| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Sty 17, 2010 4:17 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | A co słyszeliśmy z 1983? |
W drugiej połowie tego roku była przecież sesja nagraniowa do The Works. Fakt usłyszeliśmy piosenki z tej płyty pierwszy raz dopiero w roku 1984, ale tu chyba bardziej chodzi o okres nagrywania niż wydania. Przynajmniej dla mnie jest on trochę bardziej istotny. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Pon Sty 18, 2010 8:15 pm Temat postu: |
|
|
Dokładnie o to mi chodziło - Zdaje się za wyjątkiem "Is This The World We Created" całe "The Works" zostało nagrane w 1983 w L.A.
Ogólnie najbardziej lubię głos Fredzia w okresie "TW" i "AKOM". _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
master of your destiny
Dołączył: 21 Sty 2010 Posty: 7
|
Wysłany: Czw Sty 21, 2010 10:36 pm Temat postu: |
|
|
| Mefju254 napisał: | Zawsze się co do tego lekko wahałem, ale teraz jestem gotów stwierdzić, że wokal Freda był lepszy zdecydowanie w latach 80-tych, a także na początku 90-tych(szacun, że pomimo postępującej choroby jego głos wciąż trzymał świetną, a może nawet i lepszą formę ).
Gdy słucham Queen z wczesnych lat 70-tych to głos Freda wydaje mi się być jakiś taki dziwny(ale nie znaczy wcale, że nie fajny ). Trochę zbyt kobiecy. Np. gdy słucham takiego "Father to Son" albo "Seven Seas Of Rhye" to wogóle nie poznaję Freda i dawniej miałem spore wątpliwości co do tego czy to na pewno on te utwory śpiewa, czy inny muzyk z zespołu, np. Brian, albo... John Deacon Przez pewien okres czasu miałem takie ciche przypuszczenie, że to może być on bo ten głos nie pasował mi za bardzo do żadnego z pozostałych muzyków. :] Wiem, że to może dla Was zabrzemieć śmiesznie, no ale... to było dawno temu, gdy dopiero co raczkowałem jeśli chodzi o moją znajomość Królowej.
Co zaś do lat 80-tych to ta chrypka zdecydowanie była na plus. Poza tym głos Freda brzmi tu zdecydowanie wyraziściej i słychać w nim głębię i emocje. A najbardziej to mi się podoba ten głos w piosence "Gimme The Prize" - tam to dopiero Fredek daje czadu! Na początku uszy mnie co prawda trochę od tego bolały, ale na szczęście przyzwyczaiłem się.
A jeśli chodzi o falset Freda to on nie zawsze mi się podoba. Wszystko zależy od klimatu i konwencji danego utworu. Np. w takim "Pain Is So Close To Pleasure" to ten falset mnie drażni i brzmi strasznie pedałowato! Zresztą cała piosenka jest jak dla mnie pedałowata.
Ciekawi mnie natomiast jedna rzecz - że to ponoć od papierosów(m.in.) ten głos mu się tak polepszył i że to one mu nadały taką charakterystyczną chrypkę... ciekawe, czy zostało to jakoś naukowo udowodnione. Bo to nie jedyny taki przypadek w muzyce. Był już kiedyś taki amerykański muzyk jazzowy Nat King Cole, który też palił(i to nawet sporo, bo aż 3 paczki dziennie) i też tłumaczył się, że dzięki paleniu jego głos utrzymuje formę. I niestety źle się to dla niego skończyło, gdyż w wyniku nałogu musiał przedwcześnie odejść. I co ciekawe dokładnie w tym samym wieku co Freddie(no tam pół roku starszy może był). Słyszałem też o jakiejś baletnicy, która odkryła, że jej talent potęguje się poprzez bierne palenie tytoniu.... Domyślam się, że takich przypadków mogło być jeszcze sporo, ale jak na razie nic więcej mi nie przychodzi do głowy...
Co o tym myślicie? Jak to jest z tymi petami?  |
Jak dla mnie to Pain is so close to pleasure wymiata i tak po prostu troche inne brzmienie od tych bardziej charakterystycznych kawałków. Może to efekt współpracy Freddiego z Johnem. Zresztą od kiedy John zaczął mieć wiecej do powiedzenia to kierunek queen troche sie zmienił( hot space) np. cool cat, też, jak powiedziałeś troche "pedałowata", ale mnie sie podoba
zresztą to określenie w kontekście naszego wokalisty nie powinno być jakoś szczególnie obraźliwe  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pietras

