| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Najlepsze Płyty |
| Disco Polo |
|
1% |
[ 1 ] |
| Tektoniczne |
|
11% |
[ 6 ] |
| Sztampowy żart o winylach |
|
3% |
[ 2 ] |
| Queen |
|
25% |
[ 13 ] |
| Naprawdę bardzo mnie ciekawi jakie, naprawdę |
|
25% |
[ 13 ] |
| o zimowiskach |
|
1% |
[ 1 ] |
| te które typuje Mefju |
|
19% |
[ 10 ] |
| jebać to |
|
9% |
[ 5 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 51 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Sro Lis 14, 2012 4:32 pm Temat postu: |
|
|
Mocarny rocznik!
SYD BARRETT The Madcap Laughs
BLACK SABBATH Black Sabbath
THE DOORS Morrison Hotel
THE TEMPTATIONS Psychedelic Shack
PAUL McCARTNEY McCartney
THE JACKSON 5 Abc
THE BEATLES Let It Be
DIANA ROSS Diana Ross
DEEP PURPLE In Rock
FREE Fire And Water
THE DOORS Absolutely Live
STEVIE WONDER Signed, Sealed & Delivered
THE JACKSON 5 Third Album
BLACK SABBATH Paranoid
CURTIS MAYFIELD Curtis
SANTANA Abraxas
LED ZEPPELIN Led Zeppelin III
PINK FLOYD Atom Heart Mother
GENESIS Trespass
DAVID BOWIE The Man Who Sold The World
SYD BARRETT Barrett
GEORGE HARRISON All Things Must Pass
WISHBONE ASH Wishbone Ash
FREE Highway
NIEMEN Enigmatic
01 FREE Fire And Water
02 BLACK SABBATH Paranoid
03 DEEP PURPLE In Rock
04 NIEMEN Enigmatic
05 LED ZEPPELIN Led Zeppelin III
06 THE JACKSON 5 Third Album
07 STEVIE WONDER Signed, Sealed & Delivered
08 THE DOORS Morrison Hotel
09 DIANA ROSS Diana Ross
10 PAUL McCARTNEY McCartney _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michalzbiku95

Dołączył: 26 Lut 2010 Posty: 995 Skąd: Warszawa - Bielany
|
Wysłany: Sro Lis 14, 2012 5:57 pm Temat postu: |
|
|
1.Black Sabbath – Paranoid
2.Led Zeppelin – III
3.The Beatles – Let It Be
4.Emerson, Lake & Palmer - Emerson, Lake & Palmer
5.Black Sabbath – Black Sabbath
6.Free – Fire And Water
_________________ Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kriejtiw

Dołączył: 04 Lut 2012 Posty: 384
|
Wysłany: Sro Lis 14, 2012 9:08 pm Temat postu: |
|
|
1. Miles Davis - Bitches Brew
2. Emerson, Lake & Palmer - Emerson, Lake & Palmer
3. Amon Düül II - Yeti
4. Atomic Rooster - Death Walks Behind You
5. Van Der Graaf Generator - H To He Who Am The Only One
6. Deep Purple - Deep Purple In Rock
7. King Crimson - In the Wake of Poseidon
8. Frank Zappa - Burnt Weeny Sandwich
9. Tomasz Stańko Quintet - Music for K
10. Herbie Hancock - Mwandishi
Ah uhm.
Okej, All Star Game jazzmanów na pierwszej pozycji. Wspaniałe brzmienie klawiszy wszelakich; odjazdy fusionowe, nie zmierzające przy tym do przysłowiowego donikąd. Dużo jeszcze podobnych klisz mógłbym wyprodukować, ale nie widzę w tym sensu. No dobra, popis Davisa w Miles Runs the Voodoo Town to mój ulubiony występ tego trębacza, a John McLaughlin jest bardzo niedoceniany. Wystarczy.
Na drugim ELP. Można mówić o nich wiele, można gadać jakim to onanistą jest Emerson, że Lake grał na perskim dywanie, że Palmer nie komponował, blabla. Ale! Nie można odmówić im talentu, a ten album to chyba najbardziej skondensowany LP ELP ever. Talent został genialnie połączony z przebojowością, no i oczywiście TEN wokal. Dwóch pierwszych albumów tego trio to nie wiem, jak można nie lubić, słuchając jednocześnie progresu w dużych dawkach.
Szwaby, którzy byliby... a może nawet i na pierwszym, gdyby tylko nie te cholerne improwizacje. Są nudne, bez polotu i totalnie bezsensowne. Wszystko nagrane w studio jest monumentalne, wspaniałe i absolutnie niszczące. Część na żywo - meh. Wyobraźcie sobie Can połączone z Led Zeppelin - robi wrażenie, c'nie?
Nuklearne Koguty są wysoko, czemu? Ano bo już raczej później szans u mnie nie mają, a to jest bardzo fajny hard rock z gęstym użyciem klawiszy. Nie prog, a coś bardziej w stylu DP in Rock (które jest w sumie całkiem proggy, ale sami wiecie...). No i opus magnum Vince'a Crane'a. Zasłużył.
VDGG ze swoim jedynym słuchalnym w stu procentach albumem, a piąte miejsce za: and you kill all that come NEEEEAR YOOOOOU OOO WHOOOO-OOOOOOO, Cause you can't have two killers LIVINNN' IN THEEE SAMEEE PAAAAA-AAAAD.
Whoooh, get out of here!
Purple z jednym z nielicznych ich albumów, które naprawdę lubię. Moc, siła, potęga, słownik synonimów.
King Crimson ze świetnym albumem, który dla mnie nie jest kopią debiutu. Jasne, ustępuje mu nieco klasą, a Epitaph of Poseidon King to... Epitaph of Poseidon King, ale ja bardzo lubię ten longplay. W sumie ma pecha, że wyszedł zaraz po ITCOTCK, nieważne. Zawsze lubiłem Cat Food i Devil's Traingle, no i śpiewa tu Greg, gra tu pewien Keith (a podobno nawet i dwóch, hehe), a skład z Gilesem i Collinsem zawsze spoko. Okładka super, mhm.
Franciszek znów w dole, szkoda, bo Kanapka wiele Hot Rats nie ustępuje, bardzo fajne, luzackie fusion w stylu Zappy. Konkurencja za mocna na top5 niestety.
Stańko w hołdzie Komedzie. Dobry i ciekawy album ze Zbyszkiem Seifertem na skrzypcach. Jezu, nie. Na saksofonie. Wszechstronny był z niego ziomek. To nie jest jeszcze crème de la crème Tomka, ale i tak jest bardzo dobrze.
Ostatnie miejsce... miał być Lizard, ale postanowiłem wspomóc relatywnie nieznanego Hancocka. Owszem, Kingi mają genialne Cirkus, a Herberta słuchałem tylko jakieś pięć razy. Z drugiej strony - przy każdym odsłuchu odkrywam coś nowego, więc w sumie może być tylko lepiej... A tam, niech Herbie będzie klamrą dla tego topu.
Wywaliłem tyle płyt, że aż żal. Nie będę ich tu wszystkich wypisywał, ale na dwunastym było Soundtracks Can, które gdyby tylko zawierało choć jedną rzecz na poziomie Mother Sky, walczyłoby o najwyższe laury. Damnit.
Zapomniałem o czymś? Bardzo możliwe, być może będą Edytki. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Czw Lis 15, 2012 1:34 pm Temat postu: |
|
|
Duży wybór albumów na wysokim poziomie sprawia, że musiałem wywalać płyty, które mimo wszystko chciałem widzieć w tej dyszce. Całkiem porządnie zaczyna się ta dekada. Już jest lepsza, niż jakikolwiek rocznik z lat sześćdziesiątych.
1.Niemen - Enigmatic
Zdecydowanie najlepszy album Niemena, jaki może być i wybija się bardzo ponad resztę. Tutaj, jak nigdzie indziej w parze idą przystępność i progresja. I to jest właśnie klucz do sukcesu tego albumu. Oczywiście w dużej mierze sukces jest z powodu otoczki i "Bema pamięci żałobny - rapsod". Pewnie nie będę oryginalny, dla mnie to najlepsze i najbardziej emocjonalne dzieło Niemena. I nawet w ogóle nie przeszkadza to, że ten wstęp zajmuje z połowę czasu utworu. Wręcz odwrotnie, wszystko jest na swoim miejscu. Od razu dostaje się kopniaka, po którym można spokojnie odstawić twórczość Niemena z Akwarelami. Druga strona też jest świetna, to dzięki saksofonowi, który tak lubię. Taki Niemen naprawdę do mnie trafia, to jedyny album, który słuchałem już ponad 2 razy i ciągle mam ochotę. Wcześniejsze Niemeny, to nudne big-beatowe plumkania, a kolejne Niemeny są dla mnie dość trudne do ogarnięcia. A ten album łączy w sobie te dwa Niemeny, dzięki czemu efekt jest naprawdę znakomity. Zanim poznałem ten album, wiedziałem, że będzie mi się podobał i się nie pomyliłem. Aż szkoda, że inne jego albumy tak mi nie podchodzą, na tym jego twórczość traci.
2.The Beatles - Let It Be
Za to ja wychodzę na oddanego Beatlesom do końca. Ten album także bardzo lubię za pewien specyficzny klimat. I oczywiście za utwory. "Let It Be" i "The Long and Winding Load" są bardzo emocjonującym balladami i mają dla mnie wydźwięk końca i za to jest kocham. A przecież tutaj jeszcze są "I Me Mine", dla mnie najlepszy utwór Harrisona, pełne uroku "Two of Us", "Dig a Pony" czy "Across The Universe". "I've Got a Feeling" to też zacna piosenka. Generalnie ta płyta kojarzy mi się z dniem, w którym była premiera najlepszego odcinka Kapitana Bomby "Kutanoid", więc mam do niej emocjonalny stosunek. A tak poza tym, to kawał niezłego grania.
3.Pink Floyd - Atom Heart Mother
Kolejne zacne dzieło w dyskografii zespołu. Oczywiście w dużej mierze dzięki kompozycji tytułowej. Pozostałe utwory też przyczyniają się do tego, że można nazwać ten album dziełem. "Psychodeliczne śniadanie Alana" i niedawno odkryte przeze mnie cudo "Summer '68".
4.Simon and Garfunkel - Bridge Over Trouble Water
Wychodzi na to, że to ich najlepszy album w dyskografii. Ma przecudne klasyki, ale też sam w sobie stanowi jakby pożegnanie, poza tym najzwyczajniej w świecie ma porządne utwory i tyle.
5.Black Sabbath - Paranoid
To raczej mój ich ulubiony album, ale to dlatego, że darzę go największym sentymentem. To właśnie utwory typu "War Pigs" czy "Iron Man" najbardziej kojarzę ze swojego dzieciństwa. Wszystkie utwory są udane, a już na pewno klasyki, mają swój urok.
6.Santana - Abraxas
Lubię Santanę, a skoro to jedno z jego najlepszych dzieł, to tym bardziej. Bardzo lubię utwory w stylu "Samba Pa Ti".
7.Derek and The Dominos - Layla and Other Assorted Love Songs
Przyjemny album, jedno z lepszych dokonań Claptona, moja osobista perła to "Bell Bottom Blues", najlepsza rzecz, jaką nagrał.
8.The Doors - Absolutely Live
No cóż, porządna koncertówka, łatwo się wkręcić w jej klimat. Powiedzmy, że zasłużyła sobie na miano ich najlepszej. Nie wierzę, że Mefju jej nie zna, chyba coś źle przeczytałem.
