| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Nie Wrz 13, 2009 7:32 pm Temat postu: |
|
|
Posiadam tylko Automatic For The People dlatego większość z tego albumu. Zespół szanuję za dokonania ale bez większych zachwytów.
01. Man On The Moon
02. It's The End Of The World As We Know It (And I Feel Fine)
03. The Sidewinder Sleeps Tonite
04. Drive
05. Losing My Religion
06. Everybody Hurts
07. Nightswimming
08. Imitation Of Life
09. What's The Frequency, Kenneth?
10. The One I Love _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Nie Wrz 13, 2009 10:14 pm Temat postu: |
|
|
1. Losing my Religion
2. Nightswimming
3. Man on the Moon (genialny film )
4. Drive
5. Try Not To Breath
6. Imitation Of Life
7. Shiny Happy People
8. Everybody Hurts
9. Turn You Inside Out
10. Low _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.

Ostatnio zmieniony przez BeBe dnia Pią Wrz 18, 2009 3:13 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Nie Wrz 13, 2009 11:34 pm Temat postu: |
|
|
1. Nightswimming
Prawdopodobnie najpiękniejszy motyw fortepianu w szeroko pojętej muzyce pop. Razem z melodią i klimatem łapią za serce i nie puszczają.
2. I'll Take The Rain
Znów jest bardzo, bardzo smutno, miejscami tak, że chce się pochlastać a umierając patrzeć na eksplodujące bomby nuklearne - mniej więcej taki klimat. Przepiękna, szlachetna rzecz.
3. Drive
Wspaniały, mroczny, zmęczony głos Stipe'a, powolny, akustyczny walec emocji i ta nagła, rozwiercają, przeszywająca solówka gdzieś w środku
4. The One I Love
A tutaj REM bardziej dynamiczne, rockowe, gitarowe i Stipe już nie liryczny czy pedalski, ale jakiś taki...złowieszczy w tym, jak wypluwa z siebie wers This one goes to the one I left...behind
5. It's The End Of The World As We Know It
Nóżka sama chodzi, Stipe śpiewa z prędkością karabinu maszynowego, chłopiec w teledysku świruje, jest klimat? Jest
6. Losing My Religion
Mimo masywnego airplaya zachowało głębię i urok. Osobiście odbieram ten kawałek, od pierwszych mandolinopodobnych nut, jako coś strasznie przygnębiającego. Wokal Stipe'a jest rewelacyjny, taki pełen goryczy i zrezygnowania
7. Tongue
Strasznie amerykańskie, śpiewane falsetem, oparte na Hammondzie i wg plotek opowiada o cunnilingusie, toteż mieszanka sroga, ale dała efekt naprawdę uroczy
8. At My Most Beautiful
Śliczna piosenka, melancholijnie radosna, z bardzo udanym fortepianem i nastrojem, w którym Stipe wypada najlepiej
9. What's The Frequency, Kenneth?
A to z kolei rzecz podobna do numeru 3, choć bez tego ciężaru. Świetny wokal, fajnie brzęczące gitary, chórki Millsa i w ogóle
10. Everybody Hurts
Miałem straszny kłopot z tym ostatnim miejscu, ostatecznie zdecydowałem się uhonorować nie tyle piosenkę, która może i ładna, ale nie genialna, na dodatek zbanalizowana, ale niesamowicie przyciągający teledysk
PS. Bardzo nie lubię "Man On The Moon"  _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
LepP

Dołączył: 08 Sie 2008 Posty: 699 Skąd: trójmiasto
|
Wysłany: Pon Wrz 14, 2009 1:59 pm Temat postu: |
|
|
1. Drive
2. E-bow the letter
3. Low
4. Nightswimming
5. Find the river
6. Losing My Religion
7. Radio Free Europe
8. It's the end of the world as we know it
9. How the west was won and where it got us
10. At most beautiful _________________ LepP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 14, 2009 10:33 pm Temat postu: |
|
|
Moja lista będzie wybitnie uboga, bo r.e.m. znam tylko i wylacznie z jednej plyty – skladanki 1988-2003 + 2-3 innych kawalkow. Wiec polece samymi hitami, ale lepsze to niż nic, w zwiazku z brakiem czasu raczej w tym tygodniu, żeby poznac wiecej generalnie na dluzszą mete nieco mnie meczą, ale pare kawalkow bardzo lubie.
1. Losing my religion – oklepane, ale ja ten kawalek po prostu uwielbiam od bardzo dawna przez pewien czas go nie sluchalem, a pozniej jadąc metrem w londynie z moją owczesną kobietą uslyszelismy goscia grajacego to na gitarze i spiewajacego w wagonie i nam szczena opadla i zakochalem sie w tym kawalku od nowa
2. Nightswimming – a bo lubie czasem dla odmiany takie fajne nastrojowe rzeczy z fortepianem z przodu. W sam raz do swieczek
3. Man on the moon – znowu wielki hit, ktory znowu uwielbiam zwlaszcza tylnie wokale w refrenie mam do niego jakas slabosc
4. Everybody hurts – kolejny wielki hit, pewnie przesluchany milion razy za duzo ale tez mam do niego slabosc.
5. Imitation of life – cos z tych pozniejszych rzeczy. W sumie nic bardzo ambitnego ale wchodzi do glowy. Bardzo chwytliwy numer. Radiowy, ale jednak bez przesadnego kiczu i wiochy.
6. Drive – zastanawialem sie na poczatku co to za drive, co je s_c dal u siebie na liscie tak wysoko. Wlaczylem w koncu jak się plytka skonczyla i ... no jasne znam ten kawalek od zawsze chyba, ale tytulu w zyciu bym nie podal heh fajny ma klimacik. Taki hmmm jak z filmu drogi.
7. All the way to reno – fajny numer, chociaz jak dla mnie troche zbyt sie ciagnie jednak. Ale ma w sobie cos interesujacego.
8. What’s the frequency, Kenneth? – taki hmm radosny, jesli chodzi o muzyke, bo slowom sie nie przysluchiwalem az chce sie tupac.
9. Daysleeper – ladne, troche na doczepke, ale z tych, ktore przesluchalem, ten i kolejny jakos najbardziej kojarzylem i najlepsze wrazenie zrobily.
10. The sidewinder sleeps tonite – patrz wyzej _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Wrz 15, 2009 5:03 pm Temat postu: |
|
|
Nie jestem wielkim fanem- pod uwagę brałem może z 15 utworów i tyle. Nie jestem wielkim fanem ich stylu i brzmienia, czasem raz na jakiś czas coś gdzieś usłyszę, czasem fajnego coś obejrzę z koncertu (bo potrafią nieźle grać), są ze 2-3 utwory do których wracam częściej. A jest też kilka których szczerze nie znoszę- z EVERYBODY HURTS na czele. Co prawda jest to często źle interpretowany utwór (on jest przecież o wymowie pozytywnej...) ale ta melodia, to nawiedzenie, to kaznodziejstwo... brrrr... nic gorszego w muzyce nie ma niż ważne treści podane w banalny sposób...
1. DRIVE
UWIELBIAM! Nie dobre jak na R.EM.- genialne biorąc pod uwagę muzykę w ogóle. Kapitalna linia gitary akustycznej dublowanej przez bas, wspaniały riff, tajemnicza, niepokojąca melodia zwrotki... I faktycznie- to wejście elektryka w pewnym momencie rozwierca na wskroś... Płynie...
2. FIND THE RIVER
Piękna, cudna ballada, chyba najładniejsza jaką kiedykolwiek nagrali. Tyle w niej spokoju, tyle w niej zgody ze światem- faktycznie jakby pachniało podróżą i SDM-em
3. THE ONE I LOVE
Gorzki tekst tego hiciora. Fantastyczna melodia, fajnie buja, świetne na żywo.
4. FEELING GRAVITY'S PULL
Fajny riff. Coś tajemniczego, zimny powiew instrumentarium. Głos Stipe'a hipnotyzujący, jakby lekko nieobecny, unosi się nad całym utworem. Niepokojące, fajne smyki na koniec.
5. AUCTIONEER (ANOTHER ENGINE)
Prawie punkowa rzecz, zwłaszcza rytm. Chłodna stylistyka ale te dysonanse gitarowe dość nietypowe jak na nich.
6. LOSING MY RELIGION
Klasyk. Po prostu. Ten utwór jest już w powszechnym folklorze i jest pozycją obowiązkową każdego gitarzysty ogniskowego. W linku mniej znana wersja akustyczna (MTV UNPLUGGED). Zasłużenie tak wielki sukces. Fajny tekst, ujmująca melodia. Prawie gdzieś Simonem i Garfunklem zalatuje w warstwie melodii i harmonii...
7. BEGIN TO BEGIN
Kapitalny rocker. Po prostu. Naprawdę niezła, energetyczna rzecz. Kapitalne na żywo- w linku wersja z Eddie Vadderem- i pasuje stylistycznie do niego! Bo dużo w tym właśnie tego co potem słychać na VS zespołu Pearl Jam.
8. TURN YOU INSIDE OUT
Buja. Naprawdę fajnie buja. I to fantastyczne zaangażowanie muzyków i- zwłaszcza- Stipe'a...
9. CIRCUS ENVY
Ileż w tym brudu- rzecz praktycznie grungowa- no ale przecież REM to byli prekursorzy całej sceny alternatywnej w Stanach a Stipe był wielkim przyjacielem Kobaina. Nawet płytę mieli razem nagrać- co mogło być przynajmniej ciekawe!
10. E-BOW THE LETTER
Dość ciekawie zaaranżowana rzecz, fajna konstrukcja, snujące się gitary, mówione zwrotki... Ładna rzecz- fajny gościnny udział Patti Smith. I ten tekst- o nigdy nie wysłanym liście...
Wyleciały SITTING STILL, I'LL TAKE THE RAIN, WOLVES, LOWER, i Małpa Moim Ulubionym Mostem (czyli Niedźwiedzia wersja AT MY MOST BEAUTIFUL ) _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
jagaciarz

Dołączył: 16 Cze 2005 Posty: 670 Skąd: Zgierz
|
Wysłany: Sro Wrz 16, 2009 8:13 pm Temat postu: |
|
|
REM generalnie znam tylko z propozycji singlowych i jakoś ich twórczośc nigdy mnie nie porwała.
Jednak piątkę powszechnie znanych i ogranych utworów z dużą przyjemnością wrzucę.
1.Losing my religion
2.Shiny happy people (świetny wokal pani z B-52's)
3.Drive
4.Everybody hearts
5.Man on the moon _________________ That time will come,one day you'll see when we can all be friends |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Wrz 17, 2009 8:22 pm Temat postu: |
|
|
REMów nie słuchałem już z dwa lata i obstawiam, że miną kolejne dwa nim znów ich posłucham. No może są ze dwa, trzy kawałki, którę na serio lubię i do których czasem wracam, ale już dawno ich nie słuchałem tak jak w tym tygodniu. Zespół nawet fajny, ale... nie do końca.
