| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 11, 2012 4:44 pm Temat postu: |
|
|
| OberstPrymas napisał: | | Czy można gdzieś w Polsce dostać jakąś dobrą książkę o zespole (coś jak Dzieła Zebrane Queen)? |
jest książka Collinsa, ale nie wiem na ile jest dokładna. Poza tym kończy się po Anoraku więc brak choćby okresu Marbles-Happiness. I z tego co pamiętam to tłumaczenie dość koślawe. W7 miał ją chyba.
| Żbik88 napisał: | | Jakie macie typy co do listopadowej setlisty w Polsce, w zwiazku z wydaniem nowej plyty? |
to znaczy? Pewnie będą chcieli zagrać jak najwięcej z Sounds. Gaza i Sky to pewniaki, reszta się zapewne będzie zmieniać. Plus oczywiście wszelkie "przeboje" typu Fantastic Place czy Easter i klasyki jak Neverland, TIM, Strange Engine itd
Dopiero dwa koncerty zagrali więc ciężko przewidzieć  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Żbik88

Dołączył: 05 Kwi 2009 Posty: 573 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto Wrz 11, 2012 7:50 pm Temat postu: |
|
|
| A na tych dwoch koncertach co juz bylyvto vjakie setlisty byly? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 12:08 am Temat postu: |
|
|
btw top 10 ostatnio słuchanych płyt przez Stevena Wilsona
| Cytat: |
1 Swans - The Seer
2 Marillion - Sounds that Can't be Made
3 Pacific Drift - Feelin’ Free
4 Rare Bird - Epic Forest
5 Steamhammer - Mk II
6 Jody Grind - Far Canal
7 Harald Grosskopf - Synthesist
8 Turning Point - Creatures of the Night
9 Jan Garbarek - Dansere
10 Warm Dust - Peace For Our Time
|
preordera zamówił, ale stara miłość nie rdzewieje A i Garbarka miło zobaczyć.
The Sky Above the Rain... jeden z ich najpiękniejszych utworów. A po pierwszym odsłuchu chciałem stwierdzić, że gofer i chała  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anet

Dołączył: 20 Mar 2010 Posty: 762 Skąd: Leszno/ Wrocław
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 8:23 am Temat postu: |
|
|
Na ocenę nowego krążka jeszcze trochę poczekam, bo póki co jeszcze emocje są na zbyt wysokim poziomie, żeby ją ocenić w miarę na chłodno
Ale kurna The Sky Above The Rain <3 jest tak piękne...idealny utwór do marzeń. Czekam jeszcze za tekstem, bo kilka wersów nie mogę zrozumieć,ale to jest idealne zakończenie tej płyty. Cieszę się, że zagrają to na żywo bo z tego co widać w ostatnich setlistach to jest to pewniak.
Oczarował mnie też Montreal w sumie od pierwszego przesłuchania, wokal Hogartha w pewnym momencie i ciary. Ten utwór się snuje, ale nie nudzi,a jak H śpiewa Je t´aime my darling to mogę umierać.
Nie mogę ogarnąć jeszcze Gazy, nie potrafię nawet zanucić jak leci i chyba z tej 3 na ten moment podoba mi się najmniej. Oczywiście to się może zmienić, ale póki co nie zafascynowało mnie. Dziwne bo jest to na pewno najciekawiej zbudowany utwór z licznymi zmianami, ale no nie wiem emocjonalne mnie po prostu nie bierze kompletnie. Po prostu tego nie czuję. _________________ "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Sro Wrz 12, 2012 10:48 pm Temat postu: |
|
|
Tak patrzę sobie na setlisty z odbytych już koncertów i się trochę martwię. Bo na chwilę obecną nieznanych mi jest 7, 8 kawałków (nie liczę tych z nowej płyty). Poza tym nie ma nic z Seasons End I serio You're Gone? Serio?
I na razie nie ma Ocean Cloud  _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Wrz 13, 2012 1:32 am Temat postu: |
|
|
bardziej mnie martwi brak TIMa ;p
no i nie ma co się przejmować, to jedynie trasa w UK, do listopada może się jeszcze sporo zmienić. Marzy mi się bis w postaci Happiness... No i Neverland grać w środku.. to po prostu nie wypada  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anet

Dołączył: 20 Mar 2010 Posty: 762 Skąd: Leszno/ Wrocław
|
Wysłany: Czw Wrz 13, 2012 8:24 am Temat postu: |
|
|
Kurde właśnie o tym samym wczoraj pomyślałam. Neverland w środku koncertu? Taka bomba emocjonalna i w ogóle? Rozpiernicz totalny a tu trzeba się jeszcze ogarnąć na drugą część koncertu
Cieszę się, że grają zawsze też The Great Escape, Real Tears For Sale też miło mi będzie usłyszeć. You'r Gone mi akurat nie przeszkadza ale zamiast Fantastic Place by mogli zagrać cokolwiek innego, fajniejszego o np Angeline z Marbles albo nowy Montreal
Brak The Invisible Man mnie martwi najbardziej ale napiszę maila do Hogartha żeby go zagrali. Serio. Może się uda a jak nie to trudno.
