| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Czy chcesz kolejnej (majowej) edycji QueenWizji? |
| tak |
|
56% |
[ 13 ] |
| nie |
|
43% |
[ 10 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 23 |
|
| Autor |
Wiadomość |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Kwi 02, 2012 2:19 am Temat postu: |
|
|
szybkie komentki po jednym odsłuchu
1 japierdolealebanał. serio? ale serioserio? o lol to Ten pan. tym większy żal.
2 BJUTIFULŁORD. początek ma być ładny i klimatyczny, a jest nudny i nudny. lol to nie początek tylko cały utwór. no fajne do snu.
3 niby jest żywsze od poprzednika, a nie pamiętam nic oprócz tego, że różniło się tym, że miało perkusję. może muszę dojrzeć. zobaczymy.
4 o. a to w jakimś programie kiedyś widziałem i uznałem że chujowe. teraz słucham i jest bardzo zajebiste. serio. a może to zasługa 3 poprzednich.
5 brzmi jak nieudany kebab. może to bizon dotrzymał groźby.
6 no tak po jednym przesłuchaniu nie napiszę nic mądrego. znaczy wokal jest wkurzający, ale to chyba norma w tym gatunku.
7 no takie tam no
8 romanticoleonzawodowieczkwiatkiem. o lol to polskie. no niby fajne, ale chyba zbyt słodkie. zobaczymy jeszcze. o wszedł refren, a to toto jest. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Kwi 02, 2012 3:02 am Temat postu: |
|
|
9 no tam rockowanie. w sumie fajne. podoba mi się wokal. mimo że męski. sexsexsexsexsexcsseczxswe
10 zabawna historia.
11 o to jest fajne. Na tej FAJNEJ płycie jest PRAWIE najfajniejsze. żeś zjebał koleś.
12 no tak
13 nie podoba mi się. chociaż całkiem zabawne.
14 ziutek powiedz, że to nie ty.
15 lol, punkt choćby za kontrast.
16 brzmi jak jakiś braveheart. a dzisiaj oglądałem Tudorów i tam jednemu księdzu powiedzieli że zrobią mu to samo co Melowi tylko z bonusem w postaci obcięcia członka. nieciekawa sprawa. kawałek prawdziwie ładny. nawet jeśli nudny. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Kwi 02, 2012 3:29 am Temat postu: |
|
|
zdecydowanie najlepsza paczka. mimo że ostatniej nie słyszałem.
17 dawno nic po chińsku nie było. nie licząc tej wpadki, bardzo fajne
18 miałem to dać, chyba że dałem i się wymiguję teraz. enyłej w końcu coś czemu mogę przyznać 12 pkt bez wahania. pierwsza naprawdę mocna rzecz.
19 wejście elfów do helmowego jaru i podniosła rozpierducha. na wokalu chyba Gimli. zawsze lubiłem Gimliego.
20 no całkiem fajne. choć całkowicie bez sensu.
21 PO GRANI, PO GRANI. TU MI DROGI NIE ZASTĄPIĄ POKONANI... KOŃ MÓJ ZNIKNĄŁ A WY MACIE W OCZACH I USZACH PIACH.
22 bardzo ładne, czuję się kupiony tą Enyą
23 straciłem od 20 do 40 lat przez to. potwierdzone naukowo.
24 niewiemcotoalebardzosiemniepodoba. nawet ta debilna perkusja. w ogóle tępa perksuja + wokal rox tutaj.
25 miałem napisać że jakieś bizoniaste bonamassy, ale nie. To jest lepsze od wszystkich bluesów jakie się przewinęły w tej zabawie. Ej serio, aż się głupio z tego śmiać. Mega. poziom Ryśka czy tam innego Free. Niby nie moja bajka, ale całkowicie mnie chwyta.
CZWARTĄ PACZKĘ ZAJEBAŁA NIEDZIELA.
i dobrze, bo mogę iść spać. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Kwi 02, 2012 3:18 pm Temat postu: |
|
|
idiotycznych komentarzy ciąg dalszy
26 no tam elo joł przez 12 minut
27 ZZZZZZZZZZŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAAAAAAA, dojeb im.
28 całkiem sympatyczne, ale dłluuuuuugie. O ale końcówka bardzo fajna.
29 ileż można
30 w sumie fajne w sumie. w sumie wszystkie hard rockiz tej zabawy mogłyby mieć choć połowę tego poziomu w sumie.
31 no. zajebiste.
32 ładne. mogłoby się nieco bardziej wyróżniać, ale w tej edycji w sumie wystarczyło nie wrzucić gniotu by się wyróżnić. ładne.
33 nie znałem. ten pan to legenda większa niż wielka. ale sam kawałek jakoś mnie nie porwał. może przy kolejnym odsłuchu.
34 chciałem napisać że beznadziejne i GŁUPIE. Ale jest fajne. co nie zmienia faktu że głupie. (ale fajne)
35 MATERIAŁU NA PÓŁ SEKUNDY.
bardzo to mondre. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Kwi 02, 2012 7:48 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | (...)naprawdę szkoda mi czasu na słuchanie gejowskich piosenek o różowych czytamkurwabłękitnych kucykach. |
Brawo, trafiłeś z oboma kolorami. ;*
A skoro znowu mogę nie mieć życia, to zapraszam państwa na odcinek 4576. komentek obiada. Smacznego.
BLOOD ZIUTEK SEX MAGIK
01 - epickie rozpoczęcie edycji, właściwie to to brzmi, jakby oryginalnie też otwierało album, ten klimatyczny początek, który nijak się ma do reszty utworu. Żywe to, całkiem chwytliwe, można się pogibać, ale nic z tego raczej nie wynika. Całość brzmi jak zawoalowana impreza w latach 80. Refren generalnie na plus, tutaj zakończenie z powtarzaniem do końca świata i jeszcze jeden dzień tego motywu dobrze działa. Jeden z lepsiejszych openerów QW, ale jako ewentualny kandydat na punkty? No raczej wątpliwie.
02 - bardzo atmosferycznie. Jak się słucha po 01 od razu to spory skok da się zauważyć. Wiecie co mi to przypomina? Muzykę z SimCity 4. Graliście kiedyś? Tam jest taka fajna atmosferyczna muzyczka czasem, bardzo dobrze stymulująca umysł do pracy, ale jak się człowiek na niej skupi, to się okazuje, że nie ma za bardzo nad czym. Tutaj jest miło, jest przyjemnie, a i jednak aranżacja i produkcja też zacna jest, szczególnie w pierwszej części; pod koniec już tak zajebiście nie jest, chociaż aż tak wielka zmiana nie nastąpiła. Ale te bębny w tle jednak robią różnicę. Ale wrażenia ogólne? Jak najbardziej pozytywne. I ciul, że otagowane - i tak wykonawcę pierwsze słyszę.
03 - a to się zaczynało creepy, a potem jakoś mniej już było i zrobiła się taka klimatyczna elektronika z fortepianem na pierwszym planie. Do czwartej minuty, kiedy Echoesami zabrzmiało lekko. Ogółem bardzo na plus całość, chyba nawet lepsze wrażenie robi niż 02, bo tutaj nie zanotowałem niczego, co by mi przeszkadzało lub czyniło jakąś część utworu słabszą niż mogłaby być. Trochę repetytywne, ale to taki fajny rodzaj powtarzalności, która wprowadza w trans i urzeka swoim klimatem.
04 - Nie wiem co z tym poczynić. Bardzo niezwykłe wrażenie na mnie wywarło gdy wczoraj słuchałem koło pierwszej w nocy. Teraz sobie znowu słucham, drugi raz, trzeci... i cholera coś jest tutaj niezwykłego. Tekst oczywiście świetny, bardzo ciekawy moim zdaniem i to zdecydowanie na niego jest tutaj nacisk. Ale to b. dobrze. Elektroniczna perkusja połączona z gitarą, z basem... taki hip-hop jak najbardziej na tak. Jest i messedż, i jakoś to brzmi. No i głos Pana w refrenie jest stosunkowo miłą niespodzianką dla mnie. Ogółem na tak.
05 - będę prawdopodobnie w ogromnej mniejszości tutaj, ale ten kawałek mi się bardzo podoba. Idealny przykład dzisiejszej sceny chiptune, z miksowanymi bardzo ciasno partiami gitary, basu i chipa dźwiękowego z NES. Przerwa w połowie utworu, gdy całość nagle się zwalnia i powraca w końcu motyw z początku - zaje. Moje ogromne zamiłowanie do retro gier na pewno ma tutaj znaczącą rolę, ale nawet i bez tego - trzeba przyznać, że utwór jest bardzo dynamiczny i ogółem świetny. A już absolutnie nie rozumiem, jak można to brać za kebab... po prostu specyficzny gatunek elektroniki, trochę nietypowy, no ale kurwa - nie nazywajmy kebabem wszystkiego, co nie jest rockiem. Kucyki - kebab; Hugh Grant - kebab; to? IMO absolutnie nie. Nie wróżę niestety temu utworowi pięknej przyszłości... Ale to generalnie tylko i wyłącznie smutna prawda o was. ^^
06 - i już pierwsze progi w edycji. I absolutnie ambiwalentnie. No jest, fajnie, ale się to ciągnie, a najgorsze jest to, że jak już wokal wejdzie, albo syntezator zacznie solo grać, to zapominam, co było przedtem. Jest to miłe dla ucha, tekst zdaje się całkiem fajny... *sprawdza tekst* Dobra, chyba jest ambitny, czy coś. Nie wiem. Po początku spodziewałem się czegoś innego, czegoś, co ma szansę się zajebiście rozwinąć - zostałem pozbawiony z miarę przewidywalnym prog rockiem który niczym, oprócz kilku bardzo fajnych dźwięków padów i zagrywek klawiszowych nie dość że mi nie imponuje, ale jeszcze mnie nudzi gdzieś tak od połowy. Plus dodajmy do tego, że wokalista ma dość irytującą mnie barwę głosu, a mamy przepis na obojętność z mojej strony. Dam temu więcej szans, ale tak, jak z jednego kartofla nie da się zbudować domu, tak wrzucant za ten utwór nie wyciągnie ode mnie punktów. Ale to stan na dzień drugi kwiecień 2012, może się coś jeszcze zmieni.
07 - No totalny fun, ale... no trochę sobie wrzucant w ciula poleciał. Nawet tak trochę bardziej niż trochę. Utwór OK, chociaż nigdy przy nim orgazmów nie miałem, zawsze traktowałem jako takie miłe tło, podobnie jak My Generation czy inne hiciory z tego okresu. Tutaj jest fajnie, żywo, gitara ma ciekawą barwę dźwięku... ale no nie wiem. Nie mam się do czego przyczepić, ale w ogóle nie zachwyca.
08 - Jezu, brzmi jak Mike Oldfield z przełomu lat 90. i 00., czyli tego okresu, którego nie znoszę. Oczywiście, mamy wokal, ale ten szept mówiący ten tekst to dla mnie dość słabo brzmi. Może i jestem pragmatykiem i nieczułym chamem, ale nienawidzę tego typu tekstów - podziel się posiłkiem, gdy w potrzebie ktoś słabszy jest, zabierz głos, tralalala... no naprawdę. Dla mnie tego typu teksty jednoznacznie kojarzą mi się, że dany artysta chce się pokazać ze strony "ale jestem pomagający, hoho", ale tak naprawdę to tani wyciskacz łez, z którego nic nie wynika. Ale solówka spoko.
====
A jeśli chodzi o poziom QW ostatnio...
Ja powiem tak. Mi śmieszno-żenujące kawałki nie przeszkadzały w żadnej edycji, gdyż stanowiły, przynajmniej z mojego punktu widzenia, bardzo potrzebny kontrast dla bardziej pretensjonalnych dzieł, które są ambitne, ale nie każdemu może pasować taka powaga przez cały czas. Taki Hugh Grant potrafi IMO rozjaśnić paczkę, a jak się komuś nie podoba - Boże, raz przesłucha, usunie z dysku, nie będzie musiał już słuchać. Ludzie, nie dajmy się zwariować - naprawdę, nie chce mi się wierzyć, że taki Incubus skarży się na to, że musi 15 minut w miesiącu (bo myślę, że tyle trwają maks łącznie kebaby w danej edycji) poświęcić na przesłuchanie czegoś, co mu się za cholerę nie podoba i ewentualne usunięcie tego. Ale jeśli średnio 20 kawałków na edycję uważasz za badziewie, no to już problem i nie wiem co poradzić. Widać masz inny gust niż to forum, pogódź się z tym i nie zapominaj, że to internety i że tutaj traktowanie czegokolwiek w 100% poważnie, a już SZCZEGÓLNIE zabawy na forum muzycznym, to strata czasu, energii i pieniędzy.
Pomysł Obersta jest słuszny chyba - dać ankietę "JAKĄ edycję specjalną QW chciałbyś wkrótce?" i dać kilka propozycji do wyboru, np. tylko polskie, tylko instrumentale, tylko koncertówki, tylko covery... I urozmaicenie jest.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Wto Kwi 03, 2012 4:38 am Temat postu: |
|
|
Blood Ziutek Sex Magik
1. niezły początek. brzmi jak kolejny gofer z jakiegoś kolejnego solowego dio grającego kolejny cover kolejnego gofra z odrzutów z perfect strangers.
2. niemoge, niebo a ziemia. jak na ten zespol/projekt/wykonawce to jest wręcz SZCZERE i PRZEJMUJĄCE. i ostateczne. i hipnotyzujące w spósób spotykany naprawdę rzadko wśród kawałków, które nie są po prostu toolem/flojdami/arabską muzyką. no i dochodzi oczywiście tu fakt (czy raczej gra pierwsze skrzypce), że znam to od wieków i wryło mi się w psychikę, puszczałem sobie to w tle w czasach kiedy jeszcze czytałem książki i byłem inteligentnym dzieckiem.
3. no ładnie się rozwija, ma klimat, jest soundtrackowe (znowu), trudno się do czegoś przyczepic, może najwyżej do monotonii, jeśli w muzyce szuka się diabła, ale i ten zdaje się gdzieś w tej muzyce czaić. tylko śpiacy jest i mu się nie chce.
4. refren mi się kojarzy z jakimś karaoke, tekst jest... że zacytuję klasyka, no jest. taki sukces, że się rymuje i jest z sensem, czyli zawsze półka wyżej niż Myslovitz. ale jak próbuję sobie wyobrazić, po co miałbym tego słuchać, to nic mi nie przychodzi do łba.
5. właśnie, miałem wrzucić jakąś muzyke z Sonika i w końcu ktoś mnie ubiegł. teraz jak wrzuce to będzie że zrzynam kebab z kebaba, czy coś. oczywiście podzielam uczucia Obiadu co do dźwięków, które się tu przewijają, ale ogólnie to takie pitolenie bez jakiegoś sensownego przewodniego motywu. to co się dzieje po wyciszeniu ciekawsze. ale chyba wolę jak muzyka jest 8-bitowa niż jak udaje taką. no nie skreślam na pewno.
