| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Queen bylo ambitne...? |
| Tak- najlepszym przykladem Greatest Hits! |
|
23% |
[ 20 ] |
| Tak, czasami- ale to jest mniej znana strona Krolowej... |
|
65% |
[ 55 ] |
| Nie- najlepszym przykladem Greatest Hits...! |
|
2% |
[ 2 ] |
| Tak, czasami- i te utwory sa najwiekszymi przebojami... |
|
7% |
[ 6 ] |
| Nie mam zdania... |
|
1% |
[ 1 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 84 |
|
| Autor |
Wiadomość |
Gość
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 4:28 pm Temat postu: |
|
|
| bodzio napisał: | W pewien sposób konwencja kiczu, czy nadmierna patetyczność mogą świadczyć o ambicji zespołu, to są po prostu środki wyrazu artstycznego.
|
Taaa, np. zespoły glam rockowe ukazywały nad wyraz swe ambicje  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 4:32 pm Temat postu: |
|
|
| bodzio napisał: | W pewien sposób konwencja kiczu, czy nadmierna patetyczność mogą świadczyć o ambicji zespołu, to są po prostu środki wyrazu artstycznego.
| ]
Tylko wtedy kiedy idzie z tym dystans do samego siebie. Jak na takich płytach jak np. Queen II.
Gdyby był sam patos, pozbawiony jakigokolwiek dysatnsu do samego siebie- to byłby banał...
To, że Queen mogło nagrać cokolwiek- to było właśnie dlatego, że mieli dystans do swojej twórczości... Gdyby przy tym patosie i tej pretensjonalności kreowali się jeszcze na jakichś mesjaszy, zbawców świata- byliby karykaturalnym przerysowaniem, niczym więcej... może i byłoby to ambitne (w dosłownym tego słowa znaczeniu ) ale byłoby to też do bólu nadęte... i pozbawione jakiegokolwiek smaku...
Jest jeden temat który mi chodzi po głowie ale poczekam aż będę miał więcej czasu i... aż się ukaże recenzja AKOM- bo coś z tego tam jest... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
bodzio

Dołączył: 01 Lut 2008 Posty: 14 Skąd: Z daleka
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 4:36 pm Temat postu: |
|
|
No przecież nie mówię o kiczu w wydaniu Ich Troje Chodziło mi raczej o Davida Bowie czy Queen, mimo że posługiwali się czasem tandetą to ich twórczości nie można odmówić ambicji. _________________ - Bo on mnie poniżył!
- A co ci powiedział?
- Zapytał mnie co jest w Płocku... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 5:00 pm Temat postu: |
|
|
to sie z angielska nazywa 'camp' ... nigdy nie wiem jaki jest polski odpowiednik.. w kazdym razie camp to taki swiadomy i zamierzony kicz w granicach zdrowego rozsadku, czyli ciuchy z poczatku kariery, lekka egzaltacja, czarne pazury, blyskotki, futra itd... ale bez przekraczania cienkiej (nie czerwonej) linii... pieknym przykladem jej przekroczenia moglby byc manowar na przyklad hehe ci to pojechali po calosci  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 5:21 pm Temat postu: |
|
|
| Bizzy napisał: | to sie z angielska nazywa 'camp' ... nigdy nie wiem jaki jest polski odpowiednik.. w kazdym razie camp to taki swiadomy i zamierzony kicz w granicach zdrowego rozsadku, czyli ciuchy z poczatku kariery, lekka egzaltacja, czarne pazury, blyskotki, futra itd... ale bez przekraczania cienkiej (nie czerwonej) linii... pieknym przykladem jej przekroczenia moglby byc manowar na przyklad hehe ci to pojechali po calosci  |
CAMP ma też konotacje gejowskie
I też nigdy nie znalazłem polskiego odpowiednika który by to w pełni oddawał
Zgadzam się z tym co mówisz- i według mnie to właśnie dystans do samego siebie pozwala nie przekroczyć tej cienkiej (cholernie cienkiej) linii... a nawet jak sie czasem ją przekroczyć zdarzy- jakoś udaje im się "get away with it"
Manowar- no właśnie, ZERO dystansu do włąsnej "twórczości"... Mam wrażenie, że taki Bowie czy Mercury WIEDZIELI, że to co robią jest kiczowate i mimo to (a właściwie WŁAŚNIE DLATEGO) to robili- to jest ten dystans... W takich Scissor Sisters (też "camp" jak cholera) już mi tego brakuje... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
lemur Moderator

Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 5251 Skąd: z Komitetu Centralnego
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 6:34 pm Temat postu: |
|
|
Ej, ja nie wierzę, żeby Manowar nie mieli żadnego dystansu do swojej twórczości. Nie...oni tego nie mogą robić na serio...takich ludzi nie ma
I niech sobie lewy palec Boga mówi co chce, ja się rozczarowałem, gdy dowiedziałem się, że TSMGO i TATDOOL nie napisał Freddie. Może to dlatego, iż chciałem w nim usilnie widzieć właśnie ambitnego, metafizyczno-egzystencjalnego twórcę? Może słuchając Gabiela, Dylana, Watersa, Springsteena czy Fisha wciąż podskórnie żałuję, że Mercury nie był taki jak oni, że słuchając go nie mam wrażenia, że chce on mi powiedzieć coś naprawdę ważnego?
