| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Pon Lip 27, 2009 4:33 pm Temat postu: |
|
|
Czy żałuję?
Trudno powiedzieć.
No na pewno żałuję śmierci Fredka, w szczególności ze względu na wiek i przyczynę, no ale jak wiemy tego nikt przecież nie zaplanował, nikt nie miał na to wpływu, to była po prostu siła wyższa. Zresztą wielu wielkich muzyków odchodzi z tego świata niestety przedwcześnie(ostatnim takim przykładem jest Michael Jackson) i w sumie nie jest to dla mnie już jakimś wielkim zaskoczeniem, nie mniej jednak bardzo mnie to smuci.
A czy żałuję rozpadu grupy po jego śmierci? Owszem lepiej by było gdyby Fredek żył i zespół działał w pełnym klasycznym składzie po dzień dzisiejszy, no ale z drugiej jednak strony to może jednak dobrze, że zespół już się rozpadł, bo bez Freddiego to już jednak nie to samo. Tak więc jeśli mieli by istnieć to tylko z Freddiem. No a tak to historia grupy została zamknięta, dorobek niewątpliwie wszyscy panowie mieli bogaty i niech już tak pozostanie.
Tak więc podsumowując moją dotychczasową wypowiedź: to dobrze, że zespół już nie gra, bo lepiej by było gdyby Freddie żył i razem grali dalej, no ale jest jedno 'ale'! Wtedy przecież nie powstałyby takie znakomite albumy jak 'Innuendo' czy 'Made in Heaven', albo przynajmniej nie powstałyby one tak prędko i zespół w sumie nie miałby już tego czegoś, tej mistycznej otoczki. Już nie wspominając o tym, że to właśnie wtedy głos Freddiego IMO najmocniej i najlepiej brzmiał(no proszę jak to jego(głosu) siła układała się odwrotnie proporcjonalnie do postępu choroby ). No zamiast tego z pewnością powstałoby mnóstwo innych znakomitych piosenek, albumów, a może nawet i koncertów, choć nie umiem stwierdzić czy dorównywałyby w.w. płytom. Niewykluczone, że zespół mógłby wtedy stopniowo słabnąć i tracić popularność. Nie wiadomo czy by się przez dzisiejszy rynek muzyczny(zdominowany już przez zupełnie co innego) tak łatwo przebili. Nie wiadomo też czy nie zaczęliby też na przykład ciągnąć tego wszystkiego na siłę(zresztą to co już teraz robią jako Q+PR(tzn. co robili do niedawna) to już jest jak dla mnie ciągnięcie na siłę). No i proszę... tak oto teraz dochodzę do wniosku, że nawet z Freddiem w składzie dzisiaj mogłoby to wyglądać trochę nie za ciekawie i już nie aż tak porywająco jak wcześniej, więc może to jednak dobrze, że historia grupy zakończyła się w taki a nie inny sposób... no ale nie mniej jednak troszeczkę IMO za wcześnie. Albo to ja się za późno urodziłem i nie było mi dane dożyć chwili w której mógłbym np. załapać się na jakiś koncert grupy albo może nawet poznać Freddiego osobiście. No ale cóż. Ja na to wpływu niestety nie miałem.
Jeszcze dodam na zakończenie, że to chyba lepiej iż śmierć Freddiego była już do przewidzenia i że pod jej kątem powstały niesamowite dzieła(dwa ostatnie albumy) i że dzięki temu wytworzyła się ta niesamowita mistyczna otoczka, bo gorzej gdyby wokalista zmarł nagle, tak jak np. Jim Morrison(no może nie do końca najlepszy przykład, bo on cuś też tak jakoś czuł, że już niedługo umrze, jednak to nie to samo co w przypadku Freddiego), czy chociażby Michael Jackson i wielu wielu innych. Bo wtedy to już można czuć duży niedosyt. No może w przypadku Queen niedosyt też jakiś tam jest, no ale jest on jednak znacznie mniejszy. Przynajmniej w piękny sposób została zwieńczona historia grupy. _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
shamar

Dołączył: 18 Maj 2008 Posty: 1942 Skąd: K-ce / Czewa
|
Wysłany: Pon Lip 27, 2009 11:42 pm Temat postu: |
|
|
nie wiem  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|