| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 10:51 am Temat postu: 18 rocznica smierci Freddiego |
|
|
Temat do refleksji związanych z ta smutną "osiemnastką"... _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Delilah:)
Dołączył: 12 Sie 2009 Posty: 8
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 11:07 am Temat postu: to już tyle czasu... |
|
|
Kiedy Freddie umierał, byłam dzieckiem. jego muzyka towarzyszy mi całe moje świadome zycie, w każdej ważnej chwili była, niektórym chwilom wagę nadała. To juz tyle lat... życie biegnie sobie swoim naturalnym rytmem, dużo się zmienia dookoła i we mnie, nie zmienia się tylko jedno...
W takie dni jak ten zawsze z tym samym zaskoczeniem odkrywam, że czas biegnie niesamowicie szybko. Przecież pamiętam to wszystko, jakby to było wczoraj... Informacja o jego śmierci w tv, koncert na Wembley, a tu, nie wiadomo kiedy dzieci, które urodziły się troche później, już dorosły, a i mnie minął kolejny roczek.
Teraz z głosników sączy mi się "Made In Heaven" i dziś przez cały dzień, jak zwykle w rocznicę, mam zamiar słuchac TEGO głosu i wspominać ostatnich ponad 18 lat z TĄ muzyką w tle.
Those days are all gone now but one thing is true
When I look and I find I still love you.
I do and I will.
R.I.P. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 12:32 pm Temat postu: |
|
|
Taka moja refleksja o Fredku i o tym, jak późno pokochałem Queen.
Kiedy Freddie umierał, miałem 9 lat. Przyznam że, że nie słuchałem wtedy modnych rzeczy, rocka, popu itd. Właściwie siedziałem dość mocno w muzie klasycznej, bo taką słuchali moi rodzice. Wiedziałem, że istnieje zespół Queen, że to oni śpiewaja „ten słynny stadionowy hymn” i że ten wąsaty (podobny do mojego ojca) facet jest kimś ważnym. Nie miałem jednak żadnej płyty Queen a jedyne, co kojarzyłem z nimi to kilka teledysków, zwłaszcza zaś Invisible Man, bo często puszczali go w Teleranku. Gdy Fred odszedł i przez długi czas mówiono tylko o tym i ciagle puszczano piosenki Queen, miałem świadomość, że musiał umrzeć naprawdę ważny i ceniony człowiek. Ale to wszystko było jakoś poza mną. Ani nie oglądałem koncertu na Wembley, ani w ciągu następnych 10 nie kupiłem żadnej ich płyty. Wtedy w jakis idiotyczny sposób postrzegałem Queen jako „przebojowy” zespół, który ciagle leci w komercyjnych stacjach, ot takie męskie Roxette. Słuchałem Crimsonów, Deep Purple, Led Zeppelin, ogólnie muzę lat 70 ale miałem chyba klapki na oczach, że w tej grupie nie było miejsca dla Queen. Kiedy ich pokochałem? Bardzo późno, ale przebłyski zainteresowania zdarzały mi się także wczesniej. Otóż byłem wielkim fanem serialu Nieśmiertelny z Adrianem Paulem. Nie tylko ja, w samej mojej klasie w liceum, było chyba z 7 osób namiętnie oglądających przygody pewnego szkockiego górala. Wiadomo, każdy odcinek zaczynał i kończył się od Princes of the Universe i ta piosenka zaczęła mnie wtedy po prostu prześladować. Nagrałem kilka odcinków i puszczałem sobie sam początek, a było co oglądać; sceny walk McLoeda a jako tło ten chyba „jeden z najlepszych” utworów Queen z lat 80-tych. Do dziś pamiętam, że jak leciała czołówka serialu, przechodziły mnie ciarki. Co dalej…? Serial się skończył a u mnie pojawiła się chęć bliższego poznania twórczości Queen. Dopiero na I roku studiów kupiłem sobie Greatest Hits I i II. I skojarzyłem, że wiele tych piosenek znam, ale nawet nie wiedziałem, że to Queen. Potem jeden kolega przegrał mi bootleg, gdzie były fragmenty z trasy z 74 roku i tak zostałem zainfekowany. Reszta to już wiadomo; wszystkie płyty studyjne, kompilacje, koncertówki, dvd, bootlegi – ot kolorowa proza życia fana Queen
Zajebisty byłeś Farrohu Bulsaro i cholernie dużo szczęścia dałeś ludziom muzyką, jaką tworzyłeś z pozostałymi 3 „wykształciuchami” _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kociarz
Dołączył: 01 Wrz 2008 Posty: 177
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 2:22 pm Temat postu: |
|
|
Wiedziałem kto to jest, jakies kasety video przywiezione z Niemiec, na nich Invisible man . Znalem na tyle, by wiedzieć ,ze to Queen gra piosenkę w radiu (Ride the wild wind) W niedzielnym koncercie zyczeń pojawiało się Radio GaGa.. zadzwoniłem do ojca, bo jakoś wtedy wyjechał, "tato ten Twój piosenkarz zmarł" ... Potem moja kuzynka, taka typowa chwilowa, "listopadowa 91" fanka Queen zostawiła mi parę kaset. I się zaczęło . Potem wrocławska telewizja Echo zrobiła sobie z piosenek z the miracle tematy do różnych programów , a w śniadaniówce puszczali teledyski. Artykuły w Bravo (istnieje to jeszcze??, pierwsze CD (AKOM) , Made in Heaven po raz pierwszy puszczane u Niedźwiedzkiego ,Brian w Stodole , potem net.
