| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Nie Sty 11, 2009 8:14 pm Temat postu: |
|
|
Mroczna postać w równie mrocznym stroju w najmroczniejszym zamku Wielkiej Brytanii grała na mrocznych organach mroczne akordy w mrocznym pomieszczeniu, którego mrok rozświetlały świece z psem Goofy. Między mrocznym e-moll a wprowadzającym dysonans w tonacji cis-moll A-Durem do sali wszedł lokaj przerywając solowy koncert dla samego siebie Mrocznego Mężczyzny, którym okazał się być...
- Mam dla Jaśnie Pana Wiadomośc Panie Bowie... - rzekł lokaj podtykając Bowiemu pod nos srebrną tacę, na której samotnie leżała koperta z nadukowanym psem Goofy.
- Czyżby sylwestrowe zaproszenie do Ringo Starra? - zastanawiał się głośno mroczny Bowie, ale pytanie było retoryczne bo lokaj był głuchoniemym czarnoskórym transseksualnym homoseksualistą na wóżku inwalidzkim. I do tego w okularach. Czwarty tydzień ciąży. Bowie skrycie zazdrościł mu, że wszyscy ustępują takiemu....takiej...takiej osobie w komunikacji miejskiej.
Jednak nie bardzo przypominało to coroczną kopertę od Ringo Starra, na której nieodmiennie widniał wizerunek Napoleona.
Otworzył kopertę, po czym szybko zapoznał się z jej treścią, następnie wyrzucił ją do kosza, przeklął pod nosem swoją głupotę i zapoznał się z treścią listu.
"Queen nagrało żałosną płytę pełną syntezatorów zaprzepaszczając swój rockowy wizerunek. Cieszmy się i radujmy, bo Under Pressure trafiło na pierwsze miejsce w liście przebojów i jest uznawane przez wszystkich jako kwiatek na morzu gówna. Życzliwy".
- Excellent! - zaśmiał się złowieszczo Bowie, a echo poniosło jego śmiech aż do sufitu, odbiło się i zabiło psa-przewodnika, który był przywiązany do wózka lokaja, który wszak przeciągnął go po stromych schodach wiodących do Bowiego.
David Bowie nie przejął się tym zbytnio i kawałkiem ołówka, który akurat miał pod ręką napisał wiadomość do producenta swojej komercyjnej płyty "Let's Dance" o treści: "Dopiszcie we wkładce: And nobody sang with Queen...".
***
- Sapu...sapu...sap...ech...sapu...sapu...
- To co zwykle?
- Sapu...sap...dechu wdechu...sap...
- Trzy kilogramy z lukrem i dwa z pudrem?
- Sapu...sapu...sapu...
- I dwa gniazdka, dobrze, zaraz podam.
***
Do mieszkania Johna, w którym akurat siedzieli członkowie Queen i Mack (miał dyżur zmywania) ktoś zaczął nerwowo pukać. Diakon strasznie się zdziwił, bo nie słyszał tego dźwięku od trzech tygodni, kiedy to jakiś akwizytor sprzedający "odkurzacze fajnym ludziom" pomylił adres. Zdziwienie Johna z kolei zdziwiło Rogera, Freddiego i Briana, dla których był to dźwięk pospolity. Do drzwi pukała matka Briana.
- A więc tu cię znalazłam nicponiu! - krzyknęła tłukąc syna torebką i ciągnąc go za uchu do kibla, żeby zrobić mu Niagarę z włosów, jak to miała zwyczaj czynić w dzieciństwie. - Jak mogłeś dopuścić, żeby nagrali taką haniebną płytę gnoju! I gdzie twoja piosenka o biednych afrykańskich murzyniątkach, którą obiecałeś mi wpleść w album?
- Jaka piosenka? - zaciekawił się Freddie.
- "Poor little things from Africa" - przytoczyła tytuł mama Briana zamiast swojego syna, który akurat miał głowę w kiblu więc nie mógł odpowiedzieć. - A co z waszymi ideałami? - zapytała dramatycznie. - A gdzie słynne: "...and nobody played synthesizers"?!
- No to... - zaczął niepewnie Roger - mieliśmy dać w zastępstwie: "...and nobody let John Deacon sing", ale przypomniało nam się, że John zrobił pod nosem "di dom" na Under Pressure. Co prawda wyciszyliśmy to w końcowej produkcji, ale nie można okłamywać ludzi, sama pani rozumie...
- Pani May... - wtrącił się Freddie - skoro już włożyła pani głowę swojego syna do muszli klozetowej, to mogłaby pani troszkę bardziej w prawo i lekko potrzeć, bo tam jeszcze został kawałek zaschniętego...
***
- David Bowie jest dziwny - powiedział sam do siebie Paul Rodgers wstając z wózka inwalidzkiego, zdejmując okulary, czarną maskę z twarzy i wyjmując poduszkę spod swetra - tylko psa trochę żal... _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Sty 12, 2009 4:41 am Temat postu: |
|
|
Był 5 czerwca 1982 roku. Roger siedział wpatrzony w okno taksówki Antoniego, właśnie wjechali do Londynu po odbyciu dość długiego, nudnego i praktycznie mało ciekawego tournee promujące Hot Space. Teraz byli oddaleni o 405 mil od ostatniego miejsca występu, tj. Edynburga.
-Wiecie co? – zagaił wreszcie Taylor
-No? – odgaili wszyscy
-Granie koncertów stało się przyjemniejsze odkąd Freddie przestał się witać na scenie. – stwierdził w końcu
-Pytanie. – machnął sobie głową May, jakby to co powiedział Roger było rzeczą oczywistą – Zawsze uważałem, że mój dowcip o dwóch fistaszkach bił na głowę jego przywitania.
-A jak on leciał? – próbował sobie przypomnieć Deacon
-Idą zwei fistaszki… - zaczął Brian, lecz niestety przerwał im Antoni
-Gdzie was zawieźć? – zapytał niepozornie polski kierowca
-Do domu Freddiego. – odparli zgodnie
-Co kurwa?! – no… wyraźnie nie wszyscy – Dlaczego do mnie?!
-Niezłą masz hawirę. – stwierdził Rog – Zresztą dzięki nam w końcu się odezwałeś w tym odcinku, a poza tym chyba nie myślałeś, że damy się Ci dupczyć z jakimś ogrodnikiem czy co?
-Ja was kiedyś uduszę… - mruknął Freddie – I zobaczycie! Jak nagram solowy album to nikt z was nie będzie przy nim grzebał!
-I vice wersal… - odrzekł John
-Wiecie chłopaki… - zaczął Antoni – Fajnie, żeście znów o mnie przypomnieli. Miło mi było towarzyszyć wam w tej trasie, ale już dojechaliśmy.
-No to nara Antoni! – rzekł Brian wychodząc z taksówki a razem z nim reszta
* * *
Tymczasem gdzieś lecz niewiadomo gdzie…
-Wytłumacz mi jedno, Gucio. – spytała swojego kompana Maja
-No? – odrzekł najgrubiej jak mógł ten pszczół
-Dlaczego występujemy w tej zdegenerowanej opowieści?
-To tylko przerywnik by nie opowiadać każdego szczegółu tamtej poronionej kapeli.
-Aha… Gucio?
-No?
-A ty jesteś pedałem?
-Spieprzaj! Nocuję u Filipa bo nie mam gdzie!
-Aha…
* * *
-No to teraz zapanuje znów nuda. – westchnął, choć tego nie było widać Brian – Chyba, że znów coś nagramy. Albo chociaż do USA byśmy pojechali.
-Na pewno jakbym został sam to by mi nudno nie było. – powiedział obrażony z deczka Freddie
-Oj nie gadaj. – pacnął kolegę John – Co byś bez nas zrobił? Jeszcze byś w jakieś choróbsko wpadł czy co. A tego to nam najmniej potrzeba
Wtem do pokoju wpadł Roger:
-Chopaki! – krzyczał co sił miał – Zobaczcie co znalazłem pod drzwiami!
Bały to ładnie zalakowana i dość nieźle wyglądająca koperta na której pawim piórem napisane było „do Quinn”.
-To chyba do nas. – stwierdził John rozpakowując kopertę
Najbliższa chwila skupiła się na tym, że Johnatan przeczytał sobie list.
-Ooo. – zdziwił się wreszcie.
-Co tam jest? – zapytał Freddie
-Wygląda na to, że Ringo Starr zaprasza nas na Sylwestra. – odpowiedział kleryk
-W czerwcu?! – zdziwił się Brian
-Nie. – odrzekł Deacon – Dziś…
-Kurwa… - zaklął May – Nie chodzi mi, kiedy ten Sylwester tylko kiedy nas zapr… zaraz zaraz! Dziś?!
-No jak muł pisze. – powiedział John pokazując list
-Chyba jak wół… - westchnął Brian, wyraźnie nie mając na to wszystko siły – To jest jakieś podejrzane…
-Daj spokój, pudel! – wtrącił się Rog – Darowanej kaczce nie zagląda się pod pachy! Gdzie ta impreza?
-Milton Keynes… - wydukał John – Mamy wejść tylnim wejściem.
-Gramatyka! – oburzał się Brian
-Dobra pakować się, to całkiem niedaleko Londynu! – podniósł się Freddie i wraz z nim reszta
* * *
-Tu mówi grzybek. – syknął przez mikrofalówkę Don Pedro Pommidore – Rybka złapała haczyk, powtarzam, rybka złapała haczyk.
-Pora wyciągać, bez odbioru. – odrzekał mama Misia Niedojebka i przełączyła się na kolejną rozmowę – Tu mówi polędwica. Rybka złapała haczyk, powtarzam rybka złapała haczyk!
-Rozumiem, bez odbioru! – rzekł podjadany jak nikt inny Fritz po czym przełączył na kolejną rozmowę – Tu Mr.Black…
-Ej! Miałeś mieć pseudonim Stępień! – wtrącił się Paul Rodgersa
-Oj… - mruknął niezadowolony Fritz – Tu Stępień. Rybka złapała haczyk! I pierdol się, nie będę powtarzał.
-Aha, bez odbioru. – odrzekł Paul wykręcając kolejny numer – Tu Nippels. Rybka złapała haczyk!
-No wreszcie! – krzyknął papa Ratzinger, który od tego momentu będzie Nieznajomym – Wszystko układa się po mojej myśli kruku, najpierw śmierć Wyszyńskiego, teraz kompromitacja Queen, które i tak już jest skompromitowane. Jeszcze tylko jakby mi się ten zamach na Wojtyłę był udał… Ale nie! Musiał coś tam wypatrzeć w tłumie i się schylić, to tylko postrzelony został!
-Ale ja jestem Nippels a nie Kruk! – dodał jeszcze Rodgersa
-Zamknij się! – wrzasnął Jozef – Zresztą, co podsłuchujesz?!
-Nie było, bez odbioru… - tłumaczył się Paul
-Bez odbioru… - westchnął kardynał
* * *
Freddie z resztą właśnie mijali jakąś potężną grupę rozpaleńców gdy zmierzali na_zaplecze_Sylwka_u_Ringo.
-Dlatego już mało lubię chodzić do Ringo na balangi. – rzekł gdy minęli tamtych – Co raz to więcej przypadkowych osób…
-Miło, że w ogóle o nas pamiętał. – stwierdził Brian, który już dawno był po stronie zwolenników Sylwestra w czerwcu
-Noo… - przytaknął John – Słyszałem, że Lennona już nie zaprosił!
-Przecież on nie żyje… - zrolleyesował Roger
-Ale nie smak pozostał…
I tak gaworząc przeszli przez zaplecze w końcu stając na środku czegoś co wydawało się salą. Niestety było ciemno i dało się słyszeć tylko jakąś wrzawę.
-Przydałoby się światło… - stwierdził głośno Mercury i momentalnie rozświetliło się
Stali na środku sceny a tłum wpatrzony i krzyczał. Krzyczał ile tylko było możliwe. Zespół obrócił się. Na podeście stała perkusja, a raczej bęben i dwa talerze. Stały też organy „Yamacha” i ze dwie podróby gitar basowych. Gitara elektryczna była zaledwie jedna i to bez trzech strun. Jednym pełnoprawnym instrumentem był akustyk…
-O kurwa… - jęknęli razem i momentalnie uciekli na zaplecze
-Widziałeś?! – wrzasnął Freddie
-Nie, kurwa… - zaklął ironicznie Roger – Tylko co się tu u licha dzieje?!
-Przecież to jasne, że Ringo chce byśmy zagrali u niego na Sylwku… - zrolleyesował tym razem Freddie
-Chuja. – wtrącił się John – Tak naprawdę to grupa ludzi i nie tylko, która nas nienawidzą, postanowiła nas skompromitować przed fanami, udowadniając, że jesteśmy tylko dobrzy jak się przygotujemy a nie we freestyle’u!
-Coś za szybko rozumujesz jak na Johna… - rzekł Brian podejrzliwie podchodząc do John
-Jeb się! – odsuwał się Deacon – Scenariusz już dziś czytałem w przeciwieństwie do Ciebie!
-Aaaa… To chyba że… - zgodził się May – W takim razie co robimy?
