| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Vimes

Dołączył: 13 Lip 2009 Posty: 136 Skąd: królewskie krakowy
|
Wysłany: Sob Lip 17, 2010 11:57 pm Temat postu: |
|
|
co do zjebania mówiłem jedynie o Innuendo bo CLTCL naprawdę wyszło fajnie. A powracając do Daltreya, cóz, może swoje robi to, że dla mnie Daltrey jest najlepszy jedynie w kompozycjach Townshenda?? Jutro jak przetrzeźwieje to napisze  _________________ "Cokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek, bez żadnego uzasadnienia" - Zappa |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Nie Lip 18, 2010 12:25 am Temat postu: |
|
|
Tak a propos tematu, to właśnie przed chwilą odgrzebałem sobie w pamięci kilka wykonań z pamiętnego Triubute'u. Plant miał szansę wczuć się w klimat tego utworu (zarombiście im wyszło chociażby to płynne przejście z Kashmiru do szybkiej solówki na Red Special), ale ogólnie do swojego występu podszedł w sposób, no cóż... nazwijmy to nonszalancki Nie trafiał nierzadko w linię melodyczną, pretensjonalnie przeciągał (sylaby, całe zdania... zaraz, zaraz, skąd my to znamy, tyle że temu drugiemu panu wychodziło to jakby bardziej sprawnie ), no a już przyspieszone wejście po pierwszej bodaj zwrotce to totalny obciach i amatorszczyzna Pal licho zresztą z tekstem, ale był ledwo słyszalny, machał tym statywem jak popierdolony (nieco lepiej udawała mu się ta sztuka w samej końcówce, kiedy to trzymał w ręce sam tylko mikrofon i to na tyle blisko paszczy, by dało się zrozumieć słowa wydobywające się z jego szlachetnej buźki ). Achh, no i jeszcze jedno, choć może to kogoś zadziwi - o ile zwierzęcy magnetyzm i swego rodzaju seksualny image zespołu nieźle się sprawdzał na koncertach Zeppelinowskich w latach '70, kiedy wszyscy oni byli jeszcze piękni i młodzi, to w wydaniu plantowskim A.D. '92 mógł wzbudzić jedynie szyderczy uśmiech na twarzy Ja to u niego bardzo lubię, żeby nie było wątpliwości, no ale to zupełnie kłóciło się IMO ze specyfiką tego utworu A już te ozdobniki w rodzaju "Och, BABY, BABY, tread that fine line" (i znowu mamy wyraźne podobieństwo z Paulem, ci blues-rockowcy to już tak chyba mają do siebie ) kompletnie mnie rozdupcyły i to tak że ja niemoge
Ale żeby nie wyszło tak krytykancko i jednostronnie to przyznam, że CLTCL wyszło mu już - jak i całemu zespołowi zresztą - niemal wybornie. Ta piosenka po prostu bardziej Robertowi pasowała Ale najlepszy ze wszystkich i tak był Gary Cherone, włożył w swój występ zdecydowanie najwięcej pasji i serca Z wielką przyjemnością wracam zresztą do Queen Medley Extreme - naprawdę, kawał dobrej roboty z ich strony i świetny hołd złożony nie tylko z fanowskiego obowiązku, ale i prawdziwej potrzeby serca.... ale mi ckliwie wyszło na sam koniec, nieładnie tak )
