| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Żbik88

Dołączył: 05 Kwi 2009 Posty: 573 Skąd: Warszawa
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Lis 29, 2012 2:13 pm Temat postu: |
|
|
zamienię wszystkie Fishe które grali od początku kosmosu na jedno The Great Escape.
cały czas marzy mi się jakaś niespodzianka w postaci Happiness, When I Meet God czy Space. Choć szans raczej na to nie ma  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 3:48 am Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | ja niestety w koncu musialem odpuscic i koncert i wywiad, bo zostało mi kilka dni do egzaminu na prawko i niestety musze juz teraz codziennie miec jazdy w zasadzie i nie mialbym jak dotrzec do radomska na 8 rano... oh well, moze następną razą sie wywiad zrobi.z koncertu to w sumie najbardziej zalowac bede jak nie uslysze kayleigh i lavender bo neverland juz na zywo slyszalem |
Brawo. Najtrafniejsza decyzja w Twoim życiu
http://www.setlist.fm/setlist/marillion/2012/klub-stodoa-warsaw-poland-53da3f99.html
Najlepszy koncert wszech świata. Najwspanialsza setlista, najcudowniejsza atmosfera i najgenialniejszy zespół. Jutro albo najpóźniej w sobotę powstanie 3 z najdłuższych postów na tym forum
Gaza to utwór ... utwór życia po prostu. Lepiej tego zagrać nie mogli. A cała setlista .... MOC. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 4:13 am Temat postu: |
|
|
Najlepszy koncert w moim życiu.
- w sensie to ja, Nar. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 11:17 am Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | http://www.setlist.fm/setlist/marillion/2012/klub-stodoa-warsaw-poland-53da3f99.html |
Ożesz w mordę  _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 1:24 pm Temat postu: |
|
|
Po tym koncercie zastanawiam się - albo to przez to, że ostatnio nie bardzo miałam ochotę na "Ocean Cloud" (mój ulubiony utwór), albo NAR miał rację. The Invisible Man > Ocean Cloud
Jak dla mnie mogli grać jeszcze dwa razy dłużej.
Chociaż gdzieś w okolicy ktoś zemdlał, i to dosyć szybko. No i sporo osób później wyszło, ale może po prostu pomylili koncerty.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 3:29 pm Temat postu: |
|
|
Przychodzi kulawy hejter Hogartha na koncert i co?
Początek w postaci Gazy przypadł mi go gustu-ba nawet miałem w kilku momentach ciarki ,a to znaczy,że musiało być dobrze. Rothery po raz pierwszy i nie ostatni tego wieczoru pokazał na co go stać. Potem Warm Wet Circles,tutaj było ok,ale brakowało mi wokalu widomego pana -publika w końcówce spisała się świetnie. The Sky Above The Rain nie przypadł mi do gustu na płycie i koncert tego nie zmienił -ot,było do rzeczy,ale nie poruszyło mnie specjalnie. Podczas You're Gone i Power zacząłem odczuwać ból w nodze,a to znaczy,że było słabo-nie przemówiło to do mnie niczym i już zaczynałem odczuwać znużenie tym wszystkim kiedy nastąpiło coś magicznego,niesamowitego i w ogóle,a więc Neverland. To był jakiś kompletny kosmos dla mnie,solówki Rothery'ego przeszywały mi mózg i w ogóle niesamowite obrazy pokazały mi się za zamkniętymi oczami . Wersja koncertowa tego utworu jak dla mnie bije studyjną na głowę przede wszystkim dzięki dodatkowym gitarom pana R.-w sumie tutaj poczułem ducha pewnego innego gitarzysty . W sumie po tym jak dla mnie mogli skończyć,ale koncert toczył się dalej. Sounds That Can't Be Made wypadło dobrze,a szczególnie jego końcówka, która to przypadła mi do gustu już na albumie. King i Man Of A Thousand Faces przypadły mi do gustu,ale nie osiągnąłem stanów takich jak przy Nibylandii. Za to The Great Escape,który to utwór w wersji studyjnej jakoś do mnie nie trafiał na żywo wypadł znakomicie i oczywiście świetne solo gitarowe. Na bis Ocean Cloud,a więc radość wielka i wzlot ponad chmury i ocean-wkręciłem się i to bardzo w ten utwór, który wypadł naprawdę znakomicie. Zeszli i myślałem,że to będzie koniec,ale nie i zabrzmiał The Invisible Man, którego w żadnym wypadku się nie spodziewałem - Hogarth będący w tym momencie według mnie już pod znacznym wpływem % wczuł się na maxa swoją rolę. I na 3 bis Garden Party z panem Stevem H. na szczycie głośników dyrygującym publiką i przestraszonym technicznym starającym się utrzymać wieżę z głośników,aby jego szef nie spadł i nie połamał sobie gnatów . W sumie przez cały utwór zastanawiałem się-spadnie,czy nie spadnie?