Na Ocean Cloud mimo jego wspaniałości bym nie liczyła chyba...już TiM jest jakoś taki bardziej pewny.
eeeeeeee tam cokolwiek zagrają to ja będę tak czy siak zadowolona. _________________ "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mistermasyl_

Dołączył: 01 Mar 2011 Posty: 114
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mistermasyl_

Dołączył: 01 Mar 2011 Posty: 114
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 3:48 pm Temat postu: |
|
|
Wracam po dwutygodniowej banicji na Słowacji a w tym czasie dzieje się wszystko co najważniejsze w światku Marillion. Generalnie płytę przesłuchałem ledwie raz, ale Gazę już z 5 i Sky Above The Rain ze 2. Absolutne high-lighty nie tyle płyty co całego muzycznego roku a i nawet dekady. I nie boję się już w tym momencie napisać:
Gaza to absolutne mistrzostwo świata. Tekst, muzyka, wokal ... solówka, klawisze, jest wszystko. Jest genialnie. Dawno ... bardzo dawno czułem takie emocje przy poznawaniu czegoś nowego. Ani Ocean Cloud, ani The Invisible Man mi tego nie dały. Nie ... póki co nie mówię, że są gorsze. Za mało razy przesłuchałem, ale nie zdziwię się jeśli za rok Gaza będzie w Top 5 albo nawet i 3. Geniusz. Dla mnie reszty płyty mogłoby nie być bo spełnili moje wszystkie oczekiwania tym jednym. A dodają jeszcze Sky Above The Rain zdystansowali z 80% swoich wcześniejszych płyt. Płyta (po pierwszym przesłuchaniu) jak każda inna Marillion - nierówna. Ale z takimi gigantami. Zdystansowali Happiness po 5 minutach Gazy. Jestem z nich dumny, a po informacjach, że na koncercie zagrają oba high-lighty .... mogę umierać zaraz po nich.
Następna recenzja za jakiś miesiąc  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Pią Wrz 14, 2012 4:46 pm Temat postu: |
|
|
Faktycznie być może album roku razem ze Swans, które też jeszcze nie całkiem ogarnięte ale obydwa mają niesamowity potencjał. I piszę to jako nie marillionista Choć nie zapeszajmy mimo wszystko. Głównie ze względu na te 2 kawałki: otwieracz i zamykacz. Dwaj kandydaci do numeru roku, szczególnie Gaza. Choć taki Montreal chyba potrzebuje czasu jeszcze i nie wiadomo czy to zaleta czy wada albumu.
W sumie te dwa plus Anathema i już wolę ten rok bardziej od tamtego bo tak jak z tamtego wracam do kilku kawałków, a do całych płyt rzadko (może Bush czy Waits częściej) tak w tym roku mam trzy perełki do słuchania w całości i na kolejne lata. _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pon Wrz 17, 2012 11:55 pm Temat postu: |
|
|
Moment od 10 minuty do jakiejś 14:30 to absolutnie top jakiejkolwiek muzyki jeśli oczywiście chodzi o Gazę. Pokażcie mi jeszcze kilka tytułów w których moment kulminacyjny trwa nieprzerwanie przez prawe 5 minut i przez ani moment nie schodzi poniżej pewnego niesamowitego poziomu. Nie wiem jak ale Gaza z marszu stała się absolutnym geniuszem muzycznym mimo iż zewsząd słyszę opinie, że "nie pamiętam ani sekundy po 20 przesłuchaniu". Ja się pytam jak? Toć Gaza oprócz dość ciężkiego tematu jest .... niesamowicie przyswajalna i ... oczywista. Co nie zmienia faktu, że to są najbardziej emocjonalne minuty jakie powstały w rocku od co najmniej 5 lat. Geniusz.
Dopowiem jeszcze że sky above the rain też nie zawodzi. Od mojego posta ostatniego nie słuchałem nic innego. To mi w zupełności wystarczy. 2 utwory z całej płyty a ja się nie mogę od nich uwolnić. Marillion jaki kocham najbardziej. Poważny i rozmarzony... Geniusz  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Czw Wrz 20, 2012 11:43 pm Temat postu: |
|
|
Czy ktokolwiek podejmie jakąkolwiek polemikę na temat nowej płyty? Ja wiem, że stosunkowo niedawno została wydana i że przyciąga wiele sprzeczności ze sobą, ale jednak może wartałoby? Nic więcej poza to co już napisałem, nie będę dodawać. Dlaczego? Bo ciągle jestem uwięziony w openerze i zamykaczu tej płyty. Nie do końca pamiętam jak leci cała reszta. W każdym razie ... setlista koncertów jest dla mnie w zupełności zadowalająca. Co prawda bisy mi się nie podobają, ale to co jest w pierwotnej wersji koncertu ... cudo. W ogóle niesamowita sprawa, że właściwie z dnia na dzień zacząłem zapominać o całej reszcie gigantów i moim jedynym marzeniem jest usłyszeć Gazę i Sky Above The Rain jako te, których po prostu nie znam i te, które na żywo mogą całkowicie zniszczyć.
Niby zawsze się czeka na ta kilkadziesiąt sekund solówki lub jakiegoś momentu w tekście ... dlatego tak bardzo "obawiam się" 5 minut całkowitego odlotu w Gazie. Chyba nie znam innego utworu (oprócz Ocean Cloud) który mimo swojej długości, właściwie przez cały jego okres trwania ma potencjał do tego, żeby go naprawdę odczuwać. Nie mogę się doczekać, po prostu nie mogę.  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
OberstPrymas

Dołączył: 24 Kwi 2010 Posty: 2830 Skąd: Świebodzice
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 12:01 am Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Czy ktokolwiek podejmie jakąkolwiek polemikę na temat nowej płyty? |
Na mnie proszę jeszcze poczekać. Nie mogę się skupić na słuchaniu całej płyty, bo chwilowo raczę się tylko jednym utworem - The Sky Above The Rain. Dawno nie miałem przyjemności z piosenką tak uroczą, ale jednocześnie smutną i skłaniającą do refleksji. Na dodatek wyczytałem, że jest to taka "nieoficjalna" kontynuacja Neverland. Także czad.
Reszta utworów na płycie też mi wskoczyła, ale na razie nie na tyle by coś głębszego pisać. Dodam jeszcze szybko, że tylko tytułowy i Invisible Ink nie doczekały się serduszka na Laście. Ale wszystko się może jeszcze zmienić. _________________ FAN KOBIAŁEK
GOŁA KASIA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 12:23 am Temat postu: |
|
|
ja sobie spisuję jakieś tam przemyślenia o płytce to może jutro (po kolejnym odsłuchu ;d) wrzucę. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 12:37 am Temat postu: |
|
|
Bożesz Ty mój. To nie musi być nic przemyślanego. Przecież i tak nikt poza nami nie czyta tego tematu
Zresztą co istotnego się ostatnio dowiedziałem. Można rzucić do wizji wszystkie 8 utworów i połowa ludzi się nie odnajdzie w tym. Nikomu się nie chce słuchać tej płyty. Dlaczego? Bo to nie Fish Dlatego też ... Marillion ... gubię się w tym co chcę napisać. Jest absolutnie anonimowy w światku rockowym. I nie wiem czy to zwykła ignorancja "bo to nie Fish", czy po prostu (przynajmniej w Gazie) zbyt trudna muzyka do ogarnięcia. A przecież jest wybitnie przyswajalna. Tzn. nie mówię w imieniu całej płyty bo oprócz tych dwóch o których mówią wszyscy, dość łatwe w odbiorze są Lucky Man i Power. Cała reszta ... nietykalna. Sam zresztą ich nie słucham bo nie wpadły za pierwszym razem i czekają ( w moim wypadku) na jakiś lepszy moment. W każdym razie ... powtórzę się raz jeszcze. Mogliby nagrać tylko Gazę i Sky Above The Rain i ja jestem absolutnie zadowolony. Cała reszta ... i na nią przyjdzie czas. Ba... będą momenty gdy będę je uwielbiać (bo to przecież Marillion) ale chyba nie będą to moje highlighty. Choć Montreala nie przekreślam. Raz przesłuchałem bez tekstu. To jednak trochę za mało nawet jak na nich ;p Matko ... ja chcę koncerty  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Xavi

Dołączył: 06 Wrz 2010 Posty: 2519
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 1:15 am Temat postu: |
|
|
W sumie słuchałem już tam 10 czy 15 razy całości (z tym, że do niektórych kawałków dużo częściej się wraca) i już mam mniej więcej obraz. W sumie nawet wyrobioną opinię.
Trochę się pospieszyłem chyba z tym albumem roku, choć na pewno czołówka, ale tylko ze względu na otwieracz i zamykacz. Bo te są genialne i powinny powalczyć o utwór roku, reszta jest bardzo nierówna. Oceniamy przecież płytę, a nie momenty na niej. Zresztą tak jak Gaza w końcówce jest kosmiczna i wspaniała to tak pierwsza część to takie Porki czy Tjatery w tej dobrej, ale nie najwyższej formie, w sensie cudów raczej nie ma Bo The Sky kupuję od początku do końca, z tym, że ta końcówa Gazy jednak daje jej prowadzenie
Reszta: bez szału. Znaczy tak: Power jest bardzo bardzo fajny, ale jednak porównując do niektórych kawałków tej długości sprzed kilku lat to tylko dobrze. Montreal jest też świetny, ale tak jak nie nudzi przez te 14 minut i sobie płynie milutko tak też nic nie 'wybuchło' we mnie poza przyjemnym mrowieniem (może mnie coś po prostu swędziało) parę razy.
No i masa takich tam, że niedługo zapomnę tytułów. O, Lucky Man jest wręcz rockerski i ok. Pozostałe to czaso-umilacze, ale stać ich na więcej. Zresztą w sumie tytułowy nawet mogę pochwalić jeszcze.
Oceny kawałków może? Bo ja wiem nudzę się a dopiero 1 w nocy.
1. Gaza 9/10
2. The Sky 9/10
3. Power 7+/10
4. Montreal 7/10
5. Reszta 5,6/10
Swans ich zjada w każdym bądź razie jak dla mnie <runs>
Dobra początek Gazy też rox jak teraz słucham, no ale tam bez przesady.
Tak w ogóle moment:
| Cytat: | Nothing's ever simple - that's for sure
There are grieving mothers on both sides of the wire
And everyone deserves a chance to feel the future just might be bright
But any way you look at it - whichever point of view
For us to have to live like this
It just ain’t right
It just ain’t right
It just ain’t right |
i następująca po tym solówka:  _________________ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anunaki

Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 1794 Skąd: Wrocław/Warszawa
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 12:34 pm Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | Czy ktokolwiek podejmie jakąkolwiek polemikę na temat nowej płyty? |
Moja recenzja zapewne nie przypadnie Ci do gustu . Upublicznię ją gdzieś za 2 tyg. najszybciej,bo obecnie mam milion razy ważniejszą rzecz na głowie. _________________ The World Is Full Of Kings And Queens.Who Blind Your Eyes,Then Steal Your Dreams |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mustapha91

Dołączył: 07 Lis 2009 Posty: 493 Skąd: Szczecin
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 12:39 pm Temat postu: |
|
|
Właściwie dopiero dwa dni temu się za to zabrałam, także opinia może się jeszcze wielokrotnie pozmieniać. Na razie mam spory problem z całościowymi odsłuchami, bo o ile w poszczególnych kawałkach widzę sporo potencjału, to pomiędzy nie wkradły się momenty zupełnie nijakie, które w żaden sposób nie przemawiają, a wręcz męczą.
Najwspanialej mienią się otwieracz oraz zamknięcie płyty, w pewnym sensie najbardziej oczywiste i pewne jako highlighty. Chociaż Gaza w pierwszym momencie mnie rozczarowała - po trailerze najbardziej oczekiwana, odmienna, ciężka, potrzebowała nieco więcej niż dwóch pośpiesznych przesłuchań po opublikowaniu - uważnie i na spokojnie zanalizowana pnie się coraz wyżej w ocenie. Co innego Sky: oczarowuje od pierwszych dźwięków, rozmarzone i, jak trafnie napisał Oberst, pełne ulotnego uroku, a przecież nieprawdopodobnie melancholijne. Montreal, dość podobne w charakterze, jeszcze do mnie nie dotarło. Wciąż nie brakuje fragmentów, w których moja uwaga umyka.
Jakby się dobrze zastanowić, to poza kolosami podeszły mi tylko kawałki poznane przed premierą, tj. Power i Lucky Man. Odmiennie od większości recenzentów, ten drugi bardziej, pomimo jego wtórności. Gitara do złudzenia przypomina Quarz, ogólny klimat przywodzi na myśl Asylum Satelite...
A setlisty? Znakomite. W dodatku wrócili do Voice! Jeżeli wyjazd na koncert się zakończy tak jak zwykle, to się chyba potnę  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 8:41 pm Temat postu: |
|
|
tak sobie od kilku dni spisywałem co myślę o tej płycie. takie tam luźne myśli, ni to recenzja ni podsumowanie.
Sounds That Can't Be Made
Czekałem na nią zarówno z niesamowitymi nadziejami jak i wielkimi obawami. Nadziejami bo po tym co zaprezentowali na Happiness można się było spodziewać kolejnej genialnej porcji muzyki. Z obawami bo przecież najlepszym się zdarzają wpadki, Marillion niestety ma tendencję do tworzenia dość często albumów nierównych. Debiut, Holidays, Afraid of Sunlight czy Somewhere Else, gdyby nieco nad nimi popracowali to IMO mogły być o wiele lepsze.
Najnowsze dziecko zespołu przypomina mi skrzyżowanie właśnie Afraid z Marbles. Z resztą nawiązania do tej drugiej w postaci trzech większych utworów rozstawionych w bliźniaczy sposób dostrzegłby i głuchy ślepiec, który jest ślepy i głuchy. I nie słyszy.
Jako, że zespół od razu zrezygnował z formy konceptu na rzecz zbioru utworów, to album wymagał by każda z piosenek była wystarczająco silna by się sama obronić. I to w zdecydowanej większości materiału (a jest go naprawdę sporo) słychać.
Zatem całość zaczyna się od 17 minutowego kolosa jakim jest Gaza. Bez zbędnego pierdolenia: tak zaawansowanego technicznie utworu nie nagrali od co najmniej 8 lat. A może i od Interior Lulu. Gdyby marillion kiedykolwiek miał grać metal to pewnie brzmiałby właśnie tak jak ten utwór. Marilliometal Utwór jest fantastyczny. Brutalna gra zespołu oddaje dramat opowiadanej historii. Tak jak zapowiadał H w materiale promującym album, jest dużo gniewu, dużo w nim smutku i mnóstwo piękna. Już samo rozpoczęcie z agresywnymi klawiszami Marka i ciężką gitarą Rothery’ego powala. Ten zespół tak ciężko, tak mocno nie grał jeszcze nigdy. Ale i tematyka nie była chyba nigdy tak poważna i aktualna jednocześnie. Z jednej strony takie sprecyzowanie tematu i nie danie słuchaczowi żadnej możliwości do własnej interpretacji może działać na minus. Tekst nieco traci przez to na uniwersalności. Jednak dzięki takiemu sposobowi poprowadzenia tematu, utwór zyskuje na sile rażenia. W innym wypadku nie wzbudziłby takiej burzy i dyskusji jakie rozgorzały w Internetach, o co H chodziło. Mimo, że temat przecież dość kontrowersyjny to Owca wywiązuje się po mistrzowsku nie osądzając żadnej ze stron i zwracając jedynie uwagę na tych, którzy najbardziej na konflikcie cierpią. Linijka
„There are grieving mothers on both sides of the wire”
Jest bardziej wymowna w tej kwestii niż cokolwiek innego. Natomiast to co dzieje się od 12 minuty gdy na chwilę zostaje jedynie duet H-Kelly by następnie całość została powtórzona na tle całego zespołu (to co gra Rothery w tym momencie to poezja), to jeden z najpiękniejszych momentów w ich historii. Ogólnie w muzyce w ostatnich kilkunastu latach.
Natomiast mówiona wprost kwestia „It just aint right” to jeden z najmagiczniejszych momentów w muzyce jakie znam. Następnie mamy złowrogie zwieńczenie całości. W ogóle mam wrażenie, że Gaza to taki utwór, który Wilson próbuje nagrać od dobrych kilku albumów.
Warto zaznaczyć, że tekst nie był pisany przy pomocy Wikipedii. H osobiście kontaktował się ludźmi po obu stronach konfliktu. Przypomina mi to zaangażowanie muzyków przy pisaniu Out of This World czy Ocean Cloud. Nie słyszałem by ktoś inny przykładał taką wagę do opowiadanych przez siebie historii.
Nie mogę doczekać się aż usłyszę to na żywo. Na rozpoczęcie koncertu, kilka metrów przed sceną w pierwszym rzędzie. Zmiażdży.
Dalej jest… dziwnie. Tytułowe Sounds That Can’t Be Made wyróżnia się przede wszystkim klawiszami i wokalami, które całkiem przebojowo się splatają, ale też nie jest to jakieś powalające osiągnięcie. Zwłaszcza po porażającej Gazie, kawałek początkowo nieco rozczarowuje. Dzięki bogu im trwa dłużej tym jest lepiej. Wszystkie zwolnienia są kapitalne, a już moment gdy klawisze powoli zaczynają narastać aż wtrąca się wspaniała partia Rothery’ego i porywający wokal H, to jeden z najlepszych momentów na płycie. Tylko mam wrażenie, że jakby ze środka wyciąć z minutę klawiszowego plumkania to utwór by jedynie zyskał.
I pytanie, jak interpretujecie tekst? Jedyne co mi przychodzi do głowy to tematyka poszukiwania weny podczas tworzenia muzyki.
Następnie absolutnie nijakie Pour My Love. To nawet nie jest zła piosenka tylko zupełnie niczym się nie wyróżnia. Ot tam sobie plumka, miły refren, miła melodia (której po wysłuchaniu nie da się zanucić), miłe solo. Miły kawałek, którego mogłoby nie być i nikt by się nie zorientował, że czegoś brakuje. Najciekawszą rzeczą odnośnie tej piosenki jest chyba fakt, że tekst należy do Helmera, który został odnaleziony po latach.
Power było znane od dawna jako kawałek promujący całą płytę i bez wątpienia najlepiej nadaje się do tego zadania. Silna, mocna piosenka, ze świetną melodią i kapitalnym refrenem. Natomiast zakończenie jest już nieprawdopodobne. Muzycznie to typowy Marillion. Utwór przypomina nieco Afraid of Sunlight. Jest tylko mroczniejsze, duszniejsze, bardziej intrygujące. I chyba lepsze. Przynajmniej mi się o wiele bardziej podoba od tytułowej kompozycji z 95.
/Edit-sredit. Nie no kurwa panieludzie, Power jest wspaniałe. Właśnie słucham sobie wersji live. Zakończenie to jedne z największych ciar na całej płycie. Moment od “But now you can't function awake or asleep” do końca utworu to brak słów. Przewspaniały, niesamowicie dramatyczny.
Moment - Life was sweet in the meteor-shower to jest to co kocham w muzyce. /
Dalej Montreal czyli chyba najdziwniejsza kompozycja na całej płycie. Trwa prawie kwadrans i ani przez chwilę nie nudzi. Początkowo nie łapało ale z czasem coraz więcej zyskuje, a teraz jest w moim top 3 płyty. Cudownie płynie. Jedyny zarzut to, że tekst brzmi nieco infantylnie.. albo może jak list z wakacji. Czym po części w sumie jest, bo zdaje się został wzięty z fragmentów pamiętnika H. Zakończenie (w sumie cała druga połowa ;d) jest wspaniała. Zwłaszcza od nawiązania do Cohena i Weekendów Marillion. A H śpiewający Je t'aime my darling jest absolutnie czarujący. Klimatycznie wpasowuje się w atmosferę Happiness sprzed 4 lat. Sam utwór jest raczej dość spokojny. Pozbawiony nagłych zwrotów, riffów czy fraz typu „Only meeeee and the seeeeaaa”, więc zapewne większość znudzi, ale mnie absolutnie urzekł i jest chyba najczęściej słuchaną kompozycją nawet. /w ogóle last mówi, że spędziłem 7 godzin przy tym kawałku ;d/
Invisible Ink to dla mnie zdecydowanie najsłabsza rzecz na płycie. Sam wstęp jest cudowny i szkoda, że na nim piosenka się nie skończyła. Byłby to cudny przerywnik-miniaturka, która dałaby wytchnienie na tym niezwykle długim albumie. Następna jej część nie jest ani jakaś zgrabna ani przebojowa. W ogóle mnie nie chwyta. Mogli sobie spokojnie darować. Na Marbles też były kawałki przebojowe, wchodzące radośnie w stylistykę pop-rocka ale takie Fantastic Place czy Don't Hurt to były jednak o wiele lepsze nagrania.
Lucky Man to trochę skrzyżowanie 3MB z One Fine Day i może Woke Up. Dobry rakenroll zagrany z niesamowitym luzem. Kapitalny Kelly i nie mniej porywająca gra Rothery’ego. Choć muszę powiedzieć, że wersja live bardziej mi się podobała. Ta z płyty jest niezła, ale troszkę zbyt sterylnie brzmi. Na koncercie ten kawałek niesamowicie płynął.
Chłopaki z Marillion przyzwyczaili, że na deser zostawiają to co mają zazwyczaj najlepsze. Tak samo jest tutaj. The Sky Above the Rain co prawda nie może się równać z bogactwem Gazy, ale jest chyba moim ulubionym numerem z płyty. Skojarzenia z Neverland są oczywiste, nawet jeśli utwory się sporo różnią. Odpowiednik z Marbles był o wiele bardziej naiwny z niemal dziecinną wizją miłości. Tutaj opowieść jest bardziej realistyczna. Bardzo też podoba mi się tytułowa metafora, którą można sobie interpretować na różne sposoby. Muzycznie bardzo powoli i spokojnie się rozwija. Prowadzona początkowo przez Kelly’ego z subtelnymi zagrywkami Grubego i świetnym tłem Pete’a i Iana cudnie płynie aż do wielkiego finału, który jest chyba najpiękniejszym momentem na całym albumie.
Rise up to that blue space above the clouds
Where troubles die
And tears dry
Nieprawdopodobna nadzieja bije z tych wersów.
Całościowo płyta prezentuje się IMO bardzo dobrze. Nie może się raczej równać z największymi osiągnięciami zespołu (Brave, Marbles, Happiness) ale im dłużej jej słucham tym bardziej mi się podoba. Myślę że spokojnie osiąga poziom Anoraka czy Seasons End. Bardzo cieszy powrót Rothery’ego, którego na poprzednim albumie zbyt wiele nie było (co w sumie było spowodowane tym, że na pierwszym planie był wysunięty H z Kellym). Jedyne zastrzeżenie jakie mam to do dwóch najkrótszych piosenek na płycie. Nijakie Pour My Love i gofrowate Invisible Ink. Gdyby te dwa kawałki wrzucić jako jakiś bonus do wydania specjalnego, albo coś w tym stylu i zabrać je z głównej płyty to album by jedynie zyskał. Bo tak to mamy 72 minuty grania, które nie utrzymują jednego poziomu (głównie imo przez te dwie piosenki właśnie).
Podsumowując. Płyta mocna, troszkę za długa i inna niż poprzednie. Ale ten zespół za każdym razem nagrywa coś nowego, jednocześnie pozostając w swoim stylu.
Porównując do największych osiągnięć zespołu IMO zasługuje na 8 / 10. Choć jak patrzę do jakich rzeczy ostatnimi czasy się fapuje i że wystarczy nagrać coś nudnego, wtórnego do bólu i nijak wymagającego zaangażowania (z obu stron) by trafić na szczyty list i podsumowań to mam ochotę dać te dwa punkty więcej. Co i tak zapewne wszyscy mają gdzieś, bo wątpię by ktokolwiek się jeszcze męczył czytaniem tych wypocin
Fani zespołu i tak pokochają Sounds. Natomiast ludzie zapatrzeni w czasy masywnego Szkota sprzed 30 lat zapewne znowu nie zostawią suchej nitki na tym albumie. Tak samo jak fani prog-metlaowych onanizmów, wyznawcy RYMa czy ludzie o „jakże-otwartym-umyśle”.
I bardzo dobrze. Bo to zespół dla tych, którzy od muzyki oczekują piękna, emocji i szczerości. A takich ludzi zdaje się nie ma zbyt wielu.
Kropka
Wybaczcie jeśli w marillioonanistycznym rozpędzie przekroczyłem granicę dobrego smaku w kilku miejscach  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
wasdfg7

Dołączył: 16 Paź 2005 Posty: 4279 Skąd: Dębica/Wrocław
|
Wysłany: Pią Wrz 21, 2012 10:10 pm Temat postu: |
|
|
Jakich ja czasów dożyłem, żeby NAR pisał niemalże rzeczowo i właściwie bez onanizmów To już nie jest ten sam człowiek ani ten sam temat  _________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Wrz 22, 2012 12:14 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | | bez onanizmów |
ROTFL
 _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anet

Dołączył: 20 Mar 2010 Posty: 762 Skąd: Leszno/ Wrocław
|
Wysłany: Sob Wrz 22, 2012 8:09 am Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: |
Dalej Montreal czyli chyba najdziwniejsza kompozycja na całej płycie. Trwa prawie kwadrans i ani przez chwilę nie nudzi. Początkowo nie łapało ale z czasem coraz więcej zyskuje, a teraz jest w moim top 3 płyty. Cudownie płynie. Jedyny zarzut to, że tekst brzmi nieco infantylnie.. albo może jak list z wakacji. Czym po części w sumie jest, bo zdaje się został wzięty z fragmentów pamiętnika H. Zakończenie (w sumie cała druga połowa ;d) jest wspaniała. Zwłaszcza od nawiązania do Cohena i Weekendów Marillion. A H śpiewający Je t'aime my darling jest absolutnie czarujący. Klimatycznie wpasowuje się w atmosferę Happiness sprzed 4 lat. Sam utwór jest raczej dość spokojny. Pozbawiony nagłych zwrotów, riffów czy fraz typu „Only meeeee and the seeeeaaa”, więc zapewne większość znudzi, ale mnie absolutnie urzekł i jest chyba najczęściej słuchaną kompozycją nawet. /w ogóle last mówi, że spędziłem 7 godzin przy tym kawałku ;d/
|
Nar dojrzał :*
Odniosę się tylko do Montrealu gdyż pamiętam jak na samym początku ja byłam zachwycona utworem a Jasiu nie. Dla mnie akurat top 2 płyty mimo, że utwór jest właśnie pozbawiony wszelkich momentów ciarogennych. Mimo tego i tak jest przepiękny. A słowa Je t'aime my darling śpiewane przez H śnią mi się po nocach.
Generalnie zgadzam się w 90% z Narem. Jako słabe momenty wymieniam te same utwory, jako top też. Jeszcze nie pałam zachwytem do Gazy (mimo że doceniam go pod względem kompozycji) ale cierpliwie czekam. Coś więcej napiszę na pewno ale to za jakieś 2 tygodnie. _________________ "O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Invisible Ink

Dołączył: 23 Wrz 2012 Posty: 5
|
Wysłany: Nie Wrz 23, 2012 11:56 am Temat postu: |
|
|
| wasdfg7 napisał: | Jakich ja czasów dożyłem, żeby NAR pisał niemalże rzeczowo i właściwie bez onanizmów To już nie jest ten sam człowiek ani ten sam temat  |
Oj tam oj tam... zwyczajnie dałem mu do przeczytania swoją recenzję na ArtRock.pl: http://artrock.pl/recenzje/52017/marillion_sounds_that_cant_be_made.html i "trochę" się zasugerował przy pisaniu swojej opinii. Aż mi się przypomniały czasy liceum, gdy się przepisywało na przerwach zadania domowe z zeszytów kolegów zmieniając nieco składnię, żeby się pani nie kapnęła.
Anyway, potraktujcie powyższy link jako mój głos w polemice, na którą w7 tak nalega. Bo przeklejać chyba nie ma sensu...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Nie Wrz 23, 2012 1:06 pm Temat postu: |
|
|
| Invisible Ink napisał: | | wasdfg7 napisał: | Jakich ja czasów dożyłem, żeby NAR pisał niemalże rzeczowo i właściwie bez onanizmów To już nie jest ten sam człowiek ani ten sam temat  |
Oj tam oj tam... zwyczajnie dałem mu do przeczytania swoją recenzję na ArtRock.pl: http://artrock.pl/recenzje/52017/marillion_sounds_that_cant_be_made.html i "trochę" się zasugerował przy pisaniu swojej opinii. Aż mi się przypomniały czasy liceum, gdy się przepisywało na przerwach zadania domowe z zeszytów kolegów zmieniając nieco składnię, żeby się pani nie kapnęła.
Anyway, potraktujcie powyższy link jako mój głos w polemice, na którą w7 tak nalega. Bo przeklejać chyba nie ma sensu...  |
No ja bym nawet nie powiedziała, że trochę :/ No ale cóż możemy powiedzieć, nie ma to jak wyrażanie swojej opinii  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
whoatemydinner

Dołączył: 02 Lip 2011 Posty: 1771 Skąd: Z Mornington Crescent.
|
Wysłany: Nie Wrz 23, 2012 1:44 pm Temat postu: |
|
|
Chciałem napisać długiego posta z moją opinią na temat albumu, ale pomimo 5 przesłuchań całości i większej ilości odsłuchań innych utworów nie jestem w stanie napisać niczego dłuższego.
Płyta jako całość jest OK. Nic więcej, nic mniej. Będę wracał do może 4 utworów ogółem, bo reszta nie zachwyca mnie praktycznie niczym. Te cztery utwory to:
Power - czy można było wybrać lepszy singiel z tego wydawnictwa? [Prawidłowa odpowiedź to nie. Jeśli odpowiedziałeś inaczej, nie znasz się i powinienieś/powinnaś czuć się źle.] Usłyszałem na YT początkowo i już od pierwszego odsłuchu wiedziałem, że to piękna rzecz jest. Chwytliwa melodia, ale klimat wyśmienity. Nie mamy do czynienia z poświęceniem dobroci muzycznej na rzecz przebojowości - tutaj te dwa światy zeszły się, jak w najlepszych singlach w historii muzyki, i stworzyły idealną syntezę. BTW, świetny utwór, żeby pokazać komuś piękno Marillionu z H na czele - udało mi się kolegę przekonać do zamówienia CD Crash Course dzięki tej piosence. Teraz mówi, że to świetna muzyka. Zajebistość.
