FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepszy wokal?
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mefju



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 2871
Skąd: Piaseczno

PostWysłany: Nie Sty 17, 2010 4:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fenderek napisał:
A co słyszeliśmy z 1983?


W drugiej połowie tego roku była przecież sesja nagraniowa do The Works. Fakt usłyszeliśmy piosenki z tej płyty pierwszy raz dopiero w roku 1984, ale tu chyba bardziej chodzi o okres nagrywania niż wydania. Przynajmniej dla mnie jest on trochę bardziej istotny.
_________________


"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
innuendo91



Dołączył: 30 Gru 2008
Posty: 228
Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia

PostWysłany: Pon Sty 18, 2010 8:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dokładnie o to mi chodziło - Zdaje się za wyjątkiem "Is This The World We Created" całe "The Works" zostało nagrane w 1983 w L.A.

Ogólnie najbardziej lubię głos Fredzia w okresie "TW" i "AKOM".
_________________
"My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
master of your destiny



Dołączył: 21 Sty 2010
Posty: 7

PostWysłany: Czw Sty 21, 2010 10:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mefju254 napisał:
Zawsze się co do tego lekko wahałem, ale teraz jestem gotów stwierdzić, że wokal Freda był lepszy zdecydowanie w latach 80-tych, a także na początku 90-tych(szacun, że pomimo postępującej choroby jego głos wciąż trzymał świetną, a może nawet i lepszą formę Smile).
Gdy słucham Queen z wczesnych lat 70-tych to głos Freda wydaje mi się być jakiś taki dziwny(ale nie znaczy wcale, że nie fajny Razz). Trochę zbyt kobiecy. Np. gdy słucham takiego "Father to Son" albo "Seven Seas Of Rhye" to wogóle nie poznaję Freda i dawniej miałem spore wątpliwości co do tego czy to na pewno on te utwory śpiewa, czy inny muzyk z zespołu, np. Brian, albo... John Deacon Laughing Przez pewien okres czasu miałem takie ciche przypuszczenie, że to może być on bo ten głos nie pasował mi za bardzo do żadnego z pozostałych muzyków. :] Wiem, że to może dla Was zabrzemieć śmiesznie, no ale... to było dawno temu, gdy dopiero co raczkowałem jeśli chodzi o moją znajomość Królowej. Razz
Co zaś do lat 80-tych to ta chrypka zdecydowanie była na plus. Poza tym głos Freda brzmi tu zdecydowanie wyraziściej i słychać w nim głębię i emocje. A najbardziej to mi się podoba ten głos w piosence "Gimme The Prize" - tam to dopiero Fredek daje czadu! Laughing Na początku uszy mnie co prawda trochę od tego bolały, ale na szczęście przyzwyczaiłem się. Smile
A jeśli chodzi o falset Freda to on nie zawsze mi się podoba. Wszystko zależy od klimatu i konwencji danego utworu. Np. w takim "Pain Is So Close To Pleasure" to ten falset mnie drażni i brzmi strasznie pedałowato! Zresztą cała piosenka jest jak dla mnie pedałowata. Razz

Ciekawi mnie natomiast jedna rzecz - że to ponoć od papierosów(m.in.) ten głos mu się tak polepszył i że to one mu nadały taką charakterystyczną chrypkę... ciekawe, czy zostało to jakoś naukowo udowodnione. Bo to nie jedyny taki przypadek w muzyce. Był już kiedyś taki amerykański muzyk jazzowy Nat King Cole, który też palił(i to nawet sporo, bo aż 3 paczki dziennie) i też tłumaczył się, że dzięki paleniu jego głos utrzymuje formę. I niestety źle się to dla niego skończyło, gdyż w wyniku nałogu musiał przedwcześnie odejść. Sad I co ciekawe dokładnie w tym samym wieku co Freddie(no tam pół roku starszy może był). Słyszałem też o jakiejś baletnicy, która odkryła, że jej talent potęguje się poprzez bierne palenie tytoniu.... Domyślam się, że takich przypadków mogło być jeszcze sporo, ale jak na razie nic więcej mi nie przychodzi do głowy...
Co o tym myślicie? Jak to jest z tymi petami? Smile



