| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| THE COSMOS ROCKS na cenzurowanym |
| 1 |
|
6% |
[ 7 ] |
| 2 |
|
12% |
[ 14 ] |
| 3 |
|
19% |
[ 22 ] |
| 4 |
|
31% |
[ 35 ] |
| 5 |
|
23% |
[ 26 ] |
| 6 |
|
7% |
[ 8 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 112 |
|
| Autor |
Wiadomość |
rusek
Dołączył: 20 Kwi 2007 Posty: 128 Skąd: katowice
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 10:24 pm Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | | le_mmor napisał: | | A jeszcze wrócę do tekstów. WIEM, że Freddie nie był wielkim tekściarzem. Tak samo nie są nimi Brian, Łodżeł i Paul. |
NIe popadajmy zes krajności w skrajność. Wybitni to może i nie byli, ale jak chcięli to umięli pisać naprawdę dobre i mądre teksty.
No jasne, że w latach 80 forma im baaardzo opadła, ale tego wymagała muzyka, którą grali.  |
a tam spadła! Też z tego czasu jest sporo świetnych numerów! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 10:26 pm Temat postu: |
|
|
tak z ciekawosci, ktore sporo tekstow z lat 80tych uwazasz za swietne? nie chce sie absolutnie czepiac czy cos (jeszcze hehe), tak tylko pytam zeby miec pojecie ktore z nich za swietne uwazasz, bo autentycznie ciekaw jestem. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 10:27 pm Temat postu: |
|
|
| rusek napisał: | | NAR napisał: | | le_mmor napisał: | | A jeszcze wrócę do tekstów. WIEM, że Freddie nie był wielkim tekściarzem. Tak samo nie są nimi Brian, Łodżeł i Paul. |
NIe popadajmy zes krajności w skrajność. Wybitni to może i nie byli, ale jak chcięli to umięli pisać naprawdę dobre i mądre teksty.
No jasne, że w latach 80 forma im baaardzo opadła, ale tego wymagała muzyka, którą grali.  |
a tam spadła! Też z tego czasu jest sporo świetnych numerów! |
Nie tekstowo, mój drogi Na miarę PROPHET'S SONG czy WHITE QUEEN to tekstu w latach 80-tych nie mieli ŻADNEGO!  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
rusek
Dołączył: 20 Kwi 2007 Posty: 128 Skąd: katowice
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 10:31 pm Temat postu: |
|
|
| Nie mówię że były lepsze niż z 70 lat, na pewno mniej ambitne. Ja osobiście bardzo lubię tekst hammer to fall. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mazowszanka

Dołączył: 21 Gru 2007 Posty: 109 Skąd: z największego miasta na Mazowszu
|
Wysłany: Nie Wrz 28, 2008 12:32 pm Temat postu: |
|
|
Właśnie wczoraj kupiłam płytkę i dopiero dzisiaj miałam czas, żeby ją odsłuchać. II... jestem trochę rozczarowana, brakuje mi jakiegoś pierwiastka (chyba wokalu, ale to oczywiste). Ciekawie się zaczyna- Cosmos Rockin' , a później wszystko zlewa się w jedną całość.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 1:21 pm Temat postu: |
|
|
Ciekawe jest, że piosenki z tego albumu gdzieś zawsze mi się kołaczą po umyśle. _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 1:27 pm Temat postu: |
|
|
| Mi też ... I mojemu tacie... Zawłasza Time To SHine |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 2:28 pm Temat postu: |
|
|
| mazowszanka napisał: | Ciekawie się zaczyna- Cosmos Rockin' , a później wszystko zlewa się w jedną całość.  |
No, czy Small może się zlać z takim Warboys, to by polemizować można... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:11 pm Temat postu: |
|
|
A ja już chyba od tygodnia nie słuchałem CR i... nie tęsknię... _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:13 pm Temat postu: |
|
|
Ja chyba jeszcze dłużej, i też nie bardzo  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:17 pm Temat postu: |
|
|
Ja wczoraj i dziś cały czas nucę sobie pod nosem Cosmos Rockin'  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:18 pm Temat postu: |
|
|
No cóż... Na queenzone.com pisali, że w takiej Australii w ciągu 2 tygodni CR sprzedało się w ilości 988 egzemplarzy (album szybko wypadł poza pierwszą setkę). Dla porównania, w tej samej Australii w ciągu tych samych dwóch tygodni stare dobre Greatest Hits I poszło w ilości 1158 sztuk  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:18 pm Temat postu: |
|
|
Wstyd się przyznać, ale nawet nie pamiętam melodii "Cosmos rockin'". Ale bardzo lubię "We believe", niezbyt dobrze tu ocenione _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:20 pm Temat postu: |
|
|
| Maleństwo napisał: | No cóż... Na queenzone.com pisali, że w takiej Australii w ciągu 2 tygodni CR sprzedało się w ilości 988 egzemplarzy (album szybko wypadł poza pierwszą setkę). Dla porównania, w tej samej Australii w ciągu tych samych dwóch tygodni stare dobre Greatest Hits I poszło w ilości 1158 sztuk  |
