| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| THE COSMOS ROCKS na cenzurowanym |
| 1 |
|
6% |
[ 7 ] |
| 2 |
|
12% |
[ 14 ] |
| 3 |
|
19% |
[ 22 ] |
| 4 |
|
31% |
[ 35 ] |
| 5 |
|
23% |
[ 26 ] |
| 6 |
|
7% |
[ 8 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 112 |
|
| Autor |
Wiadomość |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 3:41 pm Temat postu: |
|
|
Ekhm...fragment o Made In Heaven jest wtrąceniem...
Nie spodziewał się aż tak rockowych kawałków, zwłaszcza po Made In Heaven (w domysle - które było lekkie), tu (na TCR) chyba kilka kawałków można zaliczyć do najbardziej "ciężkich" w historii zespołu.
Tak by wskazywała logika i gramatyka języka polskiego  _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 5:10 pm Temat postu: |
|
|
OMG, przeczytaj uważeni.
Ehh dobra skoro zedytowałeś to już nic nie będę ci gadał.  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Ostatnio zmieniony przez NAR dnia Wto Wrz 23, 2008 8:10 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ralf
Dołączył: 14 Lut 2005 Posty: 234
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 5:11 pm Temat postu: |
|
|
| Monty napisał: | | że niektórzy mają nie wiadomo jakie oczekiwania chcąc porównywać wszystko do wcześniejszych nagrań Queenu, bo to moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. |
Dopóki panowie będą używać nazwy "Queen" porównanie "Cosmos Rocks" do ich wcześniejszych albumów jest jak najbardziej zrozumiałe i na miejscu. No chyba że dla kogoś nazwa "Queen" nic już nie znaczy i jest dla niego tylko samą nazwą i niczym więcej. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gość
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 6:08 pm Temat postu: |
|
|
| ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 8:12 pm Temat postu: |
|
|
No wiesz Still Burning możnaa podciągną pod kategorie ciężkie. No nie jest to Stone CC ale na pewno nie jest to też Las PDA  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Blackie_Sexx

Dołączył: 12 Cze 2005 Posty: 402 Skąd: Tychy
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 8:30 pm Temat postu: |
|
|
Solidna classic rockowa płyta. To moja recenzja. Zapewne byłoby kilka gwiazdek więcej, gdyby nie podpisali tego jako Queen, tylko zgodnie z sugestiami PR "May-Taylor-Rodgers". Uniknęliby tak gwałtownych odniesień do dokonań Queen z czasów FM. Jeśli spojrzeć na ten album jako płytę tria M-T-R, trzeba oddać jej sprawiedliwośc i powiedzieć - solidna classic rockowa robota. Balladki piękne (Small!!!), rockery bujające. Czego więcej chcieć? _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 8:34 pm Temat postu: |
|
|
Więcej Rogera na wokalu!  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mtciuchcia

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 53
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 10:13 pm Temat postu: |
|
|
myślałem, że za mojego życia już się to nie wydarzy. a tu proszę, 50% Queenu + Rodgers wydali płytę. Powiem, że od początku byłem nastawiony optymistycznie. Rodgersa lubię z czasów Free i Płyty Bad Company self titled. Liczyłem na coś pozytywnego. żadnych fajerwerków, tylko solidną płytę, która będę sobie mógł od czasu do czasu posłuchać bez nerwów. W końcu to już starsi panowie, więc energii mniej, ale za to doświadczenie niebagatelne. I co z tego wyszło? oczywiście jest to moja osobista ocena i kieruje się własnymi uczuciami. Każdy ma swoje emocje, choćbyśmy były one całkowicie niezrozumiałe. Piosenki oceniam w skali 1-10, bo szkolna jest za ciasna, a nie chce mi się bawić w "+" i "-". Dla pewności napiszę, że 5 daje płycie troszkę lepszej niż przeciętna. takie prawie dobra, którą ma się ochotę nawet posłuchać dla przyjemności.
1 - Cosmos Rockin' - Fajny ten wstęp, taki wprowadzający w kosmiczny klimat. Piosenka fajna, z jajem. Jednak coś jest z nią nie tak, nie jest to jakiś super melodyjny przebój. Po pewnym czasie refren mnie po prostu nudzi. Tak na zachęte dam to lekko naciągane 5
2 - Time to Shine - te jęki na początku nie zwiastują nic dobrego. Wokal wchodzi i dalej sie nic nie dzieje. Niestety jak wchodzi refren to jest jeszcze gorzej, te zawijania wokalne są lekko irytujące. Dla mnie osobiście ta piosenka to taka zapchaj dziura z irytującym refrenem. I do tego jeszcze się dłuży niemiłosiernie. 2.5
3 - Still Burnin' - typowe bluesowo-hard rockowe granie. Nawet niezłe, ale tak przechodzi obok, nie pozwala zapaść głębiej w pamięć. Dla mnie bez wyrazu. Choć sołówka ok 3 minuty pokazuje jakiś pazur. Ale te klaskania w rytmie wiadomo jakiej piosenki...trochę nie pasują. 3.9
4 - Small - Przypomina mi to ogniskowe granie dla harcerzy. W pewnych okolicznościach ma to swój urok, lecz w normalnym życiu to raczej nudy. A później to Bono się zakrada z zespołem i daje próbkę swojej późnej twórczości. Niestety nie przepadam za smętnym U2. Perkusja lekko monotonna, chórki tez nie przekonują. solo trochę ratuje sprawę (może po prostu jestem zaślepiony i zawsze...zazwyczaj mi się May podoba). Piosenkę swobodnie można skrócić o ostatnią prawie minutę. 3
5 - Warboys - Jest pazur. Może bez wielkiej finezji, ale można tego przyjemnie posłuchać. Przypomina mi trochę rytmem marsz dziarskich żołnierzy. Gitara wreszcie wymiata, niestety trochę bębny ok.1.35 burzą strukturę utworu. No nareszcie jakiś pozytyw 5.5..a dam nawet 5.9
6 - We Believe - już się cieszyłem, a tu takie... no nie wiem, smętów ciąg dalszy. Jak ma być ballada, to albo wychodzi pięknie, albo ...lukrowane smęty. Tu słyszę za to Eltona Johna, albo odrzut z jego sesji. Takie radiowy wypełniacz z RMFu. Mnie to nie grzeje. Już w połowie mi się nie chce słuchać. 2
7 - Call Me - i zmiana klimatu. takie łatwe, proste i przyjemne. Bez wielkich pretensji jak swój poprzednik. Ale to ciągłe powtarzanie "Call me if you need my love" lekko irytuje. I ta gitarka przed druga minutą...to lubię. zakończenie też tak jakoś zgrabnie pasuje do stylu utworu. Choć głos Rodgersa nie pasuje całkowicie, ale dam przyzwoite 5.7
8 - Voodoo - wstęp troszkę przypomina Dire Straits. ogólnie piosenka przelatuje bez większych emocji. Tak jakbym siedział w jakimś klubie przy piwku, a muzyka przelatywała obok mnie. Nie przeszkadza, ale też nie powoduje wielkiego zainteresowania.4
9 - Some Things That Glitter - chyba powtórka z We Belive. A tekst o motylu mnie rozwala. przynajmniej nie jest tak patetyczne. 2.5
10 - C-lebrity - sorry, ale juz pierwsze dźwięki mi nie odpowiadają. w sumie nie wiem co tu napisać piosenka przeciętna.4
11 - Through The Night - na początku gra płaczliwa gitara, pianinko tez jakby chciało mnie wzruszyć, ale chyba się nie udaje.
Nie jest fatalne, ale mnie nie rusza. 4
12 - Say It's Not True - fajne smyczki, ładnie płyną, choć wokal z jakimś efektem lekko nie pasuje. Refren niewyszukany juz nie tak miły dla ucha. Niestety w dalszych zwrotkach smyczki schodzą na dalszy plan. Fajne mocniejsze wejście na refren w dalszej części utworu. Ma jakiś swój urok, ale raczej nie spełniony. Można to było lepiej zrobić. Przynajmniej zapada mi w pamięć. Dam 4.9
13 - Surf's Up...School's Out ! - fajnie się rozwija, gdyby nie ten krzyk. później też niezgorzej, choć ten moment w którym Rodgers śpiewa na tle perkusji się nie podoba. Nie chodzi nawet o wokal, tylko ogólnie o strukturę tego momentu.No i ten fragment ok 2.30, całkowicie niepotrzebny. Ale ogólnie nawet nieźle się tego słucha. Coś w sobie ma. 5.1
14 - Small reprise - taka coda, nawet chyba nie będę tego oceniał tylko ocenię razem z utworem poprzedzającym. Przyjemne zakonczenie płyty (choć wokal chyba nie był potrzebny)
Teraz przeliczymy na system szkolny i wychodzi...4.04 (liczyłem, że jest 13 utworów), więc ocena prawie równe. 2.4. więc niestety muszę dać w ankiecie 2.
Trzeba dodać do tego wręcz przeraźliwy brak basu. Tylko jakby Paul z Rogerem i Brian to nagrywali. Teksty... jak teksty większości zespołów po angielsku. Jakiś głębszych emocji tam się nie doszukałem. Trochę też za dużo takiego wokalnego zawodzenie "uuu...yeaaah". Ale płyta nabywa pozytywów z każdym przesłuchaniem (choć to nie jej zasługa, z każdą tak jest. lubimy to co znamy). Sentyment z jednej strony podnosi na duchu, a z drugiej tym bardziej uwypukla braki. Osobiście bym skrócił ten krążek. Ulubioną płytą sie nie stanie i raczej często do niej wracać nie będę.Gdyby nie napis Queen i członkowie zespołu, to raczej bym na tą płytę uwagi nie zwrócił. Płyta jakby tonie w przeciętności, za dużo wypełniaczy, no killers, just killers.Tak na koniec napiszę, że troszkę się dziwie tym, którzy dają tej płycie ocenę 5. Z tego wynika, że większość poprzednich płyt powinno dostać 6, czyli, że są perfekcyjne. A chyba do końca tak nie jest. Wg. mnie trzeba zachować umiar, choć każdy sam wie, co mu się podoba, a co nie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Wto Wrz 23, 2008 10:37 pm Temat postu: |
|
|
Właśnie... Ktoś wie dlaczego? Nie mogli chociaż jakiegoś sesyjnego muzyka wynająć? Albo Mirandę poprosić? Mam wrażenie, że gdyby bas był nagrany przez profa, płytka miałaby u mnie pół stopnia w górę... _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monty

Dołączył: 25 Lis 2005 Posty: 6 Skąd: New Ross (IE)
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 12:57 am Temat postu: |
|
|
Trochę źle to ująłem. Rzeczywiście chodziło mi o to, ze "Made in Heaven" było bardzo lekkie, spodziewałem się kontynuacji tego kierunku, a dla odmiany powstała wiele cięższa płyta "Cosmos Rocks".
@Jacek Roger - które? A chociażby pierwsze trzy + C-lebrity i Surf's Up... Więc dobrze typowałeś  _________________ The Show Must Go On |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gość
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 7:15 am Temat postu: |
|
|
| ... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 8:56 am Temat postu: |
|
|
im dłużej tej płyty słucham tym bardziej mi się podoba:) z dnia na dzień staje się szlachetniejsza. mam nadzieję, że deczko więcej utworów z tej płyty znajdzie się na trasie, niektóre utwory wprost idealnie nadają się do grania na żywo. swoją drogą kolejny raz w poznańskim radio usłyszałem ochy i achy związane z tą płytą w nocnych audycjach:) a w poznańskim radio afera był specjalny program poświęcony płycie:) generalnie powoli pojawiają się pytania, czy zespół będzie nagrywał kolejne płyty, bo jeżeli pierwsza jest tak dobra, kolejne powinny być jeszcze lepsze. i ja tak sądzę:)
ps. ta płyta wcale nie jest ciężka - ona po prostu bardzo organicznie i surowo brzmi - co jest jej wielkim plusem. podobnie brzmiała płyta news of the world, która po prawdzie jest cięższa od cosmos rocks.
Ostatnio zmieniony przez krs dnia Sro Wrz 24, 2008 9:00 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Man From Heaven

Dołączył: 27 Lut 2006 Posty: 134
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 8:57 am Temat postu: |
|
|
| Tak patrzę na niektóre komentarze i bardzo się dziwię. Jeszcze rok, dwa lata temu sporo osób traktowało Paula jak wroga nr. 1, a tu się nagle okazało, że ocalił album i gdyby nie on, to panowie Brian i Roger mogliby równie dobrze w ogóle nie wychodzić ze studia i nagrywać materiał do usranej śmierci. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 9:05 am Temat postu: |
|
|
to prawda. sam nie byłem przekonany do tey współpracy - sądziłem, że byt zespołu jako grającego tributu dla samych siebie nie do końca jest sensowny. nie byłem także przekonany do rodgersa. płyta wiele zmieniła w tym względzie, okazało się że to jest nowa jakość, zespół mający coś do zaoferowania. a rodgers? z dnia na dzień pokazuje, że coraz lepiej czuje się w repertuarze queen, także na scenie widać po nim wielki luz i spokój, którego brakowało mi na ostatniej trasie. innymi słowy, przez te dwa lata dotarli się, choć parę zgrzytów było, i dziś stanowią już całość, co doskonale obrazuje płyta.
ps. przepraszam Was, ale naprawdę nie słyszycie na tey płycie basu? bas jest świetnie wyprodukowany, mięsisty i potężny. rozumiem, że można napisać, że komuś się bas w jednym czy drugim kawałku nie podoba, ale że go nie ma jest czystą bzdurą.
ps2. deacon miał ponoć przesłana płytę z prośbą maya o dogranie basu. prośby te były ponawiane także już po zgraniu materiału. deacon grzecznie odmówił, bo nie chciał już wchodzić do tej samej rzeki. may rzekł kiedyś, że deacon jest najlepszym basistą z jakim grał (a grywał za bogami tego instrumentu), także nie tylko nam, ale i panom z dzisiejszego queen pana deacona bardzo brakuje. ale mówienie, że na płycie jest słaby bas jest nadużyciem. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 10:49 am Temat postu: |
|
|
Nie mogę mówić za wszystkich, ale nie wydaje mi się aby ktokolwiek napisał, że "basu nie ma" - a jeśli nawet, to podejrzewam, że była to metafora...
A co do samego basu, to... jak już pisałem wcześniej, po prostu jest. I tyle - nie nazwałbym go ani potężnym ani mięsistym. Żaden z trójki panów nie ma w rubryczce zawód "profesjonalny basista" i to moim zdaniem słychać. _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 10:52 am Temat postu: |
|
|
| Maleństwo napisał: | | A co do samego basu, to... jak już pisałem wcześniej, po prostu jest. I tyle - nie nazwałbym go ani potężnym ani mięsistym. Żaden z trójki panów nie ma w rubryczce zawód "profesjonalny basista" i to moim zdaniem słychać. |
Nic dodać nic ująć!  _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 11:05 am Temat postu: |
|
|
| do diabła, to jest muzyka rockowa, nie filharmonia - kategorie profesjonalizmu zostawiam więc swym uszom, a te jak nic mówią mi o dobrym i mięsistym basie. basu nie ma np. na pewnej płycie metaliki, ale tutaj jest, co słychać jak najbardziej:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 11:16 am Temat postu: |
|
|
| tu się zgadzam:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 2:04 pm Temat postu: |
|
|
No to zaraz, krs, jeśli zgadzasz się z Mikiem to chyba przeczysz sobie... Bo jak coś co jest "mięsiste i dobre" może się jednocześnie "niczym nie wyróżniać"?  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
White Man

Dołączył: 18 Wrz 2008 Posty: 175 Skąd: Silesia
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 2:13 pm Temat postu: |
|
|
| ralf napisał: | | Monty napisał: | | że niektórzy mają nie wiadomo jakie oczekiwania chcąc porównywać wszystko do wcześniejszych nagrań Queenu, bo to moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. |
Dopóki panowie będą używać nazwy "Queen" porównanie "Cosmos Rocks" do ich wcześniejszych albumów jest jak najbardziej zrozumiałe i na miejscu. No chyba że dla kogoś nazwa "Queen" nic już nie znaczy i jest dla niego tylko samą nazwą i niczym więcej. |
To jest bardzo ciekawy problem. Ja patrzę na to w ten sposób:
1. Tak naprawdę nazwa nie ma większego znaczenia. Gdyby Panowie nagrali ten album pod szyldem np: "May-Taylor-Rodgers" i tak większość komentatorów porównywała by go do ich wcześniejszych dokonań. Przecież wiadomo, że nie spadli nam nagle z księżyca. Jako przykład podam wspólne dzieło Jimiego Page'a i Roberta Planta "Walking Into Clarksdale". Nie użyli nazwy "Led Zeppelin", a jednak ludzie oceniając ten album porównywali go do klasycznych płyt "Zeppelina". To jest po prostu nieuniknione.
2. Jak najbardziej można porównywać "Cosmos Rocks" z klasycznymi albumami Queen. Chodzi tylko o to, by oceniając brać poprawkę na to, że jest to zespół w innym składzie i po wielu latach milczenia.
3. Nie rozumiem z jakiegoż to niby powodu May i Taylor mieliby rezygnować z używania nazwy Queen? Przecież oni byli integralną częścią tego zespołu, mieli duży wkład w tworzenie repertuaru. Zespół Queen to nie jest taki przypadek jak np: Dire Straits, gdzie absolutnym liderem, kompozytorem całego repertuaru był Mark Knopfler i gdy mu się znudziło po prostu rozwiązał zespół rozpoczynając karierę solową. Można podać wiele przykładów kapel, które na przestrzeni lat zmieniały skład, ale nie zmieniały nazwy. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ja

Dołączył: 05 Sie 2008 Posty: 71
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 3:29 pm Temat postu: |
|
|
Yhm. Album nieporywający, co nie znaczy, że zły. Zupełnie nie "kłinowy". Nie przypadł mi do gustu, zwłaszcza jeśli chodzi o teksty. No i jestem bardzo wyczulona na wokal... cóż, po prostu nie podoba mi się śpiew Rodgersa. _________________ I'll take you to the Seven Seas of Rhye |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 9:03 pm Temat postu: |
|
|
Kiedy pod koniec ubiegłego roku usłyszałem przearanżowaną na 3 głosy i utrzymaną w konwencji Queen wersję Say its not true byłem zbudowany. W końcu ten utwór jak mało który, był świetnym połączenie symboliki z poprzedniej wspólnej trasy formacji ze zwiastunem tego jak powinna się ona rozwinąć do momentu wydania albumu studyjnego. Był on zapowiedzią, że album może brzmieć jakie stare, dobre Queen. Przede wszystkim dzięki charakterystycznej niemal orkiestrowej oprawie gitarowej Briana (w finalnej części) i ciakawej konstrukcji. Kiedy zaś parę miesięcy później usłyszałem utwór, który miał być już owocem tego właśnie rozwinięcia byłem zaniepokojony. C-lebrity bo o tym kawałku oczywiście mowa, brzmiał wręcz niepoważnie jak na podpis ekipy, która firmowała go własną nazwą. Śmiem wręcz napisać, iż był to jeden z gorszych utworów, związanych w jakikolwiek sposób z Queen w ogóle. Wszystko poczynając od tekstu, muzyki a na żenujących chórkach kończąc sprawiało złe wrażenie. Płyta z nowa materiałem, na którą oczekiwałem jak na chyba żaden inny album w historii okazała się czymś pomiędzy dwoma, skrajnymi opisanymi powyżej utworami. Na szczęście trochę bliżej jej do tego pierwszego
Otwierający album Cosmos rockin utrzymany jest w klasycznym rocknrollowym stylu. Ale nie w presleyowskim raczej tym cięższym charakterystycznym dla co niektórych kawałków E.L.O. Najgorszy w nim jest wstęp dobry raczej dla współczesnych piosenek i are you ready Paula, które to elementy psują nieco obraz tego kawałka. Mimo wszystko jest to jednak otwarcie, dla wielu fanów powodujące spadek kamienia z serca..
Dalej jest ciągle nieźle. Time to shine ma zupełnie nie queenową stylistyka. Pieśń (to chyba najlepsze określenie) przenosi nas jakby w krainę baśni i fantazji. Aranżacja nie jest powalająca ale słuchając tego utwory chyba wreszcie dotarło do mnie, że nie powinienem oczekiwać Queen, Paul Rodgersa czy nawet Queen i Paula Rodgersa z 2005 roku. Zrozumiałem, że powinienem oczekiwać całkiem nowego Queen i Paula Rodgersa. I to właśnie dostałem.
Still Burnin a więc utwór nr. 3 znacznie ostudził mój już całkiem spory do tego momentu entuzjazm. Chórki równie wstydliwe co przy C-lebrity, tekst podobnie. Użycie motywu We will rock you moim zdaniem nie zostało docenione jako żart a raczej podkreśliło to, że cała piosenka powstała jakby na siłę. Po prostu na takim albumie wypadło umieścić utwór o takiej tematyce.
Dobry nastrój przywraca już po chwili jednak kolejny utwór. Small jest nietypowym, ładnym kawałkiem, w którym poza tym momentami słychać starego, dobrego Briana czyli to co dla mnie było najważniejsze przy tym projekcie. Emocjonalny sposób śpiewania Paula, barwa jego głosu chyba najczystsza na całej płycie, subtelna melodia i całkiem przyjemny tekst sprawiają, iż słucha się tego naprawdę dobrze.
Warboys nie jest nowym utworem więc tu akurat zaskoczenia być nie mogło. Poprawny kawałek utrzymany w konwencji ciężkiego rocka lat 70.
Szóstym utworem na płycie jest We Belive całkowicie zdominowane przez Paula. Na szczęście momentami przebija się charakterystyczna gitara dlatego utwór się broni (pomimo tekstu przewidywalnego aż do bólu). Podobnie zresztą jak kolejny. Call me mógłby się nie tylko bronić ale być wręcz perełką całego albumu gdyby panowie w kilku miejscach zdecydowali się o inne wykończenia, o które momentami aż się prosi. Kawałek jest jednak bardzo przyjemny do słuchania a jego stylistyka jest wręcz jak żywcem zaczerpnięta od Travelling villburys.
Po miłym akcencie przychodzi czas na coś rodgersowskiego, więc bluesowego - Voodoo. Nie jest to jednak coś na miarę bluesa z najwyższej półki. Ot takie luźne granie
Ciężko mi to jednak ocenić bo z cała pewnością nie jest to mój klimat utworu. Takim klimatem jest zaś z pewnością ballada ale raczej nie ta sygnowana jako Some things that glitter - wtórna i przewidywalna. Co z tego, że fajnie zagrana?
O utworze nr. 10(C-lebrity) napisałem już przedtem więc można skupić się na kolejnym. Kolejna ballada (Through the night), o której właściwie można wypowiadać się w podobnym stylu co o poprzedniej. Poprawna, ale tylko poprawna. Nie zapada w pamięć. W pamięć z pewnością zapada jednak kolejna, o której z czystym sumieniem można napisać, że jest queenowa - nie tylko dlatego, że słychać w niej pełnoprawnie głosy Rogera i Briana (zwłaszcza wykonania tego pierwszego jest, podobnie jak na koncertach piękne i wzruszające). Mowa oczywiście o wspominanej na początku Say its not true najlepszym utworze tego albumu. Bohater tego utworu -Roger- jest też słyszalny (w kwestii aranżacji) w następnym kawałku Surfs up
.Schools out. Jest to najciekawszy pod względem konstrukcji utwór na płycie. Świetny wstęp, fajna melodyka, ciekawe przejścia i aranżacyjne zabiegi. Momentami tylko za dużo niepotrzebnego wrzasku
Album zamyka Small reprise i podobnie jak jej poprzedniczka robi to w delikatnym, zwiewnym, łagodnym i bardzo dobrym stylu.
Absolutnie nie jest to album, który można ocenić jednoznacznie, o którym można pisać w kategorii dobry - zły. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż artyści musieli się zmierzyć z własną legendą. Musieli to jednak zrobić w taki sposób by nie być posądzeni o ściąganie z samych siebie ale jednocześnie nawiązać do swojej klasy. Jednocześnie jednak w takim stylu by zaprezentować słuchaczom coś nowego i udowodnić, że są ciągle kreatywni. Znaleźli się więc w pułapce, w której znajdują się wszyscy wielcy muzycy, którzy chcą przeżyć drugą młodość. Moim zdaniem wyszli z niej obroną ręką. Album nie zachwycił, ale też nie zawiódł. Był kolejnym dowodem na to, że Paul jest świetnym wokalistą (choć jego wokal za często spychał w cień instrumentalistykę) a Brian i Roger kapitalnymi muzykami ( stanowczo za mało jednak na tej płycie instrumentów klawiszowych i basu). Album jest znakomicie przygotowany od strony produkcyjnej. Płyta stanowi też prawdziwy rarytas na współczesnym rynku muzycznym! Jakże rzadko można dziś na jednym albumie usłyszeć tak zgrabnie zagrany miszmasz rocknrolla, bluesa i ciężkiego rocka.
A, że całość jest gorsza niż jakakolwiek płyta Queen? A czy miała prawo być lepsza? _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Sro Wrz 24, 2008 11:44 pm Temat postu: |
|
|
q_michal a czy mógłbyś jakoś sformatować ten tekst. Widzę, że to kopiuj-wklej i to się trochę ciężko czyta. _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Monty

Dołączył: 25 Lis 2005 Posty: 6 Skąd: New Ross (IE)
|
Wysłany: Czw Wrz 25, 2008 12:56 am Temat postu: |
|
|
| White Man napisał: | | Dopóki panowie będą używać nazwy "Queen" porównanie "Cosmos Rocks" do ich wcześniejszych albumów jest jak najbardziej zrozumiałe i na miejscu. No chyba że dla kogoś nazwa "Queen" nic już nie znaczy i jest dla niego tylko samą nazwą i niczym więcej. |
Dokładnie, jest nazwą charakteryzującą styl i rodzaj muzyki i mówiący o samych muzykach. Prawie wszystkie płyty Queenu w znaczący sposób różniły się od siebie i jestem pewien że większość młodych fanów jakby była starsza i kupowała je z częstotliwością wychodzenia, to tak samo by narzekała. A jakby ta płyta wyszła kilkanaście lat wcześniej i brzmiała identycznie, to zostałaby przyjęta dużo cieplej. Ale teraz już nie ma Freddiego, panowie są starsi i narzekać jeszcze łatwiej. Gdzieś tam po drodze obiektywizm się zgubił. Widać taki los.
| Cytat: | | Można podać wiele przykładów kapel, które na przestrzeni lat zmieniały skład, ale nie zmieniały nazwy. |
Mój ulubiony przykład to "The Cure", bo to jeden z ulubionych zespołów po Queenie  _________________ The Show Must Go On |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ralf
Dołączył: 14 Lut 2005 Posty: 234
|
Wysłany: Czw Wrz 25, 2008 7:47 am Temat postu: |
|
|
| Monty napisał: | | White Man napisał: | | Dopóki panowie będą używać nazwy "Queen" porównanie "Cosmos Rocks" do ich wcześniejszych albumów jest jak najbardziej zrozumiałe i na miejscu. No chyba że dla kogoś nazwa "Queen" nic już nie znaczy i jest dla niego tylko samą nazwą i niczym więcej. |
Dokładnie, jest nazwą charakteryzującą styl i rodzaj muzyki i mówiący o samych muzykach. Prawie wszystkie płyty Queenu w znaczący sposób różniły się od siebie i jestem pewien że większość młodych fanów jakby była starsza i kupowała je z częstotliwością wychodzenia, to tak samo by narzekała. A jakby ta płyta wyszła kilkanaście lat wcześniej i brzmiała identycznie, to zostałaby przyjęta dużo cieplej. Ale teraz już nie ma Freddiego, panowie są starsi i narzekać jeszcze łatwiej. Gdzieś tam po drodze obiektywizm się zgubił. Widać taki los.
| Cytat: | | Można podać wiele przykładów kapel, które na przestrzeni lat zmieniały skład, ale nie zmieniały nazwy. |
Mój ulubiony przykład to "The Cure", bo to jeden z ulubionych zespołów po Queenie  |
Jakby CS wyszła kilkanaście lat temu to faktycznie byłaby lepiej przyjęta. Z bardzo prostego powodu. Byłaby o wiele bardziej oryginalna niż dzisiaj. To że nie ma Freddiego i że panowie są starsi nie oznacza że muszę nagrywać kawałki z Five, Robbie Wiliamsem, reklamować Pepsi z trzema idiotkami, wydawać kretyńskie single w dyskotekowych wersjach oraz zupełnie niepotrzebne albumy, jak GH 3. Zupełny brak obiektywizmu to właśnie usprawiedliwianie wszystkiego co robią BM i RT, brakiem Freddiego i wiekiem. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
White Man

Dołączył: 18 Wrz 2008 Posty: 175 Skąd: Silesia
|
Wysłany: Czw Wrz 25, 2008 10:59 am Temat postu: |
|
|
Monty - tak dla porządku w dyskusji. Twój pierwszy cytat w ostatniej wypowiedzi to nie moje słowa tylko Ralfa . Ja właśnie z tym jego stwierdzeniem polemizowałem. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|