Jak dla mnie to Pain is so close to pleasure wymiata i tak Very Happy po prostu troche inne brzmienie od tych bardziej charakterystycznych kawałków. Może to efekt współpracy Freddiego z Johnem. Zresztą od kiedy John zaczął mieć wiecej do powiedzenia to kierunek queen troche sie zmienił( hot space) np. cool cat, też, jak powiedziałeś troche "pedałowata", ale mnie sie podoba Very Happy

zresztą to określenie w kontekście naszego wokalisty nie powinno być jakoś szczególnie obraźliwe Laughing
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
pietras



Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 206
Skąd: "Otłok" city

PostWysłany: Wto Sty 26, 2010 1:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zdecydowanie trasa The Game Tour, zwłaszcza koncert w Montrealu. Szkoda, że nie udokumentowano południowo-amerykańskiej części trasy. Tłumy na koncertach to mało powiedziane... A to wiadomo jak działało na Freddiego. Razz
_________________
www.queen.fora.pl - forum poświęcone Królowej
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Michalzbiku95



Dołączył: 26 Lut 2010
Posty: 995
Skąd: Warszawa - Bielany

PostWysłany: Sob Maj 01, 2010 1:56 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Freddie najlepszy głos miał w latach 88-91. Połączyłem te dwa okresy , ale jeśli miał bym wskazać ten album najlepszy wokalnie to The Miracle
_________________
Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
hot rychu



Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 170

PostWysłany: Pią Maj 07, 2010 12:34 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- najlepszy glos Freddie mercury mniał w latach 1946-1991... , a tak na serio to chyba przez całe lata 80-te jego głos był w najlepszej formie
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
KrzysiekP



Dołączył: 26 Lut 2006
Posty: 2115
Skąd: Wielkopolska

PostWysłany: Pią Maj 07, 2010 3:03 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

pietras napisał:
Zdecydowanie trasa The Game Tour, zwłaszcza koncert w Montrealu. Szkoda, że nie udokumentowano południowo-amerykańskiej części trasy. Tłumy na koncertach to mało powiedziane... A to wiadomo jak działało na Freddiego. Razz


Nie udokumentowano? w jakim sensie? Jest ok. 20 koncertów audio z tej trasy, parę lat temu nieznanych. Video jest Buenos (świetny klimat i świetny koncert), Sao Paulo i Caracas. No chyba, że chodzi o oficjalne wydawnictwo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mariusz



Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 2411
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sob Maj 08, 2010 10:08 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zgadzam się-Buenos i Sao Paulo mają moc!!! Smile
_________________
There Must Be More To Life Than This
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Rory Eleanor



Dołączył: 15 Maj 2005
Posty: 655

PostWysłany: Sob Lip 10, 2010 6:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

In The Lap Of The Gods live Budapest 27.7.86 Smile
_________________
KYA
Queen Projekt

http://www.rogertaylor.info TAYLOR
http://www.timothydalton.info/ DALTON
http://www.sirrogermoore.net MOORE
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Numer GG
Oskar



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 588
Skąd: Rumia

PostWysłany: Nie Lip 03, 2011 10:24 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mi najbardziej podchodzi okres od A kind Of Magic aż po Made In Heaven.
To znaczy 1986-1991
W "Ride The Wild Wind" Freddie ma dziwnie podniecającą chrypkę.
W "Gimme The Prize" jest fajnie, ale czasem za bardzo drze się
W "Mother Love" moim zdaniem zaśpiewał najlepiej w swojej karierze Shocked
_________________
O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
crimson_claire



Dołączył: 28 Sie 2011
Posty: 21
Skąd: Toruń/Poznań

PostWysłany: Nie Sie 28, 2011 2:08 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Najlepszy okres? - lata 70 (ale nie sam początek). Somebody to love, Bohemian Rhapsody, Killer Queen. Robił z głosem co chciał. Oczywiście w późniejszych latach miał już spore doświadczenie, wiedział jak to się robi ale mnie właśnie lata 70. powalają na kolna.
_________________
Taka cienka granica między normalnością a szaleństwem, aż dziwne że to od nas zależy, czy jesteśmy normalni czy już klasyfikujemy się na oddział zamknięty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Oskar



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 588
Skąd: Rumia

PostWysłany: Pon Sie 29, 2011 10:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Miał fajny głos w latach 1986-1991 i w ogóle w latach '80. Gdyby Queen na lata '80 brzmiało tak jak I Want It All, czy Innuendo, albo jak Was It All Worth It, to by było git na 100%! Ale woleli nagrywać badziewny pop jak Hot Space, czy The Works. . .
Bo dużo ludzi (z mojego otoczenia) wręcz maniaczy "I Want It All" i "Innuendo", a jest wielu takich.
Właściwie w latach osiemdziesiątych to Queen było ni to popowe, ni to rockowe. Jak nagrali album to przeplatany był rock z popem i nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Przykład:

The Works - mamy fajne rockowe brzmienia jak "Hamer To Fall", "Tear It Up", "Machines". ale pomiędzy mamy "Radio Ga Ga" i "I Want To Breek free.

