| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
| o.O Herezja! Gdzie Inkwizycja?! |
|
49% |
[ 27 ] |
| Nie potrafię oddzielić historii od muzyki. |
|
3% |
[ 2 ] |
| Coś w tym jest... |
|
23% |
[ 13 ] |
| Trafiono w dychę! |
|
5% |
[ 3 ] |
| Zbanować Bizona |
|
18% |
[ 10 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 55 |
|
| Autor |
Wiadomość |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 12:35 pm Temat postu: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
Decyduję się na taki dość kontrowersyjny temat, by troszkę rozruszać forum (chyba, że już gdzieś coś takiego było, wtedy pozwalam modom zamknąć ).
No właśnie. Od paru lat już Queen słucham i zdążyłem ten zespołu trochę poznać. Na początku te dwa albumy (Innuendo i Made In Heaven, żeby nie było) były dla mnie tym co czwarty i piąty król mieli przynieść Jezusowi do Betlejem. Ale człowiek z biegem czasu i po iluś tam przesłuchań zaczyna patrzeć na to wszystko inaczej, no ale po woli...
Zacznijmy od tego, że nie oceniam otoczki jaka była w tatmym okresie. Wiem, że dla wielu Show Must Go On to jest po prostu pożegnanie Freddiego i nie potrafi się tego oddzielić od wartości muzycznej (kiedyś bodajże Grandville wspominał, że SMGO wg. niego jest bardzo przereklamowane). No, ale jednak spróbujmy.
Innuendo, żeby była jasność, cenię. To jest naprawdę porządny album i po takich se (albo wręcz słabych) latach 80, widoczny jest skok w jakości. Jednak ja sam w życiu nie ustawiłbym teraz tego albumu gdzieś między płytami z lat 70 w dyskografi Królowej. Tuż za nimi, owszem znalazłoby się miejsce, bo i konkurencji już nie ma. Ale dla mnie na Aluzji jest dużo więcej zapychaczy niż np. na News Of The World czy nawet Jazz (który w latach 70 jest chyba rekordzistą pod tym względem). Owszem są piosenki, które mają wielką mocą (choćby tytułowy), parę takich potworków, że aż trochę mnie zniesmacza.
Made In Heaven znowu to chyba najgorsza płyta od The Works.
A tak na poważnie, to dla mnie pojawienie się piosenek przearnżowanych, ale znanych nie wyszło temu tworowi na dobre. Wszystko ma taką kiczowatą, słodko-podniosłą otoczkę. Najlepszymi pieśniami są piosenki (prócz Fool Me ), które nagrano ostatnie. To chyba udowadnia, jaką wielką różnicę ten zespół mial między latami 80 a resztą.
Jedynym plusem tego wydawnictwa jest dla mnie to, że można było usłyszeć głos Freddiego po raz ostatni.
Zapraszam do dyskusji.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 12:53 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| mumin_king napisał: | Ale dla mnie na Aluzji jest dużo więcej zapychaczy niż np. na News Of The World czy nawet Jazz (który w latach 70 jest chyba rekordzistą pod tym względem). Owszem są piosenki, które mają wielką mocą (choćby tytułowy), parę takich potworków, że aż trochę mnie zniesmacza.  |
Dla Ciebie tak, ale np. dla mnie już nie. Potworki? Może jakies przykłady....domyślam się, które utwory masz na myśli, ale ja ich tak nie nazwę. I Can't Live With You? Lepsza wersja z Rocks IMO, ale i tutaj nie jest aż tak żle. All God's People? Bardzo dobre nawiązanie do Barcelony.
Delilah? Że miauczenie Briana się nie podoba?Takiego samego pokroju utwór jak Lazing...czy Seaside....dla mnie. Żartobliwy w swej wymowie i jednocześnie uroczy. Może The Hitman? Za głośny, za ostry może? Ale taka moc, jakiej w poprzedniej dekadzie była w śladowych ilościach.
| mumin_king napisał: | A tak na poważnie, to dla mnie pojawienie się piosenek przearnżowanych, ale znanych nie wyszło temu tworowi na dobre. Wszystko ma taką kiczowatą, słodko-podniosłą otoczkę. Najlepszymi pieśniami są piosenki (prócz Fool Me ), które nagrano ostatnie. To chyba udowadnia, jaką wielką różnicę ten zespół mial między latami 80 a resztą.
Jedynym plusem tego wydawnictwa jest dla mnie to, że można było usłyszeć głos Freddiego po raz ostatni. |
Również sie nie zgodzę... Nowe wersje utworów chociażby Freddiego brzmią świetnie. Szczególnie kompozycja tytułowa, która w tej aranżacji nabiera blasku i takiej dostojności. Że o Heaven For Everyone już nie wspomnę(słyszał wersję The Cross? ). Fakt, np. My Life Has Been Saved jest IMO gorsze niż oryginał, a TMLWKY nie ma może tej szczerości, co wersja Brianowska. Masz swoje zdanie, ja mam swoje. Innuendo to świetny album! A Made In Heaven nie tylko nie jest dla mnie najgorsze od czasów Worków, ale miażdży większość tego, co Królowa stworzyła w poprzedniej dekadzie. I jestem w stanie postawić ten album w czołówce. Że Insynuacja w niej jest, nie musze dodawać.  _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 1:00 pm Temat postu: |
|
|
Na pewno pozniej (lunch moze?) napisze wiecej. Teraz powiem...
INNUENDO przereklamowane nie jest- MADE IN HEAVEN jest przereklamowane strasznie. AWT i MOTHER LOVE to wyjatki potwierdzjaace regule. Pozniej rozwine.
