| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Cze 17, 2009 11:15 pm Temat postu: |
|
|
Na początku jakoś mi nie przypasował, ale teraz z każdą kolejną piosenką przekonuje się do niego jeszcze bardziej. Dyszkę udało się złożyć, choć z problemami, ale jednak.
1. Drive-In Saturday - uprzedzę Bizona, w linku wersja Def Leppard dla mnie ciut lepsz. Sama piosenka jest taka lekka, że słucha się z nie mała przyjemnością
2. Changes - znów w linku wersja nie sama Bowiego, ale też ciut bardziej wolę. Nie dziwcie się, Soundtrack do Shreka 2 to była moja jedna z pierwszych płyt zakupionych SAMODZIELNIE.
3. Velvet Goldmine - po pierwszym przesłuchaniu Ziggy'ego Stardusta to spodobało mi się najbardziej, a to tylko b-side był. Ale renomnę jakąś ma.
4. Starman - druga rzecz, która mi się podoba Ziggiego.
5. The Man Who Sold the World - Nirvany chyba jednak ciut lepsze, ale i tak wypaśny kawałek.
6. All The Young Dudes - rzeczywiście Młot też Chłop wykonał to o wiele ciekawiej, ale ten urok w wykonaniu Dave'a pozostał też.
7. Let's Dance
8. China Girl
9. Heroes
10. Let's Spend the Night Together - Lawina zagrała to o wiele lepiej, kawałek na doczepkę trochę do listy.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sro Cze 17, 2009 11:15 pm Temat postu: |
|
|
1. Life On Mars?
Kawałek z gatunku "ciary". Ekstrawagancki, przesadzony, bombastyczny. Wszystko w nim jest jakieś dziwne, od tekstu, przez skrzekliwy, trzeszczący wokal, po samą melodię. Niezwykła sprawa.
2. Absolute Beginners
A tu coś zupełnie innego. Bowie, który porzucił dawno glamrockowe błyskotki i nagrywa takie dojrzałe, klimatyczne utwory. Jest jednocześnie dynamicznie, podniośle i bardzo smutno, tudzież nostalgicznie. If our love song, could fly over oceans
3. Velvet Goldmine
Kolejna świrownia. Glamrockowe zwrotki są tylko fajne, ale refren to totalne zaskoczenie i miazga. Kabaret, lata 20, lata 30...a pod koniec to "mmmm" brzmiące, jakby nucił je oddział partyzantów.
4. Modern Love
To się nazywa arcydzieło pop. Rytm, przy którym trudno nie podrygiwać, luz, radość, spontaniczność, lata 80.
5. Heroes
Znów poważniej. Cudowny zgrzytliwy i niepokojący motyw, na którym oparta jest całość utworu. I głos Bowiego, najpierw wycofany, a potem nabierający emocji.
6. Hello Spaceboy
Hipnotyczna rzecz, wspaniała elektronika no i genialny po prostu duet z PSB. Syntetyczność też może być klimatyczna
7. Thursday's Child
Bowie postarzały, zmęczony, melancholijny...mam wielką słabość do tego smutnego, spokojnego utworu
8. Quicksand
A tu przede wszystkim za wspaniałą melodię. Refren to perełka.
9. Ashes To Ashes
Wielki sentyment z czasów świetności VH1, wykręcony klip, fantastycznie brzęcząca gitarka i klimat takiego hm, łagodnego eksperymentu
10. Rock And Roll Suicide
Po namyśle i Bizonowym linku zastąpiło Changes. Pięknie się rozwija, nieco dramatyczne, pełne napięcia...no i lemurowe dęciaki _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/
Ostatnio zmieniony przez lemur dnia Sob Cze 20, 2009 6:41 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kensington

Dołączył: 27 Sie 2004 Posty: 4263 Skąd: Modar
|
Wysłany: Sro Cze 17, 2009 11:28 pm Temat postu: |
|
|
1. Hello Spaceboy
2. Heroes
3. This Is Not America
4. China Girl
5. Tonight
6. Changes
7. The Man Who Sold The World
8. Let's Dance
9. Dancing In The Street
10. Absolute Beginners _________________
Z kobietami się nie dyskutuje. Kobiet się słucha.
Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 9:21 am Temat postu: |
|
|
Znam jedną płytę - zaraz wyjdzie jaką - ale jest tak absolutnie genialna, że nie mogę się oprzeć zrobieniu z niej i dwóch popularnych kawałków melanżu, który posłuży za listę. Jakoś nie ma czasu i możliwości na coś więcej Bowiego, a bezwzględnie warto.
1. Starman
2. Moonage Daydream
3. Ziggy Stardust
4. Let's Dance
5. Suffragette City
6. The Man Who Sold The World
7. Rock & Roll Suicide
8. Soul Love
9. Five Years _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 9:34 am Temat postu: |
|
|
Posegregowałem to jakoś, choć szkoda było niektóre utwory wyrzucić.
Lubię Davida z początku kariery ale i też tego z lat 80tych więc taki mix mały będzie. Facet na każdej płycie brzmi wyśmienicie.
Nie wszystkie jego utwory to arcydzieła ale jednak warto się w jego twórczość zagłębić.
01. China Girl
02. Ashes To Ashes
03. Modern Love
04. Space Oddity
05. Absolute Beginners
06. The Man Who Sold The World
07. Life On Mars?
08. Let's Dance
09. Criminal World
10. Five Years _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 12:55 pm Temat postu: |
|
|
Nie jestem wielkim fanem, naliczyłbym może 20 piosenek które znam... Artysta rzeczywiście zasługujący na miano kameleona, wielu stylów się chwytał, przy czym skutkuje to tym, że spora część jego twóczości totalnie mnie oblatuje i jest dla mnie nudna jak flaki z olejem - ale napisał parę genialnych kawałków
1. Warszawa - nie mam pojęcia, czemu jeszcze nikt tego wymienił (choć zaraz pewnie przyjdzie Fenderek i wymieni to wraz z 9. innymi utworami z tej berlińskiej trylogii, któych z kolei ja w życiu nie słyszałem, albo w ogóle wyciągnie jeszcze inne dziwactwa ), w każdym razie dla mnie totalne arcydzieło. Bowie w tym czasie mieszkał w Berlinie Zachodnim, inspirował się krautrockiem i współpracował z Brianem Eno - więc musiało powstać coś niesamowitego. Bowie wracał z ZSRR, po drodze podczas postoju na stacji Warszawa Gdańsk kupił u nas kilka płyt, w tym jakąś zespołu pieśni i tańca "Śląsk", na jednym z utworów tego zespołu oparł część piosenki, zaś główny temat powstał gdy syn producenta Bowiego grał bez przerwy na pianinie "A-B-C" i usłyszał to Eno. Bowie dopisał kilka wokaliz w wymyślonym języku, w których zresztą znów słychać inspirację naszą muzyką ludową. Utwór cholernie przygnębiający, mimo braku zrozumiałych słów niosący cholernie wiele treści... Coś genialnego. Btw - coś dla BeBe - podobno Curtis nazwał swój zespół Warsaw właśnie na cześć tego utworu
2. Modern Love - to teraz zlecę na o wiele niższy poziom artystyczny - ale co ja poradzę, że ten utwór tak genialnie buja?