A Kind Of Magic - Mamy fajne rockery w postaci "Gimme The Prize", "One Vision" i "Princes Of The Universe", ale i mamy popowe draństwo jak "A Kind Of Magic", "Pain Is So Close To Pleasure" i "Don't Lose Your Head"...

Hot Space to już sobie daruję
_________________
O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
zinger menu



Dołączył: 28 Mar 2008
Posty: 396
Skąd: dzikie kraje

PostWysłany: Wto Sie 30, 2011 12:39 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oskar napisał:
ale i mamy popowe draństwo jak "A Kind Of Magic"

Oskar napisał:
Zwłaszcza "One Vision" i "A Kind of Magic"-to jest prawdziwy rock.

_________________
2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
crimson_claire



Dołączył: 28 Sie 2011
Posty: 21
Skąd: Toruń/Poznań

PostWysłany: Wto Sie 30, 2011 12:31 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hmm...
Taka jest prawda, że do końca nie wiemy jak głos Freddiego brzmiał pod koniec jego życia - > nie koncertował. A przecież w studio można nagrywać wszystko po 1000 razy i wybrać najlepszą część. Koncerty... to co innego. Ja powiem szczerze bardzo lubię głos Freddiego pod koniec jego kariery, ale to nie to samo co w latach 70.
_________________
Taka cienka granica między normalnością a szaleństwem, aż dziwne że to od nas zależy, czy jesteśmy normalni czy już klasyfikujemy się na oddział zamknięty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
kwak
Gość





PostWysłany: Wto Sie 30, 2011 12:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

zinger menu napisał:
Oskar napisał:
ale i mamy popowe draństwo jak "A Kind Of Magic"

Oskar napisał:
Zwłaszcza "One Vision" i "A Kind of Magic"-to jest prawdziwy rock.


holy piece a chit wtf is he talkin about? did he ever heard true ROCK?

ive been singing the blues ever since the world begin
Powrót do góry
Oskar



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 588
Skąd: Rumia

PostWysłany: Pią Wrz 02, 2011 1:22 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie uważam że A Kind Of Magic jest rockową piosenką (już). Ale One Vision jak najbardziej.
Po za tym AKOM to nietylko te dwie piosenki...
_________________
O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
punkadiddle



Dołączył: 26 Lis 2008
Posty: 1123

PostWysłany: Pią Wrz 02, 2011 3:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No ba, są przecież jeszcze dwie inne: Pain Is So Close to Pleasure i Friends Will Be Friends. Twisted Evil
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jaszek



Dołączył: 08 Lis 2010
Posty: 701
Skąd: Zawoja/Kraina Rhye

PostWysłany: Pią Wrz 02, 2011 5:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

i ba Pain Is So Close To Pleasure zostało wydane jako singiel zresztą Friendsy tez Laughing I trzeba przyznać że w tej pierwszej piosence Freddie pokazuje skale swojego talentu wokalnego może nie każdy trawi falset ale zdaje się zę jest tu na wysokim poziomie Laughing
_________________
I'm slightly mad
Oh dear
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG WP Kontakt
shamar



Dołączył: 18 Maj 2008
Posty: 1942
Skąd: K-ce / Czewa

PostWysłany: Pią Wrz 02, 2011 6:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tabletki nie pomagają ile raz widzę ten temat czytam :

"W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepsze wąsy?"
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
StrikesLikeColdSteel



