| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 2:28 pm Temat postu: |
|
|
Witam nowego forumowicza! Masz tak samo na imię jak mój Tata. (aha, starsza jestem od Ciebie).
Ja zawsze najbardziej lubiłam Fredzia, a potem zaraz Johna. Tak po prostu. Nie będe tu oceniac stylu życia Freddiego, bo to raz - nie powinno wpływac na odbiór jego muzyki, dwa - zapłacił za swoje grzechy i błedy najwyższa cenę.
Wraz z jego śmiercia dla mnie Queen się skończyło. Wiem, że może teraz zadziobie mnie stado fanów Briana, ale uważam, ze jego gitarę dałoby się zastapić (oczywiście, od wieeeelkiej biedy) - ba, czasem nawet myślałam sobie, ze z innym gitarzystą, którego instrument brzmi wreszcie jak gitarka, a nie przytłumione, organowate coś wydobywające się z zamkniętej szopy - niektóre rzeczy mogłyby wypaść lepiej! w zespole takim jak Queen wokal ma kluczowe znaczenie - tak jak na przykład w U2.
nie odmawiam prawa członków Queen do reaktywowania grupy. Nawet uważam, ze powinni to robic, bo przecież nawet jesli to Freddiego było najlepiej widac i słychac, utwory pisała cała czwórka i każdy z nich może pochwalic się jakimś hitem/dziełem, co umacniało pozycję zespołu.
Sama jednak stosunek mam mieszany. Do Pragi nie jadę, zespół widziałam cztery lata temu w Hyde Parku i chyba na razie mi starczy. Oczywiście, czad i balanga usłyszec to na żywo, jednak bez Fredzia to juz (dla mnie) nie jest to samo.
PS. Nie uważam, zeby przez całe lata 70-te Waters królował w PF. Owszem, miał do powiedzenia wiele, ale jeszcze na WYWH słychać wkład całego zespołu, a nie tylko tekściarza. Natomiast The Wall i The Final to już dla mnie, w warstwie muzycznej, jedynie plumkanie, strzępy tego, co było wczesniej. Dopiero na ATD Waters pokazał, ze przyzwoita muzykę napisac potrafi, muzykę, która porwie dla niej samej, a nie tylko będzie tłem do kolejnych, neurotycznych zwierzeń.
no to EDIT:
Kiedys Freddie był dla mnie bogiem... teraz jest królem, hehe. A tak serio, to nie wiem. Bardzo cenię i lunię go za to, co tworzył. Nie zawsze tworzył rzeczy fajne, zdarzały się suchary i omujborze co to jest? ale na ogół trzymał poziom. W dodatku rzeczywiście musiał miec wielka osobowość i jakiś magnes, który przyciągał do niego fanów. Z tego co wywnioskowałam, człwoiekiem także chyba był dobrym, choc tu nie wiem, bo go nie znałam - oczywiście. Na pewno gdzies tam każdy ma w sobie wyidealizowany obraz idola - ja także taki posiadałam jako dziecko. Może lepiej nie zapominać tego, w jaki sposób wyobrażałam sobie
Freddiego - zawsze to milej, a krzywdy przecież nikomu to nie robi? Podchodząc na trzeźwo - ot, wielki artysta, bezsprzecznie ciekawy cżłwoiek, postać tragiczna, ikona muzyki rockowej i popowej (w tym pozytywnym znaczeniu). Posiadanie ejgo płyt to dla mnie powód do dumy. To tyle.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game.
Ostatnio zmieniony przez Aaricia dnia Czw Paź 30, 2008 2:35 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwaziii

Dołączył: 27 Paź 2008 Posty: 9 Skąd: z Polski
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 2:31 pm Temat postu: |
|
|
Masz rację, ale ja jak słucham jego głosu to po prostu mi jest żal, że tak wspaniały artysta odszedł i już nie będzie takiego wspaniałego wokalisty oraz showman'a jak on...
A kult Fredka to dla mnie w pewnym stopniu pozytywna sprawa, bo mnie coś trochę opętało i również nie chce powiedzieć czczę ale codziennie się zastanawiam, jak dobrze, że był taki człowiek a jak źle, że już go nie ma
| Aaricia napisał: | Witam nowego forumowicza! Masz tak samo na imię jak mój Tata. (aha, starsza jestem od Ciebie).  |
Hehe Jurki rządzą Jak zwykle jako kobieta nie podajesz wieku
A co do wypowiedzi... Show must go on więc i my fani powinniśmy trwać i od biedy Q + PR powinien funkcjonować, myślę, że Freddie by tego chciał (znowu odniesienie do Pani Admin, jednak jestem fanatykiem, ponieważ myślę co by Freddie chciał jak by było jakby żył).
Prosze korzystac z fukcji EDYTUJ  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 2:57 pm Temat postu: |
|
|
Jurki rządzą, ale najpierw niech się nauczą korzystać z przycisku "zmień" zamiast pisać post pod postem
A, zapomniałbym, witamy  _________________
www.kot-malenstwo.blogspot.com
Są dwie kategorie przebojów - na lato i na lata. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 3:04 pm Temat postu: |
|
|
| Aaricia napisał: | | Wiem, że może teraz zadziobie mnie stado fanów Briana, ale uważam, ze jego gitarę dałoby się zastapić (oczywiście, od wieeeelkiej biedy) - ba, czasem nawet myślałam sobie, ze z innym gitarzystą, którego instrument brzmi wreszcie jak gitarka, a nie przytłumione, organowate coś wydobywające się z zamkniętej szopy - niektóre rzeczy mogłyby wypaść lepiej! |
O tym jak wspaniale brzmialyby plyty Queen bez Briana niech swiadczy album MR BAD GUY...
Bluznisz dziewczyno
Bez Briana nie byloby 20 lat Queen jakie znamy miedzy 1971-91. Poijam juz fakt, ze to ON to wszystko zaczal od tego slynnego ogloszenia o poszukiwanym perusiscie Tak samo nie byloby tego Queen bez Freda, Rogera czy Johna. Mumin dobrze gada- oni byli ZESPOLEM i wszelkie gadanie ze to Freddie czy Brian jest po prostu smieszne.
Jestescie(my) fanami tego zespolu, kochamy te muzyke. Ona powstala wspolnie, panowie nawet jesli nie pisali- to aranzowali rzeczy RAZEM, RAZEM grali koncerty, razem podejmowali decyzje. Jezeli jestescie fanami tego zespolu- tzn ze nawet niezle im poszlo, no nie?
A tak zupelnie serio odpowiadajac na to, ze bez Briana mogloby byc Queen- posluchaj KTOREGOKOLWIEK koncertu Queen. Bez tej gitary polaczonej z wokalnym mistrzostwem Freda i genialna sekscja rytmiczna NIKT nie mowilby o nich jako o jednym z NAJLEPSZYCH koncertowych zespolow swiata... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 3:24 pm Temat postu: |
|
|
Ok, ok, aua, nie bij!
Dobra, moze źle się wyraziłam/źle mnie zrozumiałes.
Rzeczywiście, moze w tym poście nie było widać moojego szacunku do wkładu Maya w muzykę Queen. Fakt, mea culpa. Może Brian nie jest moim ulubionym gitarzysta, może czasem nie podobało mi się brzmienie jego gitary (np. w You Take My Breath - moim zdaniem zbędna ona tam jest, ew lepsza byłaby klasyczna) - ale rację przyznaję - miał oczywiście ogromny wkład w twórczośc zespołu (co zresztą napisałam :/).
Post dotyczył jednak ogółnie tego, co dzisiaj dałoby się zastąpić w Queen (głownie na koncertach). I nadal uważam, ze instrumenty da się podrobic - lepiej czy gorzej. Wokalu natomiast, takiego wokalu jakim dysponowął Freddie, a także jego scenicznej osobowości - już nie. W studio moze rzeczywiście sprawa wygląda trochę inaczej, bo odtworzyc utwór a napisac go od nowa to dwie rózne sprawy.
Brian wielkim gitarzysta jest - tu się zgadzam. Ale dla mnie sa lepsi - jako gitarzyści. Natomiast z Queen jest inna sprawa, bo tam rzeczywiscie "wszystko grało", kiedy było ich czterech. I o tym też napisałam. :< _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 4:47 pm Temat postu: |
|
|
| Aaricia napisał: | | I nadal uważam, ze instrumenty da się podrobic - lepiej czy gorzej. Wokalu natomiast, takiego wokalu jakim dysponowął Freddie, a także jego scenicznej osobowości - już nie. |
Pan Kowalski przed radioodbiornikiem faktycznie moglby nie zauwazyc...
Ja ABSOLUTNIE nie wierze, ze daloby sie podrobic Briana. Ten facet dotyka strun gitary i ja SLYSZE OD RAZU, ze to on. Nawet jesli plyta w odtwarzaczu to Black Sabbath czy cos innego... Jka Brian sie gdzies "odezwie"- to jest jego brzmienie, jego styl, jego... "glos"...
Absolutnie rozumiem, ze dla osob nie grajacych na gitarze to sie moze wydawac latwiejsze- ale jest kilku gitarzystow na tym padole, ktorych za skarby nie daloby sie zastapic- Gilmour na przyklad... Ile by Snowy White sie nie staral- ciagle slychac, ze to nie David. Tak samo z Brianem- tego feelingu, tej ekspresji sie nie da "podrobic". Mniej zauwazalne- ale to jest dokladnie tak samo jak z glosem. To nie jest tylko technika. Brian "spiewa" gitara. tak samo slychac jegpo glos i charakter w jego graniu jak bylo to w glosie Freda.
A co do You take My Breath Away... Znowu bluznisz... Tzn nie mialbym nic przeciwko tylko pianinowej wersji, spoko, jak MELANCHOLY BLUES... Ale gitara akustyczna zamiast tej wspanialej, cudownej, nieziemskiej orkiestracji??? Tego typu rzeczy jak wlasnie solo w YTMB czy LOML (posluchaj tej orkiestracji na DVD-A, w surroundszie... MAGIA...!) to byla kwintesencja stylu Queen! Dlatego tak nie trawie klawiszy w latach 80-tych- bo zamiast ambitnych i rewolucyjnych (i rewelacyjnych) i nowatorskich roziazan aranzacyjnych otrzymywalismy rzecz, ktora moglby zagrac kazdy przecietny klawiszowiec... hmm- biorac pod uwage jak Roger czy Brian czy Fred grali na klawiszach- to GRAL przecietny klawiszowiec...
Generalnie- ja jestem z tych, ktorzy slysza glos takze w graniu na instrumencie. Niewielu to potrafi- Brian jest jednym z nich. gdyby zamiast niego byl w Queen ktos inny, ktos kto nie nagrywalby tych instrumentalnych pasazy... nie bylbym fanem tego zespolu a biorac pod uwage lata 80-te- wrecz bym go nie trawil...! O!
Powiem cos jeszcze- znam wielu wokalistow, ktorzy byli bardziej szczerzy, bardziej sie obnazali swoim glosem niz Fred. To samo z gitarzystami- jest kilku ktorzy jak to sie mowi "placza swoja gitara". Andy Latimer mi tu na przyklad przychodzi na mysl... Ale bez Briana, bez TEJ gitary, bez TEGO brzmienia- nie tylko nie bylbym fanem tego zespolu; bylbym jednym z jego przeciwnikow...!
Ilu ludzi- tyle podejsc
Tak w ogole- nie jestem bezkrytyczny wobec Briana! Od poczatku lat 80-tych sie w studio obija, nagrywa rzeczy coraz mniejszym nakladem sil, kompletnie sie nie wysilajac i zdaje sie ze stoi za wieloma strasznie niepopularmnymi decyzjami ze strony QP, odnosnie wydawnictw zespolu... Takze ego moglby miec zdziebko mniejsze, moglby czasami oddac kontrole nad paroma rzeczami osobom ktore moglyby to zrobic rewelacyjnie i MIALYBY NA TO CZAS, podczas gdy on moglby zajac sie gwiazdami, stereo-fotografia czy ratowaniem jezy czy innych borsukow...
No i szczyt szczytow- napisal WE BELIEVE...  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
White Man

Dołączył: 18 Wrz 2008 Posty: 175 Skąd: Silesia
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:10 pm Temat postu: |
|
|
Kurde, ale ciekawa dyskusja się wywiązała Nie mogę w niej wziąć udziału w większym stopniu, bo już mam gorączkę przed wyjazdem do Pragi Więc napiszę tylko tyle, że tym razem (chyba po raz pierwszy ) popieram Fenderka. Freddie wielkim (największym) wokalistą był i to on był "wizytówką" tego zespołu. Ale wara mi od Briana, a zwłaszcza od brzmienia jego gitary, które jest NIEPOWTARZALNE  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:11 pm Temat postu: |
|
|
OK, rozumiem.
Nie mam może słuchu absolutnego ale kilku gitarzystów z którymi się "osłuchałam" także potrafię rozpoznać. Wyżej cenię sobie "powolnego" Knopflera niz wtyczynowców-szybkościowców.
Powyższy post wynika raczej z moich osobistych preferencji i nastawienia do głosu Mercurego i gitary Maya - a nastawienie to, nie ukrywam, sięga czasów mojego dzieciństwa i baaardzo wczesnej, nastoletniej młodości. I brzmienie gitary Maya nie zawsze mi się podobało. Tak samo w You Take - tutaj to już jest kwestia gustu a nie słuchu/jego barku.
Dla mnie (co podkreslam) gitara w Queen nigdy nie była tym, czym w Dire Straits czy Pink Floyd. Dlatego napisałam, całkiem subiektywnie, ze dla mnie gitarę na koncertach dałoby się zastapić prędzej niż wokal taki, jaki miał Freddie. Prędzej - bo najlepiej nie zastępowac niczego, ale zycie bywa brutalne a fani, ci młodsi, także chcieliby posłuchac ulubionej kapelki na żywo. Rozumiem jednak ze dla wielu jest niewykonalne. Bo to jest właśnie super - każdy ma swój gust i swoje oczekiwania.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:16 pm Temat postu: |
|
|
<offtop>Dobrze, że powolny w nawiasie, bo bym zagryzł... Knopfler wirtuozem gitary nie ma bata jest, a gdy jego grę połączyć z jego feelingiem i kompozycjami - wszystkie Satriania i Vaie asię chowają </offtop> _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aaricia

Dołączył: 02 Paź 2008 Posty: 457 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:25 pm Temat postu: |
|
|
Ano w nawiasie, zeby podkreslić że dla mnie nie technika, szybkość i widowiskowość się liczy.
Wiem że na forum queen krytykowac gitarę Briana to jakby w Kościele bluźnić na Chrystusa... ale naprawdę, szczerze piszę - czasem brzmienie jego gitary nie przemawiało do mnie w ogóle.  _________________
Pleased to meet you
Hope you guess my name
But what's puzzling you
Is the nature of my game. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
White Man

Dołączył: 18 Wrz 2008 Posty: 175 Skąd: Silesia
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:35 pm Temat postu: |
|
|
Po raz kolejny przekonuję się, że fani Królowej mają podobne "pozakłinowe" zainteresowania muzyczne. I jak tu się nie włączyć do dyskusji Aaricia - ja też uwielbiam Knopflera. Ale nie potrafiłbym powiedzieć, czy cenię go wyżej czy niżej od Briana. To jest niemożliwe. Nie można ich porównywać. Wprawdzie obydwaj są gitarzystami rockowymi, ale prezentują zupełnie odmienny styl, ich muzyka wyrasta z zupełnie innych źródeł.
A wracając do głównego tematu, to tak jak ktoś już tu napisał Queen to był ZESPÓŁ i żadnego z jego członków nie da się zastąpić, ale też każdy z nich solo to nie to samo. Porównałbym tutaj Queen do Beatlesów. Tam też każdy z osobna był doskonałym muzykiem, ale dopiero razem potrafili wznieść się na wyżyny. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:36 pm Temat postu: |
|
|
Oczywiście, że nie da się sucho, matematycznie, procentowo "wyliczyć" wkładu poszczególnego członka w twórzczość i ogólnie rzecz biorąc działalność zespołu. Jednakże ja zawsze (znaczy jak już bliżej poznałem Queen ) uważałem, że na szczycie hierarchii niewątpliwie trzeba umieścić Freddiego. Niezaprzeczalne jest bowiem, że on był frontmanem zespołu, twarzą, z którą zawsze Queen będzie kojarzony najmocniej... Już za życia stał się legendą muzyki rockowej, a po śmierci status ten został już tylko potwierdzony - w mojej osobistej hierarchii będzie (jak mniemam) zawsze na pierwszym miejscu, a w powszechnym odbiorze jego nazwisko będzie (i już jest) stawiane obok takich tuzów popkultury (rock też jest jej częścią!) jak Elvis Presley, John Lennon czy Jimmi Hendrix. Jest Człowiekiem Legendą, a każdy, w tym i ja (nie wstydźmy się tego stwierdzenia ) chciałby być kiedyś w ten sposób czczony i podziwiany (oczywiście nie mam na myśli kultu parareligijnego ). Nie ukrywałem nigdy, że to dla mnie bardzo ważna sfera. Wiem, że to trochę dziwne stwierdzenie... nie wiem jak je ubrać w słowa... no ale, cholera, jest chyba w tym coś takiego, że nie lubię samej tylko sztuki dla sztuki. Wolę mieć poczucie, że muzyka, z którą się stykam, jest legendarna.... Że doceniają ją miliony... Nie wiem, może to wynika z jakichś kompleksów z mojej strony, że sam chciałbym być kiedyś Freddiem Mercurym porywającym tłumy na Live Aid, ale taka jest prawda - WOLĘ, gdy dany zespół już ma status kultowego, gdyż... słucham go w bardziej komfortowy sposób I być może dlatego zaraz po Queen stawiam w swojej hierarchii tego typu zespoły czy postacie jak The Beatles, The Doors czy Elvis Presley...
Dobra, dość o popkulturze, teraz czas na artyzm
Pod tym względem Fredek również wybija się IMO na pierwszy plan. Spod jego ręki wyszła większość moich najukochańszych perełek z repertuaru Queen - The March of The Black Queen, Killer Queen, Bohemian Rhapsody, Somebody to love, a także WATC (wiem, mam słabość do tego utworu ) itd. itd. To on jest najlepszym kompozytorem w zespole, spod jego ręki wychodziło całe mnóstwo genialnych riffów, a jego gra na pianinie to miejscam czysta wirtuozeria... Oczywiście, na The Works czy AKOM nie jest to może tak widoczne jak na ANATO czy Innuendo, ale nawet takie I want to break free, mimo dosyć prostej konstrukcji, nabiera magicznego charakteru, gdy zaczyna być śpiewane przez Fredka; właśnie - genialny wokal, kolejny atut, który nadawał temu zespołowi... Jest tego całe mnóstwo... Oczywiście, miał też okres pewnego spadku artystycznego (choć nie tak drastycznego jak np. w przypadku Presleya, w latach '60 chociażby), swoje dziwactwa (ale jego hedonizm był niegroźny, w porównaniu np. z tym, co wyczyniał Morrisson), ale cóż - to jeszcze bardziej umacnia jego legendę, jako człowieka z krwi i kosci, kto powiedział, że geniusz musi być bez wad
Zaraz po Freddiem w mojej osobistej hierarchii jest Brian - nadaje muzyce Queen niesamowitej czułości, jego gitara jest nektarem dla mojej duszy, również napisał całe mnóstwo genialnych utworów (WWTLF, TPS, TSMGO, NOBU)... W mojej Queenhierarchii pewne, drugie miejsce
Dalej Roger i John - ich odejście z zespołu byłoby mniej bolesne niż strata Fredka, a potem Briana, ale oczywiście również mieli swój niebagatelny wkład w twórczość Queen; Roger to przede wszystkim bardzo ciekawa barwa głosu i dużo świetnych utworów (niektóre wręcz genialne - Innuendo bez niego nie było by tą samą płytą), John zaś... spokojna twarz zespołu Bardzo ciepłe, melodyjne kompozycje. Raczej proste, a jednak tak chwytające za serce
Widać zatem, że choć w wywiadach, w celu konsolidacji zespołu zapewne powtarzano jak mantrę, iż każdy z członków stanowi 1/4 zespołu, to jednak, po dłuższym zastanowieniu, również i tu można stworzyć jakąś hierachię Oczywiście... strata każdego z nich byłaby bardzo bolesna i przyniosłaby niepowetowane szkody; mimo wszystko jednak myślę, że hierarchia Freddie-Brian-Roger i na końcu John najbardziej odpowiada stanowi faktycznemu
I przepraszam za styl i charakter posta, ale pisałem go spontanicznie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:44 pm Temat postu: |
|
|
| Ziutek98 napisał: | <offtop>Dobrze, że powolny w nawiasie, bo bym zagryzł... Knopfler wirtuozem gitary nie ma bata jest, a gdy jego grę połączyć z jego feelingiem i kompozycjami - wszystkie Satriania i Vaie asię chowają </offtop> |
Tez sie zgadzam
I nie widze gdzie to jest offtop- w koncu temat nazywa sie "Dyskusje na male, ale ciekawe tamaty". Czyli o wszystkim- byle bylo ciekawe
Ja wychodze z zalozenia, ze ani Briana nai Freda nie da sie zastapic. Ani troche. Jedynym powodem dla ktorego uwazam ze Q+PR dziala (bad zdzialalo w roku 2005... ale to inna dyskusja) jest fakt, ze Paul nie probuje w NAJMNIEJSZYM stopniu nasladowac Freda. Gdyby bylo inaczej, gdyby na scenie paradowal facet imitujacy Freda lub spiewajacy w podobny sposob- bylby zagorzalym przeciwnikiem projektu i tweirdzilbym, ze to zenada... Wiec nie daloby sie zastapic Freda- i na szczescie ten wspolczesny projekt nie probuje nawet tego robic...
Ale tak samo nie daloby sie zastapic Briana kims grajacym podobnie; moznaby zrobic cos na modle Purpli- Blackmore'a zastapil Morse, gitarzysta genialny i KOMPLETNIE ROZNY... I nagle mamy cos innego... Bo co by bylo gdyby ktos probowal "imitowac" Briana... Polecam SHE BLOWS HOT AND COLD. najpierw ogolnie wydana wersja, potem demo, w ktorym na gitarze gra Brian. To drugie ma takiego kopa, takie wspaniale brzmienie, jest tak rewelacyjnym utworem... To pierwsze, w ktorym jakis facio mial za zadanie zagrac podobnie- brzmi slabo, plasko, beznadziejnie...
Tez jestem fanem Knopflera. Nie wyobrazam sobie Dire Straits bez TEJ gitary... Tak samo nie byloby Black Sabbath bez Iommiego. Van Halen bez... Van Halena
Ja tak w ogole totalnie rozumiem, ze chodzi bardziej o gust Tak tylko dyskutuje dla dyskutowania, bo nie potrafie w sumie zrozumiec jak mialoby brzmiec Queen bez Briana Nie no-wiem... jak najgorsze momenty z AKOM, WORKS czy HOT SPACE...? Bez Briana to nie bylby rockowy zespol, zniknalby ich ogien... Ba- a kto stoi za wszelkimi chorkami zespolu! To brian byl glownym mozgiem, jesli chodzi o harmonie wokalne! To samo przeciez robil z gitara, kilka sciezek, kazda gra cos innego a potem nagle razem tworza jedna, niepowtarzalna calosc. KILLER QUEEN- przeciez tych kilkanascie sekund gitarowego solo to utwor w utworze!
TAK W OGOLE- pamietam jak sam mailem 12-13 lat i wiele razy tez denerwowalo mnie brzmienie gitary Briana! W takich rzeczach jak DON'T STOP ME NOW czy SAVE ME... jakies zgrzytliwe, skrzeczace mi sie wydawalo, jakies malo ladne, malo wypolerowane... Jakze inaczej teraz na to patrze Choc akurat do produkcji niektorych rzeczy (w tym i gitary!) mam wiele zastrzezen, ciagle... Gdyby takie utwory jak SPREAD YOUR WINGS, DON'T STOP ME NOW i SOMEBODY TO LOVE otrzymaly bardziej gitarowa, rockowa oprawe, jak na koncertach... mielibysmy cos nieprawdopodobnie mocnego i melodyjnego zarazem... mieszanke absolutnie wybuchowa.
Ostatnia rzecz- dla mnie zawsze (ok- poza trasa MAGIC) gitara Briana lepiej brzmiala na scenie niz w studio... jakby na wiecej sobie pozwalal, i w graniu i w brzmieniu... Mial wiecej miejsca, nie byl wyciszony jak na niektorych singlach... I slychac tam MNOSTWO energii, jeden z najwiekszych atutow Briana-gitarzysty... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Majkel

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 390 Skąd: Oświęcim
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 5:51 pm Temat postu: |
|
|
Nie wiem dlaczego, ale na kilometr mogę rozpoznać, czy to gra May, czy też nie on. Nie znam właściwego powodu, wielkim znawcą gitary to ja nie jestem, ale brzmienie jego Red Special jest dla mnie cudownie charakterystyczne
A co do trasy Magic... ja zawsze uważałem, że najgorsze brzmienie koncertowe było w czasie trasy The Works. Nie znam wiele koncertów, ale - jak na możliwości tego zespołu - głos Freda był w złym stanie, klawisze Spike'a zagłuszały nieraz Maya, w ogóle tak jakoś bez polotu im to wszystko wychodziło... Coś musiało pęknąć po trasie Hot Space (która była świetna!!! I każdy musi to przyznać, niezależnie czy hot-zbok, czy nie ) i w ogóle, pod względem artystycznym i atmosfery, sprawić, że był to jednak najmniej chlubny okres w twórczości Queen, aż do Live Aid, kiedy chyba na nowo uwierzyli w swoje możliwości. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Paź 31, 2008 12:49 am Temat postu: |
|
|
Nie wiem- dla mnie kwintesensją (queentesencją) stylu tego zespołu było zderzenie wokalu freda, dźwięku pianina i brzmienia gitary Maya. To był znak rozpoznawczy Queen. nie patetyczne, radiowo przyjazne przeboiki w stylu FRIENDS czy WE BELIEVE- ale właśnie to zderzenie tych a nie innych brzmień. A dla was co było (jest) kwintesencją ich stylu? _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Paź 31, 2008 12:52 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | dla mnie kwintesensją (queentesencją) stylu tego zespołu było zderzenie wokalu freda, dźwięku pianina i brzmienia gitary Maya. |
podpisano: bizollo _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwaziii

Dołączył: 27 Paź 2008 Posty: 9 Skąd: z Polski
|
Wysłany: Sob Lis 01, 2008 1:20 pm Temat postu: |
|
|
A ja mam pytanko
Jakie jeszcze koncerty zostały wydane na DVD oprócz:
-Rocks the Montreal
-Live in Japan
-Live at Wembley stadium
-Live at the Bowl
?? _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dominik89

Dołączył: 23 Lut 2005 Posty: 2187 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Lis 16, 2008 10:06 pm Temat postu: |
|
|
Czy Queen jest jedynym zespołem w której członek zespołu umarł dobrze wiedząc o tym że zbliża się jego koniec ? (Wykluczając starość oczywiście)
Powszechnie wiadomo o tragicznej śmierci Morissona, Hendrixa, Bonhama.
Jednak są to zdarzenia (ekhem) losowe więc nie dało się ich przewidzieć.
Chodzi mi o taki fakt że ludzie pracujący z kimś po prostu wiedzą że ktoś odchodzi, wiadomo coś wam na ten temat.
O odejściach typu Barret nie wspominam. _________________ Łosiu
Tom po lewej to arcymistrz chytrości i łasości xP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Lis 16, 2008 10:40 pm Temat postu: |
|
|
no coz. w przypadku jima i ryska, to co prawda oficjalnie nie wiedzieli, ale mysle, ze wszyscy dookola spodziewali sie szybkiego konca w obu przypadkach. podobnie ma sie rzecz ze stevem clarkiem z def leppard, chociaz sama smierc byla przypadkowa, ale on temu przypadkowi wybitnie pomagal od pewnego czasu. tommy bolin z deep pruple - kolejny z tej listy.
a z tych bardziej pasujacych do twojego pytania. mel galley (byly czlonek trapeze, whitesnake i phenomena i paru innych) - zmarl w tym roku, a kilka miesiecy wczesniej oglosil publicznie, ze umiera.
mick ronson z mott the hoople, ktory wystapil na FM tribute. juz wtedy byl chory i wiedzieli o tym jego znajomi. zmarl na raka rok pozniej niemal co do dnia. nie skonczyl nagrywac swojej ostatniej plyty, w ktorej pomagal mu miedzy innymi joe elliott z def leppard. joe dokonczyl plyte z roznych podejsc micka i zdaje sie tez ja wyprodukowal.
w tej chwili nie przychodzi mi nikt inny do glowy, ale jak przyjdzie, to dopisze. _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Nie Gru 14, 2008 9:25 pm Temat postu: |
|
|
Mam pytanie czy macie potrzebę "studiowania" Queen? Pogłębiania wiedzy na temat historii zespołu, życia członków, ciekawostek itd. itp. A może wystarcza wam podstawowa wiedza, słuchanie płyt. Wnikanie czemu, kiedy coś powstało jest dla was obojętne.