3. Let's Dance - no i niewątpliwie największy hicior Bowiego, dzięki któremu (obok Under Pressure of kors ) zacząłem poznawać jego muzykę. Jest w tym kawałku jakiś taki genialny klimat, który zresztą świetnie wyraża teledysk... Ten syntezatorowy basik w tle, perkusja, gitarka, przejście z niespokojnej zwrotki w ten słodki refrenik i boski wokal Bowiego...
4. Rebel, Rebel - no i w końcu coś stricte rockowego. Zajefajny riff, wokal, bardzo przyjemne do słuchania
5. Starman - no i w końcu coś z tego wczesnego Bowiego-Stardusta, z tych wszystkich ego starszych kawałków najszybciej i chyba najbardziej mnie chwycił
6. Space Oddity - i kolejny utwór z tej beczki z przegenialną niepokojącą zwrotką i świetnymfragmentem instrumentalnym.
7. China Girl - i kolejny hit z lat '80. Świetny kawałek ze świetnym klimatem i świetnym "she says... shhhhh". I świetną solówką W zasadzie pozycja zaniżona bardzo, bo widzę, że i tak sobie poradzi.
8. Life On Mars?
9. Changes - a to z kolei uwielbiam dzięki Shreckowi
10. All the Young Dudes - na zamknięcie listy, choć zdecydowanie preferuję wersję Dickinsona
Na 10. miejsce szanse maiały jeszcze Heroes, The Man Who Sold the World i Ashes to Ashes... I to by było na tyle... _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 1:25 pm Temat postu: |
|
|
1. Let's Dance - kojarzy mi się z moją studniówką
2. China Girl - mimo brzydkiej chinki w teledysku
3. Starman - There's a Starman waiting in the sky i wszystko jasne
4. Life On Mars - miła nutka.
5. The Man Who Sold The World - mimo, że podobnie jak Mumin wole wersje Nirvany.
6. Warsaw - polski akcent
później MOŻE coś dopisze  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Cze 19, 2009 5:04 pm Temat postu: |
|
|
Z bowiem mam duzy problem. Tzn on napisal calą mase znakomitych numerow... tyle, że wiekszosc z nich wole w wykonaniach innych artystow ... a już zwlaszcza wersje studyjne są często rozczarowujące. Takie all the young dudes to jest dzielo, tyle ze w wykonaniu mott the hoople, albo jeszcze bardziej w wersjach cybernauts czy w najlepszej wersji z fm tribute. Podobnie z the man who sold the world, którego w oryginale no jest niezle, ale bez zachwytow, ale wersje nirvany i cybernauts duzo lepsze. Dlatego tez przy ukladaniu listy było ciezko, bo na każdy kawalek musialem spojrzec z dwoch stron. Z jednej strony jako kawalek w wersjach nagranych przez bowiego, ale tez pamietajac jak ten sam kawalek potrafil brzmiec w innych wykonaniach. Czlowiek nagral miliard dwiescie kawalkow ja jednak skupie się glownie na pierwszych plytach, bo ten bowie do mnie przemawia, chociaz plyte „heroes” tez bardzo lubie. Nowszych rzeczy w ogole nie znam, ale za duzo ich nagral, a ja za duzo mam tu nowych plyt kupionych do odsluchu, zebym teraz nagle calą jego dyskografie chcial poznawac ale i tak jak widac ponizej, ciezko cholernie.
Kandydaci:
space oddity
all the madmen
black country rock
the man who sold the world
the supermen
changes
life on mars?
five years
moonage daydream
lady stardust
starman
hang on to yourself
ziggy stardust
suffragette city
rock n’ roll suicide
watch that man
drive-in saturday
cracked actor
the jean genie
future legend / diamond dogs
sweet thing
rebel rebel
rock n’ roll with me
we are the dead
1984
station to station
warszawa
“heroes”
sons of the silent age
v-2 schneider
moss garden
neukoln
the secret life of arabia
I lista wlasciwa, kurevsko mocna!
1. station to station – poznalem ten kawalek oglądając dzieci z dworca zoo (zresztą podobnie bylo w przypadku paru innych kawalkow, ktore nie weszly do dyszki). Wlascie wersja z linku, czyli z plyty koncertowej bowiego, tylko w filmie troche ucieta. Rozczarowaniem była wersja studyjna, która nie ma tej energii, ale ta koncertowa miazdzy. I mój ulubiony fragment – “it’s not the side effects of the cocaine, i’m thinkin’ that it must be love”. Uwielbiam ten moment.
2. space oddity – możecie się obrazac itd., ale jesli ktos mi powie, ze nie zna tego kawalka (i nie ma 12 czy 13 lat, co mogloby byc jakims usprawiedliwieniem) to bedzie mnie mial na sumieniu, bo sie udlawie ze smiechu genialne rozwiązanie z dwoma zupelnie roznymi wokalami w dwoch kanalach. Uwielbiam spiewac ten kawalek. Jest w tym numerze jakis taki smutek, ale nienachalny. To jest muzyczne cudo, a powstalo jeszcze w latach 60tych... w SINT jest jakies piekno i wznioslosc? give me a fuckin’ kurva break!
3. moonage daydream – jest cos takiego w tym kawalku, co chwyta za organ, ktory zastepuje u mnie serce. Chwytliwe jak hmm jak „dłoń” freddy’ego kruegera o ile oryginal bardzo lubie, tak pokochalem wersje cybernauts z genialnym solo phila collena. I ta wlasnie wersja w linku.