Dołączył: 25 Sty 2010 Posty: 206 Skąd: "Otłok" city
|
Wysłany: Wto Sty 26, 2010 1:15 pm Temat postu: |
|
|
Zdecydowanie trasa The Game Tour, zwłaszcza koncert w Montrealu. Szkoda, że nie udokumentowano południowo-amerykańskiej części trasy. Tłumy na koncertach to mało powiedziane... A to wiadomo jak działało na Freddiego.  _________________ www.queen.fora.pl - forum poświęcone Królowej |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Michalzbiku95

Dołączył: 26 Lut 2010 Posty: 995 Skąd: Warszawa - Bielany
|
Wysłany: Sob Maj 01, 2010 1:56 pm Temat postu: |
|
|
Freddie najlepszy głos miał w latach 88-91. Połączyłem te dwa okresy , ale jeśli miał bym wskazać ten album najlepszy wokalnie to The Miracle _________________ Nagroda "Tomisiępodobatomniejoznowucośfajnego 2010" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hot rychu

Dołączył: 13 Lut 2009 Posty: 170
|
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 12:34 am Temat postu: |
|
|
| - najlepszy glos Freddie mercury mniał w latach 1946-1991... , a tak na serio to chyba przez całe lata 80-te jego głos był w najlepszej formie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 3:03 pm Temat postu: |
|
|
| pietras napisał: | Zdecydowanie trasa The Game Tour, zwłaszcza koncert w Montrealu. Szkoda, że nie udokumentowano południowo-amerykańskiej części trasy. Tłumy na koncertach to mało powiedziane... A to wiadomo jak działało na Freddiego.  |
Nie udokumentowano? w jakim sensie? Jest ok. 20 koncertów audio z tej trasy, parę lat temu nieznanych. Video jest Buenos (świetny klimat i świetny koncert), Sao Paulo i Caracas. No chyba, że chodzi o oficjalne wydawnictwo. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Sob Maj 08, 2010 10:08 am Temat postu: |
|
|
Zgadzam się-Buenos i Sao Paulo mają moc!!!  _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Rory Eleanor

Dołączył: 15 Maj 2005 Posty: 655
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Nie Lip 03, 2011 10:24 am Temat postu: |
|
|
Mi najbardziej podchodzi okres od A kind Of Magic aż po Made In Heaven.
To znaczy 1986-1991
W "Ride The Wild Wind" Freddie ma dziwnie podniecającą chrypkę.
W "Gimme The Prize" jest fajnie, ale czasem za bardzo drze się
W "Mother Love" moim zdaniem zaśpiewał najlepiej w swojej karierze  _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
crimson_claire

Dołączył: 28 Sie 2011 Posty: 21 Skąd: Toruń/Poznań
|
Wysłany: Nie Sie 28, 2011 2:08 pm Temat postu: |
|
|
Najlepszy okres? - lata 70 (ale nie sam początek). Somebody to love, Bohemian Rhapsody, Killer Queen. Robił z głosem co chciał. Oczywiście w późniejszych latach miał już spore doświadczenie, wiedział jak to się robi ale mnie właśnie lata 70. powalają na kolna. _________________ Taka cienka granica między normalnością a szaleństwem, aż dziwne że to od nas zależy, czy jesteśmy normalni czy już klasyfikujemy się na oddział zamknięty. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Pon Sie 29, 2011 10:13 pm Temat postu: |
|
|
Miał fajny głos w latach 1986-1991 i w ogóle w latach '80. Gdyby Queen na lata '80 brzmiało tak jak I Want It All, czy Innuendo, albo jak Was It All Worth It, to by było git na 100%! Ale woleli nagrywać badziewny pop jak Hot Space, czy The Works. . .
Bo dużo ludzi (z mojego otoczenia) wręcz maniaczy "I Want It All" i "Innuendo", a jest wielu takich.
Właściwie w latach osiemdziesiątych to Queen było ni to popowe, ni to rockowe. Jak nagrali album to przeplatany był rock z popem i nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Przykład:
The Works - mamy fajne rockowe brzmienia jak "Hamer To Fall", "Tear It Up", "Machines". ale pomiędzy mamy "Radio Ga Ga" i "I Want To Breek free.
A Kind Of Magic - Mamy fajne rockery w postaci "Gimme The Prize", "One Vision" i "Princes Of The Universe", ale i mamy popowe draństwo jak "A Kind Of Magic", "Pain Is So Close To Pleasure" i "Don't Lose Your Head"...
Hot Space to już sobie daruję _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
crimson_claire

