| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Queen był najlepszy... |
| w studio |
|
41% |
[ 26 ] |
| na żywo |
|
58% |
[ 36 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 62 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 8:42 pm Temat postu: Queen na scenie vs. w studio |
|
|
No, tego jeszcze nie było, a przynajmniej nie przypominam sobie i opcja szukania nie przyniosła rezultatów... W każdym bądź razie pytanie jest proste - jakie wcielenie grupy lubicie bardziej? Studyjne, czy koncertowe?
Jako, że jestem autorem, to nie będę zanudzał od razu i swoją opinię przedstawię inną razą. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kater

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 6820 Skąd: Góry Samotne
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 8:48 pm Temat postu: |
|
|
Studyjne, ale dlatego, że ja ogólnie wolę płyty studyjne. Znaczy mowa o latach 70-ych. Jeśli chodzi o 80-te to o niebo lepiej oczywiście wychodziły koncerty, ale i tak obecnie wog'le ich nie słucham. _________________
PORTFOLIO / 1 DZIEŃ 1 PŁYTA / QW OKŁADKI / KOPS / ZUPA |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Sherry

Dołączył: 23 Gru 2007 Posty: 64 Skąd: Pińczów/Kielce
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 9:06 pm Temat postu: |
|
|
A u mnie to zależy od piosenki no i oczywiście od tego, jaki to był koncert, ale zazwyczaj bardziej mi się podobają koncertówki, bo aż słychać tą atmosferę, która tam była a np. "Somebody to love" i jeszcze kilka piosenek nie bardzo mi się podobają w wersji studyjnej  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kensington

Dołączył: 27 Sie 2004 Posty: 4263 Skąd: Modar
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 9:14 pm Temat postu: |
|
|
Trudno powiedzieć. I jeden, i drugi przejaw działalności zespołu ma swoje lepsze i gorsze strony. I ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, która formuła bardziej mi odpowiada.
Co innego, gdybyś zapytał o Briana - odpowiedź mogłaby być tylko jedna: ZDECYDOWANIE STUDIO! Albowiem na scenie Brian potrafi od strony wokalnej zepsuć każdą piosenkę (za wyjątkiem sytuacji, gdy śpiewa z playbacku lub gdy gra Guitar Solo)  _________________
Z kobietami się nie dyskutuje. Kobiet się słucha.
Moje aukcje |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Kuba

Dołączył: 03 Gru 2004 Posty: 2024 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 9:22 pm Temat postu: |
|
|
Trudno porównywać te dwa oblicza, zgoła zupełnie inne. W studio byli oni perfekcyjni do bólu, o czym świadczą harmonie wokalne You're My Best Friend, Bohemian Rhapsody, My Fairy King czy też gospel w Somebody to Love nie możliwe do wykonania przez nich na żywo, podobnie z skomplikowanym instrumentarium w March of The Black Queen albo Death on Two Legs, które przyprawiają o ból głowy róznymi ciekawymi zagrywkami, można powiedzieć po co tworzyc muzykę, skoro nie możliwe jest jej odegranie na żywo, a jednak, kilka zabiegów upraszczających, a juz piosenka staję się mozliwa do zagrania.
Może ktoś to uznać za minus, jednak mało jakie zespoły charakteryzują się taką perfekcją w studio, podoba mi się że Queen wykorzystuje studio i producenta jako 5 instrument, na scenie pozbawieni technicznego zaplecza, nadal grają muzykę na najwyższym poziomie, bardziej jednak surową, ograniczoną do 4 instrumentów.
W ankiecie nie wybieram żadnej opcji. Kocham Queen w studio, ale koncerty typu Golders Green '73, Hammy '75, Earls Court '77 Kopenhaga '78 stanowią dla mnie jedne z najważniejszych argumentów że Queen wielkim zespołem był. _________________ Well, it's all right then, and it's all right now
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Larry Lurex
Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 86
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 9:57 pm Temat postu: |
|
|
| No cóż, myślę że jednak w wersji live nadrabiali niedoróbki ze studia, świetnym tego przykładem jest "Hot Space" i trasa promująca ten album. Każdy ich koncert był wielki wydarzeniem, co nie można powiedzieć o każdym ich albumie. Właściwie to uważam, że Queen to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) zespół grających koncerty. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 10:41 pm Temat postu: |
|
|
zdecydowanie na zywo.. zreszta dotyczy to wiekszosci moich ulubionych zespolow... wole zaczac przygode z danym zespolem od plyt studyjnych, bo wtedy mam idealna jakosc dzwieku, natomiast jak juz je poznam, to najczesciej chetniej slucham jednak plyt koncertowych i bootlegow, chocby dlatego, ze mam wtedy mozliwosc uslyszenia wielu roznych wersji tych samych utworow, przez co nie staja sie one nudne (zwlaszcza jesli zespol dba o to, zeby nie grac przez 20 lat tych samych kawalkow w ten sam sposob)... poza tym to jednak jest zupelnie inna energia na scenie, niz w studio.. .nawet jesli zdarzaja sie jakies drobne bledy czy falsze, to jednak energia koncertu rockowego jest ponad sterylnosc i idealne granie w studio.. to samo tyczy sie rowniez queen, jesli o mnie chodzi... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
black_queen

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 354 Skąd: Nowy Sącz, prawie;)
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 10:58 pm Temat postu: |
|
|
Trudno mi opowiedzieć sie po stronie jednej z opcji. Niewątpliwie piosenki studyjne dopracowane są do perfekcji, przez co nie da się ich odtworzyć na żywo w niezmienionej formie. Mają w sobie tą iskrę, dzięki której zainteresowałam się muzyką Queen, przez co mam do nich straszny sentyment. Poza tym w niektórych przypadkach cała ta ujmująca część piosenki to właśie chórki i te części, które zatracane były na koncertach.
Mimo tego byłóby niesprawiedliwością stwierdzić, że Królowa marnie wypadała na koncertach-wręcz przeciwnie. Potencjał niektórych utworów ukazywał się w całości właśnie podczs nich, nabierały one rockowego pazura, co niekiedy było nawet wskazane (chociażby piosenki z Hotspejsa).
Przyznam, że wolę koncert na DVD, bo wtedy można poczuć atmosferę, jaka panowała na danym występie i "poczuć" te piosenki. Koncertowe CD niezbyt mi podchodzą (właściwie tylko Under a blood red sky ma u mnie specjalne względy).
Reasumując-50:50  _________________ mam plan tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mumin_king

Dołączył: 14 Cze 2006 Posty: 6343 Skąd: Rzekuń
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 11:12 pm Temat postu: |
|
|
Chyba ciut bardziej wolę koncerty. Szczególnie po tym jak obejrzałem w świetnej jakości Montreal. Piosenki zwykle był troszkę inaczej grane w zdecydowanej większości, raczek się nie rozczarowałem wersją piosenki in live. A już granie tego naszego małego chlewiku z lat 80 wychodzi na kolosalny plus.
Jeśli chodzi o chlopaków w studio, to w latach 70 wyraźnie pokazywali tam klasę, którą podtrzymywali na koncertach, w latach 80 ratowali się głównie koncertami, co też jest ich przewagą.
w procentowym odniesieniu bęzie 60% na koncerty 40% na studio.
Aha i mam wrażenie, że podobny temat już gdzieś tam istniał (chyba nawet wtedy opowiedziałem się za studiem wówczas, ale były to czasy zamierzchłe, których się wstydzę więc nie szukajcie tego tematu)  _________________

GGP - na spotkanie ze świeżoscią
Bój się bloga NOWOŚĆ BLOG MUMINA
wg Matteya - bardzo sprytne ALTER EGO.
Zwycięzca Queenwizji - grudzień 2012 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Sro Sty 09, 2008 11:42 pm Temat postu: |
|
|
Jak dla mnie to przewagę mają jednak koncerty, wtedy pokazują na co naprawdę ich stać, bo w studiu, wiadomo, można zrobić dobrą piosenkarkę nawet z Mandaryny
A Queen ma to do siebie, że w studio mają wszystko do perfekcji i, jak to Bizon mówił, najlepiej się zaznajamiać z zespołem zaczynając od płyt studyjnych, a dopiero potem słuchać koncertówek. Zwłaszcza, że Queen na scenie świetnie się broni, a w przypadku skopanej produkcji lat 80ptych udowadniają na scenie, że są zespołem ZDECYDOWANIE rockowym. _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Czw Sty 10, 2008 12:40 am Temat postu: |
|
|
Ciekawa i niejednoznaczna kwestia.
Queen na scenie to był żywioł, mordercza muzyczna maszyna dysponująca nieprawdopodobnym brzmieniem. Freddie był niezwykle charyzmatycznym frontmanem, koncertowym zwierzęciem można powiedzieć.
Potrafili wznieść się na żywo na niezwykłe pułapy, wspaniale ubarwić wersje studyjne, zgnieść i przeżuć widza...mówię tu o "White Queen" bądź "I'm In Love With My Car" chociażby...
Z drugiej strony, Queen był zespołem, który wspaniale wykorzystywał możliwości studia. Całe to kombinowanie, tysiące ścieżek i nakładek, efekty, perfekcjonizm w każdym calu. Pomnikowe rzeczy, które na żywo, w przeciwieństwie do przykładów z pierwszego akapit, traciły - "Bohemian Rhapsody" albo Czarna Królowa (grana tylko - jaki żal!!!!!! - w okrojonej wersji). Poza tym, mnóstwo piosenek, których na żywo po prostu nie grali, a które uwielbiam.
Jak pisałem na wstępie, kwestia ogromnie ciekawa...ale chyba nie potrafię jednoznacznie opowiedzieć się po stronie której z opcji. Wydaje mi się, że są one doskonale komplementarne wobec siebie, dopełniają się jak dwie połówki mechanicznej pomarańczy tworząc piękną całość zjawiska, któremu na imię Queen. Tak wiem, że to sprytny zabieg mające zatuszować moje niezdecydowanie...ale chyba inaczej nie mogę. _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
mazowszanka

Dołączył: 21 Gru 2007 Posty: 109 Skąd: z największego miasta na Mazowszu
|
Wysłany: Czw Sty 10, 2008 5:45 pm Temat postu: |
|
|
| Eh, koncerty na żywo miały swoją magię, nikt tak nie potrafił dyrygować publiką jak Freddie. Co do niektórych utworów, są dwiema oddzielnymi piosenkami, studyjna i koncertowa. Więcej nie powiem, bo niewiele koncertów jeszcze oglądałam, pora to nadrobić. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pią Sty 11, 2008 1:06 pm Temat postu: |
|
|
Kiedys napisalem taki artykulik- mysle ze jest to dobre miejsce zeby go przypomniec...
| Fenderek dawno, dawno temu napisał: | Dla każdego fana siła muzyki Queen tkwić może w czymś innym. Całej rzeszy oddanych wielbicieli podobają się albumy albo singlowe przeboje - przemyślane od początku do końca, zaaranżowane z niebywałą dbałością o szczegóły; dla jednych bardziej udanym jest rockowy okres lat 70-tych, innych fascynuje komercyjny sukces popowego wcielenia Królowej w latach 80-tych. Dla jednych będzie to "Noc w operze", dla innych - "A Kind of Magic". Inną wielką grupę stanowią fani, dla których to koncerty są kwintesencją muzycznego talentu Mercury'ego, Maya, Taylora i Deacona.
W studio nagraniowym można zrobić wszystko - nagrać trudny fragment sekunda po sekundzie, poprawić, wykasować, powtórzyć... zmienić brzmienie na cięższe, lżejsze, aranżacje na łatwą dla ucha albo przeznaczoną dla wytrawnego konesera. Można nad każdą nutą się zastanowić, zostawić na chwilę i zrobić coś innego a potem (czasem nawet po kilku latach!) do niej powrócić i zagrać na nowo. Na scenie wszystko wygląda zupełnie inaczej...
Koncert jest dla każdego zespołu swoistym testem - tutaj nie ma czasu na zastanawianie. To dzieje się "tu i teraz". Pomyłka? Trudno - trzeba grać dalej i do tego nie tracić fasonu. Ograniczone środki przekazu? Trzeba dotrzeć więc do istoty utworu; odarta z wielowarstwowej aranżacji melodia musi się obronić sama. Wreszcie - potrzebna jest energia i żywiołowość, poparte pewnością siebie i zaufaniem do własnego muzycznego kunsztu żeby do jakiejkolwiek interakcji z tłumem doszło. Ta jest bowiem kluczem do udanego rockowego spektaklu.
Jest jeszcze jeden aspekt koncertowego grania: na płycie artysta ma szansę ukryć się za rzędami guziczków, komercyjną aranżacją, modnym w danym momencie brzmieniem... Wychodząc na scenę - spotyka publiczność twarzą w twarz. Tej może pokazać SIEBIE i SWOJą muzykę; bez kompromisów, bez schlebiania niskim gustom - wyjść na scenę i szczerze powiedzieć "to ja". Publiczność rockowa legendami uczyniła wlaśnie tych, którzy zaryzykowali, bawiąc się albo igrając z losem. Led Zeppelin, The Who, The Doors, Hendrix, Dylan, Deep purple, Thin Lizzy, Pink Floyd, Black Sabbath... Queen... Właśnie - Queen na żywo prezentowało swoje największe atuty: rockowy pazur, niespożytą energię, rewelacyjną technikę i niegasnący entuzjazm. Ostra gitara, solidny bas, dynamiczna perkusja, mocny wokal, czasami pianino - czego od rockowej kapeli chcieć więcej...? |
Wiec... mimo uwielbienia dla takich rzeczy jak GOOD COMPANY- jednak na zywo... to jest kwintesencja muzyki...
tak w ogole dokladnie z tego samego powodu tak uwielbiam sesje BBC- odarte z wartsw aranzacji i produkcji bronia sie- a czasami brzmia o niebo lepiej niz ogolnodostepne wersje plytowe... wlasciwei, to te wersje BBC byly (przynajmniej przez Bri i Freda) zagrane PRAWIE na zywo- a przynajmniej na tyle "na zywo" na ile pozwala studio... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pią Sty 11, 2008 1:22 pm Temat postu: |
|
|
Zdecydowanie studio. Owszem, Queen stwarzał niesamowity show na żywo i nie daruję ślepemu losowi, że mnie rzucił na ten padół bólu dopiero rok po ostatnim występie mojego ulubionego zespołu na scenie. Toż to zakrawa na jakieś wyjątkowo złośliwe fatum . Ale ich koncerty mimo wszystko były czymś porównywalnym o tego, co działo się na występach innych grup rockowych lat 70., natomiast twórczość studyjna była czymś (w moim odczuciu) jedynym w swoim rodzaju. Żonglowanie nastrojami, przemyślana od początku do końca kompozycja, wykorzystanie wszystkich znanych (i nieznanych też, bo przecież sami ich trochę wymślili ) technik i połączenie wszystkiego w bądź co bądź zjadliwą całość - to mnie zachwyca niezmiennie od chwili, kiedy po raz pierwszy ich usłyszałem aż do dziś. Na koncertach to wszystko było uproszczone i nastawione na łatwiejszy odbiór. O ile słuchanie płyt Queen celebruję i staram się wyłapać każdy najdrobniejszy dźwięk, to przy bootlegach po prostu wesoło się bawię...
I zdecydowanie nie zgodzę się z często powtarzaną opinią (zwłaszcza przez Hamburgera), że Queen nie powinni grać na albumach tego, czego nie byli w stanie zagrać na żywo. Po to wydaje się albumy, żeby zagrać wszystko to, co przyjdzie do głowy i zrobić to perfekcyjnie. Odtworzyć to jest trudno - nigdy nie wiadomo jak wyjdzie, co może się zdarzyć podczas koncertu, a czasem po prostu brakuje możliwości. Ale jeśli z tego powodu, że na żywo nie da się zagrać "The March Of The Black Queen" (chyba, żeby sklonować Fredka kilkanaście razy albo zasunąć kilka ścieżek z playbacku, co dopiero jest dla mnie nie w porządku), ta piosenka miałaby nigdy nie powstać i nie mógłbym jej dziś posłuchać sobie, nawet zawsze w tej samej wersji, to byłoby bez sensu. _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Karolina

Dołączył: 16 Sty 2004 Posty: 1655 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pią Sty 11, 2008 1:44 pm Temat postu: |
|
|
Szczerze mowiac nie mam zielonego pojecia jaka opcje wybrac ...
Queen w studio a Queen na zywo to dwa rozne zespoly.
W studio Queen wykorzystywal owczesne zdobycze techniki na 100 % aby jak najlepiej oddac instrumentami to co chcieli. Dzieki temu posiadamy niesamowicie dobrze wyprodukowane albumy. Zespol urozmaical utwory by pokazac jak muzyka wazna jest w sztuce np. Opera, Races.
W latach osiemdziesiatych sytuacja zmienila sie. Instrumenty zywe zostaly zastapione syntezatorami,ale dzwieki byly z najwyzszej polki, skupiono sie nad efektami, rozmieszczeniem dzwiekow.
Na zywo zespol gral energicznie, z pelnym poswieceniem. Nie kopiowal utworow z plyty, ale nadal im nowego ksztaltu. Pomimo, ze zespol czesto gral wedlug pewnego harmonogramu - czesto te same zdania, zapowiedzi czy powtarzajaca sie setlista .. jednak na tym sie konczy. Kazdy koncert byl bowiem inny, kazdy inny dzwiek wydobywany z instrumentow czy inne podejscie do utwory stwarza, ze mam ciarki.
Za to uwielbiam ten zespol, ze poswiecal sie podczas wszystkich koncertow, a nie odwalali swoje, zgarniali kase i jechali na kolejny kocert by znowu odwalic robote itd ...
I przez to nie mam zielonego pojecia, ktora opcje wybrac. _________________ Crazy Little Thing Called Love - 05/09/09 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Stone Cold

Dołączył: 24 Maj 2006 Posty: 886 Skąd: Gdańsk / Bristol
|
Wysłany: Pią Sty 11, 2008 2:16 pm Temat postu: |
|
|
Rzeczywiście trudno się zdecydować na którąś opcje. Queen na koncertach był rewelacyjny po przez medley, granie nieco ostrzej niż na płytach oraz świetny kontakt Freddiego z publicznością. W studiu równie dobrze sie spisywali mając na uwadze perfekcyjność, szczegółowość i przede wszystkim otwarcie na wszelkie nowinki techniczne. Zresztą idealnym połączeniem jest właśnie wspominany BBC gdzie odbył sie "koncert" w studio. Jedyne czego brakowało mi na koncertach to różnych aranżacji utworów nagranych w studiu dla przykładu podam Hammer to Fall szkoda, że dopiero teraz śpiewa inną wersje Brian z Rodgersem (chętnie posłuchałbym Freddiego z Bri). Kolejnym przykładem jest nieco bluesowa wersja Tie Your Mother Down zarejestrowana na występie Briana dla VH1 (dlaczego tak nie zagrali np w '86...?) Bon Jovi którzy czasami grali Runaway, Living On A Prayer, It's My Life jako wolne kawałki oraz różne wersje akustyczne nieco szybszych utworów (pomijam album TLFR...) mogą również posłużyć za przykład. _________________ And that's the bottom line because Stone Cold Said So!
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
CORAX

Dołączył: 05 Lip 2004 Posty: 3277 Skąd: Coraxstadt
|
Wysłany: Pią Sty 11, 2008 2:23 pm Temat postu: |
|
|
Zaznaczyłem "na żywo", albowiem dzięki temu można ten sam utwór usłyszeć w wielu fantastycznych aranżacjach, niejednokrotnie lepszych od studyjnych oryginałów (vide Somebody to love, Staying power, etc). Chyba większość wykonawców w podobny sposób mógłbym potraktować, są nieliczne wyjątki, które na żywo odstraszają. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
tyna

Dołączył: 30 Gru 2004 Posty: 833 Skąd: krk
|
Wysłany: Sob Sty 12, 2008 2:54 pm Temat postu: |
|
|
studio. ale dlaczego ? zdaje sobie sprawe, ze na zywo queen wypada niesamowicie, koncerty sa dla mnie swietna rozrywka... wydaje mi sie, ze dawno temu, ogladajac budapeszt jako jeden z pierwszych koncertow queen, rozczarowalam sie owczesna forma glosu freddie`go, choc i tak nie jest tam jeszcze najgorsza. moze dlatego ? to prawda, ze na scenie zespol jest prawdziwy, widac dokladnie, co tak naprawde potrafi, jakie sa jego niedociagniecia... i moze wlasnie dlatego wole brzmienie queen schowanego w studio. z wykorzystaniem wszelkich mozliwych efektow, bajerow, zawsze w najwyzszej formie wokalistycznej i instrumentalnej. nie ma pomylek, nie ma niedociagniec, falszow, niechcianych brzmien - jest tylko czysta muzyka w najlepszym jej wydaniu. i to wlasnie traktuje jako punkt odniesienia do tego, co nastepuje pozniej na scenie. choc chce podkreslic, ze to tez mi sie podoba ;) _________________
, 2006
' ... zapamtite : sloboda je pravo na IZBOR - jebati ili biti jeben ' |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 7:48 pm Temat postu: |
|
|
| czarek87 napisał: | | Te trasy nie powiiny ujrzeć światła dziennego. Zespół był w fatalnej formie. Na szczęśćie w studiu pokazali, ze są zespołem genialnym nagrywając The Works i A kind of magic. |
he, he
Co do tras się zgodzę- ale akurat piosenki nagrane w latch 84-86 na koncertach (mimo iż trasy były słabe) prezentowały się LEPIEJ od wersji studyjnych...
Oczywiście IMO  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 7:54 pm Temat postu: |
|
|
| nie popadajmy w skrajności... trasy nie były takie słabe. z przyjemnością oglądam i słucham choćby budapesztu z magic, bardzo lubię koncert z festiwalu w rio. generalnie uważam dźwięk z trasy magic za świetny - wiele utworów nabrało przestrzeni - vide a kind of magic z wembley - znakomite wykonanie:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
black_queen

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 354 Skąd: Nowy Sącz, prawie;)
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 8:29 pm Temat postu: |
|
|
Zgadzam się z Fenderkiem, mimo, że na żywo zespół nie prezentował najwyższej formy to jednak nie posunęłabym się do stwierdzenia, że
| Cytat: | | w studiu pokazali, ze są zespołem genialnym nagrywając The Works |
 _________________ mam plan tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 9:34 pm Temat postu: |
|
|
| black_queen napisał: | Zgadzam się z Fenderkiem, mimo, że na żywo zespół nie prezentował najwyższej formy to jednak nie posunęłabym się do stwierdzenia, że
| Cytat: | | w studiu pokazali, ze są zespołem genialnym nagrywając The Works |
 |
No ale to nie mój cytat- ja tych płyt NIE ZNOSZĘ!  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 9:36 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | z przyjemnością oglądam i słucham choćby budapesztu z magic, bardzo lubię koncert z festiwalu w rio. generalnie uważam dźwięk z trasy magic za świetny - wiele utworów nabrało przestrzeni - vide a kind of magic z wembley - znakomite wykonanie:) |
Hmm... zgoda co do Budapesztu, Rio według mnie stoi jak na nich na żenującym poziomie, o Wembley napisałem już chyba encyklopedię... ale to rzecz gustu oczywiście- MOIM ZDANIEM włąśnie na MAGIC dźwięk był PRZEOKROPNY, gitara Maya nigdy wcześniej i nigdy później nie miałą tak okropnego brzmienia... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
black_queen

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 354 Skąd: Nowy Sącz, prawie;)
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 9:36 pm Temat postu: |
|
|
Wiem, wiem, chodziło mi o kolegę czarka87, troszku źle skonstruowałam zdanie  _________________ mam plan tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 9:37 pm Temat postu: |
|
|
Kolega czarek został zidentyfikowany jako troll i poszedł na śmietnik historii _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
black_queen

Dołączył: 24 Sie 2007 Posty: 354 Skąd: Nowy Sącz, prawie;)
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 9:45 pm Temat postu: |
|
|
Uaaa..to kótko z nami pobył. Niemniej jednak chodziło mi o niego. _________________ mam plan tak szczwany, że można mu doczepić ogon i powiedzieć, że to lis |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PiotreQ

Dołączył: 03 Kwi 2005 Posty: 4957
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 10:13 pm Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | z przyjemnością oglądam i słucham choćby budapesztu z magic, bardzo lubię koncert z festiwalu w rio. |
Ja również przepadam za Rio (nie bijcie mnie!). Kiedyś się zastanawiałem co w tym było takiego wyjątkowego, że do dziś uwielbiam ten koncert. Odpowiedź: sentyment. Kiedy poznawałem Queen, dopadłem kasetę VHS Rare Live i był tam fragment TYMD z Rio i był to mój ulubiony moment całej kompilacji
A jeśli chodzi o pytanie czy w studio czy na scenie, to jest mi ciężko sprecyzować odpowiedź. Występy live pozwalają na poznanie alternatywnych wersji utworów (oryginalny nie jestem hehe). Ale są też takie przypadki, które IMHO przeważają na korzyść Queen w studio, np. Bohemian Rhapsody, a zwłaszcza część rockowa. Gdybym musiał wybierać, zdecydowałbym się na wersję studyjną, co nie oznacza, że wersji live nie trawię  _________________
Vice Maskotka Forum 2007
Vice Człowiek Roku Forum 2008
PiotreQrmx.com - Remixy Queen
QueenBootlegs.com - Bootlegi Queen |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Sebastian pce Gość
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 10:27 pm Temat postu: |
|
|
| Trudno się zdecydować.Queen zarówno w studio jak i na koncertach byli rewelacyjni.Zdecydowałem się zagłosowaźc na opcje w studio.Zawsze wolałem nagrania studyjne.Aczkolwiek najlepsza w tym przypadku byłaby 3 opcja "Lubie w studiu i na żywo". |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnrad

Dołączył: 17 Sty 2007 Posty: 1092 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 10:36 pm Temat postu: |
|
|
Jednak studio, wolę to bardziej złożone, dopracowane brzmienie, za które kocham Queen. A na koncertach? Jeśli skupimy się na samym audio, a nie na machaniu tyłkiem no to... oczywiście, dalej jest rewelacyjnie, czasem ostrzej, ale jak dla mnie słabiej niż na płytach, choc są wyjątki - Smb To Love, Play The Game, Tie Your Mother Down...
Za to Bo Rhap nigdy nie brzmiało tak majestatycznie i magicznie jak na ANATO. _________________ bardzo mało czasu na forum, niestety... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
jagaciarz

Dołączył: 16 Cze 2005 Posty: 670 Skąd: Zgierz
|
Wysłany: Nie Sty 13, 2008 10:58 pm Temat postu: |
|
|
I na zywo i w studio jednakowo wielbię i naprawdę ciężko mi wybrać,ale jeśli już trzeba wybieram mimo wszystko studio.Z dwóch względów-pierwszy niezbyt mądry,matematyczny:wielu utworów na zywo po prostu nie grali .
Drugi już bardziej na serio-większość utworów wolę jednak w wersjach studyjnych,przykładami niech będą choćby One vision(jakos słabo Live wypadał wokal Fredka w tym kawałku), Killer Queen(trochę tracił z tej "międzywojennej magii"), Play the game,A kind of magic,Break free,It's a hard life(też pozbawione magii i wszelkich ozdobników ze
studia).
Oczywiście przykładów w drugą strone też znalazłbym kilka-na czele Somebody to love,ale też Another one,Hammer to fall czy Is this the world,które z przecietnej pioseneczki na Works na koncertach stawało się jednym z bardziej wzruszajacych momentów całości.
Minimalna przewaga studia nie zmienia oczywiście powszechnie znanej prawdy jacy to z chłopaków killerzy byli na koncertach. _________________ That time will come,one day you'll see when we can all be friends |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|