| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Wrz 13, 2012 8:31 pm Temat postu: |
|
|
| Arsen napisał: | | kater napisał: | | sam jesteś bajek |
+1 |
1. Sam jesteś
2. bajek
3. +1 _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Czw Wrz 13, 2012 8:43 pm Temat postu: |
|
|
O, ajbijowiec <3
Top przedmiotów do wybrania w przyszłym roku:
1. Chemia
2. Matematyka
3. Język angielski
4. Fizyka
5. Geografia
6. Język polski _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Wrz 13, 2012 8:47 pm Temat postu: |
|
|
top uczelni w kosmosie
1 Jakakolwiek
2 Jeszcze inna
3 Brak
4 UKSW _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 1:25 am Temat postu: |
|
|
TOP PRZEDMIOTÓW W SZKOLE
1. Dzwonek
2. Oranżada w woreczku
3. Kreda
4. Piłka lekarska
5. Pipetka (sam jesteś pipetka)
6. Szkielet w sali biologicznej
7. Kątomierz
8. Guma arabska
9. Cyrkiel
10. Zeszyt do nut _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 10:58 am Temat postu: |
|
|
TOPRZEDRDMIOTOW W LICEUM
1. fizyka z wyjątkiem klasówek, wtedy na ostatnim
2. religia, bo byłem prymusem
3. historia, bo coś ciekawego zawsze
4. plastyka, ale szybko się skończyła
5. w-f bo nic nie robiłem
6. geografia, bo facet nie wymawiał 'r' jak ja i mu współczułem
7. matma, z wyjątkiem ciągów i limesów, generalnie im dalej tym gorzej, ale z matmy i tak nie zdawałem matury więc im dalej tym bardziej wyjebane, jakby powiedział bebe
8. niemiecki, nigdy go nie było, przynajmniej tak uważaliśmy
9. biologia, rysowanie robaczków i kaligrafowanie tego co dyktuje pani Celyna. najbardziej usypiające 45minut ever.
10. angielski, tak nisko bo zawsze byłęm najgorszy w grupie i nie wiedziałem co te fenderki bełkoczą
najgorszy szajs w historii:
1. chemia
2. polski
3. obóz po _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 11:08 am Temat postu: |
|
|
To ja się nie dziwię już tym kucykom itd., też w szkole miałem oddział IB i strasznie pokręceni ludzie tam chodzą
Top filmów ze Stallonem:
1. Cobra
...
2. reszta _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 12:24 pm Temat postu: |
|
|
TOP PRZEDMIOTÓW W LICEJE:
1. Angol - mimo, że miałem 8h per week, ale zawsze jakieś jaja były.
2. Ruski - tu też w porządku, jak miałem o ludzkich godzinach, a nie na 7 i 8 godzinie w czwartek, czy tam kiedy.
3. Wychowawcza - no rozumie się samo przez się, dopiero na trzecim bo tylko jedna godzina.
4. Historia - bo zawsze lubiłem, choć w maturalnej pod koniec nią zwracałem.
5. Dzwonek
6. WF - to zależy, bo cały czas harataliśmy w gałe, a ja nie jestem w to za dobry.
7. Informatyka - całkiem fajnie pocinało się w DSJ/CS. Tylko nauczyciel miał pretensje i czasem go odinstalowywał, to się tylko niepotrzebnie wkurwialiśmy.
8. Religia - tak bardzo potrzebny sen.
9. Polski - bo mieliśmy na loozie nauczycielkę, która nie ogarniała wszystkich przyziemnych spraw, typu sprawdzanie wypracowan/pytanie na kazdej lekcji itp. a mała dygresja rozwijała się w 20 minutową opowieść. ;P
10. Fizyka - niech będzie, nie pałałem do niej miłością, choć zazwyczaj wszystko ogarniałem, a jak czegoś nie ogarniałem to raczej dlatego, że nie chciało mi się uczyc teorii (do dzis pamietam izobary, izochory). A na klasówkach można było pisać z zeszytem, tzn. niby nie, ale jednak. Na koniec fizyki to koles dawal nam skserowane zadania z odpowiedziami z tylu i to samo bylo na sprawdzianach, więc jakiś sentyment jest, choc brał mnie do tablicy prawie cały czas.
Poza topem:
gegra (babka mnie wqrwiała, nudziła i kazała się uczyc konturówek)
biola (jedyne co endżojowałem to oglądanie filmow pod koniec roku, bo na pewno nie stresujące pytanie. Kiedys mnie spytala 3x w miesiacu, co jest wbrew logice, choć genetykę nawet lubiłem)
chemia (nie lubiłem i zazwyczaj nie rozumiałem. Tragiczny nie byłem, niektóre działy rozumiałem całkiem dobrze, ale potem zabraklo dobrej nauczycielki)
matma (za ostatni rok w liceum mogla wyladowac w dyszce, ale jednak nie)
wos (pierdoly momentami)
pp (to w sumie byloby na 11. miejscu)
WOK (a tego cholerstwa to ja nie chcę znać)
Ostatnio zmieniony przez KrzysiekP dnia Pią Wrz 14, 2012 2:12 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 12:45 pm Temat postu: |
|
|
o, o informatyce zapomniałem. był quake II i miałem nick samodestrukcja, bo umiałem się posługiwać tylko wyrzutnią rakiet i w 50% przypadkó zabijałem tylko siebie. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 1:32 pm Temat postu: |
|
|
Kurna, a ja o religii zapomniałem! Tak jak i o tym, że w klasie maturalnej miałem z niej 6-tkę na świadectwie(za co? sam nie wiem... myślałem, że ze mnie straszny belzebub był).
Ale pewnie byłaby wysoko(ale jeszcze nie wiem na którym miejscu) - no bo tak - w mojej pierwszej podstawówce - komunia i te sprawy, no przeżywałem to nie powiem, w drugiej podstawówce to były najlepsze wygłupy na tych lekcjach, w gimnazjum w sumie też, a ksiądz był mistrzem ciętej riposty... no w liceum to już na nowo zacząłem te sprawy duchowe przeżywać... no ogólnie za sprawą mojej kuzynki i dziewczyny stałem się wtedy ultra religijny, no. No i lekcje były kameralne(prócz mnie chodziły na nie może ze 3 osoby z klasy) i nie było żadnego wertowania podręczników czy nic nie znaczących klasówek z czasów gimnazjum tylko już mniej lub bardziej poważne luźne dyskusje filozoficzne, no. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 2:32 pm Temat postu: |
|
|
top przedmiotów w muzeum, przepraszam w liceum:
1. W-F - bo zawsze haratliśmy w gałę albo w siatę. No chyba, że trzeba było jakieś oceny mieć. No i dodatkowo w ostatniej klasie na luzie można już było nie przychodzić, a W-F z reguły był ostatni.
2. Matma - bo w ostatnim semestrze pani powiedziała, że kto nie zdaje matury ten ma przepisaną ocenę z poprzedniego semestru chyba, że zrobi figurę geometryczną na ocenę. Prawie 4 miesiące luzackich godzin.
3. Historia - mimo, że pierwszy rok to robienie paru stronicowych notatek, bo niestety uczyła nas vice dyrektor. Potem mieliśmy taką straszną panią, która miała zasady, ale suma sumarum powiedziała, że inną klasę będzie tępić z racji tego, że ją bardziej wkurza. I w sumie ciekawie opowiadała.
4. Niemiecki - choć początkowo wydawało się, że to Hitler w spódnicy (opieprz o wszystko od wykorzystywania nieprzygotowań w pierwszych tygodniach do źle narysowanej tabelki w zeszycie) ale w sumie można się było z panią pośmiać i chwaliła jak wszyscy na poprawie dostali gola a ty wyciągnąłeś na trójkę. Pamiętam taką sytuację, że kolega mi narysował chuja w zeszycie a ja się wkurwiłem i wziął jego zeszyt połamałem (twarda oprawa) i rzuciłem na środek sali. Ten krzyczy do pani, że ja to mu zrobiłem a ona popatrzyła na nas i do niego: "to było mu nie dawać". <3
5. Fizyka - bo generalnie wyrozumiała pani. Widziała, że mnie ni w ząb fizyki nie nauczy i pozwalała pisać sprawdziany na punkty. Ile zarobiłem tyle miałem. I też kto nie pisał fizyki na maturze ostatnie miesiące miał lajtowe.
6. WOS - bo był jeden w tygodniu i to właśnie z niego pisałem maturę. Wszyscy dzień w dzień musieli być przygotowani (klasa mat-fiz) a ja jeden dzień w tygodniu. Błogo.
7. Biologia - niżej bo miałem tylko dwa lata. W sumie dość zabawnie bywało. Jak jeden kolega odpowiadał u pani o mięśniach i padło pytanie, które są zależne od człowieka. Ten gada, że serce. Pani "serce? to pokaż jak je kontrolujesz." Chłopak popatrzył na nią i mówi "już". ;_;
8. Angielski - bo to była sinusoida, najpierw był w porządku pan przez pierwszy rok. Na luzaku, potem pół roku z kolesiówą, która była straszna pod względem prac domowych i był terror. A na koniec znów z panią, która w sumie nie była zła.
9. Informatyka - bo to był lajt, ale ile można na tych komputerach tak czy inaczej http://www.youtube.com/watch?v=bikmG2mcqWE -typowa lekcja informatyki w 3LO w Ostrołęce.
10. Polski - ale tylko za pierwszy rok gdy nauczyciel był anemikiem i spierdalał nam z lekcji. Bo potem to była moda pani nauczyciel, która chciała nam wyrobić światopogląd na bardziej kulturalny chyba.
Geografia - w sumie to ni grzała ni ziębiła.
Chemia - kompletnie nie rozumiałem a strach zawsze był
PO - generalnie powinien być wyżej, bo w sumie nigdy gościa nie było. Ale jak był to nas straszył, że matury nie zdamy
Technika - ten sam gościu co od PO, tylko jeden rok - ostatni to mieliśmy i też w sumie go bardziej nie było. Tak czy inaczej jak był to trzeba było rysować rysunki techniczne a to głupie.
Religia - dwa pierwsze lata nudne, oglądanie filmów o aborcji, gejach i tym podobne. Choć też czasem bywało śmiesznie, szczególnie jak pani kazała napisać wierszyk o powołaniu. Mój kolega napisał "powołanie jest jak komin, bo w kominie nic nie zginie. Kiedy nie ma wody w kranie to najlepsze powołanie. Powołanie, powołanie zjadłem kotlet na śniadanie" <3
PP - bo był śmieszny nauczyciel, ale to był tylko rock (teraz rock chyba też jest) i nie pamiętam już o czym nawet się uczyłem
WOK - sensbensu w ogóle
Wychowawcza - to sensbensu bo naszą wychowawczynią była pani od Matmy i czasem robiła nam Matmę na Wychowawczej. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 8:56 pm Temat postu: |
|
|
PP czyli pewnie chodzi o Podstawy Przedsiębiorczości?
Cholera, no to znów muszę ranking uaktualniać(ale to już innym razem). Na razie nadmienię tylko tyle, że to chyba był przedmiot z którego najczęściej spierdalałem. A co ciekawe paradoksalnie swojego czasu uważałem, że takich rzeczy powinno się uczyć już w gimnazjum - takie sprawy jak struktura budżetu domowego, prawo pracy, zakładanie własnej firmy, rozliczenia podatkowe, itp... wydawało mi się, że na uczenie się tego na szybko bezpośrednio przed studiami jest trochę za późno. Ale teraz z perspektywy czasu na to patrząc to w sumie nie wiem czy miałem rację. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anet

Dołączył: 20 Mar 2010 Posty: 762 Skąd: Leszno/ Wrocław
|
Wysłany: Sob Wrz 15, 2012 8:57 am Temat postu: |
|
|
A ja też napiszę o przedmiotach w liceum bo to fajne jest
1. Chemia- 5h w tygodniu przez 3 lata zrobiło swoje, tzn pokochałam ten przedmiot miłością absolutną. Patrzę na Wasze rankingi i jest zazwyczaj na ostatnim miejscu. Szkoda. Do dzisiaj lubię chociaż teraz na studiach po 6 jej rodzajach mam dość;p
2. Biologia- uwielbiam. Nauczycielka była strasznie wymagająca, taka typowa 70 letnia kosa. 7h w tygodniu ( 6 planowo, a 7 to godzina wychowawcza...). Największe stresy tylko przed biologią bo pytała co lekcje. Takiej oceny jak 5 nikt nie uraczył chyba przez 3 lata, jak już to pojedyncze jednostki.
3. Matma- kobieta wyluzowana. Kto nie zdawał na maturze, ten w sumie nie musiał robić nic. U nas nikt nie zdawał, więc całe 3 lata się obijaliśmy.
4. Niemiecki- największe jaja na niemieckim, zawsze. Nauczycielka uważała, że niemiecki jest najwspanialszy na świecie, my przeciwnie. Przez 9 lat nauki, nie umiem nic.
5. Fizyka- moja pierwsza pała w liceum to fizyka. Kobieta nic nie umiała wytłumaczyć, a mieliśmy poziom rozszerzony. Spora część klasy brała korki, bo inaczej połowa by siedziała. Najlepsze było szukanie ,, chętnych" do wyliczenia zadania domowego na tablicy. Kosmos.
6- Historia- jestem typowym ścisłowcem, ale historię nawet lubiłam dzięki nauczycielowi. Totalny pasjonat i ciekawie się go słuchało, wiedza ogromna. Był jeden minus. Przez 3 lata omówiliśmy starożytność, średniowiecze i trochę renesansu 3/4 klasy nie znosiło historii jak to zwykle w klasach ścisłych bywa.
7. W-f - 3h w tygodniu i jak było ciepło to bieganie na stadionie, a jak zimno to gra w siatkę bądź jakieś pierdoły akrobatyczne. Ale gostek spoko był.
8. Religia- i ciągłe walki z katechetką. Później w 3 klasie jak mieliśmy z księdzem to jakoś bardziej na poziomie się z nim dyskutowało. Ulubione tematy przez klasę to oczywiście antykoncepcja, seks przed ślubem, i aborcja na które była jedna odpowiedź klechy ,, temat rzeeeeeka".
9. Angielski- nie pałam miłością do języków i nie mam do nich głowy. Tutaj też nie było wyjątku.
10. WOK- jak dziewczyna była ładna to miała 6 na koniec, jak średnia to 5 a jak brzydka wg pana to 4
Poza topem:
WOS- koszmar w liceum. Gościu kompletnie nie rozumiał, że nikt nie pisze z tego matury, nikogo to nie interesuje i w ogóle ble. Co lekcje wybierał 3 osoby które pisały znienawidzone prasówki.
Geografia- Konturówki z mapy to był koszmar.
J. polski- czytać uwielbiam, pisać nie znoszę a kobieta kwalifikowała się pod jakąś jednostkę psychiczną. _________________ "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Nie Wrz 16, 2012 5:37 pm Temat postu: |
|
|
Temat szkole bliski, a zwłaszcza liceum..
TOP BIESIAD
1. Jak ktoś stawia - najlepiej napić się za nie swoje, bez dwóch zdań.
2. U kogoś - no, minimalnie pod, wiadomo, nie trzeba sprzątać/jak się coś rozwali to rodzice po powrocie nie krzyczą.
3. Impreza w większym gronie - może być, pod warunkiem, że większość znam. Trochę traci się wtedy na muzyce, ale po którymś z kolei Eska już nie wadzi.
4. Ognisko u kogoś - ideał. Piwo zakąszane kiełbą i chlebkiem to esencja życia.
5. Wesele - nikt nie wymyślił lepszej biesiady - jadło, picie i muzyka (pod warunkiem, że w dobrej jakości i ilości), ale z racji tego, że rzadko bywam, dopiero na 5.
6. Impreza w mniejszym gronie - takie imprezy są u mnie najgrubsze, muza najlepsza, bo każdy puszcza swoje ulubione kawałki, punkt zasadniczy, a więc chlanie trwa do 2 w nocy, potem szukamy otwartego pubu, nawet, jak ktoś ledwo idzie, do Pampy zawsze się zmierza, choć zazwyczaj i tak jest rozczarowanie, że zamknięta. A potem ktoś sobie przypomina, że w sumie i tak nikt nie ma hajsu, więc po co tam szliśmy.
7. Własna Domówka - dopiero tutaj, bo każda domówka była gruba i było dużo sprzątania. Czasem ślady pozostają do dziś.
8. Osiemnastki - W zasadzie już nie chodzę, ale bywałem na różnych i różnie wspominam. Najgorsze były takie, na których trzeba było kupować alkohol w lokalu. Wiadomo, że wtedy idzie się do najbliższego spożywczego, no ale niepotrzebna fatyga na dłuższą metę.
9. Impreza mobilna/w plenerze - parę razy byłem na takich imprezach i zazwyczaj na drugi dzień mózg wyrywał się z czaszki. Dopiero na dziewiątym.
10. Impreza w namiocie - trochę chujowo, bo mało miejsca do spania i zawsze kończy się zabrudzeniem namiotu przez kogoś. Ilość miejsca może aż tak nie przeszkadza, ale ten namiot nastręcza samych problemów.
Ogólnie piątkowa impreza>sobotnia impreza i nie lubię imprez w klubach. Dla niektórych pewnie jest fajnie zrobić litra na trzech przed wejściem, pobawić się, wyjść i dalej chlać, ale to chyba dla ludzi pokroju mojego brata. Chociaż on z kumplami często nawet nie jest w stanie dojść do klubu, tak więc rzadko się w nim bawi. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Wrz 16, 2012 6:16 pm Temat postu: |
|
|
Aż mi łyso widząc, że wszyscy piszą uzasadnienia do wszystkich przedmiotów podczas gdy ja tylko do niektórych i to króciutkie...
No to pozwolę sobie uzupełnić mój ranking!
1. Geografia - no bo w końcu studiuję na kierunku o tej samej nazwie. Początkowo jednak wydawało mi się, że to była nieprzemyślana decyzja, ale od kiedy jestem na konkretnej specjalizacji to utwierdziłem się w przekonaniu, że jednak zrobiłem słusznie. No a w szkole oczywiście uwielbiałem - to było moje zamiłowanie od dziecka, z jakąś dziwną łatwością to wszystko wchłaniałem no i lubiłem podróżować i w ogóle...
2. Historia - do II klasy gimnazjum nienawidziłem(była dla mnie kompletnie nieprzyswajalna), w III klasie - pokochałem! Ale to raczej za sprawą jakiejś dziwnej kreskówki z Cartoon Network. xD Jednak w liceum znów zacząłem żywić do niej niechęć, a to dlatego, że znowu zaczynaliśmy od starożytności, której do dzisiaj za cholerę nie ogarniam(w każdej kolejnej szkole to samo!), podczas gdy ja byłem miłośnikiem czasów najnowszych, których prawie nigdy nie byliśmy w stanie przerobić pod koniec danego cyklu dydaktycznego. No a jak już doszliśmy do czasów najnowszych w liceum to ja się niestety musiałem o ironio do matury uczyć. W kwestii czasów najnowszych zostałem więc samoukiem i w wolnych chwilach samodzielnie wertowałem rozdziały z podręcznika dotyczące XX wieku, na który zdecydowanie za mało poświęca się w szkole uwagi. Później jak na studiach chodziłem na OGUN-y na Instytucie Historycznym to się zacząłem zastanawiać dlaczego właściwie nie poszedłem na historię tylko na gegrę...
W sumie to by wynikało z mojego powyższego eseju, że historia powinna być dużo niżej w rankingu, bo jednak jej program nauczania miał wiele do życzenia, no ale ja tą dziedzinę uwielbiam bardziej samą w sobie niż jako przedmiot szkolny... nie mniej jednak niech pozostanie w tym rankingu tam gdzie jest.
3. Polski - ale tylko ten z liceum, bo w gimnazjum to to była strata czasu. W gimnazjum mieliśmy za dużo pierdół z gramatyki i za dużo dyktand(z których co prawda byłem dobry, ale na poziomie gimnazjum uważałem to już za zbędne), co więcej jako, że moją wychowawczynią była właśnie babka od polskiego to często nam robiła go na godzinie wychowawczej, ba, jeszcze nawet jakieś zajęcia wyrównawcze nam po lekcjach próbowała prowadzić (sic!), zaś w liceum to już się zaczęły na poważnie dyskusje na literackie tematy, a nawet wykraczaliśmy daleko poza literaturę. Przyznam się, że na początku byłem w szoku i bałem się, że ja się z tym nie ogarnę, ale jakoś poszło i dość dobrze wspominam te lekcje a do nie jednej lektury z tamtego okresu mam olbrzymi sentyment i do dzisiaj z przyjemnością do nich wracam(takich "Chłopów" mogę czytać w kółko i to jako całość, a nie jedynie obowiązkową "jesień")
4. Informatyka - byłaby wyżej, tylko, że chujowe kompy mieliśmy niestety. Chociaż w gimnazjum mieliśmy zajebistego nauczyciela, któremu każdy lubił dokuczać a on nie wiedział co z nami zrobić! xD Co więcej on z jakiegoś powodu faworyzował chłopaków i stawiał nam 5-tki za nic podczas gdy dziewczynom dawał polecenia o których nie miały zielonego pojęcia. xD Normalnie zajebiście wyglądały jego kłótnie z dziewczynami, jednak największą bekę z niego to wszyscy mieliśmy dopiero na kółku informatycznym(np. jak każdy pod koniec zajęć zostawiał po sobie na kompie tapetę z gołą babą xD - jego reakcja: bezcenna). W liceum z kolei infa już była beznadziejna bo mieliśmy babkę która na niczym się nie znała i głównie kazała nam się uczyć pisania 10-cioma palcami bez patrzenia na klawiaturę...
5. Godzina wychowawcza - pomijając to, że w gimnazjum często nam babka polski na nich robiła to jednak w większości przypadków lubiłem tą lekcję bo była okazja by wysłuchać narzekań nauczycieli na największych gamoni w klasie których nie lubiłem. Ależ miałem dziką satysfakcję gdy ta co rusz na któregoś krzyczała i poświęcała temu 3/4 lekcji!
6. W-F - jakbyśmy zawsze mieli tylko siatkę i ping ponga to byłby znacznie wyżej, no a tak to... no ale najlepiej było jak się nic nie robiło! xD Tak już ze mnie był leń patentowany.
7. Religia - w podstwówce - najlepsze wygłupy, w gimnazjum - ksiądz będący mistrzem ciętej riposty(choć prowadzenie zajęć beznadziejne), no a w liceum - skromne kameralne luźne dyskusje na filozoficzne tematy, a nawet możliwość posłuchania jakiejś chrześcijańskiej muzyki(raz chyba nam jakiś chrześcijański metal ksiądz puścił)
8. WOS - nie dość, że tematyka interesująca to jeszcze mieliśmy git nauczyciela(niestety wykryto u niego chorobę psychiczną, wyrzucono ze szkoły pod zarzutami demoralizacji uczniów no i gościu wylądował w psychiatryku) - no powiedzcie czy któryś z belfrów pokazywał Wam kiedyś na lekcjach zdjęcia gołych niemieckich terrorystek? Albo jak odczytywał listę i zatrzymywał się przy każdej dziewczynie która miała chłopaka by się spytać "no jak tam pani towar ze Skierniewic?" poświęcając na to z dobrych kilka minut, no i jeszcze jak przychodził na lekcję w podartej koszuli z brzuchem na wierzchu, a koleś się po nim gładził wpierdalając batonika i mówiąc do nas z pełnymi ustami. Wiem trochę niesmaczne, ale i tak wszyscy mieliśmy bekę(ale nie z nim tylko z niego).
9. Matematyka - była niżej w rankingu no ale się rozmyśliłem, bo w sumie dobrze mi szła, pomimo, że jakąś wielką miłością do niej nie pałałem. Zresztą dużo zależało też od samych nauczycieli. Zresztą jakoś zdecydowałem się ją zdawać na maturze i na poziomie rozszerzonym.
10. Angielski - no to już się zaczynają raczej te gorsze przedmioty. Za angielskim średnio przepadałem bo... mieliśmy go za dużo? Ale najbardziej mnie irytowały te wszystkie kserówki które dostawaliśmy na lekcjach! Kurna ile mi się tego cholerstwa po domu i w zeszytach/podręcznikach walało... no jakby jeden podręcznik nie wystarczał! No a w liceum to już lepiej nie mówić. Miałem jakąś złą passę i jechałem na samych pałach lub dwójach. Nie wiem, czyżby babka się na mnie uwzięła? I byłem zagrożony na koniec liceum ale potem ni stąd ni zowąd 94% na maturze pisemnej(???)... więc możliwe, że chodziło o babkę i jej nieobiektywizm w ocenianiu.
11. PO - nauczyciel do dupy... choć zajęcia z pierwszej pomocy dość fajne.
12. Biologia - przez jakiś czas pałałem się anatomią człowieka, ale coś szybko mi przeszło. Nie wiem, może to przez nauczycieli? Bo miałem w liceum takiego jednego(też chorego psychicznie tak jak wosista), który bez przerwy robił se z nas jaja i wykraczał daleko poza program nauczania.
13. Plastyki, muzyki, techniki i inne WOK'i... - Boże jakie nudy... nie wiem czy cokolwiek stamtąd wyniosłem. Tam tylko lekcje plastyki mi się podobały(rzekomo niby umiałem rysować xD i wykazywałem się kreatywnością), ale to też nie zawsze. Muzyka - nudy, no i jeszcze te obowiązkowe gry na flecie(sic!). Choć jakby tematyka dotyczyła współczesnej muzyki rozrywkowej to bym był nią ochoczo zainteresowany. I nawet program nauczania ją uwzględnił, ale niestety rzecz jasna nie zdążyliśmy o ów tematykę nawet zahaczyć(no ok, była jedna lekcja poświęcona Queen, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni). Technika to nawet nie pamiętam o czym była, ale chyba jakieś denne wycinanki w klasach 1-3, zastąpione później informatyką. A i jeszcze pismo techniczne gdzie babka się przysrywała, że jest o pół milimetra za grubo, za krzywo lub coś tam... (sic!) WOK'u to nawet nie chce mi się komentować...
14. Fizyka - raz mi wchodziła, raz nie, a najbardziej mnie do niej zniechęcały nauczycielki - bardziej nawiedzonych chyba nie znałem.
15. Chemia - to to już w ogóle czarna magia, choć z chemii organicznej początkowo jechałem na piątkach(jednak nie jestem z nich dumny). Później jednak ledwo co zdawałem.
16. Podstawy Przedsiębiorczości - może i uważałem to za przydatny przedmiot, ale babka w ogóle nie umiała nas do niego zachęcić.
17. Niemiecki - HILFE!!! Kompletnie mi ten język nie szedł, a oceny poprawiałem sobie wyłącznie przez sprawdziany ze słówek, których później szybko zapominałem.
18. Francuski - na 6 semestrów nauki tylko jeden był bez zagrożenia z tego języka. Dni w których nie mogłem się przez to gówno zacząć uczyć odpowiednio wcześnie do matury będą mi się śnić po nocach!
19. Kanapka - bo najmniej przydaje się w życiu _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Wrz 16, 2012 6:20 pm Temat postu: |
|
|
| Mefju napisał: |
18. Francuski |
Chciałeś powiedzieć japoński?  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Wrz 17, 2012 10:54 pm Temat postu: |
|
|
RANKING PRZECZYTANYCH KSIĄŻEK PRATCHETTA:
1. Ostatni kontynent - bez sprzecznie. Po pierwsze Ricewind wędrujący po Australii Świata Dysku. Po drugie Magowie Niewidocznego Uniwersytetu trafiający przez bibliotekę NU na miejsce powstania świata. W ogóle magowie z tego cyklu mogliby być bohaterami wszystkich książek...
2. Straż! Straż! - ... chyba, że czasem daliby trochę Straży. Marchewa to jedna z tych postaci, które wzbudzają sympatię swą niezamierzoną nieporadnością. Po za tym sekta wywołująca smoka to prawie jak magowie Niewidocznego Uniwersytetu.
3. Pomniejsze bóstwa - nie wiem czy z racji tego iż mam sentyment (wykorzystana do prezentacji maturalnej), ale chyba najlepiej napisana książka Pratchetta. Czasem nawet mniej skupiająca się na humorze a bardziej na satyrze.
4. Blask fantastyczny - bo to takie lepsze Kolor Magii. Po pierwsze są magowie, po drugie pojawia się Cohen. Choć to była druga książka ze Świata Dysku jaką czytałem to pewnie przez nią wkopałem się w ten Świat.
5. Piekło pocztowe - czyli coś z nowszej serii. Spodobał mi się pomysł i choć miejscami jednak zbyt zakombinowane jak na moje zwoje mózgowe to jednak są fajne postacie. Jak przechodzący przez wszystkie etapy pocztowca Groat, który jest prawie 100-letnim staruszkiem.
6. Kolor magii - bo od tego się zaczyna, choć ja po początku odłożyłem książkę na wieki, ale potem się zawziąłem i było nieźle.
7. Carpe Jugulum - choć ja generalnie za wiedźmami aż tak nie przepadam, choć czytam teraz Trzy Wiedźmy i może się to zmienić. Ale sama walka wampirów z wiedźmami, sposoby na zabicie wampira no i sam pomocnik wampirów jakim jest Igor.
8. Mort - pomysł? Genialny, młody chłopak, którego ojciec chce oddać do jakiegoś rzemieślnika trafia pod skrzydła ŚMIERCI, który chce odpocząć od wszystkiego. Ale całości czytało mi się średnio, bo wiele w tym było romansidła.
9. Równoumagicznienie - średnio, choć generalnie czytałem chyba z pięć lat temu jak wkręcałem się w tą serię. Ale tak jak mówię, wiedźmami nie byłem zauroczony prawie nigdy.
10. Piramidy - najświeższa, którą czytałem. Może dlatego, choć motyw z liczącymi wielbłądami i marszem powstałych faraonów to miód na moje serce. Jak dla mnie jednak miejscami zbyt bardzo przeciągnięta.
Teraz czytane Trzy Wiedźmy początek obiecujący. Szczególnie wyprawa wiedźm do teatru (Babcia Weatherwax rozglądając się po scenie szukająca, który instrument może tak świetnie grać ten teatr) i takie smaczki jak:
- Słychać głuche stukanie - oznajmił.
- Jakie? - zdziwił się Błazen
- Głuche, idioto.
Błazen przyjrzał się z niepokojem.
- Głuche i słychać? To jakiś rodzaj zen, prawda?
<3 _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 17, 2012 11:26 pm Temat postu: |
|
|
ja na razie zbieram. czytalem dwie (the colour of magic i wczesniej, zupelnie od czapy jesli chodzi o chronologię night watch), kupilem w charity shopach kolejne 8 chyba ale niestety nie trafile mna zadną z początakowych na razie a nie chce kolejnosci psuc wiec zbieram az uzbieram cos, co zaczyna ktory z cykli  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Sro Wrz 19, 2012 4:57 pm Temat postu: |
|
|
Taka prośba o ranking
Ostatnio zabrałem się za tłumaczenie ulubionych utworów ever jako, że słabo znam jeszcze angielski i takie tam to wciągnęło mnie to i moja miłość do niektórych rzeczy jeszcze się pogłębiła. Jako, że czasami trafi się jakiś gorszy, czasami jakiś lepsze: które utwory mają najlepsze teksty ever? I nie skupiać się tylko na Floydach i Marillioniach Które musowo muszę sobie potłumaczyć i się pozastanawiać nad nimi? _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sro Wrz 19, 2012 5:04 pm Temat postu: |
|
|
O, myślałem nad czymś takim nawet.
TU BĘDZIE MOJA LISTA _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Wrz 19, 2012 5:05 pm Temat postu: |
|
|
1. System of a Down - Suite Pee
Die, die, die, why
Lie naked on the floor
And let the messiah
Go through our souls
Lie naked on the floor
And let the messiah
Go all through our souls
Die, like a motherfucker
Die, like a motherfucker
Die, like a motherfucker
Why, like a motherfucker
I want to fuck
My way to the garden
Cause everyone needs
A motherfucker _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Wrz 19, 2012 5:42 pm Temat postu: |
|
|
Ciekawy pomysł, ale za dużo musiałbym myśleć... i jak z ulubionymi utworami/płytami- za skarny nie mogę się zebrać na zrobienei ani top10 ani top100, zawsze i tak za mało miejsca...
Ale ostatnio jakby więcej czasu poświęciłem tekstom i nawet jesli nie wybitne- jakoś bardziej doceniam utwory rzeczywiście po większym wgłębieniu się... takie Glory Box Portishead, Father Son Petera Gabriela, Grace Buckleya albo Street Spirit Radiohead... mnóstwo tego jest  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sro Wrz 19, 2012 6:54 pm Temat postu: |
|
|
Proszę uprzejmie. Kolejność bez znaczenia. Skupiłem się na poezji śpiewanej, a nie na rocku, stąd brak Kaczmara i Grechuty chociażby. A więc i Cohena, żeby nie było.
1. Bob Dylan
Ok, może i kolejność ma znaczenie. Dylan jest najważniejszy, po prostu. Sumienie rocka? Mało powiedziane. Głos pokolenia? Mało powiedziane. Ostatni beatnik? Między innymi. I tak dalej.
Ulubione teksty: Highlands, Desolation Row, Highway 61 Revisited, Subterranean Homesick Blues, Bob Dylan's 115th Dream, It's Alright Ma, Gates of Eden, milion innych.
2. Morrissey
Morrissey piszący o miłości i śmierci, a nie że meat is murder, naturalnie. Mistrz autodissu i subtelnej ironii. Trafia do nieporadnych sierot bez powodzenia w życiu, naprawdę.
Ulubione teksty: The Queen is Dead, I Know It's Over, Everyday is Like Sunday, There is a Light that Never Goes Out, Reel Around the Fountain, milion innych.
3. Nick Cave
Mistrz literackiej stylizacji i opowiadania historii, aluzji i niejednoznaczności. Bardzo plastyczny i przesycony emocjami język i - na szczęście - nie zawsze tak ponury i poważny, jak się wydaje. Ulubione teksty: The Mercy Seat, The Curse of Millhaven, Lay Me Low, Do You Love Me?, God is in the House, milion innych.
4. Jarvis Cocker
Teksty o ŻYCIU, z humorem, elegancją i brytyjskim wdziękiem (o ile coś takiego istnieje). Błyskotliwe, to chyba najlepsze określenie. Ulubione: Common People, Acrylic Afternoons, Monday Morning (szczególnie!), Bar Italia, milion innych.
5. Peter Hammill
Jeden z najwybitniejszych poetów romantycznych ever. Liryka miłosna, gotyk a la Poe, nawet s-f - wszystko na najwyższym poziomie, nigdy nie skażone banałem. Ulubione: Lost, Plague of Lighthouse Keepers, Airport, milion innych.
6. David Sylvian
Znów - raczej poeta-intelektualista niż po prostu tekściarz. Pisze wyraziście, filozoficznie, głęboko symbolicznie. Ulubione: Orpheus, Emily Dickinson, September, milion innych.
Nie mam siły dalej. Na pewno byłby jeszcze Gabriel, Curtis, Manic Street Preachers, Patti Smith, Tom Waits, Michael Gira, Yorke (nie zawsze), Bowie miewał genialne przebłyski, podobnie Ferry czy Brian Molko; Blixa, Martin Gore, Robert Smith i Lou Reed, Gainsbourg i Kaługin, Jegor Letow i Jeff Buckley... Tak jak napisał Fenderek, i 100 by nie wystarczyło. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sro Wrz 19, 2012 7:21 pm Temat postu: |
|
|
Springsteen, kurwa _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Wrz 20, 2012 11:35 am Temat postu: |
|
|
O, Pratchetta top, bardzo fajny pomysł:
1. Kosiarz - nie wiem, czy nie przez sentyment, bo pierwsza, którą czytałem i przez nią się wciągnąłem, ale po prostu rozbił mi mózg na części pierwsze swoim geniuszem. Idealnie napisana, fragmenty z jętkami i liczącymi sosnami, daje do myślenia no i świetne zakończenie.
2. Straż Nocna - ta z kolei chyba najlepsza, jeśli idzie o klimat, choć humoru nie brak, to miejscami wręcz smutna, no i gdy nucą pieśń o aniołkach, to naprawdę, jakbym ją słyszał we własnej głowie... No i fakt, że Vimes sam siebie wszystkiego nauczył, dodaje mu tylko jeszcze ogólnej Vimesowatości
3. Panowie i Damy - ostatnio przeczytana, pół nocy zarwałem, bo musiałem skończyć, w sumie nie wiem, co mi się w niej tak strasznie spodobało, ale wrażenie ogólne - świetna. Końcówka. Babcia Weatherwax. Pokój temu domowi Poza tym czarownice i magowie z Ankh w jednej książce - czego chcieć więcej?
4. Prawda - już słabo pamiętam, jedna z pierwszych które czytałem, ale ogólna ilość absurdalnego humoru Pratchetta naprawdę sięgała granic tolerancji, umiejętnie ich nie przekraczając. Poza tym postacie, Otto von Chriek, pan Tulipan, Paskudny Stary Ron...
5. Muzyka Duszy - no wiadomo, że jak kto słucha muzyki jakiej słucha, to musiała przypaść do gustu. Masa świetnych nawiązań. jak choćby "magowie niepewnie przestępujący z nogi na nogę w swych błękitnych, zamszowych butach" no i świetna postać Susan Sto Helit.
6. Pomniejsze Bóstwa - przez wzgląd na moją antyreligijność chyba tym bardziej mnie bawiła. Ale generalnie bardzo dobra, momentami naprawdę wyłem ze śmiechu, no "cuius testiculos habes..."
7. Piekło Pocztowe - Moist von Lipwig naprawdę mnie zaskoczył, objawiając mi się, kiedy już myślałem, że żadna postać u Pratchetta tak mi nie przypadnie do gustu. Naprawdę, porywająca była ta książka, ciężko było się oderwać, teraz ze zniecierpliwieniem oczekuję trzeciej części przygód Moista.
8. Niuch - najnowsza wydana w Polsce, świetna, bo dużo Vimesa, ale i bardzo ważną postacią okazuje się kamerdyner Willikins.
9. Potworny Regiment - taka zupełnie oderwana od kontekstu, ale naprawdę świetna, chociaż miałem odczucie lekkiej przeginki, gdy nawet Jackrum okazała się kobietą
10. Łups - laski się kłócą, epicki Vimes i "Gdzie jest moja krówka?!", dziwne, że tak dobra książka ląduje dopiero na 10tym, ale co ja poradzę, że jest jeszcze kilkanaście genialnych.
Tuż za topem: Bogowie, Honor, Ankh-Morpork - Ahmed , Zbrojni, Piramidy, Piąty Elefant - Vimes, Carpe Jugulum, Niewidoczni Akademicy, Ruchome Obrazki, Ostatni Kontynent, Na Glinianych Nogach, Trzy Wiedźmy - Śmierć wchodzący na scenę i starczy, bo zaraz wymienię wszystkie, co czytałem  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kriejtiw

Dołączył: 04 Lut 2012 Posty: 384
|
Wysłany: Pią Wrz 28, 2012 2:40 pm Temat postu: |
|
|
TOP ANDRZEJA MUNKA
1. Zezowate Szczęście - opowieść o człowieku, którego przytoczyła historia. Wróć, Historia. Świetny, obalający nasze narodowe mity komediodramat + Polański w epizodycznej rólce. Scena, gdzie Kobiela dostaje się na manifestację Ozonu i ONR-u jest niesamowita, kontrast między buńczucznymi hasłami tych drugich z fajtłapowatym głównym bohaterem uderza po oczach. Nie każdy jednak chciał umierać za Polskę, niektórzy po prostu chcieli żyć, robić swoje, nie angażować się. Historia jednak wciąż dopada Piszczyka, raz po raz dając mu kopa w Jej świat. Bardzo podobna rzecz do filmów z Adasiem Miauczyńskim, ale jednak film Munka jest subtelniejszy, delikatniejszy i po prostu można mu współczuć, bo to nie jest zły człowiek, czy anty-Polak. Obaj są zagubieni w rzeczywistości, ale Adaś reaguje na to bezsensowną wściekłością, Piszczyk jest bardziej melancholijny i niewinny wręcz. On po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Forrest Gump + Dzień Świra, tak scharakteryzowałbym ten obraz.
No i sławetne "Żydzi na Madagaskar!", no.
2. Człowiek na torze - a tu coś zupełnie innego. Kolejarz wpada pod pociąg, błąd, samobójstwo, morderstwo? Nie wiadomo, każdy z jego współpracowników ma inną historię zdarzeń. Nie ma co się rozpisywać, to jest po prostu polski Rashomon. I mimo wszystko lepszy, bo sceny, które widzimy, nie zawsze są odbiciem tego co słyszymy od świadków.
3. Eroica - Dopiero tu, bo choć to klasyk, to nie wpłynął tak na mnie jak numer jeden. Konwencja tych filmów jest podobna, obalanie mitów i polemika z tradycją patriotyczną. Druga część sporo lepsza od nieco irytującej pierwszej, co dziwne, bo w ZS ceniłem bardzo humor, a Ostinato – lugubre jest mocno refleksyjne i tragiczne. Wielowymiarowość, demitologizacja, polot. To wszystko Eroica ma, ale coś nie pozwala mi postawić tego filmu wyżej niż Zezowate i Człowieka. Może muszę obejrzeć jeszcze raz... Aha, Straszny Sen Dzidziusia Górkiewicza naprawdę nie jest AŻ tak zły, jak jest przedstawiany, ale ja nie uważam Eroiki za totalny geniusz, więc pewnie stąd moja wyrozumiałość dla jej kontynuacji.
4. Pasażerka - Niedokończony film z wielkim potencjałem. Historia interesująca (pojedynek psychologiczny strażniczki w obozie koncentracyjnym z jej ofiarą), jedynym minusem jest... fakt, iż jest to niedokończone. Często film zatrzymuje się, a głos z offu mówi nam, co Munk miał na myśli. Z jednej strony to dobrze, że nikt nie poprawiał tego filmu za Andrzeja, a z drugiej, no szkoda jednak tego filmu, bo mógł być czymś genialnym.
5. Błękitny krzyż - W sumie nie ma co pisać. Pół-dokumentalna relacja z życia górskich ratowników. Fajerwerków nie ma, można za to posłuchać sobie młodego Gustawa Holoubka, który był często krytykowany za granie siebie przez np. Żuławskiego. Cóż, jeśli zawsze grał siebie tak jak w Pętli, to ja go kupuję . Tutaj pełni funkcję narratora i wychodzi mu to dobrze. W sumie to wiele mówi o filmie, jeśli jego najmocniejszym punktem jest narrator, lol.
Andrzej Munk - komunista, Żyd z pochodzenia, wychowawca wielu sław polskiego filmu (m.in. Polańskiego, który jest wyśmienitym reżyserem, mimo wszystko źle postrzeganym, ale też i np. Jurka Skolimowskiego), a przede wszystkim genialny reżyser, który w porównaniu z Wajdą jest kompletnie nieznany i zapominany. Niesłusznie. Że też musiało mu się umrzeć tak młodo, szkoda. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Wrz 28, 2012 6:57 pm Temat postu: |
|
|
| Kriejtiw napisał: | Aha, Straszny Sen Dzidziusia Górkiewicza naprawdę nie jest AŻ tak zły, jak jest przedstawiany
|
Tez nie rozumiem czemu jest taka opinia ja najpierw kiedyś ogladałem go a potem przeczytałem recenzje to zmiażdżyli ten film totalnie, może nie jest to jakieś arcydzieło ale solidna produkcja pokazująca kulisy małej polityki z doborową obsada i świetną grą aktorską (co przy takich nazwiskach jest aksjomatem) _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kriejtiw

Dołączył: 04 Lut 2012 Posty: 384
|
Wysłany: Sob Wrz 29, 2012 9:19 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: | | Kriejtiw napisał: | Aha, Straszny Sen Dzidziusia Górkiewicza naprawdę nie jest AŻ tak zły, jak jest przedstawiany
|
Tez nie rozumiem czemu jest taka opinia ja najpierw kiedyś ogladałem go a potem przeczytałem recenzje to zmiażdżyli ten film totalnie, może nie jest to jakieś arcydzieło ale solidna produkcja pokazująca kulisy małej polityki z doborową obsada i świetną grą aktorską (co przy takich nazwiskach jest aksjomatem) |
W dziesięciostopniowej skali daję temu filmowi 5, ewentualnie słabe 6. Film jest kontrowersyjny, bo Kutzowi zarzucono deprecjację lustracji i sympatyzowanie z poprzednim ustrojem. Z drugiej strony, czy komunista zrobiłby Zawróconego? Straszny Sen jest też mieszany z błotem za wszechobecną colę, ale imo ma to sens. To jest symbol takiego zachłyśnięcia się wolnością i groteskowego pociągu w kierunku Zachodu. Więc zgadzam się, że te miażdżące oceny są niesłuszne. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Wto Paź 02, 2012 1:13 pm Temat postu: |
|
|
Trochę od czapy, ale będzie ranking muzyczny.
TOP gitarzystów.
1. Brian May
Kropka. To co on tworzył w latach 70. to była wirtuozeria. Jego solówki należą IMO do najlepszych na świecie.
2. Steve Rothery
Neverland, Easter, wcześniej White Russian (ale mi to wczoraj pięknie zabrzmiało) czy Chelsea Monday. Nie rozumiem, czemu tego gościa nie ma w żadnych TOPach?
3. David Gilmour
Mistrz solówek i robienia studyjnych perełek. To dzięki niemu Ciemna Strona jest tak genialna.
4. Jimmy Page
Mistrz akustyka i riffów. Za to średnio przepadam za jego solówkami. Bez przypominania sobie mogę odtworzyć z pamięci z 3 na krzyż.
5. Mark Knopfler
Bardzo lubię. Bardzo Łatwe do zapamiętania riffy i taka elegencja w graniu.
6. Ritchie Blackmore
Za riffy. Chyba nawet lepszy od Page'a w tej kwestii.
7. Robby Krieger
Trochę z sentymentu. Chociaż niezwykłe jest to, że ze swoją gitarą potrafił się idealnie dopasować do Morrisona.
8. John Petrucci
Słabo znam, ale to co słyszałem jest niezwykłe. Może lekko poza moją stylistyką, jakbym był fanem cięższych brzmień byłby wyżej.
9. Bernie Marsden
Bo wczesny Whitesnake jest IMO strasznie niedoceniony. Bardzo mi się podoba co ze swoim instrumentem robi ten gość.
10. Django Reinhardt
Grał dwoma sprawnymi palcami. I stworzył bardzo unikatowe brzmienie. Także miejsce w dyszce się należy.
Wielu bardzo wybitnych brakuje, ale na poznanie ich przyjdzie jeszcze czas.
Jeszcze jedno. Slash jest BARDZO przereklamowany. _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|