| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 7:44 pm Temat postu: |
|
|
Co prawda to jest The Sun... więc może ostrożnie z jakimikolwiek sądami. Jednakowoż jeśli dobrze zrozumiałem, to coś takiego mogło mieć kiedykolwiek miejsce. Co automatycznie by wyrzuciło Janka w górę odnośnie mojej sympatii do niego _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 9:48 am Temat postu: |
|
|
Ja bym bardziej powiedział, że to jest smutne. Spędzili razem tyle lat życia i nagle wszystko urwali. Przestali się do siebie jakby przyznawać. Może to natura Johna, że chciał się odseparować, ale jednak... strasznie dziwne.  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 10:07 am Temat postu: |
|
|
echh inaczej nie mogę tego skomentować jak powstawiać te buźki  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ralf
Dołączył: 14 Lut 2005 Posty: 234
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 12:35 pm Temat postu: |
|
|
Przecież to było oczywiste. Naprawdę myśleliście że John spotyka się z Rogerem i Brianem przy piwie od czasu do czasu??.
Deacon odszedł z zespołu, bo uznał że ten nie ma już NIC ciekawego do zaoferowania. I miał w 100% rację. Tylko Wielcy wiedzą kiedy odejść z godnością. Jedyny żyjący członek Królewej, któremu chciałbym uściskać dłoń i powiedzieć "Dziękuję". |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 1:31 pm Temat postu: |
|
|
Janek się ukrył, bo złożyło się wiele czynników śmierć Freddiego i szok wywołany tym, powrót do życia rodzinnego i ponoć jeszcze lęk przed tłumami ludźmi jaki był na koncertach.
Wiesz dla mnie jest lekkim zaskoczeniem, że od 7lat nie widzieli człowieka, który mieszka w Londynie, znają się od 40lat i spędzili z nimi większość swojego dorosłego życia. Może natura Anglików jest inna jak ktoś mówi Nie to już nie wnikają w to, nie gnębią go itd. skoro cenią spokój zacisza domowego. Dla mnie to jest smutne i tyle. Widocznie Jankowi wystarcza wyciąg z konta i odnotowanie zysków z Queen Productions. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 1:49 pm Temat postu: |
|
|
Na ten temat można jedynie snuć domysły. Co do natury Anglików - spędziłem nieco czasu w Anglii i mogę jedynie stwierdzić, że przyjaźń oraz rodzina mają dla tych ludzi ogromną wartość (wręcz nadrzędną), a zatem jestem skłonny przypuszczać, iż doszło do poważnego konfliktu między panami, skoro od tylu lat nie utrzymują żadnego kontaktu.
Na pewno nie jest łatwo odciąć się od blisko połowy wspólnie spędzonego życia, natomiast nic tak skutecznie nie zabija przyjaźni, jak pieniądze... na które jak wiemy Brian z Rogerem lecą niczym mucha na gówno. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 3:06 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | Co do natury Anglików - spędziłem nieco czasu w Anglii i mogę jedynie stwierdzić, że przyjaźń oraz rodzina mają dla tych ludzi ogromną wartość (wręcz nadrzędną), |
Ja z kolei przez 10 lat nie zuwazylem, zeby byly to dla Anglikow sprawy nadrzedne... Predzej powiedzialbym, ze sa nimi kariera, podkreslenie klasy z ktorej sie pochodzi (na punkcie tego maja absolutnego fiola) albo majatek.
Bo jak inaczej wytlumaczyc fakt, ze UK zajmuje czwarte miejsce na swiecie w ilosci rozwodow na 1000 osob? Tym, ze instytucja rodziny jest dla nich najwazniejsza?
Oczywiscie jest to generalizowanie, ale... IMO Anglicy sa narodem raczej skrytym, o uczuciach nie potrafia rozmawiac W OGOLE, boja sie takich rozmow, unikaja ich. Stad panujace powszechnie przekonanie (na pewno nie w 100% prawdziwe) ze sa zimni. Anglicy sa bardziej powsciagliwi jesli chodzi o okazywanie uczuc i to pewnie powoduje ze widziani sa tak a nie inaczej przez caly swiat. Stiff upper lip- nawet jesli jest tego mniej niz jeszcze dwa pokolenia wczesniej- to jest ciagle w Anglikach zakorzenione. Anglicy rozmawiajac o glebszych uczcuciach czuja sie nieswojo, niekomfortowo, jest to dla nich mniej naturalne.
Wcale mnie nie dziwi ani nie szokuje, ze panowie sie nie widza.
Anglicy sa dobrymi kumplami- i to faktycznie jest dla nich wazne, miec grupe ludzi z ktorymi moga przebywac, zabawic sie czasem, odprezyc. Ale jesli chodzi o glebsze przyjaznie- zwlaszcza mezczyzni maja z tym wielkie klopoty, przez takie a nie inne uwarunkowania kulturalne. Bo IMO powsciagliwosc i przyjazn (zwlaszcza w obliczu klopotow ktorejs strony) jakos srednio ida w parze... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 3:22 pm Temat postu: |
|
|
Mi jednak bardziej chodziło o tę przyjaźń - to rzuca się w oczy od razu, już po kilku miesiącach życia w niewielkiej społeczności. Żaden foch nie trwa u nich tak bezsensownie długo, jak u nas w polszy. Ile zatem znaczy ponad 20 lat wspólnego tworzenia i definiowania muzyki? Moim zdaniem tak zakorzenione relacje nie wygasają w sposób naturalny.
Rodzina w UK na pozór również wydała mi się bardzo silna w sensie wsparcia i tworzenia "muru" dookoła, lecz jak zauważyłeś - hierarchia w pewnych kręgach bywa inna. Twoje doświadczenia na pewno będą tutaj pełniejsze.
Dla tematu ważniejsza jest mimo wszystko przyjaźń - tę raczej niełatwo zachwiać wśród wyspiarzy, natomiast relacje rodzinne możemy chyba pominąć w odniesieniu do Johna i reszty zespołu. Tak czy owak do prawdy raczej już nie dojdziemy - ja w swoich domysłach stawiam raczej na kasę, niż stiff upper lip. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lesheq

Dołączył: 17 Paź 2007 Posty: 785 Skąd: Przemyśl/Kraków
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 3:52 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | natomiast relacje rodzinne możemy chyba pominąć w odniesieniu do Johna i reszty zespołu. . |
I tutaj powraca podjęty już dawno temu problem „relacji w zespole” – koleżeństwo, przyjaźń, układ…Przyznam, że postać Janka, jako tego „czwartego, cichego” zawsze budziła u mnie ciekawość w kontekście jego relacji z Rogerem, Fredem i Brianem.
Ciekawość oczywiście niezaspokojoną, bo co my tam k… możemy wiedzieć o ich wzajemnych relacjach? Nigdy nie byliśmy między nimi, nie dzieliliśmy pokoju czy autobusu w trasie itp. Ale fakt, nie widzieć się przez 7 lat, to ogrom czasu i stąd nasze pytania.
Nie wiem czemu, ale wydaje mi się , że Janek najbliżej był z Fredem. Pozornie różniło ich prawie wszystko, ale irracjonalnie, bez przekonujących dowodów na poparcie tej tezy, jakoś w to wierzę. Może ktoś mnie wyprowadzi z tej błędnej teorii…? _________________ Lesheq |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 4:11 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: | | ja w swoich domysłach stawiam raczej na kasę, niż stiff upper lip. |
Zeby nie bylo- IMO to jest kombinacja obu. Tam jakis konflikt na pewno jest, tu nie ma dwoch zdan. Ale kazdy konflikt da sie rozwiazac przy szczerek rozmowie- ale ja tez trzeba umiec przeprowadzic.
20 lat tworzenia muzyki nie musi automatycznie oznaczac bog wie jakiej przyjazni- w latach 80-tych ta przyjazn juz byla mocno zachwiana, panowie potrafili sie skutecznie unikac przez dlugie tygodnie, zespol zdawal sie byc podzielony na rozne obozy...
A jesli doszlo jeszcze do jakiegos dodatkowego konfliktu (pierwszy zaraz z brzegu- przy tworzeniu Made in Heaven, kiedy Brian napadl na Johna I rogera, ktorzy sami zaczeli "bawic sie" tasmami kiedy ten wolal koncertowac solo)- to i z tej przyjazni zostawalo coraz mniej i mniej. Moze inne charaktery wybuchlyby kilka razy, powiedzialy sobie w oczy co jest tak a co inaczej- ale... IMO przyjazn ratowac (kiedy jest taka potrzeba) tez trzeba umiec...
I tak, Leszqu, IMO John bardziej nalezal do tego obozu z Fredem, w zwiazku z tym jego smierc jakby jeszcze bardziej wyalienowala go od pozostalej dwojki...
PS
A propos rodziny i tego "muru". W sumie sie zgadzam. Czasem mam tylko wrazenie, ze ten mur jest budowany zbyt wysoki. Sie Floydzi cholera wlaczyli... Ale generalnie jest w tym sporo prawdy- jest wielki nacisk na ta domowa prywatnosc, na to zamkniecie domowego zacisza.
