| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Czw Paź 09, 2008 9:07 pm Temat postu: |
|
|
Mam zacząć zbierać podpisy pod petycją  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Paź 09, 2008 10:59 pm Temat postu: |
|
|
Minął drugi miesiąc, kiedy Freddie nadrabiał zaległości związane ze szkołą. Pan Mistletoe był na tyle wyrozumiały, że pozwolił Mercury’emu uczyć się w domu, by potem pozaliczać przedmioty. Freddie, mimo że wkurwiony to jednak zbyt dumny by odpaść, by być słabym, dawał radę. Był teraz w trakcie książki z Wyglądu i Imidżu Scenicznego (w skrócie WiIS) gdy zadzwonił telefon.
-Pan Freddie Mercury? – spytał od niechcenia głos w słuchawce
-Owszem, ale streszczaj się bo zostało mi jeszcze na dziś ćwiczenia na flecie (w szkole Rudolpha trzeba było wyuczyć się grania na trzech instrumentach, fortepian i klawesyn miał zaliczone, trzeci wybrał flet – przyp. mumin_king)… - dla wokalisty liczyła się każda minuta
-Tak, więc… Gdzie mam przelać tantiemy za ostatni koncert w Nowym Orleanie?
-Że jak, kurwa?
-No tantiemy, za koncert
-Przecież ja przez ostatnie pół roku koncertu nie grałem!
-Nie gadaj pan, sam byłem. Nawet mi pan autograf dał.
-Dobra Roger, takie żarty to se możesz Johnowi robić.
-Nazywam się Bon Tonn, ale skoro nie potrzebuje pan pieniędzów...
-…pieniędzy…
-…pieniędzy, za koncert to ja dziękuje. W końcu rzadko przyjeżdża Queen i gra za darmochę! Do widzenia!
-Spieprzaj dziadu…
Freddie odłożył słuchawkę i wrócił do lektury. Jednak wydawało się, że tym razem chuj bombki strzelił z nauką. Ostatni telefon gryzł go niemiłosiernie, próbował go odkopnąć, ale ten wciąż gryzł i gryzł.
-W sumie… - zastanowił się dłużej – Roger i może śpiewa jak Rod Stewart z obcęgami na jajach, ale chyba tak na co dzień nie mówił? Kurwać, za długo ich nie widziałem… Dzwonię do Briana!
Rzadko tak bywa w naszej opowieści by bohaterowie z taką determinacją realizowali postawione przed sobą cele, ale Freddie tym razem takową się wykazał. Jednym ruchem wykręcił na tarczy numer Maya i czekał na połączenie. Dopóki jego serdeczny zresztą przyjaciel nie odebrał, czas umilała mu piosenka Celebration, Kool and The Gang. Sam Brian mówił, że wolałby swoje Guitar Solo, ale zbyt dużo pamięci w centrali zabierała, cokolwiek to znaczyło…
-Jo! – przyszpanował Brian – Kto nawija?
-Ci co odpierdala? – rozpoczął Freddie
-Cześć Fred… - burknął May – Wiesz, mam trochę czasu to z młodzieżą czasem sobie wypalę…
-…chyba głupa. Zresztą nieważne. Mam dwie sprawy.
-No?
-Po pierwsze, nie nazywaj mnie Fred.
-Aha.
-Po drugie, dlaczego dzwonią do mnie ludzie i chcą płacić za koncerty na których w ogóle nie grałem?
-Noż kurwa… Mówiłem, żeby dzwonić do mnie! W takim razie czekaj, zaraz będę.
Natychmiastowo rozległo się pukanie. Freddie, gościnny typ od razu poszedł otworzyć. Zobaczył Briana.
-Co się tak głupio patrzysz? – rzucił wchodząc do mieszkania Mercury’ego – Przecież mieszkam vis a vis.
Pudlowłosy gitarzysta momentalnie rozgościł się w apartamencie Freddie’go. Wyjął nawet cygara kokosowe z nutką wanilii.
-Powiesz mi w końcu co jest grane? – mruknął w dość ponury sposób wokalista
-Nasze piosenki! – wyrwał szybko Brian i od razu zaczął śmiać się z własnego dowcipu
Mina Freddie’go nie była zbyt skora do jakiegokolwiek uśmiechu, tak więc Brian tłumiąc śmiech zaczął tłumaczyć:
-Więc… - chrząknął by dać sobie czas na jeszcze jeden uśmiech pod nosem – Rozumiemy twoją obecną sytuację i jest nawet nam ona na rękę. Każdy zajął się własnym projektem…
-No to co ty tu robisz? – przerwał Freddie
-Ech.. – westchnął May, gdyż był niezadowolony tym wyrazem braku szacunku dla niego – Też mam projekt. Wziąłem ostatnią godzinę z Guitar Solo, pociąłem ją na kawałki. Zagadałem z paroma artystami i robią za mnie resztą. Dopiszę potem, że Brian May and Friends albo + coś tam. Nie za bardzo mi się chcę wychodzić, zresztą spotkałem taką kobitę. Anita się zwie, nie wiem czy opowiadałem Ci o niej? Fantastyczna osoba…
-Wróć może do sedna sprawy… - przerwał Freddie, z niemałym obrzydzeniem przerwał, warto podkreślić
-Dobra, dobra… - mruknął Bri – Tak, więc każdy z nas robi teraz swoje projekty, no prócz Ciebie. No, ale też ma swoje zajęcie. Jednak będąc ostatnio u Jeffreya…
-Byliście u Jeffreya beze mnie?!
-Nie przerywaj, bo się nie dowiesz!
-Sobie tylko nie myśl, że zapomnę…
-No więc tak słowo do słowa i okazało się, że The Game jest zbyt mało reklamowana. A co jest najlepszą reklamą dla płyty? Koncerty. No, ale tak. Ty tu wkuwasz znów tabliczkę mnożenia, John tam z jakimiś pilotami kręci, Roger zamyka się w piwnicy…
-Po chuj?
-Boi się, że ktoś mu ukradnie jego genialne kompozycje, tak jakby ktoś kiedyś miał. Zresztą nieważne. Ja też jestem na swój sposób zajęty. Jednak szkoda, by takie kompozycje jak Sail Away Sweet Sister zostały zapomniane, to postanowiliśmy coś z tym zrobić. Pierwszym pomysłem było odszukanie Paula Rodgersa i poproszenie go by zagrał z nami parę gościnnych występów…
-Po moim trupie!
-Skoro się upierasz. Ale, ale! No to nie przeszło, bo za Chiny ludowe nie można go nigdzie spotkać… Swoją drogą, dość często widzę Antoniego i Fritza jak wiszą na jakimś wieszaku, też tak masz?
-Nie widziałem ich chyba z pół roku, ale po tym co teraz usłyszałem to dobrze… Kontynuuj.
-Okej.. Więc nie było Rodgersa, we trójkę nie pojedziemy, bo ja nie wyciągam póki co Love Of My Life a Roger Somebody To Love, więc wsi nie będziemy robić. Jeszcze na to jestem za młody. Ale John wpadł na jeden z bardziej genialnych pomysłów!
-Już się boję!
-Wysłaliśmy na tournee po Stanach Zjednoczonych zwierzęta zamiast nas!
-O kurwa…
-Zamiast mnie, piesek rasy pudel. Ciebie reprezentuje, bóbr. Johna, koń krwi arabskiej, wiesz by nie było problemów międzyrasowych. No i Rogera orangutan. Nad Rogiem, to żeśmy się sporo natrudzili, żeby znaleźć kogoś odpowiedniego.
-Banda kretynów… Kto na to pójdzie?!
-Hola! W Afganistanie zamiast Stevie Nicks była koza i nikt się nie skarżył. Ludzie to kupują, rozumiesz.
-Czyli pieniądze, które mi oferowano należały do mnie?
-No…Nie chcieliśmy Ci przeszkadzać, myślę że tamten koleś po prostu pomylił kierunkowe no i zadzwonił do Ciebie. Ale nie martw się dostaniesz swoją działkę.
-Z kim ja się zadaję, będę musiał to kiedyś odreagować. A teraz spieprzaj, bo za trzy dni mam egzaminy a jeszcze mi trochę zostało do przerobienia.
-No, ale jak się czujesz?
-Boję się, że Elvis może mnie nieźle przycisnąć za te nieobecnośći…
-Elvis nie żyje…
-Aa… No to spoko, spadaj weź sobie te cygara i spadaj
-No dobra…
Niestety te słowa Brian skierował już do drzwi swojego mieszkania, bowiem Freddie wypchnął go za drzwi.
* * *
-Ja pierdolę… - mruknął Antoni, po czym gwałtownie złapał się za twarz – Hyy…
-Co się stało?! – wszyscy momentalnie skupili się na Antku
-Uff… - odetchnął Tosiek po dość długiej chwili namysłu – Myślałem, że jestem w innej opowieści?
-To znaczy? – zaciekawił się Wolszczan
-Another Story About The Rolling Stones. ASATRS, w skrócie. – wytłumaczył Antoni – Tam nie można kląć, bo nazwa Stones do czegoś zobowiązuje.
-Te Wolszczan, jak już skończymy podsłuchiwać Maya mogę Cię umówić z taką jedną. – wtrącił się Fritz – Wolszczak się zwie, Grażyna na nazwisko. Albo na odwrót…
-Ty się lepiej zamknij. – uniósł się Rodgers – Po kiego grzyba powiedziałeś wtedy w restauracji ‘cześć’ do Maya?
-To on zaczął! – próbował bronić się agent, no ale nic nie wskórał
-Ale w sumie dobrze się stało. – uspokoił sytuację Wolszczan – Dzięki temu wiemy, że tych dwóch mają słaby współczynnik kamuflażu. Samo przebywanie z mistrzem nie wystarcza widocznie.
-Hehe… - zaśmiał się dumnie Paul – No dobra, nie ma tego złego.
-Słyszycie? – Antek wprowadził tym razem wszystkich w stan gotowości – Chyba jest przed drzwiami! Zaraz tu wejdzie! Co robimy?!
-To jest chwila gdzie młokosy sztuki kamuflażu nie potrafią się znaleźć. – odrzekł Rodgers – Na szczęście jestem tutaj profesjonalistą.
Nastała cisza, podczas której można było usłyszeć dźwięk przekręcającego się klucza w zamku. Ekipa wymownie spojrzała na Paula.
-Dyla pod łóżko! – krzyknął Rodgersa rzucając się pod łoże Briana Maya _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
anulka_rafaleq

Dołączył: 28 Paź 2006 Posty: 1078 Skąd: Puławy <-> Kraków
|
Wysłany: Pią Paź 10, 2008 7:30 am Temat postu: |
|
|
Okej. Wszystko przekopiowałam:
http://www.sendspace.com/file/51mmrv
Teraz tylko dodać obrazki i będzie git. _________________ All the desirable things in life are either illegal, expensive, fattening or married to someone else … |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Pią Paź 10, 2008 5:16 pm Temat postu: |
|
|
Anulka Boska jesteś A zamierza ktoś zrobić wersję z obrazkami? Bo nie wiem czy czekać  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Pią Paź 10, 2008 5:24 pm Temat postu: |
|
|
Tak cuś robiła daga, ale chyba ma teraz ciekawsze zajęcia, bo już z dwa lata nie było aktualizacji wersji .pdf.  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
irminella

Dołączył: 18 Sie 2008 Posty: 1074 Skąd: Szklary/ Rzeszów
|
Wysłany: Pią Paź 10, 2008 5:28 pm Temat postu: |
|
|
Szkodencja No, ale w końcu treść liczy się najbardziej  _________________ "uwielbienie dla Rogerrrka ^^ :* :love: $vvEEt"
(by Mike) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pią Paź 10, 2008 8:24 pm Temat postu: |
|
|
- Moim zdaniem dziwne było to Queen - zwierzył się koledzę Joe wychodząc z koncertu brytyjskiej grupy w Memphis promującego "The Game".
- Coś ty... - uspokoił go Jack - przecież Brian miał włosy jak pudel, Freddie zęby jak bóbr, Roger napierdalał w bębny jak orangutan, a John się szczerzył jak koń. I w sumie grał na basie też jak koń.
- Ale Freddie jakoś dziwnie śpiewał... I nie powiedział "Hello Memphis" - zmartwił się Joe. - a w sumie po to właśnie przyszedłem...żeby to usłyszeć. A poza tym nie wydało ci się dziwne, że po "Tie Your Mother Down" zaczął podjadać pałeczki Rogera, który w tym samym czasie jadł banany i wyrzucał skórki, gdzie popadnie, aż w końcu Brian się przewrócił i zaczął szczekać, a John zaczął z niego rżeć?
- No ale ta solówka, jak Brian położył gitarę na ziemi i zaczął nią co chwilę szarpać łapą przez dwadzieścia minut, aż nie dostał w łeb bananem od Rogera.
- Masz rację. To musiało być Queen...
- ...
- ...
- ...
- Idziemy do mnie?
- Ok.
***
- Nic nie widzę pod tym łóżkiem - szepnął zaaferowany Fritz, który rzadko musiał się przed kimś chować. - aaa...zapomniałem. Fałszywy alarm. Ja w ogóle nic nie widzę.
- Zamknij się! - głośnym szeptem uciszył go pan Antoni. On z kolei był w swoim żywiole. Przypomniał sobie jak w czasie wojny walczył u boku Jospeha Ratzingera i pana Tuska, gdzie co i rusz trzeba się było chować po jakichś okopach. Raz nawet pod łóżkiem samego Hitlera, kiedy to przychodził Goebbels, a wtedy Fuehrer zdejmował swój wąsik, bo szef niemieckiej propagandy nie lubił, jak go drapał w...
- Jest tu kto? - spytał Brian wszedłszy do pokoju.
- Hje hje hje - ucieszył się cichaczem Wolszczan.
- Ktoś puścił cichacza? - zapytał się Brian do pustego pokoju.
- Nie! - odpowiedział gromkim echem pokój (w tonacji Fis-Dur, oprócz jednej części pokoju, która odpowiedziała "Love and the peace for world").
- To dobrze - odetchnął Brian, a następnie poczuł się zmęczony, ziewnął przeciągle i sięgnął pod łóżko... ("O-o" - stwierdzili zgodnie w myślach pan Antoni, Wolszczan i Paul Rodgers. Fritz nie wiedział o co chodzi, więc puścił cichacza)... po swoje ulubione, milusie, cieplutkie i słodziutkie...
***
40 LAT PÓŹNIEJ
- Opowiedz nam dziadku jakąś historię o swoim kamuflażu - poprosiło wzrokiem kotka ze Shreka jedno z dzieci siedzących dookoła Paula Rodgersa, który głaskał delikatnie swoją siwą brodę.
- Take love...gimme some loveeeee...yeah... - zanucił dziadek Paul.
- On jest trochę przygłuchy, musisz mu powtórzyć głośniej - szepnął swojemu bratu mały chłopczyk.
- OPOWIEDZ NAM DZIADKU...
- Kiedyś, drogie dzieci, kochałem motyla...
- NIE TO!!! O KAMUFLAŻU!!!
- Aha... No więc byliśy we czterech, czyli ja, niedoszły noblista, Fritz i pan Antoni, pod łóżkiem i wtedy nagle do pokoju wszedł Brian May.
- Ojej... - wczuły się dzieci.
- Take love... - wczuł się Paul Rodgers, ale dzieci szczypaniem w łydkę doprowadziły go do porządku - i wtedy sięgnął pod łóżko, gdzie byłem ja, niedoszły...
- WIEMY!!!
- No i wtedy właśnie wykonałem swój najlepszy kamuflaż w życiu. Naprężyłem sutki, skuliłem się w sobie, zdjąłem lewego buta, zamknąłem oczy, nadąłem policzki i...yyy... o czym to ja mówiłem?
- Schizofrenik - szepnął chłopczyk swojemu bratu. - MÓWIŁEŚ DZIADKU O KAMUFLAŻU.
- Rzeczywiście... No więc Brian sięgnął pod łóżku, a ja zamieniłem się w jego ulubione papucie w kształcie pieska, które były cieplusie, milusie i takie futrzaste. Futro udało mi się zaimitować dzięki mojemu naturalnemu futerku na klacie.
- Woooow... - zachwyciły się dzieci.
- No więc moje drogie wnusie... - kontynuował Paul Rodgers, ale nagle przerwał - zaraz... kim wy jesteście? Ja was przecież nie znam. Znowu mi Deacon swoje bachory podrzucił! Spier...
***
30 LAT WCZEŚNIEJ
- Mmm...moje ulubione cieplusie-milusie-pieskowate-papusie - rzekł Brian siadając na łóżku i próbując je założyć.
- Au - szepnął Fritz pod naciskiem sprężyn.
- Au - szepnął Paul Rodgers Chwilowy_Lewy_Cieplusi_Milusi_Pieskowaty_Papuś pod naciskiem lewej stopy Briana, który za wszelką cenę chciał się wcisnąć w swojego ulubionego ciapka.
- Coś jakiś przymały ten kapeć się zrobił - zastanawiał się Brian, więc Paul Rodgers ostatnim wysiłkiem wciągnął brzuch i już po chwili znalazł się w dwóch częściach na prawej i lewej stopie Briana. - Czas na kibelek - mruknął do siebie zadowolny Brian chwytając gazetę "The Guardian" oraz okładkę płyty "Bad Company", żeby mógł się podetrzeć.
- "Godzina 19:39, Brian May idzie do kibelka" - zanotował w swoim notesie Wolszczan.
***
- Czas na sprawdzian, Freddie - oznajmił Rudolph Mistletoe groźnym wzrokiem spoglądając na swojego podopiecznego. - Zaczynasz.
- A dlaczego nie Bowie? - obruszył się Mercury patrząc z obrzydzeniem na Davida Bowiego, który wyjął z pudełka swój złoty flet inkrusrt... inkasrt... inrkruns...kurwa... wykładany rubinami. - A tak w ogóle to skąd się tu wziąłęś na zajęciach?
- Ziggy Stardust kazał mi przyjść - rzekł obojętnie Bowie - twierdził, że partia fletu doskonale zgra się z linią harfy na moim najnowszym...
- Ciota
- Spierdalaj
- Cisza! - pan Rudolph krzyknął stukając diamentową czaszką, którą dostał od Ozzyego Osbourne'a w zamian za przepuszczenie go na egzaminie z Zaawansowanych Technik Wykorzystywania Mydła. - Freddie zaczyna. Proszę bardzo. "Przybyli ułani pod okienko".
- Mogę zagrać ewentualnie "Były sobie krasnoludki". W "Przybyli ułani..." jest fis. Boję się go.
- Chyba HIV - parsknął Bowie.
- Ciota!
- Cisza do cholery!!! - krzyknął Rudolph - dosyć tego! Macie karne zadanie. Musicie na przyszły tydzień nagrać wspólnie piosenkę, bo inaczej nie zaliczę wam zajęć!
- Ale...
- To rozkaz! A teraz wynocha.