A tematu takiego chyba nie bylo, nie w taki sposob chyba. Dobry jest- poleca gromy. Takie lubie.  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Lut 19, 2009 1:02 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 1:01 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | MADE IN HEAVEN jest przereklamowane strasznie. AWT i MOTHER LOVE to wyjatki potwierdzjaace regule. Pozniej rozwine. |
Nie mogę sie doczekac....  _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 1:51 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| Mariusz napisał: | | Dla Ciebie tak, ale np. dla mnie już nie. Potworki? Może jakies przykłady....domyślam się, które utwory masz na myśli, ale ja ich tak nie nazwę. |
Owszem to nie są takie potworki na miarę Coming Soon. Ale jednak obniżają wartość płyty. Oczywiście w MOIM odczuciu.
| Mariusz napisał: | | I Can't Live With You? Lepsza wersja z Rocks IMO, ale i tutaj nie jest aż tak żle. |
I Can't Live With You to takie pitolenie. Piosenka zrobiona, że tak powiem na odwal. Tekścik blahy i banalny. Nie jest to coś co w Queen lubię (znaczy nie zawsze.
| Mariusz napisał: | | All God's People? Bardzo dobre nawiązanie do Barcelony. |
No właśnie Barcelona.Tam pasowałoby to doskonale, ale jednak jakby przypatrzeć się AGP i dajmy na to Don't Try So Hard widać różnicę klas. I to nie koniecznie na korzyś 'W pustyni i w puszczy' (aż sam się dziwię, że do teraz pomijałem ten fakt, nie widząc podobieństw xD)
| Mariusz napisał: | | Delilah? Że miauczenie Briana się nie podoba?Takiego samego pokroju utwór jak Lazing...czy Seaside....dla mnie. Żartobliwy w swej wymowie i jednocześnie uroczy. |
Urocze, owszem. Jednak dla mnie takie utwory jak Lazing czy Seaside (pomimo, że te drugie lubię średnio) mają jakąś taką klasę. I nie chodzi mi o wartość utworu tylko o swego rodzaju elegnację. W latach 70 takie kawałki nawiązywały do innych (minonych) dekad. A tutaj dostaliśmy piosenkę o kotku. Nie chodzi też o to, że nie miał pisać o kotach, bo to w sumie było trochę jego życia, tyle by zrobił to w sposób mniej słodki (? - nie wiem czy to odpowiednie określenie).
| Mariusz napisał: | | Może The Hitman? Za głośny, za ostry może? Ale taka moc, jakiej w poprzedniej dekadzie była w śladowych ilościach. |
Ba. Tyle, że już na sym Innuendo są ze trzy kawałki, których moc mają większą od The Hitmana. Oj nie pogniewałbym się by to miejsce wszedł Robbery np.
| Mariusz napisał: | Również sie nie zgodzę... Nowe wersje utworów chociażby Freddiego brzmią świetnie. Szczególnie kompozycja tytułowa, która w tej aranżacji nabiera blasku i takiej dostojności. Że o Heaven For Everyone już nie wspomnę(słyszał wersję The Cross? ). |
Dobra, zgoda utwór z tytułu jest lepszą aranżacją. Co do Heaven For Everyone nawet jeśli jest lepszą wersją to jednak zdołało się wpasować do tej otoczki MIH. Jednak co do obu piosenek to są one zbyt cieniarske na Queen. Nie uważasz?
Mother Love znajdujące się na tym samym krązką bije te dwie razem wziete o jakieś klikanaście international level. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:04 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| mumin_king napisał: | | I Can't Live With You to takie pitolenie. Piosenka zrobiona, że tak powiem na odwal. Tekścik blahy i banalny. Nie jest to coś co w Queen lubię (znaczy nie zawsze. |
Dla Ciebie pitolenie, a dla mnie utwór, który nie jest wybitny, ale tez nie jest taki zły.
| mumin_king napisał: | | No właśnie Barcelona.Tam pasowałoby to doskonale, ale jednak jakby przypatrzeć się AGP i dajmy na to Don't Try So Hard widać różnicę klas. I to nie koniecznie na korzyś 'W pustyni i w puszczy' (aż sam się dziwię, że do teraz pomijałem ten fakt, nie widząc podobieństw xD) |
Heh, dla mnie nie ma tutaj aż takiej różnicy pomiędzy tymi dwoma utworami, a All God's People świetnie pasuje do albumu.
| mumin_king napisał: | | Nie chodzi też o to, że nie miał pisać o kotach, bo to w sumie było trochę jego życia, tyle by zrobił to w sposób mniej słodki (? - nie wiem czy to odpowiednie określenie). |
No właśnie, ja tez nie wiem, czy odpowiednie. I powiedz mi, co jest takiego złego w słodkich piosenkach? Jak inaczej wyobrażasz sobie tą kompozycję?
| mumin_king napisał: | | Tyle, że już na sym Innuendo są ze trzy kawałki, których moc mają większą od The Hitmana. Oj nie pogniewałbym się by to miejsce wszedł Robbery np. |
Wymień je. I czy ja dobrze czytam? Robbery na miejsce Hitmana? Żarty sobie robisz chyba...
| mumin_king napisał: | Jednak co do obu piosenek to są one zbyt cieniarske na Queen. Nie uważasz?
Mother Love znajdujące się na tym samym krązką bije te dwie razem wziete o jakieś klikanaście international level. |
Nie, nie uważam. Uważam wręcz przeciwnie, ze prezentują bardzo dobry poziom. Na NOTW i Jazzie znajdę co najmniej kilka bardziej "cieniarskich". _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:11 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| mumin_king napisał: |
Innuendo, żeby była jasność, cenię. To jest naprawdę porządny album i po takich se (albo wręcz słabych) latach 80, widoczny jest skok w jakości. Jednak ja sam w życiu nie ustawiłbym teraz tego albumu gdzieś między płytami z lat 70 w dyskografi Królowej. Tuż za nimi, owszem znalazłoby się miejsce, bo i konkurencji już nie ma. Ale dla mnie na Aluzji jest dużo więcej zapychaczy niż np. na News Of The World czy nawet Jazz (który w latach 70 jest chyba rekordzistą pod tym względem). Owszem są piosenki, które mają wielką mocą (choćby tytułowy), parę takich potworków, że aż trochę mnie zniesmacza.
|
O ile wole rzeczywiscie lata 70-te (no ba) to jednak INNUENDO cenie. Ma ze dwa totalne babole-zapychacze, ktorych inaczej niz przez pryzmat historii i tego co sie tam dzialo nie da sie obronic- ale ma kilka wspanialych kompozycji. I po raz pierwszy od niepamietnych czasow ten album jest poukladany jako album- nie zbior przypadkowych piosenek, ale celowe zonglowanie nastrojami, budowanie napiecia, potezny wstep, wspanialy final. W zyciu nie nazwalbym INNUENDO z muzycznego punktu widzenia najlepsza plyta Queen- ale... cenie.
