| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
Wysłany: Wto Lip 27, 2010 9:00 pm Temat postu: |
|
|
Kolejna piątka.
35. Rolling Stones
Klasyka rocka, nie? Poza tym, choć wciąż nie znam ich jakoś zajebiście dobrze i nie angażuję się specjalnie w to poznawanie, to jednak uwielbiam samo ich brzmienie - rozpoznawalne od pierwszych dźwięków dowolnego ich kawałka. Za to oryginalne, tak charakterystycznie bluesowe brzmienie cenię ich szczególnie.
34. Procol Harum
Rock taki raczej "półprogresywny", bo szczerze mówiąc, moim zdaniem przypisywanie ich nurtowi progresywnemu to trochę przesada. Choć można z pewnością zaobserwować pewne skoki w kierunku progresji. Mój ulubiony album: A Salty Dog - dla mnie absolutna magia. Przede wszystkim, dużo melancholii i romantyzmu, ale takiego na poziomie, bez przesadnego wpadania w nudne schematy. Takie "Too much between us" - kto słyszał coś podobnego...
33. Caravan
Wybitni reprezentanci sceny Canterbury, aczkolwiek jedno z bardziej komercyjnych ogniw tego nurtu. Łączą jazzowe brzmienie z pewną popową lekkością. Nie ma w tym jednak nic irytującego, bo zestawiają te gatunki w sposób bardzo wyważony. Ulubiony krążek: If I Could Do It All Over Again.
32. Guns'n'Roses
No po prostu personifikacja hard rocka. I jest to o tyle fenomen, że faktyczną działalność rozpoczęli w latach osiemdziesiątych, gdy taki klasyczny rock poważnie podupadał. A znalazł się świetny tradycyjnie brzmiący zespół, który w dodatku zdobył popularność. Co jeszcze czyni ten band niezwykłym - ich dyskografia jest naprawdę niezbyt obszerna, a utworów-klasyków i wielkich przebojów są w niej całe masy, więcej niż w przypadku wielu legendarnych zespołów o znacznie bardziej rozbudowanym dorobku albumowym.
31. Wishbone Ash
Znam tylko dwa albumy - Argus i Pilgrimage - ale z pewnością wkrótce, albo po prostu kiedyś, poznam więcej, bo prezentują według mnie szalenie wysoki poziom. Do tej pory nie poznałem zbyt wielkiej części ich twórczości głównie ze względu na to, że ciągle rzucam się na coś nowego. Ale "Valediction" to jedna z najbardziej baśniowych ballad w muzyce rockowej, jakie znam. Kolejne ulubione utwory, to np. "Time was", czy "Sometime world". _________________ 2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black |
|
| Powrót do góry |
|
 |
montreux

Dołączył: 23 Lip 2010 Posty: 28
|
Wysłany: Sro Lip 28, 2010 7:49 pm Temat postu: |
|
|
Queen oraz Deep Purple. _________________
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 5:44 pm Temat postu: |
|
|
30. Rush
Znam praktycznie tylko z czterech albumów: 2112, A Farewell to Kings, Permanent Waves i Moving Pictures. Ale tak naprawdę dobrze, to znam te dwa pierwsze albumy i, jako mocniejsze, bardziej rockowe, mocniej przypadają mi do gustu. Świetny, ostry wokal, mało słyszałem aż do tego stopnia hard rockowych głosów. Do tego podobają mi się dość ciekawe linie melodyczne, które nie sposób szczególnie szybko wyeksploatować. Nie są bardzo chwytliwe i łatwo zapamiętywalne, ale dzięki temu dłużej można ich słuchać z zaciekawieniem, przez długi czas pozostają świeże. Co do tej chwytliwości, to akurat jest parę wyjątków - takie np. "Tears", swoją drogą piękne.
29. Jefferson Airplane
Zespół znany wszem i wobec, który swoją karierę rozwijał przede wszystkim w latach sześćdziesiątych. Unikalne, psychodeliczno-folkujące brzmienie, niecodzienny głos wokalistki, który od strony tej niecodzienności daje się poznać tak naprawdę dopiero na albumie Long John Silver. Poza tym, kapitalne, czyste chórki. Potrafią stworzyć brawurowy klimat wyciszenia, nostalgii.
28. Focus
Kapela przeładowanych energią wirtuozów, w tym szalonego klawiszowca i flecisty, Thijsa van Leera, o przewrotnym wokalu, który daje znać o sobie przede wszystkim w najsłynniejszym kawałku Focusa - żarcie muzycznym "Hocus Pocus". Zespół jednak głównie instrumentalny, o niepowtarzalnej dynamice, ale często też szlachetnych, pięknych kompozycjach - tu wskazuję przede wszystkim numery z Focus III.
27. Amon Duul II
A to bardzo interesujące zjawisko muzyczne - duża niemiecka komuna hippisowska, która pod nazwą Amon Duul zbiorowo nagrywała płyty muzyczne. Nazwa Amon Duul II dotyczy węższej grupy ludzi z tej komuny, którzy zajmowali się muzyką trochę profesjonalniej. Ich twórczość ma charakter psychodeliczny, a także eksperymentalny, co jednoznacznie kwalifikuje ich płyty do krautrocka. Nade wszystko polecam album Yeti - dziwny, magiczny, różnorodny i trwający półtorej godziny - jak na 1970 r., dosyć rzadkie.
26. Renaissance
Stary brytyjski progresywny zespół, syntetyzujący rock z muzyką klasyczną. Czyste, piękne brzmienie, tak samo głos wokalistki Annie Haslam. Ich jeden utwór ("Mother Russia") pojawił się nawet w bodajże pierwszej edycji naszej Queenwizji Ambitne kompozycje, aranżacje, ale zarazem bardzo dużo chwytliwych motywów ma na koncie Renaissance. To już jeden z takich zespołów, na które miałem naprawdę poważną fazę  _________________ 2009 edo bentley continental gt speed 2006 edo volkswagen touareg red black |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nathalie

Dołączył: 19 Mar 2010 Posty: 428 Skąd: Z krainy Ozz...
|
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 10:04 pm Temat postu: |
|
|
A na liscie moich ulubionych zespolow, tak, jak sie zreszta spodziewalam, zaszly powazne zmiany. Na dzien dzisiejszy:
1. Quiet Riot
2. Black Sabbath / Ozzy solo
3. The Beatles
4. Queen _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
AveQueen

Dołączył: 06 Lis 2008 Posty: 523 Skąd: xtr
|
Wysłany: Pon Sie 30, 2010 1:46 pm Temat postu: |
|
|
to by było coś takiego:
1. The Doors
2. Pink Floyd
3. Kult
4. Dizzy Gillespie
5. Dead Can Dance
6. 13th Floor Elevators
7. Queen
8. Joy Division
9. Charlie Parker _________________ WWW.MEALKISDIANA.BLOOG.PL
Ostatnio zmieniony przez AveQueen dnia Pią Gru 17, 2010 6:22 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
punkadiddle
Dołączył: 26 Lis 2008 Posty: 1123
|
Wysłany: Pon Sie 30, 2010 2:41 pm Temat postu: |
|
|
Bla bla.
Ostatnio zmieniony przez punkadiddle dnia Wto Lis 08, 2011 11:43 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bona

Dołączył: 15 Wrz 2010 Posty: 49
|
Wysłany: Pią Wrz 24, 2010 5:57 pm Temat postu: |
|
|
Moja przygoda z rockiem zaczęła się chyba od Guns N' Roses gdzieś na początku tego roku. Właśnie przez GNR zainteresowałam się Queen i zaczęłam zgłębiać muzykę tych zespołów jednocześnie.
Przedemną jeszcze wiele zespołów do odkrycia ale obecnie lista ulubionych wygląda tak:
Queen, Guns N' Roses - ex aequo miejsce pierwsze.
Led Zeppelin
The Beatles
A potem juz kolejnośc dowolna: The Rolling Stones, Def Leppard, Elton John, Black Sabbath, Aerosmith, The Who, Bruce Springsteen, U2, Bob Dylan, Velvet Revolver, Bon Jovi, Phill Collins.
A tak poza powyższym gatunkiem: Paktofonika  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Pią Wrz 24, 2010 6:00 pm Temat postu: |
|
|
| Bona napisał: | | Moja przygoda z rockiem zaczęła się chyba od Guns N' Roses gdzieś na początku tego roku. Właśnie przez GNR zainteresowałam się Queen i zaczęłam zgłębiać muzykę tych zespołów jednocześnie. |
Tak bym się chciał spytać z ciekawości - jaki konkretnie związek dostrzegłaś pomiędzy tymi dwoma zespołami, że właśnie przez GnR zainteresowałaś się Królową?  _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho |
|
| Powrót do góry |
|
 |
zinger menu

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 396 Skąd: dzikie kraje
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bona

Dołączył: 15 Wrz 2010 Posty: 49
|
Wysłany: Pią Wrz 24, 2010 6:13 pm Temat postu: |
|
|
A no tak się zastanawiałam czy ktoś o to spyta A więc pierwszy koncert Queen, który oglądałam to był koncert w hołdzie Freddiemu. Oglądałam go ze względu na występ GNR. Wtedy już znałam część piosenek Queen, ale po tym koncercie zainteresowałam się tym zespołem bardziej i postanowiłam obejrzeć jakiś koncert jeszcze zagrany z Freddiem. Później zabrałam się za dyskografię
A i faktycznie jeszcze SASS śpiewane czasem przez Axla, które też bardzo mi się spodobało. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nathalie

Dołączył: 19 Mar 2010 Posty: 428 Skąd: Z krainy Ozz...
|
Wysłany: Sob Paź 30, 2010 7:35 pm Temat postu: |
|
|
1. Quiet Riot
2. Dio/Ozzy
3. Black Sabbath
4. The Beatles
5. Queen _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
goat

Dołączył: 17 Sie 2010 Posty: 141 Skąd: sławno
|
Wysłany: Nie Paź 31, 2010 1:35 pm Temat postu: |
|
|
| heh... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Agata

Dołączył: 14 Mar 2010 Posty: 95 Skąd: Rzeszów / Krzemienica
|
Wysłany: Sro Lis 10, 2010 6:33 pm Temat postu: |
|
|
Absolutny nr. 1 to u mnie Queen. Za co - nie będę pisać, bo bym wszystkich zanudziła banalnymi sprawami.
2. System of a down - naleciałość z podstawówki, z której całkiem niedawno odeszłam. Obecnie nie potrafiłabym tak wciągać ich muzyki, bo byli dość chaotyczni. Malakian napisał bardzo, bardzo mało solówek. Za to wszystko nadrabiała perkusja, więc wszystko jest OK.
3. Megadeth - wiem, że to dość niestandardowo woleć Megadeth od Metalliki, ale dźwięki wydawane przez Ellefsona na basie są dla mnie ważniejsze od Metalicznej perkusji Ulricha. Lubię za teksty, melodie, wspaniałe riffy i solówki. Gitarzystów zawsze mieli świetnych (nie mówiąc o Dave'ie Mustaine'ie).
4. Metallica - może to dlatego, że lubię ten cały thrash. Kocham za głębokie dźwięki, za solówki z pierwszej płyty. Bardzo mnie wciągają jak włączę jakąkolwiek ich płytę.
5. The Rasmus - zabawne, jak potrafię się przywiązać do takiego nijakiego zespołu. To jest też naleciałość z podstawówki. 2 pierwsze płyty - jedynie interesujące muzycznie i takie naturalne. Teraz to nie jest ta wesoła muzyka w stylu funky niestety.
Dalej umieściłabym Muse, ale praktycznie ich już nie słucham. Pamiętam jak przeczytałam jakąś wypowiedź Rogera Taylora o nich i mnie zainteresował po prostu tym. Teraz mnie raczej średnio zachwycają. Ciekawym zespołem jest wg mnie Maximum the hormone. Japoński metal w ciekawym, wesołym wykonaniu. Z thrashu lubię posłuchać jeszcze Slayer'a od czasu do czasu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Lis 10, 2010 7:13 pm Temat postu: |
|
|
| Agata napisał: | | Malakian napisał bardzo, bardzo mało solówek. |
Dzięki Bogu. Chociaż z drugiej strony jak już jakąś napisał, to była dobra. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Agata

Dołączył: 14 Mar 2010 Posty: 95 Skąd: Rzeszów / Krzemienica
|
Wysłany: Sro Lis 10, 2010 9:03 pm Temat postu: |
|
|
| kater napisał: | | Dzięki Bogu. Chociaż z drugiej strony jak już jakąś napisał, to była dobra. |
Później na koncertach to dziwinie wyglądło jak te solówki grał. Zwłaszcza do Psycho... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Lis 10, 2010 9:27 pm Temat postu: |
|
|
akurat Psycho wychodziło przezajebiście IMO. Znaczy ta jedna wersja, którą znam z live.
A że dziwnie... no kaman przecież to system  _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 3:02 am Temat postu: |
|
|
Ogarnęła mnie niesamowita niechęć do robienia czegokolwiek z sensem, więc zrobiłem to, co jest niejako symbolem bezsensu, czyli top20 ulubionych zespołów na dzień dzisiejszy. Kilka głębokich refleksji na wstępie: 1. to fajne, że w porównaniu z wcześniejszymi wpisami poznałem naprawdę sporo dobrej muzyki i nawet miałem z czego wybierać tę drugą dziesiątkę; 2. to jeszcze fajniejsze, że stara miłość nie rdzewieje i nadal królują Flojdzi, Toole i Systemy; 3. dziwna sprawa z zespołami praktycznie albo zupełnie jednej płyty (Slint, Television, Jeff Buckley) - wymieniać czy nie wymieniać; 4. BOŻE JESTEM CORAZ STARSZY.
0. Shakira - loca loca loca. Nie wiedziałem co z nia zrobić, bo trudno dawać do top20 piosenkarkę, którą kocha się właściwie za wszystko (głos, twarz, taniec, ciało, pupa, ogólna wspaniałość, etc.) z wyjątkiem repertuaru, więc dałem tutaj, żeby udać, że jestem dowcipny. A btw, przed chwilą trafiłem na Jona Bon Jovi na YT i w sumie jego też mógłbym tu dać z tego samego powodu (czyli - no muzyka to żadna, ale z łóżka bym go nie wyrzucił), jednakże i bez tego ta lista będzie mocno gejowska, więc zapomnijcie, że to napisałem.
1. Pink Floyd + solowe, chociaż już dawno nie słuchałem. Czasem mnie weźmie ochota na Broken China albo Radio KAOS, ale to tyle. Na tym, żeby znowu walnąć ich na 1. miejsce zaważyły dwa czynniki: 1. Echoes 2. powiedzieć, że Radiohead to Twój ulubiony zespół to trochę wstyd. Poza tym jest oczywiście DSOTM i WYWH, zwłaszcza ten pierwszy, do którego trzeba DOJRZEĆ. Kocham też okres barretowy, postbarrettowy, protowatersowy, nitowatersowynitogilmourowy, etc. Nawet jedną książkę o Flojdach PRAWIE przeczytałem, a to coś znaczy, jeśli na co dzień czyta się tylko Internet. Najmniej lubię to, co się działo po Animals, czyli rozbicie dzielnicowe na watersiarzy i gilmorystów, przy zupełnym zniknięciu Wrighta. Co nie zmienia faktu, ze The Final Cut przy całym swym zawodzeniu to piękna płyta, a Division Bell - urocze nawiązanie do najlepszego okresu zespołu.
2. Radiohead, bo aż 4 (!) płyty zawsze biorę pod uwagę, jak wymyślam top10. Potem i tak tam trafia tylko Ok Computer, ale co się namyślę to moje. Poza tym Ci ludzie napisali od cholery najpiękniejszych melodii jakich słyszałem w życiu, przekonali mnie do jazzu, techno i popu. Właściwie dzięki nim wylazłem z miotania się między progrockiem a metalem, więc jestem im wdzięczny.
3. Dead Can Dance + solowa Lisa, bo to o nią tak naprawdę chodzi. Brendan też ma momenty, że dupa się jeży i włosy marszczą, ale ta babka została przysłana z nieba. Nie ma innej opcji. Spleen&Ideal i Within The Realm... to są dzieła, na które Fenderkowego caps locka nie starczy. O, jak się mnie pytano czy z czegoś nie potrafię żartować, to chyba DCD byłoby najbardziej adekwatnym tematem. Jestem świadom, że mój stosunek do tej muzyki zahacza o fanatyzm i gdy o nim piszę, brzmię bardziej idiotycznie niż kiedykolwiek indziej.
4. Tool + wszystko, gdzie udziala się Maynard, czyli A Perfect Circle i Puscifer, a także Lusk - jednorazowy projekt byłego basisty, który z Toolem nie ma kompletnie nic wspólnego. O Lateralusie i Aenimie napisałem więcej, niż bym chciał, więc już się zamknę. Miałem dłuższą przerwę, ale jedno odkurzenie dyskografii mi wystarczyło, żeby sobie przypomnieć jak brzmi mój ulubiony metal. Ciekawe ile lat jeszcze będziemy czekać na następną płytę.
5. System Of A Down + solowe (mimo wszystko) - pewne rzeczy się nie zmieniają: debiut nadal jest najzabawniejszą płytą ever i wątpię, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. Raczej na pewno nie za sprawą Serja i Darona, którzy najwyraźniej postanowili się ścigać, kto nagra większy badziew. Do niedawna Daron prowadził, ale ostatnio Serj zmiażdżył przeciwnika. I nie tylko jego, jestem pewien, że po wydaniu Imperfect Harmonies nawet Hannah Montana poczuła się zagrożona na swym disnejowskim tronie. Moment, niech sobie przypomnę, dlaczego są na 5. miejscu... A, no jeszcze nie tak dawno (6 lat prawie, kurwa, jestem stary!) nagrali Mezmerize i Hypnotize, więc wciąż nie tracę nadziei.
6. Saxon Shore - dziwne, że to jest tak słabo znane. Może tylko na mnie tak działają. Ale ja mam skrzywioną percepcję, jeśli chodzi o muzykę - np. nigdy bym nie wpadł, że kawałki Lady Gagi mogą być hitami, a wszyscy mi mówią, że co jak co, ale to jest dosyć oczywiste. Może dlatego nigdy nie wygrywam QueenWizji. Co by tu mądrego jeszcze napisać. Kluczowe słowo to energia chyba - jedna płyta wystarczy na cały dzień właściwie, żeby oddychać swobodnie i nie bać się sił piekielnych. I nie chodzi tu o jakiś hard rock i szybkie riffy - to taka energia, która wypełnia całe Twoje ciało i zmieniasz się w wielkiego kolorowego scjentologa.
7. King Crimson - Fripp by chyba wygrał u mnie, gdyby zrobić konkurs na całe dyskografię, nie biorąc pod uwagę poszczególnych płyt. Bo to jest zaiste imponujące - nagrywać przez tyle lat, mieć na koncie tyle przeróżnych rzeczy i właściwie każda jedna jest zajebista. Jedyne co mi trochę ich obniża w tym żenującym rankingu to brak takich płyt jak DSOTM czy Ok Computer, które by mną zawładnęły od początku do końca. Zdecydowanie preferuję poszczególne utwory, ale za to jakie: Starless, Easy Money, Fracture, Schizofrenik, Lizard, Walking On Air, Power To Believe II, I Have A Dream... Właściwie tylko kolorowa trylogia to słabszy okres, ale i tak, jak to mawia mój forumowy idol, jeśli pomyśleć co się wtedy działo z niektórymi zespołami, to zupełnie inny poziom.
8. The Velvet Underground + solowy Lou Reed - właściwie nie wiem co bardziej. Wiadomo, ze płyta z bananem albo s/t to są klasyki nad klasykami i więcej tam eksperymentów niż w niejednym progrocku. Ale z drugiej strony - no, Lou to mistrz jest po prostu, co tu dużo gadać. Żeby tak fałszować i być w tym tak zajebistym to może najwyżej Kuba Sienkiewicz potrafi. Zresztą puśćcie sobie Perfect Day w wersji z Pavarottim i spróbujcie nie kochać tego zdezorientowanego faceta.
9. Marillion - za dwie rzeczy: Misplaced Childhood i Marbles. Dochodze do wniosku, że klasyczne Marillion z Fishem i to obecne z Hogarthem to dwa różne zespoły. Ale zarówno oba wcielenia, jak i obaj wokaliści są genialni. Nie będę więcej pisał, żeby nie poczuć się jak Marillionanista. Powiem tylko, że gdybym teraz ich nie odkrył to chyba bym całkiem stracił wiarę w prog. I ciągle pną się w górę. Żebym tylko się w Inkubusa nie zmienił.
10. Blur - początkowy okres jest zbyt popiasty nawet jak dla mnie. A wtedy osiągali chyba największe sukcesy. Ależ ja jestem alternatywny. Lubię pare rzeczy z Great Escape i Parklife, ale dla mnie ten zespół zaczyna grać z sensem dopiero na self titled. Wog'le ta płyta rox zwłaszcza teraz, bo kojarzy mi się z latem. No a 13 i Think Tank to dzieła na poziomie najlepszych Radiowyjców także tego. Psychodeliczne, klimatyczne, eksperymentalne, sralne i w dodatku chwytliwe.
11. Nick Cave & The Bad Seeds - nie ogarniam jeszcze całej dyskografii, ale co mi się trafi płyta tudzież YT to jestem zachwycony. Poza tym tam jest Blixa. No i to obecnie chyba jedyny wykonawca (obok Hoggyego), na którego koncert nawet bym ruszył dupę, gdybym miał pieniądze.
12. Elektryczne Gitary - Sienkiewicz to jest taki nasz tutejszy Lou Reed. Szkoda, że potem już był przerost treści nad - i tak zawsze przecież prostą - muzyką. Ale pierwsze płyty, no i te z czasów obu części Kilera to klasyka. Jeśli komuś się to nie podoba to jest chujowy na maksa. Wystarczy puścić Ja mam szczęście, żeby banan zawitał na licu.
13. Sigur Rós - głównie tu chodzi o wiadomą płytę o bełkotliwym tytule na A. Ale nawiasy przecież też są przepiękne, debiut bardzo klimatyczny, a później mnóstwo soundtracku do Muminków. Musiałem ich wymienić choćby z tego względu.
14. Neurosis + ta płyta nagrana z Jarboe, która jest chyba córką Szatana. Przede wszystkim za Souls at Zero, ale na pozostałych płytach też jest parę kopiących dupę rzeczy. Najbardziej ZŁA muzyka, jaką znam. Znakomita większość tych black/deathmetalowych popierdółek to przy tym black/deathmetalowe popierdółki.
15. Slowdive - a to dokładne przeciwieństwo - sami aniołowie i anielice, dużo puchu, poranków, światła, przestrzeni, snów i innych sympatycznych rzeczy, do których aż chce się przytulić. Plus jedna z najpiękniejszych piosenek, jakie znam, czyli Sing.
16. Spiritualized + Spacemen 3 - szkoda, że potem robi się z tego coś w stylu chrześcijańskiego rocka. Ale Ladies and Gentelmen... to DZIEŁO DZIEŁO DZIEŁO. Ostatnio mam straszną fazę na eklektyczne płyty, a to jest właśnie takowa.
17. Porcupine Tree - dla mnie płyta z żarówką to ich DSOTM tak zwany. I to nawet bardziej za te krótsze piosenkowe rzeczy, na które psioczy Fenderek, niż za progresywny Hatesong czy (zwłaszcza) bardziej rockowe Four Chords That Made A Milion. No a poza tym piękne flojdziarstwo z pierwszego okresu i wyjątkowo fajne współczesne płyty (jak na emo numetal).
18. Led Zeppelin + solowy Plant, on jest jednak moim ulubieńcem w tym zespole, mimo, że tam prawda Bonham mistrz itd. Ma też dużego plusa za te swoje orientalne zapędy. A tak nisko, bo mało słucham ostatnio.
19. Queen - no tam tego. Noc w Operze i Queen II + niesamowicie ogromny sentyment. No i żeby udawać, że moja obecność na tym forum jest uzasadniona.
20. Shivaree - znalazłby mi ktoś jakąś wokalistkę w tym stylu co Ambrosia Parsley, bo ja już chyba za długo tego słucham jak na niby zupełnie zwykły kobiecy pop.
Tyle. Pewnie niedługo gdzieś tu wskoczy PJ Harvey albo Massive Attack, ale na razie mało znam. Albo Brian Eno. W sumie nie wiem czemu go tu nie ma. Ta lista jest durna. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Aia

Dołączył: 02 Gru 2010 Posty: 200 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 10:09 am Temat postu: |
|
|
Wow, kater, aleś wysmarował Piknie, że aż mi się zachciało pozestawiać...Chociaż to może bardziej dlatego, że kolo mam jutro i miałam ryć przed robotą
U mnie rzecz ma się tak (jestem mocno regresywna ):
1. Pink Floyd - miłość z piaskownicy trwająca nieprzerwanie...Z całym albumem A Saucerful of Secrets, oraz utworami Shine On You Crazy Diamond, Wish You Were Here, Dark Side Of the Moon, Learning to Fly, Set the Controls for the Heart of the Sun na czele
2. The Doors - Ooo, a to już moja młodzieńcza fascynacja i to taka pełną gębą. Zasłuchiwałam się w nich całą szkołę średnią, na okrągło, do upadłego i tak po trosze zostało, choć już nie z taką intensywnością jak niegdyś. Zdecydowany nr jeden wśród albumów to Waiting For The Sun, wielbię cały, od pierwszej do ostatniej nuty.
3. Queen - podobnie jak z Floydami dziecięca miłość, tym razem jednak z przerwą na dorastanie A tak serio, aktualnie Q, QII, ANATO, ATATR, JAZZ chyba nawet nr 1.
Z takich naprawdę NAJ to dalej długo, długo nic, ale słucham na co dzień, poza wymienionymi :
4. Led Zeppelin
5. Nirvana
6. The Clash
7. Procol Harum
I z polskich :
8. Pidżama Porno
9. Kult _________________ Errare humanum est...
SERDUCHA SERDUCHOM |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 6:15 pm Temat postu: |
|
|
zacna lista katerze, zacna. Cieszy mnie coraz wyższa pozycja Marillion w twoich postach. Co prawda za mało w nich wciąż onanizmu, ale nie samym onanizmem człowiek żyje.
11 miejsce Nicka też mi miło robi. Nie ogarniam Velvetów i pewnie bym to wyśmiał, ale że nie słuchałem ich to może lepiej nie.
Queen na 19 nie będę nawet komentował.
natomiast u koleżanki Aii widzę poważne braki.
Sam ostatnio myślałem czy by tu ne umieścić jakiego nowego zestawienia, ale doszedłem do wniosku że nie ma to sensu gdyż nie jestem w stanie zebrać pełnej dychy zespołów. A cóż to byłby za top gdyby nie było tam 10 zespołów?
Jak sobie wyliczyłem to mam 8 bandów, które mógłbym dać z czystym sercem i sumieniem, a resztę musiałbym upychać Riverside'ami i innymu 'talikami. Zatem no... pójdę szukać nowych zespołów chyba. _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu>
Ostatnio zmieniony przez NAR dnia Pią Gru 17, 2010 6:58 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 6:45 pm Temat postu: |
|
|
Weź po prostu dwa randomowe z mojej listy, zakochaj się i jeb.
Zakochaj się i jeb - rada miesiąca. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
NAR

Dołączył: 06 Lut 2008 Posty: 5778 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 6:57 pm Temat postu: |
|
|
może Tool i Dead Can Dance? ;f _________________
oł je oł je oł je.
Powyższy post NIE jest oficjalną opinią Polskiego Fanklubu Queen, w tym jego Zarządu i innych organów nadzoru. Za obrazę uczuć religijnych i wszelkich innych proszę karać banem (na fejsie i innych portalach) jedynie owego użytkownika.
LOST: THE END - smutno mi
<smutno mu> |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
brian_may

Dołączył: 30 Lis 2010 Posty: 3
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 7:28 pm Temat postu: |
|
|
Moje ulubione zespoły to:
1.Queen
2.Guns n Roses
3. Dire Straits
A ulubieni gitarzyści to:
1. Brian May
2.Mark Knopfler
3. Slash
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Atrus

Dołączył: 17 Gru 2008 Posty: 1752
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 8:00 pm Temat postu: |
|
|
Nołlajfizm to sposób na życie. Ha! Ale się ze mnie robi aforysta.
Tak czy inaczej, czytałem ostatnio swoje stare listy ulubionych zespołów i zauważyłem, że 3/4 z nich w ogóle już nie słucham. Ale nowej listy mi się nie chce specjalnie robić, bo nie mam pomysłu od czego zacząć nawet. Tzn. pierwsza trójka Floydzi, Krimzo i Joy Division, a potem to kompletnie nie wiem co. Pewnie Cave, The Smiths albo Sonic Youth.
A co tam, zanim mi się film załaduje, to zdążę.
1. Pink Floyd (+solo) - nie chce mi się tego po raz setny pisać, ale wiecie o co chodzi: że klimat, najpierw psychodeliczne odloty itp. (ostatnio zacząłem bardziej doceniać A Saucerful of Secrets, to jest naprawdę świetna płyta, dotąd traktowałem ją jak takiego ubogiego krewnego debiutu, ale teraz stwierdzam, że byłem głupi. Lub, jak woli NAR, dalej jestem), potem w stronę bardziej piosenkowego prog rocka, a potem gilmour-popu. Zachwycam się nawet Ummągummą, więc jestem nieuleczalnym fanatykiem.
2. Joy Division / New Order - tu też bez zmian. Tzn. chyba awansowali o jedną pozycję, bo słucham ich dużo częściej niż Krimzo, w dodatku wziąłem się za New Order. Oba zespoły łączy specyficzny chłód, tylko, że w obu przypadkach nieco inny: Joy Division jest jak noc na Antarktydzie, którą mamy przeżyć w rękawiczkach z jednym palcem, podczas gdy New Order to bardziej bitwa na śnieżki i lepienie bałwana. Jedno i drugie uwielbiam.
3. King Crimson - Właściwie zamiast Krimzo powinienem wpisać tu Frippa. Bo Fripp to jest jednak ktoś. Żeby ogarniać tyle gatunków muzycznych i tyle równoległych projeKctów, trzeba mieć mózg. Wiadomo, że ten jego "właściwy" zespół pojawia się najczęściej w odtwarzaczu, ale jak włączam np. płyty z Sylvianem albo Eno to zastanawiam się dlaczego. Może dlatego, że Islands. Kolorowa Trylogia roxuje, a Discipline > Red.
4. Nick Cave and the Bad Seed / The Brithday Party - też niezła impreza. Słuchając po sobie np. debiutu Bad Seeds i The Boatman's Call albo któregoś z albumów The Birthday Party i No More Shall We Part ciężko jest uwierzyć, że odpowiada za nie ten sam człowiek. Wiadomo, składy się zmieniają, ale twarzą tej całej zgrai jest Cave. Sorry Blixa, trzeba było nie odchodzić. Jeden z najlepszych koncertowych zespołów świata, jak sądzę; skoro tak wymiatają na DVD czy YT to co dopiero być na takim koncercie. Zawsze niszczy mnie Blixa w klipach i na koncertach, coś tam stuka w tę gitarę (wątpię, żeby była w ogóle nastrojona, zresztą Blixa jest fanem Sonic Youth a oni się z gitarami szczególnie nie pieścili) i epatuje zajebistością, a Warren Ellis łazi po scenie ze skrzypcami grając na nich jak na gitarze, ale jak złapie smyczek, to robi taki klimat, że pozazdrościć. Gdybym układał tę listę według częstotliwości słuchania, pewnie byliby na pierwszym, wróć, drugim miejscu.
5. The Smiths + Morrissey - nie wiem, jak ich można nie kochać. Choćby za There is a Light that Never Goes Out czyli najlepszą piosenkę ever, Rush and Push and the Land Is Ours, Inną Piosenkę Z Długim Tytułem Genialną Melodią I Równie Świetnym Tekstem, za The Queen Is Dead, która mogłaby być najlepszą płytą dekady, gdyby nie DCD i Joy Division, za oryginalność, za pedalski, awangardowy image Morrisseya, za charakterystyczną gitarę Marra, za teksty, za luźne podejście do kompozycji albumu (Frankly, Mr. Shankly przed I Know It's Over czy There Is a Light That Never Goes Out po Vicar in a Tutu), za kontrowersje, a poza tym, to burn down the disco and hang the blessed DJ.
6. Sonic Youth - nigdy wcześniej ani nigdy później awangarda nie była tak popowa, a pop tak awangardowy. No dobra, Velvet Underground, ale nieważne. Ważne, że SY mimo pięciu dych na karku dalej rozkosznie torturują gitary i wszelki sprzęt, ciągle bezlitośnie sprzęgają i koszą gryfami podłogę sceny, trzaskają kablami i śpiewają tak chwytliwe melodie, w których nie sposób się nie zakochać. Takie np. Catholic Block czy Teen Age Riot, żeby wymienić pierwsze z brzegu. Geniusz to odpowiednie słowo.
7. Tom Waits - chyba sporo awansował. Kocham go za wszystko, w czym się babrał: od knajpianego jazzu przez bluesa, rocka, country, folk, funk, kołysanki, awangardę, industrial, punk, muzykę teatralną po hip hop. W sumie to dość śmieszne, że na rock progresywny mówi się rock progresywny. Bardziej to określenie pasowałoby mi do kogoś takiego jak Tom: niezależny, kierujący się własnym gustem, rozwijający się, nie tracąc przy tym swojego stylu. Uwielbiam to, jak gada na koncertach (patrz: Glitter and Doom Live, jego najnowsza koncertówka), jak wygląda, jak gra w filmach, jak wypluwa płuca na scenie śpiewając Hoist that Rag, żeby zaraz z powrotem je połknąć i zaśpiewać Dead and Lovely.
8. Dead Can Dance - z nimi to zawsze mam problem przy tego typu podsumowaniach. Bo nigdzie mi nie pasują. Są tak totalnie unikatowi, że to nie wypada umieszczać ich na jakichś zwykłych miejscach jak 1 czy 10. A drugim problemem jest to, że nie da się pisać o ich muzyce. Co z tego, że napiszę że smyczki grają to, klawesyn to, trąbka tamto, Lisa śpiewa kontraltem a Brendan czymś tam, skoro to nie oddaje setnej części procenta tego, jak jest w rzeczywistości. Tu chodzi bardziej o uczucia: potężne lub nastrojowe lub mroczne lub straszne lub piękne lub błogie lub kosmiczne lub plemienne lub ludowe lub przytłaczające. Jeśli z naj- zespołów jeśli chodzi o oryginalność.
9. Nick Drake - to dla mnie zagadka, co właściwie takiego jest w jego piosenkach, że nie mogę bez nich żyć. Przecież ani nie jest wielkim wokalistą, ani nic takiego. Melodie no łał, nie on jeden tak pisał. Ale jestem od nich zupełnie uzależniony. Things Behind the Sun to Top 10 ever bez wątpienia. Tak samo jak Pink Moon jest w Top 10 płyt. Zresztą ten album to już kompletny fenomen - nie trwa nawet pół godziny, gitara akustyczna i mruczący Nick, aranż już nawet nie ubogi a wręcz ascetyczny, i tyle. Okładka dosyć durna. A nie mogę się od tej płyty oderwać. A Five Leaves Left jest nawet jeszcze piękniejsza. Jeden z tych artystów, którzy odeszli zdecydowanie za wcześnie.
10. Ulver - a niech będą oni na koniec. Kolejny niezwykle eklektyczny zespół. Chyba nie ma gatunku, którego by nie przerobili. Od organicznego black metalu, folku poszli w stronę rozbuchanych aranży, elektroniki, laserów, fajerwerków, neurozy, hałasu, techno, ambient, bauns, mrok, post-mrok, żeby na ostatnim albumie zaprezentować swoją wersję Davida Sylviana. To też jest niesamowite - mimo takiego rozstrzału gatunkowego graniczącego ze schizofrenią praktycznie wszystkich albumów słucham z przyjemnością. Może jestem schizofrenikiem, albo coś.
Dalej kolejność byłaby już zbyt dowolna, więc nie bawię się w układanie tego: na pewno muszę wyróżnić jeszcze My Bloody Valentine, Swans, The Cure, Doorsów, Radiohead, Slowdive, Einstürzende Neubauten, Bad Religion, Neila Younga, Death, Eno, Zappę, Foetusa, Van Der Graaf Generator, Current 93, Neurosis, Wipers, NIN, Sylviana, Fields of the Nephilim, Cocteau Twins, Velvet Underground, The Clash, Sigur Rós, Celtic Frost, Coil, Killing Joke, Smashing Pumpkins, Manic Street Preachers, Roxy Music. Lol, sporo tego. _________________
With my last breath I curse Zoidberg. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mefju

Dołączył: 27 Cze 2008 Posty: 2871 Skąd: Piaseczno
|
Wysłany: Pią Gru 17, 2010 11:38 pm Temat postu: |
|
|
Dziwne, że nie wypowiadałem się jeszcze nigdy w tym temacie, ale to raczej dlatego, że nie bardzo umiałem ułożyć taki ranking swoich ulubionych zespołów, a co więcej pewnie bym o niejednym zapomniał.
I jako, że dalej mam trudności z ułożeniem w zależności od tego które bardziej lubię to pozwolę sobie je poukładać alfabetycznie. Pogrubioną czcionką wyszczególniłem te które uważam za zdecydowanie bliższe memu sercu niż pozostałe co może okazać się dla mnie pomocne przy dalszej selekcji.
O i co więcej - za ulubione zespoły uważam takie, które przypadły mi do gustu i jednocześnie znam lub zamierzam poznać całą ich dyskografię. Jeśli z jakiegoś wykonawcy podoba mi się tylko jedna płyta lub niewielka część jego dyskografii to nie uwzględniam go na swojej liście.
O i jeszcze jedno - uwzględniam tylko zespoły/wykonawców, których słucham obecnie, a nie takich których słuchałem kiedyś, a teraz od czasu do czasu wracam do nich w celach sentymentalnych tak więc na żadne Ich Troje, Majki Jeżowskie czy Smerfne Hity nie macie u mnie co liczyć.
13th Floor Elevators (ulubiony album: The Psychedelic Sounds Of 13th Floor Elevators; ulubiona piosenka: jeszcze takiej nie mam)
ABBA (ulubiony album: Arrival; ulubiona piosenka: My Love, My Life)
Acid Drinkers (ulubiony album: Are You A Rebel?; ulubiona piosenka: Woman With A Dirty Feet)
Afro Kolektyw (ulubiony album: Negatywne Wibracje; ulubiona piosenka: Czytaj z ruchu moich ust)
The Animals (ulubiony album: The Animals; ulubiona piosenka: The House Of A Rising Sun)
Apocalyptica (ulubiony album: Cult; ulubiony utwór: Coma)
The Beatles (ulubiony album: Magical Mystery Tour; ulubiona piosenka: The Long and Winding Road)
Bee Gees (ulubiony album: Spirits Having Flown; ulubiony utwór: Stayin' Alive)
Black Sabbath (ulubiony album: Black Sabbath; ulubiony utwór: Black Sabbath)
Budka Suflera (ulubiony album: Bal Wszystkich Świętych; ulubiony utwór: Bal Wszystkich Świętych)
Camel (ulubiony album: Mirage; ulubiony uwór: Freefall)
Deep Purple (ulubiony album: In Rock; ulubiona piosenka: No One Came)
Depeche Mode (ulubiony album: Construction Time Again; ulubiona piosenka: Enjoy The Silence)
THE DOORS - muszę tłumaczyć czemu zapisuję ten zespół na czerwono i do tego Caps Lockiem? (ulubiony album: The Doors; ulubiony utwór: The Soft Parade)
Dżem (ulubiona płyta: Cegła; ulubiony utwór: W życiu piękne są tylko chwile)
Eiffel 65 - no i co mi zrobice, hę? Tak to akurat jest wyjątek wśród zespołów których słuchałem w czasach gdy miałem jeszcze gust chujowy na maxa. Po prostu coś w sobie ci panowie mają, że nie mogę przestać się nimi zachwycać. Choć mam tylko dwie ich płyty plus znam jeszcze pojedyncze kawałki z następnych i zamierzam za bardzo dalej poznawać to jednak postanowiłem honorowo ten zespół tutaj umieścić. Ale obecnie jest jak dla mnie na ostatnim miejscu wśród ulubionych. (ulubiona płyta: Europop; ulubiony utwór: Life Like Thunder oraz Back in Time)
Elektryczne Gitary (ulubiona płyta: Wielka Radość; ulubiona piosenka: Ona jest pedałem)
Golec uOrkiestra - no tu się trochę wahałem i szczerze nie wiem jak zaklasyfikować ten zespół bo sam nie wiem czy dalej się nimi interesuję czy słucham tylko okazjonalnie dla sentymentów. (ulubiony album: Golec uOrkiestra 2; ulubiony utwór: San Francisco)
Grzegorz Turnau - wiem, że to nie zespół, ale pojedynczych wykonawców też tu wrzucam. (ulubiona płyta: Cafe Sułtan - chociaż to cover album, a z pozostałych to Pod Światło oraz To Tu To Tam; ulubiona piosenka: O Kutno oraz Wszystko co piękne jest przemija)
Iron Maiden (ulubiona płyta: Powerslave; ulubiony utwór: Aces High)
Jamiroquai (ulubiona płyta: Synkronized; ulubiony utwór: Canned Heat)
Jimi Hendrix (ulubiona płyta: Are You Experienced?; ulubiony utwór: Foxy Lady)
John Lennon (ulubiona płyta: Imagine; ulubiony utwór: Imagine)
Kazik (ulubiona płyta: Czterdziesty Pierwszy; ulubiony utwór: do niedawna było Polska Płonie, ale teraz jest zdecydowanie Czy Wy Nas Macie Za Idiotów? poznane dzięki forumowemu TOP10 Kazika )
King Crimson (ulubiona płyta: In The Court Of The Crimson King; ulubiony utwór: 21st Century Schizoid Man)
Kult (ulubiona płyta: Tata Kazika; ulubiony utwór: Mój Wydawca)
Lao Che (ulubiona płyta: Gospel; ulubiony utwór: Hydropiekłowstąpienie)
Led Zeppelin (ulubiona płyta: II; ulubiony utwór: Immigrant Song)
Marek Grechuta (ulubiona płyta :Korowód; ulubiony utwór: Korowód - no czyż to nie psychodeliczne? Dowód na to, że my Polacy wcale nie gęsi i nie jesteśmy gorsi od jakichś Doorsów, Floydów czy Crimsonów )
Metallica (ulubiona płyta: Metallica(Black Album); ulubiony utwór: Wherever I May Roam - ale to raczej czysty strzał bo specjalnie to nigdy się nad ulubionym nie zastanawiałem)
Michael Jackson (ulubiona płyta: Thriller, ulubiony utwór: Billy Jean oraz Beat It)
The Moody Blues (ulubiona płyta: Days Of Future Passed; ulubiony utwór: Nights In White Satin)
Myslovitz (ulubiona płyta: Miłość w Czasach Popkultury; ulubiony utwór: Długość Dźwięku Samotności)
Oddział Zamknięty (ulubiona płyta: jeszcze nie mam takiej; ulubiony utwór: Andzia - bo to jest ksywa mojej byłej, której ona osobiście nie cierpi! )
Ozzy Osbourne - jeszcze za słabo znam by cokolwiek wyróżniać
Perfect - (ulubiona płyta Perfect; ulubiony utwór: Chcemy Być Sobą)
Pink Floyd - (ulubiona płyta The Dark Side Of The Moon; ulubiony utwór: Us And Them)
Queen - (ulubiona płyta: A Night At The Opera; ulubiony utwór: The Prophet Song)
Red Hot Chili Peppers - (ulubiona płyta: Californication; ulubiony utwór: Can't Stop - za wyjebiaszczy teledysk z latającymi śmietnikami i innymi cudami! xD)
R.E.M. - (ulubiona płyta: Out Of Time albo Automatic For The People; ulubiona piosenka: chyba Shiny Happy People)
Republika - (ulubiona płyta: Nowe Sytuacje; ulubiony utwór: Mamona)
Ryszard Rynkowski - (ulubiona płyta: chyba Intymnie; ulubiony utwór: Intymnie)
The Rolling Stones - (ulubiona płyta: Their Satanic Majestic Request; ulubiona piosenka: I Can't Get No Satisfaction)
Simon & Garfunkel - (ulubiona płyta: Sounds Of Silence; ulubiony utwór: Sounds Of Silence)
System Of A Down - (ulubiona płyta: Mesmerize; ulubiony utwór: Violent Pornography)
Uriah Heep - (ulubiona płyta: Firefly; ulubiony utwór: The Hanging Tree) _________________
"Lepiej pić piwo niż nie" - Paulo Coelho
Ostatnio zmieniony przez Mefju dnia Czw Sty 13, 2011 11:28 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
ZlotyLew
Dołączył: 29 Paź 2010 Posty: 54
|
Wysłany: Pon Gru 20, 2010 1:00 pm Temat postu: |
|
|
bez pozycjonowania
Queen
Pink Floyd
Żelazna dziewica
Activ
Rusłana druga najlepsza wokalistą jaką znam ,dlaczego ,już mówie
dusza ,barwa ,skala ,głębia ,muzyka ,piękno
http://www.youtube.com/watch?v=CtrXDyc5wKo
Agnes
Queensberry ,nazwa nawiązująca do Queen ,królowe jagódki są super ,ale zmienili ostatnio skład ,wywalili drugą najlepsza piosenkarkę Antonelle i jedną najsłabszą ,prawie się załamałem ,dałem pod teledyskiem w huj komentarzy co o tym myśle
Monrose ,dobre nawet bardzo ,ale królowe jagódki są bardziej wyluzowane
Modern Talking - szczerze mówiąc ,bo głębokiej analizie Thomas Anders jest drugim wokalista pod wzlędem barwy i wszystkiego jakich znam po Freddiem ,jeżeli ktoś się nie zgadza to prosże podać jakieś przykłady,chętnie przemyśle
2 Unlimited ,super stare ,ale jare techno rap ,theres no place when you tried escape concentrate your minde cause it my half brake,wheres the place where i dont have to watch my back where i can just go out without protectin' my sex ,will it last no one know ey yo no one knows
Sandra ,pochodzenie francja-niemcy
hey hey what a criminal man ,love could go in circles ,im afraid you lose your trust in love ,just follow its light youve got to follow the light
words can be nothing it lonelyness your mind -nawiązanie do płyty Piece od Mind Żelaznej dziewicy
Mariah Carey ,kawałki takie jak If its over ,Cant let go czy cover Without You i wszystko jasne ,pierwsza płyta miażdży o bez kitu Love takes time
http://www.youtube.com/watch?v=FkDpwF6-QiA założe się ,że nikt tu tego nie zna ,to jest mama Freddiego Mercurego ,serio
jest możliwe ,że Freddie przesłuchał tą płyte ,bo jest z 1990r. a wiadomo ,że ona zna Queen ,bo jest królową
Michael Jackson
yeah yeah yeahs ,śpiewa polko-koreanka ,everywhere kiss me
September ,świetna
Vangelis
Acdc ale Bonn Scot ,to był gość z charyzma z wokalem ,Touch to much ,Highway to hell ,High voltage ,Oczywiście z drugim nagrali mnóstwo równie przefajnych kawałków ,ale żałuje ,że Bon przedawkował wódke ,bo zespół byłby lepszy o wokal
Demi lovato ,co ta dziewczyna teraz wyprawia olaboga ,gwiazda disneya
Budka Suflera - Noc ,Jest taki samotny dom ,Sen o dolinie ,Ragtime i 50 innnych
Horpyna
Within Temptation ,Mother Earth ,Hand of Sorrow ,Ice Queen ,perkusista i wokalistka wow łoł huh
Evanescence
Pidżama Porno
Arash ,uwielbiam najlepsza dla mnie piosenka to Arash
Elton John ,Queer of classic soul music
Ricky Martin
Enrique Iglesias
Dżem
Groove Coverage
Katerine
Leona Lewis ,dystyngowana ,pioseneczki miodzio
George Michael ,o bez kitu miał wokal dałby rade wielu piosenkom Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nathalie