Ba- stad wlasnie te wszelkie nowe dzialania ograniczajace wolnosc Anglikow, naruszajace niemal ich prywatnosc (pierwsze dwie zwrotki piosenki Rogera) sa tak dla nich szokujace- bo ta prywatnosc jest dla nich tak wazna. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 4:25 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
I tak, Leszqu, IMO John bardziej nalezal do tego obozu z Fredem, w zwiazku z tym jego smierc jakby jeszcze bardziej wyalienowala go od pozostalej dwojki...
. |
I o tym w jakimś wywiadzie wspominał Peter Freestone w kontekście relacji Janek i Fredek po śmierci tego drugiego.
Może i masz racje oprócz wyalienowania Janka doszedł jakiś konflikt (na jakim tle pewnie nigdy się nie dowiemy, chyba, że ktoś z nich napisze szczere wspomnienia), skoro jeszcze w 1997r. miał ochotę wystąpić razem na scenie z nimi. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 4:42 pm Temat postu: |
|
|
Ja właśnie mam pewien problem ze zrozumieniem zależności pomiędzy twórczą rywalizacją (pozycja w zespole, tantiemy, itp.), a prywatnymi sympatiami bądź niechęcią i - skrajnie - wrogością. To, że chłopcy już w latach '80 miewali poważne kłótnie może przecież wynikać wyłącznie ze starć na płaszczyźnie twórczej - jeden to widział tak, drugi inaczej, a trzeci w ogóle nie widział... a na szali spoczywała zbyt ogromna kasa oraz ogólnie pojęty prestiż, aby machnąć ręką na różnice zdań. Śmiem twierdzić, że znana nam perfekcja Queen wynika właśnie ze szlifów zadanych podczas takich właśnie starć, a nie samego geniuszu jednostek. Zresztą wystarczy spojrzeć na to, co mamy teraz - nie ma nikogo, kto by powiedział w porę, że ten synth na wokalu Rogera w SINT jest wrooooong, a We Believe powinno zaczynać się mniej więcej od środka.
Niemniej znamy jedynie zdawkowe relacje z "obozu" - to tylko urywki z archiwum, swoiste anegdoty. Jak zauważył Lesheq - "nie byliśmy między nimi", stąd ciężko powiedzieć jak (by) wyglądały relacje członków Queen po odjęciu presji związanej z kolejnymi wydawnictwami i trasami koncertowymi.
Ja jednak uparcie wierzę w to, że z perspektywy czasu można spojrzeć znacznie cieplej na dawne niesnaski, ostatecznie każdemu przypadła w udziale nie lada fortuna i chłopcy mogliby od czasu do czasu wyskoczyć na to piwo i ogólnie spotykać się nie tylko wtedy, gdy zaprasza Królowa Matka. No chyba, że jednemu z drugim zamajaczyła wielokrotność owej fortuny, a trzeciemu niekoniecznie... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Brian May

Dołączył: 29 Gru 2009 Posty: 19 Skąd: London
|
Wysłany: Nie Sty 03, 2010 5:04 pm Temat postu: |
|
|
Co myślicie o skomponowanej przez Johna piosence
Another One Bites The Dust?
Dla mnie jest to najlepsza piosenka jaką on stworzył, a zagrana w tak kapitalnej arranżacji na koncercie Rock Montreal tylko uwzględnia mnie w przekonaniu o jego talencie do tworzenia tak skocznych i łatwo wpadających w ucho piosenek.
Szkoda, że John odszedł z Queen, bo kto wie ile jeszcze by stworzył piosenek tak świetnych na miarę w/w hitu.
| ralf napisał: | Przecież to było oczywiste. Naprawdę myśleliście że John spotyka się z Rogerem i Brianem przy piwie od czasu do czasu??.
Deacon odszedł z zespołu, bo uznał że ten nie ma już NIC ciekawego do zaoferowania. I miał w 100% rację. Tylko Wielcy wiedzą kiedy odejść z godnością. Jedyny żyjący członek Królewej, któremu chciałbym uściskać dłoń i powiedzieć "Dziękuję". |
A ja bym chciał uścisnąć rękę wszystkim członkom Jej Wysokości i powiedzieć "Dziękuję" za tak genialną muzykę jaką tworzycie, za te wszystkie płyty, za tak spektakularne koncerty, wogóle za wszystko.  _________________ B.May ...We Will Rock You... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Sheer Heart Attack

Dołączył: 17 Sty 2009 Posty: 44 Skąd: Moszczenica
|
Wysłany: Pią Mar 26, 2010 4:33 pm Temat postu: |
|
|
Nie wiem co zaszło między Johnem a resztą chłopaków, ale wiem jedno...
