| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lis 17, 2010 9:51 am Temat postu: |
|
|
Nie, no, to chyba zbyt znane i gadało się o tym parę razy... Aczkolwiek chętnie bym jeszcze raz o tym pogadał  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lis 17, 2010 8:58 pm Temat postu: |
|
|
No słuchaj, lans, że się czegoś domyśliło czy lans, że się coś teoretyczni mało znanego wie jest bezcenny...  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 12:26 am Temat postu: |
|
|
Dobra jazda
Cofamy trochę się w czasie mamy czasy zespołu Smile rok 1969 r. Zespół zapisuje się do agencji talentów Rondo Talent Agency gdzie również jest taki młody zespół jak Genesis. Być może wtedy na korytarzu tej agenci doszło do spotkania muzyków tych zespołów. Zapewne to agencja sprawiał, że miało miejsce kolejne wydarzenie. Mija troszkę czasu istnieje młody zespół Queen w składzie z Barry Mitchellem. I tak grają koncert 9 stycznia 1971 r. w Ewell w tamtejszym technikum. Okazało się, że był to ostatni koncert Barryego, który postanowił porzucić niczego nie rokujący zespół. (to moja interpretacja "nierokujący") O mały włosy byłby to też ostatni koncert Rogera. Po koncercie w garderobie "znany" wokalista Peter Gabriel zapytał się czy drogi nie doszły stomatolog zechciałby dołączyć do jego zespołu. Na szczęście dla Queen odmówił. Mimo namów Barryego, który optował aby przeszedł do nowego zespołu. Ale Roger był całkowicie za Queen. W tym samym czasie znany nam producent John Anthony (patrzcie album debiutancki Queen) wyprodukował taki album Genesis jak Trespass wydany w 1970 r. Sam Anthony obecnie zaprzecza jakoby chciał odciągnąć Taylora od Queen. Tak czy siak znamy dalsze losy zespołów...
ale co by było dyby Roger został przekabacony przez Gabriela?
W 1971 w styczniu Genesis miało wydane już dwa albumy za sobą i występowało w składzie:
Tony Banks
Phil Collins
Steve Hackett
Peter Gabriel
Mike Rutherford
A Queen w tym samym czasie zero albumów.
Co ciekawe zapis koncertu Queen z tego pamiętnego dnia ma Ken Testi (menadżer, technik zespołu):
1. Jailhouse Rock
2. Stupid Cupid
3. Be Bop A Lula
4. Big Spender
5. Bama Lama Bama Lou
Co grało Genesis nie wiadomo, bo nie ma bootlega z tego dnia.
Ale setlista mogła wyglądać miej więcej tak:
Happy The Man, Fountain Of Salmacis, Seven Stones, Twilight Alehouse, The Light, White Mountain, The Musical Box, Harlequin, The Knife, Going Out To Get You, The Return Of The Giant Hogweed
I teraz wasza część jak odejście Rogera wpłynęłoby na losy tych zespołów? Jacy wolni perkusiści byli w tym czasie w Londynie? Co z albumami? .....
Wiadomo jak Collins brzmiałby w Queen:
http://www.youtube.com/watch?v=TGSzBE-yNpc
oraz Taylor w Genesis (powiedzmy)
http://www.youtube.com/watch?v=YDvaPYGfBPU _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 1:24 am Temat postu: |
|
|
Zapewne Queen miałby więcej zajebistych lovesongów  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 1:32 am Temat postu: |
|
|
Zupełnie nie wiem, co miałby robić Roger Taylor w Genesis, skoro ten zespół miał już pod ręką takiego mistrza perkusji jak Phil Collins. Ale ponieważ perkusja w Genesis nie była najważniejsza, zaś Roger też złym bębniarzem absolutnie nie jest, odnalazłby się tam, gdyby dano mu szansę. Brzmienie muzyki Genesis na pewno by się zmieniło. Nie byłoby już tak delikatnie. W ich przypadku byłaby to zmiana na gorsze, ale jednak niezbyt znacząca zmiana.
