| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 6:57 pm Temat postu: |
|
|
Co do wersji BBC - istnieją 3 wersje:
- pierwsza: zespół nagrał całość (łącznie ze wstępem)
- druga: bez wstępu, który ponoć przepadł na uszkodzonej taśmie
- trzecia: skrócona, zaczyna się i kończy chórkami.
Sam utwór dla mnie nigdy nie był faworytem. Jakoś wolałem na przykład White Queen, albo Fairy Fellers... Jest dla mnie taki obojętny.
A jeszcze wracając do ciekawostek - utwór miał być nagrany już podczas sesji do pierwszego albumu, ale nie wiadomo, czy istnieją taśmy ani czy w ogóle to zarejestrowali. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 7:12 pm Temat postu: |
|
|
O doskonale, że Ogre Battle bierzemy na ruszt. W moim panteonie jest na jednej ze szczytowych pozycji. Jest to jeden z numerów, które mnie poraziły od pierwszych brzmień i elektryzują nieustannie w stopniu wręcz niewiarygodnym.
Co najciekawsze nie jestem wielbicielką ciężkiego, metalowego brzmienia, wręcz przeciwnie, na dłuższą metę bardzo mnie męczy. Moje muzyczne preferencje skierowane są raczej na wyraziste, melodyjne sola gitarowe, dźwięczną perkusję i wszelkiego rodzaju plumkania. Zbytni hałas w tle odbiera mi radość popływania w dźwiękach.
Ogre Battle jest wyjątkiem, kawałek ostry, hałaśliwy, ale jednak przy tym niesamowicie melodyjny i jakoś specyficznie uporządkowany. Feria dźwięków na milion kawałków gra razem tworząc naprawdę wpadającą w ucho i pozostającą w nim długo całość. Jest rytm, harmonia i obłędny wokal, wszystko na swoim miejscu. Do tego wszystkie dźwięki, pomimo, że zwielokrotnione i warstwowe są do wychwycenia, tu złapię gitarę, jedną, zaraz drugą, tam perkusję...A razem - porażenie. To jest w Bitwie najprzyjemniejsze.
Fantastyczne jest też w Ogre Batlle zgranie linii wokalu, perkusji i gitar, naprawdę idą w prze jak równy z równym co daje iście odjazdowy efekt, szalenie mi się to podoba! Do tego wszystkiego w drugiej partii, w tle dźwięki imitujące dudy - rewelacja.I te przestrzenne, wielowymiarowe gitary, mmm, marzenie. Króciutkie, mega mocne intro - grom z jasnego nieba, świetnie wprowadza w dalszą, lżejszą część, zapowiadając jednak prawdziwą bitwę dźwięków.
Wokal Freda i "wycia" to daktyle na torcie.
Tekst jest z kategorii surrealnych, mrocznych, dusznych, takich jakie lubię najbardziej. Do tego znowu zjawiający się motyw luster, który szczególnie niepokojąco na mnie działa. Całość daje pole do szerokiej interpretacji i wielowarstwowego czucia.
Dla mnie dzieło totalne, jedno z tych z repertuaru Queen, które zawiera w sobie wszystko co kocham.
I wcale nie przesadzam
Jeżeli chodzi o wykonania live, to są świetne, prawda, dają po zmysłach, ale przyznam szczerze, że wolę wersję studyjną. Jest bardziej, hmm, wysublimowana...? Więcej smakowitych kąsków dla mnie w niej się czai . _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 7:30 pm Temat postu: |
|
|
ten kawałek poznałem wcześniej z wersji BBC, jako że At The Beeb posiadłem przed Queen II. do tej pory nie mogę się nadziwić, jakim sposobem udało mi się znaleźć, w 1992 roku, w jednym z garaży, co to zwały się hurtowniami kasetę z tym albumem... nieważne. wersja z BBC jest świetna - żywa i mięsista. niestety, wersja na Queen II jest straszna... brzmienie jest fatalne, przeprodukowane to wielce. jakieś bibelotki w tle, niepotrzebne efekty. na szczęście wspaniale utwór wypadał na żywo, z fantastyczną wstawką w środku. podsumowując - wersja BBC i 'żywa' dają nam przyjemność obcowania ze wspaniałymi melodiami, podanymi w iście queenowo rockowym sosie. wersja z płyty mdła i nijaka.
Aia... że też ja nie znam żadnej kobiety, która tak potrafi mówić o muzyce... od razu bym się oświadczał 
Ostatnio zmieniony przez krs dnia Nie Sty 23, 2011 7:37 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 7:37 pm Temat postu: |
|
|
| Aia napisał: | | Jeżeli chodzi o wykonania live, to są świetne, prawda, dają po zmysłach, ale przyznam szczerze, że wolę wersję studyjną. Jest bardziej, hmm, wysublimowana...? Więcej smakowitych kąsków dla mnie w niej się czai |
| krs napisał: | | wersja na Queen II jest straszna... brzmienie jest fatalne, przeprodukowane to wielce. jakieś bibelotki w tle, niepotrzebne efekty. [...] wersja z płyty mdła i nijaka. |
To się dowiedziałam o swoim muzycznym wyczuciu
Na szczęście nigdy nie miałam dobrego mniemania o swoim uchu.