18 lat, sporo |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fuckir

Dołączył: 04 Kwi 2007 Posty: 75 Skąd: wziac na piwo?
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 2:48 pm Temat postu: |
|
|
Pamietam ten dzien dosc dobrze, mialem wtedy 10 lat i znalem kilka piosenek Queen. Siedzialem sobie na dywanie i ogladalem jakies wiadomosci w TV, w ktorych ogloszono, ze Freddie umarl na AIDS...dowiedzialem sie o tym ok godziny 18 25.11.1991 a dzis ide do pubu sie upic z tego powodu....moze nie wszystkim sie to spodoba, ale robie tak zawsze tego dnia...... _________________ Chcesz podobac sie kobietom, twardy dla nich badz jak beton, zapusc wasy, z tylu grzywe, kwiata kup poczestuj piwem.... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Żbik88

Dołączył: 05 Kwi 2009 Posty: 573 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 3:06 pm Temat postu: |
|
|
Moja mała refleksja.
Muzyka Queen towarzyszyła mi od najwcześniejszych lat wieku dziecięcego. Będąc jeszcze w łóżeczku ojciec"katował" mnie kasetą "Greatest Hits". jeżdżąc przez pewien czas do mojej cioci zamiast do przedszkola często oglądałem na VHS Bolka i Lolka po którym nagrany był teledysk do piosenki The Mirace, uwielbiałem go i namiętnie udawałem zachowanie dzieci występujących w klipie... co jakiś czas włączam sobie starego VHS na którym mam nagrane fragmenty a w zasadzie strzępki koncertu z Wembley '92 i Rio z transmisji z Telewizji Szczecin.. I tyle.. I tyle wystarczyło żeby ta muzyka, ten wokal zakorzenił się w moim umyśle. Do dziś pamiętam jak przez mgłę krótka zwięzła informacje w Teleexpresie o tym że Freddie Mercury nie żyje. Pokazano wtedy zdjęcia jak jakaś osoba prawdopodobnie lekarz przenosi go albo juz jego ciało z jednego łóżka na drugie. Widok jak lekarz bierze na ręce i bez najmniejszego wysiłku przenosi osobę wyglądającą prawie jak trup, wrak człowieka zrobił na mnie takie wrażenie że długo o tym jako dzieciak myślałem wręcz nie mogłem się otrząsnąc po takim widoku.
A teraz z głośników leci płyta The Miracle... heh z perspektywy czasu jako człowiek dorosły już nie dziecko, zagłębiwszy się totalnie w twórczość Queen, wiem ze sa lepiej ułożone płyty ale.... ale jednak ten sentyment pozostanie na zawsze.
Po co o tym wszystkim pisze.. No cóż w sumie to miała być refleksja więc jest.. poza tym często myśle o tym co się wydarzyło w 1991 i czy można było temu wcześniej zapobiec. Zastanawiam się, z resztą jak i Wy, co by było gdyby i snuje ewentualne scenariusze.. ech jedno jest pewne czasu nie cofniemy.
18 rocznica śmierci Freddie'go Mercury... Człowieka na pewno nietypowego, niesamowitego w tym wszystkim co zaproponował całemu światu muzycznemu, człowieka cichego i skromnego w życiu prywatnym i niepokornego wręcz krnąbrnego w stylu uprawiania muzyki razem z genialnym zespołem. Myśle że nie jeden z nas chciałby mieć tak silne więzy jakie łączyły tych "dear friends" ze sobą.. mimo kłótni, sprzeczek, różnicy zdań, światopoglądzie - a jednak.
Mała dygrsesja dotycząca osiągnięć muzycznych... płyta Barcelona... coś niesamwitego, kocham tą płytę ale od niedawna.. musiałem do niej dojrzeć kiedyś mnie drażniła, teraz słysząc przeplatane wokale Monserat i Freddiego... ten dreszcz... uważam to dzieło (mimo nie najlepszego zakończenia) za bestseller (choc nie chodzi tu o sprzedaż) za wybitny i z całą pewnością prekursorski projekt który wielu nie rozumie i traktuje go 'per noga'
Taka ot refleksja... Choć uważam że nie tylko dziś ale co jakiś czas może niektórzy ciągle wracają do muzyk Queen.. to forum jest na to dowodem bo dlaczego Wy tu piszecie a nie wasi koledzy z klasy, pracy, znajomi...Dlaczego tak jest??
na zakończanie nie pozostaje mi nic innego jak podisać sie dwoma rękami pod ostatnim zdaniem Leshqa. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ika

Dołączył: 13 Gru 2003 Posty: 481 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 3:27 pm Temat postu: |
|
|
Nie będę pisać ile miałam lat byłam dojrzałą kobietą Wstałam rano i włączyłam płytę A Night At The Opera, moja Córka obchodziła swoje, drugie w życiu imieniny więc szykowałam małe co nieco dla gości... Nie słuchałam radia, nie włączałam telewizora, byłam w błogiej nieświadomości...