4. future legend / diamond dogs – oryginal miazdzy, ale chcialem wstawic fajnego coverka w wyk. Gilby clarke’a z gunsow. Co prawda bez wstepu z plyty, ale i tak fajnie buja ta wersja. Ten kawalek posiada zajebistość!
5. rock n’ roll suicide – takie to spokojne, piekne zakonczenie koncertow ziggyego w tym tez tego ostatniego po tym jak oglosil, ze to ostatni jego koncert taki spokojny, a jednak taki jakis hmm piekny. No a pozniej już mocniej, ale rownie przejmująco.
6. ziggy stardust – zastanawialem sie czy wrzucac ten numer na liste. Pare innych chyba jest lepszych muzycznie, ale jednak mam ogromny sentyment do tego numeru. Nie tylko swietne wersje bowiego, ale tez cybernauts, def leppard i nawet instrumentalna wersja dizzyego na fortepianie podczas koncertow nowych gunsow. Do tej wersji zresztą kiedys nagrywalem swoje zalosne wokale heheh. To jest jednak klasyka i postanowilem, ze wejdzie na liste. Ten wstep gitarowy chyba zawsze będzie u mnie wywolywal przyplyw energii jedna z kilku wersji def leppard w linku. Tym razem akustyczna.
7. life on mars? – cudny kawalek, zwyczajnie piekny muzycznie. Jest w tym jakis smutek, a jednoczesnie piekno. W linku wspaniala wersja cybernauts (czyli 2 gosci z def leppard, dwoch ze spiders from mars i zaprzyjaznionego klawiszowca)
8. suffragette city – alez ten numer ma energie! Niczym najlepsze wczesne rock n’ rollowe kawalki eltona, ktory byl niedawno w topie. Nic bardzo skomplikowanego, po prostu rock n’ roll na najwyzszym poziomie. W linku znowu zajebista wersja cybernauts zrobie im troche reklamy przy tej okazji. Niektórym fanom bowiego z ekipy zlotowej w lodzi się spodobalo, to może i tu komus wpadnie w ucho
9. cracked actor – utwor o groupies? Heh feministki pewnie tego kawalka nie polubią znowu wlasciwie klasyczny rock n’ roll. Wersja wiadomo czyja w linkach
10. starman – fajnie buja ten numer, refren chwytliwy jak cholera, a przy tym nie bezsensownie patetyczny czy kiczowaty. Link znowu od cybernauts
a tu te , ktore byly poza 10, ale są tak zajebiste, ze wymienic je musze. W kolejnosci od 11. miejsca:
“heroes”
neukoln
v-2 schneider
moss garden
rock n’ roll with me
sweet thing / candidate / sweet thing (reprise)
drive-in saturday
watch that man
rebel rebel
we are the dead
lady stardust
1984
warszawa
the supermen
changes
all the young dudes, gdyby brzmialo jak na fm tribute albo na plycie cybernauts, to byloby w trojce… ale ze oryginalu nie znosze, to nie bralem pod uwage. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Stone Cold

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 886 Skąd: Gdańsk / Bristol
|
Wysłany: Pią Cze 19, 2009 11:43 pm Temat postu: |
|
|
1. Heroes - uwielbiam zwłaszcza wersje z Wembley 92
2. Let's Dance
3. Absolute Beginners
4. Space Oddity
5. Ziggy Stardust
6. Hello Spaceboy
7. Wild Is The Wind
8. Rebel Rebel
9. Modern Love
10. The Man who Sold The World _________________ And that's the bottom line because Stone Cold Said So!
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crystal

Dołączył: 31 Paź 2003 Posty: 742 Skąd: z innego swiata
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 2:07 am Temat postu: |
|
|
Cholernie ciężko było, masę genialnych kawałków musiałem odrzucić, mógłbym chyba z co najmniej top 40 ułożyć xd W linkach dałem głownie wersje live.
1. Life on Mars dodatkowo o pierwszym miejscu zadecydował też to że był to jego pierwszy kawałek który usłyszałem na zywo, gdyz w pradze w 2004 roku tym właśnie kawałkiem zaczął koncert.
2. Space Oddity w linku jedgo pierwszy wystep w telewizji
3.Heroes w linku wersja live z dłuzszym wstepem
4.Warszawa
5. Hallo spaceboy z genialnego jak dla mnie concept albumu "outside" wydanego w 1995 roku, i równiez zdecydowanie wolę wersję oryginalną bądź koncertową byle tylko nie tę z pet shop boys xd
6. Moonage Daydream
7.Asches to Asches
8.Wild is the wind
9.Dead Man Walkin przedziwne połaczenie elektroniki, rocka no i jeszcze te klawisze w tle, ale chyba za to strasznie lubię ten kawałek z płyty "earthling"
10. Slow Burn kawałek z wydanej w 2002 roku "heathen", jak widać pomimo upływu lat nie obniża poziomu, jako ciekawostkę dodam że w wersji studyjnej na gitarze zagrał niejaki Pete Townshend.
edit:jednak nie obyło się bez zmian w liscie xd _________________ hayzee rider
Ostatnio zmieniony przez Crystal dnia Sob Cze 20, 2009 6:35 pm, w całości zmieniany 8 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 7:55 am Temat postu: |
|
|
To chyba to ja będę musiał Was wychowywać na dobrej muzyce... na której się nie znacie Do spółki z Ziutkiem98
1. Warszawa
2. Sense of Doubt
3. Subterraneans
4. Neuköln
Jak będę miał później czas to jeszcze może coś poszukam bo na razie wybywam. PA :* _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Ostatnio zmieniony przez wasdfg7 dnia Sob Cze 20, 2009 7:18 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 11:25 am Temat postu: |
|
|
| Ziutek98 napisał: | podobno Curtis nazwał swój zespół Warsaw właśnie na cześć tego utworu  |
Prawda - nawet nagrali utwór Warsaw, który jednak nie ma nic wspólnego z Warszawą Bowiego
1. Warszawa
2. Rebel, Rebel - strasznie lubię ten riff
3. Man who sold the World
4. Ziggy Stardust
Tyle znam. Tzn. znam trochę więcej, ale tylko to mi się podoba. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 5:57 pm Temat postu: |
|
|
W sumie ciężko było... Bo o ile nie ma wielu utworów, które jakoś wielbię- tak jest całą masa bardzo solidnego materiału który lubię. W dodatku facet otarł się o milion stylów- i każdy mu nieźle wychodził... no ale po bólach wyszło mi coś takiego:
1. NEUKöLN
To z trylogii Berlińskiej, na życzenie Ziutka
To jest z zaświatów... niepokojące, smutne, tragiczne, piękne... Nie podejmuję się opisywać, to nie ten poziom żeby słowa cokolwiek miały oddać. Ohyda? Ołkeeeej...
