| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pon Lip 19, 2010 10:25 pm Temat postu: Ostatnio przesłuchałem/łam... |
|
|
Nie jest to temat polecający. Chodzi raczej o to, byście umieszczali tu albumy, które ostatnio przesłuchaliście z krótką recką.
Csejthe - (Transcedance 2010 EP), (La Mort Du Prince Noir 2009)
EPka z tego roku. Kanadyjczycy w formie, utwór tytułowy czy Memoires to świetne kawałki. Hipnotyzujący, atmosferyczny (w niektórych kręgach używany jest też termin depresyjny) black metal. Świetny stuff! Polecam z czystym sercem fanom black metalu.
Borknagar (Quintessence 2000)
Także black metal. Zainteresowałem się nimi, po przeczytaniu przychylnej recenzji ich ostatniego albumu Universal z tego roku pióra Krzysztofa Dobrowolskiego, o ile dobrze pamiętam.. Tutaj jest to jeszcze bezkompromisowy black metal, bodaj ostatni album z Vortexem na wokalu. Ale dalej zachowujący tożsamość, swój styl. W sumie Borknagar to nie black metal, a zjawisko. Rekomendacja nie potrzebna!
Dodsferd (Another Two Of Your Scars and The World Is Dead 2009)
Chyba mogę traktować to jako EPkę, gdyż zawarto tu jedynie dwa utwory o łącznej długości ok. 12 minut. Jest to solidny materiał ale nie zachwyca mnie. Inaczej - w obrębie tego gatunku słyszałem już lepsze rzeczy, ale swój cel spełnia znakomicie - jest to muzyka idealna na takie wieczory. O ile kiedyś za straszne uważałem Providence King Crimson - zmieniam zdanie. Ten typ metalu jest jeszcze straszniejszy. Dla zainteresowanych gatunkiem.
Mortifera - Maledictiih 2010
Dobry album. Nie porywa mnie aż tak jak Csejthe, ale uważam go za lepszy od Benighted In Sodom czy Dodsferd. W sumie to jest porządny atmosferyczny black metal, album który zmiata niekiedy szybkością, ale dalej panuje tutaj gęsty mrok! A o to w sumie chodzi. Więcej takich albumów.. Polecam!
Ostatnio zmieniony przez KrzysiekP dnia Pią Lis 12, 2010 5:53 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 2:20 pm Temat postu: |
|
|
Jest taki album, który ostatnio często kręci się w moim odtwarzaczu:
Bass Communion - I - do tej pory znałem tylko Ghosts on Magnetic Tape, bardzo mi się ten album podoba, jednak po "jedynkę" sięgnąłem dopiero niedawno. Wiadomo - lepiej późno niż wcale. A szkoda byłoby nie znać takiej pięknej muzyki... Jednak muzyka na "jedynce" nie jest podobna do tej z Ghosts... Tamta płyta była mroczna, niepokojąca i bardziej wymagająca, nie ma mowy o odprężeniu. Dźwięki debiutanckiego albumu są rozmarzone, tajemnicze, rozluźniające i mocno naćpane Gdybym miał porównywać, to najbliżej jest chyba The Equatorial Stars Frippa i Eno, jednak dzieło Wilsona podoba mi się bardziej. Polecam wszystkim otwartym na różną muzykę  _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 2:35 pm Temat postu: |
|
|
Paul Gilbert - Fuzz Universe
Nowa płyta wirtuoza gitary znanego z zespołów Mr. Big i Racer X. Typowy album z instrumentalną muzyką gitarową w wykonaniu mistrza, raczej tylko dla fanów gatunku. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 3:31 pm Temat postu: |
|
|
Gun - Gun
Nie, że pierwszy raz, ale właśnie znalazłem na dysku i sobie odświeżyłem. Hardrock w stylu Deep Purple/Uriah Heep, tyle, że z '68, wiec raczej odwrotnie, bo brzmi dużo lepiej i ciekawiej niż pierwsze płyty Purpli, imo. Bizony mogą brać w ciemno. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Ostatnio zmieniony przez kater dnia Sro Lip 21, 2010 2:01 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 4:48 pm Temat postu: |
|
|
Orphaned Land- The Never Ending Way Of ORwarriOR
Lekko rozczarowało. Kilka świetnych momentów- ale są i dłużyzny. Tak ćwierć albumu przynajmniej bym wywalił... za długie. Ostatnio mnie to coraz bardziej wkurza- zapychanie płyty CD na maksa, ile wlezie. A moze by tak pójść w jakość a nie ilość?
Guilt Machine- On This Perfect Day
Absolutnie polecam! Projekt Arjena Lucassena (Ayreon), faktycznie inny od macierzystego zespołu, ale równie dobry. Może ze dwie płyty Ayreona temu dorównują czy tam przerastają? Bardzo dobry album, świetnie się słucha. Same długie kompozycje (najkrótsza 6 minut, jedna 8, reszta po 10) ale jest ich tylko 6 i całość nie męczy. Są sztampowe zagrywki, bez tego ostatnio już się chyba prawie nic nie nagrywa- ale fajnie to brzmi.