Dołączył: 28 Sie 2011 Posty: 21 Skąd: Toruń/Poznań
|
Wysłany: Wto Sie 30, 2011 12:31 pm Temat postu: |
|
|
Hmm...
Taka jest prawda, że do końca nie wiemy jak głos Freddiego brzmiał pod koniec jego życia - > nie koncertował. A przecież w studio można nagrywać wszystko po 1000 razy i wybrać najlepszą część. Koncerty... to co innego. Ja powiem szczerze bardzo lubię głos Freddiego pod koniec jego kariery, ale to nie to samo co w latach 70. _________________ Taka cienka granica między normalnością a szaleństwem, aż dziwne że to od nas zależy, czy jesteśmy normalni czy już klasyfikujemy się na oddział zamknięty. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Wto Sie 30, 2011 12:34 pm Temat postu: |
|
|
| zinger menu napisał: | | Oskar napisał: | | ale i mamy popowe draństwo jak "A Kind Of Magic" |
| Oskar napisał: | | Zwłaszcza "One Vision" i "A Kind of Magic"-to jest prawdziwy rock. |
|
holy piece a chit wtf is he talkin about? did he ever heard true ROCK?
ive been singing the blues ever since the world begin |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Oskar
Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 588 Skąd: Rumia
|
Wysłany: Pią Wrz 02, 2011 1:22 pm Temat postu: |
|
|
Nie uważam że A Kind Of Magic jest rockową piosenką (już). Ale One Vision jak najbardziej.
Po za tym AKOM to nietylko te dwie piosenki... _________________ O! To też jest Queen'ów? Fajny kawałek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Pią Wrz 02, 2011 3:52 pm Temat postu: |
|
|
No ba, są przecież jeszcze dwie inne: Pain Is So Close to Pleasure i Friends Will Be Friends.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Pią Wrz 02, 2011 5:36 pm Temat postu: |
|
|
i ba Pain Is So Close To Pleasure zostało wydane jako singiel zresztą Friendsy tez I trzeba przyznać że w tej pierwszej piosence Freddie pokazuje skale swojego talentu wokalnego może nie każdy trawi falset ale zdaje się zę jest tu na wysokim poziomie  _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
shamar

Dołączył: 18 Maj 2008 Posty: 1942 Skąd: K-ce / Czewa
|
Wysłany: Pią Wrz 02, 2011 6:21 pm Temat postu: |
|
|
Tabletki nie pomagają ile raz widzę ten temat czytam :
"W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepsze wąsy?" _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
StrikesLikeColdSteel