Że aż narobiłeś mi smaka na ponowny odsłuch koncertówek, które zawsze były dla mnie dziwnie "rozwalcowane". A wersji BBC nie zam (ignorant!), czas najwyższy nadrobić jak widać  _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 7:54 pm Temat postu: |
|
|
Osobiście wolę tą...
http://www.youtube.com/watch?v=L0tSIaUqcms
W ogóle Golders Green to chyba mój ulubiony bootleg...
Orgazm. Odrobina remasteringu i ten koncert brzmiałby absolutnie bosko... uwielbiam ten okres... ciągle naiwni- ale już genialni... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 7:57 pm Temat postu: |
|
|
| o tak... brzmi to wspaniale... tak cudownie świeżo... i orgiastycznie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 8:48 pm Temat postu: |
|
|
Dzięki za linki, przesłuchałam po kilka razy i to z prawdziwą rozkoszą. Jednak ten bitewny zgiełk działa na mnie pieruńsko, nie ważne kiedy i gdzie .
Wersja BBC ma zwolnione tempo, co nie do końca mi w przypadku tego numeru pasuje, bo w tym jego urok, że opętańczo pędzi...Samo brzmienie jest bardziej wyraziste, mniej jest hurgotu, ale paradoksalnie cały czas słuchając oczekiwałam na przyśpieszenie. Domyślam się, że po prostu występuje już u mnie warunkowanie - Ogre Battle - "no to lecim!". Wszelkie spowolnienia tempa, budzą niepokój, a w konsekwencji irytację. Chyba jeszcze czeka mnie kilka sam na sam z BBC, żeby jakoś się z tym zaciemnieniem odbioru uporać.
Koncertowe wykonanie z Odeonu faktycznie pierwszorzędne i całkiem niezła jakość dźwięku jak na YT. Ta przerwa w pierwszej części i mocne wejście następujące po niej - bomba. Solo Briana w drugiej części jest odjazdowe totalnie O.o. Normalnie dostałam gęsiej skórki!
Golders Green ma obłędne intro, dobrze nazwane - orgiastyczne, dosłownie. Świetny wokal Freda, naprawdę robi wrażenie, jeden z najmocniejszych "na żywo". Tempo niestety też zwolnione. Solo Briana wolę z Odeonu, ale to być może kwestia jakości dźwięku. Perkusja za to jest świetnie brzmiąca, bardziej dosadna.
Po świeżym odsłuchu, stanę jak ten muł w obronie wersji albumowej . Może i jest ona przeprodukowana (szczerze mówiąc nie mam o tych sprawach pojęcia), ale ma w sobie niesamowity dynamizm, którego tak mi brakuje w wykonaniu z sesji BBC. W tym kawałku jest on dla mnie kluczowy, bo buduje szaleńczy klimat, taki bitewny - "tempo, tempo". Ma to zresztą bezpośrednie odbicie w tekście i doskonale współgra z pędzącą falą dźwięków. Intro z "wyciem" z QII jest jednak też niezstąpione . Nieartykułowane wrzaski w tle pojawiające się w drugiej części utworu dodatkowo potęgują wrażenie wrzenia w kotle, dopełniając czarę na granicy przelania (ale jednak się nie ulewa!). Wg mnie tu wszystko gra pod siebie idealnie. Te pierdoletdki, o których wspomniałeś - muzyczny horror vacui, bardzo lubię, jakoś tak mnie radują i z deka odciążają całość. To, że zaczyna się i kończy "ostrym cięciem" też dobrze robi, bo stwarza wrażenie wyrwania z kontekstu rzeczywistości, pozwala na błyskawiczny transfer w inny wymiar.
Rzeczywiście to, co w koncertówce mnie powala, a czego nie ma na albumie, to wspomniane sola Briana, o niebo bardziej "sprężyste", ogniste i wymowne.
Przy okazji zobaczyłam ile jeszcze rozkoszy ucha przede mną czeka na YT i oniemiałam z zachwytu O.o...Szkoda, że te noce i dnie takie krótkie  _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 8:53 pm Temat postu: |
|
|
Jak dla mnie najlepszy na Dwójce. Po prostu kocham takie mocniejsze Queen jeszcze bardziej niż ich imidż lat 70. Jak to kiedyś napisał Fenderek: "Jak Queen pierdolnęło to klękajcie narody" i w sumie miał sporo racji. Te mocne riffy u Królowej są niesamowite nic dziwnego, że potem wykorzystywane przez taką Metallicę. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 9:04 pm Temat postu: |
|
|
Mnie najbardziej w tym utworze fascynują backmaskingi. Tzn. nie backmaskingi bo to pojęcie to chyba tylko do tekstów się odnosi, a chodzi mi ogólnie o to, że początek utworu to puszczony od tyłu jego koniec. Fajnie się słucha tego narastającego szumu, które de facto jest odgłosem gongu puszczonym od tyłu. No i solo gitarowe od tyłu też brzmi nawet zabawnie. xD Nie potrafię tylko za bardzo wyczuć w którym momencie zaczyna już biec do przodu.