Haken- Aquarius
Miało być jakieś nowe super brzmienie, ale... rozczarowało mnie poważnie. Przynajmniej po pierwszym przesłuchaniu. Sztampowe, momentami strasznie męczące, zjadające własny ogon. Albo metal progresywny się zrobił nieprawdopodobnie nudny, albo mi osobiście się znudziło słuchanie wkólko tego samego. Bo takie miałem wrażenie słuchając całego albumu...
Przesłuchałem jeszcze jedną kompletnie nową płytę ostatnio, ale... nic nie będę na razie mówił! Zachowuję to sobie na QueenWizję, bo rozwalił mnie jeden kawałek dokumentnie. A że słuchałem na discmanie w autobusie to i na last.fm na razie nie ma Za jakiś zcas zdradzę  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 7:30 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Guilt Machine- On This Perfect Day
Absolutnie polecam! Projekt Arjena Lucassena (Ayreon), faktycznie inny od macierzystego zespołu, ale równie dobry. Może ze dwie płyty Ayreona temu dorównują czy tam przerastają? Bardzo dobry album, świetnie się słucha. Same długie kompozycje (najkrótsza 6 minut, jedna 8, reszta po 10) ale jest ich tylko 6 i całość nie męczy. Są sztampowe zagrywki, bez tego ostatnio już się chyba prawie nic nie nagrywa- ale fajnie to brzmi.
|
Jeżeli to jest ta płyta na której jest polski cytat wpleciony w pierwszy utwór to potwierdzam. Zainteresowałem się Arjenem (piękne imię ) i właśnie tę płytę wybrałem na poznanie po tym jak przeczytałem, że na stronie zamieścili informację o tym by przesyłać do nich nagrania pięknych, mądrych cytatów wraz z tłumaczeniami. I jakaś polska dziewczyna się załapała.
Ja póki co nie mogę się wyrwać z
Marillion - Happiness is the Road.
Paradoks ponieważ to dwupłytowe wydawnictwo się strasznie ciągnie. Może dlatego, że zawsze czekam na utwór tytułowy, ale... naprawdę kawał dobrej wyciszającej i uspokajającej muzyki. Porównywałbym przynajmniej cd 1 poniekąd do Division Bell. Piękne melodie, świetny wokal. Coś wspaniałego.
Wczoraj odpaliłem Opeth - Deliverance bodajże. Bardzo cicho ponieważ zostałem ostrzeżony o dużej dawce growlu. I o ile growl dalej jest ciężkostrawny, o tyle gdy tylko nadchodziło wyciszenie.... miód dla uszu. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 7:30 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: |
Jeżeli to jest ta płyta na której jest polski cytat wpleciony w pierwszy utwór to potwierdzam. |
Tak, to ta. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 10:29 pm Temat postu: |
|
|
Parę krążków, które mnie ostatnio zauroczyły.
Deathspell Omega - Si Monumentum Requires, Circumspice
Nazywanie tego black metalem to wielkie niedopatrzenie - tej płycie daleko do typowego czarnego grania powstałego w Norwegii. Struktury utworów są bardziej złożone i różnorodne. Można dostrzec tu silne wpływy muzyki awangardowej. W pewnym momencie usłyszymy nawet wsamplowany śpiew chóru kościelnego. Ale tę płytę warto przesłuchać przede wszystkim dla wysuwającego się na pierwszy plan wokalu. Nigdy takiego jeszcze nie słyszałem! Aż przechodzą ciarki. Płyta długa, ponad 60 min, ale zdecydowanie polecam, szczególnie tym, którzy nie przepadają za taką muzyką - zawsze warto spróbować czegoś nowego
Carnal Malefactor
part1 http://www.youtube.com/watch?v=1F5TZgo5dig&feature=related
part2 http://www.youtube.com/watch?v=8BSYihwXg1c&feature=related
Emperor - Anthems to the Welkin at Dusk
Klasyk black metalu. Powoli zapoznaję się ze skandynawskimi gigantami, a ostatnio sięgnąłem po to. Niesamowita płyta, pełna emocji. Przesłuchać warto choćby dla zakończenia albumu, przecudownego, tajemniczego The Wanderer.
http://www.youtube.com/watch?v=BEXGlnK1rw0
Röyksopp - Junior
Tę płytę znałem od momentu jej ukazania się, ale dopiero w ostatnich tygodniach zapałałem do niej miłością. Mamy tu do czynienia z, najogólniej mówiąc, synthpopem, oczywiście muszę wtrącić od siebie, że jak w prawie każdej elektronicznej muzyce, i tu Depeche Mode pozostawiło swoje piętno Całość jest w większości mocno nakręcona tanecznym rytmem, zdecydowanie jednak różni się od papki puszczanej np. w RMF FM. Trzyma wysoki poziom produkcji. Ach te syntezatory...