Czy nazwalibyście siebie studentami Queenologi? A jeśli tak jak poszerzacie swoja wiedzę? Tylko internet, czy czytacie każdy artykuł, wywiad, książkę itd? _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Gru 14, 2008 9:32 pm Temat postu: |
|
|
Może nie studiowania, ale bardzo lubię wszystkie ciekawostki itd. zresztą odnośnie każdego zespołu, którym się choćby na moment zainteresuję... Wkurzają mnie za to takie totalnie ograniczone typki jak np. mój osobisty kolega, który ogólnie twierdzi, że ile lepiej się ode mnie zna, a tak naprawdę gówno wie i chyba dalej trwa w przekonaniu, że plik mp3 który ściągnął pt. Metallica - Smoke On the Water to rzeczywiście Metallica gra To trochę niepełne słuchać muzyki bez znajomości okoliczności w jakichś powstawała, to pozwala lepiej ją zrozumieć, zwłaszcza przekaz, jaki autorzy chcieli nam przekazać. _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 14, 2008 9:38 pm Temat postu: |
|
|
muzyka to moje hobby, nie tylko sluchanie jej, ale i czytanie o niej, o okolicznosciach powstawania, o inspiracjach, o muzykach, ktorzy ją tworzą/yli. dzwieki oczywiscie są najwazniejszą czescią tej ukladanki, ale tylko jedną z kilku. nie wyobrazam sobie sluchania muzyki i totalnego olewania wszystkiego tego, co jest jej otoczką _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Nie Gru 14, 2008 9:41 pm Temat postu: |
|
|
Na samym początku,gdy zaczynałem słuchać Queen to nie odczuwałem potrzeby wnikania w historię powstawania kolejnych albumów.Zmieniło się to jakiś czas temu,bardzo lubię wszelakiego rodzaju ciekawostki z sesji nagraniowych etc. a odnajdowanie ich to duża frajda.Teraz podstawowa wiedza zdecydowanie nie wystarcza Jeśli dowiaduję się czegoś o zespole po raz pierwszy to lubię to przekopać to ze dwadzieścia razy  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mandey

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 1579 Skąd: Rawicz
|
Wysłany: Nie Gru 14, 2008 9:54 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | muzyka to moje hobby, nie tylko sluchanie jej, ale i czytanie o niej, o okolicznosciach powstawania, o inspiracjach, o muzykach, ktorzy ją tworzą/yli. dzwieki oczywiscie są najwazniejszą czescią tej ukladanki, ale tylko jedną z kilku. nie wyobrazam sobie sluchania muzyki i totalnego olewania wszystkiego tego, co jest jej otoczką |
Pod tym akurat mogę się podpisać rękoma i nogami.
Dużo rzeczy o zespole wiedziałem ale tę wiedzę poszerzyłem bardzo dzięki temu forum. Za co wszystkim ukłony. Nie raz i dwa strzelałem karpia czytając niektóre posty.
Interesuję się muzyką w bardzo szerokim zakresie jednak też mnóstwo wykonawców jeszcze do odkrycia przede mną. _________________
   |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mariusz

Dołączył: 17 Maj 2005 Posty: 2411 Skąd: Olsztyn
|
Wysłany: Pon Gru 15, 2008 12:47 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | muzyka to moje hobby, nie tylko sluchanie jej, ale i czytanie o niej, o okolicznosciach powstawania, o inspiracjach, o muzykach, ktorzy ją tworzą/yli. dzwieki oczywiscie są najwazniejszą czescią tej ukladanki, ale tylko jedną z kilku. nie wyobrazam sobie sluchania muzyki i totalnego olewania wszystkiego tego, co jest jej otoczką |
Dokładnie! Ja mam tak samo i to nie tylko z Queen Wszystko, co jest lub co było moją pasją, było właśnie dlatego, iż studiowałem to dogłębnie, chcąć wiedziec jak najwięcej. Pomaga mi w tym takze fakt, iż mam dobrą pamięć... Co przydaje sie przy datach i innych takich. _________________ There Must Be More To Life Than This |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 1706 Skąd: Police
|
Wysłany: Pon Gru 15, 2008 1:32 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | Mam pytanie czy macie potrzebę "studiowania" Queen? | Pewnie! Ja studiuję Queenologię od 10 lat , ciekawi mnie wszystko co z nimi związane, nawet jaki mają rozmiar buta i kolor majtek. Pierwszym źródłem wiedzy o Queen były stare artykuły z gazet typu Bravo i Popcorn, później ksiązki, a dopełnieniem tego wszystkiego stał się internet łącznie z tym Forum. Czasem mam takie okresy, a przynajmniej było tak kiedyś że więcej interesowało mnie życie prywatne Briana, Rogera, Johna a szczególnie Freda niż sama muzyka. Ogólnie bardzo żałuję że w Polsce nie ukazała się książka o Fredziem autorstwa Freestona, na pewno tam więcej jest informacji i ciekawostek o Fredziem niż w „Biografii Definitywnej”.
