| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Czy widzisz poczucie humoru na płytach Queen? |
| Tak- za to ich lubię... |
|
77% |
[ 38 ] |
| Nie- traktowali swoją sztukę poważnie! I za to ich lubię... |
|
4% |
[ 2 ] |
| Nigdy nad tym nie myślałem... po prostu ich lubię :P |
|
18% |
[ 9 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 49 |
|
| Autor |
Wiadomość |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Pon Lut 18, 2008 10:49 pm Temat postu: |
|
|
Dobra z różnorodności wynika powaga i humor i inne uczucia/odczucia, ale to dla miszmaszu kocham Queen, a nie dlatego, że nagrywali swobodniejsze kawałki.
Dla mnie jajo ma Brighton Rock gdzie Fred śpiewa za dwie płcie a nie sztywniackie Friends......... większy przekaz miłości ma już Puszek Okruszek
A ostatnie klimaciki o jakich jest ten temat wyczuwam w Staying power...... (pomijam albumy Miracle/Innuendo). _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Pon Lut 18, 2008 11:19 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | A co do One Vision i Kurczaka to nawet nie pomysł zespołu tylko Jima Huttona, aby to wrzucić do piosenki. |
No jasne, ale przecież mogli olać sprawę i zostawić tam one vision. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 12:42 am Temat postu: |
|
|
Mimo wszystko ja widzę OGROMNĄ róźnicę między jednym "fried chicken" a całym SEASIDE RANDEZ VOUS...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 12:42 am Temat postu: |
|
|
Zabawne są te częste porównania do FWBF.
Mimo, że tekst jest banalny, całość słodka i jest to jeden z najgorszych utworów na AKOM to jednak będę go bronił.
Wiele się przecież mówiło, że wtedy nie byli zbyt skonsolidowany. Więc piosenka jest jakby wyjściem na czołówkę z takim stwierdzeniem. "Oni myślą, że jest nam ze sobą źle? No to dostaną piosenkę o prawdziwych przyjaciołach!".
Też nie przeczę, że zespół był zbyt patetyczny (szczególnie na AKOM), ale mnie się jednak wydaje, że to miała być ta nutka humoru. Wcześniej widniejąca w postaci przystępnych i żarobliwych utworach a teraz przeniesiona na podniosły nastrój itd. itp. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 1:18 am Temat postu: |
|
|
| mumin_king napisał: | | Wcześniej widniejąca w postaci przystępnych i żarobliwych utworach a teraz przeniesiona na podniosły nastrój itd. itp. |
Muszę przyznać, że tego nie łapię, że... jakieś to na siłę mi się wydaje... ale może to tylko ja... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 2:01 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Na AKOM i WORKS mamy... no właśnie... może zacznijmy od tego- które utwory są rzeczywiście taką zabawą zespołu ze słuchaczem? |
Może to nie do końca odpowiedź na Twoje pytanie, ale na The Works można znaleźć troszkę humoru. Może nie zabawa ze słuchaczem, może nawet nie oczko, ale utwory zagrane ze swego rodzaju lekkością:
Tear It Up -> żałosna produkcja, to fakt, ale jest w tym zabawa, energia, szczególnie jeśli chodzi o wokal Freddiego.
Machines -> Jest to jakoś niepoważne, taka utarczka człowieka i maszyny (plusik za Rogera). Dodajmy dość ciekawie brzmiąca gitarę i słowa typu "parahumanoidarianised". Czy to jest poważne? No nie jest
I Want To Break Free -> jak już pisałem. Tekst Johna dość osobisty, ale muzyka (a przynajmniej motyw przewodni) dość wesolutka. I Freddie też z jakąś swobodą śpiewa.
Keep Passing The Open Windows -> napiszę tylko tyle, że słyszę tu nie wymuszony power, zabawę i pełną swobodę.
Tyle jeśli chodzi o The Works. Co do A Kind Of Magic - mam problemy ze znalezieniem czegokolwiek. _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 3:58 pm Temat postu: |
|
|
A moim zdaniem Queen w latach 70. z tym poczuciem humoru trochę przeginał (w latach 80. popełniali inne błędy, ale nie o tym teraz). O ile takie Bring Back That Leroy Brown jest dobrze wyważone i można po tę piosenkę sięgnąć z woli posłuchania dobrej muzyki, o tyle Dear Friend jest dla mnie zupełnie bez sensu. Rozumiem, że to żart, ale pytam, po co akurat taki? Muzyki w tym bardzo niewiele, stworzenie takiego kawałka wymaga 10 minut mało intensywnej pracy. Takie piosenki w moim mniemaniu psują płyty. Chciałbym posłuchać albumu o wyrównanym poziomie piosenek, bez takich "zabawnych" zapychadeł. Nawet utwór zaplanowany jako żart powinien prezentować jakiś poziom muzyczny (jak np. właśnie bring back that leroy brown). Przeciwko takim kawałkom nic nie mam. Ale Dear Friend czy też Who Needs You są na płytach Queenu jak muldy na stokach narciarskich. Jakiś czas jedzie się gładko i przyjemnie, a potem coś wybija. Dlatego moje ulubione albumy Queen, to Queen II, A Day At The Races i Made In Heaven. Ostatnia płyta jest całkiem poważna, a dowcipy muzyczne na Q2 i ADATR, choć są w stylu humorystycznym, stoją na dość wysokim poziomie muzycznym. Album Sheer Heart Attack zepsuty jest przez In The Lap Of The Gods (pierwsze) i przez Dear Friend. A Night At The Opera psują, według mnie, Lazing On A Sunday Afternoon i Good Company. News Of The World niszczy głównie Who Needs You. Ja bym chętnie widział na albumach same piosenki typu Stone Cold Crazy czy Father to son i na każdym z nich po jednym żarciku w stylu bring back that leroy brown.
Fenderek napisał, że Friends Will Be Friends i One Year Of Love próbują udawać poważne i to jest takie głupie i niefajne. Być może, ale czy Pain Is So Close To Pleasure z tej samej płyty nie jest przypadkiem takim żartem muzycznym? Poza tym, mnie ta "powaga" w FWBF i OYOL nie denerwuje ani trochę, bo w końcu większość klasycznych zespołów rockowych śpiewała na poważnie A gdyby w latach 80. wszystkie kawałki były grane na serio i stały na wysokim poziomie muzycznym, to powstałyby świetne płyty. Zespół Queen było na to stać. Nie wiem, czemu nigdy się nie zdobyli na nagranie poważnego albumu (poza MIH, ale to inna bajka przecież). _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 5:22 pm Temat postu: |
|
|
Czy Dear Friends jest żartem muzycznym? No nie wiem, dla mnie to zwykła (fakt, że beznadziejna xD) miniaturka, może i zapychacz, ale nie żart (chociaż żartem było umieszczanie tego na albumie).