6. postneogenesis przyszłości. generalnie jak słucham starego Genesis to odnoszę wrażenie, ze ta muzyka się strasznie zestarzała. tym bardziej jestem zaskoczony jak co chwila QW okrywa przede mną kolejnych naśladowców. o, zmieniło się teraz i jest klimatycznie, czyli Marillion. a jak wiadomo nie ma żadnej różnicy między Genesis a Marillion. no ale przynajmniej bardziej ogarniam, bo niby hipnotycznie. o i całkiem z dupy niczym InvisibleMan się urwało i weszły jakieś skrzypce i poważna sprawa i taniec w świetle ksieżyca. no muszę przyznać, że to było bardzo fajne, szkoda, że się właśnie skończyło i wrócił wokalista. będziepatos teraz, wyczuwam. a jakże. a nie, przerwali. to chyba jeszcze gorzej. a, bo maja pomysł na inny patos. no dobrze, jest to dosyć posklejane, ale jak na gatunek (no bo to prog, nie?) to i tak nieźle skondensowane i chyba nawet więcej jest fajnych motywów niż.. o, piszczenie yesowe. i get uuuuuuuuuuuup. no, daje radę. facet tylko do dupy, ale to jest wpisane niejako w styl. no jużjuż, pochwaliłem, niech to się skończy.
7. ale po co?
8. zaczyna się szalenie oryginalnie. ojejeje to będzie po polsku. rotfl każdy dobry gest potrzebny jest. o, to był odobre - jedna małałza. zetrzyj z oczu małałzę. wiara oraz moc. małałza, otwórz szerzej zaufaj. uwierz jezus miłość blask twarz małałza usta blowjob spaść. gdy w potrzebie ktoś najsłabszy jest pokochaj mnie. pokochaj siostry me. rozłóż nogi swe, zaufaj mi. wjeżdżam solówką, weee. no w sumie śmieszne, ale na raz. żaden z tego kebab, ani nawet myslovitz, żeby można było do tego kiedykolwiek wracać dobrowolnie. obstawiam, że to kawałek Inkubusa, który postanowił wylać na nas gówno. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Kwi 03, 2012 1:16 pm Temat postu: |
|
|
Dobrze, Incubus raczej nie wróci do nas z tego co wiem, więc...
22. Incubus - Johnny Cunningham & Susan McKeown - Star Lullaby
Przyznaje dyskwalifikację owemu użytkownikowi poprzez nieobecność jego na forum. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Kwi 04, 2012 1:56 am Temat postu: |
|
|
Ok, jednak pierwsza jest jeszcze gorsza. Ale nadal bieda niespotykana.
Blood Ziutek Sex Magik
1. niezły początek. brzmi jak kolejny gofer z jakiegoś kolejnego solowego dio grającego kolejny cover kolejnego gofra z odrzutów z perfect strangers.
2. niemoge, niebo a ziemia. jak na ten zespol/projekt/wykonawce to jest wręcz SZCZERE i PRZEJMUJĄCE. i ostateczne. i hipnotyzujące w spósób spotykany naprawdę rzadko wśród kawałków, które nie są po prostu toolem/flojdami/arabską muzyką. no i dochodzi oczywiście tu fakt (czy raczej gra pierwsze skrzypce), że znam to od wieków i wryło mi się w psychikę, puszczałem sobie to w tle w czasach kiedy jeszcze czytałem książki i byłem inteligentnym dzieckiem.
3. no ładnie się rozwija, ma klimat, jest soundtrackowe (znowu), trudno się do czegoś przyczepic, może najwyżej do monotonii, jeśli w muzyce szuka się diabła, ale i ten zdaje się gdzieś w tej muzyce czaić. tylko śpiacy jest i mu się nie chce.
4. refren mi się kojarzy z jakimś karaoke, tekst jest... że zacytuję klasyka, no jest. taki sukces, że się rymuje i jest z sensem, czyli zawsze półka wyżej niż Myslovitz. ale jak próbuję sobie wyobrazić, po co miałbym tego słuchać, to nic mi nie przychodzi do łba.
5. właśnie, miałem wrzucić jakąś muzyke z Sonika i w końcu ktoś mnie ubiegł. teraz jak wrzuce to będzie że zrzynam kebab z kebaba, czy coś. oczywiście podzielam uczucia Obiadu co do dźwięków, które się tu przewijają, ale ogólnie to takie pitolenie bez jakiegoś sensownego przewodniego motywu. to co się dzieje po wyciszeniu ciekawsze. ale chyba wolę jak muzyka jest 8-bitowa niż jak udaje taką. no nie skreślam na pewno.
6. postneogenesis przyszłości. generalnie jak słucham starego Genesis to odnoszę wrażenie, ze ta muzyka się strasznie zestarzała. tym bardziej jestem zaskoczony jak co chwila QW okrywa przede mną kolejnych naśladowców. o, zmieniło się teraz i jest klimatycznie, czyli Marillion. a jak wiadomo nie ma żadnej różnicy między Genesis a Marillion. no ale przynajmniej bardziej ogarniam, bo niby hipnotycznie. o i całkiem z dupy niczym InvisibleMan się urwało i weszły jakieś skrzypce i poważna sprawa i taniec w świetle ksieżyca. no muszę przyznać, że to było bardzo fajne, szkoda, że się właśnie skończyło i wrócił wokalista. będziepatos teraz, wyczuwam. a jakże. a nie, przerwali. to chyba jeszcze gorzej. a, bo maja pomysł na inny patos. no dobrze, jest to dosyć posklejane, ale jak na gatunek (no bo to prog, nie?) to i tak nieźle skondensowane i chyba nawet więcej jest fajnych motywów niż.. o, piszczenie yesowe. i get uuuuuuuuuuuup. no, daje radę. facet tylko do dupy, ale to jest wpisane niejako w styl. no jużjuż, pochwaliłem, niech to się skończy.
7. ale po co?
8. zaczyna się szalenie oryginalnie. ojejeje to będzie po polsku. rotfl każdy dobry gest potrzebny jest. o, to był odobre - jedna małałza. zetrzyj z oczu małałzę. wiara oraz moc. małałza, otwórz szerzej zaufaj. uwierz jezus miłość blask twarz małałza usta blowjob spaść. gdy w potrzebie ktoś najsłabszy jest pokochaj mnie. pokochaj siostry me. rozłóż nogi swe, zaufaj mi. wjeżdżam solówką, weee. no w sumie śmieszne, ale na raz. żaden z tego kebab, ani nawet myslovitz, żeby można było do tego kiedykolwiek wracać dobrowolnie. obstawiam, że to kawałek Inkubusa, który postanowił wylać na nas gówno.
Irminella Touch
09. Po przesłuchaniu całej paczki o dziwo to jest jej najlepszy moment. Fajna melodia, fajna przestrzeń, fajne gitary, fajna dynamika. Fajny kawałek. W tej edycji fajność to najwyraźniej bardzo mocny atut. Aż zamaluję na zielono, taki poziom.
10. Znowu fajnie. http://www.youtube.com/watch?v=UB5wBemvN9c
11. Lol. Zupełnie jakbym ja to dał, bo to jest swego rodzaju ewenement. Zespół zbizoniały do granic możliwości, hardrock czyli bardzo nie moje rejony, w dodatku postpopłuczyny po rozpadzie wszystkiego, a jara mnie to totalnie i to od momentu jak płyta wyszła. Prawie że uwielbiam. Zwrotki są czadowe.
12. Kojarzy mi się z Diablo Fenderchestra. Całkiem zabawne w swej najtłiszowej teatralności i systemowej prawie głupocie.
13. Nienajgorsze, zwłaszcza początek, przy którym można się nabrać, że to coś mocnego się szykuje, ale tylko wchodzi wokal i już wiadomo, że to tylko ziutek/mumin.
14. No i moje resztki tolerancji na metal się wyczerpały.
15. O, Kabaret OT.TO miał podobną piosenkę chyba. No ale w tej to nie wiem o co chodzi, to jest śmieszne, czy że co?
16. Te jazzy słodkie mi się podobają, bo to taki jazz dla kobiet, pewnie bizon się ucieszy. Nie wiem natomiast czy kupuję soundtrackowe orkiestrowanie.
Tak na dobrą sprawę wszystkie czarne mógłbym zamalować na czerwono, bo i tak prawie na pewno nie będę ich brał pod uwagę. No chyba, że najgorsze dopiero przede mną. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Czw Kwi 05, 2012 11:13 pm Temat postu: |
|
|
BLOOD ZIUTEK SEX MAGIK
01 - epickie rozpoczęcie edycji, właściwie to to brzmi, jakby oryginalnie też otwierało album, ten klimatyczny początek, który nijak się ma do reszty utworu. Żywe to, całkiem chwytliwe, można się pogibać, ale nic z tego raczej nie wynika. Całość brzmi jak zawoalowana impreza w latach 80. Refren generalnie na plus, tutaj zakończenie z powtarzaniem do końca świata i jeszcze jeden dzień tego motywu dobrze działa. Jeden z lepsiejszych openerów QW, ale jako ewentualny kandydat na punkty? No raczej wątpliwie.
02 - bardzo atmosferycznie. Jak się słucha po 01 od razu to spory skok da się zauważyć. Wiecie co mi to przypomina? Muzykę z SimCity 4. Graliście kiedyś? Tam jest taka fajna atmosferyczna muzyczka czasem, bardzo dobrze stymulująca umysł do pracy, ale jak się człowiek na niej skupi, to się okazuje, że nie ma za bardzo nad czym. Tutaj jest miło, jest przyjemnie, a i jednak aranżacja i produkcja też zacna jest, szczególnie w pierwszej części; pod koniec już tak zajebiście nie jest, chociaż aż tak wielka zmiana nie nastąpiła. Ale te bębny w tle jednak robią różnicę. Ale wrażenia ogólne? Jak najbardziej pozytywne. I ciul, że otagowane - i tak wykonawcę pierwsze słyszę.
03 - a to się zaczynało creepy, a potem jakoś mniej już było i zrobiła się taka klimatyczna elektronika z fortepianem na pierwszym planie. Do czwartej minuty, kiedy Echoesami zabrzmiało lekko. Ogółem bardzo na plus całość, chyba nawet lepsze wrażenie robi niż 02, bo tutaj nie zanotowałem niczego, co by mi przeszkadzało lub czyniło jakąś część utworu słabszą niż mogłaby być. Trochę repetytywne, ale to taki fajny rodzaj powtarzalności, która wprowadza w trans i urzeka swoim klimatem.
04 - Nie wiem co z tym poczynić. Bardzo niezwykłe wrażenie na mnie wywarło gdy wczoraj słuchałem koło pierwszej w nocy. Teraz sobie znowu słucham, drugi raz, trzeci... i cholera coś jest tutaj niezwykłego. Tekst oczywiście świetny, bardzo ciekawy moim zdaniem i to zdecydowanie na niego jest tutaj nacisk. Ale to b. dobrze. Elektroniczna perkusja połączona z gitarą, z basem... taki hip-hop jak najbardziej na tak. Jest i messedż, i jakoś to brzmi. No i głos Pana w refrenie jest stosunkowo miłą niespodzianką dla mnie. Ogółem na tak.
05 - będę prawdopodobnie w ogromnej mniejszości tutaj, ale ten kawałek mi się bardzo podoba. Idealny przykład dzisiejszej sceny chiptune, z miksowanymi bardzo ciasno partiami gitary, basu i chipa dźwiękowego z NES. Przerwa w połowie utworu, gdy całość nagle się zwalnia i powraca w końcu motyw z początku - zaje. Moje ogromne zamiłowanie do retro gier na pewno ma tutaj znaczącą rolę, ale nawet i bez tego - trzeba przyznać, że utwór jest bardzo dynamiczny i ogółem świetny. A już absolutnie nie rozumiem, jak można to brać za kebab... po prostu specyficzny gatunek elektroniki, trochę nietypowy, no ale kurwa - nie nazywajmy kebabem wszystkiego, co nie jest rockiem. Kucyki - kebab; Hugh Grant - kebab; to? IMO absolutnie nie. Nie wróżę niestety temu utworowi pięknej przyszłości... Ale to generalnie tylko i wyłącznie smutna prawda o was. ^^
06 - i już pierwsze progi w edycji. I absolutnie ambiwalentnie. No jest, fajnie, ale się to ciągnie, a najgorsze jest to, że jak już wokal wejdzie, albo syntezator zacznie solo grać, to zapominam, co było przedtem. Jest to miłe dla ucha, tekst zdaje się całkiem fajny... *sprawdza tekst* Dobra, chyba jest ambitny, czy coś. Nie wiem. Po początku spodziewałem się czegoś innego, czegoś, co ma szansę się zajebiście rozwinąć - zostałem pozbawiony z miarę przewidywalnym prog rockiem który niczym, oprócz kilku bardzo fajnych dźwięków padów i zagrywek klawiszowych nie dość że mi nie imponuje, ale jeszcze mnie nudzi gdzieś tak od połowy. Plus dodajmy do tego, że wokalista ma dość irytującą mnie barwę głosu, a mamy przepis na obojętność z mojej strony. Dam temu więcej szans, ale tak, jak z jednego kartofla nie da się zbudować domu, tak wrzucant za ten utwór nie wyciągnie ode mnie punktów. Ale to stan na dzień drugi kwiecień 2012, może się coś jeszcze zmieni.
07 - No totalny fun, ale... no trochę sobie wrzucant w ciula poleciał. Nawet tak trochę bardziej niż trochę. Utwór OK, chociaż nigdy przy nim orgazmów nie miałem, zawsze traktowałem jako takie miłe tło, podobnie jak My Generation czy inne hiciory z tego okresu. Tutaj jest fajnie, żywo, gitara ma ciekawą barwę dźwięku... ale no nie wiem. Nie mam się do czego przyczepić, ale w ogóle nie zachwyca.
08 - Jezu, brzmi jak Mike Oldfield z przełomu lat 90. i 00., czyli tego okresu, którego nie znoszę. Oczywiście, mamy wokal, ale ten szept mówiący ten tekst to dla mnie dość słabo brzmi. Może i jestem pragmatykiem i nieczułym chamem, ale nienawidzę tego typu tekstów - podziel się posiłkiem, gdy w potrzebie ktoś słabszy jest, zabierz głos, tralalala... no naprawdę. Dla mnie tego typu teksty jednoznacznie kojarzą mi się, że dany artysta chce się pokazać ze strony "ale jestem pomagający, hoho", ale tak naprawdę to tani wyciskacz łez, z którego nic nie wynika. Ale solówka spoko.
IRMINELLA TOUCH
09 - złe to to nie jest. Refren wcale nie irytuje, choć najczęściej refreny opierające się na jednej powtarzanej frazie mnie ogromnie irytują. Jest to utwór zrobiony przyjemnie, z pomysłem, bardzo fajnie wykonany, z kilkoma fajnymi momentami (vide gitarowe kontrmelodie pod sam koniec). Fajny, łatwy i przyjemny rock, ale na poziomie. Stworzenie czegoś takiego to, wbrew pozorom, niezła sztuka. Tylko na początku drugiej zwrotki wokalista przestaje śpiewać i zaczyna gadać, co mi trochę psuje experience. Ale poza tym - fun!
