| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Queen był najlepszy... |
| w studio |
|
41% |
[ 26 ] |
| na żywo |
|
58% |
[ 36 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 62 |
|
| Autor |
Wiadomość |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 12:22 am Temat postu: |
|
|
| a kind of magic to jest dobre tylko i wyłącznie w wersji koncertowej. wersja studyjna jest tak płaska, że się nie da jej słuchać. wersja z wembley jest o niebo lepsza od studyjnej. co do one vision - słabo wypadł wokal freddiego na wembley, ale posłuchaj tego kawałka z budapesztu i zmienisz zdanie:) play the game? wszak jest dużo lepsze w wersji koncertowej właśnie! jak pięknie się różnimy haha:) miłego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 12:36 am Temat postu: |
|
|
Czas najwyższy wygłosić swoją opinię... ;P
Queen jest jednym z tych zespołów, które zachwycają mnie jednak na scenie bardziej... Ciekawy jest fakt, że i tu i tu byli genialni - w studio potrafili łamać bariery (przynajmniej w latach '70), a na koncertach umieli dawać z siebie 110%, imo głównie dzięki Freddie'mu, który działał bezbłędnie, jak motor napędowy (nawet nie będąc danego dnia w dobrej formie wokalnej). I dlatego bardzo spodobało mi się trafne powiedzenie le_mmora w odniesieniu do Freddie'go - 'koncertowe zwierze'. W zasadzie ze mną jest tak, że ogólnie wolę zespoły słuchać live...
Jak tak teraz analizuje utwory Queen grane na koncertach to myślę, że niemal wszystkie brzmią lepiej na scenie (parę wyjątków może bym znalazł). A wydawałoby się, że np. w przypadku 'White Man' to niemożliwe... Heh, wersja z Houston okazała się przez jakiś czas moją ulubioną piosenką, jaką zespół kiedykolwiek zagrał... Dla mnie, jako dla zagorzałego wielbiciela wczesnych dokonań zespołu prawdziwym bólem jest zatracenie przez Panów swej genialności pracy w studio... Pójścia na łatwiznę... Chcąc pójść dalej, w moich oczach paradoksalnie stanęli w miejscu wydając coś, co brzmi okropnie, jednak wszystkie swoje grzechy odkupili dając koncerty... Niekiedy wręcz wspaniałe, z nieustającym powerem i klasą. Dlatego być może fakt, że nie potrafili utrzymać mistrzowskiego poziomu grywając w studio (a na koncertach odwrotnie) jest jedną z głównych przyczyn, że wolę Queen LIVE i nie muszę długo się zastanawiać nad tym wyborem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 2:58 am Temat postu: |
|
|
Jest jeszcze jeden powód dla którego wolę Queen na żywo niz w studio... W studio w połowie drogi stracili brzmienie- mając w zespole jednego z lepszych perkusistów rockowych i jednego z absolutnie najwspanialszych gitarzystów wszech czasów oni nagrywali takie rzeczy jak BODY LANGUAGE, ONE YEAR OF LOVE czy inne I WANT TO BREAK FREE, gdzie ich prawie nie ma... Jednak na żywo, na scenie nigdy nie tracili tej kolektywności brzmienia- na scenie była perkusja, był bas, była gitara, był wokal... takie Queen lubię- jako zespół; na płytach czasami w niektórych nagraniach z lat 80-tych ze świecą szukać Rogera i Briana... i mnie to naprawdę mierzi... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 11:35 am Temat postu: |
|
|
| oni tam byli, choć często w innym charakterze:) wszak na innuendo też jest niewiele żywej perkusji, ale ktoś ją musiał tak świetnie zaaranżować:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 12:20 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | oni tam byli, choć często w innym charakterze:) wszak na innuendo też jest niewiele żywej perkusji, ale ktoś ją musiał tak świetnie zaaranżować:) |
Nie jest jej tam az tak przerazliwie malo jak na WORKS, HS czy AKOM...