Zadzwoniła moja Siostra i zdziwiona zapytała czemu jestem taka radosna? Przecież umarł TWÓJ FREDDIE!!! Ta wiadomość zwaliła mnie z nóg, moja Kasia nie wiedziała o co chodzi, dlaczego płaczę...
Goście oczywiście przyszli do Kasi na imieniny ale były to najsmutniejsze imieniny w Jej życiu.
Dla mnie, fana Queen od 1980 roku, śmierć Freddiego była wielkim dramatem, wiedziałam, że to będzie koniec Queen! Do dziś wzruszam się do łez w rocznicę śmierci Freddiego i nie tylko, w zeszłym roku dane mi było odwiedzić miejsce, w którym mieszkał i uwiecznić na zdjęciu siebie i TE DRZWI
Nigdy Go nie zapomnę! _________________ Ika |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 3:57 pm Temat postu: |
|
|
Moje refleksje... cóż... kiedy Freddie odszedł z tego świata to ja ledwie umiałem chodzić, mówić, srać, itp. Aczkolwiek pomimo tego bardzo młodego wieku wiedziałem już wtedy o istnieniu takiego zespołu jak Queen, bo pamiętam(tak przez mgłę, ale jednak), że było wtedy o nim bardzo głośno. Aczkolwiek nie wiedziałem z jakiego powodu. Nie wiedziałem, że umiera jego wokalista. Byłem chyba za młody, aby móc ogarnąć cały ten szum jaki się wówczas wokół Queen i osoby Freddiego wytworzył.
Najlepiej z tamtych czasów zapamiętałem teledyski, szczególnie do 'Innuendo', 'Show Must Go On' oraz 'I'm Going Slightly Mad' no i może jeszcze trochę do 'These Are The Days Of Our Lives'. Dość często leciały one wtedy w tv, a ów wymienione piosenki dość często były puszczane w radiu. Jednakże z tego co pamiętam to ta muza a także teledyski przerażały mnie, no ale cóż... jakiej reakcji można się spodziewać u 4-letniego chłopca widzącego jakichś klownów, błaznów, cudaków, teatralne maski, człowieka z bananami na głowie, goryla z odpadającą głową, faceta z ostrym makijażem i jeszcze jakieś tam straszydła i inne dziwactwa oraz słuchającego tego przeraźnego dudnienia we wstępie do IGSM i tego melancholijnego zawodzenia w TSMGO? Ale oprócz tego, że mnie te teledyski i piosenki przerażały to jednocześnie wzbudzały jakąś taką ciekawość... Mimo wszystko nadal nie wiedziałem czemu wokół zespołu jest aż tyle szumu. A rodzice - swojego czasu wielcy maniacy Queen - widząc mnie zafascynowanego, a jednocześnie nieco strwożonego tą muzyką i tymi teledyskami być może bali się powiedzieć tragicznej prawdy, że umarł Freddie - wokalista zespołu. Bali się mnie jako małemu dziecku mówić od razu o takich strasznych rzeczach jak AIDS, śmierć, itp...
Kiedy już ustał ten wielki szum po śmierci Freddiego moje zainteresowanie zespołem jak gdyby spadło i na długie lata zostało porzucone. Ponownie i zarazem już tak na poważnie zacząłem się Królową interesować na nowo dopiero w 2004 roku i... dopiero wtedy poznałem tą tragiczną prawdę. I nie ukrywam, że byłem w szoku oraz, że było mi smutno jak się nagle dowiedziałem, że wokalista tego genialnego zespołu już od prawie 13 lat nie żyje... tuż na samym początku mojej przygody z Królową.
A dzisiaj... cóż, aż ciężko mi w to uwierzyć, że to już 18 lat od kiedy już Go z nami nie ma. Czasem jednak miewam jakieś takie dziwne przekonanie, że Freddie wciąż jednak żyje, tylko po prostu gdzieś się ukrywa przed całym tym szumem jaki sam wokół własnej osoby wytworzył. To zupełnie jak w przypadku fanów Elvisa chociażby...
Wiem oczywiście, że to nierealne i zabobonne, ale czasem jednak coś tak czuję, że gdzieś w mojej podświadomości siedzi takie właśnie przekonanie.
Ale wierzę też, że Freddie na tamtym świecie ma się dobrze. Już dziś o 19:20(20:20 naszego czasu) będzie tam pełnoletni. Tak czuję, że hucznie to teraz tam świętuje. Po prostu balanga wszystkich Świętych!  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Ostatnio zmieniony przez Mefju dnia Wto Lis 24, 2009 9:43 pm, w całości zmieniany 3 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 5:02 pm Temat postu: |
|
|
Oczywiście tamtego dnia nie mogę pamiętać, ale... To JEST dzień, który mocno związany jest z człowiekiem, który tworząc całym swoim życiem spektakl - nie wyolbrzymiając - w jakimś stopniu na pewno wpłynął na moje życie... Dlatego nigdy nie przechodzę obojętnie wobec tego wydarzenia.