9.Hendrix - Band of Gypsys
Kolejna zacna koncertówka z tego rocznika. Może nawet powinienem dać ją wyżej niż Doorsów.
10.The Doors - Morrison Hotel
Taki dobry album, choć czegoś mi w nim brakuje. "Waiting For The Sun" to mój faworyt, prawdziwie doorsowy. "Roadhouse Blues", "You Make Me Real", "Ship of Fools" czy "Land Ho!" są naprawdę dobre. E, no w sumie wszystko jest w porządku, o co mi chodzi?!
Tuż za 10:
- Deep Purple - Deep Purple in Rock
- Black Sabbath - Black Sabbath
- The Who - Live at Leeds
- Led Zeppelin - Led Zeppelin III
- Andrew Lloyd Webber and Tim Rice - Jesus Christ Superstar
Notka:
Deep Purple miało być na 10, ale przypomniałem sobie o Hendrixie. Niestety to smutna prawda o mnie, że nie pasuję do tego forum, ani na prawdziwego fana rocka, bo ten Purple aż tak mnie nie powala. Fajny, ale nic ponad to, zdecydowanie wolę "Machine Head".
Debiut Sabbatów jest dziwny. Nawet nie jest taki, jak mogłaby sugerować okładka. Bo w zasadzie tylko tytułowy jest prawdziwie mroczny. Niestety jeden prawdziwie wybitny utwór nie starcza u mnie, by płyta była bardzo wysoko ceniona. To znaczy, ja lubię ten album, pozostałe utwory są ciekawe. Ale niestety jakoś nie przyniosły tej płyty do TOP10, taki mocny rocznik. Wydaje mi się być nie równy, przez co przegrał.
Koncertówka The Who może być, ale ja nie szaleję za tym zespołem, trójki Cepów też niestety nie lubię, z "Tangerine" na czele.
Jeśli mowa o albumach z tego rocznika, to bardzo chciałbym poznać całość debiutu Marka Grechuty. Bo raczej nie ma co typować albumu, z którego zna się tylko największe przeboje. I na właściwy (tak jakby) debiut Lennona też mnie korci. _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.
Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Czw Sie 29, 2013 12:04 pm, w całości zmieniany 17 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Nie Lis 18, 2012 12:59 am Temat postu: |
|
|
1. Black Sabbath - Paranoid
2. Led Zeppelin - III
3. Deep Purple - In Rock
4. Black Sabbath - Black Sabbath
5. Miles Davis - Bitches Brew
6. Nick Drake - Bryter Layter
7. Pink Floyd - Atom Heart Mother
8. John Lennon - Plastic Ono Band
9. Free - Fire and Water
10. Syd Barrett - The Madcap Laughs _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
MCwalter01

Dołączył: 30 Maj 2010 Posty: 507 Skąd: spod Wrocławia
|
Wysłany: Nie Lis 18, 2012 7:07 pm Temat postu: |
|
|
1. Deep Purple - In Rock
2. Emerson, Lake & Palmer - Emerson, Lake & Palmer
3. King Crimson - Lizard
4. Led Zeppelin - Led Zeppelin III
5. Pink Floyd - Atom Heart Mother
6. Black Sabbath - Paranoid
7. The Doors - Absolutely Live
8. Niemen - Enigmatic
9. The Doors - Morrison Hotel
10. Black Sabbath - Black Sabbath _________________ "In fact the whole of Japan is a pure invention. There is no such country, there are no such people." (Oscar Wilde) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Nie Lis 18, 2012 8:52 pm Temat postu: |
|
|
Art Ensemble of Chicago - Les stances à Sophie
Syd Barrett - The Madcap Laughs
Black Sabbath - Paranoid
David Bowie - The Man Who Sold the World
Can - Soundtracks
Deep Purple - Deep Purple in Rock
The Doors - Morrison Hotel
Nick Drake - Bryter Layter
Free - Highway
Genesis - Trespass
Jimi Hendrix - Band of Gypsys
King Crimson - In the Wake of Poseidon
Pink Floyd - Atom Heart Mother
Soft Machine - Third
T2 - It'll All Work Out in Boomland
Van der Graaf Generator - The Least We Can Do Is Wave to Each Other
Van der Graaf Generator - H to He Who Am the Only One
Simon & Garfunkel - Bridge Over Troubled Water
Tim Buckley - Starsailor
Tomasz Stańko - Music for K (Polish Jazz, Vol. 22)
Nucleus - Elastic Rock
Syd Barrett - Barrett
King Crimson - Lizard
1. Miles Davis - Bitches Brew
2. Black Sabbath - Black Sabbath
3. Neil Young - After the Gold Rush
4. Led Zeppelin - Led Zeppelin III
5. Nico - Desertshore
6. The Stooges - Fun House
7. John Lennon - John Lennon / Plastic Ono Band
8. Bill Fay - Bill Fay
9. Free - Fire and Water
10. Van der Graaf Generator - H to He Who Am the Only One
Taaaaaak. Top 10? Miałbym problem ze zmieszczeniem się w Top 20. Skoro wylecieć musiały takie rzeczy jak oba VDGG, oba Sydy, Sabbath, Bowie, Drake, Floydzi i przede wszystkim Purple - można ośmielić się powiedzieć, że to całkiem niezły rocznik. Pierwsze miejsce dla Milesa, z jego być może najlepszą płytą, i chyba najważniejszą płytą fusion ever. Płyta, na której ogarnięcie trzeba poświęcić wiele, wiele czasu. Płyta, która nigdy się nie znudzi. Na drugim debiut Sabbath, esencja hard rocka, czy jakkolwiek inaczej chcemy to nazwać. A to i tak jeszcze nie ich najlepszy album. Neil Young na trzecim, nieco nierówna to płyta, ale Southern Man czy tytułowy należą do najlepszych rzeczy, jakie nagrał. Trójka Zeppów czyli klasyk nad klasyki, proto-Current 93 w wykonaniu Nico (miłość), czysta energia The Stooges, najlepszy Lennon i najlepszy solowy album ex-Beatlesa ever, kameralny Bill Fay - coś dla fanów debiutu Drake'a, najlepsze Free i najbardziej jazzowy Fripp. Do tego co najmniej 10 płyt, które powinny być w Top10, a z powodów formalno-matematycznych ich nie ma; oraz drugie 10, których po prostu szkoda, bo są znakomite. Plus milion, których nie znam, a powinienem.
A to i tak nie jest jeszcze nawet Top3 jeśli chodzi o najtrudniejsze roczniki.
EDIT: no i stało się, wyleciał Krimzon, i jestem teraz hipsterski jak braciaki, ale ta płyta VDGG jest jednak lepsza. Zresztą w przyszłym roczniku sytuacja będzie znacznie zabawniejsza, bo oba zespoły akurat wydały swoje najlepsze płyty. _________________
With my last breath I curse Zoidberg.
Ostatnio zmieniony przez Atrus dnia Pon Lis 19, 2012 3:03 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Nie Lis 18, 2012 11:38 pm Temat postu: |
|
|
1. Black Sabbath - Black Sabbath
Bardzo mnie to cieszy, że większość daje więcej punktów debiutowi niż "Paranoid" (w survivorze debiut odpadł szybciej, ale widocznie poszliście po rozum do głowy). Wprawdzie tylko pierwszy, tytułowy utwór był naprawdę rewolucyjny, ale inne też zawierają nośne riffy, świetną perkusję (zwłaszcza "The Wizard") i potężny, nisko strojony bas. Tylko Ozzy mi tu przeszkadza (oprócz utworu tytułowego - on się urodził do zaśpiewania go), ale już właściwie się przyzwyczaiłem.
2. Czesław Niemen - Enigmatic
Co jak co, ale tu zdecydowanie nie chodzi o sentyment - to naprawdę jest płyta na światowym poziomie. Niemen przygotował progresywnorockowe (dodajmy, że ten gatunek wtedy dopiero się na dobre rodził) aranżacje klasycznej w większości poezji i wyszedł obronną ręką. Brawo!
3. Emerson, Lake & Pamer - Emerson, Lake & Palmer
Zespół, który naprawdę zasłużył na miano supergrupy - wszyscy trzej członkowie byli znani już wcześniej i potrafili znaleźć wspólny język. Im dłużej istnieli, tym gorsze rzeczy nagrywali, ale zaczęli z naprawdę wysokiego poziomu. To jest dzieło rocka progresywnego, choć trzeba przyznać, że technika często góruje tu nad klimatem czy przekazywaniem emocji. No ale taki "Lucky Man" klimat zdecydowanie ma.
4. Klan - Klan (EP)
Znów rodzimy prog rock. Znalazły się tu tylko cztery piosenki - niemenowskie, najbardziej znane "Z brzytwą na poziomki biegam", przejmujące "Automaty", "Gdzie jest człowiek" i "Nie sadźcie rajskic jabłoni". Mogło być więcej, bo w tym samym czasie zespół nagrał także inne wspaniałe utwory, np. "Ani ty" czy "Pociągi", ale już to, co jest, wystarcza na tak wysokie miejsce.
5. Van der Graaf Generator - H to He, Who Am the Only One
Tak, tak, kolejny progres, ale ja po prostu uwielbiam ten gatunek. Zespół poznałem dzięki Queenwizji. Warto było. Zespół rockowy, w którym gitarę zastępuje saksofon, w którym wokalista wyrabia cuda ze swoim głosem. Wspaniałość.
6. John Lennon - John Lennon/Plastic Ono Band
O ile każdy z pierwszych pięciu albumów uważam za wspaniały, wielki i w ogóle, to tu nastąpiło tąpnięcie. Solowy album Lennona to utwory watersowkie w tekstach (nawet "Mother" przypomina tekst późniejszego "Mother" Pink Floyd) i porządnie zagrane, ale... wszystko jest tu takie zwyczajne, nic nie zaskakuje (może poza wybuchem kończącym "Remember" ), bywają fragmenty monotonne. Dobre to, ale tylko dobre.
7. Kraftwerk - Kraftwerk
Wprawdzie zespół (wówczas będący tylko duetem) nie przyznaje się do swoich pierwszych trzech płyt, ale to one były najbardziej eksperymentalne, bezkompromisowe i interesujące... choć bywało też, że mało słuchalne. Tu ze słuchalnością jeszcze nie jest źle... chociaż na "Stratovariusa" z tego albumu prawie nikt nie chciał głosować w QW.
8. Marek Grechuta & Anawa - Marek Grechuta & Anawa
Niemal same przeboje... choć to niezupełnie muzyka rozrywkowa, raczej poezja śpiewana. Ewidentny klasyk w swoim gatunku. Dałem tak nisko tylko dlatego, że nie za bardzo lubię ten gatunek.
9. Creedance Clearwater Revival - Pendulum
Po prostu kawał dobrego, klasycznego hard rocka ze słynnym "Have You Ever Seen the Rain" na czele.
10. Deep Purple - In Rock
Niby to klasyk w dziedzinie hard rocka... ale na tym albumie Purple byli bardziej progresywni niż hardrockowi. Jest to płyta wielka, z szalonym, zabójczym wręcz tempem, pokazująca wielkie możliwości techniczne poszczególnych członków zespołu, ale jednak za tą techniką nie słyszę autentycznych emocji. Dla mnie zarzut stawiany ELP pasuje do Purpli zdecydowanie bardziej. No i co tu kryć, brzmienia Deep Purple też do końca nie lubię. Nie zmienia to faktu, że np. uznaję, iż "Child in Time" słusznie jest powszechnie wielbione (w przeciwieństwie do Zeppeliowego "Stairway to Heaven").
Zabrakło miejsca dla jeszcze wielu zdecydowanie udanych płyt, choćby "The Man Who Sold the World" Bowiego, "Atom Heart Mother" Pink Floyd (ale piosenek z tego albumu słucham zwykle w wersjach live, samego albumu aż tak bardzo nie cenię), drugiej płyty Black Sabbath czy "Starsailor" Tima Buckleya (no ale to album w części przekombinowany, a takiego "Monterey" nie daję rady słuchać). Nie wiedziałem też co zrobić z "Lizard" King Crimson, bo o ile utwór tytułowy (bądź co bądź, to polowa albumu) uwielbiam (też uważam, że to jeden z lepszych występów Andersona), to reszta płyty mi nie wchodzi zupełnie. Poza tym uważam, że Gordon Haskell pasował do tego zespołu jak pięść do oka. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Lis 19, 2012 5:26 pm Temat postu: |
|
|
NAJLEPSZE PŁYTY 1970
1. Deep Purple - In Rock - 114
2. Led Zeppelin - III - 100
3. Black Sabbath - Paranoid - 80
4. Black Sabbath - Black Sabbath - 75
5. Pink Floyd - Atom Heart Mother - 69
6. Niemen - Enigmatic - 55
7. Emerson, Lake & Palmer - Emerson, Lake & Palmer - 47
8. King Crimson - Lizard - 46
9. Free - Fire And Water - 45
10. Miles Davis - Bitches Brew - 40
11. King Crimson - In The Wake Of Poseidon - 26
12. John Lennon - Plastic Ono Band - 24
13. The Beatles - Let It Be - 22
- The Doors - Morrison Hotel - 22
15. Genesis - Trespass - 17
16. Simon And Garfunkel - Bridge Over Troubled Water - 15
17. Nick Drake - Bryter Layter - 13
18. Van Der Graaf Generator - H To He Who Am The Only One - 12
19. Atomic Rooster - Death Walks Behind You - 9
- Free – Highway - 9
21. Amon Düül II - Yeti - 8
- Neil Young - After the Gold Rush - 8
23. Klan - Klan (EP) - 7
- Marek Grechuta - Marek Grechuta i Anawa - 7
- The Doors - Absolutely Live - 7
- Uriah Heep – Very ‘eavy, Very ‘umble - 7
27. Curved Air - Airconditioning - 6
- David Bowie – The Man Who Sold The World - 6
- Nico - Desertshore - 6
30. Santana - Abraxas - 5
- The Jackson 5 - Third Album - 5
- The Stooges - Fun House - 5
32. Derek and The Dominos - Layla and Other Assorted Love Songs - 4
- Jimi Hendrix - Band of Gypsys - 4
- Kraftwerk - Kraftwerk - 4
- Lucifer’s Friend - Lucifer's Friend - 4
- Stevie Wonder - Signed, Sealed & Delivered - 4
- The Who - Live At Leeds - 4
- Yes - Time And A Word - 4
39. Bill Fay - Bill Fay - 3
- Caravan - If I Could Do It All Over Again - 3
- Exuma - Exuma - 3
- Frank Zappa - Burnt Weeny Sandwich - 3
- George Harrison - All Things Must Pass - 3
44. Amazing Blondel - Evensong - 2
- Creedance Clearwater Revival - Pendulum - 2
- Diana Ross - Diana Ross - 2
- Syd Barrett - The Madcap Laughs - 2
- Tim Buckley - Starsailor - 2
- Tomasz Stańko Quintet - Music for K - 2
50. Alice Cooper - Easy Action - 1
- Herbie Hancock - Mwandishi - 1
- Paul McCartney - McCartney - 1
- The Velvet Underground - Loaded - 1
- Trapeze – Medusa - 1 _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Lis 19, 2012 5:27 pm Temat postu: |
|
|
NAJLEPSZE PŁYTY 1971 _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Pon Lis 19, 2012 7:20 pm Temat postu: |
|
|
KLAN Mrowisko
MAREK GRECHUTA & ANAWA Korowód
JIMI HENDRIX The Cry Of Love
STEVIE WONDER Where I'm Coming From
THE JACKSON 5 Maybe Tomorrow
THE TEMPTATIONS Sky's The Limit
THE ROLLING STONES Sticky Fingers
THE DOORS L.A Woman
PAUL McCARTNEY Ram
MARVIN GAYE What's Going On
EMERSON, LAKE & PALMER Tarkus
DIANA ROSS Surrender
ISAAC HAYES Shaft
THE WHO Who's Next
TEN YEARS AFTER A Space In Time
JOHN LENNON Imagine
URIAH HEEP Look At Yourself
WISHBONE ASH Pilgrimage
PINK FLOYD Meddle
THE STYLISTICS The Stylistics
LED ZEPPELIN Led Zeppelin IV
GENESIS Nursery Cryme
DAVID BOWIE Hunky Dory
AMERICA America
KING CRIMSON Islands
01 MARVIN GAYE What's Going On
02 PINK FLOYD Meddle
03 THE WHO Who's Next
04 STEVIE WONDER Where I'm Coming From
05 LED ZEPPELIN Led Zeppelin IV
06 THE DOORS L.A Woman
07 TEN YEARS AFTER A Space In Time
08 WISHBONE ASH Pilgrimage
09 ISAAC HAYES Shaft
10 JOHN LENNON Imagine _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Lis 19, 2012 7:39 pm Temat postu: |
|
|
01 Pink Floyd - Meddle
Bo Echoes nie spotyka się codziennie. Taki utwór otwiera bramy do nieba, ale po tych 24 minutach je niestety zamyka spowrotem, coby za dobrze nie było. Ale oprócz tego są jeszcze pulsujące One of These Days które ma energię i klimat, oraz Fearless, które lubię bardzo. Tylko A Pillow of Winds oraz Seamus zaniżają IMO poziom, z czego to drugie MOCNO. Ale Echoes.
02 The Who - Who's Next
Dwie czołówki do CSI, TOP1 utworów Entwistle'a, spójność i zajebistość. To jest rock, który do mnie trafia bez problemów żadnych, bez żadnej popity - po prostu puszczam płytę i od początku do końca jest zajebiście.
03 Genesis - Nursery Cryme
Otwieracz, zamykacz i Harold the Barrel spokojnie w pierwszej dwudziestce najlepszych utworów grupy by się u mnie znalazły, ale pozostałe też trzymają poziom, żeby nie było. Słucha się lepiej od Trespass... Faktycznie dojście Collinsa i Hacketta zrobiło dobrze tej grupie.
04 King Crimson - Islands
Wspaniały klimat od początku do końca i rewelacyjny tytułowy. Trochę szkoda, że ta płyta jest zapomniana pomiędzy debiutem i Red, bo dla mnie to właśnie poziom tych dwóch płyt i idealne domknięcie TOP3 KC.
05 Kevin Ayers - Whatevershebringswesing
Czyli jedna strona rocka w miarę eksperymentalnego i nietypowego, oraz druga strona piosenek miłych, łatwych i przyjemnych, z tytułowym na czele. Song from the Bottom of the Well sprawia, że pojawiają się ciary do dziś. Plus wiadomy pan na gitarze i basie.
06 Led Zeppelin - Led Zeppelin IV
Nie pojmuję ich fenomenu tak do końca, ale ostatnio się do tej płyty trochę przekonałem. Stairway to Heaven dalej mnie nie bierze tak całkiem, ale Black Dog, When the Levee Breaks i The Battle of Evermore (jednak się przekonałem ostatnimi czasy...) - miód.
07 Yes - Fragile
Roundabaut i parę innych utworów mieszczących się pomiędzy szufladkami "przeciętne" a "wyśmienite". Ale Roundabout rox bardzo.
08 Yes - The Yes Album
Za krótko znam, ale wiem już na pewno, że Starship Trooper miecie. Dziękuję audycji ZaPROGiem za puszczenie niektórych rzeczy z tej płyty, bo nigdy nie miałem zamiaru zająć się z Yesów niczym poza Close... oraz Fragile, a tu niespodzianka w postaci fajnego albumu. Dość nisko bo jednak... no potrzebuje jeszcze czasu.
09 The Doors - L.A Woman
Riders of the Storm z rewelacyjnym Manzarkiem i parę innych rzeczy, które mnie jednak nie biorą, choć jako tło płyta sprawdza się całkiem nieźle.
10 Emerson, Lake and Palmer - Tarkus
Przekombinowany prog z epicką suitą za którą kiedyś przepadałem a która obecnie wzbudza we mnie w najlepsze dni obojętność akurat na domknięcie listy,
EDIT: SĄ KOMENTARZE!!!! _________________

Ostatnio zmieniony przez whoatemydinner dnia Pią Lis 23, 2012 7:12 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Pon Lis 19, 2012 8:15 pm Temat postu: |
|
|
Kolejny zacny rok (z którego znam tylko 6 płyt, świetnie kurczę świetnie
1. Deep Purple - Fireball
Demon's Eye, Fools, Anyone's Daughter i na dokładkę Strange Kind of Woman. Także nie gadajta mi tu, że In Rock to zdecydowanie najlepsza płyta Purpli. Ewentualnie na podobnym poziomie.
<chwila zastanowienia>
2. Uriah Heep - Look at Yourself
Szalona płyta, która niestety złapała troszkę zadyszki pod koniec. Ogólnie kawałek cudownego rocka z odrobiną geniuszu.
3. Led Zeppelin - IV
A niech już będzie. Gdyby nie 4Sticks i demowato brzmiące Battle of Evermore byłoby naprawdę klasycznie. Bo taki Black Dog to najlepszy otwieracz EVER, Schody to klasyk a zamykacz to jedna z ich najlepszych rzeczy.
4. Pink Floyd - Meddle
Czyli parę niezłych kawałków + Echoes, w którym wprawdzie nie widzę jeszcze latających wielorybów, ale doceniam (pierwsza połowa<druga połowa).
5. Who - Who's Next
Jakoś tak średni lubię tę płytę, ale właściwie nawet nie wiem dlaczego. Jeden z tych klasycznych krążków na którym się zawiodłem.
6. The Doors - L.A. Woman
Z pierwszych czterech kawałków tylko otwieracz trawię. Trzy kolejne to IMO tragedia. Szkoda, bo im dalej tym lepiej a Jeźdźcy Burzy to najlepszy moment u Doorsów (klawiszowy deszcz FTW). Poza tym ten wokal - momentami to mam wrażenie, że to nie Jim tylko jakiś żul ze zdartym gardłem. _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 12:54 am Temat postu: |
|
|
1. Pink Floyd - Meddle
2. King Crimson - Islands
3. Van der Graaf Generator - Pawn Hearts
4. The Doors - L.A. Woman
5. Janis Joplin - Pearl
6. Deep Purple - Fireball
7. Uriah Heep - Look At Yourself
8. Led Zeppelin - IV
9. America - America
10. Genesis - Nursery Cryme
edit: powinienem przestać się wyrywać pierwszy do odpowiedzi ciągle bo potem zapominam o dobrych płytach. dodałem vandergrafa. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Ostatnio zmieniony przez kater dnia Nie Lis 25, 2012 11:46 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 2:27 am Temat postu: |
|
|
Dla mnie osobiście: najlepszy rok w historii wszech czasów. Pierwsze piętnaście albumów z mojej listy, to płyty, które kocham miłością bezgraniczną. Następne dziesięć tylko uwielbiam, a kolejne - bardzo lubię. Niestety zatem moje opisy do pierwszej dziesiątki, to będą same superlatywy, pochwały do znudzenia i do porzygu. No to start!
1. Led Zeppelin - Led Zeppelin IV
Łojojoj, klasyka! Dla mnie jeden z albumów wszech czasów i oczywiście najlepszy krążek Led Zeppelin. Przemawia za tym genialna różnorodność utworów zgromadzonych na tej płycie, jak też po prostu ich oryginalność i odkrywczość. Z jednej strony mamy "Battle of evermore" - klimatyczny kawałek stylizowany na jakieś rytmy wschodnie, z drugiej - takie "Black dog" i "Rock'n'roll", totalnie rock'n'rollowe numery z wielkim kopem (zwłaszcza ten pierwszy), z trzeciej - nieziemski hit nad hitami, z absolutnie zasłużoną sławą, "Stairway to Heaven", z czwartej - przemagiczną balladę z odrobiną country, no i z piątej - utwór wieńczący płytę, zajebiście ciężki do opisania, bo mocno niekonwencjonalny, jeśli chodzi o klimat, acz trzymający wybitny poziom albumu. Ogółem rzecz biorąc: 10/10!
2. Jethro Tull - Aqualung
Absolutne arcydzieło. Tytułowy utwór - choć największy hicior zespołu - dla mnie chyba najsłabszy, bo pozbawiony tego folkowego klimatu obecnego we wszystkich pozostałych kawałkach z tego albumu. A to właśnie ta lekko mroczna folkowa aura czyni tę płytę niezwykłą. Decydujące wydają się tutaj dźwięki fletu, mistrzowsko wydobywane przez Iana Andersona. Pod tym względem sztandarowym numerem z tego krążka zdaje się być oczywiście "My God".
3. King Crimson - Islands
Ten album również powinien być tu zdecydowanej większości znany. Obok debiutu, mój ulubiony album King Crimson. Crimsoni chyba po raz pierwszy tak wyraźnie ocierają się tu o jazz - przede wszystkim w "Formentera lady" i "Sailor's tale". Za jazzem ogólnie nie przepadam, ale taki jazz rock, zakrawający na awangardę - kocham. A w ich wykonaniu to absolutne mistrzostwo. Na "Ladies of the road", to w ogóle brak mi słów. Takie zawrotne skoki napięcia, zmiany nastroju, chwilami drapieżnie, chwilami baśniowo, są i momenty wirtuozerii. A potem znowu coś z zupełnie innej beki - "Prelude: Song of the Gulls". Ckliwy, wyciskający z oka łezkę wzruszenia utwór totalnie w stylu muzyki klasycznej, wykonany przez małą orkiestrę smyczkową. No i na koniec gigant, arcydzieło, melancholijny utwór "Islands".
4. Yes - The Yes Album
Pierwszy album Yes w stylu, z jakim ten zespół utożsamiamy. To w zasadzie początek nowego gatunku, tzw. "yes rocka". Tu się narodziło to niepowtarzalne yesowe brzmienie i ich styl kompozycji. Za to cenię tę płytę dużo wyżej, niż ogół fanów, stawiam ją na równi z Fragile i Close to the Edge. Poza tym, od razu na tej płycie mamy pierwsze genialne utwory, jak "Yours is no disgrace", "Starship trooper" i oczywiście "I've seen all good people" - piosenkę lubianą nawet przez absolutnych antyfanów zespołu
5. Emerson, Lake & Palmer - Pictures at an Exhibition
Szalona rockowa interpretacja "Obrazków z wystawy" Musorgskiego z domieszką świeżego autorskiego materiału Emerson, Lake & Palmer, a wszystko dzieje się na koncercie. Wirtuozeria, magia emersonowskich klawiszy i cudowne własne kawałki ELPów, bosko zaśpiewane przez człowieka o nieskazitelnym głosie - Grega Lake'a.
6. Yes - Fragile
Kolejny krok Yesów w kierunku ich właściwego stylu, w zasadzie ostatni, bo to już jest całkowicie ten ich świat. Niemniej The Yes Album cenię wyżej, jako odkrycie, a Fragile stawiam ciut niżej - jako jedynie udoskonalenie tego odkrycia. Klimat albumu rewelacyjny, wciągający: "Roundabout", "South side of the sky", "Mood for a day" i oczywiście niezapomniany dramatyczny utwór, który na stałe wszedł w koncertowy repertuar grupy - "Heart of the sunrise".
7. The Who - Who’s Next
Muzyka The Who, gdzieś tak od 1969 r., ma taką specyficzną atmosferę, którą trzeba po prostu w naturalny sposób lubić. Inaczej nudzi. I z tą opinią (że "nudne") spotykam się nadspodziewanie często. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że do dzisiejszej młodzieży ( ), nawet tej spod znaku rocka, muzyka The Who trafia o wiele wiele mniej, niż do młodzieży z przełomu lat '60 i '70. Szkoda. The Who jest jednym z moich ulubionych zespołów i dla mnie osobiście muzyka z albumu "Who's Next" to czysta magia i najgłębsze piękno dźwięków. Zwłaszcza te dwa utwory, do których muszę tu koniecznie wrzucić linki:
http://www.youtube.com/watch?v=tFaFlJpB3Qg
http://www.youtube.com/watch?v=-3LvCRZNaRE
8. Gentle Giant - Acquiring the Taste
Jeden z trzech najgenialniejszych albumów Gentle Giant, obok wydanych rok później "Three Friends" i "Octopus". Wielowątkowość tej muzyki, jej profesjonalizm techniczno-kompozycyjny, różnobarwność i niespotykane bogactwo instrumentalne sprawiają, że aura twórczości Gentle Giant, zwłaszcza tej skupionej na "Acquiring the Taste", jest niemal tak czarodziejska (albo i bardziej), jak ta towarzysząca muzyce King Crimson. Pełny opis tego albumu zająłby mi zbyt wiele miejsca, więc nie ma sensu się rozpisywać. Wrzucę tylko jeden kawałek, bo więcej z tej płyty (w tym najlepszych) chyba na YouTube nie ma...
http://www.youtube.com/watch?v=WRS8EC6dL4I
9. Van Der Graaf Generator - Pawn Hearts
No, w końcu się załapali do dyszki. Chyba ich najlepszy album. Trzy wielkie utwory, zwłaszcza zamykający płytę, miażdżący gigant. Van Der Graaf Generator to brytyjski zespół progrockowy o bardzo charakterystycznym brzmieniu, bazującym na prostych, gniewnych dźwiękach saksofonu i bardzo ekspresyjnym śpiewie Petera Hammilla. Ta płyta to esencja ich stylu.
http://www.youtube.com/watch?v=_Earfbot_uI
10. Can - Tago Mago
No i mamy krautrock. Krautrockiem nazywamy nurt niemieckiej muzyki eksperymentalnej, często była to muzyka ze znaczną domieszką rocka, często psychodelicznego. Tak można by pokrótce, aczkolwiek mocno niedokładnie, scharakteryzować twórczość Can. Niemniej krautrock ma ogólnie bardzo specyficzną atmosferę i trzeba tej muzyki troszkę posłuchać, by zorientować się, czym jest ten tajemniczy krautrock - bo opisać to ciężko. Opisywany przeze mnie album można by podzielić na dwie części. Pierwsza - krótsza - to trzy niewielkie utwory, przesunięte bardziej w kierunku rocka psychodelicznego, a druga - to muzyka zdecydowanie eksperymentalna, raz bardziej, raz mniej. Obie części dla mnie nieziemskie, choć ta pierwsza niewątpliwie szybciej wpada w ucho, jest bardziej chwytliwa. Dwa takie chwytliwe są tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=FBavPZr5SIY
http://www.youtube.com/watch?v=r9SnbhDEmgg
Dalsze miejsca:
11. Genesis - Nursery Cryme
Niestety nie załapali się do dyszki. A byłoby fajnie, bo płyta jest świetna - dla mnie co najmniej porównywalna z Foxtrotem, a i wysoce prawdopodobne, że lepsza. Moje dwa ulubione utwory: "The return of the giant hogweed" (w moim przekonaniu jest to trochę taki pierwowzór "Get them out by Friday") i "The fountain of salmacis".
12. Focus - Moving Waves
Ich też zabrakło - i również szkoda. Tym bardziej, że nie wiem, czy kiedykolwiek się jeszcze do tej dychy załapią. A album jest rewelacyjny. Większość może kojarzyć z niego jedynie sztandarowy kawałek Focusa - "Hocus pocus", nie oddaje on jednak absolutnie klimatu całej płyty. Jest to raczej taka żartobliwa przystawka do całości. Muzyka z "Moving Waves" jest bardzo szlachetna i dostojna. Głównym daniem jest zamykający płytę gigant - "Eruption".
13. Uriah Heep - Salisbury
Oni na szczęście chyba się jeszcze załapią do dychy pewnego roku, ale w tym szalenie mocnym roczniku niestety brakło dla nich miejsca. "Salisbury" to w moim przekonaniu cholernie niedoceniany album, choćby ze względu na wieńczący go monumentalny, pełen dramaturgii utwór tytułowy, zaśpiewany bajecznym głosem legendarnego Davida Byrona i żywiołowo zagrany przez orkiestrę smyczkową. Równie ciekawy jest jajcarski hardrockowy kawałek, który otwiera album - "Bird of prey", w którym Byron prezentuje swój niesamowity falset. No i mamy jeszcze największy radiowy hicior Uriah Heep - "Lady in black" - aczkolwiek w moim przekonaniu nie jest to mocny punkt płyty.
http://www.youtube.com/watch?v=b1gRCpV--1A
http://www.youtube.com/watch?v=AnKgvOKnIgs
14. Uriah Heep - Look at Yourself
Znowu oni. Dla mnie ciut słabszy album, choć otwiera go rewelacyjny hardrockowy kawałek "Look at yourself", a niedługo potem mamy cudowną, malowniczą balladę "July morning", z prostym, ale urzekającym tekstem, i tak samo prostą, ale jeszcze bardziej urzekającą melodią. Utwór absolutnie baśniowy, choć nie mniej baśniowy jest "Shadows of a grief", niecieszący się tak wielką sławą, jak słynne "July morning".
15. Atomic Rooster - In Hearing of Atomic Rooster
Atomic Rooster na każdym albumie prezentuje niemal kompletnie inny styl. Po "Death Walks Behind You" mamy płytę przesuniętą nieco w kierunku bluesa, w dużym stopniu za sprawą nowego wokalisty (bardzo niedocenionego) - Pete'a Frencha, wywodzącego się z kultowego w bluesrockowych środowiskach zespołu Leaf Hound. O ile widać na tym albumie pewne skierowanie w stronę bluesa, o tyle to zdecydowanie za mało, by choćby na siłę podciągnąć "In Hearing of..." pod blues rock. To jest autorski gatunek Atomic Rooster. Po raz pierwszy i ostatni słyszany na tym krążku. Tego trzeba posłuchać, by dowiedzieć się, o co chodzi.
http://www.youtube.com/watch?v=lgqFPcKpfEg
http://www.youtube.com/watch?v=yOeH9WBdamc
16. Emerson, Lake & Palmer - Tarkus
Dla mnie duuuuuużo słabszy od poprzednika. Tytułowy gigant jest świetny, ale nie przekonuje mnie od A do Z. Są tu również utwory zupełnie śmieciowe, wśród których króluje ostatni kawałek - "Are you ready, Eddie?". Taki niby to śmieszny, a w rzeczywistości nic niewnoszący do albumu rock'n'roll. Cały album na piedestał wyciągają tak naprawdę trzy utwory. Pierwszy z nich, to wspomniany tytułowy. Ale dwa następne, to absolutna dźwiękowa poezja, przekonująca mnie w stu procentach: "The only way" oraz "Infinite space". Znowu ten genialny nieskazitelny duet: klawisze Emersona i głos Lake'a.
http://www.youtube.com/watch?v=bxW2YuqytDM
http://www.youtube.com/watch?v=fVqD__mSp5k
17. Beggars Opera - Waters of Change
Całkiem zapomniany zespół, choć bardzo charakterystyczny. Przewodnią rolę odgrywają tu klawisze, jak w Emerson, Lake & Palmer i w Atomic Rooster, ale w zupełnie inny sposób Na uwagę zasługuje jednak przede wszystkim szalenie niecodzienny, ekspresyjny głos Martina Griffithsa.
18. Pink Floyd - Meddle
Tak niska pozycja Pink Floyd może zaskakiwać. Już widzę wasze zszokowane miny. No. W każdym razie stało się tak za sprawą cholernie silnej konkurencji oraz faktu, iż album "Meddle" nie jest tak szalenie przekonujący jako całość. Są dwa utwory wybitne: otwieracz i zamykacz - choć ten drugi nie jest moim faworytem wśród floydowych gigantów (wolę "Atom heart mother"). Za to "One of these days" stanowi dla mnie rzeczywiście niepowtarzalną jakość, jest czymś niezwykłym. No ale cóż, pozostaje do zapełnienia ta przestrzeń między dwoma genialnymi numerami. I tu weszły kawałki mniej wyraziste, na pewno nie porywające, a przede wszystkim - nie spajające muzyki z tego albumu w olśniewającą całość. Mają nawet jakiś oryginalny klimat, ale zabrakło tej muzycznej wstążki, która by wszystkie utwory albumu związała w piękne dzieło.
19. Jade Warrior - Jade Warrior
Muzyka jest bardzo klimatyczna, ale ten klimat balansuje na granicy między kojącym, a usypiającym. Na pewno, słuchając tej płyty, trzeba być wyspanym. Mówię serio. Jeśli się wyśpimy, odpalimy ten album i mocno wczujemy w jego muzykę, to z pewnością doznamy niecodziennych wrażeń estetycznych.
http://www.youtube.com/watch?v=g7licXr4Zsg
20. Wishbone Ash - Pilgrimage
Zespół niby progresywno-hardrockowy, tyle że hardrocka ja tu nie widzę, bo muzyka jest trochę lekka. Co nie zmienia faktu, że cudowna. Tyle że ciężko tu się bardziej rozpisać. Bardzo przyjemna atmosfera muzyki.
http://www.youtube.com/watch?v=Fiqpr9gpRoM
http://www.youtube.com/watch?v=PzYuPfwYsj4
Jeszcze dalsze miejsca:
21. The Strawbs - From the Witchwood
22. Jade Warrior - Released
23. Marvin Gaye - What’s Going on
24. Eloy - Eloy
25. Leaf Hound - Growers of Mushroom
26. The Rolling Stones - Sticky Fingers
27. Bill Withers - Just as I Am
28. The Doors - LA Woman
29. Nektar - Journey to the Centre of the Eye
30. Caravan - In the Land of Grey and Pink _________________ 2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 5:12 pm Temat postu: |
|
|
podobnie jak w rocznikach poprzednich, opieralem sie w duzej mierze na komentarzach z poprzedniej edycji bo i kolejnosc niemal identyczna. w tej edycji nie dawalem rezerwr, ale w takim roczniku sie nie da po prostu...
Niesamowity rok, genialnie mocna lista. Do konca nie bylem zdecydowany na 100% ktora z pierwszych dwoch plyt na liscie powinna wygrac. Odpadlo drugie tyle wlasciwie i hmm no nie moge nie wymienic tych plyt, ktore bralem pod uwage przy ukladaniu listy. Od miejsca 11 w dół:
Free – Live! (CD) – w tej edycji jednak nie wrzucilem koncertowki do tak mocnego rocznika. genesis sie wkradł, bo poprzednio jeszcze wczesnego genesis za bardzo nie znalem.
Uriah Heep – Salisbury (CD) – kilka perelek, chociaz nieco nie rowna
Breakout – Blues (CD, LP) – klasyka polskiej muzyki
George Harrison and friends – The Concert for Bangladesh (CD) – harrison i dylan, a do tego ravi shankar
Aretha Franklin – Live at Filmore West (CD) – znakomita koncertowka z wieloma hitami i ray charles jako gosc na deser
Janis Joplin – Pearl (CD) – wlasciwie klasyka lat 70.
The Rolling Stones – Sticky Fingers – nie jestem wielkim fanem stonesow ale to jest naprawde plyta, ktora robi wrazenie
The Doors – Other Voices – pokazali, ze bez jima tez jednak mozna nagrac naprawde bardzo solidny krążek. Część powstała zresztą podczas sesji do l.a. woman i byla cwiczona z jimem, co slychac w niektorych przypadkach
The Who – Who’s Next – jakos do the who do konca sie nie przekonalem, znam jakies 2/3 tej plyty i przynajmniej polowa tego co znam, jest genialna. Ale reszta az tak mnie nie zachwyca)
lista wlasciwa
1. Uriah Heep – Look At Yourself (CD, MC) – ta plyta to arcydzielo muzyczne. Problem jej jest taki, ze znajduje sie na niej najlepszy kawalek wszech czasów, który przeslania całą reszte a ta reszta tez spokojnie moglaby swiecic swoim blaskiem, gdyby nie cien july morning, ktory dosc skutecznie to swiatlo dusi...
2. Pink Floyd – Meddle (CD) – absolutnie genialna plyta. Nie potrafie do konca wyjasnic dlaczego akurat ta... w sumie chyba stawiam Meddle, WYWH i DSOTM na rowni. Nie tylko za genialny utwor wiadomojaki, ale tez za te krotsze i zupelnie rozniace sie od siebie kawalki, ktore jednak calosciowo brzmia tam swietnie.
3. Deep Purple – Fireball (CD) – to nie jest moja ulubiona plyta DP, nawet biorac pod uwage tylko klasyczny sklad. Nie dorownuje w moim odczuciu ani in rock, ani machine head. Ale tamte plyty sę arcygenialne, ta jest po prostu niesamowicie dobra.
4. Led Zeppelin – IV (CD, MC) – to jednak jest moja ulubiona plyta LZ, nawet jesli to dosc oklepany wybor. I hmmm no gdyby druga jej polowa byla na az takim poziomie jak pierwsza, to bylaby plyta przegenialna. A tak to mamy przegenialną pierwszą polowe i bardzo solidną drugą, ktora jednak czasami mnie troche nudzi. Ale te pierwsze 4 kawalki...
5. The Doors – L.A. Woman (CD, MC) – ostatnia jimowa plyta doorsow i trzeba przyznac, ze to godne pozegnanie. Moze nie pasowac niektorym bardzo chropowaty i przepity glos jima ale jednak robi on klimat (jak ozzy heh) a i kompozycje naprawde na wysokim poziomie przez wiekszosc czasu, choc pare minut zapychaczy sie tam trafilo.
6. Genesis – Nursery Cryme - swietna, porywająca płyta, swietny balans miedzy fragmentami hmm powiedzmy ‘podnioslymi’, a motywami imponującymi dynamiką i kunsztem muzycznym. to nie jest jednak szczyt mozliwosci genesis, bo ten osiągnęli moim zdaniem na selling england. nursery cryme traktuje jak taką wczesną, jeszcze nie do konca doskonałą wersję grania z ‘selling england’. ale przeskok miedzy dwiema pierwszymi plytami, a tą, po dojsciu hacketta i collinsa jest ogromny. chwilami jednak plyta (gdzies tak w połowie) gubi momentami te swoją dynamike. bo początek i koniec są genialne.
7. Still Life – Still Life (CD) – moje zeszloroczne odkrycie z serii tej samej co indian summer i fuzzy duck (chociaz tego ostatniego do konca nie poznalem stad nie bralem pod uwage jeszcze). Az nawet chyba ostatnio bardziej jeszcze niz indian summer mi sie spodobalo, moze bardziej przystepne chwilami. Naprawde znakomity i kompletnie nieznany album.
8. Jethro Tull – Aqualung (CD, MC) – klasyka rocka, co tu duzo gadac. Nie ogarnalem moze w 100% ale odkad kupilem, mam przekonanie, ze to byla jedna z tych plyt, ktore po prostu trzeba miec, bo to jest cos szczegolnego, magicznego...
9. Black Sabbath – Master Of Reality (CD, MC) – poprzednio pisałem, że ta płyta nie weszłaby nawet do mojego top5 sabbath. teraz by juz jednak pewnie weszla miniaturki rządzą, a oprocz nich te 'wlasciwe' utwory tez na zajebistym poziomie.
10. Indian Summer – Indian Summer (CD) – poznane dzieki fenderkowi i to jedno z najwiekszych odkryc w moim muzycznym zyciu w ostatnich latach. Nie pojmuje jakim cudem plyty takie jak ta, czy still life są zupelnie nieznane ogółowi... a jednak w tak genialnym roczniku dopiero na 10. miejscu... ale kurwa, wyprzedzili stonesow, the who, arethe, janis... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 5:24 pm Temat postu: |
|
|
1. Genesis - Nursery Cryme
2. The Who - Who's Next
3. Pesnyary - Pesnyary (Песняры - Песняры)
4. Amazing Blondel - Fantasia Lindum
5. Deep Purple - Fireball
6. Strawbs - From The Witchwood
7. Yes - The Yes Album
8. Indian Summer - Indian Summer
9. Emerson, Lake & Palmer - Tarkus
10. Focus - Moving Waves
-------------------
Klan - Mrowisko
Pink Floyd - Meddle
Drum Circus - Magic Theatre
Funkadelic - Maggot Brain
Fuzzy Duck - Fuzzy Duck
Family - Fearless
Rok pełen wybornych rzeczy i straszny ból głowy z uszeregowaniem ich w jakiś sensowny ranking. Ostatecznie starałem się z premedytacją wypychać w górę rzeczy nieco mniej oklepane wiedząc, że ich sławniejsi rywale pewnie i tak natrzaskają sporo punktów. Wyjątkiem płyty Genesis i The Who, które na tyle uwielbiam, że nie miałem serca dać niżej, niż na czele. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Faraday

Dołączył: 30 Gru 2010 Posty: 476 Skąd: 25 dsf
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 6:10 pm Temat postu: |
|
|
1.David Bowie - Hunky Dory
2.Joni Mitchell - Blue
3.Pink Floyd - Meddle
4.The Who - Who's Next
5.Led Zeppelin – IV
6.Black Sabbath - Master of Reality
7.King Crimson - Islands
8.Van Der Graaf Generator - Pawn Hearts
9.Jethro Tull - Aqualung
10.Yes - Fragile
Tuż za:
Genesis - Nursery Cryme
Deep Purple - Fireball
Uriah Heep – Look At Yourself
The Doors – L.A. Woman
Obowiązkowo muszę nadrobić Marvina, Can, Family Stone, Cohena, Gainsbourga, Funkadelic, Stonesów, Milesa, Grechutę, Beach Boysów, Chico i Comusa. _________________
last.fm |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 9:52 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | 3. Black Sabbath - Paranoid - 80
4. Black Sabbath - Black Sabbath - 75 |
Jednak nie wszyscy poszli po rozum do głowy...
1. Pink Floyd - Meddle
Za "Echoes" i "One Of These Days" dałbym się posiekać. Ale ja lubię także te piosenki, które są pomiędzy tymi gigantami, nawet to wyśmiewane "San Tropez".
2. Black Sabbath - Master of Reality
Na tych riffach opiera się do dziś spora część metalu. Płyta bardzo udana, z momentami absolutnego geniuszu ("Children of the Grave") i momentem absolutnej nudy ("Solitude"). Ale poza tym jednym kawałkiem podoba mi się tu wszystko, w tym dwa przerywniki z lekcjami dla młodych gitarzystów. O, nawet śpiew Ozzy'ego mi nie przeszkadza.
3. The Who - Who's Next
Podobno ich najlepsza płyta. Bardzo możliwe, choć "Love Reign O'er Me" i kilka innych najlepszych kawałków jest akurat na innych albumach. No trudno, tak czy inaczej to jest wybitna płyta.
4. Van der Graaf Generator - Pawn Hearts
Ten album może nie ma już takiego polotu jak jego poprzednik, a jednak jest to nadal bardzo oryginalny rock progresywny.
5. Marek Grechuta & Anawa - Korowód
Te piosenki są po prostu piękne. "Kantata", druga wersja "Korowodu", czy nawet zgrane "Dni, których nie znamy"...
6. David Bowie - Hunky Dory
Dość spokojna płyta. Ale i tak jest to Bowie w swoim najlepszym okresie. Przynajmniej "Changes" i "Life On Mars" są wybitne, pozostałe piosenki wcale nie są wypełniaczami.
7. Uriah Heep - Look At Yourself
Fanem Uriah Heep nie jestem, ale takie rzeczy, jak choćby "July Morning", "Shadows of Grief" czy utwór tytułowy trzeba docenić. W dodatku akurat na tej płycie nie ma kawałków bardzo odstających od wymienionych.
8. Janis Joplin - Pearl
Dundersztyc by tej płyty nie dopuścił, w końcu wydana po śmierci artystki (to zupełnie jakby głosować na "Made in Heaven"). W niebogatej twórczości Joplin jest to jeden z dwóch jej naprawdę dobrych albumów. Tylko do tego nieszczęsnego "Mercedes Benz" można było dograć choć prosty podkład...
9. Pink Floyd - Relics
Niby zbieranina różnych piosenek, w tym tych, na których zabraklo miejsca na longplayach, ale przecież ta składanka trzyma się kupy. I zawiera "See Emily Play" - chyba tyko jeden raz Floydzi zawarli tak dużo w niespełna trzyminutowym kawałku.
10. Kraftwerk - Kraftwerk 2
Kiedyś lubiłem tylko "Kling-Klang" (w sumie ten utwór to i tak prawie połowa płyty), ale dziś wszystkie zawarte tu eksperymenty są więcej niż interesujące. Kraftwerk zdecydowanie broni się także bez wokalu.
A zaraz za dychą byłby pewnie polski progresywny concept album, "Mrowisko" Klanu. W poprzedniej edycji głosowałem na niego i nawet chyba umieściłem go na wysokim miejscu, ale z dzisiejszej perspektywy... jednak lepsze są te piosenki Klanu, które się nie znalazły na "Mrowisku".  _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
jagaciarz

Dołączył: 16 Cze 2005 Posty: 670 Skąd: Zgierz
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 10:11 pm Temat postu: |
|
|
1. Uriah Heep-Look at yourself
2. Uriah Heep- Solisbury
3. Pink Floyd-Meddle
4. Genesis-Nursery cryme
5. Indian Summer-Indian Summer
6. The Doors- L.A. woman
7. Jethro Tull-Aqalung
8. Marek Grechuta- Korowód
9. Black Sabbath- Master of reality
10. Led Zeppelin- IV
Mam faze na Juraję to chyba? nie mogło być inaczej. Genesis Gabrielowe lubię coraz bardziej, choć "gwiazdorskiego" Collinsowego raczej u mnie nie przebije. Jethro znam jeszcze mało, ale bierze coraz bardziej. Led Zeppelin tak nisko z racji ogrania Schodów i nieprawda, że to rockowy kawałek wszechczasów (już bardziej zgodziłbym się z Bizonem w kwestii-patrz płyta nr 1). Indian Summer poznałem w poprzedniej edycji dzięki Bizonowi i zrobiło bardzo dobre wrażenie. _________________ That time will come,one day you'll see when we can all be friends |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 10:31 pm Temat postu: |
|
|
piękny rok
1 King Crimson - Islands
2 Jethro Tull - Aqalung
3 Black Sabbath - Master of Reality
4 Yes - Fragile
5 The Rolling Stones – Sticky Fingers
6 Led Zeppelin - IV
7 Leonard Cohen - Songs of Love and Hate
8 Pink Floyd - Meddle
9 Marek Grechuta - Korowód
10 The Who - Who's Next
Najpiękniejsza płyta Frippa, brawurowy Aqualung, miażdżące Sabbathy (Solitude to jedna z ich najpiękniejszych balladek niemądry Gniewku), Yesy które gdy są słuchalne to zjadają wszelkie fjetery bez popity, kapitalny album Stonesów (troszkę zawyżony ale mało punktów dostanie to co mi szkodzi dać go wyżej), największy klasyk hard rocka, Cohen Z TĄ piosenką, Echoes, Korowód który miał być w top 3 oraz świetne The Who na zakończenie.
za dychą: The Doors (pojedyncze numery kapitalne, całościowo mnie nie przekonuje), Uriah Heep, Bowie, Stormcock (hehe), Fireball, Fuzzy Duck, Moving Waves plus kilka rzeczy do powtórzenia, a w tym przede wszystkim Blue Joni Mitchell. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Lis 20, 2012 11:19 pm Temat postu: |
|
|
1. Uriah Heep - Look at Yourself - co tu będę się oszukiwał, utwór wszech czasów, tytułowy reszta na świetnym poziomie (Shadow of Grief, I wanna be free) no po prostu miodzio
2. Alice Cooper - Killer - bo generalnie to najlepsze co ten zespół nagrał jako zespół. Halo of Flies, Desperado, Dead Babies, momentami czuć już tą groteskę solowego Coop'a
3. The Rolling Stones - Sticky Fingers - kolejna z serii "kanon lawiny" niesamowicie rockandrollowa a najlepsze i tak zawsze będzie Can't You Hear Me Knocking.
4. The Who - Who's Next - bo ta nie rozdrabniająca się na musicale rockowe strona tego zespołu mi bardziej pasuje. Zresztą, co by nie mówić klasyk na klasyku tutaj.
5. Alice Cooper - Love it to Death - Alice raz jeszcze, zespół był wybitnie w gazie. Pierwszy klasyk (I'm Eighteen) no i dwa kolosy psychodeliczne Black Juju i Ballad of Dwight Fry.
6. Uriah Heep - Salisbury - generalnie tylko High Priestess wydaje mi się tu zbędne totalnie, ale Salisbury wg mnie ciutkę zbyt wydłużony i za bardzo szałowy. The Park piękne, Bird of Prey nawet znośne ale przy rockerach z urodziny czy demonów i magów to wypada mniej okazale no i ta pani w czerni, dzięki której zacząłem słuchać UH, ale teraz wracam w sumie rzadko.
7. Led Zeppelin - IV - sorry, warte uwagi Schody i Czarny Pies reszcie brakuje sporo. Zresztą w każdej płycie do tej pory Zepy chwytały się czegoś innego a tutaj właśnie brakuje sporo świeżości i wszystko wydaje się takie zgrane...
8. The Doors - L.A. Woman - też nie do końca łapię ten album, znaczy OK jest spoko po paru przeciętnych nawet bardzo dobry, ale prócz utworów genialnych sporo zapychaczy i to takich, które wydłużają tą płytę bez celu.
9. Marek Grechuta - Korowód - za tytułowy i Kantatę, która jest genialna, reszta kojarzy mi się dwojako a za puszczenie Dni, których jeszcze nie znamy zabijam wzrokiem i nożem.
10. Black Sabbath - Master of Reality - niech mają za miniaturki, no i Children of the Grave
poza:
John Lennon - Imagine - najbliżej dychy, beatnikiem nie jestem by się jarać pacyfizmem, tytułowy mnie nigdy mocno nie brał. Ale Jealous Guy prócz tego to za mało.
Thin Lizzy - Thin Lizzy - debiut Lynotta, również jaj nie urywał. Ale już coś tam udało im się zagrać (Look What the Wind Blew In)
T. Rex - Electric Warrior - Bolan też mnie w większości nie rusza, znaczy nie tak jak spodziewałem się słysząc po raz pierwszy Children of the Revolution. Tutaj nie wiem... Get it On?
Nazareth - Nazareth - też jeden przebój z tego albumu zapada tak naprawdę w pamięć (Witchdoctor Woman, nieco Sabbathowskie) reszta zlewa się w całość
Free - Live! - dam do uzupełnienia danych, koncert słuchałem nie dawno, w porzo i tyle. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Lis 21, 2012 3:44 am Temat postu: |
|
|
Pink Floyd - Meddle
Led Zeppelin - IV
The Doors - L.A. Woman
The Doors - Other Voices
Black Sabbath - Master Of Reality
King Crimson - Islands
Deep Purple - Fireball
Uriah Heep - Look At Yourself
Uriah Heep - Salisbury
John Lennon - Imagine
The Rolling Stones - Sticky Fingers
Yes - The Yes Album
Yes - Fragile
Genesis - Nursery Cryme
Alice Cooper - Love It To Death
Marek Grechuta i Anawa - Korowód
Jethro Tull - Aqualung
Alice Cooper - Killer
Santana - Santana III
Wings - Wild Life
The Who - Who's Next
Bee Gees - Trafalgar
Bob Marley And The Wailers - Soul Revolution
Pink Floyd - Relics
Breakout - Blues
Janis Joplin - Pearl
1. The Doors - L.A. Woman
2. Pink Floyd - Meddle
3. Breakout - Blues
4. Genesis - Nursery Cryme
5. Uriah Heep - Look At Yourself
6. Deep Purple - Fireball
7. John Lennon - Imagine
8. The Doors - Other Voices
9. Marek Grechuta i Anawa - Korowód
10. Janis Joplin - Pearl
Tuż poza dychą:
11. Yes - The Yes Album
12. King Crimson - Islands
13. Led Zeppelin - IV
14. Uriah Heep - Salisbury
15. Black Sabbath - Master Of Reality
16. Bee Gees - Trafalgar
17. Yes - Fragile
18. Alice Cooper - Killer
19. The Rolling Stones - Sticky Fingers
20. The Who - Who's Next
Jezu, albo ten rocznik jest cholernie mocny(i to dużo mocniejszy od poprzedniego!) albo ja jestem jakiś pojebany, bo nie rozumiem jak to możliwe, że poza listą lądują Zeppelini, Crimsony, obaj Yesi, Uriah Heep czy Black Sabbath... a następne lata wcale się lepiej pod tym względem nie zapowiadają. W następnym roczniku pewnie jeszcze większej siary przed Wami i przed samym sobą narobię... :/
Na sam szczyt listy wracają w końcu po kilku latach Doorsi z niezwykle klimatycznym i chyba ich najbardziej mhrocznym albumem(uwielbiam go słuchać przy czytaniu horrorów...). O oczywistych oczywistościach stąd pochodzących nie będę się rozpisywał, więc wspomnę co nieco o mniej znanych kawałkach, które wywołują ciary i ogólnie wrażenia nie z tej ziemi jak np. L'America... albo Crawling King Snake... zajebiście szybkie tempo w "The Changelling"... bluesowe kopyto w "Being Down So Long"... i jakież wyciszenie po burzy(i to dosłownie, bo występuje na płycie zaraz po "Raiders On The Storm") w "Orange County Suite", które kiedyś wrzuciłem do QW. No płyta genialna, moje TOP3 i nawet pijacki, zdarty głos Jima mi tu nie przeszkadza, ba w pewnych miejscach nawet lepiej pasuje do niektórych utworów bo niektórych z nich z tym jego czystym barytonem raczej sobie nie umiem wyobrazić.
Dalej mamy Pink Floyd z ich chyba najsłynniejszą suitą... generalnie to już jest chyba ich pierwsza czysto progowa płyta bez żadnych psychodelicznych naleciałości, aczkolwiek ja za psychodeliczne jednak uważam te odgłosy ptaków na tle tych niepokojących szumów bezkresnej czeluści w wiadomej suicie. Oprócz tego jest jeszcze wiadome "One Of These Days", które słychać, że ma pałera, no i pozostałe kompozycje też dobre(np. Pillow Of Wind), jednakże blask dwóch dań głównych na płycie jest na tyle jasny, że cała reszta płyty przy nich po prostu blednie, a szkoda.
Podium zamyka polski krążek będący chyba kamieniem milowym w dziejach polskiego bluesa jak dla mnie... Wokal Nalepy zdecydowanie lepiej mi podchodzi niż Kubasińskiej, dużo lepiej do całych tych aranżacji pasuje. "Kiedy Byłem Małym Chłopcem", "Oni Zaraz Przyjdą Tu", "Ona Poszła Inną Drogą", "Przyszła Do Mnie Bieda"... jak dla mnie to to są kanony gatunku w Polsce, z których mamy prawo być dumni! Pewnie parę istotnych utworów tu pominąłem, no ale nie ma sensu wymieniać całej płyty. W ogóle to brzmienie albumu w niewielkim stopniu przypomina mi początek lat 70-tych w Polsce. Prędzej bym to porównał do tego samego okresu za gramanicą(w sumie to ja tam słyszę jakieś odniesienia czy po prostu skojarzenia z The Doors) lub do początku lat 80-tych na naszym podwórku. Serio, jak pierwszy raz usłyszałem "Kiedy Byłem Małym Chłopcem" to myślałem, że to jakiś wczesnoejtisowy hicior. Jak dla mnie to tylko świadczy o tym, że ten album wyszedł trochę naprzeciw standardom swojej epoki u nas i bardzo dobrze, że tak się stało. BTW: to chyba pierwsza w tej edycji tak wysoka pozycja polskiego krążka na mojej liście.
Na pierwszym miejscu poza podium uplasował się mój ulubiony album Genesis. "The Return Of Giant Hogweed" to moja ulubiona chyba ich kompozycja do której tekst znałem kiedyś na pamięć i który czytałem sobie do poduszki bo był tak zajebiście bajeczny... Znając go czuć dobrze każde napięcie jakie w utworze tworzy muzyka i wokal Gabriela. Jedyne co mi w ów kompozycji nie odpowiada to to, że jedno solo gitarowe jest za krótkie(ale nie umiem Wam teraz z pamięci określić gdzie ono dokładnie się znajduje), gdzie brakuje mi zagrania na jeszcze jednym akordzie(czy jakoś tak, nie wiem jak to dokładnie opisać). Oprócz tego wielką słabość mam na tej płycie mam jeszcze do "Harold The Barell" i "Fountain Of Salmacis" z fajnymi odniesieniami do mitologii czy po prostu do starożytności. Później jest Uriah Heep z ich chyba moim ulubionym albumem, gdzie znajdują się m.in. zajebisty tytułowy, oczywisty "July Morning" czy zajebiście progresywny "Shadow Of Grief"(zdaje się, że mój ulubiony utwór UH w ogóle, poznany niegdyś dzięki uprzejmości mumina w QW, a od którego chyba zachciało mi się tą kapelę poznawać). Dalej Deep Purple z może i przeciętnym albumem jeśli go porównać do swoich płytowych sąsiadów(czyli DPIR i MH), ale i tak wielki i zajebisty, gdzie znajduje się chyba mój ulubiony numer Purpli, a kompletnie przez wszystkich przemilczany "No One Came", gdzie Gillan w pewnych momentach zaczyna śmiesznie gadać zamiast śpiewać, co mnie zawsze przy każdym odsłuchu nieźle rozbawiało. Poza tym uwielbiam też te puszczane od tyłu klawisze pod koniec utworu. Oprócz tej kompozycji wielbię też tytułowy oraz perkusję w "The Mule".
John Lennon z moim ulubionym albumem solowego Beatlesa i jego oczywistą balladą w której lubię się zasługiwać szczególnie jesienią(bo to z tą porą roku mi się ten utwór kojarzy) i wczesną zimą. Nic tylko rozpływać się w niej... wspomnę też jako ciekawostkę, że kiedyś umiałem to częściowo zagrać na pianinie. Poza tym lubię jeszcze m.in. "Crippled Inside" i politycznie zabarwione "I Don't Wanna Be A Soldier Mama, I Don't Wanna Die". Wspomnę jeszcze, że kiedyś wydawało mi się, że to właśnie na tym albumie znajduje się kompozycja zawierająca te narastające szumy z "A Day In The Life". Gdy miałem ostrą niegdyś fazę na Beatlesów(zarówno zespołowych jak i solowych) to wydawało mi się, że ów szumy usłyszałem w kompozycji "Nie chcę być żołnierzem...".
Po Jaśku z Beatlesów powracają Doorsi... ale już bez Jima! Nie mniej jednak nie znaczy to, że są tu gorsi, bo pokazali, że nawet bez niego umieją sobie radzić, chociaż tutaj jeszcze czuć ducha Jima i że miał w powstawanie tego albumu jakiś minimalny wkład. Gorzej będzie na Full Circle. Uwielbiam "In The Eye Of The Sun" oraz "Hang On To Your Life" z zajebiście pędzącą orkiestrą, które kiedyś wrzuciłem do QW podczas mojego debiutu w tej zabawie. W ogóle to podoba mi się zajebiście wokal Manzarka, natomiast Krieger niestety ale ssie!
Drugi polski rodzynek czyli Marek Grechuta powraca z kolejnym świetnym albumem będącym zarówno kopalnią niezłych hitów jak i klimatycznością tych kompozycji czego dowód dał nam Pan Marek w Korowodzie chociażby od słuchania którego byłem w dzieciństwie mocno uzależniony! Toż to fantastyczna podróż, którą można przyrównać jedynie do Yesowego "Close To The Edge", które notabene jeszcze wtedy nawet nie istniało albo do Pink Floydowego "Echoes"! Pan Marek i jego banda pokazali swoje świetne umiejętności techniczne i kompozytorskie w tej suicie i zarazem dużo wnieśli w rozwój polskiej muzyki. No i wersja live też miecie choć jest zupełnie inna. A co do pozostałych hiciarskich kompozycji na płycie... to powiem tak, że jako iż znałem je wszystkie wcześniej ze składanki "Ocalić Od Zapomnienia" to mi się notorycznie ten album mylił z debiutem(coś podobnie jak debiut Doorsów ze Strange Days czy SHA i ANATO od Queen). Wyróżniających się kompozycji stąd wymieniać nie będę, bo niemal wszystkie one znalazły się na wspomnianej przeze mnie wcześniej kompilacji, gdzie chyba tylko dla zaledwie 2 utworów nie starczyło miejsca jeśli się nie mylę.
Listę zamyka nieżyjąca już hippiska ze swoim legendarnym już Mercedesem, nie mniej jednak pozostałe kompozycje też są godne uznania, szczególnie otwieracz zagrany w zajebiście szybkim tempie.
No i przechodzimy do pozycji spoza dychy, które nie rozumiem co tam robią zamiast reprezentować listy głównej, no ale widocznie konkurencja i matematyka im na to nie pozwalają. Yes był brany pod uwagę ze względu na genialne "I've Seen All Good People" ale ostatecznie ich odrzuciłem bo już strasznie dawno do nich nie wracałem, a na odświeżanie nie miałem zbytnio czasu. King Crimson może i bajeczny, ale wciąż chyba do końca nie ogarniam, pomimo iż darzę szacunkiem pierwsze 4 kompozycje. Tzn. może nie tyle nie ogarniam co nie umiem się tym zachwycić tak jak trzeba. Zeppelini z chyba jednym z najmniej przemawiających do mnie albumów a w każdym razie nierównym. STH to oczywista oczywistość, ale jak dla mnie już ciut przereklamowana. Lubię bardzo "Misty Mountain Hop" z tym jakby efektem polifoniczności głosu... czy nie wiem jak to określić, ale jak słyszę ten refren to mam wrażenie, że głos rozchodzi się w jakimś dziwnym ośrodku albo jakbym słyszał kilku Plantów naraz... To zjawisko często słyszę też w Doorsach chociażby. Jeszcze Rock n Roll i "Going To California" dają jakoś radę, a "Black Dog" w zależności od nastroju. Drudzy Jurajasi mieli niewielkie szanse na listę główną bo za mało tu hiciorów klasy tych co można znaleźć na LAY, a jedno "Lady In Black" wiosny nie czyni. Black Sabbath ze średnim jak dla mnie albumem wciąż do ogarnięcia, choć zaczynam doceniać "Children Of The Grave". Myślę, że to po prostu kwestia czasu aż mi on w końcu wejdzie. Może w sam raz na następną edycję. Bee Gees już może z mniej fajnym albumem co poprzedni(a raczej drugi poprzedni bo bezpośredniego poprzedniego nie znam), ale też momenty tutaj są jak chociażby uwielbiane niegdyś przeze mnie, ale dziś już przejadłe "How Can You Mend A Broken Heart" albo "Don't Wanna Live Inside Myself", które też kiedyś uwielbiałem... i w sumie to nie wiem czemu przestałem. Kolejni Yesi z albumem podobnym do "The Yes Album" choć już bez utworu klasy "I've Seen All Good People", zaraz po nich Alice Cooper, gdzie mam słabość do "Halo Of Flies" poznanego dzięki muminowi w QW rok temu. Na przedostatnim miejscu Stonesi z całkiem solidnym albumem, ale ja jednak mimo wszystko za zespołem jakoś nie przepadam, choć nie powiem - "Brown Sugar" to całkiem solidny utwór i całkiem nieźle mi się go miksowało na winylowym eksponacie w Centrum Nauki Kopernik! xD No i na koniec The Who, których też jakoś wielce nie wielbię, no ale brałem pod uwagę tą ich płytę ze względu na "Behind Blue Eyes".
I to wszystko, a jeszcze jest tyle płyt z tego rocznika, których nie znam, a które obowiązkowo muszę poznać, m.in.:
Czesław Niemen - Czerowny Album
Skaldowie - Ty
Jimi Hendrix - Rainbow Bridge
Czerwone Gitary - Spokój Serca
Jimi Hendrix - The Cry Of Love
Breakout - Mira _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lookaug

Dołączył: 03 Mar 2009 Posty: 1012 Skąd: Włocławek
|
Wysłany: Sro Lis 21, 2012 1:45 pm Temat postu: |
|
|
1. Marek Grechuta - Korowód
2. The Rolling Stones - Sticky Fingers
3. Uriah Heep - Look at Yourself
4. The Doors - L.A. Woman
5. Led Zeppelin - IV
6. Pink Floyd - Meddle
7. Black Sabbath - Master of Reality
8. Jethro Tull - Aqualung
9. Dżamble - Wołanie o słońce nad światem
10. Leonard Cohen - Songs of Love and Hate
Pierwsze miejsce u mnie oczywiste. Szkoda, że praktycznie nie pojawia się na innych listach. Fantastyczna płyta, a tytułowy to z dużą dozą prawdopodobieństwa najlepszy utwór w historii polskiej muzyki rozrywkowej. "Dni, których..." faktycznie zarżnięte, przemielone i wyrzygane przez radio/tv, ale to raczej średnia wina Grechuty. Na drugim moja ulubiona płyta Stonesów, chyba najrówniejsza w ich dorobku, wysoki poziom przez całą długość albumu. Podium zamyka UH z wiadomym utworem i wcale niegorszą resztą. Dalej godne pożegnanie Doorsów, Zeppelini w kolejnej świetnej odsłonie, aczkolwiek i tak wybrałbym np. taką trójkę. Floydzi z fenomenalnym początkiem, jeszcze lepszym końcem, a środek... no jest. [hipster]Aha, i tak wolę AHM od Echoes[/hipster]. Sabbaci nadal na zacnym poziomie, chociaż to nie jest ich najmocniejsze granie. Na ósmym imo najlepsza płyta Jethro Tull, nawet jeżeli nie szaleję za tym zespołem. Dżamble z fantastycznym Zauchą na wokalu strasznie zapomniane, a szkoda. Na koniec Cohen, który nie wiedzieć czemu w większej dawce średnio mi wchodzi, ale słynny niebieski prochowiec jest magiczny.
