| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Maj 16, 2010 5:01 pm Temat postu: |
|
|
jakos tej woli na trasach z paulem nie zauwazylem heh i to jest wlasnie ten ból. na wystepach w jakichs małych klubikach grają zajebiste kawalki, po czym jadą gdziekolwiek w wieksze miejsce i znowu to samo... szkoda tylko, ze na te wystepy w malych klubikach mogą liczyc wlasciwie tylko w anglii (ewentualnie w usa jak ich ktos ze znajomych wyciągnie) _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
innuendo0

Dołączył: 12 Mar 2009 Posty: 1519 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Nie Maj 16, 2010 9:35 pm Temat postu: |
|
|
Hmmm jak tak dalej będziemy wymyślać wymarzoną setlistę to jak nam się chociaż te 50% spełni to zespół zagwarantuje fanom najdłuższy orgazm w życiu każdego fana  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anka793

Dołączył: 31 Paź 2003 Posty: 315 Skąd: Warszawa / Lublin
|
Wysłany: Czw Maj 20, 2010 7:48 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | brian ma w dupie true fanów. liczy sie to, żeby peła sala kilku tysiecy osob ładnie i równo klaskala w radio gaga i wwry |
True fan też czasami zechciał by sobie ładnie i równo do Radia GaGa i WWRY poklaskać... Zwłaszcza że oprócz w większości żałosnych cover bandów tych okazji jest raczej mało. Co nie zmienia faktu, że odgrywanie całej platynowej kolekcji to przesada. Najlepszym rozwiązaniem byłaby różnorodna setlista i z mniej znanymi świetnymi nie-singlowymi kawałkami, ale też z takimi hitami jak wyżej wymienione. Bez nich po koncercie czułabym pewien niedosyt.
Ale to tylko gdybanie, bo ja na razie nie widzę jak taka trasa mogłaby wyglądać. Wg mnie bez wokalisty nie ma to za bardzo sensu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Maj 20, 2010 7:58 pm Temat postu: |
|
|
| Anka793 napisał: |
True fan też czasami zechciał by sobie ładnie i równo do Radia GaGa i WWRY poklaskać... Zwłaszcza że oprócz w większości żałosnych cover bandów tych okazji jest raczej mało. |
Ale były. Na mniej znane rzeczy szans nie ma ŻADNYCH... i o to w tym chodzi... Zadowalani są tylko ci co chcą poklaskać przy Ga-Ga czy odsłuchac Greatest Hits. Dla tych lubiących coś innego jest... zajawka White Mana we wstępie do Fat Bottomed Girls, całe 5 sekund... normalnie orgazm...
| Anka793 napisał: | | Bez nich po koncercie czułabym pewien niedosyt |
A ja z kolei byłbym wniebowzięty, że coś co słyszałem już tyyyyyyle razy nie zabrało czasu i zamiast tego poszło coś innego mniej znanego...
Generalnie chodzi o to, że wszystkich nigdy się nie zadowoli. I to jest jasne. Ale zadowalana jest tylko grupka tych którzy chcą hity, hity i jeszcze raz hity. Ci z nas z rozmarzeniem myślący o tym co Paul Rodgers na przykład mógłby zrobić z It's Late (utwór tak w stylu Free że aż się prosił o spróbowanie) albo o tym jak fantastycznie byłoby gdyby Roger z Brianem odstawili na zywo Tenement Funster mogą sobie pójśc spać i może nam się przyśni... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/
Ostatnio zmieniony przez Fenderek dnia Czw Maj 20, 2010 8:04 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Czw Maj 20, 2010 8:01 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | zajawka White Mana we wstępie do Fat Bottomed Girls, całe 5 sekund... normalnie orgazm... |
Masz małe wymagania Fenderku
Co do występów w małych salach: proponuję Pub Tour 2011  _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Maj 20, 2010 8:05 pm Temat postu: |
|
|
To był sarkazm...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 12:37 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | To był sarkazm...  |
A u niego ironia  _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 12:39 am Temat postu: |
|
|
A idź bo w ryj dać mogę dać...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 2:02 pm Temat postu: |
|
|
A ja tak z innej strony.
Słuchając przez ostatnie 2 lata bardzo różnej muzyki od muzyki klasycznej przez jazz i progresywny rock a na brutalnym metalu kończąc ostatnio przypomniałem sobie albumy Queen. Znając więcej nie zmieniłem poglądu jeśli chodzi o płyty z lat 70. te z 80. wydały mi się słabsze a Innuendo dosyć przeciętne oprócz kilku jaśniejszych punktów.
Dobrze sobie czasem przypomnieć grupę, którą kiedyś słuchałem nałogowo i świata po za nią nie widziałem. Teraz człowiek patrzy na to wszystko z większym dystansem (kiedyś podobało mi się Hot Space)! Teraz parę rzeczy brzmi trochę gorzej inne nabrały blasku. Ale jednocześnie doceniłem Freddiego. Jedyni wokaliści, którzy wywołują u mnie ciarki to Dio i właśnie Freddie. Czasem mam wrażenie, jakby otulał mnie głosem, nie wiem, czy wiecie co mam na myśli.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Vimes

Dołączył: 13 Lip 2009 Posty: 136 Skąd: królewskie krakowy
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 2:40 pm Temat postu: |
|
|
| KrzysiekP napisał: | | a Innuendo dosyć przeciętne oprócz kilku jaśniejszych punktów |
też jestem zdania, że Innuendo jest takie se Obrosło tym mitem i tak dalej, ale sama wartość artystyczna to tak pół średnio na jeżozwierza nie licząc tytułowego. _________________ "Cokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek, bez żadnego uzasadnienia" - Zappa |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 2:43 pm Temat postu: |
|
|
| Vimes napisał: | | KrzysiekP napisał: | | a Innuendo dosyć przeciętne oprócz kilku jaśniejszych punktów |
też jestem zdania, że Innuendo jest takie se Obrosło tym mitem i tak dalej, ale sama wartość artystyczna to tak pół średnio na jeżozwierza nie licząc tytułowego. |
IMO jest dużym skokiem po The Miracle (i jak napisałeś dalej takie s'e). Choć wszystko zmierzało ku lepszemu, bo parę kompozycji jest niezłych - wspomniany tytułowy, Headlong, I'm Going Slightly Mad czy Bijou. Ale jednak całościowo wypada średnio. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 3:43 pm Temat postu: |
|
|
Oho, mądrzy ludzie tu zaczynają pisać o Innuendo.
Powiem tak: mumin_king lubi to! _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Pią Maj 21, 2010 5:44 pm Temat postu: |
|
|
"I can't live with you" jest co najwyżej średnie (i przy okazji niestety fatalnie wyprodukowane), "Delilah" trąci muzycznym banałem (mimo, że chwyta za serce, nie ukrywam - no i to miauczenie na gitarze ), zaś "Ride the wild wind" również trudno uznać za dzieło wybitne No i jeszcze "Hitman" (mimo, że panowie zaczęli wreszcie porządnie łoić, zresztą echa tego "łojenia" było wyraźnie słychac już na samym Miracle) wydaje się być utworem troszkę niedopracowanym i tak jakby prowadzi do nikąd. Poza tym reszta "zwykłych" utworów (zaraz się okaże, które to i dlaczego zaliczam do tego grona ) trzyma IMO bardzo wysoki poziom - Headlong to wreszcie porządny, energiczny rock n' roll w czystej postaci, All God's People wręcz uwielbiam (nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć, po prostu mam wielką słabość do tego typu połączeń w stylu opera i murzyńskie zaśpiewy przy akompaniamencie pianina ), zaś I'm going slightly mad - noooo panowie, toż to wodewil w czystej postaci, jakiego brakowało w repertuarze tej grupy od dobrych 10 lat Zresztą tutaj Queen wreszcie pokazało, jak syntezatorów używać w sposób UMIEJĘTNY (na tej płycie zresztą nigdzie nie czuje pod tym względem stanu przesycenia).
Jakie to wszystko ma jednak znaczenie w odniesieniu do ogromnego ładunku emocjonalnego Bijou? Kogo nie wzrusza zderzenie się ze sobą przepięknej gry Red Special i nostalgicznego wokalu Freddiego (śpiewającego ten bardzo krótki, ale jakże przepiękny w swej wymowie fragment)? Don't try so hard? These are the days...? Czy naprawdę muszę tłumaczyć rzeczy oczywiste ?
No i wreszcie coś co sprawia, że chyba nikt tak naprawdę nie mógłby przejść obok tej płyty obojętnie. Coś, wobec czego reszta utworów zawartych na Innuendo (mimo, że są wśród nich - co powyzej starałem się udowodnić - zarówno rzeczy słabsze, jak i te bardzo dobre) blednie niczym słońce w zderzeniu z supernową Dwa utwory, pardon - dwa KOLOSY, które już na zawsze wpisały się złotymi zgłoskami w kanon najklasyczniejszej klasyki muzyki rockowej. Mowa tu oczywiście o Innuendo i The Show Must Go On. Nie ma sensu, żebym się w tym momencie na ich temat rozpisywał - po wielokroć robili to przecież inni, znacznie bardziej pewnie kompetentni ode mnie ludzie, wystarczy tylko powiedzieć, że to właśnie te 2 utwory znajdują się na absolutnym topie mojej listy WSZECHCZASÓW. Genialnie skomponowane, idealnie przemyślane, precyzyjnie ROZMIESZCZONE NA PŁYCIE (po raz pierwszy od 11 lat miałem w przypadku Queen poczucie, że te dwie kompozycje znajdują się dokładnie na swoim miejscu, poza tym tworzą swego rodzaju klamrę!). Poza Death On Two Legs nie ma lepszego, bardziej teatralnego, zaskakującego i rozrywającego słuchacza na strzępy wejścia niż w przypadku Innuendo - koniec, kropka. Nikt też nie miał i już chyba nie będzie miał lepszego i bardziej dramatycznego zakończenia własnej kariery niż w przypadku tej angielskiej grupy. Nie zmienia tego nawet fakt, jak bardzo ogranym i zbanalizowanym “dzięki” radiu czy telewizji utworem stało się "The show must go on". Nie znam i już pewnie nie poznam żadnego utworu, w którym w ciągu zaledwie 4 minut dałoby się zawrzeć tak gigantyczną dawkę emocji. Jedna tylko fraza "I can fly, my friends" (5 słów zaledwie!) w jednym momencie zjada jak dla mnie chociażby całą karierę Queen w latach '80 i w dodatku swojego posiłku bynajmniej nie zwraca (tak wiele dla mnie znaczy ).
Nie zamierzam do zmiany własnej opinii i przejęcia mojego punktu widzenia nikogo w jakikolwiek sposób zmuszać. Nie jest to moją intencję, absolutnie - chcę po prostu, abyście zwrócili uwagę na to Z CZEGO bierze się to (przez wielu uważane za bezkrytyczne) spojrzenie licznej rzeszy fanów na tę płytę. Tak, wokół niej wytworzył się swego rodzaju mit, który trudno jest zwalczyć i przezwyciężyć - ale mity (ze swej natury) mają to do siebie, że nie da się ich opisać czy też wyjaśnić w sposób racjonalny. W naszym pięknym, nadwiślańskim kraju widać to było zresztą niedawno w całej okazałości, ale to tak na marginesie . Istnieje zawsze wielkie niebezpieczeństwo, że dwoje dyskutantów będzie się ze sobą mocno ścierać nie zważając w pierwszej kolejności na to, co jest istotą sporu, jaki się między nimi wytworzył, jakie jest jego podłoże i dlaczego tak trudno jest im dojść do jakichkolwiek konstruktywnych wniosków. Te paradoksy biorą się stąd, że na pewne zjawiska (a takim zjawiskiem jest z pewnością Innuendo) nie da się patrzeć tylko za pomocą “szkiełka i oka” i przyjmować przez to postawę bezdusznego mędrca Nie można przecież abstrahować chociażby od kontekstu historycznego (że tak to górnolotnie nazwę), jaki towarzyszył wydaniu tej płyty. Nie można również nie zauważać, że tragiczna śmierć Freddiego już na zawsze wywarła swoje niezatarte piętno i całkowicie zdeterminowała to, w jaki sposób fani Queen będą tę płytę odbierać. Może ktoś potrafi inaczej, ja w każdym razie nie - zbyt wiele ten zespół dla mnie znaczy. Tyle jednak taniego psychologizowania i moralizatorstwa, czas wreszcie na jakieś konstruktywne wnioski. Innuendo jest na swój sposób płytą nierówną, to fakt, ale na pewno nie można stwierdzić, że na każdy utwór dobry przypada jakiś słabszy czy tez przeciętniak. Jest płytą nierówną, bo obok 3 kawałków przeciętnych, reszty dobrych bądź bardzo dobrych (w dodatku mocno chwytających za serce ) znajdują się te dwa gigantyczne kolosy, o których już wyżej wspomniałem. Wszystko to sprawia, że właśnie za tę “boską dwójcę” wygrałaby ona u mnie ranking megahiperultrapełenzajebistychpłyt roku 1991 (mimo, że starałem się zachować do niej jak największy dystans oraz spojrzeć na nią nieco chłodniejszym okiem oraz mimo to, że w swoim prywatnym rankingu umieściłbym ją “dopiero” na 8. miejscu, zaraz za wszystkimi płytami z lat ’70 ). Rok 1991, po prostu, nie wyglądałby nigdy dobrze bez Freddiego na samym szczycie. “The Show Must Go On”, to prawda, ale on akurat zamknął swoje własne przedstawienie - choćby tym jednym tylko utworem - w sposób najpiękniejszy z możliwych  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|