| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Czy chcesz kolejnej (majowej) edycji QueenWizji? |
| tak |
|
56% |
[ 13 ] |
| nie |
|
43% |
[ 10 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 23 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2011 1:11 am Temat postu: |
|
|
37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember
startował w 4 edycjach
dotychczasowe pozycje: 18, 30, 10, 11.
w tabeli wszech czasów: 44. miejsce
w rankingu kroczącym: n/a
12p. – 35 (macwalter)
10p. – 40 (paolo)
08p. – 13 (incubus)
07p. – 11 (innuendo)
06p. – 33 (punkadiddle)
05p. – 19 (agusiaa)
04p. – 23 (mefju)
03p. – 07 (tasior)
02p. – 04 (xavi)
01p. – 10 (mustapha)
rezerwa: 24, 03, 06.
komentarze: brak.
tabela 37/42
16. bizon – Mad Season – Wake Up - 123
21. lemur – The National – Runaway - 119
10. mustapha – Siena Root – Good and Bad - 104
37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember - 95
34. lookaug – Peter Hammill – A Way Out - 84
27. bebe – Rome – Swords to Rust - Hearts to Dust - 83
17. fenderek – White Willow – Sally Left - 83
13. incubus – Genesis – Blood On The Rooftops - 82
18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks... - 78
25. ziutek – Trivium – The Crusade - 73
15. wasdfg7 – Antimatter – The Freak Show - 70
07. tasior – Nick Drake – Place To Be - 67
23. mefju – Spock’s Beard – Thoughts - 66
28. atrus – Current 93 – Red Hawthorn Tree - 65
42. subrosa – Govi – Lover's Moon - 64
08. grandville – Steve Howe – Mood For A Day - 63
40. paolo – a-ha – Velvet - 52
32. daga – Janis Joplin – Try (Just a Little Bit Harder) - 50
41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer - 50
06. anunaki – Molly Hatchet – Fall Of The Peacemakers - 50
31. gosiak – Beggars Opera – Pathfinder - 49
04. xavi – Otis Taylor – Ten Milion Slaves - 48
20. lily – The Smashing Pumpkins – Soma - 44
05. faraday – Red House Painters – Have You Forgotten - 43
19. agusiaa – Anna Rusowicz – Ślepa Miłość - 40
39. oberstprymas – Marillion – Estonia - 34
26. mumin – Alice Cooper – Halo Of Flies - 32
38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive - 27
33. punkadiddle – Jim Croce – Bad, Bad Leroy Brown - 27
35. macwalter – Karthago – Requiem - 27
24. gnietek – ABBA – She's My Kind of Girl - 26
02. kater – Robert Wyatt – Alifie - 25
30. krzysiekp – Fear Of God – Red To Grey - 25
01. ytron – Indica – Vettaa Vasten - 21
03. arsen – Íon –Goodbye Johnny Dear - 19
14. nar – Supertramp – Lover Boy - 19
12. irminella – Roisin Murphy – Night of the Dancing Flame - 17
09. misiu – Young Power – Live Is Easier Than You Think - 14
29. maciej – Hostsonaten – The Rime Of ... - 12
11. innuendo – Def Leppard – Kiss The Day - 11
36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 7
żbik żbikowi żbikiem, a zombie zombie zombie _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2011 1:14 am Temat postu: |
|
|
wciąż queenwizyjne świeżaki:
38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive
startował w 3 edycjach
dotychczasowe pozycje: 31, 35, 17.
w tabeli wszech czasów: 52. miejsce
w rankingu kroczącym: 43. miejsce
12p. – 39 (oberstprymas)
10p. – 23 (mefju)
08p. – 42 (subrosa)
07p. – 13 (incubus)
06p. – 01 (ytron)
05p. – 10 (mustapha)
04p. – 18 (anet)
03p. – 25 (ziutek)
02p. – 03 (arsen)
01p. – 09 (misiu)
rezerwa: 21, 40, 31.
komentarze: brak.
tabela 38/42
16. bizon – Mad Season – Wake Up - 123
21. lemur – The National – Runaway - 119
10. mustapha – Siena Root – Good and Bad - 109
37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember - 95
13. incubus – Genesis – Blood On The Rooftops - 89
34. lookaug – Peter Hammill – A Way Out - 84
27. bebe – Rome – Swords to Rust - Hearts to Dust - 83
17. fenderek – White Willow – Sally Left - 83
18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks... - 82
25. ziutek – Trivium – The Crusade - 76
23. mefju – Spock’s Beard – Thoughts - 76
42. subrosa – Govi – Lover's Moon - 72
15. wasdfg7 – Antimatter – The Freak Show - 70
07. tasior – Nick Drake – Place To Be - 67
28. atrus – Current 93 – Red Hawthorn Tree - 65
08. grandville – Steve Howe – Mood For A Day - 63
40. paolo – a-ha – Velvet - 52
32. daga – Janis Joplin – Try (Just a Little Bit Harder) - 50
41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer - 50
06. anunaki – Molly Hatchet – Fall Of The Peacemakers - 50
31. gosiak – Beggars Opera – Pathfinder - 49
04. xavi – Otis Taylor – Ten Milion Slaves - 48
39. oberstprymas – Marillion – Estonia - 46
20. lily – The Smashing Pumpkins – Soma - 44
05. faraday – Red House Painters – Have You Forgotten - 43
19. agusiaa – Anna Rusowicz – Ślepa Miłość - 40
26. mumin – Alice Cooper – Halo Of Flies - 32
38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive - 27
33. punkadiddle – Jim Croce – Bad, Bad Leroy Brown - 27
35. macwalter – Karthago – Requiem - 27
01. ytron – Indica – Vettaa Vasten - 27
24. gnietek – ABBA – She's My Kind of Girl - 26
02. kater – Robert Wyatt – Alifie - 25
30. krzysiekp – Fear Of God – Red To Grey - 25
03. arsen – Íon –Goodbye Johnny Dear - 21
14. nar – Supertramp – Lover Boy - 19
12. irminella – Roisin Murphy – Night of the Dancing Flame - 17
09. misiu – Young Power – Live Is Easier Than You Think - 15
29. maciej – Hostsonaten – The Rime Of ... - 12
11. innuendo – Def Leppard – Kiss The Day - 11
36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 7 _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2011 1:17 am Temat postu: |
|
|
widzisz żbiku[2] jak żeś se brata wychowal...
39. oberstprymas – Marillion – Estonia
startował w 3 edycjach
dotychczasowe pozycje: 25, 37, 29.
w tabeli wszech czasów: 53. miejsce
w rankingu kroczącym: 44. miejsce
12p. – 23 (mefju)
10p. – 32 (daga)
08p. – 19 (agusiaa)
07p. – 11 (innuendo)
06p. – 37 (michalzbiku)
05p. – 13 (incubus)
04p. – 31 (gosiak)
03p. – 38 (whoatemydinner)
02p. – 33 (punkadiddle)
01p. – 40 (paolo)
rezerwa: 24, 41, 42, 06.
komentarze: Nie mam za bardzo czasu, więc skomentkuje tylko podium.
W 23 (Michael Jordan!) spodobał mi się patent ze skakanie dźwięku na początku. Później okazało się, że zespól ma w rękawie kilka innych szczwanych patentów. Bardzo ładnie zaaranżowane i klimatyczne.
Drugie miejsce dla 32 – nie umiem tego wytłumaczyć, więc to chyba zboczenie. Podoba mi się wokal i te fajansowe chórki.
Edycję temu na podium też dałem coś polskiego. 19tka jest tak kosmicznie odjechana, że jak tego nie będzie w TOP5, to to forum się nie zna, o! <tańczy do tego kawałka>
tabela 39/42
16. bizon – Mad Season – Wake Up - 123
21. lemur – The National – Runaway - 119
10. mustapha – Siena Root – Good and Bad - 109
37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember - 101
13. incubus – Genesis – Blood On The Rooftops - 94
23. mefju – Spock’s Beard – Thoughts - 88
34. lookaug – Peter Hammill – A Way Out - 84
27. bebe – Rome – Swords to Rust - Hearts to Dust - 83
17. fenderek – White Willow – Sally Left - 83
18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks... - 82
25. ziutek – Trivium – The Crusade - 76
42. subrosa – Govi – Lover's Moon - 72
15. wasdfg7 – Antimatter – The Freak Show - 70
07. tasior – Nick Drake – Place To Be - 67
28. atrus – Current 93 – Red Hawthorn Tree - 65
08. grandville – Steve Howe – Mood For A Day - 63
32. daga – Janis Joplin – Try (Just a Little Bit Harder) - 60
40. paolo – a-ha – Velvet - 53
31. gosiak – Beggars Opera – Pathfinder - 53
41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer - 50
06. anunaki – Molly Hatchet – Fall Of The Peacemakers - 50
04. xavi – Otis Taylor – Ten Milion Slaves - 48
19. agusiaa – Anna Rusowicz – Ślepa Miłość - 48
39. oberstprymas – Marillion – Estonia - 46
20. lily – The Smashing Pumpkins – Soma - 44
05. faraday – Red House Painters – Have You Forgotten - 43
26. mumin – Alice Cooper – Halo Of Flies - 32
38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive - 30
33. punkadiddle – Jim Croce – Bad, Bad Leroy Brown - 29
35. macwalter – Karthago – Requiem - 27
01. ytron – Indica – Vettaa Vasten - 27
24. gnietek – ABBA – She's My Kind of Girl - 26
02. kater – Robert Wyatt – Alifie - 25
30. krzysiekp – Fear Of God – Red To Grey - 25
03. arsen – Íon –Goodbye Johnny Dear - 21
14. nar – Supertramp – Lover Boy - 19
11. innuendo – Def Leppard – Kiss The Day - 18
12. irminella – Roisin Murphy – Night of the Dancing Flame - 17
09. misiu – Young Power – Live Is Easier Than You Think - 15
29. maciej – Hostsonaten – The Rime Of ... - 12
36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 7 _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2011 1:21 am Temat postu: |
|
|
a jak ich wielka niedzwiedzica zgwalci po drodze?
40. paolo – a-ha – Velvet
startował w 3 edycjach
dotychczasowe pozycje: 32, 31, 12.
w tabeli wszech czasów: 49. miejsce
w rankingu kroczącym: 39. miejsce
12p. – 11 (innuendo)
10p. – 25 (ziutek)
08p. – 01 (ytron)
07p. – 30 (krzysiek)
06p. – 17 (fenderek)
05p. – 06 (anunaki)
04p. – 34 (lookaug)
03p. – 04 (xavi)
02p. – 29 (maciej)
01p. – 03 (arsen)
rezerwa: 15, 19, 42.
komentarze: Generalnie dużo piosenek mi się podobało i miałem ciężki orzech do zgryzienia. Co do mojego kawałka to samemu mi się nie chce wierzyć że takiego smuta dałem każdy punkt mnie ucieszy.
tabela 40/42
16. bizon – Mad Season – Wake Up - 123
21. lemur – The National – Runaway - 119
10. mustapha – Siena Root – Good and Bad - 109
37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember - 101
13. incubus – Genesis – Blood On The Rooftops - 94
17. fenderek – White Willow – Sally Left - 89
23. mefju – Spock’s Beard – Thoughts - 88
34. lookaug – Peter Hammill – A Way Out - 88
25. ziutek – Trivium – The Crusade - 86
27. bebe – Rome – Swords to Rust - Hearts to Dust - 83
18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks... - 82
42. subrosa – Govi – Lover's Moon - 72
15. wasdfg7 – Antimatter – The Freak Show - 70
07. tasior – Nick Drake – Place To Be - 67
28. atrus – Current 93 – Red Hawthorn Tree - 65
08. grandville – Steve Howe – Mood For A Day - 63
32. daga – Janis Joplin – Try (Just a Little Bit Harder) - 60
06. anunaki – Molly Hatchet – Fall Of The Peacemakers - 55
40. paolo – a-ha – Velvet - 53
31. gosiak – Beggars Opera – Pathfinder - 53
04. xavi – Otis Taylor – Ten Milion Slaves - 51
41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer - 50
19. agusiaa – Anna Rusowicz – Ślepa Miłość - 48
39. oberstprymas – Marillion – Estonia - 46
20. lily – The Smashing Pumpkins – Soma - 44
05. faraday – Red House Painters – Have You Forgotten - 43
01. ytron – Indica – Vettaa Vasten - 35
26. mumin – Alice Cooper – Halo Of Flies - 32
30. krzysiekp – Fear Of God – Red To Grey - 32
38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive - 30
11. innuendo – Def Leppard – Kiss The Day - 30
33. punkadiddle – Jim Croce – Bad, Bad Leroy Brown - 29
35. macwalter – Karthago – Requiem - 27
24. gnietek – ABBA – She's My Kind of Girl - 26
02. kater – Robert Wyatt – Alifie - 25
03. arsen – Íon –Goodbye Johnny Dear - 22
14. nar – Supertramp – Lover Boy - 19
12. irminella – Roisin Murphy – Night of the Dancing Flame - 17
09. misiu – Young Power – Live Is Easier Than You Think - 15
29. maciej – Hostsonaten – The Rime Of ... - 14
36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 7 _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2011 1:26 am Temat postu: |
|
|
ytron, strzel katerowi w pysk.
hmm
arsen, strzel katerowi w pysk
41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer
startował w 5 edycjach
dotychczasowe pozycje: 17, 36, 10, 18, 24.
w tabeli wszech czasów: 41. miejsce
w rankingu kroczącym: 37. miejsce
12p. – 11 (innuendo)
10p. – 05 (faraday)
08p. – 06 (anunaki)
07p. – 36 (zbik)
06p. – 15 (wasdfg7)
05p. – 01 (ytron)
04p. – 39 (oberstprymas)
03p. – 25 (ziutek)
02p. – 40 (paolo)
01p. – 07 (tasior)
rezerwa: 24, 21, 14.
komentarze: brak.
tabela 41/42
16. bizon – Mad Season – Wake Up - 123
21. lemur – The National – Runaway - 119
10. mustapha – Siena Root – Good and Bad - 109
37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember - 101
13. incubus – Genesis – Blood On The Rooftops - 94
17. fenderek – White Willow – Sally Left - 89
25. ziutek – Trivium – The Crusade - 89
23. mefju – Spock’s Beard – Thoughts - 88
34. lookaug – Peter Hammill – A Way Out - 88
27. bebe – Rome – Swords to Rust - Hearts to Dust - 83
18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks... - 82
15. wasdfg7 – Antimatter – The Freak Show - 76
42. subrosa – Govi – Lover's Moon - 72
07. tasior – Nick Drake – Place To Be - 68
28. atrus – Current 93 – Red Hawthorn Tree - 65
08. grandville – Steve Howe – Mood For A Day - 63
06. anunaki – Molly Hatchet – Fall Of The Peacemakers - 63
32. daga – Janis Joplin – Try (Just a Little Bit Harder) - 60
40. paolo – a-ha – Velvet - 55
31. gosiak – Beggars Opera – Pathfinder - 53
05. faraday – Red House Painters – Have You Forgotten - 53
04. xavi – Otis Taylor – Ten Milion Slaves - 51
41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer - 50
39. oberstprymas – Marillion – Estonia - 50
19. agusiaa – Anna Rusowicz – Ślepa Miłość - 48
20. lily – The Smashing Pumpkins – Soma - 44
11. innuendo – Def Leppard – Kiss The Day - 42
01. ytron – Indica – Vettaa Vasten - 40
26. mumin – Alice Cooper – Halo Of Flies - 32
30. krzysiekp – Fear Of God – Red To Grey - 32
38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive - 30
33. punkadiddle – Jim Croce – Bad, Bad Leroy Brown - 29
35. macwalter – Karthago – Requiem - 27
24. gnietek – ABBA – She's My Kind of Girl - 26
02. kater – Robert Wyatt – Alifie - 25
03. arsen – Íon –Goodbye Johnny Dear - 22
14. nar – Supertramp – Lover Boy - 19
12. irminella – Roisin Murphy – Night of the Dancing Flame - 17
09. misiu – Young Power – Live Is Easier Than You Think - 15
29. maciej – Hostsonaten – The Rime Of ... - 14
36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 14
sam alfred hitchchuj by tego tak nie ustawil _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2011 1:33 am Temat postu: |
|
|
no dopsz, to na sam koniec subrosa, która nigdzie nie pasowała do żadnej z grupek sorry
42. subrosa – Govi – Lover's Moon
startowała w 8 edycjach
dotychczasowe pozycje: 30, 7, 29, 21, 14, 5, 21, 21.
w tabeli wszech czasów: 33. miejsce
w rankingu kroczącym: 35. miejsce
12p. – 40 (paolo)
10p. – 15 (wasdfg7)
08p. – 08 (grandville)
07p. – 05 (faraday)
06p. – 16 (bizon)
05p. – 13 (incubus)
04p. – 19 (agusiaa)
03p. – 35 (macwalter)
02p. – 24 (gnietek)
01p. – 34 (lookaug)
rezerwa: 07, 37, 11.
komentarze: brak.
