| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| THE COSMOS ROCKS na cenzurowanym |
| 1 |
|
6% |
[ 7 ] |
| 2 |
|
12% |
[ 14 ] |
| 3 |
|
19% |
[ 22 ] |
| 4 |
|
31% |
[ 35 ] |
| 5 |
|
23% |
[ 26 ] |
| 6 |
|
7% |
[ 8 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 112 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 12:44 pm Temat postu: |
|
|
krs - widzę, że doskonale się rozumiemy. Hi5!
Mi z kolei Mother Love pachnie Floydami, z nutką Marillionu.
A Still Burnin' grzeje lepiej (solo!), niż nowa Metallica  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 1:53 pm Temat postu: |
|
|
Płytka jeszcze przed ukazaniem się interesowała mnie proporcjonalnie do zawartości pierwotnych członków Queen w składzie - dwa razy bardziej niż jakiś solowy produkt, ale też jakieś dwa razy mniej niż nagrania z Freddiem i Deaconem. Oto moje opinie po kilku przesłuchaniach, choć pewnie ulegną weryfikacji, gdy bardziej skatuję niektóre kawałki.
Ogólnie płyta zaskoczyła mnie pozytywnie. Spodziewałem się raczej szitu - dostałem przyzwoitego średniaka. Że nie "brzmi jak Queen" to fakt i nie mam co do tego obiekcji. Ale koszmarnie brak mi pianina, które pojawia się w śladowych ilościach! Wiem, że Brian nie jest Freddiem, ale mógłby coś konkretnego podegrać. Brakuje mi również jego wokalu. Jedna balladka z jego udziałem albo śpiew w "Call Me" byłyby bardzo na miejscu. Mały udział wokalu Rogera uważam za duży plus!
Zgadzam się, że Paul dominuje w ogólnym wrażeniu - ale to oczywiste, że wokal najbardziej rzuca się w uszy, a kawałki były pisane "pod niego". Nie mam w tym przypadku większych zastrzeżeń.
I wreszcie - porównywanie płyty do "Jazz" wydaje mi się jednak zbrodnią Nie ta klasa, aczkolwiek płyta podoba mi się i jestem za kontynuowaniem studyjnej współpracy. Zawsze to nowy materiał solidnej jakości (sporo, prawie godzina).
Cosmos Rockin' - świetny otwieracz, jeden z jaśniejszych fragmentów płyty. Tekst trochę głupawy, ale to domena całego albumu Chce się do tego kawałka przytupywać i jest ok. Pachnie Queen.
4+/6
Time To Shine - kolejna dobra rzecz, chyba moja ulubiona jak na razie, aczkolwiek wpływ na mój sentyment może mieć fakt, że znałem to jeszcze przed wyjściem albumu. Chwytliwe, Paul świetnie śpiewa. Analogie do U2 pewnie są, ale tylko na plus. Wrzyna się w mózg jak trzeba.
4+/6
Still Burnin' - solidne granie, ale już nie tak urzekające jak piosenki poprzedzające. Wkurzają mnie te chórki, czy jak nazwać to niemrawe mruczenie refrenu jakby był jakąś mantrą. Kontrowersyjny motyw z "WWRY" mnie osobiście nijak nie odpowiada. Pasuje do całości jak pięść do nosa i wydaje się być wciśnięty na siłę, celem jakiegoś absurdalnego zaznaczenia przywiązania do tradycji. Sam tekst refrenu brzmi raczej jak chęć przekonania malkontentów albo usprawiedliwienie. Dobre solo gitarowe.
3+/6
Small - widzę zachwyt w opiniach niektórych. Mnie ten kawałek nie podniecił - wręcz przeciwnie, wydawał mi się nijaki, o czym niech świadczy fakt, że po kilku przesłuchaniach dalej nie byłem w stanie go zanucić. Tylko refren jest w porządku - melodyjny, atmosferyczny... Oczywiście wkrótce pewnie zmienię zdanie i polubię ten numer, ponieważ sprawia wrażenie jednego z bardziej wymagających. (EDIT PO CHWILI: O, już mi się zaczyna podobać z n-tym odsłuchaniem.)
A niech tam, dam nawet 4/6
Warboys - hałaśliwe toto i chaotyczne, choć energii odmówić nie można. Mam do tego stosunek podobny jak do "The Hitman" - miało być ostro i jest, ale nie do końca mnie to przekonuje. Tekst jak zwykle taki se o: "boys - toys"
3/6
We Believe - trudno mi się wypowiedzieć. Jest patetycznie i wręcz nachalnie, ale sam utwór jest znośny i znów kojarzy się ze "starym Queen", co zawsze stanowi zaletę. W wykonaniu Freddiego byłby pewnie rzeźniczy. Tymczasem - jest ok. Konstrukcja przewidywalna jak wyniki pucharu świata w skokach za najlepszych czasów Małysza
3+/6
Call Me - kolejny faworyt! Niby proste, ale więcej takich kawałków zbawiłoby tę płytkę. Melodyjne, chwytliwe, z niezłym chórkiem i WYBOOORNYM solo a la DB. Chce się tego słuchać, nie mam nic do dodania. Dużo "Queena w Queenie"
4+/6
Voodoo - dobra rzecz. Oczywiście nie tego mogliśmy się spodziewać, ale patrząc obiektywnie to wspaniały numer. Trudno to może zanucić, ale nie o to chodzi. Tworzy wspaniałą atmosferę, Paul czuje się w swoim żywiole. Uwielbiam solo gitarowe i te dwa wersy po nim następujące. Brawo!
4/6
Some Things That Glitter - wreszcie jakiś słyszalny klawisz -> duży plus! Jest melodyjnie, sam utwór należy do wyższej klasy średniej i wydaje mi się bardzo reprezentatywny dla całego "The Cosmos Rocks". Nie porusza, nie zabija, ale fajnie się tego słucha.
3+/6
C-lebrity - kiedyś drwiłem z tego kawałka, ale z każdym kolejnym przesłuchaniem bardziej mi się podoba. To fakt, refren jest zwalony, ale zwrotka i ten riff - miodzio! Paul wznosi się na wokalne wyżyny (nie wiem, czy to nie oksymoron, ale ok ). Moim zdaniem dobry wybór na singla.
4/6
Through The Night - niektórych urzeka, ale mnie nie. Melodia trudna do wychwycenia niczym podkład z reklamy "Monte - tak smakuje dziecka czas". Nie wykluczam, że kiedyś się przekonam do tego utworu, ale póki co - zupełnie subiektywnie mówiąc - jest kiepski i bezpłciowy. Od dołowania się mam 100 lepszych kawałków.
2/6
Say It's Not True - nie ma co się rozpisywać - ballada przesłodzona, ale bardzo melodyjna i rzucająca się w uszy. Razi mnie syntetyczność tej piosenki; znawcą nie jestem, ale brzmi to tak, jakby ktoś, kto nie umie śpiewać, koniecznie chciał być podrasowany (Roger).
3+/6
Surf's Up... School's Out! - oryginalne, a każda nietypowość jest na tej płycie dużym plusem. Zagrane z zębem, trochę transowe. Jestem w stanie dać temu utworowi kredyt zaufania. Fragmenty z Paulem bardzo mi się podobają, samo wyobrażenie sobie w tych miejscach Rogera powoduje, że zgrzytam resztkami zębów. Nie wiem czemu kojarzy mi się z Hawkwind o_0
4/6
Small reprise - trza wspierać klimatyczne instrumentale, więc nie będzie krytycznych uwag. Nie jest to nic wybitnego, ale stanowi fajne zakończenie płyty.
3/6
Po uśrednieniu ocen wychodzi jakieś 3 z plusem. Jeszcze nie wiem, na co zagłosować w ankiecie - posłucham trochę dłużej przed tą ważką decyzją  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
justysbk

Dołączył: 12 Sty 2008 Posty: 374 Skąd: Lubin/Wrocław
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 2:31 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: |
myślę, że queen zmieniał gruntownie stylistykę nie jeden raz. pierwszą totalną zmianę, zresztą zapowiedzianą przez freddiego w wywiadzie po a day at the races było wydanie news of the world. przecież ta płyta zmieniła oblicze zespołu diametralnie - miast sterylnego, wypacykowanego i pełnego przepychu barokowego grania grupa pokazuje muzykę szablonową, zakrapianą brudnymi dźwiękami, brzmiącą bardzo rockowo. i jakiż to plus! a kto słuchając właśnie news of the world mógł przypuszczać, że ta sama grupa za trzy lata będzie wydawać wręcz syntetyczny album, gdzie wiele utworów opiera się jedynie na prostych i liniach sekcji rytmicznej (mowa o the game)??? a czy ktoś nie dostał ataku zdziwienia, gdy zespół, który jeszcze pare lat temu był atakowany za pretensjonalność wydaje hot space??? a 1991 rok? ludzie z londyńskiego fan klubu queen mieli usta szeroko otwarte po wspólnym usłyszeniu innuendo - po the miracle zastanawiająca odmiana, prawda? mnie to w grupie urzeka, cieszę się że wciąż szukają innej drogi na wyrażenie swych twórczych zapędów.
