FAQFAQ
SzukajSzukaj
UżytkownicyUżytkownicy
GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj

Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna
Użytkownikami tego forum nie są wyłącznie (i w większości) członkowie Polskiego Fanklubu Queen, dlatego ogółu opinii prezentowanych na forum nie można traktować jako opinii Fanklubu, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru.
Polski Fanklub Queen

Czat.Queen.PL!
Marillionanizm [Warning: Massive Lolcontent Ahead]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 87, 88, 89  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 7:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cieszę się, że mogłem się podzielić tymi emocjami - nie tylko z Tobą, jak widzę. Wink I świetnie!

Zauważ, że od trasy Brave do Happiness minęło 14 lat, a głos Hogartha nie dość, że się nie starzeje, to zdaje się z każdym rokiem przybierać na głębi i sile... zwyczajnie nie mam słów na to, co on wyrabiał w tej Kolonii (TGE)! Shocked

A Skoro marzy Ci się cały Brave na żywo, to nie klikaj w poniższe linki... a już broń Boże nie kupuj tego nigdy:

1

2

3


Ja kupiłem. I nie żyję. Mr. Green
_________________


Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Czw Mar 04, 2010 7:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 7:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czyli, że co... jest szansa na Brave na żywo?
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 7:48 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ano, jest. Ostatni raz zagrali go w całej rozciągłości podczas jednego z wieczorów Marillion Weekend 2002 (trzeci link), a po olbrzymim sukcesie "brejwowych" kawałków na ostatnich trasach (Happiness oraz Less Is More) krążą plotki, że inicjatywa ma się powtórzyć na najbliższym zlocie... w końcu któż ją doceni bardziej, niż horda dedykowanych die-hard fanów? Wink W każdym razie jeśli tylko się uda, to oficjalne DVD masz jak w banku. Cool
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 8:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ale ja nie chcę na zlocie bo to nie w Polsce będzie. Bo trasa Brave w co... w 20 rocznicę? To za 4 lata... Nie mogliby sobie pomyśleć, że gdzieś tam jest fala nowych zgłodniałych fanów, którzy chcą znowu/dopiero usłyszeć to dzieło na żywo? Byłoby niesamowicie uczestniczyć w tym na żywo. A że marzenia się spełniają to ... wiadomo Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 12:12 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie chcę Cię martwić, lecz Marillion należy do artystów stawiających na progres. Nie wierzę w ich trasę zwierającą cały set Brave - po pierwsze to już było, album został już wypromowany w ten sposób 16 lat temu, po drugie - byłaby to jakaś tam forma kapitulacji artystycznej - to tak jakby nagle Porki wyruszyły w trasę składającą się jedynie ze Sky... pewnie, byłoby miło usłyszeć znów klasykę na żywo, ale mając w katalogu kilkanaście albumów bardzo ryzykowne jest ograniczanie się tylko do jednego, jednocześnie wyciągając dłoń po pieniądze. People would talk, you know... Po trzecie w końcu - musisz mieć na uwadze, że publiczność Marillion, jakkolwiek z definicji wysublimowana Wink nie składa się jedynie z wyznawców Brave, ba! znam wielu fanów Marillion, którym ten album "nie leży" - jest zbyt ciężkostrawny, pełen dziwnych dźwięków i niezrozumiałych słów... i oni na przykład wolą AOS, czy Holidays. Ale ich też zespół musi wysłuchać, ponieważ niestety stanowią większość - grając koncert nigdy nie jesteś w stanie zadowolić 100% publiczności, there's always one bitching... dlatego artysta chcąc-nie chcąc miesza setlistę, tak aby każdy znalazł coś dla siebie w ciągu tych dwóch godzin. Ja akurat wysłałem Tobie sekcję Mad-The Great Escape, lecz uwierz, że z takimi samymi wypiekami inny fan by Ci podrzucił Nothing Fills The Hole-Woke Up, a perspektywa wysłuchania godzinnej suity o jakiejś tam zgnębionej nastolatce byłaby dla niego katorgą i stratą czasu - bo przecież zamiast tego mogłyby popłynąć kejleje, lawendy i inne bjutifule, przy których i tupnąć, i klasnąć można i nikt Cię wzrokiem nie zamorduje.

Dlatego z mojej perspektywy IDEALNĄ okazją do zagrania tak trudnego kawałka muzyki, jak Brave jest doroczny konwent fanów, którzy po pierwsze nie przyjeżdżają tam z przypadku (byłby to bardzo kosztowny przypadek), po drugie mają (bardziej niż zwykle) wyrafinowany gust, a po trzecie zwyczajnie domagają się odegrania Brave większością głosów. Wink No i po czwarte - gdy masz do dyspozycji 3 noce grania pod rząd dla garstki wyznawców, którzy wybaczą wszystko, wówczas nie tylko możesz poświęcić jeden wieczór na tego wyczekiwanego Brejwa (tudzież This Strange Engine), ale też sięgnąć wstecz po jakieś takie Blind Curve (w tym momencie fani Fisha doznają ataku padaczki), tudzież w bok po "cudzesa" - ot, choćby Everybody Hurts (tuuliiiimyyyy) czy Toxic (hmm Britney w końcu dostała solo gitarowe w jakimś swoim kawałku). Cool I wszystko to w obrębie jednego eventu Exclamation Bo jest i czas na to, i atmosfera, i swoboda, której nie dają sztywne ramy regularnej trasy koncertowej, która - nie oszukujmy się - jest nastawiona na promocję produktu. Niekoniecznie tego sprzed 16 lat.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 6:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dlatego też stwierdziłem, że za późno się urodziłem lub za późno zainteresowałem się ich muzyką... właśnie ze względu na to, że nie ma większych szans na ten występ. Inna sprawa, że ten Marillion Weekend jest naprawdę kuszącą ofertą i o ile zwykły koncert to już jest jakieś wyzwanie finansowe, o tyle cały ten weekend jest przynajmniej na razie poza jakimkolwiek zasięgiem. Czytałem na polskim forum, o domniemanej organizacji tegoż w Polsce. Pomysł fenomenalny, zwłaszcza jak czytałem o znajomościach i o tym jakie kroki już poczynili organizatorzy. O ile 2011 jest już termin niemożliwy, o tyle 2013 lub 2015 jest szansa. Coś takiego to by było wydarzenie przez duże "W" i w takiej okoliczności wybrałbym się na pewno. Bo Marillion jako zjawisko muzyczne... mogę tylko porównywać do tych największych. Fenomen, który długo nie będzie miał naśladowcy godnego, o ile kiedykolwiek się taki pojawi. Także no. Każdy koncert Marillion bez wyjątku, to będzie dla mnie ogromne przeżycie i tylko czekam na możliwość. A kiedyś przy dobrym wietrze może nawet Marillion Weekend. Bo żyć wśród tych ludzi i co najważniejsze wśród samych muzyków.... prze świetna sprawa Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 7:22 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hmm na polski Mari Weekend mimo wszystko bym nie liczył w najbliższych latach - polski fanklub niestety mocno kuleje, w przeciwieństwie do fishowego The Company Poland, czego troszkę zazdroszczę wyznawcom drwala i tylko drwala.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Pią Mar 12, 2010 10:47 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Może bezpośrednio nie dotyka to Marillion ale chcę się podzielić. Mam nadzieję, że NAR mi wybaczy iż jego zasługi są przypisane do mojego posta. W ogóle go nie rozumiem, że jest takim egoistą i zechciał się tym podzielić tylko ze mną, za co mu serdecznie dziękuję :*

