| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Mar 07, 2011 5:07 pm Temat postu: |
|
|
A uczyła. I żeby nie było. Jak otwierałem piwo przemknęła mi przez mózg myśl, że może tam w środku jakaś pigułka gwałtu jest
A czekolada Wedel gorzka z advocatem ... dobra była  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Pon Mar 07, 2011 9:35 pm Temat postu: |
|
|
Dobry temat Od razu przypomina mi się moja pierwsza przygoda z autostopem, która była możliwa tylko i wyłącznie dzięki inwencji mojej znajomej, z którą udałem się latem 2009 roku nad nasze polskie morze. Zatrzymaliśmy się w jej domku na jakiejś wsi totalnej, a chcieliśmy dostać się do metropolii Jarosławcem zwanej. Kumpela stwierdziła, iż najłatwiej będzie się tam dostać za pomocą autostopu właśnie. No więc wyruszyliśmy w drogę, licząc na zbawienie. I oto zatrzymało się przy nas pierwsze (!) auto, które jechało w pożądanym przez nas kierunku. Patrzymy z kumpelą, a w aucie siedzi trzech Murzynów - dwaj faceci i kobitka. Facet zagaduje do nas płynną polszczyzną (!) - "Gdzie tu jest jakiś warsztat?". Na to my, że warsztat na pewno jest w Jarosławcu (hyhy) i chętnie zabierzemy się razem z nimi, o ile nie będą mieli nic przeciwko. Nasi czarnoskórzy towarzysze okazali się wędrownymi muzykami, którzy odbywali właśnie "trasę" po naszych nadmorskich kurortach. Zdaje się, że grywają w Polsce regularnie, zważywszy na bardzo sprawne posługiwanie się naszym językiem przez kierowcę. Między sobą natomiast rozmawiali po francusku.
Warsztat okazał się być położony, niestety, nie w Jarosławcu, ale w połowie drogi doń. Ale i tak udało nam się sporo przejechać A tę historię zapamiętam już na zawsze  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Kwi 20, 2011 9:24 pm Temat postu: |
|
|
Moi drodzy. Wybywam jutro około 13 do Puli. Mieści się ona na południu Europy w Chorwacji. Życzcie mi miłych kierowców, pięknej pogody i w ogóle wszystkiego the best. Muszę dojechać Czas powrotu planowany jest na około 2 maja  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Maj 08, 2011 5:04 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | Moi drodzy. Wybywam jutro około 13 do Puli. Mieści się ona na południu Europy w Chorwacji. Życzcie mi miłych kierowców, pięknej pogody i w ogóle wszystkiego the best. Muszę dojechać Czas powrotu planowany jest na około 2 maja  |
Nikogo nie ruszyło. Ale specjalnie dla dagi Ale od razu mówię... taka pokrótce opowieść bo spisanie wszystkiego zajęłoby mi zdecydowanie za dużo czasu. A więc jadziem...
Jak pisałem na fb przez całą Europę przewiozło nas 35 osób. Do Chorwacji dotarliśmy w dwa dni. Dwa dni i 14 kierowców. Nasza trasa pokrywała się z tą jaką sobie założyliśmy. Wrocław -> Drezno -> Monachium -> Salzburg -> Lublana -> Pula. Ludzie nas podwożący - bez wyjątku wszyscy wspaniali, niektórzy dziwni, ale każdy na swój sposób cenny. Jechałem z kolegą. Wyruszyliśmy z 1h opóźnieniem w Wielki Piątek. Na autostradzie we Wrocławiu nawet nie czekaliśmy. Od razu mieliśmy podwózkę do Legnicy. Mieliśmy możliwość jechać tym pierwszym samochodem aż do Holandii, no ale obraliśmy cel na Chorwację i tak zostało. Na tym parkingu za Legnicą pierwszy dołek. Nikt nas nie chce brać, w Niemczech jakieś święto więc zakaz ruchu tranzytowego. Pięknie. Na szczęście doktor z Uniwersytetu Wrocławskiego wywiózł nas na ziemie Niemieckie. Nie zdążyliśmy tam nic zjeść, a jakaś rodzina Niemiecka wzięła nas około 200 km. Do Chemnitz. Stamtąd z rodziną Polaków mieszkającą we Francji kolejne 200km. Cała trójka czyli ojciec, matka i syn - lekarze. Przemili ludzie. Spod Pegnitz ... kim on kurcze był. Jechał do dziewczyny. Wywiózł nas za Monachium. Widzieliśmy monumentalną Allianz Arenę. I kolejne około 200km. Dziadek pamiętający wojnę kolejne 10 km. Noc. Spanie za stacją benzynową na czyimś polu. Pobudka o 5 i jazda dalej. 3 młodych niemców kolejne 20 km. Postój na stacji z której było widać Alpy. Ach cóż za widok. Rozmowa z innym autostopowiczem...