I jeszcze co do wypowiedzi mumina o Metallice - to ja już wiem dlaczego riffy w tym kawałku(i nie tylko w tym, no ale w tym to zdecydowanie najbardziej) tak mi się dziwnie z Metallicą od zawsze kojarzyły.  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 9:19 pm Temat postu: |
|
|
Riff-miazga, świetny, melodyjny refren, no kopie to dupę jednak należycie. Niestety nie bardzo mam wenę napisac więcej chwilowo... ale nabrałem ochoty na QII, także wkrótce kto wie  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Sty 23, 2011 10:20 pm Temat postu: |
|
|
Ja osobiście preferuje wersje albumową nad bbc, raz że właśnie minimalnie wolniejsze tempo trochę wypacza utwór ale przede wszystkim na albumie jest masa smaczków te efekty Briana na gitarze "imitujące odgłosy walki" i różne dźwięki tu i ówdzie,intro wiadomo ciekawy zabieg z puszczeniem od tył końcówki we wstępie
I chyba najwazniejsza rzecz dla mnie w wersji BBC nie podoba mi się brzmienie"chórków" ich miks i umiejscowienie w przestrzeni muzycznej przyprawia mnie o lekkie zgrzytanie zębów,to znaczy nie jest źle ale jednak w wersji albumowej brzmią dokładnie tak jak powinny kontrapunktując ostrość gitar, może to też kwestia tego że cały kawałek jest trochę inaczej wyprodukowany a wczesniej słyszałem wersje albumową, tak czy siak wolę wersję z QII
A koncertowe wykonania, fantastyczne  _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lecri

Dołączył: 16 Sty 2010 Posty: 159 Skąd: Pomorze
|
Wysłany: Pon Sty 24, 2011 3:43 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: | | Co o nim sądzicie przereklamowane i hałaśliwe gitarowe wymiatanie czy arcydzieło wczesnego Queenu, jeden z najlepszych utworów zespołu który mógłby być ozdobą każdej płyty? |
Zdecydowanie to pierwsze
Utwór absolutnie uwielbiam, odkąd tylko pamiętam. Na początku mojej przygody z Queen II był to jedyny utwór jaki mi się podobał, przez swoją ostrość i rockowość (a nawet metalowość o czym wspomniał Maciej), cała reszta była wtedy dla mnie zbyt udziwniona albo smętna. Później, jak w końcu dojrzałam do Dwójki (i stała się ulubionym albumem zespołu) to Ogre Battle trochę spadło w notowaniach, lecz wciąż jest to jeden z najlepszych momentów tego krążka.
Wersję studyjną uwielbiam od samego początku (wcale nie uważam by była przeprodukowana uwielbiam te gitarowe smaczki) z tym wstępem będącym odwróconym gongiem, riff miażdży (pewnie to jeden z najlepszych w historii zespołu), harmonie wokalne, krzyki Rogera i jego perkusję Podoba mi się też tekst, jak inne Freddiego na Dwójce.
Za to nie lubię wersji BBC przez to, że jest wolniejsza, praktycznie traci to za co polubiłam wersję albumową.
Na szczęście koncertach Ogre Battle wychodziło bosko, nie przypominam sobie jakiejś słabszej wersji, zawsze ten utwór mnie porywał. I mam jeszcze ulubione wykonanie na żywo - zdecydowanie Hammersmith '75 (krs dał link to nie będę powtarzać tego samego), może to przez świetną jakość bootlega, tym niemniej w swoim czasie potrafiłam to słuchać (i oglądać) kilka razy dziennie. I wciąż nie miałam dość. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pon Sty 24, 2011 4:27 pm Temat postu: |
|
|
| Tak sobie posłuchałem i... jednak lubię to. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Sty 24, 2011 7:29 pm Temat postu: |
|
|
Nie jest to mój ulubiony utwór na QII (no jednak obie Królowe to jest magia nad magie) ale jest jednym z. I tak, mumin cytuje coś co nadal uważam za prawdziwe, nie zmieniło się moje podejście do tego- "Jak Queen pierdolnęło to klękajcie narody". Kiedy już decydowali się na ten rodzaj ekspresji- niezbyt często mieli sobie równych... przynajmniej w latach 70-tych...
Sam riff... matko... on jest prosty, w sumie bardzo łatwo się go nauczyć grać- ale ile zagranie go daje satysfakcji i jakiego powera...!!! Jaki to jest pozytywny kop w dupsko...
Zdecydowanie wolę wersję koncertową od chyba jednak rzeczywiście lekko przeprodukowanej studyjnej. Utwór podobno istnieje w wersji wcześniejszej, nagranej na debiut- ale też moze chodzić o wersję nagraną dla BBC... bo w sumie na debiucie pasowałaby bardzo. Napędzana gitarą, tak jak większość kawałków na QUEEN, co nigdy później znakiem rozpoznawczym zespołu nie było. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Wto Sty 25, 2011 12:10 pm Temat postu: |
|
|
 _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 7:01 pm Temat postu: |
|
|
Jakby ktoś modoadminów mógł zmienić w tytule.