Ale mam pragnienie +1 do posta i właśnie go piszę. A że jest możliwość taka, iż ktoś dzięki temu doceni Hogartha albo się choć trochę zainteresuje. Nie wiem. Jedno z najbardziej subtelnych nagrań jakie podczas mojego życia przyszło mi usłyszeć. Ta prostota, same klawisze (zaprogramowane czy jak to tam idzie na fortepianino) i wokal. Kiedyś uważałem manierę Hogartha za coś strasznego. Dziś, to jest po prostu może nie ideał, ale jedna z tych najlepszych. Piękna, subtelna i osobista opowieść/ list. Ta cisza na widowni (jak ja chciałbym tam być), to skupienie, to wyciszenie i w ogóle pełne skupienie. I ten utwór. Każdy chyba go zna (cytując pewnego użytkownika... kto nie zna oryginału ten ssie) w wykonaniu Steve'a. Piękne po prostu. Mogłem tego posta pisać w Polecaczu i byłaby szansa, na to, że więcej dusz to usłyszy, ale jednak piszę tu. Niesamowite wykonanie. Słuchawki, noc, cisza... i niesamowity bagaż uczuć. Przepiękna sprawa i naprawdę każdemu bez wyjątku polecam to przesłuchać. Prze piękna wersja.

http://www.youtube.com/watch?v=tlslWjJJjB8
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
PieciaM



Dołączył: 08 Lis 2005
Posty: 247
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Sob Mar 13, 2010 8:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

U mnie następuje przełom - zaczynam słuchać pana H. Łatwo nie było, bo od małego wychowywany byłem na tym starym, dobrym Marillionie z lat 80. Ale pragnę stwierdzić dwie rzeczy:

- Season's End jest cudowne (ze szczególnym naciskiem na King of the sunset town, The uninvited guest i The space). Słucham godzinami.

- Holiday's in Eden już w żaden sposób do mnie nie trafia. Poza jakimiś wybranymi numerami (jak Sympathy). Generalnie dla mnie album łatwy, prosty i przyjemny.
_________________
"Today I settled all family business so don't tell me that you're innocent."
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Mar 14, 2010 12:57 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
W ogóle go nie rozumiem, że jest takim egoistą i zechciał się tym podzielić tylko ze mną, za co mu serdecznie dziękuję :*


Nar chciał się podzielić ale chciał troszkę poczekać aż lepiej pozna Marillion by przy okazji wypowiedzieć się na temat obydwu światów. Wink

A co do wykonania... magia. Totalna. Nie wiem czy nie dorównuje oryginałowi, może i nie bo tamta wersja miała swój niepowtarzalny klimat, ale to wykonanie jest prawdziwie fantastyczne.
A już fragment

And what can I tell you my brother, my killer
What can I possibly say?
I guess that I miss you, I guess I forgive you
I'm glad you stood in my way.

If you ever come by here, for Jane... or for me
Your enemy is sleeping, and his woman is free.
miażdży.
Jak on śpiewa to "or for me"... brak słów. Ileż on w to serca wkłada.

prawdziwie godna polecenia rzecz Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pon Mar 15, 2010 11:41 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
Niesamowite wykonanie. Słuchawki, noc, cisza... i niesamowity bagaż uczuć. Przepiękna sprawa i naprawdę każdemu bez wyjątku polecam to przesłuchać. Prze piękna wersja.

http://www.youtube.com/watch?v=tlslWjJJjB8


Prawdziwie ujmujący utwór, a wykonanie moim zdaniem ubarwione jeszcze większą dawką wzruszeń, niż oryginał Cohena... a real masterpiece.

Z tego samego koncertu (h Naked in the Chapel *, gdyby ktoś zachodził w głowę Wink) wyżej cenię jedynie Man Of The World - ponieważ wersja z jutjuba ma PASKUDNIE skompresowany dźwięk :/ postanowiłem zripować dla was ten kawałek z DVD, w przyzwoitej jakości: http://www.sendspace.com/file/66ono2 - posłuchajcie w skupieniu, zwracając baczną uwagę na tekst oraz subtelną artykulację Hogartha. Takimi właśnie aranżacjami częstował nas h w czerwcu ubiegłego roku, kiedy to gościł w naszym pięknym kraju dwukrotnie (Warszawa, Kraków) - zainteresowanych "jak było" odsyłam do relacji z obu szalenie intymnych koncertów (życzeń?):

Warszawa

Kraków

Obie relacje obfitują w ciekawostki Wink a co najważniejsze - w naturalny sposób pokazują z jakiego formatu Artystą mamy do czynienia.

Ach, ten rok 2009... 3 x Marillion w lutym, 2 x Hogarth w czerwcu... ja tak poproszę co rok! Cool


* a, się pochwalę: Cool

W tym miejscu chciałbym publicznie przesłać soczyste faki mym żółtym braciom za ich bleknące mazaki! Evil or Very Mad
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Wto Mar 16, 2010 10:56 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Trochę śmiesznie to wygląda, że ja Tobie, a Ty mi. No ale kółko wzajemnej adoracji na tym forum też jest potrzebne.

Dość jeszcze niedawno, ale chyba już po solowych koncertach H włączyło mi się, że przecież i na niego mogę jechać na koncert jeśli będzie taka możliwość, i że koncert czy to samego H czy Marillion to będzie coś wspaniałego. Tak myślę teraz. Jeszcze nawet kilka tygodni temu miałem myśli takie, że solowy H to po prostu nic ciekawego. Nie ma solówek Rother'ego, nie ma innych instrumentalistów więc po co ja tam. By wysłuchiwać fortepianu i nieznanych mi utworów. I po raz kolejny pragnę to powiedzieć. Ależ ja się myliłem. No więc oficjalnie.... jaka by to nie była szansa. Hogarth solo lub Marillion - po prostu muszę tam być.