|
Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Właśnie to mi się podoba u nich ta różnarodność i za to m.in tak bardzo lubię ten zespół. _________________ Nothing is over until we say it is |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 2:39 pm Temat postu: |
|
|
| szymek_dymek napisał: |
Through The Night - niektórych urzeka, ale mnie nie. Melodia trudna do wychwycenia niczym podkład z reklamy "Monte - tak smakuje dziecka czas". |
Odkąd założono ten temat, po raz pierwszy czytam tak oczywiste brednie. Można czegoś nie lubić, ale nie przeinaczajmy faktów: bardziej melodyjne od TTN jest chyba tylko Some Things... No chyba, że melodyjność oznacza przytupywanie do country w stylu Call Me. Enyłej, tylko w TTN Brian daje nam całego siebie (solówki). Kto zna Furię i Escape, ten wie.
| szymek_dymek napisał: |
Say It's Not True - nie ma co się rozpisywać - ballada przesłodzona, ale bardzo melodyjna i rzucająca się w uszy. Razi mnie syntetyczność tej piosenki; znawcą nie jestem, ale brzmi to tak, jakby ktoś, kto nie umie śpiewać, koniecznie chciał być podrasowany (Roger). |
Roger nie potrafi śpiewać? Brednia numer dwa. Szkoda. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 2:47 pm Temat postu: |
|
|
| szymek_dymek napisał: | | znawcą nie jestem, ale brzmi to tak, jakby ktoś, kto nie umie śpiewać, koniecznie chciał być podrasowany (Roger) |
Choć z dużą częścią Twojej recenzji się zgadzam, to z jednym nie mogę W moim odczuciu Roger potrafi śpiewać i to bardzo dobrze. Z Twojego opisu wynika, że nie możesz znieść brzmienia jego głosu - ok, kwestia gustu - jednak to za mało by twierdzić, że facet nie umie śpiewać. Ja np. nie mogę słuchać Dody ale w życiu bym nie powiedział o niej, że nie potrafi śpiewać.
Inna sprawa to ta nieszczęsna aranżacja SINT... Mnie też ona irytuje. Razi mnie niekonsekwencja realizacji wokalu - dlaczego głosy Maya i Taylora brzmią syntetycznie a Rodgers wchodzi na "naturalu"? Dziwi mnie to bardzo - rzeczywiście brzmi to tak, jakby May z Taylorem byli jakimiś ciołkami co to głosu z siebie wydobyć nie potrafią i muszą się aparaturą wspierać.. A przecież, wbrew opinii niektórych, tak wcale IMO nie jest
| justysbk napisał: | | Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Właśnie to mi się podoba u nich ta różnarodność i za to m.in tak bardzo lubię ten zespół. |
Który? Queen czy Q+PR, bo to dwa osobne są Ok, żarty na bok - moim zdaniem warto uściślić jak rozumiemy słowo "różnorodność". Jeśli popatrzymy całościowo, na całą kilkudziesięcioletnią historię istnienia grupy Queen (i wszystkich wariacji typu Q+, Q+PR, etc, etc), to rzeczywiście nasuwa się stwierdzenie, że różnorodność była ich dewizą. Jeśli jednak spojrzeć na sam album "CR", to ja osobiście tej różnorodności już tak mocno nie zauważam - owszem, ta płyta różni się bardzo od poprzednich nagrań, ale sama w sobie brzmi raczej dość monotonnie... _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 2:58 pm Temat postu: |
|
|
| Onik napisał: | | Odkąd założono ten temat, po raz pierwszy czytam tak oczywiste brednie. Można czegoś nie lubić, ale nie przeinaczajmy faktów: bardziej melodyjne od TTN jest chyba tylko Some Things... No chyba, że melodyjność oznacza przytupywanie do country w stylu Call Me. |
1) Słowo "brednie" mam w zwyczaju odbierać jako nacechowane pejoratywnie, więc do długiej listy rzeczy i osób, których "można nie lubić" z przyjemnością dopisuję Ciebie.
