| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Podróże. |
| Yes, yes, yes i trzy razy: TAK! Moja pasja, którą realizuję.. |
|
19% |
[ 8 ] |
| A lubię, bardzo |
|
41% |
[ 17 ] |
| Chciałbym... w przyszłości, jak kasa będzie, to na pewno ;) |
|
29% |
[ 12 ] |
| Nie kreeeeeci mnie to |
|
4% |
[ 2 ] |
| Nie, jestem lokalnym patriotą ;d |
|
4% |
[ 2 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 41 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Cze 24, 2010 7:50 pm Temat postu: |
|
|
Jest oferta na kilkudniowy wyjazd do Moskwy, ale Mama mówi, że za drogo, mimo że oferuję finansowe wsparcie z mojego konta. Strasznie mi szkoda, bo się mocno podjarałem, gdy pojawiła się oferta... _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Czw Cze 24, 2010 9:38 pm Temat postu: |
|
|
Kocham podróżować! Najchętniej zwiedziłabym cały świat! Jeżeli tylko pozwalają na to fundusze, wybieramy się gdzieś, od czterech lat samolotem. I to mniej więcej do tego czasu latamy za granicę, wcześniej było Niechorze, Niechorze i Niechorze. Poza wspomnianą miejscowością, w Polskę nie jeżdżę.
Dotychczas:
- kilkakrotnie przejazdem Niemcy (ostatnio 2009)
- Cypr (2007) - Pafos, Limassol, Skałki Afrodyty i okolice.
- Egipt (2008) - Hurghada, Kair, Giza, Luxor. Przy czym muszę się tam jeszcze raz wybrać, gdyż w Karnaku pokonało mnie słońce i wycieczka do Doliny Królów przeleciała mi koło nosa
- Anglia (trzykrotnie: 2008, 2009 i jeszcze raz 2009) - Liverpool na lotnisku, Manchester, Blackpool.
- Meksyk (2009) - Cancun, Playa del Carmen, Chichen Itza i jeszcze kilka uroczych miejsc nad Morzem Karaibskim. Jutro upływa rok od pływania z delfinami...
W te wakacje, od 14 do 28 lipca - Turcja, a dokładnie Bodrum. Mam nadzieję, że załapię się też do Grecji, bo to blisko Rodos i są organizowane wycieczki.
Jakbym miała wymieniać, gdzie jeszcze CHCIAŁABYM pojechać, to nie starczyłoby miejsca  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Czw Cze 24, 2010 9:39 pm Temat postu: |
|
|
Moskwa jest interesująca (Kreml i tak dalej) ale to moim zdanie nie jest wycieczka na lato ale bardziej na zimę.
Mnie tak jak napisałem jednak cieplejsze klimaty bardziej leżą
(Egipt ,Kapadocja..) ,pomarzyć można  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
vessena

Dołączył: 18 Sty 2005 Posty: 385 Skąd: z otchłani
|
Wysłany: Pią Cze 25, 2010 11:41 pm Temat postu: |
|
|
w sumie wypowiedzialam sie tu 3 lata temu ale moze nalezaloby dodac ze postulat owczesny spelnilam. ostatnie 2 lata okolo 2 miesiecy z 12 nie ma mnie w Wawie. _________________ I can fly, my friends. The show must go on. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Pon Lip 12, 2010 11:43 am Temat postu: |
|
|
Wczoraj w nocy wróciłem z Wrocławia... Powiem tak. Parę miast już się w życiu widziało, ale... z żadnego nie wyjeżdżało się z takim żalem, niemal ze łzami w oczach (mimo że byłem tam 4 raz). Genialne miasto. Magiczne. Ale co tu dużo mówić, kto był, ten wie... A co mi się najbardziej podobało? No, najlepsze było, że najmniej używanym językiem we Wrocławiu jest... język polski bardzo dużo Niemców, Hiszpanów, Anglików, Francuzów, Chorwatów, Greków, Rosjan... nawet kilku Japończyków spotkałem. Ze wszystkimi świetnie się rozmawiało niemal z każdym wypiło się pod hostelem hektolitry piwa, a mimo wszystko kultura picia była świetna.
Dziwne tam panują zwyczaje... Np. tutaj nie ma szans, żebyś przeszedł na czerwonym świetle na przejściu, podczas gdy we Wrocławiu robią to wszyscy gdy tylko jest okazja. Zawsze i wszędzie. Idąc wzdłuż Odry siedzą ludzie na ławeczkach sącząc piwko... Tutaj by to nie przeszło. Od razu byłaby stówka za picie w miejscu publicznym, a tam bez żadnej krępacji ludzie siedzą w cieniu popijając zimne piwko... Ma to swój klimat generalnie - dużo by opowiadać!
W pewnych miejscach to miasto to jeden wielki plac budowy, gdzie się ciężko nawet pieszo poruszać, ale... To też było świetne dużo się w tym mieście dzieje, w każdym jego zakątku. Magia!
Na pewno na tych wakacjach tam jeszcze wrócę... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Nie Sie 08, 2010 4:04 pm Temat postu: |
|
|
Grubo ponad tydzień temu wróciliśmy do domu z dwutygodniowego pobytu w Turcji. I… to była najgorsza wycieczka z dotychczasowych za granicę, ale głównie ze względu na zakwaterowanie. Poniżej krótkie sprawozdanko, o hotelu napisane szerzej, gdyż opis nie tylko tutaj trafi
Przede wszystkim, przyjechaliśmy do czterogwiazdkowego hotelu, a standard był w nim niżej niż dwugwiazdkowy. Pokoje – jak bunkry, musiałam przez pierwszą noc spać na betonowej półce, która normalnie służyła za siedzisko, ale obsługa zdjęła poduszki po bokach i wydała pościel Na szczęście, przenieśli nas do nieco większego pokoju, według nich – 3-; 4-osobowego. Co ciekawe, nas 3 zakwaterowano początkowo w 1-; 2-osobowym, a kilka par z objazdówki w 3-; 4-osobowych. Nie mogło obyć się bez porównań… Mianowicie pokój – ten mniejszy, co prawda - był wielkości łazienki w Egipcie, a łazienka – w obydwu - wielkości kabiny prysznicowej w Kraju Faraonów A w kabinie prysznicowej ledwo dało się zmieścić nawet mi. Poza tym, klimatyzacja była tak niewydolna, że zamiast chłodzić, kapała z niej woda, prosto na łóżko. Dwa dni przed wyjazdem z kolei wypadał z niej lód. W dodatku działała tylko wtedy, gdy ktoś był w środku, więc w „apartamencie” w ciągu dnia nie bardzo dało się wytrzymać. Za dodatkowe atrakcje można uznać mrowisko przed drzwiami, węża, który wpełznął do środka przez szparę między wrotami a podłogą i bliskość amfiteatru hotelowego. Ale o tym później. Co do jedzenia, było smaczne, ale monotonne. Przez dwa tygodnie codziennie pojawiały się te same potrawy, niemal bez jakichkolwiek zmian. Gdy coś się skończyło, nie dbano o to i nie uzupełniano. Natomiast obsługa w stołówce (bo restauracją tego nazwać się nie da) łaziła dookoła i gdy tylko skończyło się jeść, wyrywała talerze, bez pytania, ani niczego. Jeden, Isa, nie czekał nawet, aż się skończy Irytujący zwyczaj, na mieście występujący w nieco łagodniejszych formach. Natomiast podać coś – owszem, ale Turkom… Dodatkowo jeszcze, z recepcjonistką nie dało się dogadać, bo po angielsku nie rozumiała – nie tylko nas, więc wykluczam błędy w wymowie czy gramatyczne z mojej strony. U innych z obsługi też słabo z językami, ale jakoś porozumieć się dało. A już czarę goryczy dopełnia fakt, że zejście do wody było z pomostu, a według katalogu – z plaży (owszem, tylko, że w sąsiednim hotelu, gdzie była nawet błękitna flaga, ba, zdjęcia też były z sąsiedniego), co nam robi OGROMNĄ różnicę, a przy okazji jest najważniejszym kryterium wyboru. Bo z pięciogwiazdkowego, innego hotelu zrezygnowaliśmy tylko przez to, że od razu było napisane, że z pomostu. Wracając do amfiteatru – odbywały się tam animacje. Codziennie, punktualnie o 21.30 z głośników zaczynały ryczeć piosenki dla dzieci. I nie mielibyśmy nic przeciwko temu, gdyby nie to… że one każdego dnia były takie same, w takiej samej kolejności. Zjawiały się tam tylko nowoprzybyłe maluchy (wiem stąd, że opisywane animacje miały miejsce koło drogi do baru ), bo tym, które już mieszkały w hotelu jakiś czas, zwyczajnie się to nudziło. O 22.00 następowały właściwe animacje, przypuszczam, że ciekawsze, ale nam nie bardzo chciało się to sprawdzać… Za to mogliśmy korzystać z infrastruktury sąsiedniego hotelu, Onury (nasz nazywało się potocznie Orą, pełna nazwa to Ora Holiday Village – nawet to przekłamali w katalogu…). Trzy korzyści: mieli tam lepszą herbatę i kawę, chyba jednak bogatszy wybór na stołówce i Wi-Fi u nich chodziło jeszcze (u nas było, ale nie działało).
Prawdopodobnie wygląda to na zwykłe marudzenie i narzekanie. Ale na usprawiedliwienie mam dwie kwestie: raz, że trochę nas rozpieścił Meksyk, ale z drugiej strony nie słyszeliśmy na miejscu ani jednego dobrego słowa o Orze (poza nami, wszyscy Polacy, którzy zostali zakwaterowani tego samego dnia, zapowiedzieli, że będą pisać reklamacje), ani też nie widzieliśmy nikogo zadowolonego…
Sama Turcja, jako kraj, podobała mi się, to bardzo malownicze miejsce. Należy przede wszystkim wspomnieć o kontrastach w terenie: z jednej strony góry - Taurus, później droga, hotele (lub nie) i morze – Egejskie, gdyż byliśmy na Riwierze Egejskiej. Dla mnie szczególnie pasjonujące, bo nigdy wcześniej w górach nie byłam Torba – sąsiednia wioska - i Bodrum – duży kurort niedaleko – mają architekturę kojarzącą się z grecką, to znaczy małe, białe budynki, corocznie odmalowywane. Nic jednak dziwnego, gdyż Bodrum to starożytne Helikarnas. Z atrakcji w mieście w pamięć zapadają: twierdza przy porcie, zapewne ruiny Mauzoleum (jeden z siedmiu antycznych cudów świata) – niestety nie byliśmy tam , względnie teatr i portrety Atatürka co krok Na wycieczce byliśmy, ale okazała się ona jedynie shoppingowa, więc wróciliśmy ze skórami Dolmuszą (małym prywatnym autobusem) można było pojechać do miasta samemu, co oczywiście zrobiliśmy. Drogo tam i trzeba się targować, wszędzie… Jeśli chodzi o Turków, to tacy z ulicy są bardzo mili, zupełnie inaczej niż obsługa w tym naszym hoteliku. Ale z kolei tureccy turyści także byli bardzo przyjaźni, więc nie wiem, skąd ten wyjątek.
Oprócz tego bardzo, naprawdę bardzo chciałam zobaczyć Efez, ale niestety – okazało się, że jest to na tyle daleko, że na miejscu znajdziemy się w trakcie największych upałów, przez co nie pojechaliśmy. U nas rodzinnym jest, że źle znosimy gorąco i po prostu byśmy popadali. Do czego doszło już zresztą w Egipcie, a i na innych wycieczkach niewiele brakowało.
Odwiedziliśmy natomiast Dalyan, a właściwie okolice tej wioski, znane przede wszystkim z plaży Iztuzu, gdzie żółwie Carreta carreta składają swoje jaja. Jako, że nie był to okres rozrodczy, to można tam było bez problemu wejść i plażować. Inną atrakcją są grobowce likilijskie, wykute w skale. Byli tam turyści, ale przewodniczka nie wiedziała, czy i jak można tam wejść, więc musieliśmy obejść się widokiem z daleka. A pierwszym punktem wycieczki, lecz najmniej ważnym, były kąpiele błotne i siarczanowe, z których zrezygnowaliśmy ze względu na „cudowną” woń siarczanów Ogółem nie była to jakoś bardzo odkrywcza wyprawa, ale za to bardzo przyjemna.
Kolejnego dnia udaliśmy się do Pamukkale, Bawełnianego Zamku, nazwanego tak, gdyż barwa wapiennych tarasów przypomina bawełnę, która jest uprawiana w okolicy. Trawertyny, czyli tarasy wapienne, są wypełnione wodą mineralną, podobno dobrze działającą na zdrowie i urodę, tak samo jak muł pokrywający dno. Do tego roku można po nich spacerować, a nawet się kąpać, lecz w 2011 będzie to już zabronione. Zdążyliśmy więc na ostatnią okazję. Jest tam też Basen Kleopatry, gdzie władczyni brała kąpiele upiększające. My także skorzystaliśmy, lecz wody termalne miały temperaturę 38 stopni, a w dodatku porozrzucano tam autentyczne antyczne kolumny, co wydatnie zmniejszało komfort przemieszczania się, także szybko wyszliśmy. Do obejrzenia były jeszcze ruiny starożytnego uzdrowiska Hierapolis, tzn. teatr i nekropolia. Później zaciągnęli nas jeszcze do winiarni, bo oczywiście trzeba zrobić interes Dali do spróbowania po naparstku z pięciu smaków i walnęli jakieś niebotyczne ceny, w związku z czym chyba nikt u nich nic nie kupił. My tym bardziej, natomiast oczywiście nie zabrakło porównań do Cypru, gdzie dali do spróbowania wszystkiego, co mieli w kieliszkach do wina i ceny były niższe. Ale w sumie po co to opisuję, skoro mnie alkohol i tak nie obowiązuje? Ogółem, ciekawa wycieczka, ale jednak nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, jak się tego spodziewałam.
Wybraliśmy się jeszcze na wyspę Rodos do miasta Rodos. Były tylko 4 godziny czasu do dyspozycji, po czym należało wrócić na prom, więc nie zobaczyliśmy zbyt wiele. Stare miasto jest cudowne, naprawdę piękne. Nie zdążyliśmy niestety zwiedzić muzeum, ani galerii, ani właściwie niczego, ale zauroczył nas klimat tego miejsca. Koniecznie musimy tam wrócić! To stwierdzone zostało jednogłośnie.
Sądzę, że gdyby nie ta nieszczęsna Ora i generalne zawód ze strony Triady, to Turcję wspominalibyśmy o wiele lepiej. Tymczasem jednak wniosek jest jeden: z całej Turcji najbardziej podobał nam się Rodos!  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Nie Sie 08, 2010 4:23 pm Temat postu: |
|
|
Meksyk faktycznie Cię rozpieścił, a we mnie wzbudził zazdrość. Ameryka Łacińska baaaardzo mnie pociąga, tylko że droga jest jak cholera. Za życia muszę odwiedzić Argentynę.
Natomiast w kwestii hotelu - nie dziw się, Mustapho. To znaczy, jasne, to jest skandal, ale niestety nic nowego. Egipt, Turcja, Tunezja... Wszystko pięknie, wspaniałe hotele cztero- czy pięciogwiazdkowe w atrakcyjnych cenach, turystyka kwitnie, a potem byle Józek spod budki może się pochwalić, że "był w Egipcie". Problem polega na tym, że to wspaniale wygląda z zewnątrz, kusi luksusem i bogactwem, a w środku często zwyczajnie się rozpada. Gdyby Egipt był taki jak te hotele z zewnątrz... Ludzie złoci...
Aczkolwiek muszę przyznać, że "atrakcja" z wężem to dla mnie abstrakcja - nie wyobrażam sobie, by do pokoju miał mi wleźć wąż.
A proszę, w tym roku bardzo napaliłem się na możliwość Moskwy, później się okazało, że nie wypali, a ja się załamałem. Teraz widzę, co by mnie tam czekało, oj, widzę...
Za to bardzo zazdroszczę Bratu. Wprawdzie pomysł jest dopiero wstępny, ale bardzo możliwe, że za rok pojedzie ze znajomymi do... Korei Południowej. Ale to nie wszystko - pojedzie pociągiem! Tydzień w jedną stronę, tydzień na miejscu i powrót. Ze znajomymi to fantastyczna sprawa. Tylko nie wiem, czy pociąg obejmuje całą trasę, bo wówczas musiałby jechać przez Koreę Północną, a to dość średnio widzę... _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Nie Sie 08, 2010 5:54 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | Meksyk faktycznie Cię rozpieścił, a we mnie wzbudził zazdrość. Ameryka Łacińska baaaardzo mnie pociąga, tylko że droga jest jak cholera. Za życia muszę odwiedzić Argentynę.
|
Cudownie tam jest, z chęcią bym wróciła, ale już tylu środków na koncie nie ma Lecieliśmy z angielskim biurem podróży, znajomi, którzy wybrali się z nami, załatwili. Było taniej, niż oferują polskie biura, z tym, że najpierw trzeba się było dostać do Zjednoczonego Królestwa.
| Misiu napisał: | Natomiast w kwestii hotelu - nie dziw się, Mustapho. To znaczy, jasne, to jest skandal, ale niestety nic nowego. Egipt, Turcja, Tunezja... Wszystko pięknie, wspaniałe hotele cztero- czy pięciogwiazdkowe w atrakcyjnych cenach, turystyka kwitnie, a potem byle Józek spod budki może się pochwalić, że "był w Egipcie". Problem polega na tym, że to wspaniale wygląda z zewnątrz, kusi luksusem i bogactwem, a w środku często zwyczajnie się rozpada. Gdyby Egipt był taki jak te hotele z zewnątrz... Ludzie złoci...
Aczkolwiek muszę przyznać, że "atrakcja" z wężem to dla mnie abstrakcja - nie wyobrażam sobie, by do pokoju miał mi wleźć wąż.
|
Właśnie stąd moje zaskoczenie, że w Egipcie byliśmy z tym samym biurem podróży, tylko że dwa lata wcześniej i warunki były zupełnie inne. Pokój w Turcji jak łazienka w Egipcie - i nie ma w tym żadnej przesady. Tam co prawda był hotel pięciogwiazdkowy...
Z kolei Ora nie ma, jak się okazuje, przyznanej kategorii czterogwiazdkowej lokalnej - nie ma wcale żadnej, a w każdym razie nigdzie nie było tych gwiazdek, jest to oznakowanie Triady. Tylko, że nie wiem, na jakiej podstawie oni to kategoryzują, skoro wcześniej jeszcze byliśmy w czterogwiazdkowym hotelu na Cyprze, który znajduje się niedaleko Turcji, nad tym samym akwenem itd. - kategoria jest zarówno lokalna, jak i Triady... i też standard o niebo wyższy.
No i jeszcze jedna podstawa do zdziwienia, mianowicie: na zapytanie o reklamacje tego hotelu, siedząca w siedzibie biura pani odparła, że nie, oczywiście, że nie było żadnych - i teraz nagle pogorszył się stan kompleksu, że na około 20 osób, które przyszły z nami na spotkanie informcyjne, wszystkie zapowiedziały pisanie zażaleń i reklamacji?! Zaufaliśmy Triadzie, bo zawsze dotychczas wszystko było w jak najlepszym porządku. Poza tym, w Internecie chwalą Orę - opisują ją tak, jakby pisali o innym hotelu, diametralnie się to różni od rzeczywistości. A my na miejscu nie widzieliśmy nikogo zadowolonego... no, może poza takimi jednymi, co od rana do nocy byli pijani i wszystko im było jedno
Co do węża, to chyba nie muszę opisywać odczuć i reakcji
| Misiu napisał: | | Za to bardzo zazdroszczę Bratu. Wprawdzie pomysł jest dopiero wstępny, ale bardzo możliwe, że za rok pojedzie ze znajomymi do... Korei Południowej. Ale to nie wszystko - pojedzie pociągiem! Tydzień w jedną stronę, tydzień na miejscu i powrót. Ze znajomymi to fantastyczna sprawa. Tylko nie wiem, czy pociąg obejmuje całą trasę, bo wówczas musiałby jechać przez Koreę Północną, a to dość średnio widzę... |
Faktycznie, jest czego zazdrościć! Wspaniała sprawa, taka podróż
Moi sąsiedzi wybierają się w te wakacje do Szanghaju i to jeszcze podobno przez Tajlandię. Osobiście dziwię się temu, bo teraz jest tam środek pory deszczowej, ale jednak takie rzeczy działają na wyobraźnię...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 1:17 am Temat postu: |
|
|
Ja jak odłożę kiedyś kasy, to bardzo chciałbym wrócić do Nowego Jorku, bo byłem w nim jeszcze w XX wieku (nie chwaląc się, byłem na szczycie jednego z wieżowców WTC). Ale wtedy to jeszcze mleko miałem pod nosem i nie potrafiłem (ani nawet chyba nie chciałem) się nacieszyć tym wszystkim, co oferuje ta niezwykła metropolia. Nie miałbym też nic przeciwko ponownej wizycie w Paryżu, który jest po prostu przepiękny. Bardzo miło wspominam swój pobyt w Helsinkach, głównie ze względu na fajną, spokojną atmosferę. Tam rzeczywiście ludzie nie patrzą tak na siebie wilkiem jak u nas. Może jeszcze kiedyś...?
Poza tym chodzi mi po głowie jeszcze Dublin i Kopenhaga (nie byłem ani w jednym, ani w drugim), bo Irlandczycy i Duńczycy to ponoć takie fajne, wyluzowane narody... Był ktoś? Może kto poleci albo odradzi?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 10:09 am Temat postu: |
|
|
O, temat jak złoto . Uwielbiam się przemieszczać, poznawać nowe miejsca, doświadczać innych kultur, innych zapachów, smaków...Nie wyobrażam sobie stacjonarnego, osiadłego wypoczynku. Jedyny dopuszczalny to ten w ruchu. Pociąga mnie zarówno przyroda jak szeroko pojęta kultura, rozumiana bardziej rozlegle niż jej wytwory.
Odkrywanie ich różnorodności i zmienności to dla mnie doświadczenie na poły mistyczne. Nieraz zatrzymuję się jak wryta z rozdziawioną paszczęką i walącym sercem w obliczu szczególnie poruszającego widoku czy obiektu.
Co najlepsze nie muszę podróżować daleko, ani egzotycznie, żeby niemieć z zachwytu...Od tego zacznę.
Mam swoje ukochane miejsce na ziemi, do którego wracam nieustannie od lat i od lat w takim samym stopniu mnie zniewala swoim pięknem są Tatry. Kocham te nasze małe-wielkie góry całą sobą. Zapach wygrzanej w słońcu kosówki, chłodna bryza potoku na policzkach, wiatr we włosach, bzyczenie owadów...Wszystko to sprawia, że czuję pełnię . Bez nich mnie nie ma. Marzę o nich, tęsknię do nich niemal co dzień.
Z marzeń - mam kilka. Marzą mi się Andy, Peru, Chile. Kultura i natura są tam ze sobą nierozerwalnie związane, przenikają się nawzajem, coś wspaniałego. Fascynują mnie poza tym górskie plemiona Indian, surowe piękno ich kultury, tak odpowiadające twardemu klimatowi gór. Wiele bym dała za głęboki wdech na szczycie Machu Picchu...
Drugim miejscem o którym śnię jest daleka północ - płn. Finlandia, Norwegia, Islandia. Przeszywają mnie dreszcze na myśl o obłędnym błękicie tamtejszego nieba, zmysłami wyobraźni czuję chłodny zapach iglaków, wilgotnej ziemi, skał. Mmm.
Jeszcze z bardziej egzotycznych - Mongolia, jej bezkresne stepy, jej dzikość i pustka.
Z doświadczeń minionych zaś najwspanialszymi były gotyckie katedry we Francji. Normalnie poczułam się ekstatycznie, kiedy ujrzałam pierwszą z nich, w Amiens. I tak już za każdym razem. Zawsze marzyłam o tym, żeby stanąć chociażby w ich zimnym cieniu, nie do końca mogłam uwierzyć własnemu szczęściu, że sen się ziścił . Coś fantastycznego! Następnie Alhambra w Granadzie, z której ponad palmami widać ośnieżone szczyty Sierra Nevada. To było już na granicy totalnego zamroczenia . Podobnie jak na przylądku Cabo da Roca, gdzie stałam jak wryta ponad rozbijającymi się o bordowawe skały falami oceanu myśląc, że dalej naprawdę doturlać się nie dało. Obłędne wrażenie zrobiła też na mnie nadmorska trasa wzdłuż Costa Brava. Widoki jak marzenie. Jeszcze Barcelona, Salamanka, Toledo. Szczególnie najstarsze, średniowieczne części.
Z bliższych miejsc obłędnych - Praga, przede wszystkim Hradczany, Kutna Hora, Kłodzko i Wrocław. A! No i kościół św. Andrzeja w Krakowie - ubóstwiam! I zamki w Jurze ...I...Tak mogłabym w sumie bez końca.
Piękny jest ten nasz świat
A może ktoś chętny na podróżowanie ?? _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 9:50 pm Temat postu: |
|
|
| Aia napisał: |
Następnie Alhambra w Granadzie, z której ponad palmami widać ośnieżone szczyty Sierra Nevada.
|
Jedno z mych marzeń Grenada, Alhambra i kompleks Generalife czyli ogrody rajskiej rozkoszy...
Tuszę iż musi to być iscie nieziemskie przezycie
Apropos zamków, w polsce mamy ich ponad 300
http://zamki.net.pl/wojewodztwami.php ,kiedyś sobie przeglądałem tą stronę wraz ze zdjęciami aż się dziwiłem że tego jest więcej niz myślałem  _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 10:04 pm Temat postu: |
|
|
ja s'e moge popodrozowac... palcem po mapie heh ... 28 lat na karku i w zyciu nic poza polską i UK nie widzialem <sciana> _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 10:34 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: |
Jedno z mych marzeń Grenada, Alhambra i kompleks Generalife czyli ogrody rajskiej rozkoszy...
Tuszę iż musi to być iscie nieziemskie przezycie  |
Fakt, jest obłędna...Jedna z tych rzeczy, które na żywo oszałamiają doszczętnie. Szczękozjazd murowany. Koniecznie trzeba się wybrać. Wspaniałe doświadczenie! I ten zapach... Andaluzja autentycznie pachnie szczęściem i wolnością(?!)
| Maciej napisał: |
Apropos zamków, w polsce mamy ich ponad 300
http://zamki.net.pl/wojewodztwami.php ,kiedyś sobie przeglądałem tą stronę wraz ze zdjęciami aż się dziwiłem że tego jest więcej niz myślałem  |
Dzięki za linka .
Mam leksykon zamków w Polsce - opasłe tomiszcze, też mi się wierzyć nie chciało, że tyle mamy dobroci. Niektóre są totalnie odjazdowe. Np. Ogrodzieniec - chyba mój ulubiony, perełeczka. Cukierki nad Loarą się nie umywają
| Bizon napisał: | | ja s'e moge popodrozowac... palcem po mapie heh ... 28 lat na karku i w zyciu nic poza polską i UK nie widzialem <sciana> |
Chcieć to móc...Wiem, że smętna rzeczywistość nader często chirurgicznym cięciem podcina skrzydła niwecząc wszelkie plany, ale jak się człowiek zaprze i sprzyjające wiatry zawieją czasem się udaje. I wcale nie tak wiele kasy trzeba, żeby wyruszyć w świat. Grunt to dobra organizacja, samozaparcie, werwa i wena twórcza. To one zwykle szwankują najbardziej i partaczą plany. W tym roku uskuteczniłam spontaniczny wyjazd z namiotem do Portugalii, za naprawdę nie zwalającą z nóg kasę (niecałe 2 tys. ze wszystkim), wcześniej do Czech...
Polecam się na przyszłość jako kompan Zwykle chętnych na dalekie włajaże jest niestety mniej niż więcej . A wiadomo, każda głowa to zjazd z kosztów i weselej, więc... _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 10:52 pm Temat postu: |
|
|
no ja nie podróżuje przede wszystkim z dwoch powodow. po pierwsze jestem bezrobotny bez kasy obecnie (ale to akurat od kilku miesiecy, wczesniej byloby mnie pewnie stac na jakis wyjazd, jakby sie uprzec). ale przede wszystkim dlatego, ze kompletnie nie mam z kim, a podroze w pojedynke, to nie dosc ze koszt wiekszy, to jeszcze przyjemnosc zadna dla mnie jak sie nie ma nikogo znajomego ze sobą. juz nie mowie o dalszych wyjazdach typu meksyk, ktory zawsze chcialem odwiedzic, ale takie tu hmm lokalne... zawsze chcialem troche pojezdzic po czechach, oni mają w chuj starych zamków, bo cwaniaczki od razu ustawili sie w pozycji robienia loda hitlerowi i dzieki temu w zasadzie zachowali wszystkie swoje zabytki nietkniete... miasta takie jak salzburg czy wieden na pewno chcialbym zobaczyc. jest kilka miast, ktore po prostu wypadaloby odwiedzic bez wzgledu na ich faktyczną atrakcyjnosci, takie jak paryż, berlin czy londyn. no ten ostatni to akurat mam niemal 'na codzień', no ale jak pisalem, poza uk w zasadzie nigdzie kurde w tej europie nie bylem (no bo nie licze bycia gdzies 'przejazdem' w autokarze...). i to mnie wkurwia, tym bardzej ze mój brat jak byl mniej wiecej w moim wieku mial 'na koncie' wejscie na mont blanc i matterhorn, kaukaz, kilimadżaro, szwecje, uk (w ktorym mieszka do dzis), indie, nepal, kambodze, tajlandie itd. rok czy dwa temu byl w usa i w NY, i nad wielkim kanionem, i w las vegas.... a dla mnie kurwa wycieczką ostatnich kilku lat bylo pojechanie na dzien na zamek pod kielce...  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Sro Sty 26, 2011 10:56 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | ja s'e moge popodrozowac... palcem po mapie heh ... 28 lat na karku i w zyciu nic poza polską i UK nie widzialem <sciana> |
Pocieszę Cię. Moja była jest zaledwie 2 tygodnie od Ciebie starsza, a widziała o jeden kraj mniej niż Ty. Bo tylko Polskę.
Ale ja sam wcale nie mam lepiej. Kiedyś będąc małym dużo jeździłem z rodzicami. Ale ostatni raz za granicą to byłem w Chorwacji w 2006 roku. Tzn. nie - ostatni raz to było na Słowacji w 2008, ale naszych południowych sąsiadów to ja nie liczę bo to dla mnie prawie jak Polska.
W 2009 miałem lecieć do Izraela na pielgrzymkę ale nie miałem jak wykombinować 5 tysięcy dolarów.
Mam jednak nadzieję, że chociaż wypad do Londynu w tym roku wypali. Jeszcze planuję wybrać się na Ukrainę na badania do mojej pracy magisterskiej. Tylko kuźwa paszportu nowego wciąż nie mam, a stary przeterminował się już 4 lata temu. :/
Ech a moi starsi to se wojażują za granicę przynajmniej 2-3 razy w roku...
Nawet moi kuzyni żyjący w większej nędzy niż ja mogą sobie pozwolić na dalekie podróże. Jedna kuzynka z mężem ledwo się w pracy utrzymują, nie mają swojego mieszkania, mieli też skromniutkie wesele(ledwo udało im się je zorganizować!) a już kilka razy w Tunezji(ale na szczęście teraz ich tam nie ma ) i Egipcie byli... normalnie nie wiem jak to możliwe, no ale mniejsza.  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Czw Sty 27, 2011 8:37 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | ja nie podróżuje (...) przede wszystkim dlatego, ze kompletnie nie mam z kim |
Heh, to o kolegach już się nie pamięta...?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Sty 27, 2011 9:03 pm Temat postu: |
|
|
sie pamieta jesli sie wie, ze są z tych, co to lubią gdzies pojechac  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kubolski

Dołączył: 05 Mar 2010 Posty: 1270 Skąd: Stare Polesie
|
Wysłany: Czw Sty 27, 2011 9:08 pm Temat postu: |
|
|
Jak będzie miał za co, to i chętnie pojedzie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|