TABELA KOŃCOWA QUEENWIZJI XIX LISTOPAD 2011 – YELLOW SUBROSA
01 - 16. bizon – Mad Season – Wake Up - 129
02 - 21. lemur – The National – Runaway - 119
03 - 10. mustapha – Siena Root – Good and Bad - 109
04 - 37. michalzbiku95 – Budgie – Time To Remember - 101
05 - 13. incubus – Genesis – Blood On The Rooftops - 99
06 - 17. fenderek – White Willow – Sally Left - 89
06 - 25. ziutek – Trivium – The Crusade - 89
06 - 34. lookaug – Peter Hammill – A Way Out - 89
09 - 23. mefju – Spock’s Beard – Thoughts - 88
10 - 15. wasdfg7 – Antimatter – The Freak Show - 86
11 - 27. bebe – Rome – Swords to Rust - Hearts to Dust - 83
12 - 18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks Of Never-Ending Light - 82
13 - 42. subrosa – Govi – Lover's Moon - 72
14 - 08. grandville – Steve Howe – Mood For A Day - 71
15 - 07. tasior – Nick Drake – Place To Be - 68
16 - 40. paolo – a-ha – Velvet - 67
17 - 28. atrus – Current 93 – Red Hawthorn Tree - 65
18 - 06. anunaki – Molly Hatchet – Fall Of The Peacemakers - 63
19 - 32. daga – Janis Joplin – Try (Just a Little Bit Harder) - 60
19 - 05. faraday – Red House Painters – Have You Forgotten - 60
21 - 31. gosiak – Beggars Opera – Pathfinder - 53
22 - 19. agusiaa – Anna Rusowicz – Ślepa Miłość - 52
23 - 04. xavi – Otis Taylor – Ten Milion Slaves - 51
24 - 41. wiciu – Sully Erna – Sinner's Prayer - 50
24 - 39. oberstprymas – Marillion – Estonia - 50
26 - 20. lily – The Smashing Pumpkins – Soma - 44
27 - 11. innuendo – Def Leppard – Kiss The Day - 42
28 - 01. ytron – Indica – Vettaa Vasten - 40
29 - 26. mumin – Alice Cooper – Halo Of Flies - 32
29 - 30. krzysiekp – Fear Of God – Red To Grey - 32
31 - 38. whoatemydinner – Jonathan Coulton – Still Alive - 30
31 - 35. macwalter – Karthago – Requiem - 30
33 - 33. punkadiddle – Jim Croce – Bad, Bad Leroy Brown - 29
34 - 24. gnietek – ABBA – She's My Kind of Girl - 28
35 - 02. kater – Robert Wyatt – Alifie - 25
36 - 03. arsen – Íon –Goodbye Johnny Dear - 22
37 - 14. nar – Supertramp – Lover Boy - 19
38 - 12. irminella – Roisin Murphy – Night of the Dancing Flame - 17
39 - 09. misiu – Young Power – Live Is Easier Than You Think - 15
40 - 29. maciej – Hostsonaten – The Rime Of The Ancient Mariner - 14
40 - 36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 14
dsq - 22. aaricia – Roger Waters – It’s A Miracle
gratuluje zwycięzcy... znaczy ten... no... jest to jego pierwsza wygrana i pierwsze podium w zabawie. lepiej późno niż później.
uwaga – lemur jako zdobywca drugiego miejsca otrzymuje prawo wyboru ‘numerka’ w nastepnej edycji, bo ja siebie i tak moge ustawiac gdzie chce co miesiąc (i jestem na tyle miły, że nie wrzucam się ciagle do pierwszej paczki )
- najczęściej na listach pojawiały się utwóry: 10. mustapha – Siena Root – Good and Bad i 18. anet – This Will Destroy You – They Move On Tracks Of Never-Ending Light;
- na przeciwnym biegunie: 36. żbik88 – Goo Goo Dolls – Slave Girl - 2 razy;
- różnych utworów na pierwszych miejscach list: 23;
- najczęściej na miejscu pierwszym: 16. bizon – Mad Season – Wake Up - 5 razy;
- najwyżej sklasyfikowany utwór bez ‘maksa’: 17. fenderek – White Willow – Sally Left – 6. miejsce;
- najniżej sklasyfikowany kawałek z ‘maksem’: 14. nar – Supertramp – Lover Boy – 37. miejsce
kto na kogo glosowal – wersja 1:
i wersja 2:
TABELA WSZECH CZASÓW PO XIX EDYCJACH
01. Fenderek – 1596 (=)
02. Maciej – 1408 (=)
03. Bizon – 1384 (=)
04. Grandville – 1258 (+2)
05. Wasdfg7 – 1255 (+2)
06. NAR – 1249 (-2)
07. Incubus – 1236 (+2)
08. Misiu – 1222 (-3)
09. Lemur – 1192 (+1)
10. Kater – 1190 (-2)
11. Mustapha91 – 1106 (+3)
12. Lookaug – 1091 (+1)
13. Mumin_king – 1076 (-2)
14. Shamar – 1007 (-2)
15. Atrus – 998 (=)
16. Xavi – 907 (=)
17. KrzysiekP – 870 (=)
18. Daga – 849 (+1)
19. Irminella – 822 (-1)
20. Gosiakn – 802 (=)
21. Anunaki – 797 (=)
22. Innuendo0 – 730 (=)
23. Ziutek98 – 708 (+2)
24. Mandey – 687 (-1)
25. Nathalie – 677 (-1)
26. Ytron – 629 (=)
27. Faraday – 615 (+3)
28. Lily of the valley – 604 (+1)
29. Bebe – 580 (+3)
30. Arquest – 577 (-3)
31. Shoryuken – 575 (-3)
32. Punkadiddle – 551 (-1)
33. Mefju – 474 (=)
34. Subrosa – 458 (-1)
35. Anet – 456 (=)
36. Gnietek – 389 (=)
37. agusiaa_w – 347 (=)
38. tasior – 328 (+1)
39. Michalzbiku95 – 298 (+5)
40. Wiciu – 277 (+1)
41. Mike – 275 (-3)
42. Tralisław – 248 (-2)
43. Dajanek – 222 (-1)
44. Aaricia – 219 (-1)
45. Zinger menu – 195 (=)
46. Emek – 164 (=)
46. Paolo – 164 (+3)
48. Cinas91 – 157 (-1)
49. Pietras – 124 (-1)
49. Oberstprymas – 124 (+4)
51. Whoatemydinner – 109 (+1)
52. Aia – 97 (-3)
53. Majkel – 87 (-2)
54. Arsen – 51 (+1)
55. Wz. – 33 (-1)
56. Macwalter – 30 (n)
57. Żbik88 – 14 (n)
RANKING KROCZĄCY Z EDYCJI X – XIX
01. Anunaki – 797 (+6)
02. Maciej – 788 (-1)
03. Xavi – 778 (-1)
04. Lemur – 774 (+5)
05. Bizon – 772 (=)
06. Atrus – 754 (-2)
07. Lookaug – 746 (-4)
08. Kater – 709 (-3)
09. Fenderek – 703 (-1)
10. Misiu – 635 (=)
11. Wasdfg7 – 622 (+1)
12. Faraday – 615 (+4)
13. Lily of the valley – 604 (+2)
14. Grandville – 587 (=)
15. Bebe – 580 (+3)
16. Incubus – 566 (+4)
17. Mustapha91 – 548 (+5)
18. Shamar – 541 (-7)
19. NAR – 525 (-6)
20. Mumin_king – 509 (-3)
21. Punkadiddle – 490 (+2)
22. Irminella – 462 (-1)
23. Anet – 456 (+7)
24. Gosiakn – 446 (=)
25. KrzysiekP – 430 (=)
26. Mandey – 419 (=)
27. Nathalie – 413 (-8 )
28. Ytron – 408 (=)
29. Daga – 380 (-2)
30. Mefju – 360 (+2)
31. agusiaa_w – 347 (+2)
32. Ziutek98 – 332 (-1)
33. tasior – 328 (+1)
34. Subrosa – 320 (+1)
35. Innuendo0 – 313 (-6)
36. Wiciu – 277 (+1)
37. Gnietek – 237 (-1)
38. Arquest – 175 (=)
39. Paolo – 164 (=)
40. Oberstprymas – 124 (+4)
41. Whoatemydinner – 109 (+2)
42. michalżbiku – 101 (p)
43. Aia – 97 (-4)
44. Zinger menu – 93 (-3)
45. Shoryuken – 61 (-4)
46. Arsen – 51 (-1)
47. macwalter – 30 (n)
48. żbik88 – 14 (n)
TABELA WEDŁUG ŚREDNIEJ PUNKTÓW PO XIX EDYCJACH
uwzględnia osoby, które braly udział w co najmniej 25% wszystkich edycji, czyli w tym przypadku w minimum 5 edycjach.
01. Fenderek - 84
02. Anunaki - 79,7
03. Lookaug - 77,93
04. Incubus - 77,25
05. Anet - 76
06. Xavi - 75,583
07. Maciej - 74,105
08. NAR - 73,47
09. Bizon - 72,842
10. Shamar - 67,133
11. Grandville - 66,21
12. Wasdfg7 - 66,05
13. Bebe - 64,44
14. Misiu - 64,316
15. Lemur - 62,737
16. Kater - 62,631
17. Mandey - 62,454
18. Atrus - 62,375
19. Nathalie - 61,54
20. Faraday - 61,5
21. Mustapha91 - 61,44
22. Lily of the valley - 60,4
23. Michalzbiku95 - 59,6
24. KrzysiekP - 58
25. Shoryuken - 57,5
26. Mumin_king - 56,631
27. Punkadiddle - 55,1
28. Subrosa - 50,88
29. agusiaa_w - 49,571
30. Irminella - 48,353
31. tasior - 46,857
32. Wiciu - 46,166
33. Ytron - 44,929
34. Daga - 44,684
35. Gosiakn - 44,55
36. Ziutek98 - 44,25
37. Aaricia - 43,8
38. Tralisław - 41,333
39. Innuendo0 - 38,421
40. Mefju - 36,461
41. Arquest - 36,1
42. Emek - 32,8
43. Gnietek - 27,786
TABELA ROCZNA 2011
01. Anunaki – 797
02. Maciej – 788
03. Xavi – 778
04. Lemur – 774
05. Bizon – 772
06. Atrus – 754
07. Lookaug – 746
08. Kater – 709
09. Fenderek – 703
10. Misiu – 635
11. Wasdfg7 – 622
12. Faraday – 615
13. Lily of the valley – 604
14. Grandville – 587
15. Bebe – 580
16. Incubus – 566
17. Mustapha91 – 548
18. Shamar – 541
19. NAR – 525
20. Mumin_king – 509
21. Punkadiddle – 490
22. Irminella – 462
23. Anet – 456
24. Gosiakn – 446
25. KrzysiekP – 430
26. Mandey – 419
27. Nathalie – 413
28. Ytron – 408
29. Daga – 380
30. Mefju – 360
31. agusiaa_w – 347
32. Ziutek98 – 332
33. tasior – 328
34. Subrosa – 320
35. Innuendo0 – 313
36. Wiciu – 277
37. Gnietek – 237
38. Arquest – 175
39. Paolo – 164
40. Oberstprymas – 124
41. Whoatemydinner – 109
42. michalżbiku – 101
43. Aia – 97
44. Zinger menu – 93
45. Shoryuken – 61
46. Arsen – 51
47. macwalter – 30
48. żbik88 – 14 _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Ostatnio zmieniony przez Bizon dnia Sob Sty 14, 2012 2:35 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Gru 05, 2011 3:23 am Temat postu: |
|
|
QUEENWIZJA XX GRUDZIEŃ 2011 – LOOKAUG YOURSELF
spis wrzucantów: agusiaa, anet, anunaki (rk), arsen, atrus, bebe, bizon (zw), daga, faraday, fenderek (l, śr), gnietek, gosiak, grandville, incubus, innuendo, irminella, kater, lemur, lily, lookaug, maciej, mcwalter, michalzbiku, misiu, mumin, mustapha, nar, oberstprymas, paolo, subrosa, tasior, wasdfg7, whoatemydinner, wiciu, xavi, ytron, ziutek, żbik88.
die paczken:
WIĘCEJ DIABŁA (01-09) http://www.sendspace.com/file/fev866
Mały Penis Boga (10-16) http://www.sendspace.com/file/fh03hr
Suchar (17-27) http://www.sendspace.com/file/nwruii
Wam Się Już Nie Chce (28-38 ) http://www.sendspace.com/file/qodce1
TERMINY QUEENWIZJI GRUDNIOWEJ
- termin zglaszania żali: środa, 7. grudnia, godz. 23:59;
- NIEPRZEKRACZALNY termin wysyłania list z głosami: wtorek, 27. grudnia, godz. 23:59;
- wstępna pora finałowa: czwartek, 29. grudnia, ok. godz. 20.
nie przyjmuje list z głosami do czasu upłynięcia terminu zgłaszania żali.
uwaga: jakieś zmiany na sendspace byly w ukladzie strony. ‘download’ na górze to tylko sciema i reklama. prawdziwy download znajduje sie ponizej tej reklamy.
przypominam, że o zasadnosci dopuszczenia jakiegoś utworu do zabawy nie dyskutujemy na forum publicznym. jeśli ktoś ma zastrzezenia, niech wyśle pw z protestem do mnie. temat queenwizyjny to nie miejsce na agitacje i wzajemne przekonywanie sie, czy dany utwor ma w zabawie rację bytu, czy nie. do czego to prowadzi, widzielismy jakis czas temu. to samo dotyczy publicznego umawiania sie na kogo odda się glosy lub kogo umiesci sie na pierwszym miejscu listy.
aha, i na koniec, zgodnie z życzeniem – możecie sobie sprawdzać, gdzie jest wasz kawałek, podziwiając przy tym zajebiste zdjęcie mojego autorstwa, które mam na pulpicie i równie zajebistą skórkę winampa z ‘kruka’ :>
 _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Pon Gru 05, 2011 1:58 pm Temat postu: |
|
|
Poprzednio miałem zamiar dać przemyślane komentarze i w końcu nie dałem żadnych, więc teraz dla odmiany dam komentki od razu, do tego co przesłuchałem raz jadąc rano na uczelnie (a teraz siedzę na okienku):
1 - Wrażenia przy słuchaniu: No. Nieźle się zaczyna ta edycja. Parę minut później: TAK BARDZO TO BĘDZIE W PIERWSZEJ DZIESIĄTCE.
2 - Fajny, stary dopiero co odrosły od bluesa rock. Przynajmniej tak brzmi, może to stylizowane, ale raczej naprawdę jest stare. Podoba mi się.
3 - Też trzyma poziom. Może nie tak świetne jak poprzednie, ale wciąż bardzo dobre.
4 - Hipnotycznie. Także dobre.
5 - Następny świetny kawałek. Powoli się rozkręcający, ciężki, ale z umiarem i niezbyt szybki. Dokładnie taki jakie lubię. NAJLEPSZA EDYCJA EVER?
6 - Nie dosłuchałem do końca bo dotarłem już na miejsce, ale też nieźle się zapowiadało. Skomentuję jeszcze raz jak przesłucham całe.
| Bizon napisał: | możecie sobie sprawdzać, gdzie jest wasz kawałek, podziwiając przy tym zajebiste zdjęcie mojego autorstwa, które mam na pulpicie (...)
 |
Przypomina okładkę Happiness is The Road (którą btw. mam na tapecie telefonu).  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Gru 05, 2011 7:29 pm Temat postu: |
|
|
POTRÓJNE KOMENTKI PO POTRÓJNYM PRZESŁUCHANIU ATTACK ASDFASFDGAGADG
01 - WIĘCEJ DIABŁA indeed. No są te przebłyski zmiany natężenia dźwięku, jakieś talerze, werble, napięcie się tworzy tak raz na jakiś czas. No i te żywe skompresowane momenty są całkiem zajebiste. SUBTELNA część mnie za to całkiem nie przekonuje. Tekst mi się nie podoba do końca i przypomina mi trochę coś co by Angry Video Game Nerd napisał pod wpływem depresji. Dlaczego? Bo takie smutne w wydźwięku i sporo przekleństw w angielskiem. Nie no, bez przesady, nie ma się czym podniecać. Może być takie otwarcie edycji. OK całkiem. Chociaż nie, zajebiste, bo jednak udowadnia, że smęty nie muszą tylko i wyłącznie smęcić.
02 - Now we're talking! Z początku taki se blues leci z fajną gitarą, ale wtedy, wtedy proszę państwa wchodzą organy i nic już nie jest takie samo. Chciało by się powiedzieć, to już nie jest Kansas, Toto! Ach, jak te organy zajebiście grają. Sratatata. I basik wyraźny, chociaż podniety tu żadnej, bo nie wychodzi poza ramy zwykłego walking bass line. Bardzo przyjemna wymiana między gitarą a hammondami ogółem. To co się dzieje tak koło 3:57... Cud, miód i orzechy z nutellą.
03 - Pani prosi, żeby ją zostawić, to wyłączam utwór, nie ma sprawy, nie potrzebujemy spiny żadnej. No dobra, posłucham jednak. Kobiecy smęt, bardzo ładny i urokliwy zresztą z początku. A potem wchodzi sekcja dęta i przenosimy się do jakiegoś Nowego Orleanu. I jest zabawa. Trąbka gra. Pianino też. A wokalistka? Śpiewa se. No klimat jest, melodia jest, zagrane zacnie i zgrabnie, fun bezsprzeczny. Tylko się kończy tak z dupy całkiem, szkoda. Mogłoby trochę jeszcze polecieć. :< Jeśli reszta edycji będzie taka fajna i urocza, to będzie miło. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Pon Gru 05, 2011 8:29 pm Temat postu: |
|
|
6. Trudno mi to skomentować bo ma 13 minut i zmienia się parę razy. Właściwie to to jest parę utworów. Z racji swojej długości lekko nudzi przynajmniej za pierwszym razem, ale cały czas jest dobre jednak.
7. ŚWIECZKI W GÓRĘ!
8. Znam ten utwór, choć nawet nie pamiętam jak się nazywa. Nie powiem skąd, ale znam. Generalnie całkiem fajny i dosyć oryginalny.
9. Tekst może jest śmieszny. Nie wsłuchałem się za pierwszym razem. Jeśli idzie o melodie to może być. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sro Gru 07, 2011 11:23 pm Temat postu: |
|
|
29. Prawie 8 minut Dio opisania. Intro za długie i nic nie wnoszące. Jakby tramwaj hamujący na torowisku.. wkurza to tylko. Muzykę jaka katował mnie Kot swego czasu. Pan śpiewa jakby ze studni. Wrzucant zapewne lubi po padać w trans przy muzie, podrygiwać bezwładnie, studiuje, płeć męska. Stanowczo za długie to… przekaz nie dotarł do mnie i nie wiem czy sens w tym kawałku jest.
30. Nie no dowcip Bizona aby tak ułożyć kawałek obok siebie?! Gatunkami układa? Brzmi jak pudel rock.. Wrzucant ma pewnie ponad 25 lat i myśli o tym jak był młody i piękny, jest facetem, bo kobieta by nie dała takiego kiczu. Klip do piosenki pewnie zawierałby motocykle lub samochody i modelki w obciętych dżinsach. Chyba ktoś to dał, bo spodobała mu się solówka na giatrze… ale nie mi…
31. 11 minut radości… ale ma to więcej sensu niż 29 i 30 w sumę wzięte. Tylko czemu brzmi to jak młody, brzydki Jagger?! Tylko ten śpiewa jakby nie mógł i płakał, że nie jest Jaggerem. Takie lekko transowe, dancowe.. do pozytywnego drgania ciała na parkiecie. Ale instrumentalnie to raczej nie jest bogactwo i orgia. Słuchających rocka i progów nie posądzam o to, raczej jakiś outsiderów o zboczonych gustach.
32. Wow cos co brzmi jak rock?! Gitara, wokal, syntezatory, perka. Kołyszemy się. Gitara najbardziej przypadła mi do gustu, bo wokalista jakich wielu na tym świecie. Wrzucant płeć męska, tu łatwo typować bo parytetu nie ma w QW. Osobnik lubi słuchać muzyki w ciemności na słuchawkach na uszach z piwem w ręku.
33. Bizon nas dobija długościami kawałków w okolicy. Tym razem kobieta na wokalu. Ba ma nawet męskie chórki, aby nie była samotna. Piosenka niczym z filmu o przygodach rozbójników. Ale nie jest tak źle, zmiany rytmów, nastroju, fragmenty instrumentalne na syntezatorach i gitarze i klimat jak ta lala. Obstawiam wyjątkowo wrzucantkę, lubiącą lekko ostrzejszą muzykę, ale bez łomotów po garach.
34. Znowu zacnej długości kawałek. Pan, gitara, klimacik, zimowy. Takie niby gitarowe wycie wilka. Kawałek do kieliszka wina. To gapienia się w gwiazdy, mrok ulic. Wrzucant ma ponad 25lat, ni długie, ni krótkie włosy, stale gra w QW, bo wie co ludzie lubią, ale na co nie dają punktów.
35. I coś krótszego nam Bizon zapodaje. Pan śpiewa jakby lekko seplenił, chórki takie mruczące w tle, łatwa, lekka i przyjemna. Wrzucant lubi starocie, poigrywa z pewnej grupy użytkowników, którzy nie słuchają progów, klasyków i rocka. Utwór szybko mija, ale zostawia miły ślad. Chórki prawie jak z Beach Boysów.
36. Tak sweet, że nie mogę. Zastanawiam się co mogło wrzucanta skusić aby to dać? Wokale nijakie. Melodia nijaka. Gitara taka sobie. Perkusja słabiutka. Naprawdę nie wiem. Oj tylko jakieś miękkie serce to mogło dać ku radości zbłąkanych dusz muzycznych.
