| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Zimek

Dołączył: 12 Wrz 2011 Posty: 256 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 3:22 pm Temat postu: |
|
|
Mi się smutno zaczęło robić już w momencie, jak zaczęli grać We Will Rock You. Wiedziałem, że zaraz będzie We Are The Champions i koniec koncertu... To już taki sztandarowy koniec koncertów, że ta świadomość sama przychodzi do głowy. Niby grali 2 godziny, ale tak szybko zleciało, a sama myśl że zaraz zniknął ze sceny i już na nią nie wrócą sprawiła, że chciałem aby ta chwila trwała wiecznie. Żebyśmy do teraz klepali rytm WWRY  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 4:57 pm Temat postu: |
|
|
Mi to przemknęło przez myśl. Zawsze oglądając koncerty zwracałam uwagę na to i myślałam, że to już koniec, ale podczas koncertu na żywo zbytnio się tym nie przejęłam. Wtedy jeszcze przecież grali.
Co do WWRY to ja nie mam pojęcia co robiłam. Dwa klaśnięcia i co potem? Kurczę. W sumie wolałabym jednak poklaskać do Radio Ga Ga. \m/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 5:09 pm Temat postu: |
|
|
| atryk12 napisał: | | Mów Fenderek co chcesz, ale też by Ci zapewne ciśnienie skoczyło, gdybyś to usłyszał, bo to naprawdę brzmiało jak innuendo. |
Wiem, jak oglądałem Kijów to mi skoczyło...
To dopiero byłaby profanacja...
Ale Roger mógły to spróbować... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Brimay
Dołączył: 06 Wrz 2004 Posty: 124 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 5:44 pm Temat postu: |
|
|
Była też np. kamera na gryfie jednej z RS, czy ukryta gdzieś w zestawie perkusyjnym. To tak a propos ilości kamer  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
haes82

Dołączył: 23 Maj 2012 Posty: 757
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 5:49 pm Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | Mógłby spróbować, ale chyba tylko na wokalu, a Rufus na perkusji. Nie wyobrażam sobie, by dał radę pociągnąć całość. |
W ogóle jeżeli chodzi o śpiewających perkusistów to po pierwsze dziwnie/śmiesznie to wygląda, po drugie - podziwiam ich za ogromną koncentrację, koordynację i podzielność uwagi. Tak więc Roger na czas śpiewania swoich piosenek może, a nawet powinien opuścić stanowisko. _________________ Zdeklarowany brianofil, korwinista oraz wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 5:53 pm Temat postu: |
|
|
Szczerze? Widzieć Rogera śpiewającego i grającego jednocześnie I'm In Love With My Car było cudownym doświadczeniem. Nie dość, że wspaniały kawałek, to jeszcze pokaz umiejętności. Za to raz jeden jedyny widziałem bootleg z trasy electric Fire, gdzie Roger we wspomnianym kawałku był wyłącznie wokalistą i to dopiero wyglądało dziwnie! _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 6:08 pm Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | Szczerze? Widzieć Rogera śpiewającego i grającego jednocześnie I'm In Love With My Car było cudownym doświadczeniem. Nie dość, że wspaniały kawałek, to jeszcze pokaz umiejętności. |
Ludzie, toż to chyba najbardziej cokolwiek mający ze starym Queen wspólnego fragment koncertów po śmierci Freda...
Wtedy czas się cofnął, a nie przy telebimach. Przy trupie z ekranu były emocje, smutek, płacz- ale tu... tu czas się cofał. Nie trzeba było zamykać oczu i można się było poczuć jak w 1979... tylko siwizny trochę więcej. Zjebali że teraz tego nie grają- ALE... przynajmniej mniej mi szkoda...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
onmyoji

Dołączył: 30 Cze 2012 Posty: 14
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 7:10 pm Temat postu: |
|
|
| W tym zestawie to jest kawałek, którego najbardziej było mi brak na koncercie, a który bardzo lubię i żałuję, że nie dane mi było na żywca posłuchać... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 7:20 pm Temat postu: |
|
|
| Byłam pewna, że Roger to zagra, no ale cóż, kiedy się ma swojego Rufusa można się rozleniwić. ;p |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 7:47 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | mike napisał: | | Szczerze? Widzieć Rogera śpiewającego i grającego jednocześnie I'm In Love With My Car było cudownym doświadczeniem. Nie dość, że wspaniały kawałek, to jeszcze pokaz umiejętności. |
Ludzie, toż to chyba najbardziej cokolwiek mający ze starym Queen wspólnego fragment koncertów po śmierci Freda...
Wtedy czas się cofnął, a nie przy telebimach. Przy trupie z ekranu były emocje, smutek, płacz- ale tu... tu czas się cofał. Nie trzeba było zamykać oczu i można się było poczuć jak w 1979... tylko siwizny trochę więcej. Zjebali że teraz tego nie grają- ALE... przynajmniej mniej mi szkoda...  |
Ja nie kumam po kija im czasami Rufus. Między kawałkami podskakuje przy werblu i talerzach. Roger dawał radę przy AKOM grac i śpiewać. a teraz taki leń się z niego zrobił i jeszcze radio gaga nie zaśpiewał... Tu wyjątkowo Rufus może sobie bębnić. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 9:23 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | Ja nie kumam po kija im czasami Rufus. |
Może żeby młodsze fanki miały na kim zawiesić oko?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
imaytoro

Dołączył: 11 Lip 2012 Posty: 136
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 10:49 pm Temat postu: |
|
|
| Koncert nie był najgorszy ale niestety ten członek... znaczy człowiek zupełnie nie pasuje głosowo do Queen. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
nevada

Dołączył: 22 Sty 2007 Posty: 753 Skąd: Radom
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:06 pm Temat postu: |
|
|
| ramash napisał: | | Kensington napisał: | Z kolei Ira pokazała się według mnie z jak najlepszej strony  |
Długi występ? Na 25lecie to chyba powinien być porządny koncert a nie popierdółka. |
| haes82 napisał: | | Z punktu widzenia IRY porządny koncert to byłby taki, w którym IRA wystąpiłaby na końcu i była główną gwiazdą. Z drugiej strony (z całym szucunkiem dla grupy) - IRA nie zapełniłaby stadionu nawet grając za darmo - co najwyżej halę stulecia. Mieli po prostu okazję zagrać dla tak dużej publiczności i zwyczajnie skorzystali, chociaż przyznać trzeba że taki jubileusz lepiej robić w małym, za to wiernym gronie swoich fanów aniżeli na doczepkę do wielkiej gwiazdy. |
To ja może sprostuję... Na koncercie nie byłem, ale z tego co wiem, to trwał około godziny i zagrali 10 utworów.
IRA w tym roku obchodzi swoje 25-lecie, a występ we Wrocławiu był tylko jednym z wielu. Zimą i wiosną tego roku była pierwsza odsłona specjalnej klubowej trasy koncertowej po Polsce upamiętniającej to 25-lecie. Na jesień planują wydanie nowej płyty studyjnej i kontynuację tej trasy. Warto dodać, że większość koncertów wyprzedało się często kilka dni czy też tygodni przed terminem I na tej też trasie było sporo kawałków tych na ogół rzadziej granych.
Także występ we Wrocławiu nie był jedynym specjalnym koncertem na 25-lecie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Wiki

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 735
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:08 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | Ja nie kumam po kija im czasami Rufus. |
Oszczędzają.Wiadomo,że zawsze taniej zatrudnić kogoś po znajomości  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:13 pm Temat postu: |
|
|
Taniej to by było, gdyby Rog wszystko grał sam (i gdyby nie zatrudnialiby dodatkowego wokalisty). Dobrze, że Brian nie ma swojego Rufusa, to by była katastrofa.
Pamiętam tylko, że chodził człowiek z kamerą nad publicznością, za innymi kamerami się nie rozglądałam. Dlatego pytam: Były inne kamery? Kręcili to? Będzie DVD?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 1:07 am Temat postu: |
|
|
Nie mam obecnie mozliwosci, by sie rozpisywac, ale po moim powrocie z wakacji mozecie spodziewac sie tu garsci lemurzych opinii. Teaser - bedzie to opowiesc jak spedzic duza czesc koncertu swojego ulubionego zespollu myslac o tym, by to sie juz wreszcie skonczylo.
