| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
foxy lady

Dołączył: 28 Kwi 2012 Posty: 162 Skąd: Legnica
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 12:45 pm Temat postu: |
|
|
Koncert - dla mnie rewelacja, wspaniałe show i AL nie zepsuł wszystkiego (swoją drogą, czy widzieliście, że w drugiej części koncertu latał bez butów? Za gorąco mu było na tych koturnach, czy obtarły biedaka może? )
Do tej pory tylko czytałam o koncertach Queen lub oglądałam na DVD/ internecie, ale to zupełnie co innego - "przeżyj to sam" Feeria świateł, Red Special, śpiewający fani, Brian mówiacy po polsku - cudnie!
Niesamowicie też wzruszyły mnie epizody z śpiewającym Freddiem - zryczałam się, co tu kryć! Zresztą, podobnie było podczas TATDOOL, kiedy na ekranie pojawiły się nóżki całej czwórki wychodzącej na scenę (Freddie w swych czarno-białych trykotach)....
Serdecznie pozdrawiam fanów (z imienia znam tylko squatine - wciąż widzę te niesamowite kolczyki ), z którymi miałam przyjemność spędzić parę godzin w sobotę pod "Monopolem" - niby bezowocnie, bo dziadki się wymknęły, ale wesoło było
Daga, dzięki za namiary i konwersacje telef, niestety musieliśmy wracać do naszej Małej Moskwy, mam nadzieję, że inną razą uda się spotkać  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Damian
Dołączył: 22 Mar 2011 Posty: 18
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 1:06 pm Temat postu: |
|
|
| Lesheq napisał: | | Damian napisał: |
A ja z trybuny miałem inne wrażenie - że nikt tej piosenki nie zna i właściwie to tylko ja i brat ją śpiewaliśmy. Przy 39' było jeszcze gorzej. Właściwie trybuna śpiewała tylko refreny, ewentualnie chórki. Cały koncert na siedząco, poza ostatnimi dwiema piosenkami.
|
i dlatego nie należy nigdy siedzieć na trybunach na płycie przez cały koncert było słychać publiczność a w LOML to już zupełny czad |
Dokładnie Widziałem jak ludzie bawią się na płycie i zrobiło mi się smutno, że mnie tam nie ma. Od teraz tylko płyta  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
aber

Dołączył: 09 Sty 2010 Posty: 1325 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 1:21 pm Temat postu: |
|
|
| Spokojnie mogłeś zejść na płytę, nikt nie sprawdzał biletów, tylko plecaki. I na odwrót - sam na chwilę poszedłem na trybuny żeby sobie odpocząć przed występem Q. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aniam
Dołączył: 11 Cze 2012 Posty: 6
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 1:37 pm Temat postu: |
|
|
Ja koncertem jestem zachwycona Tez plakalam, jak sie Freddie pojawil i jak Brian powiedzial, ze chce zebysmy zaspiewali cos dla Freddie'go -na poczatku nawet nie bylam w stanie spiewac, bo broda mi sie trzesla a oczy lzami zalaly, ale wzielam sie w garsc i to byly niezapomniane chwile- jak wszyscy pieknie spiewali!!! Inna sprawa, ze po koncercie Briana w Stodole spodziewalam sie, ze wszyscy Love Of My Life zaspiewaja- wtedy tez publicznosc dala rade
Ogolnie moimi zdaniem swiatla i dymy byly zachwycajace- poczulam, ze naprawde jestem na koncercie QUEEN.
Roger mnie zaskoczyl- nigdy nie bylam specjalnym fanem jego glosu, przy Freddie'm nikl, ale tutaj uslyszalam, ze on naprawde spiewa. No i Red Special - az trudno opisac jakie emocje wywoluje.
Co do Lamberta- moim zdaniem to, ze on jest troche teatralny (ta kurtka czerwona z rewelacyjnymi rekawami ), stroj, nawet ruchy( chociaz gestow i tanca mogloby byc wiecej, a do takich skorzanych spodni przydaloby sie bardziej popracowac nad jakoscia posladkow ) to wlasnie bardzo dobrze. Freddie tez odgrywal na scenie, a pamietacie stroje Freddie'go? Te trykoty, te spodenki z szelkami na gola zarosnieta klate, te stroje zywcem wziete z klubu gejowskiego, te czapki z rogami, itp. To bylo cudowne, Queen zawsze mialo dawac tez przedstawienie, szokowac na scenie. Wiadomo, ze od Freddie'go Lamberta dzieli co najmniej 110 lat swietlnych, ale moim zdaniem byl ok. Bardziej mi przeszkadza jego glos niz stroj i zachowanie. Wlasnie za to drugie go zaakceptowalam. No i musze przyznac cos, czego w ogole sie spodziewalam- kiedy Lambert wyszedl na catwalk i znalazl sie tuz obok mnie i spojrzal sie to troche mnie porwal. Moze porwal to za duze slowo. Troche mnie przekonal. Bo wlasnie tego Queen tez potrzebuje - energii, szokowania, przedstawienia. Ale wolalabym zeby Lambert nie spiewal Somebody to love I lekko mnie wkurzyl jak chcial rozpoczac wspolne "eeo, eeo" z publicznoscia- to byl jedyny moment podczas koncertu kiedy zamknelam usta. To mozna bylo robic z Freddie'm.
podsumowujac- koncert rewelacyjny, pozwolil poczuc magie Queen, Wielkie podziekowania dla cudownej publicznosci za fantastyczne zachowanie!  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jacob

Dołączył: 05 Sie 2010 Posty: 135
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 2:41 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | mike napisał: | A propos Spike'a - biedak ostatnimi czasy wygląda jakby mu się nic nie chciało, ot poplumka sobie troszkę (no w dwóch utworach ma trochę większą robotę), poklaszcze... Ale nie wiem...kiedyś widziałem w tym jakiś entuzjazm, którego dziś znaleźć nie mogę. Dziwię się, że miał siłę, żeby zejść na encore break . |
a wdziałeś jak pod koniec koncertu chyba przy Crazy, jak bujały się światła na niebiesko w bok mało nie został skrócony o głowę?! Ja patrzę, fajnie się ruszają i myślę, ale nisko są. Patrze na Spike, a biedak robi unik właśnie, bo reflektory właśnie przeszły koło jego głowy... Wtedy miał ubaw
I fakt z 2005/08 Spike był chyba radośniejszy, zwłaszcza na All Right Now i ukłonach. |
Ja się mu nie dziwię, że tak posmutniał. Od tylu lat gra z Queen a i tak nikt (poza garstką najbardziej zagorzałych fanów) nawet nie wie o jego istnieniu, Mógłby się przejść po ulicach Wrocławia a i tak nikt by pewnie nawet na niego nie zwrócił uwagi.
Biedny Spike  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 2:49 pm Temat postu: |
|
|
| W sumie zdziwił mnie brak przedstawienia zespołu, jak to było w Kijowie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 5:04 pm Temat postu: |
|
|
| ramash napisał: | | Anet napisał: | Dlaczego nikt z Was nie wspomina o Rufusie? Nie ma tu jego nastoletnich fanek? Bo z tego chłopca będzie ciacho chyba, więc prędko jakiś fan club zakładać. |
I dlatego pewne kobiety są dziwne.
Są fankami boysbandów bo "śpiewają" tam przystojniaki.
"Kibicują" Włochom bo grają tam przystojniaki.
Nieważna jest jakość a wygląd "wykonawców". Otoczka.
Shakira jest fajną dupą ale to powód do bycia jej fanem?
|
Pogadaj o tym z Katerem.  _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ausangate
Dołączył: 26 Cze 2012 Posty: 74
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 5:20 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Ausangate napisał: | | Jacob napisał: | | Ausangate napisał: |
Tylko taki drobny szczegół - czy aby na pewno polska publika składa się tylko i wyłącznie z kibiców Śląska Wrocław? :> IMHO założenie koszulek konkretnego klubu nie byłoby najszczęśliwszym wyróżnieniem. |
Chodzi o sam miły gest, przecież chyba wśród fanów queen nie ma nikogo kto by się obraził na Briana, że występuje w koszulce klubu do którego należy stadion na którym gra. |
Ja bym się nie obraziła, ale piłka nożna jest mi obojętna. |
No to jeśli jest Ci obojętna i byś się nie obraziła- to w czym problem?
. |
To wyjaśnię, że pierwsza część mojej wypowiedzi próbowała wniknąć w głębię umysłów muzyków, aby spróbować wyjaśnić fenomen ów, że nie przywdziali oni kreacji noszonych przez Śląsk Wrocław.
Druga natomiast odnosiła się do mnie samej i oznaczała, że nie to było obojętne.
Tutaj dodam, że mnie, a to nie znaczy, że wszystkim. Tak sobie wyobrażam, że zagorzały kibic jakiejś innej drużyny mógłby czuć się zniesmaczony, albowiem pilka nożna i animozje między klubami budzą różne emocje. Ale to tylko moje gdybania. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
haes82

Dołączył: 23 Maj 2012 Posty: 757
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 5:40 pm Temat postu: |
|
|
| Ausangate napisał: |
Tylko taki drobny szczegół - czy aby na pewno polska publika składa się tylko i wyłącznie z kibiców Śląska Wrocław? :> IMHO założenie koszulek konkretnego klubu nie byłoby najszczęśliwszym wyróżnieniem. |
| Cytat: | | Chodzi o sam miły gest, przecież chyba wśród fanów queen nie ma nikogo kto by się obraził na Briana, że występuje w koszulce klubu do którego należy stadion na którym gra. |
| Cytat: | | zagorzały kibic jakiejś innej drużyny mógłby czuć się zniesmaczony, albowiem pilka nożna i animozje między klubami budzą różne emocje. Ale to tylko moje gdybania. |
NO to ja dodam też od siebie, że Śląsk mi akurat wisi, ale gdyby tak na koncercie w Warszawie Brian przywdział koszulkę Legii i jeszcze kazał nam śpiewać WATCH to chyba osobiście bym wkroczył na scenę i zrobił z tym porządek. Środowisko piłkarskie jest silnie zantagonizowane i temat jest na tyle drażliwy, że rozsądni ludzie wiedzą, że lepiej go nie ruszać. Queen na szczęście rozsądkiem się wykazali. _________________ Zdeklarowany brianofil, korwinista oraz wyznawca Latającego Potwora Spaghetti. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 5:49 pm Temat postu: |
|
|
Ostatni weekend z pewnoscia byl jednym z najbardziej niezapomnianych w moim zyciu. Nie ma juz teraz sensu rozpisywac sie co do moich obaw odnosnie wspolpracy z Lambertem jak i samej oceny tego pomyslu, ktore byly podobne do wiekszosci fanow. Co by jednak nie bylo w sobote we Wrocalwiu byc po prostu MUSIALEM. Nie tlyko z "przymusu" wewnetrzego ale i dlatego, ze dosc szeroko wspolrpacowalem z orgnizatorami zarowno jako przedstawiciel Polskiego Fanklubu Queen jak i mojej firmy - Klasyka Rozrywki. Wlasnie w ramach obowiazkow zawodowych ale i na wyrazne zyczenie fanow zorganizowalem wyjazd na koncert z Warszawy, w ktorym w sumie wzielo udzial 20 osob. Calosc rozpoczela sie bardzo pechowo, gdyz wypadek samochodowy (na szczescie niegrozny) mial jadacy na miejsce zbiorki pilot i w konsekwencji ja musialem wziasc na siebie jego obowiazki. Samego wyjazdu jako organizator nie bede ocenial ale w moim odczuciu i w opinii, ktore do mnie dochdzily w trakcie i po wszystkim mam prawo byc zadowolony z organizacji i atmosfery. Koncert i teledyski nad dvd, wspolne zdjecia i posielek, wzjamena intergacja, zwiedzanie starowki, przyjacielska atmosfera i Crystal pijacy wino za winem na dlugo pozostana w mojej pamiecie. Po dojedzie pod Stadion sprawnie udalo sie odebrac akredytacje, zlozyc wizyte w biurze prasowym i po raz pierwszy porozmawiac ze wspolorgnizaotrkami calosci a takze odebrac dodatkowe bilety, ktore wygralem w konkursie Toshiby, a ktore przekazalem mojej Agnieszce i jej kolezance [Jeden bilet (na plyte) sprezentowalem tez naszemu kierowcy ] W międzyczasie bylem tez w kontakcie z Ania M, ktora zrobila wywiad z Brianem do..."Twojego Psa"! Niestety, wbrew wczesniejszym zapowiedziom nie udalo mi sie spotkac z muzykami. Spowodowane to bylo ograniczenia z manegmentu, ktorzy w niemal w ostatniej chwili bardzo rygorystcznie ograniczyli liczbe mediow, ktore mialy dostep do artystow. W efekcie tylko 12 redakcji mialo prawo do fotografowania a do wywiadu nie dopuszczeni zostali nawet glowni patroni prasowi czyli "Teraz Rock" o czym m.in. rozmawialem z ich dziennikarzem Michalem Kirmucie, ktory notabene ma zdanie o Lambercie podobne do wiekszosci. Nie wzialem tez udzial w oficjnalnym afterparty ale jak dowiedzialem sie od kolegi Witka i z tego co slyszalem od orgnizatorow nie mam czego zalowac. Afterparty ograniczylo sie bowiem do krotkiego poczestnku samych oficjeli (+ Petere Freestona z ktorym sie czule przywitalem) a bez muzykow. Nudy. Poza tym wiazc udzial w tej zabawie mogli Ci, ktorzy zaplacili 1000 zl za miejsca vipowskie. Smiac mi sie chce bo akredytowani dziennikarze mieli za darmo dokladnie to samo co "VIPY" (przepraszam, oprocz koszulki i t-shirtu:) ),z poczestunkiem i miejscem tak blisko sceny jak tylko mozna wlacznie. Na pocieszenie zostaje mi tez fakt, ze moj tekst znalazl sie w oficjalne gazetce festiwalowej (niestety troche go skrocili i w efekcie tego mozna m.in. odniesc wrazenie z Queen z Rodgersem grali tylko w 2005 i 2006 roku a owocem tej trasy bylo "Cosmos Rock" czy tez, ze jedynym artystami na Tribute Freddiego byli Gunsi, Metalica, Bowie, Elton John i Goerge Michael. Usuneli tez fragment, w ktorym krytykowalem tez wspolprace z Five czy Williamsem )Niemniej pamiatka na cale zycie a cieszy mnie tez fakt, iz moje ksiazki "Przewodnik Fana Queen po Londynie" wraz z dedykacjami zostaly przekazane calej szostce muzykow (plus jedna na podpisy dla mnie). Przejdzmy do rzeczy najwazniejszej-koncertu. Mialem idealne miejsce, przy samej scenie, muzykow wrecz na wyciagncie reki. Obok mnie Qbik, Calina z Ewelina, Klin z Ania, Mack a nieco dalej Ola z Dagmara oraz Zbyszek i Prezes.
Kocert zaczal sie niemal punktualnie (choc termin rozpoczecie byl co chwile przesuwany). Na temat supportow napisze tylko tyle, ze Power of Trinity (na ktorym bylo ponoc z 10 osob) tylko slyszalem (bylo przyzwoicie), Iry widzialem koncowke (tez niezle) a Mony poczatkiem (podobnie jak w wypadku reszty nie bylo szalu ale i tragedii) poczatek -choc oni interesowali mnie na tyle malo, iz na wlasne zyczenie zrezygnowalem z mozliwosci krotkiej konferncji z zespolem i mozliwosci wykoanania im zdjec podczas pierwszych 3 utworow koncertu. Ok. godz. 21.20 scena zostala zakryta wielka kotara z logo Queen a nastepnie uslyszelimsy intro w postaci "Flesha". I zaczelo sie! Piszcie co chcecie ale "seven Seas of Rhye" w wykoaniu Lamberta jest znakomite! Niewiele gorsze okazalo sie "Keep yoursel alive" choc tu Adam troche mylil sie w tekscie. Od poczatku oczywscie najwiecej uwagi skupialem na Brianie i Rogerze, ktorze na scenie prezentowali sie, wygladali a przede wszystkim grali znakomicie i niezwykle energetycznie! Kolejnym bardzo dobrym kawalkiem zaspiewanym przez Lamberta byla szybka wersja "We Will Rock You". Pozniej jego interpetacje byly juz tylko gorsze, ale ciagle przyzwoite. Po "Fat Bottomed Girl" i "Don't stop me now" (kolejnym utworze bardzo dobrze zaspiewanym przez Lamberta) przyszedl czas na duet "Under Pressure". Tym razem Roger poradzil sobie o wiele lepiej niz w Kijowie i sluchalo sie tego z duza przyjemnoscia. Znacznie lepiej w kazdym badz razie niz "I Want It All" i "Who Wants to Live Forever", ktore na szczescie ratowali instrumentalnie Brian z Rogerem oraz Spike, Rufus i Neil, ktorzy co najmniej solidnie prezentowali sie przez caly koncert. Dziwne, ze po wszystkim nie zostali przedtstawieni publicznosci. Zanim przejde do apegeum to kilka slwo o Adamie showmanie. Momentami przeraza Jego ruchu, gesty, mimika, improwizacje wokalne byly bardzo odrzucajace. Gwozdziem do trumny bylo zalozenie przez niego rozowego boa w pewnym momencie Na szczescie wokladnie sie obronil ( w wiekoszsci wypadkow). Po wspomianych dwoch utworach zaczel sie magiczny moment koncertu. Najpierw Roger porywajaco wykonal "A Kinf of Magic" oraz niezwykle pieknie i emocjonalnie "These are The Days of Our Lives". Spiew Taylora, unikalne brzmienie gitary Maya oraz oraz zdjecie zespolu z lat 70. na telebimie sprawily, iz wielu - ze mna na czele - mialo lzy w oczach. Na dobre poplakac sie bylo za to mozna przy "Love of My Life" we wspolnym wykonaniu Briana, Freddiego na telebimie i publicznosci nadspodziewanie dobrze znajacej tekst. Brian zagral i zaspiewal idealnie. Cudowane jest to, ze on ciagle wyraznie autentycznie sie wzrusza wykonujac ten utwor. To byl jak dla mnie jedn z "tych" momentow...swietnie wszyslo tez "'39" z akompaniamentem Rogera na tamburynie. Po tym wszystkim wrocil Lambert i spadek z wysokiego konia byl dosc duzy. Zwlaszcza, ze "Dragon Attack" to oprocz "Another One Bites The Dust" zdecydowanie najgorsze momenty tego wystepu. O wiele lepiej wypadlo za to Drum Battle, w ktorym Rufus potwierdzil, iz niedaleko pada jablko...Oczywscie swoj solowy popis mial tez Brian, ktory perfekcyjnie wykonal "Last Horizon". Pozniej niemrawy Spike ozywil sie na okolicznosc "I Want to Break Free", Lambert "uraczyl" nas jeszcze "Radio Ga Ga" (czemu Roger tego nie spiewa nie zrozumiem nigdy), "Crazy Little Thing Called Love" (kiepsko) i "The Show Must Go On" (taa...). Nieco wiecej uwagi nalezy poswiecic "Spmebody to Love", w ktorym najlepiej dalo sie zuwazyc muscialowe talenty Lamberta. O ile modlitewne gesty byly zenujace o tyle interpretacja slow okazala sie doprawy aktorska. Troche drazniaca byla za to "nowa" koncowka tego utworu. "Bohemian Rhapsody" oczywiscie musial sie udac, nawet pomimo tego, ze Lambert znow zaspiewal pierwsza zwrotke. Ale zobaczyc czesc operowa na telebimie oraz Brian, Rogera i Spike grajacych czesc "szybka" w Polsce - bezcenne. Poza tym te nasze porozumiewawcze spojrzenia z Daga ... Na deser spodziewane bisy: "Tie You Mother Down" (zarowno Brianowi - spiewajacemu pierwsza jak i Lambertowi spiewajacym - nie wiedzic po cholere - drua czesc na moment wysiadl mikrofon) i utrzymana w typowo "rock-stadionowej" konwencji "We Will Rock You" i "We are The Champions". Final to oczywscie poklony, podziekowania i "God Save the Queen" w tle. Finito. Najbardziej nietypowy koncert w moim zyciu okazal sie jednak sukcesem. Lambert nie przeszkadzal, reszta jak zwykle znakomicie, publicznosc swietna, atmosfera magiczna. Bylo warto! Ale mimo wszystko lepiej by nie wydawali z tego plyty Mysle, ze jeszcze 3 razy Londyn i dziekujemy
Po koncercie raz jeszcze porozmaiwalem z uroczami Paniami wspolodpowiedzialnymi za organizacje Festiwalu. Potwierdzily mi, to co zdawalo mi sie od samego poczatku. Lambert bywa niezwykle pewny siebie i wrecz arogancki ale w stosunku do Briana i Rogera ma ogromy szacunek i pokore. Na konfercjach z nimi nie bryluje, jest w cieniu, zachowuje sie jak grzeczny uczen. Wedlug mnie slowa uznania naleza sie tez jemu za wielki profesjonalizm. Nauczc sie ok. 2o utworow w takim krotkim czasie zasluguje na szacunek. Nie mam tu nam mysli tylko tekstow ale i poczucia rytmu. Naprawde chlopak byl dobrze zgrany z zespolem. Znamiena jest tez, ze Lambert podbil listy przebojow z amerykanskim Bilboardem na czele a podczas koncertow nie ma zadnego jego kawalka. I bardzo dobrze
Dowiedzialem sie tez, ze ponoc Brian zrobil lekka awanture podczas rejsu po Odrze za to, ze nie zostaly sprzatniete smieci a Roger - o czym wiemy chyba wszyscy - jest niezwykle usmiechnietym i wyluzowanym gosciem. Od organizatorw mam tez kolejna niespodzianke dla czlonkow Polskiego Fanklubu Queen. Juz wkrotce, tylko Wy bedziecie mieli dostep do wielu zdjec przekazanych specjalnie dla nas!
Po pozgenaniu sie z autokarowa grupa (nie wracalem z nimi, "obowiazki" pilota mial przejac za mnie Crystal ale chyba o tym zapomnial ) wraz z Aga udalismy sie do klubu "Od Zmierzchu do Switu" gdzie bylo zorganizowane afterparty (nieoficjalne), po drodze spotkalismy Tyne, Lenia, Kaske, Martyne i Witke z Lodzi oraz...Lamberta pod hotelem. Pod hotelem byl tez Owca z Karolina a kilka osob bilo mi brawo jak powiedzialm im, by bron Boze nie brali mi autografu od Lamberta:). Niestety, jak bylismy juz na afterparty do hotelu wrocil Briana a w niedziele nie zdazylismy juz zaatakowac "Monopolu" raz jeszcze... Afterparty - zorganizowane przez Jacka Rogera, z ktorym zakopalem topor wojenny -okazalo sie genialne! Mnostwo fanow (oprocz wymienionych wczesniej m.in. Szymon, Papiez, Radek,Zimek, Bizon z dziewczeciem, Lemur, Qundzia, Marcin N, Gosia, Tomek, Ola, Rockitka - niestety nie udalo sie dotrzec Maxowi i Asce), niemal non stop muzyka Queen, w dodatku jeszcze teledyski w tle. Do historii mysle, ze przejda solowe tance Papieza, czy tez moj z Aga na ....lawce oraz zbiorowe wykoania piesni: "Bohemian Rhapsody", w ktorym niespodziewanie dolaczyl do mnie Bizon i Leniu czy "In The Lap od the Gods". Wrazenie zrobil tez moj tancie z Owca oraz "pocaig", ktory zaiincjowalismy z Bizoem dla ok. 20 osob Bizon zreszta okazal sie kryptofanem Lamberta i przyznal, ze ma wszystkie jego plyty. Czyli dwie Zabawa byla znakomita! Wyszlismy chyba po 6 ...3 godziny snu w Hostelu i podroz Polskim Busem do Warszawy. W miedzyczasie relacje zadowolonych uczestnikwo wyjazdu autokarowego (Maciek z Jankiem pili chyba cala niedziele:) ) oraz liczne telefony i smsmy z roznymi fanami ciagle zyjacymi koncertem. Niesamowity weekend... _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aniam
Dołączył: 11 Cze 2012 Posty: 6
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 6:03 pm Temat postu: |
|
|
Michal, ja stalam z Ola i Daga pod scena!!! I widzialam jak tanczyles na lawce i nawet wzielam udzial w wezu a ty mnie nie kojarzysz? Bialy t-shirt z kolorowym nadrukiem, granatowa spodnica i charakterystyczna zielona torebka (musialam miec cos rzucajacego sie w oczy zeby mnie Sara mogla latwo rozpoznac ) a do tego druga, wieksza torba.
nie widzialam rozowego boa u Lamberta tylko czerwona kurtke z futrzanymi rekawami fajna byla poza tym ogolnie sie zgadzam, ale koncowka STL nie podobala mi sie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 6:10 pm Temat postu: |
|
|
| Aniam napisał: | Michal, ja stalam z Ola i Daga pod scena!!! I widzialam jak tanczyles na lawce i nawet wzielam udzial w wezu a ty mnie nie kojarzysz? Bialy t-shirt z kolorowym nadrukiem, granatowa spodnica i charakterystyczna zielona torebka (musialam miec cos rzucajacego sie w oczy zeby mnie Sara mogla latwo rozpoznac ) a do tego druga, wieksza torba.
nie widzialam rozowego boa u Lamberta tylko czerwona kurtke z futrzanymi rekawami fajna byla poza tym ogolnie sie zgadzam, ale koncowka STL nie podobala mi sie  |
Jezu, nie kojarze! Daj mi link do profilu na FB.
Boa nie boa wiadomo o co chodzi
Mi tez sie nie podobala ta koncowka! _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
atryk12

Dołączył: 26 Sty 2012 Posty: 160
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 6:16 pm Temat postu: |
|
|
| foxy lady, musieliśmy się widzieć w sobotę, bo też tam stałem ;D ale tak jak pisałem w innym miejscu okazja do autografu była w niedzielę gdzie w momencie jak udali się na lotnisko to wyszli do nas przy czym Roger rozdawał wszystkim autografy, a Brian, tylko podawał rękę. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BoRhap

Dołączył: 12 Maj 2012 Posty: 98 Skąd: lubelskie
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 7:00 pm Temat postu: |
|
|
Wspaniałe przeżycie
To był naprawdę niezwykły wieczór. Radość, a niekiedy też wzruszenie.
Świetne efekty, gra świateł, ogromne logo Queenu - robiło wrażenie. Niezwykła integracja publiczności, wspólne śpiewanie, skakanie i klaskanie Bardzo dużo osób znało niemalże wszystkie teksty.
Oczywiście dla mnie najpiękniejszymi momentami były te, kiedy Bri i Rog "przejmowali dowodzenie" Ale Lambert też uważam dał radę, podobały mi się jego wykonania (może nie wszystkie, ale widać ogromny postęp od czasu występu w Kijowie). "The Maylors" w świetnej formie, Brian wciąż wymiata na Red Special, świetny wokal Rogera.
Mistrzostwem było rozpoczęcie koncertu, krzyki i wiwaty już przy samym pojawieniu się płótna z logiem, intro z Flasha super się tu sprawdziło, a potem słynne Seven Seas Of Rhye
W czasie koncertu zdarzało mi się "przemieszczać się" po płycie w poszukiwaniu jakiejkolwiek widoczności sceny i tak w drugiej części koncertu odkryłam, że mam obok siebie fanki Lamberta... Guitar Solo i Last Horizon - dla mnie jedne z najważniejszych i najwspanialszych chwil tamtego wieczoru (ktoś tu wspominał o "brianofilii", też chyba takową posiadam ), a tu takie teksty, "kiedy to się skończy, gdzie jest Adaś, faktycznie, ale sztuka". Jak na ogół staram się nie przejmować negatywnymi opiniami na temat tego, co podziwiam, co mi się podoba, czy co jest dla mnie ważne, to tym razem zrobiło mi się zwyczajnie przykro. To ja kurde pierwszy raz mam okazję słyszeć RS na żywo, kilkadziesiąt metrów ode mnie stoi wielbiony przeze mnie Brian, a tu takie coś!
No ale nieważne, bo pomijając to i zielony napis ADAM z serduszkiem, czy też dym papierosowy od widza w pobliżu muszę jeszcze raz stwierdzić, że publika wspaniała Wspólna zabawa, brak chamstwa, kłótni o miejsca (przynajmniej nie spotkałam się), czy przepychanek.
Wielu z Was wspomniało o Love Of My Life - na mnie również zrobiło wrażenie. Cały stadion wraz z Brianem zaśpiewał dla Freddie'go, który również "pojawił się" we Wrocławiu, cudowny moment. Bri przepięknie wykonał LOML, widać też było, że się wzruszył.
A zaraz potem '39, co prawda mniej osób znało tekst, ale z racji tego, że uwielbiam ten utwór, nie mogłam się świetnie nie bawić Chłopaki dały radę.
Piękne wykonanie These Are The Days Of Our Lives było doskonałym połączeniem ze zdjęciami i fragmentami nagrań Muzyków z lat 70. Roger jest naprawdę świetnym wokalistą, potwierdziła to m.in. radość tłumu przy A Kind Of Magic. Jeśli już o Panach Taylorach, Rufus naprawdę nieźle sobie radził Świetnie się Ich słuchało!
Fajnie wyszło Under Pressure, ludzie wyraźnie świetnie się bawili przy bardzo dobrym wykonaniu.
Kwestią sporną pewnie jest lambertowe Who Wants To Live Forever, ale muszę przyznać, że mi się bardzo podobało.
Duże zaangażowanie tłumu widać i słychać było także przy Fat Bottomed Girls, Radio Gaga i Bohemian Rhapsody (gdzie ponownie usłyszeliśmy Freddie'go)
Śmieszne miał Lambert to czerwone futerko
I jeszcze dodam, że bardzo miłym gestem ze strony zespołu było zadbanie o rozświetlenie polskiej flagi na We Are The Champions.
Ogólnie jestem zachwycona, to pierwszy koncert Queenu, na którym byłam. I bardzo bym chciała, żeby taka okazja jeszcze nie raz się powtórzyła, nieistotne, czy z Adamem, czy nie. To niezwykłe odczucie mieć tą świadomość, że Legendy są tak blisko. God Save The Queen! _________________ "Be yourself, no matter what they say" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 7:10 pm Temat postu: |
|
|
| BoRhap napisał: | | ...a tu takie teksty, "kiedy to się skończy, gdzie jest Adaś, faktycznie, ale sztuka". |
O, to "moje" Glambertki, choć wyraźnie wyczekiwały każdego wyjścia Adasia i kiedy w końcu się pojawiał to całe drżały z emocji, ani przez moment nie wypowiedziały żadnego negatywnego zdania o dziadkach. Jedna na Guitar Solo nawet dawała z siebie wszystko, aby cokolwiek ujrzeć . _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kama

Dołączył: 12 Gru 2011 Posty: 467
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 7:31 pm Temat postu: |
|
|
| BoRhap napisał: | | ...a tu takie teksty, "kiedy to się skończy, gdzie jest Adaś, faktycznie, ale sztuka". |
na relacji live jaką niektórzy z nas mieli przyjemność oglądać, po prawej stronie ekranu był czat. No i niestety tam były tylko takie komentarze A nie jeszcze tocząca się przez kilkanaście minut rozkmina czy mia on pod ym boa koszulką czy nie. Moje pytanie- miał?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Cavok

Dołączył: 12 Kwi 2012 Posty: 36 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 8:05 pm Temat postu: |
|
|
Chyba miał. _________________ If I could only reach you. If I could make you smile.
Clouds and visibility OK. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
DDelilah

Dołączył: 09 Lip 2012 Posty: 190 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 8:20 pm Temat postu: |
|
|
Z ciekawości czy Queen będzie Queenem z zaprzeczeniem Freddiego- było warto pójść No i perełki w tłumie... friends will be frieeends w kuluarach... ludzie pozytywnie zakręceni- z dala od stylu warszawki, gdzie uniformizm i brak stylu jest stylem wiodącym! Wrocław ma klimat! Ten koncert priv przerodził się w Innuendo na żywo i zakończył w niedzielę po południu- wodewilowo !
Glambert nie zdołał mnie zirytować (powoli wyrabia się scenicznie, bo to stracone pokolenie MP3- zdumiewająco głuche w kierunku odkryć muzycznych różnych stylów i emocji w muzyce). Może załapał, że w pewnym towarzystwie komercha MTV i botox, bez koniecznej dawki osobowości upupia wokalistę. Tolerancyjni z nas ludzie- pomagaliśmy wokalnie, jak mogliśmy na koncercie. Przyznaję-trefniś ma kawał głosu... Zauważyliście, że wyciągnął wszystkie tony! (Już wiem co powiedzą złosliwcy )) Czasami wydawał się zdumiony, że tak potrafi! Niestety, do tej pory TV płaciła mu za "łatwo i przyjemnie"- no i "ładnie" (pannom wychowanym na boysbendach wydaje się bardzo ciacho- taki LUKROWANY SMUTAS:).Dajmy mu handicapowa szansę, bo jest jak młody pies, który dopiero odkrył, że umie szczekać- no ale co dalej, to juz krótka piłka -"bitch" or "butch". I nie spodziewajcie sie, że będzie z niego taka fascynujaca"zdzira" jak z Freddiego.
Co do koncertów- fajniej było tylko na Rammstein wieki temu! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jacob

Dołączył: 05 Sie 2010 Posty: 135
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 9:11 pm Temat postu: |
|
|
| haes82 napisał: |
NO to ja dodam też od siebie, że Śląsk mi akurat wisi, ale gdyby tak na koncercie w Warszawie Brian przywdział koszulkę Legii i jeszcze kazał nam śpiewać WATCH to chyba osobiście bym wkroczył na scenę i zrobił z tym porządek. Środowisko piłkarskie jest silnie zantagonizowane i temat jest na tyle drażliwy, że rozsądni ludzie wiedzą, że lepiej go nie ruszać. Queen na szczęście rozsądkiem się wykazali. |
No proszę Was, myślałem, że osoby, które są gotowe bić się z innymi w imię nazwy ulubionego zespołu piłkarskiego nie mają nic wspólnego z Queen, a już na pewno nie są jego fanami.
Przecież Brian i Roger w takich koszulkach to byłby jedynie miły, pusty symbol, nic więcej. Bono w Barcelonie przywdział koszulkę Barcy a w Madrycie Realu i z pewnością nie kibicuje ani jednym, ani drugim. To tylko ukłon w stronę miejsca gdzie miał miejsce koncert. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
foxy lady

Dołączył: 28 Kwi 2012 Posty: 162 Skąd: Legnica
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 9:15 pm Temat postu: |
|
|
| atryk12 napisał: | | foxy lady, musieliśmy się widzieć w sobotę, bo też tam stałem ;D ale tak jak pisałem w innym miejscu okazja do autografu była w niedzielę gdzie w momencie jak udali się na lotnisko to wyszli do nas przy czym Roger rozdawał wszystkim autografy, a Brian, tylko podawał rękę. |
Zapewne się widzieliśmy Mój mąż robił zdjęcia komórką, jak tylko znajdę chwilę, to wrzucę na forum i może się zidentyfikujemy
Niestety nie mogliśmy zostać we Wr do niedzieli. Tobie, jak się domyślam, udało się zdobyć podpisik Rogera? Gratuluję! Czyli warto było zapuszczać korzenie pod Monopolem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
onmyoji

Dołączył: 30 Cze 2012 Posty: 14
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 9:32 pm Temat postu: |
|
|
Długo się zbierałem żeby coś napisać. To czego doświadczyłem było wspaniałe, ale zacznę od początku. We Wrocławiu byłem już w piątek i zdążyłem zaliczyć też Świdnicę i Książ. Trwało to do sobotniego popołudnia. W okolicach godziny 14 ktoś wpadł na bardzo zły, jak dla mnie wtedy pomysł żeby coś zjeść. Ja myślami byłem już na stadionie a nie w Świdnicy, w której aktualnie byliśmy. Zamiast autokaru przyjęliśmy pomoc znajomych, którzy podwieźli nas samochodem, ale tu zaczęły się schody. Wyjazd nieco się opóźnił i całą drogę nerwowo patrzyłem na zegarek. Gryzłem koszulkę, palce i tupałem nogą. Na wszelki wypadek nie odzywałem się, żeby czegoś nie palnąć. Chciałem jeszcze kupić buty bo moje nie wytrzymały wędrówek po kamieniach, wypłacić kasę z bankomatu np. na koszulkę, baterie do aparatu i coś do picia. Niestety czas był nie do zatrzymania. Wspomnę, że chciałem zobaczyć wszystkie występy, zająć dobre miejsce itd. Byliśmy umówieni z synem znajomych, który miał dać nam klucze do mieszkania, w którym mieliśmy nocować. Heh okazało się, że zmieniał 3 razy miejsce, w którym mieliśmy je odebrać. Było późno więc skracając dramatyczny dojazd wpadliśmy na stadion. O wodzie pisaliście, więc nie będę się nad tym dłużej rozwodził, oprócz tego, że nikt nie był w stanie udzielić informacji gdzie można płacić kartą (tzn, że w środku) tylko po to by nie móc wnieść ze sobą czegokolwiek. Zastanawiałem się czy jakby kobieta w ciąży poszła na koncert to też by nie mogła nic pić. W sumie jak przyszliśmy to było pustawo i nie pozostało nic poza opalaniem. Tak się spieszyłem... Nerwowo sprawdziłem aparaty i okazało się, że baterie jednak są ufff... Nogi mnie nawalały od odcisków i już wiedziałem, że raczej nie poskaczę, może i dobrze bo jeszcze by ktoś ucierpiał (tak naprawdę to bardzo braku skakania żałuję). Wśród nawoływań w stylu "Krzysio", reklam doprowadzających do szału przyjemnie było zobaczyć swój łysy łeb na ekranie kiedy ktoś zaczął śpiewać WWRY. Swoją drogą ludzie narzekali, że były trochę za nisko. Docieramy do pierwszych 3ch występów. Dziękuje mojej żonie, która wciągnęła mnie pod barierki dzięki czemu miałem miodzio miejsce. POT przedostatni kawałek na plus, reszta tak sobie. Ira hmmm zły dobór miejsca na imprezę w związku z 25leciem. Wiadomo, że większość na Queen przyjdzie. Gadowski starał się poruszyć ludzi, którzy byli dosyć niemrawi. Zabrakło kilku dobrych znanych numerów a jeżeli się nie mylę to śpiewali coś z jego solowej działalności. MONA- hhmmmm coś mi nie grało, właściwie tylko jeden kawałek na plus.
Wreszcie zaczynamy najważniejsze. Wejście było super, a czarna ścierka zajebista. Eksplozja, która nastąpiła to coś niesamowitego. Po tej ciszy z poprzednich występów to było wspaniałe. Setlista była znana i wiedziałem czego można się spodziewać. Jednak usłyszeć na żywo to jest nie do opisania. Spełnienie marzeń. Zaskoczony byłem też ilością śpiewających osób, ale też ilością bardzo młodych osób, które przyszły dla chłopaków a nie dla Adama L, którego praktycznie nie było słychać przy SSOR. Najlepsze momenty kiedy płakałem to TATDOOL, LOML, Last Horizon, BoRaph, bardzo też podeszło mi Under Pressure. Wzruszające były oczywiście pojawienie się Freda i Johna (super wszyscy zareagowali, jak ktoś już pisał). Świetnie mi się klaskało. Cudownie było śpiewać razem LOML, ale też I Want It All, a zresztą wszystko było zajebiście śpiewać i przepraszam wszystkich za wycie, ale zdarłem gardło hahah a moja żona na drugi dzień straciła głos (nie to, że się cieszę
Adam Lambert był do zgryzienia, czasami mi się nawet podobało (Under Pressure). Wiadomo emocje robią swoje i wiele da się wtedy przełknąć, nawet jak złapał się za jaja czy klęczał przed Brianem, sam nie wiem jak, ale wyrwało mi się "uciekaj". Spazmów śmiechu dostałem kiedy wyszedł przebrany za kurę i machał skrzydłami. Brawa dla wszystkich, którzy zagłuszali w odpowiednim momencie bo nie mogłem znieść wycia, które choć w zmniejszonej ilości to jednak było. Na pewno nie lubię Dont Stop Me Now w jego nazwijmy to interpretacji. Chłopak ma talent, ale niekoniecznie musi go wiązać z Queen, choć jeśli by była druga okazja to też bym skorzystał. Dziękuję wszystkim za wspólne przeżycia bo było suuuuper.
To jednak nie był koniec. Wyszliśmy nie z tej strony co trzeba, popijając rozcieńczoną wodę z kroplą piwa, ale dobre i to. Zapytaliśmy 7 policjantów jak można się dostać pod adres gdzie mieliśmy załatwione mieszkanie i jedyną radą było "do centrum a tam ktoś wam powie". Tramwaje były pełne więc próbowaliśmy z taksówką, ale karty nie obsługiwała, a gościu nie wiedział do końca gdzie bankomat, więc stwierdziliśmy, że nie będziemy kasy wydawać na jeżdżenie i szukanie bankomatu. Dostaliśmy się wreszcie do centrum tramwajem i szukaliśmy bankomatu, oczywiście zeszliśmy "pół miasta". Wreszcie kulejąc już, ale z kasą poszliśmy szukać taxi. Paulina (moja żona) powiedziała: "zobacz jacyś ludzie tam stoją i zdjęcia robią" odpowiedziałem coś w stylu "niech se robią, na pamiątkę pewnie". Oczywiście powiedziała żebyśmy poszli zobaczyć i nie czekając ruszyła. Kuśtykałem za nią i nie wstydzę się, ale wzięliśmy autografy od Lamberta, który własnie właził do hotelu(odwalił swoja robotę, napracował się i jest częścią pewnej historii zarówno zespołu czy nam się to podoba, czy nie, ale i mojej, bo gdyby nie on to pewnie nigdy nie zobaczyłbym chłopaków na żywo). Skoro on to może ktoś jeszcze - pomyślałem. Zacząłem kasować zdjęcia ze Świdnicy, Książa i Wrocławia, żeby coś się udało nagrać lub cyknąć fotkę. Po pewnym czasie od zniknięcia "scenicznego zwierzęcia" jak to nazywały młodsze koleżanki spod znaku AL pojawił się "Roger Taylor" - oczywiście gówno prawda bo ten ponoć był już dawno w pokoju. Przyjechał omyłkowo nazywany Rogerem, Spike Edney, który również złożył podpis, kradzionym długopisem. Oczywiście podpisy na bilecie bo nic innego nie miałem, bo też w życiu bym nie uwierzył, że coś takiego mnie spotka. Bardzo sympatyczny, uśmiechnięty gość tzn. takie pozytywne wrażenie sprawiał.
Wreszcie po około godziny stania od naszego pojawienia się pod hotelem podjechał Brian. Zatkało mnie i myślałem, że fiknę. Ludzi może nie było dużo i dosyć niemrawo śpiewaliśmy WWRY do muzyki dochodzącej z samochodu. Napór był duży i barierka odgradzająca niebezpiecznie zmieniała położenie i oczywiście zacząłem uspokajać kogoś dookoła bo ochrona mówiła, że jak będziemy niegrzeczni to zwijają się wszyscy do środka. Byłem tak przejęty i bałem się straty tej ulotnej chwili, że nie wiedziałem co mówię. Brian uspokajał, a ja sam nie wiedziałem kiedy ręka wyciągała się w jego kierunku. Wreszcie podszedł do mnie, coś powiedział a ja z uśmiechem idioty nie odpowiedziałem tylko gapiłem się bo nawet nie wiedziałem co mówi do mnie, słyszałem głos, ale nie rozumiałem i pchałem łapę. Jedyne co pamiętam to ciepły wzrok i to w przypadku każdego. Nie pieprznięcie bazgroła na odwal, tylko bezpośredni kontakt wzrokowy, miłe bardzo. Kiedy zabrałem bilet, jakbym się obudził, wydukałem "Thank You" i w ciągu sekundy przeleciało mi tysiąc myśli przez głowę, pytań, i wyimaginowanych sytuacji, w których myślałem co bym zrobił i powiedział i jak wyraził swoją miłość do muzyki, której jest współtwórcą i dzieła jakim jest Queen i zdołałem dodać "Thank You For All". Za chwilę go już nie było a ja zapytałem żony co ja właściwie kur.. powiedziałem? To było piękne. Dziękuję Paulinie bez, której by się to nie wydarzyło. Thank You For All: http://www.youtube.com/watch?v=BQX4S0D-Oqg&feature=share |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Cavok

Dołączył: 12 Kwi 2012 Posty: 36 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 9:50 pm Temat postu: |
|
|
Ja pierdzielę, no nie! Ale jaja! Zazdroszczę. _________________ If I could only reach you. If I could make you smile.
Clouds and visibility OK. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zimek

Dołączył: 12 Wrz 2011 Posty: 256 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 10:37 pm Temat postu: |
|
|
Koncert był przegenialny, afterparty równie wspaniałe. Dzięki wszystkim za świetną zabawę na rockotece do białego rana, aż nas w końcu wyrzucili.
Wiele osób przez ten wieczór się przetoczyło przez stolik przy którym siedziałem, mogę wszystkich nie kojarzyć, ale pamiętam że z forum poznałem Bizona i Kłina.
Został mi nadany przydomek "Waters". Za co?! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
atryk12

Dołączył: 26 Sty 2012 Posty: 160
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 10:38 pm Temat postu: |
|
|
foxy dzięki:D
Zaraz zaraz byłaś z mężem? chyba z wami rozmawialiśmy, ja byłem z kolega, oboje mieliśmy płyty vinylowe MiH, ja w okularach, czarna koszulka Queen
Czekam na zdjęcia, może tam będę:D
Żałuje, że nie byłem po koncercie tam, miałbym Briana a potem Rogera, ale cóż, stałem przy samej barierce, zobaczyłem ich na żywo, co zawsze było moim marzeniem
znalazłem filmik :
http://www.youtube.com/watch?v=IWaP8mcdRS8
widać tam moje Mih!, może dzięki temu przypomną sobie że mieli zrobić MiH 2. Zaraz, a to już wiem dlaczego Bri nie chciał podpisać xd |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Pon Lip 09, 2012 11:04 pm Temat postu: |
|
|
| Zimek napisał: |
Został mi nadany przydomek "Waters". Za co?! |
Spojrz jak wygladasz Panie  _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gokarol
Dołączył: 13 Cze 2012 Posty: 2
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 12:03 am Temat postu: |
|
|
Ogólnie widzę, że nastrój podniety i radochy że konkcert w PL się odbył ale dla mnie mimo wszystkie Freedie się w grobie obraca jeśli to widzi. Fajnie, niby Queen ale no właśnie - niby. Mam 30 lat i nie rozumiem gówniar które tym Adasiem się podniecają, dla mnie ten gość to profanacja zespołu. Nie śledzę tego co się w zespole teraz dzieje tak dokładnie jak pewnie ze sto osób na tym forum ale nie kumam po co chlopaki sobie tego geja wzięli. Sory, Freedie jaki był taki był ale styl tego kolesia teraz w ogóle mi do Queen nie pasuje, szczególnie wizerunkowo. Koleś powinie się podpinać pod jakichś Bieberów itp. a nie pod taką markę jak Queen. Sory. Fajne były momenty koncertu, Freedie na scenie itd. ale jednak chyba sobie kolorujemy to co widzieliśmy bardziej niż kolorowe było. Uważam, że gdyby śpiewał gość z skórze i długich włosach, jakiś taki Balcar czy ktoś w tym stylu to publika by to odbierała bardziej serio i bardziej rockowo niż ten gość z pomalowanymi paznokciami, który Freediego i tak nie przypomina. Niestety, Queen to już tylko fajna historia a koncerty prawdziwe możemy tylko w necie czy na dvd oglądać. Żal, że Freedie umarł jak ja dopiero zaczynałem rozumować o co chodzi w muzyce. Widocznie pokoleniu dzisiejszych 20 i 30 latków nie było dane żeby Freediego poznać za życia. Pozdrawiam wszystkich fanów zespołu i może do zobaczenia na jakimś zlocie kiedyś.
Ostatnio zmieniony przez gokarol dnia Wto Lip 10, 2012 12:09 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crystal

Dołączył: 31 Paź 2003 Posty: 742 Skąd: z innego swiata
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 12:06 am Temat postu: |
|
|
Oj sie troche rozpisałem
Na wstępie przyznam że od początku że niezbyt podobał mi się pomysł koncertów z Lambertem, mając w pamięci zeszłoroczny występ na gali Mtv. Gdzie Lambert dosłownie zmasakrował wszystkie kawałki, a już zwłaszcza Show must go on… I z racji tego nie planowałem wybrać się na Wrocławski koncert. Ale jednak po pewnym czasie zwyciężyła chęć zobaczenia i usłyszenia po raz kolejny dziadków z Queen, wiec końcem lipca zakupiłem bilet (w dodatku za pół ceny) który dotarł do mnie… dzień przed koncertem XD przez co przez cały tamten tydzień najadłem się sporo stresu zastanawiając się czy w ogóle ten bilet do mnie dotrze na czas.
W sobotę rano wyruszyliśmy wesołym busem w trasę, gdzie czas spędziliśmy na oglądaniu koncertów Queen i różnych muzycznych i mniej muzycznych dyskusji. Bądź tez technicznymi analizami kawałków Queen czym pewnie trochę męczylismy koleżankę Adriannę, tak to jest jak gada ze sobą dwóch muzyków ;P Zabrałem ze sobą dla odmiany tym razem wino które w sumie się przydało podczas podróży Po dojechaniu do Wrocławia część ludzi udała się już na swoje miejsa na stadionie, z częścią ekipy postanowiliśmy udac się na krótkie zwiedzanie Wrocławskiej starówki, gdzie trafiliśmy chyba do najdroższej knajpy jaka tam była w której sprzedawali piwo o ciekawej nazwie i mniej ciekawym smaku jasny baran i ciemny baran.
Gdy dotarliśmy już na teren stadionu, po krótkim błądzeniu byliśmy już na płycie w tym czasie grała tam grupa Mona, która ani mnie nie zachwyciła ani tez zbytnio nie przeszkadzała. Wiadome było że wszyscy i tak Czekaja na koncert głównej gwiazdy. Na szczęście wśród publiczności przeważali fani królowej, nie licząc dziewczyn z własnoręcznie zrobionym transparentem z sercem i napisem „Adam”.
Po rozwinięciu na scenie wielkiej zasłony z charakterystycznym logo, po kilku minutach zgasły wszystkie światła i usłyszeliśmy intro „Flash”. Nie powiem trochę mi to ciśnienie podniosło, wiedziałem ze już za chwile znowu ich usłyszę i zobaczę. Następnie zasłona opadła i Brian ubrany w strój podobny do tych które nosił na wczesnych koncertach Queen zagrał pierwsze riffy „Seven Seas Of Rhye”, następnie panowie zagrali kolejne kawałki z lat 70 „Keep Yourself Alive”, szybka wersje „We will rock you”, „Fat bottomed girls” i „Don’t stop me now” (no nie rozumiem dlaczego tylu starszych kawałków nie mogli zagrać na trasach z Paulem?!). Następnie Rogera na bębnach zastąpił jego syn Rufus, gdyż nadszedł właśnie czas na „Under Preasure” śpiewane w duecie Roger-Adam. Musze przyznać że wypadło dużo lepiej niż na Ukrainie, i na plus było tez to że wokal Rogera był głośniejszy niż Adama Pomimo upływu lat Roger dalej ma głos i naprawdę umie śpiewać, także przy tym kawałku mieliśmy okazje po raz pierwszy usłyszeć i zobaczyć Briana z dwugryfową Red Special w akcji. Nastepne było „I Want It All” zagrane z tym wstepem z wersji singlowej, co niestety nie brzmiało już z taka mocą, wokalnie Adam trochę położył ten kawałek (zdecydowanie nie ma tego pazura w głosie który jest potrzebny w takich kawałkach). Za to chyba pierwszy raz Brian zagrał solo prawie tak samo jak w wersji studyjnej. O dziwo „Who want’s to live forever” wypadło całkiem dobrze (chyba że po prostu juz nie pamietam XD), Lambert nie szarżował już tyle tym swoim charakterystycznym wibrato (nie wiem może dostał po Ukrainie opieprz od Briana i Rogera heh), był to chyba kawałek w którym zaśpiewał najlepiej, bo później już było tylko gorzej.
Teraz nadszedł czas na moment na który za pewne większość czekała, a mianowicie Lambert zszedł ze sceny, na której wokalnie zastąpił go teraz Roger powitany wielkimi brawami i okrzykami. Zaczął od „A kind of magic” przy którym pokazał po raz kolejny że jest nie tylko super bębniarzem ale i świetnym wokalistą. „These are the days of our lives” było jednym z „tych” momentów tego koncertu, emocje było ogromne jak i Rog bardzo emocjonalnie to zaśpiewał. Nie wiem ale zawsze mnie ten kawałek wzruszał i tak tez było i tym razem. Momenty gdy na ekranie pojawiał się Freddie i John cały tłum bił bramo i krzyczał, było to naprawdę niesamowite przeżycie. Zwłaszcza że ostatni raz live słyszałem ten kawałek na trasie z Paulem w 2005 roku gdyż w 2008 tego już nie grali. Także i tym razem towarzyszyły mi emocje które towarzyszyły mi wtedy w 2005. A już emocje sięgały zenitu gry Brian zaczął swoje solo z tegoż kawałka, które nadal pozostaje jednym z moich ulubionych. Nadszedł teraz czas na Briana, podczas „Love of my life” cały tłum śpiewał razem z nim, w pewnym momencie przerwał i słuchał jak tłum śpiewa dalej. Widać było ze jest zdziwiony i wzruszony tym że wszyscy tak dobrze znają tekst, a już moment w którym pojawia się Freddie był naprawdę magiczny. „39” tez wyszło super, zdecydowanie mniej ludzi znało tekst ale z tej strony płyty na której byłem prawie wszyscy śpiewali.
Niestety teraz na scenie znowu pojawił się Lambert, „Dragon Attack” było zdecydowanie najsłabszym punktem koncertu jeśli chodzi o wokal i dziwne ruchy sceniczne Adama, i to tego ten różowy strój który wtedy założył XD Fajne było za to trochę improwizowane solo basisty w tym kawałku, słychać było ze jest naprawdę bardzo sprawnym technicznie muzykiem, pokazał zdecydowanie więcej niżeli Danny Miranda na trasach z Paulem. Naprawdę świetny pomysł z tym basowym solo w środku. Na solo perkusyjnym młodszy i starszy Taylor dawali czadu, Roger nadal pomimo wieku potrafi nieźle przywalić w gary. Po drum solo przyszedł czas na guitar solo które o dziwo Brian skrócił, najlepszym jego momentem było zagranie Last Horizon, szkoda że nie całe a fragment. Nastepnie na scene ponownie wkroczył Lambert, „Another One Bites The Dust” zupełnie nie miało klimatu, a już te przyśpiewki Lamberta kompletnie nie pasowały do tegoż utwory. Następnie było Radio Ga Ga, i kompletnie nie rozumiem dlaczego Roger tego nie śpiewał, na pewno zabrzmiało by o niebo lepiej… Somebody To Love, po tym kawałku słuchać rzeczywiście że Lambert zdecydowanie lepiej by się sprawdził w musicalu niżeli na rockowym koncercie, muzycznie jak zawsze swietnie, super solo Briana no i całkiem ciekawy pomysł z ta przyspieszoną końcówką. Przy „Crazy Little Thing Called Love” chyba Brianowi nie chciało się zmieniać gitary, bo zaczął od razu na Red Special grac wstep. Teraz czas na zmasakrowany przez L amberta „The Show Must Go On”, ale ja starałem się wyłączyć i słyszeć tylko muzykę bez wokalu, prawie mi się to udało hehe W „Bohemian Rhapsody” w momentach gdy pojawiał się Freddie pojawiały się te emocje znowu. No i usłyszeć tę mocna rockowa część graną przez Briana i Rogera, bezcenne. Po krótkim oczekiwaniu zespół ponownie powrócił na scenę zagrać bisy, raczej wszyscy wiedzieli pewnie jakie to będą kawałki. Nie wiem czy to przez koncertowe emocje, ale „Tie you mother down” w wykonaniu Briana bardzo mi się podobało. Jedynym zgrzytem był wyłączony mikrofon Briana przy pierwszej zwrotce, ale pomimo braku drugiej gitary jak to miało miejsce na trasach z Paulem brzmiało to nadal rockowo i z wykopem. A później na koniec wiadomo „We will rock you” i „We are the champions”.
Jednego jestem pewien, dźwiękowcom należy się solidny opieprz za realizacje dźwięku, przez co czasami Lambert był za głośno, czasem gitara za cicho…
Troche szkoda ze z wieloma ludzmi nie udało mi się spotkać z racji tego że przed jak i po koncercie było na to za mało czasu, a musieliśmy wracać busem do Warszawy zaraz po koncercie. Ale to to się myślę nadrobi na zlocie Podróż powrotna upłynęła dośc sennie, ja jako zastępca QMichała tez zrobiłem się senny i troche jako wodzirej się nie sprawdziłem. Ale za to w Warszawie to nadrobiliśmy udając się z Adrianną, Mackiem i Jaskiem na chmielną gdzie znaleźliśmy chyba jedyna otwarta o 6 nad ranem jeszcze knajpę. Oj działo się tam, działo wiele. Do domu wróciłem chyba o godzinie 13
Podsumowując ani trochę nie żałuje że nie pojechałem, dla tych paru „momentów tego koncertu, dla tych koncertowych emocji i i po raz kolejny usłyszenia Briana i Rogera było warto Mam nadzieje że jeszcze kiedys bedzie dane mi ich usłyszeć na zywo ale juz nie z Lambertem, i zdecydowanie lepiej zeby żadnej płyty z nim nie nagrywali bo o by była masakra XD _________________ hayzee rider |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BoRhap

Dołączył: 12 Maj 2012 Posty: 98 Skąd: lubelskie
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
ramash

Dołączył: 07 Lip 2012 Posty: 34
|
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 12:32 am Temat postu: |
|
|
"It's still hard for me to hold on to Polish pronunciation. Unlike the Russian Cerulean system, these letters LOOK like our characters, but really they are not - which somehow makes it harder … "

Ostatnio zmieniony przez ramash dnia Wto Lip 10, 2012 12:38 am, w całości zmieniany 3 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|