...
Cholera, żałuję.
Wiedząc jednocześnie, że siła muzyki i legenda postaci Freddiego leżała zupełnie gdzieś indziej w innych sferach...w dawaniu ludziom wspaniałej muzyki, wzruszeń i genialnej rozrywki.
No ale jednak... _________________ Pierwszy Pisarz Forum 2006, 2007, 2009; Podpis Roku 2010
Mój blogasek: http://obserwujacylemur.wordpress.com/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 6:47 pm Temat postu: |
|
|
hmmm ok... moze i faktycznie ci z manowara bawia sie tym dobrze, ale siedziec 30 lat w jednym obrazie to tak troche nuda hehehe a do tego te tytuly i texty
ale przyklady bardziej jednoznaczne.. ich troje oni robia to co robia z pelnym przekonaniem geniuszu tej calej teatralnosci itd i tego, ze to jest takie zajebiste i zapierajace powietrze w cycku... a no i vyjoletta villas... chociaz to nieco inny gatunek, ale rownie komiczny w odbiorze wisualnym
edit: o wlasnie w tv trafilem na przyklad trzeci do kolekcji kiczu ponad miare - "jaka to melodia?"
kiedys to sie dalo ogladac.. teraz to jakas masakra heh jak gala piosenki biesiadnej _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 11:26 pm Temat postu: |
|
|
Robienie kiczu i zdawanie sobie sprawy, że to wygląda jak kicz jest dość odważne, ale już na pierwszy rzut oka można powiedzieć, czy ktoś ma dystans do tego co robi. Freddie był na tyle specyficzny, że rozróżnienia można dokonać bez problemu.
Było w tym coś prowokującego, przykuwającego uwagę. A to wymagało odwagi. I za to go cenię.
Fenderek mądrze prawi z pisaniem tekstu do TSMGO i TATDOOL, ale mi też było trochę żal jak się dowiedziałem, że to nie on był autorem obu tekstów. Kiedyś (jak będę duży, to chcę być jak Fenderek ) pewnie wizja o empatii Rogera i Briana przekierunkuje moje myślenie na inne tory, ale lekkie rozczarowanie jeszcze we mnie tkwi... _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Lut 03, 2008 11:43 pm Temat postu: |
|
|
| le_mmor napisał: | | ja się rozczarowałem, gdy dowiedziałem się, że TSMGO i TATDOOL nie napisał Freddie. Może to dlatego, iż chciałem w nim usilnie widzieć właśnie ambitnego, metafizyczno-egzystencjalnego twórcę? Może słuchając Gabiela, Dylana, Watersa, Springsteena czy Fisha wciąż podskórnie żałuję, że Mercury nie był taki jak oni, że słuchając go nie mam wrażenia, że chce on mi powiedzieć coś naprawdę ważnego? |
Ale nawet gdyby napisał te utwory- to wcale moim zdaniem nie postawiłoby go między takimi autorami (a od siebie dodam jeszcze nazwiska Cave'a czy Cohena).