...rozmowa po angielsku z 5 minut...
<inny autostopowicz> so where are you from?
<my> from Poland
<on> o kurwa
Polak z Wrocławia
Jazda dalej z biseksualistką. Opowiadała nam o swoim byłym chłopaku by przejść do tego, że właśnie jedzie do swojej dziewczyny. Za granicą austriacką. Stamtąd bodajże Niemcy. Jechali 140km/h na autostradzie na któej dopuszczalna prędkość to 100 km/h. Mandacik
Przewieźli nas przez całą Austrię. Cóż to były za tunele, drogi, WIDOKI. Zza granicy Słoweńskiej wzięła nas para do Lublany. Tam kolejny większy dołek. W końcu taksówkarz za darmo wziął nas na wylotówkę. Stamtąd Kobieta po fachu (pracująca w korporacji energetycznej) wzięła nas do Logatec. Stamtąd student historii... w pewnym momencie zaczyna wymieniać Polskie miasta jakie zna... Wroclaw, Warsaw, Cracow, Smoleńsk ale sam się zorientował. Jesteśmy w Izoli. Widzimy Adriatyk, jesteśmy w Słowenii, przez morze widzimy Włochy, jesteśmy kilkanaście (niedaleko) km od Chorwacji. Za Kemping chcą 13 euro. Śpimy w winnicy z widokiem na Adriatyk. Patrzymy w chmury, jest niesamowicie. Rano koło 6 pobudka. Śniadanie Wielkanocne nad brzegiem morza. Pierwszy dotyk Adriatyku. Zimny. Jazda do Umagu. Na granicę bierze nas student matematyki, po przejściu granicy bierze nas para Niemców. W Umagu zwiedzanie i jazda dalej do Poreć. Tam nas zabiera najpierw przepiękna Chorwatka z bratem, a później jakiś student bodajże Mechaniki i Budowy Maszyn. Z Poreć jedziemy do Vrsar gdzie bierze nas para przemiłych Włochów. Vrsar to najpiękniejsze miasteczko jakie widzieliśmy w Chorwacji. Małe, z własnym klimatem, z kościołem na samym szczycie wzgórza. Śpimy z widokiem na to miasto. Najlepsza chyba noc z czasów gdy było nas tylko 2. Pobudka już koło 8 :0
Jazda na kemping, kąpiel w Adriatyku, darmowy prysznic i jazda do Rovinji z instruktorem tenisa. Nie wierzył nam, że jesteśmy z Polski i przyjechaliśmy na Chorwację autostopem. Z Rovinji na dobrą drogę przewiózł nas mieszkaniec. Uratował nam życie. Do Puli wzięły nas 3 dziewczyny. Przewiozły po mieście w poszukiwaniu dobrego miejsca do spania. Zapytały nas jak my w Polsce nazywamy miejsca do któego okoliczni mieszkańcy przychodzą uprawiać seks... "bo my w Chorwacji nazywamy takie miejsca Jebodrom" I w związku naszym nieoficjalnym miejscem do spania zapytały się nas czy chcemy tu został. "NIE!!!!" Koniec końców to było dla nas najlepsze miejsce więc po zjeżdżeniu całego miasta raz jeszcze wróciliśmy na ichniejszy Jebodrom. Spanie za torami. Następny dzień to zwiedzanie Puli. Brzydkie miasto. Wieczorem pojechaliśmy z zwolennikiem teorii spiskowych do Opatiji. Było już późno więc chcieliśmy się wydostać z Opatiji aby znaleźć miejsce do spania. Podwiózł nas najlepszy człowiek ze spotkanych. Ivan. Jechał do Rijeki na spotkanie przy meczu z kolegą ze Szkocji. Zaproponował nam miejsce w swoim ogrodzie dla naszego namiotu. Zaprosił na mecz i na piwo (DOBRE!!!!). W drodze powrotnej po meczu - do