Powyższy ranking i komentarze nie są oficjalnym stanowiskiem Polskiego Fanklubu Queen. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Sro Lis 21, 2012 8:21 pm Temat postu: |
|
|
To pierwszy z roczników, przy którym majstruję drugi raz i tak myślę sobie, że z mojego punktu widzenia nie jest jakiś rewelacyjny. Płyty z tego rocznika nie są szczególnie bliskie mojemu sercu.
1.Pink Floyd - Relics
Całkiem zgrabny zestaw utworów. Nie ukrywam, że znalazły się tutaj utwory z Barrettem ciekawsze, niż z połowa na debiutanckim albumie. "Arnold Layne" i "See Emily Play" cenię sobie najbardziej. Ale są też inne skarby jak "Julia Dream" czy odkryty ostatnio przeze mnie "Paintbox".
2.Pink Floyd - Meddle
Album nieznacznie słabszy od "Atom Heart Mother", Co zaś się tyczy "Echoes", uważam to za utwór bardzo dobry, ale jak na miano jednego z najlepszych utworów wszech czasów jest dla mnie mocno przereklamowany. Szczerze, to jakoś nigdy go głębiej nie czułem. Za to pełne pochwały lecą na "One of These Days". Bardzo trafiona rzecz. Z pozostałych rzeczy najbardziej mnie przekonuje "Fearless".
3.Breakout - Blues
Solidna pozycja w dyskografii zespołu i pewnie największe osiągnięcie Nalepy. Raz, że on tu śpiewa, dwa, mam sentyment do tego albumu, trzy, wszystkie utwory są naprawdę wspaniałe, różnorodne. Warsztatowo są po prostu świetne, ale przede wszystkim jest klimat. W pełni zasłużona klasyka. To akurat jedna z kilku pozycji, z którą zapoznał mnie tata.
4.Jimi Hendrix - The Cry of Love
5.Jimi Hendrix - Rainbow Bridge
Będziecie mi wypominać to, że się pytałem o te płyty Nagrania wydane po śmierci Hendrixa mają w sobie coś dosyć specyficznego, choć klimatem raczej nie różnią się od tych wydanych za życia. Może ta większa różnorodność i to, że ja sam bardziej odkryłem te utwory, a nie byłem nimi katowany. Sam przyznaję, że Jimi miał fajne pomysły na utwory.
6.The Doors - L.A. Woman
Nie jest to najlepszy album, to wiem. I coś mi w nim zgrzyta. Ale cenię sobie dosyć jego klimat, choć nie wszędzie jest mroczny. "Love Her Madly" to fajny singlowy, skoczny utworek. Tytułowe "L.A. Woman" jest utworem godnym uwagi, "L'America" i parę innych. Za to "Riders on the Storm" mi się zdążyło ewidentnie przejeść, choć bez niego album nie byłby taki sam.
7.Black Sabbath - Master of Reality
8.John Lennon - Imagine
9.Niemen - Niemen
Album zdecydowanie już nie tak fajny, jak poprzedni Enigmatic, dużo bardziej ciężkostrawny. Jednak wiążę z nim pewne nadzieje. Pewnie wymaga wielokrotnego przesłuchania, choć też daleko mi do miana fanatyka Czesława.
10.Led Zeppelin - Led Zeppelin IV
Z czterech pierwszych ta jawi się dla mnie najlepsza. Ma klasyki, które najbardziej mi odpowiadają. Zdaje się, że klimat utworu "The Battle of Everymore" trafia do mnie, jak mało co Zeppelinów. Na "Stairway to Heaven" też nie narzekam. A i tak największą frajdę mam z faktu, że Kazik wykorzystał sample z paru tych piosenek
Tuż za 10:
- The Rolling Stones - Sticky Fingers
- Deep Purple - Fireball
- Dżamble - Wołanie o słońce nad światem
Notka:
Kolejność nieprzypadkowa, jakby co. Stonesi, to album, który muszę dogłębniej poznać, Purple, z tego, co pamiętam, jacyś dziwni. Tak czy siak, nie są u mnie w 10 z konkretnych powodów. Jeśli zaś chodzi o Dżambli, ostatnio ich słuchałem, ale stwierdziłem, że na dłuższą metę nużyło mnie.
Pozycje, które kusi mnie poznać, to "The Who - Who's Next", no znam tylko trzy największe szlagiery i "Korowód" Grechuty, sytuacja ta sama, co przy debiucie. Znam tylko największe hity, a nawet "Kantaty" nie znam. _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego.
Ostatnio zmieniony przez Dundersztyc19 dnia Sro Lip 31, 2013 12:58 pm, w całości zmieniany 19 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michalzbiku95

Dołączył: 26 Lut 2010 Posty: 995 Skąd: Warszawa - Bielany
|
Wysłany: Czw Lis 22, 2012 1:51 pm Temat postu: |
|
|
1.Pink Floyd - Meddle
2.Led Zeppelin IV
3.Marek Grechuta - Korowód
4.Budgie - Budgie
5.John Lennon - Imagine
_________________ Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Pią Lis 23, 2012 6:43 pm Temat postu: |
|
|
1. Pink Floyd - Meddle
2. The Who - Who's Next
3. Joni Mitchell - Blue
4. King Crimson - Islands
5. Led Zeppelin - IV
6. David Bowie - Hunky Dory
7. Black Sabbath - Master of Reality
8. Jethro Tull - Aqualung
9. Van der Graaf Generator - Pawn Hearts
10. The Doors - L.A Woman
tuż za:
Yes - Fragile
Genesis - Nursery Cryme
Deep Purple - Fireball
Osz. Pierwsze miejsce mogłoby dostać wszystko z ósmym miejscem włącznie. Ale też jakiegoś lidera z prawdziwego zdarzenia tu nie ma mimo wszystko. Bo Echoes na pierwszym, ale nie tylko Echoes jest na płycie. To już najbardziej wyrównane jest The Who, które ma tylko jeden przeciętny kawałek. Nie no dobra najbardziej wyrównana jest Joni i w sumie jej się należy zwycięstwo. Żeńska wersja Drake'a, poziom prawie, że Pink Moona. Bo nie oszukujmy się, że wysokie miejsce Islands za tytułowego. A Ceppeliny za Schody i zamykacz, choć przecież są też różne Black Dogi. Bowie za Life on Mars, czyli jedną z najlepszych piosenek ever i kilka perełek typu Quicksand. Sabbath'y ze swoim drugim najlepszym albumem (bo jako całość jest Paranoid jest bardziej potężne), a Jethro z najlepszym, które znam ze dwóch, a ten drugi to wiadomo jaki więc to nie byle co. Generator za m.in. kawałek faraday'a, który powinien wygrać edycję. <patrzy kto wtedy wygrał> - a jednak nie. Doorsi za tytułowego i Riders'ów, choć przecież całość jest bardzo dobra.
Yesi już budują fundamenty pod swoje DZIEŁO za rok, Purple, które mnie nie brały początkowo i dalej nie czuję potęgi tego albumu, ale nie, że nie cenię. Nursery Cryme znam za krótko chyba, żeby wskoczyło, ale na pewno się nie rozczarowałem. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
yjje

Dołączył: 16 Paź 2012 Posty: 55 Skąd: Wilkowo
|
Wysłany: Pią Lis 23, 2012 7:47 pm Temat postu: |
|
|
1. John Lennon- Imagine
Za to, że od tej płyty zaczęła się miłość do wcześniejszej i kolejnych. Poza tym Lennon udowodnił, że jest w stanie działać poza gronem Żuczków. Szkoda, że All Things Must Pass George było wydane w 1970).
2. Pink Floyd- Meddle
Za Echoes i One of These Days, A Pillow of Winds, Seamus, San Tropez i jeszcze Fearless. Kocha album jako całość. Wiadomo, że Echoes to kolos nie do pokonania, ale zapychacze brzmią równie przyjemnie.
3. Led Zeppelin- IV
Piękne hard-rockowe walnięcie zmiatające wszystko na swej drodze. Wiele razy wracałem do tej płyty i wiele razy będę powracać. Ogromny sentyment, zwłaszcza (to oczywiste...) za schody do nieba, które ogromnie kocham mój Tata.
4. The Doors- L.A. Woman
Ech. Ten głos Jima, te bluesowe standardy. Jezusiu.. Riders of the Storm. Czego chcieć więcej... _________________ ,,I'm filling the cracks that ran through the door
And kept my mind from wandering.
Where will it go?" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Nie Lis 25, 2012 8:51 pm Temat postu: |
|
|
1. King Crimson - Islands
2. Van der Graaf Generator - Pawn Hearts
3. Pink Floyd - Meddle
4. Black Sabbath - Master of Reality
5. Serge Gainsbourg - Histoire de Melody Nelson
6. David Bowie - Hunky Dory
7. Roy Harper - Stormcock
8. Flower Travellin' Band - Satori
9. Marek Grechuta - Korowód
10. Leonard Cohen - Songs of Love and Hate
Sporo dobrych albumów przepadło, w tym Tago Mago, Czwórka (Soft Machine oczywiście), Miles, Genesis, Stonesi, Zeppy, the Who... I tak chyba łatwiej niż w poprzednim roczniku. Na pierwszym moja ulubiona płyta Krimzonów, cudowny klimat, piękne kompozycje, żadnych patosów i zbędnych dźwięków, tylko wokalista nie ten. Za to na płycie numer 2 wokalista zdecydowanie jest "ten". Hammill z kolegami nagrywa swoją najlepszą płytę - a zarazem rejestrują na taśmie jedno z najbardziej paranoicznych, emocjonalnych doświadczeń, jakich można oczekiwać od muzyki rockowej. Arcydzieło. Floydzi i największy utwór w historii muzyki, po którym następuje nie mniej piękne, 23-minutowe Echoes. Sabbath i - niespodzianka - najlepsza płyta w ich dyskografii, kto wie, czy nie okazała się bardziej wizjonerska niż debiut i Paranoid? Dalej pedo-Gainsbourg, największa stylówa lat '70., dym Gitane'ów, orkiestracje, seks i psychodeliczna gitara. Bowie nagrywa kilka swoich najlepszych piosenek, a Roy Harper eksperymentuje z powodzeniem z większymi formami. Naćpani Japończycy hałasują, natchniony Grechuta idzie w tany, Cohen pisze list o czwartej nad ranem w Nowym Jorku zmieniając przy tym historię emo-piosenki na zawsze. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|