Po drugie: Lazing On A Sunday Afternoon, Good Company i Who Needs You psują albumy? Ja wiem, że o gustach się nie rozmawia, ale błagam. W czym te utwory są gorsze od Bring Back That Leroy Brown? Good Company jest majstersztykiem muzycznym (pokuszę się o stwierdzenie, że to FAKT), zaś Lazing On A Sunday Afternoon, to ciekawy, pomysłowy pastisz, z nienajgorszą melodią. Who Needs You? Cóż...wielu denerwuje, ja bardzo lubię ten kawałek. Taki nietypowy, wakacyjny, aranżacyjnie dobry (po prostu fajna stylizacja) i zwyczajnie zabawny.
Według mnie wymienione przez Ciebie kawałki (oprócz Dear Friends) nie odstają od Bring Back That Leroy Brown (czego nie można powiedzieć o tworach z A Kind Of Magic i The Works). _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 7:02 pm Temat postu: |
|
|
nie wiem gdzie w dear friends jest ten zart i humor... to, ze kawalek jest na plycie queen miniaturka i niejako przerywnikiem, nie czyni z niego zartu muzycznego... nie wyobrazam sobie absolutnie jak moznaby go traktowac jako zart... a , ze nie jest to jakies szczegolnie ambitne dzielo to inna sprawa, ale z humorem lub jego brakiem nie ma to wedlug mnie nic wspolnego _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 7:30 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | | o tyle Dear Friend jest dla mnie zupełnie bez sensu. Rozumiem, że to żart, ale pytam, po co akurat taki? |
Gdzie Ty tam żart słyszysz nie mam pojęcia... ja bym się nawet patosu i powagi doszukał... i uważam, że coś wnosi... nie wyobrażam sobie wejścia następnego utworu BEZ Dear Friends...
| hamburger napisał: | | Ale Dear Friend czy też Who Needs You są na płytach Queenu jak muldy na stokach narciarskich. |
Co do WHO NEEDS YOU się zgodzę, ni edo końca pasuje mi do kliamtu całości i... ale to Johna jest a cholera wie- może on takie serio pisał...?
| hamburger napisał: | | Ostatnia płyta jest całkiem poważna, |
Wg.mnie I WAS BORN... jest właśnie takim żartobliwym kontrastem dla reszty...
| hamburger napisał: | | A Night At The Opera psują, według mnie, Lazing On A Sunday Afternoon i Good Company. |
Tej płyty NIC nie psuje, bo to dzieło skończone... Wg mnie, oczywiście
Po co na siłę doczepiać Wenus z Milo ręce?
wiem, powtarzam się, wink
| hamburger napisał: | | Ja bym chętnie widział na albumach same piosenki typu Stone Cold Crazy czy Father to son i na każdym z nich po jednym żarciku w stylu bring back that leroy brown. |
Mimo iż każdy zna moje uwielbienie dla wymienionych przez Ciebie utworów (a zwłaszcza SCC)- byłyby to nudne płyty, nie wyróżniające się niczym w krajobrazie takich kapel jak Black Sabbath, Led Zeppelin czy Deep Purple... OK- może nie nudne, przesadziłem. Ale nie byłyby wyjątkowe...
| hamburger napisał: | | Fenderek napisał, że Friends Will Be Friends i One Year Of Love próbują udawać poważne i to jest takie głupie i niefajne. Być może, ale czy Pain Is So Close To Pleasure z tej samej płyty nie jest przypadkiem takim żartem muzycznym? |
Żart to jedno. Być zabawnym to drugie.
Niewiele jest żałośniejszych rzeczy od nieśmiesznego dowcipu
| hamburger napisał: | | A gdyby w latach 80. wszystkie kawałki były grane na serio i stały na wysokim poziomie muzycznym, to powstałyby świetne płyty. Zespół Queen było na to stać. Nie wiem, czemu nigdy się nie zdobyli na nagranie poważnego albumu (poza MIH, ale to inna bajka przecież). |
I MiH wcale takie dobre nie jest...
Innuendo już bardziej... ale tam włąśnie jest humor...
Stać ich było? Na czym to opierasz? Bo żadnej poważnej płyty nie nagrali więc jest to tylko i wyłącznie gdybanie...
I nie wiem, czy w latach 80-tych stać ich było na cokolwiek dobrego- czy to żartobliwego czy to poważnego... ale to nie ten temat
| mike napisał: | | Good Company jest majstersztykiem muzycznym (pokuszę się o stwierdzenie, że to FAKT), |
To jest chyba rzeczywiście FAKT- można nie lubić (kwestia gustu) ale tylko głuchy nie doceni kunsztu... to jest majstersztyk... można zarzucić przerost formy nad treścią- ale nagraniowym majstersztykiem toto jest...
A tekst jest zabawnie napisany, Brian miał czasem taką fajną lekkość dobierania słów... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 8:38 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | o tyle Dear Friend jest dla mnie zupełnie bez sensu. Rozumiem, że to żart, ale pytam, po co akurat taki? |
Gdzie Ty tam żart słyszysz nie mam pojęcia... ja bym się nawet patosu i powagi doszukał... i uważam, że coś wnosi... nie wyobrażam sobie wejścia następnego utworu BEZ Dear Friends... |
Coś tak banalnego w przypadku takiego zespołu można potraktować, według mnie, jako żart. Tak to właśnie traktuję.
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | Ostatnia płyta jest całkiem poważna, |
Wg.mnie I WAS BORN... jest właśnie takim żartobliwym kontrastem dla reszty... |
Według mnie jest czymś weselszym, ale niekoniecznie żartobliwym. Jest różnica między wesołością a poczuciem humoru. Mnie się to swoją energią i typem emocji kojarzy z Don't Stop Me Now
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | Ja bym chętnie widział na albumach same piosenki typu Stone Cold Crazy czy Father to son i na każdym z nich po jednym żarciku w stylu bring back that leroy brown. |
Mimo iż każdy zna moje uwielbienie dla wymienionych przez Ciebie utworów (a zwłaszcza SCC)- byłyby to nudne płyty, nie wyróżniające się niczym w krajobrazie takich kapel jak Black Sabbath, Led Zeppelin czy Deep Purple... OK- może nie nudne, przesadziłem. Ale nie byłyby wyjątkowe... |
Dlaczego tak uważasz? Skoro Deep Purple, nie będąc zespołem "żartującym", było na swój sposób wyjątkowe, to i Queen mogłoby być Każdy znany zespół ma swoje charakterystyczne brzmienie i pomysły, i to się liczy. Oczywiście takie w pełni poważne albumy ciężej byłoby tworzyć, dbając jednocześnie o oryginalność, ale kto powiedział, że trzeba iść po linii najmniejszego oporu...