Dzisiaj... Cóż, chyba już wystarczająco dojrzałem do tego, by nie wylewać smutków z powodu śmierci - wolę przypominać sobie co i w jaki sposób nam dał/przekazał, toteż właśnie z tego powodu od czasu powrotu z uczelni zapuszczam swoje ulubione bootlegi. Na chwilę refleksji też jest czas...
Michał, szkoda, że ograniczyłeś się tylko do jednego zdania. Liczyłem na dłuższą wypowiedź z Twojej strony w tym temacie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Sinia

Dołączył: 25 Cze 2009 Posty: 332 Skąd: Dębno
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 5:32 pm Temat postu: |
|
|
Ja urodziłem się niestety 3 lata po śmierci Freddiego, a muzyką Queen interesuje się dopiero gdzieś od pięciu. Fakt że dzisiaj mija 18 rocznica jego śmierci jest smutny ale jak dla mnie on wcale nie umarł. Nawet gdybym urodził się w 1950 i mieszkał w Londynie to i tak pewnie nie spotkał by m się z Freddiem twarzą w twarz, więc wychodzi na to samo co jest teraz - że go nie spotkam nigdy w życiu. Dlatego pomimo że on już nie żyje to odkrywam codziennie Freddiego na nowo, codziennie się nim pasjonuje i jak dla mnie ten człowiek nie umarł, on jest nieśmiertelny. Jedyne co mi żal, to że Freddie już więcej nie zaśpiewa, już nigdy nie usłyszymy jego nowej piosenki (chyba że QueenProductions odkopie coś w archiwach). Więc tylko tego mi żal, ale poza tym to dla mnie Freddie nadal żyje gdy żyją jego fani - a jak widać, to forum umierać jeszcze zamiaru nie ma . _________________ I'm Going My Way |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 6:24 pm Temat postu: |
|
|
No ja jestem akurat rocznik The Miracle...nie pamiętam tego dnia bo byłam za mała Szkoda,że nie pamiętam tamtego bumu na Queen po jego śmierci.....
Jak dla mnie "Freddie nie umarł, on już tylko nie śpiewa na żywo". Tylko szkoda,że odszedł w bólu, cierpieni i tak szybko... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 7:09 pm Temat postu: |
|
|
Cóż, nie pamiętam Go, gdy umarł miałam roczek i 3 tygodnie. Przez wiele lat miałam świadomość czym jest Queen (dzięki tatusiowi), ale nie rozumiałam ich fenomenu. Co do samego Freddiego, odkąd zagłębiłam się w cały ten Queenowy świat zdałam sobie sprawę jak tragiczny koniec zgotował Freddiemu los. I chyba nie umiem się do końca pogodzić, że mój idol, głos, w którym się zakochałam jeszcze jako mała dziewczynka, tak naprawdę przeminął. Płyty nie oddadzą nigdy tego, co straciliśmy, czyli muzyki słyszanej na żywo. Dzisiaj jakoś do głowy wpadła mi zwrotka z "Płyt Carusa" Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, którą omawiałam już dawno:
"Wypuście mnie, czy słyszycie,
z tego metalu i drzewa!
Zwróćcie mi życie,
albo nie każcie mi śpiewać!"
Czy Freddie mógłby powiedzieć to samo? Dzisiaj właśnie nad tym się zastanawiam _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
AveQueen

Dołączył: 06 Lis 2008 Posty: 523 Skąd: xtr
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 8:31 pm Temat postu: |
|
|
A ja się dopiero teraz kapnąłem że to ta rocznica. Nie szlocham, nie będę tu snuł żadnych sentymentów. Był Freddie i umarł. Koniec pewniej epoki, koniec Queen (IMO oczywiście ) i tyle.
Bardziej chyba przeżywam już śmierć Morrisona  _________________ WWW.MEALKISDIANA.BLOOG.PL |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 8:36 pm Temat postu: |
|
|
Zamiast mojej refleksji przypomnę mój pierwszy artykuł, który napisałem do pierwszego numeru fanzinu.5 lat temu..Zmieniłem się, zmieniła się jakość mojego pisania. Odczucia ciągle te same.
1 nr. KYA "maGaGAzyn" -24.11.2004
Freddie - ile mu zawdzięczamy?
24 listopada tego roku minie dokładnie 13 lat od śmierci Freddie'go.Właśnie tego dnia,jesienią 1991 roku odszedł na zawsze człowiek,który z całą pewnoscią nie był obojętny każdemu czytającemu te slowa.
Nie będe przypominał historii życia Mercury'ego,zajmował sie jego twórczością,muzycznymi dokananiami,karierą.W tym refleksyjnym artykule chcę przedstawic kim dla mnie był(jest)Freddie.Myślę,że wielu z Was odbiera go podobnie.wspominanie go takim jakim był i jaki wpływ miał na nas jest tego dnia najważniejsze...
Queen towarzyszy mi nieprzerwanie od 6-tego roku życia.Ich muzyka,życie,działalność, od tego właśnie momentu stało sie nieodłącznym aspektem mojego życia kulturalnego,emocjonalnego-stało się moją najważniejsza pasją.Przez ,juz parenaście lat tej fantastycznej przygody jaką jest obcowanie z Królową,poznawałem ich muzykę,zagłębiałem sie w ich życie,odkrywałem ich twórczość,coraz bardziej w to wnikałem,Freddie zawsze stał jakby na nieco innej pozycji...Nie mam tu na myśli tego,że był niekwestionowanym liderem zespołu,dla wielu także najlepszym arytystą z całej czwórki.Był on przede wszystkim postacią kluczową,siłą napędową,głównym ogniwem przyciągającym publiczność.Zawsze stanowił dla mnie rodzaj pointy podsumowującej cały zespół,składąjący sie z tak różnych ludzi,na poszczególnych etapach ich kariery,muzycznej ewolucji.
Na przestrzeni 20 lat,ta legenda muzyki zmieniała swoj image,styl,zachowanie sceniczne.Nigdy jednak nie zmieniła swojej osobowości...Jak każdy z nas miał 2 natury.Z jednej strony showmen,frontman,osoba niezwykle impulsywna,energiczna tryskajaca spontanicznością i poczuciem humory z drugiej zaś nieśmiała,zagubioną,pragnąca miłości...
Lider Queen zawsze zadziwiał otwartością,szlechetnością peszył nieco nonszalancja,szokował ekstrawagancja...Ludzie,którzy znali go naprawdę dobrze przede wszystkim widzieli w nim ,po prostu dobrego człowieka,pomocnego dla innych,życzliwego,pelnego ciepla.
Mi on przede wszystkim imponował...
Niezwykły talent,konsekwentna praca,idealny zmysł muzyczny i osobowość artystyczna,a także odrobina szczęścia-to brzmi jak recepta na geniusz.Właśnie ten terimn pasuje do niego znakomicie...
Myzyka na jaką wraz z pozostałą królewską trójką miał pomysł idealnie odzwierciedla moje gusta w tej dziedzinie sztuki.Mogę wręcz śmiało napisać,że w dużym stopniu ona właśnie je wytworzyła.
Freddie byl perfekcjonistą.Zdawał sobie sprawę z daru jakim został obdarzony i starał się maksymalnie go wykorzystać.Jednoczesnie umiał zachować duży dystans do swojej pracy-jaką bowiem, bez wątpienia była kariera muzyczna.Wartościami,które ceniłem w nim i którym sam staram sie podlegać były szczerość,naturalność,konsekwencja.Freddie był szalenie prawdziwy...
Jestem niezywkle szczęśliwy,że miałem okazje życ w jego czasach,zetknąć sie z jego,muzyka,życiem.W pewien sposób uksztaltowalo mnie to tez jako człowieka,otworzylo oczy na wiele rzeczy a takze, po prostu dostrzczylo mnóstwo satsyfackji,rozrywki,refelksji.
Dziekuje mu za to... _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
YOU'RE BEST FRIEND

Dołączył: 03 Cze 2008 Posty: 158 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 9:17 pm Temat postu: |
|
|
24 listopada to dziwny dzień... Jeden z tych niewielu, w których uświadamiam sobie, że "Freddie Mercury nie żyje". Freddie. Ten, którego wciąż słyszę w radiu, ten którego piosenki wydaje się śpiewać cały świat. I który do dziś wzbudza nieustające dyskusje. Jak łatwo zapomnieć, że Freddie był człowiekiem- jak łatwo utożsamiać go tylko z muzyką, nie zastanawiając się nad fizycznością jego osoby.
Dzisiaj każdy fan- tak jak ja, zastanawia się nie tylko nad tym, co wydarzyło się 18 lat temu, ale również nad tym, jakie tego następstwa widzimy dziś...
Dziś. 24 listopada. W ten dziwny dla fana Queen dzień.
Możemy być szczęśliwi- Artysta żyje tak długo, jak długo pamiętają o nim inni. Zaryzykuję stwierdzenie, że Freddie będzie zatem nieśmiertelny. _________________ Prawdziwy talent zawsze wypłynie, mój drogi... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KonradWallenrod
Dołączył: 09 Lis 2004 Posty: 159 Skąd: Warszawa/Radom
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 9:26 pm Temat postu: |
|
|
Znamienne, iż jest to jedna z kilku dat rocznicowych, które zawsze pamietam.
Cóż, Freddie od początku był moim ulubionym muzykiem w zespole i to ze względu na jego osobę zwróciłem na Queen uwagę.
90% moich ulubionych Queenowych numerów jest skomponowanych przez niego...
Wspaniały muzyk, ORYGINALNY ...
