| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Sie 12, 2009 7:37 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: |
P.S. Czy ktoś przesłuchał Out Of This World ze Stodoły, które podlinkowałem w swoim pierwszym poście? Jestem ciekaw opinii... |
A jaką tu można mieć opinię hm? Wersja studyjna miecie a co dopiero być świadkiem tego słuchając i widząc to na żywo. Zresztą każdy link koncertowy Marillion jaki widziałem był... co najmniej dobry. Nigdy gorzej od wersji studyjnej... czasem na tym samym poziomie ale w większości przypadków przebijające oryginał. Zobaczyć Marillion to dla mnie na ten moment ostatnie muzyczne marzenie ... bo cóż Pink Floyd nie istnieje, Queen w połowie widziałem a na więcej nie mam co liczyć więc.... Jak tylko zawitają do Polski a ja będę miał czas i pieniądze.... będę na pewno. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Sro Sie 12, 2009 7:44 pm Temat postu: |
|
|
Zgadzam się - Marillion to sceniczne bestie i mają to do siebie, że wersje live okraszają nowymi pomysłami, na które wpadli od momentu wydania albumu (polecam Ocean Cloud z Somewhere In London lub - przede wszystkim - Stodoły na trasie Somewhere Else).
Zobaczyć Marillion na żywo? Żaden problem! W tym roku zagrali 3 fantastyczne koncerty w Polsce (był również sam Hogarth na dwóch koncertach solowych). Do tego setlista-marzenie, sam zobacz jak było w lutym: http://allegro.pl/item709682629.html.
P.S. Posłuchajcie jak h poradził sobie z fishową suitą Warm Wet Circles / That Time Of The Night: http://www.sendspace.com/file/k22k5n.  _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Sro Sie 12, 2009 7:52 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sro Sie 12, 2009 7:50 pm Temat postu: |
|
|
Tym się właśnie pocieszam, że Marillion raczej Polski nie omija szerokim łukiem toteż jest dość duża szansa  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Nie Sie 16, 2009 6:19 pm Temat postu: |
|
|
Zgadza się - jesienią rozpoczyna się akustyczna trasa Less Is More, która z pewnością nie ominie Polski - nie wiadomo tylko w którym legu.
A jako, że jest niedziela i każdy numer przejdzie zachęcam Was do wysłuchania na żywo numeru o nazwie Toxic z repertuaru... Britney Spears.
http://www.sendspace.com/file/2l61nq
Naprawdę trzeba mieć jaja, żeby wyskoczyć z czymś takim na konwencie fanów (Marillion Weekend 2007). Aranżacja moim zdaniem bardzo ciekawa... no i utwór w końcu dostał solo gitarowe. Dodam, że nie byle jakie. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sie 16, 2009 6:50 pm Temat postu: |
|
|
kuźwa! tak ten kawałek powinien brzmieć od początku  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Pon Sie 24, 2009 6:53 pm Temat postu: |
|
|
Pora na jeden z moich ulubionych "koncertowych" utworów Marillion - Three Minute Boy w najbardziej aktualnym wykonaniu (trasa HOTR):
http://www.sendspace.com/file/8ukw6e
Ten wokal, ta gitara...  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Wto Paź 06, 2009 10:48 pm Temat postu: |
|
|
/aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Krótka notka do Misia jeśli ma zamiar to czytać. Nie występuje w niżej napisanym poście nic co nie byłoby uwielbieniem dla muzyki Marillion. Nie znajdziesz tam słów krytyki... Same słowa uznania które skierowałem w stronę zarówno zespołu jak i pojedynczego utworu The Invisible Man. Piszę to gdyż wciąż pamiętam że irytują Cię moje pieśni pochwalne.
No nie mogę... miałem z 2 miesiące jako takiej przerwy w Marillion spowodowanej raczej nagłym napływem nowych rzeczy do poznania (nie poznałem nawet 20% tego co chciałbym ) aż tu nagle z 2 czy 3 dni temu sobie puściłem płytę Marbles. Wiadome jedna z najlepszych płyt Marillion (a przynajmniej tych do tej pory mi znanych... nie znam jeszcze kilku z Hoghartem) ale ... mniej więcej kojarzę co odczuwałem słuchając tej płyty swego już odległego czasu. To co dawno temu czułem było wspaniałe i niestety obraz tamtego się już zaciera i mam tylko przebłyski ale.... wpadłem w alfę i omegę Marbles... czyli The Invisible Man i Neverland. W to drugie mniej ... ale TIM.... Chyba 10 było w moim topie i nie mogę tego zrozumieć. Te zmiany tempa, te bębny.... i ta prawdziwa siła Marillion... klimat tworzony przez klawisze... wokal w tym wypadku Hogharta ... ten wspaniale emocjonalny... ten nie głupi... ten strasznie inteligentny tekst... Jeżeli to było na 10 miejscu... Nie próbuję już nawet porównywać Marillion do Queen bo nie wiem jakby to się skończyło dla naszej Królowej... powstrzymam się do czasu poznania całej dyskografii... ale... Marillion już dawno wyprzedził Pink Floyd... teraz niemal już ex aequo z Queen. What can I do? i to wspaniałe wyciszenie... znów klawisze. Wiem, ze chaotycznie piszę... nie potrafię nawet w 10% przelać tego co myślę tu na litery na forum.
Wrócę jeszcze raz do kwestii tekstu... Może jeszcze inaczej... ja nie wiem ... nie jestem do końca tego pewien... ale ten tekst w połączeniu z muzyką, z wokalem Hogharta (EMOCEJ!!!) to jest najsmutniejszy a zarazem najpiękniejszy utwór. W tak wspaniały sposób przedstawić smutek, brak ja wiem? czucia ... no nie potrafię się wyrazić. Po prostu jeden z najpiękniejszych utworów w połączeniu z tekstem( bo niestety czasem jest sama muzyka, czasem sam tekst.... ale to połączenie potęguje emocje... nudzę już Was ... nieważne) jaki kiedykolwiek przyszło mi usłyszeć.
A tu rzeczony utwór
http://w295.wrzuta.pl/audio/5hJiX3vIhg4/01_-_the_invisible_man _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Paź 08, 2009 11:28 am Temat postu: |
|
|
Marny prowokator. Posłucham sobie tego później. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Paź 08, 2009 9:59 pm Temat postu: |
|
|
Ależ tu nie było żadnej prowokacji. Chciałem Ci tylko oszczędzić mąk przechodzenia przez hymny pochwalne w moim wykonaniu.
Ależ posłuchaj... i nie tylko Ty. W sumie popełniłem błąd bo mogłem to zapuścić za te 2 tygodnie w "oceń poprzedni utwór" no ale już przepadło... a może nie? W każdym razie polecam polecam polecam  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maciej

Dołączył: 22 Lip 2005 Posty: 1329 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Paź 09, 2009 10:12 pm Temat postu: |
|
|
A co sądzicie o kawałku Grendel (wersji oryginalnej) przez jednych uważany za najlepszą rzecz z okresu Fisha albo wręcz swoiste opus magnum twórczości grupy przez drugich uważany jedynie za epigoństwo zespołów z lat 70 (głównie Yes i wczesnego Genesis) a i to byłoby dość eufemistyczne określenie.
Ja nie zaliczam się do żadnej grupy
aczkolwiek, mimo że muzycznie argumentów o wpływie w/w zespołów żaden adwokat w sądzie by nie wybronił, szczególnie ta wstawka organowa (takie Close to the edge dla ubogich )
to płynnośc przejśc a przedewszystkim klimat i budowanie napięcia oraz sposób interpretacji tekstu przez Fisha są godne szekspirowskiego wyczucia. _________________ Light the fire, feast
Chase the ghost, give in
Take the road less traveled by
Leave the city of fools
Turn every poet loose
  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 4:16 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: | muzycznie argumentów o wpływie w/w zespołów żaden adwokat w sądzie by nie wybronił, szczególnie ta wstawka organowa (takie Close to the edge dla ubogich ) |
Przecież tam są wręcz cytaty A Marillion jakoś nigdy się nie krył ze swoimi inspiracjami. Grendela lubię, chociaż chwilami jest trochę rozdęty (piszę w oparciu o wersję z B-sides themselves) i gdyby go o parę minut skrócić raczej zyskałby niż stracił. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Paź 13, 2009 2:57 pm Temat postu: |
|
|
| Maciej napisał: | | A co sądzicie o kawałku Grendel (wersji oryginalnej) przez jednych uważany za najlepszą rzecz z okresu Fisha albo wręcz swoiste opus magnum twórczości grupy przez drugich uważany jedynie za epigoństwo zespołów z lat 70 (głównie Yes i wczesnego Genesis) a i to byłoby dość eufemistyczne określenie. |
Nie sposób nie usłyszeć w Grendel inspiracji choćby Supper's Ready z repertuaru Genesis - struktura, instrumentarium, czy też krzykliwa, gabrielowska maniera wokalna Fisha. Ta ostatnia na szczęście wyewoluowała wraz z Fugazi (Emerald Lies, panowie i panie!!), dlatego mogę śmiało stwierdzić, że prawdziwie oddanym fanem Marillion jestem dopiero od momentu roszady za bębnami.
Grendel, Grendel... ciężki temat - jak dla mnie jest to do pewnego stopnia kalka, choć bardzo umiejętna i precyzyjna (wielkie brawa za organy kościelne w połowie utworu!), okraszona własnym, rozkwitającym stylem i na pewno na podobnym poziomie, co gabrielowski wzór. I żadna to hańba nawiązywać do najlepszych - ostatecznie po latach to Marillion jest kopiowany i w kraju (Riverside, Satellite), i na "zgniłym zachodzie" (dłuuuga lista z Porcupine Tree na czele). Warto również pamiętać, że Marillion powstał niejako w opozycji dla electro-popu, nu-romantic i innych prymitywnych nurtów kreowanych na przełomie dekad, a więc siłą rzeczy porywając się na pole wiatraków należało odnaleźć wsparcie w klasyce prog rocka, aby odświeżyć skostniałe i otępiałe umysły odbiorców. I Marillion zrobił to doskonale, systematycznie i relatywnie szybko wychodząc z upatrzonego cienia.
wasfdgjshfgdkjfsfg7 - The Invisible Man to dla mnie dzieło epickie, kto wie czy nie najbardziej podniosłe i natchnione w całym dorobku Marillion... owszem, jest jeszcze opowieść o Allumie (Ocean Cloud), Campbellu (Out Of This World), jest autobiografia pod postacią Tego Dziwnego Silnika, jest wychwalane przeze mnie pod niebiosa Interior Lulu...
...ale to właśnie The Invisible Man zdaje się nieść ze sobą ideę najbardziej głęboką, szczerą, a przy tym opartą wyłącznie na własnych przemyśleniach Hogartha*: a co jeśli nasze wierzenia są jedynie lustrzanym odbiciem rzeczywistości? Co jeśli egoistycznie wymyślone przez nas "duchy" po śmierci okażą się czymś więcej, niż tylko świecącym prześcieradłem? I wreszcie: co jeśli to my - żyjąc - nawiedzamy naszych kochanych zmarłych, którzy cierpią niemoc obserwując nasze porażki, nieszczęścia, życie układane bez nich...
I will walk stride for stride with you
I will try to help
When you stumble
You will stumble through me
Proste słowa, a w kontekście odwiecznej zagadki śmierci i "życia po życiu" zwyczajnie mrożą... a do tego temat jak najbardziej na czasie - 1 listopada tuż, tuż! Zapraszam wszystkich do chwili refleksji nad tematyką The Invisible Man, pomijając oczywiste walory muzyczne tego dzieła. Można bowiem śmiało stwierdzić, że takiej koncepcji, struktury i spójności w ekspresji żaden zespół wcześniej nie osiągnął... uważam, że taki poziom ewolucji muzyki w obecnej dekadzie jest czymś absolutnie niespotykanym i godnym podziwu - żyjemy bowiem w czasach, w których niemal wszystko zdaje się być marną kalką motywów z lat '70... zaś Marillion - choć 20 lat temu również naśladował - dziś jest lekarstwem na tę przypadłość.
P.S. Polecam moje ulubione wykonanie sceniczne Niewidzialnego Człowieka - z niedawnej trasy Happiness On The Road: http://www.sendspace.com/file/gnrgqn. Własnoręcznie zripowałem z silverka, jeszcze ciepłe.
* wasdfg7, zapamiętaj proszę gdzie jest to nieszczęsne h w nazwisku Steve'a! _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Lis 14, 2009 10:36 pm Temat postu: |
|
|
Ajajajaj
To znów ja i znów na temat tego nieszczęsnego Marillion. Że jest wspaniały to już wiecie, że go ubóstwiam też wiecie. Ale no muszę no. Neverland. Raczej wychwalany kawałek. Tfu... nie kawałek. Dzieło!!!
Dziś oglądnąłem sobie Marzyciela - tego z Depp-em. Świetny film nawiasem mówiąc. Polecam. A że w filmie Neverland - Nibylandia istnieje i o niej mówią, to po seansie postanowiłem sobie puścić Marillion i właśnie Neverland. Jeju!!! Podróż. Latać można. Pieprzę głupoty, nie, nie jestem pijany. Myślałem, że już nic mnie w tym utworze zaskoczyć nie może. Ale co ja dziś znów przeżyłem słuchając tego. Nie do wyobrażenia. I czemu tylko z Marillion mam takie podróże. Nie no... nie tylko z Marillion, ale głównie. I tak. Ci którzy wciąż nie widzieli. Polecam Marzyciela. A po seansie sobie włączcie. Nieziemskie przeżycie. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Gru 01, 2009 3:43 pm Temat postu: |
|
|
A wersję live z Somewhere In London (DVD) znasz? To jest dopiero jazda!  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Sob Lut 06, 2010 11:32 am Temat postu: |
|
|
werty uważa że tekst w utworze Fugazi jest najlepszym tekstem jaki udało mu się usłyszeć. Absolutny geniusz...
"Where are the prophets, where are the visionaries, where are the poets
To breach the dawn of the sentimental mercenary" |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Lut 08, 2010 10:56 pm Temat postu: |
|
|
Dziś nie będzie postów pochwalnych. Choć może w miarę pisania będzie mi przychodzić coś na myśl. Ale nie. Pytam się. Zna ktoś twórczość solową Fisha? Co na początek? Czy generalnie brać wszystko jak leci? _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Pon Lut 08, 2010 11:24 pm Temat postu: |
|
|
Vigil In A Wilderness Of Mirrors jest dobry (i chyba pierwszy solowy album) choć przesłuchałem go tylko raz. Fish bez Marillionu to jednak nieco inna bajka i pewnie będę musiał się długo zbierać zanim przesłucham coś nowego.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Wto Lut 09, 2010 12:13 pm Temat postu: |
|
|
Pierwszy link - nie widziałem tego teledysku... świetny..
Edit Ta orkiestra to jakby Michael Kamen był hmmm... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kwak Gość
|
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 12:36 pm Temat postu: |
|
|
Ale ze mnie leniwa świnia. Dawno temu usłyszałem Misplaced Childhood i na dzień dobry stał się jednym z moich ulubionych albumów. I wtedy zaopatrzyłem się w inne albumy z Fishem i do dziś dnia zapoznałem się dopiero z Clutching At Straws, no chyba Jester Tears też przesłuchałem, ale "nie wszedł" mi jeszcze. No i fajne mają okładki poza tym. Wydawało mi się, że na końcu przed tym śmiechem szyderczym gość (domniemanie alkoholik o którym mowa na albumie) mówi "help me", a po podgłoszeniu usłyszałem "no", ale w sumie na jedno wychodzi, a pewnie zaraz ktoś mi dowali, że on tam mówi jeszcze co innego. No i zastanawiający jest ten koniec "Happy Ending" którego nie ma. Poza tym zawsze rozwalał mnie fragment "warm wet circles like mothers kiss on your first broken heart" (pierwsze złamane serce? Kayleigh!), albo końcówka gdy Fish śpiewa na przemian z jakąś babką, która btw nie wiem jak się nazywa i jakoś wielce mnie to nie interesuje, ale możecie napisać.
Może bluźnie czy coś, ale słucham Beach Boys i oprócz California Dream to diwe nuty, które zbadałem Barbara Ann i The Lion Sleeps Tonight zachaczają o lichą muzę. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 6:38 pm Temat postu: |
|
|
Happy Ending - ścięśliwego zakończenia nie ma..
Clutching At Straw to chyba najmroczniejszy album z czasów Fisha gdziek kompozycje są najbardziej autonomiczne. Misplaced Childhood płynie aż żal jest włączać pojedyńcze kawałki bo to w sumie jedna wielka kompozycja. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 6:43 pm Temat postu: |
|
|
Nie widziałem wcześniej posta kwaka
O to to ... czytałem właśnie gdzie o tym happy ending, że jest te 0 sekund no bo... nie ma żadnego happy ending
Co do Clutching. Zawsze z góry zakładam, że jest to najgorszy (co wcale nie znaczy, że zły) album ery Fisha, by po tym przesłuchać i znów się zastanawiać. I tak. Najmniej tam spójności i łatwiej wyrywać utwory, bez poczucia, że wyrywa się kolejno serce, nerki, wątrobę, płuca itd
Warm Wet Circles w ogóle jest niesamowite, te uczucia, ten dziki może nie wrzask, ale ... skomlenie? Chwyta za serce. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 5:28 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | Warm Wet Circles w ogóle jest niesamowite, te uczucia, ten dziki może nie wrzask, ale ... skomlenie? Chwyta za serce. |
Mnie zawsze rozdzierał Going Under - taki prosty, a potrafi tak wiele...
Fish solowo?
Można zacząć od debiutanckiego Vigila (1990) - jest tam sporo kultowych już kawałków, na czele z Cliché, które uważam za najwspanialszy love song ever written! Tego albumu nie trzeba szczególnie zachwalać, ponieważ jest powszechnie znany i uwielbiany.
Moim ulubionym albumem jako całość wciąż pozostaje Raingods With Zippos (1999), przede wszystkim ze względu na blisko półgodzinną suitę Plague Of Ghosts, będącą rezultatem kolaboracji Wuja (nie pierwszej zresztą) ze Stevenem Wilsonem. Zderzenie tych dwóch światów najpiękniej obrazuje ostatnia faza Plagi, czyli Raingod's Dancing przechodzący w Wake-Up Call - to bodaj najwspanialsze zakończenie albumu autorstwa Fisha od czasu Clutching At Straws! Naprawdę fantastyczny album.
Bardzo dobry i godny polecenia (choć raczej słabo znany) jest Sunsets On Empire (1997), będący pierwszym owocem współpracy Fisha z Wilsonem. Otwierający album The Perception of Johnny Punter to niezwykle mroczna i lekko wulgarna opowieść przepełniona lękami egzystencjalnymi... mocna rzecz i nieco fałszywe świadectwo, ponieważ album pozostaje stonowany, przeplatany pięknymi balladami (dedykowana córce Tara oraz leniwie płynące Say It With Flowers). Jest też polski akcent pod postacią warszawskiej Małgorzaty (Goldfish And Clowns), której imię okazało się sporym wyzwaniem dla masywnego Szkota. Nie sposób nie docenić też tytułowej kompozycji, w której Fish uzyskuje ciekawą barwę głosu, nieodparcie kojarzącą mi się ze śpiewem Rogera Taylora na Happiness...
Dla tych, którzy są w stanie przymknąć oko na drastyczną zmianę skali głosu Fisha ciekawy i inspirujący może okazać się jego ostatni jak dotąd album - 13th Star (2007). Piękne i mądre teksty oraz sporo nostalgii - takiego Fisha znamy od zarania i po tylu latach nic się nie zmieniło w tej materii. Trzynasta Gwiazda to niezwykle spójna i wzruszająca opowieść osnuta wokół nieszczęśliwej miłości - Fish w urzekający sposób opisuje rozpad swojego związku z Heather Findlay, która dosłownie uciekła mu sprzed ołtarza. Wraz z muzyką Fish przekazuje nam sporo "mądrości życiowej", którą myślę warto sobie przyswoić. Muzycznie - ogromnie cieszy powrót Steve'a Vantsisa oraz "weterana" Franka Ushera.