Ja widzę to tak- osoby przeżywające straszliwe, naprawdę STRASZLIWE dramaty... strasznie często w jakiś sposób dojrzewają... może taka świadomość nieuniknionego daje im pewną perpektywę i są w stanie odróżnić rzeczy naprawdę ważne od pierdół? Z włąsnego doświadczenia widzałem, że najbardziej niepogodzone z losem są zazwyczaj osoby DOOKOŁA- a nie sami cierpiący... Freddie nie użalał się nad sobą- mówimy o człowieku który kilka dni przed śmiercią miał powiedzieć Mary że niczego nie żałuje... U Freddiego gdzieś tę dojrzałość też widać- w głosie (MOTHER LOVE- to łamie serce...), w rzeczach które wtedy pisał (np. A WINTER'S TALE), w jego postawie (nagrywał do końca, podobno do końca żartował i był sobą). Ja osobiście wolę taki obraz niż faceta który rozpamiętuje swoją tragedię, poddaje się i nad sobą użala... Kiedy ktoś z boku pisze o tragedii- spoko, jest napisane z boku, jest to obserwacja, zazwyczaj patrząc z boku trudno się z tragedią pogodzić... Autorzy TATDOOL czy TSMGO tracili coś wielkiego, nie mogli tego do końca zaakceptować- wyrazili to w dwóch tekstach. Freddie... Freddie nawet w obliczu swojej tragedii pozostał sobą i- szczerze- nie chciałbym żeby miało być inaczej; za to Go cenię... Według mnie on się takim WINTER'S TALE cudownie rozliczał ze swoim życiem... popatrzcie na ten tekst- siedzi sobie chory człowiek nad jeziorem w swoim domku, patrzy na śłońce, na chmury, górskie szczyty... Patrzy na nie zupełnie inaczej niż patrzyłbym ja czy szanowny czytelnik tego postu... Wie, że może na nie patrzeć po raz ostatni i chłonie ten widok...
Dreaming- so quiet and peacefull...
Dla mnie to jest bardziej metafizyczno-egzystencjalne niż "o patrzcie jaka ze mnie tragiczna postać, ja umieram- słyszycie?"... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 12:49 pm Temat postu: |
|
|
Ja bym to ujął tak:
Zgadzam się z Fenderkiem racjonalnie.
Zgadzam się z le_mmorem emocjonalnie  _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 3:12 pm Temat postu: |
|
|
A ja zgadzam się z Fenderkiem w całej rozciągłości. Zresztą, nigdy nie wydawało mi się, że TSMGO napisał Freddie. To po prostu nie pasowało mi do jego stylu. Jakoś też wcale nie żałuję, że to nie on jest autorem tekstu, bo właśnie fakt, że na tak specyficzną płytę jak Innuendo Freddie napisał nie patetyczne, podniosłe hymny, tylko dość zaskakujące Delilah i I'm Going Slightly Mad, sprawia, że jest to dla mnie wzruszające. To mnie bardziej przekonuje do tego, że Freddie do końca chciał być sobą - człowiekiem cieszącym się życiem, takimi, wydawałoby się, bzdurkami, jak spędzaniem czasu z ukochanym zwierzakiem, nie użalającym się nad sobą, ale i wciąż błaznem (vide teledysk do I'm Going Slightly Mad), jak zawsze (porównajmy z przecież również jego autorstwa tekstem Let Me Entertain You) żyjącym po to, by bawić, by dawać radość, pełnym autoironii. Czy nie dlatego, żeby nie psuć tego swojegio wizerunku i żeby nie widzieć użalających się nad nim fanów prawie do końca nie przyznał się, że jest chory? Bardziej mnie to przekonuje niż podniosłe deklaracje z Innuendo (wykrzyczane "Oh, yes, we'll keep on trying till the end of time!") czy The Show Must Go On. To są jak gdyby różne punkty widzenia - Freddiego i jego przyjaciół. Składają się one na spójną całość, jaką jest Innuendo, które właśnie dlatego nazwałbym concept albumem (odpowiedź na poruszoną już kwestię na forum, jak wyglądałby concept album w wykonaniu Queen - przecież oni takowy nagrali! Innuendo jest, jak dla mnie lepszym przykładem niż podany na Wikipedii jako sztandarowy "The Doors" The Doors - tylko dlatego, że pierwsza i ostatnia piosenka tegoż tworzą pętlę mającą skłonić do słuchania w kółko; mnie zresztą nigdy nie skłoniła ).
Fenderek podał jeszcze przykład A Winter's Tale. Faktycznie, ta piosenka znów potwierdza, jak Freddie patrzył na swoją śmierć - wciąż potrafił cieszyć się pięknem świata. Słuchając tego kawałka, zawsze przychodzi mi na myśl porównanie do "Pieśni słonecznej" św. Franciszka z Asyżu. Ten czterdziestoletni outsider, wyniszczony swoim trybem życia, prawie ślepy, chory na trąd i malarię, nie mogący już chodzić, nie narzeka na swój los, tylko dziękuje Bogu za to, że może cieszyć się pięknem natury. Wspaniałe! _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 3:14 pm Temat postu: |
|
|
the doors concept albumem? ktos musial niezle przyjarac na tej wikipedii, jak to pisal  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 3:34 pm Temat postu: |
|
|
| Bizzy napisał: | the doors concept albumem? ktos musial niezle przyjarac na tej wikipedii, jak to pisal  |
Dokladnie...
...ja tam conceptu w INNUENDO tez nie widze
ja sie generalnie zastanawiam nad takimi tytulami jak FEAR OF THE BLANK PLANET- bo sa takie nieulotne pod tym wzgledem i jezeli sa conceptami to bardziej w stylu DARK SIDE niz WALL czy OPERATION MINDCRIME... A INNUENDO? Jest ciekawym studium tego, co zespol w tamtym czasie przechodzil; mozna bardzo duzo wywniskowac z tekstow znajac okolicznosci nagrywania... ale concept? Znalazlbym cos laczacego HEADLONG z INNUENDO ale byloby to tak na sile zrobione jak te Doorsy
A z tym Sw. Franiczkiem to niezle, naprawde niezle. I dobre, bardzo celne! (a wszyscy wiedza ze ja do religii i paciorkow to jak do piwa- nie odmawiam)  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 4:31 pm Temat postu: |
|
|
jak dla mnie bardziej concept albumem jest the works... wszystkie kawalki maja ze soba cos wspolnego... sa spieprzone produkcyjnie
a tak powaznie, zadnej plyty queen bym pod concept album nie podlaczyl.. oczywiscie jak sie chce, to wszedzie mozna znalezc jakies wspolne cechy, ale to by chyba przesada byla... konceptem to dla mnie (z plyt ktore dobrze znam) moze byc 7th son maidenow, albo scenes DT, albo plyty riverside... no the wall, ale to inna bajka troche.. i duzo duzo wiecej... ale zdaje sie, ze taki temat juz kiedys byl i chyba to samo juz raz pisalismy w nim  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kevin spacey

Dołączył: 29 Lis 2003 Posty: 147 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 8:44 pm Temat postu: |
|
|
Zapraszam do działu audio:
http://forum.queen.pl/viewtopic.php?t=4083
Ściągnijcie te pliki i wtedy dyskutujcie czy Queen byli ambitni...  _________________ koniec przekazu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 9:08 pm Temat postu: |
|
|
Toć ja zawsze mówiłem, że pod tym względem byli ponad jakimkolwiek zasięgiem za przykłąd podając YOU'RE MY BEST FRIEND...
Ale usłyszeć 24 ścieżki KILLER QUEEN... To jest COŚ! _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kevin spacey

Dołączył: 29 Lis 2003 Posty: 147 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 9:24 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Toć ja zawsze mówiłem, że pod tym względem byli ponad jakimkolwiek zasięgiem za przykłąd podając YOU'RE MY BEST FRIEND... |
Ależ ja nie neguję tych spraw! Ale w tym wypadku zamiast 1 argumentu masz od razu 48  _________________ koniec przekazu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 10:08 pm Temat postu: |
|
|
No ładnie czego się człowiek dowiaduję. Freddie i św. Franciszek ciekawe porównanie i jeszcze klip do A winter's tale. Ogólnie jak człowiek umiera, to już mu jest obojętne, bo jest już prawie tam, a najgorzej mają ci, którzy zostają rodzina, przyjaciele, fani to oni muszą się z tym pogodzić. Może tekst Show must, był dla Briana formą pogodzenia się z nieuniknionym!?