Natomiast nie wiem, czy Queen poradziliby sobie. Już i tak mieli problemy ze znalezieniem basisty, a gdyby doszły jeszcze takie same problemy z perkusistą? Wprawdzie to Mercury i May tworzyli właściwie całą muzykę Queen na początku działalności zespołu, ale im mogłoby po prostu zabraknąć siły do walki z przeciwnościami. Zespół nie ma stałego składu, czas mija, a kontraktu z wytwórnią nie ma, koncerty też odbywają się byle gdzie często dla przypadkowej publiczności (np. dla małych dzieci pracowników amerykańskiej ambasady - to nie jest porażka? ), May ma spore szanse na karierę naukową - członkowie Queen chyba by się poddali mimo swojego uporu.
Może znalazłby się inny perkusista na stałe, z tym, że trudno byłoby o szansę na drugiego tak dobrego jak Taylor w przypadku zespołu praktycznie nieznanego. Trudno powiedzieć, kto dobry czekał na zespół, który go przyjmie - on może nie doczekał się i dlatego dziś jest kompletnie nieznany. Nie jest tak, że jeśli masz się talent, prędzej czy później uda ci się wybić. Queen udało się wybić tylko fuksem. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 1:59 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | Co ciekawe zapis koncertu Queen z tego pamiętnego dnia ma Ken Testi |
Daga, no wiesz co...po kim jak po kim, ale po Tobie nie spodziewałem sie takiego babola! Zapis z tego koncertu jest niczym innym jak medleyem z Golders Green 73. I to wiadomo już od jakiegoś czasu. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 2:08 pm Temat postu: |
|
|
O kurna! How dare you daga! W tym momencie stała się nierzetelna. Nie wchodzę już na twoją stronę informacyjną. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 2:32 pm Temat postu: |
|
|
Zatem skoro mamy początek 1971 r….Roger przychodzi do Genesis i mówi; „panowie, więcej Rock&Rolla, seksu, dragów” i przynosi skrzynkę wódki, po czym zaczynaja próbę przed pierwszymi koncertami. Tylko co ma robić, skoro jest już w zespole inny perkusista? Ano wymyślają wspólnie, że będą grali na 2 perkusje, a Roger będzie uzupełniał Gabriela w jego wokalizach. Graja więc razem pierwsze koncerty, podczas których Roger popisuje się swym ochrypłym głosem a Gabriel się wkurwia, że nie tylko na nim skupia się cała uwaga. Również Phill nie jest zadowolony, tez potrafi śpiewać a tymczasem wali tylko w perkusję. Co robi ?– tez zaczyna się popisywać i mamy już 3 walczace ze sobą wokale. Podczas koncertów panowie rywalizują ze sobą (Gabriel, Collins i Taylor wokalnie a sami Taylor i Collins także perkusyjnie). Zespół cieszy się coraz większą popularnością, zwłaszcza wiele mówi się o maestrii wokalnej – wszak mamy tam 3 sprawnych śpiewaków. W końcu panowie nagrywają płytę – pod wpływem Taylora nosi ona tytuł „Rocking Englang by a Pound” i rozsławia zespół na całym świecie.
Tymczasem panowie May i Mercury siedzą w jakiejś knajpie i złorzeczą na los. W sumie obaj są wykształceni, młodzi, mogą zrobić, co zechcą. Czują żal do Rogera, że ich tak zostawił. Tymczasem do baru wpadają muzycy Deep Purple: Glover, Blackmoore, Paice, Gillian i Lord. Siadają razem przy eleganckim stoliku i zaczynają pić. Piją ostro i w pewnej chwili Ritchie mówi do Gilliana „twoja matka to stara k..” a do Glogera „ a ty co się gapisz, przestań w końcu nosić te j….kapelusze podczas koncertów, bo wyglądasz jak burak” Panowie zaczynają się ostro kłócić i apodyktyczny Ritchie leje Gilliana w gębę, zaś Gloger, który był z Gillianem dość blisko, odpowiada mu strzałem „z dyńki”. Tak dochodzi do rozstania grupy i Paice, Lord i Blackmoore wychodzą z knajpy. Widząc to Freddie mówi do Maya „no to Glover będzie musiał pograć na basie gdzie indziej, hehe, a Gillian gdzieś musi spiewać”
Obaj podchodzą i się przedstawiają, po czym piją do rana. Następnego dnia spotykają się ponownie i wpadają na pomysł by grać razem: Brian – gitara, Gillian –główny wokal, Mercury – fortepian, Gloger – bas.