Dołączył: 04 Paź 2011 Posty: 48
|
Wysłany: Wto Paź 04, 2011 11:27 pm Temat postu: Re: W jakim okresie Freddie miał wg.Was najlepszy wokal? |
|
|
| futureal napisał: | No właśnie, bo zauważyłem,że o ile II, Sheer Heart Attack i Night at the Opera to genialne płyty, świetne zaaranżowane wokalnie ,podobnież świetne aranżacje i melodie są na A Day at the Races, to wydaję mi się jednak że nie był to szczyt wokalny dla Freddiego.
Jak słucham np. Live Killers czy ostatnio koncertów na youtube z końcówki lat 70 wydaję się mi ,że Freddie w tych starych utworach brzmi lepiej, jakoś tak zadziorniej i ostrzej (oczywiście na starszych płytach śpiewa znakomicie ,genialnie ale...)
Co do lat 80 to o ile są to gorsze płyty, to wokalnie jest naprawdę świetnie weźmy It's Hard Life ,Who Want to Live Forever czy Scandal ,ale też i słabsze utwory z tych płyt jak np. świetnie zaśpiewane tytułowe utwory z A Kind of Magic i Miracle.
Scandal zresztą może faktycznie zapowiadać czasy Innuendo ,gdzie Freddie śpiewa jeszcze bardziej poważnie ,patetycznie ,z taką mocą np. tytułowy czy Ride the Wild Wind ...
Jestem ciekaw waszych opinii. |
No więc w mojej opinii wokal Freddiego zawsze brzmiał bosko. Lubię i ten czystszy, młodzieńczy głos z lat siedemdziesiątych i ten późniejszy z chrypką. Co do efektów to mam wrażenie, że Freddie znakomicie operował brzmieniem, przynajmniej na albumach, bo jak chciał to jednak śpiewał czyściej. Mam też takie wrażenie, że niższy, bardziej schrypniety głos mógł być jakąś częścią tego mocno męskiego wizerunku, który Freddie przybrał w pewnym momencie swojego życia, nawet jeśli zmiana barwy głosu była przypadkowa, to i tak pasowała do tego wizerunku więc git. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
damiandaj
Dołączył: 26 Gru 2010 Posty: 68
|
Wysłany: Pią Paź 14, 2011 10:44 am Temat postu: |
|
|
Freddie najlepszy wokal miał zdecydowanie w latach 79-82 a dokładnie od początku Crazy Tour do kilku pierwszych koncertów ameykańskiej części trasy Hot Space.
Fred na koncertach miał ogromną moc w głosie (np. słuchając Bohemian Rhapsody z tych lat zawsze dostaje ciarek na plecach)
Szkoda tylko, że życiowa forma wokalna Freda nie została do końca wykorzystana w studio.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Boogie

Dołączył: 10 Wrz 2011 Posty: 19
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 12:29 am Temat postu: |
|
|
| Nie ulubiony, ale najlepszy (wg mnie) wokal Freddie miał już kiedy był chory, czyli na The Miracle, Innuendo i Made In Heaven, pomijając w tym ostatnim przypadku piosenki, które zostały nagrane wcześniej, np. utwór tytułowy. Jego głos był wtedy taki mocny, potężny, może patetyczny, jak napisał cytowany przez StrikesLikeColdSteel futureal. W każdym razie każdy dźwięk, jaki wtedy wydawał przyprawia mnie zawsze o ciarki. Nawet to Yeah. Nie wiem, co było powodem tej poprawy. Z jednej strony mógł nabrać doświadczenia w śpiewaniu, ale z drugiej niektórym głos słabnie z wiekiem. Do tego Freddie był chory, co też dziwi - mogło to osłabić jego wokal, ale najwyraźniej stało się odwrotnie. A mówią, że co cię nie zabije, to wzmocni... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NatArt