I ja nie chce ich w innym charakterze- ja chce ich jako boskiego gitarzyste i boskiego perkusiste ; na scenie to mam; w studio- nie zawsze... w studio probowali udawac klawiszowcow- choc tak naprawde ZADEN z nich wybitnym nie byl... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
vessena

Dołączył: 18 Sty 2005 Posty: 385 Skąd: z otchłani
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 12:59 pm Temat postu: |
|
|
Ja w zasadzie zwykle wole brzmienie studyjne, podoba mi sie jakos dzwieku i dopracowanie szczegolow. Tak jest tez w wypadku Queen. Koncerty za to sa niesamowitym przezyciem jako takim - jako, ze nie mialam szansy uczestniczyc w nich ze wzgledu na wiek (w pieluchach czy fartuszku przedszkolnym to sie raczej na koncerty nie jezdzi), to absolutnie niezapomnianych przezyciem byl dla mnie Queen+Paul Rodgers w Pradze. (nie)Mozliwosc uczestnictwa w koncertach to bodaj jedyny powod dla ktorego zaluje ze nie urodzilam sie wczesniej i musze sie zadowolic nagranymi. Freddie mial swietny kontakt z publicznosciscia i potrafil porwac tlum - to przemawia na korzysc life w ich wypadku. Plus to ze mamy rozne wersje tego samego utworu. _________________ I can fly, my friends. The show must go on. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 1:17 pm Temat postu: |
|
|
| moim zdaniem freddie był naprawdę dobrym klawiszowcem... no i niezłym byl (jest ) mack. zaś co do innuedno - na tej płycie jest bardzo mało żywej perkusji... inna rzecz, ze brzmi świetnie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 1:58 pm Temat postu: |
|
|
Jeśli ktoś mi wytłumaczy, na czym polega geniusz Rogera, to będę szczęśliwy.
Ja generalnie jestem większym fanem płyt studyjnych niż koncertowych, toteż wybór jest dla mnie prosty. Ale są utwory, które na koncertach wychodziły lepiej - i to nie tylko te z Hot Space czy A Kind of Magic (a propos - Friends Will Be Friends koncertowo jest jeszcze gorsze). _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 2:39 pm Temat postu: |
|
|
| roger jest znakomitym bębniarzem - wiem o czym mówię, jako że za młodu także bębniłem w kapeli. jest cholerie stylowy, bardzo rozpoznawalny - mimo to, że nie przywiązywał się do brzmienia i zestawów. uwielbiam jego grę bębna basowego, cudne czucie werbla i znakomitą grę na talerzach. są bębiarze, którzy po prostu napieprzają w talerz, niektórzy wręcz niewybaczalnie źle (vide lars ulrich). roger to stara dobra szkoła gry - z jednego talerza potrafi uzyskać mnóstwo różnych dźwięków (zależy od kąta ułożenia pałeczki, miejsca jak i siły uderzenia), dotyczy to także samych garów. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 2:51 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | moim zdaniem freddie był naprawdę dobrym klawiszowcem... |
Nie wiem.. dla mnie dobrym klawiszowcem to jest Derek Sherinian albo Jon Lord, Jordan Rudess albo Mark Kelly... Freddie w porownaniu z nimi wypada niezwykle blado...