Brakuje jeszcze perkusisty – ale spoko i taki się znajdzie – niejaki Cozy Powell gra w Jeff Beck Group. Panowie May, Gillian, Gloger, Mercury postanawiają go „odbić” Wpraszają się do Becka na imprezę, spijają wszystkich i puszczają plotę, że Cozy sypia z matka Jeffa. Następnego dnia Powell gra już na bębnach w nowej kapeli Queen.
Kwintet ma wielka ochotę na sukces a w głowach sporo pomysłów. Wkrótce nagrywają pierwsza płytę a w jakiś recenzent pisze „ wspaniałe brzmienie gitary uzupełnione mocnym wokalem frontmana grupy (…) jednak najbardziej w oczy rzuca się klawiszowiec, który jakby źle czuł się na swoim miejscu – widać po nim, że ma ochotę zastąpić głównego wokaliste… (…) no i maluje paznokcie na czarno”. W dalszej części recenzji autor zastanawia się jak poradzi sobie hybryda 2/5 dawnego Deep Purple, wprawiony już perkusista oraz dwóch Panów „M”, którzy jeszcze nie mieli okazji zapisać się w historii muzyki… _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 3:28 pm Temat postu: |
|
|
| Gnietek napisał: | Zupełnie nie wiem, co miałby robić Roger Taylor w Genesis, skoro ten zespół miał już pod ręką takiego mistrza perkusji jak Phil Collins. Ale ponieważ perkusja w Genesis nie była najważniejsza, zaś Roger też złym bębniarzem absolutnie nie jest, odnalazłby się tam, gdyby dano mu szansę. Brzmienie muzyki Genesis na pewno by się zmieniło. Nie byłoby już tak delikatnie. W ich przypadku byłaby to zmiana na gorsze, ale jednak niezbyt znacząca zmiana.
Natomiast nie wiem, czy Queen poradziliby sobie. Już i tak mieli problemy ze znalezieniem basisty, a gdyby doszły jeszcze takie same problemy z perkusistą? Wprawdzie to Mercury i May tworzyli właściwie całą muzykę Queen na początku działalności zespołu, ale im mogłoby po prostu zabraknąć siły do walki z przeciwnościami. Zespół nie ma stałego składu, czas mija, a kontraktu z wytwórnią nie ma, koncerty też odbywają się byle gdzie często dla przypadkowej publiczności (np. dla małych dzieci pracowników amerykańskiej ambasady - to nie jest porażka? ), May ma spore szanse na karierę naukową - członkowie Queen chyba by się poddali mimo swojego uporu.
Może znalazłby się inny perkusista na stałe, z tym, że trudno byłoby o szansę na drugiego tak dobrego jak Taylor w przypadku zespołu praktycznie nieznanego. Trudno powiedzieć, kto dobry czekał na zespół, który go przyjmie - on może nie doczekał się i dlatego dziś jest kompletnie nieznany. Nie jest tak, że jeśli masz się talent, prędzej czy później uda ci się wybić. Queen udało się wybić tylko fuksem. |
wybacz, pisząc że w Genesis perkusja nie była ważna, piszesz straszne bzdury... rytmika, zmiany metrum to było coś, co charakteryzowało Genesis do płyty Trick of The Tail. to była prawdziwie progresywna, piękna i skomplikowana muzyka - całym szacunkiem dla Taylora, ale to zupełnie nie jego bajka.
to raz... dwa, Daga - pogubiłaś się strasznie, a za Tobą reszta. w chwili gdy ponoć proponowano Rogerowi udział w Genesis nie grał tam Phil! jeżeli w ogóle coś tam Gabriel szeptał Taylorowi o udziale w Genesis to był to rok 1970, czyli po odejściu z zespołu Johna Mayhewa, a przed dołączeniem (co starło się zdaje się w sierpniu) Collinsa.
Ostatnio zmieniony przez krs dnia Czw Lis 18, 2010 3:57 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 3:55 pm Temat postu: |
|
|
Nie no, też uważam że perkusja w Genesis byłą BARDZO ważna i że z całym szacunkiem dla Taylora- nie dla niego była to muzyka, styl i... no nie, nie jego bajka kompletnie. Więc Genesis na takiej zamianie ucierpiałoby nieprawdopodobnie.