2. ANDY WARHOL
Zaczyna się w przedziwny sposób- ale potem... akustyczne dzieło! Ile w tym energii! Niby prosty numer- ale jaki fantastyczny!!! To z mojej chyba ulubionej płyty tego artysty- kompletnie inna bajka niż numer jeden czy...
3. SENSE OF DOUBT
To płyta HEROES znowu... I znowu z zaświatów muzyka jakby...
Jeśli ktoś chce zrozumieć co niektórzy mają na myśli mówiąc KLIMAT- to jest właśnie często coś takiego... To nie jest muzyka z radia, to nie jest muzyka z telewizji... w sumie ja nie wiem czy to jest muzyka z tej rzeczywistości...
4. LIFE ON MARS?
Po prostu piękne. Słyszałem wykonanie, kiedy Bowie usiadł u Parkinsona (słynny prowadzący swój talk show Anglik) za pianinem i totalnie akustycznie to zaśpiewał w studio, zupełnie bez zapowiedzi, bez przygotowania... wtedy zdałem sobie sprawę jak ten facet wspaniale śpiewa... Przeklasyk.
5. WILD IS THE WIND
Cover- ale piękny cover, z albumu "Station to Station". Bowie wydaje się być niemal z boku, jakby od niechcenia, jakby częściowo nieobecny... a przez to całość jeszcze nabiera emocji... Z serii- ciary... Do tego momentu wybór był łatwy- dalej o pozostałych 5 miejsc walczyło chyba ze 20 utworów...
6. HALLO SPACEBOY
Industrialny kawałek... z genialnego OUTSIDE. To z nowszych rzeczy. Ciężkie, mocne, niepokojące. Nic dziwnego, że na tarsie Bowie współpracował z NIN. I ta wersja koncertowa to czasami była kompletna miazga...
Aha- wersja z Pet Shop Boys jest absolutnie OKROPNA!!!
7. FIVE YEARS
Nieprawdopodobna ilość emocji w tym wykonaniu... Bowie potrafił kompletnie się oddać piosenkom- to jest dobry przykład. Rzecz oczywiście z Ziggiego.
8. ROCK'N'ROLL SUICIDE
Ten sam album. I właściwie nie wiem czy ten utwór miałby niby być gorszym od poprzedniego. Ale trzeba było zdecydować. Klasyk. I znowu niesamowicie zaśpiewana rzecz. Dęciaki robią klimat.
9. WARSZAWA
Myślałem, żeby wywalić bo sobie poradzi, ale... nie mam serca. Z tego mariażu Bowiego i Eno wyszło kilka naprawdę niesamowitych rzeczy...
10. SEVEN YEARS IN TIBET
No i jeszcze zmiana już po wysłaniu...
Zimny początek a potem te rockowe wejścia. Przedziwna rzecz, ale ma klimat. No i ten głos...
No więc Space Oddity, Changes, Rebel Rebel, "Heroes" i Moonage Daydream były niby najbliżej. Ale jeszcze bliżej było CYGNET COMMITTTEE, które wywaliłem już po napisaniu listy  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kuba

Dołączył: 03 Gru 2004 Posty: 2024 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 7:37 pm Temat postu: |
|
|
1.Rock'nRoll Suicide
2.Ziggy Stardust
3.Space Oddity
4.Life On Mars
5.The Man Who Sold The World
6.Changes
7."Heroes"
8.Five Years
9.Andy Warhol
10.All The Young Dudes - Wersja z ostatniego koncertu Ziggiego choćby... _________________ Well, it's all right then, and it's all right now
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 10:13 pm Temat postu: |
|
|
1.Andy Warhol
2.Heroes
3.Wild Is The Wind
4.Rock n' Roll Suicide
5.Ziggy Stardust
6.China Girl
7.Changes
8.Let's Dance
9.All The Young Dudes
10.Modern Love _________________ "Our lives dictated by tradition, superstition, false religion
Through the eons, and on and on"
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 10:47 pm Temat postu: |
|
|
1. "HEROES"- 63
2. LET'S DANCE- 57
3. LIFE ON MARS?- 53
4. SPACE ODDITY- 50
5. CHINA GIRL- 46
6. ZIGGY STARDUST- 43
7. THE MAN WHO SOLD THE WORLD- 35
8. ABSOLUTE BEGINNERS- 34
9. HELLO SPACEBOY- 32
10. ROCK'N'ROLL SUICIDE- 30
- MODERN LOVE- 30
12. Warszawa
13. Starman
14. Changes
15. Andy Warhol
- Wild is the Wind
- Moonage Daydream
18. Rebel Rebel
19. Ashes to Ashes
- Velvet Goldmine
21. This is not America
22. Neuköln
- Sense of Doubt
24. Drive-In Saturday
- Sorrow
- Station to Station
27. Five Years
- All the Young Dudes
29. Suffragette City
30. Never Let Me Down
- Tonight
- Golden Years
- Future Legend/Diamond Dogs
34. Jump They Say
- Alladin Sane
36. Let's Spend the Night Together
- Thursday's Child
38. Quicksand
39. Dancing in the Streets
- Soul Love
- Criminal World
- Cracked Actor
- Dead Man Walkin'
- Subterraneans
45. Slow Burn
- Seven Years in Tibet
Utworów- 46
Głosujących- 18
Najczęściej wymieniane- "Heroes"- 11 razy
Najczęściej na miejscu 1-szym- Warszawa (3 razy)
Numerów jeden- 14 _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Sob Cze 27, 2009 8:13 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 10:48 pm Temat postu: |
|
|
TOP10 - YES
Jak z Crimsonami- unikałem ile mogłem, bo wybór diablo trudny Ale czas, w końcu czas... Więc czas na gigantów progresywnego grania!
TYLKO Yes, żadnych solowych nagrań. I tak w członek dużo płyt do wyboru  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 10:57 pm Temat postu: |
|
|
Bo tylko to kojarzę na chwilę obecną, a że przyjemne to też warto zaznaczyć.