Skoro jesteśmy przy ambitnych moementach w karierze Queen to sięgnę po element zwany klipem i ostatnich chwil Freddie'go przed kamerą:
| Cytat: | | "I'm Going Slightly Mad jeden z najpiękniejszych wizualnie wideoklipów grupy w zabawny sposób ilustruje szalenie dobry utwór. Reżyserzy bawią się tradycją kina niemego, burleski, wodewilu, filmowym ekspresjonizmem oraz obrazem wielkiej małpy (King Konga). Mocno ucharakteryzowany wokalista (pod makijażem ukrywa skutki postępującej choroby) staje się w klipie klaunem i wariatem, ale to na niego pada światło reflektora i tylko, gdy on jest w pobliżu inni (członkowie zespołu) mogą poczuć, a nawet stać na chwile prawdziwymi artystami. Obraz stara się idealnie przełożyć słowa piosenki na kadry obrazu. Wideoklip należy do typu, w którym zespół wykonuje prace aktorską i zanika ich obraz jako muzyków (nie grają na instrumentach). Bohater jest pajacem i showmanem wzorowanym na lordzie Bayronie (w ubiorze), który zatraca się w tym, co robi, a reszta to widzowie nawet, gdy są z nim razem na scenie. Cały obraz, cały utwór jest dla Mercury’ego, dla jego gestów i min, już bez podskoków i innych akrobacji, choć daje wszystko z siebie, na co go jeszcze stać. Ostatni kadr pokazuje błazna, który spiął się na szczyt (kariery), lecz znika scena i zniknie on, pozostanie po nim tylko jego barwna czapka. " |
Czyż taki film nie jest małym ambitnym dziełem na taśmie? _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leniu

Dołączył: 06 Kwi 2004 Posty: 2432 Skąd: Przemyśl / Kraków
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 10:15 pm Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | Ostatni kadr pokazuje błazna, który spiął się na szczyt (kariery), lecz znika scena i zniknie on, pozostanie po nim tylko jego barwna czapka. " |
Nigdy tak na to patrzyłem... Świetne porównanie - i bardzo wzruszające... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 10:17 pm Temat postu: |
|
|
| kevin spacey napisał: | | Fenderek napisał: | | Toć ja zawsze mówiłem, że pod tym względem byli ponad jakimkolwiek zasięgiem za przykłąd podając YOU'RE MY BEST FRIEND... |
Ależ ja nie neguję tych spraw! Ale w tym wypadku zamiast 1 argumentu masz od razu 48  |
48 PIĘKNYCH argumentów...
Wiem, że wśród kolekcjonerów "biega" jeszcze jeden multitrack (o tych nie wiedziałem)- Bicycle Race... nawet wiem kto ma jedną kopię...
...Mike Patton (ex-Faith No More) Serio!  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kevin spacey

Dołączył: 29 Lis 2003 Posty: 147 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 10:51 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | ...Mike Patton (ex-Faith No More) Serio!  |
kurcze, to ciekawe. skąd masz takie informacje?
btw, patton 29.02 występuje w warszawskiej proximie. zastanawiam się czy się nie wybrać. lubię jego wokalne odloty  _________________ koniec przekazu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 10:57 pm Temat postu: |
|
|
Kiedyś był taki koleś na QZ, Man_On_The_Prowl (chyba tak pisane)- nie widziałem go od wieków. Mówił mi o różnych rzeczach i chaił sprzedawać. Z początku go zignorowałem (a bo to mało ludzi twierdzi że ma coś naprawdę fajnego dla zdobycia uwagi?)- aż mi puścił przez telefon fragmencik demo DREAMER'S BALL zaśpiewanego przez Briana. Podobno miał jakieś chody m.in. u Richardsa... Chciał za jeden utwór 500 euro... taa...