1. Losing my religion
w sumie to się zdziwiłem, że tak mało osób to daje, zwłaszcza żę w sumie to dośc znana przecież rzecz... W kazdym razie bardzo lubię, fajny klimat, świetna gitara. Fajnie zaśpiewane. Chyba a ogół. Teledysk klasyk. Jedna z pierwszych rzeczy jakich się uczyłem grać.
2. Drive
i z nowu tak trochę nie w ich stylu (chyba), ale znowu fantastycznie. Świetny klimat, fantastyczna gitara. Genialny wokal. Kopiuję wypowiedź Fenderka? Oj tylko trochę
3. Nightswimming
nieco takie popujące, ale bardzo przyjemne. Podchodzi mi pod Abbę to. Fajny fortepian, nie do końca kojarzyłem ,żę to ichnie jest. Bardzo lubię.
4. It's the End of the World as We Know It (And I Feel Fine) -
z sentymentu. Ogromnego sentymentu. Kiedyś uwielbiałem, teraz... no teraz jakby mniej
5. Man on the moon
hmm zawsze mnie nastraja pozytywnie. Jeden z ich pierwszy utworów jakie poznałem. Fajny wokal, świetna końcówka. Trochę komercyjne, ale co tam.
6. Imitation of life
Zawsze mi się kojarzyło z powyższym Miła melodia, fajnie zaśiewane. Nie znoszę teledysku.
7. Radio Free Europe
Bo fajne, rock and rollowe.
8. I'll Take The Rain
Bo ładne, a nie banalne, a o to trudno. Niczym Rain Song, znaczy różnica lat świetlnych, ale nie o to chodzi.
9. Orange Crush
Zawsze lubiłem, tyle. Utwór niczym się nie wyróżniający, ale... przyjemny.
10. Bad Day
Całkowicie się zgadzam z tytułem.
Co odpadło?
What’s the frequency, Kenneth?, Shiny Happy People, Everybody Hurts, Find the river, Central Rain. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Wrz 19, 2009 11:57 pm Temat postu: |
|
|
1. DRIVE- 79
2. LOSING MY RELIGION- 74
3. MAN ON THE MOON- 62
4. NIGHTSWIMMING- 58
5. IMMITATION OF LIFE- 44
6. IT'S THE END OF THE WORLD AS WE KNOW IT (AND I FEEL FINE)- 33
7. EVERYBODY HURTS- 32
8. THE ONE I LOVE- 21
9. BAD DAY- 19
10. THE SIDEWINDER SLEEPS TONITE- 18
11. Find the River
12. What's the Frequency, Kenneth?
- Radio Free Europe
14. All the Way to Reno (You're Gonna Be a Star)
15. I'll Take the Rain
16. Shiny Happy People
17. E-Bow the Letter
- The Great Beyond
- Let Me In
20. Leave
- Low
22. Wolves, Lower
- Orange Crush
24. Feeling Gravity's Pull
- Daysleeper
26. Auctioneer (Another Engine)
- King of Comedy
- Try Not To Breathe
29. Turn You Inside Out
- Fall on Me
31. Begin to Begin
- At My Most Beautiful
- Half a Word Away
- So. Central Rain (I'm Sorry)
- Tongue
- Near Wild Heaven
- Supernatural Superserious
38. Stand
- Diminished
- Ignoreland
41. Circus Envy
- Hope
- How the West Was Won and Where It Got Us
5- tyle razy na pierwszym było LOSING MY RELIGION
7- tyle różnych piosenek było na miejscu pierwszym choć raz
12- tyle razy wymienione było LOSING MY RELIGION w ogóle
14- tyle osób zagłosowało
43- tyle utworów zostało ogólnie wymienionych _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Wrz 20, 2009 4:57 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 12:02 am Temat postu: |
|
|
TOP10- RIVERSIDE
Mieli już być kilka razy, ae to wyjazd, to nowa płyta... No wyszła już jakiś czas temu więc można obiektywnie ocenić.
Naśladowcy Floydów, Porcupinów, Opethó i innych Dream Theaterów- czy może jednak nowa jakość na progresywnej mapie? Przereklamowani- czy może faktycznie jedyny nasz zespół w tej chwili nagrywający płyty na europejskim tudzież światowym poziomie? Akustyczne ballady- czy ostre, skomplikowane wejścia gitar? Które oblicze Wam pasuje bardziej? Która płyta Was bardziej zauroczyła? _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 3:21 am Temat postu: |
|
|
Trudne o tyle, ze chyba nie ma utworu Riverside, który by mi się jakoś wybitnie nie podobał. Jest kilka obojętniejszych (głównie na płycie... REM... hey, that was the link ) - ale generalnie za trzy tygodnie lista mogłaby wyglądać poza pierwszą czwórką zupełnie inaczej...
Wszelkie zarzuty o kopiowanie Porcupine czy Floydów czy czegoś tam wydają mi się trochę śmieszne- który przepraszam z nowszych zespołów progresywnych niby gra coś naprawdę nowatorskiego? Z Porcupine na czele...
Tak- jest w tym dużo Porcupine, Opeth czy Anathemy, mozna znaleźć wiele odniesień do Floydów itd, tylko... co z tego? Panowie odnoszą się do tego co w muzyce najlepsze, wielkie mi rzeczy. Na dziś ten zespół jako jedyny w kraju gra muzykę na światowym poziomie- produkcja, aranżacje, brzmienie. Są na czasie- ale nie tym z list przebojów. Cały światek progresywny, ludzie którzy słuchają Opeth czy Porcupine Tree doskonale wiedzą kto to Riverside. I chwalą ich, oj bardzo ich chwalą... Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak dumny z żadnej kapeli jeśli chodzi o przedstawienie ich na Zachodzie...
Ten zespół też wiele dla mnie znaczy osobiście. Mając na sobie koszulkę Dream Theater poszedłem w Zakopanem do nie istniejącej już Sanacji, gdzie koleś (też fan DT) zaczepił mnie, okazało się że barman tego miejsca tylko na urlopie, posiedzieliśmy sobie przy piwie słuchając AWAKE i wtedy zapytał mnie czy słyszałem o Riverside. Obiecał przynieść CD. Nie czekałem, ileż taki góral spotyka ceprów w roku? następnego dnia przyniósł- zgrane na CD-R Out of Myself. Nie mogłem się od płyty oderwać. Szybko kupiłem oryginał a potem zaraz wyszła druga płyta. A to spotkanie zaowocowało jedną z największych przyjaźni w moim życiu. Koleś też wyjechał do Anglii, mieszkał na Camden (Bizon u niego spał ) potem wrócił do Zakopca a po tym jak wypieprzyli go z trzech prac- wyjechał raz jeszcze i znowu jest w Londynie Dziwak- ale ja lubię dziwaków...
1. LEFT OUT
Bez najmniejszych wątpliwości. Piękny początek, bardzo w stylu Opeth i Anathemy... a na wysokości 2:05 ta rzecz nabiera nowej wartości, kiedy wchodzi riff gitary potęgowany klawiszami taki, że umarłego by ruszyło... Smutny- ale z jajem... płynie i płynie... zresztą po nim utwór zakręca, nie chcąc zbyt długo tkwić w jednym miejscu. Druga zwrotka z inną trochę aranżacją, całość ewidentnie narasta. I kiedy ten sam riff wraca- wraca z siłą tsunami. Ciągle smutny- ale też pełen gniewu, złości, furii. I te klawisze w tle- ale na razie tylko na chwilę... I to solo zagrane unisono z wokalem... Na 6:05 zaczyna się jazda bez trzymanki. Smutek ciągle utrzymany- ale uczucia narastają... pod płaszczykiem melancholii zbiera się coraz więcej złości, która w końcu wybucha z nieprawdopodobną siłą... i już jedzie do końca. Chyba nikt nigdy tak wspaniale nie uchwycił smutku i złości, melancholii i agresji w jednym. A przecież to połączenie jest tak naturalne... przynajmniej dla tych, którzy niekoniecznie zgadzają się ze światem, w którym okazanie słabości jest czymś złym...
IMO to jest ich najlepsza płyta. Wiem, ze często chwalę płytę pod niebiosa w momencie wydania, ale... minęło sporo czasu. To jest płyta wielka. Dojrzała. Perfekcyjna. Niesamowicie nagrana. Ani jednej zbędnej sekundy. Żadnych dodatków- 5 utworów, 44 minuty muzyki (wszyscy teraz zapychają na chama CD i potem mamy płyty kiedy druga połowa jest słaba i nudna...). I ta spójność... magiczna...
2. REALITY DREAM III
Ten utwór przekonał mnie, że ci panowie grają na światowym poziomie. Przyjechałem właśnie z Zakopanego, rok po poznaniu zespołu. Góral, który polecił mi ich pierwszą płytę nie słyszał jeszcze drugiej- a tę ja w Zakopcu kupiłem. Siedzieliśmy w knajpie w Camden i góral znał DJ-a w tym miejscu, więc żeby mu pokazać jaka wspaniała jest ta wtedy nowa płyta- poprosiłem go żeby zagrał ten właśnie kawałek. Do dziś pamiętam tę drewnianą knajpę na Camden w Londynie, gdzie sączyliśmy jakiegoś Carlsberga z z głośników wydobywał się ten kawałek... I reakcja po nim- kiedy na życzenie ludzi w pubie DJ puścił całą już płytę... Nirvana...
Sam kawałek... To to samo połączenie melancholii (te lejące się klawisze) ze złością (gitara!), prawie ocierając się o opętanie, o strach, o szalństwo (to pianino, te klawisze w drugiej części...). Jeden z najlepszych utworów instrumentalnych jakie słyszałem...
3. THE SAME RIVER
To była ta pierwsza rzecz, którą usłyszałem w Zakopcu. Na tym CD-R który mi przyniósł, czyli na pierwszej ich płycie- pierwszy utwór. Który mnie zmiótł wtedy niemal z powierzchni ziemi. W takim otoczeniu (TATRY!!!) TAKA k***a muzyka!!! It doesn't get much better than that...
Intrygujący wstęp, który płynie i płynie, doprowadzając słuchacza niemal do stanu wrzenia... Byłem wtedy w dziwnym momencie w życiu (choć wcale nie tak innym niż dziś) i to było jak walnięcie z nieba. Jakby ktoś miał mi pokazać, że warto, ze jeszcze dużo nie znam i że warto ten wózek ciągnąć... I tak jak mówiłem że ten zespół zawsze będzie mi się kojarzył z pewną przyjaźnią- tak naprawdę chodzi głównie o ten utwór... On NAPRAWDĘ zmienił moje życie. Banał- ale taka jest prawda.