Podsumowując najlepsze momenty: Gaza,Neverland,Ocean Cloud i The Invisible Man. Najgorsze:You're Gone i Power. Reszta na wysokim poziomie. Jako naczelny hejter Hogartha mogę powiedzieć,że było DUŻO,DUŻO lepiej niż się spodziewałem. Bohater wieczoru tylko jeden-Steve Rothery kurwa i tyle w temacie . Nie żałuję,że się pojawiłem, bo było czuć to COŚ w atmosferze koncertu,a to rzadko się zdarza jednak. Do tej pory może 3-4 razy na koncertach na jakich byłem.
Pan H zagadywał publikę i 3mał dobry kontakt z salą. Niektórzy uwierzyli w jego słowa o tym jak to cudownie kończyć trasę w takim wspaniałym mieście jak Warszawa,no cóż, ich sprawa . Gdyby kończył w Londynie,Berlinie,czy Nowym Jorku mówiłby to samo.
Kraków został zdecydowanie przez nich wydymany podczas polskiej traski i nie dziwię się ludziom,którzy są zawiedzeni,bo w sumie to była z ich strony chamówa zagrać tam 10 kawałków i 1h.45 min,a w Wawie prawie 2.5h.
Nar tańczący i latający nad ziemią po koncercie,to był fajny widok -kiedyś też tak wyglądałem po Gilmourze.
No i szacunek dla W-7 za to,że postanowił nie wracać na miejsce przy samych barierkach i został na tyłach z kulejącym hejterem Hogartha . Dobrze było Cię widzieć po pół roku przerwy i pogadać chwilę . _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 5:27 pm Temat postu: |
|
|
NIE BOLĄ WAS USZY CZASEM PO TYM?
10/10 _________________ DŻAAANGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 6:39 pm Temat postu: |
|
|
Dlaczego, teraz jak słucham tych utworów co były genialne na koncercie, to wydają mi się takie słabe? Boże, zepsułem sobie gust  _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 6:46 pm Temat postu: |
|
|
A, racja. Czyli jednak u mnie wszystko w porządku. A już się bałem  _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 10:10 pm Temat postu: |
|
|
Power słabe? Power? Power to Moc! ;P Sounds też mi przypadło do gustu na płycie, i to jako pierwsze. Jeszcze pozostałe utwory mi się wydawały nie na moje ucho, a solo z S. już było moim ulubionym.
A propos piwa - ja tego nie usłyszałam, ale podobno pił jakieś polskie i je zachwalał. (A potem mu pewnie dosłownie uszami wychodziło. x]).
Jak dla mnie wielkim nieobecnym był Ian Mosley. Podobno był, podobno to on grał na perkusji, podobno nawet wychodził i się kłaniał, ale ani razu go nie widziałam. Tylko little silhouetto of a man na początku, zanim zaczęli grać.
W og'le to chyba jednak skoro grali dłużej w Polsce to jednak coś musi być w tym, co mówi Anunaki.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Żbik88

Dołączył: 05 Kwi 2009 Posty: 573 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Lis 30, 2012 11:01 pm Temat postu: |
|
|
| Witam. Też byłem na koncercie i was nie wiedziałem. Za to koncert kozak. Mam doznania do tej pory i nie mogę za dużo mówić. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 12:58 am Temat postu: |
|
|
Boże jedyny i Allahu...
