURPLE Machine Head
08 MICHAEL JACKSON Ben
09 EAGLES Eagles
10 MOTT THE HOPPLE All The Young Dudes
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
jagaciarz



Dołączył: 16 Cze 2005
Posty: 670
Skąd: Zgierz

PostWysłany: Pon Lis 26, 2012 9:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Genesis- Foxtrot
2.Uriah Heep- Demons and wizards
3. Deep Purple- Made in Japan
4.Uriah Heep-Magician's birthday
5. Trzy Korony- Krzysztof Klenczon i Trzy Korony
6. Black Sabbath- Vol 4
7. Deep Purple- Machine head
8. Marek Grechuta- Droga za widnokres
9.Slade-Slayed
10.Alice Cooper- School's out


11. 2+1- Nowy wspaniały świat

_________________
That time will come,one day you'll see when we can all be friends


Ostatnio zmieniony przez jagaciarz dnia Wto Lis 27, 2012 10:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Wto Lis 27, 2012 4:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Deep Purple – Machine Head
Deep Purple – Made in Japan
Yes – Close To The Edge
Black Sabbath – Vol.4
Uriah Heep – Demons And Wizards
Pink Floyd – Obscured by Clouds
Uriah Heep – The Magician’s Birthday
The Doors – Full Circle
King Crimson - Earthbound
The Rolling Stones – Exile On Main Street
Jethro Tull – Thick As A Brick
Michael Jackson – Got to be There
Michael Jackson – Ben
Genesis – Foxtrot
2066 And Then – Reflections On The Future
David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
Bee Gees – To Whom It May Concern
Raspberries – Raspberries
Raspberries – Fresh
Alice Cooper – School’s Out
Santana – Caravanserai
Nick Drake – Pink Moon
2+1 – Nowy Wspaniały Świat
Tadeusz Woźniak – Zegarmistrz Światła
Skaldowie - Krywań, Krywań



1. Yes - Close To The Edge
2. 2066 And Then - Reflections On The Future
3. Deep Purple - Machine Head
4. Skaldowie - Krywań, Krywań
5. Black Sabbath - Vol. 4
6. The Doors - Full Circle
7. Genesis - Foxtrot
8. Alice Cooper - School's Out
9. Bee Gees - To Whom It May Concern
10. King Crimson - Earthbound


Poza dychą:
11. Pink Floyd - Obscured By Clouds
12. Deep Purple - Made In Japan
13. Uriah Heep - Demons And Wizards
14. Uriah Heep - Magician's Birthday
15. Michael Jackson - Ben
16. Michael Jackson - Got To Be There
17. 2+1 - Nowy Wspaniały Świat
18. Raspberries - Raspberries
19. Jethro Tull - Thick As A Brick
20. Tadeusz Woźniak - Zegarmistrz Światła


Ja jebię, każdy kolejny rocznik wydaje się być coraz trudniejszy, a wybór z trudnego staje się niemożliwy! Jestem chyba jakiś pojebany, że wypierdalam poza dychę obydwie płyty Jurajahów i koncertówkę Purpli! Jedyne czym mogę się zasłonić i pocieszyć to to, że te albumy mimo wszystko jakoś sobie poradzą i spokojnie zajdą wysoko nawet bez mojej interwencji(podobnie jak Zeppelini i Crimsony przed rokiem).

Generalnie jest to rok pełen klasyków a zarazem płyt już bardziej średnich, ale za to z jakimi hajlajtami... wobec czego miałem poważny zgryz czy promować klasyki czy pojedyncze hajlajty. I w sumie druga połowa mojej listy to takie raczej dopychacze z hajlajtami, których chyba za bardzo byłoby mi żal poza dychą. Średnio więc jestem zadowolony ze swojej listy, no ale dokładnie to samo byłoby w każdej innej konfiguracji. Pierwsza połowa lat 70-tych to niestety cholernie trudne lata. Dopiero w drugiej połowie dekady będę mógł troszkę odetchnąć.

Pierwsze miejsce dla Yes z nie wiem czy nie najlepszą/najważniejszą suitą jaka kiedykolwiek powstała(chociaż jeszcze ze 3 inne od innych zespołów chyba spokojnie mogą też pretendować do tego tytułu). No w każdym razie mam ostatnio na nią ostrą fazę. Moją ulubioną jej częścią są oczywiście te organy. Zawsze gdy je słyszę to czuję w swoim wnętrzu mieszaninę różnych emocji. No i ciary jakie wywołują... nie do opisania! Nie można też pominąć świetnego 'Syberian Khathru". Tylko "And You And I" mi tu trochę odstaje lub po prostu przekonać się do tego nie mogę, no ale z racji długości tytułowej suity ten kawałek stanowi jedynie niewielki procent płyty co absolutnie nie przeszkadza mi w trzymaniu jej na moim prywatnym ołtarzyku. Wink O i to chyba jedyny, albo jeden z dwóch przypadek, gdy Yesi goszczą na mojej liście głównej, a już na pewno jedyny, gdy wręcz wygrywają! W pozostałych rocznikach niestety konkurencja ich zabije. A zresztą sami też są sobie winni stawiając sobie poprzeczkę tak wysoko. Razz
Na drugim miejscu moje chyba największe queenwizyjne odkrycie w postaci szwabskiego proga! Tak, tak, to właśni oni nagrali "The Way I Feel Today" czy "Reflections On The Future", które były lansowane niegdyś w QW. Jest jeszcze świetne "Butter King" ale na to w QW przyjdzie czas później. Ale to nie wszystko! Rany, tu aż roi się od progresywnych wykurwów!!! Szkoda, że panowie nagrali tylko jedną płytą, bo zaprzepaścili tylko szanse na międzynarodową sławę. A przecież mogli się stać legendą której najwięksi dzisiejsi giganci mogliby buty czyścić.
Brązowy medal dla głębokiego fioletu. Z progresywnych wykurwów przenosimy się na te stricte hardrockowe. Trochę to niesprawiedliwe IMO, że ten zespół ląduje u mnie dopiero na trzecim miejscu, no ale raz, że ja chyba nie wielbię tej płyty w całości tak jak "In Rock", a dwa - ostatnio mam jednak fazę na wspomniane przeze mnie wcześniej progresywne wykurwy. Choć jeszcze do niedawna chciałem Purpli dać na pierwsze miejsce! Rozmyśliłem się dosłownie jakiś miesiąc temu!
No i wracamy z powrotem do krainy progresywnych wykurwów, a co więcej - na nasze podwórko! Jak usłyszałem tytułową suitę Skaldów w QW to aż mnie duma narodowa rozpierała! Nie przypuszczałem, że my Polacy umieliśmy tak grać! Toż to światowy poziom był! I tylko szkoda, że nie wypromowaliśmy tego po angielsku i za granicą, bo to my wtedy bylibyśmy światową sławą a nie jacyś Yesi, Floydzi czy Crimsony... Razz No i w ogóle zajebiście nam się udało wpleść nasz rodzimy smyczkowy góralski folklor w te progresywne rejony. Smile I nie tylko tytułowa suita to potwierdza. Wink
Teraz czas na Sabbathów, którzy chyba w opinii większości wydali gofra... ale jebać to, bo ja odziwo bardzo lubię tego gofra(i tylko śmietany mi tu brakuje do zlizania) - mam słabość do "Changes" z tym crimsonowym syntezatorem w tle(na serio brzmi jakby był zaczerpnięty z Crimsonów), no i jeszcze bierze mnie "Supernaut". Myślałem, że jestem osamotniony w lubieniu tego, no ale jednak się pomyliłem, bo mój zachwyt nad tym podziela jeszcze chociażby perkusista z zespołu Crystala. Jeszcze FX i "Wheels of Confusion/The Straightener" dają radę, no ale już starczy tych onanizmów nad tą płytą. Razz
Doorsi... ech już zupełnie inni, bo po Jimie już ani śladu, nie znaczy jednak wcale że gorsi... są po prostu inni! To już takie bardziej biesiadne granie(które swoją drogą świetnie nadaje się na wesela! Very Happy) i ukłon w stronę solowego Manzarka(którego też lubię i będę w tej zabawie promował, o ile konkurencja pozwoli), ale naprawdę da się słuchać. "No Me Moleste Mosquito" czy "Get Up And Dance" to zdecydowanie dwa najlepsze hajlajty tej płyty, jej wizytówka wręcz.
Genesis z dwiema przegenialnymi suitami, których chyba przywoływać nie muszę, choć to wcale nie jest szczyt ich możliwości. Osiągnęli go już poniekąd na poprzedniej płycie, a jeszcze wyżej zajdą za rok.
Alice Cooper coraz lepiej i mocniej łoi, a wiadomy i tytułowy hicior nie potrafi mi z głowy wylecieć. No i bardzo jestem rad, że wykorzystany został niegdyś w Simpsonach. Bee Gees z co prawda średnią płytą, ale to właśnie tutaj znajduje się mój ich ulubiony utwór z początkowego okresu czyli przejmujące "Run To Me"! To także ulubiony utwór mojej mamy w wykonaniu tej grupy. Jeszcze "Alive" daje radę, no i takie trochę nie w ich w stylu, ale za to zajebiście mocne brzmieniowo "Bad, Bad Dreams"! To typowo hajlajtowa płyta na mojej liście, choć o klasę gorsza od "Cucumber Castle" sprzed dwóch lat, gdzie tych hajlajtów było dużo więcej, a poziom był bardziej wyrównany. Do dziś nie mogę sobie odżałować, że nie znalazło się miejsce dla tej płyty w jej roczniku, wobec czego nie chciałem pozwolić aby ten sam los dotknął płytę z "Run To Me" i postanowiłem ją mimo wszystko wrzucić kosztem kilku genialnych klasyków!
Listę zamyka King Crimson ze swoją pierwszą koncertówką, która w opinii wielu nie była raczej udana, ale mnie pasuje. Serio, podobają mi się te brudne dźwięki i brudna jakość nagrania! Razz Tak stylowo to brzmi i do nich jak najbardziej to pasuje! xD A wykonanie Schizofrenika miejscami bardziej mnie jara od oryginału.