Opatiji - oznajmił nam, że możemy spać u niego w domu. Prysznic, łóżko... to było piękne. A widok z okna... klękajcie narody. Adriatyk, wyspy, okoliczne góry... coś pięknego. Stwierdziliśmy, że zasłużył na 0,7l Sobieskiego z godłem Polski Pojechaliśmy do Rijeki z niemieckim małżeństwem. Tam zwiedzanie, i wycieczka piesza do Kostreny. Miejsce naszego noclegu w którym mieliśmy czekać na ekipę z Polski. Picie vodki, pies pod namiotem, szczekanie. Masakra. Nazajutrz współtowarzysz poszedł do Rijeki po pozostałą ekipę, ja zostałem pilnować namiotu. Spaliśmy nad drogą, niedaleko supermarketu i jakiejś wioski, z widokiem na Opatiję i Rijekę oraz z widokiem na port i Adriatyk. Cała ekipa w jednym miejscu. Niezapomniana noc. Problemy kolegi z alkoholem, i naszej trójki z czymś czającym się w krzakach. 20 minut na nogach z nożami w rękach z powodu czegoś czającego się w krzakach. Najstraszniejsze minuty wycieczki. W końcu cisza. Spanie. Rano do Senji ( z jakimiś łowcami zwierząt) i spanie właściwie pod zamkiem. W nocy wypad na zamek i odbijanie go od Niemców. Ucieczka Spanie i jazda dalej. A raczej przejście się na piechotę. Powrót do Rijeki z marynarzem. Spanie w naszej strasznej miejscówce. Rano pożegnanie i powrót do Polski. Do Rijeki z nie mam pojęcia kim. Z Riejki z policjantem do Zagrzebia. Z Zagrzebia do Mariboru z rodziną wracającą z wakacji. Z Mariboru do Wiednia z Polką mieszkającą w Wiedniu i Austriakiem. 300 km ciągłej rozmowy. W Wiedniu pomoc od jakiejś kobiety. Musieliśmy wyglądać jak sieroty w tym metrze skoro do nas podeszła bez niczego i się pyta czy potrzebujemy pomocy Ze zjazdu z Wiednia do stacji 20 km dalej student Architektury. Tam spanie na stacji, a raczej obok niej. Rano 20 km z pracownikiem Czerwonego Krzyża. Jazda z obkolczykowanymi ludźmi do Czech. Stamtąd z tirowcem (pierwszym i jedynym) do Brna. I na tym skończyło się nasze szczęście. Ja wybitnie chciałem pojechać jeszcze do domu na 3 maja. Poza tym byśmy dojechali ale dopiero nazajutrz. Nie miałem tej swobody. Pociąg z Brna do Katowic 23 euro - mój jedyny wydatek tej podróży inny niż na jedzenie. W Dębicy byłem o 8 rano. O 17 powrót pociągiem do białego Wrocławia. Oficjalnie moja podróż skończyła się w granicy północy w nocy z 3 na 4 maja 2011 roku gdy przekraczałem próg mojego pokoju w akademiku. Impreza, wyprawa mojego życia!!! Następny cel coś w rodzaju Hiszpanii z przystankiem w Montreux Kiedy? To zależy od czasu. Ale na pewno jeszcze poprawimy _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Wto Lip 26, 2011 3:44 am Temat postu: |
|
|
Wróciłem. Szersza relacja kiedy indziej. Na dziś... Barcelona najpiękniejszym miastem na świecie. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Adzio

Dołączył: 27 Lip 2011 Posty: 44 Skąd: Łomża
|
Wysłany: Czw Wrz 01, 2011 11:14 am Temat postu: |
|
|
Muszę Wam powiedzieć, że dzięki tematowi o autostopie na tym forum, po raz pierwszy wyruszyłem w trasę właśnie tym środkiem .