37. Prawie 6 minut oszałamiającej muzyki ery XXI wieku. Czy ja znam ten wokal? Czy my go znamy? Oj otwieram lodówkę a tam Lady gaga… a nie to nie ta pani.. pani już gościła w QW. Wokal nie jest nijaki jak to było w 36. Muzycznie spoko, ale czy cos wyjatkowego w tym kawałku tak naprawdę mamy?! Miły refrenik i nic. Miewa o wiele lepsze i ciekawsze dokonania. Dał to pewnie jakiś miłośnik, ba miłośniczka młodego pokolenia forumowiczów.
38. Oceniłabym, że nic to na ochy i achy. Wrzucant zapewne przy utworze płacze do poduchy lub pali kolejnego szluga. Właśnie stwierdzam, że brzmi to jak syn znanego wokalisty ze znanego zespołu hard rockowego… niestety nie wiem czy on ma syna czy jakiekolwiek potomka… wrzucanta określam na wiek 18-23 lata, miasto do 150 tys. z umysłem humanistycznym… tak utwór złamał mi serce, ba ta pani jest jedynym promykiem uroku w tym kawałku, twierdzę, że muzycznie ciekawiej niż w 37. Ale pan dziwnie śpiewa… jakby miał większy Power… o to byłby super kawałek. Chórki na plus.
komentarze od końca, bo ostatnio nie napisałam to na pocieszenie zaczynam od tyłu i wyjątkowo nie typuje tradycyjnie. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Czw Gru 08, 2011 8:13 pm Temat postu: |
|
|
Moje komentarze, ktoś tu narzekał, że żadnych nie ma;) Obecnie mam aż 17 kawałków na liście, nie wiem jak ja ułoże listę:P
1 - ładne, ale nieco nużące, smaczku dodają te nieco ostrzejsze fragmenty, ale troszkę chyba za żmudne. Niemniej podoba mi się:)
2 - niby ok, niby się coś dzieje, ale nie przemawia to do mnie. Nie jest to zły kawałek, absolutnie nie, po prostu do mnie nie trafia.
3 - zapowiadało się tak sobie, w sensie śliczne, smutne, ale tylko tyle, a rozwinęło się całkiem fajnie. I bardzo mi się podoba głos pani śpiewającej;)
4 - muszę przyznać, że intrygujące. Może nie, że mnie olśniło i zakochałam się w tym z miejsca, ale ma w sobie coś, co każe mi zwrócić na to uwagę. Jest może nieco monotonne jak na tę długość, ale to pasuje do nastroju.
5 - tutaj nieco gorzej, owszem, gitara fajna, ale całość mniej mi się podoba, czegoś mi tu brakuje.
6 - <stara nie zrażać się długością> w większości do mnie nie przemawia, aczkolwiek ma fajne fragmenty. Ale całościwow jednak nie dla mnie, jak mnie coś w całości nie zwala z nóg to raczej długie utwory nie mają u mnie szans.
7 - ckliwe, słodkie, ale całkiem słuchalne. Może nie jakiś super ekstra utwór, ale bardzo przyjemnie leci:)
8 - gdy nadchodzi moment, ze mogłabym ocenić pozytywnie to coś się zaraz dzieje i psuje mi cały obraz. Kawałek ciekawy dosyć, ale nie dla mnie
9 - po 4 minutach dłuży mi się niesamowicie, zobaczymy co się dalej podzieje. Nie, nie bardzo mi się to podoba.
10 - początek może nieco smętny, ale później całkiem fajnie. Super gitara. Może nieco dla mnie za długie, ale da się jakoś znieść Na plus.
11 - głos jakbym kojarzyła, sam początek jest prześliczny, później gdzieś ten klimat się rozbija trochę, ale piosenka na plus:)
12 - eee... nie, po prostu nie. Za ostre dla mnie, za gwałtowne, nic mnie tu nie przyciąga. Choć, jakieś przyjemne klawisze się przebijają niekiedy.
13 - z jednej strony fajne, bo dość wesołe, z drugiej strony mnie odrzuca, nie lubię wiodącego instrumentu:P
14 - Nie można powiedzieć, że utwór nudny, wybija się na tle innych, ale nie za bardzo mi się podoba. Choć śmieszna jest:d
15 - Męczy mnie ta piosenka, zbyt gwałtowna, wolę subtelniejsze rzeczy.
16 - Strasznie senne, choć te 11 minut sugeruje że będzie zmiana (oby). No i raczej żmudne zostaje, choć pod koniec zaczyna się coś fajnie dziać. Zobaczymy jeszcze
17 - to jest śliczne, spokojne, delikatne, nostalgiczne. Bardzo mi się podoba:D
18 - no to tu rodzaj eksperymentu w tej edycji. Ciężko ocenić, podobać mi się nie podoba, ale to chyba nie o tym chodzi w tym utworze. No zobaczymy jeszcze.
19 - kocham osobę, która to wrzuciła. Przepiękny, na coś takiego czekałam, uwielbiam okropnie.
20 - dość brutalnie to Bizon zestawił w tym momencie... No i ja podziękuję, za gwałtowne, mówienie teskt też mnie średnio tu kręci. nie dla mnie
21 - znam to... przez lata się śmiałam z tego z kuzynką absurdalna piosenka:D ale miłe wspomnienia są
22 - Z jednej strony podoba mi się, z drugiej nie jestem też do końca przekonana czy przebije inne kawałki. Ale jest całkiem przyjemnie, smutno, wręcz smętnie;)
23 - takie przeciętne, da się posłuchać, ale nie miecie i nie zostaje na dłużej w głowie. Średniak, choć gitara jest super.
24 - przyjemny utwór, wesoły, beztroski. Kojarzy się ze świętami. Na plus:)
25 - do pewnego momentu całkiem w porządku, może mnie nie zachwyciło strasznie, ale było okej. Później sięrobi zbyt gwałtownie i ostro jak na mój gust.
26 - fajnie płynie tan kawałek, ma coś w sobie przyciągającego.
27 - miły kawałek, może nieco przydługi jak na ckliwy śliczny utworek, ale naprawdę dobrze się tego słucha:) Słodki:)
28 - jak na początku średnio mi się podobał, tak coraz bardziej wciąga gdy się go słucha. Ma to coś w sobie, naprawdę dobrze się tego słucha. I ma taki uspokajający klimat. Co później jest złamane przez naprawdę przyjemną gitarkę;) Jedynie końcówka mi się nie widzi, bolą uszka przy niej
29 - no to akurat kompletnie mi nie podchodzi, brzmi strasznie i jest monotonne.
30 - i tu nie wiem, z jednej strony mnie odpycha ten kawałek, ale z drugiej jednak coś ma takiego, że się całkiem dobrze słucha. mieszane uczucia mam.
31 - ciekawy kawałek, dobrze się go słucha;) Jest co prawda ciutkę za długie, ale ogólnie całkiem dobry kawałek.
32 - o, to jest bardzo fajne, lekko mroczne, nie za mocne. Bardzo dobry kawałek:) Wpada w ucho szybko, nie męczy.
33 - Jakoś do połowy było cudnie, później zaczęło się psuć. Ale ogólnie całkiem fajnie:) Nie czuć długości, pani ładnie śpiewa. jest dobrze
34 - taki ma specyficzny klimat, ale całkiem przyjemnie się tego słucha. Takie delikatne, ale też zapada w pamięć. I dziwne jest dość, trochę mi się kojarzy z "Brazilian Sun", które wrzucałam swego czasu.
35 - płynie sobie,a le taki bezpłciowe to jest. Przeciętne, nie najgorsze, ale też nie zachwyca.
36 - zbyt monotonne trochę. Nie jest złe, ale trochę męczy jak na prawie 6 minut. Później się co prawda rozkręca, ale dalej jakoś mało interesujaco.
37 - ładne, ale nie kręci mnie za bardzo, wolę jej smęty, coś traci w tych bardziej radosnych kompozycjach. Ale piosenka nie jest zła.
38 - kawałek przyjemny, ale niczym mnie tak naprawdę nie zachwyca. Leci sobie i leci, całkiem przyjemnie, ale nie przyciąga za bardzo. _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pią Gru 09, 2011 9:48 pm Temat postu: |
|
|
Dalsza porcja komentek, opisuję tak jak słucham. Także przygotować się na ULTRA LANIE WODY.
04 - O jak to to się przyjemnie zaczyna. Hajhacik miły, ciekawe brzmienie zsamplowanego werbla czy czegoś tam innego co ma za akcent robić. W warstwie instrumentalnej brzmi jak coś porządnie zrobionego we Fruity Loops. I nie jest to bynajmniej zarzut. Zacnie bezwzględnie. Wokal miły dla ucha, cały charakter piosenki taki mocno chillowy, aż do gdzieś tak 2:30, kiedy armagiedon malutki się robi i gitary są i wog'le wszystko eksploduje na krótki czas w głośniejsze rejony, żeby wrócić do ambientowatego brzmienia i żeby znowu gitary się budowały i żeby znowu skończyć z bardzo dynamiczną częścią z nawarstwiającym się beatem perkusyjnym, instrumentami wychodzącymi z każdego z kanałów (prawego, lewego i ściekowego), żeby w końcu się skończyć na odwarstwianiu. No zajebiście. Bardzo na plus. Właściwie żekłbym, że to odkrycie na miarę Sufjana Stevensa z września. Piknie.
05 - Bardziej tradycyjnie rockowo, jednak ten elektroniczny pierwiastek tak zajebiście wykorzystany w poprzedniej piosence tu też jest słyszalny. Gitara leci, nawala te nutki ósemkowe, jakieś syntezatory, czy inne cofnięte instrumenty latają mi po całym landscape dźwiękowym tworząc klimaty, bardzo ładne zresztą. No i po drugiej minucie SRU! Jakieś przesterowane elektryki maszerują, dokąd nie wiem. A, do kolejnego segmentu utworu, który się składa z dziwnego motywu który mnie śmieszy. O, jakiś creepy voice. I znowu jakieś ciężkie riffy. A teraz klimatycznie. Zmienne jak notowania giełdy nowojorskiej. A TO DOPIERO POŁOWA. No, trochę ponad, ale nie będę się rozdrabniał. Piąta minuta i znowy pierdolnięcie. Ale tym razem takie porządne burneikowskie. Tak skompresowały te gitary dźwięk że powstała ściana przez którą ledwo co słychać. O dreamtjeterowo się zrobiło - gitara grająca unisono z syntezatorem. Już nie. Ech. Fajna solówka, może trochę zbyt prosta, ale nie, wiecie. Miła. Tylko szkoda że się wycisza. Ale w sumie innego zakończenia nie potrafię wykreować w tej sytuacji. Szkoda. Ale utwór na plus. Znowu.
06 - basowe pierdzenie, odgłosy dżungli. LOL ECHOES OD ŚRODKA. A nie, zbyt mało pisków. O, bas i jakieś gitary się nieśmiało wyłaniają. Pan takim głosem śpiewa, że widać (a właściwie słychać), że się stara. Niestety melodia tak rozwleczona, że nie staram się nawet zrozumieć tekstu. O funky się zrobiło. Ale riff. No wokalista niestety jest piętą achillesową IMO, przynajmniej na razie. O lol, jaki Eugeniuszowy krzyk. A teraz progi. Zaraz, ile to trwa... a, 13 minut. No tak, czymś trzeba zapełnić czas antenowy. No na razie gitara daje radę, jednak zaraz potem... nadal daje radę. Bas przykuwa jednak moją uwagę bardziej. O, perkusja dołącza się do akcji. Już mi się dłuży bardziej niż poprzedni, a to jeszcze 5 minut nie ma. O, czyżby jakaś zmiana przyszła? Pokręcone dźwięki, niczym czołówka Doktora Who. Oł je, basik <3. No i od tąd bardzo na plus ten fragment. Zawoalowane riffy gitarowe w lewym kanale, a w prawym taki bejslajn, że łohoho. Bardzo, ale to bardzo miło. A teraz gitarzysta się popisuje. I znowu Doktor Who. I smutno mi się robi, bo tamten segment był świetny. Wog'le to mi ten utwór przypomina kilka zupełnie nie związanych ze sobą badziewi które zostały splątane tak na chama. O, pan wokalista powraca. Śpiewa, jakby chciał, a nie mógł. Co? Nie wiem, ale tak brzmi. Ale się rozpisałem z komentarzem. To wiolonczela? Gitara? A może syntezator? Chuj wie, ciekawie brzmi. 10:20, ładny motyw, przypomina mi coś, co by mogło wystąpić u Oldfielda. I ponownie przyśpieszona część. Basista daje radę najbardziej ze wszystkich, bezsprzecznie. Co nie oznacza, że gitarzysta próżnuje, o nie, ten to też miło gra. No i znowu zwrotka, czy tam piosenka. No nie przekonuje mnie ta część składowa. I bum, koniec. Nieźle, ale trochę za długo. Trochę się zawiodłem po rewelacyjnych 4 i 5. Ale jest spoko.
07 - O, tego brakowało! Power ballada. No, zaprezentujcie. Riff spoko. Ach, te strawberriesowe syntezatorki w drugiej zwrotce. A refren? No bo w końcu w takich piosenkach ważny jest refren. No nie jest zły. Może nie najbardziej chwytliwy, ale da się słuchać a nawet (!) ponucić. Fajnie by mogło lecieć w rmfie zamiast Crazy Aerosmith, tak dla odmiany. Chyba nawet wolę to. Jednak ten riff tutaj obecny jest bardzo dobry. No dobra, czas na outro. No patetyczne, czyli takie jak powinno być. No, gdzie solo? Musi być solo! O, już coś słyszę! TAK, TO SAKSOFON! A moze gitara? GITARA BRZMIĄCA JAK SAKSOFON! Osiągnięty został maksymalny poziom cliche w balladach rockowych. Lol.
08 - Jakiś pan mówi, teraz pianino jest. Te akordy są creepy. O, perka wchodzi. Nadal zero zmian. Jakieś chóry anielskie mnie wołają. No dalej, rozkręcaj się utworze! Ja chczę pogo mieć! No cóż, zdaje się, że to nie ten adres. Ale DJ o tym chyba nie wie, bo scratchuje co jakiś czas. Teksty mówione jak na DSOTM. Loool, perkusiscie wyskakuje BSOD chyba. Tak to jest, jak ma się Billa na bębnach. O łał, wah wah! Funky jest, me gusta. Ciekawie, ale no tak idzie i do niczego nie dąży. Takie tralalalala instrumentalne i abstrakcyjne do posłuchania, ale do niezbytniego koncentrowania się. No Jezu, te loopy perkusyjne są okropne. O cholera, śpiew. I anielskie chorały, sygnalizujące, że koniec paczki już bliski mi jest... To jest jakiś na żywo utwór? A może z dokumentu? Te cytaty jakieś dziwne są. No dobra. Nieźle, ale mnie nie zachwyca.
09 - No i mi się odechciewa komentować. No płynie, są fajne organy. I saksofony. I inne dyrdymałki. Ale kurna mam zadzieję, że tak nie będzie do końca, bo się przez te dziesięć minut wynudzę. O, o, nadchodzi coś na kształt zmiany! I... I...! WOKAL. O, tego się, co ciekawe się tego nie spodziewałem. Lol, tekst jak blues co się przy ognisku śpiewa bo kilku piwach. Pan fajne sepleni, jak ja. A jak się śmieje! KUPA ŚMIECHU. Lol, kobieta się nazywa Agnieshka. Jaki polski akcent. Czy coś. Jezu, pan połknął mikrofon, że tek wrzeszczy? To mnie przeraziło. A teraz co to za instrument gościa zagłusza? Skrzypce? Co to? Dęciak jakiś? Chyba nie. A, to kurwa gitara jest. No dobra, mniejsza z tym. Nie no, na pewno nie żaden faworyt, znośne, ale no bez przesady. I za długie. Już po pięciu minutach się dłuży. Jezus Maria, zasypiam. No to jest jednostajne, że nie mogę. Jasne, fajnie się warstwią te gitary, ale proszę państwa, ILEŻ MOŻNA? O i znowuż pan śpiewak/mówiak/śmiechak. No Jezu, oni tego słuchali w czasie miksowania wokalu? On jest przecież tak zasłonięty przez pozostałe instrumenty, że nie wyrabiam. No i koniec. OK było, ale za długo zdecydowanie.
Ciąg dalszy kiedyś nastąpi. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Pią Gru 09, 2011 10:46 pm Temat postu: |
|
|
WIĘCEJ DIABŁA (i więcej takich paczek, dawno takiej dobrej nie było)
1. bardzo pozytywna rzecz, kojarzy mi się z niektórymi kawałkami (tymi z 69) Magnetic Fields, a mianowicie, że wokalista (jeden z) podobny, tekst dość zabawny, no i przede wszystkim podobnie klawiszowo. Tyle mi wystarczy w tego typu kawałkach.
2. Hendrix żyje? Nie i dalej następny tej klasy nie ma, ale dobrze, że są zespoły, które się na jego stylu promują. Tutaj widzę wiele podobieństw do debiutanckich jego kawałków, a rzecz jasna to wielki plus.
3. wspaniały początek, skojarzył mi się z Niną Simone nawet. Tak przeciągnąć cały utwór to jednak nie byłaby sztuka taka jak stworzenie tego naprawdę zgrabnego i jazzującego utworu, który zaraża wręcz jakąś magią. Świetne.
4. z tego jak tak patrzę to wcale nie takie znane na forum i dobrze, że ktoś spróbował wypromować ich jakiś utwór. A to już totalna czołówka tego co potrafią. Geniusz klimatu, tu się nie musi dziać wiele i z początku się tak wydaje, ale tu dzieje się tyle subtelności i genialnych zagrywek, że śmiało można powiedzieć, że arcydzieło w swoim gatunku. Po prostu.
5. to mnie złapało od 1-wszego przesłuchu, cudowne to płynie we własnym kierunku. Te post-rockowe wręcz gitary wspaniale potęgują napięcie, jest tu naprawdę wiele interesujących momentów zwanych momentami-wybuchami. Mocarna końcówka.
6. niepokojące dźwięki wprowadzają do czegoś innego niż się spodziewałem, bo na seventisa (pała?), który broni się bardzo dzielnie. Z czasem zaczynają się gitarowe zakręty, ale jeśli są dobre to czemu nie. Potem jazzujemy odrobinkę (bas) i to chyba najlepszy fragment jest. No i trochę miauczenia + dziwne dźwięki w międzyczasie. Daje radę.
7. mistrzowie słodkości, którzy nagrali kilka naprawdę w porządku rzeczy. Tu też niewinnie naparzają te wszystkie lukry i tęcze. Proste i przyjemne granie, też czasem trzeba, ale nie podchodzi do najlepszych rzeczy w paczce.
8. TEN KAWAŁEK DUŻO TRACI GDY SIĘ NIE WIE PEWNEJ RZECZY. A mianowicie: pochodzi chyba z najciekawiej zbudowanej płyty w historii muzyki. Fenomen polega na tym, że wszystkie utwory składają się z samych sampli. Płyta trafiła do księgi rekordów Guinnessa. Teraz posłuchajcie raz jeszcze jak to jest genialnie zgrane i jak wspaniale wyczute. Nie robi wrażenia? Przykro mi
9. początek to mi się z jakimś weselem kojarzy czy czymś w podobnym klimacie, a to bardzo niedobrze. Plus w tym wszystkim jest taki, że odgłosy i śmichy-chichy mi się z Dark Side'm kojarzą. Leniwie się snuje i ma to znośny klimat, ale bierze mnie jak The National Fenderka. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Gru 09, 2011 11:33 pm Temat postu: |
|
|
01 – jakoś nie wzielo. tekst momentami powala heh, ale ogolnie jakos nic odkrywczego. snuje sie strasznie, a przy tym klimatu nie wiele. za takim snuciem akurat nieszczegolnie przepadam. nie jest to jakies złe, ale w zaden sposob do mnie nie trafia.
02 – ach bien, to za to trafia. no wiadomo, nic tu nie odkrywają, struktura jak w milionie innych bluesów, ale jest to blues zajebiscie zagrany i taki hmm no z duszą a jak sie do tego doda, że ci goście byli wtedy nastolatkami to... no kurwa! nie wiem czy starczy na punkty, do wejscia na plyte nie starczylo... ale zobaczymy jak tam bedzie dalszy ciąg edycji wyglądał. w kazdym razie, takiego bluesa bardzo lubie.
03 – fajny, vintagowy kawalek. zapowiadalo sie na jakiegos jęko-smęta, a okazalo sie, że to swietny stylizowany numer. zakladam sie o kazde pieniadze, że jak ojciec przypadkiem uslyszy, jak bede tego sluchal, to zapyta sie kto to i czy mam wiecej. kontrabasik i cale instrumentarium genialnie zrobione. nie jest to moja bajka generalnie, ale dla odmiany czasami uwielbiam takie klimaty. to jest jedna z tych rzeczy, ktorych żałuje – życie w latach 20tych na przyklad i oglądanie i sluchanie takich wykonawców w kazdym barze byloby przezajebiste
04 – ok, ma to klimat jak cholera, nie przecze. natomiast z kawalkami tego typu u mnie jest tak, że albo biorą, albo niekoniecznie. ten niekoniecznie, choc nie przecze, ze coś w sobie ma. na pewno jeszcze pare razy poslucham, zanim zdecyduje, czy na zawsze odciąć temu kawalkowi dopływ powietrza na przestrzeni mojego dysku.
05 – fajny, wkręcający klimat. tyle, ze wkręca troche za dlugo, bo po kilku minutach zaczyna mnie męczyć. ale zanim staje się męczące, to wieje klimatem z masłem. ej nie, dobra, za pierwszym razem troche nudzilo w koncowce, ale teraz juz nie. mogloby byc z minute krotsze, ale juz mi tak to nie przeszkadza. jest intensywnie, jest gęsto, jest hmm ciekawie.
06 – pewnie gdybym nie wiedzial kto to i gdybym jakis tam czas temu nie poznal tego kawalka, to bym w zyciu nie powiedzial, że to oni... no, ma to genialne momenty. nie do konca mnie jako calosc chyba bierze, bo czesc patentów, zwlaszcza gdzies w okolicach srodka utworu, niezbyt mnie przekonuje, ale są tez chwile naprawde znakomite, jak chocby druga polowa utworu.
07 – ja bardzo lubie ten zespol, mam spory sentyment, plyty starsze uwielbiam itd. ale... ten kawalek to jest wrecz idealny przyklad na wszystko, czego nie znosze w ich poznej tworczosci. nijakosc, wkurwiający sposob spiewania, brak polotu, miałkość i totalne bezpłciowość. rzeklbym, że pipczenie dla zakochanych nastolatek, gdyby nie to, że obecne nastolatki raczej zupelnie innych rzeczy słuchają. nie nie nie nie i jeszcze raz nie. dobra, klamalem., jeszcze 2 razy – nie nie. ci panowie powinni sie byli rozstac jakies 15 lat temu, albo po prostu grac same trasy wspominkowe, bo niestety w trakcie ktorejs trasy ktos odkryzł im cohones.
08 – nie moja bajka, aczkolwiek (trudne słowo) ma to calkiem niezly klimat i wkręca, nie przecze. jednakowóż (jeszcze trudniejsze słowo) chyba nie na tyle, żeby siać ferment na mojej liscie. ogólny klimat całkiem mi nawet odpowiada, tyle, że nie zawsze pasują mi środki do jego osiągnięcia. chwilami robi sie dosc topornie i męcząco. ale ok, było niezłe.
09 – zaczyna sie od całkiem niemenowskiego klimatu. i brzmi całkiem przyjemnie, ale to takie pitolenie, które, jeśli trwa 10 minut, zwyczajnie męczy. agnieszke pewnie też zmęczyło... ok, no dobra, wiem, że ciezko uznac ten kawalek za hmm poważny ale jednak dowcipy nie powinny trwać 10 minut, chyba, że opowiada je kolega sobota z ciechocinka. wiec no, doceniam pomysl i fajnie sie sluchalo, ale po 4-5 minutach zaczelo mnie nudzic jednak.
10 – tia... bylem prawie pewny, że już w poprzedniej edycji ktoś poleci w tego ciula, doczekałem sie ‘dopiero’ w tej... muy bien. niech bedzie. to nie jest moj ulubiony kawalek z tej plyty, choc na pewno ‘jeden z’. klimat strasznie pod arkajwowy, co nie jest niespodzianką, biorac pod uwage, że pierwszy kawalek ich jaki poznalem, wziąłem za tamten zespol wlasnie... ciezko tu sie do czegokolwiek przyczepic w zasadzie. znakomicie plynie, bardzo hmm subtelnie :> do tego jest niezwykle melodyjne, no i wejscia gitary są przezajebiste. ja juz zresztą sie swego czasu naopisywalem tej plyty ‘w innym miejscu’. obrzydliwy skok na punkty, a co gorsza, udany zapewne
11 – to tez jest obrzydliwy skok na punkty, choc raczej bardziej na moje, niż ogółu. chociaz, no nie jest to mój ulubiony numer z tej bardzo dobrej plyty. jest pare innych, ktore ocenilbym wyzej. aaaaale, po tym takim lekko stlumionym i spokojnym poczatku, to takie intensywniejsze wejscie w 1:18 jest jak jakas nirvana (nie mowie o zespole...). pan wokalista kiedys sprawdzal sie idealnie w mocnych, rockowych, wscieklych kawalkach, teraz radzi sobie nie gorzej z rzeczami spokojniejszymi, wymagającymi tworzenia głosem klimatu. w taką strone czesciej ostatnio ucieka i wychodzi to naprawde bardzo dobrze, jak chocby tu. z tym, że wole jednak początek wlasnie ten spokojniejszy, niz ciąg dalszy. solo takie troche hendrixowskie, ale to zadna niespodzianka, bo pan gitarzysta to jeden z najlepszych odtwórców brzmienia hendrixowskiego w branzy fajny kawalek, nawet bardzo. i przez to, że znam go od dnia premiery plyty, ma pewnie wieksze szanse. bo to nie jest cos co mnie powala, na tej plycie są rzeczy duzo lepsze. ale tez na pewno nie jest zle, zwlaszcza, ze sporo w tym emocji, bez jednoczesnego kopania nimi w ryj.
12 – jakos nigdy nie potrafilem wkrecic sie w ten zespol. chyba glownie przez produkcje, zwlaszcza wokali, ale calosciową też. za bardzo rozmyty dzwiek dla mnie, za duzo reverbu, echa i innych tych pierdół. niestety druga połowa spheres in design ich uwielbia, przez co nigdy nie moglismy sie dogadac w kwestii efektów nakladanych na nasze kawalki xD am kawalek, gdyby go jakos sensownie wyprodukowac, nawet fajny, tylko tu nie ma materiału na 10 minut.
13 – zaczyna sie dosc dziwnie, ale jak wchodzi najpierw oldschoolowy klawisz a zaraz potem jakis saksik czy cos saksopodobnego, to sie robi calkiem przyjemnie. bardzo fajny klimat, taki 60/70’sowy i swietnie sie tego slucha, fajnie zagrane, tylko ten glowny motyw chyba troche jednak za duzo razy powtarzany. mam wrazenie, ze lepiej by bylo, gdyby ten kawalek byl z minute krotszy i nie powtarzal tego samego tyle razy. ale i tak uwazam, ze bardzo udana rzecz, no i srodek tez zrobil dobre wrazenie.
14 – nie znosze, kiedy ludzie traktują muzyke zawsze smiertelnie powaznie i nie potrafią podejsc do niej na luzie. wkurwia mnie niemilosiernie, kiedy nie da sie z kims nagrac czegos, bo ‘to wiocha’ albo zwyczajnie dla przyjemnosci sobie pograc, bez spinania sie. natomiast ten kawalek zwyczajnie sie w moje poczucie humoru niespecjalnie wpasowuje.
15 – no, ma moc, ale jakies takie zbyt łomotliwe i jednostajne dla mnie. nie wykręca mi uszu i nie szukam w panice przycisku ‘next’, ale tez jesli nigdy wiecej tego nie uslysze, to nic raczej nie strace, mam wrazenie. nie moja bajka.
16 – mhm, kolejny podebrany mi artysta, z kręgu tych, o których nie tak dawno sporo pisalem i linków dawałem i na kiedys w qw planowalem. za takie wlasnie lekko depresyjno-melancholijno-jesienne klimaty ich najbardziej lubie. pierwsza plyta nie byla z mojej bajki do konca, ale juz pozniejsze duzo bardziej i to jest wlasnie przyklad. bardzo dobry zespol z ciekawym instrumentarium. podoba mi sie ta intensywnosc mocniejszych fragmentów. byc moze wybralbym jakis inny ich kawalek, chociaz ten tez wydaje sie dobrym do zaprezentowania gawiedzi, bo w sumie bardzo udanie oddaje klimat muzyki tego zespolu.
17 – hmm kolejny z zespolow, na ktore kiedys zwrocilem uwage, choc w nich nigdy sie jakos nie zaglębilem i w sumie do dzis nie wiem czemu, bo to co zdążyłem poznac, zrobilo dobre wrazenie. bardzo hmm ładna rzecz, swietny klimat, hmm mam skojarzenia z track13 na made in heaven, tyle, że tam to raczej byl szum przez sciane, a tu jest to oddane tak, jak tam bym to sobie wyobrazal momentami. naprawde urodziwa rzecz.
18 – jedna z tych kompozycji i jeden z tych wykonawców, których bardziej doceniam i szanuje, niz lubie nie moja estetyka, nie moja bajka, ale doceniam. i w zasadzie tyle. nie drazni mnie jak pewien inny polski wokalista, ktory sie tu juz kilka razy pojawial i ktorego tworczosc mnie mocno drazni. tu po prostu nie odczuwam za bardzo zadnych emocji.
19 – jak to z muzyką filmową – fajnie brzmi w filmie, niekoniecznie mnie rusza w separacji z obrazem, a juz zwlaszcza w taki listopad, jaki mamy dzisiejszego grudniowego popoludnia. wiec tak, no doceniam klimat i te podnioslosc i emocje itd, ale mnie to nie wezmie.
20 – zbyt halasliwe dla mnie, lo siento. pare motywow naprawde ciekawych itd, ale calosc zbyt hhmmmm narzucająca sie i zbyt intensywna. byc moze to wina mojego kiepskiego dnia dzisiaj, moze za pare dni bede mial wiekszą tolerancje dla takich rzeczy. na razie mnie troche zmęczylo.
21 – ach, wiecie, ze jego brat grał w krzyzakach? xD a z wnukiem jego brata nawet pilem kiedys na murku przy cpnie heheheh no spoko, fajnie, klimat jak z telkedysku do metowej wersji whisky in the jar prawie w tekscie. impreza, zniszczenie, zaklocanie porządku itd sympatyczne, tyle, ze taka muzyka to dla mnie tak czy tak ciekawostka jedynie fajna ciekawostka, ale nic wiecej.
22 – lol, ciekawe co ja mam napisac. ten utwor mialem uszykowany na styczniową edycje i to tylko dlatego, że nie chcialem dubletu geograficznego robic miesiac po miesiacu. w sumie to moglem oczywiscie sciemnic osobie wrzucajacej, ze juz ktos to na ten miesiac wybral i samemu przyspieszyc o miesiac, no ale nie bede taki trudno. no w zasadzie niespecjalnie wiem co mam napisac, poza tym, że ten kawalek to prawdopodobnie moje top 10 wszech czasów, a część jego tekstu zamierzalem sobie kiedys pierdolnąć na jakiejs czesci ciala. no i wciaz czekam az ktos bedzie chcial nagrac ten kawalek, bo bym go chetnie zaspiewal, ale w tym zyciu sie chyba nie doczekam, biorac pod uwage, jak zdecydowani są moi znajomi, posiadajacy instrumenty i umiejetnosc gry na nich... absolutnie najbardziej bezczelny skok na punkty w historii tej zabawy. na moje punkty, that is. to jest ten poziom emocji, ktory odczuwają marilionanisci przy roznych ich kawalkach. albo jeszcze wiekszy
23 – jezu jakie cudo, rozplywam sie... ee, sorry, zawiesilem sie na 22 i musialem sobie zapuscic z 5 razy z rzedu zanim sie uwolnilem i przeszedlem do 23... ale ja tak zawsze mam jak tamtego kawalka slucham... no, to teraz o 23. no, to ładne oczywiscie. ma fajny klimat, ciepla produkcja, fajna gitarka sobie leci, soczyscie jest i do tego w klimatach jakie lubie. moze nie czuje sie jakos bardzo powalony, ale tez w porownaniu z numerem 22, niewiele rzeczy jest mnie w stanie powalic, zwlaszcza, jesli nastepują zaraz po nim. przyjemne to bylo, nawet bardzo. moze nie tak jak nieziemski usmiech blanki suarez, ale still przyjemne.
24 – takie no, jakies takie bezplciowe jak dla mnie. nie przepadam za tego typu kawalkami. wiecej halasu niz tresci, a calosci brakuje hmm albo klimatu, albo pazura, albo emocji. czegokolwiek z tych 3.
25 – początek srednio mi podszedl. znowu, troche za intensywnie i monotonnie jak na moj dzisiejszy stan i troche męczy. ale potem nagle sie zrobilo cicho i zaczelo mi sie podobac duzo bardzoej to, co poplynelo po tym wyciszeniu. i znowu cholera musieli zaczac mocniej. nie wiem, dzisiaj jakos strasznie alergicznie na mocniejsze rzeczy reaguje, ale pewnie nastepnym razem mi sie spodoba, wiec nie wywalam z listy, bo fragmenty mialo bardzo fajne.
26 – takich kawalkow z 40 lat temu powstalo pewnie wiecej niz chinczyków mieszka na tej planecie, ale mimo tego fajnie sie slucha. i dobrze, że nie trwa to tryliard minut, jak podejrzewalem, kiedy sie zaczynalo. nie męczy, nie staje sie monotonne. przychodzi, robi co trza i wychodzi. spoko, nic wielkiegom ale podobalo mi sie.
27 – glos wokalisty brzmi niemal tak samo jak tego kolesia z łotwy, co to nie był pewny w swoim najwiekszym hicie... lekkie, niezbyt narzucające sie, tyle, że takie troche bez jaj znowu i tak no, leci sobie. plumkanie bez głebi. czasem takie plumkania bez głębi mnie czyms urzekają i podobają mi sie. tu jakos nieszczegolnie. w niczym nie przeszkadza, ale to wszystko. i mogloby sie po 4 minutach skonczyc jednak.
28 – nie wiem sam. niby ładne, niby ma nawet fajny klimat, ale jakos nie wzielo. to chyba nie jest ten rodzaj emocji i klimatu, ktory mnie bierze. ale jeszcze zobaczymy. tym bardziej, że jak wchodzi solo, to robi sie jakby bardziej w moim guscie. powiem nawet, że ta czesc instrumentalna z solówką ratują ten kawalek od zapomnienia i dają mu szanse na dalsze przekonywanie mnie.
29 – ja tam sie nie dziwie, że go amelia opuscila, jsli nagrywał taką siare... produkcyjnie to wszystko, co najgorsze w latach 80tych. mam nadzieje, że wlasnie z tamtej dekady jest ten kawalek, bo wtedy mozna to jeszcze zwalic na czasy. jesli jest nowszy, to juz tragedia nieuzasadniona nie no, to sie ponad 7 minut ciagnie? por qué? POR QUE?
30 – yeaaah, ejtisowy pop-rock. pff. no dobra, nie bede ukrywal, kiedy jedzie sie w dlugą droge w samochodzie, to takie kawalki są naprawde fajne, mozna sobie potupac rytmicznie, pospiewac nawet jak debil na caly glos itd, ale tak w domu to juz gorzej. nie zeby to bylo jakies straszne, bo nie jest, ale zwyczajnie nie takich rzeczy szukam w muzyce. ale jst w miare ok, jak na lata, w ktorych to powstalo. no i film jest juz dzisiaj w zasadzie kultowy niemal.
31 – lecialo, lecialo, zdążylem przeczytac artykul zczuba, a to dalej leci, a ja dalej nie wiem o co chodzi O..o jakos nie przyciagnelo mojej uwagi. nie twierdze, ze to jest zle, straszne, i w ogole jontek, bierz widły, to ogr, ale tez nie za bardzo ma mnie tu co zachwycac. glos nieco jaggerowy momentami tylko bardziej placzliwy. gitarka momentami calkiem fajna. nie wiem, na pewno dostanie jeszcze szanse, ale raczej kiepsko je widze.
32 – ach te syntezatory i wokalista taki, jakich miliony heheh no dopsz, to teraz powazniej. nie lubie tej plyty. dla mnie, to jest najslabsza chyba plyta tego zespolu. są tam chyba ze 3 kawalki, ktore faktycznie lubie. ten jest najlepszy z nich, bez dwoch zdan. dla samego tego kawalka, warto bylo te plyte daaaawno temu kupic. klimat jak stąd do bandar seri begawan, a moze i kawalek dalej. efekty na gitare i bas nalozone wrecz mistrzowsko, dzieki nim kawalek ma zajebisty klimat. nie jest to arcydzielo jakies, jest przynajmniej kilkanascie utworow tego zespolu, ktore biorą mnie bardziej, ale to niewątpliwie mocna pozycja i dowod na to, że nie skonczyli sie jednak na wlasnym kill’em all poza tym, jak zawsze u nich, znakomity tekst ‘o czymś’.
33 – ten zespol od dluzszego czasu kopie mnie w dupe, krzycząc – zabierz sie za mnie. i chyba w koncu sie zabiore, jak mi woli zycia starczy, bo ten utwor na pewno do zabrania sie zachęca. co prawda nie wiem do konca, czy to przyspieszenie bylo najlepszym mozliwym rozwiazaniem – chyba wolalbym jednak utrzymanie klimatu z kilku pierwszych minut – ale calosci slucha sie zajebiscie, a glos pani wokalistki po raz kolejny mnie urzeka. porywająca rzeczy, trafiająca w zasadzie niemal idealnie w moje obecne gusta muzyczne.
34 – takie jakies rozwleczone za bardzo, chociaz mialo interesujący klimat. dzisiaj chyba nie mam ochoty na takie granie, ale moze przy nastepnym odsluchu. na dzisiaj wydalo mi sie zbyt hmm monotonne (to chyba dosc czeste okreslenie w tej edycji u mnie...), ale złe nie bylo.