This Must Be It (feat. Karin Dreijer Andersson z The Knife)
http://www.youtube.com/watch?v=jOYFMcIUGjQ
Happy Up Here
http://www.youtube.com/watch?v=KmcPeuf5aXo
Enigma - The Screen Behind the Mirror
Tę również znam od paru dobrych lat, ale w te wakacje zdążyłem ją dużo lepiej poznać. Odbiega klimatem od najbardziej znanej płyty Enigmy MCMXC a.D., nie ma tu klimatu gregoriańskich chórów, płyta jest zdecydowanie mniej chilloutowa. Ale nadal relaksuje. Możemy usłyszeć naprawdę przepiękne kompozycje. Niektóre instrumentalne, niektóre z udziałem wokalistów. Album świetnie wpasowuje się w nastrój melancholii.
Gravity of Love
http://www.youtube.com/watch?v=GzFp2-Rt880
Modern Crusaders (gitarowe solo miecie!!)
http://www.youtube.com/watch?v=XLNCe3ZYZ1E
Children of Bodom - Are You Dead Yet?
Niby nic specjalnego - melodic death metal, czyli powermetalowe melodie i growl (choć moim zdaniem nietypowy) w wykonaniu Alexiego. Całość ma jednak w sobie niesamowity ładunek energii. Utwór tytułowy przez prawie dwa miesiące towarzyszył mi każdego ranka w ramach pobudki. Naprawdę, czad!
Are You Deat Yet?
http://www.youtube.com/watch?v=PBaYbOnp7hU
If You Want Peace Prepare for War
http://www.youtube.com/watch?v=gEhsWGWI7b8 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 11:30 pm Temat postu: |
|
|
No chętnie bym usłyszał tych melodeathowych Children of Bodom, bo mi kumpel sugerował, że kiedyś grali porządny melodeath, gdy powiedziałem, że mi to totalnie nie wchodz. Bo te parę kawaków, które zdarzyło mi się słyszec było totalnie do dupy, power metal z przesadną ilością klawiszy bez wyróżniających się nijak kompozycji...
Ja ostatnio często słucham My Dying Bride - The Dreadful Hours. Z początku płyta średnio mi się spodobała, niełatwo ją przełknąc i daleko jej do Angel and Dark River, na której przecież są dwie genialne rzeczy - The Cry of MAnkind i Two Winters Only. Ale paradoksalnie The Dreadful Hours ląduje w moim odtwarzaczu częściej, bo tego się po prostu super słucha. Ma bardzo specyficzny klimat, brzmi spójnie, nie ma już tych męczących nieco na dwóch innych płytach MDB które mam (tj. Angel... i Like Gods of the Sun) wiolonczeli - bo wiolonczele lubię, ale kiedy jest ich za dużo i dublując riffy gitar je zagłuszają - to ja dziękuję. Pod koniec się nieco dłuży, w zasadzie dwa ostatnie numery to już niewiele ciekawego, ale zaczyna się od genialnego utworu tytułowego - motyw na wstępie, tak prosty, a tak genialny! Potem dwa równie dobre numery, nieco dalej zaś przecudne My Hope, the Destroyer.
Poza tym świeżo poznałem Iron Maiden - Virtual XI. Była to w zasadzie ostatnia płyta Ironów, z której jeszcze części kompozycji nie słyszałe wcześniej, więc najarany byłem bardzo Jest to zdecydowanie słabsza wersja X Factor. Co prawda The Clansman i Como Estais Amigos zjadają co najmniej połowę poprzedniczki, również świetne jest When Two Worlds Collide i numer, którego wcześniej nie znałem, ale bardzo mi się spodobał - Lightning Strikes Twice. Ale jednak słychac też trochę chaosu i pewne zagubienie momentami, przede wszystkim w The Angel and the Gambler, które jest po prostu dwa razy za długie i Don't Look to the Eyes of the Strangers z genialną częścią instrumentalną, ale jako całośc jest niezwykle nieuporządkowaną kompozycją. Album jednak zdecydowanie na plus. Co dake efekt taki, że Iron Maiden płyty słabej nie nagrało, a jedynie 2 średnie (mówię tu o No Prayer For the Dying i The Number of the Beast). Oby tak dalej  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sro Lip 21, 2010 12:44 am Temat postu: |
|
|
Pół jutuba i czterech AK-owców _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Czw Lip 22, 2010 11:06 pm Temat postu: |
|
|
| Ziutek98 napisał: | | No chętnie bym usłyszał tych melodeathowych Children of Bodom, bo mi kumpel sugerował, że kiedyś grali porządny melodeath, gdy powiedziałem, że mi to totalnie nie wchodz. Bo te parę kawaków, które zdarzyło mi się słyszec było totalnie do dupy, power metal z przesadną ilością klawiszy bez wyróżniających się nijak kompozycji... |
To raczej nie masz co liczyć na dobry death zresztą dla mnie w ogóle okreslenie melodeath to oksymoron w rodzaju "delikatny thrash" ,surowy symphonic" albo "wolny power" A COB jak i inne skandynawskie tego typu grupy np:Wintersun to po prostu powermetal z harczącym wokalem.Też tak kiedyś miałem włączyłem a tu nie do słuchania melodyjny galop na łeb i szyje z pędzacą na złamanie karku perkusją tyle że z ekstremalnym wokalem który dla mnie notabene jest bliższy blackowego skrzeku niż głębokiego deathowego growlu  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Lip 22, 2010 11:49 pm Temat postu: |
|
|
Przed chwilą przesłuchałem Slasha
Całkiem pozytywne odczucia, ale może to ze względu na to, że uwielbiam go słuchać. Natomiast jeden kawałek mną zawładnął konkretnie. Doctor Alibi z Lemmym, o kuuuuurwa, zajebista sprawa. RLY.
