| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Dead Can Dance... |
| Ubóstwiam!!! |
|
54% |
[ 12 ] |
| Nawet, nawet... |
|
13% |
[ 3 ] |
| Kiszka z mlekiem |
|
9% |
[ 2 ] |
| Znam słabo, trudno mi oceniać |
|
13% |
[ 3 ] |
| Ja nie znaju! [żałuj bracie - przyp. sz._d.] |
|
9% |
[ 2 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 22 |
|
| Autor |
Wiadomość |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 11, 2012 11:59 pm Temat postu: |
|
|
Brendan > Lisa, smutna prawda o ich nowej płycie. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 12:31 am Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | | Brendan > Lisa, smutna prawda o ich nowej płycie. |
Czy ja wiem?
Tam tak naprawdę jest tylko jeden naprawde wielki utwór, Return of She-King i... tam są razem. Reszta płyty raczej mnie... może nie ozczarowuje, ale też nie zachwyca. Ot, jest. No fajnie, no. Cos płynie, wchodzi ale też moment w którym się skończyła pozostaje niezauważonym.
Jakbym ją miał ocenić w relacji do dzisiejszego rynku muzycznego to z 7/10 bym luzem dał. Z kolei jak na nich... idealne 5. Tak na pół gwizdka, niestety. Brenda nie jest tak epicki ja potrafi, Lisa nie zrobiła faktycznie żadnego kosmosu. Jest OK i liczę, że na żywo zabrzmi epicko, ale...
...jak na płytę Dead Can Dance to szału wielkiego nie ma. Przykro mi. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lookaug

Dołączył: 03 Mar 2009 Posty: 1012 Skąd: Włocławek
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 12:44 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Jakbym ją miał ocenić w relacji do dzisiejszego rynku muzycznego to z 7/10 bym luzem dał. Z kolei jak na nich... idealne 5 |
Jak na płytę zespołu, który swoje opus magnum nagrał równe ćwierć wieku temu, to 9/10  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 12:53 am Temat postu: |
|
|
no dla mnie też tak raczej 7. i to nie jakieś mocne. czyli całkiem fajnie i przyjemnie, świetny klimat i nieźle się słucha całości ale żadnego kosmosu nie uświadczyłem. w sumie nie mam jak porównać (oprócz Oczywistości), ale to chyba nie powinno mieć jakiegokolwiek wpływu na ocenę. ANATO będzie genialną płytą bez względu czy zna się również QII czy AKOM.
a Brendan > Lisa, bo jest go więcej. bo wypada imo ciekawiej. Lisa ma kilka momentów, ale no tak raczej bez szału wielkiego. Amnesia i Opium mi się najbardziej podobają. Rozpoczęcie czy zakończenie też są świetne, ale czegoś na miarę Summoning of the Muse (albo chociaż jego połowy) to tu na pewno nie ma. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 8:57 am Temat postu: |
|
|
| lookaug napisał: | | Fenderek napisał: | | Jakbym ją miał ocenić w relacji do dzisiejszego rynku muzycznego to z 7/10 bym luzem dał. Z kolei jak na nich... idealne 5 |
Jak na płytę zespołu, który swoje opus magnum nagrał równe ćwierć wieku temu, to 9/10  |
Opus Magnum może i tak, ale i przed i po tamtym albumie nagrywał rzeczy dużo lepsze od tej... niestety. Znaczy statey wtedy- niestety dziś
Płyta się niestety dla mnie ździebko snuje i ciągnie... nie ma ciar, jest tylko przedłużanie niektórych motywów. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 11:40 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | Nie snuje, tylko PŁYNIE. Myli pan pojęcia. |
No nie wiem, nie spałem nigdy w czasie pływania. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 12:44 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Płyta się niestety dla mnie ździebko snuje i ciągnie... nie ma ciar, jest tylko przedłużanie niektórych motywów. |
Ototo właśnie. W ogóle się te utwory nie rozwijają. Nie wiem, dla mnie poszli trochę na łatwiznę. Brakuje tego autentyzmu z poprzednich płyt, wszelkie orientalne motywy na kilometr trącą oszustwem. Nie ma flow. Niby słucha się nieźle, zwłaszcza, jeśli się na chwilę zapomni o starych płytach, ale chyba wolę nawet Spiritchasera w tej chwili, tam chociaż było słychać Afrykę. Anastasis jest za bardzo oczywista i po środku. Nie ma tragedii, tak na 6-7/10 wystarczy, ale nie chce mi się do tej płyty wracać specjalnie.
Muszę posłuchać nowej Arcany, byłyby jaja gdyby podróba DCD nagrała lepszą płytę niż DCD. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Wto Paź 16, 2012 2:03 am Temat postu: |
|
|
Byłem. W maratonie koncertowym jesiennym Sigury prowadzą (tak jak sadzilem), ale i tak jestem szczęśliwy ponieważ Lisa. Zobaczymy jak Hogarth wypadnie na tle tego. Jutro szczegoly bo juz nie mam siły. Powiem tylko, że nie zemdlałem tym razem. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lily of the valley

Dołączył: 16 Gru 2005 Posty: 820
|
Wysłany: Wto Paź 16, 2012 2:05 am Temat postu: |
|
|
Brendan > Lisa
DCD (nawet ze średnią płytą) > Sigur Ros _________________ - Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia - powiedział nagle Włóczykij. - To wiem.
- Wiem, że ty wszystko wiesz - mówiło dalej stworzonko, przysuwając się jeszcze bliżej. - Wiem, że wszystko widziałeś. Wszystko, co mówisz, jest słuszne, i zawsze będę się starał być równie wolnym jak ty. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Wto Paź 16, 2012 5:01 pm Temat postu: |
|
|
Stało się, Lily przestała być miejscem. Nie mam już żadnych autorytetów na tym forum, poza ytronem. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Paź 17, 2012 2:18 am Temat postu: |
|
|
NO WIĘC TAK
Generalnie zupełnie inna sytuacja niż z Sigurami, bo bez przygód, bez podróży przez las z hipsterami, bez mdlenia etc. Ale z drugiej strony przynajmniej sala kongresowa i wszystko było widać, bo dobre miejsca kupilimy, jak się okazało. Support spoko, psychodeliczne napierdalanie na jakichś perkusyjnych michach, ja tam lubię takie rzeczy. Na pewno bardziej niż Kronos Quartet przed Sigurami. Lisa wspaniała, nic jej się nie popsuło z głosem, chyba wręcz przeciwnie. Mogła właściwie wywalić resztę tych gamoni i śpiewać sama. Zwłaszcza, że jako jedyna wyglądała godnie (no może poza Brendanem), reszta się ubrała w jakieś piżamy. Kawałek z Gladiatora czy coś, czego nie pamiętam nazwy, co zaśpiewała na koniec (prawie a cappella) - prawie płakałem, takie piękno. Ale też kawałki z nowej płyty, które uważałem za gofry nagle okazały się najlepsze na płycie. Musiałem DOJRZEĆ. Jedna piosenka z afrykańskiej płyty (co Brendan udaje murzyna a Lisa szaleje) - też cudo. Natomiast zawiodłem się nieco na Host of Seraphim, dla którego w sumie wybuliłem tę kasę na bilet. Ytrons mówi, że za dużo było w nim Brendana słychać, ale to mi akurat nie przeszkadzało, chociaż na płycie brzmiało lepiej. Ale żeby dawać to, co powinno być punktem kulminacyjnym gdzieś między jednego gofra a drugiego... Znaczy nie pamiętam między co dokładnie, ale było takie upchnięte, hop siup skończyliśmy kawałek jeden to teraz pierdolniemy Host of Seraphim i zaraz hop siup następny. Można było chociaż dać jakąś minutę ciszy i powiedzieć, że Freddie Mercury nie żyje, albo że Jezus Chrystus. Nie wiem.
Co tam dalej. No zrobili oni się bardziej Dance niż Dead. Mało było tego ponuractwa nawiedzonego ze starych płyt (bo prawie nic ze starych płyt nie było, jak wiadomo) - więcej orientalnych melodyjnych odlotów. Wokalizy Lisy w większości wręcz radosne, chociaż jak przypieprzyła czasem tym swoim głosem zrozpaczonego ptaka to chrystepanie. Generalnie nie takiej stylistyki się spodziewałem na scenie, ale nie rozczarowało mnie to. Zwłaszcza, że oprócz Ytrona po prawicy miałem Narzeczoną katera po lewicy, a ona by raczej usnęła z nudów jakby grali całe Within the Realm... jak ją znam. A tak przyznała, że Lisa najlepsza ever i możemy brać ślub teraz.
Brendana było bardzo dużo - podobnie jak na nowej płycie. I trzeba przyznać, że też nie da mu się nic zarzucić (poza tym, że Lisa > Brendan, no ale Lisa > cokolwiek, nawet Hogarth). Kaczmarski by nawet respekt poczuł. Natomiast jak dla mnie to słabo wypadły jego numery z nowej płyty - otwieracz, Amnesia czy Opium (ten najmniej, właściwie na koncercie dopiero go doceniłem trochę). Nie ze względu na Brendana, który, jak ustaliliśmy, roxował. Ale te kawałki już na płycie prosiły się o solidne przypierdolenie, a na koncercie to już totalnie. Od tego chyba koncerty są. Co najmniej jakaś solidna orkiestra. Tak jak na Dream Theater kiedyś dawno temu cały czas mnie łeb napierdalał bo było za głośno, tak tu co chwila tęskniłem za pierdolnięciem w tych kulminacyjnych momentach. A tu kurna trzy gofry z gofrowymi keyboardami, które udają dźwięki. Jak zagrali pierwszy kawałek, który na płycie patosem napierdala bez wstydu, to zabrzmiało to jak ubogi cover trochę. Na plus z tych klawiszowych pajaców tylko ta blondyna, co się udzielała wokalnie. W Return of the She-Male czy jak tam świetnie współbrzmiała razem z Brendanem i Lisą. Ogólnie wokalnie koncert był kapitalny, instrumentalnie - nie bardzo. Najlepiej wychodziły te wszystkie plemienne odjazdy z dużą ilością różnych perkusyjnych wydziwnień i utwory oparte na wokalizach. Najgorzej - te co na płycie udawały, że mają orkiestrę za sobą, a na koncercie nie dawały rady udawać.
Także tego. W sumie nawet nie upierałbym się przy stwierdzeniu, że koncert Sigurów był lepszy - bo może przemawia przeze mnie to, że byłem nie do końca przytomny po tym jak wyjebałem się na hipsterów, więc generalnie wszystko mi się podobało straszliwie i byłem szczęśliwy, że żyje. A tu miałem bardziej przytomne podejście, jak by nie patrzeć. Ale fakt faktem, że Sigury dały prawie same klasyki, które jak się okazało na żywo brzmią nawet lepiej niż na płycie, a DCD dali głównie nową płytę, która na żywo brzmiała często gorzej. Gdyby nie to, że Lisa i Brendan są dokładnie tak wspaniali, jak powinni to by mi było smutno. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Sro Paź 17, 2012 4:54 am Temat postu: |
|
|
TAKŻE TEGO
Mogło być lepiej, mogło być gorzej, ale ogólnie bardzo miło. Porównując do narlepszego koncertu ever: nie było wyprawy do Krakowa i przewracających się hipsterów, ale nie ma w tym niczyjej winy. Gorsza sprawa jednak że tam islandzki wulkan napierdalał klasykami że ludzie mdleli a tutaj praktycznie same gofry w repertuarze i jak oni z tym wyglądają teraz.
Dziwni ludzie stukający w dziwne przedmioty jako support bardzo na plus. Hipsteriada na maksa ale wszystko do końca miało ręce i nogi i do poziomu hipsterstwa kiedy Kronos Quartet zaczął skrobać jakąś płytę nawet się nie zbliżyli. Co tam dalej. Brendan bardzo wspaniały - wyglądał jakby właśnie wyszedł z domu wyrzucić śmieci tylko po drodze jeszcze epicki koncert dał w Kongresowej. Blondyna na klawiszach wyglądająca jak Buka też ciekawe zjawisko samo w sobie. Buczała doniośle i pięknie. Inną kwestią jest jak się to komponowało z resztą, bo wiadomo że przy Lisie to każdy jest epicki jak pół dupy zza krzaka, powiedzmy sobie szczerze. Lisa za każdym razem jak otwierała japę to wylatywały z niej jakieś czary. I osobiście nie mogłem się pozbyć wrażenia że jej reszta towarzystwa głównie przeszkadza, bo Bukę i inne instrumenty nie raz było bardziej słychać niż ją. Znaczy Ją. A i tak jak przychodziło co do czego to nie umieli pierdolnąć jak trzeba. W Amnesii jak jest pierdolnięcie no to go nie było, tylko takie tam. I taki to interes. Tak się kończy udawanie orkiestry na klawiszach. Ale największe rozczarowanie to Host of Seraphim, czyli jedyny niegofer jakim zechcieli nas uraczyć. Nagle ni stąd ni zowąd się zaczęło i skończyło, dziemkuje, i dawaj gofra kolejnego od razu. W dodatku Brendan się za bardzo rozszalał i go za dużo było słychać, tak jak na płycie nawet nie wiedziałem że w tym śpiewa. I jakieś rozjechane troche wyszło. I tak było wspaniale, ale no potraktowane zostało jak Venom w Spiderman 3, nie przymierzając. Jak się To tak traktuje to potem nie dziwota że się To szlaja gdzieś po hollywoodzkich mgłach bez czci i szacunku. Fajny był ten afrykański coś, wszystko ładnie i na miejscu, i Return of the Shemale też, w wielkim finale, jakby to nie wiadomo co było, a to tylko najlepszy kawałek na nowej płycie. I gofry Lisowe które się okazały że są Miejscami na żywo. A narlepszy był ostatni, taka prawda. Nawet nie wiem co to było i jak leciało poza tym że Lisowe czary niczym niezmącone mogliśmy obserwować. A, no i Gladiator. Chociaż tutaj Lisa jakoś niedociągała, jakby jej powietrza w płucach nie starczyło, czy co Ona tam może mieć, ale nadrabiała puszką do machania. No ogólnie miłość.
W każdym razie magia dedkędęsowa była widoczna i niewątpliwie cała sala była Miejscem tego wieczoru. Czyli w sumie mogło być gorzej, bo jak słucham tego Anastasis to tak właśnie mało widoczna jest. Tak jak przy innych płytach wystarczy nie myśleć, tak tutaj mało pomagało, ale może jeszcze musi DOJRZEĆ. Tym nie mniej nie rozumiem czemu z takim gofrowym repertuarem po świecie latają. Jakby przyjebali czymś z narlepszej płyty, albo Avatarem czy innym Oceanem to bym z miejsca zapomniał czego się miałem czepiać. A tak to widzicie co się dzieje.
No ogólnie wspaniale. Dopisując go do mojej wielkiej listy koncertów jest to przednajlepszy i przednajgorszy koncert na jakim byłem. Dziesięć na dziesięć. Ale Sigur zawsze. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Paź 17, 2012 10:26 am Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | Najgorzej - te co na płycie udawały, że mają orkiestrę za sobą, a na koncercie nie dawały rady udawać.
|
Mmmm, tego się właśnie obawiałem. Dla mnie jeszcze tydzień z kawałkiem.
A propos ostatniej płyty- od razu widziałem patrząc na setlisty ze ostro ją graj więc sobie powiedziałem że jej będę słuchał naokrągło, żeby się przyzwyczaić, obyć z nią, itd. I... nie chce mi się. To chyba jednak staje się recenzją samą w sobie... W całości, od początku do końca dałem radę ją przesłuchać tylko 3 razy... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sro Paź 17, 2012 3:36 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | kater napisał: | Najgorzej - te co na płycie udawały, że mają orkiestrę za sobą, a na koncercie nie dawały rady udawać.
|
Mmmm, tego się właśnie obawiałem. Dla mnie jeszcze tydzień z kawałkiem.
A propos ostatniej płyty- od razu widziałem patrząc na setlisty ze ostro ją graj więc sobie powiedziałem że jej będę słuchał naokrągło, żeby się przyzwyczaić, obyć z nią, itd. I... nie chce mi się. To chyba jednak staje się recenzją samą w sobie... W całości, od początku do końca dałem radę ją przesłuchać tylko 3 razy... |
Nie wiem, czy po koncercie kiedykolwiek jeszcze do niej wrócę. Na żywo brzmi o niebo lepiej (nie idealnie - ale mimo wszystko), na pewno zadziałała MAGIA KONCERTU, to znaczy: widać było, że Lisa rzeczywiście coś tam dłubie w tych swoich chińskich cymbałkach, że Brendan gra i PRZEŻYWA śpiewając, i tak dalej - słuchając płyty mam wrażenie, że zaprogramowali jakoś instrumenty i wyszli na herbatę. Czy co tam teraz Brendan pali. Poza tym rozwinęli dynamikę, i wreszcie coś się w tych utworach dzieje. Natomiast Kiko (a może to i nie Kiko - w każdym razie, ostatni numer na płycie) dalej mi się nie podoba.
Za to jak Lisa śpiewała Sanvean, to z wrażenia nie oddychałem przez cztery minuty, w związku z czym umarłem. RIP Atrus (1881 - 2012).
A, i nawet mi odpowiada opcja z niegraniem starych numerów i zastępowaniem ich wynalazkami w stylu greckich pieśni rewolucyjnych czy ballad Maurów - choćby dlatego, że nie ma porównania z wersją albumową i siłą rzeczy nie można być rozczarowanym. W przypadku takiego zespołu, który sypia regularnie z absolutem, to ma duże znaczenie. Tak, mówię tu o Host of Seraphim. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Czw Paź 18, 2012 2:40 pm Temat postu: |
|
|
No tak, jakby zagrali duzo niegofrów i wszystkie zjebaliby jak hostofdwpesprpahim to niekoniecznie byłoby lepiej.