Przepraszam, bo nie wiem jaka była puenta. Mamy być źli na Australię czy smucić się nad małą sprzedażą CR?  _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:21 pm Temat postu: |
|
|
Chiba to dlugie  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 9:26 pm Temat postu: |
|
|
Hehe, puenta miała być taka, że, jak widać, Australijczycy, wbrew pozorom, mają dobry gust  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 8:52 am Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | The Cosmos Rocks debiutuje na polskich listach na miejscu 22. |
Czy to oznacza, że mamy dobry gust czy też zły? ;> _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Onik

Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 187 Skąd: TejCity
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 9:32 am Temat postu: |
|
|
De gustibus non disputandum est .  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kensington

Dołączył: 27 Sie 2004 Posty: 4263 Skąd: Modar
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 10:53 am Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | The Cosmos Rocks debiutuje na polskich listach na miejscu 22. |
To dość przyzwoity wynik. A jak wygląda sytuacja w innych krajach? _________________
Z kobietami się nie dyskutuje. Kobiet się słucha.
Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
LepP

Dołączył: 08 Sie 2008 Posty: 699 Skąd: trójmiasto
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 10:59 am Temat postu: |
|
|
22 to bardzo słaby wynik. znaczace płyty przeważnie debiutują w dziesiątce, jednak patrząc jaka jest promocja to chyba nie tak źle.
Sprzedaz prawdopodobnie w okolicach australijskiej. _________________ LepP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Karolina

Dołączył: 16 Sty 2004 Posty: 1655 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 4:05 pm Temat postu: |
|
|
Nie ukrywajmy, ze promocji 'The Cosmos Rocks' w Polsce nie ma, nie bylo i watpie by byla.
To, ze jakis DJ puscil w radio raz C-lebrity nie jest powodem do zadowolenia.
Niestety nie ma w sklepach np. pozycjonowania plyty jak np. w przypadku Death Magnetic.
Miejsce 22 nie jest tragiczne. Np. we Francji plyta miala jeszcze gorsza pozycje. _________________ Crazy Little Thing Called Love - 05/09/09 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
LepP

Dołączył: 08 Sie 2008 Posty: 699 Skąd: trójmiasto
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 4:58 pm Temat postu: |
|
|
Tylko, że polski rynek jest dużo mniejszy niż we Francji i co za tym idzie jest mniej popularnych płyt.
Poza tym płyta debiutuje dopiero w drugim, a nie pierwszym tygodniu obecności na rynku, czyli w pierwszym była poza 50tką.
wynika to oczywiście głównie z totalnego olania tego albumu przez media. _________________ LepP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 7:20 pm Temat postu: |
|
|
w tym kraju kupuje sie glownie skladanki za 15-20 zeta typu bravo hits, albo plyty polskiej muzyki telewizyjno-festynowo-biesiadnej czyli rozne feele, bajmy, dody i krawczyki. to jest jedna strona medalu, ale druga jest taka, ze w 20stce jest miley cyrus. ja wiem, ze nastolatkow jest sporo, ale serial, w ktorym ona gra w polsce nie ma nawet 1/10 tej popularnosci, co w usa, wiec jesli ta malolata w liczbie sprzedanych plyt wyprzedza queen z paulem, to juz jest naprawde tragicznie. zwlaszcza, ze made in heaven sprzedawalo sie u nas swietnie. no tyle, ze MiH wydane bylo w czasie, kiedy co rok 24 listopada w polskiej Tv lecial dokument o queen, w tv trafialy sie koncerty rockowe wieczorem, a na dostepnym w wiekszosci kablowek JEDYNYM wtedy mtv przez wiekszosc dnia lecial rock i metal. znak czasow niestety. obecnie w tym kraju dobrze sprzedadza sie tylko 2 zagraniczne zespoly grajace mocna muzyke - metallica i iron maiden. nikt inny nie ma szans. ani queen, ani purple, ani ozzy, ani uriah heep. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 7:34 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | obecnie w tym kraju dobrze sprzedadza sie tylko 2 zagraniczne zespoly grajace mocna muzyke - metallica i iron maiden. nikt inny nie ma szans. ani queen, ani purple, ani ozzy, ani uriah heep. |
Podpisać się nad tym (lub pod tym) ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Stone Cold

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 886 Skąd: Gdańsk / Bristol
|
Wysłany: Sro Paź 01, 2008 9:08 pm Temat postu: |
|
|
jako recenzje wkleję tutaj kawałek rozmowy
| Cytat: |
Mike 20:00:29
przyszła dzisiaj płytka
Mike 20:00:39
PR + Queen
Arek 20:01:17
oo i jak ?
Arek 20:01:19
<lol2>
Mike 20:01:29
Nickelback grający na jedno kopyto wywołało wiecej emocji niż ten twór
Arek 20:02:07
hehehehe
Arek 20:02:09
na pewno
Arek 20:02:13
w ogole nie ich styl
Mike 20:02:30
może nie dzień na tą płytę ale z drugiej strony nie przypominam sobie żebym nie miał dnia na "nową" płytę Queen |
Nie wiem co to ma być ale ani to Queen ani Paul Rodgers, żaden numer nie jest jakiś szczególny. Może zwyczajnie ja już takiej muzyki nie słucham... Jeszcze ta trasa z odgrzewanym Queen miała jakiś sens ale ten album to już nie wiem. Fajnie że nie siedzą dziadki w domu tylko chcą coś zrobić ale lepiej pod inną nazwą. Queen do czegoś zobowiązuje nawet do kiczu w dobrej oprawie. _________________ And that's the bottom line because Stone Cold Said So!
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
thehitman79

Dołączył: 28 Lut 2006 Posty: 156 Skąd: Weston-super-Mare
|
Wysłany: Czw Paź 02, 2008 1:47 am Temat postu: The Cosmos Rocks na cenzurowanym |
|
|
Pamiętam ankietę "czy Panowie z Queen powinni wejśc do studia i nagrać płytę"..Wybrałem wtedy odpowiedź "nie" i teraz słuchając efektów ich pracy wiem, że przeczucie mnie nie myliło. Płyta przeciętna moim zdaniem (chociaż bardziej by pasowało słowo "nudna"). Każdy utwór po minucie kończył się wciśnięciem klawisza "skip". Bo tak naprawdę nie ma na niej żadnych rewelacji...niby nowe ale jednocześnie coś co już było..jakaś nieopisana monotonia. Brak elementów, które zachecają do ponownego odsłuchania jeśli nie całej płyty to chociaż kilku utworów.
| Karolina napisał: | Nie ukrywajmy, ze promocji 'The Cosmos Rocks' w Polsce nie ma, nie bylo i watpie by byla.
To, ze jakis DJ puscil w radio raz C-lebrity nie jest powodem do zadowolenia. |
Fakt promocji jako takiej nie ma bo zdecydowanie to nie jest muzyka na miarę polskich trendów. U nas Kasia Wilk w eterze tak więc stary poczciwy rock zszedł do podziemia jakieś 8-10 lat temu. Zresztą zadajmy sobie pytanie czy jest naprawdę tak świetna żeby ją promować? Według mnie pojawienie się krążka ucieszyło wąską grupę słchaczy przywiązanej nie do marki samej w sobie (bo to już nie ta sama marka) ale do logo. Jak na staż muzyków, wcześniejsze błyskotliwe pomysły "dzieło" słabe. Końcowa ocena - wywalczone zwei. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Odbyciak

Dołączył: 27 Wrz 2008 Posty: 3
|
Wysłany: Sob Paź 04, 2008 9:53 pm Temat postu: |
|
|
Oczekiwałem zupełnie czegoś innego, czegoś w stylu Innendo a tu prosze bardzo... dałem z łaski swojej 1  _________________ ...dlaczego Odbyciak???
Bo w ostatnim swoim wcieleniu dałem ostro ciała na forum... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Nie Paź 05, 2008 10:26 am Temat postu: |
|
|
Jednak nie wszędzie jest tak źle... W Wielkiej Brytanii (czyli państwo prestiżowe jeżeli chodzi o rynek muzyczny, nieporównywalnie do Polski ) "The Cosmos Rocks" osiągnęło 5. pozycję, w Niemczech jeszcze lepiej - miejsce 4., we Włoszech o dwa oczka mniej, ale i tak przyzwoicie (6.)... Oczywiście, że każdy fan liczyłby na więcej, ale bądźmy szczerzy...obecny projekt przez masową publikę nigdy nie będzie darzony taką estymą jak ten, nazwijmy to, "właściwy" Queen, z Johnem, a przede wszystkim z Freddiem... Może się myle, ale wielu, przy braku większego zainteresowania mediów tym projektem, ktoś niezorientowany mógłby odnieść mylne wrażenie, że mają do czynienia z jednym z jakichś cover-bandów, a to przecież nieprawda!...
Myślę, że zdecydowanie większe szanse na sukces finansowy będą miały nowe koncertówki Queen, np. któryś z fenomenalnych koncertów w Hammersmith (choć oczywiście na box-sety też niecierpliwie czekamy). Nie znam dokładnych danych, ale myślę, że taka płyta wspięłaby się znacznie wyżej na listach przebojów, nawet na tak specyficznym (małym) rynku fonograficznym jak Polska...Jakby ktoś miał dane na ten temat z ostatnich lat to proszę o przytoczenie, chętnie poczytam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Nie Paź 05, 2008 7:07 pm Temat postu: |
|
|
Napisałam dawno temu
Nawet myślałam, aby zrobić korektę oceny dwóch piosenek, ale po dłuższym czasie zgadzam się sama ze sobą. (Przykro mi Mike )
Z 21 września
http://queen1991.blog.pl/archiwum/index.php?nid=13813987
| Cytat: | Z lekkim opóźnieniem, bo prawie tygodniowym poznałam nowy album.
Najpierw zacznę od ogólników dotyczących płyty, albumu, wydania.
Na początku roku fani zostali przysłowiowo nabici w butelkę wizją specjalnego wydania. Po tygodniowych oczekiwaniach wydanie okazało się skromnym wydaniem posiadającym tekturową obwolutę z napisem „Exclusive tour edition” oraz plakat z datami koncertów. WOW Czemu inni kupując wydanie tzw. Comobo mieli płytę DVD z fragmentami koncertu w Japonii, a wyjątkowi już nie? No fakt wersja DVD tylko w stereo, aby nie było za dobrze fanom. Po otwarciu książeczki, a raczej broszurki (całe 8stron!!!) ze znajomymi dwiema fotografiami z Album Clubu, meczymy się czytając wciśnięte słowa piosenek w trzech kolumnach. Co to ma być ekologia?!? Ja stracę resztkę wzroku czytając to! Uderzył mnie brak informacji o instrumentach, ale za to dopisali szeroką listę podziękowań klasyczną dla płyt Briana czy Rogera. Zachęciłam?
Na wstępie dodam, że cierpliwie czekałam, aby z fizycznego nośnika, aby w całości poznać album. Unikałam przecieków, fragmentów. Pierwszy odsłuch dokonałam w słuchawkach, aby nic nie stracić.
Przed premierą albumu zarzucano nas, tradycyjnym hasłami o wspaniałości albumu (który artysta tego nie robi), o magii i chemii w studio, o organicznej płycie i cudach w głośnikach. Pierwsze recenzje fanów po ekskluzywnym odsłuchu płyty, były pozytywne, a momentami entuzjastyczne. Człowiek nabierał chęci do szybszego poznania albumu.
Jednak nie tego się spodziewałam. Moja ogólna wizja albumu była, że dadzą sporo bluesowych kawałków, może piosenki w stylistyce Rogera z epoki Electric Fire i dominujące potężne riffy gitarowe. Na pewno nie miało być to drugie Innuendo czy Noc w operze, ale coś posiadające przynajmniej jeden wielki kawałek, o którym się powie to perełka tego albumu.