Jeszcze dziś przesłuchałem Ten od Pearl Jamu
Może nie wielki zachwyt, ale to jest jednak muzyka do której będę wracał, bo jest do czego. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 10:49 am Temat postu: |
|
|
Beastie Boys - "The In-Sound From Way Out"
Składanka instrumentalnych przerywników z ich płyt (nagrana ich własnymi ręcyma na żywych instrumentach). Rzecz o mocnym zabarwieniu funkowym, a przy tym elegancki chill-out  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 12:19 pm Temat postu: |
|
|
| Nie chcę tu zdradzać nazwy, ponieważ zachowuję ten zespół na sierpniową queenwizję ale przesłuchałem ostatnio znakomity album, żywcem wyciągnięty z lat 70.. jakiego szoku doznałem, że to zespół z tej dekady! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dundersztyc19

Dołączył: 25 Sie 2009 Posty: 1356 Skąd: Kuala Lumpur
|
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 12:34 pm Temat postu: |
|
|
Ostatnio to akurat zapoznawałem się z Elektrycznymi Gitarami, a trzy albumy, które ogólnie ostatnio przesłuchałem pierwszy raz to:
-Czesław Niemen "Aerolit", całkiem fajny progres, dość ciekawie się słuchało, aczkolwiek jak na pierwszy raz, to momentami wydawało mi się przekombinowane, choć ogólnie w muzyce progresywnej niezwykle łatwo jest zahaczyć o przekombinowanie. Raczej dla wymagających.
-Kuba Sienkiewicz "Od morza do morza", w sumie album potraktowany na równi z dokonaniami Gitar, pełnoprawnie kilka utworów jest na kompilacjach Elektrycznych Gitar Tutaj, to takie bardziej akustyczne granie. I bardzo fajnie. Teksty są fajne, jak zwykle. W utworze "Pieśń Gustawa" Kuba brzmiał normalnie jak Kaczmarski i tekst w sumie dosyć podobny w stylistyce (to nie Sienkiewicza). Generalnie album ma taki dosyć wakacyjny klimat, tak bardziej z polanami i letnią wsią się kojarzy, to też przez okładkę, która jest świetna W utworze "Fiat 126p" wspomina o Nieporęcie, czyli o miejscowości jeszcze mi bliższej pod każdym względem do Wyszkowa Miło z jego strony, bo często tędy jeżdżę i leży w tym samym powiecie. Nazwał go "dziurą", ale dzisiaj, to już żadną dziurą nie jest
-Elektryczne Gitary "Chałtury" - koncertówka. Jak dla mnie całkiem dobra, Sienkiewicz śpiewa drapieżnie w wielu utworach, co mnie zaskoczyło. Plus za listę utworów, ich wykonania i w prezencie jest jeszcze "Celina" i "Odpad atomowy" Najlepsze chyba było wykonania "Włosów" i "Końca", bo najbardziej różne od oryginałów. Rozśmieszył mnie moment, gdy zaczęli grać "Koniec", ludzie krzyczeli "Nieeee!"  _________________ - Odnoszę wrażenie, że niektórzy powinni dostać dożywotni zakaz słuchania Kazika Staszewskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 1:51 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: |
To raczej nie masz co liczyć na dobry death zresztą dla mnie w ogóle okreslenie melodeath to oksymoron w rodzaju "delikatny thrash" ,surowy symphonic" albo "wolny power" A COB jak i inne skandynawskie tego typu grupy np:Wintersun to po prostu powermetal z harczącym wokalem.Też tak kiedyś miałem włączyłem a tu nie do słuchania melodyjny galop na łeb i szyje z pędzacą na złamanie karku perkusją tyle że z ekstremalnym wokalem który dla mnie notabene jest bliższy blackowego skrzeku niż głębokiego deathowego growlu  |
Spore uproszczenie... Wintersun (które notabene lubię) czy Children of Bodom - zgoda, power metal słychać głośno i wyraźnie, ale u Edge of Sanity, Amoprhis (wczesnym) czy Amon Amarth? Raczej nie...
