| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Queen bylo ambitne...? |
| Tak- najlepszym przykladem Greatest Hits! |
|
23% |
[ 20 ] |
| Tak, czasami- ale to jest mniej znana strona Krolowej... |
|
65% |
[ 55 ] |
| Nie- najlepszym przykladem Greatest Hits...! |
|
2% |
[ 2 ] |
| Tak, czasami- i te utwory sa najwiekszymi przebojami... |
|
7% |
[ 6 ] |
| Nie mam zdania... |
|
1% |
[ 1 ] |
|
| Wszystkich Głosów : 84 |
|
| Autor |
Wiadomość |
KonradWallenrod
Dołączył: 09 Lis 2004 Posty: 159 Skąd: Warszawa/Radom
|
Wysłany: Czw Gru 20, 2007 9:10 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: |
Dobra, cały ten wątek playbackowy wynika z tego, że krs stwierdził, iż skoro Plant sobie raz nie poradził z 'Innuendo', to znaczy, że jest 1000 razy gorszym wokalistą od Mercury'ego i mu do pięt nie dorasta |
Doprawdy ? Ja nie zauważylem nic takiego. krs odniósl się tylko do tamtego konkretnego wykonania Innuendo.
| hamburger napisał: |
| Wallenrod napisał: | | Ciekaw jestem , skąd wziales taką informacje, bo ja nigdy o czyms takim nie slyszlalem. Pewnie z powietrza... |
Gdybyś przeczytał chociaż post Bizzy'ego, to byś wiedział, że nie z powietrza. Gratuluję orientacji.
|
Dobrze, więc pokaz mi gdzie Bizzy pisze, ze Fred spiewal po 86 roku zazwyczaj z playbacku DLATEGO, ze mial problemy z gardlem ? (zdanie napisales tak, ze przypisales temu formę powtarzającej sie reguly)
O czym my mowimy, skoro po 1986 roku wystapil juz tylko 2 czy3 razy, bedac juz powaznie chorym ( i daltego spiewal z playbacku) .....
Czytam posty zanim cos napisze. Ja takze gratuluję Tobie orientacji  _________________ carpe diem |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Czw Gru 20, 2007 9:49 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: |
| Fenderek napisał: | | krs- ja już dałem sobie spokój z dyskusją w momencie kiedy hamburger stwierdził, że melodia FLICK OF THE WRIST jest banalna |
Ha, pudło i reprymenda od przedszkolanki za nieczytanie ze zrozumieniem Na razie czytaj sylaba po sylabie, bo jak szarżujesz z czytaniem całych wyrazów, to dzieje się to, co się dzieje Napisałem, że zwrotka w Flick Of The Wrist ma prostą melodię. Ma. 'Dislocate your spine if you don't sign he says I'll have you seeing double' - nie powiesz mi, że melodia we zwrotce jest skomplikowana. Przytoczone przeze mnie wersy, to coś w stylu 'hopsasasa'. O refrenie w moim poście nie pisałem, prostotę odniosłem tylko do zwrotki. |
to czego ty czlowieku chcesz? zeby kazda nuta w zwrotce byla z zupelnie innej bajki i zeby 10 razy na wers tekstu lamali rytm?
| hamburger napisał: |
| Fenderek napisał: | | i kiedy stwierdził, że każdy mógł sobie wymyśleć połączenie rocka z operą i że on sam mógłby usiąść i wypisać kilka takich połączeń... Ręce mi opadły... |
Samo połączenie nie jest żadnym pomysłem! A ktoś napisał, że jest, nie wydaje mi się jednak, że pomysł zlepienia dwóch gatunków może się pojawić jedynie w głowie największego geniusza muzyki.
|
na poczatku lat 70tych takie polaczenie BYLO pomyslem
co do spiewania z playbacku po 86 roku - freddie wystapil publicznie bodajze 3 razy pod koniec lat 80tych - raz podczas musicalu 'time' (spiewal na zywo) i 2 razy z montserrat na imprezach promujacych igrzyska w barcelonie (na jednej z nich lub na obu montserrat spiewala na zywo, freddie byl puszczony z playbacku bo mial powazne klopoty z gardlem - przypominam, ze byl wtedy smiertelnie chorym czlowiekiem) _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KonradWallenrod
Dołączył: 09 Lis 2004 Posty: 159 Skąd: Warszawa/Radom
|
Wysłany: Czw Gru 20, 2007 10:02 pm Temat postu: |
|
|
Bizzy, ja wiem o tym wszystkim o czym piszesz. Chodzi mi caly czas tylko o to, ze hamburger napisal o playbacku w zupelnym oderwaniu od choroby Mercurego . Byl powaznie chory -> mial problemy z gardlem i ogolnie ze zdrowiem, co nie jest dziwne, ale przykre. _________________ carpe diem |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Czw Gru 20, 2007 10:08 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: |
Ha, pudło i reprymenda od przedszkolanki za nieczytanie ze zrozumieniem Na razie czytaj sylaba po sylabie, bo jak szarżujesz z czytaniem całych wyrazów, to dzieje się to, co się dzieje Napisałem, że zwrotka w Flick Of The Wrist ma prostą melodię. Ma. 'Dislocate your spine if you don't sign he says I'll have you seeing double' - nie powiesz mi, że melodia we zwrotce jest skomplikowana. Przytoczone przeze mnie wersy, to coś w stylu 'hopsasasa'. O refrenie w moim poście nie pisałem, prostotę odniosłem tylko do zwrotki.
|
Czytam ze zrozumieniem, pisałem ogólnikowo bo inaczej mi się już nie chce.
Refren właśnie generalnie jest dość banalny i to właśnie on bardziej idzie "hopsasa", bardzo jest łatwy, lekki i przyjemny. Zwrotka to rzeczywiście jest kilka nut, ale... JAKICH NUT! Jest to bardzo NIETYPOWA skala (w odróżnieniu od tej użytej w refrenie), ale... z Tobą naprawdę nie ma sensu dyskutować... Wiem od samego początku, że mówisz o zwrotce i właśnie dlatego uważam, że dyskusja z Tobą jest bezcelowa.
PYTANIE:
Co wiesz o teorii muzycznej? Znasz nuty? Grasz na jakimś instrumencie poza 3-4 akordami? Znasz muzyczny biznes choć trochę od środka (np. jak to naprawdę wygląda w studio)? Wypowiadasz się bardzo autorytatywnie na wiele wątków a ja BARDZO chciałbym wiedzieć jakie są podstawy takich a nie innych sądów. Proszę o DOWÓD na to, że zwrotka FLICK... to zwykła skala (wiesz co to jest skala, no nie?), banalna i prostacka. Bo na razie, to słyszę tylko,że Tobie się tak wydaje i już. Poparte jest to absolutnie NICZYM. Dlatego dyskusję uważam za jałową- bo takim gadaniem (bo ja tak uważam i koniec) na pewno do niczego mnie nie przekonasz. A szkoda- bo ja lubię być w inteligentny sposób przekonywany do rzeczy, do których przekonany nie jestem...