Fantastyczna linia melodyczna, chwytająca za gardło. Złamanie na 8:35 po prostu piękne... te charakterystyczne, robiące atmosferę klawisze... Ileż to razy przy tej muzyce (i kilku butelkach wódki) odbywaliśmy nocne Polaków rozmowy... Głębokie, o takich sprawach, ze wielu ludzi zazwyczaj boi się o takich rozmawiać, wchodzić tak głęboko... ale ja zawsze uwielbiałem czuć, że naprawdę żyję i czuję... pewnie dlatego do końca nie pasuję do tej rzeczywistości... ale też niewiele osób zna mnie z tej strony- choć jedna (w jakimś tam stopniu) na tym Forum jest...
Moment z 10-minuty, ciągnący się przez chyba minutę, ta linia melodyczna praktycznie obdarta ze wszelkiej aranżacji... Jeżeli to nie chwyci za gardło- nie ma sensu żebyśmy rozmawiali o muzyce, bo nigdy się nie dogadamy... I na koniec TO solo... Gilmour tylko kilka takich miał...
4. SCHIZOPHRENIC PRAYER
Niemal dotyka jakiegoś prymitywnego pierwiastka w środku duszy, tego naturalnego, tego będącego w zgodzie z otaczającym światem... Modlitwa schizofrenika... może ja jestem schizofrenikiem?
In your arms... feels like better us...
To jest nieprawdopodobnie intymna i dotykająca zapomnianych zakamarków duszy muzyka... Pewnie dlatego tak ją kocham... Bo trafia już nie w serce, przenosimy się w wymiar poza zwykłe "ciary!!!", poza sola która są "fajne", poza "fajne" refreny, poza "fajne" zagrywki... przenosimy się w obszar, gdzie słucha niekoniecznie ucho- ale dusza. Masz charakter artysty, marzyciela, filozofa- może trafić. Oczekujesz zabawy, fajnych riffów, muzykę odbierasz tylko jako rozrywkę- daj se spokój już na starcie. Ta nie będzie dla Ciebie... Ta muzyka jest po to żeby poczuć ból, żeby poczuć że żyjesz... żeby poczuć prawdziwe emocje, w świecie w którym normą jest raczej ukrywanie tychże... zwłaszcza jeśli się na to nie zgadzasz...
5. HYBRID TIMES
Złość. Absolutnie genialne zakończenie genialnej płyty. Można się doszukiwać podobieństw do dream Theater, ale amerykańscy koledzy nigdy chyba (albo już dawno) nie nagrali czegoś tak przeładowanego emocjami... Jest ostro. Jeśli ktoś uważa, ze smutku nie można oddać inaczej niż łkającą balladą jest w błędzie. Smutek ma różne oblicza. Można się rozkleić i biadolić- a można przejść w procesie odczuwania stopień dalej. I poczuć kilka innych rzeczy- bo nigdy nie jest tak, ze czujemy tylko jedno...
Od 4:35 ten utwór kipi. Jest jak wrząca woda. Należy być ostrożny. Zakątki duszy w jakie prowadzi zazwyczaj są przez nas samych zamykane rozpaczliwie na klucz, po to by normalnie funkcjonować w świecie wyścigu szczurów... Ale jeśli chcesz czuć... Jeśli się odważysz czuć w tym świecie... powodzenia... 8:20- muzyczna wycieczka przez duszę człowieka, który nie do końca łapie co się dookoła niego dzieje, jaki to wszystko ma sens... czemu wszystko (albo prawie wszystko) dookoła jest takie okrutne, takie bezduszne, takie szybkie i takie nienaturalne... Absolutnie nieprawdopodobna coda...
6. EGOIST HEDONIST
Zacznę czysto muzycznie. Prawie dyskotekowy rytm prowadzi do hiper-ciężkiego riffu, który z kolei prowadzi w drugiej zwrotce do absolutnie niesamowitej sekcji dętej. Ten fragment dęty i to co gra wtedy gitara to chyba pod czysto muzycznym względem najlepsza rzecz jaką panowie kiedykolwiek nagrali- i najbardziej odważna. To już nie jest muzyka na światowym poziomie- oni już go niemal przegonili...
Kapitalny tekst. Też chyba jeden z lepszych w karierze. Z którym nieprawdopodobnie często mogę się identyfikować. Niestety. Albo stety. Zależy co kto ceni- być czy mieć... wybór jest przełatwy kiedy się ma 18-20 lat. 10 lat później jest jakby trudniej... ale... jakoś nie zmieniłem zdania... szkoda tylko że zostałem prawie sam ze swoimi wyborami...
"Once in the middle of the crowd
I stopped
Suddenly i felt so good
Not being on the move
But became an obstruction
In your way
And i was surprised
How fast you could unite
Against me..."
Bo mając te 20 lat wszyscy jesteśmy idealistami. I wszyscy mówimy, że to się nigdy nie zmieni... taaa...
7. DANCE WITH THE SHADOW
Absolutnie kosmiczny wstęp. Emocjami bliski niemal Dead Can Dance... A potem fantastyczna jazda po całej gamie uczuć...
Join in shadow dance...
... if you fucking dare...
To jest taniec z cieniami. Taniec z cieniami, jakich w naszej duszy zawsze całe mnóstwo. Taniec- bo rytmicznie ta rzecz momentami ostro ociera się o flamenco, a nie potrafię sobie wyobrazić mocniejszego połączenia niż płynące z absolutnej głębi serca flamenco z mocnym, pełnym emocji, pełnym siły i potęgi rockiem. To jest mieszanka... już nawet nie wybuchowa. Oddać się tej muzyce... to jest nawet ryzykowne. Oczywiście można się skupiać na aranżacjach i nie słyszeć tych emocji. Wtedy współczuję... Tak jak w tekście- join in shadow dance... ale tylko jeśli starczy Ci odwagi aby spotkać... chyba samego siebie... bo to zdaje się najtrudniejsze...
8. SECOND LIFE SYNDROME
Nie da się uniknąć porównań do Shine On You Crazy Diamond... Zresztą, sam zespół od nich nie uciekał... Chodzi oczywiście o wstęp, podobnie wspaniale się rozwijający, podobnie wspaniale nabierający rozpędu i płynący, płynący, płynący... przez całe morze uczuć i emocji... Te unisona gitary i klawiszy, to narastające napięcie...
I niesiony (przynajmniej do jakiegoś czasu) riffem basu utwór właściwy. I tekst- wspaniały tekst o zaczynaniu wszystkiego na nowo... silniejszy o poprzednie, bolesne doświadczenie... choć jest w tym też doza złości i rozpaczy... i niemal chęci bycia silnym na przekór... Jakie to prawdziwe- kto tego nie przeżył, ten... chyba niewiele jeszcze doświadczył...
Wspaniałe zakończenie tego utworu, ta gitara unosi się gdzieś ponad wszystkim... I znowu są motywy rytmiczne z flamenco... Które chyba pod czysto muzycznym (ale też i emocjonalnym) względem urzekają mnie najbardziej...
9. THE CURTAIN FALLS
Powrót na pierwszą płytę... Kolejny utwór, który mną owładnął od pierwszego spotkania z tym kawałkiem... Zaduma...
Zaczyna się od niby zwykłej piosenki- bo zaczyna się wszystko bardzo tradycyjnie... ale to tylko do 3:05. Bo potem rzecz idzie w bardzo Floydowskie klimaty (brzmienie gitary rytmicznej niczym z Run Like Hall), pełne bólu, pełne jakiejś desperacji... pełne jakiegoś wewnętrznego rozdarcia... Osobiste... Prawdziwe... Bolesne...
10. REALITY DREAM II
Ktoś kiedyś (NAR?) pisał o wyjściu w Tatry i posłuchaniu Scorpionsów czy Cienia wielkiej góry. Włącz to. Jesteś w innej rzeczywistości... Zresztą- po co zaraz Tatry- tam trzeba być blisko siebie i słuchać wiatru, deszczu, gór; tego co naturalne, co prawdziwe, co realne... co ma znaczenie... Zgaś słuchaczu światła, zapal świeczki- i wybierz się na ten cholerny taniec z cieniami... Poczuj że żyjesz. Poczuj, że... czujesz... Nie ze coś jest fajne, nie oceniaj. Poczuj. Tylko tyle? Aż kurwa tyle...
PS
Nigdy nie napisałem bardziej osobistego postu na tym Forum. Jeżeli ktoś kiedykolwiek chce poznać przez internet prawdziwego Fenderka- to jest jego chyba jedyna szansa. Jeżeli nie dał rady- zapraszam na piwo i... różnie może być. Może być zajebista impreza, bo bawić się umiem i lubię (ba- uwielbiam!) i rockowe serce mam nie bez kozery- i "tylko" tyle. Ale prawdziwego mnie pozna tylko kilka osób, którym pokazywać cokolwiek w ogóle warto. Nie wiem co sprawiło taki post a nie inny- może piwo jakie wypiłem w trakcie meczu Barcy, a może fakt, że moja osoba wzbudza czasami jakieś żałosne kontrowersje na tym Forum, które mnie samego raczej śmieszą i żenują bardziej niż cokolwiek innego- a może po prostu wywołała to muzyka tego zespołu. Chyba najbardziej osobista muzyka jaką znam. Myślę, że jednak to ostatnie najbardziej... Kto wie, może to i był powód, dla którego trochę to notowanie odkładałem?
DOPISANE NASTĘPNEGO DNIA
Żadne piwo. Dziś napisałbym to samo, tak samo. Jeśli ktoś nie rozumie, widzi tylko nawiedzone pisanie i nie łapie fal na jakich to zostało napisane to... nie rozumie. Kropka. Trudno. Mnie interesują osoby, które coś z tego zrozumiały.
PS0 TRZY DNI PÓŹNIEJ
5 razy już zmieniałem kolejność... Trudno, naprawdę trudno się zdecydować... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Sro Wrz 23, 2009 12:05 am, w całości zmieniany 6 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 9:35 am Temat postu: |
|
|
1. In Two Minds <3
2. Second Life Syndrome
3. Out Of Myself
4. Dance With The Shadow
5. Schizophrenic Prayer
6. The Same River
7. I Believe
8. Artificial Smile
9. Reality Dream II
10. Rainbow Box
Ostatniej płyty póki co nie znam  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 11:52 am Temat postu: |
|
|
1.Rapid Eye Movement-12 minutowe arcydzieło,wg mnie zdecydowany numer 1
2.Left Out
3.The Same River
4.Reality Dream II
5.Second Life Syndrome
6.Dance With The Shadow
7.Schizophrenic Prayer
8.Back To The River
9.Hybrid Times
10.Conceiving You _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hirszu
Dołączył: 30 Maj 2007 Posty: 484 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 6:58 pm Temat postu: |
|
|
1. Reality Dream III
2. Acronym Love
3. Loose Heart
4. The Same River
5. Hyperactive
6. 02 Panic Room
7. Embryonic
8. I Believe
9. Beyond the Eyelids
10. Reality Dream II |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 7:52 pm Temat postu: |
|
|
Ok, będę coś sklejał.