Wracając do tematu:
Сергей Калугин - Nigredo - jak widać na pierwszy rzut oka, Rosjanin. Płyta, na pierwszy rzut ucha, folkowa. Czyli takie niby nic. Przy czym to "nic" to tak naprawdę jedna z najlepszych płyt lat dziewięćdziesiątych - czyli już nie byle co! Na tę płytę składa się kilka czynników, przede wszystkim folk, flamenco, trochę rocka i poezja. I niesamowity wokal Kaługina. Natomiast długie, rozbudowane utwory kuszą, żeby zakwalifikować muzykę na "Nigredo" jako prog rock... Naprawdę warto posłuchać tego albumu, zwłaszcza, że artysta podaje go nam na tacy - można ściągnąć w całości z oficjalnej strony: http://orgia.ru/release.php?id=11 _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 4:17 pm Temat postu: |
|
|
| KrzysiekP napisał: | | Nie chcę tu zdradzać nazwy, ponieważ zachowuję ten zespół na sierpniową queenwizję ale przesłuchałem ostatnio znakomity album, żywcem wyciągnięty z lat 70.. jakiego szoku doznałem, że to zespół z tej dekady! |
Hyhy... Coś jak Wolfmother?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 4:51 pm Temat postu: |
|
|
| Kubolski napisał: | | KrzysiekP napisał: | | Nie chcę tu zdradzać nazwy, ponieważ zachowuję ten zespół na sierpniową queenwizję ale przesłuchałem ostatnio znakomity album, żywcem wyciągnięty z lat 70.. jakiego szoku doznałem, że to zespół z tej dekady! |
Hyhy... Coś jak Wolfmother?  |
Rock progresywny, inspiracje sięgają Jethro Tull, Yes, King Crimson i innych wielkich z tamtego okresu, ale nie jest to 'odgrzewanie kotleta'.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Lip 24, 2010 12:15 pm Temat postu: |
|
|
Electric Light Orchestra - Face the Music
ELO - A New World Record
Bardzo ale to bardzo fajna muzyka. Jak przez całe życie miałem gdzieś jakiś wzór rock'n'rolla tak te dwie płyty dopiero dały mi odpowiedź kto grał rock'n'roll. Rockarial, Livin Thing, Poker, Night Rider, Fire on High. Na pewno już ELO wpadło do mojej ulubionej 10 najlepszych zespołów. Może i grali wtórnie, może i nie mieli takich płyt różnorodnych jak Queen. Ale grali cały czas na dobrym poziomie. Ja to kupuje.
Blackfield - Blackfield
Dla Cloudy Now i dla Lullaby warto znać tą płytę. O ile się nie mylę maczał tu palce Wilson, a on ma jakiś zadziwiający dar zjawiać się tam gdzie dzieje się coś świetnego. Bardzo fajna płyta, choć znów nic odkrywczego. Ale niektóre melodie są nieziemskie.
Def Leppard - Pyromania
Jak na razie najlepsza przeze mnie poznana płyta DF. Slanga zachwalanego przez Bizona już słuchałem, ale na ten moment niewiele z niego pamiętam. Spróbuję pewnie na dniach. Póki co kawał naprawdę świetnego grania, plus gitary i wokal... taki jak lubię.
Thin Lizzy - Thunder And Lightning
Po wczorajszej lekturze fanzina wzięło mnie znów na Thin Lizzy. Prze mocarna płyta. Świetne melodie, genialna dynamika i ten dziwny wokal ... ale świetny on jest. Naprawdę polecam. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sob Lip 24, 2010 12:56 pm Temat postu: |
|
|
Akercocke - Words That Go Unspoken, Deeds That Go Undone - rzeźnia z progresywnymi ambicjami, grana przez gości w garniturach (srsly, taki mają image) - taki album nie może się nie podobać To znaczy oczywiście, że może, bo to jednak death metal. Ale fanów deathu na pewno usatysfakcjonuje, esencja, album bez słabych punktów! Naprawdę polecam.
My Brightest Diamond - A Thousand Shark's Teeth - a to z kolei rzecz bardzo nastrojowa, naście piosenek śpiewanych przez śliczną skądinąd panią, melodyjne i urocze, jednak czegoś mi brakuje. Może pewnej przebojowości, czegoś, co by wyróżniało poszczególne utwory? Ale ciary są, polecam  _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Sob Lip 24, 2010 12:58 pm Temat postu: |
|
|
Brendan Perry-Ark-2 solowa płyta Brendana.Jak dla mnie jest to na razie płyta roku .Dużo tu elektroniki,ale wcale mi to nie przeszkadza.Na tej płycie udało mu się stworzyć genialny klimat,uzupełniony przez świetne teksty.Najlepsze wg mnie to Bogus Man,Crescent i This Boy.Mam tylko nadzieję,że na kolejny album nie będzie trzeba czekać kolejnych 11 lat.
