| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Return Of The Champions |
| 1 |
|
15% |
[ 12 ] |
| 2 |
|
1% |
[ 1 ] |
| 3 |
|
6% |
[ 5 ] |
| 4 |
|
34% |
[ 26 ] |
| 5 |
|
21% |
[ 16 ] |
| 6 |
|
21% |
[ 16 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 76 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pon Sty 02, 2006 6:26 pm Temat postu: |
|
|
Fakt, że nie mam ani CD, ani DVD, ale powiem co o tym myślę na podstawie godzinnej emisji na HBO.
Od strony wizualnej i technicznej koncert prezentuje się wspaniale. Przepiękne światła, obraz czyściutki, podobnie z dźwiękiem.
Od strony muzycznej to, co widziałem podobało mi się, aczkolwiek nie powaliło na kolana. Bardzo podoba mi się wykonane razem z Paulem We Are The Champions, The Show Must Go On, Crazy Little Thing Called Love, All Right Now. Natomiast Roger pięknie zaśpiewał These Are The Days Of Our Lives. Cała reszta - niezła. No i dodam, że atmosfera przy God Save The Queen jest piękna.
Muszę przyznać jednak, że fakt - Freddiego tam jest więcej niż się wydaje. Przy These Are The Days Of Our Lives pięknie dopasowano obrazy na telebimach. Robią wrażenie.
Mimo to wciąż wstrzymuję się od całkowitej opinii na temat koncertu i trasy - za mało widziałem.
Na to, co miałem okazję zobaczyć, daję -5/6.
PS. Czy mnie się wydaje, czy przy wstępie do Radio Ga Ga widać dość wyraźnie.....Fenderka?  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kuba

Dołączył: 03 Gru 2004 Posty: 2024 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: Pon Sty 02, 2006 6:38 pm Temat postu: |
|
|
A Bo Rhap, to jest dopiero show, , na koncercie miałem łzy w oczach, zreszta nie po raz pierwszy LOML - Nie umiałem wydac z siebie głosu, a TATDOOL - Wiadomo...  _________________ Well, it's all right then, and it's all right now
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sro Sty 04, 2006 10:59 am Temat postu: |
|
|
Przy Radio Ga-Ga nie wiem... Musze sprawdzic
Widac mnie gdzies na poczatku "All Right Now" i przed 39, jak Brian rzuca kondomy z powrotem w publike. A i to trzeba bardzo uwazac, zeby gdzies moja glowe wylowic w tlumie  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Pią Sty 27, 2006 6:29 pm Temat postu: |
|
|
Cóż, koncert obejrzałam tylko raz i to w kinie. Na seans się oczywiście spóźniłam , więc ominęło mnie Reaching Out z Tie Your Mother Down ( ), ale słyszałam go już wcześniej w radio w tym wykonaniu, więc myślę, że mogę sobie pozwolić na ocenianie...
Przede wszystkim - obejrzenie tego koncertu otworzyło mi oczy na pewne sprawy. Przedtem słyszałam parę wyrwanych z kontekstu całego koncertu utworów; podobały mi się, ale nie porwały. Gdy znalazłam się w kinie, usłyszałam tę grę, usłyszałam te WOKALE (ba, nawet Brian radził sobie IMO świetnie, choć zgadzam się z Bizonem, że najlepiej wypadł Roger pod tym względem ). Paul śpiewa w innym stylu niż Freddie (to zdecydowanie zaleta!), a jednak tak doskonale zgrał się z zespołem... Po prostu popadłam w zachwyt. Gitara była jak zwykle genialna, bardzo rozbudowane zagrywki i ciekawe sola, które Brian wtrącał do niektórych piosenek... A i Roger dawał czadu na perkusji, z wiekiem nie stracił formy. No i ten wokal podczas TATDOOL... i w tle krótki film ze spotkania z fanami zdaje się, że w Japonii... piękny moment! Utowry Paula też wypadły świetnie, choć wolę te z repertuaru Free niż Bad Company .
Wystawiłam 6, bo koncert naprawdę, ale to naprawdę mnie porwał. Nie wiem, czy to skutek emocji, które jeszcze we mnie buzują po wczorajszym dniu, ale nie wiedziałam, że seans w Multikinie może mieć taki wpływ na człowieka... Chyba nie muszę dodawać, że właśnie moja dotychczasowa opinia o trasie zmieniła się diametralnie? Ktoś napisał już, że ten koncert trzeba zobaczyć, by to poczuć... No i miał rację...  _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Sty 27, 2006 6:55 pm Temat postu: |
|
|
Na poczatku chcialo mis ie smiac, ale teraz juz mi tylko zal tych, ktorzy w ogole, ale to W OGOLE nie dali tym koncertom szansy- podejrzewam ze takie obejrzenie w MUTIKINIE bylo najblizsza rzecza do tego, zeby tam byc. I... No i nie dziwie sie, ze Ci sie spodobalo, bo ta energia... Bo ten szacunek do przeszlosci... Bo tych kilka PRZEPIEKNYCH holdow oddanych Freddiemu- mniej pretensjonalnycgh niz na "Tribute"... ja pamietam, ze mialem lzy i podczas TATDOOL (i to chyba za kazdym razem jak wchodzilo solo), ale tez przy BoRhap (ostatni duet Paula z Freddiem), czy ZWLASZCZA przy pustym stoleczku przy LOML i 39... Rany, ile w tym wszystkim bylo i jest szacunku, milosci do tej muzyki ktora graja... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Pią Sty 27, 2006 7:07 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Na poczatku chcialo mis ie smiac, ale teraz juz mi tylko zal tych, ktorzy w ogole, ale to W OGOLE nie dali tym koncertom szansy- podejrzewam ze takie obejrzenie w MUTIKINIE bylo najblizsza rzecza do tego, zeby tam byc. |
Dokładnie... Co prawda po obejrzeniu koncertu pomyślałam, że jeśli Q+PR zagrają gdzieś blisko Polski, postaram się wybrać, choć znając moją rodzinę będzie to BARDZO trudne... Więc musiałam zobaczyć ROTC. I trzeba przyznać, że zaskoczenie było ogromne, a zachwyt jeszcze większy .
| Fenderek napisał: | | I... No i nie dziwie sie, ze Ci sie spodobalo, bo ta energia... Bo ten szacunek do przeszlosci... Bo tych kilka PRZEPIEKNYCH holdow oddanych Freddiemu- mniej pretensjonalnycgh niz na "Tribute"... ja pamietam, ze mialem lzy i podczas TATDOOL (i to chyba za kazdym razem jak wchodzilo solo), ale tez przy BoRhap (ostatni duet Paula z Freddiem), czy ZWLASZCZA przy pustym stoleczku przy LOML i 39... Rany, ile w tym wszystkim bylo i jest szacunku, milosci do tej muzyki ktora graja... |
Tak, widać było, że w każdym momencie koncertu pamiętają o Freddiem i Johnie, a przy okazji zamierzają zabawić siebie i fanów. Niesamowita umiejętność połączenia kontrastów... Zresztą, typowe dla Królowej . A Paul to rzeczywiście wielki głos. _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kuba

Dołączył: 03 Gru 2004 Posty: 2024 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: Pon Sty 30, 2006 6:54 pm Temat postu: |
|
|
Qndzia widze ze chadzasz podobną scieżką co i ja... i teraz Ci wypomne, mówiłem ze Purple to Bogowie, mówiłem? Mówiłem ze Q+PR jest zajebiste? Mówiłem Trza słuchac starszych kolegów
 _________________ Well, it's all right then, and it's all right now
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Pon Sty 30, 2006 11:55 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | ja pamietam, ze mialem lzy i podczas TATDOOL (i to chyba za kazdym razem jak wchodzilo solo), ale tez przy BoRhap (ostatni duet Paula z Freddiem), czy ZWLASZCZA przy pustym stoleczku przy LOML i 39... |
Przyznaję, że podczas '39 zrobiły mi się szklanki w oczach, byłem bardzo poruszony... ten pusty stołek... jakoś dało mi to myślenia... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Wto Sty 31, 2006 1:45 am Temat postu: |
|
|
Ktoś już mówił, że tam jest Freddiego więcej niż się wydaje . Muzycznie koncert mnie nie powala, ale podoba się. Warto to zobaczyć przynajmniej dla tych wstawek z Freddiem (cholera, mówię jakbym miał DVD, a widziałem ledwie godzinę na HBO ). _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Wto Sty 31, 2006 10:54 pm Temat postu: |
|
|
W sumie ja nigdy nie twierdziłem, że ROTC to muzyczne g***o...
Rodgersa głosu nie lubię, ale uznaję jego klasę, takie albumy jak Fire And Water trzeba znać. Jedyne, co mi się tu nie podoba, to nazwa, ale nie ma co sobie strzępić nerwów na wkurzanie się o to...
No i fakt- duch Freda "wypływa" z muzyki, zwłaszcza podczas '39... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Sro Lut 01, 2006 12:55 am Temat postu: |
|
|
I ja nie twierdziłem, że Ty twierdzisz, że muzycznie koncerty te są słabe. To coś jak fani tylko i wyłącznie Watersowego Pink Floyd (a ja znowu o tym ). I w porządku.
| Marcin S. napisał: | | No i fakt- duch Freda "wypływa" z muzyki, zwłaszcza podczas '39... |
Dla mnie osobiście wypływa bardziej przy Love Of My Life.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 12:25 am Temat postu: |
|
|
Oczywiście, że przy LOML też czuć obecność Freddie'ego, ale akurat wyleciało mi to z głowy
| Misiu napisał: | | I ja nie twierdziłem, że Ty twierdzisz, że muzycznie koncerty te są słabe. To coś jak fani tylko i wyłącznie Watersowego Pink Floyd |
No nie zgodzę się- sytuacja z Watersem jest trochę inna- po 1983 (a właściwie od 1987) zespół grał regularnie koncerty i nagrywał płyty. Tutaj nie mamy do czynienia nawet z istnieniem zespołu (tzn. Queen jest zespołem faktycznie nieistniejącym).
Pink Floyd grał jedynie bez swojego lidera, liderem został inny członek zespołu, w składzie było 3/4 członków "starego" PF. U Q+PR ani nie ma nowego lidera, a w grupie zostały dwie osoby z Queen. Oczywiście nie jest to żadna pretensja, tylko stwierdzenie faktu. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 12:50 am Temat postu: |
|
|
no ale gilmoure, ktory zostal liderem, tez nie byl w tym zespole od poczatku pomysl o purplach u nich tylko perkusista gra od poczatku a w miedzy czasie w zespole bylo 2 klawiszowcow, 3 basistow, 4 wokalistow (5 z glennem) i 4 gitarzystow  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here
Ostatnio zmieniony przez Bizon dnia Czw Lut 02, 2006 2:28 am, w całości zmieniany 1 raz |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 1:48 am Temat postu: |
|
|
Marcin - porówując tę sytuację do Watersa, chodzi mi o coś innego. Wiesz, do tej pory są ludzie, którzy z wielkim uporem odrzucają to, co zostało nagrane po jego odejściu. I teraz jest podobnie. Odrzuca się wszystko, co jest wspólne z "Queen+Paul Rodgers". Taka jakby "wierność" liderowi, z którym najbardziej kojarzy się zespół, za którego czasów zespół odnosił największe sukcesy i nagrywał najlepsze rzeczy (choć nijak to się ma do Queen - tam zawsze był Freddie). SZKODA, że często się to robi nie mając pojęcia, co się odrzuca, bo nigdy się tego nie słyszało czy też nie widziało. Nie chodzi mi o Ciebie oczywiście, bo widziałeś koncert bądź przynajmniej urywki. Takich przeciwników jak Ty się właśnie toleruje.  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 11:05 am Temat postu: |
|
|
| Marcin S. napisał: | | Pink Floyd grał jedynie bez swojego lidera, liderem został inny członek zespołu, w składzie było 3/4 członków "starego" PF. U Q+PR ani nie ma nowego lidera , a w grupie zostały dwie osoby z Queen. Oczywiście nie jest to żadna pretensja, tylko stwierdzenie faktu. |
Chyba potrafilbym znalezc wywiady Freda w ktorych twierdzi, ze NIE BYL liderem zespolu... Wiec Q nigdy jednego lidera nibvy nie mialo...
A co do Floydow- liderem zostal facet, ktorego nie bylo w oryginalnym skladzie. Z oryginalnego "styarego" skladu tez zostalo tylko dwoch- Wright i Mason. BA- Wright nie figuruje jako czlonek zespolu na pierwszej poWatersowskiej plycie!!! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Pikers
Dołączył: 12 Lip 2004 Posty: 1076 Skąd: Dębica
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 3:29 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | BA- Wright nie figuruje jako czlonek zespolu na pierwszej poWatersowskiej plycie!!!
|
Diabli wiedzą czemu....
Marcinowi chodziło pewnie o frontmana bardziej niż o lidera, tak...?  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 3:52 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Fenderek napisał: | BA- Wright nie figuruje jako czlonek zespolu na pierwszej poWatersowskiej plycie!!!
|
Diabli wiedzą czemu....
Marcinowi chodziło pewnie o frontmana bardziej niż o lidera, tak...?  |
Chodzilo o jakies kruczki prawne- gdyby widnial na plycie jako czlonek zespolu bylyby jakies finansowe problemy czy prawne- moze chodzil;o o umowe miedzy nimi a Wotersem- nie pamietam. Bylo to bardzo rozmyslne dzialanie, tak w ogole. Ale z prawnego punktu widzenia na tej pierwszej poWatersowskiej plycie byl JEDEN czlonek oryginalnego skladu Pink Floyd!!! I byl to perkusista, zaden tam lider... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 6:15 pm Temat postu: |
|
|
| Bizon napisał: | | no ale gilmoure, ktory zostal liderem, tez nie byl w tym zespole od poczatku |
No tak, ale już na drugiej płycie grał, potem brzmienie jego gitary stało się jednym ze znakó rozpoznawczych zespołu. Sytuacja jest zupełnie inna
| Bizon napisał: | pomysl o purplach u nich tylko perkusista gra od poczatku a w miedzy czasie w zespole bylo 2 klawiszowcow, 3 basistow, 4 wokalistow (5 z glennem) i 4 gitarzystow |
No Purple to już zupełnie inna bajka. Tam to ponoć nawet Mieczysław Fogg grał
| Misiu napisał: | | Wiesz, do tej pory są ludzie, którzy z wielkim uporem odrzucają to, co zostało nagrane po jego odejściu. I teraz jest podobnie. Odrzuca się wszystko, co jest wspólne z "Queen+Paul Rodgers". Taka jakby "wierność" liderowi, z którym najbardziej kojarzy się zespół, za którego czasów zespół odnosił największe sukcesy i nagrywał najlepsze rzeczy (choć nijak to się ma do Queen - tam zawsze był Freddie). |
No tak, tylko że u PF ludzie odrzucają okres postwatersowski nie dlatego, że nie uznają tego za Pink Floyd, tylko dlatego, że kompletnie nie odpowiada im styl po odejściu RW. W przypadku Q+PR ludziom chodzi głównie o używanie nazwy "Queen", a nie o muzykę. Przynajmniej ja tak mam, nie wiem, jakie odczucia mają inni.
| Misiu napisał: | SZKODA, że często się to robi nie mając pojęcia, co się odrzuca, bo nigdy się tego nie słyszało czy też nie widziało. Nie chodzi mi o Ciebie oczywiście, bo widziałeś koncert bądź przynajmniej urywki. Takich przeciwników jak Ty się właśnie toleruje. |
No dzięki Tak w ogóle- jak już coś się krytykuje, to trzeba mieć jakiekolwiek pojęcie o czymś. Ja tak miałem z PF- znałem trzy płyty, to krytykowałem, poznałem więcej- pokochałem (nawet te płyty, które wydawały mi się początkowo nudne).
No i wybieram się pewnie na koncert Q+PR i Wembley do Multikina, żeby mieć o trasie z Rodgersem jeszcze większe pojęcie.
| Fenderek napisał: | Chyba potrafilbym znalezc wywiady Freda w ktorych twierdzi, ze NIE BYL liderem zespolu... Wiec Q nigdy jednego lidera nibvy nie mialo... |
Tak, czytałem ten wywiad ("Nie nazwałbym się liderem zespołu, raczej najważniejszym członkiem" czy coś w tym stylu). Ale- nie oszukujmy się- Freddie liderem był, co nie umniejsza oczywiście wkładu BM, RT i JD w muzykę grupy. Jednak wizerunek kreował Freddie i właśnie dlatego był liderem.
| Fenderek napisał: | | A co do Floydow- liderem zostal facet, ktorego nie bylo w oryginalnym skladzie. |
No tak, ale grał w zespole od drugiej płyty (ASOS), on w dużej mierze stworzył styl grupy, DUŻO łatwiej jest zaakceptować taką sytuację aniżeli Rodgersa w Queen (oczywiście mówię hipotetycznie).
No i Barreta często traktuje się jak krótki i nic nieznaczący epizod, wielu nie wie w ogóle, że ktoś taki istniał. Natomiast wizerunek Freddie'ego M. jest powszechnei znany znany.
| Pikers napisał: |
| Marcin S. napisał: | (tzn. Queen jest zespołem faktycznie nieistniejącym).
|
no dla Ciebie może i tak. |
Gdyby istniał, to panowie BM i RT posługiwaliby się bez pardonu nazwą Queen (po prostu, bez żadnych plusów, Rodgersów, Williamsów etc).
| Pikers napisał: | Ja byłem na koncercie widziałem Freddiego Johna Rogera i Briana ...
więc niewiem jak to jest |
Tiaaa...? A na jakim? :
| Misiu napisał: | Marcinowi chodziło pewnie o frontmana bardziej niż o lidera, tak...? |
Marcin uważa, iż frontmat to synonim słowa lider
| Fenderek napisał: | | Ale z prawnego punktu widzenia na tej pierwszej poWatersowskiej plycie byl JEDEN czlonek oryginalnego skladu Pink Floyd!!! I byl to perkusista, zaden tam lider... |
Nie wyobrażam sobie, by nagle Barret miał wejść do studia z Gilmourem i resztą kamandy i nagrywać takie The Division Bell
No i sytaucja PF i Queen jest diametralnie różna, dlatego pozwoliłem sobie nie zgodzić się z Misiem w tej kwestii  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 8:33 pm Temat postu: |
|
|
| Kuba napisał: | Qndzia widze ze chadzasz podobną scieżką co i ja... i teraz Ci wypomne, mówiłem ze Purple to Bogowie, mówiłem? Mówiłem ze Q+PR jest zajebiste? Mówiłem Trza słuchac starszych kolegów
 |
Oczywiście Miałeś rację, zwracam honory całkowicie .
No tak, teraz będę rozliczana Ach, ta przekora.... _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 1:47 am Temat postu: |
|
|
| Marcin S. napisał: | | No tak, tylko że u PF ludzie odrzucają okres postwatersowski nie dlatego, że nie uznają tego za Pink Floyd, tylko dlatego, że kompletnie nie odpowiada im styl po odejściu RW. |
O, i tu się mylisz, mój drogi.
| Marcin S. napisał: | Tak w ogóle- jak już coś się krytykuje, to trzeba mieć jakiekolwiek pojęcie o czymś. Ja tak miałem z PF- znałem trzy płyty, to krytykowałem, poznałem więcej- pokochałem (nawet te płyty, które wydawały mi się początkowo nudne).
|
No i widzisz? Warto było, nie? Zawsze o to mi chodziło, jeżeli pisałem coś o Onecie, coś na temat trasy - krytyka, nawet dość ostra jest w porządku, jeżeli owe pojęcie się ma. Jeżeli nie, to sorry....
| Marcin S. napisał: | | Tak, czytałem ten wywiad ("Nie nazwałbym się liderem zespołu, raczej najważniejszym członkiem" czy coś w tym stylu) |
W "The Works Interviews" na Greatest Video Hits II jest coś w stylu: "I'm not the leader of the band, we're four, equal people. I'm just a lead singer, but not the leader of the band".
| Marcin S. napisał: | No i sytaucja PF i Queen jest diametralnie różna, dlatego pozwoliłem sobie nie zgodzić się z Misiem w tej kwestii |
MOIM ZDANIEM jest bardzo podobna - również była kilkuletnia przerwa, fani mogliby stwierdzić (i pewnie wielu tak twierdzi), że Pink Floyd bez Watersa, to nei Pink Floyd. Tak samo tutaj - Queen bez Freddiego, to nie Queen.
| Fenderek napisał: | | Ale z prawnego punktu widzenia na tej pierwszej poWatersowskiej plycie byl JEDEN czlonek oryginalnego skladu Pink Floyd!!! I byl to perkusista, zaden tam lider... |
Na A Momentary Lapse Of Reason. A o tym to naprawdę nie wiedziałem....Choć gdyby nie patrzeć - jest to poniekąd logiczne, że chodziło o umowę z Watersem, ale nie przyszło mi to do głowy. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 4:03 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Marcin S. napisał: | No i sytaucja PF i Queen jest diametralnie różna, dlatego pozwoliłem sobie nie zgodzić się z Misiem w tej kwestii |
MOIM ZDANIEM jest bardzo podobna - również była kilkuletnia przerwa, fani mogliby stwierdzić (i pewnie wielu tak twierdzi), że Pink Floyd bez Watersa, to nei Pink Floyd. Tak samo tutaj - Queen bez Freddiego, to nie Queen. |
Myślę, że jednak znaczenie ma to, że Pink Floyd, podobnie jak i wiele innych zespołów rockowych, zmieniało skład i nie działo się to wcale tak rzadko. W Queen skład był niezmienny przez bite dwadzieścia lat i wszystkie płyty studyjne powstały bez żadnych zmian, jeśli chodzi o członków zespołu. A to, że nie ma już frontmana... no cóż, myślę, że jest to po prostu najbardziej widoczna zmiana. _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 6:30 pm Temat postu: |
|
|
Tutaj zmiana też jest jak najbardziej widoczna. Odszedł człowiek, który pisał prawie wszystkie teksty, rzucał ideami na temat albumów, komponował większość utworów, bardzo często śpiewał i był basistą...On robił dużo więcej niż Freddie w Queen, choć ludzie kojarzyli bardziej innych członków zespołu. Pink Floyd zmienił skład dokładnie dwa razy - według mnie to niedużo. Do tego jeszcze skład z Barettem to zaledwie 2-4 lata, o ile się nie mylę, a po Watersie powstały 2 płyty (pomijam już koncerty)... Jak dla mnie w powiedzeniu Watersa "Pink Floyd to ja", kryje się przynajmniej część prawdy. Bo to był najbardziej znany Pink Floyd, to ten Pink Floyd odnosił największe sukcesy, to ten Pink Floyd nagrywał najlepsze, najbardziej charakterystyczne i najbardziej rozpoznawalne albumy. Według mnie sytuacja jest BARDZO podobna do tej, któa teraz jest z Queen i Freddiem. Po prostu wielu ludzi zgadzało się z tym "Pink Floyd to ja", dlatego twierdzą, że bez Rogera, to już nie ten zespół. Tak, jak teraz bez Freddiego to nie Queen. _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 8:41 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Pink Floyd zmienił skład dokładnie dwa razy |
3 byl jeszcze koles, ktorego nazwiska teraz sobie nie przypomne, ktory byl kumplem watersa i barretta i gral zanim wydali pierwsza plyte... nie pamietam jak sie nazywal.. jakies 5-6 literowe nazwisko na K chyba  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 10:55 pm Temat postu: |
|
|
| Misiu napisał: | | Marcin S. napisał: | | No tak, tylko że u PF ludzie odrzucają okres postwatersowski nie dlatego, że nie uznają tego za Pink Floyd, tylko dlatego, że kompletnie nie odpowiada im styl po odejściu RW. |
O, i tu się mylisz, mój drogi. |
Nie sądzę Zobacz wypowiedzi na forum PF takiego jacława i jeszcze kilku innych osób...
| Misiu napisał: |
| Marcin S. napisał: | | No i sytaucja PF i Queen jest diametralnie różna, dlatego pozwoliłem sobie nie zgodzić się z Misiem w tej kwestii |
MOIM ZDANIEM jest bardzo podobna - również była kilkuletnia przerwa, fani mogliby stwierdzić (i pewnie wielu tak twierdzi), że Pink Floyd bez Watersa, to nei Pink Floyd. Tak samo tutaj - Queen bez Freddiego, to nie Queen. |
Tak, tylko że bez Watersa panowie nadal grali jako Pink Floyd (a nie np. jako Pink Floyd+), bez Freddie'ego jest jednak nazwa trochę zmieniona. W przypadku PF mowa jest o kolejnym rozdziale w historii grupy, w Q+PR nie mówimy już raczej o kontynuacji dzieła zespołu.
Dwa- to Queen grało w niezmienionym składzie, a nie Pink Floyd.
Trzy- równie dobrze fan PF mógłby powiedzieć, że The Final Cut to nie jest PF, bo nie ma Ricka. Tak samo można powiedzieć, że po A Saucerful Of Secrets (albo nawet po The Piper At Gates Of Dawn) to już nie Pink Floyd, bo nie ma Barreta. W Q+PR twierdzenia, że bez Freddie'ego nie ma Queen są uzasadnione, bo zespół NIGDY nie zmienił składu. Pink Floyd zmieniał skład kilka razy, jego istota i fenomen wcale nie polegały na stałości składu, tak samo jak w Deep Purple czy Black Sabbath (choć to ekstremalne przypadki). Fenomen Queen polegał m.un. na tym, że skłąd był zawsze taki sam i jakiekolwiek zmiany mogą się wydać trudniejsze do akceptacji. w Pink Floyd przecież były już zmiany, zmienił się przecież nawet LIDER zespołu- w końcu Barret po pewnym czasie wyleciał.
| Misiu napisał: | | Tutaj zmiana też jest jak najbardziej widoczna. Odszedł człowiek, który pisał prawie wszystkie teksty, rzucał ideami na temat albumów, komponował większość utworów, bardzo często śpiewał i był basistą...On robił dużo więcej niż Freddie w Queen |
Tak, ale RW nie był od początku liderem, a Freddie tak.
Co do ilości zmian składu- było tego trochę więcej:
- odejście kolesia z nazwiskiem na K
- przyjście Gilmoura
- odejście Barreta
- odejście Wrighta
- odejście Watersa
- powrót Wrighta |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 11:10 pm Temat postu: |
|
|
| Marcin S. napisał: | - odejście kolesia z nazwiskiem na K
|
znalazlem nazwisko bob klose... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 11:25 pm Temat postu: |
|
|
A na czym grał?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pią Lut 03, 2006 11:58 pm Temat postu: |
|
|
nie pytaj heheh... jakbys zapytal miesiac temu, to bym ci powiedzial, bo byla o tym mowa chyba w dvd 'the pf and syd barrett story', ale juz je sprzedalem, wiec teraz nie sprawdze w kazdym razie on sie wypowiadal tez tam... i nawet na okladce z tylu jest wymieniony jako original member of the band chyba... pewnie gitarzysta, bo wszyscy pozostali tez wtedy w zespole byli, wiec dla nikogo innego za bardzo miejsca nie ma... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Marcin S.
Dołączył: 15 Lut 2005 Posty: 1865
|
Wysłany: Sob Lut 04, 2006 1:47 am Temat postu: |
|
|
Czyli PF miał w sumie trzech gitarzystów  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kuba

Dołączył: 03 Gru 2004 Posty: 2024 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: Sob Lut 04, 2006 2:13 am Temat postu: |
|
|
Queen + Paul Rodgers ma dwóch gitarzystów a w porywach mozna powiedziec że tylko Spike nie tykał sie gitary, proponuje powrócic do własciewgo tematu  _________________ Well, it's all right then, and it's all right now
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|