I ja, osobiscie nie chce Freda klawiszowca- chce Freda grajacego na pianinie! Dlatego wole na zywo (a nie w studio) a i to raczej tylko do 82 roku
Odnosnie Rogera- zdaje sie na MAKING OF ANATO (chyba BONUS ale nie jestem pewien) jest Roger wyjasniajacy troche na czym polega jego brzmienie  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 3:46 pm Temat postu: |
|
|
Zdecydowanie wolę Queen grający na żywo. W stosunku do każdego zespołu muzycznego bądź artysty indywidualnego przyjmuję kryterium umiejętności grania na żywo. Jeśli takowej nie ma, to choćby dokonania studyjne były znamienite, nie cenię takich twórców. W studiu można dokonać właściwie wszystko, poprawić każdy fałsz, tworzyć wielkie formy muzyczne i ubarwiać je czym tylko się da. Gdy do tego pojawi się dobry producent, można osiągnąć świetne efekty. Jednak po nagraniu płyty trzeba wyruszyć w trasę i zaprezentować ten materiał na żywo, co jest prawdziwym sprawdzianem umiejętności grania. Dawniej, gdy nie było możliwości technicznej rejestracji dźwięku, dostęp do muzyki polegał zawsze tylko i wyłącznie na oglądaniu muzyków grających na żywo( właściwie do początków XX wieku) i ta umiejętność zaprezentowania się przed ludźmi była podstawą do oceny muzyków i ich twórczości. Gdyby Chopin nie był świetnym pianistą i nie grał ciągle koncertów dla paryskiej publiczności, nie zdobyłby takiego uznania. Podobnie było z I.J.Paderewskim, światową sławę zdobył jezdżac z koncertami po całym świecie. Podobnie było z jazzem, w okresie przedwojennym mało kogo było stać na drogi gramofon a poznawanie muzyki polegało głównie na oglądaniu grających na żywo muzyków. Gdyby ci wielcy jak Armstrong, Gillespie, Davis podczas grania na żywo nie potrafili przynajmniej odtworzyć tego, co mieli nagrane na płytach studyjnych, zostaliby po prosty wyśmiani i zmieceni ze sceny. Warunkiem rodzenia się legend jazzu były w większym stopniu ich wspaniałe, improwizowane koncerty. W środowisku entuzjastów jazzu tematem niekiedy ekstatycznych rozważań były właśnie konkretne koncerty, podczas których dochodziło do spotkań wielu wirtuozów i do pięknych muzycznych uniesień. Np. w 1965 główną podnietą entuzjastów jazzu był legendarny koncert M.Davisa z W.Shorterem i H.Hanckokiem w Chicago. Zagrali wtedy 2 ponad 5 godzinne koncerty z dochodzącymi do 40 min. kompozycjami. Do dzisiaj w annałach jazzu się o tym pamięta i wspomina te występy.
Z rockim było troszkę innaczej. Gdy w latach 60 nastąpił okres fascynacji Żuczkami i Kamieniami, podstawą były płyty studyjne (raczej krótkie) i częste single. Grane w rozgłośniach radiowych i prezentowane w tv pozwalały muzykom na dojście do statusu gwiazdy. Podczas koncertów rych zespołów w połowie lat 60 dochodziło do histerii ze strony fanów i nie trwały one zwykle dłużej niż 45 (niekiedy nawet 30 minut lub mniej, jeśli fani wdzierali się na scenę) Stąd też żeby wywołać aplauz, nie trzeba się było zbytnio wysilać. Jednak w końcówce lat 60 rock rozkwitł niezwykle, pojawiły się wielkie festiwale muzyczne a koncerty zaczęto rejestrować. Gdy na scenie pojawili się The Who czy Zeppelini, podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko i już nie wystarczyło nagrać fajny singiel i czekać na chwałę. Teraz należało wywołać jeszcze entuzjazm publiczności podczas koncertów.
Gdy Queen wkraczał na scenę muzyczną, konkurencja była bardzo duża, świat objeżdżały regularnie wielkie zespoły, rodził się rock progresywny, a jedna koncertowa piosenka mogła być nawet dłuższa od całego koncertu kogoś z początku lat 60. ( np. na płycie koncertowej Scandinavian Nights grupy Deep Purple jest jeden kawałek mający 36 min. )
Queen świetnie się w tym odnalazł i od samego początku graz znakomite koncerty, grając ostrzej i rozbudowując bądź łącząc różne piosenki. Nie chodzi tu tylko o sam fakt, że byli technicznie wspaniali (właściwie każdy kawałek grany na koncercie jest conajmniej tak dobry jak w wersji studyjnej a zwykle lepszy), ale o to, że podchodzili do swych koncertów bardzo twórczo. Nie ma chyba w muzyce uczciwszej rzeczy jak zagranie dobrego koncertu i pokazanie , że to, co mamy na płycie, jesteśmy w stanie zagrać na żywo.
