| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2005 11:48 pm Temat postu: Spełnienie w życiu znanych osobistości |
|
|
Chciałem założyć kilka tematów, bo jestem spragniony dyskusji o muzyce i nurtuje mnie kilka tematów. Zacznę od 'Spełnienia w życiu znanych osobistości' niekoniecznie w muzyce. Zaznaczam, że chyba nikt z nas nie zna/znał prywatnie osób, które podam więc proszę o miłą dyskusję.
Najpierw Freddie.
Fajny facet, genialny głos (osobowosć?), wydawał się symaptyczny, wzór dla dzisiejszych 'rockman'ów', świetne kawałki, cały czas niezapomniany... To tak w wielkim skrócie.
Teraz odnośnie tematu... Czy nie mógł odnieść już większego sukcesu? Czy dalszą karierę zniszczyła śmierć? Dlaczego waszym zdaniem nadal o nim pamiętamy? Czy był człowiekiem spełnionym w muzyce? A może cały wizerunek był fałszywy i był zupełnie inny niż w wystąpieniach publicznych?
Jeżeli chodzi o Pana Mercury'ego to sądzę, że był on bardzo nieszczęśliwy. Owszem miał pieniądze, sławę i raczej wszystko co jest namacalne, ale nie był chyba z tego aż tak szczęśliwy (przecież np. wiedział, że niedługo umrze...). Z drugiej strony korzystał z życia jak mógł, ale był często zamknięty w sobie. Uważam, że mimo wszystko był prawdziwy i tacy ludzie są teraz potrzebni. Chyba nawet nie stał się po wzbogaceniu 'inny'.
Kurt Cobain
Bardzo prawdziwy, nie miał nic do ukrycia, w zaskakującym tempie stał się idolem, oryginalny głos, psychol(?)... Tutaj też mega skrót, bo bym się bardzo rozpisał.
Uważam, że Cobain mógł jeszcze wiele osiądnąć. Umierając bardzo młodo stał się bogiem dla fanów metalu i stać go było na pewno na więcej. Nie zdąrzyliśmy poznać jego prawdziwej natury.
Tupac Shakur
Uważam, że Rock to Freddie Mercury, Metal - Kurt Cobain i Rap - Tupac Shakur.
Wrażliwy człowiek (nie był gangsterem, ale był na niego kreowany), ikona rapu. Mógłbym jeszcze wiele o nim napisać, ale wiem, że was to nie interesuje. Shakur zmarł u absolutnego szczytu sławy w wieku 24 lat i na pewno miał jeszcze wiele wspaniałych kawałków, stał się kolejną legendą Ameryki. Był inny niż ogólnie znani raperzy i jeszcze by wiele zrobił.
Mógłbym jeszcze dopisac tutaj np. John'a Lennon'a, Elvis'a Presley'a lub z żyjacych np. Bill'a Gates'a, ale chyba nie ma sensu. Napisałem wszystko w mega skrócie i chciałbym, żeby temat został wykorzystany w dyskusji.
Trochę dziwny ten temat i zawiły, ale jest 22:45 i wiecie jak to jest. Zapraszam do dyskusji (sory za ten raperski akcent, ale ja się z tym nie kryję). Tylko bez takich, że Freddie jest najlepszy i w ogóle... Pozdro |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tstankie

Dołączył: 07 Maj 2004 Posty: 709 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Gru 02, 2005 11:59 pm Temat postu: Re: Spełnienie w życiu znanych osobistości |
|
|
Nie chce mi się teraz odpisywać, więc odpowiem, na to, na co najłatwiej odpowiedzieć.
| Tomek15 napisał: | | Trochę dziwny ten temat i zawiły, ale jest 22:45 i wiecie jak to jest. Zapraszam do dyskusji (sory za ten raperski akcent, ale ja się z tym nie kryję). |
I bardzo dobrze, bądź sobą przecież nikt Cie za to nie znielubi.
| Tomek15 napisał: | | Tylko bez takich, że Freddie jest najlepszy i w ogóle... Pozdro |
Bez obaw, to nie forum na Onecie. _________________ Tomek
Brian May Moje aukcje Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crowly

Dołączył: 17 Kwi 2004 Posty: 1570 Skąd: z Trzebnicy
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 3:41 pm Temat postu: |
|
|
Gdyby Freddie żył nadal, zapewne wiele jeszcze wraz z Queen i innymi muzykami zrobiłby dla muzyki, natomiast nurtuje mnie pytanie: w jakim stylu? Gdyby nie był chory nie miałby natchnienia (wiem to okrutnie brzmi) do współtworzenia takiego cudu, jak "Innuendo". Co jest możliwe mógłby zrobić jeszcze jednego śmiecia w stylu "Hot Space" a o jego wątpliwej karierze solowej to już boję się myśleć. Zauważcie, że z całej czwórki to właśnie Freddie miał najmniejszy szacunek do utworów Królowej nazywając je "jednorazowymi" i "tylko dla rozrywki" co bezpośrednio przedkłada się na jego utwory. Dla mnie pod względem tekstopisarstwa Freddie jest na samym końcu. Nie zrozumcie mnie źle - uwielbiam go, jako showmana, kocham jako wokalistę i bardzo szanuję, ale bez pozostałej trójki Freddie tworzyłby w latach 80. muzykę a`la Michael Jackson i nie byłoby swoistym prestiżem słuchanie go. Z Cobainem do pewnego stopnia sprawa ma sie tak samo - już nie o jakosc muzyki mi chodzi, ale o fakt, ze to właśnie problemy z psychiką sprawiły, że Kurt był taki ekspresyjny, w jego głosie słychać było tę dramę, jak rozpaczliwe wołanie o pomoc. Twórczośc imć Tupaca znam zbyt słabo, by się wypowiedzieć i to nie dlatego, że nie lubię rapu, tylko po prostu go nie słucham (to wielka różnica). _________________ Organizator VII Ogólnopolskiego Zlotu Wielbicieli Zespołu Queen;
Queenowy Człowiek Roku 2008
www.ppa.pl |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 5:37 pm Temat postu: |
|
|
Mimo tego, że kótko żyli to na dobre zmienili muzykę tamtych lat wg mnie i zapisali się na stałe w kartach muzycznej historii. Ciekawe czy Freddie, Kurt i Tupac wiedzieli że śmierć uczyni ich nieśmiertelnymi w oczach fanów...? _________________ >>> AIN'T NOTHING BUT A GANGSTER PARTY <<< |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 5:49 pm Temat postu: |
|
|
| Tomek15 napisał: | | Mimo tego, że kótko żyli to na dobre zmienili muzykę tamtych lat wg mnie i zapisali się na stałe w kartach muzycznej historii. Ciekawe czy Freddie, Kurt i Tupac wiedzieli że śmierć uczyni ich nieśmiertelnymi w oczach fanów...? |
Freddie poniekąd: "I'm not going to be a star, I'm going to be a legend!" _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Living_colour

Dołączył: 23 Lut 2005 Posty: 324 Skąd: Szwecja
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 5:56 pm Temat postu: |
|
|
Moim zdaniem Freddie BYL spelniony w muzyce, choc co on sam na ten temat uwaza pozostanie tajemnica.
Dla mnie to jedna z najwybitniejszych postaci muzyki wspolczesnej. By mowic tylko o tych przedwczesnie zmarlych.
Pewnie, ze sukces i repertuar Queen to nie tylko Freddie. Ale to on byl ta najbardziej wyrazista postacia i to on mial TEN glos.
Co by bylo gdyby? Trudno zgadnac, mysle, ze bylyby kolejne plyty wspolnie z Queen. Moze jakis solowy projekt a la Barcelona?
Czy mogl osiagnac wiecej? Hmm.....a co on jeszcze mial do osiagniecia w sensie artystycznym? W zyciu osobistym mogl wiecej osiagnac ale bylo jak bylo.
Cobain nie byl zdaje sie normalny, zreszta Morrison tez do konca normalny nie byl (abstrahujac od jego uzaleznienia). To implikowalo okreslone tresci w piosenkach. Sorry ale o Nirvanie juz pisalem ze jest przereklamowana i i jej "legenda" w duzym stopniu zostala wygenerowana przez smierc Cobaina. Pewnie ze to byl szok- trzech oberwanych gosci "z podworka" nagle ni stad ni zowad sprzedaje rekordowe naklady plyty.Bez specjalnej promocji i wizerunku ustawianego przez koncerny plytowe.
Ale....muzycznie to bylo cienkawe.Z calym szacunkiem, bo znam i lubie ich sluchac.
Oni z pewnoscia mogliby osiagnac wiecej jako zespol, gdyby on nadal zyl i gral.
Smierc artysty w mlodym wieku zawsze pozostawia otwarte pytanie , nie CZY ale CO on by jeszcze mogl nam pokazac, co stworzyc?.....
Queen w latach 80-tych brali drugi , gleboki oddech, pieli sie do gory po raz kolejny, zjednujac sobie mlode pokolenie fanow, a wszak nie jest tajemnica, ze bez mlodych fanow daleko sie nie zajedzie. No, chyba ze sie nazywa Rolling Stones
Choc i im fanow stale przybywa, tak sadze.Ta najnowsza plyta- ja wymiekam.....
Byl tez jeszcze niejaki Michael Hutchence, wokalista INXS, ktory zginal smiercia samobojcza, bedac u szczytu slawy. Pewnie, ze INXS to nie Queen ani nawet Michael Jackson w czasach swietnosci, inna liga, ale ja ich bardzo lubie, mam na DVD swietny koncert na Wembley "Live Baby Live", stad troche mi przykro, ze jakos niewiele sie o nim mowi, ot, Cocker nagral jakis cover....
Co mogli wiecej osiagnac? Na pewno jeszcze jakies plyty, choc ta , ktora okazala sie ostatnia (Elegantly Wasted) zachwycajaca nie byla....
Tupac Shakur, niestety nie moge sie wypowiadac, bo niewiele o nim wiem. Slyszalem tylko takie gadki, ze byl gangsterem ...... Musialbym poznac jego tworczosc i osobe, zeby moc zajac stanowisko.
Do autora watku: ja nie uwazam, ze ktos, kto slucha rapu jest gorszy. Ja tylko mowie, ze to do mnie niezbyt trafia. To sie moze zmienic, sadze, ze predzej trafi do mnie rap niz muzyka country  _________________ And if I show you my dark side
Will you still hold me tonight?
And if I open my heart on you
And show you my weak side
What would you do?..... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
tyna

Dołączył: 30 Gru 2004 Posty: 833 Skąd: krk
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 6:00 pm Temat postu: |
|
|
| tomek napisał: | | Ciekawe czy Freddie, Kurt i Tupac wiedzieli że śmierć uczyni ich nieśmiertelnymi w oczach fanów...? |
czy wiedzieli - tego nie wie nikt, ale z pewnoscia poniekad do tego dazyli. jak kazdy, kto juz za zycia zaczyna cos osiagac - w przypadku freddiego i queen byly to przeciez ogromne sukcesy, a wiadomo, ze w miare jedzenia apetyt rosnie. kazdy szanowany artysta chcialby zrobic cos wielkiego, cos, co bedzie w pamieci na dlugo - chce przez to, tak mysle, osiagnac pewna forme niesmiertelnosci, wiecznosci, pozostac na zawsze wsrod ludzi zywym w pewnej swej czesci.
nielicznym sie to udalo - ale freddiemu na pewno, choc niestety nie wedlug wszystkich w dziedzine muzyki. chodzi mi o to, ze niektorzy wola go zapamietywac jako np geja, tego, co z wlasnej winy zarazil sie aids i przez to zmarl. takim zazwyczaj nawet nie chce sie siegnac do jego tworczosci, tak po prostu latwiej.
co do cobaina i tupaca - nie znam ich tworczosci , wiec sie nie wypowiadam. _________________
, 2006
' ... zapamtite : sloboda je pravo na IZBOR - jebati ili biti jeben ' |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 6:53 pm Temat postu: |
|
|
Sory jak sie nie uda, ale pierwszy raz próbuję cytować...
| Cytat: | Do autora watku: ja nie uwazam, ze ktos, kto slucha rapu jest gorszy. Ja tylko mowie, ze to do mnie niezbyt trafia. To sie moze zmienic, sadze, ze predzej trafi do mnie rap niz muzyka country.
Wiem wiem niektórzy mają z tym problemy... Tak samo ja nienawidzę disco-polo, również country i techno(bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee), ale ludzie, którzy tego słuchają mogą wg. mnie być fajni... Też dawniej nie słuchałem rapu, ale kiedyś się w końcu zaraziłem. Wiem, że jak się włączy polską Vivę i usłyszy jakiś raperski (polski) kawałek to się żyć odechciewa... Dlatego właśnie słucham amerykańskiej wersji tej muzyki. Taki mały offtopic. |
_________________ >>> AIN'T NOTHING BUT A GANGSTER PARTY <<< |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 6:55 pm Temat postu: |
|
|
Fuck! Nie tak miało być, ale chyba czytelne jest i każdy się połapie o co mi chodziło... _________________ >>> AIN'T NOTHING BUT A GANGSTER PARTY <<< |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tstankie

Dołączył: 07 Maj 2004 Posty: 709 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 7:26 pm Temat postu: |
|
|
Tomek, każdego swojego posta możesz wyedytować. W prawym górnym rogu posta jest ikonka 'edycja'. _________________ Tomek
Brian May Moje aukcje Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 7:51 pm Temat postu: |
|
|
Teraz to już trochę za poźno. Może następnym razem będzie lepiej... Dzięki za radę  _________________ >>> AIN'T NOTHING BUT A GANGSTER PARTY <<< |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Just_A_Poor_Girl15
Dołączył: 01 Paź 2005 Posty: 657
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 8:13 pm Temat postu: Re: Spełnienie w życiu znanych osobistości |
|
|
| Tomek15 napisał: | | (...)Metal - Kurt Cobain(...) |
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 9:09 pm Temat postu: |
|
|
Tak metal to dla mnie Kurt Cobain... Bo to cos na G to tak jakby ten sam gatunek muzyki. _________________ >>> AIN'T NOTHING BUT A GANGSTER PARTY <<< |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 10:17 pm Temat postu: |
|
|
blagam... cobain i grunge (ktorego nota bene nirvana nie grala), ma z metalem tyle wspolnego, ze i tu i tu jest gitara, bas, bebny i wokal... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 10:32 pm Temat postu: |
|
|
| Tomek15 napisał: | | Tak metal to dla mnie Kurt Cobain... Bo to cos na G to tak jakby ten sam gatunek muzyki. |
Nie do końca- metal i grunge to trochę inna bajka. Posłuchaj Metalliki (wczesne płyty, bo ta ostatnia to... dobra, nie chce mi się przeklinać, ale to na pewno nie jest metal ) i Pearl Jam- muzyka trochę inna, no i właśnie to pierwsze to metal, a to drugie to właśnie "to na G" czyli grunge  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 10:57 pm Temat postu: |
|
|
| crowley napisał: | | Gdyby Freddie żył nadal, zapewne wiele jeszcze wraz z Queen i innymi muzykami zrobiłby dla muzyki, natomiast nurtuje mnie pytanie: w jakim stylu? Gdyby nie był chory nie miałby natchnienia (wiem to okrutnie brzmi) do współtworzenia takiego cudu, jak "Innuendo". Co jest możliwe mógłby zrobić jeszcze jednego śmiecia w stylu "Hot Space" a o jego wątpliwej karierze solowej to już boję się myśleć. |
Zgadzam się ze wszystkim, co tu napisałeś, chociaż Hot Space dla mnie śmieciem nie jest, ale to inna sprawa Wg mnie, gdyby nie choroba Freddie'ego, to zespół nagrałby jesczez ze dwie słabsze płyty i by się zwyczajnie rozleciał, Freddie zacząłby tworzyć coś w stylu Mr Bad Guy solowo, Brian z Rogerem stworzyliby własny band, być może nawet pod szyldem Queen. John by raczej w muzyce nie zaistniał, chyba że grałby z Freddie'em, ale ci dwaj nie zrobiliby niczego wielkiego bez Briana i Rogera. Z kolei Brianowi i Rogerowi brakowałoby ognia, choć na pewno siedzieliby, w przeciwieństwie do Freddie'ego i Johna, w rocku i tworzyliby coś ciekawego.
Ale mi się czarny scenariusz ułożył
| crowley napisał: | | Zauważcie, że z całej czwórki to właśnie Freddie miał najmniejszy szacunek do utworów Królowej nazywając je "jednorazowymi" i "tylko dla rozrywki" co bezpośrednio przedkłada się na jego utwory. Dla mnie pod względem tekstopisarstwa Freddie jest na samym końcu. |
Tylko że Freddie podchodził do wszystkiego z dystansem, nawet do własnego życia, wiec jeśliby traktować na poważnie i dosłownie wszystkiego jego uwagi, to wyszedłby na jakiegoś idiotę i szaleńca. Freddie także z dystansem podchodził do swych piosenek- nie należy o tym zapominać. No bo trudno nazwać muzykę Queen "jednorazowym popem" i wątpię, by Freddie miał dokładnie to na myśli.
Co do tekstów- też nie mogę się zgodzić. Lily Of The Valley, You Take My Breath Away, czy też Nevermore to przepiękne teksty, nieprawdaż? Aha, no i zapomniałem dodać It's A Hard Life, Don't Try So Hard i wielu innych
Co do samego tematu- uważam, że Freddie mógł się czuć spełniony w muzyce- zrobił dla muzyki W OGÓLE naprawdę wiele, pisał wspaniałe utwory, przeżył naprawdę wiele, zagrał mnóstwo koncertów, poza tym miał naprawdę fantastyczny wokal, tworzył przez aż (a może tylko? ktoś czuje niedosyt?) 20 lat. Jasne, mógłby napisać więcej, ale żył tylko 45 lat... Mimo wszystko, jego życie muzyczne było tak intensywne, że na pewno mógł sie czuć spełniony w sensie muzycznym. Jeśli chodzi o aspekty osobiste- wydaje mi się, że Freddie nie był szczęśliwy- żył od orgii do orgii, wpadł w wir przypadkowego seksu i to może przyćmiło mu fakt, że nie zaznał nigdy prawdziwej i wielkiej miłości i fakt, że czuł się samotny. Oczywiście, Freddie żył jak chciał i na pewno cieszył się życiem, ale myślę, że tęsknił za tym, za czym tęskni każdy człowiek, a Freddie nie zaznał w życiu uczuciowym zbyt wiele (był Jim, była Mary, ale chyba Freddie nigdy nie był do końca szczęśliwy).
| Cytat: | | A może cały wizerunek był fałszywy i był zupełnie inny niż w wystąpieniach publicznych? |
Wg mnie Freddie nie był fałszywy- mówił, że gra wiele ról, ale tak naprawdę był szczery wobec ludzi, taki odnosze wrażenie. Owszem, był ponoć nieśmiały i nie widać po nim tego było w wywiadach itp, ale był też wesoły, cieszył się życiem i to już było widać i to na każdym kroku.
| Cytat: | | Czy nie mógł odnieść już większego sukcesu? Czy dalszą karierę zniszczyła śmierć? |
Będę brutalny- choroba uratowała dobrą muzykę, choć znacznie skróciła karierę Freddie'ego. Mimo wszystko, gdyby nie choroba, Freddie nie stworzyłby już niczego dobrego.
| Cytat: | | Dlaczego waszym zdaniem nadal o nim pamiętamy? |
- bo pisał niekiedy piękne teksty?
- bo był wybitnym kompozytorem?
- bo był IMO najwybitniejszym wokalistą rockowym?
- bo miał niesamowitą charyzmę?
- bo pokazał, jak pięknie żyć i jak godnie umierać?
Wreszcie: bo jego twórczość i on sam miał wpływ nie tylko na moje myślenie o muzyce, ale na mnie jako człowieka?
Pozdrawiam  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tstankie

Dołączył: 07 Maj 2004 Posty: 709 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 11:23 pm Temat postu: |
|
|
| Yeah88 napisał: |
| Cytat: | | Czy nie mógł odnieść już większego sukcesu? Czy dalszą karierę zniszczyła śmierć? |
Będę brutalny- choroba uratowała dobrą muzykę, choć znacznie skróciła karierę Freddie'ego. Mimo wszystko, gdyby nie choroba, Freddie nie stworzyłby już niczego dobrego.
|
Sorry za bezduszność.
Mogłoby się również zdarzyc, ze wilk byłby syty i owca cała. Gdyby Freddie chorował na coś, z czego myślałby, ze nie wyjdzie, a wysdrowiałby na pewno byłoby lepiej. _________________ Tomek
Brian May Moje aukcje Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Sob Gru 03, 2005 11:51 pm Temat postu: |
|
|
| No tak, rozważałem kiedyś podobny scenariusz, a mianowicie- Freddie choruje na AIDS, powoli umiera, nagrywa Innuendo, które ukazuje się na ileś m-cy przed jego śmiercią. Okazuje się jednak, że wynaleziono nowe lekarstwo na AIDS, które może wydłużyć życie chorego nawet o 10 lat. Jednak jest ono bardzo drogie, jednak Freddie, jako człowiek zamożny, kupuje i zażywa to lekarstwo. Jest zdrowy... I co dalej z zespołem? Jaką muzykę by tworzyli? Czy kontynuowaliby dzieło i nagrywaliby mistyczne dzieła jak Innuendo, czy jednak wróciliby do brzmienia lat '80? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tstankie

Dołączył: 07 Maj 2004 Posty: 709 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 12:01 am Temat postu: |
|
|
| Yeah88 napisał: | | No tak, rozważałem kiedyś podobny scenariusz, a mianowicie- FreddCzy kontynuowaliby dzieło i nagrywaliby mistyczne dzieła jak Innuendo, czy jednak wróciliby do brzmienia lat '80? |
Wątpię, oni zawsze próbowali czegoś nowego i raczej nie wracali do starego brzmienia, każda płyta była już trochę inna. W latach 80. nie mieli wystarczającej techniki, zeby się nią wyrazić, a chcieli jej używać. _________________ Tomek
Brian May Moje aukcje Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
art_mar

Dołączył: 28 Cze 2004 Posty: 1247 Skąd: Tarnów
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 12:02 am Temat postu: |
|
|
gdyby zdarzył się cud (tak.. gdybać to można zawsze...) i Freddie wyzdrowiałby już po nagraniu Innuendo... sądzę, że zespół dalej tworzyłby coś na wzór właśnie Innuendo.. może i powrót do lat '70, ale raczej w stylu właśnie Insynuacji... i sądzę, że byliby, jak The Rolling Stones... niezniszczalni 60-latkowie na scenie
i ten siwy tors Freddiego  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 12:18 am Temat postu: |
|
|
| Ja też uważam, że to byłoby coś w stylu Innuendo, nie można wykluczyć też nagrywania na stare lata czegoś łagodniejszego jak np. MIH. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pafnucy

Dołączył: 02 Lip 2004 Posty: 227 Skąd: Piechowice/Jelenia Góra
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 1:12 am Temat postu: |
|
|
mysle ze na stare lata raczej uderzyli by z czyms wlasnie mocno rockowym niz lagodnym...zwarzajac na dzisiejsza sytuacje na rynku muzycznym(za duzo rapu hip-hopu densów i innych techniaw, a za malo rocka) _________________ RUNNING WILD!
------------------------------------ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 9:46 am Temat postu: |
|
|
Ja myslę, że zrobiliby też jakiś album z wcześniejszymi hitami tylko w wersji akustycznej lub coś w tym stylu
| TOKYO_PM niechcący napisał: | | uderzyli by |
uderzyliby - piszemy razem ;] _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Tomek15
Dołączył: 15 Cze 2005 Posty: 55
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 1:19 pm Temat postu: |
|
|
A mnie się wydaje, że nagraliby jedną może góra dwie płyty i jeździliby po świecie, np. na koncerty. Co do tych płyt to myślę, ze byłyby one nowoczesne, nie takie z lat '70... Gdzieś czytałem, że każdy z członków Queen ma teraz jakąś chatę w USA (pewnie gdzieś blisko Vegas...) i myślę, że Freddie też by wyjechał z UK i zamieszkał w USA. Przecież tam wszystko jest i by się na pewno nie nudził. Po za tym wszyscy 'wielcy' muzycy lat '70,'80,'90 mieszkają teraz w Stanach i prowadzą zupełnie inne życie - takie amerykańskie(rozmiecie dyskoteki, dragi, gangi, przyjęcia itp.). _________________ >>> AIN'T NOTHING BUT A GANGSTER PARTY <<< |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 3:44 pm Temat postu: |
|
|
Spełniony... hmmm... pod względem muzycznym Freddie na pewno popisał się - i to bardzo - niesamowitym polotem, inwencją i kreatywnością. (podobnie, jak i reszta zespołu) Kto inny napisałby BoRhap? Kto inny stworzyłby w dużej mierze The March Of The Black Queen? Kto inny wprowadzałby publiczność w magiczny stan za każdym razem, gdy tylko pojawiał się na scenie? W końcu liczyła się też charyzma, osobowość i pewność siebie, nie tylko umiejętności wokalne. W tym polu osiągnął dużo - ale ciągle było mu mało. Tak, jak już napisała tyna: 'Apetyt rośnie w miarę jedzenia'. Można założyć, że Freddie za rozwoj uważał nagranie HS, czyli coś na kształ disco czy też funku, a także tykanie się pop-rocka... Może i w ogólnej ocenie nie wypada najgorzej, ale już nie ten, wysoki przecież, queenowy standard.
W każdym razie - Freddie może i częściowo czuł się spełniony, ale chyba jednak nie do końca. Dla niego rozwój = próbowanie czegoś nowego. Spełniony, ale jednak nie do końca. Na pewno nie zgodzę się z tym czarnym scenariuszem wymyślonym przez Yeaha - byli na skraju rozpadu, ale na pewno "powróciliby" do siebie nawzajem. Queen miało pewną cechę, która nie jest właściwa absolutnie każdemu zespołowi: nie olewało fanów. A na pewno na uwadze mieli także tych bardziej wymagających, którzy woleli posłuchać ambitniejszych, choć trudnych w odbiorze utworów. Rozwój też się liczył.
Czy Freddie wiedział, że będzie legendą, idolem? Dążył do tego - i udało się. Prawdopodobnie tego też się spodziewał, nie zawsze powalał przesadną skromnością . Co do Cobaina i Tupaca nie wypowiem się - Nirvany zwyczajnie nie lubię, rap nie bardzo mnie interesuje - więc nie wiem .
Co do licznych "masek"... Każdy, kto gra, występuje publicznie, pokazuje się widzom - musi grać. Musi pokazać inną naturę, swoje 'alter ego' - przecież obnażając swoje wady trudno wypaść przekonująco (no, chyba, że ze swoich wad uczyni się atuty czy też kontrowersję - wtedy o popularność nietrudno). Fałszem bym raczej tego nie nazwała, Freddie po prostu dostosowywał się (a może wyznaczał nowe) do reguł wymaganych przez scenę, przez występowanie...
| Tomek15 napisał: | | Tylko bez takich, że Freddie jest najlepszy i w ogóle... |
Zależy, co rozumieć pod słowem 'najlepszy' i w jakiej kategorii  _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pafnucy

Dołączył: 02 Lip 2004 Posty: 227 Skąd: Piechowice/Jelenia Góra
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 4:53 pm Temat postu: |
|
|
| PiotreQ napisał: | Ja myslę, że zrobiliby też jakiś album z wcześniejszymi hitami tylko w wersji akustycznej lub coś w tym stylu
| TOKYO_PM niechcący napisał: | | uderzyli by |
uderzyliby - piszemy razem ;] |
drugi raz o kurr...  _________________ RUNNING WILD!
------------------------------------ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crowly

Dołączył: 17 Kwi 2004 Posty: 1570 Skąd: z Trzebnicy
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 5:02 pm Temat postu: |
|
|
Fakt, w latach 70. Freddie pisał dobrej jakości, artystyczne teksty, ale było to obwarowane charakterem tamtych płyt - mistycznym, podlanym sosem fantasy, tekst "Nevermore" czy "Lily of the Valley" to rzeczywiście perełka, ale takie "March Of The Black Queen" wygrywa aranżem i produkcją, a nie tekste, podobnie jak "Bohemian Rhapsody", poza balladową częscią ta piosenka to pastisz. "Don`t Try So Hard" rzeczywiście cudowny, ale nie wiadomo do końca, kto to napsiał (ja słyszałem że John) _________________ Organizator VII Ogólnopolskiego Zlotu Wielbicieli Zespołu Queen;
Queenowy Człowiek Roku 2008
www.ppa.pl |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 5:35 pm Temat postu: |
|
|
| crowley napisał: | | (...) ale takie "March Of The Black Queen" wygrywa aranżem i produkcją, a nie tekste, podobnie jak "Bohemian Rhapsody", poza balladową częscią ta piosenka to pastisz. |
Hm, zależy, od jakiego punktu na to patrzeć. Z pewnością obie te piosenki nie mają złego tekstu... _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Crowly

Dołączył: 17 Kwi 2004 Posty: 1570 Skąd: z Trzebnicy
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 5:40 pm Temat postu: |
|
|
Natomiast pytanie było o kontynuację kariery Queen, więc odnosiłem się do ich radosnej twórczości z lat 80. gdzie Mercury reprezentował poziom... ...w każdym razie nie ten co w 70. _________________ Organizator VII Ogólnopolskiego Zlotu Wielbicieli Zespołu Queen;
Queenowy Człowiek Roku 2008
www.ppa.pl |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Nie Gru 04, 2005 6:55 pm Temat postu: |
|
|
Nie wiem ile zdołam z siebie wydusić - mam mało czasu.
W dużym stopniu zgadzam się z Yeah88, z jego czarnym scenariuszem. Queen nagrywał coraz gorsze albumy, nawet The Miracle o świetnej produkcji nie zaskoczyło niczym, było po prostu trzymaniem bardzo dobrego poziomu. Queen wypaliłby się, przecież i tak bardzo długo tworzyli....Fakt, pogodzili się, ale to żadna gwarancja. Celowo nie wspominam o Innuendo bądź Made In Heaven - gdyby nie choroba, to dwa albumy przenigdy by nie powstały, zresztą to wiadomo. Dlatego śmiem twierdzić, że Freddie tworzyłby z resztą zespołu muzykę w stylu The Miracle. Jednego jestem niemal pewien - na pewno nie byłaby to muzyka lat '70. Jakkolwiek świetna dekada to była, tak wydawała się odchodzić od mody. Freddie wręcz MUSIAŁ tworzyć coś, co było modne. Poza tym - od Hot Space, muzyce Queen nieustannie towarzyszyły klawisze, których brak w ich twóczości z lat '70. Szczerze, to nie zdziwiłbym się faktem, iż gdyby Freddie dziś tworzył, robiłby coś komercyjnego i w miarę prostego - po prostu, taka dziś moda. Mam nadzieję, że to jednak nie byłaby prawda.
Jeśli chodzi o to, czy był spełniony....Muzycznie - nie wiem, naprawdę. Zależy chyba jak na to spojrzeć. W latach '70, jadł i apetyt rósł, jak to ujęła Tyna. Ale gdyby spojrzeć na koniec jego życia...Ostatnią rzeczą, na jakiej mu bardzo zależało, to nagrać jak najlepszą płytę. I udało mu się to, stworzył coś genialnego, coś, co osiągnęło sukces i pozwoliło godnie pożegnać się ze wszystkimi (nawet z kotem...). Tak więc jeśli brać pod uwagę koniec jego życia - pewnie był spełniony, jeśli brać pod uwagą całe życie ogółem - chyba nie do końca...ale tutaj naprawdę nie wiem.
W życiu osobistym - myślę, że TAK NAPRAWDĘ nie był spełniony. Może wiodło mu się z Jimmem, może miał przyjaciół, ale jemu chyba nie dawało to aż takiej satysfakcji. Życie jakie prowadził chyba sugeruje, że próbował tak naprawdę być spełnionym, a był jaki był przez prawie całe życie, to znaczy, że wciąż szukał i szukał....I myślę, że ostatecznie nie znalazł, po prostu. Swoją drogą zadziwiające dla mnie jest, że będąc w życiu niespełnionym, był takim szczęśliwym i radosnym człowiekiem... _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|