Inne źródło- słyszałem jak sam Patton o tym mówił w wywiadzie, za skarby nie mogę sobie przypomnieć gdzie to było- chyba magazyn Q (spróbuję odkopać).
A że obaj mówili o tym samym multitracku (Patton w 2005, tamta rozmowa była w... 2001?)- to chyba coś jest na rzeczy... _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kevin spacey

Dołączył: 29 Lis 2003 Posty: 147 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 11:03 pm Temat postu: |
|
|
z Queenzone'owego wątku nt. multitracka KQ wynika, że ten ostatni jest już dostępny od dłuższego czasu. Ktoś nawet wrzucił linka do aukcji na eBay-u, na której można było kupić CD-R z multitrackiem. stąd wnioskuję, że pliki, które od wczoraj są dostępne na Queenzone, nie są jakimś ogromnie zaskakującym objawieniem dla kolekcjonerów. dlatego data 2001 wcale mnie nie dziwi... _________________ koniec przekazu |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 11:18 pm Temat postu: |
|
|
Bob (Sir GH) wspominał, że KQ właśnie było udostępnione studentom Berkeley College (tam się spotkali panowie z Dream Theater ) do jakiegoś projektu... ktoś sobie skopiował  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Pon Lut 04, 2008 11:28 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | ktoś sobie skopiował  |
i wiemy juz dlaczego wiecej takie rzeczy nie wyciekna  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Nie Kwi 13, 2008 1:01 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: |
Czy ja wiem? Dla mnie efekt byłby spłaszczony, gdyby autorem był właśnie Freddie... Zbyt dramatyczne i zbyt patetyczne by to było jak na mój gust. A tak- mamy głos kogoś z boku, przyjaciela, który widzi co się dzieje... I dzięki temu naprawdę prawdziwy dramat...
Sorry- ja po prostu jak widzę osoby krzyczące wszem i wobec jaki to przeżywają dramat- żenuje mnie to... "o, patrzcie umieram, jak wy sobie beze mnie poradzicie? idźcie, idźcie dalej- przedstawienie musi trwać, nie będzie mnie, o rany- ja umieram, straszne, ojdanadana..." Tak bym to widział, gdyby to napisał Freddie.
A że napisał to Brian- wydaje mi się cholernie szczere i uczciwe.
Freddie napisał coś dużo bardziej łąmącego serce...
Taki utwór o ulubionym kocie. "You make me smile when I'm just about to cry"- to napisał umierający facet. Facet liczący dni, tygodnie do końca życia pisze utwór o czymś, co bardzo kocha. Nie musi dodawać "o rany- jaki dramat, ja umieram, żałujcie mnie..."...
Tak samo OK jest kiedy taki tekst jak THESE ARE THE DAYS wychodzi od Rogera. Jest bezpretensjonalny... i dzięki temu naprawdę działa... |
Z przykrością muszę stwierdzić, że w 100% się z Tobą zgadzam. Emocje być powinny, ale subtelne, bo inaczej nie są wiarygodne, są na pokaz. Emocje w muzyce nie mogą nas nachalnie naparzać po pysku, bo to oznacza, że pod warstwą tej egzaltacji kryje się pustka. Najpiękniejsze emocje są te nieoczywiste, te, które odkrywamy, subtelne. Przykładem muzyki emocjonalnej w sposób skrajnie NIEsubtelny jest polski kompozytor Piotr Rubik  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Kwi 13, 2008 1:31 am Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: |
Z przykrością muszę stwierdzić, że w 100% się z Tobą zgadzam. |
To aż takie straszne?  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Kwi 13, 2008 2:03 am Temat postu: |
|
|
biorac pod uwage ostatnia dyskusje na linii ja, ty vs. hamburger, obawiam sie, ze tak  _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Nie Kwi 13, 2008 10:32 am Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: |
Z przykrością muszę stwierdzić, że w 100% się z Tobą zgadzam. |
To aż takie straszne?  |
No a co myślałeś?  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|