The Pineapple Thief-Someone Here Is Missing-Złodziej Ananasów cały czas się rozwija i bardzo dobrze,że nie grają non stop tego samego.W zasadzie na każdej płycie jest coś nowego.Bardzo dobry album.Też dużo tu jak Na nich elektroniki,ale bardzo umiejętnie ja wykorzystali i połączyli z tradycyjnymi dla nich gitarami i nostalgią..9 świetnych utworów.Jedyny minus to brak jakiegoś długasa,do których przywyczaili na poprzednich płytach.Tym razem najdłuższe So We Row trwa tylko 8 minut ,co przy poprzednich utworach kończących albumy-ponad 20 minutowym What We Have Sown i Too Much To Lose trochę mało.Zespół rośnie w siłę i już nikt nie może mówić,że to tylko klon Porcupine Tree.
The Black Noodle Project-Ready To Go-Francuzi też potrafią grać prog rocka .Płytę wypełniają charakterystyczne wokalne harmonie, ładne melodie, unoszący się gdzieś nad wszystkim duch Floydów, pomieszany z brudnymi gitarami i bardzo wyrazisty bas dodający całości specyficznego mroku.Najlepszym utworem na płycie jest tytułowe Ready To Go trwające 15 minut.Częśc środkowa przypomina mi trochę fragment Echoes,ale w niczym to nie przeszkadza.Reszta też trzyma dobry równy poziom. _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Lip 24, 2010 1:50 pm Temat postu: |
|
|
Ale ja nie liczę na dobry death, tylko na dobry melodeath, który w istocie, z deayj metalem wspólnego od dłuższego czasu wiele nie ma, ale funkcjonuje jako gatunek raczej odróżniający się od innych mu bliskich.
I nie wiem, czemu dla Ciebie melodyjny death to oksymoron, bo ja muzyki słucham przede wszystkim dla melodii, tak więc gdyby w death metalu nie było melodii - nie słuchałbym go
Trochę bardziej na temat - Anathema - We're Here Because We're Here
Jestem świeżo po, także pierwsze wrażenia na gorąco. Płyta naprawdę dobra. Oczywiście, nie nagrają już nigdy nic na poziomie płyt do Judgement włącznie, ale jednak w tym ich smęceniu jest metoda (w co już nie wierzyłem przez pewien czas, uważając, że w zasadzie kręcą się w kółko nagrywając to, czego się od nich oczekuję. Ale pogląd ten upadł wobec poznania paru rzeczy z A Natural Disaster, której zresztą teraz poszukuję, bo oczywiście jak jej nie chciałem kupować, to non-stop świeciła na półkach, a teraz jej nie ma! ).
To teraz po kolei zaczyna się oczywiście niezbyt żywo i już się boję co będzie dalej, ale jednak kawałek pt. Thin Air zaskakuje mnie pozytywnie naprawdę chwytającym tekstem, który w pewnym momencie nawet wywołuje drobniutkie ciarki na plecach (And it feels like we're already flying, but the air is too thin and we're dying...). Pierwsze wrażenie dobre, więc podbudowany słucham dalej Summernight Horizon wypada jednak słabiej od openingu, choć też całkiem nieźle. Pojawia się nadzieja na coś ostrzejszego przy mocniejszej gitarze w którejś kolejnej zwrotce, ale niestety tylko na gitarę mogę liczyć i Vincent nie zdaje się mieć zamiaru mile mnie zaskoczyć tak lubianą przeze mnie ekspresją w jego wokalu. Następny numer, Dreaming the Light znów spokojniejszy i znów niezły tekst, robi się ciepło na sercu... Kandydat do czołówki numerów na tym albumie. Większej zmiany nastroju i stylistyki nie przynosi też Everything, jednak to również niezły numer, o którym mogę w zasadzie powótrzyć to samo, co o poprzednim. Wydaje mi się też, że był to jeden z trzech numerów, które były dostępne w necie przed wydaniem płyty, także słyszałem go już kiedyś i to chyba właśnie ten numer przede wszystkim nie zrobił na mnie wrażenia, ale teraz... Teraz zdecydowanie chwycił
Teraz już spodziewam się najlepszego punktu płyty, jednego z dwóch utworów, które znałem wcześniej (trzeciego, którym prawdopodobnie był Everything po jednym przesłuchaniu zupełnie nie zapamiętałem), numeru, który w ogóle był jednym z pierwszych Anathemy, które poznałem, bardzo przypominającym mi moją ulubioną Angelicę. Angels Walk Among Us. I to niestety okazuje się największym rozczarowaniem na krążku... W porównaniu z pierwotną wersję kawałek niezwykle stracił. Niezwykle ugładzony, zwłaszcza w warstwie wokalu, bo tu właśnie Vincent pierwotnie pokazał tę ekspresję, którą u niego uwielbiam, ostatecznie zaś nieco ożywił swój głos tylko w drugiej zwrotce, pierwszą totalnie smęcąc, co w moim odczuciu totalnie mi się mija z przekazem