| mumin_king napisał: |
Made In Heaven znowu to chyba najgorsza płyta od The Works.
|
AKOM i WORKS zdecydowanie gorsze, ale... potem to jzu ciezko cos znalezc gorszego...
| mumin_king napisał: |
dla mnie pojawienie się piosenek przearnżowanych, ale znanych nie wyszło temu tworowi na dobre. |
Absolutnie sie zgadzam. OK- MiH i IWBTLY brzmia lepiej niz na MR BAD GUY- ale to tylko dlatego ze tamta plyta oprocz wokalu Freda jest ze wszech miar okropna. I- nie czarujmy sie- te nowe opracowania Queen tez jakies magiczne nie sa. Wiecej za chwile.
| mumin_king napisał: |
Wszystko ma taką kiczowatą, słodko-podniosłą otoczkę. |
Czyli teraz
Zgadzam sie. Najwiekszy zarzut jaki mam pod adresem tego wydawnictwa jest to jak banalnymi srodkami ma on za zadanie wywolac we mnie dokladnie takie odczucia a nie inne. Najgorsza rzecza w sztuce dla mnie jest doslownosc, ktora probuje sie ukryc najprostszymi srodkami. Wrzucmy troche ladnych klawiszy ktore stworza "mistyczna" otoczke, zrobmy wszystko lekko patetyczne, wzniosle, stonowane i ludzie poplacza nad losem kolegi. Cyniczne z mojej strony? Pewnie. Moze dlatego ze spotkaly mnie w zyciu wieksze tragedie niz smierc idola. Jezeli ktos mnie chce poruszyc- musi sie zdobyc na cos naprawde szczerego i troche bardziej inteligentnie sie za to zabrac. Zaskoczyc. Zmusic do myslenia. Dla mnie MiH w 90% muzycznie jest... tapeta. Serio.
Taka szczerosc ma dla mnie MOTHER LOVE. Na pewno nie ma jej odgzewanie starego kotleta pod tytulem TOO MUCH LOVE WILL KILL YOU. A juz spieprzenie i tak nienajlepszego MY LIFE HAS BEEN SAVED (czemu? bo tytul mozna nagle inaczej odebrac???) to dopelnienie obrazu nedzy i ropaczy.
Nie lubie kiedy granie na uczuciach sluchacza, keidy wywolywanie konkretnej reakcji jest nachalne. A tak odbieram te plyte. Ona MUSI byc smutna, ona MUSI byc podniosla, ona MUSI byc patetyczna. Ona MUSI za bardzo. Ta plyta za bardzo sie stara wywolac u mnie konkretne, takie a nie inne uczucia. A nie tak widze sztuke, nie tak widze muzyke rockowa. Ja chce ja sam interpretowac. Ja chce ja sam przezywac. Nikt mnie za raczke prowadzic nie musi nutami banalu.
Duzo bardziej przemawia do mnie zlamany glos Vaddera w BLACK czy pelen nadziei ale tez i smutku wokal Rodgersa w BE MY FRIEND niz morze klawiszy w IT'S A BEAUTIFUL DAY. Smutek mozna osiagnac jedna nuta na gitarze, jednym gestem, jednym motywem. Nie trzeba wszystkiego nachalnie ubierac w patetyczne szaty... wtedy ja sie wylaczam. Nie lubie, kiedy artysta jak malemu dziecku tlumaczy mi co i jak dokladnie mam czuc podczas jego utworu...
| mumin_king napisał: |
Jedynym plusem tego wydawnictwa jest dla mnie to, że można było usłyszeć głos Freddiego po raz ostatni.
|
Dla mnie mozna bylo spokojnie wydac na maksisinglu te ostatnie rzeczy- nie trzeba bylo uzupelniac plyty czymkolwiek. Problem najwiekszy polega na tym, ze jezeli skupimy sie na samej muzyce, abstrahujac od calej otoczki- zostaje nam naprawde niewiele. I nawet niech mi nikt nie mowi o "drodze do nieba" bo ten TRACK 13 to szczyt szczytow tego albumu. A juz pomysl, zeby tym zaczac koncert w Brixton zachacza o idiotyzm kompletny. Droga do nieba? Dla mnie droga przez meke. Ja lubvie Tangerine Dream i czasami oddaje sie takim hipnotycznym klimatom, ale... bez jaj... tu sie NIC nie dzieje. NIC. Wybaczcie, ale... ja wole posluchac wiatru, wolania gor albo szumu morza. Efekt milion razy lepszy- i szczery, prawdziwy... naturalny... To co tutaj mamy to ktos zapomnial wylaczyc syntezator kiedy wszyscy poszli na akwe i sie zapetlilo i nagralo. Arcydzielo.  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Lut 19, 2009 2:29 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:18 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| Fenderek napisał: | | I nawet niech mi nikt nie mowi o "drodze do nieba" bo ten TRACK 13 to szczyt szczytow tego albumu. A juz pomysl, zeby tym zaczac koncert w Brixton zachacza o idiotyzm kompletny. Droga do nieba? Dla mnie droga przez meke. Ja lubvie Tangerine Dream i czasami oddaje sie takim hipnotycznym klimatom, ale... bez jaj... tu sie NIC nie dzieje. NIC. Wybaczcie, ale... ja wole posluchac wiatru albo szumu morza. Efekt milion razy lepszy... i szczery, prawdziwy... naturalny... |
Fenderek, Ty tak tego nie odbierasz, ale inni tak. Dla Ciebie Track 13 jest droga przez mękę, a dla mnie nie. Ty wolisz posłuchać wiatru albo morza, a ja nie. Nie odczuwasz przy nim wzruszeń, a ja tak. Twoim zdaniem nic sie tu nie dzieje. Fakt, nie za dużo. Ale gdy usłyszałem go po raz pierwszy, wymiękłem emocjonalnie. To chyba o czyms świadczy. Może o tym, że jestem nadwrażliwy? Kto wie....ale na pewno nikt tu nie grał na moich uczuciach, bo po prostu nie musiał. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
pablov1982

Dołączył: 19 Gru 2008 Posty: 132 Skąd: wawa
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:19 pm Temat postu: |
|
|
"Made In Heaven" - Przereklamowane
Album robiony troche na siłę, praktycznie coś co podnosi wrtość tego wydawnictwa to „Heaven for Everyone” w wersji 1000 razy lepszej od badziewnej The Cross, „Winter Tale”, „Mother Love”, no i „You Dont’t fool Me” które i tak jest cienkie (a teledysk to już syf najgorszego sortu). Reszta niestety na ilość już - odgrzewane kawałki z wokalem Freddiego no i „Beutyfull Day” (reprise) (wypełniacz już po chamie) oraz jakaś kilkunasto minutowa plama muzyczna.