Dołączył: 10 Wrz 2011 Posty: 198 Skąd: Kołobrzeg
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 9:18 am Temat postu: |
|
|
Jeśli chodzi Ci o utwór "Yeah" z płyty MIH to zaczerpnięto go bodajże z "Don't Try Suicide" z 1980. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 1:34 pm Temat postu: |
|
|
| Boogie napisał: | | Nie ulubiony, ale najlepszy (wg mnie) wokal Freddie miał już kiedy był chory, czyli na The Miracle, Innuendo i Made In Heaven, pomijając w tym ostatnim przypadku piosenki, które zostały nagrane wcześniej, np. utwór tytułowy. Jego głos był wtedy taki mocny, potężny, może patetyczny, jak napisał cytowany przez StrikesLikeColdSteel futureal. W każdym razie każdy dźwięk, jaki wtedy wydawał przyprawia mnie zawsze o ciarki. Nawet to Yeah. Nie wiem, co było powodem tej poprawy. |
Generalnie powodem było to, że na tych albumach śpiewał głównie przeponą, a to właśnie pozwoliło mu zabrzmieć mocniej (i tak jakby czyściej) niż na poprzednich albumach przy mniejszym wysiłku. Czyli jest to kwestia techniki. Coś mi się zdaje, że mogło to mieć trochę związek z chorobą - Freddie mógł być już zbyt słaby, żeby śpiewać tak czysto siłowo. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 2:36 pm Temat postu: |
|
|
To znaczy ja bym się doszukał jeszcze czegoś innego. Współpraca z Montserrat. On przy niej faktycznie inaczej śpiewał czy zaczął śpiewać. Wystarczy porównać AKOM i Barcelonę- na Barcelonie nawet jak się wydziera to jest to takie... pełniejsze... poza tym więcej śpiewa barytonem a nawet kiedy wchodzi wyżej- faktycznie, śpiewa z przepony... Wcześniej zdarzało mu się po prostu drzeć z gardła, co w sumie nie jest dziwne bo forsował wyższy głos niż miał w rzeczywistości... No i po sesji z Monserrat były Miracle, Innuendo i te ostatnie sesje w Montreaux.
W sumie podobno Fred był bardzo zdenerwowany pierwszymi spotkaniami z Montserrat, był onieśmielony, ona gdzieś w jakims wywiadzie go namawiała żeby śpiewał czysto, pełnie itd... kiedy śpiewasz z gardła głos jest lekko uwięziony- jeśli uda się zaśpiewać z przepony brzmi pełniej, ja to zawsze nazywałem "uwalnianiem głosu". Słychać mniejszy wysiłek a równocześnie większą moc... może to własnie o to chodzi? Może w jakiś sposób był to wpływ pani Caballe? A moze Fred wyjątkowo dużo ćwiczył przed spotkaniami z nią, przez ten ogromny szacunek jaki do niej czuł? _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Boogie