Listę poza dychą otwierają Floydzi z jednym ze swoich chyba najsłabszych albumów jakie kiedykolwiek nagrali, no ale ja z jakiegoś powodu postanowiłem dać mu szansę... i nie żałuję, bo np. w takim Mudmenie wręcz zakochałem! Nic tylko leżeć na łące w pełnym słońcu, jarać trawkę czy inne świństwo i rozpływać się w tym... w tych błogich dźwiękach rodem z Pszczółki Maji... właściwie to ta muzyka jest tak szalenie podobna do tej z Pszczółki Maji, że to aż podejrzane... czyżby twórcy tej bajki czerpali coś z Floydów? Wiem, że to niemożliwe, no ale miłoby było, gdyby tak właśnie było. Smile Ponadto zaczynam darzyć sympatią też "Free Four" i "Wot's... Uh The Deal". Myślę, że warto dać tej płycie trochę czasu to może kiedyś wejdzie, bo ja bym nie spisywał tego albumu na straty. Choć trochę trudno uwierzyć, że to jest płyta nagrana bezpośrednio przed Ciemną Stroną Księżyca.
Zaraz po Floydach - najsłynniejsza koncertówka Purpli. Nie zgodzę się, że to najlepsza jaka powstała w historii rocka, bo mógłbym chyba ze 3 lepsze wymienić, nie mniej jest to płyta wielka, choć niektóre rzeczy chyba trochę na siłę wydłużane. Trochę żal, że ląduje u mnie poza dychą, no ale ona jest tak popularna na tym forum, że wierzę iż sobie spokojnie poradzi bez mojej interwencji. Tuż za Purplami mamy dwóch Jurajahów, którzy też nie wiem co tam robią, bo powinni być raczej na liście głównej, no ale nie mniej jednak uznałem, że czegoś mi w tych albumach brakuje, że nagrywali dużo lepsze rzeczy... Hajlajty są i to nie ulega wątpliwości("All My Life" czy "Magician's Birthday" chociażby), no ale całościowo nie słucha mi się tego już aż tak dobrze jak np. "Look At Yourself" czy jeszcze wcześniejsze krążki, albo np. te z Lawtonem.
Wczesny debiut Michaela Jacksona i podobna stylowo druga jego płyta warte poznania chociażby po to by posłuchać jak król popu brzmiał przed mutacją, no ale to w sumie bardziej ciekawostka muzyczna. Choć nie powiem, takie "You Can Cry On My Shoulder" bardzo, ale to bardzo lubię! Żałowałem na początku, że żadna z tych płyt nie zmieści się na mojej liście, no ale dzięki Bogu już Mandey zrobił za mnie co trzeba i płytki spokojnie będą figurować w podsumowaniu końcowym. Wink
Po podwójnym Michaelu czas na nasze podwórko. Może i nie jestem jakimś wielkim fanem "2+1", no ale trudno zignorować w tym roczniku taką istną kopalnię hitów("Chodź, pomaluj mój świat", "Czerwone słoneczko", "Hej, dogonię lato", "Wstawaj, szkoda dnia")! Po nich mamy zespół Raspberries - zespół Erica Carmena, znanego z takich hitów jak przejmująco łzawa ballada "All By Myself" czy filmowy przebój "Hungry Eyes" z filmu 'Dirty Dancing', a którego kiedyś wrzuciłem do QW i który został w miarę ciepło tu przyjęty. Ale na razie stop, bo więcej o tym gościu napiszę dopiero w roczniku 1975, kiedy wyda swój solowy debiut. O zespole mogę napisać tylko tyle, że to taka raczej niezbyt wyrazista beatlesopodobna pop-rockowo-rock'n'rollowa papka(określana przez sam zespół jako tzw. power pop) jakich wiele było w tamtych czasach i które się nie wybiły na rynku muzycznym, więc może to i nic wielkiego i podchodzi tylko pod kategorię muzycznej ciekawostki, no ale do jednego utworu mam tu dużą słabość, a zwie się on "Go All The Way". Nie mniej jednak zdecydowanie wolę solowego Carmena.
Przedostatnie miejsce dla Jethro Tull, które niestety tylko połowicznie do mnie przemówiło i póki co nie widzę w tym nic wielkiego, no ale może w przyszłości, kto wie... A całą listę wszystkich branych pod uwagę płyt zamyka Tadeusz Woźniak z hitem "Zegarmistrz Światła", który w przedszkolu lubiłem sobie śpiewać i nucić. Ale bardzo podoba mi się także piosenka o smaku i zapachu pomarańczy.

I znów pozostało sporo tytułów, których nie znam, a które obowiązkowo poznać muszę, m.in.:
Jimi Hendrix – Hendrix in the West
Marek Grechuta – Droga za Widnokres
Jimi Hendrix – War Heroes
Breakout – Karate
John Lennon – Some Time In New York City

_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xavi



Dołączył: 06 Wrz 2010
Posty: 2519

PostWysłany: Wto Lis 27, 2012 5:57 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Yes - Close to the Edge
2. Nick Drake - Pink Moon
3. Deep Purple - Made In Japan
4. Deep Purple - Machine Head
5. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars
6. Jethro Tull - Thick as a Brick
7. Lou Reed - Transformer
8. The Rolling Stones - Exile on Main St.
9. Genesis - Foxtrot
10. Black Sabbath - Vol 4

Płyta zawierająca najlepszy kawałek ever na pierwszym. Najbardziej szczera i smutna płyta na drugim. Najlepsza koncertówka ever na trzecim. Moje ulubione Purple studyjne na czwartym. Mimo wszystko chyba jednak jako całość najlepsza płyta Bowie'go na piątym. Jethro Tull z kapitalnym konceptem, który zawarli w zaledwie jednym numerze. Lou z płytą po prostu bardzo przyjemną, jakże inną od VU. Ulubieni Stonesi, ale ja znam 2 płyty więc nie było ciężko. Genesis z trochę przekombinowanym tytułowym (choć pewnie będzie gadka, że przecież 'Get Down' też co mnie będzie dziwić jakąś chwilę jak ludzie sobie to ułożyli w tej głowie) i nawet dość dobre Sabbathy, ale obniżka ich formy zdecydowana.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Wto Lis 27, 2012 7:27 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Lou Reed - Transformer
2. Roxy Music - Roxy Music
3. Deep Purple - Machinehead
4. Return To Forever - Return To Forever
5. Matching Mole - Matching Mole
6. Nick Drake - Pink Moon
7. Neu! - Neu!
8. Pink Floyd - Obscured By Clouds
9. Yes - Close To The Edge
10. Wishbone Ash - Argus
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
lookaug



Dołączył: 03 Mar 2009
Posty: 1012
Skąd: Włocławek

PostWysłany: Wto Lis 27, 2012 8:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Nick Drake - Pink Moon
2. Deep Purple - Made in Japan
3. Lou Reed - Transformer
4. Deep Purple - Machine Head
5. Wishbone Ash - Argus
6. Neu! - Neu!
7. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars
8. Black Sabbath - Vol. 4
9. Neil Young - Harvest
10. Genesis - Foxtrot
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
whoatemydinner



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 1771
Skąd: Z Mornington Crescent.

PostWysłany: Wto Lis 27, 2012 11:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

01 Yes - Close To The Edge
Generalnie genialność generalna. Kiedy genialna suita, nazywana archetypowym utworem progresywnym, zajmująca całą stronę LP nie jest na płycie najlepszą rzeczą (bo jest w końcu Siberian Khatru \m/) to wiedzcie, że wydana została płyta genialna i wog'le.
02 Pink Floyd - Obscured By Clouds
Mój ulubiony soundtrack Floydów, na którym ładne, przyjemne melodyjki są, dobre instrumentale, Gilmour się pokazuje od dobrej strony i oprócz okropnej końcówki ostatniego utworu jest przemiła w słuchaniu. Nie wiem, jak oni nagrali zaraz potem Dark Sajd, bo to wog'le, pomimo fajności, nie brzmi jak zespół epokowy tworzący epickie dzieła. Ale mówię, soundtrack do La Vallee rox.
03 Genesis - Foxtrot
Za krótko znam żeby dać wyżej, a utwór, który znam najdłużej, Supper's Ready, jest jednak strasznie nierówny i rzadko kiedy mam ochotę na niego w całości. Oczywiście Hackett w Horizons i genialność Watcher of the Skies oraz Get'em Out by Friday to rzeczy wiadome, no ale trudno.
04 Wishbone Ash - Argus
05 Nick Drake - Pink Moon
06 David Bowie - The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars
07 Deep Purple - Machine Head


i to tyle na dziś, potem reszta komentków
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Sro Lis 28, 2012 12:48 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Uriah Heep - The Magician's Birthday - na poziomie LAY moim zdaniem, jedyny minus, że kolos jest tutaj mniej rozwalający. A tak to przepiękne Rain, ale w sumie Echoes in the Dark tuż za nim. Świetne rockery, Sunrise, Spider Woman i Sweet Lorraine. A na dodatek świdrujące po mózgu Magician's Birthday.
2. Nino Rota - The Godfather - daję na drugim, bo jest przekurwisty soundtrack, który idealnie odwzorował klimat Stanów przełomu 40/50. Ten włoski klimat Stanów.
3. Uriah Heep - Demons & Wizards - i znów wielka płyta UH. Wszystko doskonale wyważone. Piękne rzeczy, mocne rzeczy, wielkie rzeczy. O wyższości TMB zadecydowała dyspozycja dnia.
4. Deep Purple - Machine Head - mnie Purple biorą o wiele mniej niż UH, ale trzeba dodać, że cholera grać potrafią. Gdyby nie ten zgrany Smoke on the Water to na pewno była by pierwsza trójka.
5. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars - jedyna płyta Bowiego jaką mam, ale jest cholernie równa i trochę żałuję zawsze, że nie weszło do albumu Velvet Goldmine.
6. Deep Purple - Made in Japan - no wielki koncert no. Gdyby nie fakt, że zawsze promuje najpierw świeże nagrania a dopiero potem gdy walka o dotarcie na listę jest ciężka wstawiam albumy koncertowe no to by wygrało w cuglach...
7. T.Rex - The Slider - wg mnie to jest najlepszy album Bolana. Rock On, Metal Guru i Ballrooms to Mars sprawiają, że nie mam jego za ciekawostkę w branży rockowej.
8. Black Sabbath - Vol. 4 - generalnie oprócz Snowblind i niezbyt wybitnym Changes nie zasłyszałem tutaj nic więcej. Czekam na kolejny rock gdzie wrócą z największą chyba ich płytą.
9. Alice Cooper - School's Out - przedostatni album tej grupy, wyniesiony na piedestał przez tytułowy. Niezłe jeszcze Blue Turk i Alma Mater reszta nic ciekawego.
10. The Rolling Stones - Exile on Main St. - generalnie z tą płytą mam tak, że jest jedyna, której z tej ich wielkiej czwórki nie łapię. Może przez to, że to dwupłytowe wydawnictwo i trzeba się sporo przebić przez nie.

Za dyszką:

Slade - Slayed - najbliżej dyszki przez Godbuy T'Jane i Mama Weer All Crazee Now
Thin Lizzy - Shades of a Blue Orphanage - za pierwszą wersje Sarah
Nazareth - Exercises - przez fajny marszowy utwór: 1692 (Glencoe Massacre)
Blue Oyster Cult - Blue Oyster Cult
John Lennon - Some Time in New York City
Marek Grechuta - Droga za Widnokres
Slade - Alive!

_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
zinger menu



Dołączył: 28 Mar 2008
Posty: 396
Skąd: dzikie kraje

PostWysłany: Sro Lis 28, 2012 3:11 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Deep Purple - Machine Head
Bez wahania, należy się za same zasługi. Za "Highway star", "Lazy" i inne klasyki koncertowe, a nawet za znudzone, ale wciąż legendarne i niezapomniane "Smoke on the water"!

2. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy
Być może moja ulubiona płyta ELPów, chyba nawet wygrywa z debiutem. W tym albumie znajduję bowiem najwięcej emocji, jest również najbardziej różnorodny. Spektakularnie otwiera go uroczysta, patetyczna pieśń "The endless enigma", choć z dosyć niepozornym, iście "enigmatycznym" wstępem. Zapadła jednak mocno w moją pamięć od pierwszego usłyszenia. Nade wszystko ten podniosły, emocjonalny, budzący nadzieję motyw w refrenie: "Please, please, please open your eyes!". Śpiew Lake'a jak zwykle idealnie wyzwala we mnie uczucia, które powinny towarzyszyć słuchaczowi w odbiorze tego utworu. Ale to dopiero początek. Cudowny kawałek przerywa emersonowa "fuga", małe wprowadzenie do tradycyjnych popisów Emersona na klawiszach, po czym wraca "The endless enigma", fragment wieńczący ten hymn. Następnie zdecydowana zmiana klimatu, atmosfera się jakby "wycisza", robi się tajemniczo, a na pierwszy plan wychodzą proste dźwięki gitary akustycznej i czysty głos Lake'a. Potem znowu przeskok w zupełnie inny klimat, tym razem kawałek z lekkim przymrużeniem oka - "The sheriff", trochę jak piosenka z beztroskiego filmu dla dzieci, ale efektownie zakończona już potężnym popisem wirtuozerii Emersona, który po tym numerze nie udaje się na odpoczynek, lecz gra utwór "Hoedown", będący w całości pokazem jego możliwości w grze na instrumentach klawiszowych i w wykorzystaniu syntezatorów. Najlepsze nadchodzi jednak dopiero później - wraz z utworem tytułowym. Pierwsze trzy minuty, to może nawet najpiękniejszy, najszlachetniejszy fragment muzyki Emerson, Lake & Palmer, z jakim mieliśmy do czynienia. Zasługa Emersona jest tu nie do podważenia, ale z pewnością nic by z tego nie było bez (znowu) aksamitnego głosu Lake'a. Potem głos ten schodzi na dalszy plan, a na czoło wraca wielki wirtuoz, Keith Emerson. "Living sin", następny kawałek, jest chyba najsłabszą częścią płyty, choć i jemu również nie można odmówić oryginalności, ani nieprzeciętności. Lake prezentuje się tu z nieznanej dotąd strony, śpiewając w istocie... basem. Na deser jednak dostajemy utwór znacznie lepszy i dostojniejszy, "Abbadon's bolero", z racji charakterystycznego rytmu wybijanego na bębnach przywołujący skojarzenia z marszem wojska. Dominuje jednak ponownie niebanalne brzmienie emersonowych klawiszów.
Już z mojego opisu wyraźnie widać, że bohaterowie tego albumu są dwaj: Greg Lake i Keith Emerson. Carl Palmer zdecydowanie w cieniu. Efekt jednak, z całym moim szacunkiem dla wielkiego perkusisty, jest wstrząsająco wspaniały.

The endless enigma - part one - pierwsze dwie (chyba) minuty, to tylko wstęp, właściwa część utworu następuje potem!
Trilogy

3. Yes - Close to the Edge
Kolejne arcydzieło Yes. Tytułowa suita, w swojej złożoności, wielowątkowości oraz jednoczesnej płynności i spójności, pozostaje wzorem dla wszystkich progresywnych grup. Są tu takie błogie fragmenty, podczas których czuję się, jakbym unosił się gdzieś w czarnej, pustej przestrzeni kosmicznej, beztrosko, w stanie nieważkości. Piękne i niepowtarzalne, jest to jedna z tych specyficznych, niezwykłych emocji, których doświadczam tylko i wyłącznie w jednym utworze. Jest to właśnie "Close to the edge".
Pozostałe dwa utwory, choć nie tak imponujące, wciąż genialne i absolutnie nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że jakoś odstają od tytułowego. Są piękne i dopracowane. Zarówno "And you and I", jako ten bardziej sentymentalny i wolniejszy, jak i "Siberian kathru", bardziej hardrockowy i wirtuozerski.

4. Gentle Giant - Three Friends
Kolejny wybitny album Gentle Giant, przez długi czas mój ulubiony, i zarazem pierwszy, z jakim się zapoznałem. O ile pierwszy kawałek jest jedynie lekkim, przyjemnie wprowadzającym w klimat albumu, o tyle drugi - "School days" - jest czymś absolutnie wyjątkowym. Po raz pierwszy miałem okazję usłyszeć dźwięk wibrafonu (bezpodstawnie mylonego z wibratorem) - instrumentu cymbałopodobnego, który w tym utworze dominuje. Jest to dźwięk magiczny, czarodziejski i zupełnie odrywający od rzeczywistości, przenoszący do jakiejś dalekiej, spokojnej krainy, raju. Charakterystycznym elementem twórczości Gentle Giant jest właśnie użycie rozmaitych niecodziennych, nieznanych przeciętnemu zjadaczowi chleba instrumentów muzycznych. Po krótkim wstępie, w którym prezentowane jest nam brzmienie wibrafonu, zaskakuje nas kolejny klasyczny element muzyki tego zespołu - jego wielowarstwowe, klimatyczne chórki, na które składa się kilka boskich głosów.
Ten genialny poziom podtrzymywany jest w następnych kawałkach. W "Working all day" muzycy odsłaniają nam kolejną ważną cechę swojej twórczości - dźwięk saksofonu. Saksofon często odgrywał wiodącą rolę w numerach Gentle Giant. Jeden z członków grupy prezentuje również tę agresywniejszą, mniej grzeczną, a bardziej rockową wersję swojego głosu. Brzmi to równie wybitnie. I tak dalej, i tak dalej, cudna płyta.

School days - to z wibratorem

5. Popol Vuh - Hosianna Mantra
I tu również nie będę szczędził pochwał. Popol Vuh, to bardzo ważny zespół krautrockowy, aczkolwiek jego brzmienie jest szalenie niecodzienne, nawet jak na krautrock. Muzyka z "Hosianna Mantra" swoją szlachetnością i bogactwem niewątpliwie przywodzi na myśl dokonania europejskich kompozytorów muzyki klasycznej, a jeśli miałbym wskazać konkretnego, byłby to z pewnością Edvard Grieg. Muzyka ta posiada ten skandynawski niepokojący, tajemniczy klimat legend o dziwnych górskich stworzeniach, które można ujrzeć nocą, przeplatany z atmosferą bardziej mistyczną, pełną błogiej rozkoszy. Można powiedzieć, że Grieg, gdyby do instrumentów, na które komponował swoje utwory, dołączył gitarę elektryczną, brzmiałby podobnie. Aczkolwiek nadal pozostawałoby w klimacie tego albumu coś wyjątkowego i niezwykłego, czego nikt wcześniej ani później nie zdołał osiągnąć.

Ah!

6. Gentle Giant - Octopus
Gentle Giant to fenomen tego rocznika, wydał dwa fantastyczne albumy, oba należące do ścisłej trójki najlepszych płyt zespołu, obok "Acquiring the Taste" sprzed roku. Na Octopusie muzycy osiągają chyba szczyt swoich możliwości w budowaniu wielogłosowych harmonii. Mamy tego znacznie więcej, niż na wydanym parę miesięcy wcześniej "Three Friends". Oprócz tego, jest jednak ich pierwsza płaczliwa balladka, która zdawała się pozować na komercyjny przebój, co absolutnie nie wypaliło - "Think of me with kindness". Niemniej, mnie osobiście ten utwór bardzo urzeka, choć zupełnie nie w stylu Gentle Giant.

Dog's life

7. Curved Air - Phantasmagoria
Curved Air, ze swoimi skrzypcami elektrycznymi i całością swego niestandardowego brzmienia, wraca na moje listy. Album nieco lżejszy i cichszy od debiutanckiego "Airconditioning", za to bardziej baśniowy, szlachetny i nie mniej piękny. W stosunku do debiutu mamy z pewnością więcej pianina, co właśnie mocno "wygładziło" brzmienie Curved Air.

8. Lucifer's Friend - Where the Groupies Killed the Blues
O ile debiut Lucifer's Friend był ściśle utrzymany w hardrockowej konwencji, o tyle tutaj zachodzi wyraźne przesunięcie w kierunku rocka progresywnego, choć brzmienie Lucyferów absolutnie nie traci na mocy. Wciąż mamy potężną gitarę, niesamowicie ekspresyjny i energiczny wokal Lawtona, ale przy tym dużo więcej niekonwencjonalnych pomysłów muzycznych oraz mniej typowe dla muzyki rockowej instrumenty, jak np. skrzypce. Klimat staje się bardziej ponury, posępny, czasami złowieszczy, o czym świadczą takie utwory, jak "Mother", czy też "Summerdream". Hard rocka jednak nie brakuje, za czym najlepiej przemawia rewelacyjne "Prince of darkness". Najlepszy album w dorobku Lucifer's Friend! Lepszy od zdecydowanej większości płyt Uriah Heep, który to zespół również wielce cenię!

Mother
Prince of darkness

9. Uriah Heep - The Magician’s Birthday
W końcu i oni załapują się do dyszki. Kocham ich twórczość, ale "Salisbury" i "Look at yourself" trafiły na najwspanialszy rocznik wszech czasów - 1971. O ile kolejny album Uriah Heep, "Demons & Wizards", w moim przekonaniu negatywnie odstawał od trzech pierwszych, o tyle wydany po nim tego samego roku "Magician's birthday" jest dla mnie może nawet najlepszy ze wszystkich. Mistrzowsko niepokojące "Sunrise" i "Echoes in the dark", mistrzowsko sentymentalne "Rain", mistrzowsko chwytliwe "Sweet Lorraine", a na deser mistrzowsko hard rockowe i zarazem klimatyczne "The magician's birthday". Również na tej płycie David Byron prezentuje chyba wyżyny swoich zdolności wokalnych, piękna swojego głosu.

10. Jefferson Airplane - Long John Silver
No i w końcu oni, czołowi wykonawcy acid rocka, czołowi idole hippisowskich komun. Nie jest to częsta opinia, ale dla mnie "Long John Silver" jest jedną z najlepszych płyt Jefferson Airplane. Album najdojrzalszy, najbardziej różnorodny. Nie gubi tego tradycyjnego klimatu muzyki Jeffersonów, ale jednocześnie przynosi coś nowego, świeżego. Uwielbiam ten krążek!

Easter
Alexander the medium


No i poza dziesiątką...

11. The Strawbs - Grave New World
Jeden z dwóch najlepszych albumów Strawbsów, jednej z najważniejszych grup folkrockowych. Trudno nie lubić tego swojskiego, wiejskiego głosu Dave'a Cousina rodem z country. Choć nawiązują do country, to muzyka jest dostojna, okazała i złożona. "Grave New World" to album koncepcyjny, porusza temat odkrycia nowego lądu - Ameryki Południowej. Pełen pięknych, emocjonalnych motywów, poruszających serce i duszę.

12. Nektar - A Tab in the Ocean
Pierwsza płyta Nektaru (progresywny zespół rockowy) na tak wysokim poziomie. Taki podziemny klasyk rocka progresywnego. Nektar wyrobił tu swoje stałe, sztandarowe, firmowe brzmienie. Utwory, do których linki tu zapodam, są piękne i nie mogą się Wam nie spodobać.

Desolation valley
King of twilight

13. Lou Reed - Transformer
Po awangardowej twórczości Reeda w Velvet Underground ta jego nowa, nieco popowa, przebojowa strona mocno szokuje. Ale w 100% pozytywnie. Balladki z Transformera, choć z pozoru proste, posiadają cudowną aranżację, bardzo przemyślaną i dopracowaną. Ta ukryta pod płaszczem chwytliwych melodii nietypowość kompozycji pociąga za sobą niezwykle sielankowy, marzycielski nastrój towarzyszący piosenkom. Wystarczy wspomnieć największy przebój Reeda - "Perfect day" - czy równie rewelacyjne "Walking on the wild side", "Andy's chest", "Satellite of love" itp.

14. Focus - Focus III
Długi i zdecydowanie najbardziej wirtuozerski album w dorobku zespołu. Pełno tu wybornych popisów na różnych instrumentach, ale przy tym zupełnie nie brakuje klimatu, czego najlepszym przykładem jest największy hicior z tego albumu, gitarowa "Sylvia". Co do pozostałej części albumu, pełno w tej muzyce dostojeństwa, elegancji i szlachetności, może poza początkiem płyty - na wstępie mamy żwawy, radosny rockowy kawałek, który ma wprawić nas w pozytywny nastrój przed przesłuchaniem całego krążka, zresztą idealnie spełnia swoją misję Wink

Sylvia

15. Genesis - Foxtrot
Jak wspominałem przy okazji poprzedniego rocznika, wyżej cenię "Nursery Cryme". Pogląd dość niepopularny. Niemniej album jest dla mnie trochę mało spójny. Wiem, że to słaby argument, bo sam ubóstwiam mnóstwo albumów "mało spójnych". Ale na tej płycie ta niespójność mnie boli, a na wielu innych legendarnych płytach nie. Coś jest nie tak. "Supper's ready" z kolei jakby na siłę rozciągnięte. Tak naprawdę utwory, które mnie tu prawdziwie olśniewają, to inauguracyjny "Watchers of the skies" (absolutny geniusz) i "Get them out by Friday", z tym małym zastrzeżeniem, że ten drugi właściwie miał już swój pierwowzór w postaci "Return of the giant hogweed" na "Nursery Cryme". Choć cała ta wypowiedź wygląda na krytykę Foxtrota, to w istocie muszę podkreślić, że uwielbiam ten album, ale 1972 to kolejny boski rok...

16. Slapp Happy - Sort of
Zespół znany głównie ze współpracy z kultowym progresywnym Henry Cow, reprezentujący gatunek dziwacznie definiowany jako "awangardowy pop". Określenie to jest dziwne właściwie tylko z pozoru, bo wystarczy tego posłuchać, by dojść do wniosku, że jest to rzeczywiście pop... ale jednak bardzo niecodzienny, nieprzewidywalny, no i bogaty instrumentalnie. No i znowu mamy jedną z tych nielicznych grup wyłamujących się ze schematu, że na wokalu musi być facet. Tu jest kobieta. Podobnie jak w Curved Air, nie przejawia wielkich umiejętności, ale... głos ma intrygujący i klimatyczny. I to właśnie ją słyszymy na tych dwóch albumach Henry Cow: "Desperate Straights" (rewelacyjny, swoją drogą) i "In Praise of Learning".

I got evil
Small hands of stone

17. Caravan - Waterloo Lily
Na tle kilku innych albumów tego jazzrockowego zespołu, ten krążek niezbyt się wyróżnia. Choć niewątpliwie jest bardzo przyjemny i ma parę porywających momentów, ale w istocie brak mu czegoś świeższego. Ale na to przyjdzie czas w roku następnym.

18. Curtis Mayfield - Superfly
Był kiedyś taki krótki okres w dziejach ludzkości, że słuchałem soulu. I parę rzeczy mocno wpadło mi w ucho, a nawet zapadło w pamięć. Jedną z tych rzeczy jest album Mayfielda. Świetna, oryginalna, nowatorska muzyka. No ale czarnuch, więc nie ma prawa być wyżej.

19. Atomic Rooster - Made in England
Kolejna muzyczna odsłona Atomic Rooster. Nie tak przekonująca, jak poprzednie, ale też wspaniała. Tym razem niedoceniony progresywny zespół uderza w funk, troszkę zahaczający o soul. Choć wychodzi mu to naprawdę ładnie, płyta jedynie dociska grupę jeszcze bardziej do komercyjnego dna. Przykre.

20. Stevie Wonder - Music of My Mind
Jeśli znasz Stevie'go Wondera jedynie z "Part time lover", albo (jeszcze potworniejszy przypadek) z "I just called to say I love you", to niniejszym Cię oświecam i masz szansę naprawić swoje marne życie, słuchając albumu "Music of My Mind", którego nie powstydziłby się niejeden ceniony wykonawca łagodniejszych odmian muzyki rockowej, oraz paru innych albumów z lat '70 na podobnym poziomie, na przykład wymienionego jeszcze gdzieś niżej "Talking Book".


Niestety poza dwudziestką:

21. Can - Ege Bamyasi
22. Wishbone Ash - Argus
23. Jade Warrior - Last Autumn’s Dream
24. Beggars Opera - Pathfinder
25. Stevie Wonder - Talking Book
26. Uriah Heep - Demons & Wizards
27. Jethro Tull - Thick as a Brick
28. The Rolling Stones - Exile on Main Street
29. Neu - Neu!
30. Renaissance - Prologue
_________________
2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Faraday



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 476
Skąd: 25 dsf

PostWysłany: Sro Lis 28, 2012 2:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Yes - Close to the Edge
2. Nick Drake - Pink Moon
3. Jethro Tull - Thick as a Brick
4. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars
5. Deep Purple - Made in Japan
6. Deep Purple - Machine Head
7. Lou Reed - Transformer
8. The Rolling Stones - Exile on Main St.
9. Genesis - Foxtrot
10. Black Sabbath - Vol 4
_________________

last.fm
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Dundersztyc19



Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 1356
Skąd: Kuala Lumpur

PostWysłany: Sro Lis 28, 2012 7:02 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zabawne w tym roczniku jest to, że w ostatniej chwili udało mi się dobić do dychy. W poprzedniej edycji miałem tylko 6 pozycji.

1.The Rolling Stones - Exile on Main St.

Z całą pewnością jest to jeden z najlepszych albumów tej grupy. Jest bardzo klimatyczny i świetnie się go słucha jako całość.

2.Marek Grechuta - Droga za widnokres

To jest jeden z albumów Marka Grechuty, który akurat posiadam i z nich wszystkich ten jest zdecydowanie najlepszy. Podejrzewam, że poziomem zbliżony do dwóch poprzednich. Grechuta brzmi tu bardzo klasycznie, przez co całość jest utrzymana w pewnym romantycznym, polskim klimacie. Osobiście bardzo mi się spodobały utwory "Wędrówka" i "Gdziekolwiek". Ten drugi jest bardzo nostalgiczny i wartościowy. Szczerze się dziwię, że nikt nie wytypował go w TOP10 utworów Grechuty. W bonusowych utworach jest rewelacyjna wersja "Korowodu" z koncertu.

3.Deep Purple - Machine Head

To raczej ich mój ulubiony album. Tutaj najfajniej grają. I bardziej trafiają do mnie te mniej popularne utwory typu "Lazy", "Pictures of Home". Moim faworytem i chyba ulubionym utworem Deep Purple jest "Never Before". Chyba do żadnego innego utworu Deep Purple tak się nie przekonałem sam z siebie. Może banał jak na nich, ale to świetny utwór singlowy, daje niezłego kopniaka i jest bardzo nośny. Aż dziw, że tak rzadko go grali na koncertach.

4.Deep Purple - Made in Japan

Nie mnie to oceniać, czy to rzeczywiście najlepsza płyta koncertowa wczechczasów, czy też nie. Tak czy siak w tych wersjach kilka utworów Deep Purple bardziej do mnie trafia i fajnie się słucha, co mogę innego napisać. Że warsztatowo wszyscy świetnie zagrali, Gillan miał świetny głos, a publiczność się spisała? Zauważyłem, że jest tutaj fragment grany przez Lorda, który Kazik sobie wsamplował Cool Niżej od "Machine Head", bo generalnie nie wielbię koncertówek i jestem zwolennikiem albumów studyjnych.

5.Black Sabbath - Vol.4

Kolejna dobra pozycja Sabbatów. Osobiście do mnie trafia.

6.Pink Floyd - Obscured by Clouds

Pink Floydzi nie mają słabych albumów i ten też nie jest, choć i tak jest jednym z tych najsłabszych. Noi też jeden z najsłabiej poznanych przeze mnie. Ale to w sumie dobrze, bo ma potencjał i jeszcze mogę odkrywać utwory. Poziom trochę słabszy, niż w "More", ale muzyka jest ilustracyjna, a oto chodzi.

7.Breakout - Karate


8.Neil Young - Harvest


9.Janis Joplin - In Concert

To dzięki niej udało mi się dobić do dychy Razz Miło wspominam koncertówkę.

10.Jimi Hendrix - Hendrix in the West

Nawet nie wiedziałem, że to z tego roku jest. Bo mam wydanie kasetowe z innym rocznikiem, ale wszystkie inne źródła wskazują na ten rok, więc to musi być ten. I dobrze, bo dzięki niemu mam dziesięć pozycji. Sama koncertówka, to po prostu znane standardy innych wykonawców, takie jak "Sgt. Pepper" czy "Blue Suede Shoes".

Notka:
Korci mnie, żeby poznać anglojęzyczne Niemeny, mimo, iż jakimś wielkim fanem jego nie jestem. I bardzo chętnie poznałbym debiut Jarra, może odsłucham i dodam go jeszcze do listy.
_________________
- Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.


Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Czw Sie 29, 2013 12:12 pm, w całości zmieniany 13 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
Maciej



Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 1329
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sro Lis 28, 2012 9:22 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1.Yes –Close to The Edge
Absolutny kanon prog-rocka.
2.Skaldowie –Krywań Krywań
Arcydzieło na skale światową a przede wszystkim to tutaj jest WIADOMY UTWÓR przy którym blednie 99,9% muzyki rockowej..
3. Banco Del Mutuo Soccorso –Darwin
Album ze wszechmiar kultowy wsród fanów rocka progresywnego.
4.2066 &Then - Reflections On The Future
Kapitalny album pokazujący że i w niemczech w latach 70-tych nie próżnowano i w sumie jedno z bardzo niewielu odkryć queenwizyjnych dla mnie.
5.Procol Harum -Live In Concert with the Edmonton Symphony Orchestra
Legendarna płyta, w zasadzie wszystkie kawałki zabrzmiały lepiej niż w oryginale a epickie „In held twas in I” w tej wersji miażdzy wszystko po drodze.
6.Jethro Tull –Thick as a Brick
Po prostu jedna z ich najlepszych płyt.
7.Time – Time
Wyśmienity acz mało znany prog z jugosławii, ciutkę deep purple, ciut camela, trochę innych rzeczy warto posłuchać
8.Jane –Together
Kolejny niemiecki tym razem floydujący progres
9. Banco Del Mutuo Soccorso - Banco Del Mutuo Soccorso
Perła włoskiej szkoły, klawisze na tej płycie to bajka.
10.The Strawbs –Grave New World
Nie wiem czy moja ulubiona płyta strawbsów bo to na następnej jest mój ulubionych kawałek “Tears and pavan” ale ta całościowo jest nawet równiejsza.

Renaissance -Prologue
Gnidrolog –Lady Lake
Gnidrolog - In Spite Of Harry's Toenail
Pell Mell -Marburg
Focus- 3
Genesis-Foxtrot
Deep Purple- Machine Head
Deep Purple-Made in Japan
Curved Air -Phantasmagoria
Aphrodite's Child –666
Culpeper’s Orchard - Second Sight
Barclay James Harvest - Barclay James Harvest
Ange –Caricatures
Premiata Forneria Marconi –Per Un Amico

Wszystkie płyty z rezerwy byłyby w słabszych rocznikach na szczycie.Piękny album Renaissance (cudowne „Kiev”) ale jeszcze lepszy będzie za rok, dwa absolutnie klasyczne Gnidrologi( naprawde nikt??), Pell Mell którzy wybuchną za rok podobnie jak Genesis, za to Focus ma pecha ale z "Hamburger Concerto" już nie będe się wahał.Dwie wyśmienite płyty Deep Purple, jeśli takie rzeczy są za dyszką to niech najlepiej świadczy co to za rok.Wciąż ciekawe Curved Air, Vangelis z kolegami z największym swoim osiągnięciem w dziedzinie art-rocka, dalej Culpepersi czyli fajny duński coś jakby folk-prog który kiedyś ściągnałem przez pomyłkę Laughing ale okazał się całkiem dobry.Mocne płyty Barclay James Harvest i francuskiego Ange i całość zamyka PFM jeszcze jeden z włoskich gigantów.Pewnie o czymś zapomniałem,może to i dobrze bo miałbym problem gdzie to wcisnąć Wink

p.s dałem skaldow wyżej
_________________
Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose



Ostatnio zmieniony przez Maciej dnia Sob Gru 01, 2012 5:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Sob Gru 01, 2012 5:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

40 lat temu. Prezydentem USA był Richard Nixon, który odwiedził Chiny, Radziecję, a nawet wpadł na dwa dni do Polski. Ponadto wycofał pokojowo przecież nastawionych Amerykanów z Wietnamu. Na Kremlu ciągle siedział Lońka Breżniew. W Polsce mieliśmy słynny gierkowski dobrobyt za kredyt, którego nigdy nie spłaciliśmy. Robotnicy już mieli syrenki, mieszkania w wielkiej płycie, czasem nawet telewizory, życie jak w Madrycie (w którym nota bene rządził stary faszysta Franco). Wojtek Fortuna oddał jedyny dobry skok w swoim życiu i zgarnął za niego wszystkie możliwe nagrody. A Marek Piwowski nakręcił reportaż z konkursu fryzjerskiego i też dostał za niego nagrodę ("za celność satyryczną widzenia negatywnych przejawów współczesnej kultury masowej"). Zapowiedziano budowę pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Nie ma jej do dziś. Na świecie też było ciekawie. Na olimpiadzie w Monachium arabscy terroryści wymordowali reprezentację Izraela. Coppola nakręcił pierwszą część "Ojca chrzestnego". Tymczasem w muzyce rozrywkowej królował rock, a szczególnie były to złote czasy progresywnego rocka, który nie zdążył jeszcze stać się regresywny. Epoka melotronów, hammondów, minimoogów itp. dziwnych instrumentów.
Nie było na świecie żadnych Dag, Bizonów ani Fenderków, a tym bardziej Gnietka, którego rodzice jeszcze wówczas chodzili do szkoły i się nie znali.

1. Skaldowie - Krywań, Krywań
Pomysł, żeby połączyć rocka progresywnego z góralskim folklorem (i nie tylko, słychać także inne inspiracje) był karkołomny, ale jednak chłopcy kojarzeni raczej z bigbeatem wyszli z niego obronną ręką. Nie, to mało powiedziane, oni stworzyli arcydzieło. Oczywiście tytułowa kobyła przyćmiewa kawałki ze strony B, ale mimo swojej nierówności, cała płyta jest świetna.

2. Budgie - Squawk
Iście metalowe riffy, szalone piski gitary w "Hot as Docker's Armpit", fajne akustyczne rzeczy ("Make Me Happy")... Ci goście już na drugiej płycie byli świetni (debiut też podobno nie był zły, ale jeszcze go nie poznałem). Zespół mało znany, tym bardziej ten album, a wielka szkoda.

3. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
To chyba największe przedsięwzięcie muzyczne Różnookiego - concept album, oparta w całości na stworzonej w nim historii trasa koncertowa, odgrywanie postaci Ziggy'ego także poza sceną... Sam album składa się z prostych i krótkich kawałków, ale wszystko tu jest niezwykle dopracowane, chwytliwe i udane. No i gra tu na gitarze Mick Ronson.

4. Scorpions - Lonesome Crow
Nawet i oni w tym czasie grali progresywnie. Ba, świetnie im to wychodziło. Na gitarze prowadzącej zagrał 16-letni Michael Schenker, późniejszy członek UFO. Koleś już wtedy zapodawał niezłe solówki. Płyta zdecydowanie godna uwagi, klimatyczna, przepełniona niepokojem, mająca w sobie jeszcze coś z Floydowej psychodeli.