1. Owner of a Lonely Heart _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnrad

Dołączył: 17 Sty 2007 Posty: 1092 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 11:33 pm Temat postu: |
|
|
Mam pięć płyt i z nich wybierałem, więc nie było tak ciężko. Za to wszystkie utwory są wyśmienite!
1. CLOSE TO THE EDGE – Nie chce mi się już robić rankingów, jaka płyta jest moim numer jeden, układać top10 zespołów, ani nic w tym stylu. Ale jestem pewien, że to dzieło gwarantuje miejsce w czołówce wszystkiego. Rock progresywny taki, że Pink Floyd zaczyna się traktować jako zespół pop… Klasyczne arcydzieło, które mógłbym wymienić jednym tchem z symfoniami Beethovena czy walcami Straussa. Wejście organów, chóry… Nie, nie ma sensu tego pisać. Trzeba tylko słuchać. Ludzie, w których głowach się to narodziło, muszą być geniuszami, może nawet szalonymi.
2. AND YOU AND I – Trwa cudowne dziesięć minut, czas mija niepostrzeżenie, bo przecież to prosta piosenka… Nie tak do końca, łatwy motyw, ale co tam się dzieje! W tym utworze wokal Andersona podoba mi się jak nigdzie indziej, bo potrafi irytować.
3. THE GATES OF DELIRIUM – Kiedyś nie rozumiałem rzekomej wielkości tej kompozycji, a bitwa na instrumenty wydawała mi się 10 razy za długa. Teraz rozumiem, że wszystko pasuje to idealnie. No i jest SOON, znów przenosimy się na kilka chwil do nieba.
4. PARALLELS – taka pioseneczka tuż za podium?! Jak najbardziej, to dla mnie świetny dowód geniuszu tych muzyków – z przyjemnego motywu robią taką zabawę popartą wirtuozerią, że to płynie, płynie…
5. ROUNDABOUT – Wejście smoka w erę wielkiego Yes. Każdy z członków zespołu pokazuje na co go stać i powstaje coś pięknego, zwłaszcza harmonie wokalne.
6. AWAKEN – dla wielu gigant, dla mnie jednak ‘senna’ część nie jest tak baśniowa jak panowie potrafili stworzyć. Ale i tak mistrzostwo, co ja mogę powiedzieć…
7. Turn Of The Century
8. Siberia
9. Mood For A Day
10. Going For The One _________________ bardzo mało czasu na forum, niestety... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 12:30 am Temat postu: |
|
|
1. OWNER OF A LONELY HEART
Na sam początek (baaardzo długiej zresztą listy ) wielki hicior, rozpoznawalny chyba przez każdego, mimo swojej przystępności zachowuje IMO wszystkie cechy przyzwoitego utworu progresywnego. No i szacun za umiejętne pogodzenie sztuki z kulturą popularną (nie każdemu zespołowi progresywnemu udaje się umieścić swoją kompozycję na 1. miejscu listy Bilboardu, w dodatku w połowie lat '80 ).
2. CLOSE TO THE EDGE
Zdołałem przesłuchać tę komopozycję zaledwie kilka razy; mam szacunek do tego zespołu (YES to w końcu legenda art-rocka), ale póki co obawiam się, że nie są to do końca moje klimaty za dużo zmian tempa, smaczków aranżacyjnych i tego tam podobnych dupereli, których mój móżdżek nie jest w stanie dokładnie przetrawić, tym bardziej podczas trwającej prawie 20-minut kakofonii W każdym razie wielki szacun YESI, na pewno jeszcze powrócę do odsłuchiwania waszej muzyki, ale póki co - to jeszcze nie ten czas
Na razie więc - raczej ubogo Możesz coś z linków wybitnie mi się spodoba, to jeszcze dodam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 2:13 am Temat postu: |
|
|
Zacznę tak, coby linki były jakieś. Potem uzupełnię. Wybór jest przetrudny- poza TOP3. Ta Wielka Trójca to dla mnie osobiście wybór banalny., Ni etylko trzy najwspanialsze utwory Yes- ale absolutna czołówka roka progresywnego. Bez tego nie byłoby Riverside, Porcupine, Marrilion, Ayreona czy Dream Theater. Yes sprawia, ze nagle Pink Floyd (a pamiętajcie, ze uwielbiam) wydaje się być muzyką pop. Szczerze? Słucham sobie od czasu do czasu muzyki poważnej i... czasami widzę wiele podobieństw... Obok Crimsonów- absolutnie najwyższa muzyczna pólka, jeśli chodzi nie tylko o rock- ale o muzykę rozrywkową w ogóle... Pieprzyć. Jeśli chodzi o muzykę w ogóle.
1. ROUNDABOUT
Totalne TOP10 czegokolwiek przez kogokolwiek napisanego. Zresztą nie wiem czy cała trójka by się do tego nie kwalifikowała...