O „Innuendo” później _________________ "Oh oh people of the earth
Listen to the warning
The Seer he said
Beware the storm that gathers here
Listen to the wise man" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:25 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| Mariusz napisał: | | Ty wolisz posłuchać wiatru albo morza, a ja nie. |
Posluchaj czasami- naprawde warto... potrafia byc piekne. Mowie serio...
Nie znam utworu rockowego, ktory jest piekniejszy od wiatru. Mowie caly czas serio. Oczywiscie, czasami czlowiek ma ochote posluchac czegos innego niz wiatr No wlasnie- czegos innego. Wtedy wlaczam ANATO, Motorhead albo Bee Gees. N apewno nie TRACK 13.
I nic nie odkryles mowiac, ze ja odbieram to tak- a inni inaczej. Dokladnie o tym pisalem- jak JA te plyte odbieram, jak ja czuje, co MNIE w niej drazni i co MNIE od niej odrzuca. Bylem tak subiektywny jak tylko mozna sobie to wyobrazic- i w zadnym miejscu nie napisalem ze jest inaczej.
Chcesz bardziej obiektywnego spojrzenia- i bez abstrahowania od okolicznosci powstania- Przewodnik. Tutaj jest to co mysle o MUZYCZNEJ stronie tego wydawnictwa, tak stronniczo jak to tylko mozliwe. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Lut 19, 2009 2:33 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:29 pm Temat postu: |
|
|
A kto mówi, że nie słucham? Przynajmniej wiatru, bo morza nie mam jak.... Ale napisałem, że wolę od niego posłuchac sobie Track-u 13-tego, bo wprawia mnie w melancholijny nastrój i sprawia, ze odpływam. Ty tak tego nie odbierasz i ok, nie musisz. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:33 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
Mariusz - nie chcę cytować tego w nadmiarze, bo w sumie to zaczyna brzydko wyglądać:
Co do Delilaha. May napisał All Dead, All Dead z myślą o zdechłym kotku. Nie ma w niej dosłowności, a cały utwór nabiera przez to magicznej wymowy. Teraz tylko utwierdzam się w przekonaniu, że jednak dobrze trafiłem z tą słodkością. Chociaż nie, Delaja jest przesadnie słodki, no ja akurat tego nie znoszę.
Co do Hitmana. Tak wolałbym Robbery (albo Self Made Man chociażby). Hitman sprawia wrażenie niedokończonego i dla mnie doskonale nadawałby się na drugą stronę singla. A te piosenki lepsze od Hitmana to Innuendo, Ride The Wild Wind i Headlong.
Znajdziesz słabe utwory na Jazz i NOTW. Jednak w przeciwieństwie do tych z Made in Heaven to były słabe, bo się nie udało a nie dlatego, że starano wyciągnąć z nich coś więcej.
I proszę nie zrzucajmy dyskusji na tor "mi się podoba a wam nie, nie ma nad czym debatować", bo się nam temat do rozmowy skończy za nim się zaczął.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:35 pm Temat postu: |
|
|
| Mariusz napisał: | | Ale napisałem, że wolę od niego posłuchac sobie Track-u 13-tego, bo wprawia mnie w melancholijny nastrój i sprawia, ze odpływam. |
W taki wlasnie nastroj wprawia mnie morze, wiatr, spiew ptakow.
Jezeli wracam do cywilizacji i slucham plyty- chce czegos innego. Po prostu. I tak, juz drugi raz powiem- pisze jak JA to odbieram i nie mowie, ze inni maja miec tak samo.  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:43 pm Temat postu: Re: Innuendo i Made In Heaven przereklamowane? |
|
|
| Fenderek napisał: | Dokladnie o tym pisalem- jak JA te plyte odbieram, jak ja czuje, co MNIE w niej drazni i co MNIE od niej odrzuca. Bylem tak subiektywny jak tylko mozna sobie to wyobrazic- i w zadnym miejscu nie napisalem ze jest inaczej.
Chcesz bardziej obiektywnego spojrzenia- i bez abstrahowania od okolicznosci powstania- Przewodnik. Tutaj jest to co mysle o MUZYCZNEJ stronie tego wydawnictwa, tak stronniczo jak to tylko mozliwe. |
Ja tez jestem subiektywny...każdy z nas jest. I ciężko będzie kogoś przekonac do zmiany zdania... A Twoją recenzję w Przewodniku czytałem nieraz.
@Mumin, jestem zaskoczony czytając, że wolałbyś, aby na Innuendo były takie rzeczy jak Robbery czy Self Made Man choćby zamiast Hitmana. To są tylko wersje demo...i nie wiadomo, jakby one brzmiały w końcowej wersji. Według mnie, nic Hitmanowi nie brakuje. Słabe utwory, mówisz....wyciągnęli z nich AŻ tyle i brzmią o niebo lepiej niż w oryginalnych wersjach. I stanowią mocną część tego albumu.
A te słabe rzeczy z NOTW i Jazz- skoro słabe, to mogli jeszcze coś z nich wyciągnąć. Albo nagrac zupełnie inaczej. Tam była inna sytuacja i tu jest inna. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 2:51 pm Temat postu: |
|
|
| wielokrotnie już pisałem, że uważam made in heaven za słabą płytę. winno się to wydać jako epkę, zawierającą tylko nowe utwory, które mają wielki ciężar gatunkowy i emocjonalny - poza tym są po prostu bardzo dobre. ale dodawanie odrzutów z innych sesji i robienie z nich na siłę przebojów, wrzucanie w to solowych kawałków 'przerobionych' po queenowemu wydaje mi się po prostu żałosne. zaś innuendo to album rewelacyjny, jeden z lepszych queen, jeden z lepszych albumów lat 90-tych - i jest to dla mnie ostatnia płyta queen z prawdziwego zdarzenia. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 3:08 pm Temat postu: |
|
|
innuendo absolutnie nie przereklamowane. to jest wedslug mnie naprawde plyta przynajmniej dobra ze swietnymi momentami. umiejetnie obracająca nastrojami, a jednak nie na zasadzie przypadkowosci the works. są tu zapychacze, jak chocby i can't live with you, ktore brzmi po prostu plasko (pomijajac to, ze kawalkiem jest zwyczajnie tylko niezlym), ale jednak ta plyta ma jakąś tam magie, bo ta magia zostala stworzona przez 4 muzyków w studio podczas pracy nad płytą.
w przeciwienstwie do made in heaven, ktore magie stara sie miec, tyle, ze tutaj ta magia zostala wygenerowana sztucznie. dla mnie to jest takie totalne robienie pod publiczke. patrzcie, tu freddie spiewa, zeby dali mu zyc - na pewno mialo to zwiazek ztym, ze umieral. o a tu, ze niebo jest dla wszystkich - wiedzial, ze umiera i to spiewanie o niebie jest w tym kontekscie takie piekne. o a tu spiewa, ze to piekny dzien, slonce swieci, ptaszki srają po balkonach, jakie to piekne, ze umierający czlowiek potrafi sie cieszyc z takich rzeczy. ale zaraz zaraz, made in heaven spiewa freddie, czyzby przeczuwal? a moze to juz po smierci nagral? zajebisty gosc, spalili go, a on dalej spiewa! no prooooszeeeeeee. caly szum wokol tej plyty robiony byl pod to, ze to plyta z ostatnimi kawalkami nagranymi przez freddiego. tyle, ze tych ostatnich kawalkow jest 2,5, a cala reszta to naciaganie na miare sredniowiecznego sprzedawania odpustów za pieniadze. czy naprawde konieczna byla nowa wersja i tak juz takiego sobie my life has been saved i to jeszcze gorsza od oryginalu? czy naprawde konieczna byla nowa wersja heaven for everyone, i was born to love you czy made in heaven? przeciez mozna to bylo wydac przy okazji box setu freddiego, jak juz bardzo chcieli sie pochwalic, ze nagrali cos z jego solowej kariery (tudziez kariery rogera).
dobrze, ze bo rhap nie poskladali z niewykorzystanych podejsc i nie dograli nowych partii instrumentow. bylby taki piekny wydzwiek tego utworu - mama, i don't wanna die... freddie tygodnie przed smiercią rozpacza nad swoim losem i wyznaje, ze nie chce jeszcze umierac i w rozpaczy zaczyna rozwazac, czy nie lepiej byloby sie w ogole nie urodzic...
czy naprawde nie moza bylo wydac epki i nie robic tego calego cyrku? wrzucic mother love, wrzucic a winter's tale, wrzucic you don't fool me jak juz z producentem sie nameczyli, zeby z kilku linijek tekstu nie zwiazanych z niczym zrobic caly kawalek. dodac do tego nawet it's a beautiful day czy let me live (mimo, ze nie znosze) bo to wczesniej nigdy nie wyszlo czy nawet too much love will kill you, w koncu tez niewydane w wersji z freddiem, dodac szczery opis kiedy co bylo nagrywane i nie reklamowac calej plyty jako nagranej po innuendo.
problem tej plyty dla mnie polega na tym, ze starano i dalej stara sie z niej zrobic ołtarzyk dla freddiego. świętość tu, amen tam, brakuje tylko zastępu aniołów grających na harfach. a nie mozna bylo tego po prostu zrobic i wydac jako suplementu do innuendo, jako czegos, co przypominaloby o freddiem bez tego sztucznego patosu? to nie jest slaba plyta. nagrali slabsze (niewiele ich ale jednak), natomiast to, co mnie odpycha od tej plyty to wlasnie to sztuczne podrabianie klimatu. tu jakis anielski klawisz, tam dzwoneczki, tu niebiańskie pierdnięcie itd. lukru więcej niz w studyjnej wersji love of my life. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
cinas91

Dołączył: 15 Paź 2008 Posty: 329 Skąd: Leszno
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 3:13 pm Temat postu: |
|
|
| pablov1982 napisał: | | „You Dont’t fool Me” które i tak jest cienkie |
A ja uważam, że to dobry utwór. Choćby ze względu na fantastyczną solówkę Briana. Poza tym, ma dosyć dziwny klimat, niby disco, niby "na na na na", ale ja słuchając tego utworu nie popadam w dyskotekowy nastrój, mnie ten utwór wywołuje smutek(?), nie wiem być może. Po prostu czuć, że coś jest nie tak.
I jeszcze odnośnie Delilah, być może przesłodzone, ale dla mnie to piosenka zaśpiewana z dużym uczuciem, czuć, że koty były dla Freddiego bardzo ważne. Jednocześnie jest to żartobliwy utwór. Naśladowanie miauczenia za pomocą gitary jest dla mnie czymś fantastycznym. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 3:15 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | innuendo absolutnie nie przereklamowane. to jest wedslug mnie naprawde plyta przynajmniej dobra ze swietnymi momentami. umiejetnie obracająca nastrojami, a jednak nie na zasadzie przypadkowosci the works. są tu zapychacze, jak chocby i can't live with you, ktore brzmi po prostu plasko (pomijajac to, ze kawalkiem jest zwyczajnie tylko niezlym), ale jednak ta plyta ma jakąś tam magie, bo ta magia zostala stworzona przez 4 muzyków w studio podczas pracy nad płytą.