Dołączył: 04 Paź 2011
Posty: 48

PostWysłany: Wto Paź 04, 2011 11:27 pm    Temat postu: Re: W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepszy wokal? Odpowiedz z cytatem

futureal napisał:
No właśnie, bo zauważyłem,że o ile II, Sheer Heart Attack i Night at the Opera to genialne płyty, świetne zaaranżowane wokalnie ,podobnież świetne aranżacje i melodie są na A Day at the Races, to wydaję mi się jednak że nie był to szczyt wokalny dla Freddiego.
Jak słucham np. Live Killers czy ostatnio koncertów na youtube z końcówki lat 70 wydaję się mi ,że Freddie w tych starych utworach brzmi lepiej, jakoś tak zadziorniej i ostrzej (oczywiście na starszych płytach śpiewa znakomicie ,genialnie ale...)
Co do lat 80 to o ile są to gorsze płyty, to wokalnie jest naprawdę świetnie weźmy It's Hard Life ,Who Want to Live Forever czy Scandal ,ale też i słabsze utwory z tych płyt jak np. świetnie zaśpiewane tytułowe utwory z A Kind of Magic i Miracle.
Scandal zresztą może faktycznie zapowiadać czasy Innuendo ,gdzie Freddie śpiewa jeszcze bardziej poważnie ,patetycznie ,z taką mocą np. tytułowy czy Ride the Wild Wind ...

Jestem ciekaw waszych opinii.

No więc w mojej opinii wokal Freddiego zawsze brzmiał bosko. Lubię i ten czystszy, młodzieńczy głos z lat siedemdziesiątych i ten późniejszy z chrypką. Co do efektów to mam wrażenie, że Freddie znakomicie operował brzmieniem, przynajmniej na albumach, bo jak chciał to jednak śpiewał czyściej. Mam też takie wrażenie, że niższy, bardziej schrypniety głos mógł być jakąś częścią tego mocno męskiego wizerunku, który Freddie przybrał w pewnym momencie swojego życia, nawet jeśli zmiana barwy głosu była przypadkowa, to i tak pasowała do tego wizerunku więc git.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
damiandaj



Dołączył: 26 Gru 2010
Posty: 68

PostWysłany: Pią Paź 14, 2011 10:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Freddie najlepszy wokal miał zdecydowanie w latach 79-82 a dokładnie od początku Crazy Tour do kilku pierwszych koncertów ameykańskiej części trasy Hot Space.
Fred na koncertach miał ogromną moc w głosie (np. słuchając Bohemian Rhapsody z tych lat zawsze dostaje ciarek na plecach) Very Happy
Szkoda tylko, że życiowa forma wokalna Freda nie została do końca wykorzystana w studio. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Boogie



Dołączył: 10 Wrz 2011
Posty: 19

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 12:29 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie ulubiony, ale najlepszy (wg mnie) wokal Freddie miał już kiedy był chory, czyli na The Miracle, Innuendo i Made In Heaven, pomijając w tym ostatnim przypadku piosenki, które zostały nagrane wcześniej, np. utwór tytułowy. Jego głos był wtedy taki mocny, potężny, może patetyczny, jak napisał cytowany przez StrikesLikeColdSteel futureal. W każdym razie każdy dźwięk, jaki wtedy wydawał przyprawia mnie zawsze o ciarki. Nawet to Yeah. Nie wiem, co było powodem tej poprawy. Z jednej strony mógł nabrać doświadczenia w śpiewaniu, ale z drugiej niektórym głos słabnie z wiekiem. Do tego Freddie był chory, co też dziwi - mogło to osłabić jego wokal, ale najwyraźniej stało się odwrotnie. A mówią, że co cię nie zabije, to wzmocni...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
NatArt



Dołączył: 10 Wrz 2011
Posty: 198
Skąd: Kołobrzeg

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 9:18 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeśli chodzi Ci o utwór Smile "Yeah" z płyty MIH to zaczerpnięto go bodajże z "Don't Try Suicide" z 1980.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 1:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Boogie napisał:
Nie ulubiony, ale najlepszy (wg mnie) wokal Freddie miał już kiedy był chory, czyli na The Miracle, Innuendo i Made In Heaven, pomijając w tym ostatnim przypadku piosenki, które zostały nagrane wcześniej, np. utwór tytułowy. Jego głos był wtedy taki mocny, potężny, może patetyczny, jak napisał cytowany przez StrikesLikeColdSteel futureal. W każdym razie każdy dźwięk, jaki wtedy wydawał przyprawia mnie zawsze o ciarki. Nawet to Yeah. Nie wiem, co było powodem tej poprawy.