35 – sympatyczne. to chyba najlepsze okreslenie. krotkie, pogodne, mile dla ucha i w zasadzie nic wiecej. czyli jak wiekszosc tego typu kawalkow z tamtych lat.
36 – i znowu tak sobie leci i nie robi na mnie zadnego wrazenia. niemal wzorzec kawalka, ktory mi w niczym nie przeszkadza, ale w najmniej sposob mnie nie rusza. sporo takich w tej edycji.
37 – fajne. lubie ją, mimo że to być może zbyt ostatnio popularne, żeby ją lubić zwlaszcza u nas w kraju. ale ma dziewczyna fajny glos, taki nieco zadziorny, podoba mi sie barwa. kawalki tez ma fajnie zrobione. pop ale taki z tych ambitniejszych. czemu nie. co prawda w dalszym ciagu moim ulubionym kawalkiem pozostaje duecik, ktory sie kiedys w zabawie pojawil, ale to tez spoko. na pewno bedzie mial szanse.
38 – w zasadzie, to nie jestem pewny czy ten kawalek powinien byc w zabawie, no ale zreflektowalem sie dopiero po jego dopuszczeniu pierwotnym, wiec nie chcialem juz mieszac i postanowilem czekac na wasze protesty. a, ze te sie nie pojawily, to jest. niezły numer, choc jego popularnosc na lp3 jest dla mnie rownie niezrozumiala, co pierwsze miejsce gotye od 11 tygodni xD to raczej jeden z tych kawalkow, ktorych w radio nie wylącze, ale zebym z wlasnej woli mial zapuszczac, to raczej niekoniecznie. niemniej dosc mile. i chyba tyle.
nie czaje zachwytów nad edycją. są swietne rzeczy (ba. jest kawalek z mojego top10 wszech czasow), ale all in all, edycja najwyzej niezla, z całą masą utworów, które są ‘fajne’. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Pią Gru 09, 2011 11:33 pm Temat postu: |
|
|
19. Muzyka filmowa? Jakiś romantyk to wrzucił. Klawisze, smyki.. nie no idealistyczne wizje wysypy, wody, ptaków i brak śniegu… Wrzucant lubi spokój, gra na klawiszach lub próbował, lubi muzykę filmową, ceni klasyków.
20. Rozpoczyna się niezłym grzaniem w gary i to by wskazywało na mocnolubijących Wrzucantów, ale niestety po krótkiej przerwie doznajemy schizofreni co ukazuje nowe oblicze osobnika, o mocnych nerwach lubiących zadymę i psychozę w jednym. Zaiste musi to być niecodzienny umysł niczym Ziutek słuchający AC/DC przy swojej babci oglądającej Dynastię. Ale klawisze i dialogi maja mroczne zadatk, by instrument al gwałtownie się rozwinął… jakiś cwany osobnik to dał.
21. Noto też cwaniak dał. Kategoria a taki żarcik. QW bez żarciku, straconą QW. Wrzucant bawi się nami, z nas, naszymi komentarzami, nie liczy na pierwszą pozycję. Ba sugeruje, że ostatnio zakochał się w winylach, kupił sporo takich płyt, lubi trzask płyt. Sama piosenka doby lat 30. przyjemna i wesoła.
22. Klawisze, gitara.. lekki rockowy kawałek, bez straszenia jak w 20. czy kołysania jak w 28. Wrzucant z kategorii męskiej, starszy niż młodszy, lubiący muzykę gatunkową, spędzający wieczory na forum.
23. Gitara na to się zwraca uwagę w tym, ale wokal jakiś taki lekko zniewieściały jak dla mnie. Brakuje tylko tętna koni i chórka niewiast w tle. Utwór ma lepsze momenty (ok.3min) i większość gorszych, dobra nijakich. Wrzucant udaje, że się zna na muzyce rockowej, dał coś co niby lubi, ale tak naprawdę nie słucha codziennie, raczej nie startował w większości QW.
24. Biedaki śniadania nie jedli takie słabe głosiki mają. Piosenka jak z reklamy Hortexu lub Tmobile. Kolejny utwór taki bez płciowy, nie realuzje o czym oni śpiewają i po co. Wrzucant jest osobnikiem delikatnym, biorącym do siebie komentarze o swoich utworach, raczej od niedawna bawi się w QW maksymalnie 5 QW. Raczej z małego miasteczka niż Wawy.
25. Taki łomocik innego gatunku niż 20. Inny profil wrzucant dał to niż 20. osoba nie ceregieli się, daje to co lubi, słucha na co dzień, liczy na jakieś konkretne punkty, bo byle łomotu nie dała. Łomot przechodzi w coś spokojnego, konkretnego do odpłynięcia czekając na śnieg za oknem.. a gdy go nie ma zaczynamy w rytm muzyki walić w szybę i ją wybijamy… i nie przeszkadza, że nie ma w tym słów…
26. Intro niczym z Cream… I've been waiting so long… pewnie się muzycy zasłuchali.. ale basik dość przyjemny, wokal w małej ilości.. ale instrumentalnie jakościowo utwór prezentuje się miło, dobrze, na bogato… wrzucant szanuje stare i nowe brzmienie, raczej średnio stary, ale już nie student lub magisterium osiągający….
27. To śpiewa kobieta czy facet?! Jaka to słodycz na świętą… to dał mniej letni wrzucant… jest taka piosenka Words, która molestowali non stop w Wideotece to brzmi jak ten utwór tylko akustycznie… Wrzucant, bardziej wrzucantka lubi grac na gitarze… piosenka ma pewien urok osobisty…
28. Czy w podobnym klimacie nie było jakiegoś hitu? A może to ten sam wokal?! Takie gitarka, wokal męski, lekki falsecik momentami. Delikatne jak nasza zima. Czy na 6 minut grania? Starczyłoby 3 minuty. Wrzucant z gatunku kobiet, tych z literę I a nie na A. Osoba pewnie często słucha w obecności bliskiej jej osobie, aby wykorzystać szanse wtulenia się w nią. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sob Gru 10, 2011 4:23 pm Temat postu: |
|
|
Porcja komentków. Randomowo zaczynająca się od 14. Kawałki 10-13 skomentuję później.
14. Mnie to raczej irytuje niż bawi
15. Brzmi jak maszerujący naziści. Rzucają zamrożonymi swastykami w kształcie gówna.
16. Dałem to. Nie mam pojęcia czemu. Długie i nic szczególnie interesujacego.
17. Puszczam to sobie któryś raz i za każdym razem nie wiem kiedy się kończy ani co w tym było. Jeszcze raz. Aha. 7 minut plumkania. Nie wiem może bardziej się sprawdzi w warunkach polowych, jak siędzę przy komputerze nawet jak się staram nie potrafię przykuć do tego swojej uwagi.
18. Rzadko kiedy podoba mi się taka muzyka, ale jednak. Szczególnie zakończenie jest dobre, za to początek pojebany.
19. To jest piękne jak Król Lew.
20. Spodobało mi się od pierwszych dźwięków. W momencie jak skończył się początkowy motyw pomyślałem, że przejdzie to teraz w klasyczne i pospolite męczenie gitray i perksuji przez 5 minut z hakiem, ale naszczęscie okazało się że jest inaczej. Tępo łupiący motyw z początku powrocił jeszcze parę razy a dotego doszedł jeszcze wkurwiony koleś. Duży plus.
21. To jest najlepszy staroć w tym stylu jaki słyszałem (dużo ich znowu nie było, ale zawsze kilka). Panna Janka na Wawel!
22. Niezły Kawałek, ale jakoś nie jara mnie jakoś szczególnie. Za mocna konkurencja w tej edycji.
23. Zapowiada się fajnie, ale potem w chodzi wokal i już jest gorzej. Nie w moim stylu. Za bardzo... melodyjne i trochę nawet eurowizjne.
24. Słodkie. I jeszcze bardziej słodki ma tekst. Następna piosenka na plus.
25. Jakoś nie zwróciłem uwagi na to zupełnie słuchając w domu. Dopiero w teście w terenie się sprawdziło. Świetnie mi się tego sluchało na dużej głośnosci gdy wracałem, dziś wieczorem do domu. Prawie na pewno zajmie jakieś miejsce w punktowanej dziesiątce.
26. Nic szczególnego z początku, za to zakończenie mocne. 3 minuty, które szybko mijają.
27. Całkiem ładne. Trochę jak 24, ale mniej w tym kierunku. Koniec końców jest tak pomiędzy i trochę nijak. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Gru 12, 2011 5:44 pm Temat postu: |
|
|
WIĘCEJ DIABŁA
1 – Jezu. Z jednej strony słyszę Christmas z drugiej fuck. Prawie jak u Idle’a. Całkiem miła piosenka, z naprawdę miłą melodią wokalną i fajną konstrukcją. Ciekawe rozpoczęcie edycji grudniowej.
2 – ot bluesior i tyle. Nic w nim wyróżniającego nic zachwycającego. Miłe granie, ale niezbyt interesujące
3 – o swingująco teraz. Na pewno na Nowy Jork w połowie ubiegłego stulecia byłby jak ulał tutaj mi się za bardzo nudzi. Wszystko zdaje się opierać na jakiś schematach. Wiesz kiedy ktoś na tym kontrabasie przygra, wiesz jak to zrobi. Wiesz też, ze po tym kontrabasie wejdzie solówka na fortepianie. Tak więc właśnie.
4 – jak dla mnie zbyt monotonne. Ma to jakiś klimat, nie przeczę, ale nie tego słucham na co dzień by nagle stać się jakimś wielkim zwolennikiem. Dłuży mi się oj dłuży.
5 – no i już ciekawiej, może nie jakoś tak od razu zachwycająco, ale ciekawiej na pewno. Brakuje tutaj jakiegoś zaangażowanego wokalu co to by się mógł wysilić w tym utworze. Bardzo mi leży ten szybszy fragment. Całkiem w dechę.
6 – to jest to o czym mówiłem trochę wcześniej. To jest świetne. Jeżeli ktoś ma pomysł na takie 13 minut to ja jestem za. Miły, psychodeliczny wokal, potem trochę zabaw z dźwiękami, co by nam się nie zapomniało, że klimat ma być psychodeliczny niepokojący. Cudnie niepokojący. EDIT: No dobra, środek trochę z dupy wzięty, ale są momenty.
7 – piękny lot w ciula, bo nie może być inaczej. Hej, hej aj sejw de łorld tudej.
8 – matko jakieś loopy, miksy, choćby nie wiem jak się to starało nie jest mi w stanie zaimponować. Brzmi jak remiks Kool and the Gang…
9 – sielankowa zabawa z dansingów. Jest w tym coś przykuwającego zabawę. Serio dansing z kwasem mi się kojarzy tego słuchając. Nie wiem czy to ma być w związku z tym dobre uczucie czy bardziej złe. Bo jednak coś w mi tutaj się podoba, ale ja prócz śladowych ilości to raczej przeciwko. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Wto Gru 13, 2011 11:40 am Temat postu: |
|
|
WIĘCEJ DIABŁA
1 – Z początku oszczędnie, aczkolwiek urokliwie. Gdzieś od połowy robi się więcej diabła, co nawet mi się spodobało. A, bo to chyba refren jest. Wcale nieźle, zapamiętam sobie ten kawałeczek.
2 – Dość interesujące blusidło z ciekawymi fragmentami. Plusik za organy Hammonda. Drugi plusik za bardzo fajną gitarę.
3 – Chyba znam ten głos. Może się bardzo się nie wyróżnia, ale celnie trafia w moje ucho. Instrumenty też tam w tle coś dobrego robią. Dawno nie było tak, żeby aż 3 kawałki z rzędu mi się podobały. Dobra paczka.
4 – Hm, tu już nie jest tak kolorowo. Taka muzyka średnio do mnie trafia. Właściwie to w ogóle do mnie nie trafia. Przykro mi.
5 – Ciężko jest mi docenić w QW takie kawałki. Tzn. jest fajnie i przez cały okres trwania utworu coś się dzieje, ale jakoś nie przemawia do mnie. Chociaż w zasadzie pod koniec wchodzi ładnie gitarka. No dobrze, właściwie to mogę dać szansę temu kawałkowi.
6 – O, mamy pierwszy dłuuugi utwór. I chyba pierwszy długi kawałek, który mi się podoba. Ładny basik, dobra gitara i ciekawy klimat. Chociaż moja tolerancja na długość utworu kończy się gdzieś na 10 minutach, to ten kawałek ma u mnie szanse.
7 – Maniera wokalisty mnie autentycznie wnerwia. Refren jest dość całkiem nawet niezły. Aha, maniera wokalisty mnie irytuje. Przypomina mi to Aerosmith. Nie znam ich twórczości, ale to mi ich przypomina. Głupie, nie?
| wewnętrzny głos napisał: | | Bardzo. |
Wiedziałem.
8 – Nein. Bardzo, bardzo, bardzo nie w moim guście. A taka ładna paczka to była.
I nie rozumiem po co dodawać do piosenki efekt trzaskającego winyla.
9 – Ot, ładna melodyjka naszpikowana kilkoma fajnymi momentami. Płynie w bardzo leniwym tempie. Czy wokalista sepleni? Bo takie mam wrażenie. Właściwie to kawałek nawet mnie zainteresował. Taki inny. Nie rzucę go jeszcze w otchłań zapomnienia. Niech jeszcze powalczy.
I pisać więcej komentków. Mój kawałek sam się nie doceni. _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
agusiaa_w

Dołączył: 09 Sty 2011 Posty: 344 Skąd: Mała Aleja Róż
|
Wysłany: Wto Gru 13, 2011 10:41 pm Temat postu: |
|
|
No wreszcie skończyłam swoje komentki, więc proszę - trochę rozrywki ode mnie:
01 – Bosze, zakochałam się w tym kawałku. Z jednej strony fajna melodia, ładne klawisze i zajebisty wręcz wokal, a z drugiej tekst o tym, że facet chciał zmienić świat, ale nie potrafił nawet zmienić bielizny Nie wiem, czy ktoś to dał dla jaj czy na serio, ale zajebiście, że to zrobił Serio, niezły otwieracz.
02 – Nie jest żadną nowością ani też tajemnicą, że uwielbiam bluesa. Zwłaszcza takiego z ikrą, porządnie zagranego Ja wiem, że to jest dość prosta w konstrukcji muzyka, ale ma w sobie coś. Dla mnie bardzo na plus.
03 – Słuchając tego wyobrażam sobie jakąś knajpę, przy stolikach siedzą faceci w kapeluszach i palą cygara, a przy fortepianie śpiewa pani w długiej sukni z piórami i tak dalej… Takie przyjemnie jazzująco-swingujące i całkiem spoko, choć nic powalającego to nie jest.
04 – Oho, jakaś elektronika. Całkiem ciekawy wstęp, jest w tym jakiś klimat, choć to niezupełnie mój klimat. Ale (chyba) mi się podoba. Wokal mniej, ale instrumental bardziej.
EDIT: skoro odpaliłam ponownie, to jednak musi mi się podobać.
EDIT 2 : niemoge, podoba mi się!
05 – Jestem zniesmaczona faktem, iż leci 5ty kawałek i jest fajny, bo znowu muszę chwalić. A tak serio znów mamy świetny klimat, taki hmmm… ciężki i zawiesisty. Naprawdę dobra rzecz.
06 – Ale nudaaaa, znów świetny kawałek. Żeby było śmiesznie, ostatnio miałam na nich fazę, ale raczej na tę późniejszą twórczość. Nie wiedziałam, że oni kiedyś takie zajebiste rzeczy wyczyniali. Chwilami trochę bryndza, ale fajnych momentów jest zdecydowanie więcej. Końcówka chyba najlepsza.
07 – No i bęc, koniec zajebistości. Jezu, jak ja ich nie cierpię Dobra, jak miałam te 12-13 lat, to mi się podobała taka muzyka, ale teraz mam ciut więcej. A poza tym oni też już nie grają jak kiedyś.
08 – Następny koszmarek. Nie wiem, czemu Xavi każe nam się podniecać jakimś Frankensteinem z sampli Nie robi to na mnie wrażenia, przykro też mi nie jest.
09 – Dancingowa (przynajmniej jeśli chodzi o początek) bryndza. Sorii, ale mnie to nudzi. I jeszcze koleś Agnieszkuje, pfff. Bardzo śmieszne
10 – No to się ktoś zamachnął na punkty, nie ma co Nawet mi do głowy nie przyszło coś z tego wrzucać, bo swego czasu było o tym głośno i tu, i na twarzoksiążce Świetna płyta, choć z tego co pamiętam, to tam zamykacz najbardziej roksuje, przynajmniej dla mnie. Zapodany tu kawałek także znakomity, linia basu mi zajeżdża Floydami, a w ogóle to zajebista gitara tu jest i w zasadzie nie ma się czego czepić no.
11 – No nie będę ukrywać, że takie brzmienia seattle’owskie też bardzo lubię. Fajnie to płynie i jeszcze fajniej się później rozkręca. Może mnie nie olśniewa jak nr 16 z poprzedniej edycji, ale jest całkiem nieźle.
12 – Ładne klawisze na początku były, potem się odezwał z leksza nawiedzony wokal. No i gramy trochę ciężej. Ale czy ja wiem… Trochę jednak bryndzą jedzie…
13 – Łoo, ależ zajebisty retro-prog. Uwielbiam takie coś i kompletnie mi nie przeszkadza ten powtarzany w kółko motyw. Chyba właśnie na tym cała zabawa i klimat tego kawałka polega. Świetne rzeczy wyprawiają klawisze, saksofon no i bas oczywiście, który mnie wita już od pierwszych sekund <3
14 – Nie bardzo wiem co tu napisać, bo ten „utwór” jest tak kretyński, że aż czuję się zażenowana słuchając tego. Serio, ja mam dość dużą tolerancję i na brak poczucia humoru – nawet niekoniecznie jakiegoś ambitnego – nie narzekam, ale są granice. Nie rozumiem „idei” wrzucenia tego kawałka i co wrzucant chciał nam przekazać. Kwas jak nie wiem.
15 – Yeah, więcej diabłaaaaa! No mocne i porządnie kopie co trzeba, ma to nawet ciekawe momenty, ale ten wrzeszczący wokal mnie trochę wkurwia A i to napierdzielanie może w końcu znużyć, ale powera odmówić nie można
16 – Heh, całkiem fajne przejście wyszło z utworu nr 15 do tego No dopsz. Takie snuje średnio do mnie trafiają, nie przeczę że klimat to posiada, nawet całkiem fajowe są te jakieś takie plumkające cymbałki, werbelki czy co to to jest, no i bas też, natomiast brakuje mi takiego eee przygrzmocenia, takiego jeb! Aczkolwiek nie skreślam, bo słuchać się tego da, nawet bez bólu wielkiego
17 – Coś ładnego, spokojnego i nostalgicznego. Ciekawe brzmienie gitary. 7 minut mija nie wiem kiedy. Jestem zauroczona
18 – No taką ambitną muzyką to tu się wiele nie osiągnie chyba. Ja generalnie nie ogarniam poezji śpiewanej, aczkolwiek szacunek mam wielki dla tego Pana i jego dokonań.
19 – No ładne, piękne i nawet kojarzę z jakiego filmu. Za dużo jest zajebistych rzeczy w tej edycji, żeby się liczyło w punktacji, ale podobać się podobało.
20 – No nie mogę, tak spokojnie, romantycznie i melancholijnie było i nagle taki rumor Zdecydowanie za dużo hałasu, w sumie tak naprawdę o nic
21 – O rany Ależ to jest urocze Swoją drogą cwaniara ta panna Janka, ściemnia że niby tak gra na tym gramofonie, bo się boi sama spać, no to się zlitował nad nią jeden delikwent i już nie będzie sama spała. Niezły patent na podryw, nawet z domu nie trzeba wychodzić, chyba wykorzystam. Kupię se gramofon i też se będę na nim grać, tralitralalala
22 – Eeee, pisałam coś o seattle’owskich klimatach, że lubię? No to właśnie, kolejny przykład. Cudownie płynie, trochę melancholijne lecz nie nudne, no i ma całkiem niezły tekst.
23 – Przyjemnie się słucha, bo i jakiś klawisz słychać i gitara robi zajebiste rzeczy. Zwłaszcza część instrumentalna do mnie przemawia. Kurde, aż głupio tak wszystko chwalić, ale nie da się inaczej
24 – Takie jakieś… nijakie. Serio, nic mnie tu nie bierze, a tekst jest lukrowaty do bólu, przynajmniej na tyle ile się wsłuchiwałam, bo potem coś jakby mi się odechciało Strasznie słitaśne no.
25 – Całkiem spoko, choć momentami zbyt hałaśliwe. Bas mi się jak zwykle podoba Ta spokojniejsza część zdecydowanie bardziej się wkrada w moje łaski. No jest tu jakiś klimat i przestrzeń, więc nie mówię nie
26 - Powiało starymi klimatami znów. Jest tutaj fajna energia, nie jest nudno i coś się dzieje. Ten moment - jakoś od 1:36, kiedy tempo ciut zwalnia i sobie bas riffuje - mnie rozpieprza A końcówka już zupełnie kopie tyłek. Fajne
27 – Tym razem jakimś folkiem pachnie. Muzycznie nawet fajne, natomiast lekko zniewieściały głos wokalisty ciut psuje zabawę. Ale ogólnie całkiem sympatyczne
28 – Coś nastrojowego. Znów zniewieściały wokal, aczkolwiek tu bardziej pasuje, zwłaszcza w duecie z kobietą tworzy przyjemny dwugłos. O, a potem jest całkiem ładne solo na gitarze. Jak dla mnie ok
29 – Ejtisowy kicz-pop. Z naciskiem na KICZ
30 – Wciąż ejtisowe klimaty, ale o niebo lepsze niż w poprzednim kawałku. Utwór melodyjny i bardzo chwytliwy, wiadomo że nie jakieś nie wiadomo co, ale spoko się słucha.
31 – O, piosenka o Cadillacu Cofamy się jakoś o dekadę chyba. Fajna gitarka i ogólnie jestem pozytywnie nastawiona. Facet brzmi jak Jagger, ciekawe czy ma też „moves like Jagger”. I się cholera wydało, czego słucham, ups A tak jeszcze poważnie to niepotrzebnie to jest tak długie chyba.
32 – Yyyy, trzeci raz pisać tego samego nie będę Znów fajny klimat, majstrowanie z gitarą i basem dało ciekawy efekt, przekładający się na całkiem interesujące wrażenia podczas słuchania. Dość ponure, choć to chyba złe słowo, bo ma negatywny wydźwięk, a nie o to mi chodziło. Brakuje mi słowa, więc whateva
33 – Znów mi brakuje słowa, choć sądzę że „cudowne” jest bardzo na miejscu. Przecudowna gitara, klawisze, bas oczywiście, piękna melodia, no i do tego wszystkiego uroczy wokal. A jako że generalnie nie przepadam za żeńskimi wokalami i niełatwo mnie do nich przekonać, tym bardziej gratuluję wrzucantowi, że mu się to udało
34 – No tak se leci, snuje się i nic mi nie robi.
35 – Ponownie stare klimaty, tym razem jeszcze inna dekada. No fajne, miło się słucha, jak zresztą większości rzeczy z tamtych czasów, bo są lekkie, przyjemne i melodyjne
36 – Baśka miała fajny biust… Aaa nie, to nie to Nie wiem czemu, ale tak mi się pierwsze dźwięki skojarzyły Następne, co leci i nic mi nie robi. I jeszcze te żeńskie wokale z gatunku tych wybitnie mnie wkurwiających
37 – A tą panią uwielbiam, przede wszystkim za ten retro klimat w jej piosenkach, ale też za wspaniały, przepięknie zabarwiony głos i za to, że nie jest głupią plastikową lalą. A kawałek świetny, na pewno się na listę załapie
38 – No i lądujemy łagodnie Dość miłe zakończenie edycji, nie czuję nic nadzwyczajnego w związku z tym utworem. Sympatyczny i tyle
Ogólnie rzecz biorąc edycja całkiem spoko, zdecydowana większość na plus, kilka neutrali i jeden gofer Co złego to nie ja, jeśli kogoś nazbyt skrytykowałam bądź też nie doceniłam zajebistości jego kawałka, to niech sobie wmawia że się nie znam czy coś  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Wto Gru 13, 2011 10:54 pm Temat postu: |
|
|
01 – muzycznie dość nudne, płaskie, jednowymiarowe co więcej mam wrażenie, że ta piosenka chce być czymś większym, niż jest. To mocniejsze wejście w środku jest mogłoby być prezentowane na wykładzie z pretensjonalności. I tekst mieszczący się w typowym spektrum skarg i biadań, które mają tyle żaru co obsikana kupa popiołu. Słabe rozpoczęcie, serio.
02 – a idź mnie pan z tym bluesem. Żeby to jeszcze jakieś ogniste było. Za dużo żądam najwyraźniej. Oczywisty motyw główny, oczywisty Hammond, oczywiste gitary, oczywiste wszystko. Na co mi to to do szczęścia niby? Ot, siódma woda po kisielu, choć pewnie się nie znam i to jakiś wielki bluesman niby wycina. Trudno.
03 – oho, chyba wreszcie nastąpi coś w miarę pozytywnego. Ale tylko w miarę. Jest dość sympatycznie, trochę filmowo, ździebko klimatycznie, ale na czym zbywa to charyzma i wyrazistość. To byłby miły element niedzielnej audycji Kydryńskiego – innymi słowy obszary, w które fajnie czasem zagłębić się na totalnej blazie. Ale bez odpowiedniego, wyluzowanego klimatu, to może być za mało.
04 – mniam. Świetny, atmosferyczny podkład. Miejski, narastający, hipnotycznie kołyszący. Głębia. O, głębia to dobre słowo na opisanie tego, co tu się dzieje. I bogactwo, które nie popada w chaos. Świetna struktura, ale nie ma się wrażenia jakiegoś wygładzenia. Dosko.
05 – nawet fajnie płynie. Taki to post-rock-nie-postrock, bez jakichś wybitnych patentów, ale z całkiem wybijającym się, klarownym brzmieniem. Potem się nieco zepsuło, wlazło jakieś progmetalenie-pitolenie, a szkoda.. Hm, a teraz znowu nastąpiło przesunięcie w kierunku fajności. Sam nie wiem, płynie przeze mnie ostra ambiwalencja. Ten ostatni fragment jest wręcz bardzo dobry. Więc chyba lemurowi pozostaje jedynie pokiwać z jakimś tam uznaniem, nieprawda?
06 – bardzo się to to stara, ale poza nielicznymi wylewami płycie raczej w innym korycie, niż to, z którego najczęściej piją lemury. Jakkolwiek bas jest świetny, a i na wieśle ktoś tam całkiem rozsądnie daje głos, choć tylko po to, by w następnym miejscu wydziwiać jakieś bezsensy. Potem następuje jakieś memłanie, którego nie słucham, bo oglądam śmieszne obrazki w Internecie. Nie no, chodzi o to, że mnie przecież nudzą takie kobyły.
07 – młodzieńczy bizonrock, suszarki w górę i machamy. Czasy, kiedy mnie jarał ten zespół przemięły bezpowrotnie gdzieś tak w środkowym liceum. Ot, balladka. Jeden wers ładny, inny rzewny, zbierając do kupy – sztampa do machania rzeczonymi suszarkami czy tam zapalniczkami. Do kilku piosenek z tych obszarów mam słabość, ta natomiast z pewnością do nich dołączy. Haha, rozbawiła mnie ta wypiszczana solówka. To pokazuje ograniczenia tego typu muzyki – choćby miała być krótka i beznadziejna, to solówka MUSI być. No bo jakże to inaczej?
08 – trochę letnie i zbyt jednostajne, choć jak rozumiem, taki właśnie był zamysł. Z tym, że tutaj owej jednostajności nie udało się przemienić w ową uwielbianą przeze mnie hipnotyczność. Fajne łamańce z rytmem się tam odprawiają, trochę ciekawych pomysłów, gitara wnosi interesującą barwę. Absolutnie więc nie jest źle, tylko – utworze, Twój ogień nie dość parzy!
09 – na początek intrygujące. Aktorzenie zestawione z wybitnie klasycznymi patentami. Z tym, że te patenty w dalszej części ulegają uroczemu wykoślawieniu i przetworzeniu. Brzmi to mocno jak jakiś – uwaga, słowo-wytrych – postmodernistyczny wygłup, kolaż, wymysł. Nawet w miarę to kupuję, widząc, że raczej nie można tego traktować poważnie. Problem w tym, że ta gitara się ciągnie i ciągnie, tak jakby chcieli zrobić z tego bógwico, a nie tylko przegięty pastisz. W każdym razie, słucha się dość przyjemnie i kawałek jako całość się nie nudzi. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Gru 13, 2011 11:14 pm Temat postu: |
|
|
a to dam już to co tam naskrobałem. Proszę was bardzo:
kapitalna edycja. Najlepsza od czerwca zdecydowanie.
WIĘCEJ DIABŁA
1 No jako żart czy coś to raczej na tak. Ale oceniając całość już o wiele gorzej. Takie dość przeciętne. Choć oczywiście całkiem miły kebab na raz z tego wyszedł. Ale jak się porówna do reszty edycji to średnio.
2 No takie tam bluesy. Jasne że złe to to nie jest, ale też mnie nie zachwyca. Mnie ogólnie ciężko bluesem zachwycić (choć Bizonowi ostatnio przypadkiem się udało), ten kawałek tylko to potwierdza. Ot takie typu pogrywanie w tym stylu. Choć i tak jest dziesięć razy lepsze niż wszelkie ooooohh i’m so damn lonelyyyy, którymi nas tutaj co chwila katują
Więcej diabła by się temu przydało.
3 Nina Simone to to nie jest, aleeee pierwszy porządny plus i kandydat do punktów. Wstęp całkiem ładny, ale całe szczęście nie ciągnęli tego na cały utwór (nie taki wokal którego mogę słuchać jak przez 10 minut mi smęci), bo jak wkrada się ta szybsza część… mega. Po prostu kapitalnie zagrane. Cudne klawisze. Duży plus. Aż zachciało mi się ukraść całą płytę w takich klimatach, zna ktoś?
4 KLASYK CIUL PUNKTY!!!!!111oneone. A oprócz tego przepiękny utwór. To się nazywa klimat. Arcydzieło trip-hopu (powiedział wielki znafca ;f). Nieprawdopodobna rzecz. Wciąga, oszałamia, porywa w swój odrealniony świat. Genialna płyta. TO jest muzyczna podróż dopiero. Arcydzieło i moje 12 pkt.
5 Dobre, dobre, bardzo dobre. Trochę post rockowe, trochę metalowe. Ma klimat, a w takiej muzyce to chyba najważniejsze. W sensie że ważniejsze nawet od melodii, na którą też przecież nie ma co narzekać. No i czuć apokalipsę, a to podstawa.
6 Brzmi jak jakiś Maciej, któremu gust szwankuje. Ależ ten pana na wokalu jest męski… Wstęp zdecydowanie zbyt rozlazły. Mnie ogólnie takie retro-rocko-progi nużą ostatnio. Gitara ładnie pogrywa, tylko bez sensu patent z tym podziałem, że w jednym głośniku tylko słychać gitarę. Albo to ja mam coś zwalony sprzęt. W każdym razie irytuje. Następnie wyciszenie oczywiście. Znowu przydałoby się więcej diabła. Serio. Serio, serio. Fajny bas. O. Naprawdę fajny, może dlatego, że gitary nie ma i zwróciłem na niego uwagę po raz pierwszy ;f Nie no jak na 13 minut mocno średnio dla mnie. Dopiero powrót i to co się dzieje koło 10 minuty przykuwa uwagę. Wrócę, ale nie spodziewam się, że mnie chwyci.
7 frieeeeends will be frieeeeeends part 2: w poszukiwaniu jednorożców.
8 Na wstępie świetne, bardzo świetne. Ładnie płyną klawisze i klimatyczne wokalizy. Tym bardziej szkoda, że potem jednak perkusja przegina i psuje cały efekt. Mało mnie obchodzą wszelkie rekordy ginesa czy innego nobla jeśli sam kawałek jest niesłuchany. Ten na szczęście słuchać się daje, choć wstęp zapowiadał zdecydowanie o wiele więcej. Choćby do 4 to to nawet najmniejszego startu imo nie ma.
9 Początek to faktycznie jakieś Mariano-italiano lol. Chociaż klawisze ciepło sobie tam płyną pod spodem. Boże wokal niesamowicie mi się z czymś kojarzy. Ale nie wiem z czym xd Nie no bez jaj. Jak to napisał Bizon, zart nie powinien przekraczać tych kilku minut. Chyba że jest na poziomie kebabu wtedy to co innego. W każdym razie nudzi mnie.
MAŁY PENIS
10 no… Cudny utwór. Po prostu bardzo, bardzo ładny. Wokalu nie mogę znieść i psuje mi przyjemność ze słuchania, ale sama muzyka jest nieprzyzwoicie cudna. Kopiowanie Porcupine’ów, Flojdów i innych Marillionów? I to jak, ale czy przeszkadza to słuchać? Ani trochę. Nawet jeśli bym wybrał coś innego z tej płyty to… i tak bardzo ładny utwór, jeden z lepszych w tej edycji. Cudowne klawisze. To tło jest naprawdę świetne. Wejścia gitary… Chelsea Monday po prostu. Oj ten pan rotheryzuje że aż miło. Świetne.
11 o. No wokalu nie da się nie rozpoznać. Cały czas nie mogę się za nich zabrać oprócz dwóch wiadomych płyt. Bardzo na plus. Naprawdę świetne. Tak się zastanawiam czy w głosowaniu nie oleję pewnego spokrewnionego ciula, który jest kilka pozycji niżej i temu nie przyznam jakiś punktów. Naprawdę fajna rzecz. Niezła melodia, a wokal… oczywistości się nie stwierdza czy jak to ktoś tam kiedyś określił. Może w tej żywszej części troszkę zbyt amerykanizuje (?), ale i tak jak najbardziej na plus.
12 nie. Zupełnie mnie nie łapie. Nie wiem czy to miało być zabawne czy zajebiste, ale dla mnie nie jest ani takie ani takie. I jeszcze 10 minut.
13 No całkiem udane. Nie jest to coś co bym w tak mocnej edycji obdarował punktem, ale po swoim poprzedniku brzmi wręcz wybitnie. Bardzo fajne melodie, bardzo zgrabnie to jest zagrane wszystko hmmm może jeszcze dam szansę? Na pewno wrócę. / tak bardzo przyjemnie się tego słucha.
14 nie zrozumiałem wywodu Bizona… w każdym razie ytronie… Kaczmar był lepszy, ale nadal pozytywbue.
15 śmierdzi to wiochą na kilometr i jakimś Nightwishem, alee kurde łapie mnie. Może przez te klawisze z początku? Szkoda że potem gitary je przykrywają, a jak już się pojawia klawisz to w jakieś epicko-kiczowatym wątku. Ale nadal mnie łapie. Niemoge.
16 Kiedyś nawet myślałem czy by tego nie dać.. wspaniały, potężny utwór. Nawet jeśli ostatnio nie mam ochoty na takie klimaty.. nie da się nie docenić. Cudo. A gitara to po prostu brak słów. Plus bardzo fajnie się przy tym śpi hehe. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Gru 14, 2011 2:05 am Temat postu: |
|
|
MAŁY PENIS BOGA
10 – łohoho ktoś coś wrzucił, bo mu się z Floydami kojarzy i myśli, że nachapie punktów. Cóż… pewnie się nie myli. Jednak ja mam do Floydów ambiwalentne uczucia. Owszem potrafię docenić geniusz, ale nie wszystko mnie bierze. Z drugiej strony nie wróżę niczego dobrego zespołowi, który brzmi niemalże jak oni. Nie to bym zabraniał, ale jednak mogliby coś ze swoich pomysłów tutaj dać. Utwór jest ujmujący, ale właśnie zastanawiam się czy nie dlatego, że brzmi jak wiadomy zespół.
11 – miłe przejście na ten kawałek. Mogłoby to współgrać na płycie. No tak, wchodzi wokal i raczej nie da się go nie rozpoznać, więc raczej jest to ten zespół. Ja bym może czegoś innego nie wrzucił, bo raczej głębiej to się na nich nie znam. Jednak wydaje mi się, że na ten zespół (arysta, bo właśnie wpadłem na to może występować solo) po 7 minutach można oczekiwać trochę więcej niż subtelnej jak na ich gatunek ballady tudzież sympatycznej piosenki.
12 – na początek powiem, że bardzo irytuje mnie taki wokal. Kojarzy mi się z jakimś pro metalem obładowanym ćwiekami i pieszczochami. Tak słucham, miało to momenty, ale znów ten wokal. Pardon ja już wolę wydzieranie się.
13 – jak są te organy to jest moc, utwór wyrwany jakby z wczesnych płyt Uriah Heep. Potem trochę robi się z tego niebezpieczny misz-masz jazzowy. Znaczy przyjemnie, bo tu jakiś saksofon (bo to chyba jest saksofon) tu coś tam jeszcze na klawiszach. Ale mnie jazz zawsze będzie kojarzył się z Simsami.
14 – rozwalające, tekst. Muzycznie? A jebać to, tutaj najważniejszy jest tekst. Rozkosznie uroczy. Przedstawiający marzenia każdego mężczyzny, o ile legitymuje się on takim mianem. Nie ma to jak gorąca cipka i jeden głębszy.
15 – chyba NAR chyba dobrze podsumował. Mi się kojarzy zbyt z jakimś Prodigy, które nie cierpię. No może nie z takim wokalem, ale z warstwą muzyczną. No może w połowie. Nie dla mnie ten rodzaj muzyki jadący mieszaniem Prodigy z Nightwishem.
16 – mnie to nie chwyta, ale słucham tego po raz drugi dopiero. Ma jakieś pomysły, trochę jak z Maxa Payne’a i dlatego jeszcze się nad tym zastanowię. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sro Gru 14, 2011 10:40 pm Temat postu: |
|
|
10. Długie intro, które nas nastraja do wysłuchania tego męskiego wokalu. Mam wrażenie, że taki typ muzyki usilnie co edycję ktoś chce nam wcisnąć i jest bez szans. No chyba, że tylko ja tak to słyszę. Za długie to to. Kawałki w stylu Again jak mogę i 15 minut wytrzymać, ale to ma 9 minut i mi ciężko się w tym odnaleźć. Jakieś takie przerwy ok.4,20 minuty… bo gitarowe fragmenty są piękne. Wrzucant może być posądzany o romantyzm ale i nudziarstwo i wciskanie nam tego co go zachwyciło w 2011 roku. Zapewne wisi mu to co ludzie napiszą o jego 9 minutach, bo dla niego mógłby i trwać 30 minut. Zapewne ma cały album tego wykonawcy.