Dołączył: 19 Mar 2010 Posty: 428 Skąd: Z krainy Ozz...
|
Wysłany: Pon Gru 20, 2010 1:50 pm Temat postu: |
|
|
1. Quiet Riot/ W.A.S.P.
2. Ozzy
3. Dio
4. Black Sabbath
5. The Beatles
6. Queen
7. Michael Jackson
Ostatnio W.A.S.P. oczarowali mnie totalnie. To trochę dziwne, jak niewielu ludzi ich docenia. Takie teksty, jak I Can't...czy cokolwiek innego w wolniejszym tempie- to jest po prostu sztuka. Wystarczy głębiej się wsłuchać, by odczuć tą atmosferę i prawdziwość, jaka bije z tych utworów.
Zresztą, nie patrząc nawet na kwestie czysto muzyczne- szczerość Blackie'go. To jest po prostu piękne. Jest sobą. Nic lepiej nie poprawia mi nastroju, niż widok tego (wtedy jeszcze)chłopca z krwią na mordce i piłą elektryczną w ręku.
Ostatnio odkryłam utwór, w którym Blackie brzmi identycznie(!), jak Kevin DuBrow. A z reguły głosy tych panów nie są do siebie zbytnio podobne. To wywindowało zespół od razu z drugiego, na miejsce pierwsze. _________________

Ostatnio zmieniony przez Nathalie dnia Pon Gru 20, 2010 2:08 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|