| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 12:39 am Temat postu: |
|
|
| Tak, to Pedobear. Zastanawiam się w sumie czy czy go widać. :d |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 12:45 am Temat postu: |
|
|
Nie mam pojęcia o czym rozmawiacie, ale chciałem tylko zauważyć, że na tym spotkaniu kiedy była Aarcia z koleżanką (w Szufladzie na Brackiej) nie było NAR-a, za to była gwałciarnia. Wy się chłopaki poznaliście w Meduzie, w pawilonach na Nowym Świecie, tam też były mokre owce.
To powiedziałem ja, lemur, człowiek ze zbyt dobrą pamięcią.
Aha, wreszcie przesłuchałem ostatnio kilka razy w całości ostatnie Arcade Fire. Wymiata, to tak krótko.
A, no i jeśli chodzi o emocje i takie tam, to byście The National posłuchali. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 1:20 am Temat postu: |
|
|
| lemur napisał: | Nie mam pojęcia o czym rozmawiacie, ale chciałem tylko zauważyć, że na tym spotkaniu kiedy była Aarcia z koleżanką (w Szufladzie na Brackiej) nie było NAR-a, za to była gwałciarnia. Wy się chłopaki poznaliście w Meduzie, w pawilonach na Nowym Świecie, tam też były mokre owce.
To powiedziałem ja, lemur, człowiek ze zbyt dobrą pamięcią.
|
O pewnie masz rację. Piwo dla tego człowieka (nie ja stawiam xP). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 1:56 am Temat postu: |
|
|
| arsen napisał: | | Lemur i jej koleżanka |
Wreszcie coś dobrego ten kateroid napisał.
@topic - cały dzień słuchałem Metaliki (wybranych co lepszych), Led Zeppelin (wszystkiego co się nawinęło) i starego Genesis (jeszcze leci... cośtam, The Chamber of 32 Doors, whatever). W każdym razie odnośnie Genesis - ja nie wiem, dla mnie to ten sam rodzaj progu co Yes, w sensie, dla mnie zupełnie nieogarnialny. Nic w ogóle. Ja lubię Gabriela generalnie, co mi się jego solowy kawałek trafi to bardzo okej. Ale tu nic, lecą te kawałki kolejne i lecą, żadnego nie pamiętam, a słyszałem te płyty już naprawdę wiele razy. Fifth of firth było i się trochę ocknąłem, bo całkiem fajne. No ale serio, całkiem fajne. Jeszcze parę kawałków jest spoko, głównie z Foxtrot i Nursery Cryme. Tyle. Aż się czuję jakiś nieczuły czy coś. A żeby było zabawniej to przecież fishmarillion, który rzekomo jest kopią Genesis - uwielbiam (i nawiązując do jedynej dyskusji w tym temacie dodam, że co by nie mówić o Mokrej Owcy, Misplaced Childhood to nadal najlepsza ich płyta, durnie). _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 2:06 am Temat postu: |
|
|
rotfl, jest kawałek Mefju. Wreszcie coś dobrego. To chyba znaczy, że jestem ostatecznie stracony dla świata fenderkowego tróproga.  _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 2:08 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | arsen napisał: | | Lemur i jej koleżanka |
Wreszcie coś dobrego ten kateroid napisał. |
lol, niemoge. Lemur mi się pomiędzy Arcię i jej koleżankę wtrynił. xD |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Shoryuken

Dołączył: 26 Mar 2010 Posty: 358 Skąd: ja mam to k***a wiedzieć?
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 6:50 am Temat postu: |
|
|
| Arsen napisał: | | Atrus napisał: | | Mimo to, płyta brzmi spójnie, wszystkie nagrania trzymają wysoki poziom (nie to co jakieś Marbles) |
Ooo. Następny głosi kontrowersyjne poglądy.  |
Bynajmniej. Najprawdziwsza prawda to. Na Marbles mamy nagrania o poziomie wysokim oraz takie o poziomie wysokościowym więc płyta w sumie jest niespójna więc jakby nie patrzeć to minus  _________________ http://www.lastfm.pl/user/Shoryuken10 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 2:05 pm Temat postu: |
|
|
też Genesis nie ogarniam, zwłaszcza tego fapowanego Foxtrota z epicką kolacją, która mnie nuży. Mimo wszystko to jednak i tak wolę ich od Yesów, bo mają więcej melodii chyba. Albo są po prostu mniej ZAWOLOWOALANI od Yes i łatwiej do mnie trafiają.