Co prawda nie wiem czy dalej reaktywować ten temat, bo coś słabo idą dyskusje w dziale queen ale ok
Szczególnie zachecam nowych userów (jeśli przeraża was ilość wyeksploatowanych tematów) do pisania co sądzicie o kawałkach, bo to dobre miejsce na nowe dyskusje.
Lecimy z grubej rury MUSTAPHA
Utwór z quasi-arabskim tekstem przeplatanym angielszczyzną, quasi dlatego iż po arabsku jest jedynie Mustapha ,Allach i końcowe aleikum-salam czyli pokój z wami.Cała reszta to jest bełkot, „udawanie arabskiego” .Mimo relatywnie prostej konstrukcji mamy wielokrotne zmiany tonacji w obrębie utworu.
Freddie nie znając języka arabskiego perfekcyjnie oddał jego melodie i brzmienie tak jakby był nadwornym muezinem Osmana III który pięć razy dziennie klepie na dywaniku Allach Akbar w zachodniej części Hagia Sophia.
Wspaniały rock z orientalnym źródłem inspiracji czy tylko niezły żart muzyczny?, więc blizej do rockowego dzieła czy parodii w rodzaju „Seaside Rendezvous” ? _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
InvisibleMan

Dołączył: 04 Mar 2010 Posty: 52
|
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 8:34 pm Temat postu: |
|
|
Freddie swym głosem nadał temu utworowi wiele dynamiki- wspomniane quasi arabskie wstawki znacznie to podkreślają . Podoba mi się pojawiający w pewnym momencie mini-dialog Freddiego z gitarą, która w całym utworze brzmi dość specyficznie, aczkolwiek przyjemnie (nie wiem jak to określić, nie ma tu jak dla mnie charakterystycznego, ciepłego brzmienia Red Special).
| Cytat: | | Wspaniały rock z orientalnym źródłem inspiracji czy tylko niezły żart muzyczny? |
Jak dla mnie i jedno i drugie . Zespół zabawia się arabskimi zaśpiewami i orientalnym brzmieniem, w efekcie tworząc dobry, rockowy kawałek i ważny punkt albumu "Jazz" . _________________ In the land where horses born with eagle wings
And honey bees have lost their stings |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Van
Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 10
|
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 9:26 pm Temat postu: |
|
|
Bardzo lubię, swego czasu służył mi jako dzwonek w telefonie i nikt mi znany nie miał pojęcia, że śpiewa to 'ten wąsaty pedał w żółtej kurtce'
Z początku cisza, jakieś arabskie motywy, no ok, cudów ni ma. A tu nagle bum! Gdy słuchałem tego po raz pierwszy to prawie podskoczyłem, niesamowitą energię ma ten utwór, a przejście w stereo jest jednym z moich ulubionych momentów w Queen w ogóle.
Do tego świetna orientalizująca nieco solówka Briana.
Z żartów muzycznych mój ulubiony utwór, minimalnie przed Slightly Mad. Tak właśnie powinny brzmieć takie utwory, cudownie zabawny tekst, a przy tym muzyka na naprawdę wysokim poziomie.
Do całości płyty Jazz pasuje idealnie, bo tam każdy kawałek prezentuje co najmniej dobry poziom (prócz tego Brianowego koszmarka Leaving Home Ain't Easy), ale jednocześnie nie ma tam takiego, który byłby jakiś super-hiper, choć Mustaphie do tego miana najbliżej. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gang9

Dołączył: 16 Lip 2009 Posty: 31 Skąd: lubelskie
|
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 10:36 pm Temat postu: |
|
|
| Jeśli mówimy o Mustaphie (?) to nie sposób pominąć tego, co Deacon zrobił na basie. Pomijam fakt, że on zawsze robił rzeczy wspaniałe. Tutaj cała sekcja rytmiczna ciągnie ten kawałek do przodu, później oczywiście do głosu dochodzi gitara, ale taki napęd, takim motorem tej piosenki jest dla mnie właśnie rytmika, John i w mniejszym stopniu Roger. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jaszek

Dołączył: 08 Lis 2010 Posty: 701 Skąd: Zawoja/Kraina Rhye
|
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 10:48 pm Temat postu: |
|
|
Pamiętam jak ładne parę lat temu kiedy moja wiedza o Queen nie była zbyt duża (ograniczała się do podstawowych wiadomości i znajomości największych przebojów typu Radio Gaga itp) tata mi powiedział że Queen nagrał kiedyś świetną piosenkę o tytule Mustapha i że Freddie tam po arabsku śpiewa zdziwiłem się nieco bo nie pasowało mi to do mojego postrzegania Queen w owym czasie. Ciekawość mi jednak nie dała spokoju i od razu poszedłem do kolegi który miał na kasetach magnetofonowych piosenki Queen i wtedy pierwszy raz usłyszałem Mustaphę i niezbyt mi się to spodobało ale z biegiem czasu bardzo polubiłem tę piosenkę ten pozornie spokojny początek i rozwinięcie a potem to mocne wejście coś pięknego
Ja także swego czasu używałem tej piosenki jako dzwonek w telefonie
Jak dla mnie jest to wspaniały rock z orientalnym źródłem inspiracji może to trochę na wyrost ale trzeba przyznać to kawał dobrego rocka _________________ I'm slightly mad
Oh dear |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 11:43 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: | | Co prawda nie wiem czy dalej reaktywować ten temat, bo coś słabo idą dyskusje w dziale queen ale ok. Szczególnie zachecam nowych userów (jeśli przeraża was ilość wyeksploatowanych tematów) [...] |
Widać, że Twój apel spotkał się z aprobatą . O jak dobrze!