A ja od dłuższego czasu się zastanawiam czy jestem fanem Queen czy Freddiego. Kilka razy tu padało że fani dzielą się na fanów Queen i fanów Freddiego. I takwłaśnie się zastanawiam. Dla mnie Fred jest/był najważniejszą osobą w grupie, to dzięki niemu słucham tego zespołu, on mnie zafascynował i muzycznie (wokalnie) i jako człowiek. Lubie Briana, Rogera, Johna. Szalałem z radości jak zobaczyłem Roga i Maya. Ale chyba skłamał bym jak bym powiedział że dla mnie są tak samo ważni wszyscy członkowie Queen, i że na równych zasadach ich traktuję.
Pamiętam że przez pierwsze 3 lata słuchania Queen, to Fred był dla mnie świętością, ideałem. nie wiem dlaczego. teraz jak czytam forum (również onet itp) i tam opisują Freda jak Boga, to aż wydaje mi się śmieszne, jak nie żałosne. A przecież sam w podobny sposób myślałem 5 - 6lat tem. może zależy to od wieku, albo od lat słuchania. Ale pomimo że jestem pełen podziwu dla Briana, Rogera, Janka, są dla mnie mistrzami, geniuszami w swoim fachu, to jednak zgodził bym się że Queen=Freddie. Dla mnie Fred jest tym nr. Jeden, on mnie zadziwia, fascynuje, interesuje najbardziej jako muzyk i jako człowiek. Takie małe zboczenie.  _________________ The Story of Freddie Mercury - http://www.youtube.com/watch?v=rHY25zkQV0o |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Gru 15, 2008 2:25 pm Temat postu: |
|
|
Muzyka to co najmniej moje hobby- jak nie wiecej. czytam, slucham, mysle, oddycham muzyka i o muzyce. A skoro czytam to co nieco w glowie zostaje. Nie traktowalem tego nigdy jao "studiowania" czy zglebiania historii, bo... zabralbym sobie z tego przyjemnosc uwielbiam dyskutowac o muzyce- najbardziej z ludzmi ktorzy maja cos ciekawego (czasem nowego) do powiedzenia. Nie tarwie ludzi wymadrzajacych sie do bolu nie potrafiacych odroznic Deep Purple od Nirvany. Z osoba z duza widza muzyczna gotowy jestem toczyc wielkie boje o nic- ale ci ktorzy siedza w tych klimatach wiedza ze takie pozorne "nic" nas, fanow bardzo interesuje
Interesuje mnie wszystko to, co dzieje sie dookola muzyki, bo pozwala to jeszcze bardziej ja zrozumiec; to jak z interpretacja sztuki- liczy sie kontekst. Mozna sie zachwycic sama muzyka Floydow- ale jak jeszcze wstawimy w to kontekst historii z Barettem to nagle ronbi sie JESZCZE piekniej... To samo w Queen- czy da sie posluchac INNUENDO inaczej niz przez pryzmat tego w jakim byl okresie nagrywany?
zawsze staralem sie dowiedziec jak najwiecej o rzeczach ktore mnie interesowaly. Jezeli tego nie robilem- znaczylo to po prostu, ze mnie az tak bardzo nie interesowalo. A jak juz cos robie, to chce to robic nie na 100 ale na 200 procent. I stad na przyklad te wszystkie "pinezki" na naszej-klasie bo sie uparlem ze sie szybko naucze topografii Tatr. Kiedys mialem podobna faze na historie 2 wojny swiatowej, do stopnia ze znalem wszystkie dane wszystkich samolotow uzywanych w tym okresie- z jakimis czeskimi, holenderskimi- ba, australijskimi- wlacznie... Byla pilka nozna, bylo pare innych rzeczy... ale zawsze muzyka byla najwyzej. I nigdy- PRZENIGDY- nie robilem tego dla kogos ani na sile. Tylko dla siebie i tylko dla przyjemnosci. Inaczej by mi sie nie chcialo, po prostu. O rzeczach ktore mnie nie interesuja- nie wiem nic. Jestem wybiorczy, guzik mnie obchodzi na przyklad historia Oasis. Ale juz to co lubie (a jets tego troche) staram sie poznac w miare mozliwosci i czasu jak najbardziej. czasem skonczy sie na "po lebkach", w innym przypadku wielka frajde sprawi mi dotarcie do jakiegos zapomnianego wywiadu w ktorym padnie jakas ciekawostka ktorej nie bylo nigdzie indziej...
Ale nawet w tym jestem wybiorczy. Skoro mowimy o Queen. musze przyznac, ze zawsze dziwily mnie dociekania o adresy, o odwiedzanie budynku w ktorym przez 3 nocy mieszkal Freddie czy tego typu miejsc; zawsze dziwilo mnie dociekanie prywatnosci tych ludzi, nigdy nie interesowalo mnie doglebnie zycie seksualne zadnego z nich, skandale i tym podobne. Guzik mnie obchodzi jaki jest ulubiony kolor Briana czy ideal kobiety Johna. Nie inetersuja mnie takie rzeczy, nie bawilem sie nigdy w "queenowa" wersje "Zycia na goraco"... Ale juz inne rzeczy- praca w studio, nagrania, koncerty, historia zespolu- zwlaszcza najwczesniejsze lata- O! Tu nagle bylo cos co mnie fascynowalo, interesowalo... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|