1. The Same River [Out Of Myself, 2003]
Od tego się zaczęło. Ja akurat najbardziej lubię pierwszą transową część, w której Duda ogranicza się do hipnotycznych jęków w tle, a całość pełznie niczym mój ulubiony Tool. Ale to co się potem dzieje dla odmiany jedzie Flojdami na kilometr, więc też cudnie. Solówka piękna.
2. Egoist Hedonist [Anno Domini High Definition, 2009]
Jakby na następnej płycie dali więcej takich rzeczy, to złożyłbym im Bebe w ofierze. Tym kawałkiem odświeżyli swój styl, który przy trzeciej płycie zaczął mnie nudzić. Dęciaki wbijają w fotel.
3. After [Second Life Syndrome, 2005]
Bardzo nie w ich stylu, raczej Dead Can Dance. No i to moim zdaniem dwa wystarczające powody, żeby dać na 3. miejsce.
4. Out Of Myself [Out Of Myself, 2003]
Ciąg dalszy The Same River, Duda udaje Maynarda i jest fajnie.
5. Shizophrenic Prayer [Rapid Eye Movement, 2007]
Ej, jakoś mi to umknęło, przyznaję, przypomniałem sobie z linka Fenderka. Też Dead Can Dance, w jednym miejscu nawet Duda śpiewa jak Lisa, niemoge. Szkoda, że tylko w jednym.
6. Dance With The Shadow [Second Life Syndrome, 2005]
A tutaj jak Lodowa Pani w Muminkach. <3 Ale serio. Znaczy na samym początku. Jestem pewien, że tym się inspirował.
7. Loose Heart [Out Of Myself, 2003]
Gitara wręcz kopiuje Gilmoura, ale jaki to ma klimat! Może właśnie dzięki temu.
8. The Curtain Falls [Out Of Myself, 2003]
Marillionoflojdowe.
9. I Believe [Out Of Myself, 2003]
Znowu flojdziarstwo, cała płyta jest przesiąknięta WYWH na wylot, dlatego tak mnie podnieciła od pierwszego przesłuchania.
10. Hybrid Times [Anno Domini High Definition, 2009]
Nie ogarniam tego kawałka nadal, ale jest intrygujący.
Ok, dawać Toola. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Wrz 21, 2009 3:47 pm Temat postu: |
|
|
Rzeczywiście ich muzyka jest taka refleksyjna i jak nie przepadam za taką formą rocka to jednak oni spodobali się mi jakoś tak od razu. Może dlatego, że nasi?
1. In Two Minds - szymek ;*
2. Volte-Face - dziwię się, że nikt nie głosuje
3. Conceiving You
4. Egoist Hedonist
5. The Same River
6. Reality Dream III
7. Left Out
8. Dance With The Shadow
9. Reality Dream
10. 02 Panic Room _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Wrz 21, 2009 6:02 pm Temat postu: |
|
|
Baaardzo lubię. Jakieś pół roku temu w notowaniu 10 ulubionych zespołów znając jedynie SLSa i pobieżnie OOM dałem ich bez wahania na miejscu... nie pamiętam 8? W każdym razie teraz znając więcej podtrzymuję tę opinię. Moja pierwsza 10 zespołów ever.
W sumie nie wydali IMHO dotąd żadnej słabej płyty, znaczy REM w porównaniu do swoich poprzedników jest faktycznie słaby, ale ogólnie to IMHO całkiem niezła płyta, a że słabsza od swoich poprzedniczek, no cóż w sumie znam mało płyt lepszych od nich...
No i ich kawałki, nawet takie singlowe, niemal przebojowe Conceiving You jest świetne. Fajne klawisze, świetna solówka, fajny wokal. Tę dziesiątkę bło zebrać naprawdę cieżko.
I ta najnowsza również genialna, nie wiem czy nie lepsza od SLSa. Ta druga ma w sumie tylko jedną przewagę, ale to zaraz. W każdym razie na TĘ chwilę nie ma dla mnie drugiego takiego zespołu. Ani Dream Theatery ani Porcupine Treeny ani Toole które wydają jedną płytę na 15 lat.
1 Before
To jest ta przewaga SLSa
Ale, to był pewniak. Pierwszy ich utwór jaki usłyszałem, pokochałem od pierwszego przesłuchania. Może nie top 10 ever, ale blisko, oj blisko. W ogóle ten kawałek jest jak dla mnie streszczeniem tego co ci panowie potrafię robić najlepiej w muzyce. To znaczy połączenie smutku, ogromnego smutku, (a czasem jak np. tutaj wręcz rozpaczy) z dzikim gniewem. I ten kawałek właśnie to pokazuje, przynajmniej dla mnie. Od prawdziwie magicznego początku pełnego smutku do jednej z najbardziej szalonych i pełnych gniewu końcowych minut jakie w życiu słyszałem.
I TEN tekst, taki szczery, taki pełen emocji (zwłaszcza w odniesieniu do całego albumu), taki prosty ale taki prawdziwy
“Without knowing how it hurts… I feel safe
Is this
What I
Really
Wanted...?
2 Second Life Syndrome
No dzieło no. Co prawda miało być na miejscu 3, ale puściłem to sobie wczoraj w nocy i oczarowało na nowo. Piękny wstęp, prawda, że czuć tu Shine On. A później jak wchodzi ten bas ta perkusja i to leci i leci… Genialny refren (no powiedzmy, że to refren ), świetny tekst. W ogóle to co wyczynia tutaj gitara to kosmos. Druga część utwory miażdży wszystko. I tak się zastanwiam skoro takie 15 minutowe dzieło wyszło im tak genialnie to jakby to było jakby nagrali coś w stylu 20, 30 minutowego kolosa?
W tym kawałku znowu mieszają się genialnie złość i smutek. Zwłaszcza w wokalu. Wiem, że Duda nie ma barwy Ryśka czy potęgi Cugowskiego, ale… cholera jak on się w to wczuwa niesamowicie! Niemalże każdy kawałek sam interpretuje…
Edit: Właśnie słucham całej płyty. Jezu jakie to piękne jest.
3 Left Out
Piękne, piękne, piękne. Znowu genialne połączenie złości i smutku. Od tego przygnębiającego początku (mogącego faktycznie kojarzyć się z Opeth) do prawdziwego pełnego złości środka. Zawsze nie wiedzieć czemu kojarzyło mi się z Arriving Somewhere… Porcupinów , nie wiem czemu, w sumie dużo wspólnych rzeczy te kawałki nie mają. No poza tym, że są prawdziwie genialne. W ogóle to ten kawałek rośnie z każdym przesłuchaniem. Pierwszy odsłuch, „no ok nawet fajne”. Drugi „oooo to jest prawie tak dobre jak H Times!” kilka kolejnych i absolutnie masz wrażenie, że absolutny top kawałków Riverside. Z resztą tak jest u mnie z całą ich najnowszą (genialną) płytą.
4 Dance With The Shadow
Kiedyś uważałem to za ich najlepszą rzecz, znaczy najlepszą muzycznie. Teraz się trochę zmieniło, ale nadal uwielbiam. Genialny, niesamowity wstęp, powtórzona linia wokalu przez gitarę czy jak to tam się nazywa fachowo. A później kawałek nabiera takiego tempa… Nie wiem mi się to zawsze trochę kojarzyło z Yes, ale z zupełnie innym klimatem. I później to spowolnienie pod koniec
„I'm standing on the edge, about to fall. In the middle of the point of no return…”
No i znowu TEN wokal.
I to „Join in shadow Dance…” taniec cieni, życie… kurwa genialne.
5 Ok
Taki przedsmak Before
Ale to fantastyczna rzecz jest, fantastyczne zakończenie, zwieńczenie Out Of Myselfe. Wejście dęciaków miażdży mnie za każdym razem, a później powtórzenie tego motywu przez gitarę… Genialny klimat, tajemniczość, mrok. I tekst… No i właśnie czy „wszystko będzie w porządku?” Czy pogodzenie się ze swoimi lękami i słabościami wystarczy? I to niedopowiedzenie na koniec
There's sadness in my mind - ok
There's darkness in my mind - ok
Thoughts echoing in my mind - ok
Everything is gonna be...
6 Hybrid Times
No geniusz no. Fantastyczny eee refren, świetny klimat, tempo, emocje. Znowu ta mieszanina smutku i gniewu tutaj jakby z przewagą tego drugiego. Osobiście z ADHD wolę jednak Left Out, ale mimo wszystko ten utwór jednak jakoś lepiej się nadaje na zakończenie tej płyty. Świetna gitara, genialne klawisze (to co one wyprawiają na tym albumie w ogóle przekracza ludzkie pojęcie). To co się dzieje w końcówce to kosmos.
7 Reality Dream III
Poprostu kopie dupę. Jeden z moich ulubionych instrumentali. W ogóle.
8 Schizophrenic Prayer
Całkowita zgoda z postem Fenderka. Ten… szamański (nie mogłem znaleźć lepszego słowa xD) rytm. Ten jakiś taki pierwotny klimat. To… „dyszenie” czy co to tam jest. Genialny nastrój ma ten kawałek. Naprawdę miecie wszystko. I ten wokal. Taki intymny, ale zarazem agresywny. A później w tym przypominającej refren frazie taki… delikatne. Pełen emocji. Znowu.
9 The Same River
Przez długi czas nie doceniałem. I w sumie nadal mam wrażenie jakbym nie wielbił tego w wystarczającym stopniu. Ale i tak piękna rzecz to jest. Wyraźnie słychać Floydów. Fantastycznie zaśpiewane. Zawsze mam ciarki przy tym „looooooooooooooove” i te bębny w trakcie. A później to spowolnienie.
„I am your hate, I am your love…”
Jeden z najlepszych startów w karierze jakie znam.
10 Hyperactive
Niech będzie jeszcze coś (na koniec) z tej ostatniej, przewspaniałej płyty. To jej rozpoczęcie. Ostro ale w sumie dosyć przebojowo jak na nich. Świetna gitara i klawisze. Podoba mi się ten myk z wokalem tutaj. Ta niesamowita prędkość tego kawałka. Faktycznie tak ostro to oni jeszcze nie grali. I tak w ogóle uważam, że ten w pewnym stopniu jest doskonały. To znaczy nie, że najlepszy tylko… no każdy instrument, bębny, gitara, klawisze, wokal. Wszystko jest dopracowane do ostatniej sekundy. Do ostatniej, zagrywki, nuty, dźwięku. A przy tym tutaj nadal są emocje. Oj są.
Łoł, się napisałem. Dałem linki (chyba trzeci raz w tej zabawie) więc korzystać!
Co się nie dostało? NO było trochę tego, ale ci najpoważniejsi kandydaci? Tych Siedmiu Wspaniałych?
In Two Minds – chyba najpęikniejsza z tych wszystkich balladek z debiutu.