Jakkolwiek teraz jestem dojrzalszym człowiekiem i patrzę na to wszystko z dystansem, większego idola w swym życiu nigdy nie miałem. _________________ carpe diem |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dominik89

Dołączył: 23 Lut 2005 Posty: 2187 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 9:49 pm Temat postu: |
|
|
Pisałem wielokrotnie, więc po co się powtarzać.
Wyszedłem na balkon, puściłem these are the days of our lives, i popłakałem się... Tyle w temacie.
P.S Ciągle pamiętam o Tobie... _________________ Łosiu
Tom po lewej to arcymistrz chytrości i łasości xP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Krzysztofek

Dołączył: 28 Lip 2008 Posty: 213 Skąd: Łęczna
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 10:25 pm Temat postu: |
|
|
| Pamiętam jak ogłoszono w radiu późnym wieczorem , że zmarł Mercury.Byłem jeszcze wtedy nastolatkiem i nie byłem fanem Queen jeszcze wtedy.Potem z czasem zacząłem sie tym fanem stawać coraz bardziej aż w końcu wyszło na to że to mój ulubiony zespół i ulubiony wokalista.Potem wyemitowano "Innuendo" , które z resztą uznałem za dziwaczny utwór przy pierwszym słuchaniu.Z czasem przekonałem się co do tej piosenki jak i innych.Tamten moment chyba najbardzej tragiczny dla fanów był paradoksalnie dla mnie początkiem przygody z Queen i Mercurym także chyba zawsze będe pamietał ten wieczór i głos z radia mówiący o odejściu Mercurego........RiP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
cinas91

Dołączył: 15 Paź 2008 Posty: 329 Skąd: Leszno
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 11:10 pm Temat postu: |
|
|
| Freddie zmarł niecały miesiąc przed moimi urodzinami, jednak jest obecny w moim życiu od wielu lat i myślę, że będzie w nim na zawsze. Dobra nic więcej nie przychodzi mi do głowy, idę słuchać Innuendo... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Luigi

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 16 Skąd: Iłowo
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 11:12 pm Temat postu: |
|
|
Powiem tylko tyle, że 18 lat temu umarł naprawdę świetny Gość, który zrobił kawał świetnej roboty i pamięć o nim nigdy nie zniknie.
Nie da się zapomnieć, o niezapomnianym. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
michaell26
Dołączył: 24 Lis 2009 Posty: 1
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 11:32 pm Temat postu: Freddie forever |
|
|
Witam wszystkich fanów Freddiego i Queen - dziś 18-ta rocznica jego śmierci - tak sobie uświadomiłem ,że człowiek się starzeje - pamiętam jakby tamta niedziela 24.11.1991 była bardzo niedawno...zespołu Queen zacząłem słuchać w 1989 roku - "zaraził" mnie nią mój starszy kuzyn - pierwsza płyta jaką miałem w ręce była "Live Magic" później "The miracle" i to była miłość od pierwszego odsłuchania...od tamtej chwili do teraz zawsze Queen jest ze mną - nieważne co słucham w danej chwili - zawsze do nich wracam.....w 1992 roku brałem udział w "Mini liście przebojów" -miałem wtedy 9 lat i wspólnie z kolegami z podstawówki wystąpiliśmy jako Queen ( heh ciekawe kto ich do tego namówił ;p), wykonaliśmy piosenkę "Breakthru" - nie była to moja ulubiona piosenka ale miałem do niej teledysk na kasecie VHS a taki był wymóg - także miałem okazje chociaż raz wcielić sie w postać Freddiego i poczuć jak to jest.......wkońcu jestem spod tego samego znaku zodiaku co on:)
PS. Czy ktoś ma dobry namiar na porządny sklep muzyczny tudzież inny z koszulkami związanymi z zespołem Queen?
Pozdrawiam wszystkich miłośników Freddiego i Queen.
God bless Queen! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 12:16 am Temat postu: |
|
|
Miałem 11 lat kiedy zmarł- teraz mam 29. Wystarczająco długi czas by się przyzwyczaić. Wiem, brzmi szorsto- nie taki mój zamiar. Niestety, w międzyczasie odeszło zbyt wiele dużo droższych mi osób, bo rodzinę stawia wyżej niż cokolwiek innego (idol, pieniądze, kariera, cokolwiek). Refleksje? Pojawiają się- ale nie konkretnie 24 listopada, sama data niewiele dla mnie znaczy (ale zaznaczam- ja nie pamiętam dat, jestem w nich beznadziejny, ledwo się orientuję jaka jest bierząca data na codzień). Dziś grała Bracelona- cały dzień w pracy myślałem o tym meczu- to, że dziś jest akurat 24 listopada nawet przez mózg mi nie przemknęło. Życie toczy się dalej, przedsatwienie trwa. Czy coś zawdzięczam? Całą masę. I może kiedyś (nie dziś, szykuję się spać) o tym napiszę, ale... interpretując jego życie, jego piosenki, jego osobowość (na tyle na ile o niej mogłem usłyszeć, przeczytać) wydaje mi się, że wylewanie łez, stawianie ołtarzy i palenie świeczek byłoby ostatnim sposobem jakim chciałbym oddać mu... nawet nie hoł, bardziej pamięć...