Co dostaliśmy? Moim zdaniem bardzo rozchwiany emocjonalnie album...... Ciężko określić co chcieli pokazać. Czy to jak jeszcze są młodzi w duszy i co im w niej gra, jak bardzo zależy im na dobru świata czy odpocząć? Albumy Queen też nigdy nie były tworzone w jednym tonie, ale tutaj brak pewnej spójności. Jedyną spójność tworzy wokal Paula. Słuchacz jest zasypywany sporą ilością pomysłów, które są albo nierozwijane albo rozwlekane do nieprzytomności słuchacza, tudzież powielane od innych wykonawców. Teksty w piosenkach Queen nigdy nie były arcy ambitne, tutaj tematyka i forma pokazuje jak wiele wniósł Paul. Na pewno ten album ma ciekawsze teksty niż większość albumów Queen z lat ’80. Minusem ich jest zbytnie rozwlekanie przez powielanie fragmentów tekstów, refrenu na czym tracą piosenki (solówki). W chórkach wybija się dominująca obecność Briana. W większości piosenek brakuje instrumentu zwanego bassem. Ponoć Paul i Brian grają na nim. Ja z mikro wyjątkami nie słyszę go, na albumach Queen zawsze pojawiała się piosenka z wiodącym basem, a tu? Zapewne fascynacja Rogera syntezatorami sprawiła, że są one tutaj obecne, obyliby się bez nich i mogliby umieścić dumnie NO SYNTH. Na plus jest fortepian, akustyk i harmonijka ustna. Tylko czemu fortepian występuje w pierwszych sekundach utworu, a później zanika? Na plus z pewnością jest produkcja albumu, dość nowoczesna i miła, zabawy ze stereo, tylko czasami dziwnie schowany wokal Paula. Na plus jest długość albumu jak na Queen bardzo długi. Jest w czym wybierać. Zatem czas zacząć charakterystykę utworów.
Cosmos Rockin’ – pomieszanie One Vision, I go crazy, Obcego, G’N’R, Mott the Hoople, Status Quo, All right now z The Darkness. Rozumiem kosmiczne nawiązania, ale cała reszta już gdzieś była. Piosenka sama w sobie bardzo przyjemna do słuchania, przy klaskiwanie w tle, średnio chwytliwy refren. To cztery minuty piosenki bliskiej All the way to Memphis....... Czy stare Queen też nie kopiowało innych wykonawców od Led Zeppelin, Elvisa i Eltona Johna? Wybaczamy. Kawałek sam raz na otwarcie koncertów. Intro w piosence mówi Paul (sprawdzone technologicznie) Ocena 4-/6
Time to shine – Zaczyna się mruczanką Paula. A dalej? Brzmi ciekawiej niż pierwsza piosenka, ale ani to klimat Queen, a nie Paula? Czyj? Refren rozwiewa wątpliwości stylistyka Bono się kłania (aż się chce śpiewać z Paulem „In the name of love”). Mamy obecny fortepian, szybkie tempo i ciekawy tekst. Piosenki można bez problemu słuchać. Byłoby wyżej gdyby Brian pokazał coś oryginalnego, a Paul nie drażnił wokalem. Ocena 4-/6
Still Burnin’ – Zaczyna się od przyjemnego wybijania rytmu. Tekst jest ukłonem w stronę ich duszy, ciągle pełnej muzyki. I pokazują, że ciągle są rockmanami z poczuciem humoru wrzucając fragmenty We will rock you. Wreszcie Brian coś gra dłuższego. Kawałek pasujący na koncerty jako element WWRY. Tylko czemu chórki brzmią dość dziwnie? Ocena 4/6
Small – mój numer jeden pod względem tekstu, taki mały optymizm. Tylko czemu tyle razy to samo śpiewa Paul? „Everyone need a place thay can hide”. Bardzo przyjemna ballada, bez problemu postawię obok „Seagull” czy „Save me”. I Brian dość ładnie radzi sobie z Red Special. Freddie z pewnością całkiem inaczej by to zaśpiewał. Z pewną dozą nieśmiałości stawiam Ocena 5-/6
Warboys- utwór znany z koncertów Paula. Podejrzewaliśmy, że może trafić na ten album. I jest. Ale osobiście wolałam wersje bardziej akustyczną, delikatniejszą. Tutaj znalazła się bez podtytułu: „A Prayer for Peace”. Brian dość agresywnie gra, Roger zagrywa na werblu (ale to było w pierwotnej wersji). Dość poprawny rocker, z pacyfistyczną wymową, jakby takich było więcej na płycie nikt nie byłby zły. Paul pokazuje, że sprawnie posługuje się akustykiem. Jedna z mocniejszych stron albumu. 4+/6