Artystycznie cudowne- a do tego skondensowane i podane w nieźle przystępnej formie. To jest ciągle 8 i pół minuty- ale dzieje się tu więcej niż w wielu dyskografiach wielu "artystów"... Tu nie ma sekundy nie kipiącej energią, tu nie ma zagrywki zbędnej czy dodanej bez potrzeby. ten brzęczący bas, ta gitara we wstępie, te chórki, ta melodia, ten prosty rytm wybijany w refrenie, nad którym unosi się ten klawisz- a potem kiedy przechodzimy nagle do części instrumentalnej przez absolutnie mistrzowski "bridge"... Pamiętam jak poznając tego typu utwory i płyty poszczególne "hity" Queen, Marillion czy Genesis z Collinsem nagle leciały u mnie w rankingu na łeb na szyję... nie tylko Queen- wszystko leciało na łeb na szyję- bo to jest top topów. Nie wiem czy znam lepsze połączenie energii z artystycznym pięknem. Co klawisze wyprawiają w tym utworze- przechodzi ludzkie pojęcie. Tak jak STARLESS jest smutne i cudownie piękne- tak ten utwór jest jego mocniejszym, szybszym, energetycznym odpowiednikiem. I jak nieprawdopodobnie melodyjne to jest!!! Dowód na to, że można chwytliwie i ZERO banału!!! Rany... pisałem tak długo jak utwór leciał. W atkim tempie to aj książkę tu o Yesach napiszę
2. CLOSE TO THE EDGE
Klasyk nad klasyki. Change of Seasons? Otavarium? Jakieś In the Presence of the Enemy? Supper's Ready? Nie ma lepszego epickiego dzieła IMO niż Close to the Edge. To jest jak wzorzec metra w Sèvres. Wszystko inne może tylko być porównywane do tego i do tego odnoszone jako punkt referencji. Słyszałem gorsze i nudniejsze symfonie uznanych kompozytorów sprzed 100 czy 200 lat. To jest TEN poziom!!! To nie jest singlowa melodyjka, to nie jest mocniejsza gitara w refrenie udająca patos, to nie jest chwytliwy motyw który puszczony w radio 50 razy sprawi, że go łatwo rozpoznamy i z którym skojarzymy jakiś motyw w naszym codziennym życiu. To jest podróż. To jest opowieść. To jest inna rzeczywistość. Tu trzeba się wyłączyć, tu trzeba się skupić na te 20 prawie minut, tu trzeba się bezwzględnie oddać. Ale jak już się uda... wrażenia są nieprawdopodobne... Motyw z przejścia z tego wyciszonego fragmentu "I get up, I get down" do kościelnych (powiedzmy...) organów to jeden z najwspanialszych momentów w historii muzyki rockowej. I nagle okazuje się, ze muzyka rockowa też może nosić miano sztuki. Często to jest frazes, który nic nie znaczy i jest pretensjonalną próbą podniesienia statusu zespołu czy wykonawcy którego się słucha. Tutaj to nie jest frazes. Tutaj to jest fakt. To jest sztuka. To jest na poziomie muzyki poważnej. I mówię to z pełną świadomością tego o czym mówię, w pełni władz umysłowych itd. I guzik mnie obchodzi czy jeden z drugim snob od muzyki poważnej (TYLKO poważnej!) powie. To też jest sztuka. I to wysokiego lotu.
The fucking end. Ja tu faktycznie książkę napiszę...
3. MACHINE MESSIAH
Żebym ja taki kawałek sam musiał wrzucać bo nie ma??? Oczywiście przeboje ich Troje wszystkie k***a są... ech...
Bez tego utworu nie byłoby metalu progresywnego. Tak po prostu. Mocne stwierdzenie. Banalnie łatwe do udowodnienia. To był rok 1980. Nawet dziś wiele niby prog-metalowych zespołów próbuje bezskutecznie napisać TAKI riff i tak wszystko potem pięknie rozwinąć. Jest mocnie, jest patetycznie, jest meldoyjnie, jest wyraziście, jest porywająco, jest pomysłowo... Weźcie to unisono krótkie unisono gitary i klawiszy z okolic 3-ciej minuty. 15-sekundowe kurwa dzieło. Inni by z tego zrobili 20-minutową suitę- tutaj to krótki fragment! I takich jest tutaj... nieprawdopodobna ilość. Albo solo gitarowe na 4:30... i podkład...
A potem na wysokości 6-tej minuty to wyciszenie, ta melancholijna, akustyczna wstawka... niby z innej bajki a jakże logiczne rozwinięcie wszystkiego co było wcześniej...! Tu nie ma przypadku, tu nie ma wrzucenia czegokolwiek na chybił-trafił!!! Tu jest kontrolowana jazda bez trzymanki- jeżeli to jest możliwe, to właśnie reprezentuje ten utwór.
4. HEART OF THE SUNRISE
Też w sumie łatwy wybór był Szybko dodałem.
Absolutnie brawurowy początek, kapitalna galopada (ten bas!!!) i te lejące się klawisze. I za którymś razem ten riff kończy galopadę i zaczyna piękną, cudowną część... "właściwą"? Tu nie ma zwrotek i refrenów i takich pierdół. Tu muzyka płynie, wspaniałym, cudownym strumieniem świadomości. Dopiero gdzieś na wysokości 6-tej minuty wchodzi coś co można uznać za refren- a i to niekoniecznie... Kolejna muzyczna podróż bez ograniczeń. Rock jak się okazuje potarafi nie tylko dać kopa (to też momentami daje!) ale i dostarczyć wrażeń estetycznych z absolutnie najwyższej półki.
5. DREAMTIME
To z nowszych rzeczy= ale jak się okazuje w 2001 można tak samo fajnie jak 30 lat wcześniej. Pan słyszy, panie May? Kapitalne zagrywki poszczególnych instrumentów, kapitalny riff- wszystko wzbogacone o orkiestrę. Filmowe jak cholera. Trochę Gabrielisów w tym jakby, trochę orientalizujących wstawek.
6. I'VE SEEN ALL GOOD PEOPLE
Niby folkujące, niby tradycyjne- a jednak w jakiś sposób ezoteryczne. Ta udająca refren wokaliza to coś nieprawdopodobnie pięknego- najpierw nieśmiało, potem z całą siłą z TYMI klawiszami pod spodem. Bajkowy świat muzyczny.
7. OPEN YOUR EYES
Mniej znana rzecz, zdecydowanie mniej ambitna ambitna, nowsza i... po prostu bardzo ten utwór lubię. Tak jak od "Big Generator" mnie generalnie odrzuca- tak ten tradycyjnie singlowy numer chwyta mnie na całego. Przebojowe jak cholera. Kapitalne tempo, fantastycznie zagrana rzecz.
8. YOURS IS NO DISGRACE
Trudno się nie powtarzać... Epicki rozmach, cudowne melodie, niesamowite partie poszczególnych instrumentów. Coś genialnego. Ta- nagle to zdanie wydaje się być napisane od niechcenia. Bo o tej muzyce się nie pisze- jej się słucha. Kolejna podróż w nieznane, tak po prostu.
9. STARSHIP TROOPER
Wszystko ładnie, pięknie... prog, fantastyczne i w ogóle. Ale to przejście do akustycznej części to jest k***a majstersztyk! A potem ten narastający powrót...
10. SURVIVAL
Riff na początku prawie jak u Hendrixa A potem już typowa progresywna jazda, zaczynająca się prawie jak u Beethovena... Jeżeli to nie jest sztuka, to ja nie wiem co nią miałoby być. I to był rok 1969- to był ich debiut...