DZIESIEŃŚNADZIESIEŃŚ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lily of the valley

Dołączył: 16 Gru 2005 Posty: 820
|
Wysłany: Pią Paź 19, 2012 1:14 pm Temat postu: |
|
|
Już kiedyś pisałam w tym wątku, że od pewnego czasu wolę Brendana od Lisy i po koncercie to się wzmocniło. Oczywiście, że głos Lisy wzbudza podziw, a gdy zahacza o dolne rejestry, to robi się wręcz groźnie i niemal szatańsko (jeden taki był moment, bardzo intrygujący).
Ale Brendana śpiewanie jest mi po prostu dużo bliższe i dużo bardziej mnie porusza. Ten snujący się, oplatający duszę wokal, czasem brzmiący jak oświecony buddyjski mnich, a czasem jak szaman z jakiegoś dzikiego plemienia. Jest cudowny, zakochałam się. Chodzi w każdym razie o wyrażanie wielu uczuć ludzkich, doświadczonych i zrozumianych, a nie o ideał chłodny anielski, jakim jest Lisa.
Pierwszy moment takiego wzruszenia właśnie to końcówka tego numeru:
http://www.youtube.com/watch?v=YgF01Y2cFW8
EDIT.
Aha, i z tych powodów Sigury nigdy nie wyprzedzą DCD. Nawet jeśli ci drudzy pojawią się z gofrową bardziej płytą, a ci pierwsi z największymi hitami.
Choć znajomi, którzy byli na koncercie DCD w Kongresowej 7 lat temu, mówili później, że ten ich bardzo rozczarował jeśli chodzi o warstwę instrumentalną i repertuarową, choć zachwyceni byli wokalami. Miły był to wieczór ogólnie, bo spotkanie też z innymi znajomymi, z którymi zaledwie dzień wcześniej żegnałam się na Centralnym i padł tekst: "Obyśmy się zobaczyli wcześniej niż za rok!"  _________________ - Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia - powiedział nagle Włóczykij. - To wiem.
- Wiem, że ty wszystko wiesz - mówiło dalej stworzonko, przysuwając się jeszcze bliżej. - Wiem, że wszystko widziałeś. Wszystko, co mówisz, jest słuszne, i zawsze będę się starał być równie wolnym jak ty. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Paź 19, 2012 4:44 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Choć znajomi, którzy byli na koncercie DCD w Kongresowej 7 lat temu, mówili później, że ten ich bardzo rozczarował jeśli chodzi o warstwę instrumentalną i repertuarową, choć zachwyceni byli wokalami. |
Wcale mnie to nie dziwi. :f _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Lily of the valley

Dołączył: 16 Gru 2005 Posty: 820
|
Wysłany: Pią Paź 19, 2012 6:07 pm Temat postu: |
|
|
Oni podejrzewają, że stoją za tym względy ekonomiczne - mniej ludzi na scenie, więcej $$. _________________ - Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia - powiedział nagle Włóczykij. - To wiem.
- Wiem, że ty wszystko wiesz - mówiło dalej stworzonko, przysuwając się jeszcze bliżej. - Wiem, że wszystko widziałeś. Wszystko, co mówisz, jest słuszne, i zawsze będę się starał być równie wolnym jak ty. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Wto Paź 30, 2012 2:29 am Temat postu: |
|
|
Jakby ktoś (tak jak ja) nie widział DCD w tym roku lub chciał to powtórzyć-w przyszłym roku na wiosnę, czy jak to ujął Brendan w okresie przedletnim szykuje się kilka koncertów w naszym kraju . Zasłyszane w minimaxowym wywiadzie jakiego Brendan i Lisa udzieli Piotrowi Kaczkowskiemu. _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Wto Paź 30, 2012 6:32 pm Temat postu: |
|
|
No jeszcze czego, mało im pieniędzy? _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
manwerty

Dołączył: 25 Lip 2012 Posty: 975 Skąd: kuj-pom
|
Wysłany: Nie Mar 17, 2013 9:36 am Temat postu: |
|
|
Ubóstwiam. Muzyka z innego świata, muzyka przenosząca w inny wymiar. Magia przez duże M, duże A, duże G..... Lisa Gerrard to mój ulubiony kobiecy wokal.
Within the Realm.... to jakieś top 10 płyt ever, a The Host of Seraphim to top 10 utworów ever. _________________ "Do you really want to live forever?
Forever and ever"
http://www.lastfm.pl/user/manwerty |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|