Na dworze padał śnieg, kiedy Freddie i David w milczeniu opuszczali gmach Szkoły Rocka. Freddie miał kretyńską czapkę.
- Masz kretyńską czapkę, Fred.
- A ty jesteś w samych stringach.
- Phi.
- Nie jest ci zimno?
- Nie.
- ...
- ...
- Idziemy do mnie?
- Ok.
- Ale bez fisa, ok?
- Ok. _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Paź 17, 2008 10:45 pm Temat postu: |
|
|
- I jak Ci się pracuje z tymi pilotami John? - zagaił kolegę Brian, gdy siedzieli w fotelach grzejąc się przy piecyku gazowym.
- Daj spokój, nie wiedziałem, że ten solowy projekt to taka ciężka robota! - poskarżył się Deacon. - Przez ostatnie dwa miesiące robiliśmy na drutach takie oldschoolowe szaliki, a teraz wysłałem Roberta po kurtki Wehrmachtówki...myślę, że z tym projektem wystartuję dopiero za jakieś 5 lat, jeśli nadal tak topornie będzie to szło...Gorąco tu...Czy musimy palić w "kominku" w Kwietniu?
- Może masz rację, ale chciałem zrobić klimatyczne tło dla początku odcinka. Swoją drogą martwię się o Rogera...Siedzi w tej piwnicy już ze dwa miesiące i nagrywa...
***
<Crash>! <Boom> <glurp> <knock>!
- Roger, wszystko w porządku?
- Kurwa, Brian, nie przeszkadzaj mi jak nagrywam! Ale jak już przyszłeś, to weno skrzypnij drzwiami i razem z Johnem GŁOŚNO zejdźcie tu na dół.
May nie chciał się sprzeczać z Rogerem i zadawać pytań, na które i tak nie zrozumie odpowiedzi, więc szybko skrzypnął drzwiami, zawołał Johna i razem zeszli na dół do Tamburyniarza.
- Gratuluję! - powiedział Taylor - wasze kroki znalazły się na wspaniałej, psychodelicznej suicie, którą nagrywam już od trzech tygodni. Nazwę ją Interlude In Constantinopole! Będę większy niż Pink Floyd! Buahahahahaha
- Co takiego?! - zdziwił się Brian
- To Pinky i jego kumpel Floyd Floyd Floyd Floyd... - zanucił John - to taka kreskówka - wyjaśnił Brianowi i zwrócił się do Taylora - Ale Roger, oni są naprawdę wielcy, nie wiem jak ich pokonasz!
- Johnie, mój Johnie - zaczął tyradę Brian - Nie zdziwiłem się dlatego, że nie wiem co to jest Pink Floyd (a chciałbym ci zakomunikować, że to jeden z największych zespołów w historii, nie zaś kreskówka!), tylko dlatego, że nie ma takiej opcji, by Roger stał się większy od nich!
- Odszczekaj to Pudlu! - wkurwił się Roger
- Dobra, przepraszam! - rzekł May, by uniknąć kłótni - lepiej pokaż jaką okładkę będziesz miał...
- Jest świetna, wysłałem pomysł do grupy specjalistów, spisali się na medal. Sami zobaczcie...
...że niby Freddie czyta o mnie w piśmie branżowym i się dziwi, że jestem lepszy od Pink Floyd, dobre nie?
- TO jest Freddie? - zdziwiła się 1/2 Queen, ale nie ta 1/2, która potem stanie się elementem równania 1/2 Queen+PR=U2, autorstwa znanego naukowca, który się skończył, bo się ożenił.
- Nom - uśmiechnął się Roger. - ale nie mam czasu na pogaduchy, lecę wytłoczyć płytę!
***
- No i co się potem stało, dziadku?
- Jak to co? Wytłoczyłem płytę!
- I stała się lepsza od Pink Floyd
- Eee...yyy...nie pamiętam
- Dziadku! Przeczytaj!
- Eee...to jest tego no...Kurwa, to jest stare wydanie i nie ma paru stron! Do wyra kurwipołcie
- Babciu! Dziadek Roger znowu rzuca kurwami!
***
- Dziadku Johnie i co się stało jak wuj Roger wydał album?
- Mieliśmy pompę z Rogera przez następne pół roku. Ale nie ma o czym gadać, lepiej przejść do końca roku 1981, kiedy to...
***
...trasa The Game okazała się wielkim sukcesem. W zasadzie największym w historii grupy. Publiczność szczególnie urzekł szczery, nieco koński śmiech Johna, nowa technika grania zaprezentowana przez Briana (szarpanie strun leżącej na ziemi gitary). Ponadto fani dowiedzieli się, że Roger uwielbia banany, a Freddie z pasją wcina drewno. Nieoczekiwanie trasa zakończyła się w Puebla, w Meksyku, gdy po koncercie zespół został zjedzony przez fanów. Brian po tym incydencie szybko skontaktował się z Mackiem, by ten wydał stosowne oświadczenie, które wyjaśniłoby, jakim cudem muzycy przeżyli.
| News Of The World napisał: |
(...)"Ich habe ich gewarnen <<Nie fahren Sie do tych askarisów, to dzikusen naroden sein>>, also wir haben zwierzęten gemaskaraden i wysłaliśmy je do tego zaarshen." - powiedział producent zespołu Reinhold Mack. News Of The World już wcześniej pisało, że Queen na pokaz chce jechać do Ameryki Południowej, by zaskarbić sobie w ten sposób sympatię Klubu Miłośników Debilnych Wielkich Kapeluszy i Ciepłego Piwa. Teraz okazuje się, że te zakłamane chuje nie odważyły się tam pojechać, bo wreszcie zorientowali się jakie to niebezpieczne. Mądry pedał po szkodzie? Ciężko powiedzieć, gdyż Freddie Marsjani nie był widziany już od bardzo dawna. |
- Genialne oświadczenie Mack - westchnął Brian
- Danke
- Nie, nie umówimy Cię z Danką, nie zasłużyłeś. Zresztą Tadzik ma już tego dość! - oburzył się Roger
- Możemy ich umówić ostatni raz...w Konstantynopolu!
Brian i John parsknęli śmiechem, a Roger aż poczerwieniał ze złości. Setnej z kolei scysji zapobiegł niewidziany od prawie roku Freddie.
- Wróciłem! - uśmiechnął się wokalista!
- W samą porę! - wykrzyknął John - nie wiem, czy czytałeś już o incydencie w Meksyku, w każdym razie jeśli nie zagramy w jakimś egzotycznym miejscu, to jesteśmy skończeni!
- John ma rację - przytaknął Brian - Mack poszedł szukać lokacji i terminu
- No super, też się cieszę, że was widzę - rzekł Mercury - ale dopóki nie zaliczę u Mistletoe'a, to nigdzie nie pojadę...
- No a co musisz zrobić? - spytali pozostali członkowie Queen
- Nagrać duet z Bowiem...
W studio zapanowała grobowa cisza. Przebrany za dwa guziki na konsolecie Paul rozradował się w sercu "Świetnie", pomyślał. "Bowie nigdy się nie zgodzi, to będzie oznaczało koniec Freddiego i erę Rodgersa, buahahahahaha".
- Bowie się nigdy nie zgodzi, to oznacza twój kniec Freddie - dramatyzował John.
- Będziemy musieli zatrudnić nowego wokalistę...Może Roya Orbisona? - zaproponował Roger
- Co kurwa?! - wykrzyknęła konsoleta, ale nikt na nią nie zwrócił uwagi
- Spokojnie, Bowie przylezie tu jutro - rozpromienił się Freddie
- Jak to?
- Bo to też jego zaliczenie
Wtem do studia wkroczył zadowolony z siebie Mack i oznajmił
- Ich habe dir gezałatwiren eine am egzotyshe krajen!
- Madagaskar? - spytał John
- Sie chcecien fur Juden konzertieren? Nein, nicht Madagaskar - Kanaden!
- OOooooooOOoooo - zdziwili się wszyscy w stylu jęku z "Some Things That Glitter" - to rzeczywiście egzotycznie...Oni tam podobno jedzą liście klonowe...A kiedy?
- 24 listopada
- Aha - rzekł Freddie - czyli to będzie...
- W dziesiątą przedrocznicę twojej śmierci - wymsknęło się Mayowi
- Co?
- No za dwa tygodnie...
- Uhm - gdyby ASAQ był filmem, to Freddie spojrzałby prodto w obiektyw kamery, a operator zrobiłby zoom na jego ryj - Obyśmy zdążyli...i oby Rudolph Mistletoe był zadowolony...
*** _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Sob Paź 18, 2008 5:15 pm Temat postu: |
|
|
* * *
- Tato, opowiedz mi jak to było, jak dziadek sie spotkał z tym Queen... - prosił synek tatusia.
- Cholera, ile razy mam ci o tym opowiadać ?! - zaczął przynudzać tatuś.
- Babciu, twój syn jest cholerem! - zacząło przynudzać dziecko.
- Wcale nie! - zaprzeczał przynudzając tatuś.
- Wcale tak! - zaprzeczał przynudzając synek.
- Wcale nie! - zaprzeczał przynudzając tatuś.
- Wcale tak! - zaprzeczał przynudzając synek.
- Wcale nie! - zaprzeczał przynudzając tatuś.
- Wcale tak! - zaprzeczał przynudzając synek.
- Wcale nie! - zaprzeczał przynudzając tatuś.
* * *
Pół godziny później:
- Wcale tak! - zaprzeczał przynudzając synek.
- Wcale nie! - zaprzeczał przynudzając tatuś.
- Wcale ta.. - zaczął zaprzeczać przynudzając synek.
- No, dobra, dobra, opowiem ci tą nudną historię - odpowiedział przynudzając swoją mamę, czyli babcię swojego synka, czyli teściową jego żony, czyli żonę dziadka_co_się_spotkał_z_Queen tatuś. - No więc..
Zaczerpnął powietrza syn tego_co_się_spotkał_z_Queen.
- Pewnego wieczoru... - zaczął swą opowieść tatuś.
- Zawsze mówisz "pewnego wieczoru", a powinno być "pewnego wieczora" - upomniał ojca wnuk tego_co_się_spotkał_z_Queen_w_celu_pomyślenego_zdania_egaminu.
- O.K., będzie więc "pewnego wieczora" - odpowiedział zrezygnowany ojciec. - Pewnego wieczora członkowie tego jakiegoś 'Queen' czekali długo na twojego dziadka...
* * *
- Kuźwa, czemu go jeszcze nie ma?! - denerwował się Freddie.
- Spokojnie, Freddie, spokojnie. Na pewno zaraz przyjedzie - uspokajał kolegę Brian 'Guitar Solo' May.
- Czy on nie rozumie, że od tego zależy mój egzamin?! - wkurzał się Freddie, gdyż został im tylko jeden dzien na skomponowanie, nagranie i wyprodukowanie wspólnie napisanego utworu.
- Hmm, myślę, że jemu tez na tym zależy, Freddie. - odpowiedział cały, w pełni spokojny, gdyz teraz już nic nie zagrażało jego solowej płycie Roger 'Solo" Taylor. - W końcu to też jego egzamin.
- Tak, ale on ma już dyplom, a ja nie! - stresował się Freddie.
- Ja pierdolę, Freddie, uspokój się bo i tak nie zapamiętasz tej piosenki. A już zwłaszcza riffu basowego - dodał pod nosem John.
- O, już jest! - wykrzyknął Brian słysząc trąbienie samochodu.
Chwila ciszy. Słychać było tylko krople potu spływające po spoconym czole Freddiego.
- Hello Memphis! - zawołał Dave 'Dawid' Bowie.
- Ekhmm... Jesteśmy w Londynie. - zauwazył przytomnie Brian.
- A, no tak. Faktycznie. - zreflektował się Dave 'Dawid' Bowie.
- Ekhmm. Może byśmy weszli do środka? - zapytał się grzecznie Freddie.
- Hmm... Myślę, że tak. - opowiedział Dave 'Dawid' Bowie.
- Eeee... Przecież Pan nie umie myśleć. - powiedział jak najgrzeczniej tylko mógł John.
- Psst... John, mogę cię prosić na słówko? - zapytał Johna Freddie.
- Jasne.
Chwilę później:
- John, żeby było wszystko jasne. - zaczął Freddie.
- Tak, wiem. Mam się nie odzywać.
- Właśnie. - zgodził się pobożnie Freddie.
* * *
W windzie:
- Wysoko mieszkacie, Queen. - stwierdził Dave 'Dawid' Bowie.
- Tak, ale przynajmniej mamy ładny widok. - odparł dosyć obskurnie Freddie. Dobrze wiedział, jaki syf mają w domu.
- Co?! Chyba nie mówisz o tym bagnie? - zaśmiał się John.
- Ekhmm... John. - poprawił kolegę Freddie.
- Tak, jasne. Przepraszam. - spuścił głowę niewidoczny, jak dotąd basista.
Minuta ciszy.
- No, wychodzimy - powiedział Dave 'Dawid' Bowie dokładnie po minucie i 32. sekundach.
- Nie, trzeba poczekać na charakterystyczny dźwięk. - zagrzmiał Roger.
- Ale, przecież winda się zatrzymała... - zastanowiał się Dave 'Dawid' Bowie. - ...więc, oczywiście tylko teoretycznie, powinniśmy wysiąść.
- Nie, tutaj jest napisane, że trzeba poczekać na ten charakterystyczny dźwięk. - zaczynał się kłocić z Dave'm 'Dawidem' Bowie'm Roger.
* * *
15 minut później:
- Powinniśmy wysiąść - upierał się Dave 'Dawid' Bowie.
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
- Powinniśmy wysiąść - upierał się Dave 'Dawid' Bowie.
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
- Powinniśmy wysiąść - upierał się Dave 'Dawid' Bowie.
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
- Powinniśmy wysiąść - upierał się Dave 'Dawid' Bowie.
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
Dave 'Dawid' Bowie zatkał sobie uszy swoimi grubymi paluchami i zaczął coś nucić.
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
<Cisza>
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
<Cisza>
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
<Cisza>
- Powinniśmy poczekac na dźwięk - upierał się Roger.
<Cisza>
- Hej! Miałeś sie ze mną kłocić! - upierał się Roger.
<Cisza>
- Hej! Ja się upieram! upierał się Roger.
- Roger, przymknij się, próbuję coś nagrać na swój podręczny dyktafon. - uspokoił Rogera Brian.
- To ty przez ten cały czas, przez ten cały czas, przez ten cały czas, MIAŁEŚ PRZY SOBIE DYKTAFON?! - wqrwił się Freddie.
- A no tak. - stwierdził zupełnie obojętnie Brian.
- I NIE POWIEDZIAŁEŚ NAM O TYM?! - nakręcał się Freddie.
- A no tak. - stwierdził zupełnie obojętnie Brian.
- I NIE PRZYSZŁO CI DO TEJ TWOJEJ DURNEJ GITAROWO SOLOWEJ GŁOWY, ŻE MOZNABY NA TO NAGRAĆ NASZ NOWY UTWÓR?! - nakręcał coraz bardziej się Freddie.
- A no nie. - stwierdził zupełnie obojętnie Brian.
- NO TO, K*R*A, WEŹ SIĘ W GARŚĆ I DAWAJ MI TEN DYKTAFON! - nakręcał jeszcze bardziej się Freddie.
- A no nie. - stwierdził zupełnie obojętnie Brian.
- COŚ TY DO MNIE POWIEDZIAŁ?! COŚ TY DO MNIE POWIEDZIAŁ?!
- A no nie. - powtórzył zupełnie obojętnie Brian.
- SKORO TY TAK, TO JA TAK! - wywrzeszczał Freddie i zupłnie nieoczekiwanie wyrwał Brianowi dyktafon. - O, K*Ź*A! TO SIĘ NAGRAŁO!
- Tak, a dodatkowo wymyśliłem też bas do tego. - stwierdził zniewieściale Dave 'Dawid' Bowie patrząc na Johna, dotychczasowgo specjalistę od basu. - To leci tak: PA-PA-PA-PA-PA-PA-DA, PA-PA-PA-PA-PA-PA-DA, PA-PA-PA-PA-O-PA-DA. I tak dalej...
- No to teraz to tylko ładnie zmiksujemy i po strachu! - ucieszył się już na szczęście mniej wqrwiony Freddie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Paź 22, 2008 1:00 am Temat postu: |
|
|
-Powiem Ci kurwa serio Freddie, – zaczął jak nigdy Roger – brzmisz tu jakbyś kurwa przeżywał orgazm.
Warto nadmienić, że Roger był świeżo po przesłuchaniu pierwszej części nowo nagranego materiału. Możemy też wywnioskować, że odnosi się do fragmentu di do di do de. Roger jest podmiotem mówiącym, wypowiadającym się w stylu neogotyckim – duża ekspresja. Widać jednak w tej wypowiedzi zalążki futuryzmu, zwrócenie uwagi na prawdę. Podmiot liryczny zwraca się do swego przyjaciela, który odpowiada mu:
-W końcu współpracuje z Bowiem! – uśmiechnął się szeroko Mercury
-Dobra, dobra… - mruknął David – Nie musimy się darzyć sympatią tylko ze względu na pracę domową…
-Uff.. A już się bałem… - odetchnął z ulgą frontman Queen
-Ty Brian, a coś ty się tak na tą ścianę zagapił? – wtrącił ni stąd nie zowąd John, widząc że May od dłuższego czasu nie poprawia nikogo za złą składnię bądź zbytnio rozbudowane zdania
-Jakbyś widział to co ja też byś się zagapił. – odrzekł nasz kochany pudlowłosy – Zresztą zobaczcie. – wskazał na tą część ściany, której bliżej było do podłogi niż do okna
Reszta zbiegła się szybciej niż do wyprzedaży stringów w domu towarowym Niemiec.
-Oooo. – tonacja z Some Things That Giltter nadal była w modzie – Co to jest?
-Podejrzewam… - zaczął Brian
-A je ser? – wtrącił John
-Co kurwa? – z sensem dodał Roger – Po chuj ser?
-Dajcie dokończyć Brianowi, co to jest! – krzyknął Bowie
-Nie fikaj tak, bo to nie twój zespół. – powiedział mądrze acz stanowczo Freddie
-Ech.. – westchnął May, wiedział bowiem, że znów autor rozpierdala odcinek
Nastąpiła cisza.
-No, co z wami? – zdziwił się Bri – Gdzie ten rozgardiasz, który zwykle trwał…
-…dość długo? – dodał David
-Dzięki, Dave. – podziękował grzecznie May
-Nie nazywaj mnie kurwa Dave! – uniósł się ponownie Bowie
-Myślę, że on by mimo wszystko do nas pasował. – szepnął do uszka Johna, Roger
-Weź spieprzaj, jak ktoś mi szepce do uszka to potem mam je klapnięte. – zdenerwował się John, po czym dodał – Ale masz rację.
-W końcu co to jest? – westchnął dość ciężko Freddie, chyba fisem
-Co? – zdziwił się Brian
-No, to na ścianie! – warknął na serio Mercury
-Aaaa. – tym razem stylowo podchodziło pod Ogre Battle – Podejrzewam, że to lep.
-Kto? – użył jednego z pytań w mianowniki Rog
-Lep. – powtórzył May – Lep. Lep to taki lep, mówi się, że trzeba go szybko wyplenić z domu, bo inaczej wszystko w mieszkaniu może być oblepione.
-Ale jak to wykurzyć? – Freddie podrapał się po brodzie
-Weźcie zajmijcie się tym po nagraniu piosenki, spok? – Davida interesowało w tej chwili tylko zakończenie współpracy i powrót to swojego łoża z lalką Micka Jaggera w środku
-Nie radziłbym. – wtrącił Brian – To jest jak zaraza, jak dżuma, jak rak, jak Hugh Jackman. Trzeba wyplenić od podstaw. Tylko nie mam pojęcia jak.
-Ja wiem. – organy, z cienia wychodzi John – Musimy kupić prusakolep.
-Kogo? – tym razem Roger przerzucił się na dopełniacz
-W sumie to dobre pytanie. – pochwalił kolegę z sekcji rytmicznej Deacon – Kupimy prusakolep, który zawiera w paczce prusaka oraz piłkę-zmyłkę. Prusaka dajemy na lep by go zeżarł. A potem piłką-zmyłką wabimy prusaka po za nasze domostwo by się znów ta cholera nie rozprzestrzeniła się znowuż po domu.
-Skąd niby miałbyś to wiedzieć? – zapytał niewierny Brian
-Czy ty naprawdę myślisz, że znam się tylko na składaniu skarpet i parzeniu herbaty? – spokojnie przyjął dywagacje na temat jego personu, John – Zresztą, masz tu dyplom, z tytułu inżyniera od spraw plam, lepów, cepów i kanasty. – mówiąc to pokazał świstek papieru
-To mi przypomina prawo jazdy pana Antoniego… - mruknął Roger
-No dobra, w sumie i tak nic nie mamy do stracenia. – stwierdził w końcu May – John i Roger pójdziecie po prusakolep do sklepu!
-Czy wy naprawdę nie macie choć trochę poszanowania do tego co robicie? – zażenowanie Bowiego sięgało zenitu
-Przecież chcemy wykurzyć lep z domu! – oburzył się John
-A piosenka?! – czwarty stopieni zażenowania został aktywowany
-To idź sobie tam pobrzdąkaj z Freddiem, my się resztą zajmiemy później. – uspokoił Davida, Brian – Prawda Freddie? Freddie?!
Freddie ciągle jednak drapał się po brodzie patrząc na lep.
-Co to kurwa jest prusak? – zapytał wreszcie
-Karaluch. – uświadomił kolegę w sumie znów Bri
-Brrrr…. – wzdrygnął Mercury
-Dobra, to my idziemy. – zdążyli krzyknąć tylko Roger z Johnem
Dało się słyszeć tylko trzaśnięcie drzwiami
* * *
Tymczasem Antoni, Fritz oraz Wolszczan siedzieli u Jeffreya i sączyli odpowiednie czaj, jin oraz kawę inkę.
-Jak ty możesz to pić? – stwierdził po wysępieniu od Wolszczana łyka inki, Antoni – Przecież to nawet nie wygląda jak kawa tylko jak wylany Nil po okresie godowym krokodyli.
-Hehe. – zaśmiał się Fritz – Wyostrza Ci się ten humor.
-Aj tam. Nie mogę kofeiny to przynajmniej inkę się łyknie. – wytłumaczył Wolszczan – Ciekawe dlaczego Paul tak długo nie wraca…
-Niech lepiej nazbiera tych informacji. – przystopował zniecierpliwienie agenta Antoni – My tylko byśmy mu przeszkadzali a tak jest spoko. Przynajmniej dowiedziałem się jak smakuje kawa inka.
-Ja tam myślę, że nie potrzebnie go tak wykorzystujemy. – przemówił Fritz – Przeszlibyśmy się na jakiś kurs kamuflażu i byłoby spoko a tak on sam…
-Miło, że się o mnie troszczysz. – przemówił niedopałek papierosa
-Co?! – raptownie odskoczyli od stołu – Gadający niedopałek papierosa?!
-Spokojnie… - odrzekł niedopałek, zamieniając się w Paula Rodgersa - …to przecież ja.
-Geniusz! – nie mógł wyjść z podziwu Wolszczan – Ty się chłopie marnujesz w tym przemyśle muzycznym!
-Daj spokój. – machnął ręką Rodgersa – Lepiej posłuchajcie jakie haki mamy na Davida Bowiego!
-Ale.. – zaczął Antoni
-Siedź i słuchaj!
* * *
-Nigdy więcej… - mruknął Roger siedząc wygodnie w fotelu autobusu
-Oj Rog… - zupełnie cichuteńko odpowiedział John – Skąd mogłem wiedzieć, że akurat ten autobus zostanie porwany…
-Mieliśmy prusakolep przed samym nosem! – warknął Taylor – Ale nie. Ty się uparłeś by pojechać na drugi koniec miasta, bo w tym sklepie są jakieś biedne prusaki…
-Widziałeś jak wyglądały? – spytał retorycznie John, retorycznie bo nie spodziewał się odpowiedzi
-Oczywiście można było pojechać taksówką, ale nie ty chciałeś jechać autobusem by ktoś w końcu mógł Cię poprosić o autograf… - kontynuował dysputę Roger
-Sam wiesz, że w na ostatniej trasie ludzie mylili mnie ze Sylwestrem Stallone… - mruknął John
-Ja Ci dam Sylwestra Stallone! – krzyknął zezłoszczony Rog
-Ej! – warknął w końcu jeden z terrorystów odzianych w stylowe brązowe kominiarki – Cisza tam na końcu!
-Te, Larry! – rzekł drugi po dłuższych oględzinach twarzy tych, którzy zwrócili na siebie uwagę. – To przecież ten perkusista Queen! Tylko co on tu robi z Sylwestrem Stallone?
-Ech… - westchnął John
-Ty szykuje się niezła kasiorka za okup w takim razie. – terroryści zacierali rączki
-Andy! – terrorysta Larry zwrócił się do swojego kompana – Daj mu ten twój przenośny telefon, niech zadzwoni po swoich kumpli z Queen i niech płacą!
-Hehe. – zaśmiał się Andy i trzymając w ręce potężnie wyglądającą słuchawkę od telefonu podszedł do Rogera – Dzwoń!
-A Sylwester Stallone nie może zapłacić okupy? – zapytał się na wszelki wypadek Taylor
-Żartujesz? – zdziwił się terrorysta – Brać pieniądze od Sylwestra Stallone?! To uderza w moją dumę! Dzwoń i nie kombinuj.
-Dobra… - mruknął Roger – Ja dzwonię.
-Ja trzymam słuchawkę! – krzyknął John łapiąc równocześnie oburącz za słuchawkę
Po tym incydencie nastała cisza…
-Na co czekasz?! – warknął Andy
-Twoja kolej wykręcać numer… - Rog przełknął ślinę
Znowuż mieliśmy doczynienia z ciszą (Grzegorz Turnau napisałby, że między ciszą a ciszą, Roger Taylor połyka ślinę) z tym, że teraz była ona urozmaicona z przyłożeniem giwery terrorysty do skroni perkusisty. Nasz bohater momentalnie przypomniał sobie numer do Briana i również szybko go wykręcił.
-Hehe… - zaśmiał się niczym Jacek Gmoch, Andy – Tylko nie gadaj zbyt dużo, bo mam tylko dwa funciaki na koncie! – zdążył zauważyć trzeźwo
-Ha…Haa… Halo? – zająkał się Rog – Brian? _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Czw Paź 23, 2008 1:23 am Temat postu: |
|
|
- Nie, nie Brian, David... - odrzekł głos w słuchawce. Po intonacji można było wnioskować, że Bowie nie był zachwycony. Jednak by czytelnik w pełni zrozumiał jak czuł się David "Ziggy" Bowie "Stardust" posłużymy się elementem ikonograficznym. A zatem twarz studenta ostatniego roku Szkoły Rock&Rolla wyglądała mniej więcej tak -> -.-'. Przyjmijmy zatem, że w tym odcinku -.-' jest tożsame z "David Bowie".
- Możesz dać tutaj Briana - spytał Roger
- No ale co, do autobusu? - wtrącił John
- Cicho bądź, debilu...Co? Powtórz - wkurwił się Roger
- Eh... - westchnął -.-' - powiedziałem, że nie może podejść do telefonu, bo KTOŚ KURWA NIE PRZYNIÓSŁ PRUSAKOLEPU I CAŁY DOM SIĘ KLEI!
- No i? - nie skminił Taylor
- No i to, że Brian przykleił się włosami do sufitu, więc generalnie wisi kilka centymetrów nad ziemią...
- A Ty jak odebrałeś?
- Eh... - -.-' - Bo się przykleiłem do telefonu...Nie pytaj jak...
- Po chuj ci był kurwa telefon?
- Chciałem, żebyśmy nagrali inne partie wokalne niż "dumba du duba dej o", ale ten cwel pakował sobie telefon w dupę...i się przykleiłem...do słuchawki i do dupy - niemal w momencie gdy -.-' skończył mówić dało się słyszeć gromki śmiech - halo? Kto tam jest?
- A nie, spoko, jedziemy porwanym autobusem i włączyłem fołna na głośnomówiący. Słuchaj, powiedz no Brianowi, że nas porwano i że trza zapłacić okupa.
- Okupę - poprawił John. Brak gitarzysty w tym odcinku staje się dramatycznie zauważalny, nieprawdaż?
- No, to papatki Dave
***
- Nie, to nie możliwe, że David Bowie ma jedno oko innego koloru niż drugie!
- A jednak - entuzjazmował się Paul
- Boże...i to ma być hak? - załamał się Wolszczan (tak naprawdę to zrobił taką minę jak -.-', ale nie będę Wam już mieszał)
- No to co dla pana profesora jest hakiem? - poirytował się Paul - Co? Może to, że dyma kukłę Lennona, odkąd ten zmarł!
- No chociażby - profesorowi aż oczy błysnęły, choć równie dobrze mogła to być łza po tym jak Jeffrey zatrzasnął wnyki myśliwskie na jego stopie (Wolszczan nie był zbyt lubiany w UK)
- CO?! - zaprotestowali Antoni, Paul i Fritz - przecież to wszyscy wiedzą...poza tym sypia z McCartneyem...Jezu Wolszczan nie notuj tego, jak poleziemy do siedziby SB, to powiem to z pamięci...każdy to wie...
- Ej, kurwa! - kurwnął Antoni - to Lennon nie żyje?
- No...zastrzelili go, czy ukrzyżowali, czy zmartwychwstał, czy cośtam...przegapiliśmy trochę...
- Życie...
***
Tymczasem w mieszkaniu, którym zawładnął lep toczyła się ożywiona dyskusja: o okupie, Prusakolepie, filozofii, rzyci i życiu
- David - zagaił Freddie przyklejony rzęsami do ściany, jednocześnie wypięty w stronę drzwi. Z odbytu wyrastała mu słuchawka telefonu zintegrowana z ręką -.-''go. Podobnie głowa -.-''go była zintegrowana z lewym pośladkiem Mercury'ego.
- Hmm?
- Bo ja muszę kupę...
- No chyba cie popierdoliło!
- Cicho chłopaki - zgasił ten debilny dialog May - Trzeba ratować Johna i Rogera!
- Wiadomości - przerwał Brianowi wiecznie włączony telewizor - Około rok temu, może 7., może 8. grudnia, a równie dobrze mogło to być 18. sierpnia, czy 5. kwietnia 1980 roku zginął John Lennon. Został zastrzelony albo zagłodzony...a może po prostu wstąpił do Nieba i siedzi po prawicy Ojca. Chuj go wie....
Chłopaków zatkało (w przypadku Freddiego w dwójnasób - dostał zatwardzenia i przy okazji wessał rękę -.-' [która do dziś nie jest w pełni władna]), każdemu przebiegło milion myśli, kilkoma postanowili się ze sobą podzielić
- To dlatego był taki drętwy w łóżku... - szepnął -.-'
- Czy Give Peace a Chance ma jakiś sens? - westchnął May
- Już wiem! Napiszemy piosenkę, nazwiemy ją "tribjut dla Lennona" i zbijemy na tym kupę kasy muahahahahahahaha...ojej, aż popuściłem z wrażenia
- Kurwa!
***
- "...dalsze wiadomości: terroryści porwali autobus miejski linii 354. Wbudowany w niego ładunek eksploduje jeśli kierowca zwolni do 30 mil/h. Terroryści nie wysunęli jeszcze żądań...Dla BBC 3,5 - John Lennon...ski"
- Ty wiesz coś o tym ładunku? - spytał kolegę Andy
- Nie, ale lepiej nie ryzykujmy! - rzekł Larry - Ty...Andy...Wiedziałeś, że Lennon nie żyje?
- O, faktycznie...tak z rok już chyba. Ale mniejsza z tym -Taylor, kiedy będzie kasa?!
- Chuja nie kasę dostaniecie!
- Co?
- Gdybyście nas nie porwali, to pojechalibyśmy po Prusakolep, odlepili mieszkanie i przynieśli wam kasę, ale nie, nie myśleliście logikowo wy chuje niemyte i nie dostaniecie tej jebanej kasy, kurwa!
- Eee...gdybyśmy nie porwali autobusu, to byśmy cię nie porwali i nie rościlibyśmy prawa do twojej kasy debilu!
- Przepraszam, że przerwę ten iście filozoficzny wywód - porywacze usłyszeli za sobą przyjemny, delikatny głos - ale spieszę się na nagranie i chciałbym spytać kiedy skończycie tę farsę?
Porywacze spojrzeli po sobie, parsknęli śmiechem, odwrócili się, by zobaczyć, kto do nich zagaił i...dało się wyczuć, że miny pod kominiarkami im zrzedły. Ich oczom ukazał się napakowany długowłosy koleś w koszulce bez rękawów, opaską na czole i wielgachnym karabinem ze strunami (jak pomyśleli oprawcy - nowy model broni wojskowej).
- O kurwa! - krzyknęli razem w nieznanej tonacji, gdyż nie byli profesjonalnymi muzykami - RAMBO!
- Słucham? - spytał domniemany Rambo
- To ty grałeś Sylvestra Stallone w tym filmie co biegasz i zabijasz pół Vietnamu...
- Eee...o ile mi wiadomo, to Sylvester Stallone grał Rambo, a nie odwrotnie.
- Czyli Sylvester Stallone grał ciebie! - krzyknął Larry
- Nie, nie - wtrącił Andy - To jest Sylvester Stallone i grał Rambo
- Nie, nazywam się Kane Roberts i jadę na nagranie z Alice'em Cooperem...
- Czekaj Sylvek, zaraz pogadamy, tylko coś tu trzeba wyjaśnić. Skoro ty jesteś Sylvek Stallone, to kim TY KURWA JESTEŚ - ryknął Larry i wycelował broń centralnie między oczy Johna. Deacon zrobił tylko zeza i rzekł:
- Ja tylko gram na basie...w zespole Queen.
- Co nam kurwa po basiście? Wyskakuj z autobusu!
- A..Ale...a może go zatrzymamy i wysiądę?
- Żeby eksplodował? - puknął się w czoło Andy - masz nas za idiotów? Skacz!
I John wyskoczył. Zszokowany Roger wyjrzał przez okno, jednak gówno zobaczył, tak szybko mknął autobus.
- Co to ma kurwa być zjeby pierdolone w dupę bobra?! Myślicie, że możecie wypierdalać z autobusu członków zespołu Kł...Qui...tego co w nim gram?!
- Spokojnie. Ty jesteś C-lebrity...co innego gdybyś był Rodem Stewartem, wtedy ciebie też byśmy wywalili...
- Czy mogę wysiąść? Nie mogę się spóźnić, bo Cooper zwariuje!
- Wykluczone Sylvek...
- Kane...
- ...gwiazda takiego formatu musi zostać.
W czasie potyczki słownej terrorystów i Robertsa, Roger miał czas, żeby przeanalizować, to co do niego się powiedziało (zwykle rozmawia intuicyjnie). "<<gdybyś>> <<Rod>> <<Stewart>> <<też>> <<wywalili>>...hmm...myśl Roger, myśl jakeś Midd...Mede...jakeś reprezentant swego rodu! Lolkurwa, ale to proste! "
- Stewart Rod też wywalili gdybym - rzekł Roger
- Hę? - hęhnął Larry
- Ty, Larry - wtrącił Andy - on chyba chciał powiedzieć, że jest Rodem Stewartem
- Skąd wiesz?
- Pracowałem kiedyś z oporną młodzieżą...Ale, ale...skąd mamy wiedzieć, że nie blefujesz?
- Eeee...yyy....uuu...Ajem sejling, Ajem sejling, cross ze łoter, cross de si
- O kurwa, to Rod Stewart! Wypierdalaj leszczu!
- Przynajmniej Stallone nam został...
- Ale Cooper...
***
Na dziedzińcu Szkoły Rock'n'Rolla stłoczyli się niemal wszyscy uczniowie i profesorowie. Nie co przed grupą stał Rudolph Mistletoe, przygarbiony staruszek, zwykle wesoły, dziś miał stroskaną minę. Przyczyną zamieszania był prof. Cooper spętany kaftanem, a zabierany przez pogotowie psychiatryczne "do miejsca, gdzie sobie odpocznie". Alice zaczął pić po tym jak nie zjawił się jego nowy gitarzysta, nie tyle dlatego, że obawiał się, że już nie dotrze lub coś mu się stało, nie...Cooper zaczął pić z nudów...a potem odgryzł uczniowi głowę...miarka się przebrała.
- Eh...a mieli nagrywać Constrictor, czy jakoś tak...
- Spokojnie. U nas pan Cooper będzie mógł tworzyć - uśmiechnął się sanitariusz.
I tym sposobem, przez porwanie autobusu, powstały dwa najbardziej schizowe albumy Coopera...Ale wróćmy do Queen
***
- Dobra...musimy się jakoś odlepić - powiedział -.-
- Hmm...wcielmy się w kogoś, kto się zawsze klei - pomyślał Freddie
- ROY! - krzyknął May - on przecież cały się klei lukrem, a jakoś się przemieszcza!
- Bowie - rzekł Freddie - dzwoń do Bakera...i podrap mnie w prawy pośladek... _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 4:35 pm Temat postu: |
|
|
- En emejzing filing kaaaaaming fruuuuu!!!
- Zamknij się Freddie!! - krzyknął Bowie - już cię nie będę więcej drapać w dupę.
- Sam się zamknij Dave i wykręć wreszcie numer do Roya!!! - wrzasnął przyczepiony do sufitu Brian.
- Jak jesteś taki mądry to włóż sobie słuchawkę w dupę i sam spróbuj wykręcić numer - irytacja Davida Bowiego sięgnęła zenitu, przez co pod koniec zdania zaczął piszczeć jak dziecko.
- Nie ma sprawy
PLASK!
- Wooow.... ja też chcę - poprosił Freddie, ale skończyły sie słuchawki w mieszkaniu.
- Skończyły się słuchawki w mieszkaniu - rzekł Brian - mamy tylko dwie. Jedna na odbieranie telefonów od fanów. Nigdy jej nie odbieramy. A druga na odbieranie Rogera z Izby Wytrzeźwień.
- Też go nigdy nie odbieramy - przypomniał Freddie.
- Hłe hłe hłe.
- Jest jeszcze słuchawka od prysznica jakbyś chciał Fred - powiedział nagle Bowie.
- Skąd ją masz, Dave? - zagadnął Mercury.
- Aa...no więc...wziąłem sobie prysznic.
- Właśnie widzę - burknął pod nosem niezadowolony Brian, kiedy zobaczył jak Bowie majta prysznicem w prawo i lewo. - kurwa, ledwo wczoraj wymieniłem uszczelki...
- Nachyl się Freddie - polecił David wyciągając do przodu rękę ze słuchawką prysznicową. - ...jeszcze trochę.... jeszcze trochę...już!
PLUSK!
- Co tu się eine kleine do deine cholery wyprawia du bist schatan!? - tak jest. Do mieszkania wszedł Mack. - Jakim wonderem everybody hat słuchawken w einen dupen? I czemuż to Brian ist eine przyklejonen do sufiten?
- Co tu się dzieje? O, widzę, że David Bowie wreszcie wziął prysznic...hł hłe hłę
- Spierdalaj Jagger!!! - krzyknęli w tonacji f-moll Brian i Freddie, a Bowie mruknął, że it's a terror of knowing what is world is about
***
Kardynał Ratzinger z namaszczeniem poprawił swój kapelusik, który dumnie głosił, że jest Prefektem Kongregacji do Spraw Nauki Wiary, po czym zajął się swojej ulubionej menażki z drugiej Wojny Światowej, z której niejednokrotnie pił wodę z rzeki, bimber, prototyp fanty (bardziej popularny w tamtych czasach jako mocz kozy), a czasem też krew Polaków. Nagle przerwał swoją czynność i spojrzał z niemałym zdziwieniem na ziemię.
- Co tu robi lutownica?
- Wzywałeś mnie? - spytał nagle męski głos.
- Ach, Paul Rodgers... - Ratzinger odetchnął z ulgą - świetny kamuflaż.
- Dzięki, staram się - rzekł skromnie Paul Rodgers, po czym otworzył drzwi i wszedł do gabinetu kardynała. Ratzinger spojrzał jeszcze raz na lutownicę na podłodze, a potem znowu na Paula stojacego w drzwiach, poprawił kapelutek Prefekta, po czym przemówił:
- Rzeczywiście, wzywałem cię Paulu, bo słyszałem co cię trapi.
- Tak, ojcze...
- Łupież to też choroba.
- ...
- Żartowałem, he he...ale bez kitu, zrób coś z tym, bo ci się sypie na podłogę, a moja koza nie zje wszystkiego.
- Meeee... - potwierdziła koza przeżuwając powoli encyklikę Rerum Novarum.
- No właśnie... odkryliśmy, że twoje cele są poniekąd zbieżne z naszymi, synu. Otóż Stolicę Apostolską, a zwłaszcze mnie, Prefekta, frapuje osobowość wokalisty Queen, Freddiego. Jego styl życia jest nie do zaakceptowania. Dlatego nasze tajne laboratoria prowadzą już zaawansowane badania nad wirusem jakiejś choroby, która mogłaby zdmuchnąć gejów z powierzchni ziemi.
- Laboratorium watykańskie? - dla Paula brzmiało to równie egzotycznie jek Big Mac bez frytek.
- Tak, po jesteśmy pewni, że w końcu nam się uda, ponieważ udały się liczne badania mające na celu stworzenie homoseksualnej kozy.
- Meeee...
- Właśnie... ponadto teksty piosenek Queen i ich trasy koncertowe... coś strasznego! Co oni w ogóle promują? Jakieś gołe kobiety, rozpustę... Masz doprowadzić do tego, żeby na każdej płycie i na każdym koncercie zespół miał jeden utwór traktujący o głodzie na świecie, biedzie i jeszcze może kilka piosenek powodziowych, bo nasz watykański meteorolog przewiduje ciężkie czasy.
- Ale jak ja...
- No właśnie Paul... Wiemy, ze Brian jest człowiekiem miłym i wrażliwym i on z pewnością te utwory o biednych dzieciach napisze. Poza tym mamy jego zdjęcia z dzieciństwa jak gigla brata Traktorka w chłodnicę, więc nie oprze się tej propozycji. Ponadto, aby ograniczyć udział hitów Freddiego w ich płytach i koncertach, dofinansujemy Johna Deacona, żeby stworzył jakiś fajny hicior, który będzie grany na koncertach po wsze czasy. Oczywiście wszelkie tantiemy z tego utworu John przekaże na kościół.
- Ale co ja z tego...
- Jak misja się uda Paul, to będziesz śpiewał utwory Queen na koncertach po wsze czasy.
- Te powodziowe też?
- Też, i to dwa razy głośniej... Aha, i jak będziesz następnym raze to dostarcz jeszcze parę okładek tego twojego Bad Company, bo papier toaletowy w Watykanie nam się skończył.
- Meee... _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Lis 07, 2008 1:27 am Temat postu: |
|
|
Dzisiejszy odcinek chciałbym zadedykować wszystkim biednym afrykańskim dzieciom, które cierpią głód, ze szczególnym uwzględnieniem The African Children's Choir, god bless ya', we love ya', we believe in ya'!
- Czy ktos etwas Royen telefonieren?! - krzyczał Mack jednocześnie szamocąc się w z góry przegranej z lepem walce
- Dobra, zamknijcie się, to zadzwonię - rzekł Bowie - troche to obleśne...ale jeszcze gorsze jest przebywanie tutaj z wami. Jaki jest numer?
- 46664, The Call - rzekł Brian
- Że kurwa co?
- 46664, weź no dzwoń i rzuć słuchawkę
Bowie popatrzył na Maya z ukosa (tak akurat był przyklejony), ale nie chciał się stawać gwiazdą ASAQ, więc szybciutko wykonał polecenie Kudłacza. W pokoju nastała cisza, przerywana przez rytmiczny sygnał połączenia oraz złowrogie mruczenie lepu. Nagle po drugiej stronie pojawiło się znajome sapanie
- Sapu...sap...sapu...halo?
- Roy, oh Roy - zaczął dramatycznie Brian
- Sap? - zdziwił się Roy i aż pączkiem się zachłysnął
- Mój świat potrzebuje uwagi...Szkoda słów na choroby i plagi
Ludzie ślepi na to, co w naszym studio dzieje się
Kraj skupuje bogactwa (prusakolep) i chowa jeeee
Ale Queen i reszta świata chce go dostać!
Jesteśmy bezbronni, więc rząd chce nas zmiażdżyć!
Czy chcesz się przyglądać bezczynnie jak giną przyjaciele?
Pozwolisz lepowi przejąć władzę?
Roy, czyś jest manager?
Czy także człowiek?
- Eee...sap...B...Brian? Ale...pfff...jak to...pfff...mówią...mło..sap...dzi "o so kutwa chozzi?"
- Pomocy, pomocy, potrzebuję Cię!
Cały Queen Cię potrzebuje
Byś był świadomy
Byś powstał i podjął akcję i rzekł:
"Nie, to się nie stanie!
Nie, nie pozwolę na to!"
- BRIAN, kurwa - wkurwił się Freddie - możesz mu powiedzieć po prostu w czym rzecz?
- Mogę - przytaknął Brian - Słuchaj no Roy, przykleiliśmy się do lepu, a tylko ty potrafisz chodzić w tak gęstych materiach, więc pomyśleliśmy, że może byś nam pomógł
- Ale...sapu...sapu...ja...pff...je...jestem...sap....w Londynie, pfff...a wyyy...w...pfff....sapu...sap...sapusap...w Monachiumie
- Czyś jest manager?! - pogroził Brian
- Dobra, już jadę! - Royowi aż zadyszka przeszła
***
Tymczasem gdzieś na ulicach Monachium Roger i jego wierny towarzysz John (nawet tu trzeba umniejszać wartość basisty) maszerowali dzielnie sami nie wiedząc dokąd... John wpatrywał się w chodnik, a Roger dłubał w nosie, przez co często obaj musieli przystawać - John wpadał na ludzi, potykał się i zaliczał latarnię, a Taylor zwyczajnie nie mógł skupić się na dwóch czynnościach na raz. Nagle Deacon uderzył głową w dziwną latarnię z dwoma wyszczerbieniami i zarył twarzą o beton...wstając zauważył leżącą na ziemi "dwumarkówkę". Wpatrywał się tak przez chwilę jak sroka w gnat, gdy pod fasadą pobliskiego budynku oczom basisty ukazał się Czarny Murzyn z Dredem w Uchu.
- Ojej, Roger, patrz, biedne Murzyniątko z Afryki, zagadajmy do niego! - rozradował się John
- Poczekaj - rzekł Roger i wyjąwszy palec z nosa, powoli spojrzał na dłoń Johna wskazującą lokację Czarnego Murzyna z Dredem w Uchu, następnie skierował wzrok ku CMzDwU, potem obrócił resztę ciała w stronę, w którą miał iść i żwawo ruszył ku Murzynowi.
- Witaj Murzynie! - uśmiechnął się John - co tu porabiasz? Nie wiesz, że III Rzesza jest dla takich jak ty niebezpieczna?
Taylor szepnął kilka słów Deaconowi do ucha...John zdziwił się lekko, ale nie stracił fasonu
- Nie uwierzysz Murzynie. BBC podało, że juz nie ma III Rzeszy, nie mniej uważam, że Republika Weimarska jest i tak dla ciebie zagrożeniem...
- Przestań pierdolić człowieczku. Widzę, że masz dwie marki, chcesz kupić działkę?
- A jest jakaś na Obersalzbergu? - zapytał John
- Boże, man, gandzia, kminisz?
- Hmm...- zamyślił się Deacon
- Nie, my cudzych utworów nie kupujemy - wtrącił Taylor
- No dobra, mam jeszcze syntezator, bierzecie?
- Ok - zgodził się John, a dziwna latarnia zaśmiała się złowieszczo odhaczając na liście "dofinansować Johna Deacona"
- Ej, kolo - zagaił Roger - a co ty tu w ogóle robisz?
- Byłem didżejem w ostatnim klubie hetero w Monachium...ale...został on...zamknięty...
- Co takiego? Czyli, że zostały same gejowskie kluby?
- Samiusieńkie.
W Taylorze coś się zakotłowało, wielka gula podskoczyła mu do gardła i zdołał wydukać tylko...
- Powiedz, że to nieprawda...Powiedz na serio...Nie może się przytrafić to mi...ani ci też nie...
- Dobra, spierdalać, zanim sam się popłaczę! - rzekł CMzDwU
- Spoxik - zaslangował John obejmując ramieniem Rogera - swoją drogą: niezły dred!
- Dzieki - odrzekł Sędzia Dred
***
- Myślicie, że on tu przylezie? - sceptycznie zapytał Bowie
- Cholera go wie, może trzeba było skusić go pączkami - gdybał Freddie
- Und er ist nicht deine manager NOT! - gorączkował się Mack, czując pomruk lepu w dupie.
- A ja tam w niego wierzę! - rzekł May
- Tzn? - zapiali w tonacji #-durr Freddie, Bowie i lep (lep bardziej w 1/2#, ale występował na rynku muzycznym stosunkowo krótko, więc ciężko mu było się zgrac z pozostałymi).
- Wierzę, że potrzebujemy bohatera, który wyjdzie mężnie z cienia
Wierzę, że musi istnieć ktoś, kto uczyni to co potrzeba
Mężczyzna lub kobieta, którzy potrafią odlepiać
Z odwagą i wiarą w sercu,
Lider, który zbuduje nowe studio
I sprosta prądowi zmian,
Przerodzi intencję w czyn
Oto w co wierzę!
- Jeeeezu Brian!
Nagle na parapecie przysiadł kruk. Na skrzydełku miał namalowane czerwoną farbką małe błyskawice SS, zaś przy nóżce tachał zawiniątko. Sprawnym ruchem dzioba odczepił zwitek, nasrał na parapet i odleciał. Po sekundzie klamka okienna przechwyciła karteczkę, rozwinęła ją i szybie ukazał się zaszyfrowany telegram | Cytat: | | Doskonała robota. Stop. Brian sfiksował od lepu. Stop. Roger i John odcięci od Prusakolepu. Stop. Zajebiście. Stop. Papa-Ratzi.Stop. | Okno dobrze wiedziało, że depesza zostanie rozszyfrowana po usunięciu z tekstu kazdego "Stop", albowiem oknem w studio Queen był...PAUL RODGERS <złowieszczy akord>. Paul szybko wyciągnął z kitu drugi zwitek i napisał notatkę do Luftwaffe, aby lotnicy prewencyjnie zrzucili ulotki z biednymi Murzyniątkami, powodziami i Bratem Traktorkiem. Gdy wiadomość była gotowa, klamka okienna wsadziła ją w ptasią kupę, a ta powędrowała w siną dal. Zadowolone okno odhaczyło kolejny cel "doprowadzić Maya do pisania o złu tego świata". Rodgersowi pozostały tylko dwa zmartwienia - jak pozbyć się łupieżu oraz jak zmienić się niepostrzeżenie w Paula Rodgersa, skoro z naprzeciwka toczył się Roy Thomas Baker...
***
- Roger, nie płacz... - pocieszał kolegę John
- Ciężko nie płakać
Ciężko uwierzyć
Tyle bólu w sercu,
Tyle we mnie pożądania
Powiedz, że to nieprawda...
*** _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kensington

Dołączył: 27 Sie 2004 Posty: 4263 Skąd: Modar
|
Wysłany: Pon Lis 10, 2008 7:41 pm Temat postu: |
|
|
- Witam was ciule!
- Ależ kardynale, "czule"! Powtórzcie: "czule".
- No przecież mówię wyraźnie: "witam was ciule"!
- Macie złą artykulację...
- Jak śmiesz poprawiać duchowną osobę!
- Wybaczcie mi śmiałość, ale niech mi będzie wolno zauważyć...
- Wiem, co robię. "Witam was ciule!".
- Jak tak dalej pójdzie, to i za dwieście lat nie nauczycie się mówić po polsku...
***
- Roger, przestań już - John wciąż pocieszał bębniarza, głaszcząc go po blondczuprynie...
- Ojej, Janku, jak ty nic nie rozumiesz...
- Ależ ja wszystko rozumiem. Weź się w garść i zachowuj się jak na rockandrollowca przystało.
- I kto to mówi.
- ROGER! - wrzasnął nagle Janek. - Przypomniało mi się, przypomniało mi się, że...
- Że co? - łkając zapytał perkusista, patrząc z coraz większym przerażeniem w granitowe ślepia swojego młodszego kolegi, którego twarz przybrała trupioblady odcień, zupełnie jakby mu cała krew odpłynęła wskutek przedawkowania antykoagulantów...
***
Ja nie kocham Ciebie, Ty nie kochasz mnie.
Ja nie kocham Ciebie, Ty nie kochasz mnie.
Ja nie kocham Ciebie, Ty nie kochasz mnie.
Ja nie kocham Ciebie, a Ty mnie.
Da da da
Da da da
- Mack, co tam nucisz pod nosem?
- A takie tam... - zawstydził się producent.
- Roger z Johnem się nie odezwali? - zapytał Freddie.
- Nie, już od dłuższego czasu nie dają znaku życia. - stwierdził niespokojnie Brian.
- No to chodźmy na spacer - zaordynował Bowie. - Może gdzieś się na nich natkniemy.
- OK - krzyknął Mack. - Ale najpierw wpadniemy jeszcze na chwilę do mojego mieszkania.
- Zaraz! Mieliśmy czekać na Roya! Co z nim?
- A o to to niech się już Rodgers martwi... - pomyślał w duchu Bowie.
[pół godziny później]
- Skąd tu tyle krwi? - zapytał zaskoczony Brian.
- To Frau Wiebke, moja sąsiadka. Czasem podlewa mi kwiaty - odparł nie mniej zdziwiony producent.
- Raczej "podlewała"... Ty jej to zrobiłeś?!? - krzyknął BjśB*.
- Nie ja!
- No to co tu się stało? Jest sztywna niczym pała na Viagrze!
- Nie wiem, przysięgam! Może się zacięła przy goleniu i wykrwawiła na śmierć szukając plastra...?
- Twoja teoria jest rozbrajająca - syknął Freddie. - Chodźmy, bo będzie na nas...
Nagle cała czwórka usłyszała głos:
- Hände hoch! Maul halten! Nicht bewegen!
***
- Witam was ciule!
* BjśB - Blady (jak ściana) Bowie _________________
Z kobietami się nie dyskutuje. Kobiet się słucha.
Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anna A. B.-C.-May

Dołączył: 14 Cze 2008 Posty: 121 Skąd: Jasło
|
Wysłany: Sro Lis 26, 2008 5:22 pm Temat postu: |
|
|
-was? -zapytał Mack
-Was du machen?
-Nicht! Ona umarła -Odpowiedział chór
Umarła,umarła,umarła...... -ciągnął chór złożony z Gut Kompani ABCM
-wjemy to gupi ludzie!- łamaną angielszczyzną powiedział jakiś Niemiecki policjant
ludzie,ludzie,ludzieee.... - pociągnął chór Gut Kompani ABCM
-chyba musimy zwolnić ten chujowy chór... - mruknął Freddie ale chór to usłyszał
-To Mack i Freddie zabili, To Mack i Freddie zabili, zabili, zabiliii... - pociągnął chór -Mack und Freddie entleiben, entleiben, entleiben.......
***
- Rogerr co tyy robisz???
Roger zaczął chodzić na czworaka i wydawać z siebie "hyyyyyyyyyyyyyyyy" * zblizał się do Johna, a John prawie mdlał ze strachu
-Roger, co ty...???
- hyyyyyyyyyyyyy
- O Boże! - Roger złapał Johna za nogę
- nieee przyłooożyszz ręęęęęki do teegooooooooo!!!! - wychrapał Rog - Klątwa
- do czego??
-do, hyyyyyyyyyyy, do tego disco-albumu, hyyyy - Roger był biały i miał podkrążone, czerwone oczy i długie ciemnoblond włosy
****
-No i co Czule?
-??
-sami mówicie, zę zamiast "ciule" ma byc "czule"
pacnęli sobie w twarz dłonią
* tytułowa Klątwa z filmu "The Grudge: Klątwa" ;p _________________ Lost, lost and never found
I must have called him
A thousand times
Sometimes I think
He's just in my imagination |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Wto Gru 09, 2008 1:14 pm Temat postu: |
|
|
Happy Birthday ASAQ!  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Gru 09, 2008 7:15 pm Temat postu: |
|
|
Dawno, dawno temu, 9 XII 2005, w czasach kiedy Queen + Paul Rodgers mieli przerwę w swojej niezwykle udanej trasie koncertowej, w czasach kiedy We Believe nie było nawet w fazie projektu, a Say It’s Not True było trochę bardziej znośne do słuchania, w czasach kiedy cukier był bardziej słodki oraz sól bardziej słona, w końcu w czasach gdy większość z Forumowiczów była piękna i młoda, a części z nich nawet nie było na Forum, jedna z użytkowniczek wpadła na pomysł, który jak się okazało był początkiem czegoś wielkiego…
Qnegunda, bo o niej tutaj mowa wysunęła pewną ideę, ideę stworzenia alternatywnej historii zespołu Queen, w której to można zmyślać fakty, przekręcać je, podkolorować, a także z nich korzystać i dorobić własne zdarzenia. Tylko nie przepisujmy po raz n-ty PRAWDZIWEJ historii Queen, niech będzie w tym trochę zabawy i fikcji*. Wszyscy wiedzieliśmy, że Qnegunda pisać lubi i potrafi (udowodniła to między innymi nabiciem miliarda postów w dwa dni od swojego przybycia na Forum, czym narobiła sobie trochę wrogów. Na szczęście w miarę szybko wbiła się w panujący rytm). Jednak, czy my potrafiliśmy?
Początkowe odcinki ASAQ były dość, można by rzec, literackie, przez co wielu z Forumowiczów uważało, że ta zabawa nie jest dla nich. Dlatego też prym wiodły postaci znane z pisania prozy – przemądrzała założycielka, mhroczny Crowl(e)y, spedalony Szymek_dymek, znający miliard bezużytecznych słów Le_mmor. Jednak z czasem opowieść zaczęła przybierać inny wymiar. Do grona pisarzy dołączyły osoby, których byście o to nie podejrzewali (daga – naczelny dyslektyk, czy Fenderek – ten co się mądrzy), powstała persona Pana Antoniego (stworzona przez napuszonego Le_mmora), pojawił się wątek z setkami kutasów we śnie Freddiego (by Wundżun – tego patafiana akurat szanuję) i…twórcy zapomnieli o pewnej zasadzie, że praktycznie możemy zmyślać, co nam się podoba (no, ale niech się to mieści w realiach rzeczywistości, gdy zaczniemy pisać o jakichś UFO, niezły burdel stworzymy)**. Od tego czasu wielu autorów przybyło, kilku wymiękło, a ASAQ żyło w pewnych unormowanych ramach. Aż do letnich miesięcy 2006, kiedy to przyszedł ten pedał (chociaż ostatnio się ożenił) o dwóch kontach – Mattey i jego alter ego Mumin_king…oni to wprowadzili świeżość do naszej historii, to ich niebanalne poczucie humoru doprowadziło niejednokrotnie do skrętu naszych kiszkuff. I to oni wreszcie zostali w ASAQ aż po dziś dzień.
Dobra, popierdoliłbym jeszcze, ale ani mi za to nie płacą, ani Was to nie interesuje (zresztą to powinna Qndzia napisać), dlatego też zapraszam na jubileuszowy odcinek stworzony przez trochę starszą i nieco młodszą generację Good Company.
* Pierwszy post tematu Another Story About Queen
** Tamże
Mumin_king (w ASAQ od odcinka 226.):
Jak powszechnie wiadomo nikt nie jest idealny. Tak, więc i w naszej historii trafiają się wszelkiego rodzaju ujścia od prawdy, drobne luki czy też zwyczajnie (trzeba do tego otwarcie przyznać) duże błędy. W tak szczególny dzień jak ten postanowiliśmy zrobić małą erratę do opowieści i na ten jeden, jedyny raz cofnąć się do magicznych dla naszego zespołu lat. Co ma jedno do drugiego, zapytacie. Otóż tak wielu autorów tego projektu pominęło zupełnie, jedno z największych wydarzeń lat 70 na arenie bloku państw wschodnich, ba prawdopodobnie też i całej Europy a kto wie czy nie globu. Wszystko jednak dowiecie się w swoim czasie. Zapraszamy.
* * *
-Uaaaa! – ziewnął Freddie wstając z kanadyjki – Który dziś mamy?
-15 sierpień 1975 roku. – wydukał Roger, po czym powiedział do Briana – Mówiąc, że mamy do domu sprowadzić Kanadyjkę nie miałem na myśli zakupu łóżka…
-Powiedzcie lepiej czy buda z ciuchami ostatecznie została zamknięta? – zagaił ni stąd ni zowąd May – Sami wiecie, że udało nam się zrobić w końcu w chuja tych z Tridentu i Roy obiecał nagrać coś, że weź.
-Co weź? – zdziwił się John
-No jakąś wreszcie porządną płytę. – udało się w końcu wysłowić Bri – Nie to, żebyśmy do tej pory chłam nagrywali.
-Ahaaa… - przytaknął Mercury – Moja zajebista czarna strona na Queen II na przykład.
-Albo She Makes Me. – dodał jeszcze gitarzysta
-Bez przesady… - zaśmiał się Roger – Powiedz mi lepiej co nagrywanie nowej płyty ma się do naszego stoiska z dresem abibasa?
-Gwieździe to nie przystoi. – obruszył się May, strzelając dość ładnego foszka – A She Makes Me było genialne!
-Nie oszukujmy się Bri. – wtrącił się wir rozmowy John – Magazyn „PIĘĆ GWIAZDEK” dał jej tylko dwie gwiazdki.
-A bo ona ma potencjał… - westchnął Brian i pewnie by się jeszcze pokłócił z kolegami gdy zadzwonił telefon
-To my kurwa mamy telefon?! – zdziwił się Freddie
-Leć lepiej odbierz! – rozkazał Roger, co było dziwne bo sam był najbliżej aparatu
Niestety było już za późno, bowiem odebrał John:
-Zdrastwuj. – zaczął ładnie – Co? Mhm. Spoko. Ale! No dobra… Jednak moim zdaniem… Aha. Jak pan woli… Brian, Roy woli rozmawiać z tobą.
May czym prędzej odebrał słuchawkę Johnowi:
-No co jest? – rzucił niepostrzeżenie
-Skup żywca, po 3.50 za kilogram. – odpowiedział mu Roy
-Masz naprawdę szczęście, że jesteś w stanie nam nagrać dobry album, bo już byś nie żył… - wymamrotał May – Czego chciałeś?
-A… - machnął Roy, znaczy machnął tam skąd dzwonił, jednak machnięcie Roya to nie w kij dmuchał, więc i Brian poczuł – Lepiej przyjedźcie, to nie rozmowa na telefon. Jestem w pubie Pod Jelitem Cienkim. Bądźcie czym prędzej!
-To już nie można do Jeffreya?! – krzyknął Brian, jednak to było na nic, bowiem Royowi już się słuchawka wyślizgnęła z rąk
May odłożył aparat:
-Idziemy do Pod Jelitem Cienkim. – mruknął Brian chwytając kapotę
-Bri? – zagaił John
-Czego?
-Dlaczego odłożyłeś aparat a nie telefon?
-Won!
* * *
Pub Pod Jelitem Cienkim niezbyt różnił się od innych pubów w mieście. Niezbyt, ale jednak. Miał to coś, co pozwalało przychodzić do niego wszystkim pięciu mieszkańcom pobliskiego sierocińca. Roy, był co prawda szóstym, siódmym, ósmym, dziewiątym i dziesiątym gościem lokalu, ale głównie przychodził tu by skosztować niesamowicie dobrych babeczek w polewie podwójnego lukru podczas gdy inni zamawiali potrójną szkocką z domieszką dimetylortęci. Teraz nasz kochany producent siedział przy stoliku z całym składem zespołu Queen. Miał bowiem do przekazania wieści ważniejsze niż wynalezienie kalesonów:
-No więc słuchajcie. – zaczął – Dzwonili do mnie ludzie zza muru berlińskiego.
-To tam mają telefony? – zdziwił się Freddie
-Się odezwał ten co się dziwił rano, że mamy w domu jeden. – mruknął Brian – Kontynuuj Roy.
-Kontaktowali się ze mną ludzie z PRL-u! – krzyknął producent – Chcą byście grali u nich koncert!
-A co to? – zapytał się Roger
-Koncert? – obruszył się John – Tyle czasu grasz i nie wiesz?!
-O PRL mi chodzi. – wytłumaczył się Rog
-Chodzi o Polską Rzeczpospolitą Ludową? – Brian poczuł się dystyngowanie
-No tak. – przytaknął Roy – Wiecie, byście zagrali do ogromnej publiczności! O wiele większej niż Stonesi, niż Karin Stanek!
-I przede wszystkim zagralibyśmy na czerwonej ziemi! – zakrzyknął gitarzysta niemalże –Mało zespołów tego doświadczy! Co ty na to Freddie?
-Nie chcę tam jechać… - pisnął Mercury – Tam jest strasznie i pewnie trzeba będzie nosić maski tlenowe.
-Po chuj? – zdziwił się Roger
-A słyszałeś, że na Marsie jest mniej tlenu niż na Ziemi?! – krzyknął Freddie
-Fred, on tylko żartował z tą czerwoną ziemią… - zauważył John
-A ja i tak się boję… - mruknął Bulsara – I nie nazywaj mnie Fred.
-Dobra, zgodzisz się. – machnął Brian – Gdzie ten koncert?!
-Lidzbark Warmiński. – uśmiechnął się szeroko Roy – Zaraz pójdę się wam połączyć z tymi ludźmi, chyba to są jacyś wysoce postawieni ludzie, bo kazali sobie ksywami gadać.
Kończąc to mówić szybko (miejcie na poprawce ruchy producenta) poszedł na zaplecze wykonać telefon.
-I co myślicie? – zapytał Brian wszystkich
-No więc… - zaczął Freddie
-Kogo ja kurwa oszukuję? – krzyknął Bri – Będziemy kurwa fejmus!
-Tak się nie podniecaj, bo dabing nam siada. – zauważył, po raz kolejny, John – Kurwa, znowu.
-Ja się nadal boję. – strzelał nadal focha Freddie
-Będzie dobrze! – pocieszał kolegę gitarzysta – Może kogoś spotkasz tam.
-Pojadę tam tylko dlatego, że chce być legendą rocka. – zastrzegł Mercury – A i tak się boją.
A gdy tak nasi bohaterowie gaworzyli miło, jakieś 3h później przyszedł z powrotem Roy:
-Dziwni ci ludzie… - mruknął siadając i zabierając się od razu za podwójnie lukrowaną babeczkę
-Co?! – zszokował się May – Odwołali?
-Nie.. – mruknął producent przeżuwając w międzyczasie babeczkę, a w tym był w miarę szybki – Powiedziałem, że się zgodziliście, że zaraz wam dam do pogadania z nimi a oni na to, co cytuję: „Nie, nie. Ktoś niech przywiezie ich do Warszawy a my się nimi zajmiemy tam już odpowiednio”.
-A kiedy mamy kurwa jechać? – Brian naprawdę przeżywał koncert, w taki sposób, że zaczęło się upowszechniać jego ACDC…znaczy ADHD
-Jak najszybciej. – Roy przeżuwał kolejnego kęsa – Oni chyba tam mogą wszystko na dniach zrobić. Bardzo ciekawe państwo, mądrze zarządzane. U nas to trzeba z pół roku wcześniej terminy klepać a tu chcesz grać no to przyjeżdżaj my się tobą zaopiekujemy. Jestem pod wrażeniem.
-Dobra to dzwońmy po Antoniego. – zadecydował Roger
-Dzwońmy! Dzwońmy! – krzyczał Brian
Nastała cisza.
-Eee… Roy? – zagaił John
-gulp.. Tak?
-Możesz zadzwonić po Antoniego?
I tym sposobem Roy ponownie zniknął na godziny trzy.
* * *
Nazajutrz wszyscy spakowali się do taksówki Antoniego i usadowili się wygodnie w jej wnętrzu.
-Jak tam prawko Antek? – zagaił rozmową Brian
-Nie denerwuj mnie nawet… - mruknął Antoni – Znów na łuku nie zdałem.
-Zdarza się… - powiedział May, wiedząc, że jednak się nie zdarza, zwrócił się jeszcze do reszty – Wszystko jest?
-Jest!
-Kanapki?
-Są
-Talerze?
-Są, dwa.
-Sprzęt?
-Jest
-Butla tlenowa?
-Jest
-Roger?
-Jest.
-John?
-Jest
-Okej… - Brian powtórzył sobie jeszcze wszystko w myślach – No dobra. – zwrócił się jeszcze do siedzącego po ukosie Freddiego – Jesteś redi?
-Jestem redi… - westchnął Freddie
-A to feler… - odrzekł seler
Le_mmor (w ASAQ od odcinka 5.):
I pojechali trasą na Warszawę, wiodącą przez Dover, potem po dnie morskim wokół Danii z obowiązkową pętelką wokół Bornholmu. Wynurzyli się w Chałupach gdzie na plaży nagrali płytę średniogrającą z Wodeckim i Alibabkami a Klenczon „Głos Wybrzeża” w pysku niósł. Potem było już prosto drogą krajową numer barwnika E170 przez Czwórmiasto (Gdańsk, Gdynia, Sopot, Radom), Ostródę, Mławę miasto polskich Cyganów, Płońsk miasto polskich muminków i Łomianki, gdzie zatrzymali się na poboczu by zakupić polskie truskawiszcza.
- Jakiż to piękny kraj – powiedział Brian podczas gdy dzieci z okolicznych lasów i bagien („Polska to kraj bagnisty gdzie mieszkają Żydzi i muminki”) próbowały odkręcać koła taksówki Pana Antoniego. Na szczęście, Pan Antoni przejrzał zawczasu ich zamiary i sam je odkręcił przed wyruszeniem z Londynu.
- Żadnego Paula Rodgersa – rozmarzył się Freddie
- Huhuhu – roześmiał się Paul Rodgers przebrany za znak stopu
- Ale za to jest komunizm – powiedział Pan Antoni
- Co to jest komunizm? – spytał z niepokojem John – czy to coś podobnego do Buki?
- Mniej więcej – wyjaśnił Pan Antoni, donosząc sms-em na SB, że jedno z dzieci miało dziadka w Wehrmachcie – z tym, że Buka pożera od razu, a komuniści zanudzają wcześniej na śmierć.
* * *
W tamtych czasach główna siedziba SB mieściła się nieco na ukos po drugiej stronie lustra w centrum handlowym „Socjalistyczna Arkadia im. Czynu Partyzanckiego Misia Niedojebka”. Można tu było kupić towary radzieckie lub dobre, nakręcane wibratory-kreciki z Czechosłowacji, podróbki albumów Omegi i admirała Horth’yego z Węgier, NRD-owskie prezerwatywy i bułgarskie łączniki. Naszych chłopców takie bogactwo dóbr zwyczajnie oszołomiło a John zesrał się w gacie Freddiego.
- Puk puk puk – zapukał Pan Antoni w drzwi głównej siedziby SB
- Sam się puknij, stary chuju – odpowiedziano – dzwonka nie widzisz?
- Ukradli
- Kurwa, znowu. Nikt nas w tym kraju nie szanuje. Dobra, właźcie przez lustro.
* * *
- A więc – mówił powoli szef SB generał Bogusław Stachura – który z Was to Pink?
- No, ja jestem ciotą – uśmiechnął się Freddie
- Ja też, ale nie trąbię o tym na prawo i lewo – odparł generał gładząc wąs swojego zastępcy – w każdym razie, na chuj mnie tu przyjechaliście?
- Może być i na chuj… - rozmarzył się Freddie
- Morda, pedale – warknął Roger – mamy tu grać koncert. Wielki międzygalaktyczny show, większy niż Sopot’74 a nawet Opole’65.
- O Poznaniu’56 nie mówiąc – wykrzyknął opozycyjnie Pan Antoni po czym wszyscy wybuchnęli zdrowym śmiechem.
- Wot, malcziki – uradował się generał – wy chaoszyje komunisty, ja wiżu. No ja nie znaju niczjewo o kakim-to koncjercie. To pewnie pomyłka. Dziękuję, następny proszę.
- Ale do nas dzwoniono z samego Domu Partii! – zabluffował Brian
- Sieg Heil!!! – generał zerwał się z miejsca, zdjął spodnie, zamówił pięć piw i wyciągnął sobie paprochy z pępka – Matko Boska Katyńsko, a ja nic tu nie wiem. Kurwa, nikt nas w tym kraju nie szanuje. A przecież zawsze pomagamy przy żniwach, zjadając tyle bułeczek, żeby nie trzeba było robić tyle mąki.
Rozpłakał się.
Ale szybko się uspokoił.
- Dobra, anglosaskie psy łańcuchowe wielkich koncernów płytowych, przez których politykę cenową kwitnie piractwo i opozycja przeciw najlepszemu z ustrojów żołądkowych. Grajcie sobie, proszę, ten kraj jest wolny a my szybcy, więc i tak Was dopadniemy. Gdzie ten koncert?
- Lidzbark Warmiński
- Doskonale, doskonale…nie wiedziałem nawet, że to w Polsce. No dobra, trzy rzeczy, Wy sługusy Tito i Ryszarda Kuklińskiego
- Kukliński jeszcze nie uciekł- podpowiedział zastępca – jeszcze nie odkryliśmy, że jest amerykańskim szpiegiem
- Zamknij się! Więc trzy rzeczy, sługusy Tito i Ryszarda Kapuścińskiego! Po pierwsze – my tu w Polsce zrodziliśmy wspólnym wysiłkiem mas ludowych Moniuszkę i Karin Stanek. Dlatego nie będziemy tolerować żadnych murzyńskich jęków ani niezrozumiałych wygibasów z lat 70. Dlatego macie grać kawałki tylko z Grejtest Hitsów, obu części, a najlepiej to z tej drugiej, gdzie są takie piękne utwory wyprodukowane przez naszego agenta Macka…
- Ale…
- Zamknij się, cioto! W Polsce mamy taki postęp społeczny, że znamy nawet utwory, których nie nagraliście jeszcze! Znamy nawet takie, których nigdy nie nagracie jak np. „Assassin”! Chodzi o to, że klasa robotnicza Lidzbarka, będzie chciała, po tym jak ją cały tydzień ruchamy w dupsko w rozpadających się fabrykach, posłuchać prawdziwych hiciorów, takich, które w Radiu Zet można usłyszeć! Verstehen, verfluchten polnische Banditen?
- Sieg Heil!
- Klap!
- Arka Gdynia!
- Muminki na Madagaskar!