We believe- już tytuł znany z wywiadów mógł niepokoić i jeśli to stworzył Paul to człowiek zastanawia się czy, aby medytacje nie zaszkodziły mu. Pomieszanie orkiestry św. Mikołaja z Boyzone. I jeszcze 6 minut, ktoś wspominał o Bo Rhap? Angielscy fani chcą to na świąteczny singiel? Jeśli The Works miało „Is this we world.....” to „The Cosmos rocks” ma to. Brakuje tylko chórku małych dzieci. Z Freddiem pewnie zrobiliby z tego jakiś gospel song. Człowiek fakt nuci sobie „I believe there’s...” i tyle. Ktokolwiek to napisał powinien się schować w szafie. Ocena 3/6
Call me – stylistyka country rock. Małe, przyjemne i do nucenia pod prysznicem. Albo jako dzwonek w komórce pod numerem ukochanej osoby. Piosenka niby jakich wiele, ale słodka w prostocie. Nie tak nachalnie wtórna jak „Cosmos Rockin’”. Brian zagrywa w stylistyce „Procesion” takie moje skojarzenie, czyżby Deakcy Amp? (Niech fachowcy to ocenią).Za klimat, niech zagrają na żywo. Ocena 4+/6
Voodoo – piosenka Paula, grał fragment w audycji radiowej na początku roku jako „Voodoo Lover”. Piosenka nagrana za drugim podejściem, co bez sprzecznie słychać. Gdyby takich piosenek na albumie było więcej nie obraziłam się. Paul bardzo ładnie jak na niego śpiewa, nie chowa się za instrumentami. Brian stworzył niezaprzeczalny klimat bluesowy, na miarę „Black Magic Woman” Santany czy klasyków B.B. Kinga. Takie kawałki najlepiej brzmią bez kombinowania, wspomnieć wystarczy Stealin’. Ośmielię się stwierdzić, że to najlepszy kawałek na płycie? Gdyby ich było więcej trzeba byłoby nazwać ten album Paul Rodgers + Queen Ocena 5/6
Some things that glitter – piosenka totalnie nie trafia do mnie, wycie w stylu Joe Cockera (z „With a Little Help from My Friends”). Piosenka niczym się nie wyróżnia, oprócz mruczanki Paula. Zmarnowane 4 minuty na płycie. Ocena 3-/6
C-lebrity – chyba najbardziej chwytliwa gitarowa zagrywka na albumie. Jeden, a jednak z bardziej wpadających refrenów: „I want to be, A face on Tv”. Ale po co wsadzili wstawki z publicznością? Refren wydaje się bardziej wygładzony niż ten znany z telewizyjnej wersji. Straszne, ale od premiery w kwietniu polubiłam ten kawałek. Jeden z bardziej wyróżniających się na albumie. Nie znaczy, że znakomitych. Ocena 4/6
Through the night – znowu mamy fortepian, który znika. Piosenka tonie w przeciętności muzycznej, wysiłki Paula nie pomagają. Piosenkę bez problemu zapomnimy. 3/6
Say it’s not true- jedno wielkie nie porozumienie. Nagrali to dawno temu dla Mandel, wydali singla i tak powinno zostać. Ale umieścili tą dziwaczną wersje na albumie. Opinie o piosence są tak skrajne jak o opinie o szansach Euro 2012 w Polsce. Mi osobiście bardziej odpowiada wersja akustyczna, z chrypliwym wokalem Rogera. Tu zostajemy uraczeni zmutowanym wokalem Rogera i Briana. Czyżby się wstydzili? Czemu wykorzystują dziwne techniki, do zniekształcania głosu? Aby uwypuklić wielkość Paula? Tą wersje ratuje wejście smoka Paula. Zagrywka Briana brzmi lekko znajomo. Gdyby była to wersja akustyczna byłoby lepiej dla mnie. Plus za podział wokalu na trzech. Ocena 3+/6
Surf’ up... School’s Out! – zaczyna się od głosu z TV, intrygującym dźwiękiem syntezatora. I potem następuję moment, po którym mało zawału nie dostałam słuchając tego na słuchawkach w ciemnym pokoju. Wejście Rogera..... szybkie tempo w połączeniu z łagodnym brzmieniem harmonijki ustnej. Reszta przywodzi namyśl „No more fun” czy „Nation of haircuts”. Gdyby tylko wyrzucić wokal Paul i do śpiewki Briana i wstawić Rogera byłoby idealnie. Piosenka w klimatach Rogera, prosty tekst, moc zabawy. To nie piosenka dla Paula, męczy się śpiewając ją. Ale ryk z 4,50 oj tego brakuje w niektórych piosenkach na tym albumie. Jeśli ktoś lubi album ”Electric fire” będzie zadowolony. Piosenka odstaje od reszty. Ocena 5-/6
Small repryza – rozumiem ładny utwór, ale mogli ukryć go i w wersji instrumentalnej dać i byłoby zaskoczenie. Ocena –
Runaway – od zawsze lubiłam kawałek Del Shannona. Kiedy usłyszałam, że panowie go nagrali ucieszyłam się i zmartwiłam. Zmartwiłam tym, że drogi redaktor Ś.P. Kosa z Antyradia nie usłyszy piosenki swojego ulubionego wykonawcy w wykonaniu jednego z ulubionych wokalistów z towarzyszeniem, a jakże bliskiego jego konsolecie radiowej Queen.