Rewelacyjna jest też koncertówka Communion (2007), zawierająca bukiet kompozycji, po które Fish sięgał niezwykle rzadko podczas swoich solowych występów, tutaj zaś prezentuje je w bardzo ciepłych, intymnych wręcz aranżach. Wyróżniam A Gentleman's Excuse Me (jak potężnej siły wyrazu nabrało to wyznanie po latach wypełnionych doświadczeniem!) oraz Raw Meat - te utwory wzruszają i poruszają mnie dogłębnie. _________________

Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Wto Lut 23, 2010 5:57 pm, w całości zmieniany 2 razy |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 5:44 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: |
Można zacząć od debiutanckiego Vigila - jest tam sporo kultowych już kawałków, na czele z Cliché, które uważam za najwspanialszy love song ever written! |
...nie słyszałeś chyba nigdy Peter Hammilla Ale jeśli chodzi o solowego Fisha, to się zgadzam, Vigil i Raingods With Zippos są naprawdę dobre. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 5:56 pm Temat postu: |
|
|
| Atrus napisał: | ...nie słyszałeś chyba nigdy Peter Hammilla  |
Ależ słyszałem! Lecz mimo wszystko wolę tę nieco histeryczną ekspresję Fisha. Na każdego działa coś innego... _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 6:40 pm Temat postu: |
|
|
| Incubus napisał: |
Ależ słyszałem! Lecz mimo wszystko wolę tę nieco histeryczną ekspresję Fisha. Na każdego działa coś innego... |
Wiesz, ja też Fisha uwielbiam, ale na Hammilla nie ma mocnych, może tylko Gabriel i Freddie Chociaż akurat teraz o Hammillu napisałem w kontekście piosenek miłosnych, w których osiągnął mistrzostwo, tekstowo, wokalnie i kompozycyjnie  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 6:51 pm Temat postu: |
|
|
Śmiała teza z Peterem i Freddiem. W takim razie zapytam które kompozycje Hammilla uważasz za najbardziej mistrzowsko mistrzowskie?  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 7:09 pm Temat postu: |
|
|
Nie teza, tylko prywatna opinia
Mistrzowsko mistrzowskie są np. Lost, Still Life, A Plague of Lighthouse Keepers, Refugees - z Van Der Graaf Generator, z solowych: A Louse is not a Home, Gog/Magog, Airport, The Institute of Mental Health, The Lie (Bernini's Saint Theresa)... I jeszcze wiele innych Przy czym przyznaję, że całej jego twórczości nie znam, nagrał mnóstwo płyt, może nie tyle, co Wakeman, ale dużo. Jeśli chodzi o te love songi, to polecam składankę pod tytułem, a jakże, "The Love Songs". Kompozycje są na nowo zaaranżowane, więc to nie jest typowa składanka. Wybór jest bardzo dobry, chociaż kilku kawałków mi brakuje. Ale odeszliśmy dość mocno od tematu, zdaje się  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Incubus

Dołączył: 11 Sie 2009 Posty: 1386 Skąd: Poznań
|
Wysłany: Wto Lut 23, 2010 7:12 pm Temat postu: |
|
|
Ano mi też się tak zdaje. Tak podpytałem bo sam na pewno masz świadomość, że można się łatwo pogubić w dyskografii Hammilla. Dlatego mogę jedynie stwierdzić, że słyszałem gościa w kilku kompozycjach i naprawdę jest poruszający, natomiast nie odważę się napisać, że go znam... za całą pewnością natomiast poszperam na dysku i spróbuję odnaleźć tytuły, które podałeś.
...no ale wróćmy do Mari/Fisha.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Lut 27, 2010 11:44 pm Temat postu: |
|
|
Tak btw dziękuję za odpowiedź na moje pytanie.
Ale dziś czytając to raz jeszcze coś mnie uderzyło...
| Incubus napisał: | | rozpad swojego związku z Heather Findlay, która dosłownie uciekła mu sprzed ołtarza. |
TĄ Heather Findlay? Tę z Mostly Autumn czy z Ayreona - The Human Equation. Bodajże Love? Jeśli tak to to będzie moja pierwsza płyta  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|