5. Uriah Heep - Demons and Wizards
Po prosto bardzo klasyczne rockowe granie z naleciałościami progresywnymi. Płyta dość podobna do "Deep Purple in Rock", ale jednak tutaj słyszę więcej emocji niż techniki i bardziej mi się podoba. Charakterystyczne klawisze, głos Byrona i... gwiżdżący czajnik w tle. Razz Cudownie!

6. Genesis - Foxtrot
Nie jest to jeszcze ich najwyższy poziom. Dobre progresywne granie pełne energii, ale właściwie to wszystko.

7. Yes - Close To The Edge
Z tą płytą mam ten problem, że z jednej strony zachwyca mnie jej złożoność, kompozycja, poziom techniczny, ale z drugiej strony brzmienie całości jest tak ujednolicone, że mam wrażenie, że przez 40 minut słucham jednego utworu i odnoszę wrażenie monotonii. Doceniam, szanuję, lubię, ale nie zachwycam się.

8. Trzy Korony - Krzysztof Klenczon i Trzy Korony
Całkiem niezłe, dość ostre rockowe kawałki.

9. Nick Drake - Pink Moon
Tylko gitara akustyczna i cichy, mało ciekawy wokal. Jest to jednak klimatyczne, nawet bardzo.

10. 2+1 - Nowy, wspaniały świat
To jest granie, z jakiego oni są najbardziej znani - kompletnie niezobowiązujący prosty pop z naleciałościami folkowymi, taka polska, gorsza ABBA. Wolę ich w innych, późniejszych odsłonach, jednak takie hity jak "Chodź, pomaluj mój świat" czy "Wstawaj, szkoda dnia" zawsze się miło nuci pod nosem.

Zabrakło miejsca dla "Vol. 4" Black Sabbath, ale niewielka to strata, bo ta płyta obok fajnych kawałków (np. "Snowblind") zawiera też utwory, przy których strzelam facepalma ("FX", "Changes").
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
szymek_dymek



Dołączył: 24 Lis 2004
Posty: 2079
Skąd: Racibórz

PostWysłany: Sob Gru 01, 2012 5:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Genesis - Foxtrot
2. Skaldowie - Krywań, Krywań
3. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy
4. Strawbs - Grave New World
5. Amazing Blondel - England
6. Yes - Close To The Edge
7. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust etc.
8. Wishbone Ash - Argus
9. Stackridge - Friendliness
10. Nick Drake - Pink Moon

Genialny rocznik, a przecież tak wiele fantastycznych rzeczy czeka jeszcze na poznanie (Gentle Giant). Każda z powyższych płyt należy do grona moich ściśle ulubionych i zawędrowałaby wyżej w innych rocznikach, poza ew. Drakiem, którego bardzo lubię, ale na kolana nie padam. Wygrało Genesis z pierwszą płytą, którą poznałem i pokochałem od pierwszego odsłuchu (należę do pasjonatów Supper's Ready, a inne kawałki trzymają równie wysoki poziom). Skaldowie są tu dobrze znani, więc nie muszę komentować. Należałoby jeszcze wytłumaczyć tak niską pozycję Yes: otóż tytułowa suita to jedna z najlepszych rzeczy w muzyce, ale pozostałe dwa kawałki nie wzbudzają już we mnie takich emocji, stąd też niższa ocena płyty jako całości.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Gru 01, 2012 5:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1 Nick Drake - Pink Moon
2 Yes - Close To The Edge (hehe)
3 David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
4 Lou Reed - Transformer
5 Genesis - Foxtrot
6 Jethro Tull –Thick as a Brick
7 Pink Floyd - Obscured by Clouds
8 Deep Purple - Made in Japan
9 Nino Rota - The Godfather
10 Neil Young - Harvest
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kriejtiw



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 384

PostWysłany: Nie Gru 02, 2012 12:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Aphrodite's Child - 666
2. Neu! - Neu!
3. Return to Forever - Return to Forever
4. David Bowie - The Raise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
5. Can - Ege Bamyasi
6. Popol Vuh - Hosianna Mantra
7. Banco Del Mutuo Soccorso – Darwin!
8. Faust - So Far
9. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy
10. Weather Report - I Sing the Body Electric

Pierwsze miejsce dla Vangelisa i Roussosa, którzy nagrywali te czterdzieści lat temu totalnie inny stuff od tego, z czego znamy ich dzisiaj. Niesamowite połączenie greckiego folku, psychodelii, progresu, no i oczywiście Salepu, hehe. Elektryczne krautrocki tuż za nimi. Aż dziw, że członkowie tej wczesnej inkarnacji Kraftwerk tak się rozwinęli. Świetne kompozycje, może z wyjątkiem ostatniej. Dość powiedzieć, że mityczne Hallogallo wcale najlepszym numerem tutaj nie jest. Return to Forever ze świetnym debiutem - latynoskie smaczki nadają temu świetny klimat. Generalnie niesamowity chillout, luz, relaks, o.
David z kwintesencją swych wczesnych dokonań. No i tu gra Mick Ronson, trochę już zapomniany gitarnik - niesłusznie! Jego solo w Moonage Daydream miażdży mózg i topi serca. Sam Bowie (biedne Portland :/) niszczy natomiast w kawkach numer jeden i numer ostatni. Nah, tu w ogóle nie ma słabego kawałka.
Can z albumem dużo lepszym niż to nieszczęsne Tago Mago. Bardziej skondensowany stuff > szamańskie onanizmy. No i to tutaj jest Witaminka. Bardzo fajne Wuje, jak zwykle nieco oniryczne, nieco etniczne, ale też z własnym, nie do podrobienia stylem. Włosi, którzy są uosobieniem słowa "pompa", ale to akurat bardzo przyjemna pompa. + wokalista skończył szkołę operową. Kolejny krautrock na ósmym, szaleństwo, odjazd i No Harm, tyle. ELP już łapiące zadyszkę, choć kawałek tytułowy jest piękny (tylko co tytuł ma wspólnego z tekstem?), From the Beginning to hit, a Bolero ja akurat lubię. Kończymy mocnym, szybkim fusion zagranym w doborowym składzie.

Jedenastka dla solowego Louuuuu. Nie rozumiem fenomenu Close to the Edge, które zdaje się idzie na majstra, a to nie jest nawet najlepszy album Yes, cóż jednak począć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Atrus



Dołączył: 17 Gru 2008
Posty: 1752

PostWysłany: Nie Gru 02, 2012 8:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Lou Reed - Transformer
2. Nick Drake - Pink Moon
3. Roxy Music - Roxy Music
4. Deep Purple - Made in Japan
5. Miles Davis - On the Corner
6. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars
7. Marek Grechuta - Droga za widnokres
8. Neil Young - Harvest
9. Can - Ege Bamyasi
10. NEU! - NEU!

Za dychą Sabbsi, Purple, Stonesi, Hawkwind, Genesis, Jethro Tull, Strawbs, Łyżką Też i Aphrodite's Child. W sumie sporo płyt, ale jeśli chodzi o średni ich poziom, to jednak żal w porównaniu z 1971. Lou na pierwszym, bo czemu nie, to jego najlepszy albo drugi najlepszy solowy album, niech ma. Wszystkie piosenki są co najmniej fajne, a przecież fajność to kryterium nad kryteria. Drake to nieco inna sprawa, to również równy i piękny album, a przy tym jedna z najbardziej emocjonalnie bezpośrednich i wzruszających rzeczy w muzyce ever. Roxy Music dla odmiany glam, blichtr, jazzy tokio szpan i rewelacyjne piosenki, wyprzedzili epokę o milion lat, a bardziej niedocenianego gitarzysty od Manzanery chyba nie ma i nie było. Tzn. na pewno jest i byli, ale nikt nie przychodzi mi w tej chwili do głowy, STFU. Purple, których kiedyś uważałem za koncertówkę wszech czasów - teraz już niekoniecznie, ale jak szczęka opadała w niektórych momentach, tak opada. Miles i jego afrykański free-elektroniczny hindusko-stockhausenowo-awangardowy album, a na nim nowa wersja starej murzyńskiej pieśni MURZYNUMAAAR i John McLaughlin. Bowie trochę przeceniany, ale bez przesady w drugą stronę, to jest przecież świetny album. Suffragette City <3. Grechuta dla odmiany bardzo niedoceniany, uważam tę płytę za niewiele, jeśli w ogóle gorszą niż Korowód, zwłaszcza utwór ją otwierający. Neil Young - również przeceniony, a jakże, trochę przesłodzony orkiestracjami (zwłaszcza w porównaniu z ascetycznymi wersjami tych piosenek na Live at Massey Hall 1971), ale ostatni utwór rekompensuje to wszystko z nawiązką. Na koniec dwa krautrocki, pierwszy naćpańszy, drugi kosmiczniejszy i transowszy. Oba znakomite.
_________________


With my last breath I curse Zoidberg.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
MCwalter01



Dołączył: 30 Maj 2010
Posty: 507
Skąd: spod Wrocławia

PostWysłany: Pon Gru 03, 2012 6:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Lou Reed - Transformer
2. Deep Purple - Machine Head
3. Yes - Close To The Edge
4. Deep Purple - Made In Japan
5. Roxy Music - Roxy Music
6. Genesis - Foxtrot
7. David Bowie - The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars
8. Jethro Tull - Thick As A Brick
9. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy
10. T.Rex - The Slider
_________________
"In fact the whole of Japan is a pure invention. There is no such country, there are no such people." (Oscar Wilde)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 12:09 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1972

1. Yes - Close To The Edge - 83
2. Deep Purple - Machine Head - 78
3. David Bowie - The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars - 69


4. Nick Drake - Pink Moon - 60
5. Deep Purple - Made in Japan - 55
6. Lou Reed - Transformer - 53
7. Genesis - Foxtrot - 45
8. Skaldowie - Krywań, Krywań - 35
9. Jethro Tull - Thick as a Brick - 26
10. Black Sabbath - Vol 4 - 25