tekstu. Mocniejsze w pierwotnej wersji gitary też jakby wykastrowane i z najlepszego utworu na płcie, jakim by był w wersji, którą znałem wcześniej, stał się numerem średnim... Widząc przeskakującą po nieco ponad 5 minutach ścieżkę już się przestraszyłem, że również outro, które kiedyś mnie nudziło, ostatnio zaś pokochałem za genialne smaczki na hammondzie, wycięto... Ale na szczęście zachowane ono zostało pod nazwą Presence, a nawet zostało ulepszone, doprawione gitarowymi zagrywkami które na myśl przywiodły mi... pierwsze płyty Dire Straits Piękny, recytowany tekst na tle cudnych klawiszy, całość po niesmaku pozostałym po poprzednim numerze nie zostawia śladu i porusza, naprawdę porusza, w tym właśnie momencie płyty wszystkie emocje się kumulują, prowadząc do drugiego znanego mi już wcześniej numeru - A Simple Mistake, który w takim kontekście jeszcze bardziej zyskuje na sile i łądunku emocjonalnym... Numer polubiłem dopiero, gdy wsłuchałem się w tekst, na który z kolei zwrócił mi uwagę komentarz na yt, którego autor wynotował kwestię It's a simple mistake to make to create love and to fall. Niesamowity utwór, po drugim refrenie następuje przejście na gitarze niezwykle mocno pachnące Porcupine Tree, po czym utwór wraca do głównych motywów i tu też dzieją się cudne rzeczy.
Niestety album nie zostawia po sobie świetnego wrażenie gdyż teraz na sam koniec otrzymujemy dwa utwory autorstwa perkusisty zespołu, Johna Douglasa. Bardzo słabe numery, nie tyle pachnący, co zrzynający z Porcupine Tree Get Off, Get Out, oraz nieco lepsze, bo mniej zrzynające, ale jednak nużące Universal, które też w sumie ratuje końcówka, w której pojawia się całkiem porządne solo i ogólnie robi się na tyle ciekawie, że nie zasypiam przez te dwa słabsze numery. Na koniec wrażenie nieco poprawia outro albumu - Hindsight, znów recytacja na tle pięknej muzyki.
Tak więc płyta naprawdę na plus, choć nie myślę, że będę do niej często jako całości wracał (co za dużo smętów to niezdrowo ), to większość numerów z pewnością do mnie trafiła i niejednokrotnie będę do nich powracał Krążek oczywiście do pierwszych 4 płyt, które posiadam nie dorasta, Judgement, które znam w mniej więcej trzech czwartych też jest daleko przed nim, ale myślę, że A Natural Disaster, gdy je poznam w całości ma szansę przebić  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Pon Lip 26, 2010 1:15 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: |
Blackfield - Blackfield
Dla Cloudy Now i dla Lullaby warto znać tą płytę. O ile się nie mylę maczał tu palce Wilson, a on ma jakiś zadziwiający dar zjawiać się tam gdzie dzieje się coś świetnego. Bardzo fajna płyta, choć znów nic odkrywczego. Ale niektóre melodie są nieziemskie. |
Potwierdzam, chociaż od Lullaby wolę jeszcze Pain, niesamowicie ta melodia płynie No i zapowiedzieli już Blackfield III, co mnie ogromnie cieszy
Na prośbę Misia:
Mike Oldfield - Ommadawn - nie będę trzymał w niepewności - to mój ulubiony album Oldfielda, z dwukrotną przewagą nad miejscem drugim (Incantations). Od pierwszej do ostatniej minuty miażdży klimatem, żonglerką instrumentami (jak ja uwielbiam brzmienie oldfieldowskiej gitary!)... W dodatku sporo tu folku, a ja taki folk uwielbiam... Nie dam złego słowa o tym albumie powiedzieć, po prostu
Poza tym
Brendan Perry - Ark - nie jest źle. Sporo elektroniki, doskonały, jak zawsze, klimat, a nad tym wszystkim mosiężny, ponury głos Perry'ego... Niestety, trochę jednak nudnawy, ale to było również wadą poprzedniego solowego Brendana. Po prostu bez Lisy to się robi monotonne... Więc płyta raczej dla fanów DCD, wątpię, czy ktoś spoza tego kręgu nawróciłby się po usłyszeniu Ark. Solidna robota, ale bez większych zachwytów. A może to po prostu nie jest płyta na lato?
A najbardziej podoba mi się Wintersun _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Lip 26, 2010 10:26 pm Temat postu: |
|
|
Kelly Bailey - Half-Life
Soundtrack do najlepszej moim zdaniem gry ever. W Haflajfie niespotykane jest to, że po przejściu na mapie 20 minut w całkowitej ciszy, nie licząc odgłosów wystrzałów i potworów, nagle narasta ciemna i mroczna muzyka ambientowa rodem z pierwszorzędnego horroru. Niesamowity klimat. Poza grą utwory sprawują się równie dobrze.