A Misplaced Childhood to najmniej przeze mnie lubiana płyta za Fisha i jedna z 3, 4 do których najrzadziej wracam z Mari w ogóle. ho taki jestem. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 2:51 pm Temat postu: |
|
|
Akurat aż takiego fapowania do kolacji nie rozumiałem nigdy, ale Nursery, Trespass i Selling England to płyty tak niewiarygodnie piekne, że brak mi słów... Foxtrot jest w połowie genialny, w połowie mnie nuży, wreszcie przesłynne Lambs... dla mnie przedobrzone i przekombinowane- ale to dla mnie. Natomiast te trzy to absolutnie cudne melodie, kapitalne rzeczy. No i FoF rulez! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 3:52 pm Temat postu: |
|
|
A ja właśnie fapuję do Kolacji jak dziki. Szczególnie uwielbiam wersje live z Collinsem na wokalu i Brufordem na garach, np. z Cleveland '76 (sbd). _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 4:08 pm Temat postu: |
|
|
Po kilkunastu odtworzeniach dojrzałem do tego albumu. Nie było łatwo - nie ma tego dość śmiesznego poczucia "lol, ja tu gram na wszystkich instrumentach" obecnego na Tubular Bells, odstresowującego luzu jak na Hergest Ridge - mamy za to 37 minut pięknej muzyki, skomponowanej od serca przez multiinstrumentalistę. Jednak w koncu cos drgnęło i płyta załapała. Oldfield stwierdził kiedyś w wywiadzie, że jest to jego najbardziej osobista płyta i to właśnie słychać - biorąc pod uwagę niektóre późniejsze wypowiedzi artysty na temat fragmentów tego albumu, można wywnioskować, iż miała to być swoista psychoanaliza muzyczna wykonana przez samego muzyka. Zmęczony sukcesem debiutu, który górował i do dziś góruje nad całą resztą twórczości tego pana, męczony wspomnieniami trudnego dzieciństwa, introwertyczny Oldfield całkowicie zamknął się w sobie. Uważał, że jedyne, co mu pozostało w życiu, z czego czerpał jakąkolwiek radość, to muzyka. W końcu przełamał się w sobie i wszystkie te emocje wylał na pięciolinii, tworząc Ommadawn.
Nie jest to płyta łatwa. Zmiany motywów oraz tempa nie są takie oczywiste jak na innych płytach Oldfielda. Aranżacja została ograniczona do głównie instrumentów "żywych" oraz głosu ludzkiego i jedynym elektronicznym instrumentem użytym na albumie w dużych ilościach był emulator smyczkowy Solina. Perkusja nigdy nie pojawia się w tradycyjnej "rockowej" konfiguracji, a jedynie słyszalne są indywidualne instrumenty perkusyjne, głownie tradycyjne i orkiestrowe.