I się jeszcze podzielę. Mam nową fazę na Marillion. W sensie, że poznaję nowe płyty kompletnie. W sensie, że o ile takie Radiation i Anarkophobia wcześniej były już mi znane. Ale między "znać" a znać jest różnica więc mam je ostro na tapecie. A oprócz jeszcze tych dwóch, dodatkowo jeszcze wałkuję This Strange Engine oraz Happiness is the Road. Pamiętam początki mojej drogi z M, to był właśnie okres w którym ta ostatnia wychodziła... więc przesłuchałem raz.... i chyba się na tym skończyło. I znów mój błąd. Może pozbawiona genialnych kompozycji ( choć moich nowych ulubionych tam nie brak ) ale jako całość trzyma niesamowicie wysoki poziom. I jest po prostu piękna. I z tych wszystkich wyżej wymienionych płyt jest chyba najlepsza. Nie znam jej jeszcze na wylot bo jest bardzo długa, ale .... no jest po prostu niesamowicie fajna, a radość z jej słuchania ogromna. No ale aby sobie ją przyswoić trzeba wiele samozaparcia. A potem już tylko się delektować pięknem. Nie pytam jakie następne z dwóch powodów.... jeszcze sporo czasu minie nim te mi przestaną wystarczać, a dwa, że po prostu wiele mi już tych płyt nie pozostało, a co za tym idzie zdam się już na siebie Wink


A Tobie już to Incubus pisałem. Ty wiesz, że Ci zazdroszczę? Razz


NAR napisał:

Nar chciał się podzielić ale chciał troszkę poczekać aż lepiej pozna Marillion by przy okazji wypowiedzieć się na temat obydwu światów. Wink

No to dawaj teraz. Lepiej wyglądają cząstkowe oceny/ opisy niż jedna wielka, którą tak czy tak możesz potem wpisać. Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 1:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
Trochę śmiesznie to wygląda, że ja Tobie, a Ty mi. No ale kółko wzajemnej adoracji na tym forum też jest potrzebne.


Znaczy żeby było jasne: ja adoruję Marillion. Wink I chętnie pogadam o tym zespole z każdym, kto choć po części czuje to co ja. Bo są zespoły, których się po prostu słucha i takie, które trzeba poczuć.

wasdfg7 napisał:
Jeszcze nawet kilka tygodni temu miałem myśli takie, że solowy H to po prostu nic ciekawego. Nie ma solówek Rother'ego, nie ma innych instrumentalistów więc po co ja tam. By wysłuchiwać fortepianu i nieznanych mi utworów. I po raz kolejny pragnę to powiedzieć. Ależ ja się myliłem. No więc oficjalnie.... jaka by to nie była szansa. Hogarth solo lub Marillion - po prostu muszę tam być.


Powinieneś. Niekoniecznie jako fan Marillion - również jako fan talentu Hogartha. Gość ma rzadko spotykaną dziś cechę - potrafi improwizować solowo. Oba wspomniane przeze mnie wyżej występy były w zasadzie koncertem życzeń - h z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie ułożył nawet setlisty na dany wieczór, a jedynie ma kilka "kół ratunkowych" w zanadrzu - gdyby okazało się, że publiczność nie ma propozycji. Oczywiście mieliśmy Wink a ja w zdumieniu obserwowałem następujące zjawisko: ktoś rzuca hasło - dajmy na to Famous Blue Raincoat, czy Games In Germany. Mijają trzy sekundy na ustalenie tonacji i h bezbłędnie adaptuje na fortepian utwór... z nieswojego repertuaru! Ok - myślę sobie - mógł przećwiczyć. Nieźle. Ale za moment ktoś dla żartu krzyczy You're Gone, h zatacza się ze śmiechu na zasadzie "facet, jak niby ja mam to..." po czym mijają kolejne 3 sekundy i zaczyna to grać!! Shocked Tak, na fortepianie! I kiedy wydawało się, że słyszałem już wszystko (po drodze były m. in. równie powalające aranżacje Afraid Of Sunlight czy Cover My Eyes), ktoś krzyknął o Drilling Holes... kolejne 3 sekundy i spłynąłem pod krzesło. He's a fuckin' genius! Tyle mam do powiedzenia.

A teraz mała dygresja: większość fanów Mari stara się na siłę określić swoją przynależność do obozu: Fish ALBO Hogarth... na zasadzie Gabriel vs. Collins vs. Wilson... co za bzdura! Jeśli jest się fanem ZESPOŁU (a więc kolektywu muzyków), nie należy ograniczać się jedynie do gościa stojącego za mikrofonem! Często słyszę (oraz czytam) opinie, jakoby Fish był "tym prawowitym" wokalistą Marillion - tym wyjątkowym i niepowtarzalnym... ok, poeta i wokalista z niego genialny (jak na drwala Laughing ), tylko chciałbym zauważyć, że niemal tak samo śpiewał Peter Gabriel Rolling Eyes częściej tylko miewał anginę. Laughing A niech ktoś mi pokaże wokalistę, który śpiewa podobnie do Hogartha...

...see? Smile

Z tą "prawowitością" Fisha też nie należy przesadzać - mówimy o 4 albumach versus 11. Owszem, w latach '80 ten rdzenny Marillion był szalenie potrzebny i doceniany jako ambitna opozycja dla new romantic i wyjątkowo udana (a przy tym żyjąca własnym życiem) inkarnacja Genesis, ale muzyka NAPRAWDĘ nie skończyła się w tamtej dekadzie! Wystarczy mieć otwarty umysł.

wasdfg7 napisał:
I się jeszcze podzielę. Mam nową fazę na Marillion. W sensie, że poznaję nowe płyty kompletnie. W sensie, że o ile takie Radiation i Anarkophobia wcześniej były już mi znane. Ale między "znać" a znać jest różnica więc mam je ostro na tapecie.


Tak jak mówisz - "znać" w sensie umieć zanucić refren, a "znać" w sensie ROZUMIEĆ to zupełnie różne pojęcia. Mi też kilka lat temu wydawało się, że znam Radiation... ale iluminacja nastąpiła w momencie, gdy dosłownie kilka miesięcy temu coś mnie "tknęło" podczas odsłuchu Cathedral Wall, wziąłem go na słuchawki chcąc usłyszeć lepiej ten szeptany niemal tekst... i oniemiałem. Wreszcie to, kurwa, poczułem! Very Happy Momentalnie poświęciłem całą swoją uwagę wszystkim zawartym na Radiation utworom... i jeszcze w ten sam wieczór dojrzałem do tego albumu - świadomie przeze mnie ignorowanego latami i bodaj najtrudniejszego w odbiorze z całego dorobku Mari. Bo Brave czy Script są trudne jak cholera, ale wchodzą lekko choćby za sprawą kultu - tak być musi i koniec. Wink Natomiast w przypadku Radiation czy Anoraka nie jest to takie oczywiste... one są po prostu trudne. Przy czym Anoraka uwielbiam od lat - za świeżość, genialne pomysły i poszukiwania tam, gdzie większość zespołów nie ma odwagi sięgnąć (vide: Quartz czy PRZEGENIALNE This Is The 21st Century!). Bo nie jest sztuką kisić się przez 20 lat we własnym sosie - sztuką jest wyznaczać nowe kierunki i być wzorem do naśladowania (np. przez Porki czy Riverside).

wasdfg7 napisał:
A oprócz jeszcze tych dwóch, dodatkowo jeszcze wałkuję This Strange Engine oraz Happiness is the Road. Pamiętam początki mojej drogi z M, to był właśnie okres w którym ta ostatnia wychodziła... więc przesłuchałem raz.... i chyba się na tym skończyło. I znów mój błąd. Może pozbawiona genialnych kompozycji ( choć moich nowych ulubionych tam nie brak ) ale jako całość trzyma niesamowicie wysoki poziom.


Khem, khem... a Essence to co, pies? A Marcepan (będący dla mnie takim Invisible Manem 2 Wink)? A tytułowy Happiness? A Asylum Satellite #1? No przecież to są wyznaczniki dekady, do cholery! Razz

wasdfg7 napisał:
A Tobie już to Incubus pisałem. Ty wiesz, że Ci zazdroszczę? Razz


Ale że o ssso chozzzi jakby? Very Happy Very Happy Very Happy
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 3:54 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Incubus napisał:

A teraz mała dygresja: większość fanów Mari stara się na siłę określić swoją przynależność do obozu: Fish ALBO Hogarth... (...) A niech ktoś mi pokaże wokalistę, który śpiewa podobnie do Hogartha...


Na tym forum jest popularne wyznanie jakoby Marillion = Fish. Sam zostałem tak nauczony przez lemura. W sensie, że się podniecałem kiedyś Misplaceed Childhood, i powiedziano mi (nie powiem, jak głupie to było) że Fish to był Bóg, a Hogarth (w skrócie myślowym) to jest nic. Na szczęście przejrzałem na oczy. I teraz poznając te kolejne płyty i odkrywając to co było zakryte (niedawno Radiation i Anarkophobia to były słabe, nudne płyty, podobnie Happiness is the Road) dochodzą powoli do wniosku, że o ile Marillion zaczął się na Fishu, o tyle ten bez niego sobie radzi CO NAJMNIEJ tak samo dobrze jak za 4 pierwszych płyt. Trochę inna stylistyka, zupełnie różni wokaliści, w sensie barwy głosu, w sensie twórczym. Można porównywać, że piszą świetne teksty, ale one się przynajmniej dla mnie różnią o lata świetlne.
Ale jakiś problemów nie mam, i nie czuję się źle w stosunku do Fisha, gdy słucham Hogartha i na odwrót. Był nieodłączną częścią, teraz nie jest. Życie toczy się dalej.


Incubus napisał:

wasdfg7 napisał:
I się jeszcze podzielę. Mam nową fazę na Marillion. W sensie, że poznaję nowe płyty kompletnie. W sensie, że o ile takie Radiation i Anarkophobia wcześniej były już mi znane. Ale między "znać" a znać jest różnica więc mam je ostro na tapecie.


Tak jak mówisz - "znać" w sensie umieć zanucić refren, a "znać" w sensie ROZUMIEĆ to zupełnie różne pojęcia. Mi też kilka lat temu wydawało się, że znam Radiation... ale iluminacja nastąpiła w momencie, gdy dosłownie kilka miesięcy temu coś mnie "tknęło" podczas odsłuchu Cathedral Wall, wziąłem go na słuchawki chcąc usłyszeć lepiej ten szeptany niemal tekst... i oniemiałem. Wreszcie to, kurwa, poczułem! Very Happy Momentalnie poświęciłem całą swoją uwagę wszystkim zawartym na Radiation utworom... i jeszcze w ten sam wieczór dojrzałem do tego albumu - świadomie przeze mnie ignorowanego latami i bodaj najtrudniejszego w odbiorze z całego dorobku Mari. Bo Brave czy Script są trudne jak cholera, ale wchodzą lekko choćby za sprawą kultu - tak być musi i koniec. Wink Natomiast w przypadku Radiation czy Anoraka nie jest to takie oczywiste... one są po prostu trudne.



A to chyba mogę wyróżnić znać; 'znać' oraz "znać" Laughing
Bo znać w sensie wiedzieć jaka nuta, jak teraz wokalista wchodzi, jaka solówka i generalnie znać utwór w ten sposób choć nie kompletnie. Wciąż się zaskakując czasem. Nie pamiętać jaka melodia kryje się pod jakim tytułem itd. 'znać' w sensie już totalnie na wylot, jaka solówka, co oznacza ten tytuł... znaczy się znając tytuł ja od razu w pamięci lecę jak to idzie i generalnie nie ma żadnych tajemnic. I to najważniejsze "znać" ... (z tymi apostrofami to na odwrót powinno być ;p ) czyli historia, słowa, jakie historie się kryją. Jak tak przelałem to co myślę na tego posta praktycznie nie widać różnic. A tak znać znać to jest coś niesamowitego... dopiero wtedy czuć na 100% płytę i móc sięnią w tych 100% zachwycać.
Jak to ująłeś. "W końcu to poczułem" ... to olśnienie, ten moment jest po prostu wart tych godzin podczas których jak głupi siedziałeś i słuchałeś nie do końca rozumiejąc czego słuchasz. I robiąc aluzję do Brave'a. Zastanawiam się czy ja już go rozumiem. Jeśli nie to przede mną najwspanialsza chwila mojego życia Wink

Incubus napisał:

wasdfg7 napisał:
Może pozbawiona genialnych kompozycji


Khem, khem... a Essence to co, pies? A Marcepan (będący dla mnie takim Invisible Manem 2 Wink)? A tytułowy Happiness? A Asylum Satellite #1? No przecież to są wyznaczniki dekady, do cholery! Razz



Są 2 możliwości. Albo wciąż mi brakuje przesłuchać i tego "dotyku Bożego" abym zrozumiał o co biega albo po prostu Marbles i wspomniane przez Ciebie TIM znaczą dla mnie o wiele za dużo. Skłaniam się na razie ku pierwszej opcji, bo ponieważ stosunkowo krótko znam tę płytę, a i mimo to uwielbiam już do niej wracać i słyszeć kolejne niuansiki, których wcześniej nie dostrzegałem. W skali jaką wyżej nakreśliłem, ja Radiation, Anarkophobie i HitR tylko znam. Bez apostrofów ani cytatów. Więc jestem na początku drogi Wink



Incubus napisał:

wasdfg7 napisał:
A Tobie już to Incubus pisałem. Ty wiesz, że Ci zazdroszczę? Razz


Ale że o ssso chozzzi jakby? Very Happy Very Happy Very Happy


O to, że tyle miałeś okazji już widzieć zarówno Marillion jak i samego Hogartha i nie zmarnowałeś tych okazji. No po prostu ... i jeszcze te autografy... agrhhhhh Razz



I notka dni ostatnich. W momencie zachwytu na solowym wykonaniem Hogartha - Famous Blue Raccount zacząłem poznawać Less is More. Pierwsze przesłuchanie. Bleeeeeeeeee. Słąbe, wtórne, bez pierd%^$#^ ani w ogóle nic ciekawego. Na szczęście Bogdan się uczy na swoich błędach. I takim oto sposobem był 2, 3 w tym momencie n-ty raz gdy tego słucham. Zupełnie od innej strony. Niektóre przeróbki gorsze(wiadomo), niektóre na równi... nie powiem, że jest jakaś lepsza przeróbka ale kilka rozwiązań, kilka dźwięków wręcz powala. I utwó dni ostatnich. It's not your fault. Do bólu piękny. Brak mi słów, ale po prostu mnie osobiście powala. Subtelny, cichy, wspaniały. No miecie.
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
EchO



Dołączył: 17 Maj 2005
Posty: 39
Skąd: W-wa

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 6:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To jeszcze nic potwierdzonego, ale... http://www.koncerty.charlotta.pl/festiwal.php
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 8:01 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
Na tym forum jest popularne wyznanie jakoby Marillion = Fish.


Wiem. Ale już ja to zmienię! Laughing

wasdfg7 napisał:
Sam zostałem tak nauczony przez lemura. W sensie, że się podniecałem kiedyś Misplaceed Childhood, i powiedziano mi (nie powiem, jak głupie to było) że Fish to był Bóg, a Hogarth (w skrócie myślowym) to jest nic. Na szczęście przejrzałem na oczy.


A tam, pieprzyć lemura! Misplaced oczywiście polecić każdemu należy, ale już pozostała część tej wypowiedzi to zwyczajna muzyczna niewiedza, żeby nie powiedzieć ignorancja. Aby coś krytykować, wypada to poznać. Niestety.

wasdfg7 napisał:
I teraz poznając te kolejne płyty i odkrywając to co było zakryte (niedawno Radiation i Anarkophobia to były słabe, nudne płyty, podobnie Happiness is the Road) dochodzą powoli do wniosku, że o ile Marillion zaczął się na Fishu, o tyle ten bez niego sobie radzi CO NAJMNIEJ tak samo dobrze jak za 4 pierwszych płyt.


Dobrze gada, dolać mu! Smile Ostatecznie niespełna 30 lat doświadczenia robi swoje, utwory sprzed lat grane dziś na żywo wypadają JESZCZE lepiej (a przecież oryginały to klasyka "nie do ruszenia") - wystarczy posłuchać co wyrabia Rothery w solo z Blind Curve (tak, tak!) podczas ostatniego wieczoru Marillion Weekend 2007, aby wszystko stało się jasne. Cool

wasdfg7 napisał:
Trochę inna stylistyka, zupełnie różni wokaliści, w sensie barwy głosu, w sensie twórczym. Można porównywać, że piszą świetne teksty, ale one się przynajmniej dla mnie różnią o lata świetlne.


A na czyją korzyść, że tak zapytam? Wink Bo powiem Ci szczerze, że chcąc stopniować jakość tekstu Fugazi vs. This Strange Engine musiałbym chyba wziąć tygodniowe L4... rozstrzygnięcie "czyje słowa są lepsze" zwyczajnie mnie przerasta, a przecież nie tak dawno oba teksty tłumaczyłem dla swej Ukochanej (:*). Na pewno jednak mogę stwierdzić, że Fish NIE jest lepszym autorem tekstów, tak samo jak NIE jest lepszym wokalistą, niż h - to dwa zupełnie różne światy! Wiele razy to mówiłem, lecz powtórzę jeszcze raz: zasadnicza różnica między twórczością Fisha i Hogartha jest taka, że pierwszy pobudza intelekt, a drugi trafia prosto w serce. Nie da się zaprzeczyć, że obecny Marillion jest zdecydowanie bardziej uczuciowy, ciepły. Bliższy zwyczajnym ludziom i ich codziennym problemom. Lecz przy tym nie pozbawiony poezji. I z pewnością rozpoznawalny z własnego stylu - dziś nikt już nie śmie im zarzucić cytowania Genesis - obecnie to Marillion się cytuje! Cool

OK, stopniowanie "znać" zostawię może w spokoju - najważniejsze, że obaj wiemy o co chodzi. Wink


wasdfg7 napisał:
I robiąc aluzję do Brave'a. Zastanawiam się czy ja już go rozumiem. Jeśli nie to przede mną najwspanialsza chwila mojego życia Wink


Wiem, wiem, siedzę nad tym esejem dla Ciebie, nawet nieźle mi idzie. Smile

wasdfg7 napisał:
Są 2 możliwości. Albo wciąż mi brakuje przesłuchać i tego "dotyku Bożego" abym zrozumiał o co biega albo po prostu Marbles i wspomniane przez Ciebie TIM znaczą dla mnie o wiele za dużo. Skłaniam się na razie ku pierwszej opcji, bo ponieważ stosunkowo krótko znam tę płytę, a i mimo to uwielbiam już do niej wracać i słyszeć kolejne niuansiki, których wcześniej nie dostrzegałem. W skali jaką wyżej nakreśliłem, ja Radiation, Anarkophobie i HitR tylko znam. Bez apostrofów ani cytatów. Więc jestem na początku drogi Wink


...bo happiness IS the road! Smile Na dobry początek drogi polecam recenzję HITR na artrocku: http://www.artrock.pl/recenzje_sc.php?id=2218. Kto zna artrocka ten wie, że niezmiernie rzadko ichniejsi redaktorzy wystawiają dychy. Ale też nieczęsto pojawia się TAKI album... Cool

I żeby było jasne - TIM to dla mnie jedno z najwspanialszych, najbardziej monumentalnych dzieł Marillion - nie śmiem go nawet nazwać utworem. Sama tematyka i idea (hmm "kto tu kogo nawiedza" Wink) zasługuje na najwyższe wyróżnienie - a nawet ekranizację! Idea Ja w każdym razie spędziłem przy TIM niejeden wieczór na zadumie... sheltering in doorways of Poznań. Wink

wasdfg7 napisał:
O to, że tyle miałeś okazji już widzieć zarówno Marillion jak i samego Hogartha i nie zmarnowałeś tych okazji. No po prostu ... i jeszcze te autografy... agrhhhhh Razz


A tam autografy - byś zdjęcia zobaczył! Twisted Evil

wasdfg7 napisał:
I notka dni ostatnich. W momencie zachwytu na solowym wykonaniem Hogartha - Famous Blue Raccount zacząłem poznawać Less is More.


Famous Blue... what? Razz

No ale do rzeczy - moja opinia na temat tego albumu nie jest jednoznaczna. Choćby dlatego, że nie jest to pełnoprawny album w dyskografii zespołu, lecz raczej pewien rodzaj sentymentalnej podróży dla muzyków - oni sami traktują go jako próbę wyrażenia dawnych myśli w diametralnie inny sposób. Przy okazji była to wspaniała okazja na wypróbowanie nowych, zupełnie egzotycznych instrumentów, których nazwy niekiedy ciężko wymówić - polecam w tym miejscu koncert z Oberhausen z tejże trasy - można paść ze śmiechu słuchając humorystycznych zapowiedzi utworów. Laughing Nie do przebicia w skali całej trasy LIM jest również setlista - jedyny raz zagrali Ocean Cloud w pełnej wersji akustycznej, co dla mnie oznacza mniej więcej orgazm. Wink No i nie mam słów na to, co Rothery wyrabia pod koniec Quartz - jego solo nie ma końca! Very Happy

No i fakt: It's Not Your Fault - słodkie. Smile To jedyna nowa kompozycja na albumie. Ogólnie jednak...

In plus:

- Wrapped Up In Time - tak to powinno brzmieć od razu! Subtelne i piękne do granic
- Out Of This World - ok, brakuje solówki Grubego, ale ten aksamitny, ciepły wokal...
- Hard As Love - MEGAciekawe!
- Quartz - chyba najlepszy przykład na to, że muzyka Marillion ŻYJE! Niemal nie do poznania, lecz nadal wielkie!
- The Space - znana już doskonale z wcześniejszych koncertów blues-przeróbka, nie tak epicka jak oryginał, lecz bardzo, bardzo sympatyczna Smile

In minus:

- If My Heart Were A Ball - bez pierdolnięcia już drażni, przynajmniej mnie
- Interior Lulu - nie wypada tego tak skracać. Po prostu nie wypada.

No i szczere wyrazy dla Iana - za powściągliwość na całym albumie! Cool

EchO napisał:
To jeszcze nic potwierdzonego, ale... http://www.koncerty.charlotta.pl/festiwal.php


Ale bardzo prawdopodobne. Smile No i zostałem uprzedzony z niusem, psiakość! Rolling Eyes
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 8:35 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Incubus napisał:

A na czyją korzyść, że tak zapytam? Wink


Strasznie trudno mi rozstrzygać. Pisałem w topie Marillion, że Fish to albumy (bardzo generalizuje) na jedno kopyto, natomiast Hogarth to zupełnie co innego. Co album to zupełnie inaczej. I wtedy pisałęm, że Hogarth miał albumów kompletnych chyba 2. Cofam te słowa, bo każdy album jest kompletny (z tych które znam) w co najmniej takim samym stopniu jak te z Fishem. I strasznie trudno rozstrzygnąć co jest lepsze... ale w tym momencie się chyba skłaniam ku Hogarthowi. No po prostu. Mniej Rother'ego, ale jak już wchodzi to jest nieziemsko. No i wciąż nie znam wszystkiego. Jak poznam to wrócę na pewno do tej kwesti Wink

Incubus napisał:

I żeby było jasne - TIM to dla mnie jedno z najwspanialszych, najbardziej monumentalnych dzieł Marillion - nie śmiem go nawet nazwać utworem.

No i jak Ty mi porównujesz do tego dzieła utwory z HITR to zaczynam się poważnie zastanawiać nad poświęceniem jeszcze więcej czasu tej płycie. Jak mnie ma czekać takie oświecenie, takie emocje jak przy słuchaniu TIM to ja jestem ZA!!!



Incubus napisał:

wasdfg7 napisał:
O to, że tyle miałeś okazji już widzieć zarówno Marillion jak i samego Hogartha i nie zmarnowałeś tych okazji. No po prostu ... i jeszcze te autografy... agrhhhhh Razz


A tam autografy - byś zdjęcia zobaczył! Twisted Evil



Mad Arrow Wink

Incubus napisał:

Famous Blue... what? Razz

Raincoat

Zjechała mi ręka Razz

I Słupsk? Daleko Razz Ale to w razie czego nie problem. Jak najbardziej za Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
lemur
Moderator


Dołączył: 13 Maj 2005
Posty: 5251
Skąd: z Komitetu Centralnego

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 10:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fish is God

Poza tym, qrwa, nigdy nie twierdziłem, że Hogarth to jest nic
_________________
Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010

Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Sro Mar 17, 2010 11:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jak zaznaczyłem... "w skrócie myślowym". Oczywiście, że nie użyłeś takich słów, i nie atakuję Cię ani nic. Tylko po prostu patrząc chociażby na Twoją opinię o tu zaraz nade mną. Ja tam o Hogarcie nic nie widzę. I nie ma co ukrywać, że stosunek do Hogartha masz co najmniej chłodny. Prawda? Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 12:25 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hogarth>Fish tyle w temacie Wink

No dobra, Fish jest świetny, ale nie ma chyba ani jednego utworu na poziomie Space, Neverland czy Invisible Man Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 10:17 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAR napisał:
Hogarth>Fish tyle w temacie Wink

No dobra, Fish jest świetny, ale nie ma chyba ani jednego utworu na poziomie Space, Neverland czy Invisible Man Wink


Aż tak jednoznacznie jednak bym chyba jeszcze w tym momencie nie ocenił. She Chameleon, Incubus, White Russian, Warm Wet Circles, Blind Curve, Script for Jester's Tear, Chelsea Monday, Forgotten Sons.
Nawet nie próbuję porównywać bo i jeden i drugi mieli niesamowity wpływ na twórczość Marillion. Jak przyjdzie co do czego (vide top 10 Marillion) to nie idzie tego poukładać w jakąś spójną i logiczną całość. TIM u mnie na 10 m-scu... Wtedy pewnie jeszcze nie do końca go "znałem" Razz co nie zmienia faktu, że strasznie trudny wybór. I aż tak jednoznacznie nie popieram jeszcze Hogartha. Choć jak pisałem wyżej... powoli to on jest tym jedynym wokalistą, a Fish to tylko taka przygrywka.
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 12:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No już nie przesadzajmy z tą przygrywką! Fish po prostu mniej zdziałał i tyle. Tak jak wspomniałem - nie ma sensu porównywać obu światów, przecież można słuchać i starego, i nowego, prawda? Rolling Eyes

A jeśli "fanom" nie podoba się nowe, to znaczy że nie są fanami Marillion, lecz Fisha - w tym przypadku polecam jego twórczość solową... którą paradoksalnie mało który z nich zna. Laughing

Warto natomiast przyjąć do wiadomości następujący fakt: od 1989 roku do dnia dzisiejszego wokalistą Marillion jest Steve Hogarth, nikt inny. A Fish to po prostu ex-członek zespołu, tak samo jak Mick Pointer. Genialny czy nie genialny - od kilku dekad nie ma go w szeregach Marillion i koniec. Natomiast ignorowanie Hogartha w składzie zespołu jest tak samo niedorzeczne, jak negowanie Iana tylko dlatego, że kiedyś tam za bębnami siedział Mick.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 2:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
[Aż tak jednoznacznie jednak bym chyba jeszcze w tym momencie nie ocenił. She Chameleon, Incubus, White Russian, Warm Wet Circles, Blind Curve, Script for Jester's Tear, Chelsea Monday, Forgotten Sons.


no może tak...
całej płyty z H jakoś jeszcze nie jestem w stanie połknąć i przetrawić i tutaj zdecydowaniu u mnie wygrywa Fish z MC czy Fugazi. Ale jeżeli mówimy o poszczególnych utworach to H IMHO zjada wszysto od Ryby. Ok Script jest nieziemskie, Blind Curve magiczne, Chelsea Monday, końcówka Forgotten Sons (TA gitara...) czy inne Jigsaw, wszystkie są piękne i naprawdę wpsaniałe i u większości innych zespołów każdy kawałek na takim poziomie byłby na luzie w top 3, ale czymże one są przy Space czy Neverlandzie? Wink
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 4:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No niby prawda Incubus (co do tej przygrywki to przesadziłem, przyznaję), ale od porównań nie można uciec zwłaszcza, że to jeden zespół i jedna pozycja na której Hogarth zastąpił Fisha. Ten przez te 4 płyty już wypromował niejako Marillion, więc i od jego następcy się dużo oczekiwało o ile w ogóle dopuszczało się do myśli, że ktoś może Rybę zastąpić.
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 4:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
No niby prawda Incubus (co do tej przygrywki to przesadziłem, przyznaję), ale od porównań nie można uciec zwłaszcza, że to jeden zespół i jedna pozycja na której Hogarth zastąpił Fisha. Ten przez te 4 płyty już wypromował niejako Marillion, więc i od jego następcy się dużo oczekiwało o ile w ogóle dopuszczało się do myśli, że ktoś może Rybę zastąpić.


No właśnie nie dopuszczało się - zauważ co się działo w mediach mniej więcej do Afraid Of Sunlight - trwała zmowa milczenia na temat jakichkolwiek nowych wydawnictw Marillion, tak jakby "za karę" że zespół wypełnia kontrakt EMI z jakimś innym gościem... Confused Nawet ś.p. Beksiński odważył się skrytykować bezpodstawnie Seasons End w momencie premiery (choć album w niczym nie ustępuje Clutching At Straws), za co po latach bił się w pierś! Ot, taka moda była wówczas, być może tkwił w tym jakiś ukryty żal do muzyków że się nie rozpadli, zawiść że mają czelność trwać dalej w tym co potrafią robić najlepiej... nie wiem i mam to gdzieś. Szkoda tylko, że te durne opinie zasłyszane gdzieś tam 20 lat temu brzęczą echem do dziś - najczęściej powtarzane przez totalnych laików, którzy nie mają absolutnie nic do powiedzenia na temat Marillion, poza tym że "to już nie to samo". Confused

A czy Fish wypromował Marillion? Medialnie, wizerunkowo być może tak - jego charyzma jest wszak legendarna... natomiast muzycznie - z całą pewnością NIE. Zauważ, że autorem MUZYKI na wszystkich albumach Marillion jest kolektyw, zaś Dick zawsze jest tylko jednym z nazwisk. Owszem, pisał (genialne!) teksty, lecz kompozycje z pewnością nie są jedynie jego udziałem. Zresztą - Fish miał (i nadal ma) spore problemy z promowaniem samego siebie - jego gwiazda bez Marillion straciła medialny blask, kolejne wytwórnie zrywały z nim współpracę, a jego własne (Dick Bros., Chocolate Frog) kolejno upadały. Dlatego nie jestem przekonany co do jego zdolności promowania całych zespołów.
_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 7:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Incubus napisał:

Nawet ś.p. Beksiński odważył się skrytykować bezpodstawnie Seasons End w momencie premiery (choć album w niczym nie ustępuje Clutching At Straws), za co po latach bił się w pierś!

masz jakiegoś linka czy coś? Znaczy do tego "bicia się w pierś". Bo to, że krytykował "nowy" Marillion to samn czytałem. Pisał bodajże wokal Hogartha jest nijaki, a kompozycje nie te co dawniej, chociaż gdyby (Wink) śpiewał je Fish to zyskałyby o niebo na tym.
Więc jestem ciekaw bo w tamtej opini strasznie zjechał H i spółkę. A był to jego chyba jeden z ulubionych zespołów.

I co z tym rakiem Fisha czy co on miał? Podobno miał przez to zawiesić karierę czy coś? Wyszedł z tego?
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wasdfg7



Dołączył: 16 Paź 2005
Posty: 4279
Skąd: Dębica/Wrocław

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 9:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A jaki Beksiński miał stosunek do załóżmy Brave'a?


I tu można zobaczyć mniej wiecej to samo co się działo w Queen, co się działo w mniejszym stopniu w Pink Floyd./


Jeśli chodzi o Queen czy ktoś sobie w ogóle wyobraża istnienia "nowego" Queen. Gdyby BM, RT i JD wzięli jakiegoś wokalistę z niebytu i go zatrudnili do roli wokalisty. Średnio to widzę. A to na co chciałem zwrócić uwagę to fakt, że bez Queen Freddie też średnio istniał na rynku muzycznym. Owszem jakiś singiel wydał i generalnie wydawać by się mogło, że ma powodzenie. Ale do szerokiej publiczności nigdy nie trafił. Ewentualnie jego śmierć to zmieniła. I to samo w Pink Floyd. Ten poradził sobie bez Rogera Watersa ale na zasadzie, że zatrudnili tylko basistę, nie wokalistę. Tyle dobrze, że taki ruch poczynili, bo różnie by się to mogło skończyć. Ale znów na to co chciałbym zwrócić uwagę. Waters solo jest zupełnie nieznany szerokiej że tak to nazwę publiczności. No po prostu markę jaką sobie wypromował, to był Pink Floyd i nic więcej. Więc podobnie z Fishem. Stworzyli zespół, który jako całość grał coś niesamowitego. Rozbity na pojedyncze pierwiastki nie przedstawiał już takiej wartości i na pewno można było mierzyć sukces Fisha w skali kilkukrotnie niższej. Toteż określanie prawdziwej wartości Fisha poprzez pryzmat solowej twórczości jest moim zdaniem trochę naciągany, gdyż żaden z wielkich, w solowych dokonaniach nie zdziałał niczego wielkiego. Więc czemu mielibyśmy wymagać tego od Fisha. No. Mam nadzieję, że moją myśl przekazałem. Wink
_________________