11. O niby długie, ale bardziej przystępny towar wydaje się. Gitarowe granie, wokal nie wkurzający i na poziomie. Ok. 1 minuty taka fajna zagrywka zapadająca w pamięć. I te klawisze, które nagle budzą zmysły. I chyba specjalnie tak to jest koło 10. aby mieć pogląd na inne a podobne granie w klimatach. Wrzucant jest bardziej rockowy niż osobnik spod 10. Wiekowo pewnie starszy, bardziej rozczochrany. Lubi pić piwko.
12. O toż to znowu klawisze. I długie granie. Wokal bardziej jakby ze studni, mocniejszy niż w 11 i na pewno 10. Takie intro przechodzące w mocniejsze brzmienie, schemat jak w poprzednich, ciekawsze za to tło, chórki. Wiele się w tym kawałku dzieje, przytłumiony odpowiadający głos. Dziwne skojarzenie z mszą… ale szalone skojarzenie. Skojarzenie z One Vision Laibacha chyba… Wrzucant liczy na środek tabeli, marzy o wygranej, nigdy nie wygrał, ale bywa w czołówce QW. Raczej człowiek czystego rocka niż progresu i Marillionów.
13. Jakieś trąbki czy inne dęciaki. Utwór po 3 kawałkach brzmi ngale jak od czapy wyjęty lekko jazzujący. Ok. 3 minuty fajne dźwiękowe szaleństwo z trąbką która goni wirtualnego przeciwnika. Wrzucant lubi nowoczesne brzmienia, jazz i inne takie. Nie boi się eksperymentów w QW.
14. walczyk milionera dziwactwo QW. Klimaty prawie jak ze Starszych panów, ale nie ten poziom. Obiad i kebab to były gnioty. Wokal i gitarka i człowiek zwraca uwagę na słowa, a nie na całą resztę. Piosenka nadaje się na pogrzeb prawie Wrzucant lubi się odprężać po pracy, toć to nie student dał. Lubi oglądać kabarety i może był w harcerstwie.
15. Wow łojenie !! Już myślałam, że to będzie nudna QW. Niczym karabiny gitara nas atakuje. I dostajemy poprawkę z perkusji. Wokal dla mnie zbędny, bo jest tłem dla muzyki i prawie go nie słychać. Fajnie można się odreagować na tym kawałku. Wrzucant jest małoletni jak dla mnie, mieszka w Whitestoku żarcik… ogólnie słucha takiej muzyki w środkach komunikacji, a nie w domu. I gra wirtualnie na instrumentach przy tym utworze.
16. Utwór trwa, trwa i trwa. Co dobrego oni mogłabym napisać? Aby się skończył szybciej niż zaczął. Jakieś pukania, przerwy które tylko dekoncentrują w słuchaniu. Osobnik lubiący eksperymenty na słuchaczach dało to, raczej zatopiony we własnym świecie muzyki i gustach niż głównym nurcie forum. Zapewne nie lubi Marillionu.
17. Znowu coś wolnego, smęcącego litości Bizon… gitara smęci.. bo raczej nie ożywia akcji. Syntezatory słysze, Az tak głucha nie jestem, ale one raczej nie zbogacają tła, tylko jest gmatwają. Wrzucant ma zły gust wrzucant jest małorozmowny w realu, lubi słuchać dziwnych rzeczy, mało pisze na forum i zdziwi się jak otrzyma wiecej punktów niż Ja.
18. Pan był już coverowany w QW. Nie zgadzam się z Agusią, że ambitna muzyka nie osiągnęła nic w QW.. Bardziej akceptowany wokalista przez ludzi niż Kaczmar, który chyba wygrał QW. Nie jest to coś oklepanego, nie jest mega awangardowe jak inne utwory z dorobku tego artysty. Ale ma to co dobre piękny wokal, skrzypce obecnie chyba stracone w muzyce, tekst. Wrzucant nie leci w kulki, dba o jakość tego co wrzuca, chce otworzyć ludzi na klasyków.
19. Zaczyna się niczym z Przeminęło z wiatrem i deszczem lub jakiegoś romansidła. Smyczki, klawisze.. mam wrażenie, ogrania tej melodii.. albo jest to cos klasycznego w innej formie. Wrzucant jest melancholikiem, nie stroni od klasyki, lubi palić. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Sro Gru 14, 2011 11:57 pm Temat postu: |
|
|
Oto Pan od Obiadu odpowiada na wezwanie Ojca Prowadzącego. Jak mogłem się spodziewać, jeśli większość mówi, że edycja jest świetna, to ja w niej nie znajduję wiele dla siebie. Trudno.
1 - piosenka zaczyna się od smęcenia podobnego do brit popu i bardzo prostej gry na fortepianinie i każe czekać na mocniejsze przyłożenie, ale ono następuje; to, co dzieje się dalej, jest niezłe - szalona perkusja; a poza tym fajna melodia; pierwsze wrażenie było powalające, nawet kojarzyło mi sie z Queen, teraz sam nie wiem, gdzie ja się tych podobieństw wtedy dopatrzyłem , tak czy inaczej, raczej dobra rzecz
2 - no takie tam sobie bluesowe granie na gitarze elektrycznej, które w dodatku urywa się w bardzo dziwnym momencie; takie coś jest dobre jako solówka rockowego kawałka, jako samodzielny twór nie trafia do mnie, sorry
3 - po pierwszym wersie mam ochotę postąpić zgodnie z wymruczaną prośbą i zostawić tego smęta w spokoju... ale udział w QW zobowiązuje, więc wysłucham do końca; dobra, ten leniwy spiew i plumkanie na klawiszach w tle ma budować nastrój; niestety, czuję go dopiero kiedy zaczyna się robić szybciej; nie, sorry, amerykańskie klimaty sprzed wojny kompletnie do mnie nie trafiają, chociaż muszę przyznać, że to jest ładne granie
4 - klasyk Katera; klasyk, którego nie znam, więc nie protestowałem; gdyby ktoś wrzucił "Distant Lights" Burial, to bym protestował i się awanturował, bo jak to tak wrzucać klasyk dubstepu, no jak? a to może być, bo tego nie znam. <Shamar logic mode off > Śmieszne, że te syntetyczne dźwięki lepiej budują klimat (trzeba tu dopowiedzieć: klimat zdehumanizowania i jakby grozy) niż żywe instrumenty spod numeru poprzedniego, niestety, tak właśnie jest; nie jest utwór typowo hipnotyczny, wprowadza w trans, ale nie tak, żeby mógł trwać ponad 6 minut i stale intrygować; po wysłuchaniu całego mam wrażenie, że niewiele się w nim działo, ale też tych 6 minut nie straciłem; słabe macie te klasyki, towarzyszu Katerze; ale jeśli nie mam oceniać przez pryzmat klasyki, to jest to dobre
5 - dziwne rzeczy dzieją się najpierw w tle, a potem na pierwszym planie z rytmem fajna muza postrockowa, nie wlecze się bez sensu na jednym motywie, zaczyna się spokojnie, potem robi się ściana dźwięku, więc jest od razu kandydatem na punkty (ale jeszcze nie wiem, czy je dostanie); na koniec załączono jeszcze fajną solówkę, jest spoko
6 - to jest skomplikowany utwór, a z ocenianiem takich jest zawsze problem; ale bardzo dobrze, że 13 i pół minuty wypełniają bardzo różne motywy, bo inaczej można by się zanudzić; pierwsza część (tak do 2:30) to i tak wydaje mi się nudna, całe szczęście, że to tylko wstęp; potem podoba mi się już wszystko - solówki gitarowe, wokaliza, która przekazuje więcej niż słowa, nawet solo na basie w samym środku utworu; jeszcze należy dodac, że kompozycja jest zwarta i np. zgrzyty w siódmej minucie logicznie wynikają z poprzedniej melodii i ładnie wtapiają się w dopiero zaczynającą się nową
7 - no, fajnie, fajnie, fajna balladka, ale zdecydowanie przesłodzona (to jest w sumie takie ich "I Don't Wanna Miss a Thing" ), nawet jak na tych panów; gdyby leciało w radiu, to OK (chociaż w przeciwieństwie do whoatemydinnera wolę "Crazy" Aerosmith), bo nieźle buja i refren od razu wkręca się w mózgownicę, ale skoro ten kawałek jest w QW, to muszę narzekać
8 - jest to intrygujące, podoba mi się ten znowu zdehumanizowany klimat i wokalizy; w piątej minucie rytm brzmi jak z zaciętej płyty, ale spoko, tak ewidentnie ma być i to pasuje do całości, co chwilę dzieje się cos dziwnego i zmusza do uwagi; nie jest to utwór "ładny", za to na pewno "ciekawy"; problem w tym, że kawałek jest chaotyczny (co z tego wynika? bra głębi - ot, fajne dźwięki, ale nie ma czego się doszukiwać, interpretować, bo nic tu poza tym nie ma), a z tego co napisał Xavi chyba wynika, że przyczyną tego chaosu nie jest wyrwanie utworu z kontekstu (czyli z albumu), ale świadomy zamysł, a collage muzyczny ma prawo bytu tylko jeśli ma wyraźną ideę przewodni - tu takiej nie widzę
9 - spoko lot w ciula i jednocześnie dowód na to, że blues może być jajcarski na maxa; swoją drogą miejscami kojarzy mi się z "See What a Fool I've Been" wiadomego zespołu.
10 - to wszystko jest ładne, całe 9 minut wypełnia ładność - spokojna gitara, wybijająca się przeważnie z tła perkusja, dialog między klawiszami a gitarą, ale nie widzę w tym wszystkim głębi, nie czuję się poruszony; nie wiem, czego tu brakuje, ale nie potrafię wczuć się w klimat, poczuć czegoś; co gorsza, utwór z czasem staje się coraz bardziej klimatyczny, zacząłem więc czekać na to, co będzie dalej i w tym właśnie momencie, kiedy spodziewałem się najlepszego, kawałek... urwał się!
11 - jak się słucha głosno, to można podskoczyć przy niespodziewanych wejściach perkusji ; długo zastanawiałem się, z czym mi się ten utwór kojarzy - w końcu przypomniała mi się podobna piosenka i wtedy zrozumiałem, że jest to ten sam wykonawca . Wszystko jest tu OK, tylko nie dostrzegam niczego, co by ten utwór wyróżniało. Dobre granie, ale ani trochę więcej. No dobra, coś wyróżnia - dziwaczna końcówka.
12 - nie da się ukryć, że kontrast między zwrotką a refenem jest - a więc dzieje się tu całkiem sporo ; oczywiście pojawia się banan na twarzy, oczywiście ten kawałek od razu poprawia humor, klawisze tworzą niezwykle podniosły klimat; wszystko to pasuje do siebie, jest mocne, nawet te niemal 10 minut mija niepostrzeżenie, no ale są też rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobają... przetworzony głos mnie odstrasza, takiego brzmienia gitary też nie lubię, solówka jest trudna technicznie, ale niezbyt przyjemnie brzmiąca, wreszcie nie odpowiada mi dziwaczna jak dla mnie produkcja; nie twierdzę jednak, że nie przekonam się do tego kawałka
13 - problem polega na tym, że ja nie lubię dęciaków; mamy tu ładnie skomponowany utwór instrumentalny, ale grany głównie na czymś dętym; nie będę się rozwodził nad tym, jakie to jest obiektywnie dobre, bo i tak nie sprawia mi przyjemności słuchanie...
14 - o, coś z gupim tekstem ; czy ja dobrze poznaję, kto to śpiewa? Nie powiem, było to na tyle interesujące, że wsłuchałem się w ten frywolny tekst. No dobra, spodziewałem się czegoś śmieszniejszego, ale źle też nie jest. Nawet pod względem muzycznym ta pioseneczka coś tam sobą reprezentuje, bo zaśpiewanie choćby słowa "memento" tak jak wykonawca to też jest pewna sztuka wokalna; ale na punkty ode mnie raczej nie ma co liczyć - tak mi się przynajmniej teraz wydaje
15 - najbardziej chyba podobał mi się industrialny początek, bo następująca potem najntisowo brzmiąca ściana dźwięku (co ciekawe gitara nie odgrywa w całości wielkiej roli) zdecydowanie mi się nie podba, tak samo jak wywrzeszczany wokal;ja nawet rozumiem, że ktoś może tu czuć klimat, że cała melodia się ciekawie zmienia, ale to nie dla mnie
16 - no dobrze, teraz niech mi ktoś powie: co z tego, że to jest ładne, skoro przez 11 minut czekałem, żeby coś się stało i doczekałem się jedynie na powrót dość dziwnego motywu, który jakoś ani mnie ziębi, ani grzeje? jest w tym motywie coś, co może potem mnie poruszy, więc spróbuję dać szansę temu smutowi... ale to na serio jest smut, tak swoją drogą
17 - zaczyna się bardzo atmosferycznie, ale niestety potem już nic ciekawego się nie dzieje, a całość ma trwać ponad 7 minut; to byłoby bardzo dobre do spokojniejszego fragmentu jakiegoś cRPG, to jest fajna muzyka tła; niestety, od muzyki z QW oczekuję emocji - ale spróbuję potem sobie posłuchać jako tła do czegoś (tylko do czego? np. do porannej gimnastyki kompletnie nie pasuje) i zobaczymy, co z tego będzie
18 - lubię pana, jak już kiedyś wspominałem; instrumentalnie początek utwór jest dość ciekawy, w stylu eksperymentalnej muzyki współczesnej - a to bardzo pasuje do tektu; potem także smyki idealnie współgrają z głosem; moment kiedy smyki nagle przygłaśniają i zastępują głos w 1:18 zmiótł mnie; co prawda końcówka kojarzy mi się z "Zegarmistrzem światła purpurowym" , ale jest jednak lepiej; wspaniały utwór
19 - no to jest ewidentnie coś napisanego do filmu, i pewnie leciało na zakończenie (zapewne był happy end po ciężkich perypetiach); pewnie po dobrym filmie taka muzyka by mnie poruszyła, ale ponieważ kontekstu nie znam, mogę tylko powiedzieć, że jest to dla mnie fajne, ale chyba zbyt podniosłe; może gdyby ktoś do tego ładnie zaśpiewał, oceniłbym wyżej, z tym że z tym śpiewem też byłby problem, bo tu bardzo łatwo byłoby przesadzić z patosem; muzyka filmowa ma to do siebie, że jest pozbawiona głębi, bo ma być tylko dodatkiem lecącym w tle - i to jest główny problem tego utworu w QW
20 - tekst, który tu wsamplowano, znam na pamięć; nie oglądam zbyt dużo filmów, ale ten, z którego pochodzi, to nawet dla mnie jest dla mnie absolutna klasyka; tyle, że ten fragment ma się nijak do łomotu, jakim jest ten utwór - co, ma on obrazować being mad as hell? nie czuję tego, a poza tym dlaczego kiedy pojawia się tekst, akurat nagle wchodzą niemal świąteczne dzwonki? należałoby po prostu przyciszyć tą ścianę dźwięku, niech sobie leci w tle - i tyle; dopiero pod sam koniec muzyka jakoś ilustruje tekst, ale to za mało
21 - nigdy nie lubiłem tego typu klimatów: "panna Janka", "gramofon", sposób wymawiania niektórych głosek (zwłaszcza "ł") przez wokalistę kojarzy mi się tylko i wyłącznie ze starymi, byle jakimi czasami w naszym bardzo nieciekawym wówczas kraju; pedałkowaty dżentelmen w garniaczu, który, opowiadając o wyluzowanej młodej dziewczynie słuchającej młodzieżwej muzy, używa wyszukanych słów, ale też - och, jakże niegrzecznie! - wtrąca pospolite powiedzenia ("cały ten kram") jest dla mnie kompletnie niewiarygodny
22 - czekałem, aż jakiś Kiedis wejdzie z refrenem z "Californication", ale jest tylko słowo "communication" ; nie, nie czuję tego, przykro mi; tym razem to juz mi brzmi jak muzyka do jakiegoś amerykańskiego serialu, a nie nawet hollywoodzkiego filmu; ja wiem, że może oni są szczerzy i mogą mieć coś do przekazania, ale w ogóle ta muzyka mnie nie zachęca do zagłębiania się w to; ot, takie sobie granie, śpiewanie głosem, którego barwa mnie śmieszy... i chyba nic więcej do napisania nie mam
23 - mi tu warstwa instrumentalna w ogóle nie pasuje do wokali; ja bym tu widział kogoś, kto zapamiętale krzyczy, szepcze, przeżywa, a nie wokalistę, który łagodnie śpiewa zwrotki i refren, trzymając się mocno rytmu; no więc tło (i to wszystko w tym tle - od dość delikatnej gitary, przez bardzo ciekawą perkusję, której dźwięk dobywa się to z jednego, to z drugiego głośnika, do chyba klawiszowych instrumentacji w tle) mi się bardzo podoba, ale wokal psuje efekt - nie to, że jest zły, ale... inny byłby lepszy
24 - odlizanie na początku mnie przeraziło, ale jednak na szczęście piosenka nie okazala się parodią Bee Gees ; oczywiście utwór kojarzy się ze Świętami, ale to cyba tylko ze względu na specyficzny rytm, dzwonki i wokalizy w tle - to po prostu jest często wykorzystywane w piosenkach takich jak "Last Christmas"; utwór jest ładny (oprócz przetworzonego przez jakąś elektronikę głosu powtarzającego za wokalistą i innych słabo na szczęście słyszalnych efektów); nic niezwykłego tu nie ma; taka pioseneczka na odprężenie
25 - od początku było wiadomo, że będzie łomot; łomot trwa niecałe 2 minuty, ale wiadomo, że uspokojenie jest tylko ciszą przed burzą - łomot wróci; wrócił, tyle, że tym razem zanim wszedł, muzka długo przygłaśniała i przyśpieszała; w zasadzie to jest dobry post rock, tyle że do bólu przewidywalny; na plus zapisuje mu chóralną wokalizę w tle i to, że gitara nie tylko rzęzi; szansę na moje punkty jak najbardziej ma
26 - nie trawię basu na pierwszym planie; a nawet jak sobie wyciszyłem bas, to nie znalazłem nic dla siebie w tym króciótkim kawałku; no dobra, miło, że cay czas coś się dzieje - a to perkusja zagra cos innego, a to wszystko przyspiesza, a to zamiast bębnów mamy talerze - ale żadna z tych rzeczy mnie nie kręci; w dodatku wokalista beczy jak baran - to już bardziej mi dopowiada ten chłopak który krzyczy w tle (trudno tu mówić o chórku czy o harmonii wokalnej )
27 - Bizon mnie podwójnie zdziwił - w ogóle mi ten utwór nie kojarzy się z hitem z 2001 r.; poza tym myślałem, że tamten zespół pochodził ze Skandynawii; niestety, Wikipdia, też twierdzi, że z Łotwy ; a co o tej piosence? kurczę, ona jest taka bez wyrazu, że nie wiem, co napisać, dlatego biorę was na przetrzymanie i piszę o hicie sprzed 10 lat, którego nawet nie mogłem nigdy znieść ; dobra, miły kawałak, podoba mi się, że robi się coraz szybszy, jest wesoły, ale naprawdę nie czuję przy nim nic więcej, tyle, że mi nie przeszkadza
28 - głosy na wstępie mnie rozśmieszają i przypominają mi pewien hit z lat 80. ; tło byłoby niezłe, gdyby nie dźwięki wypracowane na jakimś dziwnym syntezatorze; dopiero solówka jest niezła, ale przecież nie uratuje ona całego utworu
29 - brzmienie tak bardzo ejtisowe, że bardziej juz chyba być nie może; na początku mnóstwo zgrzytów, a potem monotonny rytm i śpiew pana wzorującego się chyba na Ianie Curtisie (choć temu wychodzi jednak lepiej śpiewanie niż Curtisowi); najbardziej to mi się podoba gitara, która nieźle podkreśla rytm i sprawia, że całość nie jest tak do końca monotonna; solówka brzmi jak wzięta z jakiejś kreskówki o superbohaterach z lat 80. albo serialu typu "Power Rangers" ; wszystko tu jest kiczowate, ale w jakiś sposob nawet mi się podoba
30 - znowu pop lat 80., ale brzmi inaczej, bardziej radiowo, bardziej klarowny dźwięk; nie ma w tym nic naprawdę ciekawego, czuję się, jakbym włączył Zetkę lub RFM FM, a nie robiłem tego od lat, bo nie mam ochoty; mam jakiś sentyment do tego brzmienia, które było jeszcze dość powszechne w mediach w czasach mojego dzieciństwa, ale ten sentyment to jendak za mało na punkty
31 - zabawne ; motyw przewodni brzmi niemal dalekowschodnio, perkusja i bas grają w kółko to samo, a wokalsta bawi się swoim śpiewanie; tak dzieje się do połowy trzeciej minuty, bo potem twórcy zaczynają wyczyniać niezłe dziwactwa; oczywiście następuje druga zwrotka, a więc powtórka tego, co było na początku, ale po niej... niespodziewanie następuje bardzo spokojny fragment; kurczę, tu powinien być ogień, moc! niemniej przyjemnie się słucha; pod koniec solówki jest jakaś smieszna dmuchawka; potem oczywiście znów powraca zwrotka - można było sobie ją juz darować
32 - to brzmi, jakby chciano zbudować ponury klimat, bardzo się starano i wyszła tylko katykatura; skrzek gitary w solówce w ogóle mnie nie porusza, tylko sprawia, że usmiecham się z politowaniem; wokalista jakoś mnie nie przkonuje; nie czuje tej grozy, ktora chyba miała tu być
33 - a tu przeciwnie, czuję klimat, mimo że osiągnięto go najprostszymi możliwymi środkami - bluesująca gitara elektryczna na przemian ze śpiewającą cicho kobietą o czystym głosie i zupełnie cichym podkładem (tam jakieś cymbałki są?); od 3:05 niespodzewanie robi się weselej i nawet wchodzi jakiś męski głos; nie jest to jakieś arcydzieło, ale bardzo przyjemnie się słucha
34 - o, jak powyżej: klimat osiągnięty najprostszymi środkami; ta piosenka jest ogólnie prosta jak budowa cepa, ale przecież czuje się jakiś trudny do zdefinowania niepokój; wokalista nie musi zdzierać gardła, w jego głosie jest już coś tęsknego i budzącego pewną grozę jednoczesnie, grająca w kółko to samo gitara plus dziwne dźwięki w tle budują atmosferę idealnie, nieco hiponotyzują, co sprawia, że długie momenty, w których nic się nie dzieje, nie nudzą; pogłos z kolei sprawia, że jakoś uboga aranżacja nie boli; jedno co mi się nie podoba, to brak jakiegoś konkretne zakończenia - ot, utwór się urywa i już
35 - to sikstisy czy stylizacja na nie? w sumie ten utwór jest tak prosty i typowy, że nie wiem, co o nim napisać; w każdym razie na pewno przyjmenie mi się go słucha
36 - dla odmiany teraz leci piosenka nietypowa ; no fajne harmonie wokalne; utwór ma charakter jakby lekko psychodeliczny, a co więcej trudno mi okreśić, jakie emocje mi się z nim kojarzą - chyba radosne, chociaż w pewnych momentach jest też jakby tęsknota i smutek...