Dołączył: 10 Wrz 2011 Posty: 19
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 4:46 pm Temat postu: |
|
|
| NatArt napisał: | Jeśli chodzi Ci o utwór "Yeah" z płyty MIH to zaczerpnięto go bodajże z "Don't Try Suicide" z 1980. |
Szczerze mówiąc to akurat przy tym nie mam ciarek, może za krótki utwór. Za to ładnie wkomponowany i raczej to robi większe wrażenie - coś jak "retrospekcje" pod koniec Mother Love.
Mnie się akurat wydawało, że to z Hot Space.
Gnietek, rozsądnie piszesz. Dziwi mnie tylko, że Freddie tyle lat śpiewałby przez "zaciśnięte gardło" i mu to nie przeszkadzało. Jedyne, o czym wiem, to jakieś guzki zdaje się na początku lat 80. Mimo to dalej śpiewał po swojemu, a przecież jest to dosyć męczące. Nie jest to raczej kwestia przygotowania wokalnego, pewnych umiejętności, a raczej ich braku? Chociaż nie wykluczam choroby, bo w końcu ona może wycisnąć z ludzi rzeczy, o które sami by się nie podejrzewali.
Za to czy rzeczywiście współpraca z Caballe go tak zmotywowała? Z tego co wiem robił różne ćwiczenia głosowe razem ze Staffellem. Albo później ich zaprzestał, albo nie były mu zbyt przydatne, ale wtedy w jaki sposób później udało mu się dokonać takiej poprawy techniki? Zakładając, że nie korzystał z niczyjej pomocy. Jeśli jednak rzeczywiście przerwał ćwiczenia to jak musiał brzmieć jego głos przed nimi?
Takie pytania mi się nasunęły, ale obawiam się, że odpowiedzi na nie to zagadki, które mógłby rozwiązać tylko sam Freddie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 4:50 pm Temat postu: |
|
|
| NatArt napisał: | Jeśli chodzi Ci o utwór "Yeah" z płyty MIH to zaczerpnięto go bodajże z "Don't Try Suicide" z 1980. |
Ja z kolei słyszałem, że zsamplowali z Action This Day. Cholera, duzo tych yeahów w dyskografii Queen się nazbierało i jest z czego wybierać.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Paź 17, 2011 5:47 pm Temat postu: |
|
|
| Boogie napisał: | Dziwi mnie tylko, że Freddie tyle lat śpiewałby przez "zaciśnięte gardło" i mu to nie przeszkadzało. Jedyne, o czym wiem, to jakieś guzki zdaje się na początku lat 80. Mimo to dalej śpiewał po swojemu, a przecież jest to dosyć męczące. Nie jest to raczej kwestia przygotowania wokalnego, pewnych umiejętności, a raczej ich braku? Chociaż nie wykluczam choroby, bo w końcu ona może wycisnąć z ludzi rzeczy, o które sami by się nie podejrzewali.
Za to czy rzeczywiście współpraca z Caballe go tak zmotywowała? Z tego co wiem robił różne ćwiczenia głosowe razem ze Staffellem. Albo później ich zaprzestał, albo nie były mu zbyt przydatne, ale wtedy w jaki sposób później udało mu się dokonać takiej poprawy techniki? Zakładając, że nie korzystał z niczyjej pomocy. Jeśli jednak rzeczywiście przerwał ćwiczenia to jak musiał brzmieć jego głos przed nimi?
Takie pytania mi się nasunęły, ale obawiam się, że odpowiedzi na nie to zagadki, które mógłby rozwiązać tylko sam Freddie. |
Te guzki, o których piszesz, czyli polipy, to się u niego pojawiły już w 1974 r. (albo i wcześniej, ale wtedy zostały zdiagnozowane). Wtedy Freddie musiał przerwać trasę koncertową i przez kilka tygodni odpocząć od śpiewania. Te problemy były spowodowane zapewne przeforsowaniem strun głosowych - bo wówczas Queen dawało koncerty niemal codziennie, a zdarzało się nawet, że 2 razy dziennie. Poza tym podczas tych koncertów Freddie na serio nie oszczędzał się. Np. śpiewał falsetem (np. w "In The Laps Of The Gods... revisited"), co później (stale mówię o występach na żywo, bo w studio to co innego) zdarzało mu się już tylko wyjątkowo - ewidentnie bał się efektów. Później te piosenki, w których w wersjach studyjnych występują bardzo wysokie dźwięki, śpiewał asekuracyjnie znacznie niżej (chyba najbardziej to słychać w "Brighton Rock"). Tak swoją drogą, w nagraniach w studio falsetem najczęściej śpiewał też do tego wypadku z 1974 - bo chyba nigdzie nie ma aż tyle falsetu co na "Sheer Heart Attack". Później Freddie starał się śpiewać jak najgłośniej, wręcz ryczał, co sprawiało, że często głos mu się łamał, zwłaszcza kiedy był akurat w gorszej formie. Do tego też nie potrzebował za bardzo przepony.
Co do lat 80. - wtedy rzeczywiście jego problemy z tymi polipami nasiliły się, o czym zaświadczają różne relacje, np. można o tym przeczytać w książce Huttona czy w "Biografii definitywnej". Przyczyny? Pewnie taka choroba sama się nasila, jeśli się pracuje głosem, do tego dochodził, że tak powiem, brak higieny gardła - palenie, picie, prochy. No i on chyba przykładał zdecydowanie mniejszą wagę do techniki niż wcześniej. Tak jakby uznał, że osiągnął mistrzostwo i nie musi się starać. W wywiadzie z 1984 (chyba, nie pamiętam zbyt dobrze, ale na pewno było to już w latach 80.) narzekał, że zmniejszyła mu się skala głosu i że podczas pewnego koncertu (San Francisco?) niemal nie był w stanie śpiewać. Z powodu jego problemów z gardłem odwołana sporo koncertów w latach 70., ale jeszcze więcej w latach 80. (mam wrażenie, że niewiele brakowało, żeby odwołano wszystkie występy w RPA, bo 2 z nich skasowano, a 1 skrócono ).
Co było zanim zaczął ćwiczyć ze Staffellem, to rzeczywiście trudno powiedzieć, ale zachowały się pojedyncze próbki wokalu Freddiego sprzed Queen i tam słychać, że pod koniec lat 60. on jeszcze takim genialnym wokalistą nie był. Zresztą w okresie debiutu płytowego Queen też jeszcze rozwijał się jako wokalista, czemu na pewno sprzyjało hojne używanie harmonii wokalnych w tym zespole. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|