Generalnie powodem było to, że na tych albumach śpiewał głównie przeponą, a to właśnie pozwoliło mu zabrzmieć mocniej (i tak jakby czyściej) niż na poprzednich albumach przy mniejszym wysiłku. Czyli jest to kwestia techniki. Coś mi się zdaje, że mogło to mieć trochę związek z chorobą - Freddie mógł być już zbyt słaby, żeby śpiewać tak czysto siłowo.
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Fenderek



Dołączył: 14 Lis 2003
Posty: 13423

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 2:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To znaczy ja bym się doszukał jeszcze czegoś innego. Współpraca z Montserrat. On przy niej faktycznie inaczej śpiewał czy zaczął śpiewać. Wystarczy porównać AKOM i Barcelonę- na Barcelonie nawet jak się wydziera to jest to takie... pełniejsze... poza tym więcej śpiewa barytonem a nawet kiedy wchodzi wyżej- faktycznie, śpiewa z przepony... Wcześniej zdarzało mu się po prostu drzeć z gardła, co w sumie nie jest dziwne bo forsował wyższy głos niż miał w rzeczywistości... No i po sesji z Monserrat były Miracle, Innuendo i te ostatnie sesje w Montreaux.

W sumie podobno Fred był bardzo zdenerwowany pierwszymi spotkaniami z Montserrat, był onieśmielony, ona gdzieś w jakims wywiadzie go namawiała żeby śpiewał czysto, pełnie itd... kiedy śpiewasz z gardła głos jest lekko uwięziony- jeśli uda się zaśpiewać z przepony brzmi pełniej, ja to zawsze nazywałem "uwalnianiem głosu". Słychać mniejszy wysiłek a równocześnie większą moc... może to własnie o to chodzi? Może w jakiś sposób był to wpływ pani Caballe? A moze Fred wyjątkowo dużo ćwiczył przed spotkaniami z nią, przez ten ogromny szacunek jaki do niej czuł?
_________________


Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.

A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Boogie



Dołączył: 10 Wrz 2011
Posty: 19

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 4:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NatArt napisał:
Jeśli chodzi Ci o utwór Smile "Yeah" z płyty MIH to zaczerpnięto go bodajże z "Don't Try Suicide" z 1980.

Szczerze mówiąc to akurat przy tym nie mam ciarek, może za krótki utwór. Za to ładnie wkomponowany i raczej to robi większe wrażenie - coś jak "retrospekcje" pod koniec Mother Love.
Mnie się akurat wydawało, że to z Hot Space.

Gnietek, rozsądnie piszesz. Dziwi mnie tylko, że Freddie tyle lat śpiewałby przez "zaciśnięte gardło" i mu to nie przeszkadzało. Jedyne, o czym wiem, to jakieś guzki zdaje się na początku lat 80. Mimo to dalej śpiewał po swojemu, a przecież jest to dosyć męczące. Nie jest to raczej kwestia przygotowania wokalnego, pewnych umiejętności, a raczej ich braku? Chociaż nie wykluczam choroby, bo w końcu ona może wycisnąć z ludzi rzeczy, o które sami by się nie podejrzewali.
Za to czy rzeczywiście współpraca z Caballe go tak zmotywowała? Z tego co wiem robił różne ćwiczenia głosowe razem ze Staffellem. Albo później ich zaprzestał, albo nie były mu zbyt przydatne, ale wtedy w jaki sposób później udało mu się dokonać takiej poprawy techniki? Zakładając, że nie korzystał z niczyjej pomocy. Jeśli jednak rzeczywiście przerwał ćwiczenia to jak musiał brzmieć jego głos przed nimi? Wink

Takie pytania mi się nasunęły, ale obawiam się, że odpowiedzi na nie to zagadki, które mógłby rozwiązać tylko sam Freddie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
whoatemydinner



Dołączył: 02 Lip 2011
Posty: 1771
Skąd: Z Mornington Crescent.

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 4:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NatArt napisał:
Jeśli chodzi Ci o utwór Smile "Yeah" z płyty MIH to zaczerpnięto go bodajże z "Don't Try Suicide" z 1980.