Zanim przejdę do utworu - mała, smętna refleksja apropos Twojego stwierdzenia o "zasadności" kontynuacji tego tematu...I tutaj widzę wychodzi moje "poniewczasie", moje fatum. Jestem bowiem człowiekiem "za późno", w zasadzie winien być to mój przydomek. Od kiedy sięgnę pamięcią, czas mnie wyprzedza...Począwszy od dojmującego poczucia, że za późno przyszłam na świat, poprzez inne momenty "przyjścia" i "wyjścia". Tu na forum schemat się powtarza. Z całym moim entuzjazmem do dzielenia się muzyczną ekstazą trafiłam znowu za późno
Wiem, że potoki moich myśli rzucanych poprzez eter na te "łamy" mają - w obliczu braku gorejącej atmosfery dyskusji, zgoła rozpaczliwy charakter, miałam zaprzestać paplaniny, ale dobra, w zawiązku z tym, że odezwały się inne "żółtodzioby" (za którymi się ukryję) a mnie ręka świerzbi...Raz się żyje, cóż, że "za późno".
Mustaphę darzę pewnym bliżej niewytłumaczalnym, ciepłym uczuciem. Może dlatego, że jest taki, jaki jest - nie za długi, lekki, trochę zadziorny, trochę ironiczny, nieco szyderczy, jednym słowem numer z polotem. Do tego stanowi fantastyczne, przemyślane intro do tego jakże frywolnego, kipiącego pozytywną energią nieskrępowanej zabawy albumu.
Jest idealną zapowiedzią mającej nastąpić rozrywki z przymrużeniem oka. Nie bez znaczenia jest, tak mi się wydaje, umieszczenie bezpośrednio po nim akurat Fat Bottomed Girls. O bardziej wyrazisty, jajeczny kontrast do zapiewań muezina byłoby trudno. Chłopaki wiedziały co robią. Czuć, że towarzycho bawiło się przednio, z Fredem na czele, bo przecież umiejętne balansowanie na "granicy wszechrzeczy" (i utrzymywanie równowagi!) było jego specjalnością i jednym z największych talentów .
Muzycznie jest rozkoszny! Szturmem wdarł się w moje serce. Fred śpiewa obłędnie, zresztą można się domyślać, że z zapiewaniami muezinów w dzieciństwie obcował na co dzień, więc siłą rzeczy "wszedł w to" wyśmienicie.
Mustapha jest ulepiony z kontrastów, od dość subtelnego początku przechodzi poprzez wyważone zaśpiewy i zrównoważony rytm do "kopa" na końcu. Kop tym bardziej cudny, że urozmaicony dla niepoznaki niewinnymi dzwonkami, brzęczkami i orientalizującą momentami gitarką.
Jednym słowem jakie intro, taki album - z jajami  _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
bogdan999

Dołączył: 01 Maj 2007 Posty: 132
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 12:49 am Temat postu: |
|
|
Co do pewnego dłużej obserwowanego zastoju na forum - rzeczywiście utrzymuje się to dosyć długo - szczerze mówiąc z utęsknieniem wracam do dyskusji, które miały miejsce na tym forum zanim się na nim zarejestrowałem i krótko po mojej rejestracji. Wtedy na prawdę pełno było ciekawostek, merytorycznych dyskusji, a mniej rankingów, topów (nie żebym miał coś przeciwko, tylko zwracam na to uwagę).
Wtedy szczerze mówiąc to za mało wiedziałem, żeby zabrać głos w jakiejś dyskusji - przynajmniej takie miałem wrażenie. A teraz jakoś wszelkie próby reaktywacji poważnych tematów kończą się na tym, że piszą w nich parę postów te same osoby (chwała im za to), i tematy znowu po paru dniach spadają w dół...
To tyle moich ogólnych refleksji
co do Mustaphy - część piosenki (zwrotki) nagrana jest w mono, jest ciszej od wejść stereo gitary Briana "w refrenie Mustapha"
Uważam, że jest to wyjątkowo ciekawa eklektyczna kompozycja - mamy i rock i arabskie klimaty w dodatku z imitacją arabsko-brzmiących słów
A tak przy okazji - czy ktoś słyszał kiedyś z jakim "oddźwiękiem" piosenka ta spotkała się wśród przedstawicieli Islamu?
Czy Freddie mówił kiedykolwiek coś o tworzeniu tej piosenki?
EDIT
Dodatkowe info z Queenpedii:
| Cytat: | Freddie Mercury - lead and backing vocals, piano
Brian May - guitars
John Deacon - bass guitar
Roger Taylor - drums, hawk-bells
Alternate Versions:
* Exposed Mono Mix - Exposed MC C-EXP 0491
* 1998 The eYe “23 Intro - Electronic Arts DDE05501 101S
|
Ostatnio zmieniony przez bogdan999 dnia Sro Lut 02, 2011 12:56 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 12:53 am Temat postu: |
|
|
Ten kawałek to moje TOP10 Queen.
Tak, serio.
Wielbię. Wszystko w tym kawałku kapie geniuszem. Wykorzystanie geniuszu do zrobienia żartu- to jest coś...
Pamiętam jak w Hyde Parku na Q+PR w przerwie między utworami z kilkoma osobami (Lasha też tam była zdaje się...) zaczęliśmy krzyczeć "mustapha, mustapha, mustapha", jak na Live Killers. Dookoła kto wiedział o co biega zaczął podchwytywać i po chwili już nas całkiem sporo było...
Udawali że nie słyszą...
A i tak rozpieprzyły mnie osoby nie wiedzące o co biega i znające tylko Greatest Hits... Pozwólcie że nadam temu kontekstu- koncert odbył się tydzień po zamachach bombowych islamskich ekstremistów w Londynie a tu nagle w stutysięcznym tłumie grupka ludzi zaczyna wrzeszczeć "mustafa"...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 2:24 am Temat postu: |
|
|
Też uwielbiam. Zwłaszcza wejście gitary.
Kiedyś mieliśmy zaprezentować muzykę, jaką słuchamy, nie pamiętam, czy to na muzyce czy gdzie. Puściłem Mustaphę, bo to wszystko, co najlepsze Queen zawarte w trzech minutach (podobna sprawa z DOTL). Intro wokalne - miazga. Znakomity na otwarcie albumu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 9:35 am Temat postu: |
|
|
Co do języka użytego to jestm tam arabski, perski i angielski, więc Freddie pewnie z dzieciństwa coś tam zapamiętał i to jakoś wlepił do piosenki.
| Cytat: | from http://www.pemcom.demon.co.uk/queen/jazz/mustapha.trn.html
Transliteration and translation by Mad Mark Lamki
Some of you may remember the discussion a few months back about what language Mustapha was in. I should apologise to Majid Mirmehdi who said it was in Arabic. I said it wasn't. In fact we were both right, sort of. Some of it is Arabic, but most isn't. The Arabic is limited to names and expressions which even I, who know no Arabic worth mentioning, can translate. I knew about this at that time, but never thought about it, because I considered it so insignificant.
Well, now I have done my best to transcribe the lyrics as accurately as I can. For the non-English parts, in order to be as phonetically consistent as possible, every time a sound appears I've used the same letter(s) to represent it. However there are doubtless some mistakes. In particular, words which I have ended with "n" may in fact end in a "d" or "m" sound; I was often uncertain. Anyway...
Guide to pronunciation:
Consonants are pronounced as in English except-
dh pronounced as "th" in English "these"
ch pronounced as "ch" in Scottish "loch"
Vowels are as follows-
a as in "hat" OR as in "around"
e as in "met"
i as in "fit" OR as ee in "seen"
o as in "hole" OR as in "hot"
u as in "put" OR as in "but"
ai as y in "why"
ei as ay in "way"
I have made no distinction between short and long vowels except in the Arabic word "Salaam" where I have used the standard English spelling.
OK, here goes!
Ibrahim, Ibrahim, Ibrahim,
Allah, Allah, Allah, Allah will pray for you.
Hey!
Mustapha, Mustapha, Mustapha Ibrahim.
Mustapha, Mustapha, Mustapha Ibrahim.
Mustapha Ibrahim, Mustapha Ibrahim
Allah, Allah, Allah will pray for you.
Mustapha Ibrahim, al havra kris vanin
Allah, Allah, Allah will pray for you.
Mustapha, hey! Mustapha
Mustapha Ibrahim, Mustapha Ibrahim, hey!
Allah-i, Allah-i, Allah-i,
Ibra-Ibra-Ibrahim, yeah!
Ibrahim, Ibrahim, Ibrahim,
Allah Allah Allah-i hey!
Mustapha Mustapha - Allah-i na stolei
Mustapha Mustapha - Achtar es na sholei
Mustapha Mustapha - Mochamut dei ya low eshelei
Mustapha Mustapha - ai ai ai ai ahelei
Mustapha,
Mustapha,
Ist avil ahiln avil ahiln adhim Mustapha,
Salaam Aleikum!
Mustapha Ibrahim, Mustapha Ibrahim
Allah, Allah, Allah will pray for you.
Mustapha Ibrahim, achbar ish navin
Allah, Allah, Allah will pray for you.
Mustapha, Mustapha
Mustapha Ibrahim, Mustapha Ibrahim, hey!
Allah-i, Allah-i, Allah-i,
Ibra-Ibra-Ibrahim, yeah!
Ibrahim, Ibrahim, Ibrahim,
Allah Allah Allah-i hey!
Mustapha Mustapha
Mustapha Mustapha
Mustapha Mustapha
Mustapha Mustapha
Mustapha,
Mustapha,
Vontap ist ahiln avil ahiln adhim Mustapha,
Aleikum Salaam hey!
AND NOW the big question...what does it all mean!
Well, firstly I'll point out that it is in THREE languages - English, Arabic, and an unidentified language which I assume is the Parsi language.
The English bits are obvious. "hey!", "yeah!" and "will pray for you".
The Arabic is as follows...
Mustapha Ibrahim is an Arabic/Islamic name.
Allah - Islamic title of God, literally means (the)God.
Allah-i - I think this is an exclamation like English "gosh!" or "good grief!" or "blimey!"
Salaam Aleikum - an Arabic greeting, literally means "Peace be upon you".
Aleikum Salaam is the correct response, literally "upon you be peace".
"adhim" (in front of a person's name) means "great"
"Mochamut", despite slightly strange pronunciation, is definitely meant to be the name of the prophet Mohammed.
The rest of the song is in the unidentified language. I assume it is Parsi partly because of Freddie's family background, and partly because an Iranian friend was able to recognise about one word in ten (!) and of course the Parsis were the original Persians and their language is presumably related to modern Persian (Farsi). I have recently checked with a cousin who speaks excellent Arabic and he assured me that it is definitely NOT Arabic.
What is the song actually about? Your guess is as good as mine! Someone suggested it might be about an Arab friend of Freddie's, perhaps from his childhood in Zanzibar. Maybe. I can't even guess, except to say that the large number of Islamic references seems significant. |
_________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 9:54 am Temat postu: |
|
|
Mustapha rządzi - jak dla mnie obok Death On 2 Legs najlepsze rozpoczęcie albumu Queen i piosenka niezwykła. Pamiętam, że kiedyś krótki program zawierający relacje z rajdu Dakar zaczynał się fragmentem Mustaphy (to było chyba w 2003 lub 2004) a ja nawet nie wiedziałem wtedy, że to Queen (cóz jestem fanem bardzo spóźnionym - mając 29 lat, zacząłem poznawać muzykę grupy mając...22 lata )
To jakie znaczenie dla fanów ma ta piosenta najlepiej wyraża fakt, jak często ludzie domagali się wykonania jej na żywo. Uwielbiam do darcie mordy w trakcie koncertu "Mustapha, Mustapha..." I w sumie choć na poczatku tylko Fred wykonywał krótka wokalizę, od końca 1979 do 1981 grali Mustaphę regularnie. Świetnie się sprawdzał jako rozpoczęcie kilkunastominutowego medleya. No i tłum fajnie wykrzykiwał "hej" a potem Fred wchodził brutalnie z fortepianem. Szkoda, że całe St. Paul nie zostało sfilmowane, ale chwali się nagrywającemu że w całości zarejestrował właśnie Mustaphe _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 11:06 am Temat postu: |
|
|
| Lesheq napisał: | | Mustapha rządzi - jak dla mnie obok Death On 2 Legs najlepsze rozpoczęcie albumu Queen i piosenka niezwykła. |
O to to to! Jednym z moich ulubionych fragmentów koncertów jest właśnie medley, w którym po Mustaphie następuje właśnie Death On Two Legs (potem jeszcze Killer Q i I'm In Love With My Car) - połączenie tych wszystkich utworów sprawia, że gdy słucham bootlegów z tego okresu, to zwyczajnie odlatuje
http://www.youtube.com/watch?v=_jEuo3llb04 _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 11:48 am Temat postu: |
|
|
Dzięki za linka
Rewelacja, uwielbiam tę wymianę energii scena - publiczność na ich koncertach, to jest totalnie obłędne. Zawsze dostaję gęsiej skórki i guli w gardle pod wpływem tych wibracji, coś pięknego
A tutaj jeszcze to rewelacyjne solo na fortepianie w końcówce - bomba!
Tak, bez dwóch zdań miał ogromny koncertowy potencjał ten kawałek. Brzmi genialnie w interakcji.
Mówiłam już, że za poniewczasie pojawiłam się na świecie ? Toć jak nic powinnam tam być! _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lecri

Dołączył: 16 Sty 2010 Posty: 159 Skąd: Pomorze
|
Wysłany: Sro Lut 02, 2011 6:45 pm Temat postu: |
|
|
Może zacznę od tego, że... Ten temat musi być aktywny, nawet jeśli mało kto tu pisze. I tak posty w tym temacie czyta się wyśmienicie, szczególnie pewnych osób Ważna jest jakość postów a nie ich ilość, a ta jakość jest imo zadowalająca. Wolę pięć porządnych postów, niż 20, które ograniczają się do: "fajne", albo "nie fajne".