Mieszkam w Łomży, moim celem był Gdańsk- ot, jakaś trasa musi być na początek, a że w Gdańsku mam rodzinę to padło właśnie na stolicę pomorza .Biłem się lekko z myślami, wiele osób mi doradzało abym nie jechał, ale to wewnętrzne pragnienie i ciekawość ostatecznie przechyliło szalę. Wyruszyłem o 10:10, w sumie podwiozło mnie pięć aut i jeden TIR .W Gdańsku byłem o 21:30, trochę to trwało, ponieważ kierowca TIR-a miał pauzę .Tego Pana będę bardzo miło wspominał, bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało, postawił mi obiad, dał namiar na siebie na NK, po czym kiedy mu napisałem to zaprosił mnie do znajomych By nie było tak kolorowo, to w jednym aucie zostawiłem mp3, w której znajdowało się sporo piosenek domyślacie się jakiego zespołu .Ostatecznie w Gdańsku pobyłem przez całe trzy dni i następnego dnia wyruszyłem w drogę powrotną, którą pokonałem przy pomocy pięciu aut .
Teraz mam zamiar jechać na trasę Kowno-Ryga-Tallinn, może jeszcze promem do Helsinek .Muszę się tylko zaopatrzyć w jakąś karimatę oraz namiot, oraz zabrać ze sobą osobę towarzyszącą, by było raźniej, ponieważ w moją pierwszą podróż ruszyłem solo .Poznałem wstępnie życie autostopowicza, więc chcę kolejnych doświadczeń .
Polecam autostop wszystkim tym osobom, które chciałyby zobaczyć kilka miejsc przy skromnym budżecie .Pozdrawiam . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Nie Maj 06, 2012 12:36 am Temat postu: |
|
|
Z poprzedniego stopa nie było relacji, ale z tego będzie. Jakby to powiedzieć. Totalne i maksymalne pół na pół. Pół najwspanialszego stopa i jednocześnie reszta to totalny niewypał choć nie powiem, teraz z perspektywy czasu zaczynam się już z tego śmiać. Generalnie napiszę tak. Muzyka sprzyja więc i postaram się coś napisać.
Wystartowaliśmy z kumplem w piątek bodajże 27 kwietnia. Na wyjeździe z Wrocławia z 15 grup autostopowych.... przeczekaliśmy swoje i po półtorej godzinie wyruszyliśmy. Złapaliśmy od razu gościa jadącego na Nurynbergę, oczywiście po drodze nie bez satysfakcji mijając innych, którzy wyruszyli wcześniej. Tam troszkę niemiła sytuacja z policjantem niemieckim i pierwszy poważny kryzys. Ale jakoś ruszyliśmy i dzięki Niemcowi i Polakowi spaliśmy po pierwszy dniu już w Linz-u w Austrii. Centrum miasta w krzakach. Wiadomo, najlepiej ;p Rano jakoś się zebraliśmy i dzięki uprzejmości kilku kierowców wieczorem spaliśmy już za Zagrzebiem na Chorwacji. W tym momencie już mieliśmy najlepszy czas z dotychczasowych stopów. Na górce zaraz przy autostradzie. Wymarzone miejsce bo zaraz przy ruchliwej drodze (autostradzie), totalnie niewidzialni i niesłyszalni dla nikogo rozłożyliśmy namiot i zakończyliśmy dzień 2. Szczęście nam dalej sprzyjało i koło 13 byliśmy już w Splicie na wybrzeżu Chorwacji, czyli naszym pierwszy miejscu docelowym. Wszystko szło aż zbyt pięknie. O czym oczywiście mieliśmy się przekonać później. Split jako miasto poza pałacem Djoklecjana jakoś niespecjalnie mnie zachwyciło. Zbyt duże i zdecydowanie zbyt mało było w nim klimatu Istrii, którą poznaliśmy równo rok wcześniej. Jakoś się wydostaliśmy ze Splitu i zaczęły się problemy. Niechcący jechaliśmy dokładnie w tą samą stronę co uczestnicy rajdu autostopowicza, którzy to wszyscy jechali w stronę Dubrownika. Po przejściu kilkunastu kilometrów rozłożyliśmy się namiotem na urwisku tuż nad morzem z widokiem na część Chorwacji i oczywiście z widokiem na morze. Genialny i niezapomniany widok. Takie zupełne odrealnienie od świata. Od pogoni wyścigu szczurów. Rano jakoś się zebraliśmy i pojechaliśmy dalej. Dojechaliśmy do Makarskiej (najwspanialsza plaża na świecie. Żadnego człowieka, las, skały i morze.... raj, istny raj) a następnie w stronę Dubrownika. I tu zaczynają się kłopoty. Wiadomym jest, że skoro 500 osób jechało na wyścigi do Dubrownika, musiał nadejść moment w którym zrobiło się nagle gęsto. Jako ludzie totalnie odizolowani od tego wyścigu, zdecydowaliśmy pojechać autobusem i w Dubrowniku byliśmy niedługo przed północą. Tam szybkie poszukiwanie noclegu i sen z widokiem na caluteńki Dubrownik. Piwo, czekolada i takie tam rarytasy. Rano pobudka i zwiedzanie tego cudownego miasta. Wieczorem zmęczeni noszeniem naszych około 25 kg plecaków zdecydowaliśmy się zjeść miejscowego kebaba i był to początek końca. Kolega mój się rozchorował. Następny dzień jakoś doczołgaliśmy się do tamtejszego PKS-u i stamtąd wyjechaliśmy na Czarnogórę przy towarzystwie problemów żołądkowych kolegi. Ale ileż mogą one trwać? Rano się skończy i pojedziemy dalej. Niestety tak się nie stało. Autobusy najpierw przez Czarnogórę, Serbię, Kosowo i Mołdawię a następnie do Grecji, by tam zameldować się na lotnisku w Salonikach. I tu najważniejsza notka wieczoru. Nie chcę nigdy więcej w życiu oglądać Grecji. Totalne pobojowisko, śmierć głód, smród, ubóstwo i pełno darmozjadów. Jak Polska 20 lat temu. Nie życzę nikomu oglądanie czegoś takiego w takich czasach. Dzięki takiemu przedstawieniu sprawy, spędziliśmy 30h na lotnisku, nie wychylając nawet nosa w stronę Grecji. Nie chcę jej na oczy do końca życia widzieć. Tam poznaliśmy koleżankę, której para autostopowiczowa straciła dokumenty dzięki czemu się rozdzieli i ona "przywiązała" się do nas. Lot wcześniej zamówionym samolotem do Budapesztu i niemała radość, że teraz to już tylko 4h i będzie po wszystkim. Kolega do szpitala, ja do łóżka i generalnie radość. Nic bardziej mylnego. Horrendalne ceny pociągów, brak miejsc w autobusach. Koniec końców (przy ciągle umierającym koledze) wsiedliśmy w autobus do Pragi. Oczywiście po drodze musiała nas zatrzymać straż graniczna i całkowicie przetargać autobus w poszukiwaniu czegokolwiek. Na szczęście nic takiego nie było. Rano Praga a tam już ludzie z Wrocławia na nas czekali. Mało ekonomicznie i zupełnie niezgodnie z istotą stopa, ale w związku ze stanem kolegi zabraliśmy się z kolegami do Wrocławia. Tu zameldowaliśmy się koło 14 i szybka wycieczka na pogotowie, odprawienie koleżanki do Krakowa. Generalnie wszystko skończyło się dobrze, ale ostatnir 5 dni stopa to