Reality Dream II – genialny instrument al. Słychać inspiracje Dream Theater, ale i słychać zapowiedź RDIII
The Courtain Falls – odpadło podczas pisania więc chyba 11…
After – klimat, solówka…
Volte Face – końcówka miażdży wszystko
02 Panic Room – fajny riff, świetna koda
Egoist Hedonist – dęciaki miażdżą.
Chyba najdłuższy mój post na tym forum xD
Edit: matko, z dziesięć razy musiałem edytować tego posta
| Fenderek napisał: |
Ktoś kiedyś (NAR?) pisał o wyjściu w Tatry i posłuchaniu Scorpionsów czy Cienia wielkiej góry. Włącz to. Jesteś w innej rzeczywistości... |
to też
i tak końcówka Fly to the rainbow TAM jest kosmiczna. No i nie gadaj że słuchanie tego coś tam coś tam Dying Sun w takim miejscu nie powala xD  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 21, 2009 7:46 pm Temat postu: |
|
|
Jest cos w tym, ze muzyka tego zespolu niejako sklania do glebszych zwierzen i przemyslen. Niektóre zespoly już tak mają. Widac to na przykladzie postu ojca prowadzącego, mnie tez przypomniala wiele rzeczy, wiekszosc z nich jednak przemilcze w kazdym razie zespol ten, mimo ze jeszcze nie jest u mnie az tak wysoko jak moje zelazne top 4, jest w scislej czolowce grupy poscigowej i ciagle rosnie w moich oczach i uszach. Zapisalem się w zeszlym roku do fanclubu, jezdze sobie na koncerty do warszawy, jak mam okazje, potlumaczylem nawet troche na strone oficjalną zespolu i generalnie coraz bardziej wkrecam się w „fanowanie” zaluje tylko, ze nie poznalem tego zespolu z rok-dwa wczesniej, zanim wydali debiut. Jednak widziec narodziny tak wielkiej kapeli na wlasne oczy, to musi być niesamowite przezycie, a i wczesne single i limitowane dema wtedy duzo latwiej zdobyc no ale niestety. Chociaz i tak jakis tam rozwoj obserwowac moglem od grania w lodzi dla kilkudziesieciu osob bo wypelnioną progresje i supportowanie DT. Poznalem wstepnie ponad 5 lat temu. Fanem jestem od ponad 4 lat. Znalem ledwie pare kawalkow na poczatku z debiutu, ale tak mi się podobaly, ze postanowilem pojsc do sklepu i kupic sobie jedną z ich plyt (wtedy wyszedl debiut, epka, singiel z drugiej plyty i wlasnie ukazywala się druga plyta). Wybralem debiut bo już cos z niego znalem. Pojechalem do domu, odpalilem plyte, przesluchalem, wsiadlem znowu w tramwaj i wrocilem do sklepu po reszte. Problem z moim topem jest taki, ze ja ich plyty traktuje calosciowo i ciezko mi czasem wybrac jakis konkretny fragment, w dodatku tak się zasluchuje w calosci, ze często nawet nie zapamietuje tytulow ani nie potrafie ich przypisac do dzwiekow. Znam kawalki i motywy bardzo dobrze, tak samo dobrze znam tytuly, ale nie zawsze potrafie dopasowac jedno do drugiego heh dlatego było toche klopotow przy ukladaniu. No i trzeba było znalezc jakis zloty srodek miedzy riverside polamanym rytmicznie, ciezkim i progowym, a riverside spokojnym, piosenkowym niemalze, ale grajacym te „piosenki” na takim poziomie, ze nie sposób się nie zachwycic. Cholera wie na ile ten zloty srodek się udalo znalezc, ale staralem się czasami góre nad walorami czysto muzycznymi bral sentyment, no jednak pewnych rzeczy nie da się z glowy wyrzucic ps: wlasnie skonczylem liste, i believe, które kocham miloscią absolutną i jest dla mnie szczegolnym kawalkiem, zajelo dopiero 11. miejsce. Mysle, ze to sporo mowi o tym jak wazny jest dla mnie ten zespol i jak genialny
Lista wstepna:
The same river
Out of myself
I believe (11. miejsce. Wywalilem z bolem wszystkich narzadow, podobnie jak i kilka wczesniejszych ‘przegranych’)
Reality dream
Loose heart
Reality dream II
In two minds
The curtain falls
Ok (tak, dobrze widzicie. na liscie wstepnej caly debiut heh uwielbiam każdy kawalek z tej plyty)
Acronym love
The time i was daydreaming
Conceiving you
Volte-face
Second life syndrome
Artificial smile
Dance with the shadow
02 Panic room
Back to the river
Rapid eye movement
Beyond the eyelids
Parasomnia
Ultimate Trip
Egoist hedonist
Left out
Hybrid times
Lista wlasciwa:
1. In two minds – echh i co by tu napisac. Żeby wytlumaczyc dlaczego wlasnie ten dosyc prosty kawalek jest na samym szczycie przed tymi wszystkimi genialnymi muzycznie zlozonymi dzielami, musze się cofnac do roku 2004. wtedy to w wakacje siedzialem sobie w londynie i mieszkalem w zasadzie z moja owczesną dziewczyną w domu brata (który w tym czasie był w polsce). No i tak sobie sluchalismy roznych rzeczy, zameczalem ją queen itd. Hehe ale wtedy ona puscila mi 3 rozne zespoly... pierwszym był oddzial zamkniety i plyta bezsennosc. Powalilo i powala do dzisiaj. Drugim było awake DT. Wstep do 6:00 rozlozyl mnie na lopaty i sprawil, ze z miejsca się zakochalem w tym zespole. Trzecią rzeczą, którą uslyszalem były 4 utwory zespolu, o którym nigdy nie slyszalem wczesniej – riverside. Jednym z tych czterech było wlasnie ‘in two minds’. Na samym poczatku chyba najwieksze wrazenie zrobilo jednak ‘out of myself’. Ale z czasem wlasnie ‘in two minds’ wbilo mi się tak mocno w glowe, ze nie da się już go stamtad w żaden sposób wyrzucic. Piekny tekst, jak wiele ich tekstow trafiajacy bardzo celnie w samo sedno w jakims tam okresie zycia i sytuacji. cudowna, chwilami mocno oszczedna aranzacja. Ciekawy dźwięk, dosyc nietypowy jak dla takiej balladki w sumie prostej konktrukcyjnie. To nie jest kompozycyjnie czy muzycznie utwor wielki, jak wiekszosc tych, które są nizej. Ale jest piekny. No i mam do niego tak przeogromny sentyment, ze uslyszenie go na zywo mogloby być jedną z najpiekniejszych chwil w moim zyciu. Niestety, jak do tej pory zespol chyba nigdy go nie zagral (no chyba, ze na jednym z pierwszych koncertow, ale nie sadze), chociaz mariusz zapowiadal kiedys w wywiadzie, ze może kiedys po niego siegną na koncertach, wiec kto wie, może będę miał okazje kiedys.
2. Second life syndrome – o tym jak bardzo tekst moglby się odniesc do mnie nawet nie będę mowil, bo musial bym napisac zbyt duzo muzycznie geniusz. Poczatek na mysl mi przywodzi cos z somewhere in time maidenow hehe taka przestrzen, która obecna jest wlasnie na tamtej plycie. Bez tej ciezkosci innych kawalkow, taka totalna lekkosc. A potem znowu ta intensywnosc mieszajaca się ciagle i przeplatajaca z tym spokojem, lekkoscią i oszczednoscią. Swietna linia wokalu! Wymyslenie oczywistej linii wokalu w utworze nie jest zadaniem trudnym (sam jestem przykladem hehe). Wymyslenie linii wokalu, która nie będzie oczywista, a powali, jest cholernie ciezkie. Kawalek ma prawie 16 minut, a nie ma chwili niepotrzebnej. Wszystko tam jest niezbedne, wszystko pasuje, wszystko się dopelnia. Ponownie – nie jest trudno napisac i nagrac kawalek tak dlugi. Problemem i wyzwaniem jest napisanie i nagranie go tak, żeby sluchacz po zakonczeniu czul, ze nie zmarnowal ani sekundy z zycia i ze chce jeszcze raz... to jest wlasnie taki kawalek. Cos, czego nie potrafi robic metallika (co udowodnila na st. Anger – plycie, która bylaby naprawde udana, gdyby każdy kawalek skrocic o polowe... pomijajac kwestie produkcyjne) czy nawet ostatnio dream theater (nie jestem az tak krytyczny w stosunku do ostatniej plyty jak fenderek, ale faktem jest, ze niestety zlapali faze na przedluzanie kawalkow na sile ostatnio zupelnie niepotrzebnie). Riverside to potrafi i ten kawalek jest najlepszym tego przykladem. Ten numer jest jednym z tych, które moglbym puscic komus, kto przyszedlby do mnie i powiedzial: „pusc mi jeden numer, który pokaze mi czym jest dobry prog rock/metal”. Tu jest wszystko co najlepsze w tym gatunku. W linku wersja koncertowa. Niepelna, ale uznalem, ze pelna studyjna już była u innych w linkach wiec ja wrzuce kawalek studyjnej tak samo zresztą będę robil z innymi kawalkami. Kiedy tylko możliwe, będę wrzucal wersje live, nawet jeśli niepelne (limit do 10 min. na YT).
3. The same river – początek jednej z najlepszych plyt jakie nagral polski wykonawca. Oczywiście moim zdaniem genialne powitanie zespolu. Cudowne malowanie dzwiekami. Melnicki zrobil tu swietne tlo klawiszowe, ale to grudzień jest tu glowną gwiazdą ze swoimi oszczednymi często, ale niezwyklymi wstawkami. A tekst? Mocno oszczedny, za to wiele mowiacy o tym, o czym będzie ta plyta. O zagubieniu, o probie powrotu do tego, co było dobre. Probie skazanej na porazke. O watpliwosciach jakie ma czlowiek, który znalazl się na dnie (niekoniecznie w sensie materialnym, bardziej psychicznym). Brzmi az nadto znajomo, zwlaszcza jak jest sobie czlowiek w stanie przypomniec niektóre fragmenty tego tekstu wypowiedziane wlasnymi ustami. Część zaczynajaca się w polowie siodmej minuty to takie muzyczne oczyszczenie (nie mylic z przeczyszczeniem) po intensywnosci poprzednich minut. W linku wersja live.