EDIT: Naszła mnie jeszcze taka myśl, że być może to właśnie to fatalne zdaniem wielu wykonanie Innuendo z FMT mogło być jedną z przyczyn rezygnacji chłopców z wykonywania tego utworu na trasie z Paulem. Może, bo przyczyna mogła być przecież znacznie bardziej prozaiczna, np. więcej czasu na klaskanie w Radio Gaga czy bujanie się na We Are The Champions Nevermind, byłby to w każdym razie chyba najlepszy opener koncertów, jaki można sobie w ogóle wyobrazić... tyle razy spotkałem się z tezą, że Queen to zjawisko w świecie rocka niepowtarzalne, swego rodzaju ewenement między innymi ze względu na teatralne ciągoty Fredka. Stąd moje pytanie - czy ktoś potrafi sobie wyobrazić BARDZIEJ teatralne wejście niż właśnie ten narastający rytm perkusji w pierwszych sekundach Insynuacji? Bo ja bym miał z tym bardzo wyraźny problem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lip 18, 2010 1:08 am Temat postu: |
|
|
| Majkel napisał: | Nevermind, byłby to w każdym razie chyba najlepszy opener koncertów, jaki można sobie w ogóle wyobrazić... tyle razy spotkałem się z tezą, że Queen to zjawisko w świecie rocka niepowtarzalne, swego rodzaju ewenement między innymi ze względu na teatralne ciągoty Fredka. Stąd moje pytanie - czy ktoś potrafi sobie wyobrazić BARDZIEJ teatralne wejście niż właśnie ten narastający rytm perkusji w pierwszych sekundach Insynuacji? Bo ja bym miał z tym bardzo wyraźny problem  |
| Fenderek lekko ponad dwa lata temu wypisując swoją wymarzoną setlistę Q+PR napisał: | Z cyklu "marzenia ktore sie nigdy nie spelnia"...
(...)
1. INNUENDO (o tym wstepie juz pisalismy... zgaszone swiatlo, werbel... slychac odliczanie, zapala sie swiatlo za kurtyna, na mocne wejscie kurtyna opada... lepszego wstepu do koncertu nie bylbym sobie w stanie wyobrazic)
|
Reszta setlisty tutaj  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw Sie 12, 2010 4:47 pm Temat postu: |
|
|
| Vimes napisał: | Moim zdaniem Paul lepiej wyciagnął SMGO, ale co mi się kłócić  |
Kolega raczy mylić "wyciąganie" z interpretacją utworu. Wyciągać wysokich rejestrów Paul tam nawet nie próbował... bo zwyczajnie nie jest w stanie im podołać. Natomiast interpretację zaprezentował całkiem udaną.
| Fenderek napisał: | | Dead On Time- jest powód dla którego ten kawałek nigdy na żywo grany nie był i nie chodzi mi o gragment szybki tylko o wszystkie wysokie nuty. |
A ja myślałem, że tym powodem było solo gitarowe, z którym Brian nawet w studio zmagał się okrutnie. I szczerze - nie słyszę w tym utworze żadnych wysokich nut, przynajmniej na tle innych kompozycji, które bez problemu grali na żywo. Chcąc widzieć tutaj trudne elementy, już prędzej bym się skłonił ku rytmice tekstu, lecz skoro Fred dawał radę w Killer Queen...
| Bizon napisał: | | plant to sie przede wszystkim tekstu nie nauczyl. ale poza tym, jego wykonanie bardzo mi sie podoba. zupelnie inne niz oryginal ale ta wersja ma zajebisty klimat. |
Zgodzę się co do klimatu - zwłaszcza ten cytat z Kashmir był genialny! Tekstu Plant nie znał - to prawda, wstyd i hańba! Ale też wokalnie - słabo, jak na niego - trudno powiedzieć czy nie był w formie, czy zeżarł go stres - fakt jest taki, że na niemal każdej górce jaja mu ściskało, a ozdobników fraz wypluł z siebie więcej, niż samego tekstu. A szkoda bo to mógł być wielki hit tego zbiorowego hołdu, z którego IMO jedynie George Michael, James Hetfield i Gary Cherone wyszli obronną ręką.