Trent Reznor - Quake
I znów soundtrack, i znów do FPSu, i znów mroczny ambient... Różni się od powyższego zdecydowanie większą dawką surowego industrialu, ale zdecydowanie nie jest to podobne do twórczości NIN.
Dwa powyższe trochę ryją beret Niemniej jednak polecam, naprawdę odjazd. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pon Lip 26, 2010 11:26 pm Temat postu: |
|
|
właśnie słucham:
Astra - The Weirding
Czyli to, co wrzucił Fenderek na 3 edycję QW. Fajne i flojdziarsko-crimsonowe. Właściwie brzmi całkiem jak z lat 70ych. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lip 27, 2010 1:12 am Temat postu: |
|
|
| Anunaki napisał: |
The Pineapple Thief-Someone Here Is Missing (...) Jedyny minus to brak jakiegoś długasa,do których przywyczaili na poprzednich płytach.Tym razem najdłuższe So We Row trwa tylko 8 minut ,co przy poprzednich utworach kończących albumy-ponad 20 minutowym What We Have Sown i Too Much To Lose trochę mało. |
Tylko że IMO "So We Row" ma nieprawdopodobny ładunek emocjonalny, nawet jak na nich. Nie mogę się ostatnio od tego kawałka uwolnić... Cudo. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Lip 27, 2010 11:48 am Temat postu: |
|
|
Yoso - Elements
Jak dla mnie bardzo przyjemny dla ucha album byłych członków Yes (Billy Sherwood, Tony Kaye) i Toto (Bobby Kimball), stąd właśnie Yoso (Yes + Toto, czaicie? ). Skład uzupełniają Johnny Bruhns i Scott Conner.
Większości z Was ten album zapewne nie przypadnie za bardzo do gustu - dużo rocka stadionowego w stylu Foreigner, sporo utworów w stylu "zapalniczki w górę", ponoć dużo wpływu Yes (nie mogę potwierdzić, bo Yes niestety nie znam), Toto też jest słyszalne. W rezultacie otrzymujemy album pełen melodii, przyjemnych gitar (wbrew pozorom trochę rockowego pazura w tym jest), ale też chyba niczym nie wyróżniający się . Co nie zmienia faktu, że czasem do niego wrócę .
http://www.youtube.com/watch?v=1Aj2cxpyciw - Yoso
http://www.youtube.com/watch?v=HCtHhxroHPA&feature=related - Walk Away
http://www.youtube.com/watch?v=AK2QLRw8HNw&feature=related - Roundabout
http://www.youtube.com/watch?v=jn8l38cDLKg&feature=related - znana i lubiana (taa) Africa _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Sie 06, 2010 12:26 am Temat postu: |
|
|
ŁAAAAAAAAAAAAAAAA
Powerslave ma moc. Zwłaszcza 2 ostanie numery z tego albumu. Kiedyś ich przesłuchałem bez większych emocji ale dziś. Dziś mnie zachwycili. I porwali jednocześnie. Ale... mniej niż....
dzisiejszy zwycięzca jeżeli chodzi o moje ... zniszczenie. Electric Light Orchestra - Time. Obok całkowicie nie z tej ziemi Ticket to the moon są same genialne... albo wspaniałe utwory. Ten cały styl i charakter jaki jest utrzymany na tym albumie. Sentymentalny, wspaniały... czasem cholernie patetyczny. Queen nieraz grało o pół tonu gorzej. Oprócz nutki Queen, jest tu też od cholery Beatlesów. Nie słuchałem tej płyty już chyba z rok, ale jak dziś mnie zniszczyła tak rzadko się zdarza by coś mnie na równi uderzyło. Jedno wielkie POLECAM _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Pią Sie 06, 2010 3:18 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Tylko że IMO "So We Row" ma nieprawdopodobny ładunek emocjonalny, nawet jak na nich. Nie mogę się ostatnio od tego kawałka uwolnić... Cudo. |
To fakt,kapitalny utwór,ale jak dla mnie mógłby być jednak trochę dłuższy  _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Sie 06, 2010 3:46 pm Temat postu: |
|
|
| Atrus napisał: | Na prośbę Misia:
Mike Oldfield - Ommadawn - nie będę trzymał w niepewności - to mój ulubiony album Oldfielda, z dwukrotną przewagą nad miejscem drugim (Incantations). Od pierwszej do ostatniej minuty miażdży klimatem, żonglerką instrumentami (jak ja uwielbiam brzmienie oldfieldowskiej gitary!)... W dodatku sporo tu folku, a ja taki folk uwielbiam... Nie dam złego słowa o tym albumie powiedzieć, po prostu  |
No! Ja uwielbiam jeszcze przede wszystkim The Songs Of Distant Earth, ale z tego pierwszego okresu Ommadawn absolutnie rządzi. To solo, które kończy drugą część czy też dramatyzm końca pierwszej części z dziecięcym chórem! Przynajmniej Ty jesteś nawrócony.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|