Chcesz banalnych skal? Posłuchaj NOVEMBER RAIN... Albo 90% tego, co nagrało Aerosmith... Bo w czym jak w czym (i to jest właśnie największy dowód na to, że nie bardzo wiesz o czym mówisz) ale w używaniu nietypowych skal, zagrywek i harmonii Queen byli dobrzy. Posłuchaj YOU'RE MY BEST FRIEND. Banał, nie? ALE- chórki w tym utworze to istny majstersztyk, nagraniowy geniusz, rzecz, którą każdy przyszły producent muzyczny przerabia jako lekturę obowiązkową. To samo z FLICK OF THE WRIST- jest to bardzo nietypowa skala, zwłaszcza w muzyce rozrywkowej, nie tylko rockowej... KAŻDY, kto choć cokolwiek wie o muzycznej teorii przyzna mi tutaj rację- FOTW to bardzo skomplikowana strukturalnie kompozycja. Bo jest. Koniec kropka. (specjalnie używam Twojego języka, będzie Ci łatwiej zrozumieć ). TAKŻE jej zwrotka. To nie jest skala która sama wychodzi spod palców czy to na pianinie czy to gitarze, to nie jest skala, która jest strasznie łatwa i z tych, na które każdy muzyk mógłby wpaść... Ale Ty tego nie tyle nie zrozumiesz, co NIE ZECHCESZ zrozumieć... Więc... po co ja się produkuję...? Może po cichu liczę, że ktoś z boku, z jakimiś argumentami dołączy do dyskusji?
| Fenderek wcześniej, nie doczekawszy się odpowiedzi napisał: |
Panowie z Dream Theater (zespol prog metalowy) spotkali sie w Berkeley Colege, jednej z najbardziej renomowanych uczelni muzycznych na swiecie.
Przykladow moglbym podac wiecej.
Yes...? Genesis...? Emerson, Lake & Palmer? King Crimson?
Znasz te zespoly, czy tylko twierdzisz ze rock jest tylko dla mas i przez to nieambitny na podstawie znajomosci takich zespolow jak Aerosmith czy van Halen...? Rubik znma teorie muzyczna- amitne? Robert Fripp chcial zarabiac na nastolatkach? Roger Waters adresowal THE WALL do piszczacych fanek w wieku lat15-18?
CLOSE TO TEH EDGE, ktore trwa ponad 20 minut- w ktorym momencie jest ubanalnione?
A CHANGE OF SEASONS- gdzie jest to usrednienie, gdzie jest ten syndrom latwizny w muzyce rockowej?
Starless? Supper's Ready?
Twiedzac, ze muzyka rockwa jest z zalozenia komercyjna udowadniasz, ze malo znasz zespolow z bardzo szerokiego gatunku jakim jest muzyka rockowa...
|
Ciekawe że nie odpowiadasz na wszystkie argumenty, zwłaszcza na te, które udowadniają, że choć trochę mógłbyś się mylić w swoich osądach i opiniach...
| hamburger napisał: |
Mówię tylko, iż nie jest czymś przerażająco ambitnym, bo pomęczyć się trochę w studiu, robiąc dziesiątki podejść i ponakładać sto razy głosy na taśmę umiałoby wiele zespołów, a już na pewno umiałyby te najlepsze.
|
Tutaj właśnie udowadniasz, że nie bardzo wiesz o czym mówisz.
Jasne, wielu by potrafiło nagrać furę nakładek itd. Niewielu byłoby w stanie podać to w przystępnej formie. Wytłumacz mi też, jakim cudem zespół nagrał kamerę pogłosową w czasach, kiedy... taka nie istniała! Mówię o BRIGHTON ROCK solo ale też o środkowym fragmencie PROPHET'S SONG. Nie było komputerów, nie było można zapętlić czegoś z kilkusekundowym opóźnieniem. powiedz mi- jak oni to zrobili? Ja wiem. Ty wiesz? Dowiedz się- ja Ci tylko powiem, że to właśnie moim zdaniem dowodzi ich ambicji, że w czasach kiedy nie wystarczyło nacisnąć kilku guzików (jak teraz) oni potrafili na 16-ścieżkowej maszynie nagrać ponad 20 ścieżek. Niemożliwe? A jednak... I akurat męczenie się w studio, PRÓBOWANIE wyjścia poza ramy studia, poza możliwości techniczne studia, próba przekazania swojej wizji mimo technicznych ograniczeń- powiedziałbym, ze WŁAŚNIE TO jest przejawem jakiejś tam ambicji...
Aha- NAJLEPSZE zespoły Twoim zdaniem, oczywiście? I nie- nie umiałyby. Żeby nagrać sto głosów na taśmie i poukładać je w SKŁADNĄ całość potrzebna jest niesamowita wiedza muzyczna- techniczna (producent) i teoretyczna. Posłuchaj sobie uważnie tych stu głosów w BoRhap- kiedy nagrywa się taką partię, niektóre głosy MUSZĄ śpiewać... fałszując niejako- w innej, wydawałoby się, kompletnie nie pasującej do całości tonacji- dopiero po złożeniu tych 3 czy 4 głosów, każdy śpiewający niby inaczej okazuje się, że one brzmią bosko razem. Do tego jednak trzeba mieć niesamowitą wiedzę muzyczną, i przede wszystkim WIZJĘ. Ciekawe jak to jest, że ci najlepsi których tak wspominasz wychwalają Queen pod niebiosa i właśnie za to, czego dokonali w studio, dokonując nieraz rewolucji jeśli chodzi o sposoby nagrywania muzyki? Może... może oni mają pojęcie o czym mówią...?
Podoba mi się Twoje nawiązanie do przedszkola. Rzeczywiście, dyskusja z Tobą i Twój sposób argumentacji właśnie przedszkole mi przypominają. Zresztą- ja wyjdę z przedszkola, zaś Ty obiecaj skończyć choć jedną lekcję teorii muzycznej. Wtedy o niej możemy podyskutować. Ja się nauczę czytać ze zrozumieniem, a ty hamburger dowiesz się czegokolwiek o tym, o czym tak bez sensu od kilku stron gadasz...
EOT, wrócę jak będą argumenty. PRAWDZIWE argumenty...
ps
Mam numer Classic Rocka w którym Mike Portnoy (Dream Theater) wybrał swój ulubiony utwór Queen. Była to trójca... "Tenement Funster" / Flick Of The Wrist" / "Lily Of The Valley". Napisał, że według niego jest to jeda z najwspanialszych suit akie słyszał w muzyce rockowej, że te utwory to cos niebywałego... Heh... myślę, że absolwent Berkeley College bardziej wie co mówi od jakiegoś hamburgera (przy całym szacunku) _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pią Gru 21, 2007 1:00 pm Temat postu: |
|
|
skoro słowa caballe i jej zachwyt nad głosem freddiego hamburgera nie przekonały, nie zrobi tego też portnoy:) niestety, hamburger jest uodporniony na argumenty z każdej strony. james labrie co chwila oddaje hołd freddiemu i queen jako całości, ale któż to jest labrie przy tylerze z aerosmith haha:)
tak, to co mówił brian o sposobie nagrywania a night rzeczywiście jest fantastyczne. patent z mikrofonem w puszce genialny:) zeppelini by uzyskać głębokie bębny musieli wystawić perkusję wraz z bonzem na korytarz. były czasy gdy wykonawca musiał umieć grać, wokalista śpiewać a producent kombinować:)
klawiszowiec dream theater w wywiadzie dla 'teraz rocka' cudnie scharakteryzował muzykę progresywną - otóż progresywne granie to nie naśladowanie np. genesis z lat 70-tych, tylko poszukiwanie i ciągły rozwój. i tak właśnie widzę i zawsze widziałem queen - zespół poszukujący, walczący o brzmienie, mający szerokie horyzonty w myśleniu i muzyce. to jest pewna skala ambitności, a nie usiłowanie zagrania czegoś 15 razy szybciej i dłużej, bo to trudne. nie, to głupie. pozdrawiam:) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Sob Gru 22, 2007 2:21 am Temat postu: |
|
|
| krs napisał: | | patent z mikrofonem w puszce genialny:) |
heh, prawda, genialny  _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Sob Gru 22, 2007 12:30 pm Temat postu: |
|
|
Przez takie patenty kocham starą muzykę kiedy nie było komputerów, sampli i Protoola Zastanawiam się nieraz jak oni to nagrali. A chyba magię zaczął Hendrix ze stereo! Tak dziś tego nie doceniamy, ale kiedyś stereo to było coś!