4. Hybrid times – to piano z początku nizym z jakiegos chopina nawiedzonego czy cos linia wokalu ciekawie się przeplata w tym wstepie. Swietne zmiany tempa i nastroju, muzyka idealnie oddaje te spirale, w ktorej znajduje się osoba z tekstu. Ktos, kto nie potrafi się zatrzymac ani na moment, kto dąży do jakiejs wyimaginowanej perfekcji zapominajac o uczuciach, rodzinie, znajomych, po prostu o normalnym zyciu. Wszystko podporzadkowane temu, by być najlepszym, by zostawic wszystkich w tyle w szalonym wyscigu po slawe. A wszystko to napisane tak, ze ten wykorzystywany już nie raz pomysl wydaje się niezwykle swiezy. Mariusz jest naprawde niesamowitym teksciarzem, zwlaszcza biorac pod uwage, ze nie pisze w swoim pierwszym jezyku. Genialna kulminacja w rozpierdolu kolo 8:30, a pozniej to cudowne ‘after-party’ na dodatek w postaci tego transowego znowu odprowadzenia. Genialne zwienczenie genialnego numeru z genialnej plyty. A przy okazji niejako muzyzne nawiazanie do tytulowego kawalka z R.E.M.. ta koncowka to taki track13, tylko milion razy lepszy heh ale ma podobną funkcje chyba w sumie. Idealnie oddaje te „cyfrowosc” i mechanizacje naszych czasow.
5. Out of myself – to byl jeden z tych 4 kawalkow otrzymanych dawno temu. Moje pierwsze zetkniecie się z zespolem. To był chyba pierwszy ich numer jaki uslyszalem i mnie powalilo! Nie miałem pojecia, ze w tym kraju ktos potrafi TAK grac! I mimo, ze może nie jest az tak zlozony jak wiekszosc pozostalych na plycie, to jednak sentyment jest ogromny. Poza tym to bardzo „piosenkowe” riverside, oczywiście w granicach gatunkowych niewatpliwie fan favourite na koncertach, zarówno w polsce, jak i zagranicą. Bardzo intensywny, a przy tym, mimo swojej oklepanej struktury (zwrotka refren zwrotka refrewn bridge refren) jest ciekawy i ani na moment nie gubi tej intensywnosci. Wzorcowy wrecz przykład swietnego „singlowego’ rockowego numeru. W linku ponownie wersja live.
6. Dance with the shadow – to naprawde jest taniec, opętany w dodatku. Cudny wstep a potem ten nagly przypieprz, który sprawia, ze czlowiek az podskakuje. Ten kawalek bylby genialny nawet jako instrumental, ale mariusz swoim wokalem daje mu jeszcze cos dodatkowego, co ciezko opisac. Ten gosc może nie ma jakiejs wybitnej skali glosu, ale jeśli chodzi o emocje przekazywane przez niego i wykorzystywanie tego, co ma, to wedlug mnie jest w absolutnej czolowce swiatowej, jeśli chodzi o generalnie muzyke rockową. On nie krzyczy czy nie wyspiewuje jakiegos tam tekstu. On nie dosc, ze pisze genialne teksty, to jeszcze wykonując je zyje kazdym slowem. Nieco skrocona wersja live w linku.
7. Egoist hedonist – znowu podklad niczym z trance’u. Takie kawalki pokazują, ze jednak muzyka szeroko pojeta elektroniczna tez potrafi być zajebista, jeśli potrafi się ją umiejetnie zrobic i wykorzystac, nawet w muzyce rockowej czy metalowej. Tworzy swietny klimat przez caly kawalek. Riff rzuca mięchem, ale motyw kolo 1:40 po prostu powala i wgniata w obecny akurat w poblizu mebel. Czesc z dęciakami to jest absolutne mistrzostwo swiata, jeden z tych fragmentow muzycznych, kiedy po uslyszeniu pierwszy raz zbierasz szczeke z podlogi i zastanawiasz się co wlasnie po tobie przejechalo z ciezkoscią walca i predkoscią swiatla. I przy kazdym nastepnym przesluchaniu, nawet po stu odsluchach, zawsze gdy dochodzi do tego momentu, to puls skacze i ciary przechodzą. Zaryzykowali tymi dęciakami, oj zaryzykowali i gdyby to było kasyno, to rozbiliby bank. Fragment z „just let me live without your pain” jest muzycznie tak prosty, a jednoczesnie tak niesamowicie wkreca się w glowe, ze to az przerazajace. Ostatnia czesc to mistrzostwo instrumentalne, niesamowite lekko orientalne wstawki piotra i caly czas gdzies w tle te klawisze. Tekstowo to jest mistrzostwo swiata. Pozornie mogloby się wydawac, ze to jakies chore science fiction tylko dopuszcza do sytuacji, gdzie (chocby jak w brave new world) trzeba być takim samym jak wszyscy dookoła i nie wychylac się, by moc przetrwac i funkcjonowac. A teraz wystarczy się zastanowic ilu z nas spotkalo się z tym, ze nie byliśmy akceptowani, czy tez wrecz byliśmy atakowani z tego powodu, ze inaczej wygladamy niż wiekszosc, ze inaczej się ubieramy, ze sluchamy innej muzyki, ze nie zgadzamy się na bzdury akceptowane przez wszystkich i przyjmowane jako pewnik tylko dla swietego spokoju?
8. Left out – piekny poczatek, absolutnie cudowny no i ta gitara, ktora wchodzi gdzies w okolicach 2:10, absolutne cudo i buja w dodatku niesamowicie niesamowitą robote w tym kawalku robi michał. Jego hammond przywodzi na mysl najwiekszych mistrzow tego instrumentu i klasyke rocka druga polowa kawalka to prawdziwa perelka. Transowe podklady, piekne brzmienie klawiszy. Solo grudnia w 9. minucie nie wiem czemu brzmieniem troche mi slasha przypomina, chociaz mocno watpie, żeby piotrek się nim inspirowal heh no i ta intensywnosc. Ten kawalek leci jak taka idealnie naoliwiona maszyna, jak walec puszczony na luzie z samego szczytu stromej ulicy. Leci coraz mocniej, coraz brutalniej miazdząc wszystko po drodze. I caly czas ten rytm gdzies w tle. Jednostajny, ale wkrecajacy się w glowe. Sama koncowka to już totalny odlot gitarowo-hammondowy, którego nie powstydziliby się purple na swoich najlepszych plytach
9. Reality dream – ten poczatek z cykaniem i jakimis odglosami w tle kojarzy mi sie z niektorymi partiami ze scenes from a memory. Zresztą caly kawalek jest utrzymany w sumie w podobnym klimacie. Można by powiedziec pewnie, ze to nie sztuka nagrac kawalek „utrzymany w klimacie jakiegos zespolu czy plyty”. Tyle, ze nagrac cos, co spokojnie na tej plycie (a mowa o SFAM, jednym z najlepszych albumow wszech czasow) by się zmiescilo i nie odstawalo poziomem to jednak jest wielka sztuka intensywnosc tego kawalka i energia jaka z niego idzie są ogromne. Zwlaszcza w pierwszej jego polowie. A pozniej wchodzi ta piekna melodia – grudzień jednak potrafi z tej swojej gitary wydobywac absolutnie cudowne dzwieki, inspirowane może rotherym, ale jednak ma przy tym wlasny styl. Ja nie potrafie przy tym kawalku usiedziec spokojnie, musze cos okladac palcami albo stopami bo az się same konczyny podrywają do jakiegos ruchu RD1 to w sumie na tej liscie taki reprezentant wszystkich 4 czesci RD. Nie do konca się moglem zdecydowac, a wiedzialem, ze ktoras z tych czesci musi się tu znalezc. Pewnie rownie dobrze moglaby to być dwojka czy trojka, a nawet czworka, ale te czesc uslyszalem duzo wczesniej niż pozostale, bo była we wspomnianym wczesniej czteropaku mp3 otrzymanym, wiec zwyczajnie najdluzej siedzi mi w glowie.
10. Volte-face – początek właściwie hard rockowy, swietny, energiczny, znakomicie nabija rytm. Motyw gitarowy z 2:28 powala melodyjnoscią i polotem. W polowie szostej minuty robi się bardzo nastrojowo dzieki fortepianowi. Potem znowu intensywniej i wsciekle niemal. Ten kawalek to przede wszystkim cos o potrzebie wyrwania się ze stanu otepienia. Mysle, ze jest pare osob, które wiedzą o czym mowa. Czlowiek mowi sobie, ze tak dalej się nie da funkcjonowac, tyle ze jak często tak naprawde starcza sil i zapalu na cos wiecej niż zamiar?
Swoją drogą, czy to nie mowi wiele, ze znalazlem tyle zajebistej jakosci linkow z nagraniami live z koncertow za granicą? _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Stone Cold

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 886 Skąd: Gdańsk / Bristol
|
Wysłany: Pon Wrz 21, 2009 7:48 pm Temat postu: |
|
|
Lista na szybko bo nie mam nastroju na smuty
1.The Curtain Falls
2.Loose Heart
3.I Believe
4.OK
5.Reality Dream II
6.Reality Dream III
7.The Same River
8.Left Out
9.Stuck Between
10.I Turned You Down _________________ And that's the bottom line because Stone Cold Said So!
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 22, 2009 6:31 pm Temat postu: |
|
|
Riverside to zdecydowanie na skalę Polski zjawisko niecodzienne. Muzyka naprawdę światowa, zwłaszcza dzięki wokalowi Dudy, który nie sprawia wrażenia, że powtarzał angielskie słówka gdzieś na kolanie tuż przed wejściem do studia nagraniowego Kiedyś znałęm ich tylko z nazwy, nad którą zachwycano się na tym forum. Potem jedna z nauczycielek pracujących w moim gimnazjum, gdy trochę nam się o muzyce zgadało na jakimś zastępstwie, obiecała mi zgrać ich płyty na pendrive'a po tym, jak zaoferowałem się jej pożyczyć najnowszy album Mety. Z początku zupełnie nie chwyciło - zacząłem od REM, więc nic dziwnego, straszne dłużyzny i wszystko na jedno kopyto, a żeby jeszcze w jakimś własnym stylu - brzmiało to z początku dla mnie jak kalka z PT. Natomiast gdy zabrałem się za te płyty za drugim razem, tym razem zaczynając od Out of Myself, skupiając się na tekstach... To mnie ta muzyka naprawdę zachwyciła! Nawet to nieszczęsne REM zdecydowanie ma momenty... No ale starczy notek biograficznych, lista:
1. Second Life Syndrome - to nie jest mój ulubiony ich utwór... Ale zdecydowanie najlepszy, jaki nagrali! Ten wstęp - coś przekosmicznego, jak wiele emocji się w nim kryje, jak fajnie, czysto wchodzi ta pierwsza zagrywka gitary - a jak mąci ją niepokojem ta druga! Kolejna wielka rzecz to refren, zwłaszcza powtórzony poem w drugiej części, przy wyciszonej aranżacji... No i ten fragment indstrumentalny następujący później, to jest ten moment, kiedy Riverside się naprawdę rozwinął - nie nagrywał już piosenek opartych na dwóch trzech fajnych melodiach - ale nagrał dzieło przepełnione genialnymi melodiami i pozostające utworym spójnym, nie sprawiającym wrażenia bezsensownego składaka. Coś wielkiego.