Montreal - najlepszy utwór na płycie, zdecydowanie. Pięknie się ciągnie, melodia już za pierwszym odsłuchem praktycznie całkiem została mi w głowie. W ogóle nie przeszkadza mi brak większych "zwrotów akcji", dzikich zmian dynamiki. Uwielbiam w ten sam sposób, co uwielbiam Angelinę z Marbles. Chociaż tamten utwór jest bardzo zaspano-melancholijny (kocham radosne słowotwórstwo), a ten raczej... wydaje mi się sympatyczny. O, to jest dobre słowo. Nie wiem, dla mnie to każda sekunda bije taką przyjemną sympatią. Ogółem - tak, IMO ten utwór jest lepszy od Gazy, do której najwidoczniej nie dojrzałem jeszcze. Tam się dzieje bardzo dużo, ale spokojny, przyjemny dla ucha stoicyzm Montrealu zdecydowanie bardziej mi podpasował.
Gaza - na ale żeby nie było - Gazę jak najbardziej lubię również. Ale mnie trochę to 17 minut męczy jednak. Ale hej - Ocean Cloud też mnie początkowo męczyło, więc pewnie jeszcze coś się zmieni. Ogółem to bardzo dużo się tu dzieje, jak przystało na takie długie utwory i jest sporo momentów ciaro-gennych. Gdy pierwszy raz usłyszałem to się mocno zawiodłem, bo wszyscy pisali, że rewolucja, rewelacja i w ogóle. A mi się "jedynie" spodobało całkiem. I dalej pozostaję przy tym stanowisku. Jasne - tekst, wokal, gitara Rothery'ego... ale całościowo nie całkiem ogarniam. Zostawiam sobie na później do ogarnięcia, choć już nawet teraz moje nie-znające-się uszka słyszą tu potencjał na klasyka w katalogu piosenek zespołu.
Lucky Man - lubię proste, przyjemne rzeczy. A ten utwór taki właśnie jest. Power ma lepszy klimat, ale to też jet dla mnie rewelacja, szczególnie riff i organy. Kelly powinien częściej grać na organach, nawet, jeśli są syntetyczne. Właściwie słyszę w tym potencjał na singiel. Łatwo przyswajalne, może nie aż tak chwytliwe, ale myślę, że spokojnie by się większości słuchaczy spodobało już za pierwszym odsłuchem, jak to wyglądało u mnie. Może i leci po bardzo oklepanych schematach, ale genialnie się słucha. I fajne zakończenie. Lekki żal, że nie grają tego na koncertach... ale i tak nie jadę jednak na Marillion w tym roku, więc nie robi właściwie...
A The Sky... w ogóle nie chce wejść. Się uparło no. No trudno. Już wystarczająco wiele osób się tym zachwyca, mnie już tam nie trzeba.
Reszta jest, jak już powiedziałem, wielce średnia. Niech sobie leci, ale raczej uwagi zwrócić nie zwrócę. Może kiedyś.
Koniec postu. Już możecie mówić, że farmazony pierniczę.  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Wrz 23, 2012 2:33 pm Temat postu: |
|
|
och irminello ty jedna! ://
Ink, odpisałem na fb czemu się nie zgadzam z Tobą. Owy tekścik to moje przemyślenia. Jeżeli był twój wpływ na niego to bardziej wspólne rozmowy niż recka. A że mamy podobne spojrzenie na tę płytę... no cóż jedynie się cieszyć pozostaje.
ach te problemy życia w internecie.
Obiad. a zakończenie tytułowego? W sensie pierwsza część może być irytująca, ale ostatnie dwie minuty z narastającymi klawiszami, porywającym Grubym i epickim H to przecudo. ;d
A Gaza to zapewne swoją pełną moc dopiero na koncercie ujawni. przynajmniej to filmiki na yt zapowiadają ;p _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Invisible Ink

Dołączył: 23 Wrz 2012 Posty: 5
|
Wysłany: Nie Wrz 23, 2012 2:41 pm Temat postu: |
|
|
A po co komu marne jakościowo filmiki na yt, skoro jest już oficjalny zapis koncertu w Londynie?
http://allegro.pl/marillion-sounds-live-london-16-september-2012-i2642333340.html
Kulminacja Gazy na żywo wypadła po prostu obłędnie! A do tego jeszcze mocniej, niż na albumie, choć wydaje się to niemożliwe.
Co do mojego tekstu zaś - ja tam widzę wyraźny wpływ, ostatecznie własne słowa i opinie potrafię jeszcze rozpoznać. Nie tylko ja zresztą. Gdyby było inaczej, to bym się tu nie fatygował w ogóle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Nie Wrz 23, 2012 2:48 pm Temat postu: |
|
|
| NAR napisał: | | och irminello ty jedna! :// |
No co? Sorry, ale dla mnie ewidentnie jest to, że się "inspirowałeś" i to bardzo. Trochę to nie fair, nie uważasz? _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|