MARILLION - BRAVE
The true soul of Queen band is lost...
______________________________
I've Been Blessed By God
Yet I Feel Forsaken
All To Me Was Given
Now It's Finally Taken
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Mar 18, 2010 11:59 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

wasdfg7 napisał:
gdyż żaden z wielkich, w solowych dokonaniach nie zdziałał niczego wielkiego. Więc czemu mielibyśmy wymagać tego od Fisha. No. Mam nadzieję, że moją myśl przekazałem. Wink

no wiesz w Genesis zdaje się to co drugi odniósł sukces i to całkiem niemały w solo Wink
I co jak co, ale Queen bez Freddiego sobie nie wyobrażam. Smile Po prostu Q to była mieszanka całej czwórki. I tak jakby odszedł Mercury dla mnie byłoby chyba równoznaczne z odejściem Deacona czy Maya.
Znaczy no wiadomo jakby Mercury powiedzmy odszedł tam w 84 to za wiele do gadania bym nie mógł i tereaz mógłbym to jedynie zaakceptować. Ale... no to jest właśnie jedna z tych rzeczy któwre cenie w Queen i to bardzo. Że był to zespół eee z pełnouprawnieniem Wink
I bez Mercuryego czy Taylora nie byłoby go. Tak jak Zeppów nie mogło być bez Bonzo, albo z Beatlesami
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Incubus



Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 1386
Skąd: Poznań

PostWysłany: Pią Mar 19, 2010 11:08 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

NAR napisał:
Incubus napisał:

Nawet ś.p. Beksiński odważył się skrytykować bezpodstawnie Seasons End w momencie premiery (choć album w niczym nie ustępuje Clutching At Straws), za co po latach bił się w pierś!

masz jakiegoś linka czy coś? Znaczy do tego "bicia się w pierś". Bo to, że krytykował "nowy" Marillion to samn czytałem. Pisał bodajże wokal Hogartha jest nijaki, a kompozycje nie te co dawniej, chociaż gdyby (Wink) śpiewał je Fish to zyskałyby o niebo na tym.
Więc jestem ciekaw bo w tamtej opini strasznie zjechał H i spółkę. A był to jego chyba jeden z ulubionych zespołów.


Wiesz, z linkami będzie o tyle trudno, że Beksiński pisał felietony dla magazynu Tylko Rock (obecnie Teraz Rock), które aktualnie krążą raczej w wersji papierowej... jednak czytając jego "Opowieści z krypty" (okolice 1998 roku) można zaobserwować zmianę poglądu o 180° - zachwytów nad Brave czy This Strange Engine nie starał się ukryć ani trochę. Natomiast początkową krytykę Seasons End można mu wybaczyć, ponieważ w 1989 roku dla każdego dziennikarza muzycznego ten album był ogromnym szokiem, zjawiskiem którego nie sposób zaakceptować, nawet jeśli coś tam się na płycie podoba. A przecież nie miało prawa się podobać bez Fisha! Padały wówczas bardzo ostre słowa pod adresem Hogartha (i to akurat mam w formie linku). "Brakuje mu oryginalności", "takich wokalistów jest bardzo wielu" - heh, dziś chce mi się śmiać i prawdę mówiąc uśmiecham się ironicznie czytając te słowa - pisane z perspektywy roku 1990, kiedy to nie było ani Brave, ani AOS, TSE, ani tym bardziej Marbles! Powyższe słowa Beksiński pisał niejako w afekcie, nie mogąc pogodzić się z odejściem z Marillion poety o krwawiącym sercu, z którym zawsze i wszędzie się utożsamiał. Biedny. W tym kontekście każdy wokalista byłby zły i niedopuszczalny, a co dopiero jakiś młodzik nie wiadomo skąd...

...którego przyjęcie do zespołu po latach okazało się strzałem w 10! Ale to trzeba było trochę pożyć, aby się o tym przekonać. Cool RIP poor soul.

NAR napisał:
I co z tym rakiem Fisha czy co on miał? Podobno miał przez to zawiesić karierę czy coś? Wyszedł z tego?


To nie był żaden rak tylko cysta krtani. Diagnoza zapadła wkrótce po ostatnim koncercie Fisha na trasie 13th Star (w Poznaniu! Very Happy). Szczegóły znajdziesz tutaj, w liście od samego Wuja.

NAR napisał:
wasdfg7 napisał:
gdyż żaden z wielkich, w solowych dokonaniach nie zdziałał niczego wielkiego. Więc czemu mielibyśmy wymagać tego od Fisha. No. Mam nadzieję, że moją myśl przekazałem. Wink

no wiesz w Genesis zdaje się to co drugi odniósł sukces i to całkiem niemały w solo Wink


Dokładnie to samo miałem napisać na przykładzie Genesis właśnie.

wasdfg7 napisał:
A to na co chciałem zwrócić uwagę to fakt, że bez Queen Freddie też średnio istniał na rynku muzycznym. Owszem jakiś singiel wydał i generalnie wydawać by się mogło, że ma powodzenie. Ale do szerokiej publiczności nigdy nie trafił.


Robert Plant też radzi sobie całkiem nieźle, prawda? Ozzy Osbourne też osiągnął spory sukces. Przykładów dla równowagi można namnożyć przynajmniej tyle samo, stąd teza z Freddiem nie do końca mnie przekonuje - w jego przypadku chodzi przecież o coś innego, jego solowa muzyka z założenia miała być prostsza (żeby nie powiedzieć prymitywna), pozbawiona jakichkolwiek ambitnych tekstów, stawiająca przede wszystkim na chwytliwy rytm i melodię. Taka odskocznia od Queen, projekcik na boku - bo przecież Freddie w żadnym momencie z Queen nie odszedł (nie licząc zgonu). Wink Na pewno zauważasz różnicę.
_________________


Ostatnio zmieniony przez Incubus dnia Pią Mar 19, 2010 11:24 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
NAR



Dołączył: 06 Lut 2008
Posty: 5778
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Mar 19, 2010 11:16 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czytając "Opowieści..." miałem wrażenie, że Beksiński zachowuje się trochę jak rozkapryszone dziecko. Ale biorąc pod uwagę, że by ł fanem Marillionu od tak dawna, a tu nagle jego wizytówka rezygnuje z gry z zespołem to też nie można się dziwić, że chciał "dopiec" Hogarthowi Wink

W każdym razie dobrze słyszeć to o Fishu.
_________________
oł je oł je oł je.

Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.


LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum.Queen.PL (tylko do odczytu) Strona Główna -> Another World Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 87, 88, 89  Następny
Strona 6 z 89

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group. Dopracował: Piotr^ Kaczmarek