Ten niepozorny Janek wykonywał tak świetną robotę "w dole", że do dziś jest dla mnie jednym z największych autorytetów w dziedzinie sztuki basowania. Znakomite linie basu, które jednak nie zawsze były dobrze słyszalne w miksie i świetne (sam takie lubię) brzmienie - mocne (za sprawą Fenderów Precission i Musicmana StingRaya na strunach szlifowanych oraz używaniu kolumn 4X12) ale i z wystarczającą ilością środka, potrzebnego do zachowania dobrej intonacji. Dla mnie mistrz ! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Pią Mar 26, 2010 8:39 pm Temat postu: |
|
|
John po prostu odkrył przepis jak dobrze zarobić,ale żeby się nie narobić  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Pią Mar 26, 2010 9:03 pm Temat postu: |
|
|
I nie zbierać krytyki za to, że tworzy bez Freddiego, że tworzy beznadiejne kawałki i że powinien sobie dać już spokój  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Mar 26, 2010 9:23 pm Temat postu: |
|
|
| Brian May napisał: | Co myślicie o skomponowanej przez Johna piosence
Another One Bites The Dust?
|
Post napisany trochę dawno, ale sobie odpiszę.
Jak dla mnie nawet na The Game jest jeden czy dwa utwory z ciekawszą linią basową - Crazy Little.. albo Dragon Attack. AOBTD to dobry utwór, ale zdecydowanie lepiej wypada na żywo.
A IMO najlepszy basik jest w Walcu Milionera, albo w Liar. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sob Sie 21, 2010 2:45 pm Temat postu: |
|
|
John Deacon to była postać przez dłuższy czas przeze mnie niezauważalna w grupie, ale z czasem zacząłem się nim interesować bardziej niż pozostałymi członkami Queen, no a to właśnie ze względu na to, że był taki jakby w cieniu, cichy, odosobniony, mało popularny i za mało miałem o nim informacji. Wydawał mi się być przez to taki tajemniczy, co tym bardziej mnie korciło aby lepiej go poznać.
Zawsze był dla mnie tym kim np. Ringo Starr w Beatlesach albo Nick Mason w Pink Floyd, ale jak go poznałem trochę bliżej(nie, nie osobiście rzecz jasna ) to muszę przyznać, że byłem zaskoczony, bo dorobek w zespole miał nawet całkiem pokaźny, a i zaszaleć też pokazał, że potrafi i to jak! Stłuczenie szyby po koncercie w San Diego, incydent z policją po popijawie z Philem Collinsem, rzucenie gitarą na koncercie w Knebworth Park... oj można by tego jeszcze mnożyć.
W sumie to John miał w dorobku Królowej całkiem sporo ciekawych kompozycji, z których część z nich to jedne z moich ulubionych("Misfire", "You're My Best Friend", "You And I", "Spread Your Wings", "If You Can't Beat Them", "Another One Bites The Dust", "Back Chat"), nieźle też umiał współkomponować z Freddiem.
Szkoda tylko, że nic nie śpiewał w zespole. No ok, wiem już, że na koncertach coś tam dośpiewywał i nawet część z tego już słyszałem(w "Liar" bardzo wyraźnie słychać jego głos jak śpiewa "(...)All Day Long(...)" z Freddiem), ale szkoda, że nic nie śpiewał i nie dośpiewywał studyjnie.
A propos wspomnianego przeze mnie "Liar" to trudno się z Wami nie zgodzić, że jego solo na basie jest zabójcze!
Zawsze się zastanawiałem czemu odszedł z zespołu i czy to dobrze, że odszedł... w sumie to nie zrobił źle, dobrze, że umiał się postawić i powiedzieć "dość", gdy już przestało go to kręcić oraz gdy nie chciał profanować legendy zespołu. Rozumiem, że po ponad 20 latach kariery człowiek może czuć się zmęczonym i może chcieć odejść na muzyczną emeryturę, więc szacun dla niego, że udało mu się taką męską decyzję podjąć, bo nawet z własnego doświadczenia wiem, że takie coś nie przychodzi łatwo. Zwłaszcza, że ma taką dużą rodzinę - 6 dzieci i chyba wnuki też już ma - no i trzeba się nią jakoś zająć. O właśnie skoro przy tym jesteśmy no to szacun dla niego, że miał tak udane życie rodzinne w przeciwieństwie do pozostałych członków Queen.
Ogólnie podsumowując wątek jego odejścia to uważam, że nie zrobił źle, aczkolwiek Queen bez niego to jednak nie to samo. Nie ważne kogo by w zespole brakowało to nie jest wtedy już ten sam zespół.
A tak w ogóle to się z ciekawości jeszcze zapytam - czy któreś z jego dzieci zajmuje się muzyką? Tak jak np. syn Rogera? Nie wiem, możliwe, że była już mowa o tym w tym temacie, ale nie chce mi się tych kilkunastu stron przeglądać by się dokopać do tej informacji. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
gosiakn

Dołączył: 23 Lut 2009 Posty: 421 Skąd: Białystok
|
Wysłany: Nie Sie 22, 2010 9:06 pm Temat postu: |
|
|
O Matko Chrystusowa? Przebrnęłam przez ten cały temat i co we mnie uderzyło najbardziej to te stwierdzenia jakoby John był zwykłym basistą i właściwie mógł to być ktokolwiek inny a i tak by „poszło” <wow> - co za bzdura ... no żeby tak umniejszać jego wkład w całokształt twórczości Queen olaboga! Dobsz...dość emocji.
Nie wszystkie ze skomponowanych przez Johna utworów należą do mych ulubionych, niektórych nawet nie lubię, ale jest w Johnie coś, co sprawia, że jego granie to nie tylko technika. Takich ludzi nie da się zastąpić, tzn da się, ale to już nie będzie to coś Osobiście uwielbiam w nim rytmiczność i wrażliwość (tylko wielce wrażliwy człek mógł stworzyć coś takiego jak „One Year Of Love” ;P). Jego decyzja odnośnie jego kariery muzycznej jest dla mnie zrozumiała. Dla mnie, jako fana, John sprawia wrażenie fajnego gościa, bardzo pozytywnego elementu zespołu. Patrząc na koncerty, to John nie trzyma gitary na głowie, nie pokazuje gołej dupy ani nie podpala sobie włosów, ale wg mnie dobrze się bawi, giba się, łazi, podskakuje czasem gra rytmicznie i z uczuciem, dźwięki mają duszę, a wydobyć z instrumentu coś takiego nie każdemu się uda...
nie mam informacji co do jego licznej rodziny, co kto robi... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
aber

Dołączył: 09 Sty 2010 Posty: 1325 Skąd: Poznań
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gazelle

Dołączył: 22 Mar 2010 Posty: 51 Skąd: okolice Cz-wy
|
Wysłany: Czw Sie 26, 2010 9:38 pm Temat postu: |
|
|
Dzisiaj urodziny najfajniejszego basisty we wszechświecie!
Johna uwielbiam. Jest moim autorytetem w sprawie gry na basie i to z jego gry chcę czerpać inspirację, gdy zacznę za niedługo się uczyć.
Autor miłych, rytmicznych piosenek, które mają w sobie to coś .
No po prostu uwielbiam go. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Czw Sie 26, 2010 10:48 pm Temat postu: |
|
|
| Gazelle napisał: | Dzisiaj urodziny najfajniejszego basisty we wszechświecie!  |
Jego urodziny były tydzień temu.  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 7:55 am Temat postu: |
|
|
Żeś ją zgasił...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gazelle

Dołączył: 22 Mar 2010 Posty: 51 Skąd: okolice Cz-wy
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 9:31 pm Temat postu: |
|
|
| Mefju254 napisał: | | Gazelle napisał: | Dzisiaj urodziny najfajniejszego basisty we wszechświecie!  |
Jego urodziny były tydzień temu.  |
Dla kogo, dla kogo ;P
Nie odmawiam innym legendarnym basistom umiejętności, ale jednak John jest moim ulubionym^. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
aber

Dołączył: 09 Sty 2010 Posty: 1325 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Wrz 01, 2010 2:42 pm Temat postu: |
|
|
Z cyklu "Najgorsze ujęcia Johna"
 _________________ QPoland - Największa polska strona o zespole Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Wrz 01, 2010 2:44 pm Temat postu: |
|
|
Dla mnie to chyba jest jedno z najlepszych!  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Sro Wrz 01, 2010 3:03 pm Temat postu: |
|
|
A to nie jest jedno ze zdjęć z cyklu "jesteśmy-pijani-a-Roger-tak-bardzo-że-nie-może-ustać"? Wszyscy tu wyszli.... oryginalnie  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|