- No. Druga rzecz. Sponsorem będzie Państwowy Bank Państwowy Ludowego Państwa Polskiego im. Czynu Partyzanckiego Misia Niedojebka. Załatwią Wam telebim jak w Sopocie’67 i efekty pirotechniczne jak w Gdańsku’70. Będą kołchoźnice o tłustych tyłkach, fortepian Cześka Niemena i w ogóle. Problem w tym, że Bank wybudował ostatnio pięćset kilometrów mostu wzdłuż rzeki a na dodatek zorganizował koncert polskiej piosenki włókniarskiej dla Polonii Bytom i Polonii w Libii. Mówiąc wprost, nie mają kasy.
- No to będą te kołchoźnice? – napalił się Roger
- Załóż spodnie, fiucie. Dosłownie. Będą. Jak SB coś powi, no to będzie zrobione fest. Ordnug muss sein. Wysłaliśmy ZOMO by zabierało dzieciom pieniądze na przerwach a Agent Bolek zbiera datki przebrany za Papieża w Stoczni. Towarzysz Kiszczak obiecał, że napadnie w ciemnym zaułku i z jasną pałą na Jacka Kuronia i ukradnie mu termos, żeby wspomóc ten czyn. Mam nadzieję, że to docenicie, wicie rozumicie.
- Wimy rozumimy, towarzyszu cioto
- Dzięki, żeglarze – generał posłał im całusa. Przyszedł po siedmiu latach, bo szedł Pocztą Polską - Trzecia rzecz to taka, że w dniu koncertu cała Polska ludowa i szeroka od morza do Gierka obchodzi Dzień Czynu Partyzanckiego Misia Niedojebka. Z tej okazji wystąpi z Wami Adam Zwierz z wiązanką frywolnych pieśni żołnierskich, od których dorodne partyzantki same wskakiwały w siano i nawet gwałcić trzeba tylko troszkę, z boku. Verstehen, pedały?
- Ja nie jestem pedałem! – krzyknął Roger
- Nikt nie jest doskonały – machnął ręką generał – to co, możemy na Was liczyć, Kloss?
- Nie ze mną te numery Brunner! – krzyknął Pan Antoni – a co z wyzwoleniem Polski z okowów zbrodniczego komunizmu?
- A co to jest komunizm? – spytał generał
* * *
Mike (w ASAQ od odcinka 27.):
- Polska to jednak dziwny kraj – zawyrokował John – kto to widział, żeby stawiać dwa znaki STOP obok siebie i to nałożone na znak pierwszeństwa przejazdu
- Ufff…też widziałeś trzy znaki, chwała Breżniewowi! Myślałem, że to przez tę wódkę, co ją piję od rana… - odetchnął z ulgą Antoni, który tym razem obwoził chłopaków w celach wycieczkowych.
Gdy pojazd radomskiego taksówkarza oddalił się od dziwnych znaków, jeden z nich drgnął i zaczął mówić sam do siebie
- Wiedziałem, że coś tu nie gra, mogłem uczyć się na to prawko, to bym mógł za nimi jeździć czarną Wołgą, czy cuś, a tak to…Hej, zaraz…tego Stopu tu nie było…To Ty Pawle VI? A może Herr Flick, co? Czego wy tu do diabła szukacie?
- Ja? Ja chcę odzyskać zespół! – warknęła kępka trawy rosnąca pod znakami.
- O cholera, więc to te cuda PRL… - powiedział Paul Rodgers odkleiwszy z siebie napis „STOP” oraz małe czerwone literki składające się w zwrot „for my love”
- Ależ, żadne cuda, to tylko mój kamuflaż – powiedziała kępka, którą okazał się być… - Tim Staffell, wokalista i basista Smile
- Miło mi – odrzekł Paul ściskając dłoń Tima – oj, przepraszam za sutek w oku. A dziwiłem się nad tymi znakami, za kępkę przebierałem się z milion razy.
- A Ty czego szukasz w Lidzbarku?
- Ja? – uśmiechnął się Paul – ja chcę zostać wokalistą Queen!
***
- A to moi drodzy końcowy punkt naszej wycieczki… - obwieścił przewodnik po Lidzbarku Warmińskim: Antoni.
- Jak to końcowy? – zasmucił się John
- Właśnie! – wtórował koledze Mercury
- Do tej pory widzieliśmy tylko stodołę, dwa domy mieszkalne, dziwne znaki drogowe i centrum handlowe „SACPMN”…nie wierzę, że nie ma tu nic innego – marudził Brian – może jakieś muzeum…Roger, co ty tam mamroczesz?
- Próbuję przypomnieć sobie piosenkę…
- Jaką piosenkę?
- SACPMN…najbardziej pasuje mi Stone Cold Crazy, ale to „S” na początku skrótu się nie zgadza…
- Boże... – uderzył głową w szybę May. Pękła. Szyba, nie głowa. – to skrót od centrum handlowego „Socjalistyczna Arkadia im. Czynu Partyzanckiego Misia Niedojebka”, ucho powiedziało, że nie mamy miejsca na pierdolenie trzy po trzy i żeby skracać jak najwięcej, bo to odcinek specjalny i ma być zajebisty! Czekaj, ucho mi coś mówi. Żebym się zamknął. I żebym nie powtarzał co mówią i że Antoni ma za 3 sekundy…
- Zamknąć ryje! – ryknął Maciorkiewicz – otóż tak, kończymy wycieczkę właśnie tutaj, czyli na Niedojebanym Rynku.
- Oj, przestań, jest całkiem ładny i do rzeczy, nie jest niedojebany – uśmiechnął się John, chcąc sprawić taksówkarzowi przyjemność.
- Jezu, ale on się tak nazywa: Niedojebany Rynek. A teraz cicho, wysiadamy. Otóż na rynku znajduje się pręgierz, cztery ścieżki, które do niego prowadzą i stragany z pamiątkami. Ponadto mamy dwie rzeźby – Misia Niedojebka oraz replikę białołęckiego Smoka Kutafona. Wadą wersji Lidzbarskiej są zaledwie 3 członki Smoka, a jak wiemy…
- O kurwa, chłopaki, ja jebię, Lol, rotfl, pwnd, mają już naszego plakata zwiasta…zwiasty…zwiadującego koncert! – ekscytował się Tamburyniarz, a zwykle jak się ekscytował, to włączała mu się dysleksja…no dobra, tak naprawdę jedynym poprawnym gramatycznie zdaniem, jakie Roger kiedykolwiek wypowiedział było „Pierdol się Roy”, historii nie oszukamy…
- Akuratly – zaśmiał się premier Harold Wilson zacierając dowody na zwłokach generała Sikorskiego
- Akuraten – zarechotał Hitler popijając na Obersalzbergu shoty z morfiną
- Очевидно, что не закламуйеми истории (Oczywiście, że nie zakłamujemy historii) – przeczytał z kartki Breżniew, a cały zjazd partii ryknął gromkim śmiechem.
Ale wróćmy do Lidzbarka. Ku niezadowoleniu taryfiarza cały zespół przytknął twarze do plakatu. A plakat głosił:
- Ale czad, kochają nas tutaj! – rozentuzjazmował się Deacon
- Ta nas… - sarknął May.
Fakt, w Lidzbarku wszyscy kochali przede wszystkim Freddiego. Ciągle ktoś krzyczał za nim „Peeeeedaaaaał!”, albo „Te, geju, chcesz wpierdol?”, a na tego typu pytania Mercury grzecznie odpowiadał „Może później”, chociaż chcicę miał niemiłosierną. Pewnego razu, gdy jakiś obywatel krzyknął coś za wokalistą, Brian nie wytrzymał:
- TO JA ZAŁOŻYŁEM TEN KRETYŃSKI ZESPÓŁ, MNIE KOCHAJCIE!
- A jesteś pedałem? – zapytał obywatel
- Nie…
- A kuwa Żydem?
- No też nie…
- To czego podskakujesz?
***
- Nie, nie, myślę, że Queen + Paul Rodgers nie wchodzi w rachubę...I chcę śpiewać jakiś utwór na głównym wokalu!
- Słuchaj Tim – rzeczowo rzekł Paul – Uważam, że Smile + Paul Rodgers, albo Tim Staffell + Friends może się nie sprzedać…
- Tak, a tworzysz coś nowego w ogóle?
- Pewnie, mam zespół…
- Jaki?
- Bad Company
- To wersja z dubbingiem – zauważył Tim
- Przepraszam…Źle Kompany, celowo z błędem, dla przekory. Napisałem ostatnio piosenkę na nasz nowy album, nazywa się Love Me Somebody
- Somebody To Love byłoby lepsze…
- Gupi jesteś – podenerwował się Rodgers – taki mądry jesteś, a co ostatnio stworzyłeś?
- 1124325462331454654 wersję Earth…to jeszcze nie to, ale myślę, że z Brianem, Rogerem, no i oczywiście Tobą, stworzymy coś wspaniałego i odkrywczego!
Nagle pod ławkę, na której siedzieli spiskowcy podjechała z piskiem opon czarna wołga. Dwóch ZOMO-wców, po prewencyjnym spałowaniu Tima i Paula, wciągnęło muzyków do środka.
- Co je…o, pan generał, kopę lat!
- Rzekłbym mendel, muahahahahaahaha – zaśmiał się Stachura – Ale my tu śmichy chichy, a sprawa jest…
- Jaka? – spytali Tim i Paul w jakiejś zjebanej tonacji, bo w chórkach za dobrzy nie byli.
- Ano taka, że Karin Stanek i jej zespół został przesiedlo…no, tego, koncertuje na Syberii, a koncert się nie może nie odbyć!
- I?
- Zastąpicie zespół, kapitalistyczne wymiociny Churchilla!
- Niby jak? Ja polskiego nie umiem… - żachnął się Rodgers
- A to dziwne, bo ja angielskiego też nie…mniejsza z tym. Śpiewać będzie nasza lokalna gwiazda: Niedojebek! Zawsze mogliście wykonywać pieśni Adama Zwierza, który też koncertuje gdzie indziej…ale research wykazał, że gawiedź woli Karin Stanek…zero gustu. Ale mniejsza z tym. Wykonacie dwa utwory, potem będą te pluskwy z Kłyn, czy cuś…
- Co?! Mam supportować Queen? Nigdy! – Paul był wściekły
- Spokojnie – uspokajał generał – nikt nie każe wam niczego sabotować, my się tym zajmiemy. Zagracie Malowaną Lalę i Chłopaka z gitarą
- Ja jebę… - westchnął Staffell.
***
- Widzieliście tę wołgę? – spytał Bri.
- To u nas normalne – uśmiechnął się głupio Antoni
- Słuchajcie, nie napisali tu gdzie gramy… - spostrzegł, a raczej nie dostrzegł, a w zasadzie spostrzegł, że nie dostrzegł, bo nie było o tym nigdzie napisane, John.
- Faktycznie…Co teraz?
- Oj głuptasy...Zagracie na jedynym reprezentatywnym obiekcie
- To znaczy gdzie, Antek? – zaintonował zespół Queen, gdyż ćwiczył chórki więcej niż dwusłowne.
- Tutaj – powiedział Antoni wskazując ręką za siebie – Na podwyższeniu z pręgierzem.
- O matko…
- A propos matki – przypomniał sobie Antoni – trzeba się zobaczyć z ruskimi delegatami, wpadli na genialny plan…
***
- Poratujesz dziecko Stolicę Apostolską? Chociaż dwa złote…
- Eee…nie
- Zobaczysz gówniarzu, Pan Bóg puści cię w skarpetkach!
- Terefere…a tak w ogóle, to jak to jest być papieżem?
- Cóż…nie chcem, ale muszem…
***
- Co to za genialny plan? – spytał Freddie, gdy cała czwórka i Antoni i dwóch rosyjskich dygnitarzy i wczesny Gierek…czyli kiedy cała ósemka siedziała w Czarnej Wołdze Turbo.
- Żeby polska publiczność wszystkie wasze utwory zrozumiała, symultanicznie z waszym śpiewakiem będzie szło tłumaczenie!
- Ale jak…jak to? Nie wiecie co będziemy grali…sami nie wiemy… - zdziwił się Bri
- Po pierwsze, wiemy wszystko Towarzyszu. Po drugie, eto szto jedno co wy zagracie…
- No to może spróbujmy – zaproponował May – Freddie?
- Good (Dzień) Evening (Dobry) Memphis (Lidzbark Warmiński) ! (!) Long (Już) time (długo) not (nie) seen (widzę) ! (ale śpiewać mogę).
- Jezu, to jest fenomenalne! – zachwycił się John
- Czekaj, teraz zobaczymy piosenki – sceptycznie stwierdził May
- „I’m (Breżniew jest) Lord (dobry) of (dla) All (wszystkich) darkness (republik), I’m (Socjalizm) Queen (jest) of (dobry) the (tak) Wight (tak)…”
- Nawet to brzmi…
- Nie macie wyboru…
***
Wieczorem, na rynku zebrali się wszyscy mieszkańcy Lidzbarka. Rozreklamowanie koncertu w Polskiej Kronice Filmowej oraz przez oddziały ZOMO i MO okazały się nad wyraz skuteczne. Niektórzy tłoczyli się w sklepiku kupując pamiątki zespołu – obwarzanki z logo Queen, pięciogroszówka Briana a także prawdziwy rarytas, czyli kartoflane figurki przedstawiające członków zespołu. Zespół z zadziwieniem spoglądał w kierunku szarych mas na scenie, każden jeden z naszych bohaterów odczuwał na przemian podniecenie i nieopisany strach. Prorok May zaś miał naprawdę złe przeczucia…Jednak nie było czasu na rozważania, gdyż na scenie już pojawiła się Karin Stanek z zespołem…
***
Mattey (w ASAQ od odcinka 234.):
- Beznadziejne te nasze figurki z kartofli... – mamrotał pod nosem zdenerwowany John – coś jest z nimi nie tak... ale nie mogę dojść co...
- To po co kupiłeś czternaście swoich i jedną Rogera? – zainteresował się Brian – a tak w ogóle to one chyba nie powinny być robione z ubitych kartofli, nie?
- Ha! Wiedziałem!
- Zakmnij się – syknął ostrzegawczo Freddie – trochę szacunku dla Karin Stanek.
***
- Teraz? Mogę już mówić?
- Jeszcze nie generale Jaruzelski.
***
Kameralna scena w środku Lidzbarka zwana przez mieszkańców pieszczotliwie „Tą pierdoloną wiejską szopą” była już oświetlona lampką nocną pożyczoną specjalnie na ten koncert od pana Heńka, który użyczył jej w czynie społecznym, co z kolei zostało nagrodzone uściśnięciem ręki szwagra pana kierownika, który widział kiedyś Gierka na wiecu. Tak przynajmniej mówił na przesłuchaniu w piwnicach Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie był bity, torturowany i posypywany proszkiem do pieczenia („piekł jak cholera” – opowiadał potem kolegom przy piwie i pod papugami), wsypał czterech kolegów, jedną koleżankę i dwie łyżki cukru do kawy (bez mleka – przyp. UB).
Nagle tłum ryknął tak głośno, że Paula „Karin Stanek” Rodgersa i Tima „zespół” Staffella dopadły dreszcze, hemoroidy i oblał ich zimny pot oraz nauczyciel z fizyki. Jednak okazało się, że reakcja tłumu była spowodowana pokazaniem dupy przez sołtysa.
- Cześć Lidzbark! – krzyknął Paul.
- Cześć Karin – ryknął Lidzbark. – Pokaż dupę.
- Ale wiocha – szepnął Paul Timowi – zupełnie jak w Memphis.
***
- Nawet niezła ta Karin Stanek – przyznał Freddie przyglądając się występom „polskiego” zespołu z tzw. backstage’u, czyli w praktyce z brezentowego namiotu ustawionego dwa metry od sceny. – gdybym nie był gejem to kto wie...
- Hej, przydałby się jakiś polski akcent na koncercie – zauważył nagle spanikowany Brian.
- To może ja będę udawał papieża, a wy zaczniecie pałować tłumy? – zaproponował rozochocony Roger.
- Albo lepiej jak ja zacznę lepić oscypki – zaoferował się Brian – albo pierogi ruskie! Albo barszcz ukraiński!
- To może piosenkę – pisnął nieśmiało John.
- Ktoś coś mówił? – zapytał Freddie.
- Czy to mucha?
- Nie!!! – zakrzyknął Queen w tonacji d-moll.
- Czy to mysz pod miotłą?
- Nie!!! – (Fis-dur)
- Czy to nasz basista?
- Tak!!! (brak harmonii).
- Phi.
- A może by tak coś specjalnego zaśpiewać. Na pewno Polakom będzie miło jak zaśpiewamy jakąś ich ludową piosenkę – zasugerował Freddie, co spotkało się z aplauzem pozostałych członków Queen, oprócz Johna, który mruczał pod nosem afrykańskie zaklęcia na zwiotczenie penisów.
- To jaką macie znaną piosenkę, którą można porwać tłumy?
- I dziewice – dodał konfidencjalnie Roger.
Pan Antoni, do którego było skierowane pytanie o piosenkę od dwudziestu minut podżerał wypłatę za koncert, którą państwo polskie przekazało w ogórkach kiszonych.
- Antoni. Piosenka – szturchnął go Brian.
- Piosenka? A tak, tak. Już:
Sabirai menja skorej
Uvosi sa sto morei
I zelui menja vesde
Vosemnadza mne uzhe!
- Co to kurwa ma być – zapytał delikatnie Roger – nie śpiewaj jakichś ruskich przyśpiewek, tylko powiedz nam jaka jest szybka, łatwa, polska piosenka, która porwie dziewice.
- I tłumy – dodał po cichu Brian.
- Hmm... – zastanowił się pan Antoni – w sumie znany jest „Hymn Edyty Górniak”.
- Ile to trwa?
- A bedzie ze dwadzieścia minut.
***
- Ty, Zenek, ale tej Karin Stanek stoją sutki – zauważył jeden z ZOMOwców.
- No... kurde... aż bym kogoś spałował.
- Sam się spałuj, he he he he – krzyknał jakiś wąsaty mężczyzna przebrany za papieża, po czym uciekł w tłum.
- Cholera, zgubiliśmy go Zenek.
- To napierdalaj wszystkich jak leci. W końcu i on dostanie – zreasumował Zenek nakładając na uszy słuchawki od patefonmana (takie prl-owskie cudo podobne do walkmana, tylko że trochę większe, bo na płyty gramofonowe), gdzie rozlegała się bojowa pieśń napisana przez Bee Gees na potrzeby wojsk rosyjskich „Stayin’ Alive”, która przypadkiem przedostała się do dyskotek (otumaniła dyskotekowych bramkarzy przebierając się za Davida Bowiego i sześć zup w proszku Winiary).
***
- Jeszczeeee Pooooooooooooooooollllllllllsssssssskaaaaaaaaaa nieeeeeeeeee zginę-ę-ę-ę-ę-ę-ęłaaaaaaaaaaaaa......!!!
- Za mało „a” Freddie – zauważył krytycznym okiem Antoni. Zawsze nosił w kieszeni krytyczne oko na takie okazje.
- A ja uważam, że masz talent. Jestem na tak – powiedział Kuba Wojewódzki.
Nagle brezentowe drzwi namiotu uchyliły się i do środka wpadł zdyszany Miś Niedojebek, który spanikowanym głosem zaczął krzyczeć i wymachiwać rękami (znalazł je gdzieś pod sceną. Jeszcze świeże).
- Tłum panikuje! ZOMO pałuje wszystko co się rusza! Musicie wejść na scenę i zagrać coś na uspokojenie, powiedzieć coś rozluźniającego i wprowadzić atmosferę przyjaźni polsko-rosyjskiej.
- Dlaczego polsko-rosyjskiej? – dociekał Roger.
- Nie znamy innej przyjaźni...
- Oooooo....
- We believe... – zaczął Brian.
- Zamknij się! – krzyknął Freddie – dobra, to ja wchodzę śpiewając „hymn Edyty”, a potem Brian na rozluźnienie powie dowcip.
- To będzie cudowny koncert – zachwycił się John i poszli na scenę.
***
- To może ja uspokoję tłum?
- Jeszcze nie generale Jaruzelski, jeszcze nie...
***
Tim i Paul schodzili ze sceny chyłkiem (ktoś im podstawił chyłek, bo schody były tylko na talony i ktoś je wymienił za dwa litry benzyny i sznurek papierów toaletowych) i nikt na nich nie zwracał uwagi. Rozgorączkowany tłum awanturował się pod sceną zupełnie nie przejmując się „Karin Stanek i zespołem”.
- Cześć Lidzbark! – rzucił na pożegnanie Paul, ale tłum nie złapał (5 osób rannych, ale akurat sami wywrotowi homoseksualni żydo-faszyści w okularach, więc statystyki przemilczały ten fakt).
Gotowi do wejścia na scenę byli już Freddie, John i Brian, a Roger próbował obalić „komunizm”, ale akurat to tanie wino zupełnie mu nie podeszło. Nasz dzielny frontman poczuł, że już czas i wybiegł na scenę z krzykiem: „hej hej people”, po czym spadł po drugiej stronie, bo był przyzwyczajony do trochę szerszego wybiegu. Brian nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak, więc zaczął grać riff do „Boże, coś Polskę”, a do mikrofonu podszedł... John. Nagle tłum przestał się awanturować, panikować i biegać we wszystkie strony, ZOMOwcy przestali bić dzieci i zaczęli napierdalać niepełnosprawnych, a Paul Rodgers szenął tylko „unbelievable”.
- Co? – spytał Tim.
- Nieprawdopodobne
- Aha...
Ludzie stojący w tłumie patrzyli z niemym zachwytem („Czy to basista?”, „To nie jest Freddie?”, „Ale on cudownie śpiewa!”, „Ała! Nie jestem niepełnosprawny!”) zdając sobie sprawę, że są świadkami nieprawdopodobnego wydarzenia.
***
Tymczasem w reżyserce.
- Wyłaź z reżyserki Kazik, teraz moja kolej – powiedział Zdzisiek ściągając spodnie i śliniąc się lubieżnie. Jednak nie zdążył podjąć stosownych działań, bo nagle do pomieszczenia wbiegł sfrustrowany generał Stachura.
- Tłumaczenie symultaniczne kurwa miało być! Co się dzieje?! – krzyczał i skakał z wściekłości, a jego różowa spódniczka wraz z nim.
- No ale jak to? – obruszył się Kazik – wszakże basista śpiewa „Boże coś Polskę” w naszym ojczystym języku, więc tłumaczenie nie ma sensu.
- Przechytrzyli nas łotrzyki – rzekł zimnym jak lód głosem generał. – może ludzie jakoś zapomną, a potem to całe Kłin zagra coś po angielsku i tłumaczenie będzie... – rozmarzył się Stachura.
- To ja już pójdę – powiedziała reżyserka wkładając z powrotem majtki.
***
Freddie w końcu wygramolił się na scenę, ale mikrofon przejął Brian, bo wynikało z kolejności, że teraz czas na jego dowcip. Ostrożnie oparł swoją Red Special o jakiegoś mężczyznę, który mieszkał na scenie od trzech miesięcy, bo dostał przydział. Obecnie czekał na podłączenie telefonu.
- Hi (ZSRR) people! (górą!) – krzyknął Brian, a tłumaczenie szło już swoją drogą. – Now (socjalizm) it’s (wkroczył) time (w) for (decydującą) my (fazę) joke (!). And (Towarzysze) before (jednoczcie) that (się) I’ve (we) got (wspólnym) something (czynie) to (społecznym) say (say): Fuck socialism! (Motomyszy z Marsa górą!).
***
- Dzień dobry, czy pan jest tłumaczem?
- Owszem, symultanicznym. A co?
JEB!
***
- Więc – Brian kontynował swój dowcip, ale że tłumacz padł, więc będę pisał po polsku – idzie...y.....yyyy... idzie sobie befsztyk na wernisaż....iiii....yyy...spotyka komunistę, faszystę i glistę... no...yyyy...
- Co się dzieje? – spytał skołowany jeszcze Freddie Rogera wskazując na ich osobistego astronomopudla z mikrofonem.
- Opowiada swój dowcip
- Say it’s not true...
- ...yyy...- kontynuował Brian – no i... wtedy on... powiedział, że to u nich budują najwyższe pałace.... a jego wujek to nawet cztery.... no....i...ha ha ha...tyle.
Cisza wśród publiczności trwała czterdzieści dwie sekundy i wreszcie jeden widz się zaśmiał, ale nie trwało to długo, bo ZOMO go spałowało. Wtedy do akcji wkroczył Freddie zabierając mikrofon.
- Hello Litz...yyy....lęndz... Hello Memphis!
- HELOŁ!!! – krzyknął rozentuzjazmowany widz, który usłyszał „Mariusz”, a Brian zaczął grać solo. Najpierw zaczął od gamy, potem przeszedł na pasaże w Fis-dur, a gdy włączył efekt echo dochodząc do najwyższego H, dostał w głowę skarpetą od Rogera i zemdlał. Aha, w skarpecie był kamień (Roger wziął go z kupki kamieni na szaniec).
- Robi się żenada – zauważył John – włączcie taśmę z hymnem i spadamy ze sceny zanim nas zlinczują.
W istocie została puszczona taśma, ale zamiast zwyczajowego „God Save The Queen” rozległa się nagrana wcześniej w studio rozmowa członków zespołu:
- To gdzie mamy jechać? Do Polski?- zapytał Roger – to to miasteczko pod Scruton?
- Nie – powiedział Brian – to taka kolonia ruskich w środku Europy. Jedyne co tam mają dobre to pierogi. Ale też kurwa ruskie.
(Tutaj dało się słyszeć pierdnięce, po czym wszyscy się zaśmiali). Następnie rozległ się jakiś metaliczny brzdęk, potem sapanie i głos pijanego Freddiego:
- Jebać czerwonych komuchów, jebać Stalina! Polscy generałowie to cioty!
- Nieprawda! – krzyknął przysłuchujący się rozmowie generał Stachura odkładając malowanie ust na później – trzeba natychmiast ocenzurować ten koncert! Spacyfikować tłum! To nie może przejść do opinii publicznej, bo będziemy skończeni! Natychmiast zabrać wszystkich widzów do piwnicy i przesłuchiwać tak długo aż o wszystkim zapomną!
- A co z Queen? – zapytał generała Janek Piłka dowodzący ZOMOwcami.
- Upić ich, zamknąć w pokoju dwa na dwa metry, napchać konserwowanymi grzybami i paprykarzem szczecińskim i zabrać klucz do kibla. A potem jak już zapomną o całym koncercie to wysłać ich do Londynu.
- Jak?
- Pocztą Polską... Mu ha ha ha ha!!!
***
Trzy tygodnie później w Londynie.
- Ała...moja dupa – jęknął obolały Roger budząc się w ich londyńskiej kanciapie. – co ja jadłem? Wapno gaszone z bezikami?
- Co się stało? – spytał pół-przytomny Brian – śniło mi się, że John śpiewał na jakimś festynie w jakiejś zapadniętej dziurze pod Scruton.
- Ta, jasne, John śpiewał – zaśmiał się Freddie, po czym obalił leżący obok niego „Komunizm”.
Chyba jasnym jest, że to był odcinek specjalny, którego nie kontynuujemy... _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Wto Gru 09, 2008 7:25 pm Temat postu: |
|
|
No to teraz oficjalnie: Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! A kto? Ola.
 _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Gru 10, 2008 7:17 pm Temat postu: |
|
|
Jakieś niskie zainteresowanie tematem.
To może ja wyjaśnię:
LUDZIE! TO NA GÓRZE TO SPECJALNY URODZINOWY ODCINEK O KONCERCIE QUEEN W POLSCE W 1975 ROKU! JEST ON ODERWANY OD FABUŁY, WIĘC KTO NIE JEST NA BIEŻĄCO Z ASAQ TO NIC NIE SZKODZI. CZYTAJCIE! _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Anka793

Dołączył: 31 Paź 2003 Posty: 315 Skąd: Warszawa / Lublin
|
Wysłany: Czw Gru 11, 2008 7:46 pm Temat postu: |
|
|
Czytamy, czytamy, tylko nie chwalimy, żeby wam się w głowach nie poprzewracało .
Mnie najbardziej rozwaliła Buka (wy jeszcze oglądacie Muminki ), uroki PRLu, Freddie spadający ze zbyt krótkiej sceny, tłumaczenie symultaniczne, dowcip Briana, "Sam się puknij, stary chuju" i długo by jeszcze wymieniać , aha nie rozumiem czemu się nabijacie z sutków Paula Rodgersa, moim zdaniem ma je normalnych rozmiarów (specjalnie się przyglądałam ) no ale nie muszę na szczęście wszystkiego rozumieć... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pią Gru 12, 2008 12:23 am Temat postu: |
|
|
Olali nas
Specjalnie dla Was wróciłem do ASAQ, więc gdzie te hołdy, oklaski i wiwaty? _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pią Gru 12, 2008 11:29 am Temat postu: |
|
|
Trzeba było jakąś kampanię reklamową zorganizować miesiąc przed urodzinami ASAQ, bo ten gigapost mike'a zaginął w tłumie kolejnych, zwykłych odcinków. Taką twarz le_mmora porozklejać po całym forum z napisem "Wielki powrót" albo "twarz roku"... _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Arquest

Dołączył: 27 Lut 2008 Posty: 1942 Skąd: Gliwice
|
Wysłany: Pią Gru 12, 2008 8:03 pm Temat postu: |
|
|
* * *
Trzeba zacząć od tego, że wytwórnia ich nagliła. Musieli skończyć płytę. A że nie mieli jej gotowej musieli się pospieszyć. Brian poszedł szukać inspiracji w klubie ze striptizem (niestety nie wiemy czy damskim czy męskim). Freddie postanowił napisac coś 'w hołdzie'. Nie wiedział tylko komu. Roger obdzwonił wszystkie dziewczyny/kobiety, które znał szukając inspiracji. John natomiast usiadł przy biurku i zaczął pisać. Niestety ani wytwórnia, ani zespół, ani my nie wiedzieli, co on tam pisał.
* * *
Dzień później każdy z nich miał gotową piosenkę. Brian napisał coś o jakiejś 'Dancer', Freddie 'Song For Somebody Who Died', a Roger 'For All Girls Which I Call'. John natomiast napisał coś w stylu 'Wyp*erdalaj z tego songu Brian!', po czym można było wywnioskować, że nie chce w niej Brianowej solówki. Niestety Brian uparł się, że solówka musi być - pojawił się więc problem. John wpadł jednak na doskonały pomysł - sam nagra solówkę, bo przeca nie chciał tam tylko Brianowej solówki.
Brian chciał jednak dorzucić do płyty następną swoją kompozycję. Specjalnie na tę okazję napisał 'People Get Shot By People With Guns' i .
Freddie od dawna miał gotową kompozycję 'Body Language (For All Guys With Which I Sleep)'. Tydzień temu napisał drugą piosenkę o 'Cool Cat (For All With Which I Sleep). Postanowił podpisać ją jako wspólne dzieło, aby nie być posądzanym o totalny seksizm.
* * *
Tydzień później płyta była gotowa. Teraz trzeba było tylko pójść do miejsca_gdzie_tłoczy_się_płyty i je wytłoczyć. W KPW (Katalogu Płyt Wytłoczonych) ich nowa płyta znalazła sie na miejscu 1982. Poszli sprawdzić, jak Mack poukładał utwory na nowy krążek. Oto co zobaczyli:
| Cytat: | Queen - One Each For Each At Hot Space
Mercury's Side One:
Staying Power
Life Is Real (Song For Somebody Who Died)
Body Language (For All Guys With Which I Sleep)
May's Side Two:
Dancer
People Get Shot By People With Guns
Las Palabras De Amor (For All Africa's Children)
Taylor's Side Three:
Action This Day
Callin' All Girls (For All Girls Which I Call)
John's Side Four:
Back Chat
Cool Cat (For All With Which I Sleep) |
Nastapiła chwila dłuższego milczenia. W końcu odezwał się Freddie:
- To nie dajemy na OEFEAHS tego pedalstwa Bowiego? I mojego? - dodał po chwili.
- Nein, a po co? - spytał Mack.
- Nie wiem, tylko taki mój znajomy mie o to prosił, ale można go olać. - odparł wesoło Fred.
- A jak miał na imię? - zapytał przesadnie grzecznie May.
- Zatwardział, a co? Jak masz do niego jakies wąty to przekażę. - odpowiedział ździebko zdenerwowany Freddie.
- Nie, nie... Tak tylko zapytałem - przestraszył się May.
Nagle odezwał się Roger:
- Macku, gdzie tu jest jakiś nocnik?
- Was?!
- On chciał tylko zapytać o toaletę... - wyjaśnił cierpliwie John.
- Tam na prawon! - wskazał Mack.
- Wielkie dzięki! - odpowiedział Roger.
- W ton drugien prawon!!
* * *
Minutę później:
- A gdzie jest moje 'Body Language (For All Guys With Which I Sleep) (1991 Remix by Susan Suters)'?! - wqrwił się Freddie.
Nie chcecie jednak wiedzieć, co było dalej.
Ostatnio zmieniony przez Arquest dnia Nie Gru 21, 2008 11:32 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Pią Gru 12, 2008 8:51 pm Temat postu: |
|
|
| Mattey napisał: | | Trzeba było jakąś kampanię reklamową zorganizować miesiąc przed urodzinami ASAQ, bo ten gigapost mike'a zaginął w tłumie kolejnych, zwykłych odcinków. Taką twarz le_mmora porozklejać po całym forum z napisem "Wielki powrót" albo "twarz roku"... |
Kurna, znowu po pijaku komuś dałem fuchę mojego impresario  _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Wto Gru 30, 2008 3:47 am Temat postu: |
|
|
- Myślisz, że się uda?
- A mamy inne wyjście? Strzelili focha, powiedzieli, że nie, że jak spadła popularność, to nie grają i kropka, więc...
- Uważaj, wchodzimy za 10 sekund, przygotuj się...3...2...1...
- Oto kolejny odcinek Another Story About Queen, na żywo z taśmy z Monachium w Niemczech. W dzisiejszym odcinku wystąpią dla państwa
Ronn Moss jako Freddie Mercury!
Sydney Polak jako Brian May!
Rod Stewart jako Roger Taylor!
Pan Kreska jako John Deacon!
A także: Mack, Paul Rodgers, Josef Ratzinger, Herr Otto Flick, orkiestra pod batutą Zbigniewa Górnego i inni!
***
- Słuchaj Mack, Ty to naprawdę chcesz wydać? - Freddie kroczył po malutkim pomieszczeniu Katalogu Płyt Wytłoczonych z dłońmi zatopionymi w burzy włosów.
- Ja, warum nicht? - odparł Mack
- Jasna cholera, Mack! - wykrzyknął Freddie z wyraźnie australijskim akcentem, strzelając miliard min na sekundę. - Ty naprawdę tego nie rozumiesz? Nie rozumiesz, że ten album to dar! Pracowałem na nią całe moje życie. Mój ojciec pracował na ten album razem z matką...teraz ja spełniam ich marzenia. Ten album to cud...coś niesamowitego...nie możesz tego ot tak zniszczyć! @_0 (O.O) -.^ -.- :/ x-| <- festiwal min.
- Aber Freddie, Wir koennen das zmianen machen...Brian, co ty o tym thinken?
- Ja za rok osiągnę wszystko, nerwy mam jak stal. Jestem po piwie pustą butelką, mam wszystko, mam szyjkę, mam denko. Roztrzaskany szybowiec na bloku, samobójczy skok zakochanej pary, Murzyniątka tam głodują, Chomiczówka, Chomiczówka, pierwszy skecik, pierwszy botoks, pierwszy Saturn, pierwszy...
- CECIE! Panie Polak, miał pan się trzymać scenariusza
- Nie no sorry, poniosło mnie...
- Powtarzamy...i...Akcja!
- Aber Freddie, Wir koennen das zmianen machen...Brian, co ty o tym thinken?
- Nie wiem, ja bym to raczej zmienił
- Und du Roger?
- Kurwa, najebałeś bzdur, ja jebę, to wszystko trzeba kurfa zmienić. I mam jeszcze jedno pytanie...Chciałbym wiedzieć, czyś kiedykolwiek widział deszcz, Hast du ever seen the rain?
- Naturlich - odparł zdziwiony Mack
- A zachowujesz się jakbyś nigdy kurwa nie widział! - odparł podkurwiony Taylor - tyle w tym temacie!
- John? - z nadzieją w głowie zapytał producent
Basista jednak nie odpowiedział, wpatrując się w okno z debilnie wykrzywioną japą, piszcząc coś do siebie pod nosem. Nie było rady, album trzeba było przekształcić...
***
- Witam was ciule Paulu Rodgersie, donoś! - zakomenderował złowieszczo <złowieszczy akord w wykonaniu orkiestry Zbigniewa Górnego> kardynał Ratzinger
- Queen ma przesrane. Zbojkotowali udział w Another Story, więc nie mają generalnie wpływu na produkcję nowego albumu...szykuje się żenada nad żenady i...
Buahaahahahahaahahahahaahahahahahahahaahahahahahahaha....
- O, przepraszam Paul, dostałem esesmana...eee...esemes. Co chciałeś rzec?
- Zajebisty dzwonek - z uznaniem stwierdził Rodgers - aż mi sutki zesztywniały...A chciałem powiedzieć, że możemy już wybuchnąć złowieszczym śmiechem
- nie, nie mogę, przeziębiłem się...Ale puszczę dzwonek, to się razem z nim pośmiejesz..."Buahaahahahahaahahahahaahahahahahahahaahahahahahahaha...." - zadźwięczał dzwonek, a Paul mu wtórował.
***
- Sich freuen? - zapytał w końcu Mack, po wprowadzeniu żmudnych poprawek
- Taaaaak - odparli wszyscy kakofonicznie, bo tonacji się jeszcze nie nauczyli
- Spójrzmy: skróciłem nazwę do Hot Space, a track lista wygląda tak:
1. Satying Power
2. Dancer
3. Itsy Bitsy Spider
4. Sailing
5. Back Chat (Mr. Line beatbox solo)
6. Body Language
7. Chomiczówka
8. Action This Day
9. Put Out The Fire
10. Life Is Real (Song for Logan)
11. Pamelo Żegnaj
12. Cool Cat (Song for Taylor)
13. Under Pressure (Song with Bowie)
***
- Kochanie, to którego miałeś grać?
- Tego, którego gra Pan Kreska - załamał się Adrien Brody
***
- No i co, rzeczywiście tak nam dobrze? - zapytał Brian
- Oj, bo się wkurwiłem tym jubileuszem! - rzekł Taylor
- Wracamy? - zapytał John
- Wracamy - odparł Mercury _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Wto Gru 30, 2008 6:55 pm Temat postu: |
|
|
- Lejdis end dżentelmen, będę mówił po polsku - powiedział pan Andrzej Wajda przez słuchawkę swojego telefonu zrobioną z ostrygi panamskiej i makaronu Lubella - jak to? "Basista"? Z Adrianem Brody? Nikt nie będzie chciał tego oglądać Towarzyszu Sekretarzu. Trzeba pomyśleć nad innym tytułem.
***
Z Listu Świetnego Paula Rodgersa do Briana Maya:
"Bracie! Love is all we need! Without love... yeah yeah... world is worthless, love makes us feel small... oh yeah..mmm... love be love to love and (everybody!) make love!
Take love,
Paul"
- Czyli co on w końcu chce? - dopytywał się Freddie chrupiąc beztrosko czosnek polewani sosem z cynaderki.
- Chyba mnie pozdrawia, albo coś - zastanawiał się Brian - nigdy wcześniej nie napisał mi żadnego listu.
- Myślę, że powinieneś mu odpisać...
- STOP! CIĘCIE! - wrzasnął przez megafon Andrzej Wajda - co za dzień - dodał po cichu - Najpierw mi odrzucili pomysł na "Człowieka Z Krzemienia", potem cofnęli mi prawo jazdy za przedawkowanie Rutinoscorbinu, a teraz to... Następny!
- Ale... - zaczął Adrien Brody.
- Następny powiedziałem!
- Nie ma już nikogo - powiedział asystent planu przerzucając kartki w notatniku.
- Fuck! Będę mówił po polsku: Niech to dundel świśnie! - zaklął pan Wajda - dobra, to wróćmy do tego co był dwie osoby temu. Najlepiej się nadawał na basistę.
- Nadgryziony ołówek zawieszony na sznurku?
- Zgadza się...iiiiiiiii......ACTION!
***
- Nie jestem przekonany czy nie powinniśmy umieścić "Córki Rybaka" zamiast "Itsy Bitsy Spider" - głośno zastanawiał się Brian kiedy cała ekipa jechała metrem do Tego-Miejsca-Gdzie-Cały-Zespół-Podbiega-Do-Ściany-I-W-Odpowiednim-Momencie-Krzyczy-"Zaklepane"-Aby-W-Ten-Sposób-Zatwierdzić-Album-Do-Ostatecznej-Produkcji.
- Wykluczone! - naburmuszył się David Bowie, który jechał w jednym wagonie metra z chłopakami, bo obawiał się, że go przeruchają na prawa autorskie, tak jak się to stało z piosenką "Satisfaction" przypisaną niesłusznie Stonesom.
(-Psst... Kto gra Davida Bowiego?
- Zaraz sprawdzę.... - szelestu, szelestu, szelestu - ...jakiś Himself.
- Czyli pewnie Niemiec.
- Ano...
- To musi być naprawdę niskobudżetowe badziewie...)
- Dlaczego właściwie podróżujemy metrem a nie z panem Antonim? - spytał wiszącego obok siebie nadgryzion... yyy... zapytał Johna, ale zrozumiał, że ten mu nie odpowie, więc skierował swoje pytanie do Briana.
- Pan Antoni ma od Drugiej Wojny Światowej zakaz wstępu do Niemiec. Nie chce powiedzieć o co dokładnie chodzi...
- To co z tym Itsy Bitsy? Wywalamy? - dopytywał się Freddie.
- Wykluczone! To moja piosenka! - krzyknął oburzony Bowie.
- Twoja to "Under Pressure" - poprawił go Roger.
- Rzeczywiście...
- <GŁOS Z GŁOŚNIKA:> NASTĘPNA STACJA: "PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY" </GŁOS Z GŁOŚNIKA>
- To za ile my wysiadamy?
- Jeszcze dwie.
- Ok.
***
Z Listu Świetnego Briana Strunociąga do Paula Rodgersa:
"Bracie, We believe.
Take care,
Brian" _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Czw Sty 08, 2009 1:23 am Temat postu: |
|
|
* * *
-Babaiiabaiai! – rzekł John
-Cięcie!!!! – krzyknął Wajda – Weź niech gada po ludzku!
-Ale to pan Kreska! – wytłumaczył Rod Stewart – On tak gada.
-To co on kurwa dostał angaż tutaj?! – dziwił się najznamienitszy polski reżyser
-John miał w ogóle nie mówić w tej scenie, panie rezyseze. – wtrącił się scenarzysta
-To się po kiego wała odzywasz?! – rzucił reżyser
-Biibaiibaa! – strzelił focha John, znaczy pan Kreska grający Johna
-Stop! – nagle cała ekipa kręcąca usłyszała pedalski głos
Wszyscy odwrócili głowy w drzwiach stał zespół Queen a w tle leciała muzyczka z Kapitana Planety.
-Won! – warknął Freddie – Wracamy w glorii i chwale!
-Bibiabi…eee znaczy… Właśnie! – wtórował John
-To jest aż taka tragedia? – zdziwił się Ron Moss
-Tak, ale nie martw się zagrasz w gorszej. – poklepał go po plecach Brian – A teraz szybciutko prosiaczki, szybciutko. Zespół Queen wraca do gry.
-Ech… - westchnął Wajda – Chyba będę musiał się przerzucić na II wojnę…
Troszkę trwało zanim wszyscy zostali wyeksmitowani z pomieszczenia.
-Ej, no. – zatrybił Roger – Ale Mack, Paul Rodgersa i reszta którą grał Himself zostają! Do chuja pana!
Znów troszkę trwało za nim przywiało bohaterów drugoplanowych.
-Ale… - zauważył John – Chyba nie każdy będzie teraz występował.
Kolejna faza uruchomień drzwi.
-Wiecie co? – zagaił Brian – Może zróbmy sobie przerwę?
-Fakt.
* * *
Gdy wyzwanie rzuci los
Z odwagą stań i walcz
To co Ci odebrał ktoś
Odzyskasz jeślisz chwat!
Ze mną chodź już nadszedł czas
Nikt nie równy nam
Już zwycięstwa czujesz smak
To zawsze był nasz plan
Pokemon
czy już wszystkie masz
musimy ocalić świat
to przyjaciel mój
ramię w ramię wielki bój
pokemon to właśnie
to właśnie ty
odwaga nam doda sił
trenuj ze mną nadszedł czas
pokemon czy już wszystkie masz
czy już wszystkie masz
POKEMON !
* * *
-No to co zatwierdzamy tracklistę? – zapytał się Freddie
-Fausten, fausten… - ponaglał Mack
-Dla mnie to może…. – zaczął Brian
-Stop! – usłyszeli za sobą głos - …sapu…
W drzwiach stał Roy a w tle leciała muzyczka z Kapitana Planety.
-Nosz kurwa… - zaklął Roger – Czego ty tu znowu chcesz?!
-Spójrz! – Brian podszedł do Roya – Wyglądasz jak wrak człowieka! Ja rozumiem, że zabolało, iż nie jesteśmy już razem. Coś wtranżalał?
-Donuty rumowe… - odrzekł skonsternowany Roy
-I wszystko jasne. – stwierdził Brian i usiadł, w ten czas do Roya podszedł John
-Zrozum, nie wyciągniesz z nas nic więcej. – spokojnie tłumaczył Deacon
-Dokładnie! – wtórował Freddie – Musieliśmy zmienić aranżera, bo z tobą to było już to samo.
-Ja miałem na myśli pieniądze. – przyznał John
-Aaa… - zdziwił się Mercury – To też.
-Spieprzajta ode mnie! – Roy uniósł się by móc wstać – Ja chciałem wam pomóc, bo mam złoty środek.
-Co masz kurwa? – zdziwił się Roger
-Listę piosenek, jak powinniście ułożyć! –zagrzmiał Thomasz Backer.
-Ej. Zaraz, zaraz, zaraz. – uspokajał wszystko Freddie – I…
-Zaraz? – odmówił John
-Tak, dzięki. – podziękował Mercury i zwrócił się do Roya – Skąd ty masz listę naszych piosenek?
-Mack mi dał. – Roy zwrócił się do Macka – Ich liebe dich.
-Spieprszajen eine spaślaken! – odsunął się od Roya Mack
-Zresztą, łerewer. – skończył farsę Roger – Co tam wymyśliłeś.
-Więc… - zaczął Roy nabierając powietrza w płuco (przez tłuszcz jego płuca zrosły się w jedno płuco)
Staying Power
Dancer
Back Chat
Body Language
Action This Day
Put Out the Fire
Life Is Real (Song For Lennon)
Calling All Girls
Las Palabras de Amor(The Words of Love)
Cool Cat
Under Pressure
- skończył Roy
Reszta rozmyślała nad tym co powiedział Roy, podczas gdy sam były producent zasapywał się na śmierć.
-W sumie mi to pasuje. – odrzekł Brian
-Mi też – dodał Roger
-No… - przytaknął Freddie – Ale obiecaj nam Roy, że już się nie będziesz wpierdzielał nam w fabułę. Co?
-O….sapu….sapu…K….sapu…sapu… - zgodził się Roy
-Mi też! – dodał John
-A ci co? – spojrzał na basistę Brian
-Też chciałem mieć głos w tej sprawie… - zawstydził się Jonatan
-No. To teraz tylko zanieść do wypalenia… - zaczął Freddie
-Do wytłoczenia! – wyrwał się Roger i z dumą poprawienia czegokolwiek czekał na dalszy rozwój wypadków, który niestety nie był dla niego szczęśliwy
-Weź ty Roger nie poprawiaj jak nie wiesz. – zdenerwował się May – Teraz już się płyt nie tłoczy a wypala. Jak się nie zna na technice to się siedzi cicho.
-Eee… - można napisać, że postawa perkusisty to był tzw. ‘skruszony Roger’
-Właśnie. – Freddie nie bardzo wiedział co się teraz wydarzyło, ale kontynuował – Tak, więc Mack czy mógłbyś?
Nastała cisza
-Mack?
Cisza
-Mack?!
Cisza głucha
-No przecież jeszcze przed chwilą tu kurwa był!
U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki.
-Mack ty niemyty pedale gdzie jesteś?!
-Się odezwał, myty pedał…
-Zamknij się i pomóż mi szukać Macka.
-A ja mogę?!
-Pierdol się Roy..
-Ooooo…. _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Pią Sty 09, 2009 12:41 am Temat postu: |
|
|
***
Mack pędził ile sił w nogach po równiutko ułożonych płytach chodnikowych Monachium. Serce mu waliło, zarówno ze zmęczenia, jak i zdenerwowania. Próbował się nieco uspokoić licząc w myślach do dziesięciu, jednak mniej więcej w połowie przypomniał sobie, że jest Niemcem i że żadna czynność werbalna w tym języku nie może uspokoić, a wręcz przeciwnie - wkurwia niemiłosiernie. "Już niedługo", myślał w duchu raz za razem spoglądając za siebie. Dopadł do "Solidarnościen Ronden"*. Chciał szybko czmychnąć na drugą stronę, ale akurat zmieniły się światła. Jako przykładny Niemiec zobowiązany czekać...i czekał...i czekał...i czekał...
***
- Może schował się za zasłonką? - zasugerował John
- A widzisz, gdzieś wystające nogi? - zadrwił Freddie
- O, tam, pod oknem! - wskazał Deacon
- To skarpety Rogera stoją - stwierdził May - Ale gdzie ten Mack się podziewa? I czemu tak wybiegł?
- Kurwa, chłopacy, nie ma naszej płyty! - Tamburyniarz przerwał wywód filozoficzny Briana.
- WIEM!! - wykrzyknął Roy.
Zespół znacząco spojrzał na byłego producenta, jednak ten nie był w stanie szybko udzielić odpowiedzi, gdyż wykrzyknienie, którego przed chwilą wykonał, doprowadziło Roya do zadyszki
***
...i czekał i czekał...i czekał...i czekał...
***
- Sapu...sapu...sap...sap...
***
...i czekał i czekał...i czekał...i czekał...
***
- On...pfff...pobiegł...doo...Tajnej Producenckiej Skrytki W Której Testuje Się Nowy Sprzęt Elektroniczny! - rzekł jednym tchem Baker i upadł na ziemię.
- Ale po chuja? - spytał Roger
- Saaaap...
- Daruj se Roy - przydepnął producenta Freddie - pamiętacie jak Mack gadał, że "zu vielen instrumenten, zu wenigen Syntezatoren! Sukcesen verbotten"?
- Pamiętamy - przytaknął gitarzysta robiąc przy tym skwaszoną minę
- Według mnie miał rację - stwierdził John
- Ano pewnie, że miał... - zawiesił się Freddie
- Ochujaliśta?!
- Spokojnie, Roger - uspokoił kolegę Kudłacz - Pomożecie nam go powstrzymać, czy nie?
- Pomożemy, w sumie jesteśmy drużyną! - rozradował się John
- $vvEE^I^ - rzekł Bri - Roy, gdzie jest TPSWKTSNSE?
- W Anglii przy 221B Roy Thomas Baker Street, tutaj...sapu...za cholerę...sap...nie wiem.
- Hmm...pomyślmy logicznie - zaczął myśleć logicznie May - Jeśli Roy Thomas jest funktorem funktorotwórczym do funktora nazwowego Baker, który to jest funktorem do Street, to...
- 221G Reinhold Mack Strasse! - wypalił John
- Ale skąd... - przerwał swój tok myślowy Brian
- Otóż, drogi Watsonie, w Anglii TPSWKTSNSE znajduje się przy ulicy pochodzącej od nazwiska producenta. Analogicznie powinno być i tutaj, w Niemczech. 221 zostawiamy w spokoju, B jak Brytania zmieniamy na G jak Germania, et voila!
- Zaraz, zaraz - wtrącił się Freddie - w Anglii jest Baker Street, a nie Roy Thomas Baker Street
- Sapu...sap...pomarzyć nie można? - zasapał pod nosem Roy, wciąż nie podnosząc się z podłogi
- Czyli?
- Mack Strasse! - zaintonował zespół w nieznanej tonacji, po czym w rytmach czołówki Fantastycznej Czwórki opuścił studio.
- Nie czekajcie na mnie, ratujcie się sami! - krzyknął za nimi z patosem producent.
***
...i czekał i czekał...i czekał...i czekał...
***
- Kur...sap...Jak we filmach mówią, żeby na nich nie czekać, to reszta zawsze wraca i pomaga wstać! - bulwersował się Roy Thomas Baker leżąc na podłodze opustoszałego, zimnego i ciemnego Monachijskiego Studio w Monachium.
***
...i czekał i czekał...i czekał...i czekał...
- O, zielonen - zauważył Mack i wkroczył na pasy
- Stój, Ty tępy chuju! - producent usłyszał za sobą głos Rogera Taylora, spłoszył się i przyspieszył kroku.
- Nigdy nie widziałem sensu w krzyczeniu za kimś kogo chce się złapać, gdzie tu zaskoczenie? - spytał Freddie
- Eh, ale bez krzyczenia nie byłoby epicko - zauważył John
- Dobra...za nim!
Zespół rzucił się za Reinholdem, który był już po drugiej stronie pasów. W międzyczasie światło znów zdążyło się zmienić na czerwone, jednak Brytyjczyk to nie Niemiec, choćby i na Zanzibarze się zrodził, więc Queen dziarsko wkroczył na jezdnię i...autobus przyjebał w Johna.
- O mój Boże! Zabili Johny'ego! - krzyknął Brian
- Sukinsyny! - zawtórował Roger.
- Chuj z nim...gdzie jest Mack? - zapytał Mercury
Zgubili go...on tymczasem dotarł do...
***
- Herzlich willkomen in Tajnen Producencken Skrytken W Któren Testiren Sie Neuen Sprzęten Elektronicznen! Was möchten Sie bitte?
- Ja...
- Tak, du
- Ich möchte zwei automaten perkusyjnen, vielen Schlüsseboarden un das bass co haben klawiszen zamiasten strunen.
- Ok...
- Ja, Queen będzie destroyenden...muahahahahahaha... - zaśmiał się złowieszczo Mack.
<Dwie godziny, trzy momenty i pół chwili później>
...Under Pressure...Pressure
Z głośników wydobyły się ostatnie nuty przeprodukowanego albumu. Reinhold wysłał materiał do Das_Miejsce_Wo_Die_Płyten_Sind_Wypalanen, następnie chwycił za słuchawkę telefonu i wykręcił numer.
- Tak?
- Das Fajtłapen-Niedzoszłen-Papieżen? Ich meldiren zadanien wykonanen!
- Splendid - odezwał się głos z Watykanu
***
3 tygodnie później, zespół Queen zebrał się w mieszkaniu Briana na odsłuch nowej płyty ich własnego zespołu. Na obiad była zupa jarzynowa oraz panierowany seler w zalewie octowej z sałatką cygańską. Płytę przyniósł Roger, kupili ją ze wspólnych finansów zespołu za 12,99 Marken. Po odsłuchaniu chłopaków przytkało...
- Mnie się nawet podoba - oznajmił Freddie
- Nooo...ewentualnie - sprostował Roger
- Trochę szkoda, że zostawił moje solo w Back Chat - stwierdził May
- Rzeczywiście, po piździe - przyznał rację Deacon
Następnie chłopcy przejrzeli nagłówki prasowe. Brzmiały mniej więcej tak "Chujowa płyta Queen!" "Pan Stefan wypadł z okna słuchając nowej płyty Queen!" "Knot Space!" "Wspaniały album grupy Queen"
- Ej, kto dał ten ostatni nagłówek? - spytał wokalista
- Hmm... - Brian przyjrzał się podpisowi - Michał Kirmuć
- A, to spoko...W sumie: dziennikarze jadą po tym albumie, nam się podoba, czyli jak zwykle sukces murowany!
- Może zadzwonić do Jackie, żeby sprawdzić nastroje w Fan Clubie?
- Eee...po co kasę marnować...podoba im się...
na pewno.
*** _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|