-Gramy to co mamy najświeżej w pamięci! – zadecydował Freddie
-Posrało?! – wtrącił się Roger – Ja nie pamiętam już nic z ostatniego koncertu!
-Przecież to było 3 dni temu! – próbował przemówić do rozsądku Rogera, Brian
-Ale też było 5 litrów whisky temu i 17 dziewuch temu też… - zakomunikował Taylor
-Nie pamiętasz ani jednej aranżacji?! – denerwował się co raz to bardziej gitarzysta
-Szczerze, to i ja mam tylko szczątki… - dodał John
-Ja to w sumie i tak zawsze sobie teksty piszę na dłoni. – zgodził się Freddie pokazując dłoń – Tu mam Killer Queen, a trochę wyżej Bohemian Rahpsody.
-No nic… - westchnął Brian – Grajcie najlepiej jak potraficie, a ty Freddie nie rozmaż sobie tych tekstów…
-Spoko, napisane są wodoodpornym tuszem do rzęs… - uspokoił Mercury
-Puff… - Brian łapał oddech – Przed każdą piosenką powiem wam co gramy, wchodzimy bo nas znienawidzą. Zaczynamy Flashem!
-Będzie dobrze. – podtrzymywał na duchu gitarzystę John – Może kiedyś wydamy to na płycie?
-Wyobrażasz sobie by ludziom spodobał się gitarzysta grający na dwustrunowej gitarze? – spytał retorycznie, przynajmniej tak się wydawało, Brian
-No to się doda komputerowo Red Special. – rzucił jeszcze Janek po czym wbiegł na scenę
-Komputerowo… - pokiwał przecząco głową May i sam wbiegł na spotkanie z przeznaczeniem…. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Wto Sty 13, 2009 9:11 am Temat postu: |
|
|
* * *
Z pamiętnika Briana Maya, syna Harolda Maya i Ruth May, gitarzysty grupy Queen, osobistego asystenta Red Special:
6 czerwca 1982
5.06.82 - najgorszy dzień w moim życiu! Spierdoliłem Guitar Solo! A do tego grałem wtedy na dwunastostrunowej, agroakustycznej gitarze, którą mi podstawili! [plamy z krwi] [plamy z tłuszczu] [plamy z łez]
Patrzcie, a o było na żywo! I jeszcze ze mną wywiad przeprowadzali! Ponoć powiedziałem, że:
| Cytat: | | Brian reveals that he really enjoys playing Play The Game. |
Ale sami zobaczcie jak to było...
* * *
<Flash>
- Ja pierdolę, nie mogę tam wyjść! - denerwował się Brian. Wiedział, ze to On zaczyna ten show i że to On musi się tam pokazać jako pierwszy. - Dobra, idę!
* * *
Z drugiej strony sceny w tym samy czasie:
- Czy do ku*wy nędzy on wyjdzie w końcu na tą scenę? - wq*wiał się Fred.
- Może niepotrzebnie mu powiedziałem, że wydamy ten koncert na DVD?
- Co, ty ch...
- O! ON JUŻ JEST! - wrzasnął John.
* * *
Za perkusją:
- Nie martw się Roger, zaraz Ci coś do głowy przyjdzie... - próbował sobie wpersfadować Roger. - O kuź*a! Brian już jest!
* * *
Na wybiegu:
- Kuźta, Roger! Zacznij grać na tej porombanej perkusji, ciulu gópi! - krzyknął Brian.
Zza perkusji:
- Mówi się gupi, a nie gópi! - odparł krzykiem Roger po czym postanowił zacząć walić w talerze, dopóki się nie rozlecą.
Brian podszedł do podestu perkusyjnego:
- Dobra. Roger, tera gramy 'The Hero'!
- To my mamy taki kawałek? - spytał Roger.
- Tak, mamy i właśnie go gramy... O, cześć Freddie! - przywitał się Brian.
<The Hero>
* * *
- O.K., teraz We Will Rock You - stwierdził Brian i zaczął grać początek.
- Ej, przecież najpierw ja wchodzę! - zdenerwował się Rog.
* * *
Przy fortepianinie:
- Kuź*a, jak o brzmi?! - przeklinał Freddie fortepianino, po czym uderzył w klawiaturą łokciem. O mały włos się nie rozleciało...
<Play The Gej>
* * *
- Now most of you know that we've got some new songs out in the last week. - pieprzył Fred. - For what it's worth we're gonna do a few songs in the funk/black category, whatever you call it. That doesn't mean we've lost our rock and roll feel, okay? I mean it's only a bloody record. People get so excited about these things! We just wanna try out a few songs. This is Staying Power. - dokończył wywód Fred.
- Ej, to ja mam mówić tytuły piosenek! Roger tego nie pamięta! - wrzasnął Brian.
- A co mnie kuchna Roger obchodzi?! Gramy to i już!
<Stojąca moc>
* * *
- Dobra to ja tera poimpromptuje, żebyście się mogli dogadać... - rzekł Freddie.
- Och, Freddie? Freddie-poo? Freddiekins, gdzie jesteś? - zaczał przedrzeźniać Freda Brian, na co Freddie przestał impromptumować i powiedział coś w tym stylu:
- Are you ready? Are you ready brothers and SisTers? Lol...
- Yeah... - odpowiedziała znudzona kłótniami członków supergrupy Queen publiczność.
- Teee... Chwila, co my gramy?
- Fred mówi, że jakieś STL, ale nie wiem, co to znaczy...
<STL>
* * *
- To, może ja jakieś Guitar Solo zagram czy cuś? - spytał Brian.
- Nie, bo ci struna wypali w oko, a wzmacniacz w technicznego... - odpowiedzieli Rog i John jednocześnie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Sty 13, 2009 8:14 pm Temat postu: |
|
|
***
Nagle Freddie przebiegł z jednej strony sceny na drugą, rycząć
- Now I'm here!
Nie odpowiedział mu dźwięk ani jednego instrumentu...no dobra, Rogerowi, wypadła pałeczka, bo właśnie na szybko pochłaniał chińszczyznę z Vietnam Baru "Nagasaki".
Podkurwiony Freddie przebiegł z powrotem.
- NOW I'M HERE!
Cisza.
Przebiegł znowu. Muzycy nadal nie kwapili się do swojego rzemiosła, John podbiegł tylko do mikrofonu i nieśmiało spytał
- Now you're there?
- I'm just a... - odparł rozradowany Mercury
- Just a poor gay, yes you've never fucked a girl! - zachórzyli May z Taylorem, a publika ryknęła śmiechem
***
- W tej piosence, zwykle Brian grał na fortepianinie, ale jako, ze się ze mnie śmiał, to za karę nie gra, zresztą ja gram kurwa lepiej! Zwie się to...eee...yyy...no to_o_ratowaniu_mnie_ale_nie_dlatego_że_jestem_biednym_murzyniątkiem O już wiem - zwie się to Save Me! John? - wokalista zwrócił się do basisty - Czy mógłbyś się nie zaplątywać w kable przy fortepianinie?
- Staram się - rzekł aniebasista, jednak prawda była taka, że Deacon zaplątywał się coraz bardziej aż w końcu - AAAAAAAAAAAAAA - upadł
- AAAAAAAAAAAA - zawtórował Freddie, któremu klapa od fortepianina przytrzasnęła paluchy, a to dlatego, że upadający John ją potrącił.
- Chłopaki, Flash już był! - zganił dwójkę May
***
- Nie no, ja już nic nie zagram, Brian opowiedz dowcip!
- Eeee...Cześć, jak się bawicie? Tak wiem, jest supcio. To ja...eee....yyy...opowiem dowcip...Dawnooo...dawno temu był...hehe...taki pies...ale to nie był zwykły pies...b-bo...bo on nie miał ogona...iii...i..inne psyyy...to mówiły, że...że on to jak...jak psikutas bez "s", hahahahaahaha
- Dobra, dziękujemy Brianowi - powiedział załamany Mercury - John wstawaj, a ty tam, w pierwszym rzędzie, w różowej koszulce
- Ja?
- Chciałbyś, grubasie. Ty obok, jak się nazywasz
- Morgan Fisher - odpowiedział facet
- Umiesz grać na fortepianinie?
- No nie wiem, grałem tylko na pianinie i fortepianie
- Eh, chodź, może sobie poradzisz...A teraz...zagramy piosenkę Johna...
- The March Of The Black Queen? - zapytał odplatany Deacon
- ...Back Chat, Back Chat, Back Chat, Back Chat...
***
- Spokojnie Spike, wcale nie jesteś gruby!
***
Znowu im się udało. Widownia bawiła się znakomicie, kazdy z muzyków popisał się jakimś ciekawym zagraniem, jednym słowem - honor został uratowany (trzema słowami panie), tak to trzy słowa. Siedzieli na brzegu opustoszałej sceny wpatrzeni w kartkę, na której Brian sporządził orientacyjną setlistę
| Cytat: | CD1:
Flash
WWRY
Action
Play The Gay
Stała Pała
STL
Now Ich Bin Hier
Interlude In Constantinopole
Love Of My Life
Interlude In Constantinopole (reprise)
Back Chat Back Chat Back Chat
(...)
WWRY & WATC |
- Ej, to my kurwa graliśmy mojego utwora?
- Nie Roger, nie graliśmy Twojego utwora....utworu - z pretensja w głosie odpowiedział May - pierwsza interluda, to to jak zarzygałeś perkusję po tym chińskim żarciu, druga, to jak Freddie'mu palce przytrzasnęło, a John się przewrócił, wywalając przy okazji wszystkie wzmacniacze.
- Aha...No i co? Będzie z tego DVD...tfu...Vh1...tfu! VHS?
- No mógłby być, szczególnie, że może przydać się nam kasa...chciałbym cos oznajmić - spojrzał May spode łba - Otóż <dramatyczna muzyka na fortepianino> Myślę, że powinniśmy sobie zrobić od siebie przerwę. Starzy fani od nas odeszli, nowi to same pedały </dramatyczna muzyka>
- E! - wtrącił Freddie
- <dramatyczna muzyka> zresztą chciałbym rozwinąć skrzydła kariery solowej... - zrozumcie...
- Spokojnie stary druchu - poklepał Briana po ramieniu Roger - rozumiemy... - a mogę zaśpiewać w chórkach?
- Oczywiście Roger - uśmiechnął się Brian
- O, a ja bym zagrał na basie
- To ja wezmę wokale!
- Freddie, John...sorry, ale to by było to samo co Queen...spierdalajcie
- CO? - zapiał Freddie w tonacji F-moll, John zaś zawtórował, ale nie była to żadna znana tonacja. - Fisher, przestań plumkać!
</dramatyczna muzyka>
- A co to za nuta? - spytał Brian
- Nazwałem ją Forever - rozmarzył się Morgan
- Aha, dzięki
- No no, wypierdalaj - rzekł wzburzony Mercury - a do was foch z przytupem i rykoszetem! Idę wydupczyć jakiegoś producenta, to mi album wyprodukuje!
- Tak, właśnie! - podłapał Deacon - Idę poskładać skarpety!
*** _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sob Sty 31, 2009 7:22 pm Temat postu: |
|
|
- Cześć maleńka, jak masz na imię? - zapytał mrugając filuretnie okiem. Początkowo nie doczekał się odpowiedzi, ale gdy pokazał swój dobrotliwy uśmiech...
- Meggie - odpowiedziała nieśmiało. Nie wiedziała jak się zachować.
- Miło mi cię poznać - uścisnął jej małą dłoń. - czym się zajmujesz?
- Chodzę do drugiej klasy podstawówki - odpowiedziała Meggie.
- Fajnie fajnie...hm...masz może jakieś swoje zdjęcia? Takie wiesz... z młodości...jak cię mama kąpie albo...
- John! ufff...sapu...sapu...sapu...
- Cześć Roy - przywitał się zrezygnowany basista podążając wzrokiem za małą Meggie, która pobiegła w stronę szkoły. - co słychać?
- Poratuj kolegę producenta....ufff...sapu....sapu....
- Przykro mi Roy, ale pracuje nad solowym projektem i... - John przerwał, bo gruby producent dziwnie się na niego spojrzał.
- Nie o to...sapu...chodzi. Pożycz 20 funtów....sapu... na taksówkę, bo mi policja...y....yy.....uff.....sapu....zabrała prawko. Miałem....hmmm...sapu.....sapu...0,9 promila lukru we krwi.
- ?
- Sapu...
***
- Myśl! MYŚL!!
- Pralka tu tu...
- ŹLE!!! BEZ SENSU!!!
- Rower łe łe...
- Sam jesteś łe łe! Jak dorośniesz to nigdy z tobą nie zaśpiewam! Już prędzej z Paulem Rodgersem!
- He he... - ucieszył się Paul Rodgers przebrany za nocnik. Tego dnia był to jego jedyny powód do radości, bo synek Rogera Taylora miał ostrą biegunkę.
- Myśl Felix, bo nie doczekasz obiadu!
- Czajnik szu szu...
- O nie gnoju! Przebrałeś miarkę! Właź do bębna!
- Tata...nie....
- Właź smarkaczu! Już ja cię wychowam! Czajnik szu szu!!! Co to do cholery ma znaczyć?! - krzyczał Roger, po czym zamknął bęben i zaczął grać swoją partię z Sheer Heart Attack.
- I co gnoju? - zapytał jak już wyjął syna z bębna - teraz masz jakieś pomysły?
- ga ga ga ga ga ga ga ga....
- Nie trząś się tak i wyduś to z siebie! Jakie ga ga? Co ga ga?
- Star Fleet Project...
- O ŻESZ TY MAŁY SKURWIELU!!! Wracaj do bębna!!! Nie będziesz kpił z tatusia! Zaraz ci zagram taką solówkę, że popamiętasz!!!
***
Brian siedział w poczekalni już piętnaście minut, ale nie zdawał sobie sprawy z upływu czasu, bo przeglądał leżące tam czasopismo dla onanistów "Droga Mleczna". W najciekawszym momencie otworzyły się drzwi i wyszła sekretarka prosząc Briana do środka. Brian zaczął ściągać spodnie, ale sekretarka wyjaśniła grzecznie, że nie chodzi o to "wejście do środka", więc pudel zmarkotniał i wziął ją od tyłu.
Po piętnastu minutach, Brian May stał przed biurkiem Tego_Pana_Który_Produkuje_Płyty_Znanemu_Zespołowi.
- Z czym pan do mnie przychodzi? - zapytał prosto z mostu producent.
- Myślałem że whisky częstuje pan...
- Pan jest moim pasterzem - odpowiedział producent - do rzeczy.
- Otóż chciałbym, żeby mi pan wyprodukował płytę.
Producent wziął kartkę papieru, flamaster i po chwili podetknął pod nos zdumionemu Brianowi narysowane duże kółko z dziurką w środku.
- Oryginał będzie z winylu.
"Dobry jest" - pomyślał May.
- Pokaż mi swoją tracklistę.
- Co?
- Kurwa, żaden muzyk nie wie co to jest - westchnął cicho producent - spis utworów.
- Aha - odetchnał Brian i podał producentowi kartkę.
| Brian May, w swojej trackliście napisał: | 1. Guitar Solo 23:51
2. Guitar Solo reprise*... 17:19
* bonus track |
- Hmmm...
"Zastanawia się, dobry znak! Jest szansa" - pomyślał Brian.
- Hmmm... - producent zastanawiał się czy wyjebać Briana osobiście, czy wezwać ochronę. - Chłopcze, nawet Mack ci tego nie nagra! Nawet Roy Thomas "Lukier King" Baker!
- Uważa pan, że powinienem na końcu płyty, jako trzeci utwór swój słynny dowcip o orzeszku?
- Halo, ochrona?
***
- Cześć John, skarbie, tu Freddie... Poznałeś? Och ty draniu... Dobrze, dobrze...już nie będę tak do ciebie mówić... słuchaj. Taka mała, tirli, piku piku prośba, skarbie...przepraszam, John. Heh, łajdaku ty, no już mówię... Bo widzisz, nagrywam solowy album...no wiem że ty też...masz świetny głos....he he....nie, naprawdę...Nie, skąd, to jakieś zakłócenia na linii... Czy ja się kiedyś z ciebie nabijałem? No więc płyta będzie taka ambitna, luźna, miłe rytmy, trochę seksu, cycków....no....okej okej, już nie będę.... Przejdę do rzeczy....potrzebuję trochę twoich pedalstw....yyy...to znaczy kompozycji, tak kompozycji. Wiesz, takie jak my wszyscy uwielbiamy....he he...nie, nie to znowu jakieś zakłócenia...wiesz jak to z Monachium jest... kiepskie połączenie... Dobra misiaczku, to cmok cmok skarbeńku i do zobaczenia w Londynie. Pa!
- I co? Zgodził się - zapytała zaciekawiona Barbara Valentino.
- Nie wiem. Nagrałem się na sekretarkę. _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sob Lut 14, 2009 8:30 pm Temat postu: |
|
|
Dwa tygodnie nikt tu słowa nie napisał! Skandal! mumin! mike! arquest! kensington! albo się tłumaczcie albo piszcie, bo tak to nie może wyglądać!!! _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Sob Lut 14, 2009 9:47 pm Temat postu: |
|
|
<Chór murzyniątek> Przepraszamy, ciociu Macieyu.
* * *
Tutaj znajdował się kolejny odcinek 'Another Story About Queen'. Został jednakże usunięty z powodu niedostatecznie dobrej treści.ASAQ-modernista.
* * * |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Lut 27, 2009 2:25 am Temat postu: |
|
|
Sesja poprawkowa w Szkole Rock'n'Rolla trwała w najlepsze. Wielu zdolnych nie wytrzymało presji i popełniło samobójstwo, ewentualnie postanowiło zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach. Inni, którzy postanowili wytrwać, zebrało się w Auli im. Węgierskich Fasolek, w celu napisania poprawki ze Wstępu do muzykoznawstwa - kurewsko trudnego przedmiotu. W komisji zasiadał sam Rudolph Mistletoe.
- Proszę się nie martwić, test jest bardzo prosty i prawie każdy go zdaje.
- Tak samo mówił przy pierwszym terminie - wycedził przez zęby Ozzy.
- Ale w razie czego, proszę się nie martwić, jest jeszcze egzamin komisyjny, jest on ustny, w zeszłym roku prawie wszyscy go zdali
- Ja słyszałem co innego - westchnął Plant
- A zatem, czas... - rozpoczęcie egzaminu zostało bezczelnie przerwane Rudolphowi przez odgłos pukania do drzwi, chwilę potem wychyliła się głowa Michaela Jacksona
- Pan również na poprawkę z muzykoznawstwa? - zapytał Mistletoe
- Nie, nie, ja na egzamin gimnazjalny
- To zapraszam do auli African Children's Choir, a państwo mogą zacząć pisać...
Phil Collins otarł pot z czoła. "Spokojnie Phil, to jest łatwy test, skoro łapanie tamburyna zdałeś, to i to zdasz...No dobra, pierwsze pytanie: <<Na początku lat '60 pewien muzyk spotkał innego muzyka żydowskiego pochodzenia i postanowili razem założyć zespół. Ale niestety żaden z nich nie umiał grać na żadnym instrumencie, więc rozeszli się w różne strony świata w poszukiwaniu muzyków, których w końcu znaleźli i założyli dwa osobne zespoły. Ale drogi tych muzyków zeszły się jeszcze w latach '70, kiedy to obaj nagrali cover tej samej piosenki bengalskiego wykonawcy urodzonego w Budapeszcie. Podaj nazwiska dwóch muzyków, nazwy kapel, które stworzyli, piętnasty skład pierwszej kapeli i piąty drugiej kapeli, nazwisko bengalskiego wykonawcy oraz tytuł coverowanej piosenki>>...no zesz kurwa, ja jebe..."
***
- Tak słucham? - rzekł Brian May do słuchawki telefonicznej - Przy aparacie. Van Hellsing? a, van Halen, co tam? Na śmierć zapomniałem! To do zobaczenia u tego śmiesznego gościa co płyty robi. No, do zobaczenia.
- Kto dzwonił?
- A czemu pana to interesuje?
- Okupował pan tę budkę telefoniczną od trzech godzin, twierdząc, ze czeka pan na ważny telefon, więc chciałbym wiedzieć z jakiej okazji straciłem tu tyle czasu czekając na swoją kolej...
- Eh...dzwonił Eddie van Halen, jakieś dwa lata temu kazałem jemu i jakimś innym pajacom nagrać materiał na mój solowy album...
- O, to jest szansa na coś lepszego niż Guitar Solo - sarknął facet
May poczerwieniał ze złości, zebrał się w sobie i przewrócił budkę.
- Jeb się! - warknął Pudel i odszedł
- Ała - zawyła Budka Suflera
- Noż kurwa! - stwierdził facet.
***
- Felix, skup się! Muszę mieć jakiś materiał wcześniej niż Brian! A Interlude In Constantinopole II nie ma już takiej świeżości - Taylor podparł głowę dłońmi w geście załamki, po chwili jednak wyjął nieprzytomnego syna z pralki, posadził go sobie na kolanach, zaczął poruszać jego żuchwą i zmienionym głosem przemówił
- Nagraj jakieś covery, zaproś jakichś gości, żeby napisali za ciebie kilka piosenek, beknij sobie i jakoś to będzie
- Nie głupie Felixie - podchwycił Roger-Roger - Ale do kogo mógłbym zadzwonić?
- Do Roya, do Freddiego, może do Johna - podrzucił pomysł Roger-Felix
- Znakomicie! - przyklasnął pomysłowi syna Roger. Przez to chłopczyk upadł na podłogę i odpadło mu ucho środkowe, jednak Taylor myślami był już gdzie indziej...
***
- John, cieszę się, że przyszedłeś - powitał kolegę z otwartymi ramionami Freddie.
- Dobra, dobra - burknął John - mów czego chcesz, bo mi się spieszy, muszę odebrać szaliki dla mojej kapeli!
- Wspaniale, wspaniale, kochanieńki...ale zaraz - Freddie zmarszczył nosek - czy ty przypadkiem nie jesteś szefem tej kapeli?
- No jestem - potwierdził John
- To czemu nie wyślesz po szaliki kogoś z zespołu?
- Okazało się, że Zakatek nie jest Anglikiem i został deportowany do Tadżykistanu (ma przypłynąć jutro razem z dostawą łajna do Buckingham Balas), a Ahwai jest Żydem i świętuje jakiś Sramadajdan, czy coś tam...
- John...poślij Mateję i po kłopocie. Ale do rzeczy: potrzebuję 10 piosenek, na jutro!
- Spoko, daj mi 5 minut...
***
- Hmm... - myślał Roger - to może coś Boba Dylana...on nie umie śpiewać, więc moja wersja będzie lepsza...taaak...i może coś Springsteena...on takie moralniaki pisze, to będzie niezłe...hmm...
<dryń dryń>
- O! telefon dryńda...Roger Taylor, słucham? Brian? Czego tam chcesz? Co? Ale jakim głosem? Aha, no ok...ekhm "Starfleet, Starfleet"...już? Nie wpadać do studia? Ok, nara - Taylor odłożył słuchawkę. Dziwne
<ding dong>
- O! Dzwonek dingdonga... - Roger otworzył drzwi i ujrzał - Witaj kolesiu od pizzy...ale zaraz, wyglądasz jak...
- Tak, to ja, Rick Parfitt ze Status Quo, dorabiam sobie
- Chciałem powiedzieć, że wyglądasz jak Baltazar Gompka, no ale skoro tak...to Ty jesteś albo Rzymianinem albo muzykiem, nie?
- No..muzykiem - odrzekł skonfundowany Rick
- To właź, przydasz się
- Ale na dole czeka na mnie kumpel i...
- A on kim jest oryginalnie z zawodu?
- Producentem, David Richards się nazywa
- Wołaj go tu!
***
W Szkole Rock'N'Rolla było już po egzaminie, podnieceni studenci wymieniali wrażenia.
- Plant, kurwa, co w pierwszym napisałeś? - zapytał Phil Collins
- No to proste przecież...David Bowie spotkał Ciebie...
- Jak to mnie? Przecież ja nie jestem Żydem!
- Hmm... - zastanowił się Plant - według podręcznika Johnstona jesteś...no, i chcieliście założyć zespół...
- Chwila - wtrącił Ozzy - w skrypcie jest napisane, że Collins jest świadkiem Jehowy, a Bowie nigdy nie założył zespołu...
- Założył! - wtrącił się Gilmour - Motomyszy z Marsa, tak było na wykładzie.
- No może... - kontynuował Plant - w takim razie Bowie założył Motomyszy z Marsa, Collins...no właśnie, tu się coś nie zgadza, bo Ty dołączyłeś do Exodus
- Genesis...
- aaa...widzisz, czyli założyłeś jednak Genesis, a potem scoverowaliście obaj utwór Boba Geldofa "Like Clockwork". Piętnasty skład Motomysz z Marsa to: Bowie, Blue Ranger, Red Ranger, Black Ranger i Lord Zet, a piąty skład Genesis to Collins, Kikut, Wałdoch, Andrzej Rosiewicz i Laleczka Chucky....no i to tyle...
<Niezręczna cisza>
- Myślicie, ze zdamy?
- Pewnie!
*** _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Mar 03, 2009 12:27 am Temat postu: |
|
|
-Koniec! – wrzasnął Freddie
Reszta siedziała ze spuszczonymi głowami.
-Zobaczcie, co ze sobą zrobiliście! – kontynuował wokalista – Po chuj wam były te zabawy solowe?! Jeden gorszy od drugiego!
-Ale ja przynajmniej miałem Daimosa na okładce… - wtrącił Brian
-Milcz! – Mercury naprawdę nie należał tego dnia do spokojnych person – Od teraz koniec przebieranek, zmian czy czegokolwiek! Wracamy do korzeni! Do odwołania!
-Jak to wracamy do korzeni? – zdziwił się John
-Chyba mu chodzi o ten serial o murzynach… - wyjaśnił Roger
-Roger! – Freddie uruchomił swój ręczny forehand, który zatrzymał się na twarzy perkusisty – Gramy znów z pazurem!
Roger leżał uderzony przez Freddiego reszta przestraszyła się nienażarty (Brian już jadł – żenujący dowcip prowadzącego).
-Kasłu, kasłu… - odkaszlnął Taylor wstając z podłogi – Ja mam już jedną piosenkę.
-Dajesz. – wokaliście zaświeciły się oczy
-Microwave Bam Bam. – rzucił Roger
-To brzmi jakby napisał jakiś parolatek… - mruknął Brian
-Tak po prawdzie… - zaczął Taylor, ale Freddie mu bestialsko przerwał
-Zaganiam was więc do pisania! – rozkazał frontman – Podzielimy się równo. Ja piszę trzy piosenki, May dwie, ty już Roger spełniłeś moje oczekiwania a John jeśli się nudzi może też coś skrobnąć.
-Ale to nie jest po równo… - zwrócił uwagę Brian
-A spróbuj napisać coś więcej. – zagroził Freddie po czym wyszedł
-A spróbuję! – mruknął Brian i sięgnął po pergamin
* * *
-Przecież to już będzie z drugi rok jak obserwujemy Queen… - mruknął Friz, oglądając budynek w którym znajdowała się grupa przez lornetkę
-Oglądaj, może coś ciekawego się zdarzy… - mruknął Rodgersa grając w wojnę z Antonim
-O! – zawołał Fritz – Właśnie wyszedł ktoś z wąsem!
-Zostaw go… To ciota… - uspokoił sytuację Paul
-I co z tego, że ciota? – zdziwił się Antoni, wszak też był znany z niejednoznacznych sytuacji z paroma mężami stanu – To jednak ich lider.
-I co z tego? – warknął Rodgersa – To idź go śledź, jak cię wydepczą jakieś geje w barze to nie skamlaj mi potem tu!
-Ale ty byś mógł iść! – wpadł na pomysł Fritz
-Ja?! - zdziwił się Paul
-No masz zajebiste kamuflaże! – ciągnął niewidomy
-Ja… - zająknął się nasz kameleon – Ja, jestem zajęty!
-Czym? – tym razem wtrącił się Antoni
-Zaraz przeprowadzamy casting na czwartego członka naszego teamu! – rzekł podniośle Rodgersa – Wolszczan się nie sprawdził i już teraz nikt nie wie kto to był.
-Racja…
* * *
-Co prawda powinienem was opierdolić mocno… - zaczął Freddie – Ale jednak ja też nie wywiązałem się z umowy.
-Po chuj w ogóle te ograniczenia? – mruknął Brian
-Żebyśmy się nie kłócili o kasę. – odpowiedział Mercury
-To my kurwa jakąś kasę zarabiamy?! – zdziwił się John
-No i masz babo placek… - westchnął Roger – Przez 12 lat ukrywaliśmy to przed nim, a ten w 5h rozjebał cały misterny plan w pizdu…
-To ja mieszkam w kawalerce, z dziećmi i żoną i psem. Za marne 1500 socjalnego! Żądam tantiem! – wrzasnął John
-Dobra nie pierdol, teraz już dostaniesz. – odrzekł Freddie – Może nawet sobie kawalerkę zamienisz na coś porządniejszego?
-Z tego co widzę, cóż że John na tą płytę wymyślił to sobie może się rozejrzeć za całkiem niedrogą przyczepę kampingową. – stwierdził Brian
-Ja bym dodał, że używaną. – wtórował gitarzyście Roger
-Spoko, spoko. – pocieszał Johna, Freddie - Oni razem stworzyli o wiele większy badziew. I jeśli Ci to zrekompensuje ten nasz wspólny błąd…
-To był twój pomysł, by mu nie mówić… - wtrącił się perkusista
-Zamknij się… - Freddie zamknął oczy i dokończył wcześniejszą myśl - …błąd. Więc twoja piosenka znajdzie się na singlu. Pasi.
-A by spróbowała nie być. – John był zły
-Tak więc zobaczmy co się z tego co mi daliście udało złożyć – Freddie wyraźnie wziął się za liderowanie w tym odcinku
| Cytat: | 1. Microwave Bam Bam
2. I Go Crazy
3. It’s a Hard Rock
4. Love Kills And I Likes
5. Machines (or back to very hard rock)
6. I Want To Brak Free
7. Keep Passing The Open Windows
8. Hammer to Rock
9. There Must Be More To Life Then His |
- Odpadły – dodał lider - Tear It Up, nie potrzebnie zżynałeś z We Will Rock You, Bri. Man On The Prowl, zajebisty song, ale zdecydowałem się na Love Kills And I Likes, bo jakoś mi tak bliżej. No i This is The World We Created, jakbym zachorował na jakieś AIDS to może i by było dobre, ale tak to jednak jakieś płaczliwe takie.
Mercury zaniemówił, popatrzył oczami spod kartki.
-Ok. – skończył – Tytuły, oczywiście robocze, ale setu już nie zmieniamy. Choćby się paliło waliło.
-Ale czy to dobry pomysł? – zagaił Roger
-W przypadku AC/DC działa. – stwierdził Mercury – Nie możemy tym razem zawieść fanów. Wołać mi tu Macka!
-Może być McTasty? – zagaił John
-Naszego producenta!
* * *
-Ok. – zaczął Paul – Tak, więc moje zdolności kamuflażu i trochę telepatii oraz skill w przewidywaniu najbliższej przyszłości, pozwoliły na sporządzenie plany skompromitowania Queen.
Na sali rozległy się oklaski od członków ekipy. W zasadzie od Antoniego i Fritza.
-Mój plan wygląda następująco. – brał oddech Rodgersa – Mam tutaj sporządzony set piosenek, które sprawią, że ich najnowsza płyta będzie chłamem.
| Cytat: | Radio Ga Ga
Tear It Up
It's a Hard Life
Man on the Prowl
Machines (Or 'Back to Humans')
I Want to Break Free
Keep Passing the Open Windows
Hammer to Fall
Is This the World We Created...? |
-I co w tym takiego będzie złego? – mruknął Antoni
-Poczekaj aż to nagrają. – odrzekł Paul – Mam trochę wtyk u Macka, ich producenta. Wystarczy im tylko podrzucić ten set.
-No to w czym problem. Damy Mackowi i po sprawie! – rzucił Fritz
-To nie taka prosta sprawa. – tłumaczył Rodgersa – Mack nie chcę zbyt przekombinować, bo i tak pracuje dla jej królewskiej mości by rozpierdzielić Queen. Dlatego nam zrobi to gratis.
-A ty nie możesz iść? – zdziwił się Antoni – Przecież te…
-…Moje kamuflaże… - westchnął Paul – Tak wiem, ale mnie ostatnio coś strzyka w krzyżu.
-My możemy nie podołać… - podsycał napięcie Fritz.
-Przewidziałem to.- uśmiechnął się kamuflaż master – Dlatego też potrzebny był casting na nowego członka. Panowie, przestawiam wam czwartego do brydża!
Wtem na salę wszedł… _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Sob Mar 14, 2009 10:22 am Temat postu: |
|
|
* * *
...wszedł Krakowiak. Ukleja-Krakowiak.
- Tak w ogóle zwą go Lidia - powiedział Paul. - Dlatego, my również możemy się do niego tak zwracać...
Niezręczna chwila ciszy.
- Eee... Yyy... A co on...a potrafi? - spytał Fritz.
- Chwilę - odparł Paul. - Pokaż.
Lidia zmienił się w Macka i pudla, następnie we Fritza i Paula, a później w Red Special.
- Uau! On...a jest naprawdę niezła...! - zachwycał się Antoni.
- Prawda, że super? Możemy ją podstawić pudlowi zamiast jego Red, żeby sie nie słyszał... - pomarzył Paul.
- Ku*wa, to genialny pomysł! - wtrącił się Fritz. - Żeby tak tylko jeszcze gej zdarł sobie gardło...
* * *
- KONIEC! THE END! Kto wypuścił ten chłam na rynek! Gadać mi tu! KTO! - wrzeszczał Freddie. - Czy do q*wy nędzy DOWIEM SIĘ w końcu KTO MI TO WYPUŚCIŁ?!
- Eee... To nie my... Chyba... - ze strachem w oczach odpowiedział Brian.
- TO KTO?! - wydzierał się dalej Freddie.
- Ej, nie wydzieraj się tak, bo se gardło zedrzesz! - upomniał go Roger.
- A CO MNIE TO Q*WA OBCHODZI, hę?!
- A to, że zawiedziesz fanów... - dodał John.
- MAM ICH GŁEBOKO W DUPIE!
- Eee... Mówi się: głęboko w odbycie... - poprawił Freda Brian. - A tak w ogóle, myślę, że ten Mack coś z tym zrobił.
- Dlaczego? - dopytywał się John. - Dlatego, że to mój song wypuściliśmy na singiel?
- Nie, John... Dlatego, że to FREDDIE go zaangażował... - wtrącił się Roger.
- AHA! TERAZ TO MNIE OSKARŻASZ, TAK?! - zaczął wq*wiać się Fred. - TY PIE*DOLONA C*PO!
- Eee... C*pę to ma mój Felix, ale... - próbował przerwać Roger.
- NIE PRZERYWAJ MI! WSZYSTKO JEDNO, CO TAM MASZ!
- Dobra, dość tego! Chcę zagrać moje solo! Jedziemy w trasę! – przerwał wszystkim wszystko Brian (a trzeba dodać, że w tym czasie połowa Anglii nie miała prądu).
- ALE... – zaczął Fred.
- Nie! Do q*wy nędzy, aż żal mi dup...szę ściska, jak widzę moich...eee...znaczy naszych fanów, czekających aż rozpocznę swoje solo... - pomarzył sobie May.
- To co? Jaka jest setlista? - spytał John.
- Eee... Chwileczkę John... - odparł May, po czym na swoim ostatnim pergaminie napisał: | Cytat: | 1. Intro (WWRY)
2. Tear It Up
3. Tie Your Mother Down
4. Keep Yourself Alive
5. Dragon Attack
6. Now I'm Here
7. '39
8. Guitar Solo / Blues Baker
9. Hammer To Fall
10. Brighton Rock
11. Jailhouse Rock
12. Let Me Out
13. We Will Rock You
14. Starfleet
15. God Save the Queen |
Zapadła chwila milczenia. Po chwili odezwał się Roger:
- Eee... Brian?
- Hę?
- Dlaczego tu nie ma ani jednej mojej piosenki?
- No... Bo skoro ta trasa ma promować mój solowy album, to powinny być też na niej jakieś moje utwory, nie? - zapytał z nutką strachu w głosie pudel.
- Tak, tylko, że TO NIE JEST TWOJA SOLOWA TRASA, ty pudlu zas*any! - wtrącił się Roger.
- To ja mam propozycję... Zagrjmy kilka staruchów i trochę nowiuchów. I wszyscy będą happy! - odparł Fred.
- A dlaczego mamy brać twoje pomysły pod uwagę? - dopytywł się John.
- Jakby nie było, są najlepsze! - odpowiedział Freddrik. - A zresztą, jak się nie zgodzicie, to wam każe pozakładać moje stroje do klipu z Hard life! Buhhaha!
- Aha. Brian, Roger, może jednak weźcie jego pomysły pod uwagę, co? - spytał John Bri & Roga.
"Strasznie długa ta scena"- pomyślał Brian.
- Ok, zgadzamy się na twoje warunki Fred! - powiedział Roger.
- Dobra, to chodźmy poćwiczyć: wiecie przymiarka nowych kostiumów trochę zajmie... - oświadczył Fred, po czym jako pierwszy wyszedł z miejsca_gdzie_się_odbywała_ta_scena.
* * * |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Nie Mar 22, 2009 3:19 am Temat postu: |
|
|
- Buahahahahaahahahahahahahahahahahaahahahahhahahaha - zaśmiał się demonicznie Paul Rodgers
- Buahahahahahahahahahahahahahaahahahahahahahahahahaha - wtórowali mu Fritz i Ukleja
- Hihihihihihihi lol :* - zachichotał Antoni marszcząc Freda
- Wiedziałem, po prostu wiedziałem. Wydali tak słaby album, że jeszcze tylko zjebiemy im trasę i będzie po kłopocie! Ale naj... - Paul spojrzał na Antoniego i przerwał swój pełen podniecenia wywód - Antoni, co ty tam wyprawiasz?
- Marszczę Freda!
- Tak przy ludziach? - spytał niewidomy były agent Watykanu, były Agent Herr Flicka z Gestapo, były mężczyzna Fritz.
- Nie, spoko, Fred to ryjówka! - stanowczo zaprzeczył Radomianin - śliczna, no nie?
- Ta, super... - rzucił zniesmaczony Paul - W każdym razie, chciałem pogratulować Uklei, przeszłaś próbę, teraz możemy podpisać zawodowy kontrakt. Gdzie te papiery....
- Proszę - Fritz wyjął zza pazuchy zafajdane, pogniecione papierzyska i uroczyście wręczył je Rodgersowi
- Wspaniale...a zatem: nazwisko?
- Krakowiak-Ukleja
- Imię?
- Lidia
- Zawód?
- Nauczyciel
- ŻE KURWA CO?! - wykrzyknął równocześnie sqad
- Uczysz w szkole rock'n'rolla? - niedowierzał Paul
- Ależ to nam załatwi dojścia - aferował się Atonii
- O mój Jezu - westchnął Fritz
Ukleja nie kryła skonfundowania. Gdyby była jakąś postacią z anime, to zapewne miała by tą charakterystyczną minkę złożoną z kresek i kropelki. Ale nie. Lidia była rodowitą Ślązaczką, znała życie, znała wyngiel i karminadle, także wyglądała mniej więcej tak: (O.o)
- Nie, nie uczę w szkole rock'n'rolla
- Nie? To gdzie?
- W gimnazjum nr 3 im. Noblistów Polskich w Gliwicach
Paul, Antoni i Fritz patrzyli po sobie. To znaczy Rodgers i Maciorkiewicz patrzyli po sobie, a Fritz patrzył na okoliczny śmietnik myśląc, że patrzy po sobie wraz z kompanami. "Jak dawno się nie myliśmy" przeszło przez głowę agenta, ale przejdźmy do meritum. Popatrzyli po sobie i wspólnie stwierdzili:
- To wypierdalaj.
Decyzja była dość naturalna. Przecież ta kobieta nie była ani postacią publiczną, którą by wszyscy znali, a co niewątpliwie zwiększyło by prestiż zespołu R (nazwa była nieoficjalna, wymyślił ją Paul od swojego nazwiska. Fritz proponował "Trzy Ślepe Myszy", zaś Antoni PAF (Paul-Antek-Fritz), co w rezultacie zostało odrzucone, gdyż złośliwi mogli ich wtedy wiązać z PiF [Pinky i Floyd], a tego nasza brygada chciała uniknąć), ani nie była postacią zmyśloną, więc wal się Arquest! ( )
***
We watch the stars
We watch the shows
For hours and hours
On videos
- Odwrotnie, wszystko odwrotnie Freddie! - May łapał się za głowę
- Ej, ten tekst jest skomplikowany, w sumie najtrudniejszy i najciekawszy jaki kiedykolwiek napisaliśmy, dajcie mi trochę czasu! - bronił się Freddie
- Paul Rodgers na pewno by nie pomylił słów! - zżymał się Roger. Biegł w deszczu po wódkę, a w studio nie miał ciuchów na zmianę, więc musiał się zżąć.
- Kochani, skupmy się na rzeczach istotnych, za tydzień ruszamy w trasę - uspokajał kolegów John - zagrajmy wreszcie mój kawałek!
- Chyba kpisz! Nie ruszamy dalej, dopóki ten fagas nie zaśpiewa tego dobrze! - Taylor w amoku miętosił swoją wilgotną koszulkę.
***
- To co my teraz zrobimy? - zapytał Antoni czochrając bobra
- Nie mam pojęcia - odparł posmutniały Paul tocząc kozę
- Musimy otworzyć się na ludzi. Wtedy na pewno ktoś się napatoczy.
- Ok, spróbujmy
Po trzech minutach drzwi tajnej kryjówki były już otwarte na ludzi. Minęły kolejne trzy momenty (tj. 9 chwil) i przez próg przeszedł mężczyzna odziany w różową koszulkę. Na plecach niósł tobołek
- Cześć kolego - zagadał Fritz, największy dyplomata naszej sympatycznej bandy. Antoni stał razem z nim kisząc ogóra, a Paul obserwował wszystko zza krzaka w przebraniu dupy zza krzaka
- Cześć, mam na imię Spike
- I co? Gonisz Pluto hihilol - zażartował Antoni
- Proszę wybaczyć mojemu koledze, nawąchał się kiszonki. Zatem kim jesteś towarzyszu?
- Jestem muzykiem, klawiszowcem
- Wspaniale - syknęła dupa za krzakiem
- O, to pewnie umiesz nieźle zagłuszać riffy swoją plumkaniną - rzekł Fritz
- No, hehehehehe
- Nie szukasz przypadkiem zespołu?
- Oj szukam, szukam. Próbowałem w wielu kapelach, nawet noszę w tobołku elektroniczną perkusję, kupiłem w Stanach od Budki Suflera...ale i tak mnie nie chcą
- Elektroniczna perkusja - bąknęła dupa - świetnie!
- Słuchaj kolego, spodobałeś nam się. Mamy dla ciebie propozycję. Paul
Nagle dupa przemieniła się w mężczyznę z dorodnymi sutkami i zza krzaka wyszedł Rodgers
- Tak, Spikey. - Zrobimy tak. Ty dostaniesz pracę, a my skompromitujemy Queen, co powiesz?
- No nie wiem...Królową Matkę upokorzyć...
- Nie, nie...królową ciotkę. Zespół Queen.
- A, to luz.
- Świetnie. Masz tu pierścień naszej drużyny, dzięki niemu będziesz się z nami kontaktować. A tu wizytówka naszego człowieka, Macka
- Z Klanu?
- Nie, Macka! Autor używa polskich liter i napisałby "Maćka"
- Aha...
- To powodzenia, Różowa Koszulko!
***
- Teraz się na bank nie pomyliłem - odrzekł zadowolony Freddie
- A dupa, w jednym refrenie śpiewałeś "Radio ka ka"
- Roger, przecież w angielskim "ga ga" i "ka ka" brzmi tak samo! - wtrącił się John
- Brian, czy to prawda? - zapytał Tamburyniarz i wyczekująco spojrzał na Pudla.
Zapadła chwila ciszy. May najchętniej by skłamał i miał ten cholerny utwór za sobą. Powtarzali już 35 raz. przez 25 Freddie zamiast "someone still loves you" śpiewał "someone still likes you", pozostałe 10 śpiewał "Radio" z małej litery. A teraz to. Brian miał dość. Ale nie potrafił kłamać
- Cóż... - zaczął - Zasadniczo to nie...
- I co mnie kłamiecie?! - powtarzamy
- Okłamujemy - poprawił May _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Lip 22, 2009 2:33 pm Temat postu: |
|
|
Z pamiętnika Freddiego…
*10 sierpnia 1983*
5 pm
Pokłóciłem się z Rogerem. Myślę, że to koniec Queen. Tak dalej być nie może. Ten pieprzony blondynek-cherubinek koniecznie chce, żeby jego „żyrandol fiu fiu” (czy jak tam się ten jego wymyślony-przez-jego-pięcioletniego-bękarta-gniot nazywa) otwierał album. Tak naprawdę na pewno przeżywa frustrację, że ma tylko jeden utwór na płycie, więc koniecznie chce go wypromować. Phi! A później się dowiedziałem od Johna, że ten bębnotłuk dał naszemu pudlowi-szarpidrutowi sto funtów za to, żeby ten umieścił jego nazwisko jako współautora w tym pseudo-hardrockowym gówno wartym „Machines”. Ten zespół robi się już chyba zbyt plugawy. Nawet jak dla mnie!
9 pm
Przeleciałem czterech robotników z budowy obok w fontannie wódki jaką zrobiłem na środku salonu. Barbara nie będzie zadowolona jak wróci. Łeb mnie napierdala. Idę spać.
*11 sierpnia 1983*
11 am
Powiedziałem chłopakom, że chcę jechać do Ameryki, bo tam jest dla nas przygotowane fantastyczne studio (tak naprawdę chodzi o kluby gejowskie, gdzie nie mówią po niemiecku), w którym możemy nagrywać naszą najlepszą płytę w historii. Bo jak inaczej nazwać dzieło, gdzie jest tylko jedno pedalstwo Johna i jeden track autorstwa Rogera, a tak naprawdę jego syna. Prosił, żebyśmy się nikomu nie przyznawali, więc pobrałem od niego sto funtów zaliczki za milczenie. Jako autora napisze się po prostu „Taylor”, bez imienia, więc ten jego mały Pankracy, czy jak mu tam nie będzie widniał na naszym albumie. Co to to nie! Żadnych bachorów. Już mi się rzygać chce jak patrzę na tą ferajnę Johna. A jego żona znowu z brzuchem chodzi! Może czas zacząć odpalać Johnowi trochę kasy z koncertów, żeby chociaż na pieluchy miał. Wiadomo-nie przepije, chociaż w sumie ubiera się jak ostatni żul.
1 pm
Przyszła Barbara i faktycznie nie była zadowolona z bałaganu po wczorajszej nocy z robotnikami. Zwłaszcza, że znalazła jednego w łazience, który śpiewał jakąś niemiecką kolędę. Paskudztwo! Kazała mi poodkurzać. Kurwa! Ostatni raz jak sprzątałem pokój to jeszcze nie było tego diabelstwa z rurą.
2pm
Muszę zgłosić jakiemuś komuś skądś, żeby produkowali dłuższe kable do tych odkurzaczy, bo kurwa wszystkie gniazdka ze ściany wyjebałem przy odkurzaniu. Chyba, że to jakiś specjalny model do odkurzania małych przestrzeni, do kawalerki, albo coś. Barbara chyba jest jakaś głupia, że nie patrzyła co kupuje do swojego wielkiego apartamentu. Jak wróci, to trochę się z niej ponabijam, że się nie zna na odkurzaczach. A co! Dobra, kończę. Jeszcze tylko pobuszuję w barku i przelecę tego robotnika z łazienki.
5 pm
Barbara śmiała się ze mnie przez pół godziny! Skąd mogłem wiedzieć, że kabel jest dłuższy tylko się schował w odkurzaczu? Heh, ale mina jej zrzednie jak zobaczy co robiłem z jej suszarką do włosów i robotnikiem w łazience.
6 pm
Pokłóciłem się z Barbarą. Głupia suka. Pakuję manatki i jadę do Los Angeles. Oglądałem teledysk „Thriller” z Michaelem Jacksonem. Myślę, że może być gejem.
*13 sierpnia 1983*
7pm
Lecimy z chłopakami do L.A. Nastrój nie jest najlepszy, bo mieliśmy lecieć poprzednim samolotem, ale Johnowi się znowu pojebało „am” z „pm” i przyszedł dwanaście godzin później. Zaliczyłem w międzyczasie jakiegoś stewarda. Oni wszyscy są tacy męscy! Brian był trochę męczący z gadką o słońcu w L.A. i jego wpływie na fryzurę pudla. Ale i tak największą wpadkę zaliczył Roger, bo wziął ze sobą swojego syna na pokład zapakowanego w tekturowe pudło z napisem „Uwaga! Szkło” i „góra, dół”, tylko że jak się potem okazało, strzałki były odwrotnie. Roger się przyznał, że syn miał być inspiracją do napisania kolejnych „genialnych” – tak powiedział!!! – utworów. Niestety załoga samolotu nie zgodziła się żeby ten gnojek leciał w luku bagażowym. No to Roger wziął go jako bagaż podręczny. Co prawda dzieciak ważył powyżej 5 kilo, ale Roger na poczekaniu zrobił mu liposukcję. Co za pojebana rodzinka. W każdym razie lecimy.
9 pm
Jebany bękart obrzygał mi spodnie. Roger powiedział, że to pewnie po tym zabiegu, albo dzieciak ma chorobę lokomocyjną. Jak ja kurwa nie cierpię bachorów!
11 pm
Nasz pierdolony basista obrzygał mi koszulę! Okazało się, że ma chorobę lokomocyjną i przez pomyłkę zamiast zwykłej tabletki wziął jakieś środki pobudzające. Dwie stewardessy musiały go ściągać z sufitu.
12 pm
Puścili nam film w samolocie. „King Kong”. Obrzygałem spodnie Brianowi.
*16 sierpnia 1983*
9 am
Jim Beach zaproponował nam nagranie soundtracku do filmu „Hotel New Hampshire”. Wszyscy dostaliśmy po egzemplarzu książki i roboczą wersję filmu do obejrzenia. Pudel wziął się za czytanie. I dobrze, bo nie mogłem znieść jego akademickiego pierdolenia o błędach gramatycznych i ortograficznych w utworach „Sex Pistols”.
6 pm
Kupiłem sobie w sklepie nowe żelazko. Może nie byłoby potrzeby, gdybym nie chciał zaimponować chłopakom, że umiem prasować. Jak im powiedziałem, że będę prasować sobie spodnie, to do pokoju przylecieli podniecenie Brian i Roger. John nie był zainteresowany, bo podobno sam sobie prasuje codziennie. On jest jakiś zdrowo popierdolony. No tak, niestety nie sądziłem, że to żelazko było najwyraźniej sto lat za odkurzaczami, bo kabel się nie chciał wyciągnąć ze środka. Szarpałem aż do oporu. W końcu wyrwałem skurwiela z korzeniami, a Roger z Brianem pokładali się ze śmiechu. Zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni jak im nasram jutro do butów.
8 pm
Poprosiłem o zmianę pokoju w hotelu na inny. Obsługa nie była zadowolona, piszczeli coś, że to już czwarty raz w tym tygodniu i że coś chyba ze mną nie tak. Nie dostaną napiwku. Phi! Ale chyba każdy by zmienił pokój w sytuacji, gdyby z pięknie rzeźbionego kominka wystawały dwa imponujących rozmiarów męskie suty. Nie byłem w nastroju na małe miętolonko od wczoraj, kiedy to sprzedawcy w sklepie się śmiali, że chcę żelazko z wyciąganym sznurem. Zacofańcy! Jak za 10 lat przyjdzie do tego kraju pierwszy model okurzacza z wyciąganym sznurem, to zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni. Zwłaszcza, że wynająłem małego Hindusa, żeby im nasrał do butów. Ale będzie ubaw! _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Maleństwo

Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 1664 Skąd: Miasto Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Nie Lip 26, 2009 1:31 pm Temat postu: |
|
|
Przeczytałem odcinek Matteya i znów dostałem skretów kiszkuuff. Chyba będzie trzeba w najbliższym czasie zreaktywować się w ASAQ.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Nie Lip 26, 2009 6:15 pm Temat postu: |
|
|
* * *
13 lipca 1985. Live Aid.
- Wiecie, co chłopaki? - zagadnął Brian pozostałych. - Mam taki pomysł, żeby podreperować naszą setlistę na te 20 minut. Oto ona. - stwierdził, po czym pokazał reszcie kartkę:
| Cytat: | Queen, Live Aid, 13th July 1895. Setlist:
1. Guitar Solo |
- Eee, Brian? - powiedział po minucie niezręcznej ciszy Roger. - DLACZEGO TU NIE MA MOJEGO RADIO GA GA?!
- No, bo, że, gdyż, ponieważ się nie zmieściło? - odparł z pytajnikiem na końcu Brian.
- JAK TO SIĘ NIE ZMIEŚCIŁO?! - zaczął rozkręcać sie Roger. - PRZECIEŻ TU JEST TYLKO JEDEN UTWÓ... TFU! POTWÓR!
- Tak, ale nie zmieściło się w czasie! - przerwał Rogerowi monolog Brian.
- AHA, WIĘC TO TAK! W TAKIM RAZIE ODCHODZĘ! - wkurzył się Rog, po czym chciał trasnąć drzwiami i wyjść, jak to miał w zwyczaju, ale nie napotkał takowych więc musiał zadowolić się jedynie wyjściem.
- Eee... - zaczął John po dłuższym milczeniu. - To ja też mogę odejść?
- Co? Och, tak jasne... - odpowiedział Fred. - A ty, Brian? Co o tym myślisz?
- Ty, ty... Ty stara cioto, ty, ty młody zwiewny, ty, podła zdziro! - odparł Brian. - Jak mogłeś mu na to pozwolić?! Przecież teraz zostaliśmy tylko ty i ja!
- Jak to?! Przecież jest jeszcze ten w różowym...no... jak mu tam... Spike.
- Ale, ale... - zaczął Brian.
- Aha, kochany, zapomniałem Ci powiedzieć. - dodał Fred. - Ja też odchodzę. Jestem umówiony z Mickiem. - powiedział po czym również wyszedł.
- No i co teraz? Co ja zrobię? Co ja zrobię? - jęczał Brian, po czym upadł na kolana i rozwalił sobie łokieć.
Warto też wiedzieć, że do ich planowanego występu zostało 10 minut.
* * * |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Nie Lip 26, 2009 8:50 pm Temat postu: |
|
|
Ej! Co to za dwuletni przeskok? _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pon Lip 27, 2009 7:48 am Temat postu: |
|
|
| Jaki dwuletni?! Jesteśmy już po wydaniu Works! Uznałem, że trasy nie trzeba opisywać... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pon Lip 27, 2009 10:08 am Temat postu: |
|
|
Jeśli tak. Trochę mnie post Matteya zmylił.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pon Sie 03, 2009 12:54 am Temat postu: |
|
|
***
- Dobry wieczór pop-rockerzy! Czy jesteście gotowi?
(...)
- A teraz keyboard solo Spike'a Edneya z akompaniamentem Briana.
(...)
- Bob, to dla nas naprawdę ważne...
- Przykro mi Brian, ale naprawdę nie zmienimy tekstu na "Let them know it's Saint Olmsofernus Eve", to tak jak bym na prośbę Ozzyego zmienił na "let the know it's hanukkah".
- To Ozzy jest...?
- Nawet nie pytaj. Także sam rozumiesz. Albo Freddie zgodzi się na tekst w takiej formie, w jakiej jest, albo wypierdalacie.
- Wypierdalamy złotko...
Tak, Brian zawsze po obtarciu łokcia miał dziwne wizje, ale tym razem stanęła mu przed oczami trasa koncertowa z zagłuszającym go Edneyem oraz porażka w kwestii singla, który miał znów wznieść JEGO zespół na szczyt. Ten występ był ich...był JEGO ostatnią szansą. Właśnie ważą się JEGO losy, ma mało czasu by wpłynąć na pozostałych. Trzeba coś zrobić. Minuty lecą, a Brian..."a Brian leży jak debil, więc może by wstał i nie tracił czasu, kurwa!" May aż się zdziwił, że w myślach wypowiedział słowo, które słyszał tylko od 3 osób w swoim życiu - Freddiego, Rogera i swojej matki. May zerwał się szybko, chwycił za bary przechodzącego roadiego i zapytał:
- Człowieku, ile tu leżałem?!
- Jakieś 30 sekund, proszę pana - odparł wystraszony młokos
- Dobrze, przepraszam. Wracaj do pracy. - odparł May.
A więc miał 9 minut i 30...25,24...około 9 minut by odnaleźć trzy nadąsane gwiazdy muzyki. Ale jak on ma znaleźć trzy nadąsane gwiazdy wśród 100 tak samo nadąsanych gwiazd?!
- Deacon... - wyszeptał May.
***
Tymczasem w mieszkaniu Paula Rodgersa panowała ogólna radość i harce, bowiem dotarły informacje od Spike'a - "gitarzysta obtarł łokieć. Zagram solo na keyboardzie"
- Queen będzie zrujnowany! - entuzjazmował się Fritz jedząc krakersa. To znaczy myślał, ze go je, ale wpychał go w nos...cóż, ślepi ponoć tak mają.
- Aaaaa! - podniecił się Antoni powłócząc fretkę - A co z tobą Paul? Nie cieszysz się?
- Niby się cieszę, ale...dlaczego ten złamany obrzezany chuj Geldof mnie nie zaprosił?! No dlaczego?!
- W sumie to...nie jesteś żadną uznaną gwiazdą... - wymamrotał Fritz
- CO?!
- No do Izy Trojanowskiej ci trochę brakuje... - bronił agenta jej papieskiej mości radomski taksówkarz z Radomia, gwałciciel zwierząt z Zamiłowania (Zamiłowanie koło Radomia - tam zoofilia jest legalna, stąd pan Antoni czasem zmieniał miejsce urodzenia) Pan Antoni Maciorkiewicz.
- Gdyby nie to, że jesteście mi potrzebni, to bym was zakablował Szefowi. I tyle by z waszej kariery kurwa było! A teraz ruszcie głowami i pomóżcie mi w...UNICESTWIENIU BOBA GELDOFA!
***
Tymczasem Brian gorączkowo przebijał się przez tłum gwiazd, aż wreszcie wypatrzył Johna prasującego skarpetki Phila Collinsa.
-...w sumie masz rację Jasiu, przyda się zmienić skarpety w USA
- Oczywiście! - przytakiwał Deacon - A przecież w pogniecionych się światu nie pokażesz!
- No, no...
- JooooOOooOOOoOOoOOooohn! - konwersację muzyków przerwał inny muzyk: Brian May
- Co? Mam wrócić?
- Miło by było - uśmiechnął się Brian. Miał jeszcze siedem minut, aby zgarnąć pozostałych. Ale Deacon miał kłopoty, gdyż podszedł do niego ochroniarz:
- Przepraszam pana, gdzie jest pański identyfikator?
- Eh, musiałem zostawić przy samowarze, zaraz po niego pójdę.
- Nigdzie się pan nie ruszy. Nie jest pan gwiazdą, nie rozpoznaję pana...
- Jestem John Deacon, basista Queen. - powiedział pewny siebie John Deacon, basista Queen.
- Tak, hehe - zaśmiał się ochroniarz - a ja jestem Carole Pope, piosenkarka, hehe. Wypierdalaj pan - schab zmarszczył brwi.
- Ale... - wystękał Brian
- Spokojnie, dam radę, znajdź pozostałych.
***
- Wiem! Wmówimy wszystkim, że Geldof tak naprawdę nazywa się Geldofbaumowicz i jest żydowskim Żydem z Madagaskaru.
- Fritz, zlituj się. Tak już nawet w Polsce nie ukrócisz nikomu kariery, ba, jeszcze taki dostałby pracę przed Tobą, bo tak to wielka dyskryminacja...
- To wmówmy, że był kiedyś taki hitlerowiec Geldof, który zabił Zyda Geldofbaumowicza i że to ojciec Geldofa zabił jego dziadka!
- Że co kurwa?
***
- No dobra, żartowałem, nie jestem basistą Queen
- To wiem cwaniaczku
- Jestem basistą Stinga!
- Sting nie ma basisty...
- Jak to nie ma basisty. a ten facet co gra na basie i śpiewa nawet czasem? To przecież ja.
- Nie proszę pana, basistą Stinga jest Sting.
- Cholera...
*** _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Sro Sie 05, 2009 1:22 pm Temat postu: |
|
|
Nie wierzę
Ktoś mógłby mi opowiedzieć, co się wydarzyło na ostatnich kilku stronach? Wiadomo, co odcinek, to męczenie paru dialogów, a dobrze by było wiedzieć, jaka jest fabuła teraz  _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Sie 05, 2009 1:55 pm Temat postu: |
|
|
Generalnie to Paul, Fritz i Antoni mieli doprowadzić Queen do stworzenia koszmarnej płyty, co im się oczywista udało (The Works), w dodatku podrzucili im Spajka, co by ten zniszczył brzmienie Queen. No i generalnie tyle...Brian chyba Starflita wydawał na którejś stronie...w ogóle okres rozpadu (1983) jakoś szybko przeszedł .
Zresztą - przeczytaj sobie, mnie tych debilizmów się nie chce streszczać xD. _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Wrz 01, 2009 3:30 pm Temat postu: |
|
|
TYGODNIK RZEKUŃSKI nr 9/Wrzesień 1985 (tygodnik wydawany jest co miesiąc):
Queen jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów rockowych na świecie. W przeciągu prawie 15 lat zdołali wyrobić sobie odpowiednią markę pośród muzyków całego globu. Mimo wielu lat spędzonych ze sobą nadal występują w takim samym składzie, który wielbi praktycznie każda widownia naszej planety (może prócz Memphis). W dzisiejszym wydaniu TR (Tygodnika Rzekuńskiego - przyp. autor) przedstawimy wywiad z perkusistą tej jakże zacnej grupy.
Tygodnik Rzekuński: -Jak wygląda krajobraz Queen po wspaniałym koncercie Live Aid (wywiad przeprowadzony pod koniec lipca 1985 - przyp autor)?
-Co raz lepiej. - mówi Roger Taylor, perkusista grupy Queen, na zdjęciu jego pies - Udało się zagrać dobry koncert. Każdy zajął się teraz swoimi sprawami a pod koniec sierpnia zaczynamy kolejną trasę.
-Krążyły słuchy, że występ do końca stał pod znakiem wielkiego znaku zapytania. Czy to prawda, że na 5 minut przed rozpoczęciem występu za kulisami był tylko wasz klawiszowiec Spike Edney?
-To była szalona noc.
-Moze coś więcej?
-Ech... Na jakieś 10 minut przed występem, wszyscy zgodnie wyruchaliśmy Briana, bo zmienił set na swoje Guitar Solo. Ja poszedłem do The Who i starałem się wyjebać z zespołu Kenney'a Jones'a. Choćby na ten jeden występ. Zawsze lubiłem The Who, mieli krótką nazwę i ich wokalista nie był pedałem. Niestety okazało się, że Kenney sam przyczynił się do głodowania dzieci z Etiopii i chciał teraz zniszczyć zła karmę. Nawet jak połamałem mu palce to chciał grać. Zaimponował mi, nie powiem.
-Co było dalej?
-Trochę zasmucony pomyślałem, że może przekonam Briana bym zagrał wstęp do Guitar Solo. Wróciłem więc w miejsce gdzie ostatni raz sie widzieliśmy. Stał tam Spike Edney i pijany w sztorc Freddie.
-Freddie był pijany podczas występu?!
-Zawsze jest. Znaczy za nim się rozstaliśmy to nie był. Widziałem go tylko jak idzie w stronę Georga Michaela. Ten miał jeszcze sporo czasu do swojego występu i kłócił się zawzięcie z tym drugi w Wham!. George niby zgłosił zespół a wystąpić miał sam. W końcu ten drugi z Wham! wynegocjował chórki podczas występu Georga i Eltona. Podjerzewam, że Freddie w ciągu 7 minut musiał zabawić się z Georgem i zaraz po tym nieźle się urżnąć.
-Więc na trzy minuty przed występem był tylko pan, pijany Freddie Mercury oraz klawiszowiec o którym czytelnicy Tygodnika Rzekuńskiego nie mają pojęcia?
-Tak było. Za dwie minuty przyszedł Brian i byliśmy gotowi do koncertu.
-A John Deacon?
-John nie wystąpił podczas koncertu. Brian starał się go wkręcić przy ochroniarzach, ale nic mu się nie udawało. Zresztą co będziemy kryli, na bramce stała wtedy sama Carole Pope...
-No tak... Największa sucz na planecie...
-Dokładnie! John nie miał szans na przejście choćby był samym Jezusem Chrystusem. Zresztą takie są skutki bycia nieznanym członkiem zespołu.
-Ale przecież widać go na taśmie, jak to pan wytłumaczy?
-To nasz kolega, John Paul Jones przebrany za Johna. Mogliśmy go nawet nie przebierać i tak by się nikt nie skapnął.
-John Paul Jones?!
-Yep. John był przypadkiem na Wembley, a że Carole Pope miała tam jakieś sprawy z nim wcześniej to wpuściła go za free. John Paul był zły, bo Zeppelini wzięli jakiegoś Martineza na występ Live Aid w Filadelfii. Zresztą perkusistą miał być jakimś Thompson i chyba nawet Johna bardziej intesował perkusista, bo kazał Philowi Collinsowi lecieć do Filadelfii i zastąpić Thompsona, co się zdarzyło podczas koncertu. Niezła jatka była.
-A John Deacon? Nie miał wam tego za złe?
-Coś tam mówił, że chce odejść, ale dopiero niedawno zorientował się, że dostajemy kasę za koncerty i musi trochę potrzepać jej by żyć godnie. Zresztą ostatnio dostaliśmy propozycję zagrania muzyki do filmu. Film na razie w fazie projektu, co prawda, ale chyba się zdecydujemy.
-Tak, więc dziekuje za rozmowę i powodzenia w nadchodzącej trasie!
-Dziękuje. Serdecznie zapraszamy... A w jakim kraju ukazuje się ta gazeta?
-W Polsce...
-Aaaa... To tam nie gramy, no ale i tak zapraszamy na koncerty. No i czekajcie na naszą nową płytę z muzyką do filmu Nieśmiertelny!
-Nieśmiertelny?
-Kurwa! Wygadałem się!
wywiad przeprowadził Anall Geldofbaumowicz _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kensington

Dołączył: 27 Sie 2004 Posty: 4263 Skąd: Modar
|
Wysłany: Wto Wrz 01, 2009 5:50 pm Temat postu: |
|
|
"Tutaj jestem! Jestem mistrzem waszej destylacji!
Jestem jedynym Bogiem w domu króla!
Daj mi procę! Po prostu daj mi tę cholerną procę!"
- No i jak? - zapytał gitarzysta z pewnością siebie w głosie.
- Brian, kurwa twoja mać, co to ma być? - ryknęli jednocześnie Freddie i Roger.
- No... jeden z naszych nowych kawałków na "Nieśmiertelnego". Chcecie posłuchać dalszego ciągu?
- NIEEEEE! - nie zdążyła zawołać pozostała dwójka.
"Daj mi procę! Daj mi procę..."
<dziesięciominutowe solo>
Daj mi procę! Daj mi procę..."
- Napijmy się lepiej... - zarządził Freddie. - Zaraz! Gdzie jest Janek?
- Nie mam pojecia! Wyskoczył jak oparzony jakieś dwa kwadranse temu - odparł bębniarz.
- Coś się stało? - zapytał Freddie, kompletnie ignorując zawodzenie Briana i począł strugać sobie nową rakietkę do ping ponga.
- Chyba wszystko przez ten list.
- Jaki znowu do diabła list?
- Ten, który dostarczył mu wczoraj listonosz Pat.
- Pat i kot, kot i Pat, Pat i kot przyjaciele od lat...... - zanucił wokalista. - MAM POMYSŁ! - krzyknął nagle odrzucając rakietkę i popędził po pióro.
A tu nagle...
- Czym się różni niewybuch od niewypału? - zapytał ni stąd ni zowąd Janek, wisząc po drugiej stronie okna na metalowej lince... _________________
Z kobietami się nie dyskutuje. Kobiet się słucha.
Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sro Wrz 02, 2009 11:56 am Temat postu: |
|
|
- Niewybuch nie wybucha, a niewypał nie wypala, buahahahahahahaha - zaśmiał się z własnego żartu Człowiek Be...Roger.
- To było niezwykle elokwentne - zadrwił Brian - Otóż, drogi Johnie, z niewypałem mamy do czynienia wtedy, gdy na przykład próbujesz wystrzelić pocisk z broni palnej, a ten nie wystrzelił. Taki pocisk nawet wrzucony do ognia nie wybuchnie. Niewybuch natomiast...
- Dobra Brian, już wracam do mieszkania. Widzę, że z wami nie można sie bawić w Odlotowe Agentki, bo zaraz prawicie jakieś mądrości albo rzucacie suchary - orzekł John Deacon i bujnął się do mieszkania. Z gracją wylądował na podłodze...twarzą.
Wtem do pokoju wpadł Freddie.
- Chłopaki! Chłopaki!! Chłoopaakii!!!
- Czego się drzesz?! - aż zmarszczył się Taylor
- Mam przebój, mam przebój! Czytaj Brian!
| Freddie napisał: |
Another red letter day,
So the pound has dropped and the children are creating,
The other half ran away,
Taking all the cash and leaving you with the lumber,
Got a pain in the chest,
Doctors on strike what you need is a rest
It's not easy love, but you've got friends you can trust,
Friends will be friends,
When you're in need of love they give you care and attention,
Friends will be friends,
When you're through with life and all hope is lost,
Hold out your hand cos friends will be friends right till the end
Now it's a beautiful day,
The postman delivered a letter from your lover,
Only a phone call away,
You tried to track him down but somebody stole his number,
As a matter of fact,
You're getting used to life without him in your way
It's so easy now, cos you got friends you can trust,
Friends will be friends…
Now it's a wonderful day,
The sun is shining and the people feel so flirty
And you didn’t watch your way,
You stepped in deep shit , now your souls are really dirty
As a matter of fact,
The boots belong to your dad, fuck’em anyway
It's not easy crap, but you've got friends you can trust
Friends will be Friends
When you step in the crap they give you care and attention…
Another fucking great day
The pigs are oinking and Roy Baker is sugar-iced
You found out that you’re gay
Parents want to send you away, thinking that you’re viced
And you are so fucked up
As if thunder struck, you want to fly far away
It's so easy queer, cos you got friends you can trust,
Friends will be friends
When you’re in need of boys they give you care and attention…
Now the day is at last saved
You flew to Germany, you’re no longer different
Audience don’t want you to shave
You made a record but it isn’t worth even a cent
And what I have to add
Well you feel a bit sad, but you still have your band
It's not easy dear, but you've got friends you can trust
Friends will be Friends
When your CD is crass, they give you care and attention… |
- Wiesz Freddie, chyba… - zaczął niepewnie May
- Przerzuć stronę! – przerwał Mercury
- Co?
- No, stronę przerzuć – uśmiechnął się wokalista
| Freddie napisał: |
And it is another day
I suppose it’s Monday, or maybe is it Sunday?
But what if it’s Tuesday?
Probably nothing, but I wish it wasn’t today
There’s a pain in my brain
Confusion in my heart and I want to play darts
It's so easy now, cos you got friends you can trust,
Friends will be friends
When you want to play darts they give you care and attention…
Now it’s really painful day
I drunk too much and my did a did a dero dei
My head di da hurts today
As if da di du de do de de pam para pam
As a pam pam pa pa
Ta di di da da, da da Ra da pa pa
It's not easy dude, but you've got friends you can trust
Friends will be Friends
When your head explodes, they give you care and attention…
Friends will be friends
When you're in need of love they give you care and attention
Friends will be friends
When you're through with life and all hope is lost
Hold out your hands cos right till the end-
Friends will be friends |
Brian zmarszczył czoło. Większego gówna nie czytał od…hmmm…no w sumie wczoraj na kiblu czytał książeczkę do Mr Bad Guy, ale mniejsza z tym. Grafomaństwo totalne, co by tu z tym zrobić?
- Myślałem też nad wersją extended – wyszczerzył zęby wokalista
- No zobaczymy – orzekł May, a szeptem spytał Johna – Jasiu, można to jakoś skrócić?
- Spoko – rzeczowo odparł John – ale nie za darmo. W zamian będę mógł napisać muzykę
- Wiedziałem, że masz coś z Żyda…ale niech będzie! _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Werty
Dołączył: 06 Lut 2006 Posty: 1310
|
Wysłany: Sro Wrz 02, 2009 12:46 pm Temat postu: |
|
|
Mike, dobiłeś mnie tą wersją tekstu...  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Wto Paź 06, 2009 11:15 am Temat postu: |
|
|
Z pamiętnika Johna Deacona…
Monday,
Start of my holiday.
Freedom for just one week.
Feels good to get away…
Tuesday.
Idę do więzienia. Przyłapali mnie na paleniu trawki. Może wyjdę za kaucją jak ktoś wpłaci.
Wednesday
10:00
Dziwne, nikt nie dzwoni. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Przekręciłem do Rogera, który nie odbierał słuchawki, Briana, który odebrał, ale zaraz odłożył, a potem do Johna, na
którego się strasznie wściekałem, bo nie odbierał, a w końcu ponoć Friends Will Be Friends.
11:00
A nie… John to ja. Czyli muszę zadzwonić do Freddiego.
11:15
Ha ha ha, ale Freddie ma śmieszną automatyczną sekretarkę: „Halo? Kto mówi? Kto? John? Co robisz w więzieniu? Jaką kaucję? Kto? JA!?!?!?!? Yyyyy… tu telefon Farukha Bulsary, ale chwilowo…yyy… no nie ma mnie w domu więc… yyy… jak usłyszysz sygnał to się nagraj i nie zrażaj się dźwiękiem odłożonej słuchawki… Na pewno potem odsłucham… taa… BIP…BIP…BIP…”.
No więc mu się nagrałem. Freddie to naprawdę prawdziwy przyjaciel. Nie to co ten John… A nie… zaraz…
12:00
Strasznie zgłodniałem. Zwłaszcza po tym, jak się okazało, że w mojej celi jest ktoś jeszcze, ale do tej pory siedział w kącie i się nie odzywał. Nieważne… Jezuuuuu!!! Dałbym dupy za krakersa…
12:30
Przed chwilą zjadłem krakersa. Ale już nie jestem taki głodny. Mój współlokator w celi jakby się uśmiechał…
12:31
Właśnie sobie uświadomiłem, że kończą mi się skarpetki. Mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj mnie wypuszczą, bo jutro już Thursday, a ja mam tylko trzy czyste pary w kieszeni. Powinno starczyć do obiadu, ale co potem?
16:00
Mój współlokator nastraszył mnie, że jak strażnik zobaczy, że mam pamiętnik to najpierw mi go zabierze, przeczyta w całym więzieniu na głos wybrane fragmenty, a potem dostanę 20 pasów w tyłek. Nie zniósłbym tego! W pamiętniku jest zapisany sekretny czterocyfrowy kod do mojej szuflady, w której trzymam zielone skarpety w czerwone paski i zestaw ołowianych bokserek na wypadek wybuchu bomby atomowej. Muszę w końcu chronić moje cenne klejnoty! Czwórka dzieci to zdecydowanie za mało!
21:12
Idzie strażnik! Muszę kończyć. Ma przetrzepać naszą celę! Muszę schować pamiętnik! Jest tylko jedno miejsce… Kurwa, czego ja musiałem kupić pamiętnik z metalowymi obramowaniami…
Friday
20:30
Obudziłem się po narkozie. Byłem dwa dni nieprzytomny! Pielęgniarka wszystko mi opowiedziała. Miałem ciężką operację wyjęcia pamiętnika z dupy. Musieli mi wyciąć nerkę i pół wątroby. A potem musieli mi wstawić nerkę i pół wątroby, bo lekarz wcześniej pomylił salę.
Saturday
13:00
Co za miła niespodzianka! Przed chwilą odwiedził mnie Paul Rodgers! Przyniósł słonecznika i cztery chryzantemy. Przemiły człowiek! Opowiedział mi, że jak byłem w więzieniu, to Freddie, Roger i Brian nagrywali teledysk do filmu „Nieśmiertelny” (już miałem zapytać gdzie był w tym czasie ten podły John, ale w ostatniej chwili sobie przypomniałem…). Paul powiedział mi, że był tak wspaniałomyślny, że przebrał się za mnie, żebym był na teledysku. Chyba zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi. Potem pokazał mi jeszcze kilka fajnych trików i jak na mistrza kamuflażu przebrał się za pielęgniarkę, stetoskop, kroplówkę, wenflon i basen, co się akurat dobrze złożyło, bo srać mi się chciało. Paul wyszedł trochę niezadowolony, ale to chyba nie przeszkodzi w naszej rozkwitającej przyjaźni. Jakoś się z tego wyliże, He He He
15:32
Dowcip tygodnia (szlifowałem go kilkanaście ładnych godzin): Nie mogę się doczekać, aż ktoś mnie zapyta: „John, skąd masz pamiętnik?” a ja wtedy powiem: „Z dupy!”, He, He, He… Wracam do formy!
Sunday
9:00
Nie muszę wracać do więzienia! Brian wpłacił za mnie kaucję! Oto wspaniały przyjaciel! Ale też niezwykle zapracowany człowiek. Ciągle go nie było w domu, ale wreszcie za 426 razem podniósł słuchawkę. I co z niego za dowcipniś! Przez całą rozmowę się zgrywał, że nie niby nie wiedział o moim pobycie w więzieniu i o operacji. A potem stwierdził, że przecież nagrywałem z nimi teledysk! He, He, He, sto pociech z tym Brianem.
13:00
Lekarz powiedział, że już mogę iść do domu. Jak wstałem z łóżka to upadłem na twarz, bo nie miałem za bardzo sił. Ale pan doktor dodał mi otuchy, mruknął coś o jakichś pajacach z więzienia, którzy zajmują łóżka naprawdę chorym pacjentom, i że matka miała rację, że powinien zostać prawnikiem, bo już go cholera bierze jak patrzy na te zdezelowane mordy wykrzywione tanim winem i heroiną. Potem pielęgniarka szepnęła mu na ucho coś w stylu: „Panie doktorze, on tak wygląda”, więc lekarz przepisał mi dwadzieścia kilo cytryn. Podobno ma pomóc. Fantastyczny człowiek. Na koniec dostałem zastrzyk z rutinoscorbinu w dupę i zastrzyk adrenaliny w serce, więc mogłem spokojnie pójść do domu.
14:00
Jestem już w domu. Po drodze ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Udawałem obojętność, jak każda rozpoznawalna gwiazda na ulicy, ale w domu się okazało, że miałem na sobie fartuch szpitalny z wycięciem na dupę. A dzień był wietrzny, oj tak…
16:00
Co za tydzień! I to wszystko only In seven days… Dobrze, że miałem przy sobie mój niezawodny pamiętnik. Aż go ucałuję!
16:01
O kurwa! FUJ!!!! _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Paź 07, 2009 12:58 am Temat postu: |
|
|
-John, masz coś brązowego na poliku. - przywitał basistę, frontman grupy
-To... banan... - zpeszył się Deacon
-Banan? - zdziwił się Brian - Przecież banany nie są brązowe.
-Stare są. - zauważył Roger
-Ale to tylko skórka. - Freddie również włączył się do dysputy - Skąd wiesz jakie są w środku? Jadłeś?
-Nie trzeba jeść, aby zobaczyć jakie są w środku! - obruszył się tamburyniarz - Wystarczy rozpieczętować.
-No, ale nawet jeśli trochę zbrązowieją to nie będzie takiego efektu jak na poliku Johna. - rozpoczął swój wywód May - Stary banan, może mieć lekko brązowaty kolor, na licu naszego basisty widniał jednak brąz o wiele dojrzalszy. Rzekłbym przebrąz.
-A wiecie, że banany nie maja pestek! - wybuchł John, wszystko by tylko odwrócić od siebie uwagę
-Nie do końca jest to prawdą...
Taaa... Powrót Johna po tygodniowej zsyłce w areszcie wydawał się przebiegać w normalnym towarzystwie. John nie wiedział jednak, że większość jego partii zostały nagrane przez sprzątaczkę kręcącą się w pobliżu studio panów z Queen...
-I nie będzie gitary w One Year Of Love! - krzyknął Deacon
-Co??!!11!!!11??/?? - praktycznie przekrzyczał (a także przejednynkował i przeukośnikował) basistę, Brian
Ups..Troszkę musieliśmy ominąć... No, nie będę już przeszkadzał!
-Damy tam też saksofon! - pobyt w ciupie wpłynął na psychikę Johna
-A co to kurwa, piosenka jakiegoś pedała?! - zdziwił się Freddie
-Dokładnie, przecież już jeden pedał tak robił. - przypomniał Roger - Chcesz by każdy zaczął się domyślać, że Freddie też?
-Co też?! - tym razem wybuchnął sam Mercury
-Nie roztrząsajmy tego. - uspokoił wszystkich o dziwo Brian, po czym zwrócił się do Deacona - John pozwól na słówko.
John podszedł.
-Co?
-Wolałbym w jakimś bardziej ustronnym miejscu...
-Może zjemy śniadnie u Tiffany'ego?
-Ok.
Roger z Freddiem tylko przyglądali się jak John z Brianem odchodzą.
-Przecież jesteśmy kurwa w Niemczech! - zdążył krzyknąć jeszcze Mercury, jednak w odpowiedzi uzyskał tylko środkowy palec
* * *
Tymczasem w tajnej bazie pod Radomiem Paul Rodgers, Pan Antoni i Fritz zastanawiali się nad kolejnym planem zniszczenia Queen.
-Wiecie co? - zagaił w końcu Antoni - Zastanawia mnie fakt, kiedy tak naprawdę zapragnąłem zniszczyć Queen...
-A nie chciałeś od początku? - spytał Fritz
-Nie i z tego co pamiętam to ty też nie. - zgrabnie ułożył zdanie Antek
-Mam! - krzyknął Rodgers, w ogóle nie interesując się rozmową swoich kompadre
-Kolejna gumka-kulka znaleziona? - celnym i jakże błyskotliwym dowcipem popisał się Fritz
-Nie! - warknął Paul, choć w sumie to bardziej powiedział "nie" niż warknął - Tym razem to będzie wspaniały plan! Nie żadne tam dodawanie, przepis na placek po węgiersku czy rozkład jazdy autobusu lini nr 5!
-Zachowaj to dla siebie... - rzekł damski głos
Wszyscy trzej raptownie się odwrócili (Fritz siedział na przeciwko miejsca skąd wydobywał sie głos, ale jak wszyscy wiemy był ślepy).
-Królowa Elżbieta? - zapytał niepewnie Rodgers
-Wytłumacz mi kurwa, skąd do chuja pana Królowa Elżbieta robiła pod Radomiem? - zirytowała się postać
-To może wyjdziesz z cienia? - nieśmiało tym razem zagaił Antoni
-A, więc mnie nie widzicie... - kobita była zaskoczona - Zaczynałam się już dziwić, że mnie nie poznajecie.
Postać wysunęła się z cienia. Nastała cisza, którą po pewnym czasie przerwał Antoni:
-O! Irena Szewińska!
-Kto kurwa? - zdziwił się Paul
-Miło panią widzieć. - zwrócił się do Szewińskiej, Fritz
-Zresztą nie ważne... - Paul zaniechał pomysłu dojścia kim u licha była Irena Szewińska - Powiedz jak nas znalazłaś?
-Nad wejściem widniał napis "XI ogólnopolski zjad fanów unicestwienia Queen" - powiedziała Irena
Paul walnął Fritza po potylicy.
-Co? - zapytała Szewińska - Zdradził was tym szyldem?
-Niee.... - zaciągnął Paul po czym wytłumaczył - To nasz IX zjazd, tylko Fritzowi się popierdoliło.
-Aha...
-No, ale mówcie co was do nas sprowadza? - Rodgers przeszedł do konkretów
-Jak to co? - zdziwiła się Szewińska - Chęć unicestwienia Queen!
-Pfff.... - pyffffnął sobie Paul - Ale, za co?
-Jak to za co? - zdziwiła się Szewińska part II - Wszyscy wiedzą, że Królowa może być tylko jedna. A nią jest oczywiście Lekkoatletyka! Nic więcej! Queen trzeba zmiażdżyć, zgnieść, wszystko na zet co kojarzy się z mordem!
-Jednak my pracujemy dla Królowej Elżbiety... - Paul starał się być elokwentny
-Ją też zajebię. - Irena była w szale - Teraz kurwa ja przejmuję tu dowodzenie i zajmiemy się niszczeniem wszystkich Królew świata!
-Ale... - zająknął się Paul, jednak z góry wiedział, że jest na straconej pozycji, wstarczyło popatrzeć tylko na Szewińską i wszystko było jasne
Teraz ona rozdawała karty, a że karty którymi dysponowała były tej samej talii co Rodgersa, więc nie wypadało mu sie przeciwstawiać. Tym bardziej, że w jakiś sposób Szewińska mu się podobała.
Antoni nachylił się do Fritza:
-Mam wrażenie, że to wszystko rozgrywa się obok nas...
* * *
Brian i John siedzieli sobie w dystyngowanym lokalu w New Jersey. Czekali właśnie na posiłki. Brian zamówił homara w sosie bezszamelowym, udziec z dzika doprawiony miętą oraz bazylią, rosół królewski z kaczki oraz szaroltkę z cynamonem. Do tego oczywiście Bordeaux, rocznik 1845. John zamówił wodę i sucharki. Nadal mało dostawał za pisanie piosenek, a to co dostawał szło na psa. Weronika sama postanowiła utrzymywać dzieci, nigdy bowiem nie wierzyła, że John osiągnie coś w tym swoim garażowym zespoliku.
-Tak, więc posłuchaj Johnatan... - zaczął Brian
John skupił się jeszcze bardziej, tak że jego rozepchane przez pamiętnik zwieracze nieomal popuściły, wszak zawsze działo sie coś ważnego gdy ktoś zwracał się do niego per "Johnatan". Zwrócił teraz pełną uwagę na Briana, starając się nie gryźć zbyt mocno sucharków, tak by nie zagłuszyć słów Briana.
-Powiem to pierwszy raz na głos. - rzekł May - Freddie umrze.
-Wiadomo. - westchnął John - Przecież w końcu dupa mu pęknię od tego dymania - mówiąc "dupa" przez moment pomyślał o swoich czterech literach
-Nie o to chodzi. - kontynuował Brian - Zresztą to jest mało ważne. Chodzi mi o to, że gdy Freddie umrze to my jako zespół popracujemy jeszcze trochę a potem ty się zmywasz. Kapujesz? Rozpływasz się, jakby Cię nie było. I najlepiej jakbyś się jeszcze zajebiście postarzał.
-Jak to?! - John był przerażony, ale brakowało mu jednego w tej "ofercie" - Co bym z tego miał?
-Nie zagram w tym jebanym One Year Of Love... - mruknął pudel
-Zgoda! - krzyknął John, słysząc tytuł swojej piosenki kompletnie zapomniał o tym co oferował mu Brian
-W takim razie podpisz mi tu... - powiedział Brian przeżuwając właśnie kęs udźca z dzika i jednocześnie podsuwając świstek papieru Johnowi
Deacon szybkim ruchem ręki (i pióra) podpisał się trzema krzyżykami i zadowolony czekał aż Brian zje obiad. Miał mało sucharków...
-Wiesz, mam pewną wizję co do dalszej działalności. - mówił Brian - Mam nadzieję, że się nie gniewasz?
-Absolutnie! - krzyknął śmiertelnie poważnie i szczęśliwie John
Wtem na sali rozległ się wrzask:
-Luuuuudzieeee!!!! Jest opcja!!!!
Do restauracji wbiegli Roger i Freddie. I na nich zostały skierowane wszelkie spojrzenia. Rog i Mercury spojrzeli na wszystkich:
-Znaczy dla was żadna... - zpeszył się Freddie
-My do nich... - wtórował mu Taylor i razem podeszli do Briana i Johna
-Słuchajcie! - Freddie był zdenerwowany - Królowa Elżbieta chce nas widzieć w Londynie! Natychmiast!
-W Londynie?! - zdziwił się Brian - Przecież jesteśmy kurwa w New Jersey!
-Co ci nie przeszkadzało przylecieć tu z Monachium... - mruknął Roger
-Shut up... - warknął May - Co u licha chciałaby od nas Królowa Elżbieta?
-Nie mamy pojęcia, ale samolot czeka przed restauracją!
Nie pytajcie skąd, jak, gdzie, dlaczego...
* * *
-Oj Urlichu... -mrukneła Elżbieta - Do czego to doszło by sprzymierzać się z wrogiem...
-Zawsze można działać w pojedynkę. - zauważył Urlich
-Nie Urlichu... - Królowa się nie zgodziła - To dotyczy nas wszystkich. Ja jestem Królową i Queen jest Królową. Trzeba obronić honor Królowych. Wiesz coś na zasadzie Szatan Serduszko przyłącza się do Songo by pokonać Sajanina...
-Aha... - Urlich doskonale pamiętał ten moment Dragon Ball w wersji polskiej
-Dobrze, że mieliśmy podsłuchy tam i dowiedzieliśmy się co knuje Szewińska z Rodgersem. - powiedziała Elżunia - To twój pomysł Urlichu, kiedyś pozwolę Ci umyć mi plecy.
-Zdrastwuj. - odrzekł pokornie Urlich nie wiedząć, że mówi "dzień dobry" - Ale Paul w pewnym sensie walczył z Szewińską, to powinno cieszyć?
-To nie ma najmniejszego znaczenia Urlichu. - Królowa się nie cieszyła
Wtem do gabinetu wszedł kolejny gach oświadczając:
-Przybył zespół Queen.
-Dziękuje Urlichu, wprowadź ich. - rzekła usadowiając się na swym tronie _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|