Ja z kolei słyszałem, że zsamplowali z Action This Day. Cholera, duzo tych yeahów w dyskografii Queen się nazbierało i jest z czego wybierać. Laughing
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Gnietek



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 936
Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)

PostWysłany: Pon Paź 17, 2011 5:47 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Boogie napisał:
Dziwi mnie tylko, że Freddie tyle lat śpiewałby przez "zaciśnięte gardło" i mu to nie przeszkadzało. Jedyne, o czym wiem, to jakieś guzki zdaje się na początku lat 80. Mimo to dalej śpiewał po swojemu, a przecież jest to dosyć męczące. Nie jest to raczej kwestia przygotowania wokalnego, pewnych umiejętności, a raczej ich braku? Chociaż nie wykluczam choroby, bo w końcu ona może wycisnąć z ludzi rzeczy, o które sami by się nie podejrzewali.
Za to czy rzeczywiście współpraca z Caballe go tak zmotywowała? Z tego co wiem robił różne ćwiczenia głosowe razem ze Staffellem. Albo później ich zaprzestał, albo nie były mu zbyt przydatne, ale wtedy w jaki sposób później udało mu się dokonać takiej poprawy techniki? Zakładając, że nie korzystał z niczyjej pomocy. Jeśli jednak rzeczywiście przerwał ćwiczenia to jak musiał brzmieć jego głos przed nimi? Wink

Takie pytania mi się nasunęły, ale obawiam się, że odpowiedzi na nie to zagadki, które mógłby rozwiązać tylko sam Freddie.


Te guzki, o których piszesz, czyli polipy, to się u niego pojawiły już w 1974 r. (albo i wcześniej, ale wtedy zostały zdiagnozowane). Wtedy Freddie musiał przerwać trasę koncertową i przez kilka tygodni odpocząć od śpiewania. Te problemy były spowodowane zapewne przeforsowaniem strun głosowych - bo wówczas Queen dawało koncerty niemal codziennie, a zdarzało się nawet, że 2 razy dziennie. Poza tym podczas tych koncertów Freddie na serio nie oszczędzał się. Np. śpiewał falsetem (np. w "In The Laps Of The Gods... revisited"), co później (stale mówię o występach na żywo, bo w studio to co innego) zdarzało mu się już tylko wyjątkowo - ewidentnie bał się efektów. Wink Później te piosenki, w których w wersjach studyjnych występują bardzo wysokie dźwięki, śpiewał asekuracyjnie znacznie niżej (chyba najbardziej to słychać w "Brighton Rock"). Tak swoją drogą, w nagraniach w studio falsetem najczęściej śpiewał też do tego wypadku z 1974 - bo chyba nigdzie nie ma aż tyle falsetu co na "Sheer Heart Attack". Później Freddie starał się śpiewać jak najgłośniej, wręcz ryczał, co sprawiało, że często głos mu się łamał, zwłaszcza kiedy był akurat w gorszej formie. Do tego też nie potrzebował za bardzo przepony. Wink
Co do lat 80. - wtedy rzeczywiście jego problemy z tymi polipami nasiliły się, o czym zaświadczają różne relacje, np. można o tym przeczytać w książce Huttona czy w "Biografii definitywnej". Przyczyny? Pewnie taka choroba sama się nasila, jeśli się pracuje głosem, do tego dochodził, że tak powiem, brak higieny gardła - palenie, picie, prochy. No i on chyba przykładał zdecydowanie mniejszą wagę do techniki niż wcześniej. Tak jakby uznał, że osiągnął mistrzostwo i nie musi się starać. Wink W wywiadzie z 1984 (chyba, nie pamiętam zbyt dobrze, ale na pewno było to już w latach 80.) narzekał, że zmniejszyła mu się skala głosu i że podczas pewnego koncertu (San Francisco?) niemal nie był w stanie śpiewać. Z powodu jego problemów z gardłem odwołana sporo koncertów w latach 70., ale jeszcze więcej w latach 80. (mam wrażenie, że niewiele brakowało, żeby odwołano wszystkie występy w RPA, bo 2 z nich skasowano, a 1 skrócono Wink ).
Co było zanim zaczął ćwiczyć ze Staffellem, to rzeczywiście trudno powiedzieć, ale zachowały się pojedyncze próbki wokalu Freddiego sprzed Queen i tam słychać, że pod koniec lat 60. on jeszcze takim genialnym wokalistą nie był. Wink Zresztą w okresie debiutu płytowego Queen też jeszcze rozwijał się jako wokalista, czemu na pewno sprzyjało hojne używanie harmonii wokalnych w tym zespole.
_________________
Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy. Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Queen - Ogólne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek