| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Q_Aleksandra

Dołączył: 10 Lip 2012 Posty: 18 Skąd: Bytom
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 7:44 pm Temat postu: |
|
|
Na początek chciałam serdecznie powitać wszystkich fanów Queen ! Na sobotnim koncercie byłam i nie żałuję owej decyzji, mimo iż bilet został zakupiony w ostatniej chwili. Z różnych powodów nie miałam wcześniej okazji uczestniczyć w koncertach Q, czego niezmiernie żałuję, ale jestem szczęśliwa, że spełniłam moje największe marzenie. Byłam w siódmym niebie, że było mi dane zobaczyć Rogera i Briana na scenie, do tego usłyszeć RS na żywo, bezcenne, tych wspomnień nikt mi nie zabierze. Moje emocje sięgały zenitu, cieszyłam się jak małe dziecko, które dostało cukierka, nawet Lambert mi nie wadził (o dziwo). W trakcie koncertu płakałam kilka razy (chodzi tutaj o wspólne śpiewanie LOML, zobaczenie Freddiego i Johna na telebimie podczas TATDOOL czy BoRhap), czego absolutnie się nie wstydzę. Atmosfera na koncercie była cudowna! Stałam na płycie i dzięki Bogu wokół mnie była większość fanów Q, którzy wyśmienicie się bawili, śpiewali, nie licząc Glambertki obok mnie, która dostawała spazmów na widok Adama i do tego kobietek z wcześniej wspomnianym transparentem Adam+serduszko. Cieszę się niezmiernie, że mogłam uczestniczyć w tym koncercie, wspólnie klaskać do WWRY czy GaGa, zawsze o tym marzyłam. O mało nie straciłam głosu, bo darłam się jak szalona , ale moim zdaniem było warto! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gosiakn

Dołączył: 23 Lut 2009 Posty: 421 Skąd: Białystok
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 7:52 pm Temat postu: |
|
|
| q_michal napisał: | | To Ty Gosiu machalas mi z samochodu:)? |
to ja Michale Jechałam z siostrą i synkiem. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 8:34 pm Temat postu: |
|
|
| Zimek napisał: | | melina napisał: | | A zauważył ktoś że w Dragon Attack wpleciono intro do Get Down Make Love? |
...i Son and Daughter |
Son And Daughter nie było, właśnie z racji tego, że pojawiło intro z GDML. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 9:01 pm Temat postu: |
|
|
byl motyw z son and daughter ktorego prawie nikt nie wylapal, smutna prawda o was  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
atryk12

Dołączył: 26 Sty 2012 Posty: 160
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 9:08 pm Temat postu: |
|
|
| W którym miejscu jeśli można wiedzieć? bo ja nie wyłapałem, przyznaje się (ale gdml to tak) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 9:15 pm Temat postu: |
|
|
| Faktycznie, nie jesteśmy tru fanami. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 10:07 pm Temat postu: |
|
|
To były najpiękniejsze dni mojego życia.
Nie jestem w stanie tego do teraz na spokojnie opisać. Jako fan Queen czuję się spełniony - osiągnąłem wszystko, co mogłem, żeby tak się poczuć. No chyba że nie wiem... Wszedłbym do rodziny Mayów (swoją drogą córka Briana, Emily, jest całkiem niezła i uprzejma ) i był ze wszystkimi na ty. Moja relacja może być trochę rwana i niespójna, ale jak mówię, nie potrafię spokojnie funkcjonować do teraz.