Chyba najpiękniejszym momentem płyty i jednym z najbardziej emocjonalnie intensywnych muzyki ogółem jest zakończenie części pierwszej. Muzyk po ok. 15 minutowej podróży po różnych nastrojach zaczyna budować napięcie. Wchodzą kolejne warstwy instrumentów, bez-tekstowe wokalizy są coraz silniejsze, gitara elektryczna gra coraz głośniej, coraz wyższe dźwięki, aż w końcu nadchodzi wybuch: warstwy gitar, syntetycznych smyczków, gitary basowej, instrumentów perkusyjnych i chóru osiągnęły najwyższy możliwy stopień intensywności i grają progresję znaną z początku dzieła. W końcu na przód wynurza się gitara elektryczna, grająca jedną z najprostszych i najpiekniejszych solówek w historii. Oldfield, pytany o właśnie ten fragment utworu, stwierdził:
| Mike Oldfield napisał: | | It scared me to death when I did it. When I did that electric guitar, I found it really frightening. I couldn't sleep |
| Mike Oldfield napisał: | | I realised that what had been fucking me up was being born. A lot people get fucked up when they're born. So I decided that I was just going to be re-born. It was the only answer. I had to recreate the circumstances of my birth. |
| Mike Oldfield napisał: | | The end of the first side of Ommadawn is the sound of me exploding from my mother's vagina |
I te emocje czuć. Można poczuć, jak trzęsące się ręce muzyka grają proste interwały, proste motywy, jednak wkłada w to tyle własnych emocji, jest to dla samego muzyka tak ważne, że muzyczne skomplikowanie "bo tak", tak powszechne na Tubular Bells czy wielu z późniejszych dzieł Oldfielda, odchodzi w odstawkę - tutaj nie liczy się nic innego, prócz człowieka, gitary i próby odpowiedzi na pytanie: "Czy coś jest ze mną nie tak? A jeśli tak, to co to wywołało?" Ja, gdy słucham tego fragmentu, z każdą kolejną nutą przypominam sobie najważniejsze dla mnie momenty życia. Nie było ich wiele, w końcu ile mógł przeżyć szesnastolatek, więc wybaczcie, jeśli brzmię naiwnie. Ale słuchanie tego fragmentu wywołuje u mnie coś, co mogę porównać jedynie z odgraniczeniem się od reszty świata. To wręcz nierealne uczucie. Pierwszy raz to poczułem, gdy usłyszałem tę płytę tuz po informacji o odejściu osoby mi dość bliskiej. I od tego czasu gdy tylko wchodzi ta przesterowana gitara nie mogę powstrzymać emocji. Te bodaj 27 taktów muzyki instrumentalnej znaczą dla mnie więcej niż niektóre całe albumy pełne nawet najbardziej wzruszających i poetyckich tekstów, wszystkie, nawet najlepiej wykonane i przemyślane koncepty wydają się mikroskopijne. To jest porównywalne z zatrzymaniem próbowania obiektywnego spojrzenia na cokolwiek i pójścia za głosem serca, całkowitemu oddaniu się uczuciom. Nagromadzenie emocji nie jest absolutnie rozładowane, ba - Mike w ogóle nie stara się tych emocji rozładować. Po ostatnim takcie następuje nagłe urwanie się wszystkich instrumentów oprócz bębnów, które dalej wystukują rytm, tak podobny do bicia serca przerażonego (a może sfrustrowanego? zestresowanego?) człowieka.
Druga część to swoiste katharsis po emocjach zawartych w części pierwszej. Ten kawałek albumu sobie zawszę porównuję do podróży przez piękną krainę, pełną wysokich drzew, zamków oraz gór sięgających najwyższych partii chmur. Jest początkowo pełna dysonansów, budzi niepokój, jak przebywanie całkiem samemu w takiej krainie w całkowitej ciemności. Jednak wschodzi dzień. Gitara akustyczna nas wprowadza w piękny świat krajobrazów. Wchodzą dudy, krajobraz zmienia się w bardziej zamglony, zbliżony do Szkockiego czy Walijskiego, które to krajobrazy były bardzo bliskie artyście. Jednak iluzja się kończy z chwilą wejścia ostatniego szybszego movementu, w którym prym znowu wiedzie gitara elektryczna, jednak w przeciwieństwie do zakończenia części pierwszej, tutaj solo brzmi bardziej jak celebracyjna melodia, wyraża radość, jakby z zakończonej podróży w głąb swojej psychiki.
Oldfield jednak ni spoczywa i kończy płytę ostatecznie bardzo naiwną piosenką "On Horseback". Wymienia rzeczy, które lubi, mówi o innych ludziach, zawsze kwitując linijką, że "najbardziej lubi być na grzbiecie konia". Po tej pięknej płycie taka piosenka jest jak genialny epilog - mrugnięcie oka gitarzysty do słuchacza: "Hej, może i ta płyta była pełna skrajnych emocji, może i mogła sprowokować jakieś głębsze przemyślenia... Jednak tak naprawdę, to w głębi serca jestem prostym, naiwnym młodym człowiekiem. Nie jestem żadną gwiazdą - jestem taki jak ty i, podobnie jak ty, chciałbym być wolnym od wszelkich zmartwień i jeździć na koniu."