był nieustający koszmar. Piszę w bardzo telegraficznym skrócie, ale horror jaki przeżyłem. Nie chcę nigdy w życiu tego powtarzać Generalnie skończyło się dobrze. Kolega będzie żyć, koleżanka już w Krakowie a ja oczywiście niezniszczalny ( na razie ). Koszt do 5 dnia to było 5 euro. Tak.... 20 złotych przez 5 dni podróży po Europie. Musieliśmy kupować tylko chleb bo całą resztę mieliśmy ze sobą (plecaki po około 25 kg). Niestety w związku z chorobą i kosztami lotu (wcześniej już zarezerwowanego) wyszło mało ekonomicznie. 200 euro (około) to ogólny koszt absolutnie wszystkiego. Gdyby nie pogarszający się stan zdrowia, myślę, że do końca dociągnelibyśmy w granicach maksymalnie 50 euro. Niestety zdrowie najważniejsze i ten stop nie wyszedł nam najbardziej ekonomicznie. Mówi się trudno, żyje się dalej....
Grecja to największy syf jeżeli chodzi o państwa świata. Moja noga więcej tam nie postanie.
Chorwacja to najpiękniejszy kraj świata. Ceny znośne, okolice cudownie piękne, ludzie wspaniali. Bardzo podobny kraj i logika ludzka do tej panującej w Polsce. Kraj niemal idealny.
Austria i Szwajcaria to kraje idealne choć na poziomie zupełnie nieosiągalnym (póki co) dla zwykłych ludzi.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać. Było praktycznie cudownie.... prawie. Jak coś to się jeszcze tu dopiszę... choć na ten moment nie wiem co. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Adzio

Dołączył: 27 Lip 2011 Posty: 44 Skąd: Łomża
|
Wysłany: Sob Paź 06, 2012 9:39 pm Temat postu: |
|
|
Jakiś czas temu wyruszyłem w kolejną podróż autostopem. Punktem docelowym była Finlandia, a dokładnie jej stolica- Helsinki. Po drodze zwiedziłem dokładnie Rygę oraz Tallinn a następnie promem przepłynąłem na Skandynawię. Całość trwała dziesięć dni, wydałem z 40 EURO (w tym 3/4 na prom).
Podczas podróży jechałem z sześcioma Łotyszami, trzema Estończykami i dwoma Polakami, najbardziej będę wspominał podróż z Łotewskim kierowcą ciężarówki, Jurijem.
Akurat łapałem stopa w Suwałkach, nagle podszedł do mnie pewien Litwin po trzydziestce o imieniu Ramūnas, który akurat wracał ze swoich wojaży autostopowych po Europie. Razem więc łapaliśmy stopa, aż zatrzymał się Jurij, który litewskiego towarzysza, z zawodu aktora teatralnego, podwiózł do Kowna a mnie pod samą Rygę. Jak był z nami jeszcze Ramūnas, to rozmawialiśmy każdy w swoim ojczystym języku i jakoś się dogadywaliśmy, dodatkowo Litwin kumał sporo po Polsku więc był to, jak to on określił, ,,wymieszany internacjonał''. Dalej z Jurim rozmawialiśmy już po angielsku, na pożegnanie zbiliśmy pionę i jako że miałem tego dnia urodziny, to dostałem od niego butelkę szampana, którą kupił w Berlinie, z którego wracał. Spoko ziomek .
Ogólnie we wszystkich stolicach, które odwiedziłem podczas tej podróży ludzie byli przyjaźnie nastawieni i mili, szczególnie jednak wyróżnię Łotyszy. A i tamtejsze dziewczyny są naprawdę bardzo ładne, co chwila się głowa obracała o 180 stopni heh. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|