Co do Queen... No Phil potrafił grac, tu nie ma dwóch zdań i w Queen odnalazłby się bez problemu. Jako muzyk. Ale jak byłoby w kwestiach osobowości? To że Queen istniało tyle lat w niezmienionym składzie wskazuje jak fantastycznie takze pod tym względem byli, jak potrafili wypracowywać kompromisy, jak nauczyli się nawzajem znosić nawet w okresach gdy specjalnie nie mieli ochoty ze sobą rozmawiać. Czy gdyby wyciągnąć jeden składnik i zastąpić go innym mielibyśmy to samo? Śmiem wątpić...
I ostatnia rzecz. Taylor w Queen był raczej z Brianem w tym obozie bardziej rockowym, niemal przeciwwagą dla Mercury'ego i Deacona, zwłaszcza w późniejszym okresie. Ale te proporcje ciągle były w miarę wyważone. Phil ze swoim uwielbieniem do lukru i popu, które widać w jego karierze solowej raczej byłby bliższy posyłom Deacona i Mercury'ego co sprawiołoby że May zostałby z pewnymi swoimi pomysłami na brzmienie czy aranżacje kompletnie sam i... no nie wiem, to raczej pozytywnie też by nie wpłynęło... Że Phil potrafi grac bardziej rockowo to wszyscy doskonale wiemy- ale za jaką muzyką optowałby będąc w Queen? tego się nigdy nie dowiemy... chyba jednak z Rogerem było dobrze tak jak było, no nie?  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 4:02 pm Temat postu: |
|
|
Roger w Genesis dodałby pazura w ich muzyce, ale jakoś Phil w Queen wychodzi trochę słabo...Już młody Taylor w kawałkach ojca daje więcej czadu.
Gdyby tak zamieniono perkusistów to Queen od poczatku graliby trochę jak w latach 80-tych _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 4:06 pm Temat postu: |
|
|
jejku... Phil jest, wybaczcie, zupełnie innym muzykiem - to wręcz zaprzeczenie Rogera. Collins zawsze dążył w swoim graniu do maksymalnego skomplikowania rytmiki, do metrum, którego nie dało się powtórzyć... a Roger wręcz przeciwnie. Phil, powiedzmy sobie szczerze, jest znacznie lepszym perkusistą od Taylora... co więcej, uważam, że Phil był/jest najlepszym perkusistą w całej historii muzyki rockowej.
http://www.youtube.com/watch?v=CBL67P4VzCk&feature=related
genialne... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 4:55 pm Temat postu: |
|
|
| Mariusz napisał: | | daga napisał: | | Co ciekawe zapis koncertu Queen z tego pamiętnego dnia ma Ken Testi |
Daga, no wiesz co...po kim jak po kim, ale po Tobie nie spodziewałem sie takiego babola! Zapis z tego koncertu jest niczym innym jak medleyem z Golders Green 73. I to wiadomo już od jakiegoś czasu. |
No to uwagi do Martina skoro takie babole trzyma na swojej stronie w informacji o koncertach. A ja nie jestem taki mistrzu jak ty od koncertów wybacz  _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 5:12 pm Temat postu: |
|
|
To fakt, Collins to megaperkusista, jednak czy poprzestałby w Queen tylko na graniu? Czy nie miał by ciągot do nagrywania piosenek z soba jako głównym wokalistą. W sumie, to do czasu odejścia Gabriela nie miał okazji by się sprawdzić poważnie w śpiewaniu, jednak kiedy nastał ten moment, był w stanie zastąpć kolege całkiem nieźle. Nie mniej jego głos wydaje się wielu odbiorcom po prostu drażniący i nie pasowałby do stylistyki Queen, podobnie jak „pałkowanie” Taylora na pierwszy rzut oka nie pasuje do Genesis. Inne klimaty – i bardzo dobrze, przynajmniej oba zespoły miały swój styl.
Tak z perspektywy patrząc na Queen jako sumę składników to chyba jednak wyjęcie jakiegokolwiek elementu zburzyłoby tę „budowlę” Na ich nietypową twórczość chyba musieli się składać tylko i wyłącznie ci 4 panowie – każdy z innymi gustami muzycznymi i swoimi pomysłami.