Jej... ale długie to wyszło... ale fajnie jest tak czasami pofapować do zajebistej płyty. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 4:13 pm Temat postu: |
|
|
No, a do tego świetna okładka.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 4:26 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | No, a do tego świetna okładka. |
Właśnie, skoro już mowa o okładce, to chciałem dodać, że cieszę się, że na reedycji z 2010 przywrócili czcionkę z oryginalnego wydania winylowego. Te ogromne, żółtawe litery zabierające połowę miejsca na okładce wkurwiały mnie niemiłosiernie. Takie małe, proste napisy w górnych rogach zdecydowanie lepiej wyglądają. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Wrz 21, 2011 4:30 pm Temat postu: |
|
|
Zdecydowanie. I nie zasłaniają włosów. Fappity-fap. Ale i tak młody Gilmour ładniejszy.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 3:29 pm Temat postu: |
|
|
Nie umiem pisać o muzyce w taki sposób jak ci wszyscy Marillionaniści, nie lubię pisać obiektywnie, jak jakiś napuszony krytyk, więc powiem krótko. Wolę zakończenie drugiej części, kiedy mogę się ekscytować słuchaniem gitary Oldfielda; i bardziej podoba mi się to zdjęcie (nie jako okładkę, jako zdjęcie):
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 3:55 pm Temat postu: |
|
|
| Punkadiddle czy Ty lubisz Pokemony? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 4:05 pm Temat postu: |
|
|
Ja ostatnio dojrzałem do muzyki bigbitowej z lat '60 i początku '70.
Ogólnie to wcześniej też. Spodobał mi się Niemen, The Beatles, Tadeusz Nalepa (a to za sprawą jednego z występów w must be the music).
Nie tak dawno znalazłem w zbiorze mojego taty płytę RMF FM Sławy Przybylskiej. Piękna muzyka (nie bigbitowa). Bardzo trydna w odbiorze dla takich nastków jak ja. super piosenki to :
1."Piosenka o okularnikach"
2."Pamiętasz była jesień"
3."Gdzie są kwiaty z tamtych lat' (?)
4."Siedzimy na dachu"
Ogólnie to płyta ma chyba 20 tracków, ale narazie ogarnąłem pierwsze cztery
http://merlin.pl/Zlota-Kolekcja-Pamietasz-byla-jesien_Slawa-Przybylska,images_big,22,5320382.jpg _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 6:18 pm Temat postu: |
|
|
| punkadiddle napisał: | | Wolę zakończenie drugiej części, kiedy mogę się ekscytować słuchaniem gitary Oldfielda |
Dla mnie pierwsza część zjada drugą część na śniadanie. No nie licząc On Horseback, bo to jest tak pięknie słodka piosenka. Jednakże, mimo wszystko, druga część też jest cholernie mocna, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że cała ta płyta to jakiś TOP 20 wszech czasów. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 6:57 pm Temat postu: |
|
|
| A Exposed znasz? Chociaż tam co prawda nie ma Ommadawn. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 6:59 pm Temat postu: |
|
|
No nie znam, niestety. ;/ Słyszałem, że fajna koncertówka. Jak będę miał okazję to postaram się zdobyć. Ale najpierw przesłucham studyjne Incantations, bo tutaj mam zaległości. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 7:04 pm Temat postu: |
|
|
Z Incantations polecam trzecią i czwartą część, ale i tak widzę, że czym innym się kierujesz niż ja przy słuchaniu, więc pewnie jak na złość bardziej spodoba Ci się jedynka i dwójka. ;P
A propos: http://forum.queen.pl/viewtopic.php?t=3746&start=30 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Pon Paź 10, 2011 7:43 pm Temat postu: |
|
|
Pamiętacie to arcydzieło, którym omal nie wygrałem QueenWizji?
Właściwie to jeden ze słabszych kawałków na tej płycie.
Dodajmy - najlepszej ever.
<zmienia ocenę na RYMie na 5,0>
Ale poważnie. Nie wiem, czy o tej płycie można cokolwiek napisać z sensem. Oczywiście - że to totalny unikat w kategorii muzyki rockowej (a właściwie nie rockowej, bo nie ma gitary hehe), że teksty znakomite i w ogóle saksofon barytonowy. Że niesamowite brzmienie - a co mi tam, napiszę: niesamowite brzmienie, oparte na dwustrunowym basie i saksofonie barytonowym. Do tego głęboki, niski wokal - czyli generalnie dużo dołów, tylko od czasu do czasu saksofon wzbije się w wyższe rejestry. I to tyle. A, no i 13 rewelacyjnych piosenek, z których każda (i nie przesadzam, a nawet jeśli, to niewiele) zapada w pamięć. Czasami za sprawą melodii, czasami zagrywki saksofonu, czasami jedną linijką tekstu. Pełen minimalizm.