2. Loose Heart - natomiast ten kawałek z tych słitaśnych melodyjek z Out of Myself jest moim ulubionym. Ten motyw na gitarze (czy może klawiszach?) we wstępie wrzyna się w głowę i nie chce z niej wyjść, za każdym razem brzmi tak samo lekko i zachwycającą, a jednocześnie gdzieś tam przewija się ta nutka niepokoju... No i te solówki, coś przepięknego, nie żadne tam kosmiczne wypierdalanie, ale piękne, spójne, melodyjne solówki. Uwielbiam właśnie moment przed tą drugą, kiedy Mariusz śpiewa i ostatni wers (they're coming back to you) przechodzi w genialne solo Grudzińskiego. No i końcówka dopełnia genialnego klimatu tego utworu.
3. In Two Minds - to z kolei pierwszy utwór Riverside, który naprawdę mnie chwycił, konkretniej tym refrenem, kiedy Duda tak fajnie przechodzi w falset Ogólnie kolejna bardzo przyjemna i zapadająca w pamięć piosenka w rodzaju pozycji wyżej i tej niżej - którą wyprzedziła w zasadzie tylko wejściami Grudzińskiego
4. I Believe - no i ostatni z moich trzech ulubionych utworów tego zespołu... Kolejna melodia, która, gdy raz wejdzie w głowę, to z niej za cholerę nie wyjdzie.
5. Egoist Hedonist - i wracamy do utworów wielkich. Bo takim ten niewątpliwie jest. Genialna rzecz, zaczynając od tekstu (zawsze chciałem poruszać takie tematy, Mariusz zrobił to prześwietnie), na genialnej muzyce kończąc. Również twierdzę, że to ryzyko, jakie podjęli tymi sekcjami dętymi im się opłaciło, bo jest to fragment genialny, zwłaszcza w połaczeniu z tą przeplatającą się z nim gitarą. No i ogólnie kipi ten utwór świetnymi melodiami i zagrywkami
6. Left Out - jestem daleki od wyniesienia tego ponad utwory 2-4 w kwestii pięknych ballad jakie nagrywał ten zespół - ale jest to zdecydowanie kolejna wielka rzecz. W przeciwieństwie do tamtych bardziej rozbudowana - i zdecydowanie wyszło to nieźle! Po prostu kolejna piękna rzecz, jaką nagrali.
7. Schizophrenic Prayer - właśnie sobie uświadomiłem, jak wielki musi być ten zespół, skoro tak genialny utwór ląduje dopiero na siódmym... A genialny z pewnością jest, przez ten świetny, lekko orientalizujący klimat, przez ten tekst, przez ten refren.. "In your arms, feels like better us..." Coś przepięknego.
8. Hybrid Times - dopiero ostatnio się do tego kawałka przekonałem. Znów bardzo celne poruszenie określonego tematu jak w Egoist Hedonist, dużo fajnych melodii. Drobna dłużyzna po 10. minucie, ale już sama końcówka - w której ja osobiście słyszę nawiązania do Schizophrenic Prayer - świetna.
9. Conceiving You - znów - głównie za wejścia Grudzińskiego. Ten facet naprawdę nagrywa świetne solówki, właśnie pod wzgldem melodyjności, tego, czego w dzisiejszych czasach często solówkom brakuje, co jest tracone na rzecz popisów...
10. Out of Myself - no i tak trochę na doczepkę, bo nie bardzo mogłem się zdecydować czym dopełnić listę. Równie dobrze mogły to być:
-Ok
-Hyperactive
-któryś z Reality Dreamów
-i pewnie parę innych kawałków, o których zwyczajnie zapomniałem  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
TheHero89

Dołączył: 23 Wrz 2008 Posty: 346 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pią Wrz 25, 2009 7:46 am Temat postu: |
|
|
1. In two minds
2. Second Life Syndrome
3. Conceiving You
4. Egoist Hedonist
5. The Same River
6. Left Out
7. Reality Dream III
8. Hyperactive
9. Dance With The Shadow
10. Before _________________ Wiesz, że 99% ludzi nienormalnych i zboczonych czyta mój podpis z ręką na myszce? - Nie zdejmuj ręki, już jest za późno...
-----------------------------
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
lookaug

Dołączył: 03 Mar 2009 Posty: 1012 Skąd: Włocławek
|
Wysłany: Sob Wrz 26, 2009 1:30 pm Temat postu: |
|
|
1. In Two Minds
2. Egoist Hedonist
3. Loose Heart
4. After
5. Second Life Syndrome
6. OK
7. Hyperactive
8. Rainbow Box
9. I Believe
10. Reality Dream III |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sob Wrz 26, 2009 2:38 pm Temat postu: |
|
|
Bez opisów tym razem, miałem sobie coś przypomnieć, a akurat mi się nie chiało/nie miałem nastroju na Riverside. Ale generalnie uwielbiam, jeden z najlepszych polskich zespołów, z pewnością
1. Egoist Hedonist - genialne te dęciaki, a "harfa" - kompletny odlot. Nie wiem czemu, ale zawsze mi się przypomina Age of Empires
2. The Same River - 0:14-0:15 <3. Ale poważnie, genialna rzecz. Progresja, ale nie na siłę. Brawo!
3. Loose Heart - raise me up don't let me fall, fall, fall, fall.... Kolejny doskonały utwór z debiutu
4. OK - i znów... debiut. Bo to świetna płyta. Po absolutnym zachwyceniu się ADHD przyszło opamiętanie "ej, przecież OOM jest lepsze!". I chyba jednak jest.
5. Hybrid Times - ostatnio to Dream Theater byli mistrzami łączenia ciężaru z melodyjnością. Pstryk - i już nie są. Wystarczyło kilka blastów Kozieradzkiego.
6. Dance with the Shadow - kosmos. Cały kosmos w tym utworze. Doprawdy, owszem tak.
7. After - klimat ma. I to naprawdę wystarcza, aby dać do top 10.
8. Rainbow Box - bo za każdym razem, kiedy tego słucham, wydaje mi się, ze już coś takiego słyszałem. Tylko nie wiem gdzie i kiedy.
9. Hyperactive - didn't ekspaaaaaajer yesterday.
10. Schizophrenic Prayer - Fenderek użył ładnego słowa "intymna" i ja też użyję. Bo to jest... intymne Emocjonalne. Piękne. Bolesne. Jednak "REM" nie jest płytą zepsutą. Warto się z nią zapoznać.
No faktycznie kurna "bez opisów"  _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Wrz 26, 2009 10:56 pm Temat postu: |
|
|
1. THE SAME RIVER- 73
2. SECOND LIFE SYNDROME- 61
3. IN TWO MINDS- 58
4. EGOIST HEDONIST- 57
5. LEFT OUT- 47
6. LOOSE HEART- 46
7. DANCE WITH THE SHADOW- 43
8. REALITY DREAM III- 38
9. SCHIZOPHRENIC PRAYER- 31
10. HYBRID TIMES- 30
11. I Believe
12. OK
13. Out of Myself
14. Conceiving You
- After
16. Reality Dream II
17. Hyperactive
18. The Courtain Falls
19. Before
20. Volte-Face
- Rapid Eye Movement
22. Acronym Love
23. Rainbow Box
24. 02 Panic Room
25. Embryonic
- Reality Dream
27. Artificial Smile
- Back To the River
29. Beyond the Eyelids
- Stuck Between
31. I Turned You Down
Nie pamiętam czy kiedykolwiek pierwsza 10 podobała mi się tak bardzo
31 utworów wymienionych przez 13 uczestników zabawy. 8 utworów wymienionych na miejscu pierwszym- najczęściej IN TWO MINDS. Ten utwór 5 osób wymieniło jak swój ulubiony- co ciekawe tylko 6 osób w ogóle go wspomniało! Jak kochać to na całego... Najczęściej na listach pojawiał się w ogóle utwór THE SAME RIVER- 11 razy. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Wrz 27, 2009 2:59 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Wrz 26, 2009 11:00 pm Temat postu: |
|
|
TOP10- WHITESNAKE
Blues-rockowe wcielenie pierwsze- czy może bardziej znane, radiowe i popularne z amerykańskiej telewizji i teledysków z panią na masce samochodu? Coverdale- typowy rockowy wyjec czy może facet z nieprawdopodobną ilością bluesa w głosie? Romantyczne ballady ze składanek BEST ROCK LOVE SONGS VOL 34 czy może kawał dobrego, tradycyjnego, zagranego na najwyższym poziomie rocka? Wybór wasz.
UWAGA!
Jeżeli głosujemy na utwór, który istnieje w dwóch wersjach, należy zaznaczyć którą mamy na myśli- inaczej głos pójdzie na oryginalną! Głównie, oczywiście, dotyczy to HERE I GO AGAIN, dla wielu pewnie jedyny znany utwór tego zespołu
UWAGA NR2
Solowy Coverdale może być, właściwie ostatnio Whitesnake nie jest już prawie niczym innym  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
shamar

Dołączył: 18 Maj 2008 Posty: 1942 Skąd: K-ce / Czewa
|
Wysłany: Nie Wrz 27, 2009 3:19 pm Temat postu: |
|
|
Trudno wybrać czy wole bluesrockowe oblicze czy balladowe czy czysto rockowe. W kazdym z nich były swietne utwory. No ale te najciezsze chyba najardziej do mnie przemawiają (np. lepiej wg. mnie brzmi bardziej soczysta wersja "Fool for Your lovin".
Co do nagran niby solowych - podejde jeszcze z innej strony i dorzuce wzmianke o plytach The Snakes i Company of Snakes bo są to też jakby plyty Whitesnake. I plyte Coverdale'a z Pagem.
1. Too Many Tears (album) wersja z Restless Heart. Ten kawałek jest idealny, piękny. Byłby hitem pewnie gdyby powstal pare lat wczesniej.
2. Here I Go Again (US remix) z 1987. Wersja oryginalna i wydluzona też fajna ale jednak ta skrótowość dodala odpowiedniej drapieznosci.
3. Take me for a little while (album) z Pagem. Nie ma o czym pisać. Jak sie poslucha to wszystkjo jest jasne.
4. Wherever You May Go ( solo ) z Into The Light. To jest po prostu piękne. I ten kobiecy glosik w tle. Poezja.
5. Looking for Love (z 1987) - wg. mnie znacznie lepsza ballada niż wszedzie promowane Is this Love. i ta niekoncząca sie solowka na koncu
6. Last note of freedom (z Days of Thunder OST). swietny rocker.
7. Still of the Night (z 1987) . Kolejny swietny rocker. To zwolnienie i przejscie w srodku jest rewelacyjne.
8. Judgement Day ( z Slip of the...) . I kolejny swietny rocker.
9. Aint no love in the heart of the city (live ) z Live... in the heart of the city. Wersja z publiką jest genialna.
10. Deeper the love ( z Slip of the...) . i kolejna balladka.
poza podium -
11. Cryin in the Rain (1987)
12. Sallin Ships ( z Slip of the...). balladka.
13. Dont You Cry. ( z Into The Light ) . Niby zwykla balladka ale cos w niej jest wg. mnie.
14. Fool for your lovin ( z Slip of the...) . i kolejny.
15. Is this love. Zbyt czesto grany przez gowniane stacje.
16. What Love can do (The Snakes) - wersja z "Once Bitten". Jorn Lande na wokalu. Koleś ma prawie identyczny glos jak Coverdale.