w przeciwienstwie do made in heaven, ktore magie stara sie miec, tyle, ze tutaj ta magia zostala wygenerowana sztucznie. dla mnie to jest takie totalne robienie pod publiczke. patrzcie, tu freddie spiewa, zeby dali mu zyc - na pewno mialo to zwiazek ztym, ze umieral. o a tu, ze niebo jest dla wszystkich - wiedzial, ze umiera i to spiewanie o niebie jest w tym kontekscie takie piekne. o a tu spiewa, ze to piekny dzien, slonce swieci, ptaszki srają po balkonach, jakie to piekne, ze umierający czlowiek potrafi sie cieszyc z takich rzeczy. ale zaraz zaraz, made in heaven spiewa freddie, czyzby przeczuwal? a moze to juz po smierci nagral? zajebisty gosc, spalili go, a on dalej spiewa! no prooooszeeeeeee. caly szum wokol tej plyty robiony byl pod to, ze to plyta z ostatnimi kawalkami nagranymi przez freddiego. tyle, ze tych ostatnich kawalkow jest 2,5, a cala reszta to naciaganie na miare sredniowiecznego sprzedawania odpustów za pieniadze. czy naprawde konieczna byla nowa wersja i tak juz takiego sobie my life has been saved i to jeszcze gorsza od oryginalu? czy naprawde konieczna byla nowa wersja heaven for everyone, i was born to love you czy made in heaven? przeciez mozna to bylo wydac przy okazji box setu freddiego, jak juz bardzo chcieli sie pochwalic, ze nagrali cos z jego solowej kariery (tudziez kariery rogera).
dobrze, ze bo rhap nie poskladali z niewykorzystanych podejsc i nie dograli nowych partii instrumentow. bylby taki piekny wydzwiek tego utworu - mama, i don't wanna die... freddie tygodnie przed smiercią rozpacza nad swoim losem i wyznaje, ze nie chce jeszcze umierac i w rozpaczy zaczyna rozwazac, czy nie lepiej byloby sie w ogole nie urodzic...
czy naprawde nie moza bylo wydac epki i nie robic tego calego cyrku? wrzucic mother love, wrzucic a winter's tale, wrzucic you don't fool me jak juz z producentem sie nameczyli, zeby z kilku linijek tekstu nie zwiazanych z niczym zrobic caly kawalek. dodac do tego nawet it's a beautiful day czy let me live (mimo, ze nie znosze) bo to wczesniej nigdy nie wyszlo czy nawet too much love will kill you, w koncu tez niewydane w wersji z freddiem, dodac szczery opis kiedy co bylo nagrywane i nie reklamowac calej plyty jako nagranej po innuendo.
problem tej plyty dla mnie polega na tym, ze starano i dalej stara sie z niej zrobic ołtarzyk dla freddiego. świętość tu, amen tam, brakuje tylko zastępu aniołów grających na harfach. a nie mozna bylo tego po prostu zrobic i wydac jako suplementu do innuendo, jako czegos, co przypominaloby o freddiem bez tego sztucznego patosu? to nie jest slaba plyta. nagrali slabsze (niewiele ich ale jednak), natomiast to, co mnie odpycha od tej plyty to wlasnie to sztuczne podrabianie klimatu. tu jakis anielski klawisz, tam dzwoneczki, tu niebiańskie pierdnięcie itd. lukru więcej niz w studyjnej wersji love of my life. |
Amen  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 3:29 pm Temat postu: |
|
|
Wyjaśnijmy sobie jedno.
Mi o przereklamowaniu Innuendo nie chodzi o to, że płyta jest słaba czy co. Bo tak nie jest i ja sam nie uważam. Nie uważam jednak, że po odjęciu ochów i achów nad historią, materiał dał nam album genialny stawiany obok ANATO czy Dwójeczce. W życiu nie dałbym jej jednak na jednej półce z Miraclem czy Game, bo to by była ujma. No, ale jednak lata 70 są u mnie na wyższej półce niż Innuendo. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 3:34 pm Temat postu: |
|
|
Dokladnie. Tak jak pisalem NACHALNE tak trzeba tez dodac- WYRACHOWANE. Popatrzmy na sam dobor tytulow- MADE IN HEAVEN, MY LIFE HAS BEEN SAVED, LET ME LIVE, TOO MUCH LOVE WILL KILL YOU. Tak zalosnie tendencyjne, za az szkoda gadac. Jakby na sile jeszcze trzeba bylo utragicznic te tragedie. A przeciez ona juz jest tragiczna, tu nie trzeba dodawac epickiego rozmachu, tu nie trzeba budowac oltarzy i stwarzac sztucznej mistyki! To JEST tragiczne samo w sobie- po co kolorowac juz pokolorowany obrazek???
To jest rzecz ktora mnie w Queen najbardziej wkurza- jakbym ja jako sluchacz byl traktowany jak idiota. Jak nie podkresla milion razy, ze Freddie umieral to nie zalapie... Tak jak ten slynny "ostatni wywiad" Freddiego z filmu CHAMPIONS OF THE WORLD. No k... - po co tak manipulowac faktami? Po co dodawac kolorytu rzeczy tak tragicznej i wyrazistej juz samej w sobie??? Po co dodramatyzowywac cos niezwykle dramatycznego? Tym bardziej ze efekt jest odwrotny od zamierzonego- nagle zamiast tragicznej (ale tez na swoj sposob pieknej) historii mamy nagle placzliwy hollywodzki wyciskacz lez...
EDIT
Jeszcze jedno- patrzcie jak mozna to bylo subtelniej zrobic. Panowie- tak jak kilku z nas mowilo- wydaja tylko EPke. Mowia- tyle nagralismy, to wszystko co z tego okresu mamy.
Nie wyglada dramatycznie? Czy obecnosc 3 utworow nie jest wystarczajacym swiadectwem tego jaka sie rozegrala tragedia? Zwlaszcza biorac pod uwage klasy tych utworow? "To wszystko co zdazylismy nagrac...". Ale nie- oczywiscie lepiej dograc "wzruszajace" aranzacje do tendencyjnych tytulow... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 3:54 pm Temat postu: |
|
|
Ja na szybko czy dziwnie nie wyglądają ostatnie piosenki Fredka z MIH ich treść i tytuły do całej reszty? Jakby sam Fredek mówił nie róbcie szopki i śpiewa o zimie i co mu leży na sercu i jakoś dziwnie daleko od tendencyjnego piekła i nieba, które wciśnięto między. Mam wrażenie, że jednak on by nie chciał aby tak wyglądał ten album.