Uwazam jednak, że nie można ich szufladkować według schematu takiego jak np. „Roger lubił RR, więc nie pasowałby do Genesis bo to dwa inne swiaty”. Może razem stworzyliby jeszcze inny świat i nie byłoby Genesis, jakie znamy…Ale co jak co, takie gdybanie jest bardzo fajne. _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 6:42 pm Temat postu: |
|
|
Nie, no, sorry, nie widzę Rogera grającego w Firth of Fifth, którego zapis nutowy widziałem - to są metra rodzaju 15/16, 13/16... Genesis straciłoby kolosalnie dużo. Ok, byłaby progresja, ale nigdy taka, jaką słyszymy z Collinsem za bębnami, a, dołączam się do Krsa, Phil jest po prostu wirtuozem na bębnach. Roger jest świetny, ale myślę, że niestety jego gra mocno powstrzymywałaby Genesis przed totalnym odlotem - oczywiście w skali lat '70, gdzie generalnie gra na bębnach była o wiele ciekawsza niż w latach późniejszych, co i po Rogerze widac (jego minisolo w KYA czy generalnie Liar). Ale to nigdy nie byłoby to, a ja przecież takie Genesis uwielbiam i wynoszę ponad wszelkie Flojdy i Krimzony do miana największego moim zdaniem giganta progresu, więc jak dla mnie - apage z takimi zmianami personalnymi
Ewentualny Phil w Queen - to już widzę o wiele lepiej, naprawdę! Tak, ta rockowa przeciwwaga o której mówicie by została zachwiana (choc bez przesady, kto napisał Radio GG? ), ale w latach '80-tych, w których i tak doszło do popu i keyboardów wyglądałoby to o wiele lepiej - nagrania Queen z tego czasu brzmią bardzo biednie przy Genesis czy Collinsie z tego samego czasu. Może Collins nie był wirtuozem klawiszy - ale na pewno gra na nich lepiej niż Mercury czy May.
Ciekawe natomiast byłyby raczej dwa inne okresy. Przełom lat '70 i '80 po pierwsze. Znacie Genesis po odejściu Hacketta? Co, gdyby funkowe ciągoty Johna zderzyły się z tymi pomysłami ze strony Collinsa? Myślę, że Hot Space mogłoby wyglądac zupełnie inaczej, o wiele lepiej - mniej nahalnego plastiku, więcej porządnego groove'u, przede wszystkim zaś - lepsza produkcja! Bo przecież Collins jest też niezłym producentem.
Po drugie '80 i '90 - kiedy w prawdziwej historii tak Queen jak i Collins odeszli od plastiku, ale w różne strony - Queen powracał do rocka, Collins szedł w stronę stonowanego, spokojnego popu. Choc gitarki nie brakowało - Wish It Would Rain Down dla mnie jest lepsze od dużej części materiału Queen z płyt Miracle i Innuendo, a jak mogłoby brzmiec zagrane z Mayem...?  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 6:49 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: |
to raz... dwa, Daga - pogubiłaś się strasznie, a za Tobą reszta. w chwili gdy ponoć proponowano Rogerowi udział w Genesis nie grał tam Phil! jeżeli w ogóle coś tam Gabriel szeptał Taylorowi o udziale w Genesis to był to rok 1970, czyli po odejściu z zespołu Johna Mayhewa, a przed dołączeniem (co starło się zdaje się w sierpniu) Collinsa. |
powiem tak Queen źródło podaje, że padło to po tym koncercie, zespoły grały tam razem to fakt. Oczywiście Barryemu mogło się coś po mieszać. Mi też się to nie zgadzał czemu pytał skoro był Collins.
Poszukam jeszcze drugiego źródła informacji, które mi uciekło, a mam w domu w którejś z multum książek o Q jakie mam.