Wersja Q+PR jest bardziej rockowa to oczywiste. Paul zaczyna dość nieśmiało, po dłuższym kawałku się rozkręca, ale brakuje momentami takiego wykopu, przytupu, o jaki się prosi ta piosenka. W zamian Brian gra swoje i w pewnym momencie (ok.2.40) zaczyna mąci jak to on potrafi. I aby Roger nie był pokrzywdzony też ma swój kawałek wolności. W słynnych chórkach „Ah-why-why-why-why-why” Brian i Roger (nie wiem czy Paul) dają czadu i musieli mieć niezły ubaw to wykonując. Pod koniec Paul sobie swobodnie improwizuje z tekstem. I te dzwonki sań. Jest setki coverów tego utworu, ale ten uroczy na swój sposób. Mógł być lepszy. Niech się pokuszą o wersje live. Ocena 5+/6
Ocena całościowa: 4
Powtórzę album rozchwiany emocjonalnie. Brakuje mu basisty z prawdziwego zdarzenia, produkcja jest na dobrym poziomie, obok piosenek ciekawych, są mdłe i wtórne. Dziwi brak imponującego klasą i wielkością riffu, który zapadałby do pamięci. Dziwi, bo po 10 latach od samodzielnych albumów Brian i Roger powinni kipieć od pomysłów.
W pewnych piosenkach można byłoby sobie wyobrazić Freddiego: Small, Cosmos rockin; Call me, We belive, C-lebrity. Z drugiej strony czemu tylko stae Say it’s not true ma trzech wokalistów? Czemu Paula dostał prawo do bycia jedynym? W starym Queen mieliśmy piosenki śpiewane po całości przez Rogera czy Briana. Dziwne.
Czas pokaż, które piosenki zachowają się w pamięci. Dla mnie ciekawszy album od Another World i częściej do niego zajrzę niż do Return of the champions, bo nie będzie wisieć nad nim widmo Freddiego. Czy to jeszcze album Queen? Ośmielę się stwierdzić, że tak. Panowie zachowali jakiś poziom, jak z Paulem nie wiem, gdyż obce mi się całościowo jego albumy. Podpisanie piosenek jako Queen + Paul Rodgers każe nam zgadywać autorów.
Piosenki dzięki wokalowi Paula na pewno więcej zyskały niż straciły i chyba dobrze zrobili nasi panowie, że zaryzykowali wchodząc do studia.
Czy to jeszcze powtórzą? Patrząc na niestabilność Paula ciężko zgadywać kiedy zacznie go ta współpraca więzić.
Każda ocena tego albumu poniżej 3, a powyżej 5 będzie mylna. Nie jest to nic nie wart materiał wypalonych rockmanów, bo nagrany bez Mistrza Mercuy’ego, ale też nie genialny jak sugerują rozkochani w lizaniu tyłeczków recenzenci.
Zgrywanie obrońców jedynego słusznego Queen, bez wnikliwego poznania albumu jest tchórzostwem. Tfu pieprzeniem.....
Czy ci, którzy zaakceptowali ten album mniej kochają Fredka? |
Sorry za błędy, ale pisałam wtedy późno w nocy na tzw. speedzie myślowym i zostawiłam to jak jest.
P.S. Jednych może urazić finał, ale po rozmowach z niektórymi fanami wyszło, że nie tylko ja tak to widzę...... kwestie stawiania na ołtarzyku Fredka (ale to inny temat). _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|