Wraz ze zbliżającymi się koncertami narastało jakieś niemiłe uczucie, że Charlotty nie przebiją. Ba. Nie wyrównają nawet, ale że to Marillion, to trzeba było wierzyć do końca. Zaczęło się we Wrocławiu. 1 koło, 2 koło i pędem z uczelni jazda pod Orbitę. Po drodze kumpla namówiłem (idącego na koło ) że warto. Pojechałem, dojechałem, na szczęście już tam byłem wcześniej i wiedziałem jak się tam idzie. Pod halą całkiem już spora grupka fanów czekających na koncert. Po znajomości byłem jakiś 7 czy 8. Oberst, Anet, NAR. Nie czułem żadnego zaciekawienia tym co się będzie dziać za kilka godzin. Ale otworzyli bramy. Nie potrafiłem nie biec. Samo mnie zaczęło nieść. Po drodze nieprzyjemny wypadek na prostej drodze ( ) ale w końcu dotarliśmy pod same barierki. A więc będziemy go widzieć tak samo dobrze jak w hotelu w Charlottcie. Oczekiwanie, nudzenie się. Ah... warto dodać wybitną postawę ochroniarzy, których interesowały tylko bilety. W końcu nadszedł czas koncertu Tides from Nebula czy coś takiego. Grali całkiem zarąbiście i w ciągu 30 minut nakręcili mnie zupełnie na to, co będzie się dziać za minut kilkadziesiąt.
21:00 i nagle cichną głośniki, gasną światła.
Ryk tłumu jest oszałamiający. Widać jak coś się rusza w mroku. Wychodzą. Zaczyna się to, czego obawiałem się najbardziej
Ale po prostu nie mogli mnie nie przełamać tym czym zaczęli. GAZA. Już wtedy, w tej jednej chwili wiedziałem, że to jest najlepsze co kiedykolwiek nagrał człowiek. Zmiany tempa, drapieżność gitar, tekst, OŚWIETLENIE ( nie wiem kto za to odpowiada, ale robi swoją robotę genialnie ) i tłum. Na żadnym z koncertów na których byłem nie było takiego aplauzu. Coś niesamowitego. No i jeszcze raz. Najlepsze co mi się zdarzyło w moim życiu koncertowym ( w tamtej chwili ). Nadszedł czas na Fisha i niesamowite Warm Wet Cirlcles. Tym jednym utworem mnie przekonali, że granie Fisha to dobry pomysł (do tamtej chwili ). Niesamowita robota Rothery'ego. Dalej niestety napięcie siadło momentalnie. Tragiczne i rozlazłe Pour my love. W międzyczasie zaczęły się okrzyki w których widzowie domagali się Ocean Cloud (niestety znalazł się jakiś nawiedziony, który domagał się NO ONE CAN ). Trochę lepiej ale i tak tylko trochę podskoczył klimat przy całkiem niezłym Power. Sounds tylko potwierdziły prawa natury, że jak coś idzie w górę, to w końcu musi się stoczyć i tak też się stało z klimatem. Mimo iż stałem w pierwszym rzędzie tuż przed sceną, to jednak mnie coś hamowało w oklaskach dla nich. Czegoś mi brakowało. To zdecydowanie nie była Charlotta. Ba. Charlotta wydawała się być o lata świetlne oddalona od teraźniejszości. Bliżej temu było do ostatniego koncertu Muse gdy przy nowych kawałkach napięcie malało, a przy starych starało się rosnąć. Fantastic Place, King ,Man of a Thousand Faces trochę poprawiło ich rating w moich oczach. Generalnie wtedy już jakby chyba nie wierzyłem w Ocean Cloud. Schodzą ze sceny, zagrają kejli lavender i coś jeszcze, na drugi bis jakiegoś innego suchara (NO ONE CAN ) i się skończy na całkiem niezłym rozczarowaniu. Wiadomo, to Marillion więc i tak było bardzo dobrze (jak już dawno nie miałem niestety), ale to nie to. Nie na to liczyłem. W każdym razie aplauz w Orbicie się nie kończy. Trzeba podkreślić niesamowite obycie Hogartha z rządzeniem tłumem. Koncert pod tym względem niesamowicie się różni od "wielkich tego świata". I wchodzą. Ja chyba już zapomniałem jak brzmi ten utwór. Zapomniałem i bardzo go za to przepraszam. Neverland. Magia magia i jeszcze raz magia. Nie ma się co rozpisywać. Wszyscy wiedzą jaki to jest utwór i jakiego kalibru. Musiało być potężnie. I tak było naturalnie. I znów schodzą i jakby nadzieja rośnie. Jezu jak mnie rozczarowały pierwsze dźwięki kejli. Koncert kończy się najżałośniej jak to tylko możliwe. Oczywiście tłum najgłośniejszy był na tych dwóch utworach więc nikogo nie dziwiło chyba, że h i spółka ciągle do nich wracają. I wybrzmiały ostatnie dźwięki Sugar Mice. Chóralne "Ocean Cloud, Ocean Cloud, Ocean Cloud ...". Cały czas jakoś zbywali te prośby przez cały koncert. Śmiali się i podchodzili do tego zdecydowanie ze zbyt wielkim luzem. Ale sala wykrzyczała. Hogarth zarządził orkiestrą a ta zaczęła grać to na co chyba najbardziej ( poza oczywistą Gazą ) ja czekałem. I wyszło ... potężnie i nieziemsko ale trochę kwadratowo. Przejścia nie te, dźwięki nie te, klimat nie ten. Czegoś jakby brakowało. A mimo to oczywiście zmiotło mnie z ziemi. Zeszli, chwilę poczekaliśmy, ochrona nas wyprosiła i wróciliśmy. Jakoś tak po cichu i wielkiego entuzjazmu. Przynajmniej ja tak miałem. Daleko. Dalekoooooooooooooooooooooooooo temu było do Charlotty. Zespół mnie zawiódł. Oczekiwałem czegoś o co prosić chyba nie powinienem. No i się nie spełniło. Mimo to koncert uważałem za jak najbardziej pozytywny. Oberst samochodem w ciemność a my do akademika. Koncert nieciekawy a i tak spać o 7. NAR w swoją, my w swoją. Ktoś jakieś kolokwia miał po drodze, przez tych kilka godzin. Rano trauma, po tym jak komórka odmówiła próśb o działanie w najważniejszym momencie życia. Ale dojechaliśmy na dworzec i w składzie ja i Anet pojechaliśmy do Warszawy. Podróż długa ale bardzo przyjemna. Chyba ze 4 h przespałem Nieważne. NAR z Warszawy oprowadzający nas po Warszawie niesamowity. Dojechaliśmy. Jakoś całkiem daleko już w kolejce. Ochroniarze odebrali NAR-owi broń pod postacią markera i już mógł wejść gdy było pewne że tym razem też mu się nie uda. Kolejna idiotyczna kolejka i się otworzyło. Ktoś mnie wydymał pod sceną i koniec końców znalazłem się daleko w połowie sali Ale nie żałuję Support jeszcze pod sceną, szybki wypad do kibelka, poznanie Anunakiego z Warszawy i powrót na salę. Położenie nasze było o tyle niekomfortowe, że przed lub za nami był jakiś szlak turystyczny.
Ah, jeszcze jedno wtrącenie. Gratuluję panu debilowi, który na koncercie Marillion we Wrocławiu wydzierał się i całkowicie psuł nastrój w najważniejszych momentach koncertu. I inne spostrzeżenie. Hala Orbita to złe miejsce dla koncertu Marillion. Jakby klimat gdzieś wylatywał w tej ogromnej pustej przestrzeni która tam jest.
W każdym razie, krótka rozmowa o smutnych realiach studentów po prawie i się zaczyna.
Wtedy. Gdy stałem tam gdzieś daleko od swojego naturalnego położenia pod sceną, zrozumiałem jedno. Ale pod sceną jest beznadziejnie. Tu... daleko ale jednak blisko. Doskonale widzę całą piątkę a jednocześnie ogarniam wzrokiem całą scenę i połowę sali. I to niesamowite oświetlenie o którym już wspominałem. Tłum tego wieczoru był najlepszy na świecie. Nie uczestniczyłem jeszcze w koncercie, na którym publika istnieje gdzieś jeszcze oprócz najbliższego otoczenia sceny. A tu istniała cała sala przede mną (nie wiem jak za mną). W każdym razie tumult niesamowity. Ciemność, cisza i zaczyna się najlepszy gitarowy popis świata, który trwał dobre 2,5h. Gaza jak już raz dzisiaj to podkreśliłem, to najlepsze co spotkało ludzkość Koncertowo we Wrocławiu podwyższyło poprzeczkę dwukrotnie. Ale Gaza wykonana w Warszawie? Brak mi słów, żeby opisać jaki to był majstersztyk. Wejście proszę panów z Marillion na scenie w tumulcie drapieżnej gitary i niesamowitych klawiszy. To chciałem zobaczyć po Charlottcie. Klimat Stodoły, ten tłum, ta forma zespołu (z wyjątkiem h, ale to trochę później) i ten utwór. Miazga. Miazga absolutna. Najlepsze 18 minut mojego życia. W końcu sobie przypomniałem jak to jest być na niesamowitym koncercie. Jezu. Te zmiany tempa w Gazie i to w jaki sposób to wychodziło przy instrumentach grających na żywo. Muse najlepszą koncertową grupą świata? Pier^&%enie.
Nie wiem kiedy, nie wiem jak. Wiem, że mogłem umierać. Wiedząc, że czeka mnie najprawdopodobniej i Great Escape i Neverland i Ocean Cloud nawet. Ale w tamtym momencie to nie było istotne. Hogarth śpiewający na żywo o Gazie to jeden z absolutów muzycznych. I to w jaki sposób poprowadzili ten fragment (ta. 5 minut) po 10 minucie. Rothery jeszcze nigdy nie był tak wysoko w hierarchii. I te wersy, które śpiewa h.
| Cytat: | Nothing's ever simple - that's for sure
There are grieving mothers on both sides of the wire
And everyone deserves a chance to feel the future just might be bright
But any way you look at it - whichever point of view
For us to have to live like this
It just aint right
It just aint right
It just aint right
We all want peace and freedom that's for sure
But peace won't come from standing on our necks
Everyone deserves a chance to feel the future just might be bright
But any way you look at this - whichever point of view
For us to have to live like this
It just aint right
It just aint right
It just aint right |
Marillion to najlepsze co spotkało muzykę.
Niesamowita odpowiedź fanów i już wiadomo, że koncert będzie nieziemski. To było widać jak ta sala kocha zespół. Niewielu było tam przypadkowych ( ) ludzi a i ich porwało. Żarty Hogartha, jakieś tam rozmówki, okrzyki Easter i Ocean Cloud. To wszystko wyglądało jak na DVD z konwentów. Jak z bajki. I to niesamowite oświetlenie. Nie mogą nie pogratulować raz kolejny. I zaczyna się kolejny. Warm Wet Cirlces zauważyłem już we Wrocławiu, ale znów. Warszawa dostała wszystko co najlepsze w najlepszym wykonaniu. Niesamowity h, niesamowity gruby, niesamowity tłum. Było niebiańsko. Czy mogli coś jeszcze poprawić? Okazało się, że tak. Pierwsze dźwięki Sky i absolutny odlot. Kto się spodziewał takiej setlisty kosmicznej? Wiele temu do Neverland brakuje, ale i tak niewiele jest takich utworów na takim poziomie z tak grającym zespołem. Ciągłe konwersacje między utworami, raz szybki cover Runaway (nie, nie tego z Brave) i atmosfera jak nigdy. W międzyczasie Hogarth sprawdzał stateczność głośników jakby coś planując Na koncercie i na scenie było śmiesznie. Jakieś niezrozumiałe rzucanie do siebie pałeczkami między Mosleyem i Kelly'm i było czuć jakieś rozluźnienie wśród muzyków.
Po Sky w końcu dali nam odpocząć. You're Gone i Power zagrane tak dobrze jak to tylko możliwe i wcale nie psując klimatu. Znów jakieś pogaduchy i się zaczęło. Niedługo po Sky, jakby czekając na porównanie, wybrzmiało to co gniecie wszystko. Jezu co za forma zespołu. Chyba gdzieś tutaj zaczęło być już całkiem nieznośne skrzeczenie Hogartha. Albo był za głośno wokal, albo Hogarth się darł jak opętany, albo po prostu miał już tak zdarte gardło. Albo wszystko na raz. W każdym razie zaczęło to trochę przeszkadzać. Nic to jednak. Neverland wyszło pięknie jak zawsze. I znów tak jak we Wrocławiu na koniec setu zagrali coś jakby dla rozluźnienia przed finałem. Sounds That Can't Be Made które wyszło o niebo lepiej niż we Wrocławiu, King trochę jakby gorzej i Man of a Thousand Faces, które z tą publiką było genialne. Skończyli grać, zeszli ze sceny. Pierwsze trzeźwe spojrzenia na sytuację i to co się wokoło mnie dzieje i niedowierzanie. Tumult trwa nadal. Zespół nie powraca. Dobrych kilka minut się chowali. Ale gdy wyszli. Gdy pisałem, że po Gazie mógłbym wyjść i bym nie żałował, trochę naświntuszyłem Teraz zaczynały się niemal tak samo niesamowite minuty jak te z początku koncertu. The Great Escape, które zgodnie z NARem uznaliśmy za dużo gorsze w porównaniu do tego z Charlotty i Ocean po raz drugi. Chciałem usłyszeć raz w życiu, a jeszcze dobrze nie zacząłem polować i mam go aż nadmiar. To się nazywa wyczucie zespołu. Tu chyba najlepiej światła współgrały wraz z tym co się działo na scenie. A jakie oklaski niesamowite. Byłem na najlepszym koncercie życia. Zespół zszedł i nie wraca. Tumult trwa. Zespół nie słyszy. Tumult coraz głośniejszy ... przełamali się i wchodzą. Zaraz zaraz. Tylko gdzie jest Hogarth? Coś mi tu śmierdzi ;p Błożesz Ty mój. Czyżby Hogarth utykał, że idzie z laską? Nie. To The Invisible Man.
Nikt się nie spodziewał. Każdy chciał. A zespół to wiedział. Gaza mnie nie zaskoczyła, bo doskonale wiedziałem, że będzie. Tego w najśmielszych snach sobie nie wyobrażałem. Ale to się dzieje naprawdę. Czwarty raz tego wieczoru jakby gdzieś coś w kącikach oczu... kocham to uczucie. Byłem spełniony. Koncerty innych grup stały się jakby jakimiś odległymi realiami. Przecież jest tylko jeden zespół na który warto jeździć. Dream Theater z Katowic?  
Zeszli ale świateł nie zapalili więc będzie się jeszcze dziać. Przy okazji gratuluję wszystkim, którzy opuścili koncert w dotychczasowych dwóch przerwach. Najlepsza decyzja ich życia.
Wchodzi Kelly i ... tylko on. do mikrofonu powiedział kilka słów, zespół miał go gdzieś więc poszedł i powiedział że w końcu zagra coś co chce a nie to co musi Co za podejście do fanów. Co za atmosfera. Koniec końców pojawili się wszyscy. I ... Garden Party. Wyszło nieźle ale amatorem tego utworu nigdy nie byłem. Tu Hogarth już zupełnie stracił łańcuchy i darł się jak zarzynany. Stracił też mózg bo wszedł na głośniki i starał się zabić gdy wstawał na tych głośnikach. Idiota
Charlotta to małe piwo przy Warszawie. Słowa, które h mówił, że zaczynali gdzieś tam w Washingtonie i kończą w miejscu w którym chcieli. Ja w nie całkowicie uwierzyłem.
Oklaski i jazda. Można umierać. Po drodze jakiś plakat wpadł i czy mogło się zdarzyć jeszcze coś piękniejszego? No niestety nie.
Setlista wybitna, atmosfera nieosiągalna, forma muzyków bezdyskusyjna. Trochę żal tylko tego wokalu h bo mogło być jeszcze lepiej. Dla takich chwil warto żyć. Alleluja Amen z Pasterskim Błogosławieństwem. Idźcie w Pokoju.
Napisałem, ale nie przeczytałem więc jest duża szansa na liczne idiotyzmy i braki logiczne. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 1:22 am Temat postu: |
|
|
Nowy cel życia - zobaczyć Hogartha na głośniku. _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 1:36 am Temat postu: |
|
|
KATERY MI SIE MARILIONANIZUJĄ _________________ DŻAAANGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 1:57 am Temat postu: |
|
|
Jezu. Zapomniałem o najważniejszym fragmencie koncertu. Gaza a jakże.
| Cytat: | | We will play outside. Be careful |
I wtedy mimika i gesty Hogartha. Lepszego aktora nie masz na tym świecie. _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ytron

Dołączył: 04 Lis 2007 Posty: 844 Skąd: Chujowskie Pocipie
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 2:42 am Temat postu: |
|
|
HOGARTH NIE DOJRZAŁ DO NEVERLAND
TYLE W TEMACIE _________________ DŻAAANGOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 4:05 am Temat postu: |
|
|
Przebili Charlottę, a przecież wydawało się to niemożliwe.. koncert życia. IDĘ PISAĆ WIERSZ. W jesiennym Wrocławiu oczywiście.
set marzenie. forma? lepszej być nie mogło. Potem pewnie więcej napiszę, ale... GAZA, Sky, Great Escape, H łapiący się polskiej flagi w Neverland, Ocean Cloud, Invisible Man... i ten cały luz i radość z gry.. cover Runaway, improwizowanie zespołu podczas naprawy basu, H na głośnikach, Mosley rzucający się z Kellym pałkami i Rothery posyłający im spojrzenie typu "kurwa ogarnijcie się", H robiący sobie jaja z dziennikarza z aparatem, Mark wychodzący na bis <3
Marillion - najlepszy zespół w historii i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
dwie uwagi
1 dziennikarze co latają z aparatami większymi od swoich głów to najgorszy rodzaj znanych mi ludzi.
2 nigdy więcej nie idę na koncert z mielącymi ozorami kateroidami ( ;* ). choć żarty z Auschwitz zawsze na propsie.
"Wrocław był zajebisty, ale był chujowy" <3
przez najbliższy miesiąc nie mam ochoty słuchać innej muzyki. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 2:27 pm Temat postu: |
|
|
Troche nieśmiało ale daję sobie prawo, żeby się wypowiedzieć. Najlepsze momenty: Ocean Cloud, Invisible Man, Gaza, Neverland, Garden Party, Sky narowe, Great Escape. W tej właśnie kolejności. Jak na kateroida zostałem wręcz nieprzyzwoicie dopieszczony - chyba tylko Happiness mogłem sobie jeszcze życzyć. Gaza jako opener z pojawiającym się hogarthem znikąd wymiotła, mimo, że się jeszcze z nią nie zdążyłem osłuchać do końca. Najlepszy na scenie Rothery - niemogę, że on po tylu latach ciągle wygląda jakby był zakłopotany, że występuje a jednocześnie napierdala takie rzeczy. Hogarth wokalnie zdecydowanie zbyt po środku a ja... etc. Jak trzeba było wrzasnąć to nie wrzeszczał, a jak trzeba było subtelnie do beczał jak nomen omen owca. Dobrze, że chociaż się miotał jak szalony i robił sobie jaja z tego dzieciaka, który chyba udawał ochroniarza. No i sama setlista z kosmosu wystarczy, żeby wybaczyć wokal. Dziesięć na dziesięć. Pozdrawiam nara. Sigury oczywiście lepsze. Zawsze w sercu. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 6:30 pm Temat postu: |
|
|
Nowszy cel życia - zobaczyć na żywo Hogartha na głośniku. _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 7:35 pm Temat postu: |
|
|
No więc tak.
Rzecz której się nie da zaprzeczyć: NARLEPSZA SETLISTA EVER!
Ale mimo wszystko dla mnie nie było perfekcyjnie. Moim największym problemem było to że tego dnia, pomimo wzięcia jakiegoś ibupromu, trochę bolała mnie głowa i jak to już mówił w7, zagłośny i drzący się jak opętany Hogarth naprawdę świdrował mi mózg.
Wejście Gazą było naprawdę dobre, ale H robił wtedy taki hałas... Zajebiście złapało mnie za to Neverland. Te gitary... Moment gdy ucichły a potem jebnęły ze zdwojoną siła w porównaniu do wersji studyjnej, po prostu mnie tak rozjebał, że łzy mi pociekły z oczu. H w moim odczuciu przy tym utworze w pełni wyrobił, sam fakt słuchania tego kawałka na żywo spowodował, że ból głowy gdzieś zniknął. Dopiero od tego moemntu zacząłem w pełni czuć ten koncert.
King, the Great Escape i Power też wypadły bardzo dobrze.
No i potem bis.
Ocean Cloud - świetne. Choć zanim się zaczęło, troszkę liczyłem jeszcze na to, że zagrają jednak Niewidzialnego, w tym momencie zupełnie już straciłem na to nadzieję... Po Oceanie, zespół schodzi na dłuższy czas (to już koniec? Chyba nie, bo ciągle nie zapalają swiateł), tłum cały czas wiwatuje, śpiewa, klaszcze, tupie. I wracają. Wracają. Z czym? O mój Boże! Ta gitara! to JEST Invisible Man! To był chyba najlepszy moment tego koncertu. Najbardziej niespodziewana i zajebista rzecz na świecie. Łzy dosłownie stanęły mi w oczach (po raz drugi tego wieczora). Ale nie dziwne. W końcu czy może być coś lepszego niż Invisible Man na żywo? Mogłoby być... Invisible Man zaśpiewany tak jak być powinien. Hogarth może nie wbijał mi się już w mózg (choć zaraz po koncercie znowu zacząłem czuć że głowa już nie "trochę boli", ale raczej napierdala), ale śpiewał cały czas... na jedno kopyto. Nie szeptał wtedy kiedy trzeba było, cały czas krzyczał z tym samym opętaniem, a kiedy doszło do najwspanialszego momentu muzyki, czyli rozpaczliwego krzyku pod koniec piosenki - "But I aaaaaaaaam the invisible maAaa-Aaan!!!!" H też ani trochę się nie wysilił żeby zaśpiewać to bardziej, Ciągle był "po środku". Ten moment i tak był wspaniały, ale jednocześnie był największym zawodem tego koncertu.
Po za tym H w moim odczuciu trochę za bardzo sobie robił jaja przy nie których piosenkach. Przy jakimś Garden Party - spoko. Jego włażenie na głośniki i "O, I don't know what was next"* było zajebiste. Ale nie przy Marblesowej Trójce? To są pierdolone arcydzieła.
| Cytat: | | 2 nigdy więcej nie idę na koncert z mielącymi ozorami kateroidami ( ;* ). choć żarty z Auschwitz zawsze na propsie. |
Ej. Ale na koncercie milczelismy. Tylko przed i w przerwie miedzy suppportem (btw. zajebistym) i Marillionem. :F
* Na koniec jeszcze dla tych którzy przegapili wspomniany moment: http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=8etBF6Sp20E#t=17s
Tak więc, koncertem życia wciąż Anathema. Choć Marillion zdecydowanie zaraz po. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 7:36 pm Temat postu: |
|
|
I bonus:
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 10:12 pm Temat postu: |
|
|
Arsen z bólem głowy woli nietoperze ;_ ;
| Arsen napisał: |
| Cytat: | | 2 nigdy więcej nie idę na koncert z mielącymi ozorami kateroidami ( ;* ). choć żarty z Auschwitz zawsze na propsie. |
Ej. Ale na koncercie milczelismy. Tylko przed i w przerwie miedzy suppportem (btw. zajebistym) i Marillionem. :F |
no nie wiem ja tam was przez pierwsze 4 czy 5 piosenek cały czas słyszałem ;d _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arsen

Dołączył: 01 Kwi 2011 Posty: 126 Skąd: Polska
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 11:25 pm Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | Arsen z bólem głowy woli nietoperze ;_ ;
| Arsen napisał: |
| Cytat: | | 2 nigdy więcej nie idę na koncert z mielącymi ozorami kateroidami ( ;* ). choć żarty z Auschwitz zawsze na propsie. |
Ej. Ale na koncercie milczelismy. Tylko przed i w przerwie miedzy suppportem (btw. zajebistym) i Marillionem. :F |
no nie wiem ja tam was przez pierwsze 4 czy 5 piosenek cały czas słyszałem ;d |
Ja na pewno nic nie gadałem, a 2 pozostałe katery nie pamietam żeby coś mówiły.
Nietoperze zawsze w sercu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Sob Gru 01, 2012 11:35 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Hogarth sprawdzał stateczność głośników jakby coś planując |
Spodziewałam się, że to zrobi. Ale jak odszedł, to pomyślałam, że go tym razem przegonili i zrezygnował. No ale jak już wlazł w końcu to wyglądał niczym Piotruś Pan. I w ogóle też miał jakieś trykoty na sobie zdaje się.
Innym razem wylewał sobie wodę z uszu i wiedziałam o co chodzi, dopóki nie zaczęli krzyczeć. Nie usłyszałam co on tam mówił, tylko za chwilę ktoś krzyczy kilka razy "W rurach jest pełno wody" i podnoszą się ręce w górę - jak mi się zdawało pokazując na owe rury. A h odpowiada "Exactly!". Dopiero po koncercie mi ktoś powiedział, że oni krzyczeli "W uszach ma(m?) pełno wody", bo h chciał, żeby ktoś przetłumaczył. x]
Co do tłumu to mnie się akurat zdawało, że jakoś niemrawo było. Nie rozglądałam się specjalnie wokół, ale co zerknęłam to wszyscy milczą. I ręce szybko opuszczali i aż mi było głupio klaskać, więc też przestawałam, a jeszcze śmiało można było przez dłuższy czas.
| Cytat: | | poznanie Anunakiego z Warszawy |
O. Ja znam takiego z Wrocławia.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|