Co ciekawe to samo podaje strona Genesis z bootlegami i fani Genesis też się temu nie dziwili.... _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ziutek

Dołączył: 22 Gru 2007 Posty: 103
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 8:32 pm Temat postu: |
|
|
| Ziutek98 napisał: |
Może Collins nie był wirtuozem klawiszy - ale na pewno gra na nich lepiej niż Mercury czy May.
| Ojejku, większej bzdury dość dawno nie przeczytałem  _________________ "W wodzie to się ryby pierdolą" - Weterynarz Edmund |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 9:02 pm Temat postu: |
|
|
no, Ziutek się pare razy zagalopował... z tym Collinsem wspaniałym klawiszowcem, ale i zachwytami nad popowymi osiągnięciami Phila i Genesis. naprawdę nie uważam, by Invisible Touch brzmiało dobrze - co więcej, bębny brzmią tam gorzej niż na A Kind of Magic - w każdym razie, nie lepiej. brzmienie Genesis było jeszcze bardziej plastikowe w tamtym czasie niż Queen, więc... a już pisanie, że cośkolwiek co zrobił Phil po 1990 roku jest lepsze niż spora część Innuendo zakrawa o herezję. niestety, z całym szacunkiem dla Phila, facet od dawna nie zrobił wielkiej muzyki - z wielką szkodą dla niej samej.
ale... tak sobie myślę, jak cholernie wiele jest podobieństw między Philem a Taylorem oraz Genesis i Queen. po pierwsze - obaj świetni perkusiści w latach 80-tych strasznie chcieli być nazywani muzykami, nie bębniarzami... i zaczęli myśleć o 100 innych rzeczach, ale nie graniu na perkusji. Phil poszedł w równym stopniu co Roger w kierunku automatów, Phil do tego dołożył strasznie wieśniackie brzmienie Simonsów, czego nawet Taylor nie robił. przez to część rzeczy, które zrobiło w tamtym czasie Genesis brzmi jak gry z C-64.
po drugie... oba zespoły, po wspaniałych latach 70-tych w równym stopniu przestawiły się na lżejszą, bardziej przyswajalną radiową popową muzykę. i tak oba zespoły odniosły komercyjny sukces. i tak oba zespoły robiły bardzo dobry pop, choć przecież artystycznie wiele straciły...
i na końcu fani... mający do końca ten sam problem z oceną tych dekad.tak na samiusieńkim zaś końcu podobieństw... kojarzenie zespołu. tak jak kojarzy się wśród opinii publicznej Queen z wąsatym Freddiem śpiewającym dobry, ale jednak dość prosty pop, tak samo wizerunek Genesis to Phil śpiewający I Can't Dance... no właśnie. bardzo tożsame bandy.
a że już przypomniałem sobie o I Can't Dance... ech... ten klip jest po prostu zaj... zabawny:)
http://www.youtube.com/watch?v=UoSU0BoEUQM
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 10:02 pm Temat postu: |
|
|
Ziutek i Krs, nie zrozumieliście mnie Klawiszowcem. Nie pianistą. Czyli, mówiąc łopatologicznie, odnoszę wrażenie, że znacznie lepiej używał syntezatorów i je wykorzystywał niż panowie M i M.
Po drugie - widzisz, jak dla mnie Invisible Touch brzmi porównywalnie z AKOM, ale na pewno brzmi, podobnie jak i Genesis lepiej, niż Hot Space, nad którego produkcją, wiem, że się zachwycasz, ale moim zdaniem jest jednak biedna By to odkryc wystarczyło zgrac Staying Power na odtwarzacz między inne utwory królowej z płyty. Generalnie HS brzmi naprawdę fajnie, jak go słucham, lubię tę płytę, ale gdy kawałki z niego lądują między innymi Queen, również ze starszych płyt - to brzmi jakbym to zgrał 4 razy mniejszym bitratem i bez żadnego basu prawie Nie muszę chyba mówic, że zgrywałem wszystkie płty tak samo...
Phila robiącego coś lepszego niż spora częśc Innuendo też wyciągnąłeś z kontekstu Na But Seriously... jest materiał sporo lepszy od dużej części Miracle i Innuendo. Czyli od dużej części zawartości worka, do którego wrzucimy wszystkie utwory z tych płyt Wiadomo, że z tych dwóch Innuendo się znacznie lepiej broni.