10 - BOŻE. Hm, niektóre teksty sprawiają, że pojawia mi się na twarzy idiotyczny uśmiech, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że jestem okropnym człowiekiem i idę do piekła, czy coś. Ale ogółem to jest tak absolutnie nieznośne, że aż chce mi się tego słuchać. Coś jak ET na Atari. Szczerze nie lubię, ale to już przekroczyło ten poziom bycia po prostu złym, bycia jakimś tam kebabem i przeżyło nirwanę, stało się Świętym Graalem kebabowatości. 10 jest jak aktorstwo w tym: http://www.youtube.com/watch?v=mQ4KzClb1C4 Do dupy, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie mogę oderwać wzroku/słuchu. Jakaś czarna magia. Muszę sobie włączyć coś innego, bo kurde nie przestanę tego słuchać.
11 - Fajne to. Powrót do poziomu 09, ale trochę inny rodzaj poziomu. Od wstępu aż do końca fajnie wykonane, plus są gitarowe onanizmy. Gitarzysta zajebiście gra. Chciałbym tak umieć. Ale jakąś dygresję tutaj wprowadzam. Meritum dyskusji jednostronnej polega na tym, że ten utwór, oprócz bycia określonym jakże użytecznym słowem "fajny", może również być określony słowem "zajebisty", bo jak teraz słucham tego któryśtam raz, to dochodzę do wniosku, że taki jest.
12 - The Trial na speedzie, totalnie. To znaczy tak mi się wydawało z początku, ale mimo wszystko ten utwór ma taką cyrkową, dziwnie zajebistą aurę, która emanuje od niego na kilometr. Całość jest cudnie pojebana, dziwny utwór. Ale bardzo go lubię. Zmienne jak cholera, nie da się nudzić, nawet zabawne. Osobiście uwielbiam od teraz.
13 - intro: Afryka na perkusji. A potem już dość nudno się robi. No ile można ciągnąć ten sam motyw? To pytanie by padło, gdyby nie fakt, że coś na kształt refrenu ma tak ogromnie wkurwiającą mnie melodię, że odechciewa mi się tego słuchać. Plus chyba jeszcze całość uległa jakiejś chujowe kompresji, bo basy mi czasem resztę sygnału audio rozwalają. Nie powala. Ale też niechujowe zbytnio.
14 - to coś na kształt refrenu brzmi jak jakaś parodia. Te bongosy w zwrotce też, lulz. Ale na serio, nie rozumiem tego utworu. Taki metal dla mnie to tylko po to, by się z niego pośmiać. Bo poza tym to nie da się z tym nic innego zrobić. No.
15 - nienawidzę tego typu muzyki i wszystkie funky bassy tego świata tego utworu nie uratują. Te dęciaki i cały klimat jest dla mnie nie do zniesienia. Nawet tańczyć mi się nie chce przy czymś takim. Całkiem na nie.
16 - wynudziłem się przez te 7 minut. W środku coś się działo i był jazz i była całkiem miło i przyjemnie, ale ten fajny środek znajduje się pomiędzy dwoma do bólu nijakimi częściami. Miła odmiana po 15, ale wątpię, abym słuchał kiedyś dla przyjemności, od tak. Chociaż jeszcze może kiedyś zmienię zdanie.
Heh, paczka skrajności, prawie jak album, którego nazwę parodiuje. Ale obserwacja! _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pią Kwi 06, 2012 2:59 pm Temat postu: |
|
|
Ściąga mi się jakieś durne MMORPG, w które nie będę grał dłużej niż pół godziny pewnie i przez to nie mam co ze sobą począć przez godzinkę czy dwie. Wiem - dam upust swojemu nołlajfiarstwu i napiszę komentki do trzeciej paczki. Genius!
BLOOD ZIUTEK SEX MAGIK
01 - epickie rozpoczęcie edycji, właściwie to to brzmi, jakby oryginalnie też otwierało album, ten klimatyczny początek, który nijak się ma do reszty utworu. Żywe to, całkiem chwytliwe, można się pogibać, ale nic z tego raczej nie wynika. Całość brzmi jak zawoalowana impreza w latach 80. Refren generalnie na plus, tutaj zakończenie z powtarzaniem do końca świata i jeszcze jeden dzień tego motywu dobrze działa. Jeden z lepsiejszych openerów QW, ale jako ewentualny kandydat na punkty? No raczej wątpliwie.
02 - bardzo atmosferycznie. Jak się słucha po 01 od razu to spory skok da się zauważyć. Wiecie co mi to przypomina? Muzykę z SimCity 4. Graliście kiedyś? Tam jest taka fajna atmosferyczna muzyczka czasem, bardzo dobrze stymulująca umysł do pracy, ale jak się człowiek na niej skupi, to się okazuje, że nie ma za bardzo nad czym. Tutaj jest miło, jest przyjemnie, a i jednak aranżacja i produkcja też zacna jest, szczególnie w pierwszej części; pod koniec już tak zajebiście nie jest, chociaż aż tak wielka zmiana nie nastąpiła. Ale te bębny w tle jednak robią różnicę. Ale wrażenia ogólne? Jak najbardziej pozytywne. I ciul, że otagowane - i tak wykonawcę pierwsze słyszę.
03 - a to się zaczynało creepy, a potem jakoś mniej już było i zrobiła się taka klimatyczna elektronika z fortepianem na pierwszym planie. Do czwartej minuty, kiedy Echoesami zabrzmiało lekko. Ogółem bardzo na plus całość, chyba nawet lepsze wrażenie robi niż 02, bo tutaj nie zanotowałem niczego, co by mi przeszkadzało lub czyniło jakąś część utworu słabszą niż mogłaby być. Trochę repetytywne, ale to taki fajny rodzaj powtarzalności, która wprowadza w trans i urzeka swoim klimatem.
04 - Nie wiem co z tym poczynić. Bardzo niezwykłe wrażenie na mnie wywarło gdy wczoraj słuchałem koło pierwszej w nocy. Teraz sobie znowu słucham, drugi raz, trzeci... i cholera coś jest tutaj niezwykłego. Tekst oczywiście świetny, bardzo ciekawy moim zdaniem i to zdecydowanie na niego jest tutaj nacisk. Ale to b. dobrze. Elektroniczna perkusja połączona z gitarą, z basem... taki hip-hop jak najbardziej na tak. Jest i messedż, i jakoś to brzmi. No i głos Pana w refrenie jest stosunkowo miłą niespodzianką dla mnie. Ogółem na tak.
05 - będę prawdopodobnie w ogromnej mniejszości tutaj, ale ten kawałek mi się bardzo podoba. Idealny przykład dzisiejszej sceny chiptune, z miksowanymi bardzo ciasno partiami gitary, basu i chipa dźwiękowego z NES. Przerwa w połowie utworu, gdy całość nagle się zwalnia i powraca w końcu motyw z początku - zaje. Moje ogromne zamiłowanie do retro gier na pewno ma tutaj znaczącą rolę, ale nawet i bez tego - trzeba przyznać, że utwór jest bardzo dynamiczny i ogółem świetny. A już absolutnie nie rozumiem, jak można to brać za kebab... po prostu specyficzny gatunek elektroniki, trochę nietypowy, no ale kurwa - nie nazywajmy kebabem wszystkiego, co nie jest rockiem. Kucyki - kebab; Hugh Grant - kebab; to? IMO absolutnie nie. Nie wróżę niestety temu utworowi pięknej przyszłości... Ale to generalnie tylko i wyłącznie smutna prawda o was. ^^
06 - i już pierwsze progi w edycji. I absolutnie ambiwalentnie. No jest, fajnie, ale się to ciągnie, a najgorsze jest to, że jak już wokal wejdzie, albo syntezator zacznie solo grać, to zapominam, co było przedtem. Jest to miłe dla ucha, tekst zdaje się całkiem fajny... *sprawdza tekst* Dobra, chyba jest ambitny, czy coś. Nie wiem. Po początku spodziewałem się czegoś innego, czegoś, co ma szansę się zajebiście rozwinąć - zostałem pozbawiony z miarę przewidywalnym prog rockiem który niczym, oprócz kilku bardzo fajnych dźwięków padów i zagrywek klawiszowych nie dość że mi nie imponuje, ale jeszcze mnie nudzi gdzieś tak od połowy. Plus dodajmy do tego, że wokalista ma dość irytującą mnie barwę głosu, a mamy przepis na obojętność z mojej strony. Dam temu więcej szans, ale tak, jak z jednego kartofla nie da się zbudować domu, tak wrzucant za ten utwór nie wyciągnie ode mnie punktów. Ale to stan na dzień drugi kwiecień 2012, może się coś jeszcze zmieni.
07 - No totalny fun, ale... no trochę sobie wrzucant w ciula poleciał. Nawet tak trochę bardziej niż trochę. Utwór OK, chociaż nigdy przy nim orgazmów nie miałem, zawsze traktowałem jako takie miłe tło, podobnie jak My Generation czy inne hiciory z tego okresu. Tutaj jest fajnie, żywo, gitara ma ciekawą barwę dźwięku... ale no nie wiem. Nie mam się do czego przyczepić, ale w ogóle nie zachwyca.
08 - Jezu, brzmi jak Mike Oldfield z przełomu lat 90. i 00., czyli tego okresu, którego nie znoszę. Oczywiście, mamy wokal, ale ten szept mówiący ten tekst to dla mnie dość słabo brzmi. Może i jestem pragmatykiem i nieczułym chamem, ale nienawidzę tego typu tekstów - podziel się posiłkiem, gdy w potrzebie ktoś słabszy jest, zabierz głos, tralalala... no naprawdę. Dla mnie tego typu teksty jednoznacznie kojarzą mi się, że dany artysta chce się pokazać ze strony "ale jestem pomagający, hoho", ale tak naprawdę to tani wyciskacz łez, z którego nic nie wynika. Ale solówka spoko.
IRMINELLA TOUCH
09 - złe to to nie jest. Refren wcale nie irytuje, choć najczęściej refreny opierające się na jednej powtarzanej frazie mnie ogromnie irytują. Jest to utwór zrobiony przyjemnie, z pomysłem, bardzo fajnie wykonany, z kilkoma fajnymi momentami (vide gitarowe kontrmelodie pod sam koniec). Fajny, łatwy i przyjemny rock, ale na poziomie. Stworzenie czegoś takiego to, wbrew pozorom, niezła sztuka. Tylko na początku drugiej zwrotki wokalista przestaje śpiewać i zaczyna gadać, co mi trochę psuje experience. Ale poza tym - fun!
10 - BOŻE. Hm, niektóre teksty sprawiają, że pojawia mi się na twarzy idiotyczny uśmiech, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że jestem okropnym człowiekiem i idę do piekła, czy coś. Ale ogółem to jest tak absolutnie nieznośne, że aż chce mi się tego słuchać. Coś jak ET na Atari. Szczerze nie lubię, ale to już przekroczyło ten poziom bycia po prostu złym, bycia jakimś tam kebabem i przeżyło nirwanę, stało się Świętym Graalem kebabowatości. 10 jest jak aktorstwo w tym: http://www.youtube.com/watch?v=mQ4KzClb1C4 Do dupy, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie mogę oderwać wzroku/słuchu. Jakaś czarna magia. Muszę sobie włączyć coś innego, bo kurde nie przestanę tego słuchać.
11 - Fajne to. Powrót do poziomu 09, ale trochę inny rodzaj poziomu. Od wstępu aż do końca fajnie wykonane, plus są gitarowe onanizmy. Gitarzysta zajebiście gra. Chciałbym tak umieć. Ale jakąś dygresję tutaj wprowadzam. Meritum dyskusji jednostronnej polega na tym, że ten utwór, oprócz bycia określonym jakże użytecznym słowem "fajny", może również być określony słowem "zajebisty", bo jak teraz słucham tego któryśtam raz, to dochodzę do wniosku, że taki jest.
12 - The Trial na speedzie, totalnie. To znaczy tak mi się wydawało z początku, ale mimo wszystko ten utwór ma taką cyrkową, dziwnie zajebistą aurę, która emanuje od niego na kilometr. Całość jest cudnie pojebana, dziwny utwór. Ale bardzo go lubię. Zmienne jak cholera, nie da się nudzić, nawet zabawne. Osobiście uwielbiam od teraz.
13 - intro: Afryka na perkusji. A potem już dość nudno się robi. No ile można ciągnąć ten sam motyw? To pytanie by padło, gdyby nie fakt, że coś na kształt refrenu ma tak ogromnie wkurwiającą mnie melodię, że odechciewa mi się tego słuchać. Plus chyba jeszcze całość uległa jakiejś chujowe kompresji, bo basy mi czasem resztę sygnału audio rozwalają. Nie powala. Ale też niechujowe zbytnio.
14 - to coś na kształt refrenu brzmi jak jakaś parodia. Te bongosy w zwrotce też, lulz. Ale na serio, nie rozumiem tego utworu. Taki metal dla mnie to tylko po to, by się z niego pośmiać. Bo poza tym to nie da się z tym nic innego zrobić. No.
15 - nienawidzę tego typu muzyki i wszystkie funky bassy tego świata tego utworu nie uratują. Te dęciaki i cały klimat jest dla mnie nie do zniesienia. Nawet tańczyć mi się nie chce przy czymś takim. Całkiem na nie.
16 - wynudziłem się przez te 7 minut. W środku coś się działo i był jazz i była całkiem miło i przyjemnie, ale ten fajny środek znajduje się pomiędzy dwoma do bólu nijakimi częściami. Miła odmiana po 15, ale wątpię, abym słuchał kiedyś dla przyjemności, od tak. Chociaż jeszcze może kiedyś zmienię zdanie.
MUMIN FOR NOTHING
17 - nie lubię duetów. A tutaj jeszcze dodatkowo nie ogarniam co się dzieje, ale tak nie w taki przyjemny sposób jak w 12, ale w taki, że co chwilę drapię się po głowie i pytam się "co?" i nie wiem co mam powiedzieć oprócz tego. Ładnie zaaranżowane to, gitary tak trochę arabsko brzmiały mi pod koniec, co też było na plus, ale raczej ogółem to nie wiem. Nie jest to tragedia, ale w moje gusta całkiem nie trafia. Ale atmosfera jest, więc nie będę skreślał i malował na czerwono.
18 - Western, konie i takie tam. Ładne, ale mnie niczym nie urzeka. Głos wokalisty poznaję, ale wolę, jak jest jeszcze niższy. No właśnie nie wiem... Gdyby to był Cash, to by mi się pewnie podobało, a tak to mnie nudzi w sumie. Ale tekst ładny i poetycki, żeby tak całkiem się nie przyczepiać. No ok. Nie wiem.
19 - takie powolne i potężne i podniosłe to i miałem przez chwilę wrażenie, że jest to zwykły Epitaph-wannabe, ale uzyskało to jakiś swój charakter mimo wszystko. Wokalisty głos mnie niemiłosiernie denerwuje w sumie, ale nawet on idealnie pasuje IMO do tej majestatycznej atmosfery całości. Całkiem niezłe, fajny klimat, właśnie mi tak odrobinę przypominają się klimaty z debiutu King Crimson, ale jednak to nie całkiem to. No fajne całkiem.