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | Fenderek napisał, że Friends Will Be Friends i One Year Of Love próbują udawać poważne i to jest takie głupie i niefajne. Być może, ale czy Pain Is So Close To Pleasure z tej samej płyty nie jest przypadkiem takim żartem muzycznym? |
Żart to jedno. Być zabawnym to drugie.
Niewiele jest żałośniejszych rzeczy od nieśmiesznego dowcipu  |
E tam, dla mnie Pain Is So Close To Pleasure jest dużo zabawniejsze od Who Needs You, albo Lazing On A Sunday Afternoon. Do tego ma jeszcze fajną melodię, w przeciwieństwie do LOASA, gdzie kompozycja jest taka, że ma się wrażenie, iż słyszało się ją 5000 razy w 100 wykonaniach.
| Fenderek napisał: |
I MiH wcale takie dobre nie jest... |
Ło Jezu, to już chyba kwestia gustu. To jest jeden z MOICH ulubionych albumów, wcale Ci nie wmawiałem, że Twoich też
| Fenderek napisał: | | Innuendo już bardziej... ale tam włąśnie jest humor... |
Bardziej by mi się podobało, gdyby tego humoru nie było. Poziom płyty zawyżają takie piosenki jak Innuendo, Show Must Go On, Bijou i parę innych, ale jednocześnie drastycznie zaniżają kawałki w stylu Delilah (według mnie). Płyta nie jest zła, ale bardziej lubię pojedyncze piosenki, niż płytę jako całość. Bo znowu denerwuje mnie brak spójności.
| Fenderek napisał: | | Stać ich było? Na czym to opierasz? Bo żadnej poważnej płyty nie nagrali więc jest to tylko i wyłącznie gdybanie... |
Ale nagrywali poważne piosenki, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, iż umieliby nagrać w miarę poważną płytę. A raczej nie poważną, tylko normalną. Nie bez wesołych kawałków, tylko bez tych żarcików. Bliscy tego byli w sumie na The Miracle.
| Fenderek napisał: | I nie wiem, czy w latach 80-tych stać ich było na cokolwiek dobrego- czy to żartobliwego czy to poważnego... ale to nie ten temat  |
Chyba jednak było stać, bo na każdej płycie powstawało coś dobrego. Mam nadzieję, że o albumie The Miracle po prostu zapomniałeś. Ale na AKOM było princes of the universe, who wants to live forever, friends will be friends, one vision, na The Works było hammer to fall, keep passing the open window, a na Hot Space było under pressure i back chat. Nie powiesz jednoznacznie, że były to banalne, kiepskie muzycznie piosenki.
| Fenderek napisał: | | mike napisał: | | Good Company jest majstersztykiem muzycznym (pokuszę się o stwierdzenie, że to FAKT), |
To jest chyba rzeczywiście FAKT- można nie lubić (kwestia gustu) ale tylko głuchy nie doceni kunsztu... to jest majstersztyk... można zarzucić przerost formy nad treścią- ale nagraniowym majstersztykiem toto jest...
A tekst jest zabawnie napisany, Brian miał czasem taką fajną lekkość dobierania słów... |
No i co z tego, skoro piosenka brzmi denerwująco kiczowato? Sam profesjonalizm wykonawców nie decyduje o jakości piosenki. Jest też coś takiego jak pomysł, kompozycja. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 8:44 pm Temat postu: |
|
|
deep purple bylo zespolem wyjatkowym bez tego elementu zartu, tylko wez pod uwage, ze deep purple powstalo i nagrywalo ladne pare lat przed queen, podobnie jak the who, black sabbath i zeppelini, a w zwiazku z tym kolejny po prostu sprawnie grajacy hard rockowy zespol moglby nie zostac zauwazony, trzeba bylo czyms jednak sluchacza zaskoczyc... purple na tego typu 'zart' zdobyli sie dopiero zdaje sie na fire wall (czyli wlasnie w okolicach pierwszych wydawnictw queen z anyone daughter...
mysle, ze chyba w zbyt wielu miejscach jednak ten zart widzisz... ja naprawde w dalszym ciagu nie wiem w jaki sposob dear friends moze byc traktowane jako zart... ani wykonanie, ani sam utwor , ani jego nastroj z dobrym humorem nic wspolnego nie maja, z zartowaniem tym bardziej jak dla mnie...jesli jest banalny, to jest banalny... kazdemu zespolowi banalne kawalki sie zdarzaja i nie musi to oznaczac, ze sa banalne, bo zrobione dla zartu.. sa banalne, bo... sa banalne... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 10:00 pm Temat postu: |
|
|
| Bizzy napisał: | | deep purple bylo zespolem wyjatkowym bez tego elementu zartu, tylko wez pod uwage, ze deep purple powstalo i nagrywalo ladne pare lat przed queen, podobnie jak the who, black sabbath i zeppelini, a w zwiazku z tym kolejny po prostu sprawnie grajacy hard rockowy zespol moglby nie zostac zauwazony, trzeba bylo czyms jednak sluchacza zaskoczyc... purple na tego typu 'zart' zdobyli sie dopiero zdaje sie na fire wall (czyli wlasnie w okolicach pierwszych wydawnictw queen z anyone daughter... |
A Guns N' Roses zdobywało popularność z 10 lat po Queen i wybiło się, będąc jedynie "sprawnie grającym zespołem hard rockowym". Queen miało brzmienie wystarczająco oryginalne, by obejść się bez żartów. Stone Cold Crazy czasami widziane jest jako prototyp trash metalu (na pewno nie bez powodu, bo przecież Metallica z początku czerpała z queen'u i nagrała zresztą cover wspomnianego kawałka), tak jak Sheer Heart Attack pojmowane bywa jako prototyp nadchodzącego punk rocka. Poza tym, największą popularność zdobywały piosenki nie będące dowcipami muzycznymi - choćby Bohemian Rhapsody. Czy Death On Two Legs nie jest wystarczająco oryginalne, by Queen był wyjątkowy bez owych żarcików i dowcipów?
| Bizzy napisał: | | mysle, ze chyba w zbyt wielu miejscach jednak ten zart widzisz... ja naprawde w dalszym ciagu nie wiem w jaki sposob dear friends moze byc traktowane jako zart... ani wykonanie, ani sam utwor , ani jego nastroj z dobrym humorem nic wspolnego nie maja, z zartowaniem tym bardziej jak dla mnie...jesli jest banalny, to jest banalny... kazdemu zespolowi banalne kawalki sie zdarzaja i nie musi to oznaczac, ze sa banalne, bo zrobione dla zartu.. sa banalne, bo... sa banalne... |
Nie będę się spierał, bo być może rzeczywiście posunąłem się do nadinterpretacji, ale to by jeszcze gorzej świadczyło o omawianej piosence, bo jest jedną z najbanalniejszych znanych mi banalnych piosenek  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Cuidado Llama!

Dołączył: 14 Cze 2007 Posty: 127 Skąd: Z wykopalisk
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 10:07 pm Temat postu: |
|
|
Hamburger jak walnie posta to aż oczy BOLOM patrzeć. Chociaż u Pana Piotra to było genialne zagranie. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnrad

Dołączył: 17 Sty 2007 Posty: 1092 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 10:10 pm Temat postu: |
|
|
Jak dla mnie oryginalnością Queen były właśnie te pastisze, to że nie podchodzili do muzyki tak jak King Crimson na przykład... Bohemian Rhapsody, które wymieniłeś moim zdaniem też ma dużą dawkę robienia sobie jaj, zwłaszcza te falsecikowe "mama mia..."
A, mnie na Innuendo wkurza patetyczne Show Must Go On, a powala All God's People i lubię Delilah, za właśnie dystans do samego siebie autora, który przecież umierał... _________________ bardzo mało czasu na forum, niestety... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 10:40 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | | Poza tym, największą popularność zdobywały piosenki nie będące dowcipami muzycznymi - choćby Bohemian Rhapsody. Czy Death On Two Legs nie jest wystarczająco oryginalne, by Queen był wyjątkowy bez owych żarcików i dowcipów? |
Tak jak drugi ezdanie jest prawdą absolutna (dałbym góry złota za to, żeby mieć jedną choćby płytę pełną takich DOTL czy FOTW... tak pierwsze jest...
Bohemian Rhpsody poważne??????????????????????????????????????????????
GDZIE!!!!!?????? Te GALILEA, te MAMA MIE?????
Freddie SAM przyznał, że to było (cytat) "tangue in cheek"- czyli żartobliwie... nie no, stary... jak to jest poważny utwór to ja jestem Ali Baba... Ten utwór to KORONNY przykłąd na poczucie humory muzyków Queen i Freda...
na reszte nie mam czasu na razie, mecz oglądam  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Wto Lut 19, 2008 10:41 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lut 19, 2008 10:40 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: |
A Guns N' Roses zdobywało popularność z 10 lat po Queen i wybiło się, będąc jedynie "sprawnie grającym zespołem hard rockowym". |
nie mozna porownywac poczatku lat 70tych z polowa lat 80tych.. kompletnie rozne czasy i rozne style muzyczne... w miedzyczasie zdazyla przejsc fala punku i NWOBHM, zupelnie inne rzeczy dominowaly w muzyce, te zespoly, ktore zapoczatkowaly hard rock i heavy metal albo nie istnialy (led zeppelin, deep purple, the who, free) albo byly w stanie rozkladu (black sabbath), albo graly w trzydziestym siodmym skladzie (uriah heep, king crimson itd), w zwiazku z czym powstala pustka, ktora wypelnily zespoly nowe takie jak gn'r, ktore czerpaly w duzej mierze wlasnie z tworczosci tych przed chwila wspomnianych polanej sosem energii i przyprawionej latami 80tymi... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
q_michal

Dołączył: 15 Lis 2003 Posty: 2049 Skąd: Lubartów/Warszawa
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 12:11 am Temat postu: |
|
|
Tego "pierwiastka" na "The works" bylo chyba najwiecej...  _________________ "You can be anything you want to be
Just turn yourself into anything you think that you could ever be
Be free with your tempo, be free be free
Surrender your ego - be free, be free to yourself"
7 miejsc na podium w Wyborach Forumowych 2012 !
www.klasykarozrywki.pl - Wydawnictwo, Usługi Dziennikarskie, Usługi Reklamowe, Internetowa Księgarnia Muzyczna, Turystyka Koncertowa, Imprezy i Projekty Kulturalne
www.sklep.klasykarozrywki.pl - Internetowa Księgarnia Muzyczna |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 2:58 am Temat postu: |
|
|
| Qnrad napisał: | | i lubię Delilah, za właśnie dystans do samego siebie autora, który przecież umierał... |
Długo nie trawiłem tego numeru... ale jak sobie pomyślałem o nim właśnie w tych kategoriach... wg mnie jest ważnym elementem i tej płyty- i naszej wiedzy o Freddiem... może i to śmiech przez łzy... a może nie...
z moich kontaktów z ludźmi dotkniętymi różnymi tragediami wynisłem jedno- jak połowa chce i będzie się nad sobą użalać- tak druga połowa po prostu cieszy się życiem do samego końca, wręcz próbując wyszarpnąć losowi czas... i nie jest to przez łzy... WYDAJE mi się, że do tej drugiej kategorii należał Fred...
| hamburger napisał: |
No i co z tego, skoro piosenka brzmi denerwująco kiczowato? Sam profesjonalizm wykonawców nie decyduje o jakości piosenki. Jest też coś takiego jak pomysł, kompozycja. |
Wykazałeś mi, że kiedy pisałem o MiH- że to kwestia gustu. A tu nie?
I- mimo wszystko- ten utwór- WG MNIE- jest jednym z lepszych przykładów na to że pomysły Królowa miała czasami absolutnie szalone... i "polecenia sobie w kulki" ze słuchaczem jest tutaj dużo...
| hamburger napisał: |
Chyba jednak było stać, bo na każdej płycie powstawało coś dobrego. Mam nadzieję, że o albumie The Miracle po prostu zapomniałeś. Ale na AKOM było princes of the universe, who wants to live forever, friends will be friends, one vision, na The Works było hammer to fall, keep passing the open window, a na Hot Space było under pressure i back chat. Nie powiesz jednoznacznie, że były to banalne, kiepskie muzycznie piosenki.
|
Co do niektórych powiem... zwłaszcza FWBF... ALE- to nie ten temat
| mike napisał: | | Fenderek napisał: |
Na AKOM i WORKS mamy... no właśnie... może zacznijmy od tego- które utwory są rzeczywiście taką zabawą zespołu ze słuchaczem? |
Może to nie do końca odpowiedź na Twoje pytanie, ale na The Works można znaleźć troszkę humoru. Może nie zabawa ze słuchaczem, może nawet nie oczko, ale utwory zagrane ze swego rodzaju lekkością:
Tear It Up -> żałosna produkcja, to fakt, ale jest w tym zabawa, energia, szczególnie jeśli chodzi o wokal Freddiego.
Machines -> Jest to jakoś niepoważne, taka utarczka człowieka i maszyny (plusik za Rogera). Dodajmy dość ciekawie brzmiąca gitarę i słowa typu "parahumanoidarianised". Czy to jest poważne? No nie jest
I Want To Break Free -> jak już pisałem. Tekst Johna dość osobisty, ale muzyka (a przynajmniej motyw przewodni) dość wesolutka. I Freddie też z jakąś swobodą śpiewa.
Keep Passing The Open Windows -> napiszę tylko tyle, że słyszę tu nie wymuszony power, zabawę i pełną swobodę. |
No ale ta zabawa to trochę coś innego, czyż nie?
zabawowych, imprezowych, lekkich utworów jest mnóstwo- ale niekoniecznie są żartami muzycznymi, nieprawdaż? Ale zgoda- jest tam trochę poczucia humoru (najwięcej chyba znalazłbym w... Radio Ga-ga... bo czyż nie ironiczne jest to że zespół który NIBY wymyślił teledysk śpiewa o tym, że telewizja zabią radio ), ale... to nie to samo co SEASIDE RANDEZ VOUS... Raczej chodzi mi o zagrywki z ich strony na które NIE ODWAŻYŁBY SIĘ NIKT INNY (a to świadczy włąśnie o dystansie do samego siebie)... szalone, KREATYWNE, przy których opada szczęka... jak "dęciaki" w SEASIDE albo "solo" na ukulele w BRING BACK na koncertach...
| Larry Lurex napisał: | | Jak sobie przypomnę teledyski do Ga Ga, I Want to..., Hard Life, Kind of Magic czy Miracle to jakoś nie mogę się przekonać do tego, że w latach 80tych zabrakło im poczucia humoru i dystansu do siebie. |
Co do teledysków- ABSOLUTNA zgoda _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 3:19 am Temat postu: |
|
|
Pełna zgoda Fenderku. Właśnie o to mi chodziło - humor jest, czegoś niebanalnego i zaskakującego nie ma.
I podobnie jest chyba z The Miracle - album dynamiczny (chyba jedyny album Queen nie zawierający ballady/smęta!), czuć tę zabawę ze strony zespołu, ale nadal nie jest to nic niekonwencjonalnego, mimo powrotu do formy po latach chudych, chłopcy nie osiągają formy lat '70. Jest power, jest zabawa, oczka jednak nie ma (co nie przeszkadza Mirakulowi być bardzo dobrą [wg mnie] płytą).
Szczerze powiedziawszy to coś tu nie gra - skoro atutem Queen był humor, a w latach '80 go wyraźnie nie ma, to jakim cudem ten zespół przetrwał? I czy gdyby nie choroba Freddiego miałby szansę się utrzymać w czołówce? Czy nadal by istniał? _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 7:52 am Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | | I czy gdyby nie choroba Freddiego miałby szansę się utrzymać w czołówce? Czy nadal by istniał? |
Gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem. Nigdy nie wiadomo, ale jak już o tym rozmawiamy, to nie wydaje mi się, aby chłopaki byli takimi ignorantami i nie zauważyli (prędzej lub później), że są na równi pochyłej. Jak jest z górki, to jeszcze nie pod górką. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 11:01 am Temat postu: |
|
|
I chyba największą zasługę odnośnie tego humoru miał właśnie Freddie - raz, że napisał sporo kawałków, takich jak Crazy Little Thing, Bohemian Rhapsody, no, ale i Brian miał swoje Good Company, a Roger Radio Ga Ga. Zasługi Freddiego w tej dziedzinie nad innych członków wznosi jeden fakt - podczas sesji do Innuendo, gdy jego koledzy pisali tkliwe i patetyczne piosenki o przemijaniu Freddie napisał Headlong, I'm Going Slightly Mad i Delilah. Człowiek umierający ciągle chciał żartować ze swoją publicznością, dawać im powody do radości, śmiechu, zaskakiwać.
Jeszcze ad One Year of Love - nie ma najmniejszego powodu, by nie rozpatrywać tego utworu jako pisany na poważnie... Treść jest całkiem całkiem, a że kiepsko przekazana tekstem - no cóż, taki autor Jednak mieliśmy coś podobnego przed dziesięciu laty - Love of My Life. Tekst prosty jak autostrada w Niemczech, a jednak coś jest w melodii, instrumentach, głosie... I chyba jednak tego nie osiągnął Deacon, który trochę mi zdaje właśnie LOML miał gdzieś w podświadomości pisząc to, a i Freddie mu swym głosem nie pomógł. Jest jeszcze jeden zgrzyt, tj. lekkie zaburzenie uniwersalności przesłania. Póki nie zapoznałem się z fabułą Highlandera zupełnie nie rozumiałem, czemu najpierw jest o roku, a zaraz oi jednej chwili. Chyba na albumie można było ją umieścić jako np. One Day czy też Week czy cokolwiek of Love...
Co oczywiście nie zmienia faktu, że OYOL uwielbiam  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 1:16 pm Temat postu: |
|
|
| Ziutek98 napisał: | | gdy jego koledzy pisali tkliwe i patetyczne piosenki o przemijaniu Freddie napisał Headlong, I'm Going Slightly Mad i Delilah. |
Headlong jest Briana- i tylko Briana
Up dididi- up dididu...
Tak sobie myslalem i myslalem i myslalem...
i powiem wam po co ja zakladam takie tematy- kiedy je zakladam i rzucam jakas teoria jestem otwarty; na dyskusje, na zmiane, na... wlasciwie na wyrobienie opinii. swojej bronie jak ognia- zeby sprowokowac argumenty; beda dobre- przekonaja mnie i z MOJEGO punktu widzenia temat jest sukcesem... Jakies aspekty o ktorych wczesniej nie myslalem a ktore moga byc wazne... Czesc sie potem pojawia w Przewodniku, czesc byla w artykulach... czesc bedzie w... gdzies tam bedzie... bo takie aspekty maja wielki wplyw na ocene artystyczna tego, co czworka panow wysmazyla w studio... a jesli chce sie to opisac- trzeba podyskutowac i byc otwartym na opinie i uwagi (i spostrzegawczosc) innych
I znowu okazuje sie, ze Marcin S JEST tutaj potrzebny - piszac o odwadze pisal o waznej rzeczy, jak sie okazalo... No i mike byl "spot on"- humor jest, ale zaskakujacych rzeczy nie ma... wiec...
ZMIENILEM troche zdanie, moze... jakos wyewoluowalo...
Poczucie humoru tak obecne w latach 70-tych bylo i w 80-tych. Dobra, zmienily sie media (to poczucie NAJBARZDIEJ widac w teledyskach)- ale to znak czasow; tak czy siak obecny byl ten aspekt... choć argument z wywracaniem oczami był najbardziej żałosnym argumentem ajki przeczytałem na tym Forum od dawna
ALE
Ciagle widze wielka roznica miedzy poczuciem humoru w latach 70-tych i w latach 80-tych. Ich "wyskoki" we wczesnym okresie, rzeczy an ktore nie odwazylby sie nikt inny byly wysublimowane, niezwykle udane, ambitne, bezpretensjonalne... W latach 80-tych bylo to jakby troche bardziej toporne... jakby mniej gornolotne, jakby... bardziej oczywiste...
jasne- zespol dalej robil rzeczy na ktore inni sie nie odwazali (IWTBF i reakcja USA przychodzi na mysl; albo plyta Hot Space; albo nawet to przeklete PAIN/PLEASURE- przyznaje!). Ale to juz nie ta klasa, nie ta wena... Do robienia sobi ezartow TEZ potrzebna jest wena, natchnienie... Dla mnei LAZING ON SUNDAY AFTERNOON to pomysl absolutnie natchniony- w kategoriach zartu... Przebranie sie za kobitki w teledysku albo celowo kiczowate MIRACLE jest juz... jakby mniej natchnione... ciagle autoironia, ciagle zart, ciagle humor, ale... hjakby zdziebko... tanszy? mniej smieszny? mniej wymagajacy? celujacy w mniej wymagajacy gust? jako dzieciak bylem przezachwycony ich teledyskami i humorem w nich zawartym; teraz... jakby mniej... ja widze ironi ew Radio Ga-Ga, ale ona nie wywoluje takiego ksiezyca na mojej twarzy jak LEROY BROWN... i tak dalej, i tak dalej...
Co wy na to? _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Pon Lut 25, 2008 9:28 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 1:41 pm Temat postu: |
|
|
"Największy atut Queen? Poczucie humoru..."
Ja tam będę się ciągle upierać, że nie w kwestii zadanego pytania.
Ale nawet w tych "lepszych" latach 70 tak od razu nie wyskakiwali z takimi piosenkami jak na SHA czy ANATO, bo gdzie tego szukać na QI i QII?
Na SHA płycie być albo nie być w gruncie rzeczy zaryzykowali, mieli więcej swobody w studio i nagrali przebojowe Killer Queen i od czapy Leroya.
Dla mnie humor w pieśniach jest jednym z wielu atutów, ale nie tym najważniejszy, największym.
Bo piosenki, albumy Queen są do tańca i do różańca i za to je lubię.
Chociaż czasem są do kieliszka jak się słucha The Works  _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 2:23 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | Bohemian Rhpsody poważne??????????????????????????????????????????????
GDZIE!!!!!?????? Te GALILEA, te MAMA MIE?????
Freddie SAM przyznał, że to było (cytat) "tangue in cheek"- czyli żartobliwie... nie no, stary... jak to jest poważny utwór to ja jestem Ali Baba... Ten utwór to KORONNY przykłąd na poczucie humory muzyków Queen i Freda... |
Bohemian Rhapsody to utwór tak wybitnie dopracowany, tak nasycony barwnikami, tak podpicowany, że nie potrafię o nim mówić w kategoriach żartu. To utwór tak monumentalny, że muszę traktować go poważnie. Bogate chórki budzą bardziej podziw, niż śmiech (nigdy się nie śmiałem przy BR). Nie zapominajmy również, że generalnie wymowa tej piosenki jest dość poważna. Zarówno wstęp, jak i dwie zwrotki przy pianinie są w oczywisty sposób nostalgiczne. Część chóralna jest oczywiście szalona, innowacyjna, oryginalna, jest to coś nowego, ale czy śmiesznego? W kontekście całego utworu wygląda to przecież trochę inaczej. Na koncertach również Freddie śpiewał tę piosenkę poważnie. Wiem, że był to, zgodnie z założeniem, pastisz opery. Ale nie można Bohemian Rhapsody klasyfikować do tej samej kategorii, co np. bring back that leroy brown. To jest zupełnie inny humor. Choć są elementy szaleństwa, to całościowo czuję w tym utworze więcej goryczy, niż humoru.
| Fenderek napisał: | Ciagle widze wielka roznica miedzy poczuciem humoru w latach 70-tych i w latach 80-tych. Ich "wyskoki" we wczesnym okresie, rzeczy an ktore nie odwazylby sie nikt inny byly wysublimowane, niezwykle udane, ambitne, bezpretensjonalne... W latach 80-tych bylo to jakby troche bardziej toporne... jakby mniej gornolotne, jakby... bardziej oczywiste...
jasne- zespol dalej robil rzeczy na ktore inni sie nie odwazali (IWTBF i reakcja USA przychodzi na mysl; albo plyta Hot Space; albo nawet to przeklete PAIN/PLEASURE- przyznaje!). Ale to juz nie ta klasa, nie ta wena... Do robienia sobi ezartow TEZ potrzebna jest wena, natchnienie... Dla mnei LAZING ON SUNDAY AFTERNOON to pomysl absolutnie natchniony- w kategoriach zartu... Przebranie sie za kobitki w teledysku albo celowo kiczowate MIRACLE jest juz... jakby mniej natchnione... ciagle autoironia, ciagle zart, ciagle humor, ale... hjakby zdziebko... tanszy? mniej smieszny? mniej wymagajacy? celujacy w mniej wymagajacy gust? jako dzieciak bylem przezachwycony ich teledyskami i humorem w nich zawartym; teraz... jakby mniej... ja widze ironi ew Radio Ga-Ga, ale ona nie wywoluje takiego ksiezyca na mojej twarzy jak LEROY BROWN... i tak dalej, i tak dalej... |
No dobra, ale to już są mało konkretne argumenty. Mówisz o tym, czy coś jest bardziej, czy mniej natchnione, albo czy wywołuje u Ciebie księżyc czy nie. Niestety, to nie argumenty. Nie wiem, dlaczego i want to break free miałoby być mniej natchnione pod względem humoru, niż lazing on a sunday afternoon. Chyba tylko dlatego, że to pierwsze nawiązuje do popu, a drugie do opery. Ale to nie argument. Może są jakieś argumenty za tym, ale ich nie podałeś. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 2:53 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: |
Bohemian Rhapsody to utwór tak wybitnie dopracowany, tak nasycony barwnikami, tak podpicowany, że nie potrafię o nim mówić w kategoriach żartu. To utwór tak monumentalny, że muszę traktować go poważnie. Bogate chórki budzą bardziej podziw, niż śmiech (nigdy się nie śmiałem przy BR). Nie zapominajmy również, że generalnie wymowa tej piosenki jest dość poważna. |
1. Zart tez moze byc dopracowany
2. Jestes jedna z baaaardzo nielicznych osob traktujacych go powaznie- nawet zespol go powaznie nie traktowal... to, ze moze w nim byc gorycz czy cokolwiek innego nic nie zmienia... bardzo niewiele zartow jest TOTALNIE beztroskich i nie niosacych za soba nic...
3. Wymowa? NIKT nie wie dio diosaka o czym jest ten utwor... cokolwiek myslisz- to sa domysly i interpretacje, Freddie NIGDy nie powiedzial o czym to jest... poza tym- za weiloma zartami stoi glebokie i powazne przeslanie- i co? Przestaja byc zartami?
| hamburger napisał: | | Zarówno wstęp, jak i dwie zwrotki przy pianinie są w oczywisty sposób nostalgiczne. Część chóralna jest oczywiście szalona, innowacyjna, oryginalna, jest to coś nowego, ale czy śmiesznego? |
Galileo, galileo figaro... magnifico...
To jest POWAZNE? Jaja sobei robisz?
| hamburger napisał: | | Wiem, że był to, zgodnie z założeniem, pastisz opery. Ale nie można Bohemian Rhapsody klasyfikować do tej samej kategorii, co np. bring back that leroy brown. To jest zupełnie inny humor. |
Tu zgoda- INNY humor. Ale humor. Sam uzywasz slowa PASTISZ, wiec... jak dla mnie zaprzeczasz sam sobie, sorry.
I nie wiem- jak BoRhap jest dla ciebie powazna jakim cudem Ty widzisz zart w Dear Friends...?
| hamburger napisał: |
No dobra, ale to już są mało konkretne argumenty. Mówisz o tym, czy coś jest bardziej, czy mniej natchnione, albo czy wywołuje u Ciebie księżyc czy nie. Niestety, to nie argumenty. Nie wiem, dlaczego i want to break free miałoby być mniej natchnione pod względem humoru, niż lazing on a sunday afternoon. Chyba tylko dlatego, że to pierwsze nawiązuje do popu, a drugie do opery. Ale to nie argument. Może są jakieś argumenty za tym, ale ich nie podałeś. |
Ni emowilem o muzyce tylko oteledysku- nie wazne wiec czy pop czy opera czy cokolwiek innego.
Mowie o poczuciu humoru, o ZARCIE- moment w ktorym Brian chwyta za banjo w srodku rockowego koncertu by zagrac solo trwajace 3 sekundy wydaje mi sie DUZO zabawniejszy niz czterech panow przebranych za kobitki.
I wybacz- ale w ktorym miejscu KTOKOLWIEK tutaj mowi o obiektywizmie? Oczywiscie, ze humor mozesz mierzyc tylko tym co Tobi sie wydaje zaabawne...
Jak na moj gust- ich wczersniejsze "wyskoki" (z BoRhap na czele) byly ambitniejsze niz to, co proponowali pozniej... o, patrz, facet z wasami przebrany za babe z odkurzaczem... ambitne? nie zaprzeczam ze zabawne, ani troche! ale... czy jest to humor wysublimowany? _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 4:45 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
1. Zart tez moze byc dopracowany
2. Jestes jedna z baaaardzo nielicznych osob traktujacych go powaznie- nawet zespol go powaznie nie traktowal... to, ze moze w nim byc gorycz czy cokolwiek innego nic nie zmienia... bardzo niewiele zartow jest TOTALNIE beztroskich i nie niosacych za soba nic...
3. Wymowa? NIKT nie wie dio diosaka o czym jest ten utwor... cokolwiek myslisz- to sa domysly i interpretacje, Freddie NIGDy nie powiedzial o czym to jest... poza tym- za weiloma zartami stoi glebokie i powazne przeslanie- i co? Przestaja byc zartami? |
1. Gdy chcę sparodiować piosenkę lub jakiś styl, to w celu wywołania efektu komicznego prędzej to uproszczę, niż zrobię z tego arcydzieło.
2. Ale w BR nostalgia jest bardzo wyraźna, pomimo elementów szaleństwa.
3. Nie jest o fruwającym orangutanie, bo brzmi dość poważnie i o tym mówię.
"za weiloma zartami stoi glebokie i powazne przeslanie- i co? Przestaja byc zartami?" - a zatem weryfikuję swoją opinię i mówię, że takie żarty mi nie przeszkadzają. mówiłem o żartach stuprocentowo humorystycznych, typu właśnie 'lazing on a sunday afternoon', które spełnia chyba jedynie tę satyryczną rolę.
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | Zarówno wstęp, jak i dwie zwrotki przy pianinie są w oczywisty sposób nostalgiczne. Część chóralna jest oczywiście szalona, innowacyjna, oryginalna, jest to coś nowego, ale czy śmiesznego? |
Galileo, galileo figaro... magnifico...
To jest POWAZNE? Jaja sobei robisz?  |
Nie, wcale nie poważne, przeczytaj jeszcze raz to, co zacytowałeś Jest szalone, jest to element pewnej zabawy muzyką i wokalem, więc nie jest poważne. Ale nie oszukujmy się, śmieszne to ni w ząb Przynajmniej dla mnie. Co z tego, że galileo, albo magnifico? Mnie to nie bawi I nie wiem, co w tym może rozśmieszać.
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | Wiem, że był to, zgodnie z założeniem, pastisz opery. Ale nie można Bohemian Rhapsody klasyfikować do tej samej kategorii, co np. bring back that leroy brown. To jest zupełnie inny humor. |
Tu zgoda- INNY humor. Ale humor. Sam uzywasz slowa PASTISZ, wiec... jak dla mnie zaprzeczasz sam sobie, sorry.  |
Ale jak wyżej wspomniałem, mówię o humorze znacznie lżejszym, jak w wielokrotnie wspominanym LOASA. Mówię o piosenkach w 100% humorystycznych, a do takich BR się z pewnością nie zalicza.
| Fenderek napisał: | I nie wiem- jak BoRhap jest dla ciebie powazna jakim cudem Ty widzisz zart w Dear Friends...? |
Kurczę, nie lubię tak wszystkiego łopatologicznie wyjaśniać, więc czy mógłbym Cię prosić o to, abyś chociaż próbował zrozumieć moje stanowisko, zamiast wszystko, co się da, negować? 'dear friends' jest tak proste, tak banalne i tak ogromny jest kontrast między patetycznym nastrojem tej piosenki, a banalnością kompozycji, że rzeczywiście się zaśmiałem, kiedy pierwszy raz to usłyszałem. Do dziś nie wiem, czy to było tworzone w pełni serio
| Fenderek napisał: | Nie mowilem o muzyce tylko oteledysku- nie wazne wiec czy pop czy opera czy cokolwiek innego.
Mowie o poczuciu humoru, o ZARCIE- moment w ktorym Brian chwyta za banjo w srodku rockowego koncertu by zagrac solo trwajace 3 sekundy wydaje mi sie DUZO zabawniejszy niz czterech panow przebranych za kobitki.
I wybacz- ale w ktorym miejscu KTOKOLWIEK tutaj mowi o obiektywizmie? Oczywiscie, ze humor mozesz mierzyc tylko tym co Tobi sie wydaje zaabawne...
Jak na moj gust- ich wczersniejsze "wyskoki" (z BoRhap na czele) byly ambitniejsze niz to, co proponowali pozniej... o, patrz, facet z wasami przebrany za babe z odkurzaczem... ambitne? nie zaprzeczam ze zabawne, ani troche! ale... czy jest to humor wysublimowany? |
No dobra, można powiedzieć, że jest bardziej prostacki, niech będzie  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 5:26 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | | Fenderek napisał: |
1. Zart tez moze byc dopracowany
2. Jestes jedna z baaaardzo nielicznych osob traktujacych go powaznie- nawet zespol go powaznie nie traktowal... to, ze moze w nim byc gorycz czy cokolwiek innego nic nie zmienia... bardzo niewiele zartow jest TOTALNIE beztroskich i nie niosacych za soba nic...
3. Wymowa? NIKT nie wie dio diosaka o czym jest ten utwor... cokolwiek myslisz- to sa domysly i interpretacje, Freddie NIGDy nie powiedzial o czym to jest... poza tym- za weiloma zartami stoi glebokie i powazne przeslanie- i co? Przestaja byc zartami? |
1. Gdy chcę sparodiować piosenkę lub jakiś styl, to w celu wywołania efektu komicznego prędzej to uproszczę, niż zrobię z tego arcydzieło.
2. Ale w BR nostalgia jest bardzo wyraźna, pomimo elementów szaleństwa.
|
1. Pastisz to jeszcze nie parodia. Pastisz nie ma zamiaru OSMIESZYC a nawiazac. MOZE osmieszac- ale nie musi, sprawdz w slowniku. Co BoRhap czyni i to bardzo sprawnie. I to JEST uproszczone w tym znaczeniu, ze nawet Fred stwierdzil, ze z PRAWDZIWA opera to sie rownac absolutbie nie moze... to jest arcydzielo w muzyce rockowej czy rozrywkowej, ale przy Beethovenie czy czjakowskim to wybacz, ale marne z tego arcydzielo... sam podobnie argumentowales w temacie o ambicji- o!
2. No i co z tego ze ta nostalgia jest wyrazna? Widzialem setki KOMEDII w ktorych byly tez i smutek, i powazne przeslani ei nostalgia i wiele innych powaznych skladnikow... to sie nie wyklucza...
| hamburger napisał: |
Nie, wcale nie poważne, przeczytaj jeszcze raz to, co zacytowałeś Jest szalone, jest to element pewnej zabawy muzyką i wokalem, więc nie jest poważne. Ale nie oszukujmy się, śmieszne to ni w ząb Przynajmniej dla mnie. Co z tego, że galileo, albo magnifico? Mnie to nie bawi I nie wiem, co w tym może rozśmieszać. |
To, ze rockowy zespol wyskakuje z Maginificooo...ooo.ooo..oo... bismillah, no- we don't let you go... najpierw sam mowisz ze zartobliwe- potem ze nie jest smieszne... nawet jesli- w temacie mowimy o poczuciu humoru- to znaczy o zartobliwych rzeczach, zabawnych... nie musza byc smieszne jak Monty Python... Rany- nie byli komediantami do diaska. Nie mowie o smiechu do rozpuku, mowie o autoironii i "zartach muzycznych"- to nie skecze komediowe...
| hamburger napisał: |
Kurczę, nie lubię tak wszystkiego łopatologicznie wyjaśniać, więc czy mógłbym Cię prosić o to, abyś chociaż próbował zrozumieć moje stanowisko, zamiast wszystko, co się da, negować? 'dear friends' jest tak proste, tak banalne i tak ogromny jest kontrast między patetycznym nastrojem tej piosenki, a banalnością kompozycji, że rzeczywiście się zaśmiałem, kiedy pierwszy raz to usłyszałem. Do dziś nie wiem, czy to było tworzone w pełni serio  |
najpierw sam argumentujesz ze chodzi Ci o zarty 100% a potem wrzucasz w to utwor ktorego jedynym humorystycznym akcentem wg Ciebie nawet jest jego krotkosc i beznadziejnosc czy banalnosc. To jest poczucie humoru? To pewnie Take That i Kelly Family to dla Ciebie lepsze od Pythona
I oczywiscie ze bede negowal- po to jest dyskusja.Tak dlugo bede negowal jak dlugo bedziesz- wg mnie- zaprzeczal sam sobie  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Cuidado Llama!

Dołączył: 14 Cze 2007 Posty: 127 Skąd: Z wykopalisk
|
Wysłany: Sro Lut 20, 2008 7:41 pm Temat postu: |
|
|
Hamburger skończy jak na PP. Z nim dyskutować to gorzej niż trąd. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|