To tak na szybko, więcej i logiczniej później. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 4:15 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | Ja na szybko czy dziwnie nie wyglądają ostatnie piosenki Fredka z MIH ich treść i tytuły do całej reszty? Jakby sam Fredek mówił nie róbcie szopki i śpiewa o zimie i co mu leży na sercu i jakoś dziwnie daleko od tendencyjnego piekła i nieba, które wciśnięto między. |
BAAARDZO celna uwaga.
Wszystkie POZWOLCIE MI ZYC, MOJE ZYCIE JEST URATOWANE, ZA DUZO MILOSCI CIE ZABIJE- to wszystko dodane przez zespol, tendencyjne, plaskie.
O czym Fred spiewa w dwoch swoich totalnie ostatnich utworach? O tym jak pieknie wyglada Montreaux (bo podobno A WINTER'S TALE napisal patrzac za okno w Kaczym Domu), jak spokojnie i wspaniale sie czuje patrzac na swiat, o prawdziwej milosci (MOTHER LOVE)... Nie wiem czemu czesc fanow (a i zespol jakby temu wychodzil naprzeciw...) tak na sile chce wierzyc, ze to Fred wszedzie podkreslal jak tragicznie umieral... Tymczasem Fred mam wrazenie w tej calej sytuacji byl... jakby dojrzalszy, jakby pogodzony z tym co sie dzialo- i zachowujacy do konca niesamowita ale to niesamowita godnosc... czemu mam wrazenie, jakby tej godnosci jaka ten czlowiek zachowal wobec zbizajacego sie konca tak wielu chce go pozbawic w imie placzliwej, patetycznej historyjki? O jak pieknie umieral- i jeszcze spiewal o tym jak bardzo mu z tym zle... Jaka w tym godnosc? Co w tym naturalnego? Ten czlowiek godzil sie ze swiatem- i wlasnie to slychac w takim WINTER'S TALE. IMO nie ma nic piekniejszego... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 4:42 pm Temat postu: |
|
|
Innuendo nigdy nie nazwę płytą przereklamowaną. Może dlatego, że fanem Queen jestem specyficznym i często nie cierpię wręcz płyt z lat 70 i nie wiem co ludzie widzą w March of the Black Queen.
Dla mnie Innuendo to dzieło skończone, przyrównam do Mozarta. Jedna nuta czy inna kompozycja rozwaliła by cały ten album, on jest po prostu jednocześnie genialny i delikatny. I takie I Can't Live With You czy Delilah nie zepsuje tego. Innuendo, Bijou, TSMGO, IGSM. Genialne. Dla mnie Innuendo to Queen w pigułce. To wszystko to co kwartet prezentował na przestrzeni lat skondensowane i podane ze szczyptą magii i tragedii.
Sprawa z MiH ma się tak, że ten album generalnie jest bardzo niespójny, co nie zmienia faktu, że kompozycje takie jak Mother Love, Too Much Love Will Kill You, It's A Beautiful Day uderzają te najbardziej ukryte pokłady wrażliwości mej  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 5:38 pm Temat postu: |
|
|
Nie chce mi się pisać więc przytoczę swoje cytaty z tematów z recenzji o Innuendo i MiH. Pytanie czy przereklamowane? Oczywiście ale tylko MiH. Co dałem upust w swojej recenzji.... http://www.forum.queen.pl/viewtopic.php?p=262663#262663
To co zauważyła daga, Fenderek, Bizon i chyba jeszcze ktoś.... pojechali całkowicie po najmniejszej linii oporu. Jak w recenzji napisałem. Baśniowy klimat tu, baśniowy klimat tam i och ach jakie to piękne. Jedyne co mi się zmieniło od pisania recenzji, że zaczął chwytać mnie track 13. Naprawdę świetna rzecz i taka.... tak .. jakbym słuchał Stratosfear w bardziej hmmm... przystępnym wydaniu. MiH jest okropnie przereklamowane i na otoczce śmierci Freddiego zbili tyle kasy że to aż przykre. I jeszcze fakt, że Brian nie chciał nad tym pracować bo był aż tak rozbity... ale kasy to zarobić i owszem chciał. A co do Innuendo? W moim osobistym TOP 3. Nic tu nie jest przereklamowane. Dobra... TSMGO jest i owszem, ale ... ale to jest mój osobisty utwór wszech czasów. Prawdopodobnie... tfu... na pewno też dzięki otoczce, i też dzięki niej to czułem co czułem w Pradze, ale .... ale geniusz. A cała płyta? Tu moja recenzja. http://www.forum.queen.pl/viewtopic.php?p=262387#262387 Niewiele tej płycie mogę zarzucić.... dobra.. są utwory płaskie i drażniące ale gdzie ich nie ma? Na każdej... KAŻDEJ płycie Queen jest co najmniej jeden taki utwór. Tu są właściwie.... dwa w porywach do ... jednego. Dla mnie album jest bardzo wysoko, ale i też ów album zawiera utwór wszech czasów. Nigdy nie rzeknę, ze owa płyta jest przereklamowana. MiH i owszem, ale Innuendo w życiu. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 6:43 pm Temat postu: |
|
|
Jak u większości - Innuendo nie jest przereklamowanie, MiH... cóż troszkę tak.
Wracając jednak do Innuendo... nigdy nie zrozumiem opinii ludzi, którzy twierdzą, że Hitman jest niedokończony. Wg mnie jest jednym z lepszych rockerów Queen. Wręcz uwielbiam ten... riff? Utwór naelektryzowany - ekspresyjny. Co do reszty albumu nie posiadam niemal żadnych zastrzeżeń... No I Can't Live With You mogłoby lepiej brzmieć... aha i Ride The Wild Wind nie musiało się w ogóle pojawiać, ewentualnie inaczej zaaranżowane.