Queen juz nie ma. I tyle. W przeciwienstwie do hejtujacego Fenderka - sprawdzilem osobiscie. Szczerze dziwie sie tym wszystkim entuzjastycznym odczuciom, ktore uslyszalem w sobote na afterparty. Dla mnie to bylo Waterloo. Szczegolnie przez porownanie z dzisiejszym koncertem Springsteena, ktory wystrzelil mnie na orbite. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 1:40 am Temat postu: |
|
|
To moze ja zaczne. Dziwie sie i zazdroszcze wiekszosci z Was, ktorzy sie rozpisuja o wzruszeniu, emocjach, drzeniu serca i podobnym. Ja tego kompletnie nie czulam, moze z wyjatkiem TATDOOL i LOML, ale tez bez jakiegos zbytniego zaangazowania. Bardziej poruszylo mnie poltorej piosenki z Brianem w Londynie w listopadzie. Ale zanim sie rozpisze, to moze warto wspomniec o Lemura i moim dzisiejszym przezyciu koncertowym.
Bruce Springsteen. Prawie 3,5 godziny grania setlisty innej niz na pozostalych koncertach, w duzej mierze zaleznej od listy zyczen publicznosci (fani na koncert wzieli ze soba transparenty z tytulami piosenek, ktore by chcieli uslyszec - i je dostawali). Niesamowita forma samego Bruce'a, jak i jego 16-osobowego zespolu. Luz na scenie, spontanicznosc i fantastyczny kontakt z publika, ktora mogla smyrac go i jego gitare do woli, nie wspominajac juz o dwoch na oko jedenastoletnich fankach, ktore znalazly sie dzieki niemu na scenie i zaspiewaly/zatanczyly ze Springsteenem. Energia, fantastyczne wykonanie, rozmowy z fanami pod scena, jezu, czego na tym koncercie nie bylo... Nadmienie, ze nie jestem fanka Springsteena (choc chyba zaczne) i znam pobieznie dwie plyty + pare hitow, a mimo to wspaniale sie bawilam. BYLO KAPITALNIE, byly tez momenty wzruszenia. Podejrzewam, ze gdybym znala jego tworczosc lepiej, to doznalabym tam wielokrotnego muzycznego orgazmu, zreszta Lukasz i tak doznal To chyba jedyna rzecz, jakiej zaluje. Nie dopisala jedynie czeska publika, ktora rozkrecila sie dopiero w drugiej polowie (co jest wyczynem godnym podziwu, wziawszy pod uwage, ze koncert trwal ponad 3h), dziwie sie im bardzo.
Przez spora czesc dzisiejszego koncertu myslalam o wczesniejszych doznaniach muzycznych z Wroclawia i doszlam do wniosku, ze moj ukochany zespol, dzieki ktoremu poznalam mojego faceta, najlepsza przyjaciolke i mnostwo innych swietnych ludzi (a wiec wielki ladunek emocjonalny), ktorego plyt slucham do dzis z zachwytem i ktory mimo wszystko nie schodzi z piedestalu najwazniejszych doswiadczen w moim zyciu, w zaden sposob nie umywa sie do tego, co teraz robi Springsteen. Brian i Roger sa w podobnym co on wieku, nalezeli do zespolu podobnie jak sam Bruce legendarnego (a nawet bardziej) i podobnie jak on, niczego juz nie musza. Tymczasem koncert we Wroclawiu byl IMO zaledwie dobry, i to tylko jak na babola, ktorego mial przypominac. Setlista z malymi wyjatkami (tez nie jakimis zachwycajacymi szczerze mowiac) taka jak zawsze, po raz dziesiaty te same zachowania na scenie, brak luzu, w sumie dosc poprawne wykonania utworow, no i fatalny dobor wokalisty, ktory do muzyki Queen pasuje jak piesc do nosa, a z ktorym ewidentnie Brian i Roger zadnej chemii nie czuja. Wszyscy trzej wygladali, jakby byli zobowiazani jakims kontraktem, zrobili swoje i potem sobie poszli, zero kontaktu. Z publicznoscia troche lepiej im szlo, choc pojawily sie te same slowa, co zawsze, a Lambert pozostawal jednak mocno zmanierowany. Na koncercie bawilam sie zaledwie niezle, ale, jak juz powiedzialam, zadnego wielkiego wzruszenia nie czulam. Jak na pierwszy moj pelnoprawny koncert Queen - slabiutko.
Podsumowujac, nie zaluje, ze wydalam na bilet i sie przejechalam - "zaliczylam" jednak zobaczenie Briana i Rogera na zywo. Ale czy malkontenci, ktorzy pozostali w domu, maja czego zalowac? Nie, nie powiedzialabym. To z pewnoscia nie byl koncert zycia, zwlaszcza jesli do tej wspolpracy jest sie nastawionym supersceptycznie. Nie wiem, moze jestem hejterem i czlowiekiem bez serca, ale tez nie uwazam, ze musze akceptowac kazdy chlam, a troche chlamu - za duzo jak na zespol z tak swietnym dorobkiem - bylo. Nie mowiac juz o tym, ze nawet w sferze irracjonalnej nie poczulam zadnej ekscytacji, bylo ok, moglam sobie postac, pospiewac i poklaskac. Fajnie, ze znalam wszystkie teksty. Hell yeah.
A drugie "podsumowujac" ponizej:
PLUSY
+ mike :*
+ TATDOOL
+ LOML, '39
+ forma wokalna Rogera - moglby dluzej pociagnac!
+ KYA, nawet z Lambertem nie bylo takie straszne
+ atmosfera wsrod publiki
+ WWTLF, to bylo swietne!
+ brak whatayow i podobnych, ktory mnie w sumie zaskoczyl
MINUSY
- Lambert - lomatko, czlowieku, nie wydzieraj sie tak. Jakies tam mozliwosci glosowe ma, choc nie zachwycajace. Szkoda, ze wydziera sie zawsze, nawet gdy utwor wymaga cichszego, nie wiem, bardziej intymnego wokalu.
- TYMD, a przeciez to byl bis, matko swieta!
- TSMGO, bron sie Boze
- DSMN - fajnie, ze sie pojawilo, ale ten wokal...
- problemy techniczne
- brak chemii miedzy czlonkami zespolu
- mala spontanicznosc w czymkolwiek, od setlisty po kontakt z publicznoscia
Co do innych uwag, zaciekawilo mnie zachowanie sceniczne Lamberta. Z jednej strony bylo mocno zmanierowane i powtarzalne, ale bardzo na plus zaliczam to, ze dobrze odnajduje sie na scenie, choc zdecydowanie za malo nawiazywania kontaktu z publika.
Mona byla calkiem niezla - co prawda wszystkie utwory mieli na jedno kopyta + nieco zabawna stylizacje na niegrzecznych chlopcow, ale sie starali, mieli sporo energii, bylo calkiem milo ich posluchac. Okazalo sie tez, ze jednak znam az dwa ich utwory, sama bylam pod wrazeniem.
IRY i tych wczesniejszych nie slyszalam, wiec za bardzo nie wiem, w sumie to mnie nie interesowali zbytnio.
Zaluje, ze nie wlazlam na Golden Circle, skoro bylo to w sumie dosc proste, moze mialabym potem lepsze wrazenia z koncertu. No i szkoda, ze ominelo Lukasza i mnie spotkanie twarza w twarz z Brianem i Rogerem, choc z drugiej strony pewnie nie mielibysmy tyle cierpliwosci na stanie pod hotelem. No ale coz, nasza strata, narzekac w tej sytuacji nie przystoi.
A poza tym dzieki wszystkim za swietne spotkanie w "Od zmierzchu do switu", bylo naprawde sympatycznie i prawie do switu rzeczywiscie.  _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 2:50 am Temat postu: |
|
|
| lemur napisał: | | W przeciwienstwie do hejtujacego Fenderka - sprawdzilem osobiscie. |
Wystarczyło w 2008 usłyszeć między perłami We Believe zeby wiedzieć czego się tu spodziewać.  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 3:50 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | lemur napisał: | | W przeciwienstwie do hejtujacego Fenderka - sprawdzilem osobiscie. |
Wystarczyło w 2008 usłyszeć między perłami We Believe zeby wiedzieć czego się tu spodziewać.  |
Twój argument jest inwalidą - We Believe było od początku masakrą. Lambert niekiedy masakrował arcydzieła. ^^ _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 8:38 am Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | Fenderek napisał: | | lemur napisał: | | W przeciwienstwie do hejtujacego Fenderka - sprawdzilem osobiscie. |
Wystarczyło w 2008 usłyszeć między perłami We Believe zeby wiedzieć czego się tu spodziewać.  |
Twój argument jest inwalidą - We Believe było od początku masakrą. Lambert niekiedy masakrował arcydzieła. ^^ |
przeczytałam; " We Believe było od początku arcydziełem"...  _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 11:30 am Temat postu: |
|
|
| Cytat: | W naszej SMS-owej zabawie nagrodę główną, czyli 40-calowy, LED-owy telewizor 3D marki Toshiba 40TL933 zdobywa Piotr Pawłowski. Już wkrótce poznacie wymyślone przez niego hasło
Nagrody w postaci koszulek wygrywają:
1. Agata Urbaniak
2. Anna Wojcik
3. Artur Ryzner
4. Aurelia Stelmach
5. Beata Jonak
6. Cezary Matuszewski
7. Dariusz Jarych
8. Elzbieta Opolczynska
9. Ewa Czupryn
10. Grzegorz Kokot
11. Grzegorz Mucha
12. Grzegorz Szczepanek
13. Ilona Rutkowska
14. Izabela Wandzik
15. Jan Sawicki-Hughes
16. Joanna Adamska
17. Joanna Domek
18. Julia Sokolowska- Taras
19. Kamil Kurzynski
20. Karolina Ciesielska
21. Kinga Pawlowska
22. Konrad Michalik - ziomal wygrał
23. Lukasz Binkowski
24. Machnik Ryszard
25. Maciej Adamski
26. Maciej Matuszewski
27. Maja Gruszka
28. Malgorzata Leliwa
29. Marcin Andruszko
30. Marcin Zadon
31. Marek Trudzinski
32. Marta Olszewska
33. Michal Czatrowski
34. Michalina Bajor
35. Michał Sawicki-Ciuk
36. Nagi Bemrulahi
37. Norbert Dobosz
38. Olivia Zimmer
39. Pawel Iwanicki
40. Rafal Szczepanski
41. Slawomir Przetak
42. Slawomira Szpurek
43. Sylwia Trudzinska
44. Szymon Zychowicz
45. Tomasz Maslisz
46. Tomasz Rokosa
47. Tomasz Sajewicz
48. Weronika Leszkiewicz
49. Wiktor Jarka
50. Wojciech Wojcik |
8piosenek było _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 12:03 pm Temat postu: |
|
|
| Ciekawe, czy 'We Believe' też się liczyło jako piosenka. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
haes82

Dołączył: 23 Maj 2012 Posty: 757
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 12:24 pm Temat postu: |
|
|
| Arquest napisał: | | Ciekawe, czy 'We Believe' też się liczyło jako piosenka. |
Pewnie tak, bo ja naliczyłem ich chyba chyba 6 (uznając "toshibian rapsody" też za piosenkę). Dwie przegapiłem - pierwszą z nich jest pewnie właśnie we believe.
Chociaż z drugiej strony - nie przykładałem się zbytnio do tego, bo i tak SMSa nie planowałem wysłać. Gdyby nagrodą było spotkanie w cztery oczy z Maylorami, wysiliłbym się. A telewizor... no cóż, telewizor mogę sobie kupić. Spokania z idolami nie. _________________ Zdeklarowany brianofil, korwinista oraz wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 12:29 pm Temat postu: |
|
|
E tam, telewizor, i gdzie ja bym go postawiła?
Z drugiej strony spotkanie z Rogem i Mayem też było dostępne, wystarczyło przyjechać wcześniej i postać pod hotelem.
Już chociaż mogliby do tego TV dołączyć DVD z koncertu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 12:31 pm Temat postu: |
|
|
We Believe nigdy nie liczyło się jako piosenka. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
reval
Dołączył: 12 Lip 2012 Posty: 1
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 1:33 pm Temat postu: |
|
|
a ja mimo wszystko zazdroszczę tym co byli na koncercie, każdy może zawsze znaleźć dziure w całym... _________________ Audi dealer otomoto |
|
| Powrót do góry |
|
 |
DDelilah

Dołączył: 09 Lip 2012 Posty: 190 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 1:50 pm Temat postu: |
|
|
...tym bardziej, że muza na MP3,4 i innych nagraniach jest technicznie przycięta o dźwięki niesłyszalne dla ucha. Dla mnie bardzo istotna jest chemia w muzyce na żywo. Nie samym uchem/okiem chłonie się koncerty
Ciekawostką przyrodniczą jest to, że na nagraniach(nawet amatorskich z koncertu) Glambert brzmi lepiej, niż na żywo. Ci co nie byli tym razem, może meli trochę szczęścia... ? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Czw Lip 12, 2012 2:04 pm Temat postu: |
|
|
| Wg mnie właśnie lepiej brzmi na żywo. Jak zaczęłam oglądać nagrania z YT od razu mnie zaczął razić jego głos. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|