Ja znów jestem pozbawiona normalnego dostępu do netu i znów mniej się udzielam, ale na posta w tym temacie zawsze znajdę czas
| Lesheq napisał: | (cóz jestem fanem bardzo spóźnionym - mając 29 lat, zacząłem poznawać muzykę grupy mając...22 lata Very Happy )
|
A ja myślałam, że to ja tu najbardziej spóźniona, ale widzę, że ktoś mnie tu pobił pod tym względem. Zaczęłam poznawać zespół (i w ogóle muzykę rockową) mając 18 lat
Dobra, czas przejść do Mustaphy.
Jazz to moje top5 płyt Queen, album, który pomimo słabszych momentów (i nie jest to brianowy smęt, który zawsze lubiłam, chodzi bardziej o jaśkową piosenkę o dniach tygodnia i Fun It) bardzo lubię, wręcz uwielbiam, a Mustapha to kiedyś mój zdecydowany numer jeden na płycie. Nie żeby ten utwór u mnie cokolwiek stracił, ale Dead On Time, które uwielbiałam od pierwszego usłyszenia, pewnego razu zaczęło jeszcze bardziej kopać niż zwykle. I teraz mam dylemat: czy Mustapha czy Dead On Time.
Mustapha to imo jeden z najciekawszych i najbardziej oryginalnych utworów w dziejach zespołu. Intrygujący już od pierwszych dźwięków "modlitwy" Freddiego, a im dalej tym lepiej. Uważam, że rozpoczęcie Jazzu właśnie tym kawałkiem, z właśnie takim wstępem, było strzałem w dziesiątke, dla mnie jeszcze lepiej zaczyna album od narastającego fortepianu Freddiego w Death On Two Legs, czy werbla Rogera w Innuendo, choć oczywiście to również wspaniałe wstępy. A teraz żeby znów nie pisać tego samego, to pozwolę sobie zacytować samą siebie.
| Lecri, 17 stycznia 2011 roku napisał: | | Jak ludziska wspomnieli z Mustaphą właśnie o to chodzi i mi się ten zabieg cholernie podoba. Zwrotka w mono tylko z fortepianem, basem i perką a kiedy przychodzi refren w stereo i po raz pierwszy wchodzi ostra gitarka i właśnie to nagłe przejście z mono do stereo zwiększa wrażenie jakie robi wejście Red Special. Szczególnie czuć to ze słuchawkami na uszach, przy dużej głośności. To jest jeden z moich ulubionych queenowych momentów |
Dodam do tego cytatu jeszcze to, że właśnie to przejście z mono do stereo powoduje w dużej mierze, że Mustapha mnie tak bardzo grzeje. poza tym gitarka Briana tak fajnie tutaj "orientalizuje", a ja mam taką wręcz słabość do takich smaczków. I tutaj a propos orientu pozwolę sobie na małą historyjkę. Mieszkam w malutkim miasteczku gdzie jednym z bardzo niewielu ciekawych rzeczy jakie się dzieją to Międzynarodowy Festwiwal Folkloru, który odbywa się w wakacje co roku od 16 lat (w tym roku jeśli się odbędzie to będzie to 17 raz). Gdzie występują grupy z różnych zakątków świata, np. z zeszłym roku był pierwszy raz zespół z Kenii. I był też m.in. zespół z Indii. Polski folklor dla mnie jest nudny, nic ciekawego dla siebie tam nie znajduję, ale ten indyjski to lubię jak najbardziej. Praktycznie to tak naprawdę to podobały mi się występy zespołów z Indii i Kenii i choćby dla nich warto było tam być. No dobra, jeszcze ciekawie jest ostatniego dnia festiwalu, koncert pożegnalny i fajerwerki na koniec. Wracając do Mustaphy - dla mnie to utwór mistrzowski pod każdym względem, nic bym w nim nie zmieniała. Taki muzyczny żart, ale mistrzowsko wykonany. Brakuje mi na późniejszych płytach zespołu właśnie takich fantastycznych żarcików (zresztą innych rzeczy też mi brakuje) jak omawiany utwór, czy Bring Back That Liroy Brown tudzież Lazing On A Sunday Afternoon. Imo takie utworu w dużej mierze powodowały, że Queen był w tym okresie zespołem jedynym w swoim rodzaju.
Na żywo ten utwór też uwielbiam, gdyby nie moja słabość do pierwszego usłyszanego medleya z trasy ADATR (Killer Queen\Good Old Fashioned Lover Boy\The Milllionaire Waltz\You're My Best Friend\Bring Back That Liroy Brown), to właśnie medley z Mustaphą byłby moim ulubionym. No może nawet to medley pokonałoby sentymenty, gdyby był tam również BBTLB, ten krótki utworek to dla mnie najwspanialsza rzecz jakie te medleye miały do zaoferowania i to nie tylko ze względu na solo Briana na wiadomym instrumencie.
Ulubione wykonanie: http://www.youtube.com/watch?v=uIPgF72VVKw |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|