I znalazlo by sie jeszcze kilka/nascie... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Nie Wrz 27, 2009 11:34 pm Temat postu: |
|
|
Są dwie płyty bedzie lista.
Sam zespół jakoś tak traktuje po masoszemu, ale fajne granie jest, trza przyznać. Najczęściej wracam do dwóch hitów, a Here I Go Again to kiedyś namolnie puszczalim w gimnazjum z kumplem, by trochę uświadomić lud co do tragizmu Mandaryny.
1. Here I Go Again 87 - kojarzy mi się właśnie z okresem końca gimnazjum i zalążkami balangowania w moim DNA. Fajna ballada, w sumie dość długo nie słyszałem pierwotnej wersji, ale nawet po tym jak usłyszałem to zostałem przy liftingowanej wersji. Wersja pierwsza jest jakby troszkę za uboga w aranżację.
2. Still of the Night - świetny rocker! Może studyjnie jeszcze mnie tak nie wziął, ale jak słyszę wersję koncertową tego kawałka to jest czego posłuchać.
3. Is This Love - w ciemno można stawiać na Whitesnake albo Europe (nie wiem, jakoś mi zawsze te dwa zespoły w parze szły) jak się nie zna tego kawałka. Fakt, może troszkę już zbyt ograny (zdarzyło mi się, że usłyszałem go na weselu...), ale nadal przyjemnie jest posłuchać od czasu do czasu.
4. Good to Be Bad - mi tam się ich najnowsza płyta nawet podoba. Dobre, hard rockowe granie urozmaicone kilkoma balladkami. Dałem kawałek tytułowy, bo jakoś mi najbardziej zapadł w pamięci (pewnie przez wstęp).
5. Summer Rain
6. Bad Boys
7. Lay Down Your Love
8. Children of the Night
9. Best Years
10. All I Want All I Need
Dałem po równo z dwóch płytek, tej najbardziej znanej oraz ostatniej. Więcej nie posiadam, serdecznia za to żałuję, być może obiecuję poprawę i czekam na coś co bardziej znam. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 28, 2009 10:30 pm Temat postu: |
|
|
Jako, ze uwielbiam mark 3 i 4 DP, musialem poznac whitesnake. David Coverdale to top 3 moich rockowych wokalistow wszech czasow. czywiscie za czasow swietnosci, bo obecnie drze się jak stare przescieradlo i nie ma glosu do mocnych kawalkow ni cholery. Uwielbiam pierwsze plyty, te blues-rockowe. Pozniejsze już duzo mniej, chociaz 1987 jednak ma sporo zajebistych numerow, tylko już z nieco innej bajki. Jak widac po liscie wstepnej, moją ulubioną plytą jest ‘trouble’ . Problemem pewnym dla mnie jest tez to, ze jest kilka ich kawalkow, które są absolutnie cudowne w wersjach akustycznych, które w dodatku wlasnie jako pierwsze poznalem, a pozniej się okazalo, ze wersje oryginalne są... hmm no bardzo dobre, ale nie az tak no i teraz problem mam czy traktowac je calosciowo czy jednak oceniac same oryginaly. Ale nikt nie mowil, ze będzie latwo Aha, coverdale jest chyba jedynym slawnym wokalistą, który dorownuje rodgersowi w zamilowaniu do slowa „love” w tytulach i tekstach swoich kawalkow
Ps: polecam wszystkim plytke starkers from tokyo. Kilka kawalkow zagranych w wersjach akustycznych przez coverdale’a i adriana v. Absolutne cudo, a glos coverdale’a na tej plycie to mistrzostwo swiata.
Dosyc obszerna lista wstepna:
Northwinds
Time and again
Come on
Bloody mary
Steal away
Ain’t no love in the heart of the city
Take me with you
Love to keep you warm
Lie down
Day tripper
Nighthawk
Trouble
Belgian tom’s hat trick (12. miejsce. Walczylo do samego konca i dlugo nie moglem tego odrzucic)
Free flight
Long way from home
Help me thro’ the day (11. miejsce…)
Mean business
Love hunter
Rock n’ roll women
Come an’ get it
Hot stuff
Crying in the rain 82
Here I go again 82 (wole oryginal, w nowszej wersji denerwuje plastik, chociaz ona znowu bardziej zywiolowa. Najbardziej lubie wersje akustyczną )
Love ain’t no stranger
Slow an’ easy
Still of the night
Looking for love
Crying in the rain 87
Is this love
Straight for the heart
You’re gonna break my heart again
The deeper the love (nieprawdopodobnie piekna jest wersja akustyczna, ale oryginal mniej chwyta)
Sailing ships (absolutnie cudowne w pozniejszej wersji akustycznej)
Don’t fade away
Your precious love
Too many tears (i znowu, genialna wersja akustyczna, a oryginal nie az tak genialny )
lista wlasciwa:
1. Day tripper z płyty Trouble (1978) – przy tak zasluzonym zespole dawanie covera na pierwszym miejscu to prawie bluznierstwo, ale ja po prostu absolutnie uwielbiam ich wersje tego kawalka beatelsow, a w dodatku jest to wersja kompletnie rozna od oryginalu. Z fajnego rockowego kawalka zrobili numer ze swietnym klimatem, znakomitymi wokalami, no i polamanie i podzielenie glownego riffu na czesci wyszlo znakomicie! + solo na talkboxie, zdaje się. Swietny klimat ma ten numer i postanowilem dac mu pierwsze miejsce za odwage tak duzego odejscia od znanej wersji i nie spieprzenia tego ani troche
2. Love to keep you warm z płyty Trouble (1978) – z tej samej plyty. Uwielbiam to wczesne wcielenie whitesnake; podszyte bluesem, spokojne, z nisko spiewającym coverdalem, zamiast tego przepychu i drącego ryja DC na niektórych pozniejszych plytach i przy okazji pierwszy z wielu na tej liscie przypadkow cock-rocka autorstwa coverdale’a. To chyba jeden z niewieli wykonawcow, którego sluchac mogę nawet jeśli w wiekszosci swoich kawalkow spiewa o przeleceniu wszystkiego co się rusza
3. Ain’t no love in the heart of the city z The Snakebite EP (1978) – znowu cover, ale tym razem cover, ktory jednak wlasnie z whitesnake jest glownie kojarzony. Zespol wlasciwie uczynil ten numer swoim wlasnym i był on hajlajtem kazdego koncertu. No i pozostal jednym z ostatnich kawalkow, które coverdale jest w stanie porzadnie zaspiewac na zywo z tych, które ciagle wykonuje, bo niestety tych mocniejszych już nie jest w stanie. Szkoda, ze sam tego nie widzi i nie slyszy i nie wrzuca do setu wlasnie wiekszej ilosci tego typu numerow. Piekny kawalek, który snuje się niesmialo i delikatnie, bez wysilku. W linku wersja live.
4. Still of the night z płyty Whitesnake a.k.a. 1987 (1987) – pierwszy z tych pozniejszych, z najbardziej znanej plyty. Oczywiście zżyna z led zeppelin na calego, ale takich zżynek to ja mogę słuchać bez konca heh. Rasowy hardzior z lat 80tych. Szkoda tylko, ze david nie powinien już nawet myslec o wykonywaniu go na zywo, bo niestety na ostatnich trasach brzmi to przefatalnie.
5. Straight for the heart z płyty Whitesnake a.k.a. 1987 (1987) – tu chyba najbardziej kontrowersyjna pozycja na liscie. Zdecydowanie najmniej wyszukany kawalek z calej dziesiatki, ale mam do niego straszną slabosc taki typowy luzacki rock n’ roll z niewyszukanym tekstem pieprzeniu się z kims (lub jego zamiarze), ale ja nie potrafie przy tym kawalku usiedziec na krzesle heh idealny na koncert lub jakąś rockową imprezke
6. Crying in the rain 87 z płyty Whitesnake a.k.a. 1987 (1987) – dlugo sie zastanawialem ktorą wersje wrzucic. Uznalem, ze wrzucanie obu byloby naduzyciem sporym heh. Kazda ma swoje zalety. Wersja wczesniejsza jest duzo oszczedniejsza, chyba lepiej zagrana i przede wszystkim bardziej skomplikowana muzycznie chyba. Tu mamy wiekszą nawalanke w amerykanskim stylu, ale jednak ta nowsza wersja jest bardziej soczysta chyba, mimo zupelnie niepotrzebnych klawiszy typowych dla poznych lat 80tych, które psują nieco efekt. Jednak postawilem na wersje pozniejszą.
7. Trouble z płyty Trouble (1978) - I wracamy do plyty ‘trouble’. Kawalek tytulowy. Wstep prosciutki, można by rzecz, ze prostacki niemal az heh ale dalej jest bardzo dobrze. Ten numer ma w sobie to cos charakterystyczne dla wczesnego whitesnake, to samo co mają pierwsze 2 pozycje na mojej liscie. Przy okazji, ten kawalek jest tak cholernie w stylu free, ze rodgers moglby w nim brzmiec tak samo zajebiscie jak david.
8. Long way from home z płyty Lovehunter (1979) – typowy wczesny WS, napedzany basem neila murraya, harmonie wokalne, bluesowy sposob spiewania davida. W dodatko bardzo chwytliwy numer z refrenem wpadajacym natychmiast w ucho. Taki whitesnake wlasnie najbardziej mi się podoba. Tak zapewne brzmieliby purple, gdyby nie rozpadli się w 76 roku.
9. Love ain’t no stranger z płyty Slide It In (1984) – wycieczka na chwile w lata 80te znowu, ale to jeszcze ten nieco mniej komercyjny okres, jakby lacznik miedzy jednym, a drugim whitesnake. Wersja studyjna jest bardzo dobra, ale jednak w tym jednym przypadku, zdecydowalem się wrzucic kawalek za jego wersje akustyczną po prostu kocham to, co david i adrian zrobili z tym numerem na ‘starkers in tokyo’, wiec wlasnie te wersje wrzucam do linka. Studyjną sobie sami musicie poszukac, jeśli ktos będzie chcial
10. Time and again z płyty Northwinds (1978) - teoretycznie solowa płyta DC, ale to wlasciwie było już w trakcie skladania tego, co nazwano potem whitesnake. Niesamowity klimat tworzony jedynie przez glos i klawisze; najlepszych wokalistow poznaje się wlasnie nie po tym jak potrafią drzec ryja mając za sobą glosny zespol, ale wtedy kiedy spiewają do akustyka lub samego podkladu z klawiszy, tak jak tu. David powala <kropka> _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|