Przecięzki wybór, jeden z najcięższych. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Nie Cze 21, 2009 8:08 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crystal

Dołączył: 31 Paź 2003 Posty: 742 Skąd: z innego swiata
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 8:51 am Temat postu: |
|
|
w tej chwili z tytułów znam tylko to :
1.1. Owner of a Lonely Heart
Jakos wogule nie trwania do mnie ten wokal xd _________________ hayzee rider |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 8:56 am Temat postu: |
|
|
1. Owner of a Lonely Heart
Jak nieraz pisałem - zupełnie nie trawię, wokal i świergocząca gitara mnie drażnią niepojęcie, a tak w ogóle to Supper's Ready jest świetne Za to tumamy fajny utworek pop, z mało wnerwiającym wokalem, bez tego śweirgotu gitary (w sumie prawie bez gitary, ale nieważne ). Tak więc tak, o  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Stone Cold

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 886 Skąd: Gdańsk / Bristol
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 1:23 pm Temat postu: |
|
|
Mam tylko 90125 wiec 10 nie skompletuje bo nie wszystko jest fajne, np Hearts czy Leave it nie znosze na maxa.
1. Owner Of A Lonely Heart
2. Hold On
3. It's Over
4. Changes - gdyby nie to wkurwiające intro ... było by numerem jeden. Zaczynam słuchać zawsze od 1:17 - kawłek muzycznie bardzo mi odpowiada, troche scorpinsowaty co również jest na plus. Link ktory wstawilem radze zaczac sluchac od 2:22
5. It Can Happen
6. Make It Easy
7. Cinema - nieprzypadkowo dostał nagrode Grammy za najlepszy rockowy utwór instrumentalny w '84
8. City Of Love _________________ And that's the bottom line because Stone Cold Said So!
Ostatnio zmieniony przez Stone Cold dnia Nie Cze 21, 2009 2:06 pm, w całości zmieniany 3 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 1:54 pm Temat postu: |
|
|
Znam większość płyt z lat 70 + całkiem sympatyczne "cyferki". O ile przekonałem się do Close To The Edge, chociaż wokal irytuje mnie sto razy bardziej niż LaBrie, to do reszty już nie miałem siły, pomimo wielu starań.
1. And You And I - niedawno dostrzegłem, że to naprawdę piękne jest, od początku do końca;
2. Close To The Edge - głównie za słynne I get up, I get down;
3. Siberian Khatru
4. Machine Messiah - dopiero u Fenderka znalazłem, początek i koniec mocny;
5. Heart Of The Sunrise - NAR ( :* ) mi przypomniał, że to było fajne dosyć;
6. Owner Of A Lonely Heart
7. Hold On _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA
Ostatnio zmieniony przez kater dnia Pon Cze 22, 2009 1:50 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 2:21 pm Temat postu: |
|
|
Dla jednych ktoś się nie zna, jeśli któregoś tam utworu nie słyszał, inni się dławią, inni się o to wkurzają... A ja uważam, że głosowanie na jedno Owner of a Lonely Heart w przypadku tego zespołu to po prostu grzech, obraza dla Wielkich Mistrzów... Sorry.
1. Awaken
Zdaję sobie sprawę, że Close to the Edge można uznać za większe, bardziej epickie i oryginalne dzieło. Ale pomijając już, że Awaken nie dostanie prawie żadnych punktów, tak na pewno jest to dla mnie najwspanialsze kilkanaście minut nagrane przez ten zespół. Niesamowicie zaaranżowana środkowa część (niezastąpiony Wakeman), wielkie partie gitarowe Howe'a. Jeśli śmierć ma być taka piękna, to ja chcę umrzeć. Nieco bardziej chwytliwy, ale cały czas przecholernie progresywny, wielki utwór. Absolutny top wszech czasów. Drogi Grandville od razu wiedział, co się ze mną stanie, gdy to usłyszę.
2. Machine Messiah
Jeśli ktoś chce znać moje zdanie, to odsyłam do postu Fenderka - zgadzam się PRAWIE ze wszystkim. Uważam, że stwierdzenie, iż "bez tego utworu nie byłoby metalu progresywnego" jest jednak za mocne, ale to nie miejsce na dyskusję. Co nie zmienia faktu, że ten riff jest wielki.
A co mogę dodać od siebie? Fantastyczna sekcja rytmiczna. Klimat. Chłód płynący z części środkowej po prostu... ścina, tnie jak tysiąc noży tym swoim "maszynowym" brzmieniem (nie umiem tego inaczej określić). Tego nie mogłaby zastąpić orkiestra, to muszą być klawisze, kurde! Ta "syntetyczność" jest tutaj najlepsza.
Dowód, że nawet bez Andersona i Wakemana Panowie nagrywali wielkie rzeczy (brak Jona jest tu naprawdę mało słyszalny, a Downes spisuje się rewelacyjnie).
Nie ukrywam, że zostałem trochę zachęcony nawiązaniem Dream Theater w Octavarium ("dance machine messiah light my fire gabba gabba" ).
3. Close to the Edge
Co ja mogę dodać, skoro napisaliście już to, co trzeba? Organy kościelne, punkt kulminacyjny utworu, to absolutne mistrzostwo. To jest nie do opisania, dramaturgia rodem z Toccata i fuga d-moll Bacha - nie ma w tym ani cienia przesady. Mówienie, że ten utwór to wycie Andersona i jęki gitary to dla mnie nieporozumienie. Dla takich rzeczy warto pokochać Yes, jeden z największych zespołów na tej Ziemi.
4. The Gates of Delirium
A tu trochę inny Yes, jeśli mówimy o początkowym - najlepszym - okresie. Wakeman na pewno pozostanie najlepszym klawiszowcem, którzy przewinęli się w zespole, ale jazzujący momentami Moraz zastąpił go, delikatnie mówiąc, godnie. A za sam utwór ukłon należy się głównie w stronę Andersona za jego strukturę (pokażcie mi inne dzieło o takiej budowie) i "generalny" pomysł. Brawa należą się za sekcję rytmiczną i całe instrumentarium. I za to, że, cholera, perkusista pisze gitarowe akordy.
Słówko o budowie jeszcze... Chyba już to kiedyś pisałem. Przez pierwsze 15 minut wszystko się wali, wrota upadają, następuje ciemność... I później wszystko się uspokaja, a my słyszymy część o nazwie Soon, pojawia się światełko w tym tunelu i w tym pięknym, melancholijnym przekonaniu utwór kończy się, powolutku wycisza... Niesamowite, boskie.