Właściwie każda trasa koncertowa poza 2 ostatnimi dobitnie pokazuje, że Queen to 4-osobowe "sceniczne zwierzę", które będąc uzbrojonym tylko w podstawowe elementy (wokal, fortepian,bas,gitara,perkusja) i grająć bez wspomagania przez dodatkowych kuzyków jest w stanie zrobić to świetnie.
Jak dla mnie najlepsze dowody ich koncertowego geniuszu to:
-rozbudowany, czesto podad 10 min.Liar czy inne ostre kawałki
-wspaniałe medleye od 10-22 minut ( podczas każdej z tras inny)
-różnorodność stylistyczna koncertów (my melancholy blues a zaraz potem White man...)
-granie większej ilości piosekek (nawet we fragmentach) jest lepsze niż rozbudowywanie jakiegoś utworu np. o kilkuminutowe solo na perkusji
-kontakt z publicznością i jej udział w koncertach
-wokalne zabawy Freda
-poczucie humoru i tworzenie na scenie zgranej paczki a nie popisu 4 indywidualistów, z których każdy konkuruje z pozostaymi popisując się tym w czym jest najlepszy
-genialne zagranie średnich kompozycji z płyt Hot space i następnych
-Live Aid (na Wembley byli przecież nie tylko fani ale też ludzie, którzy nie znosili Queen bądź obojętni)
Dużą sztuką jest nagranie takiego utworu jak The Prophet Song ale jeszcze większą jego zagranie na żywo. A 20 min. medley z lat 77-78 zawierający millioraire waltz. Po prostu arcydzieło.
W studiu można wszystko dograć, powtórzyć, zaprosić chór czy innych instrumentalistów. Spójrzmy na wielką suitę Floydów (których też bardzo cenie) Atom Heart Mother. 24 minuty pięknej acz troszke powtarzalnej muzyki. Na scenie wspomagał ich chór a niekiedy orkiestra na czele z M.Kamenem (tym od Who Wants To Live Forever). Wychodziło pięknie, ale gdyby na scenie zostali sami Floydzi, efekt nie byłby aż tak dobry.
Queen koncertowy ma dla mnie znaczenie większe niż ich twórczość studyjna. Oczywiście bez świetnych płyt nie byłoby tych cudownych koncertów, ale i bez tych koncertów nie byłoby magii i legendy jaką jest owiany Queen.
Pamiętajmy, że często gdy się pisze bądź mówi o Queen "legendarny" to w kontekście ich słynnych koncertów.
Pozdrawiam _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 3:47 pm Temat postu: |
|
|
| tej... nie mówię o freddiem klawiszowcu w sensie porównywania do tuzów instrumentu:) ale w studio freddie wraz z mackiem świetnie wykorzystywał klawisze, m.in. na hot space. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 4:45 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | ale w studio freddie wraz z mackiem świetnie wykorzystywał klawisze, m.in. na hot space. |
Ja tego nie slysze; jak dla mnie spaprali plyte, ktora mogla byc naprawde ciekawa... rzecz gustu...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 4:46 pm Temat postu: |
|
|
| a ja płytę hot space uwielbiam:) kwestia gustu... radujmy się dziś... radujmy... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 4:50 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | krs napisał: | | ale w studio freddie wraz z mackiem świetnie wykorzystywał klawisze, m.in. na hot space. |
Ja tego nie slysze; jak dla mnie spaprali plyte, ktora mogla byc naprawde ciekawa... rzecz gustu...  |
zastanawialem sie, kto pierwszy to napisze oczywiscie nie ma juz chyba sensu pisac po raz 50. jak ta plyta moglaby byc dobra, gdyby od czasu do czasu uzyli w niej wiecej gitary i gdyby mack mial podczas tych sesji sraczke i nie mogl pojawiac sie w studio...  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 5:57 pm Temat postu: |
|
|
| Bizzy napisał: | | Fenderek napisał: | | krs napisał: | | ale w studio freddie wraz z mackiem świetnie wykorzystywał klawisze, m.in. na hot space. |
Ja tego nie slysze; jak dla mnie spaprali plyte, ktora mogla byc naprawde ciekawa... rzecz gustu...  |
zastanawialem sie, kto pierwszy to napisze oczywiscie nie ma juz chyba sensu pisac po raz 50. jak ta plyta moglaby byc dobra, gdyby od czasu do czasu uzyli w niej wiecej gitary i gdyby mack mial podczas tych sesji sraczke i nie mogl pojawiac sie w studio...  |
Ale za to jakie nudne byłoby życie fanów, gdyby nie mogli spierać się o tę cudowną płytę Gdyby tam było więcej gitary itd, to utraciłaby ona całą swoją kontrowersyjność i retro-urok.
Dla mnie przykładem genialnego wręcz użycia klawiszy/syntezatorów jest Innuendo - ten album wręcz się opiera na ich brzmieniu. A efekt jest zwyczajnie wyśmienity, by wymienić tylko podkład do TATDOOL czy cały utwór Don't Try So Hard. A jest przecież jeszcze cudownie prosty, ale monumentalny i porażający "riff" klawiszowy do TSMGO... _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
jagaciarz

Dołączył: 16 Cze 2005 Posty: 670 Skąd: Zgierz
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 6:06 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | a kind of magic to jest dobre tylko i wyłącznie w wersji koncertowej. wersja studyjna jest tak płaska, że się nie da jej słuchać. wersja z wembley jest o niebo lepsza od studyjnej. co do one vision - słabo wypadł wokal freddiego na wembley, ale posłuchaj tego kawałka z budapesztu i zmienisz zdanie:) play the game? wszak jest dużo lepsze w wersji koncertowej właśnie! jak pięknie się różnimy haha:) miłego. |
One vision lepiej wypadło wokalnie w Budapeszcie-zgoda .Tyle z obydwa, One vision i Kind of magic koncertwo akurat tracą na swojej magii.W przypadku One vision brakuje mi jednak live tych klawiszy,szaleństwa perkusyjnego itp.
Play the game-koncertowe też bardzo lubię,jednakże fragment od "My game of love..." wraz z późniejszym przejściem przemawia na korzyść wersji studyjnej-na koncertach tak mocno i soczyście to już nie brzmiało. _________________ That time will come,one day you'll see when we can all be friends |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 9:14 pm Temat postu: |
|
|
Co by tu pisać. Nic nowego nie odkryje po tylu wypowiedziach
Koncerty Leseh wszystko opisał. Ale mi właśnie na nich brakuje tych kilku kawałków, których nigdy nie ośmielili sie grać na żywo i to zwłaszcza te z wokalem Briana czy Rogera i stawiam na studio, bo na nich mam wszystko.
Uwielbiam koncerty Queen, niektóre wersje live, ale dla mnie studio, płyta jest większa.
Gdyby Queen wydawali więcej koncertówek, grali bardziej zmienne setlisty to wtedy byliby bogami Są zespoły, które potrafią co noc grac inni zestaw, odegrać cały album.
Mało odkrywcze stwierdzenia. Ale po takim niusie jak dziś nic sensownego nie przychodzi. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Pon Sty 14, 2008 10:48 pm Temat postu: |
|
|
Najpierw standardowy dogmat: na żywo wymiatali i byli jednym z najbardziej energetycznych zespołów.
Ale jednak - zawsze, już od początków swojej kariery jako słuchacza Queen, najbardziej ceniłem wersje studyjne. To, co uwielbiałem, to zamiłowanie do szczegółu, dopieszczenie każdego utworu do ostatniego "plimknięcia" trójkąta czy innego bajeru. Brylują w tym oczywiście numery z lat 70-tych, w których niejednokrotnie nie zmieniłbym ani jednego dźwięku. Zawsze fascynowały mnie smaczki, które dało się wychwycić dopiero po którymś przesłuchaniu i takie, których właśnie nie dałoby rady odtworzyć na żywo. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Wto Sty 15, 2008 12:06 am Temat postu: |
|
|
Co do Rogera... Mogę się zgodzić co do brzmienia, ale sam styl jego gry nie czyni go, moim zdaniem, wielce rozpoznawalnym. Tutaj już bardziej wyróżniłbym Bruforda czy White'a.