Nie będę już pisał z bolącą głową, bo już nie wiem, czy moje skróty myślowe są winne, czy wy wyciągacie wybiórczo z moich wypowiedzi  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Lis 18, 2010 10:35 pm Temat postu: |
|
|
| można wiele dyskutować o brzmieniu, czy jest lepsze to z danej płyty, może tamto.. ja lubię plastikowe brzmienia Genesis, bardzo lubię przestrzeń Hot Space. za to bębny, wiedząc jak doskonałym bębniarzem jest Phil... choć lubię brzmienia z C-64 (jako że sam byłem wieki temu jego posiadaczem), to wśród znakomitych klawiszy Banksa programowane przez Phila automaty, czy dźwięki z Simonsów wydają się brzmieć dość naiwnie. no właśnie - odnośnie klawiszy... Phil był wielkim klawiszowcem? skądeś to wziął? Banks i owszem, robił cuda także w latach 80-tych, ale Phil? dajmy spokój... odnośnie Phila, także jeżeli chodzi o produkcję, to zdarzało mu się robić ją tak przesłodzoną, że Donna Summer stawała się przy tym heavy brzmiącą wokalistką. zresztą, ilość brzmień proponowanych zarówno przez Queen, jak i Genesis (czy samego Phila) była bardzo szeroka... ot paleta, z której można czerpać dowolną ilość barw. uwielbiam obie kapele. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Pią Lis 19, 2010 1:38 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | No to uwagi do Martina skoro takie babole trzyma na swojej stronie w informacji o koncertach. A ja nie jestem taki mistrzu jak ty od koncertów wybacz  |
O kurwa To TY sugerujesz się stroną Martina? No to nie dziwne, że taki babol Przede wszystkim, to Bob ma najlepsze informacje o koncertach i tam powinnaś sprawdzić w pierwszej kolejności.
| Cytat: | | For years, Barry was convinced that he had a recording of this last show of his. Unfortunately, it turns out that the Rock 'n' Roll medley on the tape in his collection was actually from the London '73 radio show, so there probably isn't a genuine Ewell recording in existence. |
A po drugie, to przecież pisałem o tym na początku roku, wypisując błędy w Dziełach Zebranych(Fenderek tez podchwycił).
| Mariusz napisał: | | -z koncertu w Ewell 9 stycznia 71, nie ma nagrania(to Golders Green) |
| Fenderek napisał: | | * nagranie z Ewell. Sam barry Mitchell je udostępnił, przez chwilę (w momencie wydawania książki) wszyscy wierzyliśmy, ze oto faktycznie trafia w nasze ręce najwcześniejsze nagranie Queen... po czym okazało się, że to kiepskiej jakości nagranie z Golders Green. Barry wszystkich na QZ bardzo przepraszał, ale... książka była już wydana... |
Skleroza? I widzę, że chyba Martina trzeba znów opieprzyć. I nie jestem żaden mistrzu od koncertów-Łukasz i Bob są nimi IMHO. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Pią Lis 19, 2010 1:56 pm Temat postu: |
|
|
A powinnaś sprawdzać. I nie trzeba wcale genialnej pamięci do tego. Że Bob tez popełnia błędy- jasne, bo jest tylko człowiekiem jak każdy. Ale Martin przy nim to....hm Pozdrawiam i nie bierz tego do siebie!  _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Lis 19, 2010 5:13 pm Temat postu: |
|
|
Zupełnie Taylora w Genesis nie widzę. Zupełnie inna bajka i klimaty. Niemniej, żeby nie powtarzać całej reszty argumentów, ugryzę to z innej strony - jak wpłynęłaby obecność Taylora na decyzję Gabriela o odejściu i dalsze losy Genesis? Po pierwsze - Gabriel pewnie i tak by odszedł, gdyż w swoim poglądzie o wielkiej teatralności kosztem muzyki był odosobniony. Taylor też przecież głównie skupiał się na r'n'r, więc poparłby zapewne resztę zespołu. Pytanie tylko na ile bardziej przeszkadzałaby mu fanaberia Gabriela, niż przeszkadzało to Philowi.
Druga kwestia - odchodzi Gabriel i... wokalistą zostaje Taylor? Jeśli tak, to uważam, że nie zbyt dobrze dla Genesis. Collins ma o wiele bardziej radio friendly wokal i ogółem uważam go za lepszego wokalistę. Nie sądzę bym zainteresował się Genesis z Rogerem na wokalu, tak jak interesował mnie zawsze Genesis z Collinsem.