2) Polecam ćwiczenie czytania ze zrozumieniem - przed podaniem swoich refleksji napisałem wyraźnie, że są to MOJE OPINIE. A "trudna do wychwycenia melodia" oznacza raczej kawałek ciągnący się jak flaki w oleju - może i melodyjny, ale na tyle rozwlekły, że po minucie traci się wątek z poczuciem tejże melodii włącznie.
3) Tak, zdecydowanie wolę "Call Me".
| Onik napisał: | | Roger nie potrafi śpiewać? Brednia numer dwa. Szkoda. |
W odróżnieniu od Ciebie postaram się NAWET podać ARGUMENT! Umiejętność śpiewania to nie tylko czyste trafianie w dźwięki i poczucie rytmu, ale również - a może przede wszystkim - zachowanie ogólnego wrażenia estetycznego oraz przekaz emocji. Te ostatnie elementy trafiają do SUBIEKTYWNEGO poczucia smaku - w tym miejscu po raz wtóry przypomnę Ci, na wypadek gdybyś w ciągu tych paru zdań zapomniał, że to tylko i wyłącznie MOJA OPINIA. Moim zdaniem Roger śpiewa paskudnie. I jeszcze - napisałem tylko, że SINT brzmi "tak jakby" ktoś chciał zatuszować swoje braki. Takie mocne słowa z Twojej strony sugerują fanatyzm / chęć przyczepienia się / kompleksy / nudę.
EDIT:
| Maleństwo napisał: | | Choć z dużą częścią Twojej recenzji się zgadzam, to z jednym nie mogę Very Happy W moim odczuciu Roger potrafi śpiewać i to bardzo dobrze. Z Twojego opisu wynika, że nie możesz znieść brzmienia jego głosu - ok, kwestia gustu - jednak to za mało by twierdzić, że facet nie umie śpiewać. |
Oczywiście, tutaj pozwoliłem sobie na pewną złośliwość, popartą tokiem myślenia, który podałem wyżej (kierując swe słowa do Onika)  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:10 pm Temat postu: |
|
|
| szymek_dymek napisał: |
1) Słowo "brednie" mam w zwyczaju odbierać jako nacechowane pejoratywnie, więc do długiej listy rzeczy i osób, których "można nie lubić" z przyjemnością dopisuję Ciebie. |
Skoro masz przyjemność w szukaniu osób, których nie lubisz, to wbijam ci mopa w zad i przestaję z tobą dyskutować. Napisałem tylko, że pisze taki brednie, a ten odstawia jakieś osobiste podjazdy... co za buc parchaty! :/ Jajem go! _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:11 pm Temat postu: |
|
|
Dobra, ch*j, poniosło mnie.
;*
[/ot] _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:15 pm Temat postu: |
|
|
To z(a)rozumiałe - w końcu nastroje panują burzliwe w związku z albumem.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
justysbk

Dołączył: 12 Sty 2008 Posty: 374 Skąd: Lubin/Wrocław
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:19 pm Temat postu: |
|
|
| Maleństwo napisał: |
Jeśli jednak spojrzeć na sam album "CR", to ja osobiście tej różnorodności już tak mocno nie zauważam - owszem, ta płyta różni się bardzo od poprzednich nagrań, ale sama w sobie brzmi raczej dość monotonnie... |
Hmm jakie różne opinie Dla mnie wręcz odwrotnie....wogóle nie jest monotonna. Mamy tam i Cosmos rockin' świetne rockowe granie i bluesowe Voodoo i balladki typu We believe i Small. Samo C-lebrity no jak słyszałam pierwszy raz było zaskakujące... że nie wspomnę o Surf's up...tu jak słuchałam to wogóle nie wiedziałam czego się spodziewać myślałam że to będzie zupełnie coś innego. Także dla mnie płytka nie jest monotonna....no rzecz gustu  _________________ Nothing is over until we say it is |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:24 pm Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | Osobiście też wolę Briana (który teoretycznie śpiewa gorzej) na wokalu, ale w Say It's Not True, to przede wszystkim on jest podrasowany jak penis na Viagrze . |
Hehe - a to właśnie ciekawe i prawdziwe - ktoś może gorzej śpiewać a jednocześnie być lepszym wokalistą  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
justysbk

Dołączył: 12 Sty 2008 Posty: 374 Skąd: Lubin/Wrocław
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:28 pm Temat postu: |
|
|
Brian i Roger. Hmm ja osobiście nie mogę wybrać Roger w mojej opinii ma lepszy głos ale to też znów zależy od piosenki. No nie wyobrażam sobie za bardzo Briana w I'm in love with my car a znów Rogera w Love of my life np Także tu duzo zależy od piosenki. Obaj mają zupełnie różne głosy i to jest fajne. _________________ Nothing is over until we say it is |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:29 pm Temat postu: |
|
|
Ja sobie wyobrażam i jednego i drugiego - I'm In Love With My Car w wykonaniu Briana brzmiałoby gorzej niż jego Headlong, a Love Of My Life i tak by za Rogera śpiewała publiczności  _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gość
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:31 pm Temat postu: |
|
|
...
Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Nie Wrz 14, 2008 3:34 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:31 pm Temat postu: |
|
|
Oceniłam na 5. Album jest dość specyficzny, ma zarówno kawałki ostre jak i wzruszające. Także dla każdego coś miłego. Jednakże nie słysząc głosu Freddiego ledwo do mnie dociera, że to Queen. Wyjątkiem jest "Say it's not true", gdzie na samym początku słychać Rogerka. Także płytka wbrew moim pierwotnym uprzedzeniom okazała się naprawdę w porządku _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:32 pm Temat postu: |
|
|
| justysbk napisał: | | Obaj mają zupełnie różne głosy i to jest fajne. |
Nie mozna mieć różnych głosów ... Można mieć różne barwy głosu ... Ale to tylko moje czepianie się ...
I moim zdaniem na płycie różnica barw Briana i Rogera jest dobrze pokazana ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
justysbk

Dołączył: 12 Sty 2008 Posty: 374 Skąd: Lubin/Wrocław
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:34 pm Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | Ja sobie wyobrażam i jednego i drugiego - I'm In Love With My Car w wykonaniu Briana brzmiałoby gorzej niż jego Headlong, a Love Of My Life i tak by za Rogera śpiewała publiczności  |
Taak I'm in love with my car i Brian na wokalu..to by była dopiero niespodzianka na trasie  _________________ Nothing is over until we say it is |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:38 pm Temat postu: |
|
|
Oj, obawiam się, że mogłoby to się okazać sporym szokiem  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:38 pm Temat postu: |
|
|
Taa, wszyscy taki mały shock:P _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:40 pm Temat postu: |
|
|
Płytkę oceniłem ostatecznie na 4. Niech stracę  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:40 pm Temat postu: |
|
|
| Jacek Roger napisał: | Przesłuchałem album kilka razy. I pierwszym minusem jest - o ironio - fakt, iż na płycie brak jest typowo Brianowych kawałków typu "The Hitman" czy "I Want It All". Nie można przecież za taki uznać "Cosmos Rockin`" Mam wrażenie, że Roger i Brian zostawili sporo miejsca Paulowi. Szczególnie, że na płycie znalazł się "Warboys"...
Może to i dobrze, może i nie - ale naprawde brakuje mi ostrzejszego grania. W końcu nawet "Made In Heaven" jest rockowe "I Was Born To Love You" z tymi gitarami... Na "The Cosmos Rocks" jednak mi brakuje takich klimatów. Uważam to za minus tej płyty... Reszta mi się podoba. Płyta niewątpliwie inna niż poprzednie, której nie sposób ocenić po pierwszym przesluchaniu.... To tyle na razie  |
zaraz po news of the world to najmocniejsza i najostrzej brzmiąca płyta queen. i was born to love you jest przesłodzone do granic możliwości - na cosmos rocks mamy rzeczywiście porządne rockowe granie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:42 pm Temat postu: |
|
|
| irminella napisał: | | Taa, wszyscy taki mały shock:P |
A najbardziej zszokowane byłyby struny głosowe Maya: "Stary, ku*a, na starość Ci odbiło?" krzyczałyby [off]
| szymek_dymek napisał: | | Płytkę oceniłem ostatecznie na 4. Niech stracę Wink |
Mienczaq  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:45 pm Temat postu: |
|
|
a ja caly czas nie wychodze z podziwu, ze wiekszosc osob po 1-2-3 dniach slcuhania plyty juz ma o niej wyrobione zdanie, wystawia ocene itd  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:46 pm Temat postu: |
|
|
Ja w tem nic dziwnego nie widzę - ot, piszemy na gorąco co nam się podoba a co nie. _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gość
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 3:47 pm Temat postu: |
|
|
| ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
LepP

Dołączył: 08 Sie 2008 Posty: 699 Skąd: trójmiasto
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 4:25 pm Temat postu: |
|
|
Jest faktycznie mało typowych Brianowskich zagrywek, ale genralnie rockowej gitary dużo. O wiele więcej niż na MiH. A I Was Born to Love You, szkoda mi wspominać bo ten numer nie powinien się znaleźć na płycie Queen. _________________ LepP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 4:35 pm Temat postu: |
|
|
Ej! To jest czysta dyskryminacja!