Sądzę, że to po prostu dobry perkusista. Bez wielkich słów. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Wto Sty 15, 2008 12:13 am Temat postu: |
|
|
W latach 70' studio było po prostu mistrzowskie. I to do tego stopnia, że niektórych piosenek nie dało się w przybliżonej nawet formie odtworzyć na koncertach.
Z kolei lata 80' faktycznie trochę smutkiem produkcyjnym z płyt wieją. I tu z kolei koncerty wychodzą na pierwszy plan. Dobrze mieć takie dwie odsłony Queen. Gdyby nie te koncerty to byśmy mieli wątpliwości czy to dalej zespół rockowy patrząc na takie HS czy inne Worksy  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Wto Sty 15, 2008 11:59 am Temat postu: |
|
|
| ja uważam rogera za bardzo dobrego i charakterystycznego perkusistę. cechuje go rzecz taka oto, że przy różnym brzmieniu odnajduję go w sposobie gry. roger gra bardzo 'gęsto', a jednocześnie miękko. ma wspaniałe 'podbicie' - słychać je już bardzo wyraźnie we wczesnych utworach, np. smile. dla mnie genialny muzyk. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Wto Sty 15, 2008 12:26 pm Temat postu: |
|
|
Owszem, ich studyjne nagrania są genialne, bo to czwórka pomysłowych i szerokohoryzontalnych muzyków. Najfajniejsze było to, że traktowali swoje sesje nagraniowe z dużym dystansem i humorem a efektem tego były genialne płyty w latach 70. Nie chodzi mi nawet o maestrię wykonawczą ale o skrajne podejście do zjawiska zwanego rockiem. Nikt wczesniej nie posunął się tak daleko w wycieczkach na pola innych gatunków muzycznych jak właśnie oni. Zazwyczaj różnorodność stylistyczna płyt innych wykonawcó wynikała z faktu, że raz było ostro a raz subtelnie i balladowo. W studyjnych nagraniach Queen poszedł o wiele dalej. Dam tu tylko jedno porównanie. Floydzi w 24 min. suicie AHM nie zawarli zbyt dużo muzycznych figur czy stylistyk, utwór, choć piękny wydaje się być lekko jednostajny. March Czarnej Królowej czy Bohemian Rhapsody trwają około 6 minut, a w każdym z nich jest więcej zmian tempa, figur muzycznych itp. niż na całej płycie AHM Floydów.
Queen był wtedy bez wątpienia zespołem z dużym zacięciem do progresywnego grania, tyle, że jego progresywność była łatwiejsza w odbiorze, bo bardziej muzykalna, melodyjna i zróżnicowana.
W ich studyjnym graniu najbardziej cenie liczne krótkie żarty muzyczne czy kawałki odwołujące się do muzyki klasycznej. Fortepian Freda brzmiał znakomicie (zwłaszcza w Love of my Life, to brzmienie docenia nawet mój kolega-entuzjasta L.Możdżera) i bardzo uszlachetniał muzykę zespołu.