11. Uriah Heep - Demons and Wizards - 23
12. Pink Floyd - Obscured By Clouds - 22
13. Emerson, Lake & Palmer - Trilogy - 21
14. Neu! - Neu! - 19
- Uriah Heep - Magician's Birthday - 19
- Wishbone Ash - Argus - 19
17. The Rolling Stones - Exile on Main St. - 17
18. 2066 And Then - Reflections On The Future - 16
- Marek Grechuta - Droga za Widnokres - 16
20. Return To Forever - Return To Forever - 15
- Roxy Music - Roxy Music - 15
22. Banco Del Mutuo Soccorso – Darwin - 12
23. Nino Rota - The Godfather - 11
- Popol Vuh - Hosianna Mantra - 11
24. Aphrodite's Child - 666 - 10
- Stevie Wonder - Talking Book - 10
26. Budgie - Squawk - 9
- Michael Jackson - Got To Be There - 9
- Neil Young - Harvest - 9
- Trzy Korony - Krzysztof Klenczon i Trzy Korony - 9
30. Can - Ege Bamyasi - 8
- The Strawbs – Grave New World - 8
32. Gentle Giant - Three Friends - 7
- Scorpions - Lonesome Crow - 7
34. Alice Cooper - School's Out - 6
- Amazing Blondel - England - 6
- Matching Mole - Matching Mole - 6
- Miles Davis - On the Corner - 6
- Procol Harum - Live In Concert with the Edmonton Symphony Orchestra - 6
- Stevie Wonder - Music Of My Mind - 6
40. Gentle Giant - Octopus - 5
- T.Rex - The Slider - 5
- The Doors - Full Circle - 5
43. Breakout - Karate - 4
- Curved Air - Phantasmagoria - 4
- Time – Time - 4
46. Faust - So Far - 3
- Jane – Together - 3
- Lucifer's Friend - Where the Groupies Killed the Blues - 3
- Michael Jackson - Ben - 3
50. Banco Del Mutuo Soccorso - Banco Del Mutuo Soccor - 2
- Bee Gees - To Whom It May Concern - 2
- Eagles - Eagles - 2
- Janis Joplin - In Concert - 2
- Slade - Slayed - 2
- Stackridge - Friendliness - 2
56. 2+1 - Nowy, wspaniały świat - 1
- Jefferson Airplane - Long John Silver - 1
- Jimi Hendrix - Hendrix in the West - 1
- King Crimson - Earthbound - 1
- Mott The Hopple - All The Young Dudes - 1
- Weather Report - I Sing the Body Electric - 1
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
mumin_king



Dołączył: 14 Cze 2006
Posty: 6343
Skąd: Rzekuń

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 12:10 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAJLEPSZE PŁYTY 1973
_________________


GGP - na spotkanie ze świeżoscią

Bój się bloga NOWOŚĆ Exclamation BLOG MUMINA Exclamation

wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen WP Kontakt
Xavi



Dołączył: 06 Wrz 2010
Posty: 2519

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 12:45 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon
2. Genesis - Selling England by the Pound
3. Led Zeppelin - Houses of the Holy
4. Tom Waits - Closing Time
5. The Who - Quadrophenia
6. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
7. King Crimson - Larks' Tongues in Aspic
8. Roxy Music - For Your Pleasure
9. Mike Oldfield - Tubular Bells
10. Lynyrd Skynyrd - Pronounced Leh-Nerd Skin-Nerd

Na pierwszym druga najlepsza płyta ever (jeszcze, w sensie niżej nie spadnie w moim rankingu, a zawsze może być lepiej), Genesis ze wszystkim co ma najlepsze, zawarł wszystko co za Gabriela było najwspanialsze. Zeppelini z takimi hajlajtami (No Quater czy Rain Song), że nie ma co zbierać, a przecież to jedna z ich równiejszych płyt. Maksymalnie subtelny i chyba dalej mój ulubiony Waits ever, nie wiem czy najlepszy, ale tutaj wracam najczęściej. The Who, które mimo długości absolutnie się nie dłuży, a zamykacz to jedno z lepszych rzeczy ever. Drugie najlepsze Sabbathy moje, jak zwykle potężnie, ale czasami wrzucają w spokojniejsze rejony i też to pięknie wychodzi. Crimsony, które dalej mi do końca nie podchodzą, ale w sumie do niczego konkretnego się przyczepić nie da, może potrzebuje więcej czasu jeszcze. Roxy Music z bardzo stylową rzeczą, szaleństwo i dostojność w jednym a takie Grey Lagoons czy otwieracz to można zaśpiewać do zarzygania. Tubular strasznie przechwalony i z niepojętym faktem większej popularności niż Ommadawn, ale jak już się zapuści to przecież się nigdy nie żałuje. Lynyrd i nie tylko Free Bird przecież.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Bizon



Dołączył: 24 Sty 2004
Posty: 13394
Skąd: Radomsko/Łódź

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 1:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

rok 1972 ode mnie symbolicznie, bo liczyc sie juz nie bedzie. komentarze z poprzedniej edycji:


1. Deep Purple – Made In Japan (CD) – zazwyczaj koncertowek w topach, zwlaszcza w latach tak swietnych dla muzyki, lub daje je gdzies pod koniec listy. Jednak to jest najbardziej znana rockowa koncertowka wszech czasów. I nawet jesli wole generalnie trzeci sklad purpli i jestem fanem koncertowej z lat 74-76, to jednak uczciwie przyznac trzeba, ze to jest plyta wybitna, a wykonania na niej przewyzszają oryginaly i w niektorych przypadkach przyczynily sie znacząco do popularnosci tych wlasnie oryginalow studyjnych.

2. Wishbone Ash – Argus (CD) – absolutnie genialna plyta. Cudowne rzeczy grają tu gitarzysci, a przeciez nie walą 100 dzwiekow na sekunde ani ciezkich riffow. Ale calosc jest znakomicie skomponowana, a przejscia rozne i motywy w poszczegolnych utwprach po prostu cudowne. Uslyszenie najlepszych z tych kawalkow na zywo niedawno bylo na pewno dla mnie sporym przezyciem.

3. David Bowie – The Rise and Fall Of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars (CD) – bowie pisze genialne kawalki, ktore lepiej od niego wykonuje niemal kazdy, kto sie za nie zabierze heh tzn. nie mozna generalnie jego wykonaniom nic szczegolnego zarzucic, ale po prostu nie trafiają w moje gusta. I mimo, ze tu jest troche podobnie, bo wiekszosc tych kawalkow duzo lepiej zagrali cybernautsi, to jednak jest to plyta znakomita i jak na bowiego cholernie przystepna. Do tego cala masa swietnych motywow i melodii, ktore od razu wchodzą do glowy.

4. Deep Purple – Machine Head (CD) – to nie jest plyta az tak rowna jak in rock czy az tak powalająca jak chocby burn. Ale zawiera rzeczy, ktore są najklasyczniejszą klasyką rocka. Solowka gitarowa w HS, niezaleznie od tego ktory z purpurowych gitarzystow ją gral, jest powalajaca i moze czlowieka wpedzic w powazne klopoty jesli sie ją slucha prowadząc samochod heh no i cudowny blindman, ktorego co prawda na pierwszym wydaniu nie bylo, ale pochodzi z tej samej sesji i byl... tylko bisajdem nie granym wlasciwie za czasow blackmore’a! Skandal kurwa!

5. Uriah Heep – The Magician’s Birthday (CD) – ostatnia naprawde bardzo dobra plyta z byronem. Pozniejsze byly juz duzo slabsze, choc nie bez przeblyskow. Dwie plyty wydane w tym roku mają w sobiejeszcze sporą dawke muzycznego geniuszu, glownie kena hensleya. Wiekszosc zaglosowala na D&W, ja jednak odrobine wyzej cenie urodziny magika, chocby przez niesamowity kawalek tytulowy, w wersji studyjnej jednak troche zepsuty. Ale za to nieziemsko zajebisty w wersji koncertowej z duetem lawtona i shawa Wink

6. Uriah Heep – Demons and Wizards (CD) – no i wspomniana druga plyta (a w kolejnosci wydania pierwsza) panow z UH w roku 72. Nieco nierowna momentami, ale zawiera kilka kawalkow, ktore absolutnie nie pozwalają mi na pominiecie jej przy notowaniu top72. a ‘the wizard’ to przeciez klasyka rocka jest, nawet jesli wiekszosc tego forum nie zna tego numeru Twisted Evil

7. Jethro Tull – Thick as a Brick – znam wlasciwie tylko 2 plyty JT, ale obie są niesamowite i obie niezwykle cenie. Dodatkowo, w przypadku tego krazka dochodzi tez cala nieco zwariowana otoczka wokol historii powstania Very Happy bez ulubionych utworow pod spodem bo to przeciez... jeden utwor ponad 40 minutowy, w dodatku niepodzielony za bardzo heh

8. Yes – Close To The Edge – fanem yes ja nigdy chyba nie zostane. Jednak na dluzszą mete nie jest to cos, co do mnie trafia. Ale są kawalki, ktore trafiają jednak, i to bardzo. Takimi są wszystkie 3 na tej plycie. W ulubionych... cala plyta, bo tylko tyle utworow na niej jest...

9. Trapeze – You Are The Music... We’re Just the Band – a teraz wiekszosc z panstwa zrobila dziwną mine... zapomnialem o nich troche przy okazji poprzednich rocznikow

10. Black Sabbath – vol. 4 (CD) – ta plyta jak dla mnie nie dorownuje zadnej z poprzednich, ani dwóm nastepnym. Ale są tam jednak ciekawe numery, tego odmowic im nie mozna. Akurat wystarczająco, zeby zalapac sie na koniec tej dosyc silnej, ale jednak slabszej niz w kilku innych rocznikach, listy.