A wszystko zaczęło się spontanicznie. Na krótkie pytanie od tyny, czy jedziemy w czwartek polować na zespół bez zastanowienia odpowiedziałem - jedziemy. Brałem udział w tych pieprzonych konkursach, pisałem ckliwe referaty o tym, czym jest Queen w moim życiu i od kiedy słucham tego zespołu. Wysłałem z 10 płatnych smsów. Dupa. Pomyślałem - ok, spotkanie z zespołem nie jest mi dane dostać ot tak. Więc jadę i kierwa wyrwę marzenia własnymi rękami. We Wrocławiu byliśmy w czwartek o godzinie 13. Naszym celem była galeria dominikańska. Idąc do niej zobaczyłem hotel Monopol i mówię, że to tutaj zatrzymali się nasi i żebyśmy zapamiętali drogę, by potem nie błądzić. Rozglądam się... a tu jakaś siwa czupryna wystaje ponad głowy (drobnego na ten moment jeszcze) tłumu. Krzyk, panika, adrenalina. Gonimy co sił. Z plecakami, śpiworami i reklamówkami. Ale to Brian! Dystans ok. 400 metrów pokonujemy w dwie sekundy. Przede mną stoi szanowny kolega Kłin:) i krzyczę do niego 'Kłin, Kłin...' i ludzie patrzą na mnie jak na idiotę - wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego.
Instynktownie niemal przez zamknięty zamek wyciągam Ilustrowaną Historię Królowej i wręczam Brianowi do podpisu. Uśmiecha się do mnie i podpisuje. W międzyczasie Mackowi wypada singiel Rogera, który podnosi sam Brian (czaicie? Legenda gitary, legenda rocka podnosi singla swojemu fanowi!) i z rozbrajającym uśmiechem mówi, że z tą płytą to nie do niego tylko do Rogera. Niezwykle ludzki, przesympatyczny gość z Briana, uwierzcie. Niestety nie miał wtedy czasu i szybko wsiadł do limuzyny. I wtedy też okazało się, że ochroniarzami zespołu w Monopolu są ludzie naprawdę w porządku - gdybym mógł uścisnąłbym im wszystkim dłonie. Chcieliśmy jechać za zespołem, ale powiedzieli nam, byśmy dali im spokój kiedy są poza hotelem, a jeśli się zastosujemy, to nie będą robić żadnych problemów, żeby cyknąć sobie z nimi fotkę i dostać autograf, kiedy będą wracać. Słowa dotrzymali. Posłusznie robiliśmy co nam mówili, a oni dotrzymywali słowa. Wspaniali ludzie!
Poszliśmy z tyną zanieść rzeczy i wracamy pod hotel. Czekaliśmy na chłopaków, bo wiedzieliśmy, że niedługo będą wracać. Po około 3 godzinach podjeżdża pierwsza limuzyna... Wychodzi Roger. Mówcie co chcecie, ale na Rogera polowałem przede wszystkim, może to próżne, ale zdaję sobie sprawę, że dorwać go to sprawa dużo trudniejsza niż rozmowa z Brianem. Ale nic. Idzie w naszą stronę. Elegancki. Uśmiechnięty. Najebany. Jesteśmy pierdolonymi szczęściarzami. Nic do nikogo nie mówi - ustawia się do zdjęć i podpisuje wszystko jak leci. Za jednym razem machnął mi podpis na Ilustrowanej i ANATO. Objął mnie do zdjęcia i się uśmiechnął. Masakra. Powiedziałem mu tylko dzięki Roger, bo na nic innego nie było mnie w tym momencie stać. Nie pamiętam nawet co mi odpowiedział, ale rzucił coś i odszedł do innych fanów. A ja stałem jak wryty jeszcze przez jakiś czas...
No i chyba po pięciu godzinach nadjeżdża Brian. Idzie w naszą stronę i rusza swoim cylindrem na znak 'dzień dobry'. Rozczulające! Tym razem i jemu podaję ANATO i proszę o zdjęcie. Rozmawia, uśmiecha się, ustawia do fotki. Podaje mi dłoń bez zastanowienia, nie mam języka w gębie. Rozmawia z każdym. Tyna podaje mu zdjęcie, które zrobiła w 2008 na trasie. Brian zainteresowany, wypytuje z którego to roku, z jakiego koncertu etc... Rozmawia jak równy z równym. Szczerze zainteresowany, szczerze uśmiechnięty. Ale po czasie wchodzi do hotelu i tego dnia już nie zobaczyliśmy ani Maya, ani Taylora, chociaż czatowaliśmy pod hotelem do nocy.
Następnego dnia pod hotelem było już dużo więcej fanów - przyjechała m.in. daga (szacun za prezenty dla chłopaków!), qbik, calina, Zbyszek... Ale i Glambertów przybyło, niestety. No i dlatego też Roger i Brian opuszczali hotel tylnym wyjściem. Jednak Brian kiedy wracał późnym popłudniem do hotelu dał się namówić na autografy i zdjęcia... Tym razem ja mu podałem zdjęcie zrobione podczas trasy z Paulem. Był szczerze zainteresowany. Znów wypytywał. Może szukał fotografa zespołu? W każdym razie - Rogera nie udało się chyba nikomu dorwać, z Brianem również było ciężko, ale staliśmy pod hotelem i czekaliśmy do 19, bo wiedzeiliśmy, że mniej więcej o tej porze wyruszą na próbę. I tak było. Ale tym razem wyszli z podwojoną ochroną i do nikogo nie podeszli, z drobnym wyjątkiem. Niejaki Rafał Tudruj krzyknął do Briana i pokazał mu tatuaż z jego podobizną. Brian się zatrzymał, podszedł do niego, wyraził zdziwienie i radość, uścisnął dłoń... Magiczny moment, mimo że uczestniczyłem z boku. Jeżeli komukolwiek czegokolwiek zazdrościłem podczas tego wyjazdu, to właśnie Rafałowi tego momentu. Piękna chwila.
Z tyną wsiedliśmy do tramwaju i pojechaliśmy pod stadion. Wiedzieliśmy, że dorwać tam zespół praktycznie nie będzie szans - ale chcieliśmy posłuchać próby. Spotkaliśmy tam dwóch poznanych fanów - Konrada i Błażeja - świetnych gości. Słuchaliśmy tej próby i ciary z pleców mi nie schodziły ani na sekundę. Usłyszeć Red Special na takim nagłośnieniu przy Dragon Attack, bez perkusji i wokalu - nie opiszę tego. Moment kiedy Adam śpiewał Who Wants To Live Forever i Brian go co chwila korygował też nigdy nie wyleci mi z pamięci.
Kolejny dzień - dzień koncertu był długi i wykańczający. Nie będę go opisywał, bo szkoda czasu. W każdym razie, kiedy otwarto bramy wskoczyłem na płytę jak opętany i co sił biegłem pod barierki. Byłem tak szybki, że nawet pani ochroniarz nie zdążyła zamknąć swojej bramki na czas i przedostałem się na Golden Circle niestety, zupełnie niepotrzebnie zacząłem rozmawiać o tym ze Zbyszkiem, ochroniarz zwrócił na mnie uwagę i zobaczył, że nie mam czerwonej opaski. Próbowałem się tłumaczyć, ale złożył mi propozycję nie do odrzucenia - albo wyjdę sam, albo on mi pomoże. A to był ochroniarz typu '2+2 = 8 i nie ma dyskusji' - w tym momencie cała edukacja idzie się jebać. Więc wyszedłem, obiegłem jeszcze raz połowę stadionu (a kto był ten wie, że obiec kolosa to co najmniej czasochłonna sprawa!) i wbiegłem na płytę. Nie pamiętam jakim cudem i jakimi siłami, ale po prostu przebiegłem przez tłum i dotarłem do barierek gdzie czekali na mnie tyna i Karolina. Byłem zajechany. W mordzie czułem pustynię. A do koncertu zostało jeszcze jakieś 6h...
Poczułem majestat Queen kiedy rozwiesili kurtynę. To było to. Magia i potęga Queen. Co czułem podczas koncertu - nie napiszę. Cały czas mówiłem tylko jedno. Brian i Roger nie mieli prawa czuć czegoś takiego od trasy Magic Tour. Przez 26 lat nie uczestniczyli w czymś takim. Niech hejterzy pierdolą co chcą. Ale Queen zapełniło stadion. Praktycznie cały. I to nie januszami i lambadami. Dominowali fani Queen, których zachowanie podczas koncertu było nieziemskie. Śpiewy przy LOML, Fat Bottomed Girls, Bohemian, I Want It All czy chociażby IWTBF było słychać chyba na Ostrowie Tumskim. Brian kiwał parokrotnie głową z niedowierzania. Pokazywał kciuka do góry. Był zdumiony. Razem stworzyliśmy niesamowity klimat. To był rockowy koncert w najlepszym wydaniu. A Lambert? Ani nie wadził, ani nie był zajebisty. Ale kiedy wyszedł na środek pociągnąć z publiką 'eeeooo' to nikt mi nie powie, że ryku nie było. Bo był. Przeżyłem to o czym marzyłem od paru lat - TATDOOL na żywo. Łzy mi ciekły po policzku. Kiedy Freddie pojawiał się na telebimie - płakałem jak dziecko. To była magiczna noc...
...a kto nie chciał przyjechać - stracił. Stracił szansę uczestniczenia w czymś magicznym. Najlepszy koncert na jakim byłem. Zespół czuł się u nas świetnie, dał świetny koncert, a my byliśmy świetną publiką. Długo jeszcze będą to pamiętać, bo takiego koncertu już chyba nigdy nie doznają.
Na koniec powiem tylko tyle, że After Party było jednym z najlepszych Queen party na jakich byłem. O ile nie najlepsze. Kapitalnie się wybawiłem. Fajnie było poznać niektórych forumowiczów. Ekspresyjne wykonanie qmichała i Bizona Rapsodii na scenie w Zmierzchu było epickie
Powrót do domu smutny, przygnębiający... Myśl, że to koniec tego wszystkiego była przytłaczająca. W sumie do teraz czuję smutek. Z chęcią poszedłbym pod monopol. Z chęcią znów przeżyłbym tą gehennę. Tyle godzin co z tyną staliśmy pod hotelem w tym ukropie, bez wody i jedzenia... Tyle co się nałaziliśmy za zespołem... Zostawilismy litry potu. Mieszkaliśmy w spartańskich warunkach. Ale między innymi właśnie dlatego teraz tak mocno doceniam ten czas i uważam, że każda chwila (dobra i zła!) była na wagę złota.
Bycie fanem Queen to jedna z najpiękniejszych rzeczy jaka w życiu mnie spotkała - i tymi słowami chciałbym zakończyć swoją relację. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zimek

Dołączył: 12 Wrz 2011 Posty: 256 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 10:25 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | byl motyw z son and daughter ktorego prawie nikt nie wylapal, smutna prawda o was  |
Ja jak tylko usłyszałem to się wydarłem, liczyłem szczerze że więcej osób załapie, a tu cisza... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 10:29 pm Temat postu: |
|
|
wyjebiście to Leniu opisałeś - to był magiczny czas, choć w czwartek, kiedy koczowaliście pod Monopolem, ja musiałem być w pracy, to jednak od soboty rano byłem już we Wrocku i mam dokładnie takie same odczucia związane z tym wydarzeniem. Jestem wysoce przekonany o tym, że nigdy w życiu nie będę już na takim koncercie. Jeśli gdzieś jeszcze dziadki wystąpią, to może nawet polecę na taki koncert, ale to, co było we Wrocławiu jest nie do powtórzenia.
Queen+genialna polska publiczność+stadion+Wrocław - jaram się jak dzieciak, choć mam 30 lat. _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
TomqS
Dołączył: 10 Lip 2012 Posty: 5 Skąd: TYCHY POLSKA
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 10:45 pm Temat postu: Podziękowania...i recenzja koncertu |
|
|
Muszę tu podziękować Alicji (wymieniona pierwsza jak należy ), Michałowi oraz Arturowi za wspólną wyprawę do Wrocławia, przeżycie niesamowitych emocji oraz za wyśpiewanie wszystkiego razem z Arturem (ArtTour;-)). Ponadto muszę pozdrowić i podziękować Panią, która będąc przede mną ze spokojem znosiła wszystkie potrącenia podczas mojego skakania i z radością wypowiadała się o naszym śpiewaniu ...dobrze, że słyszane z tysiącami innych, gdyż śpiewanie to (przynajmniej moje) jest mile świetlne od oryginału... .
A jak koncert? Organizacja z parkingiem nawalała, po co przy wjeździe sprawdzano wszystkim bilety?Parkingi..taki stadion. Publika jak to w Polsce bdb, większość queenowa (nie miałem na szczęście małolat marudzących na sola Maya), wyśpiewane wszystko głośno i razem (przynajmniej takie odczucie z przodu płyty, sam chciałbym zobaczyć jak wyglądało z korony Radio Ga Ga i We Will Rock You. Set lista dobra, bardziej rockowa niż poprzednio z Paulem, choć mniej finezyjna jeśli chodzi o solo i występy Rogera, brak wyjść do przodu...szkoda(głównie był Lambert), mało fragmentów z Freddiem ( w porównaniu z trasą 2008),choć i tak jak poprzednio gardło ściskało... i brak mi było takiego solo jakie miał May w 2008.Bardzo nostalgicznego...Zawsze mi za mało innych utworów z The Miracle i Jazz... a najważniejsze, w moim miejscu dźwięk był przesterowany, a staliśmy przed namiotem dźwiękowców, dziwne bo Anglicy to perfekcjoniści w tej dziedzinie...pamiętam, że w Czechach słyszałem każdy niuans, gitarka Briana miała niesamowitą moc a zarazem wszystko czyściutko...u nas trochę to się zlewało, zwłaszcza z wokalem...A LAmbert....teatralny, dobrze się porusza po scenie, taka mała kopia Georga Michaela choć głosowo mu daleko do FM i GM..(ten ostatni najbardziej mi pasował do zastępstwa w Queen, choć pewnie ciężko byłoby z szybkimi kawałkami...nie jego klimat),Lamberta da się przeżyć, zwłaszcza gdy się samemu śpiewa ...choć nie wiem czy przez 20 lat było ciężko znaleźć bardziej zbliżony do FM wokalu, może i nie chcieli...widziałem jak May się łamał przy Who Wants...swoją drogą dziwię się, że to oraz Show must go on grają...zawsze by mnie to dobijało, zawsze myślałbym o Mercurym...na koncert warto, aby znowu zobaczyć Maya i Taylora...i tylko Johna żal.... _________________ I Want It All and Dead On Time |
|
| Powrót do góry |
|
 |
DDelilah

Dołączył: 09 Lip 2012 Posty: 190 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 11:59 pm Temat postu: |
|
|
Spożytkujcie swoje emocje- na "Mercury-reaktywacja"... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 12:22 am Temat postu: |
|
|
Przed koncertem nie zdawałam sobie właściwie sprawy, że naprawdę będę na Queen. Jeśli już o tym myślałam, to wyobrażając sobie, że odwołują koncert, choćby w ostatniej chwili. Potem nagle godło spada na ziemię i oni są rzeczywiście na scenie. Co prawda widziałam ich chwilę przed opadnięciem tej flagi, ale w tym momencie zaczęli grać, popłynęły znajome dźwięki, zobaczyłam sylwetki. Nie wiem, czy nagle do mnie dotarło co się dzieje, czy to może brak wody przez wiele godzin i nagły wzrost ciśnienia na stadionie, ale przez pierwsze piosenki głównie próbowałam złapać oddech i przetrwać.
Z koncertu zapamiętałam głównie, że były fantastyczne emocje i kilka piosenek oraz sytuacji. Koleżanka popłakała się, kiedy zespół wszedł na scenę. Ja popłakałam się za to oglądając dziś Love of My Life z YouTube. Dwukrotnie, bo dwa razy obejrzałam. Poza tym pokochałam Briana za to co robi i jak to robi. Pana Lamberta po koncercie zapomniałam, prócz tego, że się kilka razy przebierał i że jednym z jego strojów była czerwona kurtka. Za to u Briana zaskoczył mnie pozytywnie ten strój, jaki miał na początku.
Żałuję, że nie przyjechałam do Wrocławia wcześniej, żeby móc powitać Briana i Rogera na lotnisku, a potem wypatrywać ich na mieście. Będę mieć doświadczenie na następny koncert. Łyso się też czułam (albo raczej nago) bez odpowiedniej koszulki. Wstyd, ale podczas występu to nie miało znaczenia.
Co do otoczenia stałam nieco po prawej stronie przy barierkach, chociaż było przede mną kilka osób. W tym 2 metrowy długowłosy dryblas, który cały czas mnie martwił. Na szczęście okazało się, że podczas Queen wszystko widziałam. Czasem tylko musiałam się pogimnastykować, żeby zobaczyć Briana, ale było ok. Wiem, że przed koncertem widziałam Dagę, a koleżanka upierała się, że widzi Bizona niedaleko.
Śpiewałam, klaskałam, skakałam, machałam, robiłam, co się dało. Stałam przy barierkach, gdzie im dłużej trwał koncert, tym bardziej byłam osamotniona w takim zachowaniu. Koleżanki np. się zmęczyły, inni pewnie też. Tymczasem ja od ostatnich piosenek IRY bawiłam się coraz lepiej. Najbardziej spodobała mi się Mona, chociaż do Queen nie ma porównania oczywiście. Mogłabym iść jeszcze na drugi koncert Queen tuż po tym wszystkim i mimo braku wody skakać przez 2 następne godziny. Czułam niedosyt, bo skoro nie było "do upadłego", to czuję, że nie dałam z siebie wszystkiego. Strasznie mi też szkoda tych pierwszych piosenek, które przestałam w poszukiwaniu oddechu.
Teraz zastanawiam się... jak śpiewa Rufus? ;D
Ostatnio zmieniony przez punkadiddle dnia Sro Lip 11, 2012 12:27 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 12:29 am Temat postu: |
|
|
Tak. John też tak śpiewał.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 1:39 am Temat postu: |
|
|
| Jacob napisał: | | Anunaki napisał: | Tak sobie czytam te wszystkie ochy i achy nad tym koncertem i wygląda na to,że tylko jednemu zgorzkniałemu Anunakiemu się NIE podobało . Sorry,ale był kilka takich momentów podczas tego koncertu,że naprawdę poczułem się jakby mi ktoś strzelił w pysk . |
W końcu JEDEN. Jest! Opowiadaj, co było beznadziejne, głupie, kiedy czułeś, że legenda jest zarzynana?! |
Po pierwsze,to trudno zarzynać coś czego już dawno nie ma .
Generalnie miałem się tam w ogóle nie pojawić,ale skoro trafiły się bilety po 50zł,to stwierdziłem,że jednak się przejdę . Oglądając transmisję z Kijowa przez większość czasu miałem zwyczajnie ubaw z tego "show",ale jak usłyszałem to już na żywo,to jednak momentami trafiał mnie szlag . Dla mnie wyznacznikiem tego,czy koncert jest genialny,dobry,czy słaby są ciary . Podczas tego występu miałem je tylko w 3 momentach: These Are The Days, Love Of My Life i Guitar Solo. Bardzo dobrze wypadły jeszcze AKOM i 39. W trakcie,gdy na scenie nie było AL czułem kapitalną atmosferę,a kiedy wrócił to był koniec. Początek koncertu był jeszcze do zniesienia, ale od momentu brutalnego przejścia od Guitar Solo,do IWTBF tak naprawdę czekałem już tylko na koniec . Sorry,ale wykonanie SMGO zasługiwało tylko na jedno-wygwizdanie,bo to był zbiorowy gwałt na tym utworze. Lambert usiłujący stworzyć jakąś "wokalną improwizację" podczas AOBTD był zwyczajnie żałosny. Jego jęki podczas Somebody To Love pominę milczeniem. Rozumiem,że wielu osobom ten koncert mógł się podobać,ale ja miałem już okazję w swoim życiu widzieć kilka koncertów,w tym Queen z Paulem Rodgersem w Pradze i nie tak łatwo mnie zadowolić . Wychodząc z koncertu Q+PR w 2008 roku czułem ogromną radość i wiedziałem,że widziałem na scenie 3 prawdziwe legendy,które razem potrafiły stworzyć tam prawdziwą magię. Tutaj słuchając tego celebryty i oglądając poczynania Maya z Taylorem zrobiło mi się ich żal w sumie i tyle . Jeszcze w kwestii zarzynania legendy,to jakoś sobie nie przypominam innych wielkich zespołów,które tak się zeszmaciły . Czy ktoś sobie wyobraża innych wielkich występujących z Lambertem? . Rozumiem,że wielu osobom ten koncert przypadł do gustu,ale jeśli chodzi o mnie,to zwyczajnie momentami miałem dość. Teraz możecie sobie jechać po mnie ile wlezie . _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ausangate
Dołączył: 26 Cze 2012 Posty: 74
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 9:36 am Temat postu: |
|
|
A czemu mamy jechać? Przecież nie ma obowiązku być zadowolonym  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
onmyoji

Dołączył: 30 Cze 2012 Posty: 14
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 10:01 am Temat postu: |
|
|
| Otóż to. Większość osób, które jadą po koncercie wspomina wcześniejsze. Dla kogoś kto pierwszy raz widzi starszych panów a słuchał ich od wielu lat jest to po prostu coś niesamowitego. Sam ich widok powoduje ciary, a co dopiero usłyszenie jak grają, czy spiewają, nie wspominając o nieboszczyku na ekranie. Lamberta czy się lubi czy nie, to jednak ten mezalians sprawił, że wszystko było możliwe. Dla mnie dodatkowe przeżycie w postaci spotkania Briana pod hotelem. Nie zaprzeczę, że najlepsze momenty koncertu to kiedy AL nie było na scenie, ale nawet jak był to wspólne śpiewanie rekompensowało wszystkie braki. Koncert minął bardzo szybko, ale teraz gdy odtworzę sobie filmiki nadal trwa wzruszenie i nic tego nie zmieni. Prawdopodobnie była to dla mnie jedyna okazja kiedy mogłem czegoś takiego doświadczyć. AL nie lubi nawet moja 8letnia córka (dzięki Bogu jeszcze nic nie wypaczyło jej gustu), ale i tak żałuje, że nie mogła być z nami, bo nie dla niego by jechała na koncert. Kiedy zadzwoniłem i mówiłem o koncercie i spotkaniu z Brianem płakała (razem płakaliśmy). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
atryk12

Dołączył: 26 Sty 2012 Posty: 160
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 10:05 am Temat postu: |
|
|
dzięki no fakt jak mogłem tego nie wyłapać? może z powodu tych emocji?
Niemniej ja i tak jestem jedynym, który wyłapał kawałek INNUENDO na koncercie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aniam
Dołączył: 11 Cze 2012 Posty: 6
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:02 am Temat postu: |
|
|
wcale nie jedynym, tez zwrocialm uwage na poczatek Innuendo
<a href="http://schronisko.info.pl"><img src="http://schronisko.info.pl/images/schronisko-banser-sms.jpg" alt="" /></a> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
tretos

Dołączył: 14 Lut 2011 Posty: 330
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:09 am Temat postu: |
|
|
Nie wiem czy wiecie ale są bootlegi na queenzone Powiem tylko że ten w mp3 jest lepszy, i to sporo! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:21 am Temat postu: |
|
|
| Aniam napisał: | wcale nie jedynym, tez zwrocialm uwage na poczatek Innuendo |
+1 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:27 am Temat postu: |
|
|
Ludzie, nie każdy werbel to kawałek Innuendo... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:29 am Temat postu: |
|
|
A dla mnie brzmiało, jakby mieli zaraz zagrać Innuendo. Pozostałe 99% werbli nie nasunęło mi takich myśli.
Na scenie też były kamery? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
atryk12

Dołączył: 26 Sty 2012 Posty: 160
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:45 am Temat postu: |
|
|
Mów Fenderek co chcesz, ale też by Ci zapewne ciśnienie skoczyło, gdybyś to usłyszał, bo to naprawdę brzmiało jak innuendo. I mówię do siebie, kurde nie wierze, no nie wierze, a potem, nie no to tylko drum solo... ale nadzieja była takie innuendo w wykonaniu Rogera - ale by się działo
PS
poza tym poprzedni post należy traktować żartobliwie;p |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:51 am Temat postu: |
|
|
Takie Innuendo w wykonaniu Adama <3 - ale by się działo! Zamieszkom nie byłoby końca ^^. Generalnie Fender dobrze prawi - większość werbli może brzmieć jak Innuendo, chociaż pewnie jakbym nie oglądał Kijowa, to też bym się złapał . _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 11:57 am Temat postu: |
|
|
| Zamieszki to by były, gdyby Lambert zaśpiewał Mother Love. Myślę, że nawet osobom, które były pierwszy raz na Queen włączyłaby się lampka alarmowa. Strach się bać. Na szczęście Brian i Roger sami pewnie mają podobne zdanie - niektórych piosenek należy unikać. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BoRhap

Dołączył: 12 Maj 2012 Posty: 98 Skąd: lubelskie
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 12:53 pm Temat postu: |
|
|
| Leniu napisał: |
Powrót do domu smutny, przygnębiający... Myśl, że to koniec tego wszystkiego była przytłaczająca. W sumie do teraz czuję smutek. |
Ja mam to samo. Szczerze, to myślałam, że jak już wrócę z koncertu, to ta radość będzie mi towarzyszyć długo po nim, że to będzie swego rodzaju "spełnienie". No i było, ale jak Leniu pisze, pozostał ten smutek, żal, że coś tak wspaniałego już się skończyło. Że przez te 2 godziny Brian i Roger byli praktycznie obok, że tak świetnie się z nimi bawiliśmy. Tak, podróż do domu była wyjątkowo smutnym momentem, zastanawianie się, czy coś takiego się powtórzy... Ale podczas tej 8-godzinnego siedzenia w pociągu doszłam do wniosku, że nie wiem, jak to zrobię, ale chcę, żeby ta przygoda się nie skończyła, że muszę zobaczyć Ich jeszcze raz, czy na koncercie, czy kiedyś spotkać i po prostu móc podziękować  _________________ "Be yourself, no matter what they say" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
atryk12

Dołączył: 26 Sty 2012 Posty: 160
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 1:08 pm Temat postu: |
|
|
| Dlatego też napisałem - Innuendo w wykonaniu Rogera, nie Adama ( zresztą podobno jest demo innuendo z wokalem Rogera, więc myślę że mógłby to zaśpiewać i jego głos akurat świetnie by pasował) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sro Lip 11, 2012 1:16 pm Temat postu: |
|
|
| Do mnie następnego dnia powoli zaczynało dochodzić, że już po wszystkim. Najpierw nie wierzyłam, że rzeczywiście będę ich słuchać na żywo (jak koncert w Polsce, to musi zostać odwołany), potem do mnie to dochodziło przez kilka piosenek, a jak już się zaczęło na dobre to właściwie zaraz był koniec. Jak dla mnie sama solówka Briana mogłaby trwać tyle co cały koncert. Po czymś tak wspaniałym może być już tylko gorzej, więc następne dni były dosyć przygnębiające. Teraz taki występ wydaje mi się równie realny jak przed koncertem, a przecież byłam i widziałam ich. Zostało postanowienie powtórzenia i przypomnienia sobie tego wszystkiego, przypomnienia sobie, że takie rzeczy się zdarzają. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|