To był początke mojej muzycznej edukacji. Nie zatrzymałem się na niej, czasem mijają miesiące w których słucham częściej 50 innych kapel niż Queen- a jednak to winyli Queen posiadam kolekcję, to bootlegi Queen zbierałem z wielką pasją, to książki o Queen połykałem jednym tchem i czytałem po kilka(naście) razy. Pierwsza miłość po latach może nie być w dniu dzisiejszym najsilniejsza- ale jednak jej nie zapomina się nigdy.
24 listopada nie umarł Freddie Mercury- umarł cały zespół. Nie chodzi mi o to, że nie mieli prawa nic potem robić. Kto przeczytał moich 5 postów na krzyż wie, że uważam wręcz przeciwnie, ale... to był koniec tamtej czwórki, to był koniec ery. 18 lat, szmat czasu. A przedstawienie trwa nadal... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 12:42 am Temat postu: |
|
|
Refleksje?
Freddie jako członek zespołu Queen dał mi tyle co żaden inny muzyk. Co żadni inni muzycy razem wzięci. Możliwe, że się to zmieni wraz z moim poznawaniem kolejnych wykonawców, kolejnych płyt itd. Ale jak to rzekł Fenderek. To jest i będzie moja pierwsza muzyczna miłość. O tym się nie zapomni choćbym nie wiem ilu innych zespołów słuchał i w końcu stwierdził, że Queen to jednak nic ciekawego. Ale coś takiego się raczej nie stanie. Freddie był człowiekiem jakim był. Oceniany nie zawsze przez pryzmat tego co zrobił rzeczywiście dla muzyki, a przez pryzmat jego upodobań seksualnych. Ludzie tak patrzący nie wiedzą co tracą, a dziś częściej słyszę teksty o jego życiu osobistym aniżeli o faktycznych dokonaniach. O czymś rzeczywistym, czymś co rzeczywiście ma znaczenie. A przynajmniej takie dla mnie ma. Nie znałem Fredka. Urodziłem się na rok przed jego śmiercią więc też nie pamiętam tego wszystkiego. Możliwe, że cała ta otoczka wokoło śmierci jakoś na mnie jako dna dziecko wpłynęło. Tego nie wiem. Wiem, że dziś to najważniejsza osoba w światku muzycznym, której wraz z 3 innymi członkami zespołu zawdzięczam najwięcej. Paradoksem moim osobistym jest to, że największe objawienie, największy szok, największe przeżycie z Freddiem w roli głównej przeżyłem na koncercie Q w Pradze gdzie jak wiadomo wokalistą był PR. Taki mój mały absurd. Pewnie już to mówiłem tysiąc razy na tym forum. The Show Must Go On trwa .... PR śpiewa i milknie na słowa "I can fly my friends"... do dziś na wspomnienie tego ryku publiczności, na wspomnienie tego co wtedy czułem mam zawsze ciarki. Chyba jedyne takie moje wspomnienie. A gdy potem już chyba z PR znów ryk The show must go on. Nie wiem czemu. Jestem świadom, że to May napisał ale chyba łatwiej myśleć, że Freddie był jakimś tam prowokatorem tego tekstu. W każdym bądź razie TSMGO pozostaje dla mnie najlepszym wyrazem przez muzykę osoby prze wspaniałej jaką był Mercury.
Nie wiem do czego dążyłem więc w połowie zdania skończę.
A data... szczerze dopiero gdy spojrzałem w kalendarz i chwilę się zastanowiłem... bo z czymś mi się ta data skojarzyła. Nie czekałem. Nawet nie do końca pamiętałem. Dzień jak co dzień trzeba żyć dalej i .... ciągnąć ten wózek... to przedstawienie. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Karolina

Dołączył: 16 Sty 2004 Posty: 1655 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 12:59 am Temat postu: |
|
|
Matko to juz 18 lat ...
Pamietam jak dzis ten dzien kiedy siedzac na dywanie przed TV leciala Panorama i pojawila sie wiadomosc, ze zmarl wokalista grupy Queen.
Bylem wtedy mega mlody i niewiele rzeczy zapamietalem z tamtych czasow jednak ta informacja zapisala sie na moim malo pojemnym twardym dysku. Przeznaczenie ? Kto wie. Rok pozniej z tego co pamietam to rozmawialem z mama o Freddiem, do kuzynow jak przychodzilem to puszczalem Pokerowskie wtedy wydania kaset Queen i chyba nawet przeprowadzili ze mna wywiad o Freddiem haha Fajne czasy ...
Ciezko mi oceniac osobe Freddiego bo go nigdy nie poznalem. To co wiemy o nim z wywiadow to tylko szczyt gory lodowej.