Ciekawe, swoją drogą, że z tej części motyw zerżnął taki zespół jak Pendragon (posłuchajcie partii gitarowych w Soon, a później włączcie Am I Really Losing You? neoprogresywnego Pendragon i poczekajcie na końcówkę...).
5. Into The Lens
Drama, mimo że bez Andersona, to naprawdę fantastyczny album, skoro znalazł się na nim nie tylko Machine Messiah, ale także Into The Lens. Ta sama licznia melodyczna najpierw na tle subtelnego pianina, a później w porywcznym, pełnym energii rockowaniu - świetne! Poza tym, mnóstwo chwytliwych motywów i niesamowitych wokaliz. Cały album jest chyba bardziej przystępny niż wcześniejsze.
I am a camera!
6. Heart of the Sunrise
Od Fragile bardziej cenię co najmniej cztery albumy zespołu, ale kończący goHeart of the Sunrise to rzecz z najwyższej półki. Jak już wspomniał Grandville - perkusja! Poza tym, piękny refren i fantastyczny riff. To już powoli był ten najlepszy Yes, jaki znamy.
7. Starship Trooper
To był pierwszy utwór Yes, jaki usłyszałem, zachwycił mnie od razu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, dlaczego Howe grał akustyczne partie w Innuendo, to niech tego posłucha. Druga - akustyczna właśnie - część to istna miazga! I później to narastanie i zwieńczenie całości kapitalnym solo gitarowym. Wielka rzecz.
8. And You And I
Wzorcowy przykład na to, jak ballada może być piękna, a jednocześnie przeprogresywna z niesamowitym bogactwem dźwięków. Uwielbiam te flażolety Howe'a, a wokal Andersona brzmi jak z bajki...
9. Sound Chaser
Howe odwala tu fantastyczne solo, ale to, co robi pod koniec Moraz to po prostu istne szaleństwo. Gra niczym prawdziwy "sound chaser", a brzmienie tego klawisza po prostu uwielbiam.
Zasługi należy też oddać White'owi za perkusyjne partie.
10. Brother Of Mine
To już kompozycja grupy Anderson Wakeman Bruford Howe, która powinna się spodobać tym, którzy najbardziej progresywnego Yes raczej nie lubią. Dlaczego więc znalazła u mnie miejsce? Bo jestem młody i jeszcze na tyle naiwny, że mam do tego utworu wielką, ogromną słabość wręcz. Jest chwytliwy jak jasna cholera. Prześliczna melodia, a od strony instrumentalnej - ciągle dobra kompozycja. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie
Ostatnio zmieniony przez Misiu dnia Sro Cze 24, 2009 5:38 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 4:31 pm Temat postu: |
|
|
Rewelacyjni są! Mało jeszcze poznane ale dycha się uzbierała.
01. I've Seen All Good People
02. Starship Trooper
03. Leave It
04. Roundabout
05. Time And A Word
06. Long Distance Runaround
07. Going For The One
08. Wonderous Stories
09. Survival
10. Owner Of A Lonely Heart _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Cze 22, 2009 10:50 am Temat postu: |
|
|
NO dobra Close to the Edge mnie rozwala na całego absolutny top płyt, ale Fragile... przesłuchałem kiedyś z dwa razy i nic. Cyba dlatego jakoś wolałem skupić się na Crimsonach niż Yesonach.
1 Close to the Edge - Jeżeli to nie jest w moim top 10 ever to jest już tuż tuż obok. NIe wiem muzyki klasycznej dużo nie słuchałem w życiu ale z tego co znam to to dwa zupełnie różne poziomy. Oczywiście z korzyścią dla Yes. Serio tak uważam. NO i wiadomo "I get up... I get down..." mizaga. A gdy wchodzą te organy... jeden z najcudowniejszych momentów w muzyce. Własnie w tym momencie slychać że to jest już coś więcej niż tylko muzyka i nie ważne czy rozrywkowa czy klasyczna, poprostu tutaj ten utwór osiąga jakiś wyższy poziom niczym Goku w walce z Frezerem gdy osiąga SSJ-ta,
2 Roudabout - pierwszy utwór Yesów jaki usłyszałem . Cudowny wstęp na akustyku, a później jazda bez trzymanki, bas, klawisze, kurde tego się nie da ogarnąć, a to i tak chyba jedna z bardziej przystępnych rzeczy z ich pierwszego okresu, tak mi się zdaje przynajmniej.
A tak w ogóle to ten refren jest taki trochę śmiesznie radosny
3 And You And I - A bo tutaj wokal mi na serio pasuje aż się sam dziwię. A tak w ogóle to ten kawałek podoba mi się w całości.
4 Siberian Khatru - jak mogłem zapomnieć? Przecie to taka genialna rzecz jest. Eh gitara wyczynia tutaj niesamowite rzeczy. Wokal niezły, ale te riffy. Cudo.
5 Owner Of A Lonely Heart - dla Misia może to być obraza grzech i w ogóle, a mnie ten utwór podoba się niesamowicie i oddam na niego głos. Zresztą za samą solówkę powinien się tutaj znaleźć.
6 Heart of the Sunrise - w sumie jedyny kawałek obok Rondabout z tej płyty, który przesłuchałem z jakąś tam przyjemnością.
7 Wondrous stories - a bo przyjmne.
8 Awaken - w sumie nudzi mnie ale tej jeden punkcik mu nie zaszkodzi.
Edit: Dodałe dwa utworu (4,7) _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Ostatnio zmieniony przez NAR dnia Sro Cze 24, 2009 8:38 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Cze 22, 2009 4:13 pm Temat postu: |
|
|
Jak tak posluchalem, to jednak kojarzylem troche wiecej niz samego ‘ownera’ ale lista i tak glownie zbudowana o poprzednie listy. Dzieki za wrzucenie niektórych kawalkow na wrzute pare rzeczy mnie zachecilo do zainteresowania się kiedys blizej. Zresztą, taki jeden z celow widze w tej zabawie poniekad. Szkoda, ze jako jeden z niewielu jak widac po pojsciu na latwizne wiekszosci
1. The gates of delirium
2. Machine messiah
3. Awaken
4. Starship trooper
5. And you and I
6. Heart of the sunrise
7. Yours is no disgrace
8. Dreamtime
9. Close to the edge
10. Roundabout _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|