MiH - z jednej strony gęsta konsystencja emocjonalna dość monotonna, z drugiej strony sporo osób płakało, że The Works nie spójne. No, to macie spójny album... pod względem tematycznym. Zresztą czego można było się spodziewać po krążku okraszonym takim tytułem. Osobiście cieszę się, że takie coś powstało. Sam nie wiem czy wolałbym dziwadło typu EP czy to co mamy dzisiaj. <- I chyba o to właśnie toczy się dyskusja w tym temacie. Są kawałki, które stanowią trzon... ale mnie osobiście nie drażnią przearanżowane tytuły. Ciężko stwierdzić czy lepiej wyglądałyby same czy w towarzystwie takiego np TMLWK. Hmm... album stworzony dla ludzi... dla fanów, którzy właśnie czegoś takiego oczekiwali. I Panowie trafili im w gust.
Za jakiś rok założę temat o kawałkach, które gęsto bym wysypał z SHA, NOW czy innych z lat '70.
Sooo deaar frieeeends... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 9:41 pm Temat postu: |
|
|
Trzeba coś sobie uświadomić.
W 1991 roku jak wychodziło Innuendo Freddie jeszcze żył, album i pierwszy singiel zyskał popularność numer jeden. Reszta singli wydana JESZCZE (trendi pisanie Caps Lockiem) za życia wokalisty nie odniosła porównywalnego sukcesu. Dopiero wydana po śmierci reedycja Bo Rap z These a day było numerem jeden. To śmierć nakręciła boom na Queenmanie.
I tu warto pamiętać wypowiedź Marka Niedźwiedzkiego, że żałuje, że tak wcześnie zaczęli grać The show must gon bo byłoby odwiecznym numerem jeden Trójkowej Listy, a tak zostało nim These a day of..... to tylko potwierdza, że śmierć artysty nakręciła pewne sprawy, a nie walory artystyczne czy gust słuchaczy.
Na szczęście wydali album za życia Freddiego i pierwsze recenzje albumu oceniają ten album takim jaki on jest w sensie zawartości muzycznej, a nie w krzywym zwierciadle jak przy MIH. Oczywiście wydanie Innuendo było już w cieniu plotek w prasie o stanie zdrowia wokalisty, ale jeszcze nie rzutowało to na recenzje (chyba, bo nie znam wszystkich).
Przy MIH, a mamy rok 1995 była już inna sprawa. Mega kampania reklamowa albumu, w TVP nadają Fenomen Queen, Roger i Brian objeżdżają pół świata promując album (Roger zahacza nawet o Indie), zawitają nawet do Polski.
Ostatnie dzieło Freddiego czytamy w recenzjach, najstarsi mogą osobie wyciągnąć Tylko Rock i poczytać istne bajki.
Bo ludzie się nabrali, że Freddie to wszystko nagrał przed śmiercią.
Nie oszukujmy się, ale ilu z kupujących wiedziało co było wcześniej gdzieś tam wydane?
Oni byli przekonani, że tyle zostało po Fredku. No, ba jeszcze ktoś obcykany mógł zauważyć coś z Mr Bud Guy czy The Cross, ale cała reszta? Wzięta za "last songs" [TW Bolek].!!!
My obecną wiedzę zbieraliśmy na przestrzeni kilku lat!
Ja osobiście byłam przekonana dość długo, że Let me live i It's a beautiful day to coś z "last songów" [ze starych komunistów]! To wynik wciskania ludziom w oczy nieprawdy.
Czy na albumie w książęce zająknęli się gdzie i kiedy "powstawały nagrania" [współpracowali z SB]? A wystarczyło napisać i byłoby wszystko klarownie. Jakoś wcześniej na większości podawali czas i miejsce, albo przynajmniej miejsce "powstania albumu" [współpracy z SB].
Obecnie ten album nazwałabym największym przekrętem w historii Queen [SB].
Jeśli nawet "sami Brian, Roger i John" [sam TW Bolek] nie w mawiali tego osobiście ludziom, to zrobili to za nich doskonale spece od marketingu [funkcjonariusze SB]. Bo oni wiedzą, że coś niesłyszane lepiej się sprzedaje po zmarłym niż coś odgrzanego.
Co do MIH mam swój sentymentalny stosunek do tego albumu i nic tego nie zmieni, ale jako Album Queen oceniam go sporo niżej niż to maiło miejsce jeszcze parę lat temu.
I podzielę zdanie Marusza i Fenderka Track 13 i Wiatr maja swoja magię chwili, a reszta należy od nas.
* pogrubienie dotyczy teorii spiskowej BeBe _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl

Ostatnio zmieniony przez daga dnia Czw Lut 19, 2009 11:03 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 10:04 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | The show must gon bo byłoby odwiecznym numerem jeden Trójkowej Listy, a tak zostało nim These a day of..... to tylko potwierdza, że śmierć artysty nakręciła pewne sprawy, a nie walory artystyczne czy gust słuchaczy. |
Akurat Dago to nie jest przypadek tylko Queen. Tak się stało po śmierci wielu frontmanów - Ianie Curtisie, Kurcie Cobainie, Jimie. Owszem, byli sławni za życia, ale to po śmierci nakręcił się pewien trend na nich.
W drugiej części Daga brzmiałaś jak Przewodniczący Kaczyński wypowiadający się na temat Solidarności i Lecha Wałęsy ;d _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 10:16 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: |
Problem nie wiem co Kaczka wtedy mówiła Laughing Teorie spiskowe Wink |
Zamiast Queen wstaw sobie Lech Wałęsa, zamiast "last songs" i "rok wydania" wstaw "współpraca z SB" "TW Bolek" "stary komunista" ;d
Ale racji masz dużo, na pewno więcej niż Jaro o Lechu  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Czw Lut 19, 2009 10:38 pm Temat postu: |
|
|
W życiu.
Innuendo to wielka płyta. Wspaniale zaaranżowane, z genialnymi kompozycjami, pełna powagi i głębi. Teksty nierzadko powyżej queenowej przeciętnej [I'MGSM to dla mnie przynajmniej podium tekstów Freddiego]. Doskonały, niebanalny album. O.
Co do MIH, wiem, że ta płyta ma wielu wrogów. Że składak, Frankenstein, marketingowe cudeńko, które narobiło ludziom sieczki z mózgu, że to niby wszystko w 1991 roku było nagrywane. Tylko co z tego, skoro jest na niej pełno tak zajebistych utworów jak TMLWKY, Mother Love czy Winter's Tale? _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|