Osobiscie 24 listopada dla mnie wiele znaczy. Oprocz odejscia Freddiego ta data kojarzy mi sie rowniez z ostatnim pozegnaniem mojego Taty piec lat temu, ale rowniez jest dla mnie dniem radosnym. Tego dnia oswiadczylem sie Tynie (od 5 wrzesnia w roli mojej malzonki) w Londynie pod Garden Lodge, a wieczorem byla niezla zabawa w 'burdeliku', wtedy tez Fenderek mogl dowiedziec sie o mojej obsesji nt. 1989 roku jak i kawalkach z 1991. To byl zarabisty dzien, ktory zapamietam do konca zycia. _________________ Crazy Little Thing Called Love - 05/09/09 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 2:10 pm Temat postu: |
|
|
Podobnie podchodzę do tego co Fenderek. W moim życiu są o wiele ważniejsze daty niż śmierć ulubionego śpiewaka rockowego. Tym bardziej, że jak Freddie umierał miałem ledwo 2 latka i o świecie wiedziałem tyle pewnie, że Żwirek mieszka z Muchomorkiem.
Nie robię sobie żadnych specjalnych odsłuchań, choć wczoraj założyłem jakoś podświadomie (być może) koszulkę Queen to jednak jest dla mnie dzień jak codzień. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo91

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 228 Skąd: Gdańsk/Sopot/Gdynia
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 6:57 pm Temat postu: |
|
|
Podpisuję się pod tym co napisał Lesheq
Farrokhu Bulsara byłeś zajebisty.
Jak Freddie umarł miałem 3 lata i 30 dni także nie pamiętam nic z tych rzeczy..
Żadnym wykonawcą nie byłem tak zafascynowany i żadnego wykonawcy głosem tak zachwycony, jak właśnie Mercury'ego.
Słucham Queenu i zachwycam się głosem Freda dzień w dzień od 6 lat. _________________ "My soul is painted like the wings of butterflies
Fairytales of yesterday will grow but never die
I can fly - my friends" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbyszek

Dołączył: 25 Kwi 2004 Posty: 158 Skąd: Żuromin
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 10:15 pm Temat postu: |
|
|
Naprawdę mają czego żalować ci, którzy nie mieli szansy przeżywać tych dni. Dla mnie, jako 14-latka to było niesamowite. Byłem już wtedy fanem od 2 lat i to co się wtedy działo trudno jest opisać (choć można porownać z tym co się działo w TV po smierci Harrisona w 2001, prawie non stop Beatlesi). Pamiętam dobrze ten smutny dzień, a właściwie to był zdaje się 25.11.1991, bo wtedy polskie media masowo informowały o tym wydarzeniu. W Teleexpresie Queen, w Panoramie Queen, a we Wiadomościach pokazywali zdaje się nawet fragmenty z Live Aid. Potem godzinny film o Freddiem i Queen, za tydzień koncert z Rio. A na Wielkanoc 92 koncert na Wembley i siedzenie przed telewizorem do 3 rano... Była w tym magia, oj była.
Wczoraj przed snem ANATO na słuchawkach i wspomnienia. _________________ http://www.facebook.com/BogeyMusic - polub mnie
http://www.bogeymusic.net
http://www.mondaysession.pl - coverband. "Crazy little thing called love": http://www.youtube.com/watch?v=B-oDqVgO0xk |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 11:32 pm Temat postu: |
|
|
| dokładnie... zupełnie inaczej było to wówczas przeżyć. nie dziwię się, że ta data nie jest szczególna dla kogoś, kto miał wówczas dwa latka. pamiętam, jak nagrywałem ten program BBC (który TVP nadała wcześniej niż samo BBC). to było kilka dni po śmierci freddiego. i ten moment gdy na koniec programu zobaczyłem klip these are the days... w niecały tydzień po jego odejściu. to było duże przeżycie... koncert z RIO parę dni później nadany... i te chwile, gdy na żywo się oglądało dziennik, w którym słyszało się tę wiadomość, a na ekranie obok prezentera widniało zdjęcie freddiego okraszone napisem - "1946-1991". to był wyjątkowy czas... i każdego 24 listopada dopada mnie refleksja, jak wiele mi tamte dni dały. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbyszek

Dołączył: 25 Kwi 2004 Posty: 158 Skąd: Żuromin
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Lis 25, 2009 11:45 pm Temat postu: |
|
|
hehe... też to jeszcze mam na taśmach:) muszę to koniecznie zachować na pamiątkę, bo cenna rzecz:)
a tak to wówczas w tv wyglądało...:
http://www.youtube.com/watch?v=yt50OSOnT_U
a to jest ten program BBC, który TVP nadała na początku grudnia - i który dane nam było wówczas zobaczyć.
http://www.youtube.com/watch?v=crnl4h6iTSo
ech... wspomnienia... zjechałem swoją VHS z tym programem do końca 1991 roku już tak bardzo, że dramat... ale jakość była na drugim planie. oglądałem to non stop. to były w ogóle czasy... gdy pocztą, z ludźmi w drugim zakątku kraju się wymieniało przegrane kasety z jakimś fragmentem jakiegoś dziwa, typu at the beeb. ech... ludzie z epoki Internetu nie mają o tym zielonego pojęcia. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|