20 - początek zapowiadał, o dziwo, coś, co miało szansę mi się podobać, ale oczywiście potem wszystko się zepsuło jak domino. Te chórki są straszne, nie będę kłamał. Cały wydźwięk utworu mnie odrzuca, podobnie jak to było w 15. Ale tutaj jest trochę inaczej, bo potrafię przesłuchać, co prawda bez satysfakcji, ale jednak. Słabe jak barszcz bez przypraw.
21 - A to mi się w miarę podoba, może to skutek followowania 20, ale chyba coś więcej w tym jest. Co prawda melodia nie natchniona, ale fajne to ogółem. Szczególnie gitary. Wog'le nie słyszę tu klawiszy, a fajne warstwy się stworzyły. Lubię to całkiem. Pod koniec jakoś przestaje mi podpasowywać (może przez głos wokalisty... noł ajdia), oczywiście nie licząc tego, co się dzieje po fałszywym zakończeniu, kiedy cuda się przez kilka sekund dzieją, ale ogółem na plus ogromny.
22 - jaka piękna subtelność. ;_; To jest przepiękne. Głos tej Pani jest absolutnie cudowny, ta harfa i gitara pięknie do niego pasują. W środku jest też moment, żeby smyczki (wiolonczela?) mogły sobie wyjść na pierwszy plan i on też jest cudowny. Cudo subtelności. Nie wiem co to, ale kocham. EDIT: A, to to odpadło. Nie wierzę, totalnie by dostało 12 punktów. Chujnia na maksa.
23 - a to ciekawe, odliczanie do startu rakiety, pomysłowo zapowiedziane wejście głównego utworu, nie powiem. Ale reszta jest jakaś taka... no miła, ale nie przekonująca mnie specjalnie do końca. Miło się słucha, ale żadnych zachwytów. Ani na plus, ani na minus.
24 - Uwielbiam ten utwór. Ogółem to jest cudowne, słysząc ten utwór trochę żałuję, że ta grupa poszła w trochę inną stronę, a i gość solo też nie był już całkiem w tym stylu. A szkoda. Utwór zaje tak czy siak, wybitnie od czapy, piękny do cholery.
25 - starego 25 nie znałem, smutna prawda o mnie. Ale mi się tak zajebiście nie podobał, byłoby pewnie na czarno tak czy inaczej. Ale teraz wrzucant jakąś czternasto-minutową kobyłę zafundował. Pierwszy raz jej słucham teraz, więc kurde KOMENTKA NA BIERZĄCO ŁUUUU~! A jako, że to ma prawie 15 minut, to to będzie długi komentarz. Strzeżcie się. No więc po subtelnym początku z klarnetem i smyczkami, który ładnie wprowadza dość klasycyzujący klimat, wręcz lekko soundtrackowy, mamy doczynienia z potężnymi chórami które dają do zrozumienia, że to monumentalne dzieło się szykuje. Ale teraz wyciszenie znów i powtórka z intro w sumie. Ale potem znowu chóry i perkusista szaleje. I wokalista wchodzi i gitara i bas. To jest po niemiecku? Chyba tak. Wolałem monumentalne intra i chóry. Bo teraz to już w ogóle mi się słabo to widzi. Ale potem znów jakieś złowieszcze klimaty wchodzą, jakieś zaklęcia i znów mi bardzo pasuje. Ale mi kurde pisze się na bierząco... Dobra, consensus jest taki, że raczej na plus, ale te niemieckie wokale-szeptane mi psują dość mocno efekt końcowy. Dlatego raczej tylko czarny, chociaż nie wykluczam, że jeszcze się przekonam. Ba; jest to dość mocno prawdopodobne. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Kwi 08, 2012 12:14 pm Temat postu: |
|
|
01 – bez wiekszych ochów i achów. po prostu lubie. swietny glos, dobra dynamika., chwytliwe. tyle
02 – niezłe, fajny klimat.
03 – filmówka, która niby próbuje robic klimat i byc ciekawa, ale niespecjalnie mnie bierze
04 – hahaha NOT
05 – hahaha NOT choć w sumie jako eksperyment w miare ciekawe
06 – lubie ich. tzn niewiele znam w sumie, ale to co poznalem mi sie podobalo. miło.
07 – kawalek nie spelniający wymogów zabawy, nie biore pod uwage.
08 – o rly?
09 – bezpretensjonalne i dynamiczne. bez szału, granie, które w obecnych stacjach muzycznych mialoby/ma szanse.
10 – hahaha NOT
11 – o rly? przestraszny wstęp. dalej przyzwoicie, niezły głos (autogłos nalezaloby dodac), wpadajaca w ucho gitara. nie do konca w moim guscie, ale ok.
12 – nie porwalo chociaz ma fajny klimacik w stylu wczesnego no doubt.
13 – to z kolei ma bardzo fajny klimat, jeden z moich ulubionych kawalkow tego zespolu
14 – muzycznie przyzwoite choc nieco toporne, wokalnie mnie nie bierze. ja juz jednak chyba wole jak oni grają wesolego sunset strip rocka o pieprzeniu wszystkiego co sie rusza, bo do mocniejszych rzeczy chyba nie są stworzeni.
15 – do klubu tak. w domu ni cholery.
16 – ładne. nawet bardzo. może nieco zbyt smętne, z drugiej strony zalezy o jakiej porze dnia slucham.
17 – nie znosze mówionych wtrąceń po francusku w utworach. na szczescie poza tym zgrzytem jednym, cala reszta ma bardzo przyjemny klimat. to kolejny kawalek tego zespolu, ktory mi sie spodobal. pora poznac wiecej
18 – przykro mi, ale mnie jego glos zwyczajnie nie bierze. doceniam i tyle.
19 – instrumentalnie bardzo klimatycznie i fajnie, wokalnie kompletnie mnie nie bierze
20 – fajni vintydżowy klimat. juz pare razy takie rzeczy pojawialy sie w qw i prawie zawsze mi sie podobaly. ten moze mniej niz poprzednie, ale w tej beznadziejnej edycji i tak sie wyroznia.
21 – wstep absolutnie zajebisty. pozniej duzo mniej zajebiscie.
22 – calkiem przyjemne to bylo, choc bez wielkiego szalu. ale milo sie sluchalo. oh well
23 – bardzo w starym dobrym progstylu, ale bez zajezdzania sluchacza wzniosłością. niezle.
24 – tematycznie pode mnie obecnie. mimo wszystko obecne sentymenty nic tu nie pomoga, bo ja po prostu nie czuje tego.
25 – podniosłe jak cholera. na szczescie robi sie dynamiczniej jak juz prawie zaczynalem sie nudzic. nie do konca czaje takie klimaty, w dodatku jezyk tez mi nie pomaga, ale i tak wybija sie to w kazdym mozliwy sposob na tle wiekszosci edycji
26 – hahaha NOT
27 – fajny basik, niezla dynamika, zbyt wulgarne jak dla mnie
28 – od pierwszy dzwiekow prawie wylysialem, a moje ubrania zmienily sie w hinduskie łachy. fajny klimat, dobra dynamika, koncowka z nawiązaniem do black sabbath jest fajną ciekawostką.
29 – nie krecą mnie takie klimaty. jest ok, wierze, ze mozna szalec za taką muzyką i pewnie wiem dlaczego co nie zmienia faktu, że ja nie szaleje
30 – znam lepsze ich kawalki. wkurza mnie strasznie produkcja, zwlaszcza wokalu.
31 – przykro mi, ale mnie jego glos zwyczajnie nie bierze. doceniam i tyle.
32 – 4 minuty oparte na jednym motywie. yeah...
33 – nie potrafie sie wgryzc w muzyke tego goscia. doceniam, ale mnie nie porywa na dluzsza mete w wiekszosci przypadkow. slucham i niby milo, ale za chwile nie pamietam.
34 – nope. zbyt duzo halasu, zbyt malo melodii.
35 – wstep niemal w klimatach ktoregos z poprzednich z tej paczki. potem robi sie z tego 51. fajna gitarka. glos tez. produkcja nie do konca mi lezy ale aranz dobry. w koncu cos, co mi sie w miare podoba po bidzie ostatnich numerow. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Sro Kwi 11, 2012 2:34 pm Temat postu: |
|
|
1 - najgorsze otwarcie QW ever, mimo, że ośmiu pozostałych nie słyszałem. Disco metal na całego, aż zabawne, że wyznawcy takich utworów śmieją się chociażby z tzw. 'clubowców'.
2 - to chyba katera skoro na świecie znają tę płytę tylko dwie osoby w tym on, może nawet ją nagrał co by mu pasowało. Klimacik, lekkość, klawisze, Ennio, new age - taki miks.
3 - klimat jak stąd na księżyc, wręcz dosłownie bo czuję się jak w jakimś kosmosie gdzie latają kosmici, są tylko skały i nie ma grawitacji. Wszystko pod nadzorem kogoś kogo bardzo lubię. Jeszcze to czasami Floydami pachnie, a szczególnie Meddle to już w ogóle cudny miks.
4 - nie wiem czy to kebab czy na poważnie i to chyba jedyna rzecz podlegająca tu jakiejś analizie.
5 - jedyny obojętny mi kawałek chyba w paczce, niby miły eksperymencik, ale brak w tym czegoś łapiącego na dłużej. Dla fanów oldskulowych gier już prędzej, a ciężko mnie nazwać fanem gier w jakiejkolwiek formie.
6 - no powiedzmy jeszcze to jest trochę obojętne bo oprócz wspaniałych momentów jako całość mi się rozmywa, a z kolejnymi odsłuchami mało się zmienia. Jak mi ktoś napisze, że trzeba dojrzeć to dam jeszcze szansę.
7 (stare) - nośny refren no i nic szczególnego, typowy hit jednego sezonu, jeszcze Kravitzowy.
8 - subtelne, przejmujące i szczere. Jak fejsbuk miał jakieś zalety (heh) to na pewno to, że poznałem ten utwór. edit: lol, to jednak coś innego niż uważałem na początku. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sro Kwi 11, 2012 8:24 pm Temat postu: |
|
|
1. fajne rockowe granie, rzępolenie jak to się mawia. Miłe otwarcie QW. Refren wpadający w ucho… wokal fajny, fajny, gitara nice i mamy fajna muzę. Uszytę w sam raz bez zbędnego rozciągania jak na rockowy twór przystało.
2. muza prawie jak filmowa. I tyle tego, bo jakoś niczym mnie nie zachwyciło, nie obuzyło czyli neutral.
3. spokojny kawałeczek muzyki. Po 2 brzmi również jak wyjęty z filmu lub innej zapomnianej sztuki. Ale już ciekawsze, perkusja jest głównym motywem ciągnącym, plus klawisze lekko deszczowe jak u Chopina.
4. znany wokal. Nie wiem które to już wcielenie tego pana. Melodia nawiązuje do czegoś tam, więc mało oryginalna. Tekst dość okrutny o kablu. Wolę inne dokonania.
5. och ytronie… grac w gry, a słuchać takiej muzyki to druga sprawa… niestety nie jest to GTA… next.. daga say NO
6. przy zalewie nijakości, niby coś innego, ale nie mega atrakcyjnego. Taka kosmiczna muzyka lekko, smyczki bujają nawet akuratnie. Wokale damsko-męskie dopełniają niebiańskich klimatów. Męczarnią to nie jest. Kilka zagrywek fajnych choćby ok. 7.30 minuty z takim fajnym tempie. Ale wokal męski wkurzający.
7. nie no też znane, ale nie każdy powie z miejsca tytuł nagrania. Klasyka gatunku, ale czy każdy będzie to znał?! Zkurzona kafejka, szklanka Burbona i jest bardzo miło. Daga to lubi
8. brzmi to jak jakiś kumpel Ryśka czy Krzyśka… odwiecznie kojarzy mi się to z paniami po50 w Sali Kongresowej wzdychające do pana w przyciasnym garniaku… jakoś takie to ckliwe… chyba nie zaufam temu wokaliście…. I wtórne to jak dla mnie… mało oryginalne
9. ach.. fajny rockowy kawałek… radio friendly… chwytliwy refren, daje się nucić bez problemu, wokal taki zgryźliwy albo się podoba albo nie. O taki rocker. Refren ma coś z potworka z Troskliwych misi… sesesesese
10. fuj.. takich darów od austryjaków to ja niechce…
11. znowu znajomki rockowe… nie powtarzalny skrzekliwy wokal ale o to nie ci od prądu rockowe, chwytliwe, na plus przy takich koszmarach jak 10 czy 5 wszystko wydaje się piękne i genialne i zasługujące na punkty… ale rockowe i podrywa do przytupu… rytm, gitara
12. rytmem tanga wchodzimy w ten kawałek… lub z jakis ruskich piesni… znowu Krawczyk mi się przypomniał… a nie „Dajmy mi te noc” to kto inny wypłodził.. ale zanucicie i będzie tu pasować… ale wracając do tego co słychac: rockowe, babskie granie, śmiechuśna przygrywka… jakiś w tym patent na fajną muzyke tkwi czy na plus to musze określić… _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Sro Kwi 11, 2012 10:34 pm Temat postu: |
|
|
Kater nas pogonił, to wrzucamy komenty.
Ale bida z nędzą w tej edycji. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mój utwór jest najlepszy (a chyba jeszcze nigdy jak dotąd tak nie uważałem ).
Lubicie, zdaje się, kolorki, to też pokoloruję swoje komenty, a co! Zastosuję taką skalę, jakiej mój tata używa do oceniania obiadów ugotowanych przez moją mamę.
Skala:
takie sobie
może być
ZIUTEK SECTION
1 - ostry, pełen energii początek, utwór dobry na rozruszanie się, ale nic niezwykłego, miłe do posłuchania, ale tylko tyle; hipster, który odszedł z FB ma rację: to jest trochę taki metal z wiejskiej dyskoteki; zamykam oczy i widzę Halforda bujającego się w świetle laserów
2 - ładna, kojąca, płynąca melodia; można przy niej zamknąć oczy i wyobrażać sobie piękne krajobrazy, łąki pola, morza, czyste niebo, wręcz czuć wiatr we włosach; można też wyobrazić sobie ten utwór jako soundtrack do filmu historycznego - lub przygodowego; można i co innego, co kto woli; w każdym razie idealna melodia do imaginacji i ucieczki od codzienności
3 - znowu coś sountrackowego, powolnego i płynącego, a jednak zupełnie innego pod względem nastroju. Tu mamy jakąś tajemnicę, napięcie, przygotowanie do dramatu. A jednak ta melodia jest mniej sugestywna niż poprzednia.
4 - a tak, tak, znam, kiedy słyszałem po raz pierwszy, zwróciłem uwagę na tekst, no i cóż, podoba mi się zawarta tu gorzka specyficzna... hmm, ironia? No i ogólnie jest ładnie ułożony, ciekawy. Ale tylko tyle. Muzyka jest tu mało ważna. Jednego z wykonawców (gdyż jest to kolaboracja) lubię za niektóre z jego dokonań, to do nich się nie zalicza. Za drugim, trzecim itd. odsłuchaniem już nie robi to wrażenia, bo tekst się zna, a najciekawsze w tym utworze jest oczekiwanie, co w tym tekście będzie na końcu.
5 - kiedy usłyszałem po raz pierwszy, pomyślałem: to chyba wrzucił whoatemydinner. Potem przeczytałem komenty Obiada i utwierdziłem się w tym przekonaniu. Ja wiem, że to ma tak brzmieć, ale sorry, dźwięki rodem z syntezatora Casio mnie nie rajcują. I to mimo tego, że w przeciewieństwie do Xaviego byłem kiedyś zapalonym graczem. Zaczynałem od Pegasusa, gdzie królowały właśnie takie dźwięki. Wiele z tych prymitywnych gierek (np. strategia turowa "Godzilla", różne wersje Żółwi Ninja, "Spider-Mana", wyścigi motorówek) bardzo dobrze wspominam, niewiele gier komputerowych przebiło je potem zajebistością, no ale... do tej "muzyki" to ja już sentymentu nie czuję, o wiele lepsze byłyby te gierki z takimi soundtrackami, jakie miały choćby "GTA Vice City" czy "Baldur's Gate".
6 - spoko prog rock, tylko wokalista ma taką barwę głosu, że brzmi, jakby robił sobie jaja z tego, co śpiewa ; trudno, poza tym jest interesująco, może nie od początku do końca, ale pomysłów tu jest tak wiele, że przynajmniej niektore musiały załapać.
stare 7 - whoatemydinner napisał, że takie rzeczy jak to czy "My Generation" go nie ruszają; ja powiem, że przebój The Who działa na mnie, przebój The Guess Who - nie
7 - bardzo pierwotny blues rock, choć mógł być nagranych choćby i w 2012 roku, bo są zespoły, które zastgły w tym brzmieniu; mnie to nie rusza, za dużo tu amrykańskości, spokoju, mnie to usypia; w dodatku wokalista forsuje głos, co sprawia, że brzmi jak pan od coverów (to chyba nie on, ale na wszelki wypadek nie napiszę nazwiska).
8 - mały romantyk, który gdzieś tam we mnie chyba siedzi, nie jest poruszony tym kawałkiem; zamykam oczy i widzę to wykonanie tak: festiwal w Opolu w latach 80. z kiczowatymi światełkami, na scenie wysoki, gruby, podstarzały, łysiejący facet w białym garniturze to szepcze do mikrofonu, to w refrenie krzyczy do niego, dramatycznie zasłaniając ręką oczy, tak udaje, że go wzrusza to, co sam śpiewa, że mało nie płacze; a za nim stoi znudzony gitarzysta, który sobe tam brzdąka; ten obraz psuje mi tylko fakt, że solówka jest naprawdę udana; w całości tego nie kupuję. Wygląda na to, że moje skojarzenia są nawet dość poprawne, bo Daga pisze właśnie o mniej więcej takiej sytaucji, a chyba wie, cóż to za kawałek.
IRMINELLA SECTION
9 - a to właściwie anglojęzyczna, bardziej wyluzowana i wyuzdana odpowiedniczka poprzedniego kawałka, tylko solókwka jest tu mniej porywająca... ileż jest zjadliwości w głosie wokalisty - tyle że ten łos jest bezbarwny, a ta zjadliwość mnie nie przekonuje, raczej bawi. Z tego mógłby wyjść niezły kebab, ale jeśli ma to być poważne, to dajcie spokój!
10 - o matko, wiem, że to ma być beznadziejne, ale nie jest to nawet śmieszne... Tu już wolałem Kebab w cienkim cieście czy nawet Ediego8000. To jest jak kebab z nieświeżego mięsa bez sosu i surówki. Nie podejrzewam Mefju, ja jestem pewien, że to dał Mefju. A teraz najlepsze jaja - z tekstu można wnosić, że ten kawałek jest na serio, tylko z użyciem złośliwej ironii.
11 - niby ciężkie, a bez jakiejś konkretnej mocy; nie czuję tego; fajna jest minisolówka na gitarze.
12 - takie nie wiadomo co, które zaczyna się jak jakiś hiszpański taniec, po czym przechodzi w niemal zwiewną pioseneczkę (niemal, bo jednak gitara brzmi dość ciężko), w zasdzie nie wiem, jak ugryźć to coś.
13 - utwór pełen napięcia budowanego przez pokomplikowany rytm, nerwowe zagrywki gitarowe i specyficzny śpiew, ma jakby wpływy wschodnie; nie za bardzo mnie porusza.
14 - raz ciężko, raz lirycznie - lubię tak, ale pod warunkiem, że ten ciężar nie przytłacza, poza tym piski gitary w takiej smiesznej solówce mnie drażnią.
15 - tak, chwilami grają coś podobnego do salsyw tle, za to zaśpiewy są jak z jakiegoś angielskiego ejtisowego przeboju i tym to pewnie jest; nie dla mnie, poza tym nie tańczę salsy.
16 - ładny instrumentalny kawałek, dość minimalistyczny, cichy, pełen rozmarzenia, powiedziałbym, że subtelny, ale coś mi się widzi, że z punktu widzenia człowieka, który ma na forum monopol na rozumienie subtelności tutejsza subtelność jest na tyle wyeksponowana, że już nie jest subtelna ; tak czy inaczej podoba mi się, także w momentach, kiedy dochodzą knajpiane zagrywki oraz kiedy robi się filmowo.
MUMIN SECTION
17 - spoko muzyczka leci, ale dialogi mówione po francusku są niepotrzebne, przeciw śpiewanym nie miałbym nic; ogólnie jest tu bardzo francusko, co pewnie odbierze autorowi sporo punktów ,a szkoda; znowu fajna solówka, ale nie tylko, bo także przestrzeń jest niemała, te głosy, które czasami zdają się docierać jakby z zaświatów nawet mogłyby dobrze z tym wszystkim się komponować, ale kiedy słyszę takie gadanie, to czar pryska. Cudne ukojenie i natarcie gitary w przedostatniej minucie - tylko na co to wołanie Marka czy coś może innego co ta dziewczyna mówi? wiem, że to na pewno ma sens, kiedy rozumie się słowa, ale bardziej mnie obchodzi, że psuje to muzykę.
18 - no tak, koleś smęci , a za nim ktoś raz po raz trąca struny akustyka, w tle nastrój budują smyki; i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że pan śpiewający ma wybitnie nieprzyjemny głos (w pierwszej sekundzie myślałem, że to Dylan zaczyna swój wielki protest przeciw mistrzom wojny swoim zmęczonym głosem ), a nerwowość niby powolnego utworu jest odstręczająca.
19 - aha, patos i ryczący ochrypły wokalista (przypomina barwą Michała Wiśniewskiego, tylko jednak śpiewa lepiej), jedzie to trochę Eurowizją, na plus chyba tylko gitara.
20 - zaśpiewy dzewczęce z dęciakiem (trębacz chyba był bardzo zmęczony, bo ledwo dmie), chyba stylizowane na jakąś odmianę jazzu, a już na pewno sztucznie postarzane, miało chyba być zwiewne i radosne (czyli miało być coś jakby "Dreamer's Ball"), ale dla mnie jest senne.
21 - zaczyna się intrygująco, jakby miało być coś połamanego w stylu Crimsonów, niestety główną część utworu zapełnia standardowe popowe granie i śpiew ochrypłego nastolatka; instrumentaliści zdecydowali mieli ciągoty i potencjał, żeby stworzyć coś oryginalnego, eksperymentalnego, ale nie stworzyli.
wyrzucone 22 - takie tam folkowe pieśniarstwo, raczej na niskim poziomie, coś takiego powinno poruszać, wpędzać w smutek, zadume, a absloutnie nie wpędza.
23 - problem z tym progowym kawałkiem jest taki, że brak tu jakoś wyraźniej wyrażonych emocji, a poza tym wprowadzenie kwestii mówionych (zwłaszcza brzmiących jak sample z filmu) rzadko się sprawdza; tu się zdecydowanie nie sprawdza, zupełnie jak u tych Francuzów; jednak edycja jest tak denna, że chyba i ten utwór wezmę pod uwagę do punktów.
24 - znudzony koleś sobie gada, a instrumenty grają chaotycznie nie wiadomo co... no litości! Jedyne, co robi tu na mnie wrażenie, to pełne pogłosów śpiewanie zaczynające się od "I've been looking all over...", bo przypomna mi to Bowiego.
stare 25 - no znane, bardzo znane, klasyka polskiego bluesowego grania, zdecydowanie, takie rzeczy z zasady na singlach nie wychodzą, bo i nie muszą, w odpowiednim środowisku i tak staną się legendarne; ja do tego środowiska za bardzo nie należę, ale doceniam pana Nalepę i spółkę.
25 - ten utwór prezentuje potęgę i przepych muzyki klasycznej w pełni; nie spodziewałem się, że to wersja umetalowiona i zaskakujące jest, jak późno wchodzi elektryk; a jednak ciężka muzyka dobrze (oprócz pewnego zgrzytu w zbyt raptownym przejściuw okolicach 5:30) wpasowała się w klasyczną, podkreślając odpowiednie momenty; tym razem stryjek zamienił kijek na siekierkę, nie odwrotnie; łacina, język niemiecki - idealnie; dwie ostatnie minuty to jest to, co najbardziej w takich mieszankach lubię - dynamika, moc, piękne brzmienie.
KATER SECTION
26 - to ma być progressive hip hop czy co? no owszem, są fajne motywy, interesujące beat boxy, ale w większości ten utwór jest dla mnie nie do zniesienia, na dodatek ostatnia chwila zupełnie nie pasuje do reszty, no i po jakie licho dodano publiczność na koniec?
27 - no wiadomo: ciężar, wulgaryzmy, kobiecy mocny, choć zachrypnięty głos, którym wokalistka się popisuje... możliwości były duże, ale wyszło coś, co nie jest ani kawałkiem typowo mocnym, ani przebojowym, ani tym bardziej złotym środkiem. Ale interpretacja tekstu w pewnym sensie jest interesująca.
28 - motyw wschodni, który ciągle się powtarza, w końcu wejście akustyka... który też w kółko powtarza jeden motyw, no nie - a brzmi tak ładnie, ale dopiero pod koniec się rozkręca, dużo, dużo za późno.
29 - wiadomy wykonawca (a właśnie, czy tylko ja to też mam otagowane?) szepcze do mikrofonu, co i tak lepiej brzmi niż jego standardowe charczenie; nie słyszę w tym ni to jazzie ni folku nic dla siebie.
30 - fajne to jest, na serio, ze wszystkimi swoimi agresywnymi wjazdami gitary i niepokojącym śpiewewm, ale przez pierwszą minutę, bo potem już nic nowego się nie dzieje, pomysłów zbrakło.
31 - jakby komuś brakowało, mamy w końcu także charczenie do mikrofonu, charczenie starego, zmęczonego życiem człowieka; OK, wierzę, że taki spokój, płynąca melodia i głos, który można nazwać też ciepłym, mogą komuś się podobać, ale jeśli jesteś nim ty, to sorry, zostawiam cię tu i idę dalej.
32 - schizowaty kawałek, z jednej strony akustyk gra swoje w szybkim tempie, z drugiej jakiś koleś smęci chyba najwolniej jak potrafi - zupełnie jakbym słuchał dwoch różnych nakładających się na siebie, choć niepasujących do siebie utworów... dla jasności - nie, nie podoba mi się to.
33 - kolejne smęcenie, w dodatku wcale niewyróżniające się z tłumu, mimo że śpiewa postać nie byle jaka... w sumie chyba należałoby się zastanowić, czy nie dać punktów, bo jeśli nie temu, to komu?
34 - no tak, taka łupanka z growlem z wiadomyc względów w obecnej edycji musiała być ; nie, to nie dla mnie; growl zabija wszelkie emocje, zawsze brzmi tak samo i dlatego nie przekazuje żadnych uczuć, jakże więc mogłoby mi się podobać? ale dostrzegam i pozytywy: gitara gra ciekawy motyw.
35 - rock lekko folkowy z ładnymi melodiami w tle i zapamiętale skandującym swoje wokalistą, w dodatku nieco przesterowana gitara też ciekawie gra. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gosiakn

Dołączył: 23 Lut 2009 Posty: 421 Skąd: Białystok
|
Wysłany: Nie Kwi 15, 2012 11:27 am Temat postu: |
|
|
boże, czy ta qw to jakiś żart...
finał mi bez różnicy, ale ze względu na ludzi jeżdżących to chyba dobra myśl.
Ziutki:
1 – klasyczne brzmienie gitarowe rozpoczyna edycję, miło, ale ułożenie następujących po sobie dźwięków nie wzbudza niestety mojej ciekawości ani nie motywuje mnie do większego zaangażowania się w słuchanie kawałka.
2 – z cyklu relaksacyjnie…i w tym znaczeniu zapewne się sprawdza. Poza tym to nic się tutaj nie dzieje. Tu nie chodzi o to, że utwór jest brzydki, ale na te kilkadziesiąt numerów przydałoby się coś ze zdecydowanym charakterem, niespodzianką tudzież przeurokliwą linią melodyczną – nic z tych rzeczy tutaj, tylko wyjść na trawę i medytować, nic w tym złego, ale i nic ciekawego.
3 – czy to rozwinięcie poprzedniego kawałka? Znowuż brakuje tu tego czegoś – kontekstu?
4 – tutaj zdecydowanie mamy do czynienia z kompletną innością. Co prawda ta inność też mnie nie interesuje, ale jest to przynajmniej zauważalne. Nie dla mnie ta muzyka.
5 – jezu. Z gier to Baldur’s Gate, Hierosi i Gothic - żadne takie dźwięki jak te tu. Kolejny kawałek do odrzutu.
6 – w tym momencie walory muzyczne podniosły się o jakieś 100 poziomów xd nieprzedobrzone i zaciekawiające, wiotki trochę ten wokal, ale przynajmniej klimat jest zacny razem z towarzyszącymi smyczkami.
7 – podoba mi się już od pierwszych dźwięków, no bo cóż - mistrz gatunku. Dobry bluesowy klimat. W tym wypadku mogę powiedzieć, że odczuwam przyjemność słuchając utworu, co należy do rzadkości, jeśli idzie o pierwszą paczkę.
8 – ja jebie nie umiem się wczuć.
Irminelle:
9 – to swego czasu leciało w jakimś radiu chyba…w każdym razie, tu znowu nie ma dla mnie nic interesującego.
10 – litości.
11 – to żart??? bardzo lubię ten kawałek, następnym razem odsłucham paczek od razu po ściągnięciu
12 – a to jest ciekawe, niepokojąco angażujące, trochę świdrujące, będę się zastanawiać.
13 – mroczna trzynastka, dobry kawałek, pocieszne pochody dźwięków gitarowych, wpasowany wokal, jak się cieszę, że nie ma tu śmieszności.