Dla mnie najtrudniejsze do zaśpiewania piosenki Queen to:
Cool Cat
You Take My Breath Away
The Show Must Go On
Bohemian Rhapsody
Don't Try So Hard
Innuendo
Somebody To Love _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Czw Sie 12, 2010 11:51 pm Temat postu: |
|
|
Widzę że Incubus wymienił prawie wyłacznie te utwory gdzie trzeba wysokich dźwięków,falsety,"górki"itp, owszem dla bardzo wielu to problem ale są też tacy co własnie w w górach się dobrze czują(np:Hughes),ale generalnie dla większosci wokalistów jednak "góry" są problemem
I tak sobie myślę że np: takie "Don't try so hard" łatwiej byłoby zaśpiewać kobiecie bo 98% wokalistów musiałaby to śpiewać w niższej tonacji żeby dac radę |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 8:59 am Temat postu: |
|
|
Tyle, że w przypadku kobiety w zespole nazwa Queen by już nie pasowała, nawet Q+ wyglądałoby dizwnie  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 9:43 am Temat postu: |
|
|
Bo Queen kojarzy mi się albo z Królową Elżbietą II bądź z zespołem z czerema (a teraz na koncertach jest/było ich sześciu) facetami ale facetami. Kobieta na jednorazowym gościnnym występie to może być, ale gdyby jechali w trasę to już nie. Z drugiej strony nie wiem czy któraś by wytrzymała taką presję ze strony fanów no i prasy. Wydaje mi się, że prasa ostro (jeszcze bardziej niż teraz) by zaatakowała Bri i Rogera, że "dobili" zespół który tworzyli przez 20 lat z Johnem i Freddiem. Dobrze, że Rog pilnuje Briana bo moze już w 2005 mielibyśmy trasę z jakąś kobitą a nie Paulem. Z resztą IMO kobieta nie pasuje do rockowej kapeli, większość nie wytrzymuje tego napięcia a mężczyźni jednak są bardziej odporni psychicznie. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 12:13 pm Temat postu: |
|
|
Oczywiście że to byłby zły pomysł bo by zmieniło profil zespołu i za bardzo odbiegało by od tego jak prezentował się Queen,zresztą nikt nic takiego nie mówi
Ja tylko napisałem że kobiecie łatwiej (a często co za tym idzie lepiej) byłoby wykonać niektóre te "wysoko" śpiewane utwory, bo facetów mogących ogarnąć takie "górki" jest mało .Tak na marginesie zresztą tych "kobiecych" coverów Queenu nie ma za wiele
To wszystko tylko potwierdza wielką klasę wokalną Freddiego |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 12:46 pm Temat postu: |
|
|
To znaczy Fred miał sporą skalę i to jest fakt, a że jego naturalnym głosem był (niższy) baryton to inna sprawa... zresztą za każdym razem kiedy się na niego deydował to... ciarki... Ot, choćby zwrotki Mother Love...
A właśnie, Mother Love, to nie jest diablo trudne do zaśpiewania? Zeszliśmy na felsety, ale... powiem szczerze że dla mnie większą wartość ma zaśpiewana "na ogniu", na pełnym gazie wysoka nuta niż wypiszczany felset. To jest sztuka- ale niektórym przychodzi to w miarę łatwo, gardło działa wtedy zupełnie inaczej. IMO zaśpiewanie czegoś takiego jak Innuendo, Show Must Go On czy Mother Love w pełni, na gazie, z tą mocą i do tego czysto jest tak ze dwa razy trudniejsze od Cool Cata... w sensie jeśli ktoś w ogóle nie potrafi felsetu to faktycznie takiego Cool Cata położy z góry na dół, od początku do końca- a w Show Must Go On odpuści sobie tylko górki i tyle... ale... nie wiem, mnie w głosie Freda nigdy nie fascynował felset, mnie fascynowała wolność z jaką potrafił osiągnąć wysokie "prawdziwe" rejestry... ta moc z tym idąca. Przy felsecie można się podeprzeć wyćwiczoną techniką, wysokie nuty też można zaśpiewać znając techniki i mając predyspozycje, ale już włożyć w to ten power, zaspiewac to z takim przekonaniem... to już sama technika nie wystarczy.