Ja podziwiam Queen zapuszczam sobie stary winyl jakiejś polskiej kapeli z lat80, a potem Hot Space i jakoś dźwięku jest porażająca, dynamika, produkcja i wykorzystanie przestrzeni w takim głupim (dla niektórych) Hot Space.
A kto nie docenia możliwości Queen w Nocy w Operze niech poszuka i puści sobie ten album w wersji 5.1!!!!!!!!!! Wciska w ziemię! Ja się nie dziwię, że to jeden z najdroższych albumów jaki został wydany. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Misiu

Dołączył: 21 Sty 2005 Posty: 3580 Skąd: Rybnik
|
Wysłany: Sob Gru 22, 2007 5:10 pm Temat postu: |
|
|
Daga, z całym szacunkiem oczywiście - Hot Space i przestrzeń? Gdzie, poza tytułem?  _________________ Whatever happened to playing a hunch? The element of surprise, random acts of unpredictability? If we fail to anticipate the unforseen or expect the unexpected in a universe of infinite possibilities, we may find ourselves at the mercy of anyone or anything that cannot be programmed, categorized or easily referenced.
Moje zdjęcie |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 8:16 pm Temat postu: |
|
|
Nieźle mi się oberwało, ale muszę przyznać, że trochę się przesadnie uparłem, macie rację.
1. Z tym pianinem się wygłupiłem, palnąłem głupotę i przepraszam wszystkich inteligentnych ludzi, którzy musieli to czytać. W argumentacji pozwoliłem sobie przekroczyć granicę swoich kompetencji i wyszło jak wyszło. Mogłem znaleźć porównanie lepsze niż do 'november rain'. Co do wyrażonej przez krs opinii, że Freddie Mercury jest świetnym pianistą - dla mnie świetni są pianiści jazzowi (choćby Leszek Możdżer) i wykonawcy muzyki klasycznej. To są prawdziwi wirtuozi. Nie przeczę, że Freddie jest pianistą dobrym, ale słowo 'świetny' powinno odnosić się raczej do reprezentantów najbardziej profesjonalnej muzyki. To, że więcej brawury i wirtuozerii jest w utworach jazzowych niż w muzyce Queen, akurat słychać. Słowo 'świetny' jest zarezerwowane dla najlepszej grupy - a tak się składa, że większość jej reprezentantów gra jazz i muzykę poważną. O ile The March Of The Black Queen jest jedną z perełek, jest też sporo takich kawałków, jak 'Teo Torriatte', które chyba w kwestii pianina do górnolotnych nie należy.
2. Kompozycja Flick Of The Wrist. Powiedziałeś: 'kilka dźwięków, ale JAKICH'. Myślę, że liczba dźwięków ma jednak pewne znaczenie w kwestii ambitności kompozycji. Bo gdyby np. refren miał tylko dwa dźwięki, to bez względu na to, jak oryginalna byłaby ich kompilacja, melodia nie byłaby ambitna. Im więcej dźwięków, tym kompozycja jest bardziej skompikowana i ambitniejsza, bo tym lepszy łeb trzeba mieć, aby ją poukładać w taki sposób, by dobrze brzmiała. Jakkolwiek drastycznie to zabrzmi (i zapewne wywoła wasz zdecydowany sprzeciw), obawiam się, że melodię Flick Of The Wrist dałoby się skomponować bez znajomości nut i w ogóle teorii muzyki. Natomiast nie dałoby się w ten sposób utworzyć ani jednego utworu z muzyki symfonicznej, w której występuje idealna harmonia, a nawet te wpadające w ucho motywy są bardzo rozbudowane i niedosięgnione dla amatorskich kompozytorów. Zresztą, piosenki bez znajomości teorii kompozycji komponowali Beatlesi. A różnica między kompozycjami Beatlesów i Queen jest na pewno znacznie mniejsza niż różnica między kompozycjami Queen, a muzyką klasyczną.
3. Wokal Mercury'ego. Caballe - przyjaciółka Freddie'go, co miała mówić. Roger Taylor - co miał mówić. Zresztą, oni w zespole wszyscy się wzajemnie wychwalali. May powiedział, że gdy pierwszy raz widział, jak Taylor gra, stwierdził, że jest najlepszym perkusistą na świecie. Taylor chwalił ogromnie skalę głosu Freddie'go (choć wydaje mi się, że sam miał nie małą - nie wiem, jak było z niskimi dźwiękami, ale wysokie wychodziły mu fantastycznie). Brian z kolei stwierdził, że Freddie jest fenomenalnym pianistą. Jakby swoje opinie budować na opiniach członków zespołu Queen, to by wyszło, że są tam sami najlepsi muzycy świata. A dla mnie wokal live jest bardzo ważny, bo to wtedy słyszę, jak ktoś sobie radzi, gdy ma zaśpiewać piosenkę całą od A do Z, bez żadnych powtórzeń i kilkakrotnego przymierzania się do kolejnych fragmentów utworu. Bardzo ciężko jest porównywać do siebie wokalistów różnych zespołów, łatwiej by było, gdyby śpiewali te same piosenki. Ale prawda jest taka, że Dickinson, Tyler czy nawet obrzydliwie chrypiący na koncertach Rose - oni na wielu koncertach wyśpiewywali wszystkie najwyższe i najniższe nuty. Mercury niestety nie. I nawet w 'somebody to love' da się znaleźć kilka momentów, w których Freddie obniża, bo w oryginale jest tam bardzo wysoko. Ot, choćby ostatnie słowo drugiej zwrotki (przed pierwszym refrenem) - w studiu Freddie tak pięknie w pewnej chwili podnosi to 'o' w tym wydłużonym słowie 'love'. Ktoś mi znowu zarzuci, iż po raz kolejny marudzę, że coś zostało zaśpiewane inaczej niż na płycie. Nie mam nic przeciwko takim zmianom, tylko czemu ich obiektami tych zmian zawsze są najwyższe dźwięki? A może ja mam ochotę przy słuchaniu koncertu delektować się popisem wokalnym Freddie'go, który będzie doskonale odtwarzał te najtrudniejsze momenty? Inne sobie może zmieniać, ja po prostu lubię być spokojny o to, że mój ulubiony wokalista umie na żywo zaśpiewać te najbardziej popisowe rzeczy  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 8:51 pm Temat postu: |
|
|
Na wstępie- jako że Święta- przeprosiny za zbyt ostry język parę postów wyżej; niekoniecznie było to potrzebne
| hamburger napisał: | | dla mnie świetni są pianiści jazzowi (choćby Leszek Możdżer) i wykonawcy muzyki klasycznej. To są prawdziwi wirtuozi. Nie przeczę, że Freddie jest pianistą dobrym, ale słowo 'świetny' powinno odnosić się raczej do reprezentantów najbardziej profesjonalnej muzyki. To, że więcej brawury i wirtuozerii jest w utworach jazzowych niż w muzyce Queen, akurat słychać. Słowo 'świetny' jest zarezerwowane dla najlepszej grupy - a tak się składa, że większość jej reprezentantów gra jazz i muzykę poważną. |
Większość- lecz nie wszyscy. Ale zgoda- Freddiemu daleko do największych wirtuozów. Zgoda. Ale to nie znaczy, że jest średni albo przeciętny!
| hamburger napisał: | | O ile The March Of The Black Queen jest jedną z perełek, jest też sporo takich kawałków, jak 'Teo Torriatte', które chyba w kwestii pianina do górnolotnych nie należy. |
Będę się czepiał, a co Świetny argument, gdyby nie jeden fakt. Akurat na TEO TORRIATTE (rzeczywiście niezbyt górnolotne) na fortepianie (masz, lemmor ) gra... Brian
| hamburger napisał: |
Myślę, że liczba dźwięków ma jednak pewne znaczenie w kwestii ambitności kompozycji. Bo gdyby np. refren miał tylko dwa dźwięki, to bez względu na to, jak oryginalna byłaby ich kompilacja, melodia nie byłaby ambitna. Im więcej dźwięków, tym kompozycja jest bardziej skomplikowana i ambitniejsza, bo tym lepszy łeb trzeba mieć, aby ją poukładać w taki sposób, by dobrze brzmiała. |
A- właśnie; bo sama ilość dźwięków nie daje nic- szybki gitarzysta weźmie gitarę do ręki, napitoli milion dźwięków na sekundę i... ambicja? Prędzej cyrk... Więc bez ułożenia tych nut w składną całość o ambicji też nie możemy mówić. A to ułożenie- to już skala... I te nuty można poukładać (choćby ich było 3267 w ciągu minuty) po najprostszych skalach- i będzie to brzmiało ładnie i składnie, ale... uwierz mi, wielkiego łba do tego nie trzeba by mieć ani nie byłoby to ambitne... Ale możesz użyć do 10 dźwięków jakiejś dziwnej, nietypowej dla danej kultury czy danego stylu muzycznego skali- i to dla mnie jest muzyczny łeb! Kiedy z oczywistych dźwięków tworzy się nieoczywista dla danego gatunku muzycznego jakość.
| hamburger napisał: | | obawiam się, że melodię Flick Of The Wrist dałoby się skomponować bez znajomości nut i w ogóle teorii muzyki. Natomiast nie dałoby się w ten sposób utworzyć ani jednego utworu z muzyki symfonicznej, w której występuje idealna harmonia, a nawet te wpadające w ucho motywy są bardzo rozbudowane i niedosięgnione dla amatorskich kompozytorów |
Każdą melodię można zanucić z głowy bez znajomości teorii- melodie symfonii to też nic innego jak skale, melodia to melodia- każdą! może wymyśleć laik. Co innego ją zapisać a jeszcze większy problem- zaaranżować… Ale Ty przecież mówisz o napisaniu… Weź “Sonatę księżycową” Beethovena (jedna z moich ulubionych melodii wszech czasó)- to nie jest super trudna rzecz, tam nie ma miliona nut…
| hamburger napisał: | | Zresztą, piosenki bez znajomości teorii kompozycji komponowali Beatlesi. A różnica między kompozycjami Beatlesów i Queen jest na pewno znacznie mniejsza niż różnica między kompozycjami Queen, a muzyką klasyczną. |
Zgoda, że JEST różńica między muzyką klasyczną a Queen ale ta dyskusja przypomina mi rozmowę o samochodach między kierowcą Tira I kierowcą Ferrari- jeden będzie twierdził, że jego samochód jest szybszy więc lepszy, drugi stwierdzi, że niech sobie w takim razie ten z Ferrari sam zrobi przeprowadzkę… Dwa różne światy!!!
| hamburger napisał: | | 3. Wokal Mercury'ego. Caballe - przyjaciółka Freddie'go, co miała mówić. Roger Taylor - co miał mówić. Zresztą, oni w zespole wszyscy się wzajemnie wychwalali. May powiedział, że gdy pierwszy raz widział, jak Taylor gra, stwierdził, że jest najlepszym perkusistą na świecie. Taylor chwalił ogromnie skalę głosu Freddie'go (choć wydaje mi się, że sam miał nie małą - nie wiem, jak było z niskimi dźwiękami, ale wysokie wychodziły mu fantastycznie). Brian z kolei stwierdził, że Freddie jest fenomenalnym pianistą. Jakby swoje opinie budować na opiniach członków zespołu Queen, to by wyszło, że są tam sami najlepsi muzycy świata. |
Poniekąd zgoda- niezbyt obiektywne źródło opinii. Ale wspominasz Dickinsona… Mam gdzieś jego wychwalającego wokal Freda pod niebiosa… Więc? Znajdź mi zresztą wywiad z jakimkolwiek uznanym wokalistą rockowym (zresztą- nie musi być rockowy) w którym ten KRYTYKUJE głos Freddiego. _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Bizon

Dołączył: 24 Sty 2004 Posty: 13394 Skąd: Radomsko/Łódź
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 9:21 pm Temat postu: |
|
|
a ja sie przyczepie do fragmentu o wokalach koncertowych axla... i pisze to jako fan gunsow od tak dawna, jak queen... mam kilkadziesiat koncertow gn'r... takiego sweet child o'mine axl na zywo nie wykonal dobrze wokalnie ANI RAZU darl ryja jak glupi, w dodatku malo czysto.. a najlepszym przykladem czestej kiepskiej formy wokalnej axla jest niestety jedyny oficjalnie wydany koncert na dvd - tokyo 92.. axl chrypi tam i rzezi gorzej niz felicjan andrzejczak... w takim so fine, to duff ratuje sprawe swoim wokalem (niezbyt przeciez dobrym glosem)...
jaki to ma zwiazek z tematem? podlaes przyklad 3 wokalistow, ktorzy na zywo nie zawodzili i spiewali tak dobrze, jak na plytach... w tym i poprzednich postach obalilem te doskonalosc kazdego z nich powtorze wiec po raz ostatni: NIE MA wokalisty rockowego, ktory by spiewal na kazdym koncercie porywajaco i bezblednie i wyciagal zawsze to, co na plycie (no chyba, ze na plycie mial niezbyt wymagajace wokale... zdarza sie i tak...) ... tak jak pisalem.. tyler w latach 80tych ledwo trzymal sie na nogach i darl sie , a nie spiewal, w dodatku padal nieprzytomny i niemal umarl na scenie.. dickinson nigdy na zywo nie wyciagnal koncowki aces high lub ancient mariner, a zaraz przed odejsciem ledwo usta otwieral na koncertach, bo mu sie nie chcialo, o axlu pisalem przed chwila, plant pod koniec lat 70tych bardzo czesto spiewal mizernie na koncertach, joe elliott z def leppard w latach 80tych na zywo wyciagal wlasciwie wszystko to, co na plytach, a byly to bardzo wymagajace partie wokalne... efekt? od 93 roku wlasciwie nie ma glosu... w tej chwili jabym zaspiewal kawalki def leppard blize jwysokosci oryginalu, niz on.. calosc ratuja jak zwykle zajebiste chorki w DL... bach ze skid row wyciagal czasami nieziemskie wysokosci na zywo w latach 91-93... teraz, mimo ze wciaz moze spiewac w miare wysoko, to juz nie te nglos co kiedys... slyszalem gona zywo... chocby nie wiem jak sie staral to i remember you nie wyciagnie na zywo tak jak 15 lat temu... takich przykladow rockowych wokalistow z duza skala glosu moglbym podac jeszcze mnostwo... _________________
if you don't like oral sex, keep your mouth shut...
http://issuu.com/rockaxxess/docs/rock_axxess_15-16 - nowy numer ROCK AXXESS
you never had it so good, the yoghurt pushers are here |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Nie Gru 23, 2007 9:44 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | dla mnie świetni są pianiści jazzowi (choćby Leszek Możdżer) i wykonawcy muzyki klasycznej. To są prawdziwi wirtuozi. Nie przeczę, że Freddie jest pianistą dobrym, ale słowo 'świetny' powinno odnosić się raczej do reprezentantów najbardziej profesjonalnej muzyki. To, że więcej brawury i wirtuozerii jest w utworach jazzowych niż w muzyce Queen, akurat słychać. Słowo 'świetny' jest zarezerwowane dla najlepszej grupy - a tak się składa, że większość jej reprezentantów gra jazz i muzykę poważną. |
Większość- lecz nie wszyscy. Ale zgoda- Freddiemu daleko do największych wirtuozów. Zgoda. Ale to nie znaczy, że jest średni albo przeciętny! |
Oczywiście, i nie wydaje mi się, żebym gdzieś tak napisał. Może w trakcie dalszej dyskusji, gdy trochę nerwów już powstawało, coś takiego padło, ale teraz chętnie to, już na spokojnie, sprostuję - nie uważam Mercury'ego za pianistę przeciętnego, ale uważam, że do świetności trochę mu brakuje, bo jest to określenie (wg mnie) zarezerwowane dla reprezentantów muzyki naprawdę profesjonalnej pod względem gry pianina (np. tak jak wspomniałeś, większość jazzu).
Z tym że to, co naprawdę cenię, to kompozycje Freddie'go na pianino, pisałem o tym od początku. Dla mnie wszystkie są bardzo oryginalne, każda tworzy pewien wyraźny klimat, doskonale się tych zagrań słucha. 'Somebody to love', 'You and I', 'Nevermore', 'Don't stop me now', 'Death on two legs', czy nawet 'Love of my life' - kto słucha, ten szybko wszystko pozna na pamięć, bo w grę pianina w tych kawałkach nie sposób się nie wsłuchiwać. Szkoda, że w latach 80. pianino odpadło z gry.
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: | | O ile The March Of The Black Queen jest jedną z perełek, jest też sporo takich kawałków, jak 'Teo Torriatte', które chyba w kwestii pianina do górnolotnych nie należy. |
Będę się czepiał, a co Świetny argument, gdyby nie jeden fakt. Akurat na TEO TORRIATTE (rzeczywiście niezbyt górnolotne) na fortepianie (masz, lemmor ) gra... Brian  |
Nie wiem, czemu o tym nie wiedziałem A wybrałem chyba najprostszy kawałek (pod względem pianina), jaki tylko się dało
| Fenderek napisał: | | hamburger napisał: |
Myślę, że liczba dźwięków ma jednak pewne znaczenie w kwestii ambitności kompozycji. Bo gdyby np. refren miał tylko dwa dźwięki, to bez względu na to, jak oryginalna byłaby ich kompilacja, melodia nie byłaby ambitna. Im więcej dźwięków, tym kompozycja jest bardziej skomplikowana i ambitniejsza, bo tym lepszy łeb trzeba mieć, aby ją poukładać w taki sposób, by dobrze brzmiała. |
A- właśnie; bo sama ilość dźwięków nie daje nic- szybki gitarzysta weźmie gitarę do ręki, napitoli milion dźwięków na sekundę i... ambicja? Prędzej cyrk... Więc bez ułożenia tych nut w składną całość o ambicji też nie możemy mówić. A to ułożenie- to już skala... I te nuty można poukładać (choćby ich było 3267 w ciągu minuty) po najprostszych skalach- i będzie to brzmiało ładnie i składnie, ale... uwierz mi, wielkiego łba do tego nie trzeba by mieć ani nie byłoby to ambitne... Ale możesz użyć do 10 dźwięków jakiejś dziwnej, nietypowej dla danej kultury czy danego stylu muzycznego skali- i to dla mnie jest muzyczny łeb! Kiedy z oczywistych dźwięków tworzy się nieoczywista dla danego gatunku muzycznego jakość. |
Co do tego, że sama liczba dźwięków o niczym nie świadczy, trudno się nie zgodzić. Tyle że ja uważam, iż prawdziwa ambitność i czysty profesjonalizm jest wtedy, gdy mamy sporą liczbę dźwięków, doskonale poukładanych. Wtedy mamy pewność, że przy komponowaniu czegoś takiego nie da rady bez wykształcenia muzycznego, bez znajomości teorii kompozycji. Natomiast przy sporej ilości kawałków rockowych mam co do tego wątpliwości, bo ta mała liczba dźwięków znacznie ułatwia ułożenie ich w taki sposób, by kompozycja była chwytliwa. Tak mi się wydaje - jeśli coś źle mówię, liczę na wytknięcie mi tego
I przepraszam świątecznie za to, że w pewnym momencie dałem się ponieść emocjom. Nie na tym dyskusja polega
EDIT:
| Bizzy napisał: | a ja sie przyczepie do fragmentu o wokalach koncertowych axla... i pisze to jako fan gunsow od tak dawna, jak queen... mam kilkadziesiat koncertow gn'r... takiego sweet child o'mine axl na zywo nie wykonal dobrze wokalnie ANI RAZU darl ryja jak glupi, w dodatku malo czysto.. a najlepszym przykladem czestej kiepskiej formy wokalnej axla jest niestety jedyny oficjalnie wydany koncert na dvd - tokyo 92.. axl chrypi tam i rzezi gorzej niz felicjan andrzejczak... w takim so fine, to duff ratuje sprawe swoim wokalem (niezbyt przeciez dobrym glosem)... |
Ale to, że Axl Rose na żywo śpiewa obrzydliwie, to wiem i to nawet zaznaczyłem, jest to taki przykład z przymrużeniem oka Trzeba tylko powiedzieć, że zwykle nie fałszował i NA OGÓŁ jednak chwytał wszystkie dźwięki. 'Sweet child o'mine' to przecież tylko przykład, koncert składa się z dużo większej liczby utworów. W 'Civil war' śpiewał czyste dźwięki (choć okropne), tak samo w 'Paradise city'.
| Bizzy napisał: | jaki to ma zwiazek z tematem? podlaes przyklad 3 wokalistow, ktorzy na zywo nie zawodzili i spiewali tak dobrze, jak na plytach... w tym i poprzednich postach obalilem te doskonalosc kazdego z nich powtorze wiec po raz ostatni: NIE MA wokalisty rockowego, ktory by spiewal na kazdym koncercie porywajaco i bezblednie i wyciagal zawsze to, co na plycie (no chyba, ze na plycie mial niezbyt wymagajace wokale... zdarza sie i tak...) |
Oj, ale przecież żadnemu wokaliście nie przypisuję takiej umiejętności. Tyle że byli wokaliści, którym udawało się wszystko czysto wyśpiewywać częściej, a byli tacy, którym się to udawało rzadziej. Tylerowi i Dickinsonowi udawało się do częściej, a Mercury'emu rzadziej. Nie mówię, że komukolwiek z nich wychodziło zawsze. Gdybym chciał na siłę wcisnąć kogoś, kto niemal zawsze wyciągał to, co w studiu, wymieniłbym Micka Jaggera, z tym że on miał właśnie niezbyt wymagające wokale, jak to ująłeś.
| Bizzy napisał: | | ... tak jak pisalem.. tyler w latach 80tych ledwo trzymal sie na nogach i darl sie , a nie spiewal, w dodatku padal nieprzytomny i niemal umarl na scenie.. |
Nie na każdym koncercie padał nieprzytomny, nie jest to reguła. Wydaje mi się, że zdarzały się koncerty, na których nie umierał Widziałem sporo bardzo dobrych wykonań.
| Bizzy napisał: | | dickinson nigdy na zywo nie wyciagnal koncowki aces high lub ancient mariner, a zaraz przed odejsciem ledwo usta otwieral na koncertach, bo mu sie nie chcialo, |
Wymieniłeś dwie piosenki, a w zasadzie tylko pewne momenty w tych piosenkach. Ja mogę dopisać tylko refren 'run to the hills', w którym dickinson nie wyśpiewywał pewnej nuty - więcej grzechów bruce'a nie pamiętam. To naprawdę mało w porównaniu do ilości dźwięków, których nie wyciągał Mercury. Choć do Dickinsona można mieć inne zastrzeżenia - jego głos kiepsko się przebijał przez gitary i przez to trochę męczę się przy słuchaniu koncertówek IM.
| Bizzy napisał: | | o axlu pisalem przed chwila, plant pod koniec lat 70tych bardzo czesto spiewal mizernie na koncertach, |
Ale przez spory czas wychodziło mu dobrze. Przecież Led Zeppelin powstało w latach sześćdziesiątych, a moment obniżki formy musi w końcu nadejść - Mercury też w 1986 r. na Wembley (a nawet w Budapeszcie) śpiewał o wieeeele gorzej niż w 1974 r.
| Bizzy napisał: | | joe elliott z def leppard w latach 80tych na zywo wyciagal wlasciwie wszystko to, co na plytach, a byly to bardzo wymagajace partie wokalne... efekt? od 93 roku wlasciwie nie ma glosu... w tej chwili jabym zaspiewal kawalki def leppard blize jwysokosci oryginalu, niz on.. calosc ratuja jak zwykle zajebiste chorki w DL... bach ze skid row wyciagal czasami nieziemskie wysokosci na zywo w latach 91-93... teraz, mimo ze wciaz moze spiewac w miare wysoko, to juz nie te nglos co kiedys... slyszalem gona zywo... chocby nie wiem jak sie staral to i remember you nie wyciagnie na zywo tak jak 15 lat temu... takich przykladow rockowych wokalistow z duza skala glosu moglbym podac jeszcze mnostwo... |
Tych przykładów nie mogę za bardzo skomentować, bo nie znam ich dobrze. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ziutek98

Dołączył: 15 Wrz 2007 Posty: 3947 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 1:17 am Temat postu: |
|
|
| Cytat: | | A może ja mam ochotę przy słuchaniu koncertu delektować się popisem wokalnym Freddie'go, który będzie doskonale odtwarzał te najtrudniejsze momenty? |
Musi Cię pocieszyć Improptu  _________________ PRÖWLER - kapela rockowa, ja na basie. Info o koncertach na kanale pod linkiem  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
PieciaM

Dołączył: 08 Lis 2005 Posty: 247 Skąd: Gdańsk
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 3:06 am Temat postu: |
|
|
Hamburger:
1. Mercury miał specyficzny aparat gry - nadgarski miał bardzo nisko ułożone i tak samo łokcie - nie do góry, lecz w dół. Dlatego cała ręka opadała w dół. Jest to nienaturalne i każdy pianista Ci powie, że to bład. Ale dzięki temu, Mercury grał strasznie "perkusyjnie", co doskonale pasuje do rozrywki - potrafił bawić się w wirtuoza fortepianiu - to na płytach, ale na koncertach grał prosto - i to właśnie jest cudowne.
2. Mozart był właśnie taki - że każda nuta była wyważona, żadnej nowej by nie dodał, żadnej by nie skreślił. Ale to muzyka poważna. Rock rządzi się innymi prawami. I szczerze mówiąc - wole mniej dzwieków "niepotrzebnych", ale za to ciekawiej ułożonych. Podpisuje się pod Fenderkiem.
3. Co do partii wokalnych - nie możliwością jest powtórzenie wszystkiego jak na płycie na koncercie - gdzie każdy - podkreslam KAŻDY - kawałek ma takie momenty. Po 3 numerach siada Ci gardło. A Mercury był tylko człowiekiem. Ale był zawsze plus - że nie śpiewał zupełnie inaczej, starał się stale nawiązać do oryginału i nie można powiedzieć o drastycznym spadku formy - wiadomo bowiem,że inaczej śpiewa się w 75r a inaczej 11 lat poźniej live... _________________ "Today I settled all family business so don't tell me that you're innocent." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
KrzysiekP

Dołączył: 26 Lut 2006 Posty: 2115 Skąd: Wielkopolska
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 12:59 pm Temat postu: |
|
|
| Wydaje mi się, ze i w muzyce klasycznej znajdzie się coś mniej ambitnego od reszty. Tak samo jest w rocku. Są świetne utwory ale również i typowa nawalanka. Queen w latach 73-76 było grupą ambitną. Poniekad swiadczy o tym fakt mała liczba utworow w 10 największych przebojów w radio. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Pon Gru 24, 2007 4:18 pm Temat postu: |
|
|
banks (genesis) powiedział kiedyś, że trudniej zrobić wysmakowany przebój, niż nagrać progresywną płytę. ten pan chyba coś o tym wie, prawda? wesołych świąt |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 1:14 am Temat postu: |
|
|
Fenderek, nie zauważyłem, że coś dopisałeś do swojego posta. Obiecuję, że na to niedługo odpiszę.
| Fenderek napisał: | | Każdą melodię można zanucić z głowy bez znajomości teorii- melodie symfonii to też nic innego jak skale, melodia to melodia- każdą! może wymyśleć laik. Co innego ją zapisać a jeszcze większy problem- zaaranżować… Ale Ty przecież mówisz o napisaniu… Weź “Sonatę księżycową” Beethovena (jedna z moich ulubionych melodii wszech czasó)- to nie jest super trudna rzecz, tam nie ma miliona nut… |
Też Beethoven mi się przypomniał, jak pisałem o tych nutach W gruncie rzeczy dochodzę do wniosku, że możesz mieć nawet rację Można by się jednak wgłębić właśnie w te aranżacje i ocenić ambitność queen'owych w porównaniu do tych najbardziej profesjonalnych, np. z muzyki klasycznej. Zauważmy, że Queen często idzie w aranżacjach trochę na łatwiznę, o czym świadczą choćby często mało rozbudowane linie bassu, a przede wszystkim zwykle niezbyt rozwinięta gra perkusji. Ustalając prostą grę bassu i perkusji, idzie się z lekka na łatwiznę w tworzeniu aranżacji i z pewnością jest to troszkę nieambitne. Co by tu nie mówić, aranżacja w muzyce klasycznej zazwyczaj banalna nie jest - linia gry każdego instrumentu uczestniczącego w utworze jest w jakiś sposób oryginalna i dobrze przemyślana. Akurat 'sonata księżycowa' nie jest przykładem potwierdzającym tę tezę, co świadczy o tym, jak ciężko jest w pełni zrozumieć pojęcie ambitności
| Fenderek napisał: | | Zgoda, że JEST różńica między muzyką klasyczną a Queen ale ta dyskusja przypomina mi rozmowę o samochodach między kierowcą Tira I kierowcą Ferrari- jeden będzie twierdził, że jego samochód jest szybszy więc lepszy, drugi stwierdzi, że niech sobie w takim razie ten z Ferrari sam zrobi przeprowadzkę… Dwa różne światy!!! |
Racja, dwa różne światy. Ale wiesz, czym moim zdaniem się różnią? Tym, że muzyka rockowa jest komponowana jednak zazwyczaj głównie dla przeciętnych ludzi. Bo rockman właśnie ich przychylność chce sobie zaskarbić, bo to od nich będzie dostawał kasę. Często muzyka ta bywa połączeniem profesjonalizmu z prościutkimi motywami mającymi na celu przekonanie do siebie szerokiego grona słuchaczy. Queen - z jednej strony profesjonalny wokal i świetne solówki gitarowe, a z drugiej - proste łupu cupu na bębnach, aby ludzie mogli sobie poskakać. W muzyce rockowej (także w muzyce Queen'u) występuje ten obniżający jakość aspekt - konieczność przypodobania się publiczności. To powoduje, że muzycy nie mogą pokazywać pełni swoich możliwości, muszą swoją muzykę upraszczać, by odpowiadała ogółowi. Muzyka klasyczna nie ma za zadanie zyskać rzesz fanów, którzy będą wrzeszczeć na koncertach, jej wykonawcy nie są więc skrępowani tym destruktywnym aspektem, którym skrępowany jest rock. Dotyczy to również Pink Floyd i Led Zeppelin. Wymieniałeś Genesis, niestety znam ten zespół tylko od tej wierzchniej strony, chyba mniej ambitnej...
| Fenderek napisał: | | Poniekąd zgoda- niezbyt obiektywne źródło opinii. Ale wspominasz Dickinsona… Mam gdzieś jego wychwalającego wokal Freda pod niebiosa… Więc? Znajdź mi zresztą wywiad z jakimkolwiek uznanym wokalistą rockowym (zresztą- nie musi być rockowy) w którym ten KRYTYKUJE głos Freddiego. |
Bo głos Freddiego był świetny. Też bym go nie skrytykował w mediach, gdybym wystąpił jako znany wokalista rockowy - tak nakazuje honor. Zresztą, jak się domyślam, Bruce Dickinson nie miał 10 minut na wypowiedzenie się na temat wokalu Mercury'ego. Sam gdybym miał streścić moją opinię na temat głosu Freddie'go w dwóch zdaniach, wypowiedziałbym same dobre słowa, bo pozytywy są 100 razy większe od negatywów. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
krs

Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1677
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 2:01 am Temat postu: |
|
|
| lepiej przyznajcie się, kto ukradł karpia z mego stołu... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Wto Gru 25, 2007 11:52 am Temat postu: |
|
|
wiem, ale nie powiem  _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Nie Gru 30, 2007 4:27 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | Muzyka klasyczna nie ma za zadanie zyskać rzesz fanów, którzy będą wrzeszczeć na koncertach, jej wykonawcy nie są więc skrępowani tym destruktywnym aspektem, którym skrępowany jest rock.
|
Sorry, ale śmiać mi się zachciało. Bo tzw. klasyczna miała rzesze fanów; Mozart czy Beethoven, Straussowie, Chopin byli idolami w swoich czasach gromadzili na swoich koncertach tłumy słuchaczy. A po za salami koncertowymi, salonikami królów byli witani jak Fredek, Bono i cała reszta.
W Wiedniu odbywały się nie mal pojedynki kompozytorów i kto stworzył lepszy kawałek zyskiwał przychylność Monarchy, arystokracji i gawiedzi. To tylko nam się wydaje, że to takie POWAŻNE.
Może taki Bach nie miał fanów, bo tworzył trochę w innych czasach i muzykę kościelną. _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Nie Gru 30, 2007 8:43 pm Temat postu: |
|
|
| daga napisał: | | Sorry, ale śmiać mi się zachciało. |
Tee, cieszę się, że tak wspaniale się bawisz, śmiech to zdrowie
| daga napisał: | | Bo tzw. klasyczna miała rzesze fanów; Mozart czy Beethoven, Straussowie, Chopin byli idolami w swoich czasach gromadzili na swoich koncertach tłumy słuchaczy. A po za salami koncertowymi, salonikami królów byli witani jak Fredek, Bono i cała reszta. |
No pewnie, straszna komercha z tej muzyki klasycznej Ciekawe tylko, dlaczego Piotr Czajkowski, gdy uciekł od żony i musiał rzucić pracę na wielkiej rosyjskiej akademii muzycznej, ledwo wiązał koniec z końcem W końcu sobie poradził, ale to dlatego, że zainteresowała się nim bardzo hojna arystokratka Sęk w tym, że Czajkowski nie ruszał w wielkie trasy koncertowe po całym świecie i nie dostawał mnóstwa pieniędzy z rąk dowolnych ludzi z ulicy. Inne były zatem priorytety. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Fenderek

Dołączył: 14 Lis 2003 Posty: 13423
|
Wysłany: Nie Gru 30, 2007 11:16 pm Temat postu: |
|
|
Jeden Czajkowski wiosny nie czyni- większość z nich była GWIAZDAMI w tamtym czasie _________________

Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter- don't mind.
A teraz, drogie dzieci ... pocałujcie misia w dupę
http://fenderek.blogspot.co.uk/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Nie Gru 30, 2007 11:40 pm Temat postu: |
|
|
Sztuka zawsze szuka swojego odbiorcę, inaczej po prostu nie ma powodu, dla którego miałaby istnieć.
Także sztuka w postaci muzyki klasycznej. Po prostu obyczaje się zmieniły. _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
szymek_dymek

Dołączył: 24 Lis 2004 Posty: 2079 Skąd: Racibórz
|
Wysłany: Nie Gru 30, 2007 11:43 pm Temat postu: |
|
|
| hamburger napisał: | Ciekawe tylko, dlaczego Piotr Czajkowski, gdy uciekł od żony i musiał rzucić pracę na wielkiej rosyjskiej akademii muzycznej, ledwo wiązał koniec z końcem W końcu sobie poradził, ale to dlatego, że zainteresowała się nim bardzo hojna arystokratka Sęk w tym, że Czajkowski nie ruszał w wielkie trasy koncertowe po całym świecie i nie dostawał mnóstwa pieniędzy z rąk dowolnych ludzi z ulicy. Inne były zatem priorytety. |
To nie priorytety były inne, tylko realia. Mówisz o XIX wieku w Rosji - czasie, kiedy biedota nie miała pojęcia o muzyce i nie posiadała wstępu na żadne koncerty czy poważne imprezy rozrywkowe. Czasy Czajkowskiego to dopiero raczkujące uwłaszczenie chłopów, a zatem "dowolni ludzie na ulicy" nie wiedzieli, kim był Czajkowski, ale też nie znali ówczesnych polityków, mogli nie widzieć władcy swojego kraju przez całe życie itp. itd. Kompozytorzy byli gwiazdami arystokracji i miast, bo nic innego nie wchodziło w rachubę. W tym kręgu ich popularność musiała być potężna, skoro koronowane głowy przyjmowały ich na swych dworach chętnie i ciepło. Dokładnego życiorysu Czajkowskiego nie znam, więc nie wiem, jak to z nim dokładnie było Każdemu może się trafić chwila załamania weny  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
hamburger

Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 215 Skąd: z fabryki wafelków
|
Wysłany: Nie Gru 30, 2007 11:43 pm Temat postu: |
|
|
| Fenderek napisał: | | Jeden Czajkowski wiosny nie czyni- większość z nich była GWIAZDAMI w tamtym czasie |
Chciałem pokazać, że kompozytorzy muzyki klasycznej raczej nie brali pieniędzy z kieszeni wszystkich fanów. Podstawą ich sławy była chyba arystokracja, a to zazwyczaj ludzie dużo bardziej 'ukulturalnieni' byli. Szacunek ze strony gawiedzi niewiele dawał, nie byłoby więc sensu tworzenia czegoś takiego, co dziś nazywamy popem Nie było sensu zbytniego upraszczania.
| szymek_dymek napisał: | | To nie priorytety były inne, tylko realia. |
Dokładnie. Ale panujące wtedy realia nie ciągnęły poziomu muzyki w dół Wpływały na muzykę raczej pozytywnie. _________________ The one thing we're all waiting for
Is peace on Earth, an end to war
It's the miracle we need
The miracle... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Gnietek

Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 936 Skąd: z pięknej planety zwanej Ziemią :)
|
Wysłany: Pon Gru 31, 2007 12:19 am Temat postu: |
|
|
Wszystko to nie zmienia faktu, że jednak muzyka klasyczna, zgodnie ze współczesną terminologią była komercyjna. Do czasów Beethovena, któremu jakoś udało się w miarę uniezależnić, każdy kompozytor musiał mieć swojego sponsora, dla którego grał to, co mu się podobało, a ni to, co kompozytor może by chciał przekazać. Czy taki sobie typowy arystokrata był taki "ukulturalniony"? Trudno powiedzieć. Richard Wagner twierdził, że jego protektor, Ludwik II Bawarski, nie miał pojęcia o muzyce, ale grał dla niego, bo najlepiej płacił. Być może ci muzycy byli bardziej uzależnieni od swoich odbiorców niż współcześni. Może o tym świadczyć fakt, że za wielce ryzykowną prowokację i coś dotąd niesłychanego uznano pewną kompozycję Haydna. Otóż ten kompozytor chciał zwrócić uwagę swojego protektora, księcia Esterhazy, że jego orkiestra dostaje za mało pieniędzy (a ściśle - że nic nie dostaje od dłuższego czasu). Skomponował więc utwór, w czasie którego wykonywania po kolei goście z orkiestry kończyli i się zwijali. Haydn miał wielkie szczęście, że książę dobrze zrozumiał wymowę scenki, wziął ją za żarcik i wypłacił pensję. Jak to się ma do wielkich prowokacji, których dopuszczają się względem swojej publiczności rockmeni? _________________ Wszyscy jesteśmy jak worki kartofli: czy chcemy, czy nie, i tak nas wrzucą do piwnicy.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga Site Admin

Dołączył: 29 Paź 2003 Posty: 11065 Skąd: Warszawa - Ursynów
|
Wysłany: Wto Sty 01, 2008 11:48 pm Temat postu: |
|
|
Wiadomo, że w każdym okresie byli twórcy mniej i bardziej komercyjni jak na swoje czasy. Jedni pisali utwory na zamówienie, teraz kapele nagrywają to co wytwórnia chcę i stację radiowe itd.
Nawet teraz bardzo dobre zespoły miewają problem z istnieniem z powodów finansowych i muszą prosić swoich fanów o wsparcie, aby pojechać w trasę koncertową! To są koszta bycia nie zależnym, nagrywania tego co się chcę, a nie co ma się sprzedać.
Co do Czajkowskiego i takich sytuacji. A jak było w Polsce za tzw. komuny. artyści nagrywali płyty, sprzedawali 100tys sztuk i mieli za to grosze, bo były jakieś wyliczenia, rozdzielniki itd. Na Zachodzie byliby super gwiazdami z milionami na koncie, ale to była Polska. Ilu to dobrym zespołom z perspektywami zaistnienia na Zachodzie, bo nie na Wschodzie władze cofały pozwolenia na wyjazd, lub wydanie płyty czy coś tam.
Dla mnie ciekawym przykładem ambicji muzycznych jest Niemen. Zaczynał od śpiewania big bitu Ciuciubabek i innych lekkich piosenek potem poszedł w ciekawszym kierunku to co wszyscy znają Sen o Warszawie itd. i kiedy już miał uznanie, sukces rzucił to i zaczął nagrywać to co chciał, mniej komercyjne, trudniejsze w odbiorze. Mógł to robić ze spokojem, bo wcześniej zapewnił sobie jakiś byt. Jakby zaczął od nagrania Bema pamięci rapsod to szybko musiałby poszukać alternatywnego źródła dochodu.
Nie od dziś wiadomo, ze ci bardziej komercyjni wykonawcy utrzymują tych mniej radiowych, bardziej ambitnych. Wykonawcy, którzy postanowili coś lepszego nagrywać teraz żyją albo z normalnego etatu lub z grania koncertów. Dla nas jest fajnie jakiś X band nagrywa coś ambitnego, ale nie myślimy ile to kosztuje wyrzeczeń nagranie tego, wydanie. Ile razy się czyta, że zespół X wziął pożyczkę aby nagrać album lub gra serie koncertów, aby wyrównać koszty wydania. Oczywiście są gatunki muzyczne gdzie starczy tylko komputer do nagrania albumu i strona w myspace do publikacji.
sorry mam wrażenie, że zeszłam z tematu...... ale takie kwestie w muzyce fascynują mnie........ _________________ http://www.wierszetakzwane.prv.pl/
http://www.deaky.prv.pl/
http://www.queen1991.blog.pl
http://www.queen.blox.pl
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Qnegunda

Dołączył: 20 Lip 2005 Posty: 2030 Skąd: Poznań/Warszawa
|
Wysłany: Czw Sty 03, 2008 12:32 am Temat postu: |
|
|
Z Queen jednak była o tyle ciekawa sprawa, że kasę zbili przecież na albumie ambitnym, może nie aż tak bardzo bezkompromisowym, ale z pewnością dość odważnym. Być może to kwestia tego, że u Królowej tak naprawdę większość tych ciekawszych, nowatorskich kawałków brzmi równocześnie naprawdę lekko, słucha się ich wręcz bez większego przywiązywania wagi do ich znaczenia. Nie ma tego ciężkiego kurzu ideologii. Czasami szkoda, ale z drugiej strony - miło jest być dumnym z zespołu, który niekonwencjonalne rozwiązania muzyczne uczynił popularnymi i przystępnymi. Dlatego też za te lata 80. mogą oberwać trochę bardziej  _________________ W avatarze jest lemur, gdyby kto nie wiedział. W domu wygląda tak samo.
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattey

Dołączył: 08 Lip 2006 Posty: 1417 Skąd: Lublin
|
Wysłany: Czw Sty 03, 2008 1:05 am Temat postu: |
|
|
I bardzo dobrze, że nie mieszali się w żadną ideologię. Chociaż może właśnie dlatego nie wszyscy biorą ich na poważnie. W końcu to zespół, który przyznawał się, że jest po to by dostarczać ludziom rozrywkę. I im si udawało. Ale potrafili niejednokrotnie przemycić do tego błysk geniuszu i naprawdę ambitne kawałki.
A to nie byle osiągnięcie.
<Głos z megafonu>: Pani Qnegunda proszona do tematu o ASAQ! _________________ Pierwszy Mattey Forum
Pierwszy vice Pisarz Forum 2007!
wg Fenderka: Pierwszy Humorysta Forum 2009!
wg NARa: Drugi Fenderek! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|