The Saddest Song - tytuł całkiem zasłużony. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Pon Paź 10, 2011 8:24 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | Zdecydowanie. I nie zasłaniają włosów. Fappity-fap. Ale i tak młody Gilmour ładniejszy.  |
Sry, ale co jest fapliwego w tłustych włosach uczesanych na otwartą książkę? _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Wto Paź 11, 2011 10:23 am Temat postu: |
|
|
| Atrus napisał: |
|
Niezłe! I know you wymiata moim zdaniem _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Wto Paź 11, 2011 11:57 am Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | I know you wymiata moim zdaniem |
Aha, ale jak dla mnie wersja instrumentalna.
Ta najsmutniejsza piosenka może nie jest najsmutniejszą, za to tytułowa jest naprawdę dobra. Spodobała mi się też You Speak My Language.
Bardzo ciekawa płyta, podoba mi się bas, wokal, a szczególnie tak użyty saksofon. Dzięki Atrus za podzielenie się. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Wto Paź 11, 2011 12:05 pm Temat postu: |
|
|
No też całkiem całkem... Ale wolę tą wyżej opisaną W ogóle to co to za muzyka? Bo się wkręciłem w to...  _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Shoryuken

Dołączył: 26 Mar 2010 Posty: 358 Skąd: ja mam to k***a wiedzieć?
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 9:21 pm Temat postu: |
|
|
Krotko i na temat: Joe Bonamassa Dust Bowl oraz Airbag All Rights Removed. Oba to znakomite, mega pozytywne niespodzianki. Dust Bowl jest cudowny. Pierwsze skojarzenie po przesłuchaniu - Perfect Strangers Purpli. Ta sama moc, ten sam styl i ten sam fakt braku słabego ogniwa i to w 2011 roku kiedy naprawdę niewiele już oczekuję po muzyce nawet tych największych. Jest mocno, z pazurem ale jest też i magicznie, bluesowo no i pewne elementy country sie załapały, każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Trójcę w postaci The Last Matador of Bayonne, Heartbreaker oraz No Love On The Street mogę zapętlić na cały dzień i nie odczuwać znużenia. Duże zaskoczenie dla mnie bo zdążyłem się już przyzwyczaić do pewnego standardu na solowych płytach wielkich gitarzystów kapitalnych wykonań ale pozbawionych jednak tej magii, która zmuszałaby mnie do częstych powrotów. Tutaj jej nie brakuje.
Co do Airbaga zaskoczenie nieco mniejsze bo po kapitalnym debiucie nie spodziewałem się obniżenia jakości. To co zaskoczyło to zdecydowanie większa agresywność, większa energia i pewność siebie. Jedynym zarzutem w kierunku Identity była jednak pewna jednostajność, monotonia. To oczywiście nie przeszkodziło mi zakochać się w tym albumie bez opamiętania ale jednak... było jakieś ale Tutaj zarzutów nie mam, piękna pełna energii płyta (choć oczywiście daleko jej do pełni energii w rozumieniu ostrego grania), jest szybciej, bardziej różnorodnie a co za tym idzie jeszcze piękniej. Pierwszy odsłuch White Wall mogę chyba przyrównać do pierwszego odsłuchu Neverland jeśli chodzi o emocje Może piszę trochę na wyrost, może emocje opadną po kolejnych przesłuchaniach ale co tam. Pierwsze wrażenie jest dla mnie bardzo ważne. W większości przypadków jeśli wzlatuje na takie wyżyny emocjonalne jak tu to album już zostaje ze mną na zawsze  _________________ http://www.lastfm.pl/user/Shoryuken10 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 9:27 pm Temat postu: |
|
|
Ten tego. Airbaga znalazłeś w sieci czy przysłali Ci CD do domu?
Jak to pierwsze, to przeryję neta choćbym miał do rana siedzieć. _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|