37 - brzmi bardzo przebojowo; na pewno nigdy nie wyszło to na singlu? brzmi jak utwór pisany właśnie z myślą o singlu; to jest chyba dość współczesne nawiązanie do amerykańskiej muzyki lat 50. czy 60., muszę przyznać, że miłe i udane, ale mnie czarne głosy (ta pani może być biała, ale głos ma raczej murzyński) nie za bardzo kręcą
38 - znowu brzmi jak radiowy przebój, tym razem tak z lat 90.; znowu coś co by pasowało do filmu; wokalista ma śmieszne nosowe brzmienie głosu, kiedy próbuje się wydrzeć, zresztą w ogóle mu to nie wychodzi; przestrzeń w tym kawałku jest wielka jak w numerach U2, ale nic z tego nie wynika, bo nie słyszę żadnych kosmicznych dźwięków; gitara po 02:50 skojarzyła mi się ze "Small" Q+PR - i to chyba jedyne pozytywne skojarzenie z tym utworem; ten kobiecy (?), delikatny głos, który pojawia się pod koniec jest o wiele milszy od lead wokalisty; smutna prawda o tym utworze
JESZCZE JEDNA REFLEKSJA: Boję się okładki do drugiej paczki.  _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Czw Gru 15, 2011 1:33 am Temat postu: |
|
|
Mały Penis Boga - kolejne zielone, ale nie aż dobre chyba jak w 1. paczce.
10 - że lubię taki utwory to wiadomo nie od dziś, oryginalności to za dużo nie ma porównując z tzw. klasykami (chyba, że to jakiś klasyk, którego nie znam to przebaczcie), ale zgapia z wielkim wyczuciem z tych najlepszych. Wokal nie jest boski, ale nie przeszkadza. O tak to jest solo! Naciągamy na paletę zieleni, ale podkreślam trochę naciągamy.
11 - o tu wokal jest wspaniały, QW (nie ta tylko ogólnie) mnie przekonała, że jeśli chodzi o grunge to ten pan (nie tylko z zespołem) u mnie króluje bez większej konkurencji. Tu oszczędniej, subtelnie i szczerze. Bardzo lubię.
12 - piękna klawisze na początku zwiastowały coś innego. Wokal podobny do nr. 1. Potem już następuje Więcej Diabła. Nie słucha się tego źle. idzie sobie i bawi na swój sposób, ale początek rozbudził nadzieje. Końcówka z tymi grubymi głosami odstrasza, przekombinowane też czasem miejscami.
13 - tak jak mumina zachęcił początek, tak mnie średnio, od 3 minuty pędzi dość ładnie co mnie bardziej zadowoliło. Specyficznie, fajny klimat, ale obojętność trochę jak w 12-stce.
14 -nie żebym był jakimś mega-romantykiem , ale tekst jest raczej dla mnie obleśny i absolutnie nie śmieszny, wręcz w stylu Mefju. Wolę Pythonów hehe. A muzycznie klapa no.
15 - ja tam do Prodigy nic nie mam, możliwe, że jest tu coś z Big Beatu tak zwanego, ale to jeśli jest to wkręcające (w sumie o to w tym chodzi a tu tak jest) to zostaje na plus. Ma to energię i zadziorność, starczy. Części z wokalem najgorsze.
16 - piękne, chyba najlepsze w paczce, można się niesamowicie wczuć miejscami. Od początku czymś hipnotyzuje 'i tak już zostało', 'i tak to właśnie działa'. Jedyny zarzut to końcówka, spodziewałem się większej epickości po takich cudach jak środek utworu <3 część w stylu: 'wawalamy takie coś z płyt King Crimson' dodaje uroku. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Gru 15, 2011 2:07 am Temat postu: |
|
|
WIĘCEJ DIABŁA
Na szczęście zawartość nie ma nic wspólnego z memem z tytułu. Aż sie starałem za bardzo niepozielenić. Słabych utworów brak.
1. O, trzeba było to pośpiewać wczoraj, zamiast po raz setny Spirit Charries On. Challenge Accepted. Muzycznie mało ambitne, ale tekst zabawny, a patos kebabowy czyli taki jaki być powinien. Tym większy plus, że nie podoba się lemurowi, a jak wiadomo on ma takie pojęcie o muzyce i humorze, jak ja o życiu.
2. Nadal dobre, chociaż bluesowo. Z bluesrockiem jest jak z progiem - nie wiedzieć czemu jak dzisiaj grają dokładnie to samo na tych samych patentach to nie brzmi to tak dobrze jak w latach 70-ych (czy kiedy to fenderostwo zostało nagrane). Nic wielkiego, ale przyjemne.
3. Jak się śpiewa w ten sposób leave me alone to małe szanse, żebym posłuchał, EHEHH. Pani przykuwa uwagę zwłaszcza w niskich tonach, a jak się całość rozkręca to już jestem całkiem zauroczony. To taka muzyka co dziewczyna katera słucha i kater udaje, że mu się podoba, a potem się okazuje, że nie udaje. A ostatnio byliśmy na Jill Scott. Udawałem zawzięcie do momentu, kiedy powiedziała, że to jest nudne i wychodzimy. Dobrze, że chociaż bilety mieliśmy gratis.
4. Nie wiem, co napisać, żeby Bizon nie ziewał, Fenderek się nie burzył, a wrzucant nie podcinał sobie żył. Mogę powiedzieć, że Gnietek jest DOPRAWDY ŚMIESZNY. Albo, że to jest jak One Of These Days tylko lepsze (!). A wokal to zonk porównywalny z Niną. A wog'le miałem dać coś z tej właśnie płyty i nawet brałem to pod uwagę, ale myślałem, że jednak przesadyzm. Więc dałem 10,000 Days.
5. Bardzo moja bajka, fajnie płynie, fajnie się rozkręca i apokalipsa też jak trzeba. Troche postrocki trochę jakieś fenderkowe porkupinumetale. To w sumie dobre zestawienie jest, ciekawe kiedy Wilson zacznie grać post rock. Przy tym bardziej metalowym środku klimat trochę ulatuje, ale nadal jest ok, zwłaszcza, że zakończenie rekompensuje to z nawiązką. Bardzo lubię jak muzyka rozpierdala moje chujowe głośniczki.
6. To też jest zaskakująco udane, bo przecież wokal to sugeruje niechybny najazd jakiegoś ostrego patataju na wielkich niemieckich jednorożcach. Najlepsze są oczywiście te wolniejsze hipnotyczne fragmenty, ale czadrockowe też dają radę - panowie się nie operdalają generalnie. Wog'le bas wymiata przez cały utwór prawie. Przydługie, ale sporo fajnych rzeczy się tu dzieje.
7. Piękne. Człowiek o najbielszym uśmiechu na świecie, porywa tłumy i ratuje world.
8. Niemoge. Nie kojarzyłem co to, ale cały czas wiedziałem co dalej nastąpi. Dopiero mi Arsen uświadomił, że to znamy. Chyba wtedy mi się nie podobało - teraz węcz przeciwnie. Świetny klimat i fajne elektroniczne pojebańce (one są akurat najlepsze w całym utworze, co ten NAR pitoli). Może ja powinienem za tego kolesia się jednak wziąć. Szkoda, ze mi się nie chce.
9. Znowu piękny tekst. Dostojny i z godnością. Agneshko. So early in the morniiiing. I dla odmiany muzycznie bardzo spoko, słucha mi się tego z przyjemnością, więc nie mam problemu pt. "żart jest za długi". Wog'le ja nie wiem - w końcu jest udana edycja, to kwoki i tak kwękają. Idźcie słuchać Marillionu. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Gru 15, 2011 2:49 am Temat postu: |
|
|
Mały Penis Boga
Trochę słabiej niż pierwsza paczka, ale nadal jestem rad.
10. Fenderek postanowił nawrócić tłumy na swoją religię postflojdowych popłuczyn. Nie, nic się nie zmieniło. Nadal gitara jest cudnie flojdowa, nadal wokal wszystko psuje. Na szczęście szybko się zamyka i można się delektować na spokojnie. Urywa się z nienacka, więc trochę bez sensu. Najgorszy kawałek jak dotąd, HEHEHE.
11. Teraz dla odmiany Bizon. No daje radę, ale nie porywa mnie to w żadnym stopniu. Jak się facet zamyka jest najlepiej, ale to żadna nowina, bo go nie lubię.
12. A to mi się kojarzy z pewnym zarseniałym zespołem na D, zupełnie ten sam duszny klimat i wybuchy. Ale nie wiem czy to on. W każdym razie nie lubię go i to też mnie nie przekonuje za bardzo. Pod koniec nuży.
13. To to już całkowite nudziarstwo. Takie grandwilowe granie dla samego grania, a główny motyw strasznie irytujący. A nie nie, moment, jak się pojawia trąbka to zupełnie inna rozmowa. Dobra, nie jest to złe, tylko ten główny motyw mnie denerwuje. o, znowu wrócił.
14. Parle parle a tu sucho w gardle - no wreszcie muzyka, którą rozumiem. Bawi mnie to całkiem. I ja też lubię, jak kobita jest obfita. Dużo mądrości jest w tym utworze. A na koniec pożegnanie na Okręcie. No kurde, to chyba celowe nawiązanie! Ahoj! Ahohohoj! I co ten wrażliwy Xavi pitoli. Dzisiaj widziałem program dla kobiet, w którym rzeczone kobiety rozmawiały o długościach fiutów i obszerności cipek. Ten utwór w porównaniu jest wręcz elegancki.
15. Rotfl. To brzmi jak techno impreza metaluchów. Cudne. Za każdym razem mam ochotę puścić jeszcze raz. Stłumiony refren przytłoczony ogólnym napierdalaniem roxuje. Zastanawiam się tylko, gdzie ta głucha Narzyna znalazła tu Nightwish. Bo Prodigy to tak.
16. Łoł, moc. Początek niemalże wbija w fotel czy w cośtam, potem robi się rozważno-romantycznie jak na dworze Karmazynowego. Ale potem wraca. No porównania ze starymi Crimsonanmi wydają mi się jak najbardziej na miejscu. Może nie Epitaph ale jakieś posępne Posejdony to spokojnie. Szkoda, ze pod koniec z tego hipnotycznego pełzania nie wybucha nic większego. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Czw Gru 15, 2011 3:42 am Temat postu: |
|
|
Suchar
Znowu mocarna paczka, znowu na złość tytułowi. Ja nie wiem co się dzieje.
17. Bardzo przyjemne, wpadające w ambienty i inne takie klimaty do słuchania w tle. Lubię jak się mogę całkiem odprężyć przy muzyce, to jest dla mnie równie wielka zaleta jak macanie różnych Absolutów przy Starlessach czy innych dedkendensach. Bardzo na plus.
18. A jezu co on gada co mu się śniło wariat. A, bo to ten dzidek. Bardziej mi się podobał niedokońcajego występ z wcześniejszej QW. Ale ten też ok - zarówno te eksperymentalne rzężenia jak i dosyć zwyczajny patos. Ma to swój urok. Chociaż nadal nie czuję potrzeby w faceta się wgłębiać, zwłaszcza, że to nie moja stylistyka jednak. A właśnie, miałem ojcu dyskografię ukraść chyba.
19. Nie wiem co to za film, smutna prawda o mnie. Ale soundtrack bardzo ładny. TROCHĘ JAK KRÓL LEW, ALE JEDNAK SŁABIEJ.
20. Niemoge. Piękne. Zwłaszcza to subtelne przejście po poprzednim kawałku. Rozwala mnie to jeszcze bardziej niż Mambo Dżambo. Najpierw postrockowe napierdalanie na zupełnego chama, potem jakiś fenderkowy niepokój gitarowy, który chyba chce zmylić trop, metalowe mataluszenie, aż w końcu zaczyna się apokaliptyczna część główna. I WANT YOU TO GET MAD! O cokolwiek chodzi temu śmiesznemu facetowi, mam ochotę przystąpić to jego sekty i spalić wóz TVNu. Conajmniej. POCHODNIE W DŁOŃ GODDAMN IT! O jezu jeszcze te monumentalne klawisze pod gitarowym rozkurwem. <3 Dawno mnie nic tak nie rozbawiło.
21. Bizon, Ty chory skurwysynu. Teraz 20. brzmi jeszcze śmieszniej. To jest lepsze niż Lazing po Death On Two Legs. A wog'le ten kawałek mój śp. dziadek śpiewał. ;_; A może nie, ale brzmi jakby śpiewał. Bujaj się Hela bo jutro niedziela i te sprawy. Jezu wzruszyłem się. Ja się łatwo wzruszam. No ta paczka ma szansę przebić nawet WIĘCEJ DIABŁA.
22. O, to też znam. A to smutna prawda, bo przecież to zbizoniałe bizonostwo dla fanów bizonów. Temple of the Bizon. Jeszcze smutniejsza prawda, że mi się cała płyta podobała, jak ją kiedyś ukradłem i słuchałem. Wokal mnie najmniej przekonuje ze wszystkiego, ale to tak zwykle bywa z piosenkami od Bizona.
23. Ok, to już jest takie se. Ładne, ale chyba tylko tyle i zaraz zapomnę jak leciało. Chyba, że teraz zamierzają się uratować solówką. Małe szanse, bo żaden ze mnie fan solówek. Kurde, jednak fajnie się rozwija ta intsrumentalna część. Chciałbym coś pomalować na czerwono w końcu i nie mogę.
24. A cóż to takiego. To piękny różowy pedalski jak sam Fred kawałek z pięknej różowej psychodelicznej płyty. Chociaż osobiście bym dał ten drugi. Ale i tak we are floating in space. No nie wiem, jak można tego nie kochać. Kolejny dowód na to, że na forum jest banda głucholców. Pozdrawiam Gnietka, Pana Od Obiadu.
25. Najpierw napierdalali jak szaleni nie patrząc czy boli a teraz uciekli i nic nie słychać. Nie do końca ogarniam co się dzieje. O wracają krocząc dostojnie, ale przecież wiemy, na co ich stać i boimy się, że zaraz znów obiją nam mordę. O, perkusiście już ręce świerzbią. I już, nie ma opierdalania się. Postrockowe wybuchy i metalowe łojenie. Serio, nowa moda na QW. Gdzie się podziały nudne nowożytne bluesy! Gdziekolwiek są, niech nie wracają. Dobre to jest, orzeźwiające nawet.
26. A to dziwne. Riff się skrada i wszystko właściwie na tym skradaniu się opiera, chociaż różniste rzeczy się dzieją. Fenderek pewnie powie, że go to buja jak cholera. Tylko ten wokal jakiś nie jego, raczej z bebowych buczeń. Ale się rozszalało, aż prawie mam ochotę z nimi dancing. Dobre. Znowu. Wy się chyba naprawdę przejęliście, że Święta idą i trzeba dobrze robić bliźniemu.
27. I koniec paczki, wiejski ale taka ładna melodia i tak świątecznie i wog'le kupiłem prezenty już i nie będę musiał się przez tłumy w sklepach przebijać i tak mi się niespodziewanie optymistycznie zrobiło o w pół do trzeciej w nocy po całym dniu żałosnego nicnierobienia. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|