| szymek_dymek napisał: | | Dobra, ch*j, poniosło mnie. |
To też!
SKANDAL! Nie ma żadnej zabawy dla dziewczyn!
| Onik napisał: | To z(a)rozumiałe - w końcu nastroje panują burzliwe w związku z albumem.  |
Czyż nie?
| Maleństwo napisał: | | Ja w tem nic dziwnego nie widzę - ot, piszemy na gorąco co nam się podoba a co nie. |
O tak! Później będzie z czego się pośmiać...  _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 6:14 pm Temat postu: |
|
|
Ode mnie "trója". To nisko, biorąc pod uwagę jakim byłem (i jestem) zwolennikiem tej współpracy... napiszę więcej, ale... później... PRÓBOWAŁEM przesłuchać tej płyty kilka razy, ale... jakoś wolę włączyć sobie niektóre rzeczy nowej Metalliki i zapętlić niż męczyć się SINTem tudzież We Believe...
To nawet nie jest dobra płyta Rodgersa- taką jest Fire And Water. Jeden duży plus to produkcja, ale czemu na basie grają amatorzy??? To kuźwa słychać!!! Brakuje basisty- i to BARDZO...
Melodie jak melodie... ładne, ale ani ambitne ani wybitne... takie przeciętne... można stweirdzić, że takie CALL ME jest przyjemne, można pokiwać się przy WARBOYS (dla mnie hajlajt ewidentny), mnie urzekło VOODOO (powiem wam, że nie obraziłbym się, gdyby taka była cała płyta... przynajmniej byłaby w tym jakaś konsekwencja...)
Ale- jak mówiłem, napiszę DŁUGĄ recenzję, wtedy się odnoście, teraz jestem ciągle trochę na walizkach... Generalnie liczyłem na połączenie tego co najlepsze w Queen z tym co najlepsze u Paula. Tego nie ma. Jest kompromis, uśrednienie, taki rozpłynięty na popowop Rodgers, albo trochę bardziej (ale nie za bardzo) ubuesowione Queen... Ale do mieszanki wybuchowej to zabrakło wiele- chyba więcej niż w przypadku samego Queen czy samego Rodgersa...
To nie jest zły album- ale on tonie w przeciętności...
Cóż... ostatnio kupiłem też inną płytę, której słucham naokrągło i od której nie mogę się oderwać, która mnie zachwyciła, ucieszyła starym klimatem a równocześnie wniosła coś nowego- i do tego zawiera kilka takich tekstów i melodii które mam wręcz wrażenie są o mnie... jaka szkoda, że tą płytą nie jest Cosmos Rocks...
PS
Nie byłbym sobą gdybym nie wspoimniał "recenzji" Kirmucia. Żeby było śmiesznie- zgadzam się z jego oceną, ale... SINT to udana rzecz i to był jego szablon poprzez który patrzył na resztę płyty? Padłem...
| LepP napisał: |
Co do wyczynów wokalnych Maya i Taylora to jeśli ktoś uznaje któregokolwiek za znakomitego wokalistę to powinien się przebadać u laryngologa.
May jest naprawdę mizerny, cieniutko popiskuje.
Taylor ma ciekawą barwę głosu, ale bardzo małą skalę. Miło tych panów posłuchać ze względu na sentyment, ale oni jedynie potrafią śpiewać, tylko i aż tyle. |
Tu pełna zgoda, choć akurat skalę Roger to ma niezłą... tyle że feelingu w tym, oddawania uczuć i takich tam- dla mnie za grosz... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kamil fan

Dołączył: 09 Lut 2007 Posty: 91
|
Wysłany: Nie Wrz 14, 2008 7:34 pm Temat postu: |
|
|
Zgadzam się z Fenderkiem Daje 3 z małym plusikiem. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|