1973

komentarze w wiekszosci tez z poprzedniej edycji


Najblizej dychy byly:


King Crimson – Larks Tongues in Aspic - troche jak powyzej. nie ogarne nigdy do konca tego zespolu. in the court i red to plyty fantastyczne i genialne i tego im nie odmowie. ale co sie zabiore do czegos jeszcze, to jednak ciezko mi to idzie heh ale oba pierwsze larksy są tak zajebiscie pojebane, ze mimo ze 2 nieprzyswajalnych dla mnie kawalkow na tej plycie, zasluzyla ona na te dyszke. edit 2012: jednak z niej wypadła Razz

Uriah Heep – Uriah Heep Live 1973 (CD) – swietna koncertowka z najlepszą wersją July Morning, jaką slyszalem Wink

Free - Heartbreaker (CD) - pare bardzo fajnych rzeczy, ale momentami dosc ciezko sie tego slucha przez kiepską formę kossa lub tez jego brak na czesci kawalkow.

Aretha Franklin – Hey Now Hey (CD) – kilka naprawde fajnych numerów. Mniej znanych, ale slucha sie ich bardzo dobrze.

Uriah Heep - Sweet Freedom (CD) - nierowna plyta. pare naprawde dobrych numerow i kilka zapychaczy.


1. Pink Floyd – The Dark Side of the Moon (CD) - dzielo wybitne, bez najmniejszych watpliwosci. wlasciwie slowa są zbedne, nic nie odda tego, co jest na tej plycie Wink

2. Black Sabbath – Sabbath Bloody Sabbath (CD, MC) - wielka plyta. zdecydowanie jedna z najlepszych plyt BS i chyba ostatnia naprawde swietna plyta z ozzym. poza 'H&H' juz nigdy wiecej nie zblizyli sie nawet do tego poziomu. edit 2012: obecnie moja ulubiona plyta BS.

3. Genesis – Selling England by the Pound (CD) - edit 2012: przy poprzednim topie bylo na dole listy i do kupienia. no to kupilem i jest duzo wyzej Wink

4. Lynyrd Skynyrd - (pronounced 'lĕh-'nérd 'skin-'nérd) (CD) - chocby za tę plyte mają juz stale miejsce w historii rocka. a free bird zawiera moje ulubione solo w muzyce, chociaz ciezko to solem nazwac... to wlasciwie multisolo heh

5. Queen – Queen - bardzo udany debiut, zdecydowanie jedna z moich ulubionych plyt queen. choc nie do konca rowny. ale to dosc oczywiste u mlodych zespolow. w kazdym razie pierwsze naprawde zajebiste kompozycje juz tutaj są. pewnie mogloby byc z miejsce wyzej, moze nawet dwa, ale skoro niektorzy wrzucają to na sam szczyt list "bo to queen", to ja dla rownowagi przy mniej wiecej rownej klasie plyt na miejscach 5-7, queen wrzuce na 7. Razz edit 2012: a co mi tam, jebne wyzej tym razem. na zlosc tym, co to sie pogodzic nie mogli, że ocenilem wyzej od innuendo Razz

6. Elton John – Goodbye Yellow Brick Road - naprawde swietna plyta. hit na hicie, a trzeba przyznac, ze te wczesne hity eltona byly lata swietlne ponad te pozniejsze... ale ze 2-3 kawalkow generalnie mogloby na niej nie byc i plyta by na tym chyba zyskala, bo jest przydlugawa.

7. David Bowie – Alladin Sane - napisac moge wlasciwie to samo co przy reszcie plyt DB, ktore znam i lubie - swietne numery, tylko aranze wole pozniejsze, zwlaszcza cybernautsów, ktorzy duzo z tej plyty grali Razz ale kompozycyjnie plyta zajebista.

8. Aerosmith – Aerosmith (CD) - naprawde udany debiut no i przede wszystkim juz na nim znajdują sie 2 kawalki przezajebiste, a jeden z nich w dodatku absolutnie piekny i genialny Wink nie kazdy zespol moze sie tym pochwalic.

9. Budgie – Never Turn Your Back On a Friend - dosc czeste przeblyski geniuszu na tej plycie. nie wszystko lykam bez przepity, ale jednak chocby te 3 kawaki ponizej, to jest klasyka rocka w najlepszym wydaniu.

10. Led Zeppelin – Houses Of The Holy (CD) – nierowna. Bardzo mocne momenty, ale tez sporo nudów i dłużyzn. edit 2012: ale od poprzedniego topu jednak do listy doskoczyla, no bo kurwa no quarter...
_________________

if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS

you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
kater



Dołączył: 24 Maj 2006
Posty: 6820
Skąd: Góry Samotne

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 2:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - The Dark Side Of The Moon
2. King Crimson - Larks' Tongues In Aspic
3. Led Zeppelin - Houses Of The Holy
4. Queen - Queen
5. Lou Reed - Berlin
6. Tom Waits - Closing Time
7. Neu! - Neu! 2
8. Fripp & Eno - (No Pussyfooting)
9. Roxy Music - For Your Pleasure
10. John Cale - Paris 1919
_________________

PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG Tlen
whoatemydinner



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 1771
Skąd: Z Mornington Crescent.

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 10:33 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

01 Pink Floyd - The Dark Side of the Moon
niespodzianka
02 Mike Oldfield - Tubular Bells
Najbardziej znany instrumental Oldfielda. Przy otwarciu cz. pierwszej do dziś występują ciary u mnie, jak najbardziej. Zresztą cała część pierwsza jest tak absolutnie niespójna i przesycona pomysłami, że jak jej nie kochać w ogóle. A akustyczna pierwsza połowa części drugiej to jeden z najlepszych soundtracków nocnych ever, bez dwóch zdań.
03 Genesis - Selling England by the Pound
Otwieracz miecie niesamowicie, to samo Firth of Fifth. The Cinema Show kiedyś bardziej doceniałem, ale jak widać straciłem gust w międzyczasie. Generalnie byłaby to płyta bliska ideałowi, gdyby nie Battle of Epping Forest, którego nie znoszę. Ale reszty słucham z niekrytą przyjemnością, a czasami wręcz zapartym tchem.
04 Queen - Queen
W sumie niezły debiut, zdecydowanie bardziej mi mimo wszystko podchodzą kawałki, które zwiastowały ogólny styl później obecny na Q2, ANATO i ADATR (My Fairy King) niż te bardziej hard rockowe rzeczy. Choć Great King Rat jest genialne. Mam też ogromną słabość do The Night Comes Down. Ale cały album jest całkiem przyzwoity.
05 The Who - Quadrophenia
Byłoby ciut wyżej ale mi, w przeciwieństwie do Xaviego, wydawnictwo to się trochę dłuży gdy się słucha w całości. Oczywiście pomysł z leitmotifami dla każdego członka zespołu/persony głównego bohatera jest niesamowicie zrobiony, piosenki też świetne, a już zamykacz, The Real Me, 5:15 oraz Doctor Jimmy szczególnie, ale... no podobnej długości The Wall nie słucha mi się aż tak nużąco jak tego mimo wszystko. Ale lubię oczywiście.
06 King Crimson - Larks' Tongues In Aspic
KC to dla mnie zbyt inteligentna muzyka, ale podwójny utwór tutułowy oraz Easy Money wielbię niesamowicie. No i ta płyta ma klimat, który mi się dość mocno podoba.
07 Lynyrd Skynyrd - Lynyrd Skynyrd
Jest oczywiście solo we Free Bird, ale coś jeszcze w tym albumie musi być, bo jednak zapełniłem nim swego czasu TOP10 Lynyrd Skynyrd. I nie, fakt, że znam tylko ten album nie jest aż tak ważny, bo gdyby był słaby, to bym w ogóle nie robił takiego rankingu. Razz O, I Ain't the One i Simple Man też rox mocno, sobie przypomniałem.
08 Paul McCartney and the Wings - Band On The Run
Dawno niesłuchałem, ale pamiętam, że przeboje (tytułowy, Jet) i 1985 z powtórzeniem motywu z początku albumu były dość spoko. Przypomnę sobie jeszcze myślę, ale pod koniec stawki to chyba tak akurat myślę.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
OberstPrymas



Dołączył: 24 Kwi 2010
Posty: 2830
Skąd: Świebodzice

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 1:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon

Głupio się przyznawać, ale jakoś wyjątkowo długo dojrzewałem do tego krążka. Teraz już chwyciło i to jak - to chyba mój ulubiony album EVER.

2. Led Zeppelin - Houses of the Holy

Bardzo lubię. Jest tu parę znakomitych numerów, które stanowią ponad połowę płyty. Dziwnie na niej brzmią ścieżki numer 4,5 i 6. Czyli The Crunge, Dancing Days i Dżamajka'. Ale osobiście lubię te utwory. Taka trochę inna twarz Zeppów.

3. Queen - I

Guzik ze mnie za fan chyba, bo średnio przepadam za ich debiutem. Po Liar poziom leci ostro na mordę. W zasadzie taka twarz Queen średnio mi pasuje. Za dużo tu hard rocka, a za mało pedalstw. I jeszcze ta kulejąca produkcja. Gdzie jest moc perkusji, ja się pytam?
_________________
FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
lookaug



Dołączył: 03 Mar 2009
Posty: 1012
Skąd: Włocławek

PostWysłany: Wto Gru 04, 2012 2:11 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

1. Pink Floyd - The Dark Side of the Moon *
2. Black Sabbath - Sabbath Bloody Sabbath
3. Elton John - Goodbye Yellow Brick Road
4. Led Zeppelin - Houses of the Holy
5. Genesis - Selling England by the Pound
6. Queen - Queen
7. Budgie - Never Turn Back on a Friend
8. Mike Oldfield - Tubular Bells
9. King Crimson - Larks' Tongues in Aspic
10. John Cale - Paris 1919

..czyli płyta, która ma niepowtarzalną szansę zgarnięcia wszystkich pierwszych miejsc. Ale i tak pewnie ktoś zjebie.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 34, 35, 36  Następny
Strona 6 z 36

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek