| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Czw Wrz 25, 2008 10:24 pm Temat postu: |
|
|
A myślałem, że to ja jestem obcykany z historii, ale przy Tobie to ja sobie tylko znam podstawy  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Czw Wrz 25, 2008 10:41 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: | A myślałem, że to ja jestem obcykany z historii, ale przy Tobie to ja sobie tylko znam podstawy  |
Jeśli jakoś Cię to pocieszy, to większość tych informacji z poprzedniego posta zna raczej Internet niż ja. Ale zrobienie dobrego riserczu w poszukiwaniu wiedzy to też sztuka W każdym razie, o takich sprawach, czyli - kim pod względem społecznym byli bolszewiccy liderzy pisał Pipes w "Rewolucji Rosyjskiej". Polecam gorąco. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Pią Wrz 26, 2008 12:52 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: | | wydawało mi się, że teoretyczny komunizm był założeniem 'pacyfistycznym' |
Wyobraź sobie, że jesteś XIX-wiecznym robotnikiem i idziesz do swojego szefa (eufemizm). Mówisz:
- Dzień dobry. Przyszedłem spytać, czy mógłby pan oddać nam środki produkcji?
- Ależ oczywiście, mój drogi *mła mła*
BŁĄD! Marks miał na myśli fakt, że nikt ich po dobroci nie odda robotnikom, dlatego rewolucja wiązać się musi z użyciem sił, aby tak się faktycznie stało. I wcale nie chodzi tu o przemoc pod tytułem "zabij!". Wspomniany przez Le mmora wyżej "Manifest Komunistyczny" kończy się takimi słowami: Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów i zamiarów. Oświadczają oni otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niech drżą panujące klasy przed rewolucją komunistyczną. Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan. Do zdobycia mają cały świat. Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!
Można oczywiście wskazać przykłady ewidentnych zbrodni rewolucyjnego reżimu (jak na Krymie 1920 r.), jednak określanie bolszewików jako "zgrai barbarzyńców" jest nadużyciem. Zachowania przywódców bolszewickich, jak i szeregowych członków partii, przeczą temu. Znamy bowiem przykłady zdumiewającej w czasie wojny łagodności wobec kontrrewolucjonistów, np. uwalnianie ich na słowo honoru - jak zwolniono anarchistów na pogrzeb Kropotkina w 1920 r. Podobnie zresztą bandą barbarzyńców nie sposób nazwać wszystkich kontrrewolucjonistów, bo i wśród nich znajdujemy ludzi oddanych białej sprawie, lecz rozumiejących, że wróg jest także człowiekiem.
| le_mmor napisał: | | W każdym razie, o takich sprawach, czyli - kim pod względem społecznym byli bolszewiccy liderzy pisał Pipes w "Rewolucji Rosyjskiej". Polecam gorąco. |
Good ol' Pipes... no cóż, za tekstem Andrzeja Witkowicza "Historycy, bolszewicy, terror"
Bolszewikom wszystko można przypisać - i wszystko przejdzie, a potem pójdzie w milionach egzemplarzy "historycznych" książek w świat. "Intelektualista" R. Johnson w swojej straszliwie chaotycznej, ultrakonserwatywnej "Historii Świata" podaje liczbę ofiar czerwonego terroru 1918-1919 na 16 tys. straconych (oficjalne dane) i na 50 tys., które bardziej mu się podobają.
R. Pipes (doradca Reagana - czy trzeba więcej?) w swojej "Rewolucji rosyjskiej" podaje kilka liczb. Od zaniżonych 5 tys. ofiar, przez bliskie oficjalnym danym 12 tys., aż do 140 tys. W niskie liczby nie wierzy. Inni zaś z góry odrzucają liczby z małą ilością zer. Jerzy S. Łątka ("Krwawy apostoł") rzuca od razu 280 tys. straconych i zabitych podczas tłumienia powstań, choć kategoria "zabici podczas tłumienia powstań" to raczej ofiary działań wojennych.
Przebije go R. Conquest w swojej śmiesznej książeczce o Leninie, szacując z rozmachem czerwony terror na 200 tys. zabitych w egzekucjach i 300 tys. podczas tłumienia powstań - razem pół miliona - tyle, że brak do tego przypisów.
Rekordzistą okazuje się niejaki Konrad T. Naylor, który w beznadziejnym "Rankingu 100 postaci" rzuca hasło MILION. O przypisach też oczywiście autor nie słyszał. Zestawienie fantastyki pana Naylora z np. "Historią Europy", M. Kitchena daje dość ciekawy efekt. Otóż Kitchen podaje liczbę rozstrzelanych bez sądu przez Czekę na 8 tys., a liczbę wszystkich zabitych podczas wojny domowej (po obu stronach, w bitwach i egzekucjach) na 500 tys.!
Bolszewikożercy przeczą sobie wzajemnie. Oto w "Historii Ukrainy" (historyjce raczej) T.A. Olszańska - "prawnik i poeta", wróg przypisów - stwierdza np., że w początkach 1918 roku bolszewicy rozstrzelali w Kijowie 5 tys. ludzi.... no cóż, kiedy nawet Johnson i Łątka podają, że Czeka w całej pierwszej połowie 1918 roku rozstrzelała zaledwie 22 osoby (co oczywiście może być NIECO zaniżone). Olszański oskarża bolszewików o zamachy terrorystyczne, które organizowali eserowcy, a nawet o pogromy Żydów - co jest już całkowitą "poetycką" fantazją.