14 – może nie wzbudza to jakichś nieopisywalnych emocji, ale całkiem przyciągająca nuta, mocno i zdecydowanie, całkiem mnie to porywa.
15 – ja tam salsę tańczyć lubię, ale to by mnie do tego nie przekonało. Gnietek jakoś to dobrze określił w kwestii zgrzytającego kontrastu wykonania wokalnego refrenu i zwrotki.
16 – Instrumentalny wstęp – delikatny ale jakże urzekający. Ten utwór w przeciwieństwie do innych instrumentalnych w tej qw dźwiga ze sobą kontekst od razu, dzięki temu przekazuje więcej, w ogóle jest w stanie coś przekazać, czuje się jakby ktoś mówił do mnie coś konkretnego a nie kazał iść na trawie wyginać się w rozmaitych asanach. Rozwinięcie posiada zajebistość klasy i delikatności. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Nie Kwi 15, 2012 2:22 pm Temat postu: |
|
|
13. urokliwie rytmiczny utwór. Niczym jaskiniowcy w grotach… ogólnie mam skojarzenie z utworem Maleńczuka który śpiewa dane pieśni o Maryji. Intro łudząco podobne. No, ale wokal zdeczka nie malenczukowy. Rytmiczne, mocarne, krzykliwe, refren chwytliwy. Krzyk i odpowiedź. Nice, nice. Może trochę za długie, ale brzmi to w sumie jak przemowa w starożytnym Rzymie w coloseum. Zapewne jakby wokal był łagodniejszy piosenka by wiele straciła.
14. Utwór z ostrym wejściem, gitary. Spokojny wokal, ostry wokal. Taki Misz masz uczuciowy. Gitary ostre i nagle bębenek i coś łagodnego. Ciekawy patent. Czyli dwa podrząd kawałki dające się słuchać.
15. Południowamerykańskie klimaty, salsa czy inne coś. Dobre to na parkiet, ale tak na codzienne odsłuchy?! Już jesteśmy po karnawale. Wokal jest mocny, coś Ala Tom Jones czy inny jakiś żigolak. No taka męska Gloria Estefan.
16. znowu coś co brzmi jak wyjęte z jakiegoś filmu. Bardzo, bardzo leniwe, spokojne. Akustyczna gitara niczym ze średniowiecza. Fortepian dodaje szczypty nowoczesności. Przy zalewie nijakości w tej edycji, coś miłego.
17. znowu kilmaty jak z filmu… monolog na intro, niepokojące brzmienie instrumentów, pobudza nasze sumienie. Gitara taka wnerwiająca, ale pozytywnie. Syntezatory są gorszym elementem w tym utworze. Zdecydowanie wole oldschoolowe syntezatory na plus gitara.
18. czy teraz przyjdzie moda na tego pana w QW?! Starsze panie go wielbią za barwę głosu… nie no ma swój urok… klasyczny wokalista, gitara czyli dość skromne ale czy potrzeba coś więcej?!
19. ziew… nudy, nudy.. żal i gniew.. ten wokal jest wkurzający… jakby pan za duzo wypił izopropanolu…
20. a teraz pani, która już była w QW… mam z nią zawsze problem, bo niby wokal oryginalny, ale kompozycje za bardzo idące w stronę kilku zagranicznych wokalistek… czekam, czekam co wyda jeszcze. Ale to takie oldschoolowe, radosne, taka nowczesna produkcja, lekkie efekciarstwo… ba jakby śpiewała piękna Marlin…
21. intro jakby wyjęte z 20 klasycznych utworów… potem się rozkręca i wchodzi ten ba wokal który jest podobny do czegoś mi znajomego… rockowe to, ale ma to pomysł, ale brakuje w tym siły przebicia do słuchacza… fragmenty bez wokalu wypadają korzystniej…
22. o a teraz jakie sweet… ukołysze nas… mogłoby trafić do Titanica zamiast Celiny… skrzypce zawsze działają na mnie korzystnie…
23. takie rockowe, takie długaśne … czemu… wokal mógłby być mocniejszy z jakimś Powerem, bo sama kompozycja jest ciekawa i fajnie brzmi w tej QW. Koło3:20 fajny moment: wokal spokojny… utwór chyba trzeba bardziej poznać… pare elmentów zbędnych chociażby to coś po 8 minucie…
24. i jakieś odleglejsze klimaty niż w 23. takie obłędne śpiewanie, podobne do kawałka znanego zespołu… traktuje to jako ciekawostkę przyrodniczą
W zestawie nie było utworów wymuszających NEXT co dobrze im wróży przy punktowaniu _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Pon Kwi 16, 2012 9:16 pm Temat postu: |
|
|
9 - teoretycznie kiedyś myślałem, że tego typu kawałki będą w QW najczęściej jeszcze zanim w niej występowałem - miłych, rockowych i z wyczuciem - w sam raz do rezerwy i żeby se potupać nóżką. Przeliczyłem się. Choćby na tle dwóch pierwszych paczek to czołówka. Znajomy śpiewacz przy okazji.
10 - mam zasadę słuchania kawałka QW-zyjnego co najmniej 5 razy bo jest wiele takich, które zyskują z czasem mimo, że na początku wydaje się to nie do wyobrażenia (ciekawi mnie jak bardzo inne wyniki byłyby gdyby każdy się do tego stosował) i przeżyłem 5 stacji drogi krzyżowej. Śnadanie, Star One i Nightwish mają konkurenta w walce o najgorszy kawałek QW ever, z tym, że dwa ostatnie są chociaż epicko śmieszne.
11 - zespół ma kilkanaście lepszych rzeczy, ale lubię go na tyle, że zielony to nie problem. Zresztą wiem, że rzeczy z innych lepszych płyt by nie przeszły. Świetne gitary i wokal, który jeszcze może.
12 - nawet zaczęło mi się kojarzyć z Sex Changes, ale nie ten poziom naturalnie choć aura wesołości i jakiejś kabaretowości (?) jest. Głupi moment przy 1:55 + głupia końcówka. Nie wciąga nawet w 1/100 tak jak DD-lsi.
13 - trochą araba na początku, potem mniej bo jakiś znajomy szatan śpiewa. Robimy jakiś trans by zjebać to refrenem. Zwrotki > ref. A to przecież nie Massive Attack by samym transem zabijać.
14 - tak jak początek zwiastował kopa i fajną metalowość tak potem jakieś emo zwrotki połączyły się z nu-metalowym refrenem. Do strawienia.
15 - początek niczym z Daft Punk z najlepszych czasów i koniec fajności bo wleciał jakiś weselny band z Hiszpanii.
16 - klimatycznie i przestrzennie, jakbym się wybrał samotnie w sobotnią noc do jakiegoś klubu. Są lata 60 w USA, wchodzę i zajmuję pojedynczy stolik, zamawiam whisky i siedząc w lekko poszarpanym już garniturze zacząłbym obserwować w smutku zespół. Pasuje mi spokój w tej QW.
czemu Gosiu nie widzisz kontekstu w 2 i 3? Dla mnie to bardzo podobny kawałek do 16-stki właśnie. W sensie nawet właśnie dwójka i trójka się bardziej spójnie łączą, może daj jeszcze szanse  _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Kwi 17, 2012 7:12 am Temat postu: |
|
|
BLOOD ZIUTEK SEX MAGIK
1 – fajne, typowy rock lat 80 a nawet hard rock. Pan to jeden z tych największych głosów a i tło brzmiące jak zespół z którego jest najbardziej znany (oczywiście też z lat 80). Nic nie odkrywa, bo nie musi.
2 – może jako tło w lodowej jaskini pierwszej części Dungeon Siege by się nadawało, bo tam panował podobnie senny klimat. Tutaj mi jaj nie urywa i ogólnie uważam, iż to bezpłciowe było.
3 – jeny zastanawiam się, co tez może kogoś jarać w takiej muzyce, bo ja nic nie łapię. Ot przeleciało, jakieś tło takie tak jak w przypadku tej powyżej.
4 – a to znałem już, ktoś mi kiedyś puszczał. Kiedyś nie lubiłem tego pana, w sumie gdyby inaczej zaśpiewany to może może? Generalnie ta melorecytacja w zwrotkach trochę mnie nie bierze a refren to taki typowy dla niego (tylko noc, noc, noc). I trochę za bardzo chce zalatywać jakimś morałem, a wypada to troszkę jednak komicznie.
5 – pegasus paririrej. Aż się przypomniały lata dziecinności, gdy na wakacjach u babci spędzałem całe dnie przed rodzimym nesem. Generalnie fajny powiew świeżości, ale nie jest to klasa kebabu na miarę Hugh Granta.
6 – przyznam, że ma to jakieś fajne momenty a biorąc pod uwagę, że całość nie będzie wyglądało różowo, poważnie zastanawiam się, bo nie odrzuca a chyba przy tej edycji to będzie kryterium głosowania.
7 – poprzednika musiałem wyrzucić, bo za mocne dowody mi dali wszyscy. Tutaj jest gorszy poziom, aczkolwiek też blues nie jest gorszy niż cokolwiek, kojarzy mi się z Free.
8 – gitarka tak sentymentalna, ale potem robi się zbyt łzawie. O proszę, nawet o tym pan śpiewa. Generalnie jakbym puścił swoim rodzicom to pewnie by mnie po stopach całowali, że w końcu przestałem słuchać darcia ryja. Ale chyba ja jednak wolę te darcie ryja. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Kwi 18, 2012 2:53 pm Temat postu: |
|
|
IRMINELLA TOUCH
9 – trochę takie coldplayowe, nie za bardzo lubię, aczkolwiek ten utwór jakoś na tle całej edycji wypada znośnie, trochę skopany refren, ale po za tym jakoś więcej trudno mi się przyczepić. Dość okazale.
10 – Bardzo podziękuje. Ni to jest śmieszne, ni dobre. W ogóle skąd takie rzeczy się biorą? Następny razem wrzucę wam diss na Kurwnagę autorstwa moich kolegów na kolejnego kumpla, który miał załatwić nam Gibona na Sylwestra a nie załatwił. Posłuchacie sobie naprawdę najlepszego tekstu na świecie.
11 – to znowuż jedna z najlepszych rzeczy z płyty legendy, nie najlepsza bo z dwie są lepsze, ale i tak jest w porzo. Co tu dużo gadać, jeden z tych kawałków na który można było poczekać na ten album.
12 – na pewno ciekawe, ale z drugiej strony nie może to być głównym powodem do dawania punktów. Jako ciekawostka, może być, jako kandydat do zwycięstwa ciężko coś sądzę.
13 – oj, oj. Klasyka, dziwiłem się, że akurat na ten kawałek nie dostałem żadnych głosów (prócz jednego, bodajże), cudowny klimat i te bębny, chyba najlepszego perkusisty w kraju. Równie dobry tekst jak dla mnie. Jedna z lepszych rzeczy w zestawie.
14 – ale wymuszony wokal, a dalej sztampa. Jest mocno i za to w sumie plus, ale jakoś tak na więcej nie mogę przykuć uwagi. Brzmi jak jakiś soundtrack do need for speeda, ot pewnie bym się zachwycił parę lat temu.
15 – aha, dziękuję.
16 – no ładne, urocze, jakby z jakiegoś filmu fantasty gdy jeszcze nie ma walki na śmierć i życie. Gdy jeszcze zapijaczone elfy z heroes IV nie doszły do tego, że są chujowe i muszą zniszczy heroes III. Miłe. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Kwi 18, 2012 3:38 pm Temat postu: |
|
|
MUMIN FOR NOTHING
17 – w końcu coś po japońsku. To z jakiegoś filmu prawda? Mnie tam zawsze denerwowały te wstawki z filmów. Ni to jakieś wybitnie pomysłowe ni co. Bo poza tym to jednak fajnie jest muzycznie.
18 – monotonnie, znaczy generalnie nie jest to złe, ale jak to się teraz mówi… Jaj nie urywa.
19 – oh jak mroczno, oh jak ciemno. Wielkim fanem takiej popisówy mroczności nie jestem, ale też trzeba oddać to co cesarskie i powiedzieć, że jednak fajnie się słuchało.
20 – miłe, takie w klimacie starych lat z naniesionymi pomysłami lat nowych. JESTEM NA TAK CO DO TYCH POMYSŁÓW, bo jednak słucha się z ciekawością.
21 – takie nic ciekawego, powiem szczerze. Trochę żal i patrzę, że z katera przygrywam, bo jak coś tak pachnie gitarką to się czepiam. Ma fajne momenty, ale brakuje tutaj czegoś jakiejś spójności czy co. Nie wiem tak naprawdę.
22 – utwór zdyskwalifikowany, ale ocenię, co mi tam. NUDA.
23 – niesamowicie irytujące są te słodkie momenty w tym utworze, niby jest mocniej, niby dajemy radę, ale w ostatnim momencie trzeba zrobić z tego papkę. No niestety.
24 – jakieś who? Znaczy widomo co, bo mam napsiane i mnie nie do końca w sumie bierze, ten ich okres. Choć z drugiej strony faktycznie leci jakimś Who i Boris the Spider.
25 – chyba pograne zostało najlepszą rzeczą do tej pory. Choć poprzedniczka też była chyba najlepszą rzeczą w zestawie. Ma klimat, ma moc, ma wszystko co sprawia, że chce się słuchać. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sro Kwi 18, 2012 5:52 pm Temat postu: |
|
|
Prawdę mówiąc nie za bardzo mi się już chce pisać komentarze więc najkrótsze komentki ever będą..
1.Fajny rocker, klasyczny głos, nieźle rockowo buja,przyjemne.
2.Atmosferyczne i wciąga, z drogą mi się kojarzy w sensie wojaży,na plus.
3.No może być ale generalnie nudno, bez spustu i raczej do zapomnienia.
4.Myślałem że to jakiś peja ale po kilku przesłuchaniach nie ma bola to mój imiennik (nie wiedziałem że takie kawałki też nagrywał)a lubianemu imiennikowi godzi się zapewnić inny traktament.Jeszcze zobaczymy
5.Not my cup of tea
6.Art-rock na mistrzowskim poziomie, bez żadnego wymuszenia, przeciągania,zagubienia.Mnóstwo piękna,melodii i pomysłów aranżacyjnych.Skrzypce - gdzieś się nad tym głównie duch Kansas unosi, przez chwilkę nawet floydów.Na pewno zapoznam się z całą płytą.Po prostu artyzm.
7.Blues, blues, staroświecko, sympatycznie i jest luz..
8.Not my cup of tea
9.Ma dryg, całkiem w porządku numer,miło się słuchało.
10.Zaprzeczenie tego czego szukam, słucham i cenię...litości.
11.Solidny rocker, lot w ciula ale w sumie miło że pan ów jest z nami.
12.Brawurowe, harmoszka,ciut burleska, metal.Z zębem, pomysłem i werwą, takie Diablo swing orchestra tej edycji, niewątpliwy plus.
13.Zgrabny rockowy numer a i nie pozbawiony klimatu- sympatycznie.
14.Coś mocniejszego znów,jakiś posłuch jest, ale na razie bez szaleństw.