Kolejna sprawa - jak silnie Roger oddziaływałby na kierunek muzyki zespołu i czy nie doprowadziłby do jego upadku albumami w stylu Fun In Space, czy Strange Frontier?
Natomiast Collins w Queen? Myślę, że Queen w latach '70 mógłby zyskać o wiele ciekawszymi aranżacjami i pomysłami. Kompozycyjnie ciężko stwierdzić, jako że Genesis początkowo podpisywał się pod kompozycjami zespołowo. Niemniej wydaje mi się, że Collins lepiej by się sprawdził od wczesnego Taylora. W latach '80 zdecydowanie "obóz" Maya stałby się jednoosobowy, przez co albo Queen by się rozpadł, albo zmienił gitarzystę i wkrótce się rozpadł, albo stałby się popowy do bólu. Tego jednak nie można przesądzać, podobnie jak kwestii utworów Collinsa z jego własnym wokalem. Wszak Phil przed odejściem Gabriela zaśpiewał bardzo niewiele, po odejściu Petera początkowo nie chciał przejąć wokali, wolał skupić się na perkusji.
Wyszło, że obu zespołom wywróżyłem zagładę xD. _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sob Lis 20, 2010 3:27 pm Temat postu: |
|
|
Na razie to Collinsowi bliżej do Queen, bo ostatnio z nimi znowu grał WWRY Może przyjęli teraz go do bandu i ruszyli w trasę na 40lecie. Ale obawiam się, że to co wspominali krs i Ziutek i byłoby zbyt sweetaśnie na takich koncertach i cała platynowa kolekcja z naciskiem pop. A wracając do lat 70. nigdy nie wiemy jakby się rozwinął Roger pod dyktandem innych muzyków niż Queen, może rozwinął by się?!
Do krsa. Spr drugie źródło książkowe i to samo. zaczynam mieć wrażenie, że coś Barry Mitchell wydumał sobie. Po drążę z ciekawości temat. Bo po kija pytał by się Gabriel w 71?!
A w głowie już pomysł na kolejną historię. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Sob Lis 20, 2010 3:56 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | byłoby zbyt sweetaśnie na takich koncertach i cała platynowa kolekcja z naciskiem pop. |
A bez niego było inaczej?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sob Lis 20, 2010 4:03 pm Temat postu: |
|
|
| tak, daga... wychodzi po prostu na pomyłkę. Gabriel mógł wabić Taylora w roku 69 i 70, gdy rzeczywiście Genesis miało kłopoty z bębniarzami - a już na oczywisty wychodzi rok 1970, gdy po nagraniu płyty Trespass i trasie z zespołu odszedł Mayhew. później nic takiego po prostu nie mogło nastąpić. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lis 25, 2010 10:35 pm Temat postu: |
|
|
Po tych owocnych dyskusjach o Rogerze cofniemy się w czasie, bo coś fajnego znalazłam :]
Jest 1964 rok nasz Brian ma 17 lat i działa w zespole 1984. Rok wcześniej zbudował wraz z ojcem legendarną gitarę Red Special. Instrument do którego trafiły części z motocyklu Panther z 1928 roku.
ale abstrahując od ogólnie znanej histori o budowie idziemy do 1964 do momentu kiedy zespół umawia się na koncert. Pewnego dnia zespół umówił się z Bri przy moście Putney.
I kiedy ekipa przyjechała po Briana, złapała go szybko do vana i odjechała.... i zapomnieli o Red Special... po godzinie wrócili... i gitara o dziwo była przy moście nadal. Brian był lekko zapominalski. (i chyba na starość jest więcej niż zapominalski ostatnio stwierdził, że nigdy na żywo nie grali It's a Hard life czy Seven seas of Rhye ostatni raz grali w 74)
A co by było jakby gitara zniknęła? Brain w czasie wakacji pracował w Guided weapons research center w Feltham czy fabryce wycieraczek samochodowych czy gaśnic. Czy by ciułał na nową sklepową na model swojego idola Jimmiego H czy budował kopie Red Special?! Brzmienie, kunszt, znak rozpoznawczy, co tracimy, zyskujemy.... _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|