Przedstawianie apokaliptycznego obrazu czerwonego terroru jest zwykle dla prawicowych historyków wstępem do snucia analogii między latami 1917-20 a okresem 1937-38. Wmawia się czytelnikom, że kilkanaście tysięcy ofiar czerwonego terroru jest tym samym, co 700 tys. egzekucji z okresu "wielkiej czystki". Tyle tylko, że w latach trzydziestych w Rosji panował pokój, a jedynym wrogiem byli "prawdziwi i potencjalni przyjaciele wolności" (A. Weissberg-Cybulski, "Wielka czystka").
Natomiast w latach 1917-20 trwała w Rosji wojna z potężnym i bezwzględnym wrogiem, a ofiary czerwonego terroru nie należały w większości do niewinnych baranków. Gwoli uczciwości - sam Lenin nazwał hańbą działania Armii Czerwonej przeciw zbuntowanym chłopom w guberni tambowskiej, ale czy płakać trzeba też po carze czy Kołczaku?
PS. Ja polecam książkę Witkowicza "Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923". Opisuje nie tylko prawdziwe zbrodnie bolszewików obalając wszelkie ogólnie znane mity, ale i te przemilczane przez "historyków" zbrodnie białych.
Pytania i problemy mnożyć można bez końca. Postawmy jednak ostatnie: dlaczego pseudohistorycy piszą tak źle o skutkach Rewolucji Październikowej? Dla pieniędzy - bo żaden rząd i żaden minister nie będzie dotował "komunistycznej propagandy", dla kariery politycznej i pochwały jakiegoś Niesiołowskiego, dla błogosławieństwa Kościoła, dla satysfakcji (typ: pogromca bolszewizmu), z głupoty, braku wiedzy i wreszcie czystego konformizmu. I z takiego oto mandatu sprawuje się terror moralny nad ogłupionym społeczeństwem. Czy nie tak? _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Pią Wrz 26, 2008 11:37 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Można oczywiście wskazać przykłady ewidentnych zbrodni rewolucyjnego reżimu (jak na Krymie 1920 r.), jednak określanie bolszewików jako "zgrai barbarzyńców" jest nadużyciem. |
Tu się zgodzę. Lenin chyba jako jedyny z rewolucjonistów zrobił to co obiecał - oddał ziemię w ręce robotników. I to mi się w nim podobało. Aktualnie biorę się za "Inny Świat" Grudzińskliego, więc prawdopodobnie zapałam większą nienawiścią do stalinizmu i ZSRR  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 12:06 am Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: |
Tu się zgodzę. Lenin chyba jako jedyny z rewolucjonistów zrobił to co obiecał - oddał ziemię w ręce robotników. |
Chłopów.
Inna sprawa, że następnie dopierdolił im wyniszczające dostawy obowiązkowe. Potem się skapnął, że jak tak dalej pójdzie to albo mu wymrą albo się zbuntują, więc wprowadził NEP, co temu nieszczęsnemu krajowi dało choć parę lat wytchnienia przed nadciągającym Stalinem.
Do postu Coraxa/Boo ustosunkuję się w dniu jutrzejszym. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 12:15 am Temat postu: |
|
|
Tak, tak ostatnio chodzę rozkojarzony ;d
| Cytat: | | więc wprowadził NEP, co temu nieszczęsnemu krajowi dało choć parę lat wytchnienia przed nadciągającym Stalinem. |
Wytłumacz mi tylko co to jest NEP  _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 12:23 am Temat postu: |
|
|
Nowa Polityka Ekonomiczna - przerzucenie się z komunizmu wojennego na minimalny wolny rynek (Państwo nadal miało monopol na przemysł, finanse i handel). To tak w uproszczeniu olbrzymim  _________________ QPoland - skoro jestem już oficjalnym współpracownikiem, to warto zachwalać
http://podniosle.blogspot.com/ - mój superowy bloga$$ek! (aktualizacje w każdy cojakiśczas)
Still Burnin' (i wiele innych: http://www.youtube.com/user/MikeBoatCityPl/videos)
C-lebrity - kontrowersyjny klip zbanowany na YT! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 12:46 am Temat postu: |
|
|
| mike napisał: | Nowa Polityka Ekonomiczna - przerzucenie się z komunizmu wojennego na minimalny wolny rynek (Państwo nadal miało monopol na przemysł, finanse i handel). To tak w uproszczeniu olbrzymim  |
Że coś jak w Chinach dziś, ta ? _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mike

Dołączył: 26 Sie 2004 Posty: 4802 Skąd: Łódź
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 12:08 pm Temat postu: |
|
|
Głównie chodziło o to, że chłopi mogli sprzedawać nadwyżki swojej produkcji na wolnym rynku, była jako-taka swoboda działaności przedsiębiorstw i handlu, pojawili się nawet "milionerzy" (tzw. nepmani), którzy w tym okresie nieźle się dorobili. A potem w 1929 przyszedł wzmocniony, upgrade'owany rozbiciem Kamieniewa i Zinowiewa Stalin, dokręcił śrubę, zrobił kolektywizację i się skończyło. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sob Wrz 27, 2008 4:52 pm Temat postu: |
|
|
Przepraszam za posta pod postem, ale obiecałem, że się ustosunkuję do posta Coraxa [czy też Boo, sam już nie wiem, ta dialektyka mnie zabija], toteż sę ustosunkowuję.
Ustosunkowanie.
Oczywiście, że zgadzam się, że wobec Rewolucji jak i każdego innego wydarzenia pojawiały się sprzeczne relacje. Np.: liczba ofiar Czerwonych Khmerów waha się w różnych szacunkach od kilkuset tysięcy do 2 milionów [mój były wykładowca, ekspert od Kambodży twierdzi, że jakieś 700 tysięcy]. Niektóre są zupełnie bezsensowne, inne są wypaczone, jeszcze inne po prostu przyjmują różną metodologię i z tego biorą się różnice. Oczywiście, wypaczenia są w obie strony, bo zależą od tego kto i skąd pisze. Czerwoni ciągną w swoją stronę, czarni w inną.
Pipes oczywiście jest przeciwnikiem komunizmu i to widać i na pewno można się z jego wnioskami nie zgadzać, tzn. nei ze wszystkimi. Ale jego trylogia o Rosji jest, moim zdaniem, dziełem całkiem obiektywnym, choć oczywiście pisanym w pewnym, tradycyjnie konserwatywno-liberalnym duchu. Przynosi kopalnię informacji i opinii. A o liczby nie ma co się w tym miejscu kłócić. Bo tak naprawdę...one miałyby znaczenie, gdy chodziło o zagadnienie czy ofiar było 100 czy 10000. W momencie, gdy jest to raczej pytanie (przykładowo): 10 tys czy 20 tys....cóż, dla prawdy historycznej należy to z maksymalną ścisłością określić. Dla oceny moralnej rządów Lenina obie wartości są druzgocące.
| Boo napisał: | | ostawmy jednak ostatnie: dlaczego pseudohistorycy piszą tak źle o skutkach Rewolucji Październikowej? Dla pieniędzy - bo żaden rząd i żaden minister nie będzie dotował "komunistycznej propagandy", dla kariery politycznej i pochwały jakiegoś Niesiołowskiego, dla błogosławieństwa Kościoła, dla satysfakcji (typ: pogromca bolszewizmu), z głupoty, braku wiedzy i wreszcie czystego konformizmu. I z takiego oto mandatu sprawuje się terror moralny nad ogłupionym społeczeństwem. Czy nie tak? |
W przypadku durnych, jaskiniowych antykomunistów z czarnymi podniebieniami, dla których każda lewica to Szatan - pewnie tak.
W przypadku natomiast porządnych, uczciwych historyków czy publicystów - nie. Bo jak tu pisać dobrze o skutkach RP, wiedząc co ona zapoczątkowała? Sołowki, Powołże, rozstrzelania, wojnę [z okrucieństwami popełnianymi przez KAŻDĄ stronę] a potem Wielki Głód, stalinowski terror, czystki, Gułag... _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 2:11 pm Temat postu: |
|
|
| BeBe napisał: |
W takim razie biję się w piersi i kłaniam w pokorze i niewiedzy a wydawało mi się, że teoretyczny komunizm był założeniem 'pacyfistycznym'. A tu klops. No to chyba jednak Lenin CAŁKOWICIE wypełniał wolę 'komunizmu'. |
Teoretnyczny komunizm był założeniem pacyfistycznym - ten z czasów Charlesa Fouriera i Roberta Owena. Ale już Marks się odciął od tych filozofów, nazywając ich socjalistami utopijnymi. Sam siebie uważał za socjalistę naukowego. A ta naukowość m. in. oznaczała, że nia ma co próbować budować komun w państwach kapitalitycznych, bo wolny rynek i tak je zgniecie, ale trzeba zjednoczyć robotników i dokonać razem i solidarnie rewolucji na całym świecie. I tu dochodzimy do chyba najczęściej powtarzanego zarzutu marksistów wobec Lenina: Władimir nie widział konieczności ogólnoświatowej rewolucji. Jemu wystarczyło, że socjalizm zapanował w Rosji, a w reszcie świata mogły sobie istanieć inne ustroje. Oczywiście, dążył do tego, żeby później rozszerzyć rewolucję, dlatego powstał Związek Radzecki, który miał mieć coraz to więcej republik. Ale wg Marksa po prostu nie powinno się dokonywać rewolucji tylko lokalnej. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 5:25 pm Temat postu: |
|
|
| Gnietek napisał: | | I tu dochodzimy do chyba najczęściej powtarzanego zarzutu marksistów wobec Lenina: Władimir nie widział konieczności ogólnoświatowej rewolucji. Jemu wystarczyło, że socjalizm zapanował w Rosji, a w reszcie świata mogły sobie istanieć inne ustroje. Oczywiście, dążył do tego, żeby później rozszerzyć rewolucję, dlatego powstał Związek Radzecki, który miał mieć coraz to więcej republik. Ale wg Marksa po prostu nie powinno się dokonywać rewolucji tylko lokalnej. |
BŁĄD! Leninowi marzyła się ogólnoświatowa rewolucja, tak samo Trockiemu. Rok 1925, rok po śmierci Lenina, jest początkiem tzw. "socjalizmu w jednym kraju" stworzonym przez Nikołaja Bucharina na użytek ideologii stalinowskiej, zakładająca budowę systemu komunistycznego jedynie w granicach Związku Radzieckiego. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Pon Wrz 29, 2008 5:28 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | BŁĄD! Leninowi marzyła się ogólnoświatowa rewolucja, tak samo Trockiemu. Rok 1925, rok po śmierci Lenina, jest początkiem tzw. "socjalizmu w jednym kraju" stworzonym przez Nikołaja Bucharina na użytek ideologii stalinowskiej, zakładająca budowę systemu komunistycznego jedynie w granicach Związku Radzieckiego. |
Też to miałem pisać.
Czytałem nawet kiedyś, że Stalin Polskę "przyjął" niechętnie pod swoje skrzydła, bo wiedział, że musi od początku plewić tam coś, co nie wyszło "od ludu" jak to było w ZSRR. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 5:45 pm Temat postu: |
|
|
Powiedział, że wprowadzenie komunizmu w Polsce przypomina osiodłanie krowy (ale stwierdził też, że to Polska, a nie Niemcy, jest jego największą zdobyczą wojenną).
A z tym "niechętnie", to polemizowałbym. Znowu cytat ze Stalina: "Tam, gdzie stanie żołnierz sowiecki, tam jest już Związek Radziecki." Ale fakt, z Polską tak łatwo nie było, największa obok jugosłowiańskiej partyzantka w Europie (z tym że nasza była antykomunistyczna), dodajmy powstanie warszawskie i nic dziwnego, że Stalin w pewnym momencie powiedział polskim komunistom, że bez Armii Czerwonej to by nie było w Polsce żadnej władzy ludowej, bo nikt tego nie popiera ("Jak, tak patrzę na waszą pracę, to – gdyby nie było Czerwonej Armii – to przez tydzień i was by nie było").
Zauważmy też pewien fakt - oficerom polskim uwięzionym przez Sowietów próbowano podrzucać różnego rodzaju książki, były wśród nich zachodnie (francuskie i angielskie pisma), a także radzieckie. Oficerowie wybierali te nieprzesiąknięte komunistyczną propagandą, także miażdżąca większość oficerów nie godziła się na współpracę z Sowietami (przystał na to mikroskopijny promil wśród jeńców). To właśnie przesądziło o tym, że jeńców uznano za "element antyradziecki" i dokonano na oficerach mordu.
A ponieważ uważam, że o historii trzeba mówić w kontekście teraźniejszości, to tym samym o PRL-u należy mówić nie inaczej niż jako sowieckim protektoracie narzuconym Polakom przez wrogie mocarstwo, bo tak w istocie rzeczy było. Więc opowiadanie, że to było "polskie państwo", "jedyne, jakie mogło istnieć" i że nie powinniśmy sobie dać "odebrać dumy" z dorobku PRL-u, jest nadużyciem lub po prostu kłamstwem. A decydenci z tamtych czasów to zwykli zdrajcy i tyle. I tak widzę sens naszej zbiorowej pamięci o prześladowaniach Polaków ze strony komunizmu i ZSRR z Katyniem na czele - żeby nikt nam nigdy nie próbował wmówić, że PRL był czymś innym niż był w rzeczywistości, że początki tego sowieckiego protektoratu to właśnie bezładnie spadające do dołów śmierci ciała polskich oficerów (i znowu cytat ze Stalina: "Nie trzeba kupować narodu, wystarczy mieć tych inżynierów dusz i to zupełnie załatwia problem zniewolenia", miejsce dla nowej elity musi 'zrobić' stara, czyli ta wybita w Katyniu).
Tak więc podsumowując, Stalin na pewno nie pogardził zdobyczami terytorialnymi na Polsce (Kresy Wschodnie), jak i utworzonym przez siebie na pozostałych ziemiach polskich demoludem. Choć tutaj miał na pewno najwięcej roboty (radzieccy wojskowi dostawali wysokie odznaczenia państwowe ZSRR za walkę z polskim podziemiem, to o czymś świadczy), aby zapanował ustrój powszechnej sprawiedliwości społecznej i dobrobytu mas pracujących. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Wto Wrz 30, 2008 6:21 pm Temat postu: |
|
|
Lubię takie posty wyjaśniające
Może faktycznie trochę za bardzo uogólniłem. Ale własnie Stalin zdawał sobie sprawę, że mimo wszystko naród Polski w czasie wojny i po wojnie dbał o własną wolność - stąd tak długi opór [tak biorąc ogółem, przez całą okupację sowiecką, a potem komunistyczną 'Polaków' czyli praktycznie do 89 roku]. Inna sprawa, że było wiele ofiar. Dzisiaj Stalinowi na pewno łatwiej byłoby zaprowadzić w naszym kraju komunizm. Nasz opór wobec zdradzieckich ideologii zmniejszył się do minimum, zanikł lub objawia się w postaci nazizmu albo polityków, którzy ciągle chcą kogoś lustrować, a wychodzi im jedno, wielkie, śmierdzące, muchorodne gówno. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
futureal
Dołączył: 05 Lis 2008 Posty: 554 Skąd: Edge of Darkness
|
Wysłany: Czw Lis 06, 2008 5:03 pm Temat postu: |
|
|
Studiuję historię na IV roku, bardzo lubię historię, ale zdecydowanie raczej wcześniejsze epoki, starożytność, średniowiecze, epoka nowożytna, od Rewolucji Francuskiej historia zaczyna robić się brudna ,są potem jeszcze jakieś ciekawe wątki ,ale generalnie zdecydowanie wcześniejsze epoki są ciekawsze. A już historia po II wojnie światowej to straszne nudy ,poza tym sam fakt by uczyć się o tych którzy jeszcze żyją jest dziwny i się o nich wypowiadać.
Najlepiej historię poznawać dla samego siebie, bo wiadomo zawsze jak ktoś Ci każe coś robić to to zniechęca. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 7:59 pm Temat postu: |
|
|
http://pl.youtube.com/watch?v=3Rb3XKj2ARU
Świat się dowiedział,
nic nie powiedział.
Zawsze mnie te rocznice walki Solidarności, stoczniowców etc. wprowadzają w taką dziwną zadumę. I pomyśleć, że Jaruzelski dostaje kwiaty, przez niektórych nazywany jest bohaterem, poza tym ma ochronę BORu, pieniądze na prowadzenie kancelarii i wysoka emeryturę.
Nie mówiąc już o SBkach, którzy też ciągną nie małą kasę. Więc, gdzie tu sprawiedliwość ? Nie mówię, żeby zamykać tych ludzi, bo tutaj sensu też za bardzo nie ma, ale z drugiej strony to takie trochę...chore. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 9:28 pm Temat postu: |
|
|
Tylko co poradzisz na to, że ci, którzy o tym mówili przez kilkanaście lat, wyzywani byli od oszołomów i inkwizytorów. Jeśli ktoś nie wierzy, niech poczyta "Gazetę Wyborczą", jedyną słuszną gazetę przez kilkanaście lat.
Jak pokazały dokumenty CIA, a także komentarz profesora Pipesa, Jaruzelski nie był żadnym mężem stanu, no chyba że sowieckim. Sowieci nie mieli zamiaru wejść do Polski, a obecne u nas wojska radzieckie były zdemobilizowane. Jaruzelski sam prosił o interwencję Sowietów w Polsce (jak nazwać człowieka, który chce nasłać na własny naród obce wojska okupacyjne?). W 1989 Jaruzelski i komuniści (jak można komunistę nazywać mężem stanu? ) nie zrobił nikomu łaski, że oddał władzę nie miał innego wyboru, inaczej skończyłby jak Causescu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 9:49 pm Temat postu: |
|
|
Jak można nazwać ludzi rządzących w Polsce po 45 komunistami? Komunizm to pojęcie tak abstrakcyjne w swych założeniach, że aż niemożliwe. U nas to był "realny socjalizm". Zresztą Stalin stwierdził, że wprowadzić do Polski komunizm to jak osiodłać krowę, ale to tak na marginesie.
Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o demobilizację wojsk radzieckich na terenie Polski. ZSRR był już za słaby, czego mógł się podjąć jeszcze w połowie lat 70, tego nie mógł zrobić w czasach stanu wojennego. Miał ponadto zbyt dużo do stracenia. Embargo handlowe, większe izolacja na arenie międzynarodowej... itp itd Jaruzelski to perfidny kłamca i tchórz, amen. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dominik89

Dołączył: 23 Lut 2005 Posty: 2187 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 9:55 pm Temat postu: |
|
|
Mnie wkurwia nazywanie ludzi odbudowujących powojenną Polskę komunistami. Przecież ci ludzie podnosili swój kraj z totalnego upadku więc o co im chodzi ? _________________ Łosiu
Tom po lewej to arcymistrz chytrości i łasości xP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 11:05 pm Temat postu: |
|
|
Przecież Polskę po wojnie odbudowywali zwykli ludzie, Polacy, a nie komuniści. I co z tego, że to pod ich rządami odbudowano kraj? Nie ma powodu wątpić, że gdyby rządził kto inny, kraj nie byłby odbudowywany. A zapewne ktoś inny kazałby to zrobić lepiej. Przecież nikt nie nazywa komunistami przeciętnych ludzi noszących cegły na odbudowę Warszawy czy Wrocławia.
Co do komunizmu, to jasne, że nigdzie na świecie nie osiągnięto komunizmu w czystej postaci, w Polsce tym bardziej. Dla mnie jeden pies w sumie. Komunizm czy realny socjalizm - jakie to ma znaczenie? No i w początkowym okresie PRL-u Polską rządzili jednak komuniści, taki Bierut na przykład. Gomułkę już trudno nazwać komunistą, ale to nie ma znaczenia. PRL to okres braku suwerenności, zależności od "imperium zła", gnębienia własnych obywateli, ruiny gospodarczej, rządu zdrajców. I nie ma tutaj znaczenia, czy to był realny socjalizm czy komunizm, o to się nie będę spierał, poprzez komunistów rozumiem po prostu nomenklaturę partyjną PZPR, co też ma swoje uzasadnienie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 11:49 pm Temat postu: |
|
|
| Łosiu napisał: | | Mnie wkurwia nazywanie ludzi odbudowujących powojenną Polskę komunistami. Przecież ci ludzie podnosili swój kraj z totalnego upadku więc o co im chodzi ? |
EEE? Komunistami nie nazywa się ludzi, którzy podnosili. Komunistami nazywa się ludzi, którzy wtedy rządzili. Z całkowitą słusznością. Nie rozumiem, o co Ci chodzi. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dominik89

Dołączył: 23 Lut 2005 Posty: 2187 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sro Gru 17, 2008 11:59 pm Temat postu: |
|
|
| le_mmor napisał: | | Łosiu napisał: | | Mnie wkurwia nazywanie ludzi odbudowujących powojenną Polskę komunistami. Przecież ci ludzie podnosili swój kraj z totalnego upadku więc o co im chodzi ? |
EEE? Komunistami nie nazywa się ludzi, którzy podnosili. Komunistami nazywa się ludzi, którzy wtedy rządzili. Z całkowitą słusznością. Nie rozumiem, o co Ci chodzi. |
Chodzi mi o grupę ludzi, którzy nazywają zwykłych mieszkańców którzy odbudowywali Polskę komunistami. _________________ Łosiu
Tom po lewej to arcymistrz chytrości i łasości xP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Czw Gru 18, 2008 12:01 am Temat postu: |
|
|
| Łosiu napisał: | | le_mmor napisał: | | Łosiu napisał: | | Mnie wkurwia nazywanie ludzi odbudowujących powojenną Polskę komunistami. Przecież ci ludzie podnosili swój kraj z totalnego upadku więc o co im chodzi ? |
EEE? Komunistami nie nazywa się ludzi, którzy podnosili. Komunistami nazywa się ludzi, którzy wtedy rządzili. Z całkowitą słusznością. Nie rozumiem, o co Ci chodzi. |
Chodzi mi o grupę ludzi, którzy nazywają zwykłych mieszkańców którzy odbudowywali Polskę komunistami. |
A co to za grupa?Nigdy się nie spotkałem z czymś takim,aby mówiono o zwykłych obywatelach jako komunistach.Mógłbyś sprecyzować? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Dominik89

Dołączył: 23 Lut 2005 Posty: 2187 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Czw Gru 18, 2008 12:03 am Temat postu: |
|
|
Kilka osób głupich tak mówiło ze szkoły, to nie jest organizacja jakaś.
Po prostu przypomniałem sobie o tym incydencie  _________________ Łosiu
Tom po lewej to arcymistrz chytrości i łasości xP |
|
| Powrót do góry |
|
 |
RockFan90

Dołączył: 16 Lis 2008 Posty: 1319 Skąd: Łobez/Gdynia
|
Wysłany: Czw Gru 18, 2008 12:32 am Temat postu: |
|
|
| Łosiu napisał: | Kilka osób głupich tak mówiło ze szkoły, to nie jest organizacja jakaś.
Po prostu przypomniałem sobie o tym incydencie  |
Aha czyli nie ma się czym przejmować  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Antares

Dołączył: 17 Sie 2006 Posty: 537 Skąd: Sieradz/Lublin
|
Wysłany: Pią Sty 16, 2009 5:50 pm Temat postu: |
|
|
Ostatnio czytając o III Rzeszy i genezie II Wojny Światowej natknąłem się na pewien ciekawy artykuł. Co sądzicie o teorii w nim przytoczonej? Dla mnie wydaje się być sensowna. W środku tekstu pogrubiłem wypowiedź Hitlera, która szczególnie mnie zadziwiła. Let's discuss!
| Cytat: | "Hitler proponował Polsce sojusz"
Friday, 1. September 2006, 18:26:55
Wydarzenia
Artykuł pochodzi z serwisu www.wp.pl
"Może już czas, po wielu dziesięcioleciach, zacząć odkrywać prawdziwy charakter wielkiego wydarzenia, które zmieniło Polskę, Polaków, Europę. Wrzesień 1939 roku tak długo był przedmiotem propagandowej manipulacji, że dzisiaj znamy jego bardzo wypaczony obraz.
Ta wojna zaczęła się daleko od Westerplatte i dużo wcześniej. W 1935 roku na wielkim poligonie pod Kijowem, gdzie Armia Czerwona zaprezentowała zachodnim obserwatorom swoje możliwości. Zagraniczni obserwatorzy wojskowi z podziwem patrzyli, jak tysiąc czołgów, które przebyły setki kilometrów, z marszu rozwijało bojowe formacje. Dla brytyjskiego generała Archibalda Wavella, który wiedział, że armia jego kraju dysponuje niewiele ponad trzystu czołgami, widok takiej masy pojazdów pancernych zgromadzonych na jednym poligonie był szokiem. A siła pancernej pięści zademonstrowana na wstępie ćwiczeń była tylko przygrywką do pokazów, które olśniły i przeraziły zagranicznych obserwatorów.
Zadziwieni patrzyli na wielkie samoloty TB-3, z których wyskakiwały setki spadochroniarzy. W żadnym państwie świata nie myślano nawet o wojskach powietrznodesantowych, a pokazy pod Kijowem dowodziły, że w Związku Radzieckim są ich całe dywizje. Na łące lądowały duże samoloty transportowe, z których wyjeżdżały tankietki, samochody opancerzone i działa. Na oczach obserwatorów formował się oddział uderzeniowy, dysponujący artylerią i bronią pancerną. Był jak taran zdolny skruszyć obronę wroga, który nie mógł w tak krótkim czasie przygotować się do odparcia niespodziewanego ataku przeprowadzonego głęboko na tyłach frontu.
Dla oficerów z Zachodu wniosek był jeden: Armia Czerwona wkrótce będzie gotowa ruszyć na Zachód, a żadne z państw demokratycznych nie znajdzie dość siły, aby ją zwyciężyć. Tym bardziej że uruchomienie masowych zbrojeń, nadzwyczaj trudne w zachodnich demokracjach, wymagało czasu i mogło tylko sprowokować Stalina do wcześniejszej agresji.
A kto mógłby zatrzymać ten radziecki walec, gdy ruszy na Zachód? Oczy polityków zwróciły się na... Hitlera. Tylko Niemcy mogli stawić czoła radzieckiej potędze, zanim ta dotarłaby do Paryża. Oczywiście, pod warunkiem, że dostaliby szansę budowy wielkiej i silnej armii. I tak w roku 1935, gdy Armia Czerwona przestraszyła europejskich polityków i wojskowych, Zachód przymknął oczy na łamanie przez Niemcy ograniczeń zbrojeń, jakie narzucono temu państwu po pierwszej wojnie światowej. Wehrmacht, który w tym roku zajął miejsce nielicznej Reichswehry, uzyskał nieograniczone możliwości stania się największą siłą Europy. A Hitler doskonale wiedział, że może sobie pozwolić na wiele więcej.
Prezenty dla Herr Hitlera
Pochód na Zachód nie odbywałby się na wąskim odcinku frontu. Wielka Armia Czerwona z tysiącami czołgów rozlałaby się na setki kilometrów i przewaliła nie tylko przez Polskę, ale również przez Czechosłowację i Austrię. Wehrmacht, widziany już jako obrońca zachodniej cywilizacji, musiał mieć przestrzeń do działania.
Ta świadomość zbiegała się z ogromną niechęcią, jaką rząd brytyjski darzył Czechów. Premier Neville Chamberlain nazywał ich "ludźmi z dolnej półki". Czesi nie pozostawali dłużni, czego dowodem była rozmowa telefoniczna, jaką z prezydentem Edwardem Beneszem przeprowadził Jan Masaryk, ambasador czeski w Londynie: – Ten złośliwy, stary.. (tu padło wyjątkowo obelżywe i niesmaczne określenie pod adresem Chamberlaina) stęsknił się za lizaniem dupy Adolfa – powiedział Masaryk. Już nawet wystawił język! – To wepchnij mu go z powrotem – poradził prezydent. – Postaraj się przywrócić mu zmysły. – Ta stara bestia postradała już zmysły, z wyjątkiem węchu, którym wyczuwa nazistowskie gówno i kręci się dookoła tego.
Chamberlain dowiedział się, co o nim sądzą czescy politycy, gdyż ich rozmowa została nagrana przez wywiad niemiecki i przekazana brytyjskiemu premierowi. Nie należy jednak sądzić, że miało to jakikolwiek wpływ na dalsze decyzje rządu brytyjskiego. Postanowienia konferencji w Monachium, gdy bez udziału Czechów zadecydowano o przekazaniu Niemcom części ich ziem, miały dać Wehrmachtowi dobre pozycje obronne przed nadchodzącą od wschodu Armią Czerwoną. Wszystko dla zapewnienia bezpieczeństwa i uchronienia zachodniej cywilizacji przed bolszewickimi hordami. Pozostawał problem Polski.
Pan minister tańczy
Adolf Hitler, po obejrzeniu 10 października 1938 r. potężnych umocnień w pobliżu miasteczka Ceske Velenice, które tak hojnie przyznano Niemcom w Monachium, wygłosił przemówienie. Atakował Anglików ("Słabi, dekadenccy, prowadzeni przez zdegenerowaną arystokrację") i Francuzów ("Łacińskie kundle i wazeliniarze"). Nagle wspomniał o Polakach: – Podziwiam Polaków. Nie dają się zastraszyć. Mogę być przyjacielem Polaków i powiadomię mojego dobrego przyjaciela Lipskiego (mówił o polskim ambasadorze w Berlinie), że może na mnie liczyć!
Kłamał? Nie. Wskazywał, w jaką stronę zamierza prowadzić swą politykę, w której Polska odgrywała bardzo istotną rolę. Uważał, że może dogadać się z naszym rządem. Dwa tygodnie później, 24 października 1938 roku, do Berchtesgaden przyjechał ambasador Józef Lipski. W pobliżu tego alpejskiego miasteczka miał swą oficjalną rezydencję Adolf Hitler, a to wskazywało, że wizyta polskiego ambasadora ma znaczenie szczególne.
Wieczorem Lipski spotkał się w restauracji hotelu Grand z Joachimem von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Niemiec. – Nadszedł czas osiągnięcia porozumienia we wszystkich możliwych sprawach, które powodują rozdźwięki między Niemcami i Polską – zaczął rozmowę Ribbentrop. Potem przedstawił propozycję: Polska odda Gdańsk oraz wyrazi zgodę na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, które połączyłyby Rzeszę z Prusami Wschodnimi. To nie było żądanie, lecz propozycja ugody. Oferował, że w zamian Niemcy udostępnią Polsce podobną trasę drogową i kolejową biegnące przez Gdańsk, wolny port w tym mieście i rynek zbytu na polskie produkty.
Gdyby zatrzymać się na tym etapie propozycji Ribbentropa, można byłoby odnieść wrażenie, że była to szczera oferta. Jednakże Ribbentrop posunął się dalej, wskazując, że Polska powinna dołączyć do paktu antykominternowskiego, czyli proponował Polsce sojusz z Niemcami, Włochami i Japonią przeciwko Związkowi Radzieckiemu! A to stawiało nasz kraj w równym rzędzie z mocarstwami ówczesnego świata.
Czy Polska mogła zawrzeć sojusz z Niemcami? Dzisiaj odpowiemy: "nie", gdyż stalibyśmy się współwinni późniejszych masowych zbrodni nazizmu. Ale czy Włochom, Węgrom, Finom, Rumunom, Bułgarom i innym sojusznikom Niemiec ktokolwiek zarzuca udział w ludobójstwie? Na szczęście nasz minister spraw zagranicznych Józef Beck nie musiał rzucać się w ramiona Joachima von Ribbentropa. Wystarczałoby, żeby wykorzystał ugodowe nastawienie Hitlera i szachował naszych wrogów (Związek Radziecki) i sojuszników (Francję i Wielką Brytanię) możliwością zawarcia paktu z Niemcami. W ten sposób mógłby wymusić na nich postępowanie korzystne dla Polski. Tym bardziej że dwa dni później Theo Kordt, pierwszy sekretarz ambasady niemieckiej w Londynie, a prywatnie członek opozycji antyhitlerowskiej, spotkał się z sir Robertem Vansittartem, głównym doradcą dyplomatycznym rządu brytyjskiego, i poinformował go o przebiegu rozmowy w Berchtesgaden.
Anglicy przestraszyli się nie na żarty. I zaczęli Polakom obiecywać gruszki na wierzbie, byleby trzymali się z daleka od Hitlera. Problem w tym, że minister Beck w te obietnice uwierzył. Zamiast rozgrywać niemiecką kartę, zamiast robić wszystko, aby storpedować możliwość zbliżenia Niemiec ze Związkiem Radzieckim, zaufał angielskim gwarancjom. Uwierzył, że Anglicy, choć mieli słabą i nieliczną armię i jeszcze słabsze lotnictwo, wyślą je do walki o Gdańsk, choć nie istniały żadne możliwości przerzucenia nawet tych słabych wojsk.
Minister wierzył, że Francuzi, którzy wydawali miliardy na budowę bunkrów Linii Maginota, nie będą tam kryć swoich żołnierzy, ale wyślą ich, aby ginęli w walkach na granicy Niemiec. W ostatniej chwili, gdy w marcu 1939 roku premier Chamberlain, niespodziewanie, bez konsultacji z parlamentem, udzielił Polsce gwarancji nienaruszalności granic, nie dostrzegł w tym podstępu, chęci usztywnienia polskiej polityki wobec Niemiec i storpedowania jakichkolwiek prób dogadania się z Niemcami. Działał tak jak tego sobie życzył premier Chamberlain. Minister potrząsał pięścią, krzyczał, że nie oddamy ani guzika.
– Zrozumiałem, że jeżeli uderzę na Zachód, Polacy, wypełniając swe zobowiązania sojusznicze, zaatakują nas – mówił Hitler do swych oficerów na tajnej konferencji w Berchtesgaden 22 sierpnia 1939 roku. – Dlatego zdecydowałem się rozpocząć wojnę z Polską. Polskie wojska wypełniły sojusznicze zobowiązania co do joty. Do początków października 1939 roku toczyły bohaterską, krwawą walkę w obronie ojczyzny. To politycy nie uchronili naszego kraju przed wyniszczeniem, tak wielkim, że jego skutki odczuwamy do dzisiaj. Zwłaszcza w polityce."
"Bogusław Wołoszański"
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pią Sty 16, 2009 5:57 pm Temat postu: |
|
|
| znakomity tekst... uwielbiam wołoszańskiego. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
BeBe

Dołączył: 27 Gru 2006 Posty: 4252 Skąd: FAC 51
|
Wysłany: Pią Sty 16, 2009 6:00 pm Temat postu: |
|
|
O sojuszu polsko-niemieckim pierwsze słyszę. Wiem, że Niemcy podpisali z Polakami pakt o nieagresji, który później potwierdzili dzień przed atakiem na Westerplatte ale to, żebyśmy razem z Niemcami mieli zaatakować Rosję - pierwsze słyszę.
Owszem, słyszałem teorię, że Hitler, czy jego otoczenie składało propozycje zachodowi, zwłaszcza Anglikom i Amerykanom, aby zaatakować wspólnie Rosjan, ale Zachód wybrał jednak dalsze niszczenie Niemców, pewnie dlatego, że byli już na wykończeniu Bo te propozycje, o ile mnie pamięć nie myli, rozpoczęły się gdzieś w latach 43-44. Nie pamiętam dokładnie, le_mmor - pomożesz ?
Dużo natomiast racji w tym tekście. Nie wiem czemu, ale dzisiaj widzę podobną sytuację z Rosjanami. Zachód liże, mówiąc brzydko, dupę Rosjanom byleby nie rozpoczęli kolejnej wojny, a są do tego zdolni. Dlatego pozwalają dalej im rządzić sobie na terenach Gruzji. _________________ Sometimes the only sane answer to an insane world is insanity.

Ostatnio zmieniony przez BeBe dnia Pią Sty 16, 2009 6:02 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|