Ale i tak jestem zdania, że dopiero koncerty pokazują prawdziwą klasę artysty. Uwielbiam Millionaire waltz ale gdy zobaczyłem jak oni to wykonują na żywo w EC czy Houston i jak Fred wije się nad fortepianem, po prosty padłem na kolana. O tak ten medley z Houston to dla mnie majstersztyk, no i co ważniejsze, można go słuchać i oglądać. No i czekać aż ten koncert wydadzą. _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 4:07 pm Temat postu: |
|
|
| Pamiętam ,że jak usłyszałem wiele z utworów z płyty Live Killers studyjnych to byłem rozczarowany, ale z drugiej strony zawsze wersja studyjna ma ten atut ,że jednak była pierwsza. To zawsze trudna kwestia, po pierwsze nie wszystkie utwory grane są na żywo, po drugie słuchając studyjnie łatwiej się skupić na muzyce, ale Queen wydaję mi się takim zespołem specyficznym, wiadomo że koncerty pomagają improwizacji, a czasem myślę że muzyka Queen to jedna wielka improwizacja, Freddie wydawał się mieć sto pomysłów na minutę ,koncerty to był jego żywioł, znam ułamek tego co wielu koncertowo,ale nawet znając tak mało wydaję mi się ,że koncerty to było prawdziwe powołanie muzyki Queen. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 4:26 pm Temat postu: |
|
|
ja mysle ze w ogole wiele wyjasnia cos co Brian powtarzal na kazdym kroku- zespol obie rzeczy traktowal KOMLETNIE osobno. To byly dwie rozne sztalugi na ktorych panowie malowali dzwiekiem. Kiedy byli w studio- wykorzystywali wszystko co tylko mozliwe by osiagnac zamierzony rezultat. Dlatego w miksie QII jest nawet zlew
Za to na zywo mieli ograniczone pole manewru (co wielu kompozycjom wyszlo na dobre ) zas celem bylo dotarcie do kazdej osoby w sali. Kiedys ogladalem fajny wywiad z Dickinsonem w ktorym ten opowiadal ze jako showman jego zadaniem jest dotrzec do ostatniej osoby w 60000 tlumie i krzyknac "Ty, Ty!" i ta osoba bedzie wiedziala ze to o nia chodzi; ze pod koniec takiego koncertu miejsce i tlum zmaleje. Mysle ze to bardzo podobne do tego co robilo na scenie Queen.
Oba podejscia zupelnie rozne, oba cele dosc rozne. Dwie rozne sprawy, dwa rozne oblicza muzykow. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 4:30 pm Temat postu: |
|
|
no jednak nie do konca zawsze wersja studyjna jest pierwsza zeby zarzucic przyklad cos ci mowiący - iron maiden - killers  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 5:46 pm Temat postu: |
|
|
A tak w ogóle to gratuluję Bizonowi objęcia prowadzenia w klasyfikacji osób z największą ilością postów na forum Wiekopomne osiągnięcie naszej internetowej społeczności
/wazeliniarski offtop / |
|
| Powrót do góry |
|
 |
White Man

Dołączył: 18 Wrz 2008 Posty: 175 Skąd: Silesia
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 5:52 pm Temat postu: |
|
|
| Zaznaczyłem "na żywo". Chociaż odpowiedź wcale nie jest taka łatwa. Dla mnie największym argumentem jest tutaj porównanie takich utworów jak AKOM, czy HTF w wersjach studyjnych z wersjami live. Dzieli je przepaść. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Wto Lis 11, 2008 5:55 pm Temat postu: |
|
|
| Majkel napisał: | A tak w ogóle to gratuluję Bizonowi objęcia prowadzenia w klasyfikacji osób z największą ilością postów na forum Wiekopomne osiągnięcie naszej internetowej społeczności
/wazeliniarski offtop / |
to wszystko dlatego, ze daga sie opieprza... /off _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
YOU'RE BEST FRIEND

Dołączył: 03 Cze 2008 Posty: 158 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Lis 12, 2008 11:31 am Temat postu: |
|
|
Queen miało tak różnorodne piosenki, że ciężko stwierdzić, jakie wykonanie było lepsze. Osobiście wolę wykonania studyjne- czyste, artystycznie poprawne i "zakończone". Tak, ale muszę równocześnie przyznać, że są kawałki, które na żywo wychodzą naprawdę dużo lepiej, bo wokalista wkładał w nie na scenie nową moc, nie możliwą do uzyskania w studiu. Jedną z takich piosenek na pewno jest Hammer to fall. Zresztą, sama atmosfera koncertu sprawia ,że nawet nieczysto zaśpiewana nuta, czy nieco zmieniona aranżacja ( często przecież celowo, jak np. w BHRP) nie są istotne, a wręcz przekonują, że to ,co widzimy jest szczere i najprawdziwsze. Kiedyś nie lubiłam słuchać koncertówek właśnie przez "przyzwyczajenie" do wykonań idealnych, ale dziś przyznaję, że wykonania na żywo są równie wspaniałe, często wspanialsze. _________________ Prawdziwy talent zawsze wypłynie, mój drogi... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|