15.W swojej stylistyce pewnie w porządku ale do mnie nie trafia.Przykro mi.
16.Trochę filmowo nawet z gracją ale nie do końca jeszcze wiem co z tym zrobić.Zobaczymy.
17.Paryski nastrój, akordeon, gitara, przesteń.Może nie słucham takich rzeczy na co dzień ale nie sposób oprzec się tej atmosferze,mocny punkt edycji.
18.Doceniam postać i w ogóle ale nie chwyta mnie raczej ten numer.
19.No ładnie to tak wrzucać kawałki które uwielbiam, naturalnie,z oddechem i frapującą mistyczną aurą plus świetna solówka jako przysłowiowa kropka nad i.
20.Niby nie moja bajka ale porwało, ma w sobie nowoczesność i czas miniony między wierszami (nutami) jednocześnie, może i alternative jakiś ale mam to tam gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.. bardzo na plus
21.Niezła dynamika,riffowy początek obiecujący ,potem może tonus siadł ale w końcowym rozrachunku raczej korzystnie.
22...............................................................................
23.Trochę prog-metalowo, rwane riify ale i pewien klimat,nawet saksofon przez moment się pojawia - dobra muzyka.
24.Jakoś mnie nie chwyciło, no nie jest złe ale potrzeba mi czegoś więcej...
25.Gotyk o dość orkiestralnym wyrazie a jak perkusista mocniej zagra i wejdzie metalowe riffowanie to się robi metal gotycki pełną gębą.Bardzo lubię jak utwory mają takie brzmienie jak ten.Chyba najlepszy ich numer w ogóle - epicko.Po prostu czysta przyjemność słuchania, wspaniała rzecz.
26.Jaki przeskok...nie wiadomo czy to gorsze czy dziesiątka ale na całe szczeście nie muszę wybierać.
na razie tyle. _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pią Kwi 20, 2012 12:54 am Temat postu: |
|
|
KATERHOLE [EXPRESSO BONGO]
26 – oj raperka to dla mnie gdzieś czasy gimnazjum, więc odpadam na starcie, a kawałek trwa na dodatek 12 minut, o 12 za dużo.
27 – oho, chyba pani zaśpiewała piosenkę o sobie jeszcze przed tym nim zaczęli ją nienawidzić. Dość agresywne, choć tekst do górnolotnych nie należy to jednak muszę przyznać, że ma w sobie jakieś takie momenty zaczepienia.
28 – na początku gdzieś echa The End, co wprowadza słuchacza w zaciekawienie czy będzie coś na poziomie. No fajnie się to rozkręca, nie powiem. Nie, no to jest dobre klasyką zajeżdża mi a to podoba się najbardziej.
29 – no fajnie plumkanie, ale to tylko plumkanie. Miło był sobie zrobić taką króciutką przerwą, w dość fajnym stylu, ale no jak pisałem wcześniej, jaj nie urywa.
30 – o, bardzo niezła nuta. Klimatyczna i pomysłowa. Nic na siłę. Bierze mnie to, ta mroczność piosenki.
31 – no mam podobnie co Bizon, doceniam, ale brać to mnie to nie bierze. A jeśli już to śladowe ilości.
32 – strasznie nudne i bezpłciowe, na dodatek monotonne cholerstwo, że odpadam.
33 – no ładnie tam pan podśpiewuje, ale mnie to ani nie grzeje ani też nie ziębi. Ot średniacka.
34 – ot łupanka, też nic wielkiego.
35 – no i na koniec coś na poziomie. Może niezbyt wielkim, ale słucha się tego bez żadnych nudności, choć jest monotonne. Dość niezłe. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Nie Kwi 22, 2012 2:05 am Temat postu: |
|
|
NAJGORSZA EDYCJA EVER
frustrated komentki głownie wyszły, nie ma dziwne
1. Zaczyna się jakby nie wiadomo co miało być a to znowu tylko intergalactic space crusaders.
2. Bardzo fajne i klimatyczne i przestrzeń i totalność i księżyc i dzikość i nieznaność i horyzont i sawanna i wietrzność. Takie są fajne czarnuchy a nie głupoty robić na ulicy.
3. Fajne, chociaż nie wiem co to ma wspólnego z meddlem niby, ale fajne. Dobra dalej.
4. Joł joł synu, joł, ahh, zaraz się zesram, uh ah, joł, zesrałem się
5. No bolą uszy.
6. TAK BARDZO NUDNE
7. A to ten co się zmieniał. Chuj, nie ściągnąłem paczek i nie wiem co się dzieje, później się dopisze. Tutaj mam tylko American Woman. Faktycznie godne uwagi i wywalania i wszystkiego. Get away from me.
8. MIŁOŚĆ, POKOCHAJ MNIE, WIARA ORAZ MOC, KURWA MAĆ, WIARA MOC
9. No też chujowe, nie powiem, chociaż nie ta liga. Pomarańczowa liga najwyżej.
10. spierdalaj
11. A to mi się śpiewa, czyli to chyba źle, podobnie jak wiele następnych bo to słuchałem kiedyś na niewyspaniu i były odbierane podświadomie jak reklamy i teraz przez to też są chujowe jak reklamy. Albo po prostu ta edycja jest chujowa jak reklamy, bardzo możliwe. Tym nie mniej to najlepsza rzecz od #3 bodajże. Dobra dalej.
12. No to było nawet zacne w miarę nawet dużą miarę całkiem.
13. Zaczyna się fajnie bardzo, potem niestety pojawia się jakiś irytujący facet, czyli tak jak to już bywało bardzo wiele razy. Przy refrenie fajność się wypłyca jeszcze bardziej. Potem motyw z początku wraca standardowo ale już się nie dajemy drugi raz nabrać że będzie coś fajnego. I tak jakoś się to toczy przez te 6 minut prawie.
14. Oj idż już
15. Czarnuchy z Bahamów się świetnie bawią, Bóg z nimi. Next
16. Takie nudzenie, w sam raz do odpoczęcia po powrocie z Bahamów, ale nie wiem czy do czegoś więcej się nada. Reszta później bo żal. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Nie Kwi 22, 2012 7:52 pm Temat postu: |
|
|
25. Symfoniczne klimaty w rockowej oprawie, gregoriańskie zaśpiewy wpasowałyby się na Wielkanoc. Widocznie ktoś tego słuchał w takich okolicach. Takie wejścia ok.6,30 są fajne ostra przygrywka i uspokojenie… ale ten wokal psuje mi klimacik
26. hip hop hip hop jak z ery wczesnej MTV i MCHammera i jego portek czy programów beavis and butthead
27. ktoś się wkurzył, growlowanie, fajne gitarowe zagrywki i jest ostro..
28. Pseudoazjatyckie, indyjskie przygrywanie. Gitara bardzo poważnie zagrywa. Fajne to to, ale w kółko ciągle to samo jakby grali. Skrócić do 5minut i byłoby jak ulał.
29. Ach znowu ten pan co edycja jakiś kawałek… polski wokalista też nucił tą melodię i mam w głowie jego wokal z polskimi słowami… takie kubańskie, tłoczne, duszne…
30. zaczyna się mrocznie.. wokal chyba kojarzę, ale nie wiem skąd… ogólnie tak jakby gitara wycięta z innych realiów i wtryniony do tego wokal… zbyt przytłumione to..
31. och znowu ten pan.. starsze panie mdleją… do przytulania jak ulał, ale to nie dziwota u tego pana, on ma smykałke do takich klimatów
32. palce błądza po strunach gitary, pan sobie coś tam mamrocze… takie plazowy, zachodzącego słonczeka klimacik… portowe bajanie
33. i kolejny spokojny kawałek.. gitara, pan na wokalu.. przyjemne to podwyższa raczej ocenę QW… kośby mógłby przy tym podcinać sobie żyły…
34. oj zmiana branży na ostre łomotanie… zachrzanianie w gary, perkusista umiera na zawał serca… i wyłączam po wejściu wokalu… Gosia i Ziutki lubią taką strawę
35. takie smęcenie, mało nowatorskie.. ziew… saksofon jedynym plusem _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Czw Kwi 26, 2012 4:15 pm Temat postu: |
|
|
07 (stare) - naprawdę miły bluesior, bez udziewnień, a jest ta lekkość, którą w tego typu rzeczach lubimy, choć rzadko się to udaje. Może źle szukam? Wolę bardziej od starej 7-mki, która miała tylko miałki refren.
17 - prosto z paryskich ulic, ale tak jakby tych mroczniejszych. Znowu nie wiem o czym mowa, ale jak śpiewa baba z facetem po japońsku to znaczy, że pewnie o miłości. Fantastyczny klimat się wytworzył, szczególnie gitary w czwartej minucie, czyli chyba mój ulubiony moment w paczce.
18 - znam Pana z dwóch utworów (tego i wiadomego arcydzieła) i wiem, że trzeba więcej. Kilka brzdęknięć gitarą, a czuję się bardziej spełniony instrumentalnie niż po całym Krywaniu, on po prostu nie musi udziwniać na siłę, żeby poruszyć, choćby miał palcem tylko kiwnąć.
19 - wokal kojarzy mi się z jakimś fatalnymi metalami, ale sam utwór fatalny nie jest, gitary pod koniec nie przeszkadzają, a wręcz radują. Choć w zachwyt nie popadłem jeśli chodzi o całość.
20 - ojeju to chyba oberst, z tego co wiem pewna pani co dopiero wstąpiła na rynek i robi błyskawiczną karierę. Nawet lubię jej numery na tle tego co się dzieje w radiu, ale nie na tle całej dostępnej mi muzyki.
21 - jest w tym element tzw. MOCY, a wokal skądś znam czyli pewnie i zespół, ale zwykle mam czarną dziurę w takich momentach, a wrzucant się ryje. Pozdro! Przyjemna MIUZA i dobry WYKON! Szczególnie świdrowanie koło 3 minuty.
22 - a tu się fajna aura tworzy, idealnie do ukojenia kiedy ukochana drużyna odpada z jakimiś pionkami przez frajerstwo. Folkolizujące (?), lekkie i tworzące atmosferę na zasadzie smutno-optymistyczną, czyli coś nie pasuje.
23 - znowu fajny klimat, wprowadzenie pewnie dobre na płycie, gorzej na QW, ale nie trwa to długo. Trochę DT, trochę podniosłości (wiem powtarzam się), trochę Phila Collinsa (serio słyszę tu takie rzeczy), trpcję progowatości, trochę jazzowości. I nawet się to dobrze łączy.
24 - to ten od psychodelii w najlepszym zespole ever, znam jego płytę i było fajnie, tu też jest specyficznie i nastrojowo, ale nie na poziomie debiutu zespołu. Schiz na plus.
25 (nowe) - niemiecki rock połączony z klasyką niby nie ma prawa wyjść, ale nawet se to leci miło. Jasne, że nie podchodzi do starszej 25-tki, ale i tak znośne.
25 (stare) - kapitalny klimat, kapitalnie zawarte emocje, tekst w który się wczuwam. Byłoby pewnie 10 pkt. Jak życia starczy trzeba się zabrać za nich. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Maj 01, 2012 2:01 pm Temat postu: |
|
|
1. Mam powiedzieć kto powinien to śpiewać, zeby było lepsze? Te ejtisy trochę (?) irytują ale energię ma. W sumie na start nawet niezłe. Ma urok. Jest bezpretensjonalne. A w sumie o to w tej zabawie wyjątkowo trudno.
2. Ładne, klimatyczne, trochę w sumie prostymi metodami, oczywistymi, ale... przynajmniej nie udaje czegoś czym nie jest. Tyle że lekko za długie, bo po 5 minutach czuję się jakby Pocahontas trwało tyle ile Lord of the Rings...
3. Naprawdę niezłe. Bardzo wciągające, niesamowity, nocny klimat, świetne to pianino... mroczne... i niby tak samo długie- a jakby trzy razy krótsze... dobre, dobre!
4. Czep się tramwaja.
5. Tak, kurwa, właśnie przez takie rzeczy ta zabawa zaczyna lekko męczyć.
6. Niezłe, ale mają IMO lepsze. Tu w tych 11 minutach... hm, z 6 by się znalazło. Jako całość mam wrażenie ten kawałek nie wie dokąd chce zmierzać. Było dać tytułową pierwszą część z ostatniej płyty, o!
7. Znawcy od kanonów się znaleźli...
No mistrz, no.
Wyczuwam Stevena pośredniego...
8. Zabiorę głos: ja pierdolę...
9. Hm, w sumie złe toto nie jest. Radiowe, ale raczej z amerykańskiego radia niż polskiego. Te naleciałosci nu-metalowe i sensej są wkurwiające a szkoda, bo sam klimat zwrotki bardzo IMO na plus. Solo na plus, fajne.
10. Jeżeli to jest czyjeś poczucie humoru to ździebko współczuję...
11. Skrzeku nie da się pomylić, ma to w sumie jakiś tam klimacik, riff na 2:30 niezły, i solo tam gdzieś po 3 minucie fajne, w sensie fajny klimacik z podkładem wprowadza... nie no, na plus w sumie.
12. Cholera, tak to jest jak się za długo myśli and wrzuceniem czegoś samemu- ktoś inny w końcu to zrobi za Ciebie... dobrzy znajomi Diablo Swing Orchestra... dobry wybór, chyba ich najlepszy kawałek. Będą punkty. Zajebista rzecz.
13. OK, riff świetny. Ale chyba nie mieli pomysłu jak pociągnąć do końca te orientalizmy, bo jakoś mi się w końcu rozmywają, w tym "refrenie" ucieka mi klimat... 3:30 robi się fajnie, dość gęsto, dość transowo. Na pewno na plus.
14. Przejście z riffu do zwrotki z dupy. I to nie raz, tylko powtórzone. Zbyt kwadratowe te przeskoki, z zerową kreatwynością niestety jak dla mnie... zbyt namolne. Oczywiste.
15. Next
16. Ładne, nie powiem, ale musiałbym mieć bardzo wyjątkowy klimat, którego dziś nie mam. Choć przyznam że późniejsza część (jakieś 2 minuty), weselsza, z basem i jazzującym klimatem bardzo mnie urzekła. Jeszcze mam chwilę na zastanowienie.
17. Manga jakaś. Ma klimat, w sumie. Brzmi filmowo, więc pewnie jest filmowe. Coś się cały czas dzieje. Choć końcówka zbanalniona jakby.
18. Taki ekawałek weźmie mnie wtedy, jeśli czymś walnie w głowę, naprawdę ostro. Frazą, tekstem, melodią, ekspresją. Tu... doszukałbym się, ale nie chce mi się szukać. To ma mnie walnąć tak czy siak. Jest klimat, jest nastrój... ale jest też monotonia...
19. No ba. Ale na tej płycie jest lepszy IMO Niemniej... zajebista rzecz, cześć NAR.
20. Dużo pomysłów, ale dla mnie chyba jednak bałagan na razie, choć żeby to było złe to też nie powiem...
21. Taki sobie przeboik przeleciał i zapomniałem już że był. Nie był zły, nie nacisnąłem skip ale wracać do niego świadomie też nie będę.
22. Nuda. Oczywiste i miliard jest takich.
23. Zdecydujcie się czy dajecie czadu czy słodzicie. Nie wiem czy to ma być ambitne czy komercyjne. Chcieli chyba oba a wyszło żadne.
24. Ja podziękował, zestarzało się masakrycznie. Naprawdę masakrycznie.
25. No kurwa. Potęga, klimat, monumentalne i piękne. Co gitara tu gra to głowa mała.
26. 12 minut. O 13 za dużo. Czym ja kurwa zaśmiecam swój dysk?
27. Ta pani jeszcze daje czadu trochę? Czy to coś starszego?
Zespół na pewno był lepszy, ale... no kurwa, graj to solo, kurwa mać. Dobrze jest!
28. Naprawdę fajnie się rozkręca. The End spotyka Zepów w pewnym momencie, coś co w sumie mogliby nagrać razem Page/Plant na "No Quarter"... i ten Zepelinowy klimat do końca się chyba utrzymuje. Fajne organy. Dużo ukłonów do klasyki. Ale naprawdę niezłe.
29. Fajny przerywnik, na punkty pewnie nie starczy, ale... miło jest, no.
30. Mieszane uczucia, wokal fajnie zawodzi nad tym wszystkim, jest jakiś mrok, jest jakiś klimat, choć gitary za bardzo hard rockowo jak dla mnie, za dużo napierdalania po skalach... jakby bardziej się na budowaniu klimatu skupiły to byłoby lepiej na pewno...
31. Doceniam. I tyle.
32. Dlaczego chcecie zanudzić mnie na śmierć?
33. Jak zagrać spokojnie i nie nudzić a hipnotyzować, lekcja 1.
34. Jak się dorobią wokalisty, dajcie mi znać. Na razie mają tylko kogoś, kto potrafi drzeć ryja.
35. Monotonne znowu, ale ma plusy. Saksofon chyba największym. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Maj 04, 2012 2:07 am Temat postu: |
|
|
01 - Intergalactic space crusader vol. 2!!!!!! Teraz pytanie czy to dobrze? Nie no, nie jest źle, ot lekko pudlowaty rocker jakich wielu. Sraczka z pupy nie cieknie, ale i tak jest przyjemnie.
02 - jestem rozdarty jak dwa pośladki. Z jednej strony nie dzieje się zbyt wiele i zalatuje troche smutniejszą wpustynią i wpuszczą, ale z drugiej strony jest klimat odległych kotłów i klawiszy nieco mniej odległych. Od 2:50 trochę zbyt patetycznie, co podkreśla tylko wpustyniość i wpuszczość. Ok, jednak na dłuższą metę nudzi...
03 - najlepszy trzeci utwór tej edycji! Do 2:20 klimat rodem z horroru, później podąża to w inną stronę, ale nadal jest bardzo klimatycznie!
04 - To nie jest dobre... i ma beznadziejny tekst... wieśniacki refren... ale jakoś się w posepny mój czerem wkręca, niczym owsik w odbyt... Swoją drogą dobór gościa nie zaskoczył .
PS: art. 826 k.p.c. rzeczywiście dotyczy egzekucji
05 - gdyby to było w jakiejś przygodówce na pegasusa, to byłbym w siódmym niebie, a tak to jesteśmy w czarnej kloace.
06 - Styx feat. Jelonek... nie no, nie jest źle, ale rewelacji też nie ma. Jak już zauważono - chyba nie wiedzą czego chcą od tego kawałka.
07 - nie dzieję się wiele, ale jakież w tym emocje... no i po prostu mam bluesy mood i całuj mnie w zad, jak się nie pododba.
08 - a na nim pomarańczy gaj... Nie trawie naszego ranczera, niestety (choć nie przeczę, że może ludzi chwytać, bo jakiś tam specyficzny klimat jest). Rymy bez cienia smaku... (czyli, że gówniane c'nie?)
Póki co dużo żenady nie ma, ale też niewiele na poziomie. _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Pią Maj 04, 2012 4:59 am Temat postu: |
|
|
17. Szą szą chchrą bą smaczne żaby są bą bą. Czyli po japońsku. Mersi.
18. Podejrzewam że bebe. Łączy kibel z umywalką i jest to poważna i dostojna sprawa jak dziki zachód w księżycową noc. Dokładnie. Generalnie na plus, a biorąc pod uwagę konkurencję to na duży plus. You sir are a gentleman and a scholar.
19. Tu jest jeszcze poważniej niż łączenie kibla z umywalką na dzikim zachodzie w księżycową noc. Tu jest już konkretnie czarny rumak i lśniący miecz i wyprawa by zajebać szatanowi na pustyni. Nikt nie dba o kibel i umywalkę.
20. No to też fajne.
21. Zaczyna się jak jakieś Dio a potem się okazuje że to jakieś gejowe pomykanie na jednorożcach przez polanę, i to bardzo. W sumie fajnie.
22. A to brzmi ładnie. A, to się nie liczy lol. To smutna ballada o pokonanym Incubusie który odjeżdża martwy przez dziki zachód w księżycową noc na swoim martwym rumaku i jest smutek i nie ma rzadkiego gówna do wylewania a księżyc monumentalnie zmienia się w twarz Incubusa i to jest koniec. Totalnie tak.
23. Odpalają smutną rakietę która jest smutna i poważna i gniewna i potem lata from here to nowhere. Melodię przy tym mają taką jakby ją właśnie robili. Boże i ile to trwa. Niech ktoś ich zestrzeli niech się nie męczą.
24. Oho, ktoś z grubej rury w płot przyjebał jak wół do karety. Jakoś nigdy mi się nie chciało zaznajomić z całą twórczością tego człeka, może dlatego że nic nie ćpam.
25stare. Daj sraj panie daj. Takie to zwyczajne i bezpłciowe a tymczasem tekst jest conajmniej jakby miał być dziki zachód z martwym wszystkim w księżycową noc. A tu tylko wake uuup young maaan, it's time to wake uuuuuuuup.
25nowe. PIERWSZY ODSŁUCH BO WRESZCIE PACZKI ŚCIĄGNĄŁEM. Zaczyna się ładnie. Prawie jak Mozart. Nawet bardzo, gdyby nie gitary to bym nie wiedział czy nie skasować tego Mozarta bo się jeszcze okaże że zaiste. Lol zrobiło się więcej diabła, nawet mówi ajem szatan po niemiecku co jest dziwne. No epizm jest napawno choć to wszystko trochę bez ładu i składu jest aczkolwiek takie refleksje mam też jak Mozarta prawdziwego słucham więc to chyba znaczy tylko że mam dwa odbyty no i to pierwsze słyszenie dopiero. Oho teraz to już całkiem świetliste elfy na jednorożcach idą zrobić szatanowi na pustyni z dupy sanctus dominus. I nie wiem czy zrobili czy nie bo na tym się interes kończy. No jeszcze muszę to zdążyć bliżej ogarnąć zanim głosy poślę, ale generalnie podobało się no bo epizm wszakże. Nie można było od tego zacząć panie wrzucancie?
26. http://www.meh.ro/original/2009_12/meh.ro563.jpg
27. Natalie, u mad?
28. Tu jest dziki zachód w biały dzień i jest pustynnie a potem zapierdalania na koniach i kurz i strzały. I też brzmi jak Black Sabbath. Black Sabath na dzikim zachodzie strzela kurzem. Do dupy.
29. Nie to żeby ten koleś nie był tu już milion razy ale ten koleś był tu już milion razy. Ogarnijcie się dzieci jeśli łaska.
30. Fajer jak ze świeczki czy innej zapalniczki. Fajer dizajer. Jakaż oryginalność niesamowita. I cała piosenka taka jest.
31. Na pewno bardziej przekonujący niż ten spod starej 25. Chyba jest księżyc i poważność.
32. Ło, piękne jakby. Piękne rzeczy słyszę i dobre. Najbardziej księżycowa noc na dzikim zachodzie ever. Niby nic a coś, i nie za długie. Jedna z najlepszych rzeczy tej edycji napewno.
33. Tu już jakaś piejąca owca mokra na mokrym statku.
34. O, a ja wiem nawet co za ziutek to dał bo to już zrobił pewnego finału w sensie link wrzucił i myślał że nikt nie kliknął a nawet jeśli to zapomniał zaraz w forczanoidalnej orgii finału kłinwizjii. JA WSZYSTKO PAMIĘTAM. Dobre, może się sprawdzić jako przyśpieszacz porannego chujowego wychodzenia z domu. Do dupy.
35. I na koniec jakieś nudy tradycyjnie. hfjhgcyjgcj
7nowe. I to jeszcze. Jest ugotowany jak pańskie leszcze. Blues bardzo. Nudy że nie wiem. Ten wrzucant i za drugim razem się nie ogarnął.
Coś za mało na czerwono namalowałem zważywszy na to że to rzecz jasna najgorsza edycja ever.
Uwaga, tu jest tekst na żółto, nie wdepnąć! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Maj 04, 2012 1:40 pm Temat postu: |
|
|
09 - kojarzy mi się troszkę z Kings of Leon. Lubię kings of leon . Rzeczywiście klimat dość radiowy a sejseje drażnią, ale ogółem bardzo fajnie zagrane.
10 - pierwsze co przychodzi na myśl to Nagły Atak Spawacza, więc jakiś tam sentyment jest . Tematyka też cudowna. Wartość muzyczna zerowa .
11 - głos nie do pomylenia, nawet po tak ciężkim pro toolu . Optowałem za tym, żeby nie zostało dopuszczone, bo jednak na tym forum artysta bardzo popularny. Zespół ma kilkanaście o wiele lepszych utworów, jednak ten, pochodzący z solowej płyty, należy do czołówki najnowszej twórczości. Bardzo go lubię, punkty na pewno dostanie (tylko nie zdecydowałem jeszcze, czy będą punkty karne za powszechną znaność pieśni )
12 - ciekawe pomieszanie z poplątaniem. Miło się słucha, choć nie powiem, żebym był wielkim fanem takich miszmaszy. Szanse na punkty jednak są.
13 - tutaj z mniejszym przekonaniem optowałem za niedopuszczeniem. Wiecie jak to jest - głupie przekonanie, że jak coś znam, to jest znane. Tym mocniejsze, że jednak moja wiedza i świadomość muzyczna są dość wąskie. Niemniej utwór zacny, chociaż po raz kolejny - na pewno ten zespół ma lepsze.
14 - gdyby cały utwór był utrzymany w stylu czysto "rockującym" (bez tych zwolnień), to byłoby bardzo przyjemnie. Nie szałowo, ale rockowo. A jest jakoś bez sensu... i te przejście naprawdę są dzikie...
15 - muzyczka całkiem przyjemna, ale chyba niewyróżniająca się spośród innych przedstawicieli gatunku. Wokal do dupy
16 - bardzo lubię takie rzeczy... co prawda wpędza mnie to tylko w stan jeszcze większego przygnębienia, ale to jest właśnie piękne  _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gosiakn

Dołączył: 23 Lut 2009 Posty: 421 Skąd: Białystok
|
Wysłany: Pią Maj 04, 2012 6:13 pm Temat postu: |
|
|
Muminy:
17 – bardzo kojący charakter melodii to i nawet wstawki mówione się odnajdują po swojemu, według mnie pasują, powstaje interesujący kontrast delikatności i subtelności ze zdecydowaniem i bardziej zgrzytliwym dźwiękiem. Bardzo ujmujący wstęp do paczki znacznie lepszej niż poprzednie.
18 – oczywiście, że gitarowy galopik mnie ujmie, głęboki niski wokal kreuje mi tu taką atmosferę, że mogę siedzieć godzinami przy tym kawałku, ojaaaa alem posmutniała, bardzo mi się podoba.
19 – znowuż ponure klimaty, powoli się toczy i całkiem dobrze brzmi, musiałam się trochę przyzwyczaić do tej barwy głosu, nie dość, że wokal jest chropowaty i kojarzy się z wolnym tempem to jeszcze jakby dodatkowo rozwleka wyśpiewane sylaby, no i to się chyba sprawdza.
20 – ta paczka jest nacechowana niepokojącym klimatem, kolejny kawałek, gdzie nie mamy prostego kierunku melodii, po drodze napotykamy na niespodzianki. Przez chwilę poczułam się jakbym grała w jakimś szalonym filmie, ciekawe, zajmujące.
21 – no i ten kawałek wśród towarzyszących wypada nieco blado, jakoś tak konstrukcyjnie nieciekawie…
23 – ciekawa, bogata w technikę kontrastu kompozycja, z uwagą dobrane nienachalne dźwięki, wokal zaiste mógłby być mocniejszy, w każdym razie jego matowość też się przydaje w niektórych fragmentach.
24 – piłowanie systematyczne i nasilające się, materiał dźwiękowy średni, nawet nieciekawy.
25 – żałobnie się zrobiło i mszalnie, jak na formę mszy to cienko przędą te smyczki, z drugiej strony jak na poziom qw kwietniowej to się sprawdza jednak…w ostatecznym rozrachunku jest mi ciężko się zdecydować jak oceniam ten kawałek, jest tu trochę elementów z dupy i zatraca się jakoś w tym moc wtedy, jednak jest dość interesujący na tle innych.
Katery:
26 – nie nadaję się do słuchania tego typu muzyki.
27 – ciekawy element rzekłabym, jest zua.
28 – przyjemnie płynie, motywy mi się podobają, jednak materiał jest dość jednostajny…
29 – jest klimat, jest on haha, klimat swoisty jak to u niego, ale kurcze niczym jakoś nie zaskakuje.
30 – całkiem ciekawy ślad w głowie zostawia ten kawałek, też nie dzieje się w nim jakoś specjalnie wiele, ale interesującą otoczkę tworzy i jest całkiem całkiem.
31 – o a ten niski ciepły głos może do mnie mówić i śpiewać, opowiadać i rozprawiać, tak, to wokal z serii tych, których po prostu się słucha, bez względu co tam produkują. Dodatkowo łkający dęciak. Sączy się z tego dusza z każdym dźwiękiem. O i jest plus.
32 – utrzymujemy klimat natchniony, klimat niskich wokali i ciekawych dźwięków akompaniamentu, klimat z duszą, obfity w narastanie i pomniejszanie słupów dźwiękowych, z melodią, która mnie niesie i aż chce się słuchać. Jest kolejny plus tej paczki!
33 – rozumiem, że ktoś może odbierać kawałek jako przyjemny itd., jednak w porównaniu do poprzedników, to kiepskie wrażenie robi, barwa głosu zdecydowanie nie z cyklu moich ulubionych, linia melodyczna toczy się bez większych skoków interwałowych, co tez w połączeniu z jednostajnym rytmem czyni ją trochę monotonną, brak ducha kurna! Brak Wagnera!
34 – jest diabolo jakby to określił ksiądz polski. Znowu piłowanie z nieobecnym elementem, który miałby dodać zajebistości kawałkowi.
35 – całkiem ciekawy klimat się utworzył na wstępie i utrzymywał się do momentu wejścia wokalu, niewciągająco jak dla mnie. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|