Nie zgadzam sie (niefortunne określenie - generalnie chodzi mi o to, ze rozumiem, że to właśnie kwestia predyspozycji itd, po prostu mam inaczej, no) że Somebdoy to Love i You Take My Breath Away są najtrudniejszymi. OK- chyba że chodzi o to, zeby odśpiewać nuta w nutę tak samo, ale powiem szczerze nigdy na to nie patrzyłem w ten sposób. Patrzyłem na to raczej tak: rzecz ma by w tej samej tonacji (co juz sprawia, ze rzecz staje sie diablo trudna o czym przekonalismy sie podczas Tributu), trzeba ją zaśpiewać i wyjść z twarzą. Własna interpretacja dozowlona, ale oczywiście nie jakas awangardowa I Somebody to Love oraz You Take My Breath Away wydają mi się "do zrobienia". Zresztą, z tym drugim się kiedyś mierzyłem, choć rzeczywiście w innej tonacji, właśnie po to żeby śpiewać bliżej wersji koncertowej niż felsetem...
Natomaist dziwię się, ze jeśli już wspominamy felsety że nikt nie wymienił Pain/Pleasure... tu trzeba sobie tak samo mocno jaja ściskać jak przy Cool Cacie... No i Don't Try So Hard absolutna zgoda- najpierw felset, potem nieprawdopodobne górki w refrenie... to prawie brzmi jak taki pól-felset, w sensie... przedziwna technika, nieosiągalna...
Co do Dead On Time- wysokie nuty, chodziło mi o sam wstęp (ale wiadomo, można go odpuścić), poza tym wszystkie "fool" i końcowe "Dead on time, dead on time, dead on time", które może wysoko super nie są ale w połaczeniu z tempem utworu są dośc karkołomne...
Swoją drogą- One Year of Love, za którym specjalnie nie przepadam- w takiej tonacji, z takim ogniem to też rzecz łatwa nie jest... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kociarz
Dołączył: 01 Wrz 2008 Posty: 177
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 7:47 pm Temat postu: |
|
|
| felset? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 7:56 pm Temat postu: |
|
|
Felset, falset- chodzi o to, zeby mieć ciasne spodnie...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 11:32 pm Temat postu: |
|
|
Dla mnie "Don't try..." szczególnie refren to nie bardzo falset lepiej po prostu rzec bardzo wysoki męski głos tak jak w wielu innych piosenkach.
Swoją drogą "Somebody..." według mnie nie nalezy do najtrudniejszych ,to znaczy jest trudny ale głównie te wszystkie harmonie wokalne ,a sama pojedyńcza partia Freddiego jest ciężka ale na pewno nie jest to na tyle trudne by rzec najtrudniejsze,zresztą to była jedyna piosenka na Tribucie która wypadła na równi z oryginałem i nawet jesli G.Michael jest świetnym wokalistą to nie są wyżyny trudności w twórczości Queenu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Żbik88

Dołączył: 05 Kwi 2009 Posty: 573 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Sie 14, 2010 11:53 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Przy felsecie można się podeprzeć wyćwiczoną techniką, wysokie nuty też można zaśpiewać znając techniki i mając predyspozycje, ale już włożyć w to ten power, zaspiewac to z takim przekonaniem... to już sama technika nie wystarczy. |
w zwiazku z powerem, gdyby przypomnieć takie klasyki jak :
Another One Bites The Dust
Don't Stop Me Now
DSMN szczegolnie: ''I'm burning through the sky Yeah!
Two hundred degrees
That's why they call me Mister Fahrenheit
I'm trav'ling at the speed of light
I wanna make a supersonic woman of you''
no i oczywiscie AOBTD:''How do you think I'm going to get along
Without you when you're gone
You took me for everything that I had
And kicked me out on my own
Are you happy are you satisfied?
How long can you stand the heat
Out of the doorway the bullets rip
To the sound of the beat look out''
mysle ze tu power bezsprzecznie jest i nie potrzeba falsetu o czym mowil Fenderek